sobota, 31 sierpnia 2013

O GADACH, WIEDZY I ŚWIADOMOŚCI

Negatywne emocje wobec gadów są zakodowane w większości ludzkich umysłów jako myśli pasujące do odpowiedniego programu (nienawiści i strachu), dlatego wpływają one na ocenę zachowań tego stworzenia. A ponoć to ryby, które wyszły z oceanu na ląd… „Ufoludki” – ha, ha, ha…



Bałam się jako małe dziecko gadów i płazów. Nie mogłam spać, bo widziałam na firance i wokół okna te stworzenia. Mama musiała zostawiać w moim pokoju zapaloną lampkę. Nawet wizyta u słynnego wówczas psychologa nie pomogła ;-). Do momentu aż któregoś letniego dnia moja mama złapała zieloną żabkę i pokazała mi ją. Zapytała, czy zechciałabym wziąć ją do ręki. Wzięłam i… to było piękne uczucie, „traumatyczne pozytywnie”, bo wówczas przestałam się bać tych stworzeń. Może ktoś we wcześniejszym wcieleniu mnie nimi straszył? – ha, ha, ha… :-D Albo może jakieś inne dziecko w zabawie straszyło mnie i ten strach został w mojej podświadomości?



"Wysoki poziom" wiedzy albo nawet "ogromna" wiedza o niczym nie świadczą i niczemu nie służą prócz wzmacniania naszego ego. Można mieć świadomość ziarnka piasku, piłki pinpongowej, a wiedzę ho,ho,ho… i co z tego? Mnie interesuje poszerzanie świadomości... 

Wiedza teoretyczna bez praktyki jest tylko narzędziem służącym dla zabaw intelektualnych umysłu i stawiania pułapek, zagadek itp. na inne cząstki umysłu mające różne przekonania. Wspaniale, jak ktoś chce tak sobie pogrywać, niech gra. Mam co innego do zrobienia :-)

Znam wiele osób, które mają już sporą wiedzę o tym, jak mogą się np. “uzdrawiać”, jak zmienić swoje wzorce myślenia i zachowań, by zacząć żyć np. w spokoju, pokoju i harmonii, a mimo to żyją “po staremu” i wciąż np. w cierpieniu, w rozchwianych emocjach, nieświadomej nienawiści itp… chociaż mówią, że pragnę zmiany. To kłamstwo. Bo nadal wolą mówić o tym, że to inni i cały świat powinien się zmienić, bo przecież... nie oni. Ale spokojnie, mamy czas, by zmiany, które już się zadziewają, które nas jeszcze czekają, mogły się przejawiać…



O "gadziej naturze"...

Można po prostu wybaczyć W SOBIE gadzią naturę, ponieważ każdy z nas kiedyś postępował w taki sam lub podobny sposób – bo to są także części MNIE jako Całości, które wciąż w sobie NEGUJEMY, których wciąż się WYPIERAMY. Gdy przyjmiemy je, wybaczymy i uwolnimy, wtedy "gady" same odejdą.

Miałam wizję z tym związaną przy pewnej Starej Lipie koło Jaszczurowa... *)


Niestety albo “stety” (zależy co komu potrzebne) nasze ja-ego, które jest utożsamione mocno z wyobrażeniem siebie jako “lepszych od innych”, od tych "okropnych czarnych owiec czy baranów” nie pozwala nam na przyjęcie tego prostego rozwiązania.

Gady były podobno wytrzebione na Atlantydzie...

“Gady” miały swoje zadanie do wykonania na Ziemi. Nie były całkiem “złe”. Miały swoje “wady” i “zalety” jak każda “forma istnienia”, jak różne istoty we wszechświecie. Np. funkcje tzw. “gadziego mózgu” są podobno związane z silnymi emocjami. Gdybyśmy ich nie mieli, nie możliwe byłoby doświadczenie np. orgazmu w trakcie aktu seksualnego albo wielkiej radości czy płaczu euforycznego, wzruszenia czy stanu wielkiej szczęśliwości. Albo rozpaczy… Wszystkich emocji zarówno “pozytywnych” jak i “negatywnych”.

Czyż uznacie, że tego typu doświadczenia były “złe”? Z jakiegoś powodu potrzebowaliśmy ich.

Nasze ego (wiem to z własnego doświadczenia, ponieważ tak też działałam) ma łatwość generalizowania i dokonywania polaryzacji: to jest tylko białe, a to jest tylko czarne. Ale można też zacząć widzieć rzeczy takimi, jakie są naprawdę, a nie takimi, jakie wydają się być (dla naszego ego).

