Pokazywanie postów oznaczonych etykietą punkt zero. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą punkt zero. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 marca 2016

KOŁO ISTNIENIA...

Jesteśmy światłem... niewidzialnym i widzialnym, całym spektrum nieskończonego zakresu częstotliwości czyli przestrzenią, esencją i wszystkim, co się w niej i poprzez nią przejawia. 



Dwie biegunowe postawy zawsze pozostają wobec siebie „konkurencyjne”, dopóki nie zostaną zintegrowane ze sobą w nas - w naszej "wewnętrznej przestrzeni" (samo)świadomości.

Tak zwane biegunowości, skrajności, przeciwieństwa... "pionowe" i "poziome"  mogą zostać zintegrowane przez poszerzanie, ekspansję (samo)świadomości.

Gdy tak zwane biegunowości, skrajności, przeciwieństwa... "pionowe" i "poziome" zintegrujemy, to niektórzy nazywają ten "stan" istnienia  "wyjściem z dualności". Bo istnienie - tkwienie w dualności powoduje, że jak wahadła latamy od jednej skrajności do drugiej – raz dotykamy i doświadczamy jednego (bieguna), a raz drugiego (bieguna) zarówno "pionowych" jak i "poziomych". A będąc po jednej - wszystko jedno której z tych dwóch skrajnych „postaw”, stron, zawsze uważamy, że ta, z którą w danym momencie się utożsamiamy, jest lepsza od tej drugiej.

Natomiast zintegrowanie ich obu (tych skrajności) na poziomie (samo)świadomości - w sobie, umożliwia nam przejście w inny stan istnienia - z inną perspektywą postrzegania rzeczywistości. Nowa perspektywa powstaje między innymi na skutek połączenia, zintegrowania w sobie, poprzez siebie np: szacunku do życia i szacunku do śmierci, która jest jednym ze sposobów zmiany formy, stanu istnienia. Zintegrowanie różnych skrajności, przeciwieństw, umożliwia uwolnienie się od przywiązania do jednej z nich - uwalnia od identyfikacji wyłącznie z jedną z nich.



Oddzieleni mamy pozornie własną wolę, połączeni mamy połączenie z Wolą...
Zaśnieni w jednym z nieskończonej ilości snów przyjmujemy ten jeden jedyny sen za jedyną rzeczywistość.
Przebudzeni dostrzegamy, że wszystkie sny są iluzją...
Przejawiamy się w formach pozostając w pustce zakotwiczonymi...
Jesteśmy kroplą i oceanem...
I wszystko to zadziewa się/istnieje jednocześnie...
Piękne paradoksy. Uwielbiam takie paradoksy... niby pozorne paradoksy... A wszystko, co piszę i wyrażam można by ująć w jeden wielki cudzysłów. :-)
Gra świateł i cienia, taniec Sziwy, a potem odpoczynek pod stopą Kali, Śnienie Wisznu - Umysłu, któremu Lakszmi - Świadomość masuje stopy... piękne symbole, Piękna Sztuka Iluzji, która jest Rzeczy Istnością... <3
Ist-nie-nie-m, iskrą... iskrami...

wtorek, 29 września 2015

WYZWOLENIE Z BÓLU I CIERPIENIA KU RADOŚCI ISTNIENIA...




26.WRZEŚNIA 2015 - WYZWOLENIE Z BÓLU I CIERPIENIA KU RADOŚCI ISTNIENIA...
Połączenie... w dźwiękach; wibracjami, dźwiękami... jesteśmy... współbrzmiącymi ze sobą w całkowitej harmonii...

I fragmenty notatek... o dźwiękach i uzdrawianiu dźwiękami, o łączeniu dźwiękami, o powrocie...

Wizja z młodości - POWRÓT DO PRADOMU
(...) Znalazłam się w przestrzeni, gdzie nie było ani ciepła, ani zimna, ani światła, ani ciemności, ani dobra ani zła…żadnej dualności. Wszystko stopione w jednym. Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony… A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w PRA-DOMU.(...)

03.WRZEŚNIA 2005 - PIEŚŃ WSZECHOGARNIAJĄCEJ MIŁOŚCI. 
(...) Na scenę wyszła cala grupa ludzi. Ja razem z nimi... Śpiewaliśmy pieśń, której nie znam, a którą improwizowałam – śpiewałam z serca. W pewnym momencie chór zamilkł i dalszą część śpiewałam sama. Scena stała się wyżyną, po której szłam do przodu i śpiewałam. To była pieśń wszechogarniającej miłości. Przede mną rozciągał się piękny krajobraz z dolinami, górami, wodą, nad którą unosiła się poranna mgła, Chwila przed wschodem Słońca. Świt.

Sen z 24. WRZEŚNIA 2006 roku:
Śniły mi się różne poziomy "dodatkowych wymiarów". Na tych poziomach były zapisane różne informacje, na jednym poziomie jakieś sytuacje i zdarzenia. A na innym poziomie myśli, a na jeszcze innym wzory geometryczne (symbole?), a na jeszcze innym abstrakty-artefakty(?). Przeskakiwałam w tej sieci z jednego zapisu do drugiego z jednej wymiarowości do innej albo te przestrzenie i informacje „przylatywały” do mnie. Widziałam zmienną „skalarność” wymiarów, która polega na tym, że obiekty, zjawiska mogą się przenikać w wyższej wymiarowości, chociaż na każdej danej płaszczyźnie wyglądają bardzo realnie i w zasadzie jak „fizyczne”. Można było postrzegać te światy zmieniając percepcję, ale zachowując świadomość przenikania z jednego poziomu na inny (z jednej wymiarowości do innej).. Informacje jako wibracje mogą znajdować się w różnych wymiarach i łączą się ze sobą w jednym tworząc nowy rodzaj zjawiska - ekspandującej świadomości.

12 LIPCA 2007 - HARMONIA
Sny, z których pozostało jedynie wrażenie, ważne i piękne, że coś się harmonizuje, układa na nowo i tak jak trzeba. Pokój, spokój, harmonia. Ludzie już nie cierpią...

(...) w pewnym momencie razem z przewodnikiem trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni owego bąbla, który wleciał do tego energetycznego oceanu.
Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział:

- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie.
 Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy… W nim lub z niego właśnie powstawały różne światy ( jako kosmiczne symfonie)...

Dźwięki...
których „uczyłam się śpiewać” – przypominałam je sobie w ostatnich latach w różnych "medytacjach-kontemplacjach" i w snach i w śnieniu, co opisywałam np. tutaj:

15 CZERWCA 2012 - WIELKA CEREMONIA KOSMICZNA
W trakcie tej wizji  zaczęły wydobywać się ze mnie dziwne dźwięki. Czułam, że płyną z mojego serca i wypełniają całe moje ciało i wypływają we wszystkich kierunkach gdzieś w kosmos. Mój przyjaciel zaczął grać na mandolinie. Wiedziałam, że dźwięki ze sobą cudownie zaczynają współbrzmieć, te tutaj i te w kosmosie. Poczułam ogromny przepływ energii. Byłam skupiona i skoncentrowana maksymalnie na tych dźwiękach, ich wibracji. Czułam je całą sobą. Słyszałam dźwięki bębnów płynące i odbijające się echem z głębi kosmosu...

5 WRZEŚNIA 2012 - PRZENIKANIE :-)
(...) wnikałam w głębię jestestwa innych ludzi i widziałam – wiedziałam, kim są, z jakich wzorców i energii (częstotliwości) utworzone są ich tożsamości. Ale nie miałam tego zapamiętać. Wiedziałam, że tylko przepływam, mam dostęp do tych informacji (wibracji) tylko na tu i teraz, a nie po to by pamiętać. Czułam  wzajemne PRZENIKANIE, PRZEPŁYW, POŁĄCZENIE. Ale wiele z tych istot ludzkich nie miało pojęcia, że moglibyśmy wzajemnie tego doświadczać.

Nie ważne było  zapamiętywanie tych wszystkich informacji, ponieważ one wszystkie są zapisane w naszych sercach. Poprzez serca albo coś, co jest umieszczone w sercach wszystkich istot. mamy dostęp do tej wiedzy (zapisanej w dźwiękach, wibracjach), ale nie poprzez umysł (w mózgu).

9 WRZEŚNIA 2012 - CEREMONIA Z ABORYGENAMI
Byłam w Australii na spotkaniu  i CEREMONII z Aborygenami (przodkami i obecnie żyjącymi gdzieś w dżungli (?) Noc, ognie, tańce, śpiewy, maski, kolory… Tańczyłam i śpiewałam razem z nimi, unosiliśmy się w tym tańcu nad ziemią i ponad