poniedziałek, 30 grudnia 2013

BOGOWIE Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA CZYLI NOWA CZY STARA PIEŚŃ ZIEMI?

Nie wiem, co się stało, ale zauważyłam, że znikła z mojego blogu stara notka… Gdy chciałam ją dziś otworzyć pojawiał się napis, że niby "nie istnieje". Mam ją w zapisach, więc publikuję raz jeszcze:

z dnia 3. lipca 2011

Jest już tyle przekazów od różnych Istot z kosmosu, że trudno się w tym wszystkim połapać. Prawie wszyscy twierdzą, że przybywają na pomoc ludzkości w tym trudnym czasie przemian na Ziemi. Apelują, odwołują się, namawiają, nawołują, radzą, przewodzą, organizują... tekstami channelingów, przekazów, przepowiedni... Jedni ostrzegają ludzi przed drugimi, jeszcze inni przed samymi sobą... Inni chcą otwierać portale, uwalniać ludzkie dusze? Uwalniać…? Być może… 

Kim są te wszystkie istoty? Obcy? My sami z przyszłości? Ci, którzy nas stworzyli? Nasi bogowie? Anioły? Posłańcy boscy? 

Plejadianie, Orionici, Anunnaki, Nibirianie, Arianie, Kasjopejanie, Syrianie, Andromedanie ... Bogowie, Anioły, Archanioły, Hathorzy, Ra, Enki/Ptahy, Jahwe, Samuele, Jezusy, Melchizedecy, Hatorrowie, Zeta Reticulli, Strażnicy Ziemi, Saint Germany... Matki Boskie, Marie Magdaleny, Białe Bractwa, Wielkie Uniwersalne Bractwa, Najwyższe Rady Bogów i... (przepraszam, jeśli kogoś pominęłam).

Bogowie, Anioły czy Obcy, (a może inni My Sami?) przybędą na Ziemię, by ratować ludzkość... Przed czym? Przed kim? Przed innymi obcymi czy przed nami samymi? 

Może być tak, że Anunnaki ostrzegają przed Nibirianami, Nibirianie przed Orionitami, a Orionici przed Syrianami. Syrianie przed Plejadianami, a Plejadianie przed Annunakami… Albo jeszcze inaczej, jednak w ogólnym rozrachunku – kto przed kim, nie ma większego znaczenia. Każdy człowiek wybiera zgodnie ze swoją „umownie wolną wolą” (jak pięknie to określił kiedyś Przenikanie), którego boga lub "boga" będzie zasilał albo jaką "ideę". Analogicznie... trochę jak z wybieraniem korporacji, które ze sobą konkurują. Ale te korporacje mogą spróbować jeszcze nawiązać współpracę ze sobą, na przykład w formie „Najwyższej Rady Bogów” lub "Unii Bogów Wszechgalaktycznych".

„Jak na górze, tak i na dole”?

Rozumiem, że różni ludzie chcą utrzymać swoje wpływy na Ziemi z sobie wiadomych powodów. I mówią, że to "nie oni tak chcą", ale na przykład ich bóg. Rozumiem również, że wygląda na to, że interesy tych bogów mogą być różne. Ale owi bogowie także uczestniczą w tej "ewolucji kosmicznej". Właśnie poprzez ludzkość. Możliwe, że w powstrzymywaniu ICH ewolucji mają swój udział te części ludzkości (a przede wszystkim jednostki oczywiście), które zasilają tych bogów swoją energią i swoją "umownie wolną wolą" wierząc w to, co ktoś wymyślił wyśnił wcześniej na temat tego albo innego boga, a inny ktoś udoskonalił.

