niedziela, 12 stycznia 2014

O BOGINIACH, MARII MAGDALENIE I ŻEŃSKICH ENERGIACH...


CIEKAWY wywiad z Markiem Taranem w Niezależnej Telewizji:


O boginiach, Marii Magdalenie i żeńskiej energii…

Harmonia pomiędzy tym, co męskie i żeńskie…

Idealna symetria pól powierzchni wszystkich czterech pól TAO jak na tym rysunku zrobionym przeze mnie:

może ulegać zmianie proporcji powierzchni pól na wiele sposobów. Przykład znanej, ale zmienionej formy TAO, DAO, gdzie wielkości powierzchni pól 'podstawowych' yang i yin są mocno zróżnicowane:


Załóżmy, że duże czarne pole -to pole świadomości - yin, a w nim małe pole białe to pole umysłu - yang. Pełna symetria "drugiej połówki" dla takiej proporcji "pierwszej połówki" w całości TAO, DAO tworzy duże białe pole - pole umysłu - yang z małym czarnym polem w środku - polem świadomości - yin.

Inna wersja:
Na tym powyższym rysunku powinno występować znacznie więcej białych kółek - energii yang w czarnym polu yin, by symetria w całości TAO, DAO została zachowana.

TAO z notki PRZESTRZENNE TAO

dodane 14.01.14.g 23.32
Znalazłam ciekawy tekst o Bogini Wielkiej Matce i przedstawiam fragmenty z książki "Biała Bogini" - Graves Robert:

“W końcu XIX wieku Bóg zaczął umierać. Prawdę mówiąc, proces jego śmierci zaczął się już wcześniej - dla jednych w renesansie, dla in­nych w oświeceniu - ale właśnie w końcu ubiegłego stulecia Wielki Umierający znalazł swego herolda. Heroldem tym był Fryderyk Nie­tzsche. Oczywiście, nie on pierwszy zauważył, że Bóg umiera. Iluż to ateistów, agnostyków, wolnomyślicieli zapłaciło swym życiem za niedy­skrecję, jaką popełnili dzieląc się z innymi nowiną, która olśniła ich z mocą objawienia: że Bóg (dla nich) umarł. (…) Nietzsche miał już prawo i odwagę obwieścić śmierć Boga Europy, a nawet dużej części ludzko­ści. - Właśnie: jakiż to Bóg umarł dla tak wielu? (...) Tym, który rzęzi w agonii naszej kultury i cywilizacji, jest najwyższe jej Bóstwo, jeden z Elohimów, Jahwe”. Tak pisałem przed laty w eseju Renesans pogań­stwa? “Poezja”, 12,1988, s. 3-4.

Droga wewnętrzna dostępna jest dziś właściwie każdemu czło­wiekowi. Być może najlepiej interpretuje ją psychologia analityczna C. G. Junga. “Teoria archetypów - piszą Andrew Samuels, Bani Shorter i Fred Plaut w swym Krytycznym słowniku analizy Jungowskiej (War­szawa 1994) - doprowadziła Junga do hipotezy, że wpływ, jaki wywiera matka na swoje dzieci, niekoniecznie pochodzi od samej matki jako osoby i jej aktualnych cech charakteru. Istnieją bowiem jakości, które matka zdaje się posiadać, ale które w rzeczywistości wypływają z arche­typowej struktury otaczającej «matkę» i są rzutowane na nią przez dziecko”; (s. 220). Dodajmy tu tytułem objaśnienia: Przez “archetyp” Jung rozumiał najgłębszą wrodzoną dynamiczną strukturę psyche człowieka będącą prawzorem zarówno zachowania się, jak poznania ludz­kiego; archetyp jako taki jest niepoznawalny - analogicznie do idei Platona i “rzeczy samej w sobie” Kanta - tzn. ma charakter numinalny i nieświadomy (jego “siedzibą” jest tzw. nieświadomość zbiorowa). Na­tomiast archetypy w liczbie mnogiej manifestują się świadomości przez symbole (obrazy) wyrażające podstawowe i uniwersalne doświadczenia człowieka, takie jak narodziny, małżeństwo, macierzyństwo, śmierć czy odrodzenie; w rozwoju człowieka - procesie indywiduacji - główną ro­lę odgrywają takie archetypy, jak cień, anima i animus, Stary Mędrzec i Wielka Matka oraz jaźń; (por. Z. W. Dudek, Psychologia integralna Junga, Warszawa 1995.) “Wielka Matka - kontynuują autorzy Krytycz­nego słownika... - to określenie ogólnego obrazu, wytworzonego ze zbiorowego doświadczenia kulturowego. Jako obraz odkrywa ona ar­chetypową pełnię, ale też pozytywno-negatywną polaryzację. Dziecko w okresie wczesnej zależności od matki z reguły dąży do organizowania swoich doświadczeń wokół jej pozytywnych i negatywnych biegunów. Biegun pozytywny zbiera takie cechy, jak «matczyna troskliwość i współczucie; magiczny autorytet żeńskości; mądrość i duchowy za­chwyt, które przerastają rozum; instynkt czy impuls opieki; wszystko, co jest łagodne, wszystko, co pielęgnuje i podtrzymuje, co przyspiesza wzrost i płodność». Krótko mówiąc - dobra matka. Negatywny biegun przywodzi na myśl złą matkę: «wszystko, co tajemne, ukryte, ciemne; otchłań, świat zmarłych, wszystko, co pożera, uwodzi i truje oraz wszyst­ko to, co jest przerażające i czego nie da się uniknąć, jak losu»“ C. G. Jung, Collected Works, 9i, par. 158. Z perspektywy rozwojowej oznacza to rozdzielenie macierzystego imago (obrazu) (...). Jung wyka­zuje, że takie kontrasty są szeroko rozpowszechnione w obrazowaniu kulturowym wszystkich narodów, toteż ludzkość jako całość nie uważa za dziwne czy nie do przyjęcia, że matka mogłaby być rozdwojona. Lecz ostatecznie dziecko musi dojść do porozumienia ze swoją matką jako osobą i umieć scalić swoje kontrastowe jej postrzeganie, jeśli ma się do niej ustosunkować w całej pełni (...) Do dualizmów indywidualny-archetypowy oraz dobry-zły musimy dodać dualizm ziemski-duchowy: Wielka Matka w swoim chtonicznym, wiejskim przebraniu i w swojej boskiej, efemerycznej, dziewiczej postaci. To również znajduje swoje odbicie w zwykłych wyobrażeniach matki, które tworzy dziecko (…).  Tak - w krótkim zarysie - przedstawia się we­wnętrzna droga przeżycia i poznania archetypu Wielkiej Matki: w oso­bowym kontakcie z Nią dostępnym przede wszystkim dziecku, ale tak­że w dorosłym życiu człowieka, w formie zdrowej (czyli problem uwol­nienia się od jej wpływu), jak też chorej (“matka pożerająca”, tj. infantylizująca swe potomstwo).

Zanim zajmiemy się zewnętrzną drogą człowieka oraz ludzkości dającą przeżycie i poznanie Wielkiej Bogini poprzez kulturę w ogóle, a religię w szczególności, raz jeszcze przypomnijmy, co psychologia C. G. Junga mówi o Bogini Matce jako archetypie w jego wielorakim znaczeniu. Otóż, zgodnie z tą psychologią, Bogini Matka jako archetyp żyjący w zbiorowej psyche ludzkości reprezentuje tę fazę - zaakcentuj­my tu aspekt jego rozwoju w czasie - aktualizacji ludzkiej jaźni (będą­cej najwyższym “sternikiem” psyche człowieka, zarazem jej centrum i obwodem), w której już to jeszcze w ogóle nie doszło, już to można mówić dopiero o początkach zróżnicowania duszy ludzkiej na dwie przeciwstawne i zarazem uzupełniające się sfery: psychiki nieświadomej (das Unbewusste) i świadomości. A czego nosicielem w duszy ludzkiej jest Młody Bóg? Zgodnie z tym ujęciem, jest on nosicielem ego człowie­ka (jego centrum świadomości) w jego wczesnej fazie rozwoju - w fazie wczesnego zróżnicowania, tj. oddzielania się od jaźni. W tej fazie ego człowieka jest jeszcze prawie całkowicie uzależnione od jaźni, jak dziec­ko uzależnione jest od matki. Z niej czerpie ono życie, w niej umiera - i dzięki niej zmartwychwstaje - w skali dnia i nocy, lata i zimy, życia, śmierci i kolejnego wcielenia.

W drugiej fazie tego procesu - przejściowej fazie patriarchalnego buntu mężczyzn - Młody Bóg emancypuje się stopniowo (choć nieraz gwałtownie) spod władzy Bogini Matki i wraz z innymi bogami “męski­mi” tworzy pod własną egidą (henoteizm) patriarchalny panteon politeistyczny. Nie ulega wątpliwości, że również Jahwe miał taką fazę w swoich dziejach, kiedy był jeszcze małżonkiem i Młodym Bogiem przy boku Bogini. Małżonką Jahwe była wtedy bogini Anat z Ugarit w Syrii, on sam zaś był bogiem burzy. Tę fazę najpiękniej ilustruje histo­ria religii starożytnej Grecji (łącznie z jej pradziejami minojskimi): nie tylko Pramatki - Gaia, Rhea i Demeter - ale także “pomniejsze” bogi­nie, takie jak Hera, Kore, Pandora, Afrodyta, Artemida, Selene czy Hekate, stają się - zapewne w toku podboju matriarchaljiych Pelazgów (i Kreteńczyków) przez patriarchalnych Hellenów (Jonów, Dorów i Etolów) - jedynie małżonkami męskich bogów; pięknie przedstawia to Charlene Spretnak w swej książce Lost Goddesses of Early Greece (Ber­keley, California, 1978). W życiu psychicznym człowieka jest to faza narastającej emancypacji jego ego-świadomości [ograniczonej i oddzielonej od "jaźni"]  - postępującego procesu stłumienia i wypierania wielu treści psychicznych, które zasilają sferę psyche nieświadomej [rozbudowywana i odpychana strefa Cienia"]. Tak Bogini Matka i jej córki zaczynają schodzić w “podziemia” kultury, opuszczać jej miasta i kryć się w przyrodzie  (por. mit o Demeter i porwaniu Kore przez Hadesa), Młody Bóg zaś jako ego staje się centrum pola świadomości  [oddzielonego i ograniczonego tym oddzieleniem], podporządkowując sobie po­szczególne części psychiki (kompleksy jako tzw. małe osobowości).

W trzeciej fazie tego procesu - fazie całkowitej hegemonii patriar­chatu - Młody Bóg “dojrzewa”,“osiąga dorosłość” i nawet “starzeje się”, stając sięz reguły Bogiem Jedynym, który choć nie neguje istnie­nia innych bogów, to jednak przyznaje im jedynie status konkurencyj­nych idoli lub wręcz demonów. W tej fazie Bogini Matka otrzymuje w najlepszym razie godność sui generis małżonki Boga (np. w siwaityzmie hinduskim jako energia Siwy - Siakti) lub jednego z jego przeja­wów (np. w relacji Jahwe - Mądrość Boża - gr. Sofia czy łac. Sapientia), w najgorszym zaś staje się Demonem (np. upadły aspekt Sofii w gnostycyzmie czy wyobrażenie Lucyfera jako niewiasty w antropozofii [także "upadła" Lilith). W psychicznym życiu człowieka jest to faza pełnej hegemonii ego - najlepiej można ją obserwować na gruncie rozwoju judaizmu i chrześci­jaństwa oraz kultury i cywilizacji przez nie inspirowanych - które (przy­najmniej w formach ekstremalnych) głosi swą absolutną wyłączność w rodzinie kompleksów psyche i posuwa się do niewiedzy co do istnie­nia nieświadomej psyche indywidualnej i zbiorowej."


