czwartek, 1 maja 2014

UWOLNIENIE OD KARMY


"Dla Jaźni karma nie istnieje. Karma istnieje tylko dla ego." - Mooji

Kiedy stajemy się Jaźnią, karma przestaje działać. W tym sensie następuje uwolnienie od karmy.

"Karma musi istnieć dla idei, jaką ma Jaźń na własny temat. (...) Karma jest dla osoby. Jest iluzoryczna. Tak, jak osoba. Jak przejawianie się w umyśle. Osobę odczuwa się bardzo realnie. Ale kiedy spojrzycie oczami prawdziwego badania - nie może być odnaleziona. Więc to tylko idea. I zawsze się zmienia. (...)"– Mooji

ŚMIECH BUDDY:


Och, rozumiem tę kobietę... Miałam doświadczenie trochę podobne do tego, o którym ona opowiedziała w rozmowie z Moojim...





 Jesteśmy Jednią, ale nie na poziomie świata fizycznego. Na poziomie świata fizycznego wciąż jesteśmy indywidualnymi osobami. Dlatego Ci, którzy uznają się za niemalże "pomazańców bożych" mogą traktować cały zbiór indywidualnych bytów jak "ciemną masę". A jest to możliwe dzięki stosowanym przez owych "pomazańców" manipulacjom naszymi wybujałymi "ja" (EGO) i naszymi pragnieniami, naszą pożądliwością i naszymi oczekiwaniami. Co w tej sytuacji robię? Działam: odkrywam i przypominam sobie dar harmonizowania w sobie przeciwieństw. Gdy coraz więcej sobie przypominam o swoim DOMU, coraz bardziej staję się świadoma tego, kim jestem. Jak to robię? Konsekwentnie. Jestem świadoma, że aby mogło istnieć życie, musi istnieć także śmierć. Żeby mogło istnieć dobro, musi istnieć zło. Bez śmierci nie wiedzielibyśmy, czym jest życie, a bez zła nie wiedzielibyśmy czym jest dobro.


W innym doświadczeniu dotarłam do POLA ŚWIADOMOŚCI BUDDY:


Czuję ogromną wdzięczność za wewnętrzne prowadzenie, za mądrość snów, wizji, doświadczeń, dzięki którym tak wiele zrozumiałam... i staje się coraz bardziej świadoma.

„Mędrzec patrzy w lustro na obrazy pojawiające się jako on sam, ale nie jest zmieszany. On pozostaje niezmiennym Istnieniem w świątyni pustki” – Mooji

Ja patrzę w lustro na obrazy pojawiające się jako cząstki mnie samej i rozumiem, że te cząstki grają swoje gry. Ach… Rozumiem i czuję miłość do wszystkich cząstek Całości, które grają swoje gry. W każdej z nich zawsze istnieje ta cząstka, która jest ‚niezmiennym Istnieniem w świątyni pustki’…
I bajka mi się przypomniała… o ROZBITYM LUSTRZE:

A dziś do bajki mogłabym jeszcze dodać, że:
Lustro, które jest całością jest jak… pustka, jak… nicość. Światło nie ma w czym się odbić ani na czym „zaczepić”, ani nie ma czego rozświetlić… Ono jest. Istnieje jako nieprzejawione, niewidzialne… jak Wielka Tajemnica, która musi zostać odkryta, by ono mogło zabłysnąć. Choć przecież ono jest także zawsze i nieprzejawione i przejawione, niewidzialne i widzialne. Jednocześnie… Ach.
To jakby ciąg dalszy bajki o Lustrze istniejącej w ruchu i bezruchu... ;-)

Piękny stan:

Mooji PL - Śmiech buddy 2

Polecam i obejrzenie, i sam stan :-)


STARE, ALE "JARE":
Październik 3, 2012
Teraz rozumiem. Jeśli na przykład ktoś uważa, że znajduje się tutaj, ponieważ został/a złapany/a w jakąś sieć i zmuszony/a do pobytu tutaj, to znaczy, że ma jakąś traumę związaną z rolą ofiary, której nie jest świadomy/a. Utrzymywanie się przy tej koncepcji jako Prawdy, blokuje wtedy możliwość oczyszczenia karmy i uwolnienia się od tego programu (wzorca). Ten pogląd ma wielu ludzi, w tym wielu ezoteryków, którzy w ten sposób utrzymują siebie w nieustannej walce – wojnie dobra i zła oraz zasilają lęk (a może i złość albo nienawiść?) przed potencjalnymi oprawcami, którzy zmusili ich do pobytu na Ziemi i którzy tworzą dalsze pułapki, by ich tutaj zatrzymać. Takie osoby nie rozumieją, że tylko przyjęcie do świadomości wypartych części siebie (zarówno ofiar jak i oprawców) oraz uświadomienie sobie, wybaczenie sobie i zrozumienie swoich wzorców działań jako ofiar i oprawców pozwoli im na wyjście – uwolnienie się z pułapki, którą sami podtrzymują i zasilają swoją energią. Zamiast tego, szukają sposobów, które wymagają doładowywania swojej energii i nadal sami muszą ją kraść, chociaż robią to często nieświadomie. Nadal uprawiają manipulacje i magię też nieświadomie. Nadal zasilają te same wzorce i programy – UTRZYMUJĄ JE – w nich tkwiąc też nieświadomie.

Są jak upadli bogowie, którzy zasłaniają się swoim człowieczeństwem, bo wyparli się swojej boskości. Wyrzucili ją gdzieś daleko w niebo albo kosmos i tęsknią być może za boską sprawiedliwością albo za boskim dobrem. Inni próbują udowadniać ‘ważniejszość’ jednych bogów nad innymi bogami…. itp. itd…  Ależ ten umysł bywa przewrotny i super inteligentny…Byle utrzymać istotę ludzką w konflikcie, w podzieleniu, w zapomnieniu, w nieświadomości… Najlepiej przez strach i ból. Ale też rozkosz i odwagę... Dla mnie Uniwersalny Umysł jest tym, co ludzie nazywają Bogiem. Oddzielony od swojej Bogini - Samokreującej Świadomości czyni z człowieka pionka w grze, który nie ma pojęcia o tym, że jest pionkiem, choć nie tylko...

http://tonalinagual.blogspot.com/search/label/GRY
http://tonalinagual.blogspot.com/2011/01/kim-jestem-malenka-czastka-caosci.html
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/02/wychodzenie-z-matrixa-i-pozostanie-w.html

W innej notce CZAS TRANSFORMACJI i NOWA ŚWIADOMOŚĆ pisałam: Widziałam, że gdy jesteśmy odcięci od Źródła, odcięci od połączenia z Całością jesteśmy podobni do marionetek, figurek w grze, które nie mają pojęcia o zasadach tej gry, a często nawet o zasadach sposobu poruszania się w tej grze. Podobnie jak figury szachowe nie wiedzą, że każda figura porusza się inaczej. A ludzkie „pionki” i „figury” mają możliwość dotarcia do wiedzy nie tylko o zasadach gry, w jakiej uczestniczą, ale również do pamięci o tym, że są istotami wielowymiarowymi, które te gry tworzą i tylko częściami siebie w nie „wchodzą”; że nie są figurami, że są czymś więcej… Wszyscy mają dostęp do tej wiedzy, ale nie wszyscy jesteśmy w stanie przypomnieć sobie o tym i pamiętać, ponieważ mamy umysły wypełnione po brzegi myślami, przekonaniami, programami czyli wzorcami, które są wpisane w zasady Gry na pewnym poziomie tej Gry.

Ale wiem, że są dusze, które potrzebują takich doświadczeń i będą kontynuować walkę dobra i zła, ofiary i kata, światła i ciemności itp…itd… I wiem, że te decyzje podejmowaliśmy na poziomie WOLNYCH DUSZ, które podejmowały decyzję o wcieleniu.
Teraz mamy wybór: transformacja czy stagnacja i powtórki z rozrywki?
Z pewnej perspektywy nawet to, co wybierzemy też nie ma znaczenia… z perspektywy wieczności :-)

A traktując mnie jako swojego wroga, traktujesz siebie jako wroga – nieświadomie.
Traktując Ciebie jako mojego wroga, traktowałabym siebie jako swojego wroga. Można grać w takie gry, ale ja już jestem od tej gry we wrogów wolna.

01.10.2014
W jaki sposób karma "znika", "przestaje istnieć"?



15 komentarzy:

  1. Cześć, mam metodologiczne uwagi odnośnie tego filmu z Youtube, Przeżycie stanu "pierwotnej" świętości zdarza się. Zadaniem kogoś, kto ma się za nauczyciela duchowego jest pomoc w znalezieniu przechodniości między tym stanem, a rzeczywistością. Brak takiej przechodniości powoduje, że doznający tego stany często kończą śmiercią samobójczą - nie potrafiąc z powrotem odnaleźć się w rzeczywistości vide Katarzy, Stachura, H. Hesse (próbował kilkakrotnie). Generalnie życie wymaga od nas walki i ostateczną sztuką życia jest walka ponad egoizmem - uczą tego sztuki walki (niektóre) - bo w sensie ostatecznym ego zawsze jest związane z lękiem, wyzwolenie z ego daje wyzwolenie z lęku, ale walka i to niejednokrotnie śmiertelna jest naszą koniecznością takie są prawa biologii i nikt tego nie zmieni. Proszę przeczytać prace naukowe z zakresu: Antagonistic coevolution. Pozdrawiam:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj Lesławie.
    Dziękuję za komentarz.

    "Zadaniem kogoś, kto ma się za nauczyciela duchowego jest pomoc w znalezieniu przechodniości między tym stanem, a rzeczywistością. Brak takiej przechodniości powoduje, że doznający tego stany często kończą śmiercią samobójczą - nie potrafiąc z powrotem odnaleźć się w rzeczywistości (...)"

    Rozumiem, o czym piszesz.
    Jako dziecko (chyba 13.latka) przeżyłam spontanicznie to doświadczenie, które opisałam powyżej jako "powrót do PRA-DOMU". Potem przez wiele lat miałam pewne problemy z akceptowaniem rzeczywistości...

    Nie bałam się śmierci. Od dzieciństwa. Za to bałam się kręcenia na karuzeli, bo chciało mi się wymiotować. Kiedyś, gdy byłam młoda, próbowałam kilka razy popełnić samobójstwo. Nie chciało mi się żyć... Z niezgody na to... "całe zło", kłamstwa, niesprawiedliwość, okrucieństwo itd. itp.... I raz, prawie mi się udało... Prawie. Ponieważ jednak się nie udało, to czułam wtedy ogromne rozczarowanie. Ale nagle usłyszałam głos w sobie, który powiedział, że gdybym umarła i tak musiałabym tu wrócić. Bo jestem tu po to, by zrozumieć ten świat. A potem będę wiedziała, co dalej...

    I JUŻ WIEM...
    ZE ZROZUMIENIEM PRZYCHODZI WYZWOLENIE :-D
    http://www.tonalinagual.blogspot.com/2014/04/smierc-i-narodziny-smierc-i.html



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Generalnie życie wymaga od nas walki i ostateczną sztuką życia jest walka ponad egoizmem - uczą tego sztuki walki (niektóre) - bo w sensie ostatecznym ego zawsze jest związane z lękiem, wyzwolenie z ego daje wyzwolenie z lęku, ale walka i to niejednokrotnie śmiertelna jest naszą koniecznością takie są prawa biologii i nikt tego nie zmieni."

      Generalnie życie wymaga walki? Ale ja nie mam potrzeby "generaliować". Walka ponad egoizmem? Hm... Walka, walka, walka... o niej też trochę pisałam, ponieważ mam swoje rozpoznania w tym temacie. Rozumiem to, co piszesz o walce, ale mam chyba trochę inne zdanie w tej sprawie, ponieważ doświadczenie też mam inne. "Ponad egoizmem" nie ma walki. Nie ma o co walczyć. Walczy wyłącznie ego zakotwiczone w systemie przekonań. Można działać, ale nie już ma potrzeby walki, bo nie ma z kim i o co.

      Kiedyś były Szkoły Życia, a potem zamieniono je na Szkoły Walki.

      "Proszę przeczytać prace naukowe z zakresu: Antagonistic coevolution"

      Dziękuję za propozycję, poczytam, ale nie wiem, czy aż prace naukowe, by zorientować się, co to takiego.

      Usuń
  3. "Ponad egoizmem nie ma walki" - Tak na prawdę ponad egoizmem dopiero walka się zaczyna:-)
    Najpierw walczymy wewnętrznie - ego ściera się w walce - przebijamy się przez powierzchowne plamy - jak to ładnie określiłaś.
    I do prawdy nie mamy prawa z nikim walczyć, do póki tego nie zrobimy, bo walcząc z ego/nafs zawsze będziemy epatować nienawiścią - a właśnie zadaniem "zła" jest wtedy właśnie prowokować /rozbudzać jeszcze to ego/ by ludzie wyrzucali z siebie jak najwięcej jadu.
    O co więc walczymy gdy pokonamy ego? Co to jest czysta walka?
    Walczymy o poszerzenie strefy życia, walczymy o zaspokojenie naszych potrzeb życiowych - bo nie oddychamy powietrzem - i o to by nikt nie indoktrynował naszych dzieci w okresie ich naturalnego egoizmu, a ponieważ nie da się dzieci wychowywać pod kloszem to walczymy ze skutkami ich indoktrynacji.
    W sumie masz rację w idealnym środowisku praktycznie nie ma potrzeby prowadzenia walki zewnętrznej, stąd Szkoły Życia z czasem, z odejściem od Natury, musiały z konieczności zamienić się w Szkoły Walki - musiała powstać Sztuka Walki zewnętrznej - jak walczyć by nie oddawać nienawiści - to problem nauczania Wielkich Nauczycieli.
    Nie zastanawiałaś się nigdy nad tym dlaczego pierwotne, wielkie prawe, cywilizacje przegrywały ze słabszymi agresywnymi ludami? Nie wiedzieli jak walczyć. Budowali wielkie mury np. Jerycho, Chiny, pasy jałowej ziemi od strony najazdów Tatarskich itp. Sztuka walki musiała dopiero powstać, a może dopiero teraz w istocie powstaje?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. "Najpierw walczymy wewnętrznie - ego ściera się w walce - przebijamy się przez powierzchowne plamy - jak to ładnie określiłaś."

    ? Walka wewnętrzna - dla mnie - trwa, dopóki nieświadomie działamy pod wpływem ego. Jesteśmy nieświadomi tego, z czym się utożsamiany (przekonania, nawyki, pożądanie itp.)

    "I do prawdy nie mamy prawa z nikim walczyć, do póki tego nie zrobimy, bo walcząc z ego/nafs zawsze będziemy epatować nienawiścią - a właśnie zadaniem "zła" jest wtedy właśnie prowokować /rozbudzać jeszcze to ego/ by ludzie wyrzucali z siebie jak najwięcej jadu. "

    - Nie mamy prawa walczyć? Przecież to "norma", w której ego stanowi "narzędzie" walki. Jedno ego walczy z innym ego. I mamy prawo, by tak działać, bo gdybyśmy nie mieli takiego prawa, to byśmy tak nie działali. Oczywiście - dla mnie - to prawo działa wtedy, gdy jesteśmy nieświadomi tego, że prowadzi nas ego.

    - "Zadaniem zła jest prowokować/rozbudzać jeszcze to ego/ by ludzie wyrzucali z siebie jak najwięcej jadu."?

    Co to za zło? Dla mnie to właśnie ego czyli zbytnie przywiązanie, utożsamianie się z jakimiś ideami, przekonaniami, nawykami, pożądaniem...

    Z ego nie walczyłam i nie walczę. Ego "rozpuszczam" albo "rozplątuję".

    "O co więc walczymy gdy pokonamy ego? Co to jest czysta walka?
    Walczymy o poszerzenie strefy życia, walczymy o zaspokojenie naszych potrzeb życiowych - bo nie oddychamy powietrzem - i o to by nikt nie indoktrynował naszych dzieci w okresie ich naturalnego egoizmu, a ponieważ nie da się dzieci wychowywać pod kloszem to walczymy ze skutkami ich indoktrynacji."


    O walce pisałam na swoim blogu:

    Ten świat opiera się na walce. Tkwimy rozdarci w dualizmie, w którym dwie siły, chociaż są podstawowymi siłami kreacji, ruchu, wszelkich twórczych działań i całego istnienia, traktujemy jako siły przeciwne, przeciwstawne. Walczymy o: życie, o utrzymanie, o zdrowie, o miłość, o sukces, o pieniądze, o szacunek, o wolność, o braterstwo, o równouprawnienie, o niezawisłość, o idee, o religie, o wiarę, o przekonania, o racje… w zasadzie jako ludzkość walczymy o wszystko. Albo walczymy za: ojczyznę, rodzinę, ojca, matkę, córkę, brata,… też jako ludzkość walczymy za wszystko. Walczymy też z: i tu każdy może sobie dopowiedzieć, z czym sam walczy. A ci, którzy chcą zniszczyć siły zła, wpadają w pułapki zła utrzymując stan walki – dobra i zła. Z pewnego punktu widzenia to jest dobre, tak samo, jak dobre jest zło, które musi istnieć dla dobrego człowieka, aby miał on jakiegoś przeciwnika – złego, by mógł uważać się za dobrego. I by móc udowadniać innym i sobie, że jest dobrym. Musi udowadniać? Dlaczego? Bo to mu pozwala na kontynuację walki na – jeśli nie fizycznym, to psychicznym i mentalnym planie. Więc kontynuuje tę walkę dobra ze złem. Że nieświadomie? Ale to działa! Dobry człowiek prowadzi walkę ze złym i staje się… kim? Również złym … wpada w pułapkę i staje się złym nieświadomie. Cierpią zarówno dobrzy i źli, choć próbują konsekwentnie zaprzeczać, że nie cierpią, wypierają to cierpienie do podświadomości. Zaczynają używać coraz bardziej inteligentnych form manipulacji i za pomocą swojej umownie wolnej woli próbują swoje własne przekonania narzucać innym – swoim wrogom. Dlaczego? Po co? Ano aby oni także mogli stać się takimi samymi „dobrymi” ludźmi, jak inni “dobrzy”.

    Dopiero zrozumienie tego mechanizmu pozwala nam zakończyć walkę, zakończyć Grę, w której zawsze musi być zwycięzca i pokonany, kat i ofiara, ten dobry i ten zły…(…)

    Ale Wy mnie nie słuchajcie, bo każdy z nas ma swoją prawdę. Każdy ma prawo doświadczać swojej prawdy… :-D
    http://www.tonalinagual.blogspot.com/2012/02/wychodzenie-z-matrixa-i-pozostanie-w.html

    c.d.n.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a gdzie indziej pisałam:

      wiele ludzi nadal krytykuje postępowanie i działania innych dopatrując się zła i potworności w tej drugiej stronie, w innych. I co z tego? Tak, to też jest doskonałe. Są tacy, co wciąż jeszcze się oburzają. Ale skoro to oburzenie do szczęścia im jest potrzebne, to jest w porządku… Część ludzi po prostu obserwuje i komentuje… I to też jest doskonałe.

      Czym innym jednak jest widzieć i rozumieć różne sytuacje i działania takimi, jakie one są w swej istocie, a czym innym jest krytykowanie, ocenianie tych sytuacji i działań oraz oczekiwanie, że zmienią się inni.

      J.P. Sartre napisał kiedyś ironicznie: “Piekło to inni”. Jakie to wygodne rozumieć te słowa wprost.
      “Cytat ten, na pierwszy rzut oka, wygląda jak przykład czystej mizantropii, jednak są to tylko wnioski z obserwacji dokonanych przez autora odnośnie tendencji ludzi do braku wiedzy o samym sobie. Staramy się przerzucić swoje osobiste lęki i antypatie na innych ludzi zamiast zmierzyć się z nimi osobiście. Często więc patrząc na innych ludzi dostrzegamy w nich najgorsze cechy naszej osobowości.”


      Wiem, że wszyscy to "Piekło" współtworzymy do momentu, kiedy nie uświadomimy tego sobie. Dopiero wtedy mamy szansę zaprzestania zasilania tego Piekła swoją energią: swoimi iluzjami, projekcjami… oczekiwaniami, ocenami, krytykowaniem, złością, nienawiścią itp.

      Ale też wcale nie namawiam nikogo, by myślał tak, jak ja :-)

      c.d.n.

      Usuń
    2. "Nie zastanawiałaś się nigdy nad tym dlaczego pierwotne, wielkie prawe, cywilizacje przegrywały ze słabszymi agresywnymi ludami?"

      Masz na myśli np. cywilizację sumeryjską? Mało o niej wiem. I jakie cywilizacje uważasz za wielkie, pierwotne, prawe?

      "Nie wiedzieli jak walczyć. Budowali wielkie mury np. Jerycho, Chiny, pasy jałowej ziemi od strony najazdów Tatarskich itp. Sztuka walki musiała dopiero powstać, a może dopiero teraz w istocie powstaje?"

      jedne cywilizacje powstawały potem upadały, a pojawiały się nowe...

      "Cywilizacja – poziom rozwoju społeczeństwa w danym okresie historycznym, który charakteryzuje się określonym poziomem kultury materialnej, stopniem opanowania środowiska naturalnego i nagromadzeniem instytucji społecznych. Stanowi ona najwyższy poziom organizacji społeczeństw, z którymi jednostki identyfikują się." - Wikipedia

      Przypowieść z mojego snu:

      byłam w “Szkole Życia” i M. był moim nauczycielem. . I te szkoły zaczęto zamieniać w “Szkoły Walki”. Uczyliśmy się w tej szkole wielu niesamowitych umiejętności. Trochę jakby to była szkoła dla naguali. W tym śnie byłam młodym, utalentowanym mężczyzną i stosunkowo szybko “przerosłam” w wielu umiejętnościach swojego nauczyciela.
      W tym czasie ktoś, kto sprawował “rządy nad tą krainą”, ktoś jak król, postanowił zamienić wszystkie takie Szkoły Sztuk Życia na Szkoły Sztuk Walki. Król chciał mieć wojowników, którzy będą dla niego zdobywać nowe tereny, nowe bogactwa itp. Potrzebował jak największej ilości sprawnych wojowników i… morderców.

      Król wydał rozkaz i owe szkoły - klasztory miały zostać przygotowane na zmianę "profilu". Wówczas M. zaproponował mi, żebym został nauczycielem w takiej szkole, ale ja odmówiłem tłumacząc mu z całym należnym mu szacunkiem, że moja ścieżka jest inna. Nie zamierzam nikogo zabijać ani uczyć zabijania. On nie chciał przyjąć mojej odmowy i długo ze mną rozmawiał próbując używać różnych argumentów. W pewnym momencie z miłością w sercu, chociaż stanowczo powiedziałem, że w takim razie odchodzę; odmówiłem nauczania zabijania.

      W nocy M. zakradł się do pokoju, w którym spałem i chciał mnie zabić. Ale ja na moment wcześniej przebudziłem się i usłyszałem, że ktoś wszedł. Czekałem leżąc w łóżku na rozwój sytuacji. M. starał się cicho podejść jak najbliżej i gdy podniósł rękę z nożem w dłoni, by mnie zaatakować, odepchnąłem go, sięgnąłem po kij leżacy pod moim łóżkiem i zacząłem się bronić. W pewnym momencie M. znalazł się na podłodze, a mój kij był na jego gardle. Wystarczyłoby jedno mocne pchnięcie... Ale nie zrobiłem tego. Powiedziałem, że nie zabiję go, że kocham go, ale odchodzę. I że może kiedyś spotkamy się na ścieżce wolności i miłości.

      I odszedłem.

      Podróżowałem długo. Podążałem w kierunku dżungli. Na swojej drodze spotykałem podobnych sobie (kobiety i mężczyzn). Zaczęło nas coraz więcej dołączać się. Podróżowaliśmy razem wiedząc, że podążamy do celu, miejsca gdzieś ukrytego w dżungli… Wylądowaliśmy któregoś dnia wszyscy razem w dżungli i natrafiliśmy na piękne miejsce, w którym było miasto. W tym mieście żyli ludzie o niesamowitych umiejętnościach…. Któregoś dnia wszyscy odeszliśmy razem… [z tego świata]
      koniec snu...

      Możesz sobie wyobrazić, jaki szok przeżyłam pewnego dnia, kiedy przeczytałam parę miesięcy później o odkryciu w dżungli, (bodajże w Brazylii, ale teraz już nie pamiętam, bo nie zanotowałam sobie tej informacji) miasta, w którym… nie było żadnych grobów. A wszelkie przedmioty użytkowe były tak pozostawione, jakby nagle wszyscy mieszkańcy jednego dnia opuścili to miasto. Jeszcze dziś na samo przypomnienie o tym fakcie przechodzi przez moje ciało fala “gorącej” energii…

      Pozdrawiam

      Usuń
    3. Lesław:
      "W sumie masz rację w idealnym środowisku praktycznie nie ma potrzeby prowadzenia walki zewnętrznej, stąd Szkoły Życia z czasem, z odejściem od Natury, musiały z konieczności zamienić się w Szkoły Walki - musiała powstać Sztuka Walki zewnętrznej - jak walczyć by nie oddawać nienawiści - to problem nauczania Wielkich Nauczycieli."

      Nie wiem, co masz na myśli pisząc: "idealne środowisko".

      Możliwe, że się nie rozumiemy. Wiem, że wiele Wielkich Nauczycieli mówiło o wewnętrznej walce duchowej z własną niewiedzą i destrukcyjnymi zachowaniami. Można tak to określać, ale ja mam swoje rozumienie ;-)
      Walkę zastąpiłam działaniem, transformacją, dialogowaniem. To nie tylko kwestia zmiany nazewnictwa, ale przede wszystkim świadomości. Rozumiem, że język, którym się posługują Nauczyciele odnosi się do walki. Militarne słownictwo do rozwoju duchowego było i jest stosowane przez niektórych wielkich nauczycieli, ale nie wszystkich.

      Idea WOJNY DOBRA I ZŁA jest IDEĄ. Może być ona z powodzeniem zastąpiona inną ideą, kiedy jesteśmy gotowi, by zrezygnować z walki.

      Jednak jeśli ktoś potrzebuje walczyć, to dla mnie jest w porządku.

      "Ponieważ wszystko powstaje z umysłu, co stanowi podstawową przyczynę całego doświadczenia, czy to „dobrego” czy „złego”, najbardziej niezbędną ze wszystkich rzeczy jest pracowanie ze swoim własnym umysłem, tak aby nie pozwolić mu na błądzenie i aby nie zagubić się w jego wędrówkach. Odetnij jego niepotrzebne powikłane konstrukcje i wytwory, które wprowadzają pomieszanie. Stłum problem w zarodku, że tak powiem. (...) Dopóki świadomość nie zostanie rozwinięta i wzmocniona, nasza podstawowa natura jest jak dziecko na polu walki powstających myśli; spokój nie trwa długo; wciąż powstają myśli lub zmiany, jak fale na oceanie. Gdy to się dzieje, bądź po prostu świadomy tego, rozpoznaj to. ;" - Duddziom Rinpocze - Dzogczen.

      Są także inni Wielcy Nauczyciele, którzy przekazują wiedzę i mądrość w innym"stylu", bynajmniej nie w "stylu militarno-wojskowym". Lecz pokojowych rozwiązań.

