środa, 11 marca 2015

WIEDZA ZE SNÓW I WIZJI...



Tu będę sobie spisywać to, co kiedyś mi się śniło, a teraz przychodzą różne potwierdzenia... W miarę możliwości będę te wpisy uzupełniała sobie...

1. Kiedyś (chyba z 8 lat temu albo i więcej) miałam taką wizję:


A dziś znalazłam taki tekst:









Od dawna poznaję i "studiuję" sobie dla siebie różne kultury i wiedzę, która pochodzi z różnych stron świata. Nie jestem buddystką, ale z jakichś powodów wiedza związana z buddyzmem i jego różnymi "odnogami" też zaczęła mnie jakiś czas temu (może ze dwa lata temu?)  "przyciągać". I oto zestawienie informacji z mojej wizji oraz tekstu, który dziś znalazłam, a zacytowałam powyżej:

sen
tekst

sen
tekst

sen
tekst

sen:
tekst:

Dełacień... to ponoć Czysta Kraina Buddy Amitabhy...

"Dełacien gromadzi właściwości wszystkich Czystych Krain Buddów. Grunt jest tam zbudowany z drogocennych kamieni i ugina się miękko podczas stąpania. Drzewa są również utworzone z kamieni szlachetnych, owoce i liście opadają tworząc deszcz klejnotów. Na gałęziach wśród liści siedzą ptaki i śpiewają piękne pieśni, będące naukami o pustce i postępowaniu Bodhisattwy."


-----------------------------

Nirwana  – "wygaśnięcie cierpienia, termin używany w religiach dharmicznych na określenie zaawansowanego poziomu urzeczywistnienia.
(...)
W buddyzmie nirwana to nieuwarunkowany stan wyzwolenia od cyklu narodzin i śmierci, czyli samsary. Nirwana jako słowo składa się z przedrostka ni[r]- (ni, nis, nih)  oznaczającego "na zewnątrz, z dala od, bez" i rdzenia vâ[na] (pali vâti), który można przetłumaczyć jako "powiew". Osoba, która osiągnęła stan nirwany ma być wyzwolona od cierpienia i przyczyn cierpienia, ponieważ usunęła niewiedzę, która jest źródłem cierpienia. Wtedy już nie powstają splamienia i odpowiadająca im karma. A po jej śmierci nie dochodzi do kolejnego wcielenia.
(...)
Jest niewyrażalna; nie jest to  istnienie, gdyż nie jest podległa narodzinom, schyłkowi czy śmierci, jak inne empiryczne rzeczy. Nie jest również nieistnieniem, ani nie jest po prostu całkowitym unicestwieniem, mimo obrazowania nirwany przykładem zdmuchnięcia świecy czy wygaśnięcia lampy."

Budda to istota oświecona; ktoś kto przebudził się ze stanu niewiedzy, wykroczył poza cierpienie ludzkiej egzystencji, posiadł najwyższą mądrość i zerwał z wszelkim przywiązaniem.

16 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam. Wydajesz się osobą dość dobrze zorientowaną w zagadnieniach z pogranicza snu i śmierci, dlatego postanowiłem podzielić się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami licząc że uzyskam zadowalające mnie odpowiedzi. Interesuje mnie czy zdarzyło Ci się doznać tego samego co Ja lub czy posiadasz jakąś o tym wiedzę a jeśli nie to co sądzisz o moim przypadku. Nie jest tego dużo do czytania ;)

    http://www.paranormalne.pl/topic/31252-gdzie-jest-swiadomosc-kiedy-jestesmy-pod-narkoza/page-6

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj relikt55.
      Przeczytałam to, co napisałeś o swoich doświadczeniach. Według mnie są... wspaniałe. :-) I czuję, że nadal będziesz siebie "dalej" i "głębiej" poznawał i Twoja "podróż" wciąż będzie Ciebie zadziwiać, ponieważ będzie przerastać wszystkie Twoje wcześniejsze wyobrażenia.
      Te doświadczenia, które opisujesz i jak trafnie je określiłeś, są "iluminacjami" - są jak przebłyski oświecenia (zrozumienia samego siebie).
      Jednakże z tego, co wiem po pierwsze:
      w języku tybetańskim jest ponoć ponad 20 słów określających różne stany tzw. oświecenia.
      Po drugie: oświecenie, które powoduje coś jak wyzwolenie (uwolnienie) przynosi ze sobą odczucie radości i czegoś takiego jak "zrozumienie poza umysłem, poza-werbalne"... Nazywam to czasem "poszerzeniem przestrzeni (samo-)świadomości". :-) Takie przebłyski miewamy. Pierwsze takie doświadczenie u Ciebie - jak piszesz - pojawiło się po narkozie operacyjnej, więc było "chemicznie stymulowane". Następne doświadczenie miałeś już w śnieniu. I to super. (Kiedy jesteśmy w snach, jesteśmy w innych stanach świadomości albo w tzw. innych światach). Takie przebłyski oświecenia miewamy także w snach i na jawie, ale oświecenie wiąże się z odczuwalną radością życia, istnienia oraz wolności (uwolnienia się od uzależnień, pożądania, ekstazy i cierpienia oraz od "gier ego").

