wtorek, 19 listopada 2013

Z PODRÓŻY 30.10 - 11.11.




Z podróży...
wyruszyłam samochodem 30.listopada. Najpierw miałam pojechać do Oliwii i Darka, by wziąć od nich klucze od chatki. Oni jechali w gościnę w inne strony.
Kiedy spotkałam się z nimi i wyruszyłam w dalszą część drogi (zostało mi ponad 100km do przejechania), w pewnym momencie dziwne myśli mnie “napadły”, że: “nie trafię”. A przecież byłam tam już kilka razy. Obserwowałam jadąc samochodem te “natrętne myśli”, ale nie mogłam ich zrozumieć… Jak to nie trafię? Na miejsce, do którego jadę nie trafię? A niby dlaczego? Byłam tam już kilka razy. I trafiałam. Za tymi myślami skrywał się jednak jakiś niepokój… Jadąc nie bardzo rozumiałam, skąd one i dlaczego? Czułam, jakby te myśli były “nie moje”. Jakby coś “chciało”, bym “nie trafiła” gdzieś… wbrew decyzji, którą podjęłam… “Coś” chciało, bym pojechała gdzie indziej… ?
Kiedyś przypomniałam sobie, że nasze myśli nie są naszymi myślami… są w pewnym Polu, z którego niby dowolnie możemy korzystać, ale nie potrafimy jeszcze Bo nasze umysły mają pewne ograniczenia Zrozumiałam, że jako ludzie nie jesteśmy właścicielami myśli, które często uważamy albo uważaliśmy za swoje. Owszem, korzystamy z nich, ale one nie są nasze… Ludzie przekazują sobie różne myśli, niektórzy sięgają po te myśli do wspólnego pola… i przekazują je jako… swoje, boskie, anielskie albo jakichś mistrzów lub przekazy od istot z kosmosu itp… Czasami jeszcze o tym zapominam i wtedy wydaje mi się, że myśli w mojej głowie są "moje". Ale ode mnie zależy, jakim myślom pozwalam, by się "we mnie myślały".
Skąd ta myśl, że "nie trafię" się wzięła? Czy to dlatego, że pierwszy raz “aż tak daleko” oddaliłam się świadomie od “tradycji tych świąt”? To nie pierwszy raz nie pojechałam na groby ani w odwiediny do rodziny, ale pierwszy raz zrobiłam w tych dniach coś całkiem innego – postanowiłam pobyć sama ze sobą… z dala od ludzi, przyjaciół, rodziny, tylko z naturą i… piesą. Im bliżej byłam miejsca docelowego, tym słabsza stawała się ta myśl... Dojechałam i trafiłam na miejsce bez problemów.
Paliłam w piecu drewno, kiedy zapadał zmrok, czytałam i rysowałam przy lampie naftowej i świecach… Zbierałam grzyby w lesie i smażyłam je na kuchni na drewno. Chatka w blasku lamp i świec wyglądała jeszcze piękniej niż w dzień… Wieczorami było ciepło i przytulnie.
I dopiero po kilku dniach, nagle zrozumiałam o co chodziło z tymi “dziwnymi” myślami w podróży, kiedy poczułam wyraźnie, że wreszcie "trafiłam"... i dotarłam… do czegoś w sobie… że wreszcie trafiłam "tam”, dokąd w tej podróży "zmierzałam".
Mimo, że większość czasu spędzałam w chatce i wychodziłam tylko na spacery na łąki i do lasu, to wciąż "byłam w podróży"... aż do pewnego momentu...
Narysowałam dwa obrazki. Rysowanie ich było jak medytacja. Jeden otworzył mój umysł, który był lekko "przytępiony" przez kilka dni. Pierwszy obrazek:

