poniedziałek, 25 kwietnia 2016

JESTEŚMY WIBRUJĄCĄ ENERGIĄ, KTÓRA MA DAR ODCZUWA ENERGII I Z NIEJ TWORZY... SIEBIE...


Z mojego doświadczenia i odkrycia natury pewnych zjawisk wynika, że:

poprzez nasze ciała wciąż odczuwany płynącą z zewnątrz energię o zróżnicowanych wibracjach. I ta energia przejawia się w naszych ciałach jako emocje. Dlaczego? Przecież to jest tylko energia o zróżnicowanych częstotliwościach wibrująca w naszych ciałach. Jednak z powodu nawyków nabytych przez odpowiednie wychowanie, praktykę czyli powtarzanie pewnych zachowań (zjawisk), mamy tendencje do określania przez umysł tych wibracji energii odczuwanej w ciałach, do nazywania ich przez umysł tak, a nie inaczej.

To umysł pewne energie w ciele określa jako negatywne, a inne jako pozytywne. Ponieważ nauczyliśmy się, że coś, co odczuwamy w danej sytuacji (z powodu  reakcji na jakieś słowa, na jakieś zachowanie lub sytuacje) nazywane jest np, złością albo irytacją lub szczęśliwością albo euforią.

Natomiast z mojego doświadczenia i rozpoznania tych zjawisk wynika, że umysł potrafi nawet wibracje energii o tej samej częstotliwości nazywać albo pozytywnie albo negatywnie – w zależności od pewnych psychiczno-osobowych preferencji.*)

Pewne wibracje energii odczuwane w ciałach (z powodu tego, czego się nauczyliśmy – wytrenowaliśmy) łączą się (nawykowo) z pewnymi myślami. Ponieważ myśli to także energia.

oraz

Pewne myśli (także z powodu tego, czego się nauczyliśmy – wytrenowaliśmy) łączą się z energią w ciele i mogą wywoływać odpowiednie wibracje – o odpowiednich częstotliwościach. 

Dlatego w procesie zmiany – transformacji istotne jest, aby:
1. z uważnością obserwować myśli, które się myślą i nie podążać za myślami, które nas nie wspierają w naszym rozwoju
oraz
2. z uważnością obserwować energie pojawiające się w ciele bez nazywania ich „po staremu”. I poddawać się im, przyjmować je.

To jest możliwe, kiedy więcej czasu spędzamy na obserwowaniu siebie w tu i teraz niż na zajmowaniu się tym, co na zewnątrz.

Natomiast niektórzy z nas swoimi myślami wciąż "trzymają" negatywne zjawiska i zdarzenia „przy sobie”. Nie jest to ani dobre, ani złe, ponieważ po prostu jest takie, jakie jest. I jeśli ktoś nadal ma takie „tendencje”, to będzie tak robił. i Aż uświadomi sobie to i wtedy dokona zmiany.

Kiedyś wiedziałam, co inni „powinni lub nie powinni” i „co jest właściwe, a co nie jest”. Obecnie nie wiem. Ponieważ wiem, że każdy i każda z nas jest taki/taka, jaki/jaka jest. Z Miłością obejmuję te różnorodne przejawy cząstek Całości, Jedni. A jednak otwieram się wobec innych z tym, co się przeze mnie przejawia oraz wobec tego, co przez innych się przejawia.

Dla mnie to, że każdy jest „inaczej myślący”, to jest wniosek z dokonywanych obserwacji. Każdy z nas jest „myślący inaczej”, a czasem niektórzy myślą trochę podobnie. Paradoks polega na tym, że w myśleniu o sobie samych, chyba prawie wszyscy jesteśmy tacy sami: prawie każdy myśli, że jest „inaczej myślący”, wyjątkowy, „nie z tego świata”, czuje się osamotniony... itp. Ale dlaczego wtedy negujemy to, że inni również mogą być „inaczej myślący”, wyjątkowi, „nie z tego świata” i mogą czuć osamotnienie... itp.? Z powodu oddzielenia siebie od innych. I dlatego często jeszcze nie rozumiemy, co wyrażają inni, ponieważ nie traktujemy innych tak jak siebie samych. Kiedy ten nasz stosunek do innych – nasza wewnętrzna relacja z innymi ulega zmianie, wówczas zaczynamy rozumieć to, co wyrażają inni. I to nie na poziomie intelektu, bo to raczej jest wewnętrzne zrozumienie związane z miłością wszechogarniającą i świadomością SIEBIE.

Oczywiście, że jeśli ktoś ma „szerszy” zasięg – zakres samo-świadomości (świadomości SIEBIE – SELF – JAŹŃ), wtedy ma większe zrozumienie dla innych niż ktoś, kto ma „mniejszy” zasięg – zakres samoświadomości. Z tym, że warto przy tym pamiętać – być świadomym-świadomą (jeśli już tego "zakresu świadomości" doświadczyliśmy), że „mniejszy” nie jest gorszy od „większego” ani lepszy.

Mnie nie interesuje (intelektualne zwłaszcza) rozumienie, że Bóg jest Miłością, ponieważ mnie przywołało stawanie się Miłością (przypominanie sobie w SOBIE, że Nią jestem). To jednak nie jest ani priorytetem ani czymś wtórnym wobec procesu scalania w sobie SIEBIE, które można nazwać procesem scalania w Jedno różnych cząstek „tożsamości”SIEBIE jako Jedni, Całości.

Energia czystej miłości ofiarowuje siebie bezosobowo i od każdej i każdego z nas zależy, co my z tą energią robimy i co emanujemy z siebie na zewnątrz. - Autor Nieznany.




KONIEC EPOKI PAN-OWANIA MÓZGU NA SERCEM.

Dawid56:
„Najbardziej bliskie mi stwierdzenie jest takie że Bóg to nic innego jak źródło Prawdy, Miłości i Życia. Bóg jest pełnią tzn zawiera w sobie jednocześnie przeciwieństwa.
Pytanie jest jednak takie: czy Bóg może zawierać w sobie i negatywne aspekty rzeczywistości skoro jest pełnią?”

Po pierwsze: zmiana świadomości polega m.innymi na zmianie naszego postrzegania i zrozumienia (tzw. percepcji), że na przykład dwa „bieguny” nie są przeciwieństwami, ale współdziałają ze sobą, uzupełniają się.

Po drugie: Pełnia to wszystko, co jest czyli w Pełni zawierają się doświadczenia ze „strefy”, w której dwa bieguny są postrzegane jako przeciwieństwa oraz ze „strefy”, w której dwa bieguny postrzegane są jako współdziałające ze sobą.

Po trzecie: „negatywnych aspektów” doświadczamy, gdy istniejemy w świecie, w którym „prym wodzi” – panuje umysł, który oddziela się od serca… i którego koncepty, idee zagłuszają, ignorują i interpretują „głos serca”.

Dawid napisał, że dla niego emocje i uczucia mają Źródło w Sercu.
Margo0307 napisała, że nasze Serce obejmuje całe Ciało.

I z tego, co napisali oboje, wynikać może, że… energie o zróżnicowanych wibracjach, które odczuwamy w ciele, poprzez ciało, mają swoje źródło w sercu i promieniują na całe ciało, ale te odczucia są interpretowane, nazywane przez mózg-umysł zgodnie z „oprogramowaniem” – wzorcami myślowymi ze „strefy", w której dwa bieguny są postrzegane jako przeciwieństwa.

*) Kiedyś we Śnie doświadczyłam stanu, w którym zrozumiałam, że energia, którą nagle poczułam w splocie słonecznym, w zależności od tego, jaką wersję wybierze umysł, mogę nazwać albo lękiem albo szczęściem. (Co ciekawe, nie było to zróżnicowanie między smutkiem i radością, ale właśnie lękiem i szczęściem.)

W tym momencie zrozumiałam i uświadomiłam sobie, że odczuwałam intensywną energię, która w zasadzie ma jedną i tą samą częstotliwość, ale może ona być odbierana-nazywana przez umysł jako lęk/strach – jako umownie ujemna albo może być odbierana przez umysł jako szczęśliwość – jako umownie dodatnia. I jeden człowiek odczuwając taką energię zgodnie z tym, czego się nauczył poprzez swoje doświadczenia w świecie dualistycznym, może nazwać te odczucia lękiem, a inny może nazwać te uczucia szczęśliwością (bo inaczej został nauczony).

Kiedy w tym Śnie przestałam nazywać tę energię, którą odczuwałam… to we mnie jakby "gdzieś w tle, z głębi" pojawiło się odczucie, które mogę nazwać miłością wszechobejmującą… albo radością istnienia.

Poprzez zaprzestanie nazywania odczuwanych wibracji energii nastąpiło "wyjście" poza tę biegunową dualność: albo strach albo szczęście, co pozwoliło mi zrozumieć, że energia może istnieć jako nieokreślona w kategoriach biegunowych. A nawet może być odczuwana jako Miłość wszechogarniająca.

W takim stanie odczuwamy, "doświadczamy" przez ciało przepływu energii o pewnej zintensyfikowanej częstotliwości, która jest jedną z wielu form przejawu Miłości wszechogarniającej = Świadomości SIEBIE jako Jedni, Całości w połączeniu ze Źródłem/Absolutem.

Potem jeszcze poczułam, jakbym przestała myśleć umysłem, a „myślałam” sercem połączonym z całym ciałem. 

Poznanie SIEBIE’ rozumiane jako poznanie swojej Istoty, esencji, następuje z poziomu SERCA,
a zagłębianie się w przejawy tej Istoty, esencji to inny rodzaj poznania… z poziomu UMYSŁU”.

UMYSŁ prześwietlony delikatnym (kryształowym) światłem ŚWIADOMOŚCI rozpoznaje siebie w połączeniu z innymi cząstkami Całości, Jedni, Wszystkiego, Co Jest.

Gdy zagłębiamy się w poznanie przejawów i form wyłącznie z poziomu umysłu, wszystkie części Całości są oddzielane od siebie. Gdy utożsamiamy się z tym oddzieleniem, wtedy doświadczamy dwóch biegunów, pomiędzy którymi rozpościera się poznawanie z poziomu umysłu = ego (w „strefie" dualizmu”) jako dwóch przeciwieństw. I umysł funkcjonujący zgodnie z programami (wzorcami myślowymi) tego poziomu, energię o tej samej częstotliwości nazywać może np: lęk albo szczęśliwość i kojarzyć z dobrem albo złem w zależności od tego, jak zostaliśmy wytrenowani.

Dlatego ta czasoprzestrzeń, w której istnieliśmy do tej pory („strefa” dualizmu), może być nazwana „epoką eksperymentu wolnej woli i panowania ego”. Bośmy byli pod panowaniem mózgu-umysłu, utożsamieni z myślami, koncepcjami, przekonaniami oraz tzw. wolną wolą i ciałem fizycznym. Precyzyjne jest określenie: „koniec eksperymentu wolnej woli”. Ponieważ, gdy stajemy się coraz bardziej świadomi SIEBIE, wola nasza łączy się z Wolą Jedni, Całości, Wszystkiego, Co Jest, Istnieje… poprzez Serce i Ciało - Świadomość zintegrowane z Mózgiem – Umysłem i poprzez odczuwanie różnych częstotliwości, wibracji energii jako Miłości. A małe ego rozprzestrzenia się i rozprasza, a rozproszenie tożsamości jednoczy i harmonizuje UMYSŁ ze ŚWIADOMOŚCIĄ.