      Precyzyjnie określiłeś swoje doświadczenie jako "iluminację". Zobaczyłeś coś, co przez moment zostało bardzo wyraziście "oświetlone", a czego wcześniej "nie widziałeś, z czego nie zdawałeś sobie sprawy wcześniej". To jednak tylko... "błysk", który może spowodować nasz rozwój lub może oślepiać (niektórzy po takim doświadczeniu trochę wariują albo jeszcze bardziej wywala im ego).

      Chodzi o to, że gdy asymilujemy w sobie takie doświadczenia, przychodzi zrozumienie tego, czego doświadczyliśmy w takiej nagłej "iluminacji" i wtedy to światło staje się bardziej "rozproszone w przestrzeni, którą JESTEŚ ;-), w czymś, czym jesteś". Takie światło już nie oślepia Cię. :-) W pewnych tradycjach to doświadczenie nazywane jest "stanem przejrzystego światła" albo "kryształowego światła" ( co noieco o tym w najnowszej notce jest). Wtedy owe "iluminacje" - przebłyski oświecenia mogą przyczyniać się do... tzw. Przebudzenia. Ponieważ Oświecenie to nie to samo co Przebudzenie. Przebudzenie powoduje, że "przychodzi", "powraca do nas" zrozumienie tego, kim, czym jesteśmy i odczuwamy wolność od istnienia w Kole Karmy istniejąc w poniekąd nim nadal. Przebudzenie... Budzisz się... to jakbyś się narodził do nowego życia.
      Przebudzenie staje się po prostu początkiem innego "sposobu" (to tylko słowa, które próbują oddać to, co nie jest do opisania ;-) ) życia, istnienia jako samoświadomej "istoty".

      c.d.n


      Usuń
    2. W zasadzie trzeba móc "umrzeć", żeby narodzić się na nowo. Wcale nie dosłownie. W tym życiu "umierałam" wiele razy.
      Dlatego niektórzy Tybetańczycy przekazują na przykład, że "Księga Bar-do" zwana "Tybetańską Księgą Zmarłych" wcale nie jest książką dla zmarłych, ale dla ŻYWYCH. Ponieważ zapisane są w niej informacje między innymi o tym, czym jest tzw. Koło Życia (zwane także kołem samsary, Kołem karmy, ale według mnie to są nazwy ograniczające to, czym jest to "koło" ;-)). Ta księga zawiera informacje o tym, na czym polega "wędrówka" w tym "kole" ze świata do świata, z formy do formy, z jednego wcielenia w następne oraz jak można siebie wyzwolić (właśnie niekoniecznie poprzez śmierć fizyczną) np. z cierpienia. (Można tego dokonać np. poprzez zamianę tzw. karmy w dharmę czyli np. przetransformować tzw. splamienia w mądrość - o tym też w najnowszej notce piszę co nieco pt. SYMBOLIKA TĘCZY).

      Tybetańskie słowo "bar-do" to (według mojego rozpoznania i zrozumienia) znaczy przej-ście - to jakby "stan przejściowy", "po-między", ale nie tylko "po-między", ponieważ może to być stan istnienia także i w tym, co owe "pomiędzy" dzieli i/lub łączy jednocześnie. (Stanów bardo może być wiele. Dla mnie to coś jak "sposoby istnienia").

      We wszystkich starych tradycjach, kulturach na całej Ziemi znany był rytuał (ceremonia) zwany np. "przejściem" lub "śmiercią szamańską". W trakcie tego doświadczenia także jakaś część wcześniejszej tożsamości "odpada", zostaje przetransformowana (odpadają jakieś stare idee, przekonania, koncepcje albo przywiązanie do czegoś) i pojawia się nowa. Więc stara osoba "umiera" i "rodzi się na nowo".
      Pojawiają się wtedy tzw. "wizje", "odkrycia" a nawet zrozumienie. trochę podobnie jak w Twoich "iluminacjach".

      I pozdrawiam

      p.s.
      O świadomości przyrównanej do światła:
      http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/06/ciemnosc-i-krysztaowe-swiato.html
      O podobnych doświadczeniach do twoich:
      http://tonalinagual.blogspot.com/2015/01/jeszcze-o-prawdzie-cos-i-przyjmowaniu.html

      http://tonalinagual.blogspot.com/2014/12/ach.html

      http://tonalinagual.blogspot.com/2014/11/poza-krystaliczny-dzwiek-i-powrot-do.html

      http://tonalinagual.blogspot.com/2014/10/chwila-po-miedzy.html

      http://tonalinagual.blogspot.com/2014/10/co-znaczy-kochac-siebie.html

      Usuń

    3. O "ja"...

      To COŚ "obserwujące", czym jesteśmy, może zaobserwować, że w jakiś sposób odbiera skądś płynące, a pojawiające się w umyśle myśli. I może nagle zdać sobie sprawę, że bardzo często, a w zasadzie "zawsze" wcześniej nie było świadome tego procesu, że może obserwować "swoje myśli". Ponieważ wcześniej nie robiło nic innego tylko jako "ja" podążało za myślami, z którymi się utożsamiało: Ja jestem tym, tamtym, ja czuję... ja oceniam, ja wymagam, ja oczekuję itd...

      To "ja" przeżywało, doświadczało tych myśli (ponieważ emocje to też myśli manifestujące się w ciele, poprzez ciało ), za którymi podążało jako tożsame z nimi "ja", ale nie było tego świadome.
      Bywają momenty, że to COŚ w nas nagle może zacząć to dostrzegać i rozumieć to ja, które nie jest świadome. Może nawet to COŚ jest gotowe dostrzec, że samo "generuje" pewne myśli i ma wpływ na to, za którymi myślami podąża i z którymi owe "ja" się utożsamia.

      Kiedy to COŚ obserwuje myśl i nie podąża za nią, to myśl taka zanika. I nie ma już wtedy myśli, która jest obserwowana. Istnieje tylko COŚ obserwujące samo siebie. A gdy myśli znikają, pozostaje jeszcze Ja... samotne, a strach samotności w tym doświadczeniu jest trudny do zniesienia dla ego-"ja").

      Zatem istnieje to COŚ, co "generuje" myśli za którymi podąża "ja" lub które zaczyna obserwować. Kiedy "ja" podąża za myślami, myśli się manifestują i urzeczywistniają, ale wówczas "COŚ obserwujące" tak intensywnie doświadcza i staje się utożsamione z doświadczaniem, więc przestaje obserwować i już nie jest świadome tego, co generuje z siebie i czego doświadcza. Staje się "doświadczającym", przeżywającym to, co zostało nieświadomie wygenerowane zamiast "obserwującym" siebie i ewentualne doświadczenia.

      Napisałeś:
      "Czy nie ma czegoś więcej, pomyślałem? I wtedy się przeraziłem myślą, że nic więcej nie istnieje i że nie mam żadnej władzy nad tym Ja. Przerażony byłem dogłębnie. Jak żyć ze świadomością że nie ma niczego więcej!? Ten lęk przed wieczną samotnością skłonił mnie do poszukiwań innej (formy poznawczej)?, w "okolicach" słowa Ja. Szukałem przeciwieństwa, czegoś odmiennego od "bazy". Ale jak znaleźć to coś? "Ja" pojawiło się samo znikąd. Chciałem stworzyć coś innego ale nie potrafiłem. Nie wiedziałem jak to zrobić, nie wiedziałem czym to ma być, jak ma wyglądać, jak brzmieć. Byłem zrozpaczony. Było(em) tylko Ja przez wieczność."

      Z tego, co wiem, stałeś przed pewną "bramą" (do tzw. "nirwany"? ;-)) do przestrzeni "wyzwolenia się od jakichkolwiek przywiązań" (tego się nie da opisać wprost), ale ze strachu nie poddałeś się temu doświadczeniu, bo się czegoś przestraszyłeś. A przestraszyłeś się dosłownie "niczego". :-)
      Spoko, to normalne za pierwszym, drugim, a nawet trzecim razem. Dlatego "poleciałeś w drugą stronę" i znalazłeś "przeciwieństwo do JA czyli Ty. Choć JA i TY to to samo... Ale nie "po tej stronie", po której pozostałeś, a pozostałeś w tzw. dualności.

      c.d.n.

