niedziela, 11 maja 2014

JASKINIA, CIEMNOŚĆ I PUSTKA...


W ostatnich dniach czułam mocno wołanie... JASKINI. Przyzywała mnie. Czułam mocno w całym ciele, a najbardziej... w brzuchu. Pamiętam, że pierwszy raz Jaskinia pojawiła się w moich myślach późnym latem ubiegłego roku. Pojawiła się wówczas ta myśl jak nagła i niespodziewana błyskawica.

Pisałam o tym także w grudniu:
(...) Wejście do Jaskini to będzie dla mnie kolejny etap. Nastąpi ono w maju... Zabawne, bo dzisiaj  o tym wpisie sobie przypomniałam :-)

W piątek 9. maja po południu "udałam się do jaskini", do ciemnego miejsca, całkowicie ciemnego. Widziałam tylko czerń. Przesiedziałam w całkowitych ciemnościach od piątku do niedzieli rano. Miałam przy sobie wodę i kilka kiełków słonecznika... 

Siedziałam w całkowitej ciemności i na początku widziałam od czasu do czasu różne rozbłyski świetlne. Obserwowałam wewnętrznie ciało. To były impulsy wypływające z mojego ciała. Czułam też na początku ból w lewym oku. Coś w nim się działo... "Obserwowałam" to, co się działo, a różne rzeczy poprzez takie błyski uwalniały się, a ja po prostu byłam czułam, że JESTEM w tej... czarnej pustce. 

Działy się tam różne rzeczy. Potem rozbłyski zamilkły. Tylko jeszcze myśli czasem jakieś się pojawiały. Na przykład wiem, co mam teraz "praktykować" - to znaczy - wprowadzać w moje życie. Wiąże się to z wiedzą, która do mnie przypłynęła chyba ze dwa lata temu, ale do tego momentu - do wczoraj  była tylko wiedzą: 

- Gdy kończą się pytania, pozostają tylko odpowiedzi.

Drugiej nocy - tak, czułam i wiedziałam, że to druga noc z soboty na niedzielę - w pewnym momencie nagle usłyszałam wołanie w swoim łonie i poczułam poprzez moje łono połączenie ze wszystkimi jaskiniami na całej Ziemi. A potem poprzez serce połączyłam się ze wszystkimi sercami... To przyszło tak nagle, spontanicznie...

Może kiedyś opiszę to doświadczenie dokładniej, a może nie opiszę. Nie wiem.
Zamiast opisu, ten filmik z Moojim: