wtorek, 17 września 2013

PRZYPOWIEŚĆ O MĘŻCZYŹNIE JAKO "UDOSKONALONEJ" WERSJI KOBIETY


Skąd na Ziemi wziął się człowiek?

Czy możliwe jest sztuczne hodowanie ciała ludzkiego, które ma później zasilić jakaś energia - dusza? (Pytanie w nawiązaniu do historii o Golemach).

Czy możliwym jest "wyhodowanie" istoty ludzkiej poza łonem kobiety?

Czym są eksperymenty genetyczne?

Nie umiem odpowiedzieć na te pytania. Mam tylko takie odczucie, że różne “rasy kosmiczne” i różne “wzorce” pochodzące od tych różnych “kosmicznych ras”, jakie mamy zapisane w sobie jako ludzie, teraz się we mnie integrują, harmonizują i zaczynają współbrzmieć ze sobą. W tym sensie dla mnie człowiek jest wyjątkową istotą, ponieważ został stworzony jako kompilacja wielu “kosmicznych ras”, które nie były WCZEŚNIEJ w stanie ani współżyć ani współtworzyć ze sobą w sposób HARMONIJNY I pokojowy. Bo jak na przykład mogą porozumieć się ze sobą: orzeł, lew, krokodyl, kot czy koliber... albo z jakimś bytem – istotą, która jest na przykład "ciągiem matematycznym" albo wzorem geometrycznym? I taka istota jest także… wibracją o pewnej częstotliwości, która dla innych "kosmicznych ras” jest czymś w rodzaju kwintesencji złości *)? Bo tak właśnie - jako emocje złości na przykład w swoich ciałach psychicznych i fizycznych tę dziwną i trudną nawet do wyobrażenia energetyczną istotę będącą "ciągiem matematycznym" i jej wibracje mogą właśnie odczuwać istoty z innych “ras kosmicznych”, w tym także ludzie.

A kiedy człowiek harmonizuje w sobie te wszystkie “cechy”, wzorce i wibracje o różnych częstotliwościach, wtedy i te inne “rasy” mogą wiele skorzystać z takiego procesu “transformacji”. W taki sposób teraz rozumiem połączenie ze Źródłem i tak zwane “wznoszenie” (ewolucję świadomości przede wszystkim) człowieka z istotami z “innych części kosmosu”. Ale wiem, że to jest moje rozpoznanie – przypomnienie, a inni mogą mieć inne i widzieć, rozumieć to inaczej.

Według pewnej - bardzo popularnej onegdaj, a dla niektórych jeszcze do dziś -  opowieści podobno Ewa została stworzona z żebra Adama...

Oto rzeczone "żebro Adama" - chromosomy X i Y:


Wyglądają trochę jak "ożebrowanie"... Chromosom X jest żeński. Chromosom Y jest męski.
 Chromosom X jest większy od Y i zawiera więcej genów…
 Podobno u człowieka występują 22 pary chromosomów autosomalnych i jedna para chromosomów płci, która odpowiada za determinację płci. 
Według obecnej "nauki” podobno "płeć determinowana jest przez chromosom otrzymany od ojca" (chyba tu chodzi o płeć męską?), ponieważ jak patrzę na ten obrazek, to chromosom Y wygląda jakby był “ułamanym” albo "odciętym" w połowie chromosomem X.

Poniżej inne obrazki.
To jest chromosom X


To jest chromosom Y

(nie mogę ich wkleić do notki - nie pozwalają na to "prawa autorskie").
Można je oba porównać sobie. Dla niektórych porównanie może być zaskakujące. 

Czy możliwe jest klonowanie ciała, by przygotować je do zasiedlenia duszy…? Nawet trudno mi to sobie wyobrazić. Znaczy rozwój takiego ciała trudno mi sobie wyobrazić poza jakimś żywym organizmem posiadającym duszę. Jak miałoby ono powstawać i gdzie? Masz jakieś wyobrażenia?

W filmie Awatar były stworzone ciała dla bohaterów, którzy byli ludźmi i mogli przenosić się w ciała Awatarów. Ich ciała Awatarów były stworzone z DNA i komórek osób żyjących, jako mieszanka genetyczna konkretnych osób i Awatarów. Te ciała “dojrzewały” w odpowiednich “akwariach”… Powstawały one za zgodą osób, które przekazały swoje DNA do “eksperymentu”, więc być może jakieś cząstki ich duszy też były w tych ciałach i dlatego te nowe ciała mogły rozwijać się w “akwariach”? A może to tylko fikcja - iluzja jakaś?