Poprzez zrozumienie i dostrzeżenie tego, że “gady” nie są wyłącznie “złe” zmienia się nasza świadomość. Przychodzi przypomnienie, rozpoznanie, że “gady” są inne od nas, ale z tego powodu także nierozumiane przez nas. I na Atlantydzie na przykład zostały wytrzebione. A być może z tamtego doświadczenia w nich i także w nas pozostała trauma

Najprościej (takie jest moje doświadczenie) jest uzdrowić w sobie swoją “gadzią naturę”. Póki te wzorce są w nas i ukryte w naszej nieświadomości (podświadomości), to wciąż będziemy na "nich" przenosić i projektować “całe zło”, które głęboko ukryte jest w nas samych.

No, ale takie jest “moje” doświadczenie i wiedza. Twoja czy Innych może być inna, ponieważ doświadczamy tego świata na różne sposoby.


Może wciąż za dużo zajmujemy się innymi, a za mało sobą? Szczerze mówiąc miałam także wizję związaną z Ziemią – Matką Gają, że ona nie potrzebuje naszego uzdrawiania, jest na tyle potężna, że mogłaby się uzdrowić sama, bez nas. To jej ludzkie dzieci mogą siebie uzdrawiać. Ale także doświadczyłam tego i wiem, że ludzie zajmują się uzdrawianiem innych i wpadają w piękną pułapkę “uzdrawiania”. Pułapkę dlatego, że to takie atrakcyjne dla naszych ego. A to wielka ILUZJA, kolejna GRA. Nikt nikogo nie uzdrowi. Każdy może prawdziwie uzdrowić wyłącznie sam siebie. Co najwyżej możemy wspierać siebie i innych w tym samouzdrawianiu.

I kiedy ktoś przychodzi do mnie z prośbą o pomoc (uzdrawianie), nigdy nikogo nie uzdrawiam. Tylko wspieram procesy samouzdrawiania. Wtedy poszerza się nasza świadomość. Kiedy ktoś mnie prosi, bym pomodliła się za kogoś, mówię uczciwie, co czuję: pomódl się sam lub sama za siebie, a ja mogę tylko przesłać Ci energię wszechogarniającej miłości z serca. Mogę pomóc Ci rozpoznać różne kłamstwa, ale nie wiem, co jest Tobie potrzebne albo przeznaczone. 

Poznałam różnych uzdrowicieli i rozpoznałam jak wielu jeszcze z nich bawi się w grę uzdrawiania innych podbijając tym samym bębenek swojego pięknego ego. Takie jest moje doświadczenie i rozpoznanie (przypomnienie). Ale skoro tak lubią, chcą, muszą, potrzebują... to ich wybory. Czy świadome czy nieświadome? - nie ma to w zasadzie znaczenia.

Wiem, że nie rozumiejąc innych nie rozumiemy siebie samych… Dlatego wtedy nie potrafimy nikomu naprawdę pomóc. I nie rozumiejąc siebie nie rozumiemy innych.
 .. No cóż, przypomniałam sobie kiedyś, że najwięcej potworów zagnieździło się w nas samych. W naszej tak zwanej podświadomości (nieświadomości) ukrytej przed naszą świadomością. Dlatego zaczęłam się zajmować ich uzdrawianiem w sobie. I zrozumiałam, że nikt inny nie może tego zrobić za mnie. Owszem, może mnie wesprzeć, pomóc w czymś, ale nikt nie zrobi tego za mnie.

No i wiem, że do tego potrzebna jest odwaga, by rozpoznać wszystkie swoje kłamstwa na swój własny temat. 

W ten sposób możemy się od nich uwolnić, a energię, którą je zasilaliśmy możemy “przetransformować”  i zasilić inne wzorce, które będą sprzyjały naszej ewolucji świadomości. 

No więc odejdą sobie te "gady czy nie odejdą?


Kiedy myślę i jestem przekonana o tym, że tego NIE ZROBIĄ, no to nie daję szansy na zaistnienie takiej sytuacji, że to zrobią. A ponadto teraz jest czas, w którym uczymy się ODPOWIEDZIALNOŚCI ZA SAMYCH SIEBIE. Nie wszyscy muszą przejść przez ten “test”. Po prostu, Nie wszyscy MUSZĄ.

Chcesz dostrzec ten "wielce wysublimowany" myk umysłu, który "produkuje" atrakcyjne przekonania utrzymujące TEN STARY ŚWIAT władców i poddanych, oprawców i ofiar itd...?

1. mogę wierzyć, że “ONI” nie zmądrzeją i będą kontynuować “swoje GRY”, ale uważam, że to “złe”. Wtedy tą swoją wiarą – tym przekonaniem wciąż i wciąż zasilać będę w sobie energię złości na NICH i toczyć WEWNĘTRZNĄ WOJNĘ Z “NIMI”.

2. mogę wierzy, że “ONI” kiedyś zmądrzeją i się zmienią. Wtedy taką swoją wiarą – tym przekonaniem będę zasilać wszelkie sposoby działania, by przekonać ICH” lub zmusić do dokonania jakichś zmian. W ten sposób także będę toczyć WEWNĘTRZNĄ WOJNĘ (a może i zewnętrzną także) Z “NIMI”

Jest jeszcze jedno wyjście. To moja droga - odpuścić sobie taką “wiarę” i takie przekonania. Zając się przede wszystkim sobą, a nie innymi. Wtedy mogę zacząć tak działać, by znaleźć sposoby na zakończenie wewnętrznego konfliktu i WOJNY Z "NIMI". Zadbać o siebie i tych, z którymi rzeczywiście współtworzę relacje, a nie ILUZJE w mocno ograniczonym różnymi przekonaniami umyśle.

Każdy z nas ma swoje do zrobienia ;-D


Ozyrys pisze:

“… Według Stewarta Swerdlowa obecność Gadoidów w naszym Wszechświecie to …dar, dzięki któremu szeroko rozumiany rodzaj ludzki ma szansę nie skończyć jako kosmiczne pomyje, tzn. zepsute dzieci czy zadowolone z siebie duchowe trylobity; przy czym nie jest jakaś jego twórcza – nawiedzona interpretacja ani autorska hipoteza, tylko po prostu kluczowy punkt rzeczowej, kronikarskiej relacji o historii naszej galaktyki, zdawanej w oparciu o informacje zgromadzone w toku całego niezwykłego życia – naprawdę kiedyś ktoś gdzieś wpadł na taki pomysł, żeby ludziom wszystkich gwiazd sprawić tego typu prezent, tak jakby uzdolnionemu szachiście z prowincji wyszukać odpowiedniego dlań sparingpartnera, coby nie zatrzymał się na zawsze na swym niby-mistrzowskim poziomie. Według tej długofalowej rekonstrukcji dziejów, gdyby nie reptilianie, ludzie po prostu wegetowaliby sobie na zasadzie stagnacji duchowej i cywilizacyjnej, niczym sympatyczne ruchliwe roślinki, pozbawieni motywacji do dalszego rozwoju, samodoskonalenia się i odkrywania prawdziwej natury fizycznej rzeczywistości (że jest ona tylko iluzją, którą możemy przekraczać samą mocą własnej duszy, tak naprawdę tutaj nie należymy, a jedynie czasowo przebywamy “daleko od domu”, tj. całkowitej jedności z Boską Świadomością)….”
Jednocześnie S. Swerdlow bardzo wyraźnie zaznacza, uwypukla i przy każdej nadarzającej się okazji przypomina, że jeśli nienawidzimy gadoidów, ma to charakter bezpośrednio autodestrukcyjny – wówczas nienawidzimy także samych siebie, gdyż tu na Ziemi chcąc nie chcąc wszyscy posiadamy reptiliańskie DNA, stanowi ono część nas; poza tym wkraczamy wtedy prosto w ich dialektykę, upodabniamy się do nich, oddalając się od naszej ludzkiej natury, której przeznaczeniem i jedynym możliwym w finalnej perspektywie spełnieniem jest bezwarunkowa miłość do wszystkich i wszystkiego, czyli godne odwzajemnienie uczuć kosmosu, Boskiej Świadomości stwórczej czy jakby to kto chciał nazywać, tak naprawdę odnosząc się przy tym również do siebie; z tym, że też byle bez zaślepienia z tą miłością – według Stewarta nawet zabicie napastnika jest uprawnione, jeżeli tylko w ten sposób możemy obronić życie własne albo czyjeś inne; z kolei samobójstwo to według jego onegdaj sztucznie rozszerzonej intuicji coś w rodzaju “kosmicznego przestępstwa” w świetle odwiecznych praw obecnych między wszystkimi gwiazdami. W życiu i na drodze samorozwoju wcale nie chodzi o to, by tłumić i zwalczać w sobie wszystko, co negatywne, zwracając się wyłącznie ku swojej “jasnej stronie” – wręcz przeciwnie, taka droga to naiwna ułuda bez szans na posunięcie się naprzód, ponieważ zarówno w nas, jak i w całym wszechświecie i jego Boskiej Duszy zawsze współistnieją czynniki pozytywne i negatywne, których rozróżnienie zależy zresztą tylko od subiektywnego punktu widzenia."

Ciekawe, że Ozyrys znalazła tekst jakby potwierdzający moje rozpoznania i wiedzę z nich wynikającą, chociaż nie całkiem :-) 


Powyższy cytat i przekonania Stewarta ze mną i moją wiedzą oraz doświadczeniem (i świadomością) nie całkiem rezonują. Gdy zabijamy napastnika dla ochrony własnego lub czyjegoś życia, to takie działanie jest takim samym “przestępstwem” jak samobójstwo. Chodzi o to, że zakłóca nasze połączenie, w pewnym sensie “odcina” nasze połączenia ze Źródłem czy “Boską Świadomością”.

A jeśli chodzi o zastosowaną analogię do gwiazd… są gwiazdy, które – wygląda, że się pożerają lub unicestwiają, ale to tylko tak wygląda. To jest całkiem inny proces, który nam – ludziom trudno zrozumieć. Są gwiazdy, które ulegają samospaleniu na przykład. Inne są jednak “jakościowo” i z innych powodów zazwyczaj zdarzają się: samobójstwo człowieka i “samobójstwo” gwiazdy, które tak naprawdę nie jest samobójstwem (tak to wygląda z perspektywy ludzkiej świadomości). Do samobójstwa gwiazdy można przyrównać samospalenie się jakiegoś buddyjskiego mnicha na przykład. Nie poprzez polanie benzyną i podpalenie, ale poprzez wybuch energii zawartej w ciele mnicha.

W każdym razie, gdy zabijamy innych (lub siebie), takie działanie nadal wykonywane jest z poziomu z niezrozumienia i świadomości ograniczonej pewnymi przekonaniami i powiązanymi z nimi EMOCJAMI:-) Natomiast nie zabicie w takiej sytuacji napastnika nie wynika “z zaślepienia miłością”, lecz z pełnego zrozumienia i świadomości, czym zabicie jest. O “zaślepieniu miłością” może mówić i pisać ktoś, kto nie ma pojęcia (nie rozumie i nie ma świadomości) czym MIŁOŚĆ jest.

W każdym razie w następnym wcieleniu czy nawet w innej formie będziemy musieli prędzej czy później przez tego typu doświadczenie przejść… rezygnując z możliwości zabicia w obronie własnego lub czyjegoś życia. Dodam, że nie jest konieczne, by doświadczyć takiej sytuacji w tzw. realu. Wystarczy, że PRZYPOMNIMY sobie podobną sytuację i ją “uzdrowimy”, przetransformujemy i uwolnimy w sobie. Ten wzorzec pochodzi od innych “kosmicznych Przodków z Przyszłości”  I także jest w nas.

“tak naprawdę tutaj nie należymy, a jedynie czasowo przebywamy “daleko od domu”, tj. całkowitej jedności z Boską Świadomością)….””

Temat “daleko od domu” akurat “przerobiłam” na swój sposób. 
W tej wizji zrozumiałam także, że ów pra-dom jest w sercu każdego z nas. Poczułam to. Moja wcześniejsza tęsknota (ta od dzieciństwa), by tam wrócić zamieniła się na pragnienie działania, by przebudzić w sobie pamięć uczucia, które „stamtąd” czyli z samego środka, z głębi serca pra-domu (wszechświata ?) pochodzi.


Jesteśmy PODRÓŻNIKAMI w NIESKOŃCZONOŚCI i gdy przechodzimy z jednego świata do innego, to zawsze ten NOWY jest NIEZNANY. I w tym sensie zawsze spotykamy się z tymi, którzy nasz rozwój i rozpoznawanie “ZASAD GIER” danego świata umożliwiają.


I z tego, co mi wiadomo np. mamy cztery części wspólne z gadami:
- mózg
- serce
- ciało
- wzorce myślowe i działania

W mózgu – mamy gadzi mózg powodujący np. emocjonalność.
W sercu – mamy przegrodę (u krokodyli np. przegroda jest pełna).
W ciele – mamy kręgosłup i mięśnie na przykład.
Wzorce myślowe i działania możemy w pewnym zakresie dowolnie zmieniać.