Czy rzeczywiście ludzie są świadomi, kogo i co – jakie systemy, wzorce zasilają swoimi przekonaniami? Jeśli chcą być prowadzeni przez Mędrców i nauczycieli lub "wyższe istoty”, to przyjmą od nich wszystko za ‘najprawdziwszą prawdę’, za którą będą podążać? Niektórzy są tak "rozwinięci duchowo", co w zasadzie znaczy "zaślepieni" w swoich przewodników duchowych, że mogą nawet oddać życie za „swoje” przekonania. Poprzez uwielbienie (adorację) albo nienawiść - w każdym razie chodzi o PRZYWIĄZANIE DO PRZEKONANIA zasilamy i utrzymujemy te stare, wciąż "udoskonalane" systemy i powstrzymujemy PRZEPŁYW oraz ewolucję nie tylko na Ziemi. Pułapki duchowe istnieją tak samo, jak te „matrixowe”. W zależności od preferencji i jedne i drugie mogą być niezwykle atrakcyjne. 

Ktoś w pewnym momencie w dziejach ludzkości dokonał (bardzo inteligentnego) oszustwa nazywając uwielbienie i adorację miłością ograniczając w ten sposób znaczenie miłości i znalazł wspaniałe narzędzie do manipulowania ludzką energią. Ci "bogowie" za wszelką cenę chcą utrzymać systemy, które stworzyli i boją się - być może tak samo, jak ich „wyznawcy” - skoro wciąż tkwią w dualizmie przeciwieństw. Tak, to trudna lekcja…

Inni bogowie spoza Ziemi oraz "bogowie ziemscy", co to wszystko wiedzą najlepiej, marzą o przejęciu coraz większej władzy. A jeszcze inni o zdobyciu władzy, której nigdy nie mieli. Dlatego niektórzy za wszelką cenę chcą kontynuować stare gry bawiąc się ich „ulepszaniem” i modyfikowaniem ich… jednak pozostawiając zasadnicze reguły gier bez zmian. Są jeszcze inni, co chcą kontynuować te gry, tylko że… z zamianą ról. Do tej pory byli "ofiarami", ale w następnym "rozdaniu" będą u władzy i oni będą narzucać swoje doskonałe wizje i idee… Jednak jedni i drudzy uczestniczą w procesie „ulepszania”, a przede wszystkim utrzymywania starych gier. Część z nich boi się zakończyć te gry. Podobnie pewna część ludzi boi się tego „przejściowego okresu”, a niektórzy do tego stopnia, że nawet nie dopuszczają do siebie żadnych informacji na ten temat albo zaczynają popadać w „depresję”, tragiczne użalanie się nad sobą  oraz pogłębianie i udoskonalanie roli ofiary lub kata. No i zaczną nam zaraz wariować.

To wszystko odbywa się na różnych poziomach, w tym boskich i ludzkich…

Na pewnym poziomie nie ma możliwości zaistnienia wszystkich "bogów" (nie mówiąc już o "boginiach") w harmonijnym współistnieniu. Tak samo jest z ludzkością. Znów: „jak na górze, tak i na dole”? Ale oczywiście są różne poziomy postrzegania…

Kolejny ewolucyjny etap to  o ś w i e c e n i e… widzę, że nie ma kłamstw. Tylko WSZYSTKO jest Prawdą, najprawdziwszą Prawdą… tyle że… jest ona porozbijana i porozsypywana na drobne kawałeczki. I wówczas już nie jest Prawdą, bo Prawda jest tylko Całością; A CAŁOŚĆ to wszystkie rozsypane puzzle poukładane ze sobą w harmonijnym współbrzmieniu.

A prawda czyli wypływająca z indywidualnego postrzegania cząstka Prawdy może stać się kłamstwem, gdy jakaś jedna indywidualna cząstka Prawdy stając do konfrontacji z inną, uzna tę inną prawdę za „sprzeczną” z samą sobą i wtedy nazywa ją kłamstwem.

Jakiś czas temu odkryłam, że w całym kosmosie istnieje całkowita harmonia. Jedynie „lokalnie” występują mniejsze lub większe zaburzenia… Owa lokalność jest bardzo szerokim pojęciem zależnym od skali rozpatrywanego/obserwowanego zjawiska i... percepcji. Ale dam przykład „życiowy”: gdy moja (nasza) uwaga skupiona jest wyłącznie na małych fragmentach rzeczywistości (sytuacji, relacji, interesach), to nie jestem (nie jesteśmy) w stanie dostrzec tej harmonii.


