piątek, 1 maja 2015

ŚWIAT 'SYSTEMU DZIEWIĄTKOWEGO' I DŹWIĘKI...



Kilka dni temu, w śnieniu „widziałam” świat, który jest 'światem systemu dziewiątkowego', błędnie nazywanym 'światem systemu dziesiętnego'. Nazywanym jest błędnie 'światem systemu dziesiętnego', ponieważ… jego podstawę tworzą cyfry:

0,1,2,3,4,5,6,7,8,9

i jest ich co prawda dziesięć, ale cyfra 10 jest w pewnym sensie "sztucznym tworem" albo inaczej: nie jest "sztucznym tworem”, ale jest w pewnym sensie liczbą - formą ‚scalającą’ czyli umożliwiającą uzyskanie pełnej harmonii, współbrzmienia wszystkich pozostałych dziewięciu cyfr od 1 do 9 - w jakimś sensie „kończy dzieło” w tymże świecie i „przenosi” do… następnego świata. Ale to jest bardziej ZERO, a nie 10. (Nie wiem, jak to wytłumaczyć, więc na tym poprzestanę :-). Nie zagłębiałam się w ten temat po przebudzeniu ze śnienia. Taki "dziwny" był... Aż tu nagle… ;-)

Margo0307 dziś napisała o eneagramie z częstotliwościami:
"W jego centrum znajduje się częstotliwość 528 oraz słowa: miłość i dziękuję…" i wkleiła taki rysunek:



Dawid56 w odpowiedzi napisał:
„Dlaczego jednak [528] jest w Centrum Enneagramu nie bardzo rozumiem, ja widzę w Centrum akurat 741. (396, 417, 528, 639, 741, 852, 963, 174, 285)” [wyróżn. JESTEM]

Mnie także to wydaje się dziwne, że w centrum eneagramu jest 528. I dlaczego „względny początek" na eneagramie to częstotliwość 396, a nie najmniejsza czyli 174? Gdyby zaczynało się od 174, wtedy rzeczywiście byłoby: 174, 285, 396, 417, 528, 639, 741, 852, 963 czyli 528 byłoby „w środku” jako częstotliwość "ustawiona" w środku – pomiędzy pozostałymi ośmioma częstotliwościami. I dziwne wydaje się także to, że częstotliwość 528 jest umieszczona na „jednym z kierunków” oraz jest umieszczona także (powielona) w środku – centrum.

Suma tych wszystkich 9. częstotliwości (174, 285, 396, 417, 528, 639, 741, 852, 963) to 4995, a podzielona przez 9 = 555. I może taka częstotliwość powinna być umiejscowiona w środku (centrum)?
Tak samo 111 + 222 + 333 + 444 + 555 + 666 + 777 + 888 + 999 = 4995. Więc średnia częstotliwość  to 555hz.

A w śnie widziałam, jak się z tego "świata dziewiątkowego" wychodzi...

Co ciekawe, gdy sumujemy cyfry jakiejkolwiek daty czy roku, zawsze możemy je sprowadzić do cyfr od 1 do 9 np. 120 = 3, 1601 = 8, 2011 = 4, 2012 = 3, 2017 = 8, 2018 = 9 itd.

Jeśli nie zniechęciły Cie te liczbowe dywagacje i te "zabawy z cyframi i liczbami", to przyznaję, że nie one są tu najistotniejsze - jak się okazuje, ponieważ... kiedy napisałam powyższe, zaczęłam sprawdzać w internecie, czy znajdę coś na temat tego typu częstotliwości w muzyce: 111 + 222 + 333 + 444 + 555 + 666 + 777 + 888 + 999 i zobaczcie, co znalazłam:

Solfeggio Frequency Meditation -- Angelic Scale
https://www.youtube.com/watch?v=R3xAJUFPpXk
(jeśli nie masz potrzeby oglądać całości filmiku, to obejrzyj od 11.minuty 34.sekundy.)

I „zatkało mnie” ;-), ponieważ te dźwięki są bardzo podobne do tych, których „uczyłam się śpiewać” – przypominałam je sobie w ostatnich latach w różnych "medytacjach-kontemplacjach" i w snach i śnieniu, co opisywałam np. tutaj:

1. W trakcie tej wizji  zaczęły wydobywać się ze mnie dziwne dźwięki. Czułam, że płyną z mojego serca i wypełniają całe moje ciało i wypływają we wszystkich kierunkach gdzieś w kosmos. Mój przyjaciel zaczął grać na mandolinie. Wiedziałam, że dźwięki ze sobą cudownie zaczynają współbrzmieć, te tutaj i te w kosmosie. Poczułam ogromny przepływ energii. Byłam skupiona i skoncentrowana maksymalnie na tych dźwiękach, ich wibracji. Czułam je całą sobą. Słyszałam dźwięki bębnów płynące i odbijające się echem z głębi kosmosu...

2. poczułam wówczas, takie dźwięki i takie wibracje, jakich wcześniej nigdy jeszcze nie czułam. I zaczęłam wydawać z siebie te dźwięki i widziałam ich energie i drgania, chociaż czułam siebie, ale tak, jakbym znikła, jakbym sama stała się tą wibracją. 
Zrozumiałam, że mam dostrajać swoje ciało do tych dźwięków. Że będę śpiewać nowe dźwięki i pieśni płynące z serca, wibrujące w moim ciele.

3. Spojrzałam na półkę, na której leżało dużo różnych dziwnych rzeczy i sięgnęłam po zakurzony instrument, Był dziwny i niepodobny do żadnego znanego mi instrumentu. Był zrobiony jakby z jakiejś skóry zamszowej w kolorze szarym albo czarnym. Miał kilka otworów do dmuchania w nie. Gdy przyłożyłam do ust jeden z tych otworów i dmuchnęłam, z instrumentu zaczęły płynąć niesamowite, piękne dźwięki.

4. Najpierw utrzymywałam długo jeden dźwięk, który płynął przez “moje centrum”. W pewnym momencie pode mną, w zasadzie jakby pod całym pokojem, w którym byłam, otworzyło się coś… jak głęboka studnia, z której wypływał ogromny słup światła, krystalicznie czystego, uzdrawiającego, transformującego. I w tym momencie nastąpił wybuch światła... jakby z głębokiej studni połączonej z sercem Ziemi wytrysnął ogromny słup kryształowej energii i cześć tej energii poleciała hen w kosmos, a część zaczęła tryskać jak fontanna, spływać na ziemię i rozlewać się po całej Ziemi.  Wiedziałam, że ta energia wybuchła w różnych miejscach na Ziemi i rozlewa się wszędzie, na całej jej powierzchni… To nie był sen. Nie widziałam żadnych wzorców w tym świetle ani wokół.

Wiedziałam, że w tym momencie na całej Ziemi wybuchło wiele takich Źródeł, a energia z nich wypływająca jak świetlisty "potop" zalewa całą Ziemię.
(...)
Zrozumiałam, że w naszych czaszkach jest zapisana wiedza z historii ludzkości, tak, jak w naszym DNA i komórkach ciała, a także we wszystkich “warstwach” naszych ciał i mózgach oraz kościach. Także w sercach. To wibracje. Niektóre były mocno “poblokowane” i zaburzone. Można je oczyszczać transformując i… roz-wibrowując ciała, dopasowując je do wydawania coraz czystszych dźwięków. 

5. Wydawałam dźwięki i pieśni, które płynęły z serca, przepływały przez moje ciało. Czułam, że te dźwięki harmonizują energię w przestrzeni i przenoszą nas w stan poszerzonej świadomości. Utrzymują energie w harmonii i... uzdrawiają. W tym stanie, wszyscy jako indywidualne istoty, możemy mieć "swoje" dźwięki, ale współbrzmią one w tej innej "wymiarowości" w sposób całkowicie harmonijny.

Czułam uzdrawiającą moc tych dźwięków. Czułam, że uzdrawiają one mnie samą w innych i innych we mnie...

Wszystko jest doskonałe. WSZYSTKO. Wszystko współgra i współbrzmi ze sobą w całkowitej harmonii.

6. w nocy wydawałam z siebie jeszcze inne, nowe dźwięki, które rozwibrowywały moje ciało. Czułam jak potrzebowało ono tych dźwięków, by ból, który pojawił się w ciele miesiąc temu, mógł teraz zostać "uleczony"… Dziś fizycznie czuję się lepiej, ale wiem, że mam nadal rozwibrowywać tymi dźwiękami ciało.

7. Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dźwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego głębokiego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdrowienia mnie samej w innych i innych we mnie… i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach.

8. Po pewnym czasie ten punkt centralny ekspandował i całe moje ciało znikło i stałam się przestrzenią pustki, ciemności - ogromnej, kosmicznej "jaskini" bez granic. Czułam bardzo subtelne, delikatne wibracje, które zaczęłam słyszeć jako dźwięk dochodzący skądś... z daleka, a jednocześnie czułam te wibracje w sobie i w centrum (miejsce w centrum serca?). I czułam te wibracje jako subtelny, piękny, krystaliczny dźwięk pustki w sobie. Wibrowałam nim cała i cichutko zaczęłam go śpiewać.

Ten dźwięk brzmiał wszędzie i odbijał się echem... coraz dynamiczniej... Częstotliwości zdawały się lekko różnicować i zagęszczać w tej przestrzeni pustki... Mimo to cały czas utrzymywałam ten jeden, krystaliczny dźwięk centrum... 

____
I zauważyłam coś jeszcze: podobieństwo brzmienia dwóch słów:
dzi(e)wię(ć) i dźwię(k)... jak "dźwię(ć)" i dźwię(k)... :-)
I inne słowo też bliskie... tym dwom: DZIĘKI.