Gdy spojrzałam na ten obrazek... zobaczyłam, jak wiele w nim warstw, wiele różnych znaczeń... dla mnie samej. Ten obrazek mnie "natchnął" I znów przypomniałam sobie, że wszystko dla nas istnieje i jest prawdziwe, co tylko jesteśmy w stanie sobie wyobrazić i w co jesteśmy w stanie u-wierzyć… W innych przestrzeniach, w innych wymiarach na przykład ptaki mogą być całkiem inne niż widzimy i postrzegamy je w tym świecie, w trójwymiarowości. Podobnie jest z nami, ludźmi...
Drugi obrazek miał inny klimat… 



(kolory oryginalnego obrazka są trochę inne, bo rysowałam na szarym papierze - białego już nie miałam)
Kiedy skończyłam rysowanie, wpatrywałam się w ten obrazek przez chwilę i poczułam, że chcę usiąść do medytacji, by "wejść w siebie".
Usiadłam i zagłębiłam się w siebie… Najpierw weszłam w pustkę. A potem odbyłam podróż do miejsca, w którym poznałam swoje “kolejne kroki”, które mam do zrobienia… Następnego dnia dostałam piękny “dar” od wszechświata…
Wszystko przychodzi do nas dokładnie wtedy, kiedy ma przyjść… Do mnie na przykład przyszło ostatnio – tak po postu – Orle Pióro… To właśnie był ten “dar” od wszechświata… Pióro zgubione przez Orła… I teraz przypomniałam sobie, że kiedyś, przez moment miałam takiego nicka: Orle Pióro Ha, ha…

Pióro jest szare. I ma jasne znaki... podobne trochę do runicznych znaków albo jakichś "heroglifów". *)

Poczułam kolejną zmianę w sobie... jedyne, co potrafię o tym napisać, to tylko to... że czuję tę zmianę jako "głęboką"...


A 7. listopada pojechałam z przyjaciółmi w Bieszczady… To był piękny czas W Bieszczadach byłam raz w młodości. Zachwyciły mnie na nowo 

Dziękuję za tę podróż i za wspólnie spędzony cudowny czas. 
______________________________
20.listopada 2013

WOLNOŚĆ OD PRZYWIĄZANIA DO PRZEDMIOTÓW...

łatwo jest krytykować innych, prawda? ;-) Trudniej widzieć te cechy u siebie. O “lustrze” przypomnę: kiedy mnie denerwuje coś u innych (i w myślach złoszczę się na nich) znaczy to, że
n i e ś w i a d o m i e
czynię to sama…
Może nie identycznie, może podobnie, może w mniejszej albo większej "skali" niż ten ktoś, kto jest moim lustrem, ale robię, a na pewno "kiedyś" robiłam to (lub będę robić albo robię w wiecznym TU i TERAZ…) *)

Znalazłam znany cytat:
„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka [tkwi] w twoim? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.”

Nie zauważamy swoich wad, ale bywa i tak, że ulubimy dostrzegać je i wytykać te wady u innych… zrzucając innym, że na przykład… materialnie są nienasyceni.

Czy wiesz, co znaczy wolność od przedmiotów? To znaczy na przykład, że masz różne przedmioty, ale gdy na przykład stracisz je, nie będziesz ani chwili ich żałować. No może tylko przez ułamek sekundy. Ale ten ułamek w pewnym momencie może mieć znaczenie.

Wolność od przywiązania do przedmiotów… można sprawdzić w praktyce. Można zrobić prosty test… Wybierz na przykład jakiś bardzo cenny dla Ciebie przedmiot. Naprawdę cenny i ulubiony przez Ciebie. A potem oddaj go komuś, kogo może nie znasz; albo komuś, kto nie musiałby czuć się wdzięcznym albo zobowiązanym do rewanżu… Puść to, jak pięknie przystrojoną łódeczkę z kory na wodęi nie żałuj ani przez moment. A wtedy sprawdzisz swoją wolność od przedmiotów… *)

Wystarczy zrobić tak raz. Jeśli zrobisz to i poczujesz radość, że kogoś obdarowałaś/łeś i nie będziesz oczekiwać za to czyjejś wdzięczności, jeśli nie będziesz ani chwili żałować, że to zrobiłaś/łeś, wtedy… Nie potrzeba już rozdawać wszystkiego. Wystarczy ten jeden raz, by sprawdzić, czy jesteś wolna lub wolny od przywiązania do przedmiotów. Wtedy możesz mieć wiele, możesz być nawet bogaty, jeśli potrzebne Tobie (albo raczej Twojej duszy) takie doświadczenie.

Za jakiś czas można jeszcze raz to powtórzyć w innej wersji ;-)
A potem jeszcze raz… najlepiej… do trzech razy sztuka ;-D

W ten sposób też “uzdrawiamy” swoją nadmierną emocjonalność – tę “negatywną”, kiedy uwalniamy się od przywiązania do rzeczy. Podobnie jest z przywiązywaniem się do ludzi, ich opinii i naszymi oczekiwaniami wobec innych…

Kiedyś się złościłam, gdy ktoś coś mi zniszczył. Wszystko jedno, małą czy dużą rzecz. Im większą wartość tej rzeczy przypisywałam, tym większą złość czułam. Nawet, gdy rzecz została zniszczona  przez tak zwany przypadek… czyli "niechcący".

Dlatego teraz rozumiem, gdy ktoś się złości, bo też tak kiedyś robiłam, Teraz wybrałam inaczej reagować w podobnych sytuacjach. Uśmiecham się w środku, żegnam się z tą rzeczą i ‘żyję spokojnie dalej’ ;-) Jednak dzięki temu już na przykład nie biorę czyjejś złości ‘do siebie’. I mogę kochać taką osobę... taką, jaką jest, nawet pełną złości i “negatywnych” emocji… nawet wobec mojej osoby.

Każdy z nas jest taki, jaki jest. Jakiś Ktoś i jakiś Nikt też. Kiedy na przykład zaczynamy dostrzegać czyjeś kłamstwa i potraktujemy go/ją jak lusterko – to dobry znak, bo możemy także zacząć dostrzegać swoje własne, skrzętnie przed sobą ukrywane kłamstwa. Do tego potrzebna jednak spora odwaga… Powiedzieć sobie KONIEC OKŁAMYWANIA SIEBIE. I wtedy zaczyna się proces “odkłamywania”. Może być długi i momentami bolesny. Dla niektórych może być to za trudne… Podobnie jest z różnymi “cechami charakteru” i sposobami działania… Tak samo z czyjąś złością.

Też kiedyś złościłam się, kłamałam i oszukiwałam – samą siebie i innych… nieświadomie. I nawet teraz nadal muszę być bardzo uważna, by wyłapywać w porę moment, w którym umysł staje w gotowości, by rozkręcić jakąś “karuzelę” natrętnych myśli i ewentualnych kłamstw związanych z jakimiś przekonaniami, wzorkami i lękami, które łatwo zamieniają się w fobie powiązane z “namiętnymi” emocjami. Z mojego doświadczenia jednak wynika, że praktyka UWAŻNOŚCI czyni "cuda"… Czysty Umysł i Czyste Serce… połączone ze sobą w harmonii...

Umiem już wyłapywać ten moment, kiedy pojawia się “ni stąd ni zowąd” jakaś “dziwna” myśl, ale nie skleja się z emocjami i dzięki temu jestem “trzeźwa” w sensie świadoma procesów, których kiedyś w zasadzie w ogóle nie byłam świadoma…
Obecnie utrzymując uważność nie dopuszczam do “kręciołków” w głowie roz-bujających wahadła emocjonalne.

Ostatnio widzę coraz wyraziściej, jak umysł ograniczony przekonaniami współdziała z emocjami i jak się zakręca… Obserwuję to teraz u innych, bo wiem już i rozpoznałam, jak to działało “u mnie”, we mnie. Poznawałam, jak działamy… jak toczymy wojny, gry… Wiesz, Margo, że podjęłam kiedyś decyzję: koniec walki.

Rozumiem coraz więcej i dzięki temu staję się bardziej świadoma… Lecz nie przywiązuję się do tej nowej wiedzy. Gdybym zaczęła się do tego przywiązywać, by “mieć rację”, mój umysł pozostawałby ograniczony wieloma różnymi przekonaniami. I w większości sytuacji działałabym nieświadomie… wciąż oszukując samą siebie i innych… nie wiedząc o tym.

A teraz naprawdę coraz częściej czuję coś, co jest jak wszechogarniająca miłość do wszystkich ludzi i zrozumienie także dla naszych ludzkich słabości i wszelkiego rodzaju “szaleństw”.

Ale nadal odczuwam różne emocje, a może bardziej uczucia: radości, zachwytu czy smutku lub niepokoju. Nie odczuwam jednak strachu, złości, nienawiści, zazdrości itp..
Odczuwam czasem fale bardzo trudnych energii i radzę sobie z nimi “po swojemu”. Ostatnio prawie przez miesiąc bolały mnie ręce. Czasem więcej, czasem mniej, Teraz mniej. Wiem, że temu też za chwilę będę chciała się “głębiej” przyjrzeć. Ale nigdzie mi się nie śpieszy.


p.s. tekst jest składanką różnych moich rozmów i fragmentów komentarzy m.in.: http://nnka.wordpress.com/2013/11/14/sprawa-andreassonow-podroz-do-wnetrza-ziemi-atlantyda/#comment-23357 z Margo0307.

Dziękuję Margo0307 za dialog.

________________________________________________________________

I film od Livii Ether




*) 
I 25. listopada 2014, rok i prawie miesiąc później od momentu, kiedy dostałam Orle Pióro, poczułam, że zaczynam się do niego przywiązywać, więc mam je oddać i oddałam swoje ukochane Orle Pióro. Niech wspiera teraz  i błogosławi kogoś innego.

8 komentarzy:

  1. Dziękuję za piękne podzielenie się relacją z podróży i rysunkami <3 Sama poczułam, aby zanurzyć się w nich głębiej.. zwłaszcza w tym środkowym... mocno ściąga do środka.. niesamowity..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już teraz rozumiem, dlaczego "ściągnął" mnie wgłąb siebie.
      dziękuję.

      Usuń
  2. och i przypomniał mi się jeden z moich rysunków... został w Polsce, ale może znajdę jego zdjęcie i tak muszę troszkę rzeczy odnaleźć w archiwum, także na prośbę innych osób..

    i poczułam, aby dodać ten utwór także u Ciebie:

    http://www.youtube.com/watch?v=VJEWMfndJZs

    OdpowiedzUsuń
  3. i tak sobie myślę, że z połączenia Twoich rysunków, zapisków i głosu mógłby powstać wspaniały materiał na film... też mi to kiedyś proponowałaś i Jarek proponuje.. może więc spróbujemy? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może kiedyś ne tylko spróbujemy, ale tak zrobimy… ;)

      Usuń
  4. DROGA WIEDŹMINKO!
    Napisałaś:"A teraz naprawdę coraz częściej czuję coś, co jest jak wszechogarniająca miłość do wszystkich ludzi i zrozumienie także dla naszych ludzkich słabości i wszelkiego rodzaju “szaleństw”.
    Czy Twoja wszechogarniająca miłość jest jednakowa dla wszystkich? Czy też stosujesz jakąś jej gradacje??? Tak czy inaczej czuję się przez Ciebie obdarowany - MIŁOŚCIĄ - Twoją miłością!!!Bardzo za nią dziękuję:):):) Moje wyrazy miłości - TOBIE:):):)
    STAN.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Czy Twoja wszechogarniająca miłość jest jednakowa dla wszystkich?"

      hmm… tak. Chociaż pewne osoby są mi bardziej… bliskie z jakichś powodów.
      Tobie przesyłam MIŁOŚĆ… niemal zawsze "na bieżąco" ;-D
      Dziwnie jest kochać tych, co nie znam na przykład. Ale przypominam sobie, jak to jest kochać tych, którzy mnie z jakichś powodów "odrzucają" lub wręcz z jakichś powodów (chwilowo :-) ) "nienawidzą. ;-)

      Usuń