poniedziałek, 28 marca 2016

SUMIENIE A PRZEBUDZENIE... SERCA.

CO TO TAKIEGO... SUMIENIE?
Z sumieniem jest... ciekawie. Sumienie... w powszechnym "mniemaniu" to ponoć "wewnętrzne odczucie pozwalające rozróżniać dobro i zło, a także oceniać postępowanie własne i innych". 

Dla wierzących Kościoła Katolickiego jest objaśniane w taki sposób :

A skąd człowiek ma wiedzieć, jakiemu prawu ma być posłuszny? Bo mówią mu o tym inni ludzie? No to mamy na przykład różne "Prawa Boże" i różne ich interpretacje (zależne od różnych okoliczności). A jeden człowiek według nich postępuje, a inny człowiek według nich nie postępuje. Dlaczego? 

Czy sumienie to w takim razie głosy jakichś autorytetów czy coś innego?

Bo po prostu tak zwane wyrzuty sumienia to zazwyczaj "głosy w głowie" czyli myśli, które przypominają nam, że to, co robimy, chcemy zrobić lub zrobiliśmy, nie jest zgodne z oczekiwaniami innych ludzi = nie jest zgodne z tym, co mówią nam inni ludzie, że powinniśmy robić.

Co wcale nie znaczy, że oczekiwania innych ludzi wobec nas są zgodne z naszym wewnętrznym GŁOSEM SERCA... albo z naszymi własnymi przekonaniami czyli "głosami w naszych głowach".

Dlatego, według tego, co "widzę" i odczuwam, istotna jest różnica między myślami - "głosami w głowie" nazywanymi "wyrzutami sumienia" a głosem SERCA czyli naszą wewnętrzną mądrością. Bo to dzięki głosowi SERCA odczuwamy, odczytujemy, to, co nam przekazuje DUCH/DUSZA. A "słyszymy" ten głos w sobie, kiedy jesteśmy połączeni ze Źródłem, Jednią, Całością, Wszechświatem (albo jak niektórzy to określają - z naszą "boskością" czy "wielowymiarowością").

Przykład 1.
Ojciec (albo matka) każe synowi (albo córce) skłamać, bo sąsiadka puka do drzwi (chce się na przykład zwrócić o pożyczone pieniądze), więc ojciec (albo matka) mówi do dziecka: "idź i powiedz sąsiadce, że nie ma mnie w domu". Głos SERCA dziecka podpowiada: nie kłam, ale dziecko nie ma odwagi sprzeciwić się woli matki, więc idzie do drzwi i kłamie. A gdy to zrobiło, nie dręczą dziecka wyrzuty sumienia, ponieważ spełniło oczekiwania ojca (matki) - spełniło swoją powinność wobec rodzica (autorytetu). Choć bywa, że potem dziecko może odczuwać, że coś nadal jest "nie tak"... ale o tym zapomina.

Przykład 2. 
Kiedy ojciec lub matka każą skłamać dziecku w swoim interesie, a dziecko podążając za głosem SERCA odpowiada, że tego nie zrobi, wtedy... dziecko będą dręczyć "wyrzuty sumienia". Bo... rodzic mu tego nie wybaczy. I wytłumaczy, że dziecko powinno być posłuszne swoim rodzicom.

Wnioski: 
1.
Bywa, że łatwiej nam wybaczyć swoje i czyjeś kłamstwa niż niespełnienie przez kogoś naszych oczekiwań, w tym również tych dotyczących "obowiązku" kłamania.

2. 
Wyrzuty sumienia pojawiają się, gdy nie spełniamy oczekiwań ludzi, od których w jakiś sposób jesteśmy uzależnieni, którzy są dla nas autorytetami. Dlatego ktoś, kto kłamie albo nawet popełnia zbrodnię, może nie odczuwać wyrzutów sumienia, gdyż jego/jej działanie usprawiedliwiają jakieś autorytety i "wyższe racje" czyli przekonania, które uznaje za słuszne i "jedynie prawdziwe". I wtedy skłamanie w "obronie własnej" lub przymuszenie kogoś do kłamstwa "w naszym interesie" uznawane jest za dobre. Podobnie z zabijaniem.

Przykład 3.
Kiedy żołnierz idzie na wojnę, jego wewnętrzny głos SERCA podpowiada mu: nie zabijaj, ale głos jego przywódcy nakazuje: zabijaj. Głos dowódcy jest silniejszy... więc, gdy żołnierz zabija wykonując czyjś nakaz - rozkaz, nie ma już żadnych wyrzutów sumienia, że zabił. Czuje, że "spełnił swój obowiązek" - spełnił oczekiwania swojego "ludzkiego autorytetu", który zagłuszył jego wewnętrzny głos SERCA. I wytłumaczył sobie, i może tłumaczyć, a nawet gotów jest przekonywać innych, że postąpił słusznie. I jeśli czasem potem odczuwa, że coś jednak jest "nie tak", odpowiednie myśli, koncepcje, przekonania zagłuszają w nim te odczucia.

I przykład 4.
Kiedy żołnierz idzie na wojnę, staje na przeciw tak zwanego wroga i nie strzela, nie zabija. Przecież wie, jest świadom, że może zostać w tym momencie zabity, a mimo to nie zabija w obronie własnego życia. Dlaczego? Ponieważ podąża za głosem SERCA.

Wnioski:
Gdy podążamy za głosem SERCA, nie kłamiemy, nie zabijamy, ale gdy podążamy za "głosami w głowie", kłamiemy, a nawet możemy zabijać bez jakichkolwiek "wyrzutów sumienia".

Niektórzy wykorzystują "autorytet Boga" albo "autorytet ojczyzny" i interpretują  tzw. "Boskie Prawa" w taki sposób, że w pewnych sytuacjach, okolicznościach te "Prawa Boskie" nie obowiązują. (Przykład "zabijania w imię Boga" lub "w obronie ojczyzny".) Podobnie jest z ludzkim prawem. Jedne prawa jednych obowiązują, a innych nie. Jedne prawa w pewnych okolicznościach obowiązują, a w innych nie. Toż to jakaś... "schizo-frenia".

Stąd - według tego, co widzę - bierze się największy dramat ludzkości i wszelkie cierpienie, największa schizo-frenia, neuroza współczesnego człowieka, że człowiek żyje w ciągłym, nieuświadomionym konflikcie wewnętrznym, rozdarty pomiędzy tym, co podpowiadają mu głosy w głowie (pochodzące od różnego rodzaju autorytetów) a wewnętrznym głosem SERCA. 

Wygląda na to, że: 
- ktoś, kto podąża za głosem SERCA i czyta SERCEM "Boskie Prawa" (w sensie Kosmiczne, Uniwersalne), będzie działał zgodnie z tymi Prawami,
ale
- ktoś, kto nagina te Prawa do własnych interesów, nie słyszy głosu SERCA, lecz podąża za "głosami w głowie". I tworzy swoje prawa - prawo ludzkie i tworzy interpretacje tzw. "Praw Bożych" dla jakichś własnych korzyści i interesów.

Oraz ten, kto podąża za głosem SERCA i czyta SERCEM "Boskie Prawa" (w sensie Kosmiczne, Uniwersalne), nie będzie podążał ani za interpretacjami (fałszywymi wersjami) tego "Boskiego Prawa" ani nawet za ludzkim prawem, kiedy jest ono sprzeczne z Prawem Uniwersalnym.

Przez lata "indoktrynacji" i "górowania" w nas "głosów z głowy" (płynących z  tzw. umysłu) nad głosem SERCA, staliśmy się "niewolnikami czyichś koncepcji, przekonań i wierzeń.  (Byliśmy Śnieni przez innych)... Doświadczaliśmy i jeszcze nadal doświadczamy w ten sposób istnienia w oddzieleniu od innych części Jedni, Całości, swojej wielowymiarowości, czy "boskości", którą JESTEŚMY. (Gdy się Przebudzamy, możemy świadomie zacząć Śnić Nowy Sen).

Jeśli ktoś działa z "poziomu głowy" czyli ograniczonego koncepcjami, przekonaniami umysłu i ciała rozwibrowanego różnymi emocjami*), z którymi nadal jeszcze mocno się utożsamia, wtedy szuka - bo potrzebuje różnych pośredników do kontaktu ze swoją boskością w sobie, swoją wielowymiarowością, swoim połączeniem ze Źródłem. Kiedy zaś działamy z "poziomu SERCA", granice wcześniej oddzielające nas od Źródła, rozpuszczają się i na powraca świadomość tego połączenia.

A każda i każdy z nas może przypomnieć sobie, że mamy możliwość odczuwania swoim SERCEM, poprzez SERCE.

Więc jeśli sumienie to "narzędzie" do odczuwania tego, co nam sprzyja w naszym rozwoju, co prowadzi do wyzwolenia z cierpienia, z ignorancji i nieświadomości, to jest nim GŁOS SERCA. Jednak gdy to "narzędzie" aktywuje się, wtedy przestajemy osądzać siebie i innych. 

Wówczas każdy może być dla nas nauczycielem, choć oczywiście każda i każdy może nas czego innego "nauczyć" o NAS - o SOBIE... I są też nauczyciele Przebudzeni, którzy nam przypominają o działaniu z SERCA. Na przykład tacy dwaj :-) :




dodane 29.03.2016

Marek napisał:
"Nie zabijaj - skądkolwiek czy od kogokolwiek pochodziło by to prawo, jest jednoznaczne, ostateczne i niezmienne w swej treści. Lecz do stosowania go z całą bezwzględnością trzeba osiągnąć określony poziom samo istnienia. Wszelkie próby robienia wyjątków w jego przestrzeganiu są dowodem na fakt naszej niedojrzałości."

I zagubienia w „sieci” różnych koncepcji, przekonań,
które „gadają w naszych głowach”, a my
jak muszki przyklejone do nich niby do „nitek pajęczyny”,
tkwimy w tej „sieci” i pozwalamy, żeby zjadł nas pająk,
ponieważ… właśnie w to wierzymy.

A to, w co wierzymy, ma moc kreowania…
to, w co wierzymy, ma moc stwarzania…
A myśli się myślą…
gdy za nimi podążamy, to w wiry wpadamy…
A to, w co wierzymy, ma też moc… zanikania…

*) emocje to energia myśli wnikająca w ciało albo inaczej wibracje energii interpretowane przez mózg