Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chaos. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą chaos. Pokaż wszystkie posty

sobota, 3 lutego 2018

CHAOS I HARMONIA

Bywa, że to, co harmonijne, zakrytym pozostaje, ponieważ jest wielowymiarowe, ponadlokalne.
A lokalnie obserwowane efekty takich zjawisk, zdarzeń mogą wyglądać na chaotyczne.

Iluzja chaosu powstaje lokalnie, gdy całe zjawiska, zdarzenia pozostają w wielowymiarowości, inaczej w "ciemności", nieświadomości jako zakryte. Przenikają one lokalne przestrzenie, także różne "ekrany" postrzegania w "świetle"... o "niższej" (mniejszej liczbowo) wymiarowości. Poniższy rysunek przedstawia to w sposób symboliczny:

1. jasna przestrzeń to ekran 2D (dwuwymiarowej) lokalnej percepcji (przestrzeń światła)

2. ciemna przestrzeń to przestrzeń potencjału wielowymiarowości naszego postrzegania (przestrzeń ciemności).

3. w ciemnej przestrzeni "ukryte są" dwie figury przestrzenne, symbolizujące harmonijne zjawiska, które przenikają ekran "jasnej" 2D percepcji - na rysunku z lewej strony. Efekty tego przenikania - widoczne na rysunku po prawej stronie - wyglądają na chaotyczne, ale poza ograniczoną do 2D przestrzenią wcale takie nie są. Analogicznie możemy rozpoznać, że percepcja 3D także jest zanurzona w kolejnej - 4D itd...


Harmonia w chaosie i chaos w harmonii. Wszystko w wiecznym, kosmicznym tańcu doskonałego istnienia... Tańcu przejawiającym Się jako wszechatrakcyjne widowisko, gra "światła i ciemności", Zabawa w "oddzielanie i łączenie", "ukrywanie i odkrywanie"... itd. itp..... cudowna Zabawa (Lila) Istnienia, Esencji, Życia...  Sobą (i) S-nami... 

wtorek, 10 września 2013

WZORY NATURY I FLUIDOWE STWORZENIA...

Pisałam niedawno o energii, dźwiękach i CYMATICS - FORMACH GEOMETRYCZNYCH POWSTAJĄCYCH Z DŹWIĘKÓW


Z kosmicznego Oceanu powstają formy dla różnych Istnień i bytów...
Cymatics - to wzory geometryczne powstające z dzwięków.
Przypomnę, że zaczęło się od prostych eksperymentów. Na płaskim głośniku rozsypywano ziarna piasku, soli, mąki itp. I obserwowano, jak z "chaosu" poprzez zmianę częstotliwości dzwięków tworzy się "porządek"... i coraz to inne formy geometryczne:
Potem zaczęto stosować różnego rodzaju fluidy np. roztwór z mączki kukurydzianej:
Kolejno prowadzono różnego rodzaju eksperymenty i obserowano zmiany geometrii kształtów zależne od różnej częstotliwości dżwięków. CymaSkope to urządzenie przetwarzające dzwięki w formy geometryczne. Tu przedstawiane już za pomocą światła:

W wielu mitach dzwięk (częstotliwość) określa się jako "słowo" lub "myśl"... "Na początku było słowo", a w zasadzie dzwięki, które "wcieliły się", zamanifestowały czy też zaczęły przejawiać się w formie energetycznej i w końcu materialnej...


Tu "SYMFORMS" - SYMFONIA FORM W NATURZE: 


Powróćmy do roztworów z mączki kukurydzianej. Jak zrobić i jak działa fluid zwany non-newtonian czyli roztwór wodny mączki kukurydzianej na przykład:


Tu nieco zabawny film pt.

"A pool filled with non-newtonian fluid"


I nie ma w nim żadnej "magii" ani "ściemy". ;-)


A TERAZ PRZEDSTAWIAM INNE DZIEŁA SZTUKI NATURY. Wzory powstające z tak zwanego ferrofluidu w polu magnetycznym o zmiennej częstotliwości.













Toż to wspaniała sztuka NATURY...

I "Tańczący Magnetofluid":


A tu jeszcze inna Sztuka, choć także związana z dźwiękami i wzorami:


Wygląda jak piękna sztuka, ale przyjrzyj się: są dźwięki, fluidy o różnej gęstości (kolorach) i "wybuchy" niemalże jak na powierzchni Słońca.









poniedziałek, 19 sierpnia 2013

CZYM JESTEM? MALEŃKĄ CZĘŚCIĄ CAŁOŚCI?

NOTKA z 09.01.2011 g.13.36. zaktualizowana :-D

Czy wyobrażasz sobie, że jesteś istotą wielowymiarową, która zaprojektowała ten świat, jakby zaprojektowała jakiś wirtualny obraz-świat i wniknęła do niego, by doświadczyć tego, co zaprojektowała w akcie twórczym? Wchodząc do tego świata jednak musiała ograniczyć swoje wymiary i podzielić się na nieskończone cząstki. Weszła i zapomniała (w tych cząstkach siebie samej) o tym, kim była i jest nadal, zapomniała o swojej wielowymiarowości i o tym, że się podzieliła na mnóstwo zróżnicowanych części, choć jest także niby osobno w każdej z nich...

A teraz, ponieważ kończy się pewien cykl kosmiczny i może wyjść ze swojej gry, której doświadczyła na tyle, że już to jej wystarczy,   zaczyna sobie przypominać,  że to Ona stworzyła ten piękny świat. Realizowała go jednak z różnymi swoimi częściami - zróżnicowanymi (zarówno w danej czasoprzestrzeni jak i w różnych czasoprzestrzeniach) i oddzielonymi od siebie (różnymi formami i treścią). I wyszło to, co wyszło. Są jeszcze części, które chcą w tym oddzieleniu pozostać. Które chcą w tym obrazie-świecie- śnie pozostać. 

Całość... Śni *) - marzy i kreuje dalej – wielowymiarowa. Ma możliwość wyboru różnych Snów: innych obrazów-światów. To jest przypomnienie: kim jesteśmy naprawdę. Całością, która stworzyła i realizowała wspólnie ten obraz-świat.

Nie chcę zatem przywiązywać się do czyichś Snów - Iluzji. Nie chcę „być śniona przez innych”. Chcę Śnić o miłości prawdziwej, „bezwarunkowej”, a nawet wszechogarniającej dla każdego człowieka, chcę śnić na przykład o rozwoju człowieka prowadzącym do wykorzystania potencjału całego DNA…  harmonii i ufności w doskonałość Stworzenia i Całości...

Miałam kilka lat temu wizję Nowej Ziemi, ale jest to wiedza o tak diametralnie innych relacjach międzyludzkich od tych, które istnieją tutaj i teraz, że na początku nie umiałam się nią dzielić. Na początku dzieliłam się tą moją wiedzą bardzo rzadko i tylko w rozmowie osobistej, i tylko z tymi, którzy tego chcą...

Może się wkrótce "przeniosę" na tą Nową Ziemię? A może zacznę ją współtworzyć? A może już zaczęłam?

Więc jeśli przychodzi do nas jakaś wiedza, to dana jest nam po to, byśmy mogli zrobić z niej pożytek. A nie po to, byśmy oszaleli z lęku i rozpaczy - na przykład. Na cóż nam wiedza, która sieje zamęt i prowadzi do destrukcji i zniszczenia? Może jest tak, że niektórzy będą kontynuować świat destrukcji i zamętu, co nie znaczy, że inni nadal w nim pozostaną.

We wszystkim - jeśli ma się taką wiedzę - można znaleźć porządek, celowość, sens i harmonię. Osobiście ten rodzaj wiedzy uważam to za domenę MIŁOŚCI. **)

Możesz moją wiedzę albo jej część uznać za bezużyteczną dla siebie. Choćby przez jej odrzucenie lub uznanie za nieprawdziwą albo z jeszcze jakiegoś innego powodu. Mamy różną wiedzę. Dlaczego? Ponieważ nasze potrzeby są najprawdopodobniej różne. Więc część mojej wiedzy dla Ciebie może okazać się bezużyteczna.

Może istnieje taka "wielowymiarowa" Istota (Praźródło Wszystkiego), która śni również wszystkich bogów i boginie, wszystkie wszechświaty i światy? Nie dostrzegam przesłanek na to, by było to niemożliwe.



24. wrzesień 2006
Śniły mi się różne poziomy dodatkowych wymiarów. Na tych poziomach były zapisane różne informacje, na jednym poziomie jakieś sytuacje i zdarzenia. A na innym poziomie myśli, a na jeszcze innym wzory geometryczne (symbole?), a na jeszcze innym abstrakty-artefakty(?). Przeskakiwałam w tej sieci z jednego zapisu do drugiego z jednej wymiarowości do innej albo te przestrzenie i informacje „przylatywały” do mnie. Widziałam zmienną „skalarność” wymiarów, która polega na tym, że obiekty, zjawiska mogą się przenikać w wyższej wymiarowości, chociaż na każdej danej płaszczyźnie wyglądają bardzo realnie i w zasadzie jak „fizyczne”. Można było postrzegać te światy zmieniając percepcję, ale zachowując świadomość przenikania z jednego poziomu na inny (z jednej wymiarowości do innej).. Informacje mogą znajdować się w różnych wymiarach i łączą się ze sobą w jednym tworząc nowy rodzaj zjawiska - świadomości.


7 luty 2007
Podziemia, coś, co przypominało mi albo kojarzyło się z cmentarzyskiem. Rozwiązywałam jakieś supły karmiczne, ale nie tylko moje. Potem wyszłam.  Zdawałam jakieś "egzaminy" i przechodziłam jak z klasy do klasy… ze świata do świata…

7.grudnia 2009

WIZJE - Skąd pochodzę
Dowiedziałam się, że nie otrzymam odpowiedzi na to pytanie, ponieważ gdybym otrzymała jakąś konkretną odpowiedź na przykład, że pochodzę z Plejad albo z Syriusza czy z innego miejsca w kosmosie, to przywiązałabym się do tego miejsca i do tego przekonania. Odpowiedź zatem brzmiała: pochodzę z różnych miejsc i różnego czasu we wszechświecie.
Potem z kolei przyszła informacja, że czas jest względny i jest to narzędzie, które "przywiązuje" nas do danej "rzeczywistości", do danego świata ograniczając w ten sposób naszą percepcję i świadomość.

Następnie zobaczyłam wyraźnie, że wszystkie istoty z wyższej wymiarowości ("wyższej gęstości") są nami z innych czasoprzestrzeni. Mogą się z nami komunikować, gdy nie przywiązujemy się zbytnio do pojęcia czasu liniowego.

7.grudnia 2009

Powrót do Pradomu...
Kiedy byłam dzieckiem przeżyłam doświadczenie, które było zachwycające, lecz którego sens zaczęłam rozumieć po wielu, wielu latach. Siedziałam sama w domu przy świeczce. I nie wiem jakim cudem wyleciałam ze swojego ciała. Widziałam siebie siedzącą na podłodze, widziałam dach domu, widziałam przestrzeń kosmosu… Leciałam w kosmos i przeleciałam granicę rozdzielenia światła i ciemności…

Znalazłam się w przestrzeni, gdzie nie było ani ciepła, ani zimna, ani światła, ani ciemności, ani dobra ani zła…żadnej dualności. Wszystko stopione w jednym. Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony… A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w PRA-DOMU.

Jakiś czas temu znów TAM wróciłam. I przypomniałam sobie… Wiem, że istnieją różne światy. Jest ich wiele. Pochodzę z różnych stron wszechświata, ale to już nieistotne. W tym tutaj świecie teraz jestem przede wszystkim. W tym tutaj świecie istnieje „dobro” i „zło”, ale wiem też, że istnieje wiele bogów i bogiń „dobrych” i „złych”, a tak naprawdę wszyscy oni są Artystami Życia. A w każdym z nas są różne cząstki tych różnych bogów i bogiń. Dlatego mamy do czynienia z karmą…

To, że istnieje pewne podobieństwo między różnymi bogami i boginiami to dla mnie oczywiste. Wszyscy jesteśmy „dziećmi bogów”. Być może różnych bogów i dlatego jako ludzkość wciąż ze sobą walczymy. A tam, w Pra-domu nie było ani bogiń, ani bogów, ani jednego boga, ani szatana nie było… Była całkowita jednia, wszędzie, nawet zawierająca się w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bez-czas, a w nim wszystkie możliwe czasy… I były wszystkie światy w jednym zharmonizowanym „organizmie”. Nie umiem inaczej tego opisać.

W tej wizji zrozumiałam także, że ów pra-dom jest w sercu każdego z nas. Poczułam to. Moja wcześniejsza tęsknota (ta od dzieciństwa), by tam wrócić zamieniła się na pragnienie działania, by przebudzić w sobie pamięć uczucia, które „stamtąd” czyli z samego środka, z głębi serca pra-domu (wszechświata ?) pochodzi.

A TAM nie było ani boga, ani bogiń, ani bogów, ani szatana ani... Była całkowita jednia, w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bezczas, a w nim wszystkie możliwe czasy... Nie umiem inaczej tego opisać.

 Jesteśmy Jednią, ale nie na poziomie świata fizycznego. Na poziomie świata fizycznego wciąż jesteśmy indywidualnymi osobami. Dlatego Ci, którzy uznają się za niemalże "pomazańców bożych" mogą traktować cały zbiór indywidualnych bytów jak "ciemną masę". A jest to możliwe dzięki stosowanym przez owych "pomazańców" manipulacjom naszymi wybujałymi "ja" (EGO) i naszymi pragnieniami, naszą pożądliwością i naszymi oczekiwaniami. Co w tej sytuacji robię? Działam: odkrywam i przypominam sobie dar harmonizowania w sobie przeciwieństw. Gdy coraz więcej sobie przypominam o swoim DOMU, coraz bardziej staję się świadoma tego, kim jestem. Jak to robię? Konsekwentnie. Jestem świadoma, że aby mogło istnieć życie, musi istnieć także śmierć. Żeby mogło istnieć dobro, musi istnieć zło. Bez śmierci nie wiedzielibyśmy, czym jest życie, a bez zła nie wiedzielibyśmy czym jest dobro.

Wyobrażałam sobie świat bez zła, tylko dobry. I dostrzegłam, że to iluzja, taka sama jak "zło". Oczywiście żyjemy w świecie iluzji, do której tak mocno jesteśmy przywiązani, że jest ona dla nas niemal "ostatecznością". Jednak jeśli TAM nie ma zła, to nie ma i dobra, gdy nie ma jednego, to nie ma także i drugiego "przeciwległego bieguna". Nie ma oceny. Jest wyłącznie coś takiego jak wszechogarniająca, bo nawet nie "bezwarunkowa" miłość.

 Z mojej wiedzy wynika, że "zło", które mnie spotyka sama kiedyś wyprodukowałam. I dla mnie to jest uczciwsze postawienie sprawy niż szukanie tego "zła" tylko na zewnątrz. "Strefa cienia" lub "ciemna strona mocy" wcale nie jest gdzieś na zewnątrz, jest we mnie, tylko kiedyś się jej wyparłam i udawałam, że to nie moje. A póki będę tak udawać i żyć iluzją tego wizerunku siebie samej, który sobie stworzyłam (bo tak mi wygodniej), to nigdy "zła" nie zrozumiem i zawsze będzie mnie straszyło.

10.luty 2010

POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY

Przypomniała mi się wizja, jaką miałam kilka lat temu w czasie medytacji. 

Prowadził mnie przewodnik podobny do starego hindusa **) 
(…) poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdu. Pamiętam taki odcinek drogi, że przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu…

W pewnym momencie razem z przewodnikiem prowadzącym mnie we śnie trafiliśmy do pola wypełnionego energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie.

Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział mi:
- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie.
Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy... W nim lub z niego właśnie w ten sposób powstawały różne światy.



*) O ŚNIENIU

**) HARMONIA Z CHAOSU













piątek, 16 sierpnia 2013

HARMONIA Z CHAOSU I CHAOS W HARMONII








Wiele lat temu byłam na pierwszym warsztacie – kręgu kobiet, prowadząca poprowadziła medytację. Każda z nas miała się spotkać z wewnętrzną Starą, Mądrą Kobietą. Wchodziłyśmy do świata Podziemnego przez dziurę w starym drzewie. Ja znalazłam dąb, który między korzeniami ponad ziemią miał malutką jamę… Potem leciałam tunelami, a w jednym z nich nabrałam niesamowitego przyśpieszenia, aż mnie wystrzeliło i znalazłam się…

jakby na afrykańskiej sawannie w samo południe. Było tam dużo “kotowatych”: lamparty, pumy… skakały, biegały wokół mnie jakby chciały zwrócić na siebie moją uwagę, Zrozumiałam. One prowadziły mnie przez wysoką trawę gdzieniegdzie okraszoną niskimi drzewami. Było gorąco. Słońce przyjemnie prażyło i dodawało energii. Czułam wielką radość i podniecenie. Zwierzęta mnie prowadziły przez jakiś czas, aż nagle zobaczyłam, że rozbiegają się na boki. Zatrzymałam się, a gdy spojrzałam przed siebie… stałam na wprost wielkiego słonia. No tak – pomyślałam sobie – pewnie jestem w Afryce i tu spotkam swoją Starą Mądrą Kobietę.

Słoń patrzył mi oczy, po czym odwrócił się tyłem. Widziałam tylko jego zad z ogonkiem 
Nie wiedziałam, co dalej. Słoń odwrócił się do mnie i przysiadł. Przyjęłam to jako zaproszenie, bym na niego wsiadła. Udało mi się wdrapać na tę małą skałkę 

Słoń szedł przed siebie w kierunku gór. To był kierunek zachodzącego słońca, które cały czas podczas naszej wędrówki widziałam przed sobą. W pewnym momencie skręciliśmy na północ i weszliśmy pomiędzy pierwsze wzniesienia. Słoń zatrzymał się na ścieżce pomiędzy dwiema górami; ścieżka dalej bardzo się zwężała, a na końcu zamykała ją mała skała. Wiedziałam, że dalej mam iść sama. Zsiadłam ze słonia, pogłaskałam go czule, podziękowałam i poszłam dalej za tę małą skałę. Była tam szczelina, przez którą udało mi się przecisnąć. Było już ciemno. Słońce zaszło, wiec szłam w mroku. Jednak za tą małą skałą pojawiła się przestrzeń z małym oczkiem wodnym, a za nim zobaczyłam kolejną skalistą ścianę z wejściem do jaskini, które oświetlało światło płonącego przed wejściem ogniska.

Podchodziłam wolno do ogniska. Dostrzegłam za nim siedzącą w postaci lotosu postać o bardzo długich siwych włosach. Te siwe włosy sięgały do ziemi… Pomyślałam, że oto spotkam się za chwilę ze Starą Mądrą Kobietą, najprawdopodobniej Murzynką…

Podeszłam bliżej do ogniska i stanęłam jak wryta, ponieważ to nie była kobieta, lecz bardzo stary mężczyzna. Gdy przyjrzałam mu się, zobaczyłam, że to stary Hindus. Światło ogniska tańczyło na jego twarzy, więc był taki moment, że wyglądał także na kobietę, ale miał nagi męski tors. A na nim coś… połyskującego.

Lekko uśmiechnął się do mnie. Podeszłam bliżej i stanęłam przy nim. Nie odzywał się, a jednak wiedziałam, że mam usiąść obok. Usiadłam. Miał na klatce piersiowej zawieszony przedziwny talizman. Wydawało mi się, że to być może jakiś kamień, ale nie wiem czemu, nie mogłam dokładnie go widzieć.

Hindus zdjął bardzo powoli ten talizman i trzymając cieniutki sznurek albo rzemień w obu dłoniach podał mi go. Wtedy zobaczyłam… że na sznurze wisiało coś dziwnego… to nie był kamień, ale coś jak kula – miniaturka… kosmosu. Widziałam w niej galaktyki, gwiazdy, planety, a wszystko poruszało się, drgało, pulsowało i było ŻYWE.

Delikatnie wzięłam w palce ten sznurek z tym CZYMŚ i założyłam ten “talizman” na szyję. Usłyszałam wtedy słowo "chaos", gdy ta kula znalazła się na wysokości mojego serca. A w momencie, kiedy tylko dotknęła mojego ciała, natychmiast wniknęła do serca.




I znów usłyszałam słowa: Z chaosu wyłoni się harmonia… albo: W tym chaosie odnajdziesz harmonię.
I wtedy wszystko znikło.
Leciałam znów przez tunel i wyskoczyłam na zieloną polanę koło dębu. Wtedy otworzyłam oczy. Medytacja zakończyła się.

----------------------------------------------------------

i jeszcze coś mi się przypomniało. Kiedy byłam nastolatką, w jakimś czasopiśmie zobaczyłam zdjęcie twarzy starego Hindusa. Jego twarz była bardzo poryta zmarszczkami. miał on bardzo długie, ciemne włosy przetykane siwymi pasmami. I pamiętam, bardzo dobrze pamiętam, jak poczułam wtedy ogromne piękno tej twarzy. Miałam nawet takie wrażenie, że inne nastolatki za pięknych uważają różnych młodych mężczyzn, a ja nie rozumiałam, dlaczego dla mnie piękna była właśnie taka właśnie twarz - niemalże starego człowieka...


One who knows the secret of that love finds the world itself full of universal love






środa, 14 listopada 2012

ZMIANY ENERGII, WZORCÓW, KALENDARZY czyli KOSMICZNA TRANSFORMACJA


Miałam wizję, z której wynikało, że Starszyzna Majów z Gwatemali używa już od jakiegoś czasu nowego kalendarza w tym sensie, że po pierwsze TZOLKIN zaczyna się (już od jakiegoś czasu) od znaku od IQ – KOLIBER. Również inny cykl (360 TUN) zaczyna się obecnie od znaku B’ATZ – MAŁPA. W każdym razie te oba znaki są bardzo ze sobą powiązane w tym nowym układzie cykli…

B’ATZ symbolizuje MAŁPA – Nić, tkanina, jedność, początek i koniec. Także Święte centrum. Nicią czasu można wiele związać lub rozwiązać. B’ATZ to także Czas, duchowość, stwórca życia i mądrości, początek nowej inteligencji. Utożsamiany także z centrum Galaktyki.

Znak IQ- KOLIBER symbolizuje wiatr, ruch, powietrze, tchnienie życia. Oddech ducha, oddech życia. Wiatr ucieleśnia siłę rozpraszania i zasilania nasion. Wiatr jest siłą poruszającą naturalne cykle. Bywa zmienny i łagodny. Symbolizuje energię i częstotliwości SERCA NIEBA i SERCA ZIEMI. Jest mistycznym i duchowym tchnieniem, ODDECHEM BOSKOŚCI, która daje siłę i napełnia życiem. Jest esencją istnienia wszystkich istot. Majowie w dniu IQ modlą się i dziękują za wszystko, co istnieje w Świętej Przyrodzie i za całe Dzieło Stworzenia, aby Boski Wiatr zabrał wszystkie cierpienia i choroby, więc takie modlitwy i intencje powinny nam towarzyszyć TYM RAZEM przez cały ten cykl. Energie tego ZNAKU leczą także choroby psychiczne, usuwają nienawiść, cierpienie czy depresje. Następuje wzrost uniwersalnego ducha i świadomości. I taki będzie cały ten rok. Więcej na temat KOLIBRA w artykule pt.: WIBRACJE KOLIBRA 

Jeśli znaczenie znaku KOLIBER – oddech ducha, serce nieba i serce ziemi, połączone z energia PRAŹRÓDŁA jest powiązane ze znaczeniem znaku MAŁPY – Święte Centrum, jedność, początek i koniec, itd., to mamy niesamowity CZAS.

W każdym razie IMOX-IMIX – KROKODYL nie jest już znakiem rozpoczynającym TZOLKIN. Jest teraz ważny z powodu zmian i transformacji w tym układzie znak KOLIBER - IQ.

I tu przypomniało mi się SPOTKANIE Z DUSZĄ JASZCZURY z podróży 5-6-7 sierpnia



 Dziś na bligu Livii napisała Nnka:

O tym, co można zrobić, by nie popełnić błędów z przeszłości już wielokrotnie rozmawiałyśmy. Kilka lat temu dokonałam dla siebie odkrycia o tym, że potrzebujemy sobie przypomnieć wiele, aby móc uzdrowić i uwolnić W SOBIE tak zwaną karmę tego ŚWIATA. Pisałam o tym wielokrotnie na swoim blogu. 

Nnka pisze:


Znalazłam ciekawy rysunek kręgu:


Ma wiele wspólnego z tym, co napisałam powyżej o Starszyźnie Majów, zmianie cyklu kalendarza TZOLKIN.  Bo najprawdopodobniej w nowym ustawieniu “kalendarza Majów” chodzi o zsynchronizowanie tych rezonansowych zapisów: "niższego genetycznego i wyższego galaktycznego".

Wcześniej każdy cykl TZOLKIN rozpoczynał się od IMIX, IMOX, a każdy cykl TUN rozpoczynał się od E, EB, a obecnie każdy cykl TZOLKIN rozpoczyna się od IQ, IK a każdy cykl TUN od BATZ, CHUEN. Nowy, kosmiczny rezonans...


Centrum Galaktyki... Sagittarius A:



p.s. Miałam dziś piękne sny. Działo się w nich z jednej strony bardzo wiele, ale z drugiej strony widziałam to w bardzo prosty sposób. Zmieniały się wzorce - takie kolorowe "mandalki"; wcześniej były chaotycznie poukładane, jedne przykrywały drugie…


potem z wielkiego bałaganu, chaosu wyłaniały się cząstki puzzli mandalowych i przemieniały się w gwiazdy wyglądające jak kryształowe, mieniące się kolorami i pulsujące różnymi dźwiękami kwiaty... i układały się harmonijnie w jeden ogromny, kosmiczny obraz... Czułam wielką radość i obudziłam się... w błogostanie :-)

I przypomniały mi się:
oraz sen - wizja - świadome śnienie:
i sen 

(...) trafiliśmy do pola wypełnionego energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami (wirami)”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie.
Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział mi:

 - Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie. (...)

Spotkanie ze starym Hindusem, który podarował mi... 

I jeszcze ta gwiazda, z którą miałam połączenie, gdy zatrzymałam się na chwilę w drodze powrotnej od Livii i Jarka... Ta gwiazda mi powiedziała, że każdy może stać się gwiazdą. I że jesteśmy jednym :-)

I jeszcze o gwiazdach:
20 Październik 2012
Kochani, dziś w nocy patrzyłam na gwiazdy i własnym oczom nie wierzyłam… widziałam wiele gwiazd pulsujących światłem. Jak nigdy wcześniej. Prawie każda gwiazda, na którą patrzyłam , pulsowała. Ich pulsacje miały różne rytmy. Wcześniej czegoś takiego nie zaobserwowałam na taką skalę. Więc albo ja nie byłam w stanie tego wcześniej zobaczyć albo… coś się dzieje w kosmosie.