środa, 9 stycznia 2013

BAJKA O PIĘCIU DUSZACH.




Pięć pięknych dusz przybyło na Ziemię z bardzo dalekiego kosmosu, bo zapragnęły doświadczyć istnienia w cudownej formie ludzkiego ciała. Pragnęły doświadczyć rozkoszy życia na pięknej planecie Ziemia, a ponieważ wiedziały, że życie na Ziemi ma swoje jasne i ciemne strony, pragnęły także pomagać ludzkim istotom w ich rozwoju i znajdowaniu coraz to lepszych rozwiązań na coraz lepsze życie na Ziemi. Ich ziemskie losy splotły się jednak na całe tysiąclecia…

Egipska historia...

W krainie, którą potem zwano Egiptem, żyła kobieta, która zajmowała się uzdrawianiem ludzi i była kapłanką w Świątyni Uzdrawiania. Pewnego dnia poznała wspaniałego mężczyznę i zakochała się w nim. Był on kapłanem w innej Świątyni. Ale kiedy ona zdecydowała się na małżeństwo, musiała odejść ze Świątyni Uzdrawiania. Jej mąż nadal pełnił funkcję kapłana.

Pewnego dnia ta kobieta urodziła dwóch synów, bliźniaków. Nie był to dla niej szczęśliwy dzień, lecz bardzo trudny. W tej krainie, w której przyszła na świat, było takie prawo, które nakazywało matkom, by w przypadku urodzenia się bliźniąt - chłopców, dokonały wyboru, które dziecko chcą zostawić przy sobie, a które oddać. Jednego chłopca matki bliżniąt oddawały. I w zależności od statusu, jaki miała dana rodzina, chłopiec albo był zabijany albo – gdy była taka możliwość – był oddawany jakiejś innej rodzinie (najlepiej w innym kraju) po to, by nigdy nie mógł się dowiedzieć o swoim pochodzeniu.

Kobieta poprosiła męża, aby pozwolono jej wyjechać z Egiptu, by mogła uczynić to, co ma do spełnienia. Mąż zgodził się zrealizować jej plan, Nie wiedział, że w jego żonie była wielka niezgoda na okrutne według niej prawo, które nakazywało pozbycie się jednego z synów. Kobieta wyjechała więc gdzieś daleko, ponieważ chciała znaleźć jakiś sposób, aby ocalić i pozostawić przy sobie obu synów. Dlatego wyjechała wraz z dwoma synami na długi czas. W tym czasie, kiedy ona była poza Egiptem, jej mąż po kilku miesiącach nieobecności swojej żony, tylko raz wyjechał z Egiptu, by odwiedzić swoją żonę tam, gdzie była. 

Kobieta powróciła do Egiptu po trzech latach. Powróciła z dwoma synami. Obaj byli bardzo podobni do siebie, mieli włosy w kolorze dojrzałego zboża, ale jeden był wyższy, a drugi niższy, jeden wyglądał na starszego, a drugi na młodszego.  Mieli imiona OSIR i SETI . Kobieta nic nikomu nie mówiła o swoich synach, ale wszyscy domyślali się, że jeden syn jest pierwszym jej synem, jednym z bliźniaków, a drugi syn został spłodzony wtedy, gdy jej mąż wyjechał z Egiptu do niej. Nikt nie domyślał się, że bracia są bliźniakami, ponieważ nikomu nie przyszło do głowy, by kobieta tak wysokiego rodu, była kapłanka Świątyni Uzdrawiania mogła sprzeciwić się panującemu w tym kraju prawu.

Obaj jej synowie przez lata byli wielkimi przyjaciółmi i wychowywali się z królewską córką o imieniu ISI, z którą także żyli w wielkiej przyjaźni.

Po wielu latach, gdy dzieci stały się dorosłe, po długiej i ciężkiej chorobie zmarł król, który był ojcem Isi . Wtedy przyszedł czas, że Isi stała się królową. I tak, jak nakazywały panujące zwyczaje, Isi miała wyjść za mąż. Jako królowa mogła wybrać sobie męża, ale musiał być to mężczyzna z odpowiednio wysokiego rodu. Obaj jej przyjaciele, bracia OSIR i SETI byli takimi mężczyznami. Isi obu kochała tak samo i trudno jej było dokonać wyboru. Poprosiła więc matkę braci o radę. Razem postanowiły, że najlepiej będzie, jeśli Isi wybierze tego, który „pierwszy wyszedł z łona matki”. Tym pierwszym był Osi.

Gdy informacja została przekazana obu braciom, Seti nie wierzył własnym uszom. Domyślał się wcześniej, co się święci, ale mimo że gorąco kochał Isi i swojego brata, a może właśnie dlatego, że tak mocno kochał ich oboje, miał nadzieję, że Isi wybierze jakiegoś innego mężczyznę na męża. Bo – według niego -  tylko dzięki temu wszyscy troje mogliby nadal pozostać przyjaciółmi. Oczywiście z nikim nie zdążył się podzielić tym swoim rozwiązaniem, ponieważ nikt wcześniej na te tematy nie podjął z nim rozmowy. Decyzja została podjęta bez omawiania jej z nim. Gdy zaś Isi zaczęła rozmowę z Setim na temat swojej decyzji, ten nie chciał słuchać żadnych rozsądnych argumentów, jakimi Isi chciała wytłumaczyć swoją decyzję i  po prostu wybiegł krzycząc, że już nigdy nie chce jej widzieć na oczy.

Potem stało się to, co się stało… Seti nie mógł zaakceptować decyzji Isi, która wydawała mu się absurdalna i powoli jego wielka miłość do brata i jego żony zaczęła zamieniać się w nienawiść. Widok ich dwojga jako królewskiej, szczęśliwej małżeńskiej pary doprowadzał go do coraz większej rozpaczy i szaleństwa.

Osir też nie był wcale taki szczęśliwy, jakby to mogło się niektórym wydawać. Coraz bardziej przygnębiały go myśli o rozpaczy brata. Zaczął z tego powodu odczuwać coraz większe wyrzuty sumienia. Aż pewnego dnia OSIR zniknął.

Poszukiwania trwały jakiś czas. Zrozpaczona Isi zaczęła podejrzewać, że Osir został zabity przez jego brata. I stało się tak, że wcześniejsza rozpacz Setiego udzieliła się Isi, ale powód jej rozpaczy był inny. Pragnęła za wszelką cenę odszukać ciało Osira, by móc go ożywić. Nie była w stanie zaakceptować jego śmierci.

Wreszcie któregoś dnia znaleziono porąbane  ciało mężczyzny, które, gdy pokazano Isi, rozpoznała jako ciało swojego męża. Nakazała największym mędrcom i medykom, by ciało złożyli w całość, owinęli w bandaże nasiąknięte wonnymi olejkami i wydała im polecenie, by ożywili ciało Osira. Absolutnie nie chciała zgodzić się na tradycyjne spalenie zwłok swojego męża.

Nikt nie potrafił wykonac jej rozkazu. Nikt nie chciał sie tego podjąć. Ale znalazł się pewien lekarz uchodzący za wyjątkowo utalentowanego człowieka. Nazywano go panem Hotep. Ten zajął się wszystkim, jak trzeba. Wiedział, że zrozpaczona królowa może stanowić zagrożenie i łatwo zaniedbać swoje obowiązki. Znalazł więc sposób, by uspokoić zrozpaczoną Isi…Robił wszystko, co było możliwe, by ukoić rozpacz królowej. Przygotował odpowiednio pod jej nadzorem ciało mężczyzny, które najpierw złożono w Świątyni Uzdrawiania na kryształowym postumencie. Świątynia ta jednak służyła do uzdrawiania, a nie do wskrzeszania zmarłych, dlatego wskrzeszenie ciała nie nastąpiło.

Pan Hotep zaprojektował, a królowa nakazała wybudować odpowiednią Świątynię Wskrzeszenia dla Osiego. Miejsce to miało zapewnić… zmartwychwstanie Osira w odpowiednim astrologicznie czasie. Ponieważ przygotowania do ceremonii przedłużały się w czasie, królowa Isi zajęła się swoimi zwykłymi obowiązkami i spokojnie czekała na zakończenie wszelkich prac przy budowie Świątyni Wskrzeszenia. Pan Hotep starał się skutecznie te działania przeciągać jak długo się da. Takie jego postępowanie było związane z tym, że badał on na wszelkie możliwe sposoby, czy  rzeczywiście możliwe jest wskrzeszenie zmarłego ciała.

Królowa Isi nigdy nie wyszła za mąż ponownie. Wiele funkcji, które do tej pory spełniał król, Isi powoli przekazywała panu Hotep. Któregoś dnia wreszcie pan Hotep wyznaczył datę ceremonii zmartwychwstania „ciała króla Osira”, ale - ku zaskoczeniu wszystkich - była to bardzo odległa data. Nie miało to się stać za życia królowej Isi. Mimo, że na początku królowa wściekała się, Hotep zdołał ją przekonać, że jest to jedyny sposób, aby zmartwychwstanie ciała stało się możliwe. Obiecał także królowej, że może przygotować ją w podobny sposób po jej śmierci, a wówczas ona i jej mąż zmartwychwstaną razem. Królowa na tę propozycję przystała.

W ten sposób w Egipcie został odrzucony stary zwyczaj palenia zwłok który obowiązywał wcześniej wszystkich, łącznie z członkami królewskich rodów. Zamiast niego wprowadzono nowy zwyczaj mumifikowania ciał zmarłych ludzi należących do królewskich rodów i układania w Świątyniach Wskrzeszenia, nazwanymi później grobowcami faraonów.

Matka obu braci bliźniaków po śmierci swojego syna wzięła na siebie winę za to, że brat zabił brata (choć nie wiadomo, czy tak stało się wówczas naprawdę, czy to ludzie takie plotki rozsiewali). W każdym razie matka tłumaczyła sobie, że to jej wina, ponieważ nie poddała się ziemskiemu prawu i nie oddała obcym ludziom jednego ze swoich synów. Dlatego jako za „sprawiedliwą karę”, właśnie jej wymierzoną, przyjęła śmierć jednego z synów. To „bogowie tak zadecydowali” – mówiła myśląc o śmierci Osira i godząc się z myślą, że zabił go jego własny brat. Ale to były tylko domysły, bo niewielu ludzi wiedziało, co naprawdę stało się z Osirem i z jakiego powodu.

Osir któregoś dnia, gdy dopadły go jeszcze silniejsze niż zwykle wyrzuty sumienia wobec brata, postanowił sam pójść na długi spacer nad brzeg morza, aby tam w spokoju rozważyć całą skomplikowaną sytuację i zastanowić się spokojnie nad jej rozwiązaniem. Wymknął się wieczorem z pałacu  jednym z tajnych przejść i poszedł w kierunku plaży. Tam się zatrzymał i długo patrzył w cienki, ledwo widoczny sierp księżyca. Potem odrzucił na bok swój płaszcz i usiadł nagi na siwym konarze drzewa wyrzuconym na piasek przez morskie fale. Siedział zamyślony do późnej nocy szukając jakiegoś rozwiązania. Nie miał pojęcia, że w jego kraju, w kraju, w którym właśnie niedawno został królem,  odbywają się pewne magiczne obrzędy, które miały na celu powiększanie mocy niektórych kapłanów-magów.

Tego dnia właśnie grupa czterech kapłanów-magów wybrała się na konne polowanie… Polegało ono na tym, że w odpowiednim astrologicznie czasie wyruszali oni na poszukiwania jakiegoś samotnego człowieka, najlepiej włóczęgi, którego mogliby zabić, by zasilić się energią jego ciała w magicznym obrzędzie.  Osir został napadnięty przez kapłanów na plaży, zabity jednym mocnym uderzeniem noża i  rytualnie porąbany na części. Ale gdy jeden z kapłanów dostrzegł mieniący się w blasku księżyca płaszcz leżący obok, nagle poczuł ogromny strach. Wydobył z siebie krótki, ostry krzyk i ręką wskazał na płaszcz. Pozostali mężczyźni, podobnie jak on, na widok lśniącego w świetle księżyca płaszcza poczuli przerażenie i w tej samej chwili wskoczyli na swoje konie i odjechali z plaży w popłochu.


Dzisiaj…

Dusze całej czwórki: matki, dwóch braci i żony jednego z nich wędrowały przez wieki i ostatnio znów wcieliły się razem. Po to, by uzdrowić i uwolnić to, co zdarzyło się wiele tysięcy lat temu. By mogli wreszcie zrozumieć wszystkie prawa, kłamstwa, przekonania -  iluzje, którym każde z nich osobno i wszyscy razem wówczas ulegli.

Dusza, która była kiedyś matką bliźniaków, wcieliła się w ciało kobiety, która nie ma dzieci, bo postanowiła, że już nigdy nie będzie doświadczać ludzkiego cierpienia związanego z utratą dzieci, jakie było wielokrotnie jej dane. Marzy o uwolnieniu swojej duszy i uwolnieniu wszystkich tych dusz, które pragną powrotu do kosmicznego DOMU.

Dusza, która była kiedyś Isi, wcieliła się w ciało pięknej kobiety. Ma ona wspaniałego mężczyznę u swego boku i urodziła wiele dzieci. Żyje w szczęśliwym związku. I jej mężczyzna  jest równie wspaniałym człowiekiem. Wydaje się, że nie ma żadnych wad, prócz może jednej… bywa o nią zazdrosny. Chciałby wiedzieć o niej wszystko, co przecież jest niemożliwe... Ta kobieta z głębi serca chce uwolnić siebie i pomóc wszystkim tym duszom, które pragną powrotu do życia w raju na Ziemi.

Dusza, która była kiedyś Setim ( a może Osirem? ), wcieliła się w ciało pięknego mężczyzny. To on zaznaje szczęścia u boku pięknej kobiety,  której dusza była kiedyś w ciele Isi. On chciałby teraz tym swoim szczęściem rodzinnym cieszyć się w nieskończoność. Czasami tylko, gdy czuje zbytnie zmęczenie rodzinnymi obowiązkami, zastanawia się, czy jeśli musiałby odejść z tego świata, to odejdzie? Ale nadal jeszcze nie wie, czy nie wolałby tu pozostać. Jest tak wolny, że poradzi sobie w każdym świecie i każdej czasoprzestrzeni... Całym sercem wspiera innych.