Niech sobie bogowie z kosmosu i na Ziemi, niechaj i ludzie, jeśli tego potrzebują, walczą ze sobą o co chcą… I tak powraca PRABOGINI, która przebudzi tych, którzy są na takie przebudzenie gotowi… zakończyć walkę...




A o nieustannej walce pisałam tutaj:
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/02/wychodzenie-z-matrixa-i-pozostanie-w.html
W temacie:
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/02/podobienstwo-bogow-i-ludzi.html





12 komentarzy:

  1. Witam.
    Z moich dociekań wynika że wymiar w którym funkcjonujemy jest pewnego rodzaju bramą, a Ziemia nie jako rodzi istoty które zasiedlają tą planetę, i wyższe wymiary przechodząc przez ten. Powiedzmy jak zwierzęta w lesie, ale okazuje się jednak że do lasu zapuszczają się łowcy by chwytać te dziko żyjącą ludność zaganiać ją do swojego stada. Wszystkie organizacje są mackami które maja pochwycić wolne jeszcze osobniki. Energia Ziemi po przez hierarchiczną budowę tych organizacji zostaje niejako wessana do wymiarów powyżej naszego i ma je zasilać. Kiedy następuje kryzys energetyczny to znaczy wierni nie dostarczają odpowiedniej ilości energii to z wyższych wymiarów stępują "boskie istoty" by naprawić to zerwane łącze które mogło by zagrozić istnieniu organizacji w wyższych poziomach. Ten transfer energetyczny odbywa się kosztem świadomości całej planety, zakłócona energetyka zagraża życiu na Ziemi, planeta ma trudności w przetwarzaniu odpadów energetycznych po ludziach, czym skutkuje zatruwanie środowiska. Jeśli nie zostanie ograniczona ta kradzież energii to los ludzkości jest pod znakiem zapytania. Ziemia może w obronie własnej uruchomić tryb naprawy, ale to by wiązało się z usunięciem wszystkiego co żyje by cały proces zacząć od początku. Jest mała nadzieja, że czarny scenariusz będzie tylko hipotetyczną możliwością. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Andrzeju.
      Dziękuję za odwiedziny i wpis.
      To bardzo ciekawe, co piszesz. Miałam podobne rozpoznania, że wymiary jakby istnieją jedne w drugich, jak ruska baba w babie - Matrioszka.

      "Energia Ziemi po przez hierarchiczną budowę tych organizacji zostaje niejako wessana do wymiarów powyżej naszego i ma je zasilać. "

      Nigdy tak o tym nie pomyślałam. Ciekawe.

      "Kiedy następuje kryzys energetyczny to znaczy wierni nie dostarczają odpowiedniej ilości energii to z wyższych wymiarów stępują "boskie istoty" by naprawić to zerwane łącze które mogło by zagrozić istnieniu organizacji w wyższych poziomach."

      No tak może to wyglądać… Ale taka wersja rzeczywistości jest... przerażająca.

      "Ten transfer energetyczny odbywa się kosztem świadomości całej planety, zakłócona energetyka zagraża życiu na Ziemi, planeta ma trudności w przetwarzaniu odpadów energetycznych po ludziach, czym skutkuje zatruwanie środowiska."

      To rzeczywiście mogłoby tłumaczyć spadek świadomości na planecie. A także wahania zakresu świadomości istot ludzkich w różnych okresach dziejów Ziemi.

      "Jeśli nie zostanie ograniczona ta kradzież energii to los ludzkości jest pod znakiem zapytania. Ziemia może w obronie własnej uruchomić tryb naprawy, ale to by wiązało się z usunięciem wszystkiego co żyje by cały proces zacząć od początku. Jest mała nadzieja, że czarny scenariusz będzie tylko hipotetyczną możliwością. "

      A kradzież tej energii można ograniczyć poprzez rozwój świadomości? Jeśli istniałaby taka możliwość, to i świadomość mogłaby się rozwinąć do tego stopnia, że i te systemy z wyższych wymiarów mogłyby już nie być zasilane, natomiast sama Ziemia wraz z ludźmi mogłaby przejść do owych "wyższych wymiarów?

      "Ziemia może w obronie własnej uruchomić tryb naprawy, ale to by wiązało się z usunięciem wszystkiego co żyje by cały proces zacząć od początku. Jest mała nadzieja, że czarny scenariusz będzie tylko hipotetyczną możliwością."

      Mam takie odczucie, że to, co teraz się odbywa na Ziemi, to właśnie następuje wzrost czy też poszerzanie świadomości. Oczywiście nie jest ono równomiernie poszerzane u każdej istoty ludzkiej, ale jednak zmienia się ona coraz bardziej. I być może dzięki temu do kataklizmu nie dojdzie.

      Dziękuję za pozdrowienia i odwzajemniam… serdecznie.

      Usuń
    2. Paradoksalnie to w pewien sposób odbywa się zmiana świadomości, ale w ten najgorszy sposób, po przez walkę o przetrwanie, po przez cierpienie. Dla człowieka i innych istot żyjących na tej planecie walka o przetrwanie jest chlebem powszednim. Plemiona Amazonii te nieliczne co nieuległy wpływowi cywilizacji białego człowieka, mają uaktywnione właściwe wzorce zachowań , a dokładnie umieją żyć w grupie, w tym ich siła przetrwania. Cywilizacja zachodu poszła w kierunku rozwoju indywidualności, zatracając relacje w grupowe z pokolenia na pokolenie. W imię szczytnych idei, zatraciliśmy odruch stadny, i obliczu zagrożenia nasza świadomość jest narażona na silne oddziaływanie. Bezsilność to coś z czym obezwładniono nas, byśmy podążali za kimś co w naszym przekonaniu może nas uratować, zbawić... Ziemia gotowa jest nas wesprzeć w tej walce z jarzmem jakie zostało nałożone na nas i planetę, ale do puki walczymy sami ze sobą to zajmuje postawę neutralną, nikogo nie faworyzuje. Tym samym zmuszeni jesteśmy tą walkę toczyć w samotności, lub połączyć siły imię wspólnego celu. Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Masz rację, ja również obserwuję z lekkim zmieszaniem paranoję, która ogarnia ludzi na necie (real to jeszcze inna para kaloszy) za pośrednictwem modnych teorii. Pominę fakt, że wiem, kto tworzy większość z nich, i to że wszystkie je - tak oczy owak - łączy wspólna myśl: iż rządzą nami bardzo źli ludzie, którzy chcą naszej zguby. Też mi nowość! To się dzieje (powtarza) od tysięcy lat. Poprzednie cywilizacje już to przechodziły a więc jeśli już czegoś się obawiać, przed czymś apelować, to tylko przed tym, byśmy po raz kolejny nie wysadzili siebie w powietrze. Ja osobiście lękam się tylko tego. Nie wierzę w demony, bogów, nie wierzę w ezoterykę, new age ani inne tego typu cuda-niewidy.
    Niemniej nie jestem też wyznawczynią Śniętej Ewolucji, zdaję sobie sprawę z przekłamań naszej własnej, ludzkiej, historii i wiem też do czego jest zdolny homo sapiens, w imię władzy i pieniądza, co pokazały nam dobitnie poprzednie wojny. Prawda - tak mi się wydaje - leży gdzie indziej. W tym, że gdyby rzeczywiście ktoś nam zagrażał z zewnątrz, ktoś ponad nasze (ludzkie) wyobrażenie, to już by Nas nie było.
    Tymczasem nawet to swojskie licho, ludzie z chorą manią wielkości, jak na razie nie są w stanie zniszczyć życia na planecie w globalnym tego słowa znaczeniu. Więc na cóż mi wiara serwowana przez net, w sekciarzy, w demony, obcych w ludzkiej skórze? Ludzie tracą poczucie realności w dwóch wypadkach. 1) gdy ślepo wierzą swym fałszywym religiom i dogmatom, 2) gdy nie wierzą już w nic a przez to potrafią uwierzyć we wszystko, co podsunie mu ten czy ów guru z netu. A realnych zagrożeń nie dostrzegają. Może dlatego, że stracili wiarę w takie uniwersalne Dobro i Zło, nie związane z żadną religią?
    To pewien rodzaj racjonalizowania tego, czego nie potrafią ogarnąć umysłem. Kiedy zdarzenia w realu zaczynają być traktowane jak fantazmat a to co z sieci, jako jedyna słuszna prawda, rzekomo ściśle tajna... a jednak wie o niej już pół świata... ;D
    Także ja nie bawię się w wymienione przez ciebie ezo-praktyki. Niewiele zresztą o nich wiem. Wierzę za to że powodem naszego upadku, naszego błądzenia jest to, że nasz gatunek nie żyje w zgodzie z odwieczną Harmonią Przeciwieństw. My sami podzieliliśmy siebie na dwa wrogie obozy. Mit o Babel jest tego świetnym przykładem, bo nigdy nie uwierzę, że Absolut, który jest przyczyną takiego ogromu i piękna Wszechświata, mógłby świadomie, sam z siebie, podzielić swe dzieci na wieki.
    Tylko powrót do Harmonii, usankcjonowana równość obu pierwiastków na każdej (dosłownie) płaszczyźnie, tak w sacrum jak i profanum, może przywrócić nam pokój. A guru z netu czy z niebios, jak zwał tak zwał, wydaje mi się, że jeśli rzeczywiście są między nami jakieś dobre byty z innego czasu czy wymiaru, to tym lepiej. W każdych czasach rodzili się ludzie wybitni i czegoś nas uczyli. Dla mnie kimś takim jest Einstein, wiele się nauczyłam od tego gościa, podobnie jak od Carla Sagana czy wielu, wielu innych z innych epok. Mądrych ludzi, nigdy za wiele :)