Natomiast ciało (bez duszy) musiałoby rozwijać się w innym ciele żywym. Jak płód w łonie matki. Bo bez zasilania energią innego żywego ciała nie mogłoby się rozwijać. Ciekawe, jak Ty to sobie wyobrażasz lub przeczuwasz? Może brakuje mi w tym temacie wyobrażni? Moje odczucie jest takie, że rozwój ciała bez duszy i bez zasilania energią pochodzącą z innego ciała z duszą - choćby żywego kwiatu spełniającego rolę łona - jest niemożliwy w świecie fizycznym.  A może z jakiegoś powodu po prostu nie mogę sobie tego wyobrazić?


Kiedyś miałam naprawdę bardzo dziwny sen (to był sen - wizja albo może wyjście OOBE do jakiegoś "równoległego" świata?) o Planecie Kobiet... Tam żyły wyłącznie kobiety. I te kobiety “nudziły się troszkę” same ze sobą, więc w którymś momencie w historii tej planety postanowiły uatrakcyjnić życie na tej planecie i zróżnicować się pomiędzy sobą. Zaczęły eksperymentować i tak powstała “udoskonalona wersja kobiety”, która nie musiała rodzić… ani karmić dzieci... Nie miała zatem już na przykład piersi ani macicy. Tak więc "kobiety nierodzące" zaczęły przejmować pewne funkcje w społeczności, a "kobiety rodzące" miały inne "zadania" i "role" w tej społeczności...

Na początku “kobiety rodzące” dalej rodziły i decydowały same o płci "potomkini": czy to będzie "kobieta rodząca" czy "nierodząca", ale potem doszły do wniosku, że fajnie będzie, jak te “inne kobiety”, co to już nie musiały rodzić, będą współuczestniczyć w akcie zapłodnienia jaja… I odtąd wszystkie kobiety pozbyły się części swoich narządów rozrodczych i przekazały je “nowej kobiecie, która nie musiała już rodzić” i w ten sposób powstał... mężczyzna, który od tamtej pory (jeśli chodzi o funkcje rozrodcze) nosi jaja, a w nich przechowuje plemniki.

Mój sen przestał mi się wydawać taki bardzo dziwny, kiedy zobaczyłam pewien obrazek…
 “Drzewo genealogiczne Basków”.


i wstawiła je u siebie:


Czyżby wąż na tym obrazku symbolizował zmienione żeńskie DNA?

No cóż, wyglądałoby na to, że... WSZYSCY JESTEŚMY KOBIETAMI, CHOĆ MĘŻCZYŹNI TYMI BARDZIEJ UDOSKONALONYMI... ;-)

ALTEAZGWIAZD napisała:


Znalazłam także film na You Tubie o Samoorrganizacji FERROFLUIDU:

SKOJARZYŁ MI SIĘ Z JAJEM, które najpierw wypuściło z siebie cząsteczki... One zostały w trakcie "emisji" oddzielone od "macierzy". Jakby zachodził proces indywiduacji - proces, w którym coś staje się indywiduum, odrębne od całości, do której należy czy też - patrząc już z perspektywy oddzielenia i wydzielenia z tej całości - należało, A po chwili te cząsteczki powracają do jaja na podobieństwo "plemników", które próbują się dostać do wewnątrz. Te "plemniki" chcą się przebić do jaja, jakby wracały z powrotem do domu, ale już mają swoją "indywidualność", są zmienione, niejako "odrębne", dlatego potem, gdy wracają do "jaja", w "jaju" powstaje coś nowego, coś jak podstawowe "komórki"…zresztą sami zobaczcie…

Wracając do chromosomów X i Y. Łatwiej z chromosomu kobiecego X odciąć kawałek i utworzyć chromosom Y niż z chromosomu Y zrobić "sztukując" chromosom X. Do stworzenia Ewy z "żebra Adama" potrzebne byłyby dwa chromosomy XY, aby z nich wyodrębnić dwa chromosomy X + X i utworzyć chromosom XX. Załóżmy, że to teoretycznie możliwe. Ale skąd Adam wziął jajo, żeby je zapłodnić? Ukradł je jakiejś Lilith? No dobrze, nawet jeśli jakoś zdobył to jajo i je zapłodnił, to jak dojrzewało to ciało Ewy, gdzie rozwijał się płód i kto ją urodził? Adam raczej nie, bo do dziś żadnemu mężczyźnie nie udało się jeszcze urodzić człowieka, więc może to jakiś bóg ją urodził dla Adama? Bóg, co miał takie możliwości, by stworzyć sztuczną macicę?
A skąd miał wytrzasnąć sztuczną macicę? Musiałby mieć jakiś jej pierwowzór. Więc może jednak Ewę urodziła jakaś "bogini"? 

A propos tworzenia istot z “probówki” i eksperymentów TWORZENIA takich istot. Animus próbuje tego dokonać sam, próbuje jakby sam sobie udowodnić, że to możliwe, bo przecież bóg jest STWÓRCĄ. A to nie jest możliwe… Nawet bóg potrzebuje – powiem wprost – potrzebuje “samicy” danego gatunku jako "inkubatora". I Animus ma problem, bo nie może tego zaakceptować, że nie jest w stanie stworzyć KOGOŚ sam. Może tylko tworzyć COŚ, ale nie może stworzy całkowicie sam KOGOŚ…

Czy wiesz o tym, że "Pierwszy mężczyzna, który urodzi dziecko ma za ten nie lada „wyczyn” otrzymać nagrodę pieniężną w wysokości miliona dolarów"? Ta nagroda ma zapewne zmobilizować ambitne umysły do pracy nad doświadczeniami i próbą udowodnienia, że mężczyzna też może być "stworzycielem życia".


Mężczyzna może stwarzać sobie różne piękne COŚ, ale nie może stworzyć KOGOŚ w sensie istoty ludzkiej. Musiałby dokonać jakichś eksperymentów genetycznych, ale jak wówczas powstałby i rozwijał się płód? W kobiecym "inkubatorze" czy jakimś "sztucznym"? A może to był jakiś kwiat? 



To co powyżej napisałam, napisałam wczoraj 15.09., a dziś znalazłam w internecie "opowieść" pt. "Zrodzony z Lotosu." o tym, że Kochające Oczy jest najbardziej znanym buddą w Himalajach. Po tybetańsku “jego” imię brzmi Czenrezig, w sanskrycie Avalokiteśvara, a jego chińska forma nazywa się Kuan Yin **) . Jest przedstawiany/a raz w męskiej, raz w kobiecej formie. Znalazłam wiele obrazów przedstawiających Kuan Yin jako kobietę – dla mnie to Kobieta Kwiat Lotosu.


Niektóre źródła podają, że Kochające Oczy - Avalokiteśvara jest “Zrodzonym z Lotosu”. Czy to możliwe, że Kuan Yin jest Lotosem, a Avalokiteśvara "Zrodzonym z Lotosu"?

Tyle że Avalokiteśvara ”jest on również jidamem, aspektem buddy… a jidam oznacza dosłownie „związek z umysłem”...

I mam takie odczucia, że… ponieważ jest on "związany z umysłem", to z tego powodu "samsara nie ma ani początku, ani końca”.

I takie skojarzenia.

- Postać na "mojej szmaragdowej tabliczce" ma lotosową głowę…



- Imię, jakie do mnie ostatnio przyszło: Mama Tika znaczy Mama Kwiat
- Potem, gdy miałam wizję połączenia w sobie męskiej i żeńskiej części, rozpuszczała się jakaś "granica" pomiędzy Animą i Animusem w moim ciele stworzona przez wzorce – programy emocji złości i strachu oddzielające je od siebie i utrzymujące w zapomnieniu o połączeniu i jedności) i pojawiło się wtedy "imię" albo określenie dla tego stanu połączenia: Mama Tika Lotos.  (słowo "lotos" jest "bliskie" słowu "logos"... czy te słowa są ze sobą jakoś głębiej powiązane?)


I dziś 16.09.2013 zajrzałam na blog ALTEIZGWIAZD... Opisała u siebie swoją piękną wizję w notce pt. "KWIAT UTKANY Z ENERGII". 




Miałam podobną wizję.
 Stałam się kwiatem… przy wizji – spotkaniu z Archaniołem Razielem i Metatronem….
Pisałam:
Dlaczego mnie odwiedzili Metatron i Raziel?
 Oni są Strażnikami, “nosicielami” Kwiatu Życia, ale ci Mistrzowie ten kwiat zatrzymują w jednej, niezmiennej formie tak długo, jak tylko się da. Aż sam kwiat, gdy przychodzi odpowiedni moment, przypomina sobie o swojej zmienności… ZROZUMIAŁAM… Eureka! Natchnęło mnie i otworzyły się przede mną jakieś wrota…
(…)

I Anilalach pisała też o Kwiatach Życia:
“kwiaty życia jako sposób na dotarcie do pierwotnej matrycy, pierwotnego zapisu który jest potrzebny by odkryć i zaświecić swoim światłem, by stać się boską doskonałością. ”


**) "W Chinach od ok. IX wieku czczona jest żeńska forma bodhisattwy współczucia, bogini Guanyin (觀音, pinyin: Guānyīn) lub Guanshiyin 観世音. Formy te przyjęły się w buddyzmie koreańskim, północnowietnamskim i japońskim (jap. Kannon 観音, lub Kanzeon 観世音; kor. Kuanŭm 관음 lub Kuanseŭm bosal 관세음보살; wiet. Quan Âm lub Quan Thế Âm Bồ Tát). Guanyin jest skrótem od Guanshiyin i oznacza dosłownie "Postrzegająca Dźwięki Świata". Ciekawe... wobec choćby moich notek o cymatics i dźwiękach,  z których powstają wzory energetyczne i materii... i w powiązaniu z tym, że  w wielu mitach dźwięk (częstotliwość) określa się jako "słowo" lub "myśl"... "Na początku było słowo", a w zasadzie dzwięki, które "wcieliły się", zamanifestowały czy też zaczęły przejawiać się w formie energetycznej i w końcu materialnej...

***) Kuan Yin (dla mnie jak Kwiat Lotosu :-)

http://en.wikipedia.org/wiki/Guanyin


Zieleń i róż... kolory kwiatu lotosu... Kolory czakry serca z mojej wizji Kwiatu Życia i jego dwóch "wersji" dopełniających się wzajemnie...


zrodlo:http://fineartamerica.com/art/all/kwan+yin/prints


zrodlo: http://kootation.com/kuan-yin.html

Co ona ma na głowie? 

Logosa - Umysł? 
"Związanego z umysłem"? 


Czy widać podobieństwo do Kuan Yin?  Także męskie formy Buddy mają na głowie podobne "ule". Pisałam o tym TUTAJ.

Zielona Tara:

zrodło:http://thaiyogaup.wordpress.com/2011/04/25/kuan-yin-2/



















Czyż nie podobna do Wenus wyłaniającej się z piany?


zrodlo: http://www.globallightminds.com/2012/12/kuan-yin-the-beloved-goddess/





zródło:http://magoism.wordpress.com/2013/03/
troszeczkę podobna do mojej "szmaragdowej tabliczki".



zródlo:http://www.rikoo.com/pro/W0000020.html



zrodlo: http://www.savior.com.sg/kuan_yin.html



zrodlo: http://www.123rf.com/photo_10356128_picture-of-a-statue-of-kuan-yin-goddess-of-mercy.html




DZIĘKUJĘ ALTEI Z GWIAZD ZA INSPIRACJĘ.


*) Miałam takie rozpoznanie, że emocja np. złości jest takim wzorcem - programem, który jest jak np. dodatkowy program w komputerze usprawniający działanie innych programów...
Komputer zawiera system (zainstalowanych programów przez producenta). Kupujesz taki komputer z danym systemem np. Windows albo Mac. I masz w nim pakiet programów systemowych. Możesz kilka innych dokupić - jeśli są ci potrzebne do pracy lub zabawy albo znależć w internecie i ściągnąć za darmo... Potem ktoś ci wpuszcza wirusa (jacyś hakerzy, może i hakerzy zatrudniani przez producenta :-)), więc Ty instalujesz dodatkowy program w celu ochrony twojego komputera. Jednak nie wiesz, że ten program mający usprawnić działanie twojego komputera poprzez ochranianie programów, które już w nim są, jednocześnie selekcjonuje dopływ informacji, które np. przez CENZURĘ wprowadzoną przez "właściciela" danego systemu nie mogą dotrzeć do Ciebie, znaczy... do Twojego komputera. Odtąd z jednej strony boisz się zaglądać tam, gdzie program antywirusowy wynajduje "zagrożenia"... a z drugiej strony dopływ pewnych informacji jest dla Ciebie blokowany (selekcjonowany czy cenzurowany).

Podobnie jest z emocjami strachu i złości. To są dodatkowe "programy" - wzorce mające za zadanie usprawniać działanie tych innych "podstawowych" jednocześnie blokując dostęp do informacji spoza "systemu" (przekonań, wiary itp.).

p.s. Tylko, proszę nie bierz tego, co tu piszę nazbyt poważnie :-D

-----------------------------------------------------------