      Usuń
    4. Ten fragment też jest mi bliski:
      "I kiedy zdałem sobie sprawę z tych faktów nagle zrobiło się czarno. Całkowicie czarno, gdzie by nie spojrzeć. Wszelkie wzory poznikały. Nie potrafiłem żadnego dostrzec. I cisza. Kompletna cisza zapanowała. To był koniec nauki. Nie zmartwiłem się tym specjalnie. W napięciu oczekiwałem co się teraz wydarzy. Byłem gotowy do dalszej nauki, do odkrywania kolejnych prawd. Aż nagle zaświeciło światło. Mały punkt mocnego, jasnego światła na ogromnym czarnym tle. Wyglądał jak gwiazda, miał promienie które tworzyły z niego punkt, nie migotał. Świecił bardzo mocno jak na swoją wielkość czy też może odległość bo zdawał się być w znacznej odległości od mojego postrzegania. Nie zastanawiałem się czym był, nie myślałem o tym. Ogarniał mnie zachwyt jego blaskiem. Marzyłem żeby pognać do niego, żeby poczuć czym jest. Nic więcej mnie nie obchodziło. Był piękny! Domyślacie się co to mogło być? :) Skończyłem naukę dlatego iż nadszedł mój czas i nie było odwrotu. Miałem iść w stronę światła. Tak było postanowione. Byłem gotowy na długą podróż, tymczasem wleciałem w światło z takim impetem, że nie zdążyłem nawet zaobserwować ruchu! To był moment i... sala zabiegowa. Światłem okazała się nasza rzeczywistość czasoprzestrzenna. Znów byłem na stole i gapiłem się w sufit. Wybudzili mnie."

      Sama kiedyś "rozbłysłam jak gwiazda" w jednej ze swoich wizji-doświadczeń. ;-)

      Tak, jak napisałeś, w tej "czerni" czekałeś na dalsze nauki... ponieważ stamtąd płyną wszystkie odpowiedzi... Tam są co najwyżej dźwięki, nie ma światła, jakie jest nam "normalnie" znane. Nawet światło powstaje z "dźwięków" (częstotliwości drgań przestrzeni), ale "normalnie" my ich nie słyszymy... I stamtąd będą "płynęły do Ciebie "odpowiedzi" na Twoje "pragnienia serca" (nie mylić z pożądaniem czyli pragnieniami ego: "ja chcę!") Będą płynęły właśnie jako te "fale światła" manifestujące się tzw. rzeczywistością ("czasoprzestrzenną") tego świata. Najpierw przejrzystego, a potem (...) i wreszcie ostrego jak błysk reflektora po oczach i rozprzestrzeniającego się... na "naszą rzeczywistość czasoprzestrzenną".
      To "stamtąd" (czyli stąd-TU- w nas) przejawiają się w nas"informacje" spoza "świata gier ego".


      Usuń
    5. Natomiast nie rozumiem tego:
      Tym razem zdołałem zapamiętać ostatnią myśl. Tuż przed odzyskaniem pamięci i tożsamości usłyszałem silny, złowrogi głos docierający jakby to mówiąc zza moich pleców, tam gdzie był wieczny mrok. Ów głos rzekł do mnie: "Ty jesteś synem Bala, w Tobie jest moc Jego zemsty". I wtedy przeszyła mnie nieskończona moc, która opanowała całe moje ciało, uaktywniając sie zaraz po przekroczeniu naszego świata i niszcząc wszystko dookoła, ku chwale... Nie, nie to się nie wydarzyło, podpuszczam was ;) "

      Czy to znaczy, że cały ten akapit o "złowrogim głosie", który usłyszałeś jest "podpuchą"?
      A może całe Twoje doświadczenia, które opisałeś też? ;-)
      Bo to oczywiście możliwe. Na przykład to, że to pierwsze nie miało miejsca pod narkozą, a w jakiś inny sposób zostało "zastymulowane". Jak dla mnie wszystko jest możliwe. ;-)
      Pozdrawiam Cię.

      Usuń
  3. Dzięki za wyczerpującą odpowiedź. Interesujące myśli w niej zawarłaś. Niektóre dały mi sporo do myślenia. Spodobał mi się wywód o przebłyskach oświecenia. Jest logiczny i ładnie wyjaśniony. Myślę i zgadzam się że mogłem mieć dokładnie coś takiego a nawet i więcej gdybym się nie wystraszył. Przebywając w "stanie zero" nie czułem żadnej radości, jedynie dyskomfort dlatego chciałem uciec nie patrząc co będzie dalej. Następnym razem spróbuje dłużej w nim posiedzieć. Z pewnością będzie kolejny raz bo już tej nocy prawie go miałem. Czytając zauważyłem, że nie najlepiej zrozumiałaś historię z Ja. Nieporozumienie wynikło z faktu, iż za pierwszym razem sam nie wiedziałem czym to jest. Teraz się domyślam że był nim dźwięk Ja lub A w stanie zero, w "zawiesinie" - jak go sobie pozwoliłem nazwać, bez dostrzegalnego obrazu (pewnie wyblakł). Nie chciałabyś się w niej znaleźć, zapewniam Cię. Nie jest przyjemna w... odbiorze.
    Wystraszył Cię choć troszkę ten złowieszczy akapit? :) Odrobina czarnego humoru w takiej opowieści nie zaszkodzi ^^

    Padam już z nóg pisząc posta. Zdania w głowie się nie kleją, a tu jeszcze pytanie zadać trzeba nt. koła karmy i reinkarnacji duszy. Jak to jest że mając mnóstwo wcieleń w przeszłości i przyszłości, doświadczamy rzeczywistości świata w tym konkretnym czasie i życiu? Zupełnie jakbym dopiero w tym wcieleniu stał się świadomy samego siebie i tego co odbieram zmysłami. Nie rozumiem tego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj relikt55.

      "Myślę i zgadzam się że mogłem mieć dokładnie coś takiego a nawet i więcej gdybym się nie wystraszył. Przebywając w "stanie zero" nie czułem żadnej radości, jedynie dyskomfort dlatego chciałem uciec nie patrząc co będzie dalej."

      Z tego, co wynika z moich doświadczeń i rozpoznań (wiedzy z nich płynącej), wystraszyło się Twoje ego, Twoje "małe ja". Być może jego struktura jest jeszcze zbyt "gęsta" i potrzebujesz ją trochę "poluzowywać", aby wejść z zaufaniem w te doświadczenia (stany istnienia ;-)). To możliwe, gdy zaczynamy "oswajać" pojawiające się w nas (poprzez nas) lęki - przyswajając te "częstotliwości wibracji" poprzez obserwacje lęku albo strachu w swoim ciele, zwłaszcza na poziomie odczuwania tej energii i myśli z tym związanych.

      "Czytając zauważyłem, że nie najlepiej zrozumiałaś historię z Ja. Nieporozumienie wynikło z faktu, iż za pierwszym razem sam nie wiedziałem czym to jest. Teraz się domyślam że był nim dźwięk Ja lub A w stanie zero, w "zawiesinie" - jak go sobie pozwoliłem nazwać, bez dostrzegalnego obrazu (pewnie wyblakł)."
      najlepiej
      Może nie zrozumiałam, a może zrozumiałam. :-) Ten dźwięk, który pojawił się w Twojej wizji... napisałeś, że na początku to był dźwięk: "ąąąąąąąąą", a on jest podobny do tzw. "mantry OM". I być może to ten dźwięk zaprowadził Cię do tego "Ja" czy też "A".

      Z tego, co rozpoznałam, to owe "Ja" czy też "dźwięk A" (jak to opisujesz) to po prostu... UMYSŁ - JA. I żeby w tę "zawiesinę" wejść i być świadomym/świadomą tego doświadczenia, trzeba się na takie "spotkanie" w pewnym sensie "przygotować". Bo to jest bardzo trudne doświadczenie... dla naszych "małych ja" tzw. ego. Jeśli ktoś doświadczyłby tego bez "przygotowania", to może... zwariować/oszaleć, tak intensywne i trudne jest to doświadczenie. To "przygotowanie" - z tego, co rozpoznałam - wiąże się np. z poluzowywaniem struktury ego oraz otwieraniem się na przyjmowanie z ufnością "nieznanego"... to jest... otwarcie na rozpoznawanie "natury umysłu". Jedno z wielu takich doświadczeń, a właściwie pewną jego część opisałam np. tutaj:
      http://tonalinagual.blogspot.com/2012/10/przenikanie-natury-umysu-przez_19.html

      c.d.n.

      Usuń
    2. "Nie chciałabyś się w niej znaleźć, zapewniam Cię. Nie jest przyjemna w... odbiorze."
      :-) Znalazłam się w takiej "zawiesinie" kilka razy, byłam w "niej" wiele razy i oswajałam się z "nią". To po prostu... UMYSŁ, który "rozpuszcza się" w ŚWIADOMOŚCI. - tak to nazywam.

      "Teraz się domyślam że był nim dźwięk Ja lub A w stanie zero, w "zawiesinie" - jak go sobie pozwoliłem nazwać, bez dostrzegalnego obrazu (pewnie wyblakł)."

      W pewnym momencie obrazy "blakną", albo można to opisać tak: obrazy "rozpuszczają się" w energię o różnych częstotliwościach (dźwiękach), "normalnie" niesłyszalnych. Odczuwamy wtedy tylko wibracje, stajemy się "wibracjami energii". Pozostaje tylko jeden dźwięk, który nazywam dla siebie "krystalicznym dźwiękiem serca" albo "dźwiękiem pustki, która nie jest pusta" albo "dźwiękiem punktu zero". I tam już nic "nie widać". I tak, jak opisujesz, w tym momencie (w tym stanie) wszystkie obrazy "blakną". To moment "wyjścia poza umysł". Jakbyśmy stawali się świadomością istnienia, ale nie przypisaną do jakiejkolwiek formy.
      Kiedy z tego "miejsca" (z tego stanu - "punktu zero") "chodzimy" w UMYSŁ, to w ten sposób powoli możemy rozpoznawać "naturę umysłu". A to do łatwych doświadczeń nie należy. Przez tysiące lat ta wiedza była dostępna tylko tym, którzy praktykowali np. "ścieżkę buddy". A potencjalnych uczniów informowano, że bez nauczyciela lepiej nie wchodzić w te doświadczenia, bo można się zagubić w umyśle. Obecnie wielu ludzi gubi się w swoim umyśle, ponieważ wpadają w pułapki swoich "małych ja" - tzw. ego. I nie mogą wyjść z "przestrzeni światów gier ego". Dlatego ważne jest, by przede wszystkim zajmować się uwalnianiem "wzorców" naszych "małych ja", bo dzięki temu nasza (samo-)świadomość poszerza się, co z kolei umożliwia otwarcie na te doświadczenia, o których tutaj piszemy. Stawania się świadomymi samych siebie i tego, kim, czym jesteśmy i dlaczego jesteśmy tu, gdzie jesteśmy.

      "Wystraszył Cię choć troszkę ten złowieszczy akapit? :) Odrobina czarnego humoru w takiej opowieści nie zaszkodzi ^^ "

      Nie, nie wystraszył mnie ten "złowieszczy akapit". :-) Ale chyba ;-) wiem, co miałeś na myśli pisząc, że ta "zawiesina" nie jest przyjemna w odbiorze. Mało tego, rozpoznawać można tę "zawiesinę" na różne sposoby... powiedziałabym, że to, w jaki sposób "widzimy" tę "zawiesinę" jest zależne od tego, w jakim stanie (tzw. "czystości") umysłu i serca czyli (samo-)świadomości się znajdujemy. Ta "zawiesina" może być postrzegana jako bardzo "gęsta" z powodu intensywności wciąż zmieniających się obrazów i odczuć (emocji) albo coraz mniej "gęsta", bo te wszystkie obrazy pochodzące z umysłu "rozpuszczają się" w świadomości, ale wtedy ta "zawiesina" może stawać się bardziej "gęsta" i "złowroga" jako "czerń"...

      c.d.n.

      Usuń
    3. "Jak to jest że mając mnóstwo wcieleń w przeszłości i przyszłości, doświadczamy rzeczywistości świata w tym konkretnym czasie i życiu? Zupełnie jakbym dopiero w tym wcieleniu stał się świadomy samego siebie i tego co odbieram zmysłami. Nie rozumiem tego."

      No, wygląda na to, że jesteś gotowy, by zacząć to rozumieć. Ponieważ pojawiło się w Tobie to pytanie. A jak to zrozumiesz, wtedy staniesz się... Przebudzonym. ;-) Nikt Ci tego nie wytłumaczy, co to znaczy, ponieważ tego "odkrycia", tego "rozpoznania", przebudzenia każdy dokonuje sam. Możemy tylko próbować to opisywać, ale tego nie da się uchwycić ani słowami ani umysłem. Trzeba "wyjść poza umysł", co właśnie zaczęło Ci się przydarzać. Ale potrzebujesz czasu na oswajanie się z tym doświadczeniem", byś mógł wchodzić w nie coraz "głębiej" i coraz bardziej świadomie. Odpowiem Ci na twoje pytanie dwiema opowiastkami:

      1. Koło samsary (jako pewna część koła karmy) to "przestrzeń gier ego - JA i ja". To Koło można by nazwać: "Gra w kto ma rację?" Nie napiszę, co trzeba zrobić, by zakończyć tę grę, napiszę jedynie, że gdy gra się kończy, okazuje się, że nikt nie ma racji; że ta gra jest snem, z którego - gdy się budzimy - gra się kończy.
      Co dalej?
      Będziesz wiedział, jak dojdziesz do końca tej gry. ;-)