    Pozdrawiam serdecznie i już teraz życzę Szampańskiego Sylwka, moc radości, pomyślności, i ogrom zdrowia oraz powodzenia w każdym zamierzonym celu nowego, rodzącego się nam Roczku ;D Ten pradawny zaczął się już 1 listopada (Dziady, Samhain, pisałam o tym na Minosie) o czym mało kto wie, bo ten obecny to apogeum rzymskich Saturnaliów ;D Ale kto by się tam przejmował, Do Siego Roku! :)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj Barbaro.
    Tobie także dziękuję za odwiedziny i za wpis.

    "Poprzednie cywilizacje już to przechodziły a więc jeśli już czegoś się obawiać, przed czymś apelować, to tylko przed tym, byśmy po raz kolejny nie wysadzili siebie w powietrze. Ja osobiście lękam się tylko tego. Nie wierzę w demony, bogów, nie wierzę w ezoterykę, new age ani inne tego typu cuda-niewidy. "

    Podoba mi się takie podejście do rzeczywistości. :-)

    "Tymczasem nawet to swojskie licho, ludzie z chorą manią wielkości, jak na razie nie są w stanie zniszczyć życia na planecie w globalnym tego słowa znaczeniu."

    Na szczęście...

    " Więc na cóż mi wiara serwowana przez net, w sekciarzy, w demony, obcych w ludzkiej skórze?"

    Być może dlatego jesteś bardziej wolna niż inni.

    "Wierzę za to że powodem naszego upadku, naszego błądzenia jest to, że nasz gatunek nie żyje w zgodzie z odwieczną Harmonią Przeciwieństw."

    No to mamy podobnie :-)

    "Tylko powrót do Harmonii, usankcjonowana równość obu pierwiastków na każdej (dosłownie) płaszczyźnie, tak w sacrum jak i profanum, może przywrócić nam pokój."