I fragment z notki o Bogini Kali:

Do walki z Demonem Raktabija przystąpiła Durga 


i zraniła go, ale krople krwi spadające na ziemię stworzyły niezliczone inne Raktabīja. Durga nie mogła z nimi wszystkimi walczyć. Walką nic by tu nie pomogła, ponieważ raniąc każdy kolejny duplikat Raktabiji powodowałaby powstawanie kolejnych i kolejnych (jak reakcja łańcuchowa trwająca w nieskończoność). Być może ktoś pamięta, że przypominałam czasem o potrzebie zakończenia wszelkiej walki… Tak zrobiła Kali... Nie walczyła… W tym momencie, kiedy Durga stanęła bezradna wobec "armii" Raktabija, transcendowała i jako bogini stworzenia – Kali, po prostu “przeciągnęła swoim językiem po ziemi” i zaczęła zlizywać każdą kroplę krwi płynącą z ciała Raktabīja i jego duplikatów. 


W ten sposób pochłonęła wszystkie wersje i duplikaty w swoich ustach. Dlatego Kali przedstawiana jest na większości wizerunków z “wywalonym”językiem. Ona nie była “krwiożerczą” istotą, lecz oczyszczającą z krwi płynącej z walki człowieka przeciw człowiekowi…

Przypowieść o Durdze, Kali i Raktabiji jest symboliczna… Ponieważ cała ta walka jest walką wewnętrzną i dzieje się w każdym z nas… walcząc z innymi, zawsze walczymy ze sobą, lecz jesteśmy tej walki nieświadomi. Taka walka przesłonięta jest zasłoną iluzji utworzoną przez ego… Tra do czasu, gdy... zaprzestaniemy jakiejkolwiek walki… w sobie. Przypominałam o potrzebie zakończenia tej walki… choćby tutaj: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2012/02/wychodzenie-z-matrixa-i-pozostanie-w.html

BOGINIE Z JĘZYKIEM:
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/05/pramacierz-praboginiwielka-matka.html)



Pisałam już o tym tutaj: http://tonalinagual.blogspot.com/search/label/ZERO, że symbol JĘZYKA bogini w centrum tego kalendarza majańskiego, obejmującego wiele kosmicznych cyki ma zapis ZERA… Zerowanie… Punkt Zero (Zero Point)… Kali, która "zlizuje swoim językiem" dokonując anihilacji cząstek materii i antymaterii przetwarza tym samym stare wzorce w nowe. Ten proces może być naszym "wewnętrznym" procesem ekspansji - poszerzania świadomości przy transformowaniu starych wzorców umysłu podtrzymujących ego (oddzielające nas od tak zwanej "jażni" czyli świadomości połączenia z Całością, Jednią. 

Film o Samoorganizacji FERROFLUIDU: Dynamic Self Organisation of Ferrofluid
tu link do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=Gpu1gJ6GmVg


___________


PRZESUNIĘTE ZNAKI ZODIAKU I FIKCYJNE HOROSKOPY


Mamy wiele różnych tak zwanych horoskopów. Oficjalne informacje podają na przykład, że:



Gdzie indziej czytam:
"Zodiak, pas zodiakalny, zwierzyniec niebieski, zespół 12 odcinków ekliptyki (tzw. znaków Zodiaku) o długościach łuku 30°, które odpowiadają położeniu Słońca na tle gwiazd w określonych przedziałach czasu i noszą nazwy 12 gwiazdozbiorów, leżących wzdłuż ekliptyki (Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby. Trzynasty z gwiazdozbiorów, przez które przechodzi ekliptyka, Wężownik, nie ma swojego znaku Zodiaku).

Położenie znaków Zodiaku pokrywało się w przybliżeniu z położeniem gwiazdozbiorów ok. 2-2,5 tys. lat temu, obecnie, na skutek precesji osi Ziemi, przesunięte są one o odległość kątową ok. 30°."

Tyle tytułem "wprowadzenia". A ja pytam, dlaczego w takim razie astrologia mija się z astronomią? Ponieważ od wielu lat ustalono "stałe daty" odpowiadające "znakom zodiaku" i nie uwzględniano realnych, zmiennych pozycji Słońca. Dlaczego?



Horoskopy podają, że znak "horoskopowy" na przykład Byka ("Słońce w Byku") obejmuje okres od 20. kwietnia, godz. 01:38 do 20. maja. Natomiast znalazłam stronę w internecie, która pozwala na dokonanie innej obserwacji. W dniu 20 kwietnia 2013 roku Słońce znajdowało się poza obszarem konstelacji Byka, zdecydowanie bliżej gwiazdozbioru Ryb, przed gwiazdozbiorem Wieloryba: 
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=ison&date=2014-04-20&h=22&m=52#lat|49.5643443641|lon|272.75583333329996|fov|80 - należy zmniejszyć maksymalnie obraz (skalowanie po prawej stronie), aby zobaczyć pozycję Słońca w tym dniu.
A 26.04 znajdowało się jeszcze pomiędzy gwiazdozbiorem Barana i gwiazdozbiorem Wieloryba. 
Nawet 30. kwietnia Słońce nie znajdowało się jeszcze w obszarze gwiazdozbioru Byka. I na przykład w dniu 5.05.2013 Słońce znajdowało się pomiędzy trzema gwiazdozbiorami (konstelacjami): Barana, Wieloryba i Byka. 
Można by powiedzieć, że w obszar gwiazdozbioru Byka Słońce weszło około 10.-11. maja.

cyt, z Wikipedii: "Punkt Barana – to jeden z dwóch punktów przecięcia się ekliptyki z równikiem niebieskim. Moment przejścia Słońca przez "punkt Barana" jest początkiem wiosny astronomicznej na półkuli północnej, stąd punkt ten nazywany jest także punktem równonocy wiosennej." To jeden z punktów przecięcia białej i czerwonej elipsy na poniższym rysunku:


Punkt ten przesuwa się jednak w czasie… Czytam w oficjalnych źródłach: "Wskutek precesji osi obrotu Ziemi punkt Barana cofa się po ekliptyce dokonując pełnego obiegu w ciągu około 25800 lat (tzw. rok platoński). Obecnie znajduje się w gwiazdozbiorze Ryb, jego nazwa powstała, gdy był w gwiazdozbiorze Barana. Za kolejne 500 lat punkt Barana znajdzie się w gwiazdozbiorze Wodnika." Dlaczego w takim razie "PUNKT BARANA" nie zmieniał nazwy zgodnie ze zjawiskami zachodzącymi w rzeczywistości? Dlaczego nie wymyślono innej nazwy na określenie tego zjawiska?

"Punkt Barana" wyznacza tak zwaną równonoc marcową, kiedy Słońce przechodzi przez punkt Barana, na półkuli północnej jest to równonoc wiosenna."  No to jak ma się ten fakt do tego, że w dniu 20.marca 2013 roku Słońce znajdowało się w gwiazdozbiorze Ryb?
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-03-20&h=15&m=52
Także w dniu 21.03.2013 roku nadal Słońce znajdowało się w gwiazdozbiorze Ryb.
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-03-21&h=15&m=52
I kiedy punkt równonocy zmienił się na tyle, że teraz pojawia się w znaku Ryb. A Słońce jest w znaku Ryb mniej więcej od 11. marca do 21. kwietnia.

Na kiedy w takim razie wypada prawdziwy czas "przesilenia wiosennego" czyli równonocy wiosennej, skoro oficjalne źródła podają, że: "Na półkuli północnej równonoc wiosenna następuje w okolicach 20/21 marca, kiedy Słońce przechodzi przez punkt Barana."?

