Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lustro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lustro. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 października 2025

MĄDROŚĆ ZWIERCIADLANA - MĄDROŚĆ LUSTRZANA

 Czasami będąc dla kogoś dobrym można mu zaszkodzić. Bycie dobrym dla kogoś nie zawsze jest działaniem pomocnym, wspierającym ekspansję świadomości i dojrzewanie do uniwersalnej prawdy, do wyzwolenia z ignorancji, z cierpienia itd.. 

Mądrość lustrzana objawia się, gdy energia myśli generująca gniew i złość zostaje oczyszczona. Gniew i złość są jak zabrudzenia na lustrze, które zniekształcają lustrzane odbicia. Zasłaniają klarowność widzenia tego co jest takim, jakie jest.

Myśli, które generują emocje gniewu i złości to myśli osądzające. To myśli, które utrzymują w przekonaniu, że ktoś lub coś może zranić tzw. ego czyli ja doświadczające iluzji oddzielenia od źródła wszystkiego, całej kreacji, całego s-tworzenia, jestestwa. To myśli, które utrzymują w przekonaniu, że coś nie powinno być takie, jakie jest, że powinno być inne. Takie myśli uniemożliwiają działania mądrości lustrzanej czyli czystego umysłu.

Mądre działanie - działanie mądrości lustrzanej jest działaniem całkowicie adekwatnym do sytuacji, która jest widziana taką jaka jest, bez jakichkolwiek zniekształceń. 

Czasami tylko myślimy, że działamy ze współczuciem, ale jeszcze nie jest to mądrym działaniem, gdy nie widzimy jakiejś sytuacji klarownie - nie patrzymy na nią czystym umysłem - sprzed myślenia. Bycie zawsze dobrym nie jest działaniem zwierciadlanej mądrości czystego umysłu. Bo nie zawsze bycie dobrym jest całkowicie adekwatne do każdej sytuacji.

Czysty umysł jest jak czyste lustro - odbija to, co znajduje się przed lustrem. A cokolwiek pojawia się przed czystym lustrem, lustro to odbija bez dokonywania jakichkolwiek osądów czy ocen, bez oczekiwań, że coś powinno być inne niż się pojawia. Wszystko, co się pojawia, dla czystego umysłu jest takie, jakie jest. I tylko czyste lustro zawsze odpowiada - reaguje mądrością zwierciadlaną spontanicznie i całkowicie adekwatnie do tego, co się przed nim pojawia.

Jeśli lustro jest "zabrudzone", inni, którzy nas denerwują, irytują, złoszczą i uaktywniają w nas złość czy gniew, także sytuacje, które te emocje uaktywniają są obrazami wskazującymi na "zabrudzenia" naszego lustra. Te "zabrudzenia" zniekształcają postrzeganą rzeczywistość. Są przejawem naszych iluzorycznych wyobrażeń o sobie i rzeczywistości.



środa, 24 stycznia 2018

O INNYCH JAKO NASZYCH LUSTRACH...




W "zasadzie lustra" nie tyle chodzi o "przepracowywanie swoich prześladowców", co integrowanie swojego "cienia", który "zakotwiczony" jest w nieświadomości zbiorowej . Czyli o proces stawania się coraz bardziej samo-świadomą Istotą ludzką. Jak? No poprzez uświadamiane tego, co nieświadome w naszych myślach, emocjach i działaniach. Na przykład: 

kiedy uświadamiamy sobie swoje własne nieświadome kłamstwa i przestajemy siebie okłamywać (i innych), kiedy uświadamiamy sobie swoje własne nieuświadomione jeszcze manipulacje i przestajemy manipulować, wtedy... będziemy jeszcze (przez jakiś czas) spotykać nadal w swoim życiu kłamców i manipulatorów, oczywiście. Ale gdy te części Siebie mamy zintegrowane i uwolnione w sobie, czyjeś kłamstwa czy manipulacje nie robią już na nas żadnego wrażenia, nie dotykają nas, bo po prostu są widziane, a nawet rozumiane. I w każdej sytuacji, gdy z czyimś kłamstwem czy manipulacją mamy do czynienia, nie działamy już wtedy konwencjonalnie według jakichś koncepcji, lecz działamy spontanicznie, świadomie z przestrzeni Serca, z Miłością i współczuciem (współodczuwaniem), bo jesteśmy Jednym. Do momentu aż... dokona Się transformacja=transcendencja. Wtedy "kłamcy" i "manipulatorzy" znikają... 


Jeśli zaś wciąż coś nas denerwuje w innych i drażni, wyzwala jakieś negatywne emocje, znaczy to, że ta część Siebie, naszego "cienia zakotwiczonego" w nieświadomości zbiorowej nie została jeszcze uświadomiona i zintegrowana w nas. Każda taka negatywna reakcja - emocja jest informacją o tym, co jeszcze możemy sobie uświadomić i zintegrować, co jest jednoznaczne z uwolnieniem. Ale i przebijanie się przez warstwy nieświadomości bywa dla niektórych sporym wyzwaniem.

Ostatecznym "efektem" tego procesu jest połączenie z tzw. jaźnią będącą punktem centralnym, a przy tym podłożem naszego (psychicznego) istnienia, a niektórzy mówią, że to "cel naszej duszy" w tym świecie-śnie. Ten proces bywa bardzo trudny, chociaż wszyscy mamy wystarczające ku temu możliwości, by ten proces poznawczy przechodzić. I to jest tym, do czego wszyscy podświadomie zdążamy. Poznanie swojego "cienia" jest poznaniem prawdy o sobie, która nas wyzwala. 

Gdy znika kłamstwo, w całej krasie i blasku, pojawia się prawda. Kłamstwo zauważone zanika. I nie chodzi tu o jakieś "dążenie" do prawdy czy "poszukiwanie" prawdy albo "drążenie" kłamstw, lecz otwarcie na odkrycie kłamstw i przyjrzenie Się im. Ujrzenie kłamstwa i uświadomienie go sobie to... jego koniec - rozwiewa się jak dym iluzji. 


niedziela, 17 grudnia 2017

KRYSZTAŁOWE LUSTRO... KOCHANE TY...

Kochane Ty,

GDYBYŚ był tym, który nie chce poznać prawdy, a ja myślałabym o Tobie i mówiłabym, że nie chcesz poznać prawdy, to taki obraz Ciebie utrzymywałabym w Sobie... a Ty byłbyś tylko projekcją tego, co we mnie nieświadomie projektowane na Ciebie.

Gdy przestaję o Tobie myśleć i widzieć Ciebie jako tego, który nie chce poznać prawdy, stwarzam w Sobie przestrzeń, w której jesteś przyjęty taki, jaki jesteś - bez tworzenia etykietek, koncepcji i scenariuszy na Twój temat. W takim momencie uwalniam Cię w swojej wewnętrznej przestrzeni od odgrywania dla mnie roli tego, który nie chce poznać prawdy. Mój sen o Tobie uwalnia Cię od potrzeby odgrywania dalej takiej roli dla mnie. Śnię o Tobie już inny Sen: widzę Cię jako Kryształowe Lustro, w którym Prawda widzi samą Siebie. 

A Ty możesz tańczyć i grać różne role dla innych i Siebie. Błogosławię wszystkie przejawy Istoty Istnienia, Życia w Sobie.

Ach, Życie tańczy tęczowymi refleksami swój taniec, w którym każda cząsteczka jest integralną częścią całości, Jedni... zwielokrotnionej Tęczy Tęcz...
Taki Sen Się Śni. 

"Szukając prawdy o człowieku znajdziesz prawdę o sobie, obyś był na to gotowy." - Bogdan Waszut

TO i tak zdarza Się wtedy, gdy jesteśmy "gotowi" czyli wtedy, gdy Się zdarza. Inaczej nie może Się TO zdarzyć.

Widzę Twoje piękno w Sobie i... Twoje we Mnie...

Dziękuję Ci - Cudzie Życia za wszelkie inspiracje i znaki. 

I pozdrawiam Siebie w Tobie z wdzięcznością. 



poniedziałek, 11 lipca 2016

DEMONY UMYSŁU - ULEGANIE IM I ICH KARMIENIE CZY UWOLNIENIE ICH W SOBIE?


Nie wiem, dlaczego, ale czuję, że mam podzielić się z tobą pewną historią. Piękna młoda kobieta niedawno popełniła samobójstwo. Wizerunek na facebooku, jaki tworzyła o sobie i na swój temat, był "jednostronny"... zawsze wyglądała na osobę radosną, szczęśliwą, wesołą, pełną energii i intensywnie rozwijającą się duchowo... 

Ludzie, którzy znali ją tylko od tej jej powierzchownej strony, z jakiej ona chciała na facebooku siebie widzieć i być widzianą przez innych, byli zaszokowani jej samobójstwem. 

Nie wiedzieli na przykład nic o jej cierpieniu i stanach depresyjnych, nie wiedzieli o tym, że często miała myśli samobójcze, że tak naprawdę - choć wszyscy myśleli, że jest bardzo szczęśliwa ze swoimi partnerem, to jednak nie była... że kłócili się, zdradzali, wielokrotnie rozstawali się i schodzili ze sobą... Nie wiedzieli, że często zdarzało się, że czuła strach, że się czasem wściekała i krzyczała,  że odczuwała nienawiść, choć pragnęła miłości i za miłością wciąż tęskniła... 

I ludzie też nie wiedzieli, że ta piękna kobieta na przykład miała różne pragnienia, marzenia i wizje, w które wierzyła, za którymi podążała... W niektórych tych wizjach widziała demony i duchy, jedne ją atakowały, a ona próbowała je karmić, a inne podpowiadały jej, co ma robić...  Ale ona nie rozpoznawała ich jeszcze jako... duchy i demony swojego umysłu, które w rezultacie doprowadziły ją do... autodestrukcji. (*)

Ludzie wiedzieli, że ona marzyła o stworzeniu miejsca i społeczności ludzi, którzy będą żyć w harmonii, miłości, współtworzyć ze sobą i wspierać się wzajemnie, ale nie wiedzieli, że wszystkie próby, jakie czyniła w tym kierunku, prędzej czy później kończyły się jej rozczarowaniem... sobą i innymi.

I ludzie nie wiedzieli... prawie nic o jej "drugiej stronie", tak samo, jak nie chcą widzieć tego samego w sobie... Jak nie chcą dostrzec swojej "drugiej strony" w sobie... która to strona czy chcemy, czy nie chcemy, przejawia się przez nas, ale zazwyczaj nie jesteśmy tego świadomi.

Nasze ja-ego uwielbiają pokazywać się jako piękne maski, za którymi ukrywają te części siebie, które piękne wcale nie są. Nie chcemy, by ktokolwiek zobaczył nasze "słabości", nasze zmagania się ze sobą itp. "To zrozumiałe, bo i po co?" Ale przede wszystkim to my sami, tego nie chcemy zobaczyć - my jako nasze tzw. ja-ega, więc wypieramy się wciąż, wypieramy się tego, od czego nasze ja-ego nas wciąż oddziela... od innych cząstek Siebie jako Całości, Jedni - od SIEBIE, od tego, KIM/CZYM JESTEŚMY. 

Dlatego (jedni częściej, inni rzadziej) cierpimy w samotności i użalamy się nad sobą albo skarżymy się innym obwiniając jeszcze innych o nasze cierpienie, a w jeszcze innych sytuacjach... udajemy, że "wszystko jest w porządku"...."u mnie wszystko dobrze"...

No i próbujemy wszystkie "brzydkie" części Siebie ukrywać za pięknymi maskami i uciekać przed tymi "brzydkimi" częściami Siebie, a one i tak nas wciąż gonią i prędzej czy później dopadają. 

Więc jeśli nie znajdujemy w sobie odwagi, by zacząć wyciągać to wszystko, co pod tymi pięknymi maskami w nas ukryte, w pewnym momencie te piękne maski same zaczynają się rozpadać, bo rozbijają je te "straszniejsze" - wbrew naszym upartym ja- ego, które chcą być "piękne" i "kochane", ale samych Siebie nie mogą rozpoznać i pokochać..  

Tak nieświadomie działamy, co prowadzi w rezultacie do auto-destrukcji - gdy nie możemy być uczciwi wobec samych siebie i tym samym wobec innych, dlatego wolimy pozostawać nieświadomymi tego, kim/czym JESTEŚMY...

Jeśli nie znajdujemy w sobie otwartości na nieznane, na rozpoznawanie natury umysłu, żyjemy w nieświadomości i okłamujemy sami siebie i innych żyjąc w iluzji i projektując swoje iluzje na innych...

Wiem, że bywa i tak, iż często na innych projektujemy to, co w nas jeszcze nieuświadomione, a czego wypieramy się w sobie i nie chcemy tego w sobie dostrzec.  A kiedy tak robimy (w nieświadomości swojej nie wiedząc, co czynimy), to wtedy zawsze coś, co przejawia się przez innych wobec nas,może wciąż nas, drażnić, dotykać, ranić, denerwować czy gniewać... 

Dlatego zawsze, gdy coś mnie porusza, przyglądam się sobie z największą uczciwością i uważnością, jaką mogę z siebie wykrzesać. Bo wiem, że jeśli coś nas dotyka, obraża i rani itd. (wywołuje nasze gniewne emocje), to jest to tylko informacja dla nas, o nas samych. Taka informacja często zostaje odrzucana przez nas, kiedy nie jesteśmy gotowi przyjrzeć się uczciwie samym sobie. Kiedy nie ma w nas gotowości na to, by ujrzeć wreszcie to, co nasze tzw. ja-ego ukrywa przed nami, żeby mogło czuć się lepiej.

Piszę o tym, ponieważ przez kilka lat zajmowałam się "odkrywaniem Siebie". Łatwe to nie jest, o nie, ale czy ktokolwiek obiecywał nam, że docieranie do Prawdy o Sobie będzie łatwe? Docieranie do Prawdy o Sobie poprzez poszerzanie świadomości siebie - Siebie - SIEBIE i obejmowanie siebie - Siebie - SIEBIE miłością wszechogarniającą, przestaje być trudne.

Może "coś" już na te temat wiesz. ;-}

Nawet chwilowe przebłyski błogostanu, a także chwile naszego uwielbienia dla Boga zawsze będą wymieszane z chwilami "depresyjnymi", w których różne nasze myśli i czyjeś działania będą wywoływać w nas negatywne emocje. Wahadła emocji poruszają się od jednego bieguna do drugiego... Te wszystkie myśli i emocje nami jeszcze powodują tak długo, dopóki ich nie rozpoznamy, dopóki ich sobie nie uświadomimy i dopóki z nich się nie "wyleczymy" - nie uwolnimy od nich.

Nie jestem osobą, która cokolwiek wie lepiej od ciebie albo gorzej, która czuje się lepsza lub gorsza od ciebie, lecz dzielę się z tobą tym, przez co przechodziłam przez kilka lat rozpoznając na przykład kolejne warstwy kłamstw i oszustw, a nawet różnych tricków mojego ego (umysłu o ograniczonej świadomości), które były ukryte przede mną samą (za piękną maską mojego ego). W tych rozpoznaniach rozświetlało się światłem świadomości wszystko to, co kiedyś moje ego przede mną samą ukrywało - Prawdę o sobie - Sobie - SOBIE. 

Poznając Naturę Umysłu poznajemy siebie-Siebie-SIEBIE. Czuję, że ten "proces" odkrywania Siebie - SIEBIE w sobie nie został zakończony. :-} Bo może nigdy się nie kończy. Ale nie ma to znaczenia, ponieważ z taką mocą ufności, jaka jest mi dana, jestem otwarta na nieznane i na Poznawanie siebie - Siebie - SIEBIE.

Nie chcę, nie oczekuję i nie potrzebuję, żeby ktokolwiek wierzył w to, co się przeze mnie przejawia, ale - jeśli kiedyś zechcesz, to może będziesz mogła/mógł sprawdzić, czy to, czym dzielę się z tobą w Miłości, jest prawdziwe dla ciebie i czy zainspiruje cię do odkrywania siebie - Siebie - SIEBIE  i do świadomego rozbijania MASEK naszych pięknych ego, które tak naprawdę służą nam do... ukrywania przed nami naszego cierpienia i Prawdy o Nas Samych: o sobie - Sobie - SOBIE...