    Dlatego lubię "przepowiednie" Majów i Hopi o Piątym Świecie Harmonii, w którym dwie "biegunowe" siły nie są traktowane jako przeciwieństwa, lecz dopełniające się wzajemnie energie - wibracje.

    Dziękuję za piękne życzenia i z głębi serca je odwzajemniam. Dodam jeszcze życzenia radości istnienia i miłości w sercu na każdy następny Nowy Rok bez względu na różne rachuby i kalendarze. :-D

    I serdecznie pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zwykle , na ozywione projekcje, czyli jakowys naszego rozdymanego Ego, widzianego pod postacia tych wiekszych i mniejszych jasnych punktow nad glowa w nocy, przerzucamy nasz strach i inne emocje, no bo zreszta je mamy w nadmiarze. Do tego przylepiamy cos o " wolnej woli". I te zupe konsumujemy z mlaskaniem od tysiecy lat.
    Tak, tak, ale przeciez kiedys ci starozytni prostaczkowie wierzyli w jakowys bogow, a co poniektorzy wesolkowie
    nawet w ich imie. Ale teraz to my mamy ultranowoczesnych np. Kasjopejan. Metafora jest metafora. Kiedys i dzis. Liczy sie nie nazwa ale sens. Tak mi sie jawi. :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Metafora jest metafora. Kiedys i dzis. Liczy sie nie nazwa ale sens. Tak mi sie jawi. :)"

      Ciekawie Ci się "jawi" :-)

      dziękuję i pozdrawiam Ciebie

      Usuń
  5. Tak, tak mi sie jawi napisalem. Jeszcze utwierdzaja mnie w tym np. ci Hopi, ktorzy powielaja stara prawde, zasade ogolnieznana w kazdym zakatku swiata.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. kona... piękny symbol.
      Obrazek jako okno do idei zapisanej w nim...
      emanacja bóstwa, które prowadził rękę twórcy... obrazka...
      Dla mnie np. cała sztuka huicholi jest jak "ikonografia".
      Wiele takich przykładów 'sztuki ludowej' można by znależć...

      pozdrawiam Cię

      Usuń
  6. < Ktoś w pewnym momencie w dziejach ludzkości dokonał (bardzo inteligentnego) oszustwa nazywając uwielbienie i adorację miłością ograniczając w ten sposób znaczenie miłości i znalazł wspaniałe narzędzie do manipulowania ludzką energią. >
    Zwykle manipuluje sie slowem. Wariacje rzeczownik-czasownik. Funkcje zamienia sie na przedmioty. Bogowie na calym swiecie czesto sa przedstawiani jako hybrydy, czlowiek z glowa ptaka, z rybim ogonem, czy w postaci byka, lwa, jaguara...itd. Chociaz odnosi sie to do zmian/stanow swiadomosci, gdzie np. Bog z glowa ptaka oznacza taki jej stan, ktory zezwala na poruszanie sie miedzy niebem a ziemia analogicznie do ptakow, ryb...itd
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj kochany ace ezo.
      Przez miesiąc nie miałam komputera i dostępu do internetu. Dziś w nocy wróciłam.
      Dziękuję za wszystkie Twoje ostatnie wpisy.

      "Bogowie na calym swiecie czesto sa przedstawiani jako hybrydy, czlowiek z glowa ptaka, z rybim ogonem, czy w postaci byka, lwa, jaguara...itd. Chociaz odnosi sie to do zmian/stanow swiadomosci, gdzie np. Bog z glowa ptaka oznacza taki jej stan, ktory zezwala na poruszanie sie miedzy niebem a ziemia analogicznie do ptakow, ryb...itd."

