Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ATLANTYDA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ATLANTYDA. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 kwietnia 2013

PRACA ZE SOBĄ, Z ENERGIAMI, ENERGETYCZNYMI KULAMI, SYNCHRONIE I DZIELENIE SIĘ DOŚWIADCZENIAMI część 2

część pierwsza tutaj:
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/04/praca-ze-soba-energia-i-bablami.html


Widziałam, że wszystkie żywe istoty emanują z siebie coś jak… bąble energetyczne różnie drgające – o różnych częstotliwościach. Różne częstotliwości tych bąbli odpowiadają różnym emocjom i uczuciom. To są drgające bąble emocji i uczuć… Jest ich pełno w środowisku Ziemi.
(…)
Któregoś dnia też miałam takie doświadczenie, że zobaczyłam takie bąble latające przede mną. W sali było kilkadziesiąt osób. Te bąble miały bardzo – opiszę, że “gęstą” i ‘trudną” częstotliwość. “Usłyszałam” jakimś wewnętrznym zmysłem zaproszenie “głos mojej duszy”, żeby wyciągnąć swoją energetyczną dłoń w kierunku takiego bąbla skupiając się na najczystszej energii miłości wszechogarniającej. Tak zrobiłam, ale nie dotykając go. To, co się wtedy zdarzyło, było wprost niesamowite.

Przypomniało mi się jeszcze jedno doświadczenie z kulami, które miało miejsce dwa albo trzy lata temu. Było bardzo mocne, intensywne, odczywałam je na wszystkich poziomach ciała: fizycznym, emocjonalnym, uczuciowym, mentalnym i energetycznym pewnie też :-)


Byłam w lesie z dwojgiem znajomych. Mieliśmy tam spędzić noc. Coś się ze mną stało i poczułam, że muszę się uziemić, bo byłam atakowana przez jakieś kule... Przyklękłam na kolana, rękoma oparłam się o ziemię... moja pozycja mogła przypominać stojącą niedzwiedzicę (nie wiem, skąd to skojarzenie?). Czułam, że swoje energetyczne dłonie muszę wydłużyć i wniknąć nimi do środka Ziemi, jak najgłębiej, aż do samego centrum - serca Ziemi. Podobnie "wypuściłam" takie energetyczne korzenie ze stóp. I one także wniknęły głęboko do środka Ziemi. Byłam atakowana kulami bardzo "ciężkich energi" jakby "najstraszniejszymi zdarzeniami i historiami ludzi." Te kule uderzały z wielkim impetem w moje ciało, rozciągały je, jakby moje ciało było niesamowicie elestyczne... Te kule rozciągały moje ciało tak bardzo, że gdy uderzały, to leciały wraz z "włóknami mojego ciała" hen w niebo, w kosmos, jakby chciały to moje ciało rozerwać na strzępy. 


Te kule atakowały mnie raz po raz z ogromną siłą. Wiedziałam, że jedyne, co mogłam zrobić w tej sytuacji było utrzymywanie umysłu i uczuć w jednej intencji, którą powtarzałam jak mantrę: Czysty Umysł i Czyste Serce, Czysty Umysł i Czyste Serce, Czysty Umysł i Czyste Serce... Ta sytuacja trwała chyba ze dwie godziny albo i dłużej. W pewnym momencie poczułam, że kule atakują mnie z coraz mniejszą siłą. Nie zaprzestałam jednak utrzymywania intencji i powtarzania owej "mantry". Wreszcie kule przestały mnie atakować. Wszystko wokół uspokoilo się, a ja przysiadłam na Ziemi. Czułam ogromne zmęczenie. Fizyczne także. Ale czułam się szczęśliwa. Wiedziałam, że przeszłam przez jakieś ogromnie ważne dla mnie doświadczenie. To była mocna lekcja, przede wszystkim utrzymywania czystej intencji.
Napisałam także na blogu Livii Ether:
cyt. z przesłania Hatorów, który przytoczyła kiedyś Livia Ether, a za nią Ania:
cyt.:. “Nie trzeba opuszczać Ziemi, żeby powrócić do “Domu”, ponieważ Dom jest stanem świadomości, stanem jedności wytworzonym w sobie.”


W poprzednich notkach pisałam o pamięci swoich doświadczeń związanych z Atlantydą i o "moich odkryciach" związanych z energetycznymi bąblami oraz pracą z nimi. 

Livia Ether na swoim blogu od dawna dzieli się swoimi doświadczeniami i między innymi wiele pisała o swoich doświadczeniach jeszcze od dzieciństwa związanych z pracą z energiami, a także z jedną wysepką na Bahamach. Livia Ether pracuje nad rozwiązaniem swojej "zagadki" życia tak, jak wiele z nas to robi. :-)

Livia Ether:
28 Kwiecień 2013 at 17:46
"Zauważyłam, że również piszesz u siebie o Bahamach: http://www.tonalinagual.blogspot.com.es/ i że na Mistyce Życia też się o nich mówi.. Hmm, jak widać więcej osób coś wyczuwa w związku z tym tematem…  mam wrażenie, że ma z tym jakiś związek WESAK, choć on w tym roku wypada dość późno, ale może jest jakiś związek…
Piszesz też o energetycznych bąblach/kulach i tak mi się przypomniało “Doświadczeniem z medytacji z delfinami.. Usłyszałam ich głos i szum fal oceanu i podążyłam za tym sygnałem… W wodzie czekało na mnie już wiele tych cudownych istotek a z każdą chwilą było ich jeszcze więcej i więcej.. Wszystkie przybyły po to, aby pomóc ludzkim dzieciom.. ‘Usłyszałam’, że będą przesyłać swoją uzdrawiającą energię tam gdzie jest najbardziej potrzebna za pomocą energetycznych baniek i ujrzałam jak znad wody unosi się coraz więcej takich pięknych kolorowych i bardzo transparentnych kul.. jak płyną w świat..
Wówczas na moment pojawił się pewien obraz.. zobaczyłam ciężko chorego i bardzo smutnego chłopczyka.. leżał sam, po ciemku… to było hospicjum.. w pewnym momencie przed jego oczami pojawiła się ta cudowna banieczka i chłopczyk się rozpromienił.. podążył za tą wizją, za tą energią w niej zawartą.. a potem jeszcze drugi obraz.. inne dziecko, mała śpiąca dziewczynka.. również ciężko chora.. zobaczyłam jak na moment się budzi i również zauważa tę kulkę i zasypia ponownie, ale w śnie zaczyna śnić piękny sen o delfinach, o tym jak z nimi pływa, jak się bawi, jak jest radosna.. Czuję, że tę metodą można naprawdę uzdrawiać ludzi, szczególnie dzieci.. póki co nie potrafię tego w żaden sposób potwierdzić, ale czuję, że już wkrótce stanie się to możliwe slonko.gif (zapisek z dnia 2007-12-09 16:15)
później niejeden raz przesyłałam podobne uzdrawiające banieczki… tam gdzie moim zdaniem ktoś ich naprawdę potrzebował i bez naruszania wolnej woli… tak przynajmniej to postrzegam..
Pisałam też o innych doświadczeniach z kulami, o spotkaniu z dziwną energetyczną kulą w dzieciństwie: http://between.salon24.pl/116755,spotkanie-ze-soba-z-przyszlosci, 

a także o niefizycznych podróżach pod postacią kuli: http://liviaspace.com/2012/09/27/medytacja-podroz-w-glab-serca/ ".
Maria_st
29 Kwiecień 2013 at 05:20
"Livio alez mamy podobne doswiadczenia….
Ja w podobnym wieku miałam doswiadczenie z pomarańczowo-niebieska kulą….wirująca wokol wlasnej osi, skladajacej sie jakby z wielu kwadracikow , swiecaca i jakby zywa / takie odnioslam wtedy wrazenie /…tez znalazła sie w pokoju znikąd, z tym ze telepatycznie ze mna sie skontaktowała….pamietam, ze zawisla nad moimi stopami, znizyła lot / ja sie wtedy schowałam pod kołdra —to było po 22 / i ostatnie co pamietam..to błogie cieplo od stóp do serca płynace……u mnie ta kula była wielkości piłki plażowej…..
Miałam wrazenie taj jak napisałam wyzej..że żyje……
Ocean….piekna czysta rozległa plaza i ja w białej przewiewnej sukni w dlugich jasnych wlosach / cos jak siwo–białe/…..to tez czesty u mnie motyw (...)


Anilalah
I dalszy DIALOG Z LIVIĄ ETHER:

Livia Ether: “Twoim zdaniem straszy mnie to jednak, bo sama to stworzylam??"

Liviu Eter, nie wiem, jak jest u Ciebie, ale u mnie tak było. Wybacz, ale dzielę się swoimi “odkryciami”, przypomnieniem i rozpoznaniem. Chciałabym bardzo, żebyś mnie zrozumiała, bo nie mam zamiaru nikogo o nic posądzać ani obwiniać. Nie mam zamiaru nikomu nic narzucać ani sugerować. Piszę o tym, co dotyczy mnie i mojej pamięci. Twoje doświadczenie i Twoja pamięć może być inna. (Tak, jak i Klanowych Matek). 

Livia Ether: 
"Nie potrafie sobie tego nawet wyobrazic, ale rozumiem, ze kazda z nas moze mieć inne doświadczenia:)"

Tak, właśnie tak.


Livia Ether: 

“I tak jeszcze do mnie przyszło, że takie mówienie, że to my sami tworzymy to całe zło które do nas wraca może być świetną zagrywką ‘ciemnych’, którzy w ten sposób skutecznie zrzucają z siebie odpowiedzialność za własne czyny na nas i skutecznie nas zajmują niekończącym się oczyszczaniem siebie i niekończącym się uwalnianiem… “

Rozumiem. Możesz nawet myśleć, że jestem pod wpływem “zagrywek” owych ‘ciemnych’. Jeśli nawet, to w porządku. Ale ja właśnie nie zrzucam odpowiedzialności na nikogo innego za to, jak ten świat wygląda, a robią to czasami zarówno “świetliści” jak i “ciemni”. Być może to świetliści mają racje, bo nie mają nic wspólnego z tym światem, tylko do niego z jakichś powodów “wpadli”. To nie jest łatwe, ale wiem, że w jakiś sposób, w jakiejś części ponoszę odpowiedzialność albo współodpowiedzialność za ten świat. Trudno to wytłumaczyć… Jeśli jesteśmy wszyscy cząstkami całości, to taka całość obejmuje światło i ciemność – według mnie. Ja w Tobie, a Ty we mnie albo Ja jestem Tobą Ty jesteś mną. Może to też jest zagrywka ‘ciemnych’?


Ja wiem, być może prawie każdy ma swoją “strefę cienia” albo “puszkę Pandory”, którą potrzebuje indywidualnie rozpoznać, przyjąć z odwagą i pokorą i przetransformować. [ a jak to się uda,] wtedy pojawia się zrozumienie i miłość wszechogarniająca. Ale moja wiedza, nie musi być wiedzą “uniwersalną”.


Livia Ether: 

“wiesz.. kiedy byłam małym dzieckiem z jednej strony bardzo kochałam ten świat, choć z drugiej czułam się tutaj obco… dużo bólu sprawiało mi to co tutaj widziałam, wojny, przemoc wobec ludzi i zwierząt, cierpienie…. “

Wiem, ja nawet próbowałam z tego powodu popełnić samobójstwo, ale kiedyś usłyszałam głos wewnętrzny: Jesteś tu po to, żeby zrozumieć. I zrozumiałam, że dopiero wtedy będę mogła pójść dalej.


Livia Ether: 

“Popatrz też na swoje wspomnienia z Atlantydy… Czy masz poczucie, że przyczyniłaś się do jej zniszczenia, bo podjełaś niewłaściwą decyzję??”

Czuję się w jakiś sposób odpowiedzialna. Ale wiem, tak zrozumiałam tamtą lekcję, że innej decyzji nie umieliśmy wówczas podjąć. Teraz postąpiłabym inaczej. Wtedy mieliśmy intencję, by nasza energia nie została przetworzona i użyta do zniewolenia ludzi. Nasza intencja była sformułowana jako “sprzeciw” wobec działań “strony ciemnej”. I tak wówczas sformułowana intencja tylko zasiliła owe działania “strony ciemnej”…


I jak pisałam, wyciągnęłam wniosek z tamtej lekcji:


KAŻDY SPRZECIW WOBEC DZIAŁANIA, KTÓRE OCENIAMY JAKO “ZŁE”, ZAWSZE ZASILA TO DZIAŁANIE, PRZECIWKO KTÓREMU PROTESTUJEMY…


Dlatego teraz, nawet, gdyby zaistniała podobna sytuacja, moją intencją jest i byłoby: utrzymanie się w energii harmonii i pokoju oraz… zasilenie lub wsparcie tą energią miłości wszystkich istot, którym ta energia może się przydać, aby mogły się uwolnić., jeśli tego pragną.


Livia Ether: 

“slyszalam o Braminach ktorzy mowili zeby nie pomagac glodnym ludziom, bo ci zasluzyli sobie na swoj los i niech umra z glodu… zreszta cala kastowosc tu sie klania… kojarzy mi sie to z podejsciem ciemnego kaplanstwa z atlanu.. i z ciemna strona oriona… ot takie skojarzenie, pewnie jedno z wielu…”

Z tego, co ja rozumiem ze słów o tym, by “nie pomagać głodnym ludziom” na przykład, to tu chodzi o nieingerencję w czyjąś karmę. Bo każda taka ingerencja wciąga “głębiej” w karmę. Ale to jest jedno z wielu UOGÓLNIEŃ, KONCEPCJI, jak należy postępować wobec innych ludzi. A ponieważ tak naprawdę, jeśli moją intencją jest miłość i harmonia, to kiedy jestem połączona ze Źródłem, nie kieruję się żadną koncepcją lub przekonaniem typu : “nie należy karmić głodnych” albo ” należy nakarmić głodnego”, lecz w danej sytuacji słyszę głos serca i robię to, co mam do zrobienia. Nic więcej. Bo każde moje spotkanie w tu i teraz jest indywidualnym spotkaniem ze sobą w innej formie czy” kondycji”. Bo pamiętam, że wszyscy jesteśmy cząstkami Całości.


Livia Ether: 

“mysle tez, ze mam w sobie naprawde sporo zrozumienia dla innych i potrafie wszystko, a w kazdym badz razie wiele wybaczyc, ale naprawde chcialabym juz zyc w swiecie wolnym od tak ciezkich wibracji jak te, ktore emanuja chocby z rzezni…. “

Wiem, o czym piszesz, bo miałam kiedyś spotkanie w lesie z sarną, która mi opowiedziała o ogromnym cierpieniu zwierząt. Drzewa opowiadały mi o cierpieniu innych istot, w tym kobiet także…


Rozumiem Cię kochana. Z całego serce życzę, by pragnienia Twojego serca czy Twojej duszy się spełniły. Wiem, przecież, że ani nie zabijasz ani nie przyczyniasz się do zabijania i cierpienia innych istot. Ale teraz sama odczuwasz coś w rodzaju cierpienia, gdy masz do czynienia z takimi ciężkimi wibracjami… z jakiegoś powodu. Tylko Tobie znanego.


Według mojego doświadczenia i zrozumienia wyjście jest takie: jeśli ktoś pragnie na przykład uwolnić się z uzależnienia od destrukcyjnych wzorców tego “matrixa”, to może przestać myśleć o innych w taki sposób, jaki może uczynić krzywdę innym i nam oraz uwalniać się z emocji, które mogą zaatakować innych. W ten sposób wzmacniamy swoje indywidualne pola energetyczne. Dlatego ja nie chcę więcej przerzucać odpowiedzialności na innych czy obwiniać innych za “zło, które czynią”. Szukam sposobu, jak uwolnić siebie i jak mogę wesprzeć innych, którzy pragną takiego uwolnienia od “cIężkich wibracji”. [Dlatego na przykład] u siebie napisałam:


Te bąble miały bardzo – opiszę, że “gęstą” i ‘trudną” częstotliwość. “Usłyszałam” jakimś wewnętrznym zmysłem zaproszenie “głos mojej duszy”, żeby wyciągnąć swoją energetyczną dłoń w kierunku takiego bąbla skupiając się na najczystszej energii miłości wszechogarniającej. Tak zrobiłam, ale nie dotykając go. To, co się wtedy zdarzyło, było wprost niesamowite.


(...)

A może chodzi o to, by wybaczyć nie tylko wiele, ale naprawdę wszystko, sobie i innym?

***


Teraz zobaczyłam na poniższym obrazku kryształowe serce i otaczający je kolorowy dym iluzji...



I takie skojarzenie się pojawiło: dlaczego matka Buddy miała (ma) na imię Maja, tak samo, jak pewien lud z Ameryki? Czy to przypadek? Niemożliwe. 


wtorek, 18 grudnia 2012

LEKCJE UTRZYMYWANIA CZYSTEJ, NIEKAZITELNEJ INTENCJI




Wiele z nas zaczyna odczuwać coraz większe napięcie spowodowane zmianami energetycznymi na Ziemi, w Słońcu i KOSMOSIE. Ja też czuję, że teraz jest ważny czas dla ludzkości i Ziemi. Ale wersji możliwych zdarzeń nadal mamy wiele, bardzo wiele… Dlatego chcę się podzielić moim doświadczeniem, które wyraźnie wskazuje na to, że w obecnym czasie coraz bardziej ważne są nasze myśli i  CZYSTE, NIESKAZITELNE INTENCJE.

Pewien paradoks polega na tym, że wszyscy indywidualnie podejmujemy pewne decyzje, ale "płaci za to" cała ludzkość, a czasem nawet cała Ziemia wraz z jej wszystkimi Dziećmi. Nasze decyzje mogą doprowadzić do katastrofy, a nawet do upadku w "niższe", pełne jeszcze trudniejszych doświadczeń światy, niż ten, w którym obecnie przyszło nam żyć. Skąd to wiem?

Pisałam kiedyś o swoim przypomnianym doświadczeniu z Atlantydy. To jest moje indywidualne doświadczenie. Oto, co pamiętam:

NA ATLANTYDZIE istniała grupa ludzi zwana "starszyzną" albo "Tymi z Prawa Jedni", którzy zajmowali się pracą z energiami i kryształami dla dobra całej społeczności na Atlantydzie, ale którzy nie zgodzili się na używanie energii jako broni przeciwko innym istotom na Ziemi. Pewnego dnia na Walnym Zgromadzeniu część kapłanów reprezentujących "nową władzę" poddała pod głosowanie konieczność użycia tej energii i pewnych części aparatury, która służyła zasilaniu całej infrastruktury, jako broni przeciw innym istotom. Wówczas nie udało im się przegłosować tej propozycji, więc zaraz po głosowaniu, wyłapano przy wyjściu z budynku wszystkich tych ze "starszyzny" - z prawa Jedni czyli tych, którzy pracowali z energią i kryształami, a nie zgodzili się na użycie mocy energii kryształów przeciwko jakimkolwiek istotom żyjącym na Ziemi. Wówczas umieszczono ich ciała w metalowych kleszczach – obejmach, w których zazwyczaj umieszczano kryształy wielkości człowieka. Te obejmy przebiły ich ciała i unieruchomiły. W ten sposób “ukrzyżowano” tych, którzy sprzeciwili się na Walnym Zgromadzeniu użyciu energii kryształów jako broni przeciwko innym istotom. Ich ciała umieszczone zamiast kryształów w urządzeniu wytwarzającym energię, miały posłużyć jako wzmacniacze przy odpaleniu urządzenia o ogromnej energii.

 Pamiętam, że ci z Prawa Jedni porozumieli się wówczas ze sobą telepatycznie i podjęli decyzję, że ich osobista energia nie zostanie użyta do celów wytyczonych przez kapłanów. Jaki popełniono wówczas „błąd”? Według Prawa Kosmicznego każdy sprzeciw wobec działania innych, które oceniamy jako „złe" i odczuwamy negatywne wibracje (strachu lub złości), zawsze zasila to działanie przeciwko któremu protestujemy.   A wówczas “ci z Prawa Jedni porozumieli się ze sobą telepatycznie i podjęli decyzję, że ich osobista energia nie zostanie użyta do celów wytyczonych przez kapłanów, jednak... w niektórych osobach POJAWIŁO SIĘ UCZUCIE STRACHU przed użyciem tej energii jako BRONI przeciwko innym ISTOTOM na Ziemi. Strach ten spowodował sprzeciw i w konsekwencji wyzwolenie negatywnych energii. Co w rezultacie po uruchomieniu całej instalacji doprowadziło do kataklizmu na Atlantydzie.

KAŻDY SPRZECIW WOBEC DZIAŁANIA, KTÓRE OCENIAMY JAKO “ZŁE”, ZAWSZE ZASILA TO DZIAŁANIE, PRZECIWKO KTÓREMU PROTESTUJEMY.

Emocje i uczucie strachu przed kataklizmem kilku osób nie pozwoliły na utrzymanie czystej intencji i spowodowały skupienie oraz przekierowanie energii w takie częstotliwości, które zasiliły wzorce walki. I nawet jeśli była tam jedna lub kilka osób, które próbowały zachować swoją indywidualną czystą intencję, katastrofa i tak stała się nieunikniona. Powodem zaistniałej wówczas KATASTROFY była  -tak to rozpoznałam – "KOLIZJA" INTENCJI. 

Kiedy piszę, że ważne są czyste, nieskazitelne INTENCJE, to mam na myśli takie, które nie są skierowanie PRZECIWKO czemuś lub komuś – to dla mnie najważniejsze i taki wniosek płynie dla mnie z tamtej lekcji na Atlantydzie. 

Inaczej działają INTENCJE, które są nastawione na indywidualne PRAGNIENIE serca. Utrzymanie ich przy zachowaniu czystego UMYSŁU i - jeśli to możliwe - w połączeniu z “pragnieniem” DUSZY, w połączeniu ze ŹRÓDŁEM i CAŁOŚCIĄ jest możliwe. Ale wiem też, że oczywiście każdy ma prawo do własnej INTENCJI.


Uzdrawianie naszych emocji i uczucia strachu może wesprzeć utrzymanie się w czystej intencji, w punkcie naszego świętego centrum, w którym zbiega się nieskończenie wiele energetycznych nici - linii, z różnych płaszczyzn i wymiarów.


I jakoś dziwnie kojarzy mi się tamto “ukrzyżowanie” tych którzy mieli “kryształowe serca” – “starszyznę” z prawa Jedni z próżniejszym ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa...

Nnka u siebie, w dialogu ze mną napisała:

Odpisałam:

całkiem prawdopodobnie obecnie zbliżamy się do takiego momentu, kiedy:

I w tym momencie Nnka się ze mną zgodziła :-)


Nnka:

Nie pamiętam. Pamiętam, że część się uratowała, ale wybuch spowodował straszne kataklizmy i przede wszystkim uaktywnienie pewnych wzorców, które ogólnie mogę nazwać wzorcami WALKI. I wszystko zaczęło się od początku. Ale… najprawdopodobniej spadło z większej wymiarowości do mniejszej… Myśmy mogli wówczas porozumiewać się telepatycznie, chociaż nie wszystkie Istoty Ludzkie miały taką możliwość.

O walce pisałam w kilku notkach. Między innymi tutaj:
Ten świat opiera się na walce. Tkwimy rozdarci w dualizmie, w którym dwie siły, chociaż są podstawowymi siłami kreacji, ruchu, wszelkich twórczych działań i całego istnienia, traktujemy jako siły przeciwne, przeciwstawne. Walczymy o: życie, o utrzymanie, o zdrowie, o miłość, o sukces, o pieniądze, o szacunek, o wolność, o braterstwo, o równouprawnienie, o niezawisłość, o idee, o religie, o wiarę, o przekonania, o racje… w zasadzie jako ludzkość walczymy o wszystko. Albo walczymy za: ojczyznę, rodzinę, ojca, matkę, córkę, brata,… też jako ludzkość walczymy za wszystko. Walczymy też z: i tu każdy może sobie dopowiedzieć, z czym sam walczy. A ci, którzy chcą zniszczyć siły zła, wpadają w pułapki zła utrzymując stan walki – dobra i zła. Z pewnego punktu widzenia to jest dobre, tak samo, jak dobre jest zło, które musi istnieć dla dobrego człowieka, aby miał on jakiegoś przeciwnika – złego, by mógł uważać się za dobrego. I by móc udowadniać innym i sobie, że jest dobrym. Musi udowadniać? Dlaczego? Bo to mu pozwala na kontynuację walki na – jeśli nie fizycznym, to psychicznym i mentalnym planie. Więc kontynuuje tę walkę dobra ze złem. Że nieświadomie? Ale to działa! Dobry człowiek prowadzi walkę ze złym i staje się… kim? Również złym … wpada w pułapkę i staje się złym nieświadomie. Cierpią zarówno dobrzy i źli, choć próbują konsekwentnie zaprzeczać, że nie cierpią, wypierają to cierpienie do podświadomości. Zaczynają używać coraz bardziej inteligentnych form manipulacji i za pomocą swojej umownie wolnej woli próbują swoje własne przekonania narzucać innym – swoim wrogom. Dlaczego? Po co? Ano aby oni także mogli stać się takimi samymi „dobrymi” ludźmi, jak inni "dobrzy".

Dopiero zrozumienie tego mechanizmu pozwala nam zakończyć walkę, zakończyć Grę, w której zawsze musi być zwycięzca i pokonany, kat i ofiara, ten dobry i ten zły…(…)

I dziękuję NNCE za zainspirowanie mnie w pewnym sensie do napisania tej notki. W zasadzie zaczęło się od pytania Nnki, które zadała mi na swoim blogu.

I jeszcze dodam, że przez ostatnie kilka lat miałam wiele snów i wizji, które przypomniały mi, co działo się ze mną potem... Wracałam tutaj na Ziemię być może kilka razy... Żyłam i umierałam  i uczyłam się... utrzymywania czystej, nieskazitelnej INTENCJI...

Tu przykłady tych snów:
3. ZABURZENIE GRAWITACYJNE ZIEMI - SEN DRUGI
(...) Księżyc wybuchł i się rozpadł. Aż w końcu Ziemia straciła równowagę w swoim polu grawitacyjnym zaburzonym przez zniknięcie Księżyca i zaczęła tańczyć lecąc w kosmos. Ludzie byli przerażeni, że to koniec świata. Uczucie jak w szybko przesuwającej się windzie albo jak przy ostrym starcie samolotu czy turbulencji. Tłumaczę ludziom, że to wcale nie koniec, że Ziemia musi teraz znaleźć nowe miejsce w polu grawitacyjnym. Wybuchają katastrofy, trzęsienia ziemi… Wreszcie planeta hamuje, zachybotała się trochę na boki i osiadła na nowej orbicie. Przerażenie ludzi było tak ogromne, że ja też prawie zwątpiłam i przeleciała mi przez głowę myśl, że to prawdopodobne, że Ziemia przeleci, przebije z impetem przez pewien punkt – obszar graniczny swojego pola i poleci hen w kosmos i już nigdy się nie zatrzyma… Nie poddałam się tej myśli. Usiadłam, wyciągnęłam ręce do stojących obok ludzi trzęsących się z przerażenia. Zaufali i usiedli obok podając sobie ręce. I wyciągali dłonie do stojących dalej, a ci uspokajali się i siadali na ziemi… Aż Ziemia się uspokoiła.

4. Świat kradzieży energii życia i wyjście z niego.
Żyłam na innej planecie, byłam dziwną istotą w świecie, gdzie panowało takie prawo, że jedni polowali na drugich. Możliwość była więc taka, że polowało się na innych, żeby ich zabić i „zjeść”, a raczej pochłonąć po to, by zdobyć energię na dalsze „życie” (w ten sposób można było przedłużać swój byt w nieskończoność) albo było się przez innych pochłanianym. Wtedy w jakimś sensie przechodziło się w niebyt.

Trzykrotnie podejmowałam decyzję o rezygnacji z życia w systemie "kradzieży energii" dla przetrwania. Trzeba było kraść energię innych (zabijać nawet) i pochłaniać ich, żeby móc istnieć. Więc wszyscy polowali na siebie wzajemnie. Żeby istnieć trzeba było uczestniczyć w tym polowaniu: albo uciekałam, by nie zostać ofiarą albo goniłam ofiary. Gdy uświadomiłam sobie nagle, w jakiej "grze" uczestniczę, postanowiłam wyjść z tego świata. Wiedziałam, że wówczas zapadnę się w niebyt. Tego właśnie bały się wszystkie istoty w tym świecie, dlatego uczestniczyły w tych "grach". A ja nagle zrozumiałam, że wolę rozpuścić się w niebycie niż zabijać innych po to, bym mogła istnieć i to jeszcze w tak bezsensownej gonitwie.

Miałam świadomość, że jeśli przestanę polować, to zaniknę w niebycie, bo tak już dosyć miałam tych polowań, że owe zaniknięcie przestało być dla mnie przerażające.

Podjęłam decyzję, że nie będę polować na innych i będę się ukrywać, by nikt nie mógł zapolować na mnie. Czułam, jak się rozpuszczam powoli, zanikam. Ale nie zmieniłam swojej decyzji do ostatniej chwili. Rozpuszczałam się... zanikałam... Znikłam... Przestałam istnieć. Ale co dziwne, nie straciłam świadomości. Mimo, że przestałam istnieć w poprzedniej formie, wiedziałam, że w owym "niebycie" istnieję, tylko bez jakiejkolwiek formy. Jakby "moja" świadomość była umieszczona w punkcie jednocześnie rozciągniętym w nieskończonej przestrzeni... I nagle otrzymałam nowe życie w tym samym świecie.

Tym razem od razu podjęłam tę samą decyzję i znów czułam, jak zanikam i rozpuszczam się w niebycie. Nagle poczułam, że istnieję, chociaż nie mam żadnej formy, którą w jakikolwiek sposób, poprzez jakąkolwiek percepcje mogłabym uchwycić. I przeleciałam przez jakiś tunel i znów znalazłam się - po raz trzeci - w tym samym świecie.

I znów, po raz trzeci podjęłam tę samą decyzję. Tym jednak razem, po zaniknięciu w niebyt bez kształtu , bez istnienia, okazało się, że w jakiejś formie istnieję, ponieważ dotarła do mnie informacja, że jako skutek mojego postanowienia otrzymałam obecne życie na Ziemi. Czy chodzi o to tu i teraz życie? Nie mam pewności.

Ten sen jest dla mnie jednym z ważniejszych moich snów. Niesie dla mnie bardzo istotną informację.





***

czwartek, 26 lipca 2012

NA ROZDROŻU ŚWIATÓW I CZASOPRZESTRZENI


18.lipca

CZAS PRZYPOMNIENIA I PUŁAPKI BLOKUJĄCE PRZYPOMNIENIE

Żyjemy w czasoprzestrzeni PRZYPOMNIENIA. Każdy może sobie przypomnieć siebie z przeszłości, a nawet z przyszłości - tyle, na ile pozwala mu jego „karma” oraz „czystość” umysłu i serca. Pojęcie karma rozumiem tu jako istnienie przyczyn wiążących ludzi nićmi powiązań - skutkami przejawiającymi się przywiązaniem do… wzorców tego świata ograniczających nasze przypomnienie. Przyczyny to wzorce działania, myśli i emocje oraz wiara według których działamy i nie ma znaczenia czy świadomie czy nieświadomie. Natomiast uświadamianie sobie tych nieświadomych wzorców umożliwia zmianę sposobów działania, oczyszcza "karmę" - uwalnia od tzw. karmy, poszerza samoświadomość. W ten sposób dokonuje się "transformacja" czy też "ewolucja" świadomości.

Przypominamy sobie nie po to, by rozpoznawać pewne wzorce w strachu i ocenach, lecz po to, by z odwagą i uczciwością wobec siebie poszerzać naszą ŚWIADOMOŚĆ poprzez ZROZUMIENIE przyczyn i skutków działania „karmy” – wzorców, które uznajemy za prawdę. Często działamy według tych wzorców nieświadomie.

Na ile zdołamy poszerzyć naszą świadomość, na tyle jesteśmy w stanie zrozumieć i ogarnąć wszechogarniającą miłością te części STWORZENIA - te części SIEBIE, które sobie przypominamy.

Niektórzy skupiają się na poznawaniu i przypominaniu wyłącznie poprzez umysł, ale to pułapka, która może prowadzić do obłędu. Zwłaszcza kiedy mamy w sobie nieuwolnione wszystkie wzorce i przekonania blokujące dostęp do wiedzy o innych częstotliwościach niż te, w których zapisana jest obecna wiedza.

To umysł tworzy pułapki, w które sam wpada. Natura jest taka, jak jest, pełna paradoksów. Umysł, póki nie zintegruje w sobie tych paradoksów, będzie wpadał we własne pułapki. A może być naszym sprzymierzeńcem. Do tego jednak potrzebne jest wsparcie mądrości płynącej z serca.

Niektórzy twierdzą, że są ofiarami systemów lub działań INNYCH "Ciemnych Mocy" i że zostaliśmy tu, na Ziemię wrzuceni „za karę”. A są nawet tacy, którzy twierdzą, że obecnie na Ziemi znajdujemy się w „kolonii karnej”. Te wszystkie koncepcje pochodzą z umysłu wspieranego przez nieświadome emocje i ogromny strach: że wzorce i prawa według których działa ten „matrix” zostały nam podstępnie zaimplementowane.

Zostały nam „zaimplementowane”, to fakt, ale czy podstępnie, to sprawa „dyskusyjna”. To chyba my sami jesteśmy najbardziej podstępni wobec siebie i to jest podstępność niemalże perfekcyjna, ponieważ trudno nam samym ją dostrzec... Jesteśmy istotami wielowymiarowymi, więc jaką mamy pewność – operując percepcją z 3D (trójwymiarowości) - że jako istoty wielowymiarowe sami nie przygotowaliśmy dla siebie tej „GRY”? 

Tutejsza czyli ziemska intensywność doświadczeń jest wyjątkowa i atrakcyjna, więc aby można tę intensywność odczuć i emocji, tę wyjątkowość doświadczyć, musimy "nasz fraktal" mocno zagęścić do stanu bardzo gęstej materii... A to nas odcina od pamięci i połączenia z naszą wielowymiarowością, z naszym istnieniem w innych światach i czasoprzestrzeniach oraz formach. Oczywiście takie odcięcie na jakiś czas jest konieczne, aby móc doświadczać tej wyjątkowej intensywności, w tym ziemskim świecie - tej gęstej "materii". To odcięcie jest przyczyną zapomnienia tych części nas, które istnieją w innych czasoprzestrzeniach, innych gęstościach czy częstotliwościach – w innych wymiarach.

Ta wiedza pochodzi także ze świadomego śnienia. Czasem śnię sen i "przebudzam się w nim", co znaczy, że jestem całkiem świadoma, co śnię. I łączę ze sobą różne części siebie z różnych światów i czasoprzestrzeni. Albo doświadczam różnych form energii i rozumiem, dlaczego z poziomu ludzkiego są nazywane w taki, a nie inny sposób...

Jesteśmy podróżnikami w nieskończoności.. Pamiętam taki moment, kiedy przypomniałam sobie i uświadomiłam, co znaczy słowo nieskończoność. Przez dłuższą chwilę czułam się jakbym stała nad przepaścią, która mnie woła i wciąga, żebym skoczyła i rzuciła się w dół... w niepoznane, nieznane.

Jestem tutaj, żeby zrozumieć ten świat i zintegrować, zharmonizować siebie stąd ze sobą istniejącą także "poza tym światem".


Historię są różne, ale jakże podobne do siebie. Czasy są różne, ale cyklicznie powtarzamy podobne sytuacje i tylko od naszej świadomości zależy, czy będziemy wciąż kręcili się na tej samej karuzeli (cykle po okręgu), czy w podróży popłyniemy do przodu w czasie i przestrzeni (cykle po helisach – sprężynach, a nie spiralach) czy też cofniemy się w czasie spadając w jeszcze „gęstszą materię… (zejście po spirali w dół). Możemy też podróżować w cyklach spiralnych (w dół i w górę) lub poszerzyć naszą świadomość i istnieć w przestrzeni poza czasem…

Owszem, byliśmy „wciągani” i „podpinani” do różnych systemów i z poziomu naszej trójwymiarowości możemy postrzegać ten rodzaj działań jako wymuszanie, zastraszanie lub manipulacje łącznie z używaniem magii ("ciemnych mocy"). To się działo, dzieje i całkiem możliwe, że w kołowym kontinuum czasoprzestrzennym tego świata, będzie działo się nadal. Dlatego, że jesteśmy nieświadomi zasad tych „gier” i reguł światów i sposobów kosmicznego istnienia w nich.

Takie podpinania odbywały się i odbywają nadal przez uwodzenie i kuszenie władzą, mocą, bogactwem i wyjątkowością (wybraństwem) łączącym się z ogromnymi możliwościami, które ZOSTAJĄ NAM PRZEKAZANE PRZEZ KOGOŚ Z ZEWNĄTRZ. W takim przypadku z własnej woli podejmujemy zobowiązania, ślubowania i przyjmujemy inicjacje (w tym także na przykład kapłańskie, mistrzowskie itp.) współtworząc w ten sposób różnego rodzaju struktury piramidowe. Możemy jednak tych zobowiązań nie pamiętać, ponieważ zawieraliśmy je w przeszłych swoich wcielenia, a teraz powtarzamy to samo, lecz nieświadomie.

Nie tylko podpinano dusze ludzkie energetycznie poprzez ślubowania i inicjacje kapłańskie (podobnie jak w każdym systemie “JEDYNEGO BOGA”), ale na przykład NA ATLANTYDZIE istniała grupa ludzi zwana "starszyzną" albo "Tymi z Prawa Jedni", którzy zajmowali się pracą z energiami i kryształami dla dobra całej społeczności na Atlantydzie, ale którzy nie zgodzili się na używanie energii jako broni przeciwko innym istotom na Ziemi. Pewnego dnia na Walnym Zgromadzeniu część kapłanów reprezentujących "nową władzę" poddała pod głosowanie konieczność użycia tej energii i pewnych części aparatury, która służyła zasilaniu całej infrastruktury, jako broni przeciw innym istotom. Wówczas nie udało im się przegłosować tej propozycji, więc zaraz po głosowaniu, wyłapano przy wyjściu z budynku wszystkich tych ze "starszyzny" - z prawa Jedni czyli tych, którzy pracowali z energią i kryształami, a nie zgodzili się na użycie mocy energii kryształów przeciwko jakimkolwiek istotom żyjącym na Ziemi. Wówczas umieszczono ich ciała w metalowych kleszczach – obejmach, w których zazwyczaj umieszczano kryształy wielkości człowieka. Te obejmy przebiły ich ciała i unieruchomiły. W ten sposób “ukrzyżowano” tych, którzy sprzeciwili się na Walnym Zgromadzeniu użyciu energii kryształów jako broni przeciwko innym istotom. Ich ciała umieszczone zamiast kryształów w urządzeniu wytwarzającym energię, miały posłużyć jako wzmacniacze przy odpaleniu urządzenia o ogromnej energii.

Pamiętam, że ci z Prawa Jedni porozumieli się wówczas ze sobą telepatycznie i podjęli decyzję, że ich osobista energia nie zostanie użyta do celów wytyczonych przez kapłanów.

Wówczas po podłączeniu aparatury ta ogromna energia posłużyła także otwarciu portali dla nowych “bogów”.  więcej tutaj: http://tonalinagual.blogspot.com/2012/12/lekcje-utrzymywania-czystej.html

Późniejsze metody “podpinania do systemu” były podobne, ale jeszcze bardziej uzależniające i mające na celu wzbudzanie lub może przypominanie o strachu przed PANAMI (JEDYNYMI bogami). Podobnie jak w przypadku ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Były przykłady prób podpinania do systemu związane z poświęcaniem dzieci w ogniu i dorosłych na stosach inkwizycji lub kamienowanie. Oczywiście te metody „podpinania do systemów” nie zawsze były skuteczne. Nie działały na dusze i ludzi, którzy pamiętali siebie z innych czasoprzestrzeni lub przestrzeni spoza czasu. 

Większość ludzkości była jeszcze kilka lat temu podpięta do tego „matrixa”. Przykład? Religie z JEDYNYM bogiem: judaizm i katolicyzm oraz pokrewne. I społeczności, w których prawa tych religii działają na ludzi, a ludzie przyjmują je niekoniecznie jako swoją “wiarę”, ale jako przekonania (często nawet nieświadome). To są równie skuteczne systemy podpięcia – nie przez ślubowania i inicjacje, ale przez nieświadomość – np. chrzest w kościele katolickim udziela się osobie nieświadomej – maleńkim dzieciom. Dlaczego? Są w ten sposób poza ich świadomością podpinane do systemu wiary jako katolicy.

W niektórych sektach jest tak, że mistrz siada sobie na tronie (może to być i astralny tron). I stamtąd prowadzi gry, które “udoskonala”. Im większe “dobro” ma obejmować działania takiego mistrza, tym większe “zło” pojawia się po „drugiej stronie lustra”, z którym mistrz wraz z jego ziemskimi przedstawicielami musi walczyć… (to może być także nieświadoma produkcja “dobrego mistrza” z zaświatów, który zapomniał o swoim połączeniu z CAŁOŚCIĄ, JEDNIĄ i WSZYSTKIM, CO JEST).

dodane, znalezione w internecie:




Ciemnej strony Boskiego Stworzenia nie warto poddawać ocenie z ludzkiej perspektywy, bo dla umysłu jest to strefa chaosu, ale to umysł poprzez „ego- ja” tak to postrzega… Najpierw potrzeba oczyścić i uwolnić się od przekonań, poszerzyć swoją świadomość, by zacząć rozumieć, czym ta „ciemna strona Boskiego Stworzenia" jest. Oczywiście, że takie zrozumienie jest możliwe dla każdego, ale… nie w każdej chwili.










I upadniemy do “jeszcze niższego świata”? Zgodnie z "umownie wolną" wolą prawda? No cóż…
Podejmowałam te tematy (kata i ofiary, dobra i zła, światła i ciemności oraz wolnej woli) wielokrotnie w swoich notkach. Upadek świadomości polega jednak na ograniczaniu obszaru WOLI, którą – paradoksalnie – nazywa się „wolną”. (patrz notka pt.: OBSZARY WOLNEJ WOLI).

A jeśli po jednej stronie lustra stoisz Ty jako osoba o czystym sercu, a po drugiej stronie lustra… stoisz Ty…. jako atlantydzki kapłan na przykład? To czy możesz jesteś już gotowy/a te części siebie połączyć tęczowym mostem pojednania?

Nikt z nas w oddzieleniu od CAŁOŚCI, JEDNI, nie ma monopolu na PRAWDĘ.  Ale każdy może JEJ doświadczyć jedynie poprzez swój indywidualny byt. Ot, taki paradoks. Prawdy podstawowe są ułożone w pozornie sprzeczne ze sobą pary. Na przykład, abyśmy stali się bardziej świadomi, musimy być ludźmi metodycznymi, racjonalnymi, o trzeźwym umyśle, a jednocześnie musimy wyzbyć się tych wszystkich cech – być wolnymi od przywiązywania się do nich, by móc otworzyć swoje serce i mieć dostęp do wiedzy  płynącej  z serca. Jednak potrzeba sporej trzeźwości umysłu, by połączyć ze sobą przeciwieństwa. Tak "wielkiej", że umysł staje się wówczas czystym, pustym, krystalicznym naczyniem…

Bo WYJŚCIE Z TEGO Matrixa wymaga poszerzenia zakresu świadomości i odzyskiwania swojej energii (mocy – nie bardzo mi to słowo odpowiada, bo służyło przez tysiące lat do manipulacji, nadużywania i prowadzenia walk oraz wojen i walk). Koniec walki… Z nikim wtedy nie musimy walczyć o energię ani o “moc”. 

Przypomnę, że przynależność do struktury matrixowej powoduje, że człowiek dysponuje “umownie” wolną wolą (taką z mocno ograniczoną świadomością albo samoświadomością). Zasila system, na co zużywa ogromną część swojej własnej energii. Gdy jej brakuje, zaczyna kraść. Samotna droga powoduje, że człowiek zaczyna coraz sprawniej dysponować swoją wolną wolą. Rzeczywiście podejmuje decyzje i wybory w coraz większej niezależności od reguł i zasad matrixowych. Ale ta droga – wiem to z kilku książek [:-)] i potwierdziłam własnym doświadczeniem – “kończy się”… pozbyciem się – całkowitym uwolnieniem… owej umownej wolności woli… chcenia czegoś dla innych czy dla siebie… Wtedy istota ludzka łączy się z wolą CAŁOŚCI, JEDNI, ze WSZYSTKIM, CO ISTNIEJE. Taki mały paradoks. Kolejny.


Dzięki tym i innym przypomnieniom zrozumiałam, że każdy sprzeciw jest formą walki. Każda ocena wartościująca czyjeś działania jako „dobre” lub „złe” jest zasileniem tego, co oceniamy. W tych ocenach lokujemy swoją energię. *) Dla mnie ważne stało się zrozumienie, że nasz strach np: o dzieci lub o bliskie osoby jest energią, która może zasilać i wzmacniać strach w tych osobach. Podobnie nasze modlitwy o dobro i radość dla innych mogą zasilać tę radość w innych. Kiedy opiekujemy się osobą chorą, która wcale nie pragnie wyzdrowienia, ponieważ jej strach przed śmiercią blokuje to wyzdrowienie, wówczas zasilamy swoją energią ten strach i chorobę. Skuteczne działanie w takiej sytuacji polega na dzieleniu się wiedzą o tym, że śmierć jest wyłącznie bramą do innej formy istnienia. Ale nie możemy żądać od tej osoby, aby naszą wiedzę i doświadczenie uznała za swoją. Działania wbrew jej woli, (nawet tej "umownie wolnej"), zawsze będzie manipulowaniem i tworzeniem kolejnej karmy. Gdy taka osoba sama podejmie decyzje zmian swoich przekonań i przestanie bać się śmierci, wówczas jest szansa, że zacznie się jej uzdrowienie.


Wiem, że istnieją różne “rasy” i różne “wzorce”...    W tym sensie dla mnie człowiek jest wyjątkową istotą, ponieważ został stworzony jako kompilacja wielu “kosmicznych ras”, które nie były w stanie ani współżyć ani współtworzyć ze sobą w sposób pokojowy. Bo jak na przykład mogą porozumieć się choćby orzeł, lew, krokodyl, koliber i jakiś byt – istota, która jest na przykład ciągiem matematycznym ale jest także… wibracją, która dla innych "kosmicznych ras” jest czymś w rodzaju kwintesencji złości? Bo tak (jako emocje złości na przykład w swoich ciałach psychicznych i fizycznych) mogą odczuwać tę istotę istoty z innych “ras kosmicznych”.
I wszystkie wzorce, jakie mamy zapisane w sobie jako ludzie, mogą się w nas integrować, harmonizować i wtedy zaczynają współbrzmieć ze sobą.
A kiedy człowiek harmonizuje w sobie te “cechy”, wzorce, wtedy i te inne “rasy” mogą wiele skorzystać z takiego procesu “transformacji”. W taki sposób teraz rozumiem to połączenie i tak zwane “wznoszenie” (ewolucję świadomości przede wszystkim) człowieka i całego wszechświata z istotami z “innych części kosmosu”. Ale wiem, że to jest moje rozpoznanie – przypomnienie, a inni mogą mieć inne

Co to by była za frajda z podróży, gdybyśmy wiedzieli, co nas w niej czeka? 
Na tym to polega, że nie przypadkowo mamy połączenie i jesteśmy cząstkami tej HISTORII, którą nie dość, że każda i każdy z nas składa osobno, to jeszcze wzajemnie możemy się inspirować. Czasem to połączenie tracimy tak, jak i pamięć, ale potem odzyskujemy i możemy zacząć dalszą podróż...

*) Można to sobie wyobrazić w ten sposób, że myśli na dany temat lecą do miejsca w czasoprzestrzeni do danej sytuacji (albo nawet idei w świecie astralnym) jak haczyk na wędce, która zarzucamy. Zarzucamy taki haczyk, on się zaczepia i nasza energia tam zostaje uwięziona. Naszymi myślami łączymy się przy pomocy takich haczyków z różnymi sytuacjami z przeszłości.