środa, 3 grudnia 2014

KLĄTWY


Około 2004 roku miałam sen, w którym:

Moja mam była w ciąży ze mną. Jakieś czarownice chciały dobrać się do mnie. Chciały mnie porwać, bo z jakichś powodów bały się tego nie narodzonego jeszcze dziecka. I inne wróżki doradziły mojej mamie, aby mnie ukryła. W dalszej sekwencji snu zobaczyłam embrion w słoiku schowany w... gównie wychodka stojącego na posesji moich dziadków. Byłam tym embrionem. I pamiętałam w tym śnie, co wtedy, jako ten embrion czułam. To było... straszne. Nie będę tego opisywać.

Kilka dni po tym śnie zapytałam mamę, czy w trakcie, gdy była ze mną w ciąży, stało się coś dla niej traumatycznego? Odpowiedziała, że tak. Poprosiłam, żeby mi opowiedziała. Nie bardzo chciała, ale wreszcie zdecydowała się.

To był siódmy miesiąc ciąży. Mama była w domu u swojej ówczesnej szefowej. Miała do wykonania jakąś pracę polegająca na przepisywaniu czy sprawdzaniu jakichś papierów. (Może sprawdzała prace uczniów?) To był piękny, duży dom. Była w nim sama. Nagle usłyszała w salonie jakieś dziwne dźwięki. Wstała i przeszła do salonu. Zobaczyła dwie cyganki, które okradały dom. Mama zareagowała, coś zaczęła do nich wykrzykiwać, żeby natychmiast się wyniosły. Cyganki powiedziały, żeby się nie wtrącała. Ale mama czuła się odpowiedzialna i nadal na nie krzyczała i zaczęła je obrażać. Wtedy one rzuciły na nią przekleństwo i na jej nienarodzone dziecko też. Kilka dni później mama straciła połowę wód płodowych. Wylądowała na kilka dni w szpitalu. Potem wróciła do domu. Urodziłam się prawie miesiąc po terminie. Nie chciałam "wyjść". Urodziłam się z pępowiną owiniętą wokół szyi i w "czepku na głowie". Poród kleszczowy. 

Ile wspólnego mają ze sobą ta klątwa rzucona na moją mamę i na mnie w jej brzuchu i mój sen o dziecku w słoiku umieszczonym w wiejskim wychodku?


Polecam z serca filmik, w którym Ewa Renata Cyzman-Bany mówi o "klątwie" i tłumaczy, czym jest i na czym polega. Mądrze tłumaczy. Lepiej chyba bym tego nie zrobiła ;-) :


Różne nasze słowa, oskarżenia, posądzenia mogą być jak klątwy, które rzucamy na innych...
Wiele razy bywałam w takiej sytuacji, kiedy posądzano mnie o różne rzeczy, których nie z-robiłam. Bolało mnie kiedyś, ale im bardziej stawałam się świadoma, tym mniej bolało i tym więcej śmiałam się z samej siebie. Byłam wiele razy atakowana i straszona, nawet „kosmiczną policją”. NIE MAM DO NIKOGO O TO PRETENSJI. Nawet jestem wdzięczna za to, co było. Bo to było doskonałe na swój sposób. To była moja lekcja. I każda/każdy z nas otrzymuje takie lekcje, jakie jej/jemu są potrzebne. Ale bywa, że mamy „krótką pamięć”… Bo np. traktujemy siebie i pewne sprawy zbyt poważnie.

Sama bywałam kilka razy w takiej sytuacji, kiedy posądzano mnie o różne rzeczy, których nie z-robiłam.. Ale… dojrzałam kiedyś do tego, żeby i to zrozumieć i wybaczyć tym, którzy mnie niesłusznie oskarżali o coś i wybaczyć także sobie. Bo… skoro to do mnie „wracało”, to znaczyło, że kiedyś musiałam robić tak samo – oskarżać innych niesłusznie. A ja mogłam się przejrzeć w lustrze czyichś bezpodstawnych oskarżeń. I sprawdzić, czy i jak to jeszcze działa na mnie...

Czy i Ty nie oskarżyłaś/łeś nigdy w swoim życiu kogoś niesłusznie, choćby wydając jakieś sądy i opinie, które tak naprawdę nic z tą osobą nie miały wspólnego? Wiesz na pewno, że nie?
Och, jak wiele widzimy u innych, a jak w sobie nam trudno to dojrzeć. Przecież wiemy o tym...
Oczywiście możliwe jest, że przez całe swoje życie Ty nigdy nikogo nie oskarżyła/łeś bezpodstawnie. To możliwe. Bo wszystko jest możliwe.

Ja jednak nie mam ochoty więcej użalać się nad „rozlanym” kiedyś „mlekiem”. Ale nie powiem, że nigdy nikogo nie oskarżyłam niesłusznie. Gdybym się do tego nigdy nie przyznała przed sobą, to nigdy bym się od tego nie uwolniła. I mam ochotę teraz śmiać się ze swojej głupoty, która polegała na tym, że kiedyś oskarżałam innych niesłusznie. Nawet, jeśli to robiłam z powodu" rzuconej na mnie kiedyś przez kogoś klątwy"... ;-)


I w tym świadomym śnieniu przenikającym się ze świadomym przechodzeniem na jawę i z powrotem, które zdarzyło się kilka dni temu(*), wybaczyłam tym cygankom i mamie, i sobie... Bo wybaczenie połączone ze zrozumieniem tego, iż w pewnych sytuacjach wszyscy ludzie nie potrafią i nie mogą się zachować inaczej niż się zachowują, jest uzdrawiające, oczyszczające i uwalniające.

___________________-
(*) Dziś w nocy miałam ciekawe doświadczenie… śnienie było świadome, przechodziło w tzw. jawę i też byłam tego świadoma, a potem znów w śnienie… Jakby następowała integracja pomiędzy świadomością śnienia i jawy.