Zresztą z każdą z 12 "ras" naszych kosmicznych "Przodków z Gwiazd" mamy jakieś wspólne "części". 
Właśnie człowiek o tyle jest NIEZWYKŁĄ Istotą, ponieważ łączy w sobie cechy czasem nieprawdopodobnie różnych "ras". Ale w różnych cyklach kosmicznych, w każdym kolejnym świecie cechy jednej z tych "kosmicznych ras" stają się cechami dominującymi. Jest zawsze jedna rasa "dominująca" i kilka jej "podporządkowanych".

Powrócę teraz jeszcze do Kodeksu LAUD.
Na wielu rycinach tam umieszczonych, przedstawione są postaci bogiń i bogów. Tu mamy jedną z wielu wersji Drzewa Życia i boginię.



Na tym Drzewie życia umieszczonych jest - jeśli się nie mylę SIEDEM SYMBOLI p KWIATÓW. Ale mnie zainteresowały symbole umieszczone na dole. Niektóre z nich to są symbole owej ósemki bogów z innego obrazka. 

Na różnych rycinach pochodzących z KODEXU LAUD, w pasku na dole znajdują się różne znaki. Zazwyczaj jest ich pięć (jak pięć światów - cykli 5 x 5200lat) i wszystkie przedstawiają pięciu, choć nie zawsze tych samych bogów w różnych konfiguracjach...

Tu inna rycina z Kodeksu LAUD z Bogiem siedzącym na Drzewie Życia:


Na tym Drzewie Życia umieszczonych jest OSIEM KWIATÓW". Podobne symbole jak tych pięciu "RAS z KOSMOSU" są użyte także w kalendarzu TZOLKIN jako KINY, których jest 20.

Na tej rycinie mamy inną piątkę symboli w pasku na dole:

Można samemu obejrzeć te ryciny na stronie rycin z  KODEKSU LAUD.

Pisałam kiedyś:



Miałam kiedyś taki sen, w którym widziałam (choć nie umiałam opisać, bo nie starczyło mi wówczas wyobraźni) cztery rasy jakichś kosmicznych istot, które zobaczyłam symbolicznie jako cztery perły połączone ze sobą świetlistą, cieniutką nicią). Miałam też skojarzenie z czterema kierunkami świata, jakby czterema świetlistymi wiatrami wiejącymi z czterech stron... Te istoty z czterech miejsc wszechświata są tak różne od siebie, że w zasadzie nie mogą się ze sobą w żaden sposób porozumieć, tylko przy pomocy energii, która jest podobna do energii myśli. Aby mogli się oni dzielić swoim doświadczeniem ze sobą, na Ziemi "powstały" cztery podstawowe rasy ludzi, którzy mieli poprzez wzajemne działania i współpracę uczyć się siebie i od siebie nawzajem,  żyć i współdziałać w harmonii, we wzajemnym poszanowaniu korzystając ze wszystkich swoich darów...  I jeszcze we śnie widziałam, jak te cztery kierunki łączyły się ze sobą i utworzyły kolejne cztery kierunki/iatry, więc było ich już osiem...


Pisałam także o UNII 13 GALAKTYK...


*) Spotkanie z Lipą - Jaszczurą:
Gdy podchodziłam do Lipy, (...) spojrzałam na Lipę i zatkało mnie. W jej kształcie dostrzegłam końcówkę kosmicznego tunelu, po którym schodziła na Ziemię wielka Jaszczurka. Tuż przy ziemi w kształcie Lipy zobaczyłam coś jak jamę – norę łączącą kosmiczny tunel z Ziemią.


święta lipa  vitoos.blox.pl

Przywitałam się z Lipą całując Jaszczurę w głowę. Poczułam w tej głowie pulsacje energii, przytuliłam się do tej głowy i położyłam na niej swoją prawą dłoń. Potem poczułam jeszcze pulsacje energii w jej sercu i przytuliłam się swoim sercem. Następnie poczułam pulsację w jej brzuchu, na który położyłam swoją lewą dłoń. Wtedy Lipa zaprosiła mnie do środka, do „jamy”. Moja głowa „weszła” w jej głowę od wewnątrz (było tam wklęsłe miejsce na moją głowę). Jedną nogą stanęłam w jednej „komorze”, a drugą w drugiej i przysiadłam. Lipa-Jaszczura zaczęła swoją opowieść… Wydawałam z siebie dźwięki, które rozpoznałam jako język Jaszczurki – mówiłam jej językiem, a jednocześnie słyszałam, co ona mówi do mnie:


Dusza Jaszczury została zaproszona do ciała Lipy wiele lat temu i w nią weszła. Jaszczury przybyły na Ziemię, bo takie było ich kosmiczne zadanie. Przybyły po to, by wykonać swoje zadanie; podobnie robią to inne istoty w różnych cyklach ziemskich współtworząc i realizując kosmiczny plan, w którym uczestniczyły także Jaszczurki. 


Jaszczury, Krokodyle są z jednej rodziny. A teraz jest czas powrotu tych istot (a właściwie ich dusz) do Domu i zakończenia ich ziemskiego zadania. Ale żeby mogło to nastąpić, potrzebne jest zrozumienie tego, co miały do wykonania na Ziemi. Zrozumienie i wybaczenie tych wszystkich negatywnych projekcji, którymi niektórzy ludzie w nienawiści wynikającej z ich nieświadomości i braku zrozumienia przesyłają Jaszczurom.



Jenny przy świętej Lipie (fot. Livia lub Jarek)

Intencje Jaszczurek były czyste: miały podzielić się swoimi darami i przekazać je istotom żyjącym na Ziemi. Są śniącymi i między innymi śnienia uczyli tych ludzi, którzy chcieli sobie przypomnieć, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. To one przyniosły ze sobą w darze także święte rośliny lecznicze [i chyba święte grzyby, ale tego dokładnie nie pamiętam] o kryształowej świadomości. Ich krew zasiliła energią Ziemię. Ich ciała zasiliły ciało Ziemi. Ziemia potrzebowała tej energii. To były jedne z wielu darów Jaszczurek dla zasiewu na Ziemi w ostatnim cyklu ziemskim opiewającym na… nie pamiętam dokładnie, ale chyba jakieś … 130 000 lat? 

Potem zaczęły przeze mnie przepływać dźwięki, które Lipa określiła jako dźwięki Serca – Słońca układu słonecznego, z którego pochodzą Jaszczurki. Gdy je wydawałam z siebie, były jak pulsacja o kilku zmiennych częstotliwościach. Słyszałam też (jakby w sobie albo tuż obok) głos, który mi wtóruje i harmonijnie współbrzmi…

Czułam ogromną wdzięczność za to SPOTKANIE i zaczęłam śpiewać pieśń z jednym słowem: dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję...

(...) Wyjęłam buteleczkę z wywarem z czakruny (jedno drzewo) i ajałaski (drugie drzewo) z południowo-amerykańskiej dżungli i pobłogosławiłam Lipę i duszę-ducha Jaszczury kroplami wywaru. Spotkały się w ten sposób i połączyły ze sobą duszo-duchy trzech drzew… Wówczas Lipa-Jaszczura powiedziała mi, że te święte rośliny, tak samo jak i święte grzyby rosnące na całej Ziemi, miały służyć ludziom do poszerzania świadomości, do uwalniania się z wzorców i ziaren, które przyniosły nam w darze. To tak, jakbyśmy dostali dwa sposoby doświadczania życia ziemskiego: ten, który utrzymywał nas w odcięciu od pamięci i podtrzymywał nasze indywidualne istnienia poprzez które doświadczaliśmy życia na Ziemi oraz ten, który poszerzał naszą świadomość i dawał przypomnienie połączenia z Całością… 



Teraz te dwa dary skojarzyły mi się z dwoma pigułkami z filmu Matrix: Neo miał do wyboru dwie pigułki. A w tym wypadku wygląda na to, że wzory i ziarna otrzymane od Jaszczurów i Krokodyli odpowiadają w pewnym sensie jednej pigułce, a święte rośliny drugiej. Spożycie obu naraz daje świadomość doświadczeń, które przeżywała ludzkość w okresie "ostatniego zasiewu".

Według kalendarza Majów, każdy cykl TZOLKIN zaczynał się w ostatnim czasie od tzw, Kina - znaku IMIX, IMOX - Krokodyl.


I według tego, co wiem, obecnie nastąpi/ła zmiana i każdy cykl TZOLKIN zaczyna się/będzie zaczynał się od tzw. Kinu - znaku IK, IQ - Koliber.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz