Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blokady energetyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blokady energetyczne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2017

EMOCJE TO ENERGIA...

Uczucia i emocje to energia. Na przykład strach albo złość to energia usidlona jakąś historią - myślą. Podobnie emocje ekscytacji.

Energia bez historii to tylko energia o różnych wibracjach, natężeniu i nasileniu, którą możemy odczuwać, jako taniec energii w naszych ciałach.

"Negatywne" emocje są tylko energią, która Się w pewnych sytuacjach - snach intensyfikuje, a jest interpretowana za pomocą myśli, które uznaliśmy (w procesie wychowywania Się) za "jedynie prawdziwe". A te powiązane są z etykietowaniem, ocenianiem i oczekiwaniami itp. Ta energia o zróżnicowanym natężeniu i częstotliwościach nie musi być interpretowana. Ale jest to możliwe, kiedy następuje uwolnienie od tych "jedynie prawdziwych" interpretacji.  
Każdy jednak może te "zjawiska" postrzegać inaczej. Oczywiście. 

Odreagowywanie emocji poprzez sztukę: tańce masek i śpiewy (niemalże transowe) wynikało z głębokiej mądrości natury - były jak wentyl dla "odzwierzęcych" instynktów człowieka wymieszanych z jego "boskim potencjałem". W takich społeczeństwach nie było psychicznie chorych. Te "rytuały" nie były bezmyślnym kontynuowaniem jakichś tradycji, ale miały konkretne zadanie - utrzymania społeczności w maksymalnej harmonii z Naturą, Życiem. 

O wiele łatwiej by nam się żyło, gdybyśmy zamiast tłumić np. odczuwaną złość w sobie, mogli po prostu odtańczyć dziki (szalony) taniec i wyśpiewać te emocje uwalniając napięcia, jakie one wywołały. Nie raniąc siebie i innych, a przyjmując świadomie te energie i uwalniając je. Ale takie zachowania zostały odrzucone przez kulturę "cywilizowanego człowieka", więc nie dziwi, że obecnie coraz więcej ludzi cierpi na "depresje, psychozy" i pojawiają się coraz to nowe rodzaje zaburzeń i "chorob" psychicznych. A to są informacje, że nasz "rozwój" zmierza w kierunku autodestrukcji. 

Oczywiście są różne możliwości zmiany kierunku. Na przykład ewolucji świadomości.  

Haka dance, tybetan mask dance... itd.
https://youtu.be/QUbx-AcDgXo




środa, 24 lutego 2016

JESTEM PRZEJAWEM PUSTKI

nowe dźwiękowanie do słuchania i...
do ewentualnej "kontemplacji"... integrowania, scalania i harmonizowania SIEBIE. :-) <3



ZNAKI I WZORY...


dźwięki roz-wibrujące blokady energetyczne i... opory przed naturalnym przepływem energii. :-)

Tutaj więcej:
https://www.youtube.com/watch?v=4VLeW2180ds&list=PLCNNfwRKeVXlH_ffdSlA9MusYqU30hVWE

poniedziałek, 26 października 2015

CO MOŻEMY ROBIĆ Z EMOCJAMI, ABYŚMY STAWALI SIĘ CORAZ BARDZIEJ ŚWIADOMI SIEBIE I ODZYSKIWALI SWOJĄ ENERGIĘ...

CO MOŻEMY ROBIĆ Z EMOCJAMI, ABYŚMY STAWALI SIĘ CORAZ BARDZIEJ ŚWIADOMI SIEBIE I ODZYSKIWALI SWOJĄ ENERGIĘ... którą mamy, ale która "idzie z dymem", bo używamy jej nieświadomie? A używamy jej nieświadomie, ponieważ... oddajemy ją na podtrzymywanie "fałszywego ego", które "rządzi nami. A my nadal nie jesteśmy tego świadomi...

Już wiele razy wspominałam o tym, jak ważne jest rozpoznawanie swoich emocji, wyciąganie ich na poziom świadomości i uświadamianie ich sobie poprzez obserwowanie i przyjmowanie. Emocje są powiązane z myślami, którym pozwalamy myśleć się w naszych umysłach, a te związane są z naszymi "tendencjami" do pewnych zachowań, których zazwyczaj pozostajemy nieświadomi dopóty, dopóki nie zaczniemy ich rozpoznawać.

Pojawiły się nowe filmy na You Tubie, w których Ekhart Tolle o tym opowiada, więc z radością dzielę się namiarami na te filmy:

1.EMOCJE
https://www.youtube.com/watch?v=FUE4pJ2mYCQ


2.UWALNIANIE ENERGII CIAŁA BOLESNEGO
 https://www.youtube.com/watch?v=uWCn3KRq-rk


3. CIAŁO WEWNĘTRZNE I TRANSFORMACJA CIAŁA BOLESNEGO
https://www.youtube.com/watch?v=6OiF8QFcwyA


4. CIAŁO BOLESNE JEST BARDZO UWODZICIELSKIE
https://www.youtube.com/watch?v=dHi4jFmM7fk


5. OCZEKIWANIA I GNIEW...
https://www.youtube.com/watch?v=KgWsSVu1fa8


"OCZEKIWANIA oznaczają, że zadręczasz się z powodu BYCIA NIEŚWIADOMĄ/MYM"...

I dla wytrwałych :-):

5. CI OKROPNI INNI
https://www.youtube.com/watch?v=ITsBDqWlpM0



6. PODRÓŻ WGŁĄB TERAZ
https://www.youtube.com/watch?v=pm9J2GTDPBM


7. NIE NARZEKAJ, TO NIC OSOBISTEGO
https://www.youtube.com/watch?v=X9uxr57DrYI





wtorek, 8 kwietnia 2014

SCALANIE CZĄSTEK "SWOJEJ TOŻSAMOŚCI"…


Dzielę się w tej notce moimi notatkami… rozpoznaniami, przypomnieniem o SOBIE... kim JESTEM, fragmentami moich komentarzy i wypowiedzi na innych blogach. Dziękuję za inspirację Margo0307, Mezamirowi i Przenikaniu oraz wszystkim, z którym dane mi było/jest prowadzić dialog.

Wiedza płynąca z naszego osobistego, indywidualnego doświadczenia staje się poszerzoną samo-świadomością SIEBIE… 


Kiedyś miałam taki wgląd i zrozumiałam, dlaczego telepatyczne porozumiewanie się pomiędzy ludźmi jest “zablokowane”. Gdyby nie było zablokowane, to przyniosłoby ludziom jeszcze więcej cierpienia i więcej bardziej intensywnych konfliktów, a nawet wojen, na dodatkowych poziomach psycho-mentalno-myślowych. W każdym razie zostało mi pokazane (a było to z 5 lat temu), że gdyby wtedy każdy człowiek otrzymał możliwość telepatycznego porozumiewania się z innymi, to doszłoby do totalnej wojny, która zaczęłaby się na tych psycho-mentalno-myślowych poziomach, a kontynuowana byłaby także na wszystkich innych…, co doprowadziłoby do totalnej destrukcji i chaosu w całym tzw. wszechświecie.

Nawet, kiedy już wiele wiemy, to możemy wpaść w pułapkę wiedzy, która polega na tym, że owa wiedza podsyca nasze ja-ego,  ale my nadal postępujemy według starych wzorców, zazwyczaj nieświadomi tego… Nadal kierują nami nieuświadomione wzorce uaktywniające nasze emocje i ograniczające dostęp do coraz większego "zakresu"czy "przestrzeni" naszej samo-świadomości.





Ja, utożsamiona z osobą znaną pod jakimś imieniem i nazwiskiem czy pseudonimem… postępowałam kiedyś tak, jak postępowałam. Ale teraz już postępuję inaczej, co nie znaczy, że ktoś mojego obecnego postępowania nie może uznać oceniając je z własnej perspektywy także za "takie", "śmakie" czy nawet "złe"... dla siebie - według "swoich" ocen, przekonań, "swoich" wzorców myślowych i wzorców działania.

“Kiedyś” miałam "swoje": przekonania, wzorce, strachy, emocje i nie potrafiłam podjąć innych decyzji niż podejmowałam wówczas… Teraz mam inne przekonania itp. i podejmuję inne decyzje. Ale dlatego, że mam pewne doświadczenia za sobą i pamiętam je (powyciągałam wiele "starych" wzorców ze "swojej strefy cienia”), więc teraz rozumiem, że inni nadal mogą podejmować takie decyzje, jak ja kiedyś, ponieważ mają ku temu swoje powody (jak i ja je kiedyś miałam).

Kiedy wypieramy się naszych "złych" uczynków i pakujemy je do swoich "osobistych puszek Pandory" udając, że nie mają one z nami nic wspólnego i "wybielając" siebie, pozbawiamy się pamięci o tym, że jesteśmy kolorowi… dobrzy i źli… A to, co uznajemy za dobre lub złe, zależy wyłącznie od interpretacji indywidualnego umysłu ograniczonego wzorcami myślowymi (naszych przekonań) oraz tego, jak jesteśmy - mniej lub bardziej -sami siebie świadomi oraz tego, co rzeczywiście robimy, jak działamy i z jakich powodów.

Ograniczenia umysłu pewnymi wzorcami myślowymi można próbować zmieniać,  ale i tak mamy ciała, a w nich różne zapisy. Bywa, że ciała pamiętają więcej niż umysł (skoncentrowany na ja-ego) chce lub może pamiętać… Z ciał możemy sobie wyrzucać "różne rzeczy" w nieskończoność, ale bez świadomego procesu "oczyszczenia" czy "transformacji" (integracji) tego, co wyrzucamy i wiedzy, dlaczego to robimy, i tak - to, co wyrzucamy z siebie nieświadomie - prędzej czy później do nas wraca. Potrzebujemy przyjąć te części siebie z uczuciami i emocjami włącznie.

Kiedyś dzieliłam się na blogu moim doświadczeniem "przeprogramowania" siebie z “głupiej i brzydkiej” na “piękną i mądrą”. A jak doświadczyłam także tego drugiego “biegunowego” aspektu siebie, to po pewnym czasie zrozumiałam, że i jedno i drugie (myślenie o sobie i postrzeganie siebie zarówno głupią i brzydką jak piękną i mądrą) było iluzją ja-ego... iluzją utożsamienia się najpierw z jednym, potem z drugim... sposobem postrzegania siebie. I wtedy nagle przestało mieć dla mnie znaczenie, czy postrzegam siebie jako “brzydką lub piękną” albo “głupią lub mądrą”. Przestało mieć jednocześnie znaczenie dla mnie, w jaki sposób postrzegają mnie inni w tych “kategoriach” ocen czy "wartościowania" mojej osoby pod względem takiej czy innej "atrakcyjności" lub jej braku.

Wtedy chyba pierwszy raz odczułam świadomie wolność… od ocen, oczekiwań, wartościowania, co lepsze, a co gorsze… kto milszy, a kto nie… 

Gdy nasze ja-ego utożsamia się z coraz większą częścią “naszych osobistych części”, zmienia swój “stan świadomości” i rozpuszcza się w czymś, co niektórzy zwą “wyższą jaźnią” lub “wyższym ja” - JA. W naszej wewnętrznej Przestrzeni...

Wtedy też zmienia się nasza rzeczywistość...

Ale żeby “przenieść się” do "innej rzeczywistości" czy "innego świata" (jeśli on istnieje) albo “przetransformować” w sobie ten świat, w którym cierpimy, aby “pójść gdzie indziej”, możliwe, że potrzebujemy właśnie uświadomić sobie i zaakceptować to, że jesteśmy jednocześnie “złymi” i “dobrymi” częściami siebie samych?

Oto przykład:
Jadłam kiedyś mięso, łowiłam na wędkę ryby… teraz tego nie robię. Dokonałam wyboru. Ale żebym mogła dokonać takiego wyboru, musiałam z jakiegoś powodu doświadczyć jedzenia mięsa i “polowania” na ryby… Miałam wtedy bardziej ograniczoną albo może inną samo-świadomość niż mam dzisiaj… (tak to dla siebie określam). Ale nie zamierzam się tego wypierać. Robiłam też kiedyś i "gorsze" rzeczy…  Inni nadal je robią. Więc, jeśli jestem połączona z innymi jako Jednia, to inni są mną, więc w tych innych swoich przejawach nadal robię owe "gorsze" rzeczy...

Poczucie winy na przykład to mocny program “uzależnienia” od pewnych wzorców myślenia i działania. Poczucie winy ogranicza naszą samo-świadomość, a przede wszystkim utrzymuje nas w stanie aktywnej gotowości emocjonalnej (podsyca i podkręca emocjonalność). Teraz już szanuję wszystkie swoje poprzednie doświadczenia. Zarówno te "dobre" jak i te "złe".

Dlatego rozumiem, że jeśli ktoś je mięso, to taki jest jego lub jej wybór. Ja już nie cierpię z tego powodu, choć wiem, że zwierzęta cierpią, gdy są zabijane w okrutny sposób i współodczuwam razem z nimi. I pamiętam o tym cierpieniu (jestem świadoma, bo odczuwam czasem to cierpienie; zwierzęta to także żywe i czujące cząstki mojej tożsamości). I dlatego nie jem mięsa, aby nie przyczyniać się do tego cierpienia. Taki jest mój osobisty wybór na TU i TERAZ.

Wiem też, że inni ludzie cierpią (jak i ja kiedyś cierpiałam), ale wiem także, że wielu ludzi nadal (nawet z nieznanych sobie powodów) nie chce przestać cierpieć.

Ten stan, w którym kocham te wszystkie swoje “brzydkie” cząstki siebie (swojej tożsamości) tak samo jak i te “piękne”, nazywam dla siebie odczuwaniem wszechogarniającej miłości… do tych, co jedzą mięso, do tych, co nie jedzą mięsa, do tych, co są zabijani, do tych, co się rodzą, do tych, co cierpią i do tych, co zadają cierpienie… Niemożliwe? Nienormalne? A jednak… Tak to rozumiem, czuję, wiem i jestem tego świadoma… Umożliwia mi to… zrozumienie i odczuwanie szacunku do każdej "cząstki SIEBIE". To nie znaczy, że nie odczuwam współczucia dla zabijanych i zabijających. Że nie potrafię się wzruszyć, cieszyć, zasmucić, że nie  pomogę nikomu. Pomagam innym, ale wtedy, gdy prowadzi mnie moja dusza.  Oczywiście, dla siebie wybrałam zakończenie walki oraz zakończenie przyczyniania się do zabijania, uśmiercania... 

Pamiętam też, że kiedy (na warsztacie z Brucem Moenem) uczyłam się “odzyskiwać dusze” czy inaczej mówiąc "odzyskiwać różne cząstki swojej tożsamości", które “utknęły” gdzieś... w czasoprzestrzeniach, w różnych światach niefizycznych (lub "pomiędzy"), zrozumiałam (przypomniałam sobie), że każda z nich jest cząstką “mojej” tożsamości, które scalam w sobie. Każda z nich, bez wyjątku (pisałam o tym m.in. tutaj: http://tonalinagual.blogspot.com/2013/05/odzyskiwanie-zagubionych-czesci-siebie.html). 

Z późniejszych moim doświadczeń zrozumiałam też (przypomniałam sobie), że nie wszystkie “cząstki swojej tożsamości", które spotkałam w “światach równoległych” albo gdzieś w “przeszłości”, które tam “utknęły”, mogę “odzyskać”.  Mogę je scalić, połączyć ze sobą w sobie. Ale zrozumiałam, że nie mogę ich "odzyskać" - w sensie zmienić ich sposobu istnienia, ponieważ nadal mają one swoją “umownie” wolną wolę. I niektóre z nich nie chcą (albo nie są gotowe) połączyć się na powrót ze “Źródłem” albo z większą częścią siebie ("Duszą" czy "Nad-duszą"), ponieważ utrzymują swoje wzorce myślowe i działania oraz nie czują potrzeby albo z jakichś powodów nie mogą ich zmienić. Dzieli je nie tyle forma istnienia, lecz wzorce i przekonania, które uważają za "swoje", za jedyną prawdę.  A ja nie mogę nic z tym zrobić, póki one nie wyrażą takiej woli połączenia. Inaczej musiałabym nimi manipulować, kontrolować je lub używać mocy czy raczej prze-mocy. I nie chodzi tu wyłącznie o przemoc fizyczną. Natomiast nie przeszkadza mi to czuć w sobie owe połączenie z nimi i nie przeszkadza mi to być świadomą tego połączenia... w sobie. Dlatego napisałam kiedyś słowa, które umieściłam na pasku bocznym:

To, że staję się coraz bardziej świadoma i sobie wiele PRZYPOMINAM nie znaczy, że mam ZAPOMINAĆ o tym, kim w różnych częściach SIEBIE, nieświadomie także NADAL... JESTEM.

I kiedyś zapomniałam, a potem… przypomniałam sobie, że każdy z nas jest Jedną i Tą Samą Istotą - Istotą przejawioną (przejawiającą się) w niezliczonych, nieskończonych i zróżnicowanych między sobą wersjach "samej SIEBIE".


Jedni z powodu odczuwanego cierpienia i poczucia krzywdy czekają na zbawienie albo zbawiciela, a inni chcą zbawiać całą ludzkość i cały świat… Jeśli są tacy, co uważać by się mogli za zbawionych przez kogoś, to i są tacy, co mogą oczekiwać, że zostaną zbawieni przez kogoś innego… Oraz są tacy, co mogą uważać się za zbawicieli. I to, i to oraz to trzecie jest iluzją zbawienia kogoś przez kogoś… Piękną iluzją, która działa w "naszej rzeczywistości"… jako gra pozorów.

Także ani ja, ani Ty nie możemy nikogo zbawić. Chociaż są tacy, którzy mogą nawet w Tobie pokładać takie “nadzieje”. To tylko iluzja. Również ja nikogo zbawić nie mogę. Nawet jeśli ktoś by tak myślał… czy tego chciał. To tylko i aż iluzja.

Oczywiście czym innym (iluzją) jest “zbawianie” ludzi, a czym innym są (realne) narzędzia pomocne do zbawienia siebie (czyli uwolnienia np. od cierpienia) oraz dzielenie się wiedzą o tych narzędziach i skutecznych sposobach uwalniania się od cierpienia. Można wspierać innych, uczyć, dzielić się wiedzą i doświadczeniem, być przykładem dla innych w swoich działaniach lub nawet prowokować innych czy inspirować. Jednak oczekiwanie na zbawiciela lub granie roli zbawiciela to piękna pułapka naszych ja-ego podtrzymująca mit zbawiciela i zbawianych. Istnieją wyłącznie potencjalni… Każdy może zbawić czyli uwolnić się od cierpienia i wewnętrznej walki tylko... sam siebie.

Pewne osoby i tak “nie mają czasu”, by zajmować się zmianą siebie samych, ponieważ... po pierwsze: wydają się sobie tak "doskonali", że nie widzą swoich własnych iluzji ("kłamstw") na swój własny temat (i na temat innych oczywiście),  a po drugie: tak im śpieszno do zdobycia “mocy” (i zbawiania innych), że wolą się skupiać na jej zdobywaniu, choćby i poprzez nieświadome lub świadome manipulacje innymi czy nieświadomą lub świadomą kradzież energii innym. I stąd ich rozchwiane emocje… i "napady" emocji, w tym złości, frustracji, irytacji, a nawet nienawiści… I co ciekawe, tacy ludzie potrafią twierdzić, że u nich z emocjami wszystko w porządku… a mimo to wciąż się wściekają na innych i mają innym wiele rzeczy "za złe". To dlaczego takie osoby nadal przypisują innym na przykład “sączenie jadem”, skoro same to robią i wcale tego nie widzą? Bo nie są tego świadome.

Znam to z własnego doświadczenia i też byłam tego przez jakiś czas nieświadoma. Nie ma znaczenia czy w tym, czy w którymś z poprzednich czy przyszłych "moich" wcieleń. Oczywiście patrząc z innej płaszczyzny postrzegania - pełnej harmonii współistnienia - wszyscy jesteśmy doskonali tacy jesteśmy… Jednakże albo wszyscy jesteśmy doskonali, bez wyjątków, albo nikt z nas nie jest doskonały.

"Prawda nas wyzwoli". 

Prawda, a nie kłamstwa - iluzja naszych ego-ja na swój własny temat. Kłamstwa (świadome i nieświadome) utrzymują nas w niewoli, cierpieniu i wewnętrznej walce, w nieustającym wewnętrznym konflikcie... dobra i zła, światła i ciemności.

Ktoś może zarzucić mi, że jestem "pozbawiona uczuć". Nie przejmuję się już się tym, że ktoś może próbować mi coś zarzucać, narzucać itd. I Ty też nie musisz się przejmować tym, w jaką “rolę” ktokolwiek Ciebie wkłada do swoich “wglądów”, poglądów czy “scenariuszy”, snów czy wizji. Nie tylko wiem, ale także jestem świadoma tego, że uczucia są uczuciami, a emocje są "przeładowanymi" uczuciami, które służą podtrzymywaniu starych wzorców zniewolenia, uzależnienia i cierpienia. Są one nam potrzebne, dlatego ich doświadczamy, ale gdy jesteśmy gotowi, następują zmiany…

Zatem - dla mnie - wszystko jest doskonałe, ponieważ, gdy jesteśmy gotowi na to, by sobie przypomnieć, przejawia się nasza wola, intencja albo nazywając to inaczej: “puka do nas” Duch czy też nasza Dusza “macha do nas”, daje znaki, podstawia pod nos odpowiednie sytuacje i ludzi… i zaczyna się domagać, byśmy coś poczuli, coś zauważyli i zrozumieli… I dokonali zmian.


Pamiętam taki sen, w którym pewien nauczyciel napisał testament. On uważał się za mojego nauczyciela, a ja się temu przyglądałam, chcąc zrozumieć, dlaczego on uważa się za mojego nauczyciela. W testamencie był zapis dotyczący mojej osoby i zakazujący mi zajmowania się pewną (konkretną) sprawą. Co ciekawe, ten nauczyciel wcale nie umarł, a napisał testament, hm... A potem przyszli do mnie jacyś ludzie, którzy byli moimi przodkami i poprosili mnie, bym zajęła się ich sprawą, bo wymaga ona wyjaśnienia. To była ta sprawa, którą według owego testamentu miałam się nie zajmować.

Zadałam sobie wówczas pytanie, co mam zrobić? Posłuchałam wtedy serca i postanowiłam, że nikt za mnie nie będzie decydował, czym mam się zajmować, a czym nie. A w rezultacie okazało się, że sprawa, którą się zajęłam, była bardzo pogmatwana, wiele tam było oszustw, zaniechań i zatajeń w celach… poszerzania czyjejś władzy nad innymi i oczywiście… manipulowania ludźmi w tym celu. Do tej grupy "manipulantów" należał zatem także ów "nauczyciel"...

Bez względu na to, czego chce naszego ego-ja, i tak ci, którzy z jakichś powodów nadal chcą manipulować innymi i mieć nad nimi kontrolę, wciąż istnieją.  A jeśli sama jestem uwolniona z potrzeby manipulowania innymi, staję się dojrzała emocjonalnie (i nie oszukuję siebie samej w tej “materii”), to nie będę walczyć z przekonaniami tych, co manipulują. Mogę dyskutować, mogę dzielić się swoim doświadczeniem i wiedzą, ale w wolności od tego, co kto z niej zrozumie.

Jeśli rozumiemy, że inni są tacy, jacy są, dlaczego są tacy i że zawsze mogą się zmienić, jeśli będzie im to dane albo nie zmienią się jeszcze przez jakiś czas… wtedy uwalniamy siebie w nich i ich w sobie. I nie tylko wiemy, lecz jesteśmy świadomi tego - bo wiedza w praktyce to świadomość, że oni nie muszą przyjąć takiego uwolnienia od cierpienia.  Ponieważ nie uważam siebie ani za lepszą ani gorszą od innych, jestem wolna od tego, w jaki sposób postrzegają mnie inni. Jestem jednocześnie: "matką, ojcem, siostrą, bratem, córką i synem, a nawet przodkami i potomkami"… na poziomie… samo-świadomości.

Oczywiście zdarza mi się odczuwać czasem silniejsze emocje. Zdarzają mi się nadal sytuacje, które są dla mnie nowymi "lekcjami" albo stanowią  coś w rodzaju "wyzwania", zdarzają się w moim życiu różne niespodzianki… I w głębi serca przyjmuję je z radością i wdzięcznością. Jestem w Podróży...


Piękna ta przypowiastka. Przypomina mi bajkę o rozbitym lustrze… Każdy z nas może trzymać w garści takie liście. Nie dość, że jest ich mniej niż na drzewach, to jeszcze są to liście z różnych drzew. No chyba że… świadomość się poszerza i powoduje, że nagle… trzymasz w swoich dłoniach wiele drzew i liście na nich oraz obejmujesz sterty liści leżące wszędzie na całej ziemi… lub płynące z nurtem strumieni i rzek… itd., itp... Ale nie zapychasz, nie zaśmiecasz nimi swojego umysłu, ponieważ wiesz i nie zapominasz, że możesz zawsze sięgnąć do odpowiedniego liścia, tego, który w danej chwili jest potrzebny – na tu i teraz. Stąd ta wspaniała zmienność, płynność i otwartość… "pustego umysłu"…

Kiedyś przypomniałam sobie, że wszyscy jesteśmy dla siebie wzajemnie potencjalnymi nauczycielami i uczniami, a każdy z nas uczy się tego jedynie, co jest w stanie przyjąć - zrozumieć. Żeby móc przyjąć coś nowego, trzeba uwolnić się od czegoś starego… Są nadal tacy, którzy nie rozumieją głębi nauk Buddy czy Chrystusa, a tylko pewne fragmenty tych nauk – wiedzy-mądrości. Różni ludzie interpretują je i rozumieją "po swojemu". Podobnie robili i robią tak nadal wszelcy kapłani różnych bogów czy Boga Jedynego. 

Oczywiście dla mnie, Jaźń nie jest Bogiem. “Bogiem” jest Umysł. Świadomość jest “Boginią”… Unia, Jednia… Umysłu i Świadomości… jest wszystkim, co istnieje. 

...jestem tym, kim jestem. To przypomnienie pojawiło się pierwszy raz w tym moim życiu kiedyś, gdy byłam dzieckiem i opisałam je takimi słowami: Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony… A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2009/12/powrot-do-pradomu.html


Paradoks przestaje być paradoksem. Staje się integralną częścią zrozumienia dzięki poszerzonej (samo-)świadomości…

I ciekawy wywiad z Sebastianem Minorem o tanatoterapii i 


Opublikowano 31 paź 2013
Program zrealizowany przez NTV Warszawa.
Sebastian Minor w rozmowie z Martą Złotnikiewicz omawia m.in. kwestie śmierci oraz przechodzenia dusz w Zaświaty.


poniedziałek, 20 maja 2013

ODZYSKIWANIE ZAGUBIONYCH CZĘŚCI SIEBIE




O świadomości i zmianie świadomości, o poszerzaniu świadomości pisałam sporo. Teraz połączę pewne części...
Podróż do Pola Świadomości Buddy. Wizja w czasie medytacji.
Około 10 lat temu na warsztatach z Brucem Moenem nauczyłam się odzyskiwania części swojej tożsamości... Można wytłumaczyć to w ten sposób, że w poprzednich wcieleniach żyłam w różnym czasie jako kobieta albo mężczyzna, jednak po śmierci jakieś części mojej Duszy utknęły i nie udały się tam, gdzie powinny. Takie części należało odzyskać i zaprowadzić w odpowiednie miejsce - coś w rodzaju nieba albo "uzdrowiska" dla dusz.
Przy okazji "odzyskiwania" pewnej swojej cząstki tożsamości, która okazała się być młodym pięknym Hindusem, wybrałam się w rezultacie w podróż uzdrawiająco-uwalniającą. Ten młody Hindus, mimo, że był bardzo oddanym uczniem podążającym za naukami Buddy, był bardzo nieszczęśliwy. Jako dziecko został pozbawiony możliwości uprawiania seksu, ponieważ rodzina przeznaczyła go do pełnienia funkcji eunucha należącego do świty pewnej królowej. Umarł mniej więcej około roku 1750. Ów Hindus o imieniu Kali, bardzo cierpiał z powodu, że jego ojciec - gdy on był jeszcze małym dzieckiem - zadecydował o jego kastracji. Kali nie mógł się z tym pogodzić i w rezultacie w wieku około 20 lat popełnił samobójstwo. Po śmierci utknął w miejscu, które było jego azylem. Spotkałam go siedzącego pod baldachimem w pustej kosmicznej przestrzeni modlącego się nieustannie do Buddy o przebaczenie. Gdy wraz z przewodnikiem zbliżaliśmy się do istoty, którą miałam odzyskać jako część mojej tożsamości, z  daleka wydawało mi się, że zbliżamy się do pięknej kobiety siedzącej w pozycji kwiatu lotosu, ale gdy zatrzymaliśmy się kilka metrów przed tą istotą, zobaczyłam młodego, pięknego mężczyznę o długich do pasa, czarnych włosach i śniadej cerze.
W  tej pracy odzyskiwania moim przewodnikiem - Pomocnikiem *1) w świecie niefizycznym był wtedy bardzo stary Hindus *2) . Pojawił się obok mnie, ale początkowo nie widziałam dokładnie jego rysów. Przedstawił mi się w dziwny sposób. Kiedy zapytałam go o imię, powiedział, że prościej będzie, jak będę na niego mówiła "guru". Ale nie było takiej potrzeby w naszej podróży, abym go jakkolwiek nazywała. Kiedy już udało mi się nawiązać z Kalim kontakt, kiedy wytłumaczyłam mu, po co przybyliśmy do niego razem z przewodnikiem, przewodnik zwrócił się do niego i powiedział o tym, że już czas, by Kali poszedł dalej i wyzwolił się ze swojego niefizycznego więzienia, w którym utknął. W pewnym momencie "eteryczna" postać młodego mężczyzny zaczęła zmieniać się w coś w rodzaju energetycznej kuli, która powoli zbliżała się do dłoni starego Hindusa i usadowiła w jej zagłębieniu. Przewodnik trzymał ją delikatnie jak świetlisty kolorowy bąbel.
Wówczas udaliśmy się razem z przewodnikiem do pewnego miejsca. Poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdów. Pamiętam taki odcinek drogi, kiedy przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu… 
Nie pamiętam, czy zanurkowaliśmy do oceanu czy polecieliśmy w kosmos. A może to nie ma różnicy? W każdym razie w pewnym momencie razem z przewodnikiem trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni owego bąbla, który wleciał do tego energetycznego oceanu.
I ten stary Hindus… 
właśnie sobie przypomniałam, że to przecież może był i Budda :-) (chyba niebiesko-błękitny), który "część mnie" jako Kalego zaprowadził do “Pola Świadomości Buddy" :-)
Odzyskiwałam jeszcze część mojej Duszy żyjącej gdzieś w środkowej Azji w około X - XI wieku. Ale nie mam pewności czy naszej ery czy przed naszą erą. Była to młoda kobieta o imieniu Larisa albo Arisa, która została zabita przez ojca. Jej rodzice podpisali kontrakt ślubny, gdy miała kilka lat, ale ona zakochała się w innym mężczyźnie. Gdy dziewczyna zwierzyła się ojcu ze swoich uczuć, ten, aby nie dopuścić do "hańby rodziny" zabił ją. Nie będę szczegółowo opisywać tego  odzyskiwania. W każdym razie dziewczyna w rezultacie trafiła do "nieba kobiet", w którym ich dusze były uzdrawiane z ziemskich traum. Później miałam jeszcze wiele snów i wizji, w których łączyłam się z częściami siebie, również w innych, równoległych światach... np.:

Te obie historie przypomniały mi o różnicy między prawami ludzkimi (niby boskimi), a Naturalnym Prawem Kosmicznym. Prawa ludzkie zawsze przysparzały cierpienie jednych kosztem zwiększania "zadowolenia" i zaspakajania potrzeb  innych ludzi, potrzeb nie zgodnych z Naturą.

Wywiad z Brucem Moenem Joanna Mądrzak




*1) Przewodnicy w podróżach po światach niefizycznych 

Świadome podróże w niefizyczne światy - Bruce Moen

Wydawnictwo Manawa
Rozdział 6 Przewodnicy 
Bruce Moen zajmuje się badaniem życia po życiu od 1992 roku od czasu, gdy wziął udział w programie Lifeline Instytutu Monroe. Nauczył się tam metod opracowanych przez pisarza i podróżnika po świecie niefizycznym, Roberta A. Monroe, autora książek: Podróże poza Ciałem, Dalekie Podróże, Najdalsza Podróż. Bruce Moen opracował łatwiejsze techniki, których może nauczyć się każdy chętny do badania życia po życiu. Jego celem jest zapoznanie uczestnika z tymi technikami, tak aby poprzez swoje własne doświadczenia doszedł do prawdy na temat życia po życiu. Bruce Moen dzieli się swoim doświadczeniem i wiedzą, oraz prowadzi uczestników warsztatów poprzez grupowe ćwiczenia opracowane w sposób zapewniający im bezpośredni kontakt ze światem niefizycznym. Naucza jak uzyskiwać dostęp do takich informacji od tych, którzy odeszli. Informacje te mogą zweryfikować kontakty jako rzeczywiście zaistniałe. Bruce Moen napisał pięć książek: Podróże w Nieznane (Voyages Into the Unknown) – Wyd. Limbus 2001, Podróż Poza Wszelkie Wątpliwości (Voyage Beyond Doubt) – wyd. Limbus 2001, Podróże do Życia po Śmierci (Voyages Into the Afterlife) – wyd. Limbus 2003, Voyage to Curiosity Father (w Polsce jeszcze nie wydana) i Afterlife Knowledge Guidebook, A Manual for The Art of Retrieval & Afterlife Exploration (w Polsce jeszcze nie wydana). Bruce Moen nie jest ani medium, ani osobą obdarzoną zdolnościami parapsychicznymi, komunikującą się ze światami niefizycznymi w Twoim imieniu. Jego warsztaty mają na celu nauczanie jak robić to samemu. 

*2) stary Hindus :





czwartek, 26 lipca 2012

NA ROZDROŻU ŚWIATÓW I CZASOPRZESTRZENI


18.lipca

CZAS PRZYPOMNIENIA I PUŁAPKI BLOKUJĄCE PRZYPOMNIENIE

Żyjemy w czasoprzestrzeni PRZYPOMNIENIA. Każdy może sobie przypomnieć siebie z przeszłości, a nawet z przyszłości - tyle, na ile pozwala mu jego „karma” oraz „czystość” umysłu i serca. Pojęcie karma rozumiem tu jako istnienie przyczyn wiążących ludzi nićmi powiązań - skutkami przejawiającymi się przywiązaniem do… wzorców tego świata ograniczających nasze przypomnienie. Przyczyny to wzorce działania, myśli i emocje oraz wiara według których działamy i nie ma znaczenia czy świadomie czy nieświadomie. Natomiast uświadamianie sobie tych nieświadomych wzorców umożliwia zmianę sposobów działania, oczyszcza "karmę" - uwalnia od tzw. karmy, poszerza samoświadomość. W ten sposób dokonuje się "transformacja" czy też "ewolucja" świadomości.

Przypominamy sobie nie po to, by rozpoznawać pewne wzorce w strachu i ocenach, lecz po to, by z odwagą i uczciwością wobec siebie poszerzać naszą ŚWIADOMOŚĆ poprzez ZROZUMIENIE przyczyn i skutków działania „karmy” – wzorców, które uznajemy za prawdę. Często działamy według tych wzorców nieświadomie.

Na ile zdołamy poszerzyć naszą świadomość, na tyle jesteśmy w stanie zrozumieć i ogarnąć wszechogarniającą miłością te części STWORZENIA - te części SIEBIE, które sobie przypominamy.

Niektórzy skupiają się na poznawaniu i przypominaniu wyłącznie poprzez umysł, ale to pułapka, która może prowadzić do obłędu. Zwłaszcza kiedy mamy w sobie nieuwolnione wszystkie wzorce i przekonania blokujące dostęp do wiedzy o innych częstotliwościach niż te, w których zapisana jest obecna wiedza.

To umysł tworzy pułapki, w które sam wpada. Natura jest taka, jak jest, pełna paradoksów. Umysł, póki nie zintegruje w sobie tych paradoksów, będzie wpadał we własne pułapki. A może być naszym sprzymierzeńcem. Do tego jednak potrzebne jest wsparcie mądrości płynącej z serca.

Niektórzy twierdzą, że są ofiarami systemów lub działań INNYCH "Ciemnych Mocy" i że zostaliśmy tu, na Ziemię wrzuceni „za karę”. A są nawet tacy, którzy twierdzą, że obecnie na Ziemi znajdujemy się w „kolonii karnej”. Te wszystkie koncepcje pochodzą z umysłu wspieranego przez nieświadome emocje i ogromny strach: że wzorce i prawa według których działa ten „matrix” zostały nam podstępnie zaimplementowane.

Zostały nam „zaimplementowane”, to fakt, ale czy podstępnie, to sprawa „dyskusyjna”. To chyba my sami jesteśmy najbardziej podstępni wobec siebie i to jest podstępność niemalże perfekcyjna, ponieważ trudno nam samym ją dostrzec... Jesteśmy istotami wielowymiarowymi, więc jaką mamy pewność – operując percepcją z 3D (trójwymiarowości) - że jako istoty wielowymiarowe sami nie przygotowaliśmy dla siebie tej „GRY”? 

Tutejsza czyli ziemska intensywność doświadczeń jest wyjątkowa i atrakcyjna, więc aby można tę intensywność odczuć i emocji, tę wyjątkowość doświadczyć, musimy "nasz fraktal" mocno zagęścić do stanu bardzo gęstej materii... A to nas odcina od pamięci i połączenia z naszą wielowymiarowością, z naszym istnieniem w innych światach i czasoprzestrzeniach oraz formach. Oczywiście takie odcięcie na jakiś czas jest konieczne, aby móc doświadczać tej wyjątkowej intensywności, w tym ziemskim świecie - tej gęstej "materii". To odcięcie jest przyczyną zapomnienia tych części nas, które istnieją w innych czasoprzestrzeniach, innych gęstościach czy częstotliwościach – w innych wymiarach.

Ta wiedza pochodzi także ze świadomego śnienia. Czasem śnię sen i "przebudzam się w nim", co znaczy, że jestem całkiem świadoma, co śnię. I łączę ze sobą różne części siebie z różnych światów i czasoprzestrzeni. Albo doświadczam różnych form energii i rozumiem, dlaczego z poziomu ludzkiego są nazywane w taki, a nie inny sposób...

Jesteśmy podróżnikami w nieskończoności.. Pamiętam taki moment, kiedy przypomniałam sobie i uświadomiłam, co znaczy słowo nieskończoność. Przez dłuższą chwilę czułam się jakbym stała nad przepaścią, która mnie woła i wciąga, żebym skoczyła i rzuciła się w dół... w niepoznane, nieznane.

Jestem tutaj, żeby zrozumieć ten świat i zintegrować, zharmonizować siebie stąd ze sobą istniejącą także "poza tym światem".


Historię są różne, ale jakże podobne do siebie. Czasy są różne, ale cyklicznie powtarzamy podobne sytuacje i tylko od naszej świadomości zależy, czy będziemy wciąż kręcili się na tej samej karuzeli (cykle po okręgu), czy w podróży popłyniemy do przodu w czasie i przestrzeni (cykle po helisach – sprężynach, a nie spiralach) czy też cofniemy się w czasie spadając w jeszcze „gęstszą materię… (zejście po spirali w dół). Możemy też podróżować w cyklach spiralnych (w dół i w górę) lub poszerzyć naszą świadomość i istnieć w przestrzeni poza czasem…

Owszem, byliśmy „wciągani” i „podpinani” do różnych systemów i z poziomu naszej trójwymiarowości możemy postrzegać ten rodzaj działań jako wymuszanie, zastraszanie lub manipulacje łącznie z używaniem magii ("ciemnych mocy"). To się działo, dzieje i całkiem możliwe, że w kołowym kontinuum czasoprzestrzennym tego świata, będzie działo się nadal. Dlatego, że jesteśmy nieświadomi zasad tych „gier” i reguł światów i sposobów kosmicznego istnienia w nich.

Takie podpinania odbywały się i odbywają nadal przez uwodzenie i kuszenie władzą, mocą, bogactwem i wyjątkowością (wybraństwem) łączącym się z ogromnymi możliwościami, które ZOSTAJĄ NAM PRZEKAZANE PRZEZ KOGOŚ Z ZEWNĄTRZ. W takim przypadku z własnej woli podejmujemy zobowiązania, ślubowania i przyjmujemy inicjacje (w tym także na przykład kapłańskie, mistrzowskie itp.) współtworząc w ten sposób różnego rodzaju struktury piramidowe. Możemy jednak tych zobowiązań nie pamiętać, ponieważ zawieraliśmy je w przeszłych swoich wcielenia, a teraz powtarzamy to samo, lecz nieświadomie.

Nie tylko podpinano dusze ludzkie energetycznie poprzez ślubowania i inicjacje kapłańskie (podobnie jak w każdym systemie “JEDYNEGO BOGA”), ale na przykład NA ATLANTYDZIE istniała grupa ludzi zwana "starszyzną" albo "Tymi z Prawa Jedni", którzy zajmowali się pracą z energiami i kryształami dla dobra całej społeczności na Atlantydzie, ale którzy nie zgodzili się na używanie energii jako broni przeciwko innym istotom na Ziemi. Pewnego dnia na Walnym Zgromadzeniu część kapłanów reprezentujących "nową władzę" poddała pod głosowanie konieczność użycia tej energii i pewnych części aparatury, która służyła zasilaniu całej infrastruktury, jako broni przeciw innym istotom. Wówczas nie udało im się przegłosować tej propozycji, więc zaraz po głosowaniu, wyłapano przy wyjściu z budynku wszystkich tych ze "starszyzny" - z prawa Jedni czyli tych, którzy pracowali z energią i kryształami, a nie zgodzili się na użycie mocy energii kryształów przeciwko jakimkolwiek istotom żyjącym na Ziemi. Wówczas umieszczono ich ciała w metalowych kleszczach – obejmach, w których zazwyczaj umieszczano kryształy wielkości człowieka. Te obejmy przebiły ich ciała i unieruchomiły. W ten sposób “ukrzyżowano” tych, którzy sprzeciwili się na Walnym Zgromadzeniu użyciu energii kryształów jako broni przeciwko innym istotom. Ich ciała umieszczone zamiast kryształów w urządzeniu wytwarzającym energię, miały posłużyć jako wzmacniacze przy odpaleniu urządzenia o ogromnej energii.

Pamiętam, że ci z Prawa Jedni porozumieli się wówczas ze sobą telepatycznie i podjęli decyzję, że ich osobista energia nie zostanie użyta do celów wytyczonych przez kapłanów.

Wówczas po podłączeniu aparatury ta ogromna energia posłużyła także otwarciu portali dla nowych “bogów”.  więcej tutaj: http://tonalinagual.blogspot.com/2012/12/lekcje-utrzymywania-czystej.html

Późniejsze metody “podpinania do systemu” były podobne, ale jeszcze bardziej uzależniające i mające na celu wzbudzanie lub może przypominanie o strachu przed PANAMI (JEDYNYMI bogami). Podobnie jak w przypadku ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Były przykłady prób podpinania do systemu związane z poświęcaniem dzieci w ogniu i dorosłych na stosach inkwizycji lub kamienowanie. Oczywiście te metody „podpinania do systemów” nie zawsze były skuteczne. Nie działały na dusze i ludzi, którzy pamiętali siebie z innych czasoprzestrzeni lub przestrzeni spoza czasu. 

Większość ludzkości była jeszcze kilka lat temu podpięta do tego „matrixa”. Przykład? Religie z JEDYNYM bogiem: judaizm i katolicyzm oraz pokrewne. I społeczności, w których prawa tych religii działają na ludzi, a ludzie przyjmują je niekoniecznie jako swoją “wiarę”, ale jako przekonania (często nawet nieświadome). To są równie skuteczne systemy podpięcia – nie przez ślubowania i inicjacje, ale przez nieświadomość – np. chrzest w kościele katolickim udziela się osobie nieświadomej – maleńkim dzieciom. Dlaczego? Są w ten sposób poza ich świadomością podpinane do systemu wiary jako katolicy.

W niektórych sektach jest tak, że mistrz siada sobie na tronie (może to być i astralny tron). I stamtąd prowadzi gry, które “udoskonala”. Im większe “dobro” ma obejmować działania takiego mistrza, tym większe “zło” pojawia się po „drugiej stronie lustra”, z którym mistrz wraz z jego ziemskimi przedstawicielami musi walczyć… (to może być także nieświadoma produkcja “dobrego mistrza” z zaświatów, który zapomniał o swoim połączeniu z CAŁOŚCIĄ, JEDNIĄ i WSZYSTKIM, CO JEST).

dodane, znalezione w internecie:




Ciemnej strony Boskiego Stworzenia nie warto poddawać ocenie z ludzkiej perspektywy, bo dla umysłu jest to strefa chaosu, ale to umysł poprzez „ego- ja” tak to postrzega… Najpierw potrzeba oczyścić i uwolnić się od przekonań, poszerzyć swoją świadomość, by zacząć rozumieć, czym ta „ciemna strona Boskiego Stworzenia" jest. Oczywiście, że takie zrozumienie jest możliwe dla każdego, ale… nie w każdej chwili.










I upadniemy do “jeszcze niższego świata”? Zgodnie z "umownie wolną" wolą prawda? No cóż…
Podejmowałam te tematy (kata i ofiary, dobra i zła, światła i ciemności oraz wolnej woli) wielokrotnie w swoich notkach. Upadek świadomości polega jednak na ograniczaniu obszaru WOLI, którą – paradoksalnie – nazywa się „wolną”. (patrz notka pt.: OBSZARY WOLNEJ WOLI).

A jeśli po jednej stronie lustra stoisz Ty jako osoba o czystym sercu, a po drugiej stronie lustra… stoisz Ty…. jako atlantydzki kapłan na przykład? To czy możesz jesteś już gotowy/a te części siebie połączyć tęczowym mostem pojednania?

Nikt z nas w oddzieleniu od CAŁOŚCI, JEDNI, nie ma monopolu na PRAWDĘ.  Ale każdy może JEJ doświadczyć jedynie poprzez swój indywidualny byt. Ot, taki paradoks. Prawdy podstawowe są ułożone w pozornie sprzeczne ze sobą pary. Na przykład, abyśmy stali się bardziej świadomi, musimy być ludźmi metodycznymi, racjonalnymi, o trzeźwym umyśle, a jednocześnie musimy wyzbyć się tych wszystkich cech – być wolnymi od przywiązywania się do nich, by móc otworzyć swoje serce i mieć dostęp do wiedzy  płynącej  z serca. Jednak potrzeba sporej trzeźwości umysłu, by połączyć ze sobą przeciwieństwa. Tak "wielkiej", że umysł staje się wówczas czystym, pustym, krystalicznym naczyniem…

Bo WYJŚCIE Z TEGO Matrixa wymaga poszerzenia zakresu świadomości i odzyskiwania swojej energii (mocy – nie bardzo mi to słowo odpowiada, bo służyło przez tysiące lat do manipulacji, nadużywania i prowadzenia walk oraz wojen i walk). Koniec walki… Z nikim wtedy nie musimy walczyć o energię ani o “moc”. 

Przypomnę, że przynależność do struktury matrixowej powoduje, że człowiek dysponuje “umownie” wolną wolą (taką z mocno ograniczoną świadomością albo samoświadomością). Zasila system, na co zużywa ogromną część swojej własnej energii. Gdy jej brakuje, zaczyna kraść. Samotna droga powoduje, że człowiek zaczyna coraz sprawniej dysponować swoją wolną wolą. Rzeczywiście podejmuje decyzje i wybory w coraz większej niezależności od reguł i zasad matrixowych. Ale ta droga – wiem to z kilku książek [:-)] i potwierdziłam własnym doświadczeniem – “kończy się”… pozbyciem się – całkowitym uwolnieniem… owej umownej wolności woli… chcenia czegoś dla innych czy dla siebie… Wtedy istota ludzka łączy się z wolą CAŁOŚCI, JEDNI, ze WSZYSTKIM, CO ISTNIEJE. Taki mały paradoks. Kolejny.


Dzięki tym i innym przypomnieniom zrozumiałam, że każdy sprzeciw jest formą walki. Każda ocena wartościująca czyjeś działania jako „dobre” lub „złe” jest zasileniem tego, co oceniamy. W tych ocenach lokujemy swoją energię. *) Dla mnie ważne stało się zrozumienie, że nasz strach np: o dzieci lub o bliskie osoby jest energią, która może zasilać i wzmacniać strach w tych osobach. Podobnie nasze modlitwy o dobro i radość dla innych mogą zasilać tę radość w innych. Kiedy opiekujemy się osobą chorą, która wcale nie pragnie wyzdrowienia, ponieważ jej strach przed śmiercią blokuje to wyzdrowienie, wówczas zasilamy swoją energią ten strach i chorobę. Skuteczne działanie w takiej sytuacji polega na dzieleniu się wiedzą o tym, że śmierć jest wyłącznie bramą do innej formy istnienia. Ale nie możemy żądać od tej osoby, aby naszą wiedzę i doświadczenie uznała za swoją. Działania wbrew jej woli, (nawet tej "umownie wolnej"), zawsze będzie manipulowaniem i tworzeniem kolejnej karmy. Gdy taka osoba sama podejmie decyzje zmian swoich przekonań i przestanie bać się śmierci, wówczas jest szansa, że zacznie się jej uzdrowienie.


Wiem, że istnieją różne “rasy” i różne “wzorce”...    W tym sensie dla mnie człowiek jest wyjątkową istotą, ponieważ został stworzony jako kompilacja wielu “kosmicznych ras”, które nie były w stanie ani współżyć ani współtworzyć ze sobą w sposób pokojowy. Bo jak na przykład mogą porozumieć się choćby orzeł, lew, krokodyl, koliber i jakiś byt – istota, która jest na przykład ciągiem matematycznym ale jest także… wibracją, która dla innych "kosmicznych ras” jest czymś w rodzaju kwintesencji złości? Bo tak (jako emocje złości na przykład w swoich ciałach psychicznych i fizycznych) mogą odczuwać tę istotę istoty z innych “ras kosmicznych”.
I wszystkie wzorce, jakie mamy zapisane w sobie jako ludzie, mogą się w nas integrować, harmonizować i wtedy zaczynają współbrzmieć ze sobą.
A kiedy człowiek harmonizuje w sobie te “cechy”, wzorce, wtedy i te inne “rasy” mogą wiele skorzystać z takiego procesu “transformacji”. W taki sposób teraz rozumiem to połączenie i tak zwane “wznoszenie” (ewolucję świadomości przede wszystkim) człowieka i całego wszechświata z istotami z “innych części kosmosu”. Ale wiem, że to jest moje rozpoznanie – przypomnienie, a inni mogą mieć inne

Co to by była za frajda z podróży, gdybyśmy wiedzieli, co nas w niej czeka? 
Na tym to polega, że nie przypadkowo mamy połączenie i jesteśmy cząstkami tej HISTORII, którą nie dość, że każda i każdy z nas składa osobno, to jeszcze wzajemnie możemy się inspirować. Czasem to połączenie tracimy tak, jak i pamięć, ale potem odzyskujemy i możemy zacząć dalszą podróż...

*) Można to sobie wyobrazić w ten sposób, że myśli na dany temat lecą do miejsca w czasoprzestrzeni do danej sytuacji (albo nawet idei w świecie astralnym) jak haczyk na wędce, która zarzucamy. Zarzucamy taki haczyk, on się zaczepia i nasza energia tam zostaje uwięziona. Naszymi myślami łączymy się przy pomocy takich haczyków z różnymi sytuacjami z przeszłości.


sobota, 7 stycznia 2012

DOŚWIADCZENIE BOSKOŚCI POPRZEZ PŁEĆ?


Proces doświadczania Świadomości Całości poprzez indywidualne istoty polega na tym, że ze Źródła wyłaniają się indywidualne istoty w różnych formach, które zaczynają siebie widzieć jako oddzielne. Doświadczają one iluzji oddzielenia i wracają z powrotem do miejsca początku, do Źródła. Wynikiem tej podróży jest doświadczenie, które jest rozpoznaniem, czym iluzja oddzielenia jest. I jak smakuje... Takie doświadczenie nie zatrzymuje już w świecie iluzji istoty, która przeszła tę szkołę. Ale taka istota może świadomie ponownie wejść do tego świata lub na nowo doświadczać go w różnych formach.


W innym miejscu:
znalazłam „PRZEKAZ ARCHANIOLA MATATRONA: LUTY 2009
 (Poprzez JAMES’A TYBERON’A)”, a tam czytam: 


Czy tę dualność wybraliśmy sami czy ktoś nam ją narzucił?
Czy rzeczywiście ktoś jest w stanie nam narzucić coś takiego?
Z jednej strony tak, z drugiej nie, a to czy "tak" czy "nie" zależy od perspektywy, jaką przyjmiemy obserwując różne zdarzenia w czasoprzestrzeniach i siebie samych jako" istoty wielowymiarowe". 

Jest prawo kosmiczne, które mówi o tym, że doświadczam tylko tego, na co się godzę na poziomie duszy. Więc z poziomu świadomości ludzkiej mogę czuć się „wykorzystywana” i „zmuszana”, ale z poziomu świadomości duszy mogę zrozumieć, że podział na „męskie” i „żeńskie” miał być aktem, ktory pozwolił duszom na doświadczanie dualności.

I tak się zastanawiam… Czy to „złe”, że np. istoty androginiczne oddzieliły się od siebie lub też zostały rozdzielone. Przecież dzięki temu zaistniała możliwość doświadczania rodziny, flirtu, rywalizacji, uwodzenia  (i wszelkich z tym związanych gier i zabaw) oraz idącego za tym bólu, iluzji tworzenia i cierpienia, rozkoszy seksualnej, macierzyństwa, ojcostwa itp. itd.

Mam takie odczucie, że sami tworzymy na jakimś wyższym („wielowymiarowym”) poziomie  kolejne projekty i wcielamy się, by doświadczać tego, co "zaplanowaliśmy" (wchodząc w kolejne cykle - światy)… 

Kiedyś doświadczyłam, w młodości dziwnej przygody. Namalowałam obraz, powiesiłam go na ścianie. Na obrazie był staw z płaczącymi wierzbami, a na dole obrazu znajdował się zanikający wąski paseczek ziemi. I kiedyś jako młoda kobieta raz w życiu zapaliłam marihuanę. I po wypaleniu marihuany miałam wizję – weszłam do tego obrazu. Tak, weszłam do obrazu, który namalowałam. To było coś jak OOBE (wyjście poza własne ciało). Było to jak sen, ale to nie był sen, nie do końca. Byłam w świecie, który namalowałam! Stałam na tym wąziutkim brzegu stawu (na obrazie u dołu). Był on tak wąski, że utrzymanie równowagi było dla mnie bardzo trudne. Więc stałam na tym pasku i próbowałam utrzymać równowagę, by nie wpaść do stawu. Doświadczyłam niemalże fizycznie -poprzez moje uczucia – świata, który sama stworzyłam. Było to bardzo trudne i traumatyczne doświadczenie.
Myślicie, że zmusiły mnie do tego jakieś „jaszczury”?

A teraz widzę tamtą moją wizję z młodości jako symboliczną: to utrzymywanie równowagi – to jedno. Dlaczego bałam się wpaść do stawu? Może przeszłabym „na drugą stronę”? No nie mogłam. Wtedy nie byłam jeszcze na coś takiego gotowa – to drugie. Potem „wpadłam do stawu”, a właściwie zaczęłam wydobywać z nieświadomości wiedzę o sobie, zaczęłam poszerzać swoją świadomość….. Teraz wiem, jak ważne i trudne jest utrzymanie wewnętrznej harmonii oraz utrzymywanie harmonijnych relacji z innymi. Ale wiem, że to możliwe. Odpowiedzialność to świadoma reakcja na sytuacje. (Don Juan Matus)

Dodane 23 czerwca 2012
W trakcie aktu seksualnego kobieta przekazuje energię mężczyźnie. I zasila w zasadzie to, co reprezentuje sobą ten mężczyzna; to, kim jest ten mężczyzna. W rezultacie energia, którą kobieta w trakcie aktu seksualnego przekazuje mężczyźnie, wraca do niej [przejawiając się] poprzez tego danego mężczyznę i jego przekonania manifestowane w jego działaniach. O tym kobiety prawie zupełnie zapomniały. Z tego powodu w tym świecie kładziony jest tak ogromny nacisk na seksualność poza prokreacyjną. Kobieta, która nie uprawia seksu jest uznana za niemal całkowicie nieużyteczną dla systemu patriarchalnego.

Czym jest seksualność w tym świecie Matrixa poza aktem prokreacji?

W trakcie aktu seksualnego kobieta przekazuje energię mężczyźnie. Kobieta ma bezpośrednie połączenie z Ziemią i energią kosmiczną poprzez macicę. I zasila w zasadzie to, co reprezentuje sobą ten mężczyzna; to, kim jest ten mężczyzna (wzorce, idee, przekonania, według których on działa). W rezultacie energia, którą kobieta w trakcie aktu seksualnego przekazuje mężczyźnie, wraca do niej [przejawiając się] poprzez tego danego mężczyznę i jego przekonania manifestowane w jego działaniach. O tym kobiety prawie zupełnie zapomniały. Z tego powodu w tym świecie kładziony jest tak ogromny nacisk na seksualność poza prokreacyjną. Kobieta, która nie uprawia seksu jest uznana za niemal całkowicie nieużyteczną dla systemu patriarchalnego. 

Obejrzałam sobie zalinkowany u Nnki filmik z "wykładem" Tadeusza Owsianko http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=LlD51_fGX8M#! i takie ciekawostki znalazłam:

"Każdy, kto tworzy istość, rzeczywistość niezgodną z wzorcem Matrixa, to zasila swoją  rzeczywistość", [a nie Matrix]. (...) "Istnienie całego wszechświata Ojciec bierze na swój rachunek". (...) "Wielki Ojciec zaś zasila istoty ludzkie, gdy zdarzenia są wzorcowe, zgodne z jego zamysłem. Ale nie zasila, gdy nie są zgodne z wzorcem. Te inne zasilają ci, co tworzą istość, rzeczywistość niezgodną z wzorcem Ojca. (...) Kiedy ci, co przeszli na tworzenie niewzorcowe, to Ojciec, który gra ze wszystkimi  w grę - życie, uruchomił i zastosował nowy wariant: zamiast energii macierzyńskich uruchomił energie monadyczne. To znaczy, że według klucza Ankh, wszystkie świadomości są w siebie nawzajem wpojone w strefie wolnej woli [czyli jest to tak zwana umownie wolna wola, która musi być zgodna z wzorcami gry Ojca - przyp. JESTEM]  i każda [indywidualna świadomość - przyp. JESTEM] występuje ze swoją energią neutralną monady.  Mniejsze wpojone są w większe i korzystają z energii tych większych. Jak ruskie Matrioszki. (...) Taka jest rzeczywistość Matrixa. Nie było zasilania innymi energiami. Trzeba było energie pozyskiwać "od sąsiada".

Moje spostrzeżenia:

1. Co to znaczy, że ta rzeczywistość jest sztuczna? Bo niewzorcowa? Czy jest wzorcowa, bo - gdy jest "grą - życiem wykreowanym przez Ojca"? Czyżby jednak kreacja Ojca była tutaj tożsama z samym Matrixem? Matrix zaś jest systemem kosmicznym z przewagą męskiej energii - męskich wzorców organizujących struktury Matrixa. Jest jednobiegunową strukturą z ograniczonym dostępem do szerszych zakresów świadomości*.

2. Struktury nie tyle zasilają, lecz są utrzymywane przez energię ludzi, więc w zasadzie są także zasilane przez istoty ludzkie. Matrix bez zasilania przez istoty ludzkie mógłby się rozpaść. Gra, którą prowadzi Ojciec jest utrzymywana i kontynuowana przez istoty ludzkie.

3. Każda istota ludzka ma swój własny zasób energii. Większość ludzi ma podobny zasób, ale wśród istot ludzkich występuje także duże zróżnicowanie "bazowego pojemnika energii" każdej istoty ludzkiej. Jednakże zdecydowana część tej energii jest zużywana na utrzymywanie struktur (wiara, przekonania, wzorce myślowe, wzorce zachowań itp.).

W takim przypadku kanał bezpośredniego dostępu do "kosmicznej żeńskiej energii" jest zablokowany. Kiedy istota ludzka uwalnia się od tych wzorcowych zachowań, odzyskuje swoją własną, indywidualną energię, która pozwala jej/jemu na połączenie bezpośrednie ze Źródłem i stałe używanie własnego "bazowego pojemnika energii" połączonego ze Źródłem. W tym przypadku Źródłem jest "kosmiczna żeńska energia". I w rezultacie świat Matrixa, świat "wzorcowy" Boga Ojca jest zasilany przez energie męskie i żeńskie. Natomiast dostęp do kosmicznej ŚWIADOMOŚCI został zablokowany. Ojciec "zamiast energii macierzyńskich uruchomił energie monadyczne". I w ten sposób zablokował i ograniczył świadomość kosmiczną, która jest energią żeńską (matczyną czy macierzyńską). 

4. Kobiety zgodnie ze swoją naturą mają bezpośredni dostęp do żeńskiej "kosmicznej energii świadomości", ale ponieważ tkwią w strukturach "wykreowanych" przez Ojca, bardzo często kanał bezpośredniego dostępu do "kosmicznej żeńskiej energii" także mają zablokowany. Zatem, gdy część swojej energii z własnego "bazowego pojemnika energii" oddają mężczyznom w trakcie aktu seksualnego, potem muszą "kraść" tę energię od innych, często się zdarza, że nawet od własnych dzieci... Tu napiszę coś, co może zbulwersować wielu i wiele: uwodzenie jest cechą "męską", a nie "kobiecą". Kobiety, które uwodzą, są świetnie zakorzenione w systemie patriarchalnym i działają według wzorców tego systemu. Zasilają wzorcowy Matrix stworzony przez Ojca. Kobiety nauczyły się uwodzenia od mężczyzn.  I wiele z nich stało się w tym mistrzyniami. "Niemożliwe!" - wielu może pomyśleć. A jednak... Mężczyźni jednak stosują wiele technik (świadomie i/lub nieświadomie), które mają na celu uaktywnianie męskiej oraz kobiecej seksualności, dzięki której kobiety jakoby "z własnej woli" oddają swoją energię w akcie seksualnym mężczyznom. 

5. Każda istota ludzka oprócz ciała biologicznego jest podwójna, ma w sobie Animę i Animusa czyli potencjalnie ma dostęp do "kosmicznej męskiej i kosmicznej żeńskiej energii". Mężczyźni jednak w zdecydowanej większości korzystają ze swojej męskiej energii (Animusa) zawartej w "bazowych pojemnikach energii", lecz nie umieją korzystać z "kosmicznej energii żeńskiej", ponieważ dostęp do niej został w Matixie zablokowany. Dlatego otrzymują oni od kobiet zasilenie dodatkową żeńską energią (Animy). A ponieważ w świecie patriarchalnym dostęp do "kosmicznej żeńskiej energii" został mocno zablokowany, dlatego mężczyźni mogą korzystać wyłącznie z żeńskiej energii znajdującej się w "bazowym pojemniku energii" poszczególnych kobiet.

6. Mężczyźni oprócz czerpania energii z aktu seksualnego z kobietą również dokonują kradzieży energii między sobą. W systemie patriarchalnym - Ojca obowiązuje system piramidowy, w którym mężczyźni znajdujący się na niższych szczeblach zasilają mężczyzn na wyższych "szczeblach". Wszyscy jednak zasilają cały system Ojca. Nie tylko popierając dany system, ale także poprzez walkę z innymi wersjami tego samego matrixowego czyli wzorcowego systemu.

7. Zasilanie czy przekazywanie energii następuje nie tylko poprzez akty seksualne, ale również przez utrzymywanie przekonań, wiary zgodnych z systemami matrixowymi i działaniami zasilającymi wzorcowe struktury Matrixa.

8. Zatem jeśli chodzi o wspieranie i zasilanie zachowań wzorcowych Ojca (matrixowych), to te mają następujące "źródła zasilania": 
- kradzież, wyłudzanie oraz dobrowolne - zgodne z "wolną wolą" - przekazywanie energii męskiej z "bazowych pojemników energii" mężczyzn i kobiet
- kradzież, wyłudzanie i dobrowolne - zgodne z "wolną wolą" - przekazywanie energii żeńskiej z "bazowych pojemników energii" kobiet.

Natomiast dodatkowa "kosmiczna żeńska energia" (pochodząca z kosmosu, ze Źródła) zasila zachowania niewzorcowe dla tego patriarchalnego systemu Ojca. Większy dostęp do tej energii mógłby zaburzyć konstrukcję wzorcowego Matrixa stworzonego przez Ojca.


ŚWIAT KRADZIEŻY ENERGII ŻYCIA I WYJŚCIE Z MATRIXA.  ŻEŃSKA ENERGIA i MĘSKA ENERGIA mogły zresztą w ten sposób współpracować nad utrzymywaniem świata “obecnej kreacji” Boga- Ojca.


* świadomość jest "żeńską"energią. 


Oczywiście kobieta może otworzyć swój kanał bezpośredniego połączenia zarówno z “kosmiczną męską energią” jak i z “kosmiczną żeńską energią”. Mężczyzna tak samo. I nie potrzeba do tego aktu seksualnego. Kobieta może zasilać mężczyznę, a mężczyzna może zasilać kobietę na różne sposoby z aktem seksualnym włącznie. Najważniejsze jest tu dla mnie świadome działanie czyli w połączeniu z Wyższym Ja, co powoduje “wznoszenie” świadomości. Takie działanie jednak nie wynika z “wolnej woli”, lecz z połączenia się z WOLĄ Źródła (Całości). Ewolucja i “wznoszenie” polega przede wszystkim na wyjściu ze świata walki i kradzieży energii, wówczas następuje Naturalny Przepływ…

Nnka napisała:

Monada jest androgeniczna tak jak człowiek przed "podziałem". Człowiek mimo podziału na płcie nadal posiada w sobie cechy zarówno żeńskie co i męskie, które możemy określać jako Animę i Animusa.  Podział androgenicznej istoty ludzkiej na kobietę i mężczyznę kiedyś pewnie nastąpił (choćby mit stworzenia Adama i Ewy), ale widać że albo ten podział nie nastąpił "do końca" (pozostały nam może nie do końce w pełni sprawne, ale jednak dwie półkule mózgowe) albo człowiek już na tyle przeszedł na ewolucyjnej drodze do Źródła, że zbliża się do punktu pełnej harmonii Animy i Animusa.

Monada nie ma płci, ale kobieta ma, podobnie jak mężczyzna. (No chyba, że ma problemy ze swoją tożsamością płciową). Jednak kobieta nie odzyskuje najczęściej swojej energii, którą przekazała mężczyźnie w akcie seksualnym, poprzez akt seksualny (zwłaszcza z kochanką), tylko odzyskuje energię na inne sposoby. W każdym razie przekazywanie energii, kradzieże czy walka o energie nie odbywa się przecież wyłącznie przez seks. Ale seks jest specyficzną formą transferu energii i to bardzo spopularyzowaną w tutejszym świecie.


Kult pierwiastka męskiego obejmujący rytuały, ujawniający się w sztuce eksponującej fallusa – symbol sił rozrodczych w naturze i przewagi mężczyzny nad kobietą. Wiele kultów fallicznych opiera się na obserwacji świata zwierząt, w którym erekcja członka wyraża pozycję samca w stadzie, jest wyrazem groźby, dominacji. W niektórych kulturach praktykowało się wydłużanie oraz poszerzanie obwodu członka, stosowano “fallusową przysięgę”, polegającą na tym, że dotknięcie okolicy genitalnej było wyrazem posłuszeństwa oraz lojalności wobec danej osoby. Niektórzy władcy nakazywali mumifikację swoich członków. W tak zwanych kulturach prymitywnych oraz starożytności rzeźby przedstawiające fallusa (czasem wyobrażenia olbrzymich rozmiarów) były przedmiotem kultu.

“W przyczynowym Planie Stworzenia nasz “upadek” był przewidziany albo zaplanowany, a potem to już nawet konieczny, bo tylko w ten sposób samoistnie rozwijający się Byt ludzki mógł odkryć i docenić swoją boskość.”

Toż to kreacja Ojca, który poprzez “monady” doświadcza swojej kreacji aż do momentu, w którym monady doświadczą swojej boskości? Niechby to były "monady ludzkie". 


Tu autor utożsamia Tao, Dao z Bogiem.  Z dostępnej wiedzy i doświadczenia wynika, że TAO nie jest Bogiem. Co najwyżej jest OBRAZEM ISTOTY BOSKIEJ.
“W zależności od autora i szkoły terminowi Dao przypisywane są bardzo różne znaczenia, od „uniwersalnej zasady kierującej wszechświatem” po „metodę postępowania [danej osoby] (…)

W języku chińskim TAO znaczy “droga”, “ścieżka”, “szlak” lub “zasady”.

Tu nie ma nic o Bogu. Nazywając Tao, Dao Bogiem próbuje się dokonać zmiany wszechświata, a więc niedefiniowanego Tao, Dao, by wcisnąć zmieniające się w zdefiniowaną formę – w niezmienne. kto wie, być może dawno, dawno temu, w czasach matriarchatu istniał pogląd, że Tao, Dao oznacza Boginię?

Pamiętam, że dosyć wcześnie podjęłam decyzję, że nie będę przynależeć do żadnej grupy religijnej czy tym podobnej, ponieważ wtedy musiałabym jakiegoś boga lub system wywyższyć nad innymi. Ta pamięć mi została nie tylko z poprzednich wcieleń ludzkich. Nie mam pewności jednak, czy w jakichś wcześniejszych wcieleniach nie byłam w jakimś systemie religijnym w sensie takim, że go współ-zasilałam. Byłam na Atlantydzie „tą z Prawa Jedni”, to fakt… Chociaż, co dziwne, raczej z tego, co pamiętam – i teraz to sobie uświadomiłam – kilka razy w snach i sennych wizjach (raz w autohipnozie) uciekałam z różnych światów, podejmowałam decyzję wyjścia ze światów gier (polowań) i ze dwa razy (co najmniej) wydłubywałam sobie chipy z głowy.

No cóż, zajrzałam na stronę http://priveee.dyndns.org/Kippin/!a-czkr/czkr-07.htm, na której jest opis ciała atmicznego, oraz czakry POKORY, a tam czytam:


“Ciało boskie – poziom emocjonalny. Czakra z tylu głowy, nazywana czakrą dewocjonalną lub czakrą pokory. Związana jest z okazywaniem szacunku i czci. Czakrą ta otwiera się w czasie płynącej z serca modlitwy, a także, gdy kłaniamy i się z czcią przed szacownymi osobami lub przed samym Stwórcą. Niebezpieczną kombinację psychoenergetyczną stanowi nadmiernie otwarta czakrą pokory przy jednoczesnym zablokowaniu czakry korony (ciało boskie – poziom boski). Prowadzi to do samoubóstwienia lub do skrajnego fanatyzmu religijnego, politycznego, narodowego. Zablokowanie czakry pokory związane jest z negacją Boga i jakiejkolwiek świętości, a także z niezdolnością pochylenia czoła przed jakąkolwiek osobą czy wartością. Często blokada tej czakry – związana z narastającym poczuciem własnej wszechwiedzy i wszechmocy – prowadzi do stanów paranoidalnych, które mogą być przezwyciężone jedynie przez pokłon przed jakkolwiek pojmowaną Silą Wyższą, pokłon otwierający ową czakrę. W buddyzmie tantrycznym praktyka pełnych pokłonów, od pozycji stojącej do płaskiego leżenia na ziemi, traktowana jest jako pierwszy stopień duchowego oczyszczenia, albowiem każdy z nas skażony jest w większym lub mniejszym stopniu samoubóstwieniem i fanatyzmem, które powstrzymują nas od pracy nad własnym rozwojem (bo jak można udoskonalić coś, co wszak jest już doskonałe? Czy to nie inni powinni się zmienić i dostosować do nas?).” 


No cóż, według mnie ta czakra POKORY jest czakrą CNOTY, świętości związaną z okazywaniem szacunku (z powodu świętości) każdej istocie (z bogami i bakteriami włącznie). I ta czakra jest związana jeszcze z wdzięcznością. Nie neguję Boga ani Bogini, ani podwójnej Istoty Boskiej, ale nie utożsamiam TAO (Dao) z Bogiem. Jednak szanuję tych i chylę czoła czyli kłaniam się przed tymi, którzy utożsamiają TAO z Bogiem. Pracuję nad własnym rozwojem i nie uważam, że inni powinni się zmienić i dostosować do mnie. Rozumiem inność i różnorodność, rozumiem – po “swojemu” – czym jest JEDNIA. Na przykład wiem, że istnieje jeden Bóg i jedna Bogini połączeni w JEDNO. Bóg i Bogini w JEDNYM to dla mnie coś jak…  Święta Trójca. A wszystkie inne boginie i bogowie to tylko obrazy Boga i Bogini – iluzje na temat Boga czy Bogini z różnych czasoprzestrzeni różnicujących postrzeganie i rozumienie poprzez FORMĘ świętości czy boskości ISTOTY BOSKIEJ - istoty androgenicznej. Ale dzięki temu rozdzieleniu PODWÓJNEJ ISTOTY BOSKIEJ możemy doświadczać tego, co istnieje, istniało i istnieć będzie przetransformowane w formę.



Dalej czytam także:

Hmmm… tu z kolei został włączony wątek żydowskiej religii? Ciekawe. Ale wracam do meritum: przypomniała mi się moja wizja z dzieciństwa:

…Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony... A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w DOMU. Jakiś czas temu w czasie medytacji znów TAM wróciłam. I przypomniałam sobie. Dlatego dla mnie istnieją różne światy. Jest ich wiele. Pochodzę z różnych stron wszechświata, ale to już nieistotne. W tym tutaj świecie teraz jestem przede wszystkim. W tym tutaj świecie istnieje "dobro" i "zło", ale wiem też, że nie na całej Ziemi istnieje jeden jedyny Bóg i szatan. Istnieje wiele bogów i bogiń "dobrych" i "złych".. … 
Nie było tam ani dobra, ani zła, ani światła ani ciemności, nie było tam podziału na jakiekolwiek “przeciwieństwa”. Była całkowita harmonia, współbrzmienie.. No tak, znów przypomniała mi się wizja, jaką miałam kilka lat temu w czasie medytacji:

W pewnym momencie razem z przewodnikiem prowadzącym mnie we śnie trafiliśmy do pola wypełnionego energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział mi:
- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie.
Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy… W nim lub z niego właśnie w ten sposób powstawały różne światy, a może nawet wersje wszechświata...

Znalazłam jeszcze ciekawe wytłumaczenie, dlaczego Anioły zeszły z Nieba, aby obcować z ziemskimi córkami:

"Aniołom seks ludzki zdawał się być bardziej efektywny, wydawał się on im być bardziej satysfakcjonujący i dający znacznie więcej ciekawych wrażeń. Przeżywanie ludzkiego orgazmu było dla nich obce tak jak i pożądanie, pragnienie i podniecenie, bo jak tu pożądać czy pragnąć czegoś w sytuacji, kiedy z założenia wszystko jest jakby w zasięgu ręki i dostępne w każdej chwili. Zachowanie człowieka w czasie gry wstępnej przed stosunkiem przypominało aniołom ów akt miłosny w ekstazie, typowy dla nich, dlatego podejrzewały, iż ludzie w czasie samego orgazmu doświadczają czegoś znacznie lepszego, o czym może świadczyć zachowanie człowieka, który orgazm stawia sobie za cel, a w trakcie doświadczania go sprawia wrażenie bardziej szczęśliwego niż w czasie gry wstępnej. Sądzę, iż w czasie owej gry wstępnej ludzie czasem doświadczają uniesienia erotycznego typowego dla anielskiego seksu, jednak nie zawsze, a nawet rzekłbym bardzo rzadko. Wygasa on niestety natychmiast, kiedy u człowieka włącza się instynkt samozachowawczy i dążenie do orgazmu – wytrysku.

Dlatego to właśnie anioły były zachłanne na przeżywanie seksualnych uniesień w ludzkiej formie, jednak szukały czegoś, co raczej nie istnieje. Rozczarowane, ciągle więc poszukują, uciekając się do bardziej wymyślnych form pożycia, próbując wzbudzać w sobie większe emocje np. poprzez różne formy perwersji, ciągle jednak nie znajdują tego, co wydawało im się, że przeżywają ludzie w czasie stosunku. Często przy tym zakłamują się, że taka forma od owej anielskiej bardziej ich satysfakcjonuje, ale to już chyba dlatego, iż o niej dawno zapomniały. To, co człowieka zazwyczaj wprowadza w euforię podczas stosunku i czego zazdrościły mu anioły, to był instynkt samozachowawczy, w który człowiek, jako istota nie w pełni świadoma, został wyposażony, a który dla anioła był zupełnie niezrozumiały, gdyż aniołowi, jako istocie bardziej od człowieka świadomej, jest on niepotrzebny.

Pożądanie jest właśnie niczym innym, jak tylko pozostałością po instynkcie samozachowawczym z czasów, kiedy człowiek przejawiał jeszcze świadomość zwierzęcą, może trochę inną, zmienioną, ale ciągle bazującą na instynkcie samozachowawczym. Pożądanie było częścią owego instynktu, który zapewnia zachowanie danego gatunku i raczej niczym więcej.

Anioły mogły mieć więc seks, można by nazwać, typowo ludzki, bazujący na instynkcie samozachowawczym, ale wydaje mi się, iż nie znalazły w tym satysfakcji i spełnienia. Okazuje się, że tak samo ludzie mogą w ludzkim ciele doświadczać uniesień seksualnych typowych dla aniołów, jest to jednak zupełnie inne doświadczenie od typowego dla człowieka instynktu do zachowania gatunku."


No tak, teraz rozumiem pewne swoje doświadczenie. Kiedyś mój chłopak chciał użyczyć swojego ciała jakiejś istocie, nie pamiętam czy z Plejad czy z Syriusza, a może jeszcze skądś inąś, ale mnie o tym nie uprzedził, więc gdy rozpoczął grę wstępną, nagle zobaczyłam coś jakby szaraka i nie zastanawiając się zbyt długo, odepchnęłam tego szaraka z całej siły od swojego ciała tak, że walnął z hukiem o ścianę. Ale okazało się, że obolałe ciało miał mój ówczesny narzeczony, a nie ten astralny. Potem mój ówczesny narzeczony mnie przepraszał za to, że mnie nie uprzedził o swojej umowie z tą istotą z astralu. No cóż, to chyba była próba nawiązania kontaktu poprzez “seks astralny” (tak podobno to się nazywa, gdy zamiast partnera fizycznego, pojawia się astralny), ale w trochę urozmaiconej formie.
Ciekawe, czy w ten sposób także następuje kradzież jakiejś energii przez astralne istoty?

Świat kradzieży energii i walka o energie pojawiły się w jednym z moich snów z 13 GRUDNIA 2009:
http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2009/12/swiat-kradziezy-energii-zycia-i-wyjscie.html

Możliwe, że równowaga w Kosmosie JEST, ale na większym PLANIE, że tak powiem: ponadlokalnie. I gdybyśmy mieli możliwość spojrzenia z innej perspektywy, to moglibyśmy to dostrzec. Być może jest to zależne od poszerzonej świadomości. Miałam takie doświadczenie. Ale ponieważ większość z nas ogląda ten TU świat, a nawet wszechświat wyłącznie z perspektywy lokalnej, to widzimy, że TU jeszcze mamy do czynienia z Patriarchatem, ale być może gdzieś TAM, inne istoty mają do czynienia z Matriarchatem. A dzięki “prawu wielkich cykli”, TU lada moment skończy się Patriarchat, a gdzieś TAM Matriarchat, abyśmy TU i TAM w WIELKIEJ CEREMONII, która odbywa się raz na około 26 000 lat mogli doświadczyć pełnej HARMONII Całości i Jedni świadomości w TAO, DAO.