czwartek, 18 lutego 2016

PO CO NAM SEN, PO CO ŚMIERĆ I NARODZINY?


A może ty jesteś i ja jestem, jesteśmy... Istotą Wieczną, która podróżuje poprzez różne czasy i przestrzenie (różne czasoprzestrzenie), przejawia się w różnych formach, energetycznych i materialnych…? Może jesteśmy Istotą, która nie ma początku ani końca, bo nawet Wielki Wybuch to także względny początek –  jak wdech i kolejny wydech - to moment narodzin wszechświata w nowej formie . 

Więc wszelkich względnych początków jest nieskończoność. A nasze fizyczne ciała to tylko chwilowe (bo to bez różnicy czy kilka czy kilkanaście czy kilkadziesiąt lat w ogromnej skali wiecznego istnienia) formy, „skafandry”...

Więc kiedy już sobie uświadomimy, uwierzymy w to, że istniejemy wiecznie (albo chociaż, że będziemy istnieli także po śmierci tego ciała), to pytanie o początek przestanie mieć jakikolwiek sens.

Spanie nazywane jest w wielu różnych tradycjach "małą śmiercią"? Co się dzieje, gdy zasypiamy? Wędrujemy po bardzo, bardzo różnych światach… wcielamy się w różne formy, nie tylko ludzkie. I czasem pamiętamy jakieś fragmenty z tych podróży (sny), a czasem nie pamiętamy nic (jakby nic nam się nie śniło, niczego w snach nie doświadczaliśmy, nigdzie nie podróżowaliśmy). 

Ale w tym ciele, w obecnym życiu zawsze wracamy ze snów, ze spania do tego świata, w którym – gdy się budzimy – następuje powrót do… 'kontinuum tożsamości istnienia 
w "tym ciele", 
w "tym świecie", 
w "tej rzeczywistości", 
którą nazywamy też jawą. 
A ta rzeczywistość – jak dla mnie – to tylko jeden z wielu, bardzo wielu różnych snów, które wciąż śnimy. 
Dlaczego akurat jeden z wielu takich snów staje się rzeczywistością dla nas? :-) hmmm...
Może właśnie tylko takie ciała jak ludzkie umożliwiają nam ten rodzaj doświadczeń, odczuwania również w snach? (Ale śnią też przecież i zwierzęta).

Miałam kiedyś taki sen na przykład, że grałam na fortepianie koncert i pamiętam dokładnie widok moich dłoni i palców nieprawdopodobnie zręcznie przebiegających po klawiaturze i pamiętam odczuwanie ruchu tych palców i pamiętam odczuwanie dźwięków, jakie wydobywały się pod wpływem dotykania palcami klawiatury… a nawet pamiętam odczucie dotykania klawiszy, które zapadły się pod palcami… A nie jestem pianistką. :-) I widziałam siebie również z boku jakby oczami kogoś z widowni...

Miewam czasem bardzo intensywne, "realistyczne sny." Miałam też takie sny, że budziłam się jakby na jawie w całkiem innym ciele. 

Byłam też orłem kiedyś we śnie. Bardzo dokładnie pamiętam jak latałam i podziwiałam wszystko wokół, jak lubiłam dawać nura w głęboki wąwóz, jak przysiadałam na gałęzi, która się bujała chwilę pod moim ciężarem i jak składałam swoje ogromne skrzydła. Wszystkie te odczucia pamiętam dokładnie z tego snu… :-) Więc może być tak, że jako zróżnicowane cząstki świadomości tzw. dusze wędrujemy sobie od ciała do ciała, od formy do formy i doświadczamy tej ogromnej różnorodności, wielości form – cząstek Całości, Jedni… w snach, które, gdy wchodzimy głęboko w jakiś jeden sen, staje się on dla nas jawą, rzeczywistością…

Pamiętam także, że śniły mi się kiedyś takie sny, w których... podróżowałam z jednego świata do innego w bardzo specyficzny sposób. Na przykład byłam w jednym śnie-świecie, gdzie znajdowałam się w jakimś pomieszczeniu i moja uwaga nagle skupiała się na jakiejś dziurce lub ciemnej kropce, która - gdy "patrzyłam" na nią, stawała się dziurką w ścianie. Wtedy się kurczyłam i wchodziłam w tę dziurkę, a potem przez nią - jak przez tunel - przenosiłam się do innego snu-świata. W kolejnym tak znów to samo: jeśli byłam wśród jakiejś natury, przyrody, wystarczyło znaleźć ciemny punt - kropkę, która stawała się maleńką dziurką. Moja uwaga skupiała się na niej, kurczyłam się i wskakiwałam do dziurki. I znów przenosiłam się do kolejnego snu-świata.

Gdybyśmy nie spali i nie budzili się w kontinuum "tego ciała", "tego świata", "tej rzeczywistości" - jawy, nie znalibyśmy na przykład takich pojęć jak wczoraj, dziś, jutro. Nie istniałoby coś takiego jak budzenie się w nowym dniu. Spanie daje nam możliwość obudzenia się i rozpoczęcia… kolejnego, nowego dnia i zaczęcia dnia "od nowa". Kończy się sen i zaczyna się jawa... kończy się jawa i zaczyna się sen... to etapy podróży następujące po sobie wyznaczane rytmem dnia i nocy, spania i przebudzenia, snu i jawy... Podobnie jak śmierć i narodziny… Inaczej życie istoty ludzkiej trwałoby nieprzerwanie w jednej formie... w nieskończoność. 

I przypomniał mi się film pt JAJO...
http://tonalinagual.blogspot.com/2015/01/jajo.html