      2. Jesteś tu, gdzie jesteś, ponieważ cała Twoja przeszłość i przyszłość, i wszystkie Twoje doświadczenia "doprowadziły" Cię do tego tu i teraz, w którym jesteś tym, kim i czym jesteś. A wyśniłeś kiedyś sobie, że ta gra nie będzie się toczyć w nieskończoność bez żadnej przerwy i dlatego w czasoprzestrzeniach istnieją różne tzw. cykle, w których od czasu do czasu zdarzają się "Dni Święta", w których następuje przebudzenie wszystkich istot ludzkich, które są na to gotowe. Ja to nazywam dla siebie "Wielką Ceremonią Kosmiczną". I wiem, że "względnie niedługo" (może za jakieś 30 lat? Ale kiedy konkretnie, to nie ma znaczenia, bo zdarzy się to wtedy, kiedy będzie miało się zdarzyć ;-)) będzie miało miejsce taki "Dzień Święta" . Dlatego w tej czasoprzestrzeni, w tych wcieleniach, w których jesteśmy obecnie, coraz więcej istot ludzkich staje się coraz bardziej świadomych samych siebie. A niektórzy już stali się, a inni stają się, a jeszcze inni "za chwilę" staną się Przebudzonymi.

      Ta-dam! :-)

      Usuń
  4. Trudno się nie zgodzić z tym co piszesz gdy samemu tak mało się wie. Trochę mnie denerwuje fakt że inni wiedzą więcej niż ja i jestem dopiero na początku drogi do prawdy. A jestem niby wszystkim co jest, całą wiedzą. I co? Celowo zapomniałem na czym polega moje istnienie? W dodatku "wrzuciłem" się w te kruche, słabe życie biologiczne obarczone przemijaniem i karmą jakbym miał jakąś karę odsiadywać. Chyba cierpiałem na brak "rozrywek" w byciu JESTEM :P

    "napisałeś, że na początku to był dźwięk: "ąąąąąąąąą", a on jest podobny do tzw. "mantry OM". I być może to ten dźwięk zaprowadził Cię do tego "Ja" czy też "A"."

    Nieee. Wymieszałaś jedną relację z drugą. Miałem dwie podobne "zawiechy" w odstępie tygodnia: pod narkozą, i w czasie snu. W pierwszej słyszałem J(A) w drugiej ąą, która wzięła się ze słowa "chwilową". J(A) mogło powstać w ten sam sposób czyli z zapamiętania ostatniego usłyszanego dźwięku. Z "Ohm" nie miały nic wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "A jestem niby wszystkim co jest, całą wiedzą. I co? Celowo zapomniałem na czym polega moje istnienie? "

      Nie wiem, może? Obejrzyj, jeśli zechcesz ten film:
      https://www.youtube.com/watch?v=L8R11pkY5zI

      No dobra, w takim razie zagadka:
      Czy możesz sobie wyobrazić, jak mógłbyś się czuć, gdybyś istniał, wiedział, że JESTEŚ, istniejesz i nic poza tym nie byłoby, nawet żadnego JA, żadnego dźwięku, ruchu, nic, absolutnie nic prócz świadomości, że istniejesz? A o jakimś TY to już w ogóle zapomnij. Czy nie chciałbyś czegoś poczuć, czegoś doświadczyć, a może nawet "zobaczyć", a może nawet spróbować stworzyć, wyśnić jakiś sen, jakieś dźwięki, formy, jakieś istoty (jakieś "ty" na przykład), jakieś światy?

      Czy zechciałbyś zastanowić się na tymi słowami:
      Ja jestem JA i ty jesteś JA. Wszyscy jesteśmy JA... Ale numer, co nie? Co to za JA?

      "Trochę mnie denerwuje fakt że inni wiedzą więcej niż ja i jestem dopiero na początku drogi do prawdy."

      E tam... Odpuść to sobie, jeśli zechcesz. ;-) I tak zawsze jest: ktoś jest przed nami, ktoś za nami, a jeszcze ktoś obok nas się pałęta i na przykład próbuje z nami "konkurować". :-) Nie ma sensu żadne konkurowanie, jeśli chcemy dotrzeć do prawdy. A i tak najistotniejsze, że każdy z nas sam dokonuje odkrywania samej czy samego, a nawet czegoś więcej niż to "samej" lub "samego", bo... SIEBIE. I odkrywamy to JA i to JESTEM.

      I ciesz się, że jesteś "na początku drogi do prawdy". Co z tego, że wiem "coś więcej" od Ciebie, jak czuję się jakbym wciąż była "na początku swojej drogi"? I to - jak dla mnie - jest piękne.

      "Wymieszałaś jedną relację z drugą. Miałem dwie podobne "zawiechy" w odstępie tygodnia: pod narkozą, i w czasie snu. W pierwszej słyszałem J(A) w drugiej ąą, która wzięła się ze słowa "chwilową". J(A) mogło powstać w ten sam sposób czyli z zapamiętania ostatniego usłyszanego dźwięku. Z "Ohm" nie miały nic wspólnego."

      No jasne. Wybacz. Piszesz, że "ąąą" nie ma nic wspólnego z "om"? No, to się chyba mylisz. Mój młodszy brat, jak był mały to mówił na przykład "sobom" zamiast sobą i "tom" zamiast tą. On tak słyszał i tak mówił. Więc to dla mnie oczywiste jest, że "ąąąąą" jest bardo podobne do "om", a więc tym samym do mantry "om". I chciałam Ci tylko przekazać, że to "ąąąąą" mogło tak zadziałać jak u medytujących może zadziałać "om". Choć sama tego raczej nie praktykowałam, ale czytałam o tym, że podobno "Om to sylaba-nasienie postrzegana jako dźwięk powstania Wszechświata", pierwotny (w sensie pierwszy) dźwięk. To transcendentalna wibracja...

      I pozdrawiam

      Usuń
    2. p.s. Znalazłam taki teksty:

      - "Mantra OM jest nasieniem powstania Wszechświata.
      Reprezentuje niezniszczalny Wszechświat i to co jest jego projektem: w przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Wszystko co było, jest i będzie zawiera OM. OM jest aktem stworzenia.
      Jeśli chcemy wejść w pustkę po wypowiedzeniu mantr milczymy, buczenie nie jest milczeniem, powoduje następne wibracje, czyli tworzenie."

      - " ओं oṃ [õː], औं auṃ [ə̃ũm], or 'ओ३म्' om [õːm]) jest najświętszym dźwiękiem, misteryjnym słowem i najważniejszą sylabą do kontemplacji. "

      - "Om, AUM, Ą to pradźwięk, wibracja Brahmana, Boga Absolutu (...itd.)"

      Ja znam trochę inne dźwięki: "drogi powrotnej", a nie kolejnego tworzenia. ;-)

      Usuń
  5. Zadałabyś zagadko-pytanie kobiecie co ją mąż prawie spalił wczorajszego dnia? Tak w ramach pocieszenia oczywiście.
    Nie wydaję mi się :) Co byś jej powiedziała? Albo tym co ich pilot samobójca roztrzaskał? Albo dzieciom które umierają zanim spostrzegą że są. Czy tak powinno być w tym śnie? Kto go śni? Podoba Ci się taki sen? Bo mi nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zadałabyś zagadko-pytanie kobiecie co ją mąż prawie spalił wczorajszego dnia? Tak w ramach pocieszenia oczywiście. Nie wydaję mi się :) Co byś jej powiedziała? Albo tym co ich pilot samobójca roztrzaskał? Albo dzieciom które umierają zanim spostrzegą że są. Czy tak powinno być w tym śnie? Kto go śni? Podoba Ci się taki sen? Bo mi nie."

      1. Po co pytasz: "Zadałabyś zagadko-pytanie kobiecie co ją mąż prawie spalił wczorajszego dnia?" Nie ma potrzeby, bym odpowiadała, ponieważ Ty sam sobie odpowiedziałeś.

      2. Co bym powiedziała tym, co się roztrzaskali? Nie odpowiadam na pytania, które nie zaistniały. Gdyby Ci, co się roztrzaskali zadaliby mi jakieś pytanie, wtedy bym im odpowiedziała. Podobnie jeśli chodzi o dzieci, które umierają zanim spostrzegą, że są.

      3. "Czy tak powinno być w tym śnie?" - Nie wiem, jak powinno być według Ciebie i co Ty z tym zamierzasz zrobić. Jest tak, jak jest, a oboje możemy to postrzegać na różne sposoby i z różnych perspektyw. A co Ty z tym zrobisz, to Twoja sprawa. Ja robię to, co mam do zrobienia. Napisałeś, zadałeś jakieś pytania, odpowiedziałam dzieląc się swoim doświadczeniem i wiedzą. Gdybanie to gra, z której "wyszłam", bo ją zakończyłam ;-).

      4. "Kto go śni?" - Ty śnisz swój sen albo... pozwalasz by ktoś Ciebie śnił. Może kiedyś przypomnisz sobie i znajdziesz odpowiedź na pytanie: Kto śni sen, w którym jesteś?

      5. "Podoba Ci się taki sen? Bo mi nie." - Dla mnie tu nie ma nic do podobania czy niepodobania. Gdy nam się nie podoba coś, to chcemy to zmienić, ale zazwyczaj nie wiemy jak... Lecimy według znanych, starych schematów i "mamy to, co mamy", co "wyśniliśmy sobie"...

      ponieważ...

      Wszystko się ZACZYNA w naszych GŁOWACH i tylko w nich może się ZAKOŃCZYĆ.
      Ale jednak… to wszystko manifestuje się w materii... jak to "światło", którym jesteśmy, a które w pewnej swojej części zagęszczone zostało do stanu materii.

      I pozdrawiam

      Usuń