      Możliwe. :-)
      Na pewno związane są te postaci ze zmienionymi "stanami świadomości".
      Według mnie różni Bogowie "obejmują opieką" Ziemię w różnych kolejnych cyklach. Dla mnie Ziemia to wyjątkowa planeta... na której co jakiś czas życie i formy życia mogą zmieniać się w sposób wręcz diametralny. Ostatnio przypomniałam sobie, że "ewolucja" człowieka z "małpy" nastąpiła skokowo - w trakcie jednego pokolenia nastąpił tak intensywny wzrost świadomości, że niektóre małpy stały się ludźmi, bo przeszły proces ewolucyjny w ciągu jednego życia, a inne pozostały i nie dokonały tego skoku. dlatego nie istnieje żadna "pośrednia" forma między małpami a ludźmi. :-)
      Teraz może być podobnie... jeszcze ze 30-40 lat ten proces potrwa...

      c.d.n.

      Usuń
    2. Choć a propos Bogów i ich wizerunków znalazłam taki tekst:
      http://zycie.swami-center.org/page_4.shtml

      "Najpełniejsze wiadomości o ewolucji można znaleźć tylko w jednej z pradawnych ksiąg — w indyjskiej Bhagawadgicie. Zawarto tam duchowe rozmowy królewicza Ardżuny z Iśwarą (Bogiem-Ojcem), przemawiającym przez ciało Boskiego Kriszny. Właśnie w Bhagawadgicie podano wyczerpujące informacje na temat tego, kim jest Bóg, kim jest człowiek, na czym polega sens jego życia, według jakich podstawowych praw przebiega jego ewolucja. Można mówić o ewolucji ludzkości, o ewolucji konkretnego człowieka i o ewolucji Boga, co jest ściśle ze sobą powiązane.
      Ewolucja Boga przebiega cyklami, które w nowoczesnej astronomii określa się jako kosmiczne pulsacje. Cykle te w sanskrycie noszą nazwę manwantar. Każda manwantara składa się z kalpy, odstępu czasowego, gdy istnieje “przejawiony” na planie materialnym świat i pralaji, odstępu czasu, gdy “przejawiony” świat zanika. Te etapy manwantary w Bhagawadgicie porównuje się z “dniem” i “nocą” Brahmana (Ducha Świętego).
      [a myślało sobie moje maleńkie "ja", że pierwsze dokonało tego "przyrównania" Brahmana do Ducha Świętego, bo niedawno tego odkrycia w sobie dokonałam i pisałam o tym... ha, ha, ha.... ;-)]
      Każda manwantara zaczyna się od kolejnego “stworzenia świata” (mówiąc językiem biblijnym) i kończy się “końcem świata”, kiedy istniejące w stworzeniu warunki już się wyczerpią. Bóg w ciągu manwantary przechodzi określony cykl Swojej ewolucji.
      Później nastąpi nowe “stworzenie świata”, które może być całkiem odmienne od poprzedniego. Nie należy przypuszczać, że w następnym stworzeniu będzie taka sama Ziemia, z takimi samymi fizycznymi ciałami ludzi i innych stworzeń. Nie, wszystko będzie całkiem inaczej, choć nie ma sensu snuć domysłów — jak.

      Na początku każdej manwantary Stwórca przejawia się w Swoich trzech podstawowych elementach:
      • prakriti, tj. protomaterii (energii, z której potem powstaje substancja gęsta -materia);
      • niższej puruszy, tj. tej energii, która w danej manwantarze ma rozwijać się w warunkach, w tym celu stwarzanych w prakriti:
      • Najwyższej Puruszy, tj. Stwórcy, który pozostaje Świadkiem ewolucji puruszy w prakriti, celem osobistej ewolucji każdej jednostki i Najwyższym Nauczycielem.
      W rezultacie każdej manwantary Stwórca dołącza do Siebie te jednostki puruszy, ewoluującej w fizycznych ciałach, które zdążyły przejść pełny cykl swojej osobistej ewolucji i osiągnęły Boską Doskonałość. Całe stworzenie jest przeznaczone właśnie na to, w tym zawiera się sens wszystkiego: przez to zachodzi, na tym polega ewolucja samego Boga."

      Pisałam już kilka lat temu o "uzdrawianiu" i integrowaniu różnych bogiń i bogów w nas i poprzez nas... hm...
      Ja tam integruję w sobie, co mogę... ;-)

      I pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń