niedziela, 7 października 2012

FALE FOTONOWE i "NIEWIDZIALNE ŚWIATŁO" czyli CO TO JEST ETER?


Bo fotony są podstawowymi cząstko-falami ETERU...

artykuł z dnia 22.04.2012 zaktualizowany

Wstęp

„Każdej energii (spoczynkowej, kinetycznej, potencjalnej) odpowiada pewna "masa", w szczególności energii całkowitej obiektu (układu) fizycznego odpowiada masa relatywistyczna.” rys.1

Wykres [z Wikipedii] zależności masy relatywistycznej od prędkości (wyrażonej jako część prędkości światła c).

Dlaczego przy prędkościach świetlnych masa raptownie wzrasta, podobno aż do nieskończoności?

"Nierelatywistycznamechanika kwantowa (podobnie jakmechanika klasyczna) nie zajmuje się zagadnieniami dotyczącymi ruchu obiektów materialnych z prędkościami relatywistycznymi, a zatem osiągnięcie prędkości nadświetlnej nie jest sprzeczne z jej formalizmem.Równanie Schrödingera, będące podstawą mechaniki kwantowej, nie jest zgodne ze szczególną teorią względności (relatywistycznie niezmiennicze są równaniaKleina-Gordona iDiraca). Nierelatywistyczna mechanika kwantowa uwzględnia tylko poprawki relatywistyczne związane z masą, energią i innymi wielkościami. Próba rozwiązania tego problemu była jedną z podstawowych motywacji do stworzenia teorii pól kwantowych.

Przy użyciu stanów splątanych można  teleportować stany cząstek pomiędzy dowolnie odległymi od siebie punktami. Warto zauważyć, że nie można w ten sposób przesyłać żadnych obiektów materialnych (takich jak atomy), a jedynie ustalać stany kwantowe obiektów już znajdujących się na miejscu.

Zgodnie z przewidywaniami mechaniki kwantowej zjawisku temu nie towarzyszy żadne opóźnienie zależne od odległości. Przez długi czas uważano to za zjawisko sprzeczne z teorią względności (paradoks EPR). W latach 60. XX wieku John Stewart Bell pokazał, że takiej sprzeczności nie ma (twierdzenie Bella), a sam proces nie może być wykorzystany do przekazywania żadnych informacji z prędkością nadświetlną. W teorii metoda ta miałaby być wykorzystywana w kryptografii kwantowej do równoległego generowania w dwóch oddalonych punktach identycznych kluczy do szyfru w taki sposób, aby nikt z zewnątrz nie był w stanie ich odczytać." [Wikipedia]


No dobrze, a w takim razie czym są fotony i jak się poruszają?


CZĘŚĆ I

"Z kwantowego punktu widzenia światło jest dużym strumieniem fotonów. Bardzo czułe instrumenty optyczne potrafią rejestrować pojedyncze fotony. W zależności od energii fotonów promieniowanie, na które się składają, ma inną [różną] nazwę. I tak mówi się (poczynając od najwyższej energii fotonu) o promieniowaniu gamma, rentgenowskim (promieniowaniu X), ultrafiolecie, świetle widzialnym, promieniowaniu podczerwonym (podczerwieni), mikrofalach, falach radiowych (promieniowaniu radiowym). Jednak z fizycznego punktu widzenia wszystkie te rodzaje promieniowania mają jednakową naturę. Fotony poruszają się z prędkością światła. W próżni fotony mogą pokonywać dystanse wielu miliardów lat świetlnych, poruszając się po torach lekko tylko zakrzywianych przez pola grawitacyjne ciał niebieskich. Zakrzywienie to, przy odpowiedniej konfiguracji źródła i masy powodującej zakrzywienie, może prowadzić do efektu soczewkowania grawitacyjnego." [Wikipedia] rys.2 Różne rodzaje fal:



źródło rysunku: www.alberteinstein99.blox.pl/html

A mnie zastanawia, co to znaczy, że fotony poruszają się z prędkością światła i jaka może być ich energia czyli od czego zależy zmienność energii fotonów, która określa, albo dzięki której my potrafimy określić rodzaje promieniowania?

Teza :

Prędkość rozchodzenia się fal fotonowych [eteru] może dowolnie przekraczać prędkość światła c aż do nieskończoności.

Znane są wzory na długość fali lambda l

(1) lambda = v * T
v – prędkość fazowa fali (
T – okres fali

Przy zmiennej prędkości fazowej zachodzi zmiana częstotliwości fali:
(2) lambda= v/f
gdzie:
v – prędkość rozchodzenia się fali
 f - częstotliwość  *)

Z przekształcenia wzoru (1) wynika, że:
(3) T = lambda / v
gdzie:
v – prędkość fazowa fali

Istnieje także wzór na częstotliwość fali:
(4) f = n/t
gdzie:
f - częstotliwość
n – liczba drgań
t – czas, w którym te drgania zostały wykonane.

Założenie:

Dla fal fotonowych okres T jest zawsze stały i wynosi 1.sekundę.
T = 1s.

Dowód:
rys.3

Gdybyśmy odwołując się do wzoru:
(1) lambda = T * v
przyjęli założenie stałego okresu i stałej prędkości fali fotonowej v = c (energii fali fotonowej), to zamiast wzoru:
(5) lambda = 1s * v
mielibyśmy wzór:
(6) lambda = 1s * c
i okazuje się, że w takim przypadku ani długość fali, ani amplituda fali fotonowej nie mogłyby ulegać zmianom. Znaczyłoby to, że fale fotonowe mają stałą częstotliwość. Ale czy ta niezmienna częstotliwość może wynikać ze zmiennej amplitudy i zmiennej długości fali? Może. Może wynikać z wprost proporcjonalnej zmiany długości fali i wielkości amplitudy.

Z przedstawionego przeze mnie rysunku 3. wynika, że możliwa jest stała częstotliwość fali związana ze zmianami długości i amplitudy fali fotonowej, ale tylko wtedy, gdy zwiększa się lub zmniejsza energia takiej fali, co zapisałam jako: c + ...+ c. 


Inaczej możemy zmienną energię fali fotonowej zapisać używając znaku "n" jako wielokrotności wartości c czyli: n c,
stąd:

(7) lambda = 1s * n * c
gdzie:
c - energia = prędkość oscylacyjna pojedynczego fotonu
n – ilość fotonów współtworzących falę
n * c – energia fali fotonowej.

Znany jest wzór na okres fali:
(3) T = lambda / v
gdzie:
v – prędkość rozchodzenia się fali.

Natomiast w przypadku fal fotonowych T – zgodnie z przyjętym przeze mnie założeniem - jest równe 1. sekundzie czyli teraz mamy:
(6) 1s = lambda / v

Z przekształcenia tego wzoru wynika, że długość fali jest zależna od okresu i prędkości rozchodzenia się fali czyli:
(7) lambda = 1s * v

W takim przypadku zmienność długości fal fotonowych jest zależna wyłącznie od prędkości rozchodzenia się tych fal. Ale są to fale, które muszą przekraczać „stałą" prędkość światła c. Możemy to sprawdzić. Najpierw przyrównam: v – prędkość rozchodzenia się fali do: n * c - energii fali fotonowej. I pod v wstawię do wzoru n*c:

(8) lambda = 1s * n c

stąd:
(9) n*c = lambda/ 1s

I rzeczywiście w takim przypadku długość fal fotonowych może być zmienna i zależna od energii fali wynikającej z ilości fotonów współtworzących (składających się na) daną falę.

Podstawiając zamiast v – prędkość rozchodzenia się fali, energię fali fotonowej n*c dokonałam przyrównania zmiennej prędkości rozchodzenia się fali do zmiennej energii fal fotonowych:

(10) 1s * v = 1s * n c

stąd:
v = 1s * nc / 1s
oraz
v = nc

Teraz możemy energię fali fotonowej przyrównać do energii poruszającego się masywnego obiektu:

(12) mv²= nc²

stąd:

(13) c² = mv²/n

gdzie:

n- ilość fotonów współtworzących ośrodek lub... obiekt.

I w tym wzorze mamy rzeczywiste przyrównanie masy poruszającej się z daną prędkością do energii,ponieważ obiekty posiadające masę nie mogą poruszać się z prędkością przekraczającą "stałą" prędkość światła. I rzeczywiście w tym przypadku wielkość c stanowi ograniczenie prędkości. Natomiast różne rodzaje promieniowania, na przykład występujące w formie galaktycznych dżetów, mogą przekraczać te prędkości, ponieważ tu nie mamy do czynienia z obiektami (ciałami), lecz promieniowaniem czyli energią przenoszoną przez fotony (fotonowe fale promieniowania świetlnego).

Wnioski:

1. Energia fal fotonowych może być równoważna z prędkością rozchodzenia się tych fal.

2. Prędkość rozchodzenia się fal fotonowych może być zmienna i może dowolnie przekraczać prędkość światła c.


3. W przypadku fal fotonowych zmiana długości fali (składowej) POJEDYNCZEGO FOTONU W UKŁADZIE jest wprost proporcjonalna do zmiany amplitudy, a odwrotnie proporcjonalna do przyrostu energii danej fali fotonowej czyli ilości fotonów współtworzących falę stałą .

I ciekawe, dlaczego tak skutecznie unika się we wszystkich opracowaniach naukowych, istoty amplitudy promieniowania świetlnego?


"Częstotliwość fotonu, to nie jest ilość fotonów w jednostce czasu. Częstotliwość fotonu, to ilość drgań w sekundzie wektorów E i B pola, którego kwantem [porcją energii] jest foton."

 Więc zmienna ilość drgań w 1.s świadczy o zmiennej częstotliwości fotonu. Ale od czego zależy ta zmienność częstotliwości drgań fotonu? Bo zmienna częstotliwość fali fotonowej jest zależna od zmiennej ilości fotonów współtworzących fale czyli zależy od gęstości pola E i B (E i H).

"Natężenie światła zależy od amplitudy fali, ale ponieważ w zjawisku Dopplera nie zmienia się amplituda fali, to oko nie będzie widziało jaśniejszego źródła."

Czy nie zmienia się amplituda? Może to fałszywe założenie? Może w zjawisku Dopplera nie zmienia się częstotliwość, ale zmienia się amplituda wraz z długością fali? Jak widać istnieje możliwość prowadzenia różnych obserwacji fali - na różne sposoby. Przyjmując za stalą amplitudę będziemy obserwować inną cechę danego zjawiska niż wtedy, gdy przyjmiemy na przykład zmienność amplitudy... Skupianie się na danym "czynniku" czyli elemencie przejawu danego zjawiska zmieniamy sposób jego obserwacji. No i wydaje nam się wówczas, że obserwujemy inne zjawisko fizyczne, a zapominamy, ze jest to w zasadzie to samo zjawisko, do badania którego używamy różnych "narzędzi" czy tez "czytników".

Punkt 3. jest prawdziwy, jeśli w trakcie przemieszczenia względnego nie zmieniała się w sposób znaczący odległość między źródłem a okiem.W przeciwnym razie wystąpi wpływ innego czynnika, nie związanego z efektem Dopplera. Otóż natężenie fali maleje z kwadratem wzrastającej odległości detektora od źródła [i odwrotnie]. Po prostu, fala jest gasnąca wraz z odległością. Ale to nie ma nic wspólnego z częstotliwością.
Ale o czym to świadczy? A o tym, że sposób obserwacji określa sposób "widzenia" czy postrzegania danego zjawiska, którego natura jest dużo bogatsza niż nam się zazwyczaj wydaje.

"Teoria falowa Maxwella nie wyjaśnia jednak wszystkich własności światła. Ale teoria ta przewiduje, że energia fali świetlnej zależy wyłącznie od jej natężenia i nie ma związku z jej częstotliwością. Pomimo to szereg różnych, niezależnych eksperymentów pokazuje, że energia przekazywana atomom przez światło zależy wyłącznie od częstotliwości światła, a nie od jego natężenia." [Wikipedia]

Wygląda na to, że może być też tak, że energia fali świetlnej jest zależna od natężenia, a jej natężenie zależy od zmiennej amplitudy przy zachowaniu stałej częstotliwości, lecz zmiennej długości fal składowych fali stojącej.

Jeśli fotony "wędrują" - oscylują, to amplituda ich fali i /lub częstotliwość musi być zmienna. "Wędrowaniem" w takim przypadku jest zmiana właściwości przestrzeni, ośrodka (przechodzenie z jednego stanu do innego). Co innego w przypadku fal "stojących", których pozycja w przestrzeni jest niezmienna. Fala stojąca to w istocie drgania ośrodka nazywane też "drganiami normalnymi" . No i okazuje się, że "idealna" fala stojąca w zasadzie przestaje być falą - nie występuje propagacja czyli rozchodzenie się - "wędrowanie".

Oto fala stojąca w ośrodku stacjonarnym. Punkty oznaczają węzły fali" Wikipedia] rys. 4
Zwróć uwagę na stabilność (niezmienność odległości) pomiędzy skrajnymi punktami takiej fali stojącej. Długość tej fali możemy postrzegać jako zmienną - długość jej powierzchni - jest zmienną! Wygląda jakby była z jakiegoś "materiału" rozciągliwego jak z gumy rozciągliwa. Dlaczego to fala stojąca? Bo ten sam efekt powierzchniowy (jego wydłużanie) można osiągnąć, poprzez rozciąganie wzdłuż osi obojętnej takiej np. wstęgi z gumy. [Jak w przypadku mojego ulubionego modelu "gumki recepturki", o którym może kiedyś napiszę]. Wówczas jakikolwiek obiekt "przyklejony do takiej "tasiemki", nie ulegałby przesuwaniu. A więc fala stojąca, rzeczywiście jest stojącą. Gdy nic się na niej nie przesuwa! Natomiast przyjrzyjcie się uważnie tej fali. Możemy zaobserwować na tej animacji podstawowy ruch: góra, dół. A czy możesz wyobrazić sobie, że czerwone punkty położone na fali, są ze sobą połączone prostym drucikiem, wokół którego fala się obraca wokół niewidocznej osi? To ruch wirującej wokół tej osi krzywej sinusoidalnej. Najłatwiej jednak zauważyć taką kiwającą się (bez obrotów) sinusoidę! Tak patrząc na tę animację, możesz "dostrzec" coś, co jest "niewidzialne". Amplituda w tym przypadku jest stała i stała długość fali. Ale taka fala "obraca się" wokół "niewidocznej osi".

A niżej "fala stojąca (czarna) będąca złożeniem dwóch fal biegnących w tym samym kierunku, ale o przeciwnych zwrotach (czerwona i niebieska)". [Wikipedia) rys. 5

Struna zamocowana na dwóch końcach też jest falą. "Fala wzbudzona na obustronnie zamocowanej strunie powstaje na skutek nakładania się (interferencji) fali biegnącej w kierunku zamocowania z falą odbitą. Z oczywistych względów na umocowanych końcach powstają węzły fali." Każde drganie struny można zapisać jako sumę drgań składowych. I podobne właściwości mają fale fotonowe - ETER. 

WNIOSEK DODATKOWY:
Eter to sposób przejawiania się energii, który obejmuje CAŁE SPEKTRUM NIESKOŃCZONYCH MOŻLIWOŚCI DRGAŃ – częstotliwości energii.

Fotony jako oscylatory o promieniu "c" są podstawowym "miernikiem" obserwacji naszego świta i "składowymi" cząstko-falami wszelkiego rodzaju promieniowania i wszelkiego rodzaju fal  (patrz rys.2).  Znaczy to, że są fale składowe i fale stojące, które pojawiają się z powodu oscylacyjnej natury fotonów. Fale stojące mogą być złożeniem ogromnej ilości fal składowych.  Łącznie z falami materii. 

W związku z tym na przykład atomy (a w konsekwencji cała materia) są także utworzone z fotonów (ETERU), lecz ich zagęszczenie w atomach jest tak ogromne na danej czasoprzestrzeni, że tworzą one nowy ośrodek-obiekt, o nowych właściwościach, innych niż dla fotonów o mniejszej lub większej częstotliwości niż fotony znajdujące się w układzie współtworzącym atom. Dzięki temu możliwe jest takie zjawisko (jedno z podstawowych zjawisk we wszechświecie - zjawisko dyspersji.



CZĘŚĆ II

No cóż, dynamiczna zmienność amplitudy jest obserwowana na przykład przy badaniach fal mózgowych: alfa, beta, theta i delta... Tam fale intensywnie potrafią "wędrować". Generalnie, gdy jesteśmy pobudzeni - aktywni, wówczas częstotliwość fal mózgowych rośnie, a maleje za to ich amplituda. Kiedy się rozluźniamy wówczas fale mózgowe stają się wolniejsze, a ich amplituda rośnie. Ale niektóre badania wskazują, że jest przeciwnie, bo zależy, co uznamy za pobudzenie czy aktywność... Spotkałam się z badaniami, których wyniki wskazują na fakt, iż bardzo aktywne stają się pewne fale na przykład w czasie głębokiej medytacji. .


Niemal wszystkie procesy psychiczne dzieją się w naszej podświadomości, a do świadomości przenika ich bardzo niewiele. To podświadomość za nas decyduje. Do świadomości docierają tylko wyniki rozstrzygnięć zapadających w podświadomości. Nieświadomie doświadczamy tego, czego chce nasza podświadomość i w ten sposób służymy naszemu mózgowi żyjąc w iluzji, że to on nam służy. My nie rejestrujemy i nie dokonujemy wyboru programów, które nasz mózg zapisuje w dzieciństwie i młodości. I działamy w dorosłym życiu zgodnie z zapisanymi programami. Ale istnieje też możliwość zmiany tych zapisów. Jeśli ktoś ma taką potrzebę, to może tego dokonać. Za pomocą fotonów :-) 


Wiadomo, że fale o różnych długościach mogą w różnych ośrodkach rozchodzić się z różnymi prędkościami. Zjawisko to nazywane jest dyspersją fali. Powoduje ona na przykład: rozszczepienie – załamywanie się fal pod różnymi kątami, zależnie od ich długości. Następuje wówczas rozkład fali na fale składowe np. rozszczepienie światła w pryzmacie. W optyce długość fali jest zależna od częstotliwości i odwrotnie.


"Dyspersja fal to zależność prędkości fazowej fal od ich częstotliwości. W wyniku rozchodzenia się fal w ośrodku dyspersyjnym fale o różnej częstotliwości rozchodzą się z różną prędkością, oznacza to że prędkość rozchodzenia się odpowiedniego sygnału, zwana prędkością grupową jest inna niż prędkość rozchodzenia się fazy fali (prędkość fazowa) i także zależy od częstotliwości. Dyspersja jest zjawiskiem powszechnym, ulegają jej prawie wszystkie rodzaje fal w bardzo wielu ośrodkach." [Wikipedia]

Ogólnie dyspersja to "rozproszenie, zmienność, zróżnicowanie jednostek zbiorowości statystycznej z uwagi na pewną cechę mierzalną. Im bardziej wartości cechy jednostek są skupione dookoła swej średniej, tym mniejsza jest dyspersja i odwrotnie – im bardziej są rozproszone, tym większa jest dyspersja." [Wikipedia] Dyspersja ma spory wpływ na to, jak i co widzimy albo..., że w ogóle COŚ widzimy.

Przykłady dyspersji:

1. metal - Mikrostruktura austenitu

http://metalurgia.bblog.pl/i/blog/users/2643/files/Image/fot1.jpg

2. Powiększenie 1000-krotne perlitu, frakcja ziarnowa 0,63 - 1,25 mm

Źródło zdjęcia http://metalurgia.bblog.pl/i/blog/users/2643/files/Image/perlit_ekspand1.jpg

To powyższe zdjęcie kojarzy mi się ze strukturą kosmosu w niektórych rejonach...

3.  Dyspersja atmosferyczna

źródło zdjęcia:  http://nauka.rk.edu.pl/site_media/resources/nauka.rk.edu.pl/images/dyspersja_atmosferyczna.png

4. dyspersja kosmiczna

zródło zdjącia: http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcS9vDoc8FgaIAT8k42H2jNORqw0qXA1vmgrdjaWFRV0pPlnExhhoKV_SAF-

Dyspersja kosmiczna, podobnie jak dyspersja pierwiastkowa zależą od gęstości eteru wokół gwiazd w przypadku kosmosu lub jąder w przypadku pierwiastków. Gdy fotonowe (eteryczne) otoki gwiazd lub jąder zlewają się ze sobą, zmienia się dyspersja.




----------------------------------------------------------------------------------------------

*) we wzorze na (lambda) - mamy trzy zmienne. Każda z nich może stać się stałą dla danego ośrodka.
To jest wzór ogólnie znany. I taka wersje podałam. W przypadku pojedynczych fotonów Ich prędkość nie jest ograniczona do c, ale "c", wyznacza maksymalny promień takiej pojedynczej "cząstki sferycznej" - fotonu jako oscylatora.

środa, 3 października 2012

NAJTRUDNIEJSZE LEKCJE DO ODROBIENIA W "ZIEMSKIEJ SZKOLE"


Jednym z najtrudniejszych doświadczeń jest DOŚWIADCZENIE NA SOBIE ŁAMANIA PRAW i UMÓW (bez "wypowiedzenia" ;-)). Wiem, że to JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH LEKCJI w tej czasoprzestrzeni.

Gdyby prawa nie były łamane, nie byłoby wojen. Gdyby umowy nie były łamane, nie byłoby żadnych konfliktów...

Coś mi się zdaje, że KAŻDA ISTOTA LUDZKA ma COŚ do PRZEPRACOWANIA, a jak nie, to do ma coś do odkrycia lub WYKONANIA TUTAJ. Nić losu (karma) przeplata się z nicią przeznaczenia (przebudzenie/oświecenie)… Choć wiem, że w pewnym momencie, gdy osiągamy pewien "punkt" świadomości, karma przestaje działać, a nawet przestaje mieć znaczenie...

Odpowiedzcie sobie na pytanie (ja sobie odpowiedziałam): czy nigdy nie złamaliście żadnego PRAWA albo Prawa czy prawa? To nie ma znaczenia, w jakiej skali czy ludzkiej, czy boskiej, czy kosmicznej. Nie ma to znaczenia czy świadomie czy nieświadomie. Nie ma to żadnego znaczenia, bo we wszystkich tych skalach ten wzorzec wymaga “uzdrowienia" przez przyjęcie do świadomości, zrozumienie i uwolnienie. Jeśli "uzdrowimy" i uwolnimy ten wzorzec tylko na jednym z planów np. ziemskim, to i tak kiedyś będziemy musieli uzdrowić ten wzorzec funkcjonujący także na innych planach np. boskim. Ale teraz żyjemy w wyjątkowym czasie i wyjątkowej przestrzeni, kiedy możemy TU i TERAZ dokonać tej przemiany na wszystkich planach...

Druga bardzo ważna lekcja, która jest nie lada wyzwaniem to ZROZUMIENIE, CZYM JEST ZŁO, po co jest DUALIZM i BIEGUNOWOŚĆ. Być może bez doświadczenia dobra i zła oraz BIEGUNOWOŚCI JAKO PRZECIWIEŃSTW, nie byłoby mowy o jakimkolwiek wzrastaniu i rozwoju .


DUSZA ani DUCH nie mogą się rozwijać i wzrastać BEZ tego doświadczenia łamania praw i blokady rozwoju. Czym byłby rozwój i wzrastanie duszy bez tego wyzwania? Drugą stroną tego medalu jest wzorzec, kiedy indywidualne byty SAME decydują się na stagnację i "udoskonalanie" *) jednego i tego samego wzorca, nawet przez tysiące lat – np.: wzorca łamania PRAW i UMÓW (dotyczy to także narzucania komuś swojej woli i związanych z tym manipulacji - "magii" zarówno tej "czarnej" jak i "białej" jak i "różowej"). 


Ponieważ jesteśmy JEDNYM, JEDNIĄ przejawiającym się w nieskończonej ilości części (o różnych częstotliwościach i zakresach drgań – stąd wielość form), to jeśli kiedykolwiek doświadczyliśmy na przykład wolności i samowoli związanej z utożsamieniem się z rolą kreatorów lub bogów tworzących systemy i w pewien sposób narzucających swoje PROJEKTY INNYM (a każda istota ludzka ma w sobie także i cząstki tych bogów **), to dla równowagi potrzebujemy SAMI doświadczyć również narzucania woli PRZEZ INNYCH na przykład.


CZY TO PRAWDA?

Więc jeśli ktokolwiek myśli, że został do tego świata rzucony na silę, to znaczy, że wcześniej sam wobec innych istot stosował pewnego rodzaju manipulacje lub podjął się jakichś zobowiązań. Jeśli ktoś wypiera się tej oczywistości, że KAŻDA ISTOTA LUDZKA MOŻE ZNALEŹĆ HARMONIĘ W SOBIE, zamiast oczekiwać i wypatrywać jej na zewnątrz lub w innym świecie, to taka osoba tkwi w pułapce umysłu - osobistego, małego ja.

Jeśli na przykład ktoś uważa, że znajduje się tutaj, ponieważ został/a złapany/a w jakąś sieć i zmuszony/a do pobytu tutaj, to znaczy, że ma jakąś traumę związaną z rolą ofiary, której nie jest świadomy/a. Utrzymywanie się przy tej koncepcji jako Prawdy, blokuje wtedy możliwość oczyszczenia takiej karmy i uwolnienia się od tego programu (wzorca). Ten pogląd ma wielu ludzi, w tym wielu ezoteryków, którzy w ten sposób utrzymują siebie w nieustannej walce – wojnie dobra i zła oraz zasilają lęk (a może i złość albo nienawiść?) przed potencjalnymi oprawcami, którzy zmusili ich do pobytu na Ziemi i którzy tworzą dalsze pułapki, by ich tutaj zatrzymać. Ktoś może mówić: nie wierzę w karmę, mnie to nie dotyczy… I tak może być w istocie. Jednakże...

Takie osoby nie rozumieją, że poprzez przyjęcie do świadomości wypartych części siebie (zarówno ofiar jak i oprawców) oraz uświadomienie sobie, wybaczenie sobie i zrozumienie swoich wzorców działań jako ofiar i oprawców, pozwoli im na wyjście – uwolnienie się z pułapki, którą sami podtrzymują i zasilają swoją energią. Zamiast tego, szukają sposobów, które wymagają doładowywania swojej energii i nadal sami muszą ją kraść, chociaż robią to często nieświadomie. Nadal uprawiają manipulacje i magię też nieświadomie. Nadal zasilają te same wzorce i programy – UTRZYMUJĄ JE – tkwiąc w nich też nieświadomie.

Są jak upadli bogowie, którzy zasłaniają się swoim człowieczeństwem, bo wyparli się swojej boskości. Wyrzucili ją gdzieś daleko w niebo albo kosmos i tęsknią być może za boską sprawiedliwością albo za boskim dobrem. Inni próbują udowadniać ‘ważniejszość’ jednych bogów nad innymi bogami…. itp. itd… Wypierając się bogów i bogiń w sobie czy  jedynego  boga w sobie,  zapomnieli, kim są. A my jesteśmy połączeni z istotami boskimi i ze Źródłem. Możemy sobie o tym przypomnieć.

Ależ ten umysł ograniczony do przekonań naszego "małego ja" czyli tego, z czym się utożsamiamy, bywa przewrotny i super inteligentny… Byle utrzymać istotę ludzką w konflikcie, w podzieleniu, w oddzieleniu, w zapomnieniu, w nieświadomości… Najlepiej przez strach i ból. No i oczywiście poprzez koncepcje i przekonania utrzymujące ego - nasze identyfikacje tożsamościowe w  rozdarciu i biegunowości jako walki PRZECIWIEŃSTW.

Tak, wiem, że są dusze, które potrzebują takich doświadczeń i będą kontynuować walkę dobra i zła, ofiary i kata, światła i ciemności itp…itd… I wiem, że te decyzje podejmowaliśmy na poziomie WOLNYCH DUSZ, które podejmowały decyzję o swoim wcieleniu w danym świecie - danej czasoprzestrzeni tego wszechświata.

Teraz mamy wybór: transformacja czy stagnacja i powtórki z rozrywki?
Z pewnej perspektywy -   z perspektywy wieczności  - nawet to, co wybierzemy teraz też nie ma znaczenia… Ale traktując mnie jako swojego wroga, traktujesz siebie jako wroga – nieświadomie.
Traktując Ciebie jako mojego wroga, traktowałabym siebie jako swojego wroga.
Można grać w takie gry, ale ja już jestem od tej gry we wrogów wolna.

************
I z serca polecam na YouTubie filmiki z Katie Byron. Jest ona wspaniałą studentką życia studiującą naturę ludzkiego umysłu. Jest także jednocześnie nauczycielką nowych metod rozpoznawania sposobów działania naszego umysłu. Sama doświadczyła wiele i zrozumiała, na czym polegają pułapki umysłu utrzymujące nas rolach katów-ofiar, w cierpieniu, ocenianiu, oskarżaniu innych... itp.



I całą serię pt.
Byron Katie The Work: O matce i synu cz.1 [Napisy PL]



********

*) Niczego jednak nie udoskonalamy. To właśnie jest iluzja. Raczej odgrywamy swoje role.
**) Każda istota ludzka "ma w sobie jednego boga albo wielu bogów", ponieważ każdy został wychowany w jakimś systemie wierzeń czy systemie kulturowym. A te systemy bez pojęcia bóg czy bogini albo bogowie oraz bez idei zaprzeczających ich istnieniu, nie są pełnymi. Nawet ateiści dyskutują na temat boga.

********


ta notka jest rozwinięciem mojego komentarza, który umieściłam  NA BLOGU NNKI.

czwartek, 27 września 2012

JESZCZE COŚ O ŚWIADOMOŚCI...I UMYŚLE oraz Ja-EGO


        Mooji - "Osobowość stworzona z myśli" 2/2 (Identity Based on Thought) [PL /ENG]   





Podzielę się jeszcze fragmentem mojej ulubionej książeczki pt. CZTERY UMOWY – autor: Don Miguel Ruiz – Toltek*):

“Przykładanie osobistej wartości czy branie rzeczy do siebie to najwyższy wyraz samolubstwa, ponieważ z góry zakładamy, że wszystko dotyczy mojego “ja”. W okresie naszej edukacji czy udomowiania, nauczyliśmy się brać wszystko do siebie. Myślimy, że jesteśmy odpowiedzialni za wszystko. Ja, ja, zawsze ja!

Nic, co robią inni ludzie, nie dzieje się z Twojego powodu. Postępują tak, a nie inaczej, z uwagi na siebie. Wszyscy ludzie żyją w swoim własnym śnie, w swoim własnym umyśle, w świecie zupełnie różnym od naszego. Kiedy bierzemy coś do siebie, zakładamy, ze oni wiedzą, jak wygląda nasz świat, i próbujemy nałożyć nasz świat na ich. Nawet gdy sytuacja wydaje się być bardzo osobista, nawet, gdy inni ubliżają Ci wprost – nie ma to nic wspólnego z Tobą.


To, co mówią i robią inni oraz opinie, które wygłaszają, wynikają z umów, które zachowują w swym umyśle. Punkt widzenia bierze się z zaprogramowania, jakie nam wszczepiono podczas udomowiania. Gdy ktoś wygłasza opinię na Twój temat, mówiąc: “jesteś gruby”, nie bierz tego do siebie, bo w istocie, osoba ta zajmuje się swoimi własnymi uczuciami, przekonaniami i opiniami.

(…)
Kiedy bierzesz rzeczy do siebie, wtedy czujesz się dotknięty, a Twoją reakcją jest obrona swoich przekonań i wywoływanie konfliktów. Robisz z igły widły, ponieważ masz potrzebę posiadania racji i odmówienia jej wszystkim innym. Usilnie się starasz, aby mieć rację – wygłaszając swoje własne opinie.
Na tej samej zasadzie, wszystko, co mówisz i robisz jest projekcją Twojego własnego, prywatnego snu i odzwierciedleniem umów z samym sobą. To, co mówisz, to, co robisz i opinie, które wygłaszasz wynikają z umów, które zawarłeś z samym sobą – a opinie te nie mają nic wspólnego ze mną.

Nie jest dla mnie istotne to, co o mnie myślisz, i nie biorę tego, co myślisz, do siebie. Nie biorę do siebie tego, gdy ludzie mówią: “Miguel, jesteś najlepszy”, tak samo, jak nie biorę do siebie, gdy ludzie mówią: “Miguel, jesteś najgorszy”. Nie biorę tego do siebie. Cokolwiek Ty myślisz i cokolwiek Ty czujesz, wiem, że jest Twoim problemem, a nie moim. To sposób, w jaki Ty postrzegasz świat. Nie ma w tym nic osobistego, ponieważ zajmujesz się sobą, a nie mną. Inni posiadają własne zdanie wynikające z ich systemu wartości, zatem cokolwiek o mnie myślą, tak naprawdę nie myślą tego o mnie, ale o sobie samych.


Możesz mi nawet powiedzieć: “Miguel, to, co mówisz, rani mnie”. Jednak to nie to, co ja mówię, rani Ciebie, ale to, że masz rany, których dotknąłem swymi słowami. Ranisz samego siebie. W głowie tworzysz skończony obraz lub film, w którym Ty jesteś reżyserem, producentem i głównym aktorem czy aktorką. Każda inna osoba jest postacią drugoplanową. To Twój film. Zatem, jeśli się na mnie wściekniesz, wiem, że dotyczy to Ciebie. Ja jestem tylko wymówką, żeby się wściec. A Ty wściekasz się, ponieważ się boisz, ponieważ próbujesz się uporać ze strachem. Gdybyś się nie bał, nie byłoby powodu, żebyś się na mnie wściekał. Gdybyś się nie bał, nie byłoby powodu, żebyś mnie nienawidził. Gdybyś się nie bał, nie byłoby powodu żebyś był zazdrosny lub smutny. Cokolwiek ludzie robią, czują, myślą lub mówią — nie bierz tego do siebie. Jeśli mówią Ci, jaki jesteś cudowny, nie mówią tego z uwagi na Ciebie. Wiesz, że jesteś cudowny. Nie ma potrzeby wierzyć innym ludziom, którzy mówią, że jesteś cudowny. Nie bierz nic do siebie.



*)”Tysiące lat temu Toltekowie byli znani w całym południowym Meksyku jako „kobiety i mężczyźni posiadający wiedzę”. Antropologowie opisują Tolteków jako naród lub odrębną grupę etniczną, ale bardziej prawdopodobne wydaje się, że Toltekowie byli naukowcami i artystami tworzącymi społeczeństwo skupione na zgłębianiu i przekazywaniu wiedzy duchowej oraz starodawnych obrzędów. Mistrzowie (nagualowie) i uczniowie spotykali się ze sobą w Teotihuacan, pradawnym mieście piramid tuż za murami Meksyku, znanym jako miejsce, gdzie „człowiek staje się Bogiem”.”

O tym, jak ważne jest słuchanie własnego ciała, ważniejsze od słuchania własnego umysłu, wyjaśnia Katie Byron:
Byron Katie The Work: "Nikt nie może mnie skrzywdzić oprócz mnie samej" [Napisy PL] 



Jak widać, też mam swoich ulubionych nauczycieli... Każdy może być dla mnie nauczycielem.  Nawet Ci, którzy stwarzają dla mnie trudne sytuacje. Pamiętam, że wszyscy jesteśmy dla siebie wzajemnie Nauczycielami/Nauczycielkami i Uczniami/Uczennicami. :-)






środa, 12 września 2012

DOSWIADCZENIE TRANSFORMACYJNE

Pisałam na komputerze bez polskich czcionek.

 Jestem nadal w podrozy i nie mam latwego dostepu do internetu, ale doswiadczylam czegos, co dla mnie jest bardzo istotne i chce sie tym podzielic.

10.wrzesnia

Jechalismy samochodem z jednego miasta do innego. Podroz trwala prawie trzy godziny i prawie tyle samo trwal moj proces transformacyjny. Proces zaczal sie spontanicznie. Poczulam nagle mdlosci i wewnetrzne drzenie calego ciala. Probowalam jakos zatrzymac ten proces, poniewaz jechalismy z przyjaciolmi we troje samochodem. Nie udawalo mi sie... Moglam jedynie troche go opoznic, ale nie bylam w stanie go powstrzymac. 

Wiedzialam, ze to, co zaczelo sie ze mna dziac, spowodowane bylo tym, ze cos dzialo sie w Sloncu i ta energia plynaca ze Slonca na mnie i we mnie dziala... Slonce w jakis sposob uaktywnilo we mnie ten proces. To, co czulam i w czym sie znajdowalam bylo bardzo trudne... Bylo takze powiazane z gleboka intencja, o ktorej wczesniej myslalam.

Czulam - tak, jak juz kilka razy wczesniej - jakby moje wszystkie ciala (fizyczne, emocjonalne, mentalne, energetyczne i eteryczne...) rozpadaly sie na drobne kawaleczki - czasteczki wibrujace w roznych czestotliwosciach. To, co czulam nie bylo bolem, ale sprawialo mi duza trudnosc. Nawet kilka razy mialam odczucie, ze moge sie rozpasc calkowicie w tym momencie i zaniknac ("umrzec"). Byl to naprawde bardzo trudny dla mnie stan. Ale wiedzialam doskonale, w jaki sposob mam oddychac i jakie dzwieki wydawac z siebie lub "grac" w swoim ciele (albo swoim cialem), aby harmonizowac ze soba te wszystkie czastki, na ktore sie rozpadalam... 


To bylo przezycie podobne do tych, jakich doswiadczalam juz wiele razy wczesniej,  w moich wizjach, w snieniu... ale tym razem zrobilam to bardzo swiadomie. Harmonizowalam te roznie wibrujace czastki siebie scalajac je ze soba w "jedno" -  swiadomie i przytomnie.

Spiewalam... to zbyt pieknie powiedziane, bo bardziej nucilam albo raczej wibrowalam i drzalam dzwiekami, ktore powoli ksztaltowaly sie w slowa:

Jednosc w wielosci i roznorodnosci. 
Koniec oceniania. 
Calkowita akceptacja wszystkich form calosci...
Koniec dyskusji o racje...

Zrozumialam takze, czym jest smierc. Przypomnialam sobie, ze umieralam juz wiele razy. Oprocz tego mialam przypomnienie o sposobach umierania w snach... 
Smierc pojawia sie wtedy, gdy konczy sie istnienie w jakiejs formie fizycznej i przechodzimy do innej formy bez zachowania swiadomosci - bez zachowania przytomnosci procesu transformacyjnego, jaki ma miejsce. 

Nie musimy umierac... Zmiana formy nawet fizycznej moze zachodzic w przytomnosci, w sposob swiadomy. Mozemy takze zachowujac swoje cialo mniej wiecej w takiej samej formie fizycznej przechodzic ogromna zmiane swiadomosci...

12.wrzesnia
zajrzalam dzis do internetu, zeby umiescic na blogu to, co napisalam o swoim doswiadczeniu sprzed dwoch dni i od razu natknelam sie na film umieszczony na You Tubie. Mooji PL - "Stan Widzenia"   


To, co uslyszalam ogladajac ten film, jest bardzo spojne z moim doswiadczeniem, ktore powyzej probowalam opisac.  Piekna synchronia :-)))




22.września
Żart?
Już wiem, dlaczego moje DOŚWIADCZENIE TRANSFORMACYJNE miało miejsce właśnie w dniu 10.września. :-) W dniu 09.09. były wybuchy na Słońcu. Także w dniu 10.09. był spory "wyciek" i wchłonięcie... i pojawiły się duże plamy słoneczne, które były aktywne do 13.09:





poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Spotkanie w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami - Z PODRÓŻY 5-6-7 sierpnia






Spotkanie w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami było niesamowite. Czuję ogromną wdzięczność. Wiem, że to wszystko miało się zdarzyć, ale nie miałam żadnych oczekiwań, więc to, co się wydarzyło, było cudowne, zaskakujące i pozostało głęboko w moim sercu…

Nie da się tego wszystkiego opisać  Ale chcę się podzielić tym, co dla mnie najważniejsze. Rozmowy z Livią… wypełniające, niedokończone, nieskończone, dopełniające się, … miłość, przepływ, zrozumienie… uważność i roztańczenie… i przeskoki kwantowe z tematu na temat… Rozmowy z Jarkiem… podobne, może trochę bardziej uporządkowane i dotykające mniejszej ilości wątków, ale momentami dogłębnie… tych zaledwie kilku wątków…

SNY
 Z 5.na 6.sierpnia miałam w Domu Pod Dwoma Dzbanami dwa sny. Oto, co z nich zapamiętałam:

1. Rodzina Livii pokazała mi jakieś dokumenty w foliowej kopercie. Wśród kilku kartek tych dokumentów, na samym wierzchu było pióro, a w zasadzie tylko złamana część biało-czarnego pióra. Delikatnie wyjęłam dokumenty z koperty. Patrzyłam na to złamane w połowie pióro i nagle zobaczyłam, że w swojej prawej dłoni trzymam jego drugą część. Przyłożyłam ją do tej części pióra leżącej na dokumentach, a wtedy… obie części połączyły się ze sobą… Trzymałam teraz w dłoni całe piękne biało-czarne (miejscami tez trochę szare) pióro. Pióro orła, a może kondora? A może uniwersalne biało-czarne pióro?

2. Małe oczko wodne, nad którym siedziałam późnym wieczorem i przyglądałam się gwiazdom odbijającym się w jego lustrzanej tafli przesiąkniętej granatową czernią nocnego nieba, przyśniło mi się w nocy… jako Wielka Misa Uzdrawiającej Mocy. Wcześniej miałam ten sen o dwóch stawikach przeciętych groblą u Oliwii i Darka. Zrozumiałam, że każdy zbiornik wodny, każde oczko wodne, nawet kałuża i każda kropla może być Misa Uzdrawiającej Mocy, jeśli jesteśmy w stanie zobaczyć w nich nocne niebo z gwiazdami i zrozumieć ich uzdrawiającą moc…

Przez jedną kroplę wody jesteśmy połączeni z wodami we wszechświecie… połączeni z CAŁOŚCIĄ. Dlatego pijąc wodę zawsze błogosławię ją przesyłając jej miłość i prosząc o jej błogosławieństwo.

Wspaniale i coraz precyzyjniej SKŁADAJĄ SIĘ PUZZLE i cząstki ROZBITEGO KRYSZTAŁOWEGO LUSTRA.

Byłam poruszona tymi snami i jak tylko rano wstałam, od razu podzieliłam się z Jarkiem i Livią oraz z całą Rodziną.

6.sierpnia
SPOTKANIE Z LIPĄ – JASZCZURĄ na górze Chełm.

Pod górę podjechaliśmy razem z Livią, Jarkiem i Nadusiem…Nadinkiem. (Nad –Inkiem  Prowadziła mnie Livia. Wyglądała zjawiskowo, jak jakaś jaśniejąca postać wypełniona ponad brzegi i granice swojego ciała miłością i zrozumieniem. Czułam też, że jest przejęta i podekscytowana. Ale to może moje uczucia zlewały się z jej uczuciami…

Szłyśmy z Livią na górę. Słońce już chyba zachodziło. Na środku drogi leżał duży grzyb. Obie zwróciłyśmy na niego uwagę. Powiedziałam coś o świętych grzybach…
 Przystanęłam przy leżącym na polance wielkim kamieniu, który mnie zawołał. Przywitałam się z nim, a on pokazał mi historię zapisaną w wyrzeźbionych w jego strukturze obrazach. Widziałam orła siedzącego na gałęzi, jaszczurkę, niedźwiedzicę o uzdrawiającej mocy, która przybyła z konstelacji Siedmiu Sióstr (Wielkiej Niedźwiedzicy). A potem ujrzałam jeszcze postać jadącą na tej Niedźwiedzicy…

Nagle pojawił się nad nami sokół. Zrobił jeden krąg, a później drugi. Posłaniec niebios przyniósł pozdrowienie od naszych przodków, dziadków i babć, i przypomnienie, aby przyjąć dar, jaki na nas czeka na górze. Przypomniał mi on także o zachowaniu przytomności umysłu w rozczytywaniu znaków i odpowiedzialności za dar widzenia rzeczy całościowo.

Gdy wyruszyłyśmy dalej, idąc patrzyłam na drogę przede mną i spostrzegłam trzy kawałki patyków, które mijałam; były różnej wielkości i różnie ułożone na drodze przed moimi nogami, w tej samej mniej więcej odległości od siebie, ale jeden za drugim. Te trzy patyczki, gdy złożyłam je razem w swoim widzeniu, złożyły się w strzałę pokazującą kierunek… Szłyśmy dalej.

W pewnym momencie spojrzałam na drzewo stojące przy drodze po prawej stronie. To było podwójne drzewo połączone swoimi dwoma pniami idealnie prostą, pionową linią. Poczułam, że to drzewo- Strażnik. Podeszłam do drzewa i przywitałam się. Miało podwójną energię: męską i żeńską w swoich dwóch pniach. Opowiedziało mi, że w ten sposób doświadcza jedności podwójnego istnienia jako żeńskość i męskość w pełnej harmonii ze sobą, obie części wzajemnie się wspierają i dzielącą na bieżąco swoim doświadczeniem. Słuchałam najuważniej, jak mogłam tej krótkiej opowieści. To Drzewo powiedziało mi jeszcze, że czas, bym poszła dalej i w tym momencie ruszyłam w kierunku Starej Lipy. Gdy spojrzałam na drogę, w odległości około 10.metrów przede mną po prawej stronie, przy Starej Lipie stała promienna Livia, a po lewej stronie stała Karuna odwrócona tyłem do drogi. Przy Karunie zobaczyłam małego Lisa, który patrzył na mnie, jakby czekał na mnie. Po krótkiej chwili lis ruszył głową – jakby mnie zapraszał, abym odważnie poszła dalej. Ruszyłam. Już po powrocie przypomniałam sobie: Krew przechowuje Vis Vitalis – siłę życia, energię duszy. Gdy zagęszczona, to tak, jakby zamrożona… może dlatego lodowce się rozpuszczają?
Vitalis… Wita – lis… WITA(ł) mnie LIS… na górze przed lipą…siła życia, energia duszy… No tak…

Gdy podchodziłam do Lipy, Livia stała poruszona i czekała na mnie, aby mnie przedstawić Lipie. Poczułam nawet pewne jej zniecierpliwienie, ale nie jestem pewna, czy to było zniecierpliwienie Livii  Spojrzałam na Lipę i zatkało mnie. W jej kształcie dostrzegłam końcówkę kosmicznego tunelu, po którym schodziła na Ziemię wielka Jaszczurka. Tuż przy ziemi w kształcie Lipy zobaczyłam coś jak jamę – norę łączącą kosmiczny tunel z Ziemią.


Jenny przy świętej Lipie (- fot Livia lub Jarek)

Przywitałam się z Lipą całując Jaszczurę w głowę. Poczułam w tej głowie pulsacje energii, przytuliłam się do tej głowy i położyłam na niej swoją prawą dłoń. Potem poczułam jeszcze pulsacje energii w jej sercu i przytuliłam się swoim sercem. Następnie poczułam pulsację w jej brzuchu, na który położyłam swoją lewą dłoń. Wtedy Lipa zaprosiła mnie do środka, do „jamy”. Moja głowa „weszła” w jej głowę od wewnątrz (było tam wklęsłe miejsce na moją głowę). Jedną nogą stanęłam w jednej „komorze”, a drugą w drugiej i przysiadłam. Lipa-Jaszczura zaczęła swoją opowieść… Wydawałam z siebie dźwięki, które rozpoznałam jako język Jaszczurki – mówiłam jej językiem, a jednocześnie słyszałam, co ona mówi do mnie:

Dusza Jaszczury została zaproszona do ciała Lipy wiele lat temu i w nią weszła.
Jaszczury przybyły na Ziemię, bo takie było ich kosmiczne zadanie. Przybyły po to, by wykonać swoje zadanie; podobnie robią to inne istoty w różnych cyklach ziemskich współtworząc i realizując kosmiczny plan, w którym uczestniczyły także Jaszczurki. 

Jaszczury, Krokodyle są z jednej rodziny. A teraz jest czas powrotu tych istot (a właściwie ich dusz) do Domu i zakończenia ich ziemskiego zadania. Ale żeby mogło to nastąpić, potrzebne jest zrozumienie tego, co miały do wykonania na Ziemi. Zrozumienie i wybaczenie tych wszystkich negatywnych projekcji, którymi niektórzy ludzie w nienawiści wynikającej z ich nieświadomości i braku zrozumienia przesyłają Jaszczurom.


Intencje Jaszczurek były czyste: miały podzielić się swoimi darami i przekazać je istotom żyjącym na Ziemi. Są śniącymi i między innymi śnienia uczyli tych ludzi, którzy chcieli sobie przypomnieć, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. To one przyniosły ze sobą w darze także święte rośliny lecznicze [i chyba święte grzyby, ale tego dokładnie nie pamiętam] o kryształowej świadomości. Ich krew zasiliła energią Ziemię. Ich ciała zasiliły ciało Ziemi. Ziemia potrzebowała tej energii. To były jedne z wielu darów Jaszczurek dla zasiewu na Ziemi w ostatnim cyklu ziemskim opiewającym na… nie pamiętam dokładnie, ale chyba jakieś … 130 000 lat. 



Potem zaczęły przeze mnie przepływać dźwięki, które Lipa określiła jako dźwięki Serca – Słońca układu słonecznego, z którego pochodzą Jaszczurki. Gdy je wydawałam z siebie, były jak pulsacja o kilku zmiennych częstotliwościach. Słyszałam też (jakby w sobie albo tuż obok) głos, który mi wtóruje i harmonijnie współbrzmi…

 Czułam ogromną wdzięczność za to SPOTKANIE, rozpierała całe moje ciało i zaczęłam śpiewać pieśń z jednym słowem: dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję...

Dzień wcześniej Livia, gdy mówiła mi, że chce mnie zaprosić na spotkanie z Lipą, powiedziała także, że może bym wzięła ze sobą ajahuaskę, aby te dwa drzewa się spotkały ze sobą. Tak zrobiłam. Wyjęłam buteleczkę z wywarem z chakruny (jedno drzewo) i ajahuasci (drugie drzewo) z południowo-amerykańskiej dżungli i pobłogosławiłam Lipę i duszę-ducha Jaszczury kroplami wywaru. Spotkały się w ten sposób i połączyły ze sobą duszo-duchy trzech drzew… Wówczas Lipa-Jaszczura powiedziała mi, że te święte rośliny, tak samo jak i święte grzyby rosnące na całej Ziemi, miały służyć ludziom do poszerzania świadomości, do uwalniania się z wzorców i ziaren, które przyniosły nam w darze. To tak, jakbyśmy dostali dwa sposoby doświadczania życia ziemskiego: ten, który utrzymywał nas w odcięciu od pamięci i podtrzymywał nasze indywidualne istnienia poprzez które doświadczaliśmy życia na Ziemi oraz ten, który poszerzał naszą świadomość i dawał przypomnienie połączenia z Całością… 

Teraz te dwa dary skojarzyły mi się z dwoma pigułkami z filmu Matrix: Neo miał do wyboru dwie pigułki. A w tym wypadku wygląda na to, że wzory i ziarna odpowiadają w pewnym sensie jednej pigułce, a święte rośliny drugiej. Spożycie oby naraz daje świadomość doświadczeń, które przeżywała ludzkość w okresie "ostatniego zasiewu".



Mam też do przekazania informację - PRZYPOMNIENIE od duszy Drzewa-Jaszczury, że

święte rośliny, które miały służyć odzyskiwaniu pamięci i świadomości, zaczęły w pewnym momencie być używane i nadal jeszcze są używane przez niektóre osoby oraz szamanów, curranderos - ayahuasceros do utrzymywania ludzi w pewnych systemach, od których ludzie są nadal uzależnieni czyli podtrzymywania pewnych wzorców i systemów przekonań albo transmisji wiedzy podtrzymującej stare struktury "matrixowe".Tacy curranderos leczą, ale także po części uzależniają od siebie innych ludzi. I traktują te rośliny jako narzędzie dające im władzę nad ludźmi, utrzymujące ich w pozycji "mistrzów, guru czy kapłanów" zamiast sprzymierzeńców i pomocników. Czas, aby ludzie zrozumieli, że należy je używać do poszerzania świadomości i uzdrawiania przywiązania do przekonań i wzorców wszystkich ziaren obecnego zasiewu.

Przekazuję także podziękowania od Duszy Drzewa-Jaszczury  dla tych uzdrowicieli, którzy działają na całej Ziemi i pracują z medycyną (wywarami ze świętych ziół oraz grzybami) wspierając proces uzdrawiania ducha i uwalniania naszych dusz oraz  poszerzania naszej świadomości.


Przypomniałam sobie teraz także, że w dzieciństwie widziałam w kształtach firanek przykrywających czerń nocnego nieba jaszczurki, węże, żaby … których bardzo się bałam. Wówczas krzyczałam i prosiłam mamę, żeby zostawiała zapaloną lampę w moim pokoju. Potem któregoś dnia w wakacje mama wzięła do ręki małą zieloną żabkę i pokazała mi ją. Opowiadała mi o niej, jaka jest miła w dotyku i jak ona żyje, czym się żywi, a potem zachęciła mnie do tego, bym wzięła ją na rękę. Tak zrobiłam. To było bardzo miłe, kiedy żabka nagle poruszyła się i połaskotała wnętrze mojej dłoni swoją nogą. Od tego czasu skończyły się moje nocne koszmary. Potem bardzo lubiłam obserwować jaszczurki i wygrzewające się w słońcu węże. I przestałam się ich bać, a nawet je pokochałam.