Dusza, która była kiedyś Osirem ( a może Setim? ), wcieliła się w ciało pięknego mężczyzny, który jest bardzo uduchowiony człowiekiem, ma piękną żonę i dziecko. Marzy o uwolnieniu, jeśli nie całej ludzkości, to chociaż części dusz, nawet za cenę śmierci części ludzkości. Tak gorąco pragnie uwolnienia swojej duszy z tego świata, że dla niego nie ma znaczenia, jakim sposobem to się stanie… mogłoby to stać się nawet przy pomocy jakiejś wielkiej ziemskiej katastrofy i ingerencji jego przodków z kosmosu.  Wolałby jednak "wrócić do siebie" na jakimś statku kosmicznym...

Bajka jest o pięciu duszach. Gdzie jest piąta dusza? To dusza, która była kiedyś panem Hotep. Wcieliła się w ciało pięknej kobiety. Czasem studiuje ona stare mądre książki, religie, wierzenia, tajemną wiedzę i wciąż ma wiele genialnych pomysłów między innymi na doskonały rozwój duchowy, na doskonałe państwo, na doskonałe wychowywanie dzieci…Ta kobieta także szuka sposobu, w jaki jej dusza mogłaby wyjść z ziemskiego KOŁA KARMY. A może to jednak jakiś mężczyzna?

A może jest jeszcze inaczej, ponieważ przez kolejne wcielenia w KOLE KARMY wszystkie te dusze niosły ze sobą ten mit i powtarzały go zamieniając się w kolejnych wcieleniach rolami... Bo ziemskie losy tych pięciu dusz splotły się jednak na całe tysiąclecia… Brakuje w tej opowiastce jeszcze jednej ważnej osoby "dramatu" Siostry Isi O niej jeszcze sobie nie przypomniałam... 


***

Szczerze powiem, że sama byłam zdziwiona tym, że tak nagle poczułam, by napisać tę bajkę . Nie mogłam zasnąć, musiałam po prostu wstać i napisać. Ostatnia bajka, którą napisałam to była ta o Rozbitym Lustrze...


Może to historia, która nigdy się nie zdarzyła, ale może jest powiązana ze mną poprzez ten MIT staroegipski, który odzwierciedla pewne wzorce i archetypy... 


Pamiętam, że gdy pisałam o LILITH-IZIS, to był dla mnie czas uzdrawiania w sobie tamtego starego mitu związanego także z mitem Adama i Ewy oraz ZŁOTEGO I CZARNEGO SŁOŃCA. Celem było oczyszczenie między innymi Lilith- Izis z przypisanej jej roli demona. Niedawno zakończył się we mnie  proces uwolnienia tamtego mitu. Może nadeszła pora, bym mogła teraz oczyścić w sobie także ten egipski mit. 


DODANE 28.lipca 2013



jednym z powodów napisania kiedyś tej BAJKI O PIĘCIU DUSZACH było przeżycie jakiego doświadczyłam na warsztacie "oddychania holotropowego" kilka lat temu.

 Było To związane z bajką... byłam mężczyzną o bardzo dziwnym kolorze skóry. nie mogłam go wówczas w żaden sposób określić. Był "nienormalny" :-) Tak zapamiętałam. Uciekałam po piasku, bo ktoś mnie gonił. Wiedziałam, że mam zostać "ofiarą" jakiegoś rytuału.Wiedziałam, że mnie dopadną, a mimo to uciekałam ( a właściwieuciekałem). Gdy nie miałEm już sił, dopadli mnie i porąbali moje ciało. 



Miałam NA TYCH WARSZTATACH kilka zaskakujących wizji - rozpoznań (bardzo traumatycznych) m. innymi to z niedziwedzicą, które opisałam w notce pt. ZAWOŁAŁA MNIE GÓRA ŚLĘŻA. http://tonalinagual.blogspot.com/2013/05/zawoaa-mnie-gora-sleza.html



(...) w jednej z “wizji” byłam niedźwiedzicą, której ludzie zabili dziecko. Przeżywałam strasznie głęboko jej rozpacz i pamiętam, że ONA nie mogła nic zrobić, bo rozumiała, dlaczego ludzie to zrobili, bo tacy są... Nie chciała i nie potrzebowała żadnej zemsty… Tylko rozpacz czułam jakby wylewającą się ze studni bez dna. To było traumatyczne przeżycie. Zamiast dłoni miałam łapy z pazurami, które trzymałam przed sobą bezradnie…