(*) W uzupełnieniu film między innymi o naszych "demonach umysłu" i kołowrocie cierpienia:




_________________






poniedziałek, 22 września 2014

POWROT DO SWIADOMOSCI JEDNI

Odpowiednia wiedza dociera do nas dopiero wtedy, kiedy jesteśmy gotowi na jej przyjęcie...

Kiedy jesteśmy gotowi na zakończenie walki prowadzonej (zazwyczaj nadal nieświadomie) W SOBIE z tymi częściami siebie, których się wypieramy i od których się oddzielamy, wtedy nasze życie odmienia się tak, że nigdy wcześniej nawet wyobrazić byśmy sobie tego nie mogli... Zmiana, która następuje przekracza wszelkie nasze wcześniejsze wyobrażenia...

Pewnego dnia przypominamy sobie, że  to my sami – wierząc, iż  ktoś  może chcieć naszego cierpienia, nieszczęścia, bólu czy choroby, a nawet śmierci – dajemy innym (tymi swoimi własnymi projekcjami na innych) moc czynienia nam tego, czego się boimy doswiadczyć od innych, a co sami nieświadomie czynimy sobie...

Taka jest nasza moc, o której zapomnieliśmy...


KIEDY CZŁOWIEK MA OTWARTE tzw. TRZECIE OKO, to WIDZI, jakie są konsekwencje jego/jej działań i jest wolny/wolna od tych konsekwencji, a jednak je ponosi z pełną odpowiedzialnością. 

Na przykład do pewnego momentu mamy tak, że jedne dźwięki są "miłe", a inne są "niemiłe" dla ucha (jak zauważyła Maria_st)...

W pewnym momencie dźwięki przestają być „mile” lub „niemiłe” dla ucha… można je wszystkie zacząć słyszeć jako doskonałe, gdy się rozumie ich znaczenie… Instrumenty orkiestry trzeba przed koncertem nastroić, by zabrzmiały w doskonałej harmonii. Gdy mamy świadomość / wiedzę, że instrumenty są w trakcie strojenia, nawet występujące „dysonanse” czy dysharmonia, a nawet kakofonia przestają już być „mile” lub „niemiłe” dla ucha. Zmiana świadomości i zrozumienie czynią "cuda"... :-)

Stan świadomości jest uwarunkowany jaźnią, a jaźń jest "aspektem umysłu" (to przestrzeń, dzięki której umysł istnieje i działa), dlatego stan świadomości jest uwarunkowany przez umysł…, a dokładniej przez utożsamienie cząstki świadomości z pewnymi wzorkami…
A ponieważ jaźń jest "aspektem umysłu", to poniekąd - wygląda na to, że wyłoniła się z umysłu. Jednak jaźń jest po prostu cząstką ŚWIADOMOŚCI, która wypełnia także umysł.
Z Przestrzeni Bezczasu... ze ŚWIADOMOŚCI wyłania się UMYSŁ, choć jest z nią integralny… jak... jajo z kurą… :-):-) Ale…


Z UMYSŁU wyłania się JAŹŃ… JAŹŃ to ta część ŚWIADOMOŚCI, która znajduje się w UMYŚLE, wypełnia go (jak pozornie "pusta" przestrzeń w atomach). I Jaźń można porównać do matrycy wzorcowej (JA) danej osoby, która kształtuje się jeszcze dodatkowo w procesie wychowywania. Ta „matryca” ma zapisy-wzorce. 

Poprzez proces wychowania osoba utożsamia się (jako ja) jednak tylko z częścią tych wzorców - matrycy – jaźni, dlatego taka osoba nie jest świadoma pewnych swoich działań według tych wzorców- matrycy – jaźni (JA), z którymi się nie utożsamia (jako ego-ja).

JESTEM reprezentuje przejaw ŚWIADOMOŚCI.
JA reprezentuje UMYSŁ.

JA JESTEM TYM, CZYM JESTEM...
Ponieważ Wszyscy jesteśmy tym, kim, czym jesteśmy.
JA jestem tobą, TY jesteś mną...

JA JESTEM JA I TY JESTEŚ JA...
MY JESTEŚMY JA... :-)


niedziela, 13 kwietnia 2014

DESTRUKCJA I ZNISZCZENIE JAKO ZAKOŃCZENIE STAREGO CYKLU?


Zapiski z dnia 7. marca 2014


BĄDŹ TĄ ZMIANĄ, KTÓREJ PRAGNIESZ W ŚWIECIE - MAHATMA GHANDI

UNIWERSALNE, KRYSZTAŁOWE ZWIERCIADŁO NIE POSIADA SWOJEGO WŁASNEGO UMYSŁU. NIE MA TAM NIC INNEGO NIŻ ODBICIE TEGO, CO POKAZUJEMY... SOBIE w INNYCH i INNYM w SOBIE.

Wybrałam świadomie świadome życie w harmonii, wolności, ufności i obfitości, w pełnym zrozumieniu i miłości do wszystkiego, co istnieje. I mogę po prostu czuć wdzięczność. Widzę wokół odzwierciedlenie tego, co we mnie: harmonii, wolności, ufności i obfitości. Jeśli ktoś chce warunkować swoje szczęście i decyduje się na to, to ma prawo dokonać takich wyborów dla siebie. Ja wybrałam świadome życie w miłości, harmonii, wolności, ufności i obfitości. Jest jeden "warunek" - zero jakichkolwiek oczekiwań. Po prostu tu i teraz już jestem wdzięczna i szczęśliwa. Wystarczy utrzymać się w czystości serca i czystości umysłu - to ten tak zwany punkt centrum, punkt zero... w tu i teraz. W prawdziwej niewiadomej… ;-)


1. DESTRUKCJA

“Ta siła w końcu prowadzi nas do wolności zamiast zabijać.” - cytat z książki p.t. "Magiczna Podróż" Taishy Abelar.

Miałam sen… Przebudziłam się z tego śnienia w nocy zastanawiając, jaka dla mnie informacja z niego płynie? I przypomniałam sobie, że wczoraj opublikowałam notkę http://tonalinagual.blogspot.com/2014/03/siy-niszczycielskie-w-nas.html, w której odniosłam się do tego, co napisał Dawid56 na Mistyce Życia. Wspomniał tam o święcie Shivaratri, które jest poświęcone jednemu z najważniejszych bogów hinduskich Shivie. Shiva jest jednym z trzech bóstw z triady Brahma, Wishnu i Shiva. Shiva jest „odpowiedzialny” za proces zmiany poprzez niszczenie. Są ludzie, którzy oczekują tego zniszczenia na zewnątrz. Zapowiadają apokalipsę… Ale to projekcja… która dla nich może się kiedyś zrealizuje. 

Zainspirowało mnie to do przypomnienia, czym są takie "rytuały" jak ów taniec Sziwy Niszczyciela, jak możemy poszerzać swoją świadomość poprzez rozpoznanie swoich własnych, nieświadomych "demonów", które przejawiają się... także przez nasze sny. Przypomniałam o pracy z LUSTREM (poszerzaniu świadomości czy też samo-świadomości), która oparta jest o wiedzę według której każda istota ludzka, każda sytuacja może być dla nas odbiciem tego, co w nas nieuświadomione; w ten sposób, uznając innych jako cząstki siebie (całości, Jedni). Dzięki temu możemy poszerzać swoją świadomość uwalniając siebie od wpływu nieświadomych "wzorców" myślenia i działania.


2. ZAGADKA ŚMIERCI

Kilka dni temu czytając notki na blogu MARTY M. natrafiłam na art pt. ŚMIERĆ JAK MALOWANA, a w nim na zdjęcie obrazu Gustawa Klimta "Życie i śmierć": 

Napisałam tam krótki komentarz. Oto fragment:

"nieuchronna śmierć.”


Tu skojarzenie mam z naukami Tolteków (np. Don Juana z książek C.Castanedy), według których śmierć zawsze nam towarzyszy i znajduje się tuż obok, po lewej stronie. Zawsze można zadać jej pytanie – gdy zajdzie taka potrzeba i uzyskać odpowiedź…

“a śmierć czeka w bezruchu na dogodny moment by zaatakować.”

Przeleciało mi przez głowę pytanie: czy ona atakuje? Chyba nie musi. To być może jakieś nasze wyobrażenia wynikające z lęku przed nią. Postrzegam ją inaczej: cierpliwa podąża za nami, zawsze gotowa, zawsze obecna, cierpliwie czeka na odpowiedni moment. Wtedy, gdy on nadchodzi, śmierć robi to, co ma do zrobienia; ona wie, kiedy działać i jak… Ale, coś mnie zaskoczyło? Na tym obrazie Klimta “Życie i śmierć”, śmierć ma wyjątkowo “piękny uśmiech”. Nikt z ludzi przedstawionych na tym obrazie nie ma takiego. Dziwne.

Z Alteą z gwiazd http://alteazgwiazd.wordpress.com/2014/03/05/wywiad-z-carlosem-castaneda/ prowadziłam dialog na jej blogu dotyczący m. innymi nauk tolteckich, tradycji "linii przekazu", "ostatnim" nagualu, "ostatnim" dalajlamie... zakończeniu "starych linii przekazu"... A także o "abstrakcyjnym locie" i "przesuwaniu punktu scalającego świadomość", o dakiniach i czarownicach... Tym tematom poświęcona jest też moja notka http://tonalinagual.blogspot.com/2014/03/tradycje-i-linie-przekazu-wiedzy.html "Abstrakcyjny lot" jest związany z uniknięciem pożarcia przez Orła Świadomości, który zazwyczaj pożera ową świadomość ludzi w momencie śmierci... A wczoraj jeszcze przed zasypianiem przeczytałam w książce Taishy Abelar:

"Umieramy, ponieważ nie bierzemy pod uwagę możliwości przemiany".

Z kolei dziś rano przypomniało mi się śnienie o klanie czarownic i śmierci… 


3. ŚMIERĆ JAKO CZĄSTKA MOJEJ TOŻSAMOŚCI

I nagle zdałam sobie sprawę, że wyparłam kiedyś tę część siebie samej, swojej tożsamości, która uśmierca samą siebie... Moje myśli o śmierci do tej pory powiązane były z tym, że śmierć jest czymś... całkowicie naturalnym, jest integralną częścią życia, istnienia, ale jednocześnie postrzegałam śmierć jako "ją"... Myśli typu: "Śmierć to ona. To ona nas uśmierca. To ona mnie uśmierca"... wydałały się być takie oczywiste. A przecież to wzorzec taki sam, jak inne. I taki wzorzec też można zmienić, przetransformować… w sobie, uwolnić się od niego albo ten wzorzec uwolnić od siebie ;-)

Zazwyczaj, aby poszerzać swoją świadomość (świadomość siebie), stosowałam metodę PRACY Z LUSTREM. Stosowałam ją skutecznie wówczas, gdy coś mnie denerwowało lub drażniło w innych. Pisałam wtedy np.: ona jest złośliwa. Następnie pisałam: ja jestem złośliwa. W ten sposób wyciągałam ze swojej nieświadomości cząstkę swojej tożsamości i przyjmowałam tę wypartą część siebie (część swojej tożsamości) na poziom świadomości. I szukałam w sobie, w swojej pamięci takich swoich zachowań, w których bywałam złośliwa. Przyznanie się przed sobą nie bywa łatwe, ale robiłam to z coraz większą odwagą. Potem ten wzorzec zmieniałam, "transformowałam w sobie" przyjmując do świadomości i "uwalniając się" od niego.

Teraz inni ludzie już mnie nie denerwują ani nie drażnią… Co najwyżej mogę czuć się poruszona. Mam dla nich wiele zrozumienia, współodczuwania i miłości. Lecz nagle poczułam, by znów zastosować tę metodę LUSTRA tym razem wobec… śmierci… Sama byłam zaskoczona. Przecież nie poczułam żadnej złości, irytacji czy jakichkolwiek negatywnych emocji względem śmierci. Po prostu poczułam, że mam przejrzeć się w niej jak w lustrze, by uświadomić sobie to, czego może jeszcze nie jestem świadoma... Tak więc zrobiłam i napisałam:

ona jest śmiercią. Ona uśmierca mnie i innych.

A następnie napisałam:

Ja jestem śmiercią. Ja uśmiercam siebie i innych.

Nagle dogłębnie zdałam sobie sprawę, że śmierć także jest cząstką mnie samej; cząstką "mojej" ekspandującej świadomości (wyższego Ja? Jaźni? ). Jakże trudne było pomyśleć, napisać: śmierć to ja, to ja uśmiercam siebie i innych… Ale gdy to zrobiłam, okazało się, że to ja uśmiercam samą siebie poddając się nieświadomie pewnym wzorcom myślenia i działania, które do tego prowadzą...

Stosując dalej metodę LUSTRA mogłam teraz napisać: 

wyciągam ze strefy cienia, z nieświadomości tę część mojej tożsamości, która jest śmiercią, która uśmierca innych, mnie i... siebie. (Innych, ponieważ inni są częścią mnie na poziomie wielowymiarowym jako cząstki Jedni, a tym samym uśmiercam także samą siebie... na wielu poziomach.) 

Dalej napisałam:

Przyjmuję na poziom świadomości tę część siebie, która jest śmiercią, która uśmierca innych i siebie... z akceptacją, zrozumieniem i miłością.

To spowodowało, że nagle zaczęłam sobie przypominać wiele sytuacji, w których do tej pory nieświadomie uśmiercałam. Przez wieki, tysiące lat… albo i znacznie, znacznie dłużej. Na wielu różnych poziomach świadomości (tożsamości) np. jako osoba, kobieta i mężczyzna, jako ludzkość, jako istota w różnych formach energetycznych i materialnych, jako żywioły itd… Przelewały się przeze mnie obrazy jak z filmu z tysiącami nakładających się na siebie, przenikających się wzajemnie "scen" śmierci i umierania… I mogłam wreszcie przyjąć to wszystko do świadomości i uwolnić w sobie - osobie. I zdałam sobie sprawę, że to wszystko było, że to wszystko skądś znam, pamiętam… 


4. UWOLNIENIE ŚMIERCI OD SIEBIE

Teraz mogłam podjąć decyzję zmiany tego wzorca. Ale na co? Wiem, że na przykład istnienie "w nieskończoności" w jednej, stałej formie fizycznej może stać się okrutną pułapką ego. Wtedy wciąż żyjesz, a inni starzeją się i umierają, a ty wciąż żyjesz w jednym i tym samym ciele, w jednej i tej samej formie… albo podobnych. To wybujałe ego-ja chce tak trwać i próbuje naginać do swoich zachcianek prawa natury. Chyba że… można całkowicie uwolnić się od wszelkiego przywiązania do obecności fizycznej ludzi, których spotykasz przez wieki. Ale wtedy, jeśli uwalniasz się od przywiązania do innych, uwalniasz się także od swojego przywiązania do istnienia w jednej formie fizycznej. W każdym razie, nie wiem skąd, ale to doświadczenie też jest mi znane...

Następnie napisałam: 

Mam wolną wolę i na najgłębszym poziomie świadomości podejmuję decyzję zmiany tego wzorca bycia śmiercią i uśmiercania siebie i innych. A energię tego wzorca zmieniam na... otwartość na zmiany formy istnienia.

Podjęłam tę decyzję płynącą z serca - na najgłębszym poziomie swojej świadomości - zgodnie z Wolą Całości i przetransformowałam w sobie energię tego wzorca. Pozwoli mi to odzyskać energię, którą "pochłaniał" ów stary, nieświadomy dotąd wzorzec uśmiercania siebie i innych. I nagle przyszło głębokie zrozumienie i stałam się świadoma, że 

umierają tylko te części Całości, które są od niej oddzielone. Bo istnieją w iluzji oddzielenia. I boją się albo śmierci albo życia (to dwa skrajne bieguny tego samego). Życie w iluzji oddzielenia przynosi chaos, walkę, cierpienie i śmierć, które są... iluzją wynikającą z zapomnienia. Podziały są tylko iluzją. Umysł ograniczony ego-ja dzieli, ocenia, oczekuje, wartościuje itd., itp., a sam jest... iluzją. Sam jest podzielony, oddzielony… jako wyłoniony z Jedni. Pisałam o Jedni wielokrotnie :-)

Chociaż widzę też, że umysł jest także wspaniałą, aktywną i niezmiernie atrakcyjną grą światła i cienia, dobra i zła oraz wszelkiej polaryzacji, biegunowości... I wiem, że wszystkie części Całości zawsze są częściami Całości, więc poczucie bycia oddzielną częścią jest tylko iluzją stworzoną przez ego-ja.
Ego-ja też nie jest ani dobre ani złe. Ma swoje przeznaczenie, funkcję, zadanie do spełnienia… Poczucie oddzielenia dzięki ego-ja o ograniczonej tożsamości pozwala na głębokie doświadczenie poprzez ciało fizyczne (biologia, psychika, mentalność, emocjonalność itp.) istnienia w materialnej formie. 

Ponowne połączenie z Całością daje radość istnienia i przynosi coraz większe zrozumienie, spokój dla umysłu, harmonię, pokój, wypełnia miłością wszechogarniającą... a świadomość niemalże ekspanduje.

Te części Całości, które łączą się na powrót z Całością, istnieją wiecznie. Mogą zmieniać swoje formy istnienia jako energetycznych bytów, istot, mogą zmieniać także swoje materialne formy; są zmienne, wciąż żywe i istnieją w nieskończoności przejawów i potencjalnych zmian. Dla nich śmierć jest tylko doświadczeniem przejścia z formy do formy, jest bramą przejścia. Z formy energetycznej do innej energetycznej,  z formy energetycznej do materialnej, z formy materialnej do innej formy materialnej, z formy materialnej do innej formy energetycznej…  Energia Całości wypełniająca formę i sama forma to Dusza, Świadomość. Forma wyodrębniona z całości… to Duch, Umysł. Duch, Umysł określa i ogranicza do "bytów samych w sobie" różne części Całości i w ten sposób oddziela, po pierwsze - od Całości, a po drugie - od siebie wzajemnie - różne cząstki Całości.

Rysunek pt. "podróże świadomości" z notki pt. CYKLE CZASOPRZESTRZENNE I ŚWIADOMOŚĆ:



I mimo, że to wszystko już sobie przypomniałam, to teraz po prostu poczułam to głęboko w sobie. Doświadczyłam tego świadomie w swojej... wewnętrznej przestrzeni Świadomości.


4. POSTRZEGANIE ŚMIERCI

Mamy wiele możliwości postrzegania procesów umierania, transformacji, zmiany form czy istnienia w nieskończoności:

1. Możemy wierzyć, że nasze życie, nasze istnienie kończy się ze śmiercią fizycznego ciała, bo potem nie ma nic, co ludzki umysł mógłby pojąć coś, co przekracza jego możliwości percepcyjne (z powodu mocno ograniczonej świadomości - tożsamości ego-ja).

2. Możemy wierzyć, że ciało jest materialną, fizyczną maszyną, biologicznym pojazdem dla duszy.
I że to ciało jako forma biologiczna umrze, ulegnie degradacji, a dusza uda się w dalszą podróż... do "nieba", "piekła", 'czyśca"... w każdym razie do jakiejś innej "czaso-przestrzeni" lub "wymiarowości".

3. Możemy wierzy, że ciało jako fizyczna, materialna forma może być nieśmiertelne.

4. Możemy wierzyć, że będziemy wciąż i wciąż odradzać się nieświadomie w różnych formach - ciałach, w różnych światach... na przykład wędrując (zgodnie z prawem karmy) po Kole Życia - samsary.

5. Możemy wierzyć, że świadomie będziemy mogli zmieniać swoją formę fizyczną i podróżować po różnych światach.

6. Możemy wierzyć, że ciało jako fizyczna, materialna forma może ulec transformacji w energię np. w "tęczowe ciało" jak u buddy.

7. Możemy uwierzyć, że któregoś dnia wykonamy "abstrakcyjny lot" i polecimy tym “abstrakcyjnym lotem" znikając z całością swej istoty w nieskończoności” (o czym pisał na przykład C.Castaneda w swoich książkach).


Możemy wierzyć, uwierzyć albo po prostu… WIEDZIEĆ. Gdy jesteśmy połączeni z Duszą, a poprzez nią z Całością, zawsze w tu i teraz spływają do nas informacje, które prowadzą nas zgodnie z Wolą Całości z czystego umysłu - od Ducha. Tak zwane 'urzeczywistnienie' to stan istnienia, w którym osoba nie ma już własnej woli, lecz jej wola połączona jest z wolą Całości albo - jak nazywają niektórzy Źródła. To nie jest Bóg. To COŚ można nazwać PODWÓJNĄ Istotą boską (o żeńskim i męskim aspekcie).

Każdy ma prawo wybierać dla siebie (świadomie albo nieświadomie) to, w co chce wierzyć, co chce uznawać za swoją "prawdę", choć te "prawdy" to tylko cząsteczki, które są cząstkami Całości. I tylko Całość jest Prawdą. Każdy może postrzegać siły destrukcyjne, niszczycielskie czy śmierć jako "złe" lub "dobre". A może także wyjść poza to przywiązanie do rozdzielania wszystkiego na "dobre i złe". Wszystkie sposoby postrzegania wynikające z naszej "wiary" zgodnej z nabytymi wzorcami i przekonaniami lub "wiedzy" czy "widzenia" są równoprawne. Te świadome i nieświadome. To są przejawy naszej "wolnej woli" ego - ja oddzielonego od Całości przez ograniczoną tożsamość (świadomość siebie).

Ale gdy nasza wola łączy się z Wolą Całości, zmiany, jakie w nas jako istotach ludzkich zachodzą, stają się wprost... niewyobrażalne... wcześniej. Wszystko, co możemy sobie wyobrazić, już istnieje jako przejawione, ale to, czego nie możemy sobie wyobrazić, a przejawia się, świadczy o znacznej zmianie naszej świadomości. Nie zmieniałam się zbytnio przez około 40 lat swojego życia. Pomijając zmiany fizyczne, oczywiście. Ale kiedyś nie byłabym w stanie ani wymarzyć ani wyobrazić sobie tych zmian, jakie się we mnie dokonały przez ostatnie dziesięć lat.

Napisałam kiedyś: (na banerze bocznym tego bloga): pamiętam, że moje marzenia ogranicza moja wyobraźnia, a moją wyobraźnię ograniczają moje: programy, nawyki, wierzenia, przekonania, przywiązania i... mój strach. Dlatego wolę sobie nie wyobrażać już niczego (…) Teraz wolę już nie marzyć…

Jak można przestać marzyć? - wielu zapyta. Można. Dopiero wtedy zaczynają zdarzać się cuda, bo nie oczekuję od innych i całego wszechświata, by naginał rzeczywistość do "mojej woli" wynikającej z chcenia małego ego-ja. Teraz wystarczają mi intencję, które nie narzucają tego, w jaki sposób są one realizowane. Zamiast marzeń mam intencje, które mnie prowadzą. Intencje dla mnie to… drogowskazy DUSZY, które łączą moją wolę z Wolą Całości.

Jesteśmy ciałem i świadomoscią. Gdy ciało "umiera" - zmienia swoją formę materialną, powraca do większej części całości np. do ciała Ziemi). A świadomość jako treść wypełniająca tę dotychczasową formę wraca do większej części Całości - Świadomości… (Stąd symboliczne "połykanie" świadomości ludzi, którzy umierają przez Orła Świadomości - w tradycji Tolteków *). "Wracamy"… "zlewamy się", łączymy się ze sobą jako Jednia, Całość… ŚWIADOMOŚĆ w sobie. Potem znów jako różne cząstki (cząstkowe świadomości) dostajemy różne formy - "kiecki", "maski"…

Istnieją cykle przejścia przez bramę śmierci, które można opisać jako:
- cykle z "utratą" świadomości połączenia - wtedy za każdym razem, gdy się rodzimy, nie pamiętamy swoich wcześniejszych form i "wcieleń" to samsara - Koło Karmy
- cykle z zachowaniem świadomości połączenia - wtedy przychodząc na świat pamiętamy swoje wcześniejsze formy i "wcielenia".

Czasem zdarza się, że część życia przeżywamy nieświadomi połączenia z Całością, Jednią - nie pamiętając, po co tu jesteśmy. Wtedy po prostu realizujemy "oprogramowanie" wzorcami dla ego-ja, a potem odzyskujemy pamięć połączenia i samo-świadomość (świadomość siebie jako czegoś znacznie większego od ja-ego naszych "małych" tożsamości oddzielonych od innych części Całości).





“Niestety, całość napisów widoczna jest tylko w trybie pełnoekranowym. W zwykłym trybie część napisów jest “zjadana”, ponieważ filmik po załadowaniu przestał być panoramiczny.”
_________________________________________________________




Sat Nam oznacza: Sat – prawda, Nam – tożsamość (prawdziwa tożsamość). Inni mówią, że słowo to znaczy… uwolnienie… albo urzeczywistnienie… "Prawda jako Tożsamość, lub Tożsamość Wszelkiego Bytu".


POMOSTY:
http://tonalinagual.blogspot.com/2011/11/cykle-czasoprzestrzenne.html
 7 kwietnia 2012 o śmierci wątek...
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/05/jestem.html
Śmierć jest także w pewnym sensie iluzją, ponieważ zmienność i płynność jest kosmiczną zasadą istnienia.  To Transformacja, a śmierć jest bramą takiej transformacji, w której zachodzi zmiana formy istnienia. Oczywiście mogę siedzieć w miejscu i podróżować, ale najistotniejszymi podróżami są “podróże świadomości” czyli zmienność "zakresu - spektrum częstotliwości" świadomości…

środa, 5 marca 2014

KOMPUTEROWA GRA Z PRZESŁANIEM?


Oto piękna przypowieść Margo0307, którą umieściła w komentarzu pod moją notką p.t.: MEDYTACJA, ŚNIENIE, ZMIANY WZORCÓW IPRZEBUDZENIE... CZY KONTYNUACJA SNU? 



"Kiedyś grałam w grę komputerową, która składała się... chyba z 7-miu poziomów...
Główną postacią gry był ludzik w pumpiastych spodniach (coś a'la Sindbad), który miał za zadanie dojście do ostatniego, siódmego poziomu, na którym czekała nagroda ale... nie pamiętam co było tą nagrodą ;) 
W trakcie wędrówki przez te kilka poziomów czyhało na niego mnóstwo śmiertelnych niebezpieczeństw...
 Na ostatnim poziomie, tuż przed końcem... stało ogromne lustro...
 Kiedy ludzik - Sindbad stanął przed lustrem, ujrzał swoje odbicie, które... wyszło z lustra i broniło dostępu do upragnionej nagrody ;) 
Gdy ludzik - Sindbad wyciągnął miecz - odbicie także wyciągnęło miecz... 
Ludzik - Sindbad znał wiele wspaniałych sztuczek władania mieczem, ale... odbicie znało dokładnie te same sztuczki i bardzo skutecznie odparowywało ciosy ludzika - Sindbada… 

Zabrało mi wiele, wiele czasu granie w tą grę, a to dlatego, że bardzo byłam ciekawa tego, co jest końcową nagrodą ;) 
W pewnym momencie, opanowawszy niemal do perfekcji wszystkie 6 poziomów, poczułam rezygnację połączoną niemal ze złością, nie mogąc pokonać lustrzanego odbicia...
 Postanowiłam więc przestać walczyć mieczem i... stał się CUD !!! - odbicie także schowało miecz :D"

piątek, 12 lipca 2013

PRZEGLĄDAJĄC SIĘ W LUSTRZE ALBO W JEGO ROZBITYCH CZĄSTKACH


JEST TAKI PRZESĄD, ŻE NIE NALEŻY PRZEGLĄDAĆ SIĘ W ROZBITYM LUSTRZE. CZY KTOŚ WIE, SKĄD TEN PRZESĄD I "SIEDEM LAT NIESZCZĘŚCIA"? 
Kto go wymyślił i w jakim celu? 

W tym porzekadle zawarta jest jakaś informacja, ale jaka i z czym związana - o co w niej chodzi? - nie wiadomo... 

Większość przesądów jest po to, byśmy funkcjonowali w ciągłym strachu, że coś złego nas może spotkać zawsze i na każdym kroku. Że jeśli nie wykonamy jakichś bezsensownych "magicznych" rytuałów, to stanie nam się coś złego. I tylko te "magiczne rytuały, o których nie mamy pojęcia, skąd się wzięły i co znaczą, mogą nas uchronić przed nieszczęściem lub zgubą?  One nas nieprawdopodobnie ograniczają, a często nawet powodowały nienawiść do np. czarnych kotów, zakonnic (ale nie księży) itp. itd. Ale nie o tym tym razem chcę napisać. Przesądy to także przekonania, to wzorce zachowań.

A rozbite lustro to mocny symbol... jego znaczenie opisałam np. tu: ROZBITE LUSTRO.

Był czas w moim życiu, kiedy uwolniłam się od wszelkich przesądów. Uwalniałam się także od różnych przekonań na swój własny temat. I tym doświadczeniem pragnę się podzielić.

O jednej metodzie pracy z Lustrem pisałam w notce pt. ZADYMIONE LUSTRO.  W naukach Tolteków i Rdzennych Obu Ameryk można znależć wiedzę, która mówi, że wszyscy jesteśmy dla siebie Lustrami, w których się przeglądamy wzajemnie. Ta praktyka dotyczy rozpoznawania poprzez innych - jako naszych lustrzanych odbić - SWOICH własnych nieświadomych wzorców ukrytych w naszej podświadomości i wyciągania ich na poziom świadomości, co w efekcie poszerza zakres naszej samo-świadomości.

Wiedza o sposobach postrzegania przez nas innych ludzi jako naszych Luster pomaga nam poszerzyć naszą świadomość poprzez proces samopoznania i transformowania energii wcześniej nieświadomych, a później już rozpoznanych wzorców w to, co nam ma sprzyjać w naszym rozwoju. Ta wiedza uwalnia nas od nadmiernego przywiązania do przekonań, a nawet nieświadomych emocji, które nami rządzą (władają). 

Możemy dzięki tej metodzie rozpoznawać swoje nieuświadomione sposoby działania, wzorce myślowe i emocje oraz te części swojej tożsamości, które zostały zepchnięte głęboko w cień w trakcie naszego procesu "programowania" w dzieciństwie i młodości. Możemy dzięki tej metodzie uwalniać te części siebie, które "ukryliśmy sami przed sobą" i szczelnie zamknęliśmy w naszych "osobistych Puszkach Pandory" *). 

Temat LUSTRA jako symbolu naszych relacji z innymi cząstkami Całości poruszałam także w innych notkach:

Teraz opiszę jeszcze inny sposób - metodę pracy z lustrem na swoim własnym przykładzie. Postaram się w jak najprostszy sposób opisać to doświadczenie.


Byłam kilkanaście lat temu w takim stanie, że patrzyłam w lustro i nie lubiłam tej osoby, którą w nim widziałam. Odrzucałam wiele aspektów samej siebie, ale nie rozumiałam jeszcze, kim jestem. Byłam na początku drogi poznawania siebie i rozpoznawania, kim jestem.

W dzieciństwie przyjmujemy pewne wzorce i programy w procesie wychowywania od dorosłych. Wtedy konstruuje się nasza tożsamość. Możemy na przykład być utożsamieni z wzorcem: "jestem brzydka, a inne kobiety są takie piękne" albo "jestem brzydki, a inni mężczyźni tacy piękni".  Często taka myśl "myśli się" w naszym umyśle nieświadomie i pobudza nasze różne emocje a to zazdrości, a to złości, a nawet nienawiści do innych i również do siebie... Już w młodości, a potem i w dorosłym życiu sami często katujemy się takim swoim myśleniem o sobie.

Któregoś dnia znalazłam bodajże w jednej z książek Luis Hey opis praktycznego ćwiczenia  z lustrem, które miało na celu uwolnienie od przekonań na swój własny temat.  Nie mam przy sobie tej książki, więc napiszę to, co pamiętam. Chodzi o to, że potencjał energetyczny zapisu w naszych ciałach jakiegoś wzorca, z którym się utożsamiliśmy np. "jesteś/jestem brzydka, a inne kobiety są takie piękne" należy zrównoważyć nową energią. Luis proponowała codziennie przez jakiś czas stawać przed lustrem z dłonią na krtani (czakrze gardła - wyrażania) i powtarzać takie słowa, które "odkodują" stary wzorzec. W podanym przeze mnie przykładzie owym "antidotum" mogą być słowa z drugiego bieguna - "pozytywnego" myślenia o sobie np.: "jestem piękna taka, jaka jestem".  