NAD MISĄ UZDRAWIAJĄCEJ MOCY
Późny wieczór, już było ciemno. Od strony tarasu świeciło mocne jasne światło oświetlające taflę oczka wodnego. Nie mogłam w nim dojrzeć gwiazd. I z powodu tego światła dziś, mimo, że gwiazd było pełno na niebie, nie odbijały się one w lustrzanej tafli wody. Rozmawiałam z Jarkiem. Nachyliłam się nad taflą wody, jakbym chciała zajrzeć do niej i zobaczyć swoje odbicie. Najpierw dostrzegłam swój wyraźny cień, dużo ciemniejszy od powierzchni wokół cienia. A w nim dostrzegłam najpierw jedną jasno świecącą gwiazdę. Zaczęłam się śmiać z radości… I zwróciłam się do Jarka mówiąc, że zobaczyłam swoje odbicie. Śmialiśmy się razem. Powiedziałam, że patrząc logicznie na to zdarzenie, mogłam zobaczyć tę gwiazdę odbitą w Misie Uzdrawiającej Mocy, ponieważ mój cień „rozproszył” (przesłaniając) światło z tarasu i zamiast swojego odbicia zobaczyłam gwiazdę w środku swojego ciemnego, prawie czarnego cienia. Moim odbiciem była gwiazda jasno świecąca na tle mojego cienia… Gdy spojrzałam drugi raz, zobaczyłam jeszcze kilka innych gwiazd.



——
 I jeszcze fragment rozmowy z Jarkiem:
 - Kim jesteś?
 - Gdy rozmawiam z kimś, staram się pamiętać, że rozmawiam z samą sobą przejawiającą się w innej formie: z innymi darami i doświadczeniami… Słucham uważnie szanując siebie w sobie i siebie w tobie, w każdym innym „ja”. Tu i teraz jestem, słucham uważnie, co ta inna „ja” mówię, a potem, jeśli tak czuję, dzielę się swoim doświadczeniem albo tym, co przepływa przeze mnie… w miłości, harmonii, zrozumieniu i połączeniu z tą osobą czy istotą.

W tych dniach poczułam głęboko i doświadczyłam w tej rozmowie i wszystkich rozmowach z Rodziną, co znaczy świadomość słów: „In Lak’ech Ala K’in” – tłumaczone jako: jestem (inną/innym) tobą, a ty jesteś mną lub... ja w tobie, a ty we mnie.

Z miłością i zrozumieniem, że JESTEŚMY JEDNYM w nieskończonej ilości form i przejawów… tulę do serca nas wszystkich.


z 6. na 7.sierpnia w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami.
SPOTKANIE Z WICHREM I CHMURAMI


LIVIA napisała:“W nocy obudzil nas niezwykly i silny wiatr… Nie pamietam podobnego wiatru w tym miejscu i od razu poczulam, ze ma zwiazek z Bialym Piorem [tak mnie - JESTEM wówczas Livia nazywała, bo było to także moje imię przez pewien czas], ktora tez sie obudzila i wyszla nawet na zewnatrz…Noc wczesniej w trakcie pobytu u nas miala sen o dwoch polowkach jednego piora, ktore skladala w calosc… Ponadto gdy ujrzala nasze oczko wodne skojarzylo jej sie ze snem o pewnym stawiku bedacym Misa Uzdrawiajacej Mocy…”

I jeszcze coś z notki Liviu:
“«Cauac» w języku maya znaczy: chmura burzowa, burza, nawałnica, wicher, piorun. Podobnie jak burza oczyszcza atmosferę, a wiatr przegania ciemne chmury, by znów mogło zaświecić słońce, tak archetyp «Cauac» zapowiada odnowę, regenerację sił, uzdrowienie relacji międzyludzkich. Siła „Wichru transformacji” będzie zależeć od świadomości ludzi.” [ ze strony H.Kotwickiej]
 

I dalsze moje (JESTEM) doświadczenia z tej nocy... Rzadko mi się to zdarza, ale tej nocy nie mogłam zasnąć. Poszliśmy spać po pierwszej w nocy. Układałam sobie to, co wydarzyło się tego dnia. Długo nie mogłam zasnąć, ale wreszcie zasnęłam. Coś mi się przyśniło, coś co mnie przebudziło, ale nie pamiętam, co to było… Na zewnątrz hulał niesamowicie silny wiatr. Leżałam w łóżku w pokoju Sarki (dziękuję Sarko) i czułam, jakby we mnie roztańczyły się energie o różnych częstotliwościach i mieszając się ze sobą pędziły z tym wiatrem. Poruszały od środka moje fizyczne ciało i energetyczne ciała w taki sposób, jakby jakaś wielka istota potrząsała mną na wszystkie strony. Czułam szczęście i gęstość zdarzeń ostatnich kilku dni. Ale jednocześnie ogromne poruszenie. Ten wiatr razem z chmurami czułam w szpiku kości i w każdym atomie mojego ciała. Nosiło mnie, chciałam wstać, biegać, tańczyć. Nawet pomyślałam, żeby sięgnąć po bęben, zacząć na nim grać i zacząć śpiewać. Coś chciało się wydobyć przeze mnie, zharmonizować, połączyć… Ale w domu spały inne osoby i dzieci. Nie chciałam burzyć ich śnienia. Około czwartej rano jednak nie wytrzymałam i wstałam. Zeszłam do kuchni. Jarek także nie spał i coś robił przy kuchence. Przywitaliśmy się i wyszłam na ganek. Zobaczyłam wręcz kolorowe, chociaż tylko w zimne barwy przybrane, gęste, pędzące po niebie chmury. Jeszcze wróciłam na moment do pokoju po koc, którym się owinęłam i usiadłam na ganku na bujanym fotelu. Razem ze mną wyszła Karuna (piesa). Posiedziała chwilę, ale pokazała mi, że chce wrócić do domu. Zostałam na ganku sama.

Bujałam się rytmicznie. Fotel stał przy oknie sypialni. Nie chciałam go przesuwać gdzie indziej, by nie obudzić dzieci. Nuciłam więc cicho pieśń… zrozumienia, wybaczenia, miłości i połączenia. Harmonizowałam przepływające przeze mnie dźwięki. Patrzyłam na rozciągający się przede mną cudowny widok.

Wichura zaczęła rozpraszać te piękne, ciężkie chmury, które najpierw pędziły z ogromną prędkością, ale miałam wrażenie, że zataczają ogromne kręgi albo spirale i wracają nad Misę Uzdrawiającej Mocy, jakby chciały do niej powrócić, by przez nią przejść… by w niej się rozpuścić, roztopić…

Ktoś wystawił małego pieska (szczeniaka) Sarki na ganek. Malec wysikał się dzielnie i podszedł do mnie. Próbował niezdarnie wdrapywać się na moje nogi. Wzięłam go na kolana. On wtulił się w koc i zasnął. Nuciłam dalej… chmury powoli rozpraszały się, a niebo stawało się coraz bardziej czyste. Gdy zaczęło wschodzić Słońce, na niebie pozostały jedynie ślady tych gęstych, ciężkich chmur. Te ślady wyglądały jak białe smugi malowane skrzydłami wielkiego Białego Motyla. Teraz już mogłam pójść spać. Zasnęłam głębokim snem i już nic mi się nie śniło. Albo się śniło, ale nic nie zapamiętałam. Albo to wszystko było Pięknym Snem

Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję…

I zapiski Livii Flower Dream z naszego spotkania:

"Hej Białe Pióro! Tak się cieszę, że wreszcie się spotkałyśmy i że byłaś ze mną przy Lipie.. Coraz bardziej widzę jak niesamowite było to nasze spotkanie., ach….. postaram się to wkrótce opisać… Dziękuję Ci Kochana i życzę wspaniałej podróży oraz pobytu nad morzem.. Sarka jutro wraca na Bursztynowe Wybrzeże… Przed nami też okres podróżniczy, ale póki co jeszcze jesteśmy tutaj, Pomiędzy Dwoma Dzbanami 52… Naprawdę, tak się cieszę, że tu zawitałaś wraz z Karuną (wciąż powraca do mnie jej obraz z czerwoną chustką na szyi).. czerwonej niczym krew… a czerwona saszetka leżała dokładnie tam gdzie ją zostawiłaś, pod Lipą.. niczym święte zawiniątko;) p.s na Chełmie przy Lipie byłyśmy wieczorem 6 sierpnia i już po przyszedł mi na myśl tzw. KOD HIROSZIMA o którym wspominała u siebie Nnka: http://nnka.wordpress.com/about-2/"

oraz

"póki co zamieszczam ten opis z naszego spotkania tutaj, a potem dodam do nowej notki..Wieczorem 6 sierpnia wraz z JESTEM/Białe Pióro (która przyjechała do nas dzień wcześniej) odwiedziłyśmy Górę Chełm i starą Lipę na niej rosnącą.. Poprosiłam Białe Pióro aby zabrała ze sobą A ponieważ czułam że zarówno ona jak i A powinny się z spotkać z Lipą.. W wejściu na górę towarzyszyła nam Karuna, wspaniała psia towarzyszka Białego Pióra, a Jarek (zgodnie z jego wolą) wraz z małym Nadjanem zostali w dole.. W miejscu, w którym ostatnim razem zauważyłam ogromnego ptaka teraz niemalże pośrodku ścieżki leżał duży grzyb, na co obie z Białym Piórem zwróciłyśmy uwagę, a już chwilkę później ujrzałyśmy unoszącego się nad polanką sokoła, którego Białe Pióro określiła mianem posłańca. Ptak, którego widziałam wcześniej był o wiele większy, przynajmniej tak mi się wydawało.. Idąc dalej Białe Pióro zatrzymał przy sobie na jakąś chwilkę jeden z rosnących w pobliżu ścieżki Buków, a ja poszłam dalej, w kierunku Lipy.. Tuż za mną dreptała Karuna.. Po chwili moim oczom ukazała się stojąca w oddali za Lipą kapliczka.. na ganeczku przed nią stała jasna, smukła i świetlista postać, choć właściwie był to tylko sam zarys postaci, jakby promienna aura.. Skojarzyłam ją z Matką Ziół – Bylicą – z doświadczeniem z Kręgu dla Przodków w dniu 23 lipca… W końcu dotarłam do Lipy odczuwając na jej widok duże wzruszenie… Przywitałam się z nią i dosłownie w tej samej chwili otrzymałam znajome już pozdrowienie pod postacia mocnego dudniecia.. szarpniecia.. jakby pociagniecia za dłoń.. Czułam też, że Białe Pióro z Lipą powinny pobyć ze sobą sam na sam, a w trakcie czekania na nią usłyszałam jak z Lipy wydobywa się głos oznajmiający – hej Białe Pióro no chodź wreszcie! Słońce zaszło już na dobre, robiło się coraz ciemniej i ciemniej, a las wokół spowijała coraz intensywniejsza aura tajemniczości.. W pewnym momencie ujrzałam jak tuż obok mnie przebiega Karuna tyle że z czerwoną chustką na szyi co mnie mocno zaskoczyło jako że nie zauwazyłam wcześniej tej chustki na Karunie… Spojrzałam na nia raz jeszcze i po chustce ani śladu, ale pozostało błyskawiczne skojarzenie które w związku z nią się pojawiło, a mianowicie chodzi o doświadczenie z 26 lipca z czerwoną energią przypominającą zwiewną szatę, która przybrała postać Wędrującego Wilka…. Kiedy wreszcie zauważyłam zmierzającą powoli w kierunku Lipy Białe Pióro miałam wrażenie, że to nie ona, a ktoś inny, choć bardzo znajomy.. Obraz ten bardzo szybko się rozpłynął pozostawiając jednak po sobie bardzo silne i głębokie odczucie.. Pierwszy kontakt Białego Pióra z Lipą przepełniało ogromne wzruszenie… Też byłam poruszona i tak jakbym już skądś znała tę scenę… Po krótkiej wymianie zdań zostawiłam je (Białe Pióro i Lipę) same ze sobą, czując aby odejść w kierunku kapliczki i gdy tylko stanęłam na jej progu uświadomiłam sobie że właśnie zajęłam miejsce owej jasnej postaci, którą widziałam wcześniej wchodząc na górę.. Po szybkim wejściu w nieco odmienny stan świadomości dobiegł mnie w pewnym momencie niezwykły, choć jednocześnie bardzo bliski śpiew.. To śpiewała Białe Pióro.. Po chwili usłyszałam jak wtóruje jej jeszcze inny głos, bardziej męski.. Choć trudno mi teraz powiedzieć skąd dobiegał.. chyba tak jakby z drugiej strony…. Widziałam też jak w kierunku Lipy zlatywało się teraz wiele jasnych energii/energetycznych istot, co błyskawicznie cofnęło mnie do doświadczenia z maja 2008 roku… Kiedy LIPA pociągnęła mnie do tańca w Kręgu, a wraz z nami tańczyło wiele, wiele innych istot… Gdy ponownie wróciłam do tej chwili usłyszałam radosne i rozśpiewane – dziękuję, dziękuję, dziękuję… Tkwiła w tym taka moc, że aż mnie dreszcze przeszły.. Pod wpływem tego przypomniałam sobie o śpiewie pewnego mężczyzny, którego spotkałam w Kręgach Kamiennych w Odrach… Niby stroił Kamienie… jednak dla mnie wyglądało to raczej niczym zmysłowy taniec kobiety z mężczyzną…… Wracając jednak do Lipy to gdy wreszcie podeszłam do Białego Pióra usłyszałam z jej strony, że Lipa jest jedną z tzw. śniących, oraz.. że to Jaszczurka.. i że one też już pragną uwolnienia oraz powrotu…. Białe Pióro gdy to mówiła była głęboko wzruszona, choć z drugiej strony bardzo podekscytowana.. Wiem, że otrzymała także pewien niezwykły przekaz od Lipy dotyczacy Ayahuaski, ale wolalabym żeby o tym napisała sama.. Dodam jeszcze tylko, że Białe Pióro dokonała błogosławieństwa Lipy z udziałem właśnie A. oraz Chakruny.. Opowiedziała mi też, że w momencie kiedy stałam przy Lipie, a ona podchodziła pod górę to tuż obok mnie stał LIS ale Karuna przebiegająca obok w ogóle go nie zauważyła, podobnie jak i ja.. dla Białego Pióro LIS ten nabrał jednak naprawdę dużego znaczenia i w tym momencie zacytuje jej slowa ktore zamiescila w komentarzach:


***Schodzilysmy z gory w duzej ciszy od czasu do czasu tylko cos szepczac.. poczulam, aby nie mowic zbyt wiele i swoimi wrazeniami podzielic sie raczej na drugi dzien.. Na pograniczu polanki przywitala nas ogromna roztanczona i jasniejaca postac Jarka bujajacego malego Nadusia w chuscie.. Jarek z kolei odebral nas jako wychodzace z lasu rownie ogromne jasne eteryczne zjawy… Troszke jakbysmy odbijali siebie nawzajem w lusterku…Po powrocie do domu, do Pomiędzy Dwoma Dzbanami 52 uswiadomilam sobie ze wlasnie mamy 6 sierpnia i ze byc moze wizyta u Lipy wlasnie w tym dniu nie jest przypadkowa.. Wczesniej pytalam Biale Pioro o jej stosunek do Ślęży a ona mówiła coś o rozpadzie atomowym, z kolei ja opowiadałam coś o Oppenheimerze i o tym czlowieku zajmujacym sie gwiazdami neutronowymi i czarnymi dziurami, ktory ma juz wkrotce stac sie nowym wlascicielem PDD52.. Wszystko to teraz do mnie wróciło…w rozmowach czesto pojawiali sie Majowie, a na moment takze Tesla….. i oczywicie Atlantyda…..W nocy obudzil nas niezwykly i silny wiatr… Nie pamietam podobnego wiatru w tym miejscu i od razu poczulam, ze ma zwiazek z Bialym Piorem, ktora tez sie obudzila i wyszla nawet na zewnatrz…Noc wczesniej w trakcie pobytu u nas miala sen o dwoch polowkach jednego piora, ktore skladala w calosc… Ponadto gdy ujrzala nasze oczko wodne skojarzylo jej sie ze snem o pewnym stawiku bedacym Misa Uzdrawiajacej Mocy…Mam nadzieje ze Biale Pioro opisze te sny…juz po jej wyjezdzie zrozumialam, ze to miejsce na terenie siedliska, ktore okreslila mianem miejsca zapisow pokrywa sie w pewnym sensie z lokalizacja zachodniego portalu, oraz bialego wiru… w kazdym badz razie patrzac z okna sypialni tak to wyglada… w dodatku ten pasaz ktory pokazala, jego trasa jest zbiezna z podziemnym tunelem widzianym w snie przez Jenny, oraz przeze mnie w wizjach… to jest caly energetyczny kanal…. zarowno mnie jak i Jenny wskazali go niezwykli majanscy poslancy… Biale Pioro zlokalizowala go idealnie…….I to na razie tyle, tak bardzo na szybkiego, ale z pewnoscia mam niejedno do dodania, a wiec cdn…"

Wszystko też w jakiś sposób powiązane jest z notką Livii: Doświadczenia z Kręgu dla Ziemi (26 lipca 2012).

DODANE 30.LIPCA 2013:

Maria_st podała na blogu Livii Ether linka do pięknego opowiadania Ewy Czarkowskiej pt. UKRYTA W TREŚCI, CZARODZIEJSKA PRZYPOWIEŚĆ ! 

Uświęcona lipa opublikowanej w dniu 21.07.2013. Ta piękna opowieść przypomina moje spotkanie z Lipą z dnia 6. sierpnia 2012 roku…

WIELKA KOSMICZNA CEREMONIA



Część zapisu jednej z moich wizji - cząstki PRZYPOMNIENIA







ciąg dalszy TUTAJ.