Poza tym znak horoskopowy Ryby wyznaczony jest "oficjalnie" na okres: 19.02 – 20.03. A na przykład w dniu 5.03.2013 Słońce znajdowało się jeszcze w gwiazdozbiorze Wodnika, a nie Ryb. A dopiero 11. marca było pomiędzy gwiazdozbiorem Wodnika i Ryb (tego dnia Słońce w godzinach od 15.tej do 23.ciej znajdowało się b.blisko Księżyca w nowiu. I można by powiedzieć, że Słońce weszło w gwiazdozbiór Ryb dopiero 11.03.2013:
A "wyszło" z gwiazdozbioru Ryb około 21. kwietnia.
I w tym dniu Księżyc w nowiu znajdował się najbliżej Słońca:
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-04-10&h=11&m=30

23. kwietnia Słońce znajdowało się pomiędzy gwiazdozbiorem Ryb i "ogonem" Wieloryba i Barana. 30. kwietnia znajdowało się zdecydowanie bliżej "ogona" Wieloryba niż gwiazdozbioru Barana.
I w dniu 9. maja Słońce znajdowało się jeszcze w okolicy "ogona Wieloryba i tego dnia najbliżej Słońca znajdował się Księżyc w nowiu.
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-05-09&h=23&m=52
15. maja Słońce zbliżyło się do gwiazdozbioru Byka, a 14. maja - można powiedzieć, że weszło w gwiazdozbiór Byka. Czyli wygląda na to, że mamy jakiś miesiąc "opóźnienia" względem "oficjalnych" informacji?



No, a gdyby Ziemia się nie kiwała, to na przykład na terenach obecnej Polski byłaby zawsze tylko… wiosna. Nie mielibyśmy lata ani zimy...




"Generalnie, początek wiosny astronomicznej jest ruchomy", ale… czy tylko z powodu uwzględniania różnicy lat przestępnych?


No niby "racja", bo, po co ludzie mają wiedzieć, kiedy ma miejsce równonoc wiosenna, astrologiczna - kosmiczna i ewentualnie jakie energie kosmiczne tego dnia działają…bo lepiej, żeby pozostali przy "równonocy kalendarzowej"? To i tak nie w zasadzie jakiegoś "specjalnego" znaczenia?

Poza tym położenie Słońca zmienia się trochę w poziomie. I wychodzi ono z pasa równikowych gwiazdozbiorów. I raz "przesuwa się" lekko "w górę". Wtedy podobno pojawia się w tle gwiazdozbiór Wężownika. I dlatego niektórzy są za tym, by uwzględniać ten gwiazdozbiór jako 13 znak Zodiaku. Ale przecież w pewnym momencie również Słońce wychodzi z pasa równikowego lekko "w dół". Dlaczego nie dodać jakiegoś 14. znaku? A co z pustymi polami pomiędzy znanymi 12. znakami? Może też należałoby je uzupełnić? 



Wynika z tego, że Słońce przebywające w znaku Strzelca przebywa tak na prawdę w gwiazdozbiorze Wężownika…? I to, jak jest w rzeczywistości w tym czasie, też sprawdziłam. Okazuje się, że w dniu 24.11.2013 roku Słońce znajdowało się jeszcze w konstelacji Skorpiona. Więc ani nie w Strzelcu, ani nie w Wężowniku, lecz w Skorpionie!!! (zresztą tuż obok komety ISON). Można sprawdzić tutaj: http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=ison&date=2013-11-24&h=22&m=52#lat|110.0319043703|lon|134.727604166|fov|40.74999999999999 

A do Wężownika Słońce zbliżyło się w dniu 29.11. 2013, a nie 24.tego. Co najmniej dziwne.

W innych źródłach przeczytałam, że horoskopowy znak Strzelca obejmuje okres od 22.listopada do 21.grudnia czyli jeszcze inaczej (tu nie uwzględnia się wejścia Słońca w gwiazdozbiór Wężownika). A inna informacja mówi o tym, że Słońce rzeczywiście - podobno - przebywa w gwiazdozbiorze Wężownika od 29 listopada do 17 grudnia (info z Wikipedii). I tu też możemy sprawdzić, że 29.listopada 2013 roku Słońce znajduje się dokładnie pomiędzy gwiazdozbiorem Skorpiona i Wężownika: http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-11-29&h=15&m=52 A do gwiazdozbioru Strzelca Słońce zaczęło się zbliżać dopiero w dniu 20/21.grudnia.

Słońce przesuwa się względem gwiazdozbiorów o około 50 sekund łuku na rok, to przez 72 lata przesuwa się o jeden stopień.  1° = 60′ = 3600″ stąd 3600'': 50'' = 72 lata. Skoro co 72 lata położenie Słońca przesuwa się względem gwiazdozbiorów o jeden stopień, to o 30 stopni przesuwa się w ciągu 2160 lat (72 x 30 = 2160).

W zasadzie prócz informacji, że Zodiak stworzyli Babilończycy, trudno znaleźć informacje, kiedy to było. Mniej więcej… w II. wieku p.n.e. Chociaż istnieją przypuszczenia, że Zodiak mógł istnieć dużo wcześniej… W każdym razie podobno około 500 roku p.n.e. "punkt wiosennego przesilenia" został ustalony i znajdował się w gwiazdozbiorze Barana. Po 2160 latach przesunął się do gwiazdozbioru Ryb… Kiedy to mogło nastąpić?
I niektóre źródła podają, że Era Wodnika rozpoczęła się w 1949 roku ("utajnione źródła":-)), a inne, że w 2000 roku, jeszcze inne podają, że zacznie się za 500 lat… spora rozbieżność… W każdym razie Era Wodnik powinna rozpocząć się wtedy, gdy "punkt przesilenia wiosennego" będzie przypadał na pobyt Słońca w gwiazdozbiorze Wodnika.

Zatem mamy niezły informacyjny "zamęt" w sprawach znaków zodiaku i zmian położenia Słońca względem gwiazdozbiorów… Dużo "umownych zasad" opartych na faktach, które być może kiedyś miały miejsce, a teraz się sporo pozmieniały… Na szczęście nigdy nie przywiązywałam się do znaczenia znaków horoskopu i tak zwanych znaków zodiaku. Teraz jeszcze bardziej rozumiem, dlaczego. Nawet czasem żartowałam sobie - pytana o to, spod jakiego znaku jestem - mówiłam, że jestem spod znaku Orła. Dziś bym może powiedziała bym nawet, że Orlicy połączonej z Kolibrem i Motylem :-)  A zdecydowanie bardziej lubiłam patrzeć w gwiazdy niż czytać horoskopy.


Dodane 15.01.2014
I ciekawostka. Na blogu Barbary Silver znalazłam taki oto rysunek:


z 21. "znakami zodiaku"?

Wiadomość podana przez margo0307:
"Astronom Park Kunkle udzielił gazecie ”Star-Tribune of Minneapolis” wywiadu, podczas którego powiedział, że już od ponad dwóch tysięcy lat wiadomo, że okresy, w jakich Słońce znajduje się na tle poszczególnych gwiazdozbiorów nie odpowiadają okresom przypisywanym im przez astrologię.
Według Kunkle’a astrologia powinna więc zaktualizować swoje ustalenia i dostosować je do wyników astronomii.

Gdyby tak się stało, znaków zodiaku byłoby tyle, co gwiazdozbiorów, czyli trzynaście – po uwzględnieniu gwiazdozbioru Wężownika, na którego tle Słońce (pozornie) wędruje od 29. listopada do – 17. grudnia.
Poza tym, zmieniłoby się dotychczasowe przyporządkowanie znaków zodiaku poszczególnym dniom w roku…"

Więcej info:
http://deser.pl/deser/1,97052,8952982,Na_czym_polega_rewolucja_w_znakach_zodiaku__Wyjasniamy.html