Ja kiedyś wybrałam do pracy ze sobą "mantrę" :-) "jestem piękną, mądrą, dojrzałą kobietą", ponieważ wiedziałam, że często zachowywałam się w trudnych sytuacjach jak mała, niedojrzała, poraniona dziewczynka. Nie bardzo lubiłam swoje odbicie w lustrze. I z pewną zazdrością patrzyłam na niektóre kobiety, zwłaszcza te, które potrafiły  mówić (wówczas dla mnie:) w piękny i mądry sposób. Co z tego, że odnosilam jakieś sukcesy w swoim życiu, jeśli nie potrafiłam cieszyć się nimi? Co z tego, że niektórzy uważali mnie za piękną kobietę, skoro ja sama w to nie wierzyłam?  Wiele rzeczy w życiu robiłam po to, by udowadniać innym swoją wartość, ponieważ sama nie miałam poczucia własnej wartości. W każdym razie było ono mocno zachwiane. Dlatego czekałam na miłe słowa albo na słowa czyjegoś uznania, podziwu itp, jak na jałmużnę, ale nawet gdy ktoś je wypowiadał, ja byłam głucha jak pień, ponieważ nie byłam w stanie w nie uwierzyć.

Kiedy pierwszy raz stanęłam przed lustrem i zaczęłam mówić te słowa: "jestem piękną, mądrą, dojrzałą kobietą", nie mogły mi one przejść przez gardło. Byłam raczej przerażona... W moim umyśle pojawiały się myśli, że to przecież kłamstwo, że to jakieś szaleństwo, ale mimo to poszłam za radą Luis Hey, żeby - bez względu na to, co będzie się z nami działo - powtarzać dane słowa (afirmację) patrząc w swoje odbicie w lustrze. I tak robiłam. Kaszlałam, krztusiłam się, płakałam, a nawet zawyłam kilka razy, bo wymawianie tych słów sprawiało mi sporą trudność. Przez wiele dni było mi bardzo trudno wykonywać to "ćwiczenie", ale mimo to, wykonywałam tę praktykę, ponieważ w sercu pragnęłam zmiany i podjęłam decyzję o zmianie jakości swojego życia. Nie chciałam już dłużej grać roli "ofiary losu" sama przed sobą... Powoli z każdym dniem coraz łatwiej wypowiadało mi się te słowa.

Po mniej więcej miesiącu takiej codziennej praktyki (czasem i dwa razy dziennie), któregoś dnia wypowiadając te słowa i patrząc na twarz w lustrze zobaczyłam... wesołe oczy. Trysnęła we mnie radość w sercu i byłam tak zaskoczona, że przez moment trudno było mi uwierzyć w to, co zobaczyłam. Ale tak, widziałam wesołe, kochające oczy i aż zaczęłam się śmiać do tych oczu mówiąc: "widzę to, widzę, naprawdę widzę". I dziękowałam Luis i sobie. Kontynuowałam tę praktykę przez następne tygodnie.

Powoli zaczęłam się czuć piękna, mądra i dojrzała :-) Potrzebowałam takiego doświadczenia. Doświadczałam wtedy wielu zachwytów moją osobą od innych ludzi. Najpierw byłam zadziwiona, ale z czasem zaczęłam przyjmować to jako coś absolutnie naturalnego :-)  A jednak to jeszcze nie koniec tej przygody.

Wkrótce potem, nagle któregoś dnia uświadomiłam sobie, że zarówno to, co myślałam wcześniej o sobie, że jestem "głupia i brzydka", jest taką samą iluzją jak myślenie o sobie, że jestem "piękna i mądra"... To ILUZJA - zobaczyłam i zrozumiałam. Wtedy nastąpił "głęboki przełom"... Zrozumiałam, że nie ma już dla mnie żadnego znaczenia, jak postrzegam samą siebie (czy utożsamiam się z piękną czy brzydką, mądrą czy głupią), że mogę być taka i taka, dla siebie i innych. Że przestało mieć znaczenie, jak postrzegają mnie inni, czy jako głupią, czy brzydką, czy mądrą czy piękną. Uwolniłam się od swoich ocen mojej osoby w tym "aspekcie mnie" i tego, jak mnie postrzegają inni. Uwolniłam się od ocen innych. Jednocześnie sama stałam się wolna od myślenia, czy brzydko albo ładnie wyglądam, czy wyrażam się albo postępuję głupio czy mądrze... i co na ten temat mogą myśleć albo mówić inni. Przestałam także w tych kategoriach oceniać innych. Och, to było niesamowite, zachwycające odczucie, to dało mi uwolnienie od utożsamiania się z jednym albo drugim "biegunem" postrzegania siebie i wyczulenia - w pewnym sensie nieuświadomionej wcześniej "nadwrażliwości" na postrzeganie mojej osoby przez innych. 

Jestem taka, jaka Jestem :-) I wiem, jestem świadoma, że Ty także jesteś taki lub taka, jaki lub jaka JESTEŚ.

To był jeden z pierwszych i jeden z wielu "kroków milowych", jakie do tej pory zrobiłam w moim procesie-życiu-nieustającej ceremonii życia.  Procesie polegającym na poszerzaniu (zakresu) mojej samo-świadomości poprzez zmiany starych wzorców i uwalnianiu się od nich, i transformowaniu, i otwieraniu się na całkiem nową wiedzę, nowe sposoby działania i istnienia...


Z mojej wiedzy wynika, że obecnie wielu ludzi przeżywa teraz mocne rozwibrowanie, nawet jeśli w swojej przeszłości działali i współuczestniczyli w tak zwanych pozytywnych doświadczeniach. Ponieważ i jedni i drudzy (ci od pozytywnych i negatywnych doświadczeń – “dobrej” i ‘złej’ karmy) potrzebują teraz dostroić się do tych całkiem nowych częstotliwości wibracyjnych (miłości wszechogarniającej). 

Chcę wspomnieć, że uwielbienie i nienawiść na poziomie zapisu energetycznego mają tę samą częstotliwość, te same “napięcie” czy natężenie fali, tylko te fale są swoimi ”lustrzanymi odbiciami”. Chodzi o to, że mamy możliwość teraz je ze sobą zharmonizować. Każdy w sobie, poprzez siebie. To właśnie ma także związek z umiejętnością wyciągania wniosków z doświadczeń traktowanych jako "życiowe lekcje  w kosmiczne szkole życia" i dokonywania syntezy, która umożliwia zakończenie walki dobra ze złem, światła i ciemności i przejście - być może w całkiem inne światy, niewyobrażalne dla nas w tym momencie, kiedy jeszcze działamy według "starych wzorców" tego "matrixa".

Tak, kiedyś  żyłam w lęku, potrafiłam odczuwać złość, nawet nienawiść. Cierpiałam, ale udawałam tylko, że umiem kochać, nieświadomie udawałam, że jestem TAKA wspaniała, a inni mnie nie doceniają. I dziwiłam się, dlaczego są "oni" tacy ślepi. ;-) Wciąż coś potrzebowałam udowadniać sobie i innym, a jeśli nawet zdarzało mi się odnosić pewne osobiste sukcesy, to nie byłam w stanie ich dostrzec, bo byłam skupiona - tzn. mój umysł był skupiony na "programach" i wzorcach według których działam nieświadomie. Chociaż ZDAWAŁO MI SIĘ, że przecież byłam świadoma. Ha, ha, ha... Przyjrzyjcie się sami sobie, ile czynności wykonujemy poza naszą świadomością, nawykowo, wręcz odruchowo łącznie z działaniami pod wpływem różnych myśli i emocji. Zdarzało się, że kłamałam, oczerniałam innych, oceniałam i w ten sposób wydawało mi się, że jestem od nich lepsza. Co za ignorancja i brak zrozumienia... Co za iluzja?!

Wydawało mi się, że kogoś kocham, a tak naprawdę pragnęłam na przykład mieć tę osobę wyłącznie dla siebie. I na przykład bałam się, że ta osoba może mnie porzucić dla innej. Albo chciałam, by inni mnie kochali, szanowali, a nie umiałam pokochać i uszanować samej siebie... To był nieustający głód, który nie mógł być nasycony przez innych, póki nie wypełniłam siebie samą szacunkiem i miłością... Oczywiście przeżywałam także momenty radości, euforii, a nawet szczęścia. Kiedy moje ego otrzymywało to, czego chciało. To też była iluzja. Jednak najprawdziwsze chwile szczęścia dawał mi kontakt z naturą i wszystkie "nieme" zachwyty nad cudami zjawisk natury. 

Teraz jestem szczęśliwa, ponieważ rozpoznałam wiele nieuświadomionych wcześniej wzorców według których działałam. I stąd też moje zrozumienie dla innych, którzy jeszcze według podobnych wzorców myślowych i emocji działają.

Ponieważ pamiętam, kim byłam... jestem...

Nie interesują mnie jednak żadne koncepcje tego, kim jestem. Nie interesują mnie na ten temat żadne koncepcje ani czyjeś ani moje. Nie interesują mnie żadne czyjeś koncepcje ani definicje, tym bardziej wyobrażenia i projekcje czy oceny na temat, kim Jestem, kim byłam lub kim mogłabym być. Podobnie mam w stosunku do Ciebie i tego, kim Ty byłaś, byłeś, jesteś albo możesz być.

Szanuję wszystkie swoje doświadczenia i siebie z przeszłości o znacznie bardziej ograniczonej świadomości: cierpiącą, myślącą o sobie i o innych w taki, a nie inny sposób, oceniającą siebie i innych w taki, a nie inny sposób albo chwalącą się swoimi "sukcesami", albo użalającą się nad sobą i swoimi "porażkami" albo... uskarżającą na innych. 


Jestem Tobą, a Ty Jesteś Mną...


Teraz już wiem, że osądzając innych, osądzałabym samą siebie, oskarżając innych, oskarżałabym samą siebie. Teraz.... szanując innych, szanuję samą siebie. Szanując samą siebie szanuję innych. Kochając innych, kocham samą siebie i kochając samą siebie, kocham innych. I nie wiem, co będzie dalej... ponieważ nawet sobie wyobrazić nie potrafię na podstawie wiedzy, którą mam dziś. I nie chcę ograniczać tego, co może się wydarzyć... swoimi wyobrażeniami. Dzięki temu otwieram się na nieznane i taką przyszłość, która może mnie zaskoczyć i zachwycić... zamiast powtarzania w kółko tego samego lub kolejnych wariacji tego samego, w kółko i w kółko...  otwieram się na nieznane... 


Wiem, że gdy opowiadam o sobie, opowiadam historie o sobie, ale nie o tym, jaką siebie widzę, ale o tym czego doświadczyłam nie oceniając, czy to dobre czy złe. 


Chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Wysłucham z wielką uwagą. To doświadczenia nasze i odkrycia, które te doświadczenia ze sobą przynoszą w każdym danym Tu i Teraz, wzbogacają nas i poszerzają naszą świadomość. A nie oceny siebie i innych. Te nas ograniczają. 

Wiem, że demony, potwory i wszystkie "Gady:, które nas straszą, najpierw potrzeba uwolnić... Przede wszystkim w SOBIE. Wybaczyć im w sobie i pozwolić im odejść albo rozpuścić się w Miłości. W ten sposób możemy je uwolnić w sobie. One wtedy odchodzą z naszego świata. Taką miałam wizję na spotkaniu ze Starą Lipą koło Jaszczurowej.




LUSTRO…
inni nam „lustrzą”, kiedy nas denerwują, irytują, kiedy wzburzają naszą harmonię… Wtedy jako te „lustereczka” pokazują nam te cząstki nas samych, których wyparliśmy się w sobie. Dzięki tej wiedzy możemy zacząć dostrzegać w sobie to, co nasze ego – ja ukryło przed „sobą”, bo oddzieliło się od „niechcianych, nielubianych” części siebie…. w procesie wychowywania („udomowiania”).
Dlatego, jeśli np. ktoś mówił, pisał, pisze i będzie pisać żle o mnie, nie robi to na mnie już żadnego wrażenia, nie burzy mojej wewnętrznej harmonii. Ponieważ rozumiem, z jakiego powodu ktoś to czyni, bo i ja kiedyś tak robiłam (lub podobnie) działając według tego samego wzorca: nienawiści powstałej z oddzielenia i oceniania innych jako tych złych, bo siebie ego chce widzieć wyłącznie jako dobre. 
Dlatego, że te wzorce „uzdrowiłam” w sobie, widzę, że inni według tych wzorców jeszcze działają. A ponieważ rozumiem to i znam z własnego doświadczenia, mogę nawet kochać takie osoby. 
Pamiętam, że wszyscy jesteśmy cząstkami Jedni, że każdy człowiek jest dla mnie lustrem, w którym się odbijają różne cząstki mnie samej…

Zmiana, poszerzenie świadomości polega na tym, że rozumiemy np. takie słowa:
„Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli” - Rumi.
Ktoś, kto uzdrawia te wcześniej „niechciane i nielubiane” części siebie w sobie, rozumie zachowania innych i nie czuje złości na np. tych którzy piszą różne „straszne rzeczy” o innych, lecz zaczyna odczuwać zrozumienie, akceptację takiej osoby i widzieć ją… taką, jaka ona jest, a nawet może odczuwać miłość.
Osoba, której nadal inni wciąż „lustrzą” i zaburzają jej wewnętrzną harmonię, nie może dostrzec i zrozumieć powodów działań takiej osoby i nie będzie ‚wierzyć’, że na innych jej oczernianie nie robi już żadnego wrażenia. Bo taka osoba... ma swoje przekonania. I nawet nie będzie chciała dopuścić takiej możliwości do siebie, dopóki sama nie zacznie doświadczać tej zmiany w sobie.
Więc osoba, która mówi lub pisze o mnie zle, może mówić i pisać o mnie, co jej się "żywnie podoba". Rozumiem, iż teraz inaczej nie może, ani nie potrafi, ponieważ działa według pewnych wzorców myślowych. A ja nie reaguję, ponieważ nie mam potrzeby zasilania swoją uwagą i emocjami tego, co ona robi. Nie tylko wobec mnie, ale i innych.
Czasem, jeśli poczuję z serca, to coś napiszę… Robiąc to, co mam do zrobienia.

Dodam jeszcze, że nie uważam siebie za "lepszą" lub "gorszą" od niej. Albo za "bardziej uduchowioną" od kogokolwiek. Po prostu różni nas tylko… różna zdolność rozumienia i świadomość (samo-świadomość) tego, w jaki sposób działamy tak, jak działamy i dlaczego działamy tak, jak działamy…
p.s. Uczciwość wobec samych siebie i rozpoznanie swoich kłamstw i swoich ukrytych przed ja "demonów" to jedno z najtrudniejszych "wyzwań" w tym świecie. 

*) O Puszce Pandory "streszczenie":
Pewnego dnia Dzeus rozkazał Hefajstosowi ulepić z gliny piękną dziewczynę. Dzeus poprosił Atenę aby nauczyła niewiastę tkania i haftu. Pandora została zesłana do domu Epimeteusza- brata Prometeusza. Prometeusz nie raz zabraniał mu wpuszczać Pandorę do domu, ale ten oczarowany nią wogóle się go nie słuchał. Posłaniec bogów-Hermes przekazał dziewczynie od Dzeusa szkatułę z nakazem, aby jej nie otwierała. Kiedy Pandora i Epimeteusz pobrali się, ta trawiona ciekawością strasznie nalegała, aż w końcu jej mąż otworzył puszkę. Gdy ją otworzyli, zaczęły z niej wychodzić duże, jadowite pająki i węże. Po krótkim czasie z puszki zaczęła wychodzić mglista, przedziwna kobieta. Była to nadzieja. Lecz Pandora na prośbę męża zatrzasnęła puszkę zamykając na zawsze nadzieję. Krótko po tym zaczęły pojawiać się na lądzie i w wodzie choroby przynoszące śmierć ludziom i zagładę światu.

Z Puszki Pandory razem z jadowitymi pająkami i wężami, których jad może zabić, ale również w odpowiednich dawkach może być uzdrawiający, pojawiła się mglista kobieta - nadzieja. Nadzieja to była? Na możliwość uwolnienia człowieka od chorób przynoszących ludziom cierpienie, ból śmierć i zagładę światu? Czy tylko chorób fizycznych? Wygląda na to, że chyba nie.

Film:

Kochanie siebie

Sri Bhagavan mówi o tym co naprawdę znaczy kochanie całych siebie - objęcie siebie samych całkowicie, ze wszystkimi aspektami...