      Usuń
  5. Dyskusja zapowiada się wielce inspirująco, więc wolałbym za pośrednictwem normalnej poczty, jeśli również tak uważasz to potwierdź i w następnej odpowiedzi podam adres e-mail, który po prostu nie opublikujesz.
    Teza: tezą dyskusji jest założenie, zresztą niepostawione przeze mnie (prof. Kerenyj wstęp do "Mitologia Greków" również Walter Otto "Bogowie Grecji", Carl Gustaw Jung - o archetypie), że na samym dnie duszy/świadomości mamy do czynienia z ponadindywidualną świadomością, która najczęściej objawia się nam w postaci obrazów - stąd mity i archetypy. A skoro tak, to jeśli mamy wgląd do swojej głębi to powinniśmy dojść do wspólnej bazy. I to właściwie nie jest nawet założenie, bo czytając na temat przyjaźni z czasów starożytnych (np. Cyceron "Leliusz" przykłady można by mnożyć) jest wręcz pewne, że opisywani przyjaciele osiągali stany wzajemnego zrozumienia oparte na bardzo głębokiej bazie - choć może nie na tej najgłębszej, ale wystarczającej do zrozumienia, że przyjaźń jest stanem znacznie większego formatu niż miłość. Zresztą czytając te opisy jest dla mnie pewne, że niejaki Paweł z Tarsu zamienił w swoim liście do Koryntian filia na agape co powoli spowodowało utratę zrozumienia tych słów. A pisałaś już o tym jak ważne jest zrozumienie, to rozplątywanie - a w ogóle robota Tezeusza - no bo o tym jest ten mit z labiryntem.
    Z tego co napisałaś wynika dla mnie, że aby była jasność przekazu powinniśmy doprecyzować definicje, gdyż jednak trochę inaczej pojmujesz walkę, więc należałoby to doprecyzować, tak aby używane pojęcia były jednoznaczne, może trzeba będzie wprowadzić kilka rodzajów walki ;-) oraz pojęcie "zła" - ja od początku używam cudzysłowu ponieważ zło jest paradoksem, czyli istnieje i nie istnieje równocześnie - Twoje wypowiedzi potwierdzają ten paradoks, ale to z mojego punktu widzenia (łatwo teraz stwierdzić, że jeśli nie dojdziemy do wspólnych uzgodnień, to albo oboje jesteśmy egotyczni, albo jedno z nas jest egotyczne a drugiemu się wydaje, że już nie itp. w każdym bądź razie może to być pewna weryfikacja naszej drogi w głąb siebie!) więc kończąc jeśli uważasz, że dla Ciebie taka wymiana informacji może być pożyteczna, to rozważ moją pierwszą propozycję - bo chyba nie będziemy pisać książki na blogu? Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Moja propozycja dyskusji może być poszerzona o obecność mojego znajomego literata - Buddysty (o ile się zgodzi )
    i jeśli Ty się zgodzisz na korespondencję w j. angielskim - tytuł roboczy: " Internal and external man`s struggle"


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój adres mailowy znajduje się po prawej stronie, na pasku bocznym, pod obrazkiem pod pierwszym obrazkiem (od góry).
      Nie obiecuję Lesławie, że uda mi się szybko odpowiadać na maile. Co do korespondencji w języku angielskim mam wątpliwości, ponieważ moja znajomość języka angielskiego jest raczej słaba.

      "Z tego co napisałaś wynika dla mnie, że aby była jasność przekazu powinniśmy doprecyzować definicje, gdyż jednak trochę inaczej pojmujesz walkę, więc należałoby to doprecyzować, tak aby używane pojęcia były jednoznaczne"

      Nie wiem, jak miałabym doprecyzować pojęcia, których używam. Ale może warto się nad tym zastanowić?

      Wymiana na blogu mi nie przeszkadza, ale jeśli wolisz mailowo, to adres jest tu dostępny. Odpowiem w miarę możliwości.

      Pozdrawiam

      Usuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. "Jestem" dlaczego Ciebie nie ma?

    "Jestem" dlaczego Ciebie nie ma?
    Chociaż przecież żyjesz i
    z każdym swym oddechem o życie się bijesz,
    z każdym swym oddechem,
    z każdym serca biciem
    toczysz walkę swą,
    którą zowią życiem.

    "Jestem" systemem jesteś!
    Co ma swoje prawa i
    każdy choć na swój sposób
    ich szuka, doznawa
    jednak, to prawdziwą wolnością się zowie,
    że każdy kto szuka odkryje je w sobie.

    "Jestem" jabłka nie spadną do góry,
    "Jestem”: Twój umysł tworzy jakieś bzdury,
    bo to co z wierzchu różnorodnością się zdaje
    w Twej głębi niewzruszone prawa uznaje.

    „Jestem”! A gdyby...
    A gdyby Twój system immunologiczny
    walczyć przestał? Czy byłabyś Ty???

    I na koniec zadam Ci pytanie:
    Gdy jedno z Dzieci brzytwę do ręki dostanie
    i pójdzie do Twoich zabawić się przednie,
    Czy przemilczysz?
    Czy powiesz w imię wolności, zabawcie się!
    I pobiegniesz, by oglądać z dala,
    jak czerwona wytacza się fala!
    Bo wolność przecież zasad nie zna,
    Na wszystko pozwala!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Lesławie za Twój wpis.

      Czyżby moja odpowiedż na Twój e-mail nie usatysfakcjonowała Ciebie? Czy zatem miałeś inne oczekiwania względem mojej osoby? Ponieważ na maila mi nie odpisałeś, ale widzę, że odpisałeś tutaj.

      ""Jestem" systemem jesteś!
      Co ma swoje prawa i "


      no tak. Jestem też bardzo wieloma systemami. Być może nawet nieskończenie wieloma.
      "System (stgr. σύστημα systema – rzecz złożona) – obiekt fizyczny lub abstrakcyjny, w którym można wyodrębnić zespół lub zespoły elementów wzajemnie powiązanych w układy, realizujących jako całość funkcję nadrzędną lub zbiór takich funkcji (funkcjonalność). Z uwagi na fakt, że wyodrębnienie wszystkich elementów przynależących do systemu bywa w praktyce niekiedy bardzo trudne, dlatego do badania systemów wykorzystuje się ich uproszczone modele. Elementy przynależące do jednego systemu nie mogą jednak stanowić jednocześnie elementów przynależnych do innego systemu."

      Czyli jestem czymś fizycznym i jednocześnie abstrakcją. Cząstką, elementem systemu powiązanym z innymi. Oraz wieloma systemami, bo nie jestem tylko "systemem immunologicznym". Rodzaj moich powiązań "systemowych" może być różny. Ta cząstka, ten "element" może być rozpoznawany z różnych płaszczyzn, poziomów obserwacji. Może być widziany wyłącznie w formie "uproszczonego modelu". Chociaż taki system jak choćby moje ciało, stworzony z atomów albo nawet fotonów już jest raczej... bardzo skomplikowany.

      "W filozofii systemem nazywa się zbiór tez i twierdzeń stanowiących pewną spójną całość. Także zasady organizacji czegoś – zbiór przepisów lub reguł obowiązujących w danej dziedzinie."
      W tym przypadku pewną można rozumieć jako 1. całkowicie przekonaną o czymś, 2. jakąś czyli niedookreśloną.

      "A gdyby Twój system immunologiczny
      walczyć przestał? Czy byłabyś Ty???"


      Byłabym tym, kim JESTEM. Może zmieniłabym formę (system albo poziom systemu), a może by mnie wtedy już nie było w takiej formie, w jakiej byłam przedtem?

      "Gdy jedno z Dzieci brzytwę do ręki dostanie
      i pójdzie do Twoich zabawić się przednie,
      Czy przemilczysz?"


      Nie wiem. Nie gdybam. Nie wymyślam "bajek" ani "halucynacji" na ten temat. Jeśli znajdę się w takiej sytuacji, wtedy... możliwe, że świadomie zareaguję.

      "Czy powiesz w imię wolności, zabawcie się!
      I pobiegniesz, by oglądać z dala,
      jak czerwona wytacza się fala!"


      Nie wiem, czym owa "czerwona fala" miałaby być. Co miał na myśli poeta? Mogę się jedynie domyślać. Ty, być może, jako poeta, jakoś sobie tę falę wyobrażasz i w tym obrazie widzisz znacznie więcej niż ja. Dla Ciebie ten obraz może mieć konkretne znaczenie, a dla mnie nie musi. Dla mnie to mogłaby być np. piękna... poezja.

      "Bo wolność przecież zasad nie zna,
      Na wszystko pozwala!"


      Co to, to nie. Wolność nie na wszystko pozwala. Na przykład nie pozwala na uleganie czyimś oczekiwaniom a nawet naciskom, że ktoś coś powinien lub musi.
      I chyba mylisz wolność z anarchią, a to dwa różne słowa.
      Wolność...to "brak przymusu, sytuacja, w której można dokonywać wyborów spośród wszystkich dostępnych opcji"; synonimy: autonomia, niezależność, samodzielność, swoboda, osobność, odrębność.
      Anarchia... (stgr. ἀναρχία) – "bez władcy"; synonimy: nierząd, bezprawie, niegodziwość, niesprawiedliwość.
      (Anarchia zresztą czasem bywa utożsamiana z chaosem - według mnie to jest błędne. Ponieważ anarchia nie jest tożsama z chaosem.)

      Dla mnie:
      Wolność to nie anarchia, lecz pełna odpowiedzialność za siebie i za dokonywane wybory. Wybory dokonywane samodzielnie, a nie pod czyimś przymusem.

      Pozdrawiam Cię serdecznie

      Usuń
    2. p.s. do Lesława:

      Kiedy stanie się wolną istotą... stanie się istotniejsze niż potrzeba walki z innymi, niż zwalanie winy za swoją niewolę czy zniewolenie (itp.) na innych, wtedy dopiero możemy zacząć uzyskiwać swoją wolność. Najpierw indywidualnie. A potem kropla do kropli, człowiek do człowieka... może i zbiorowo.

      To wiedza "ze strefy wolności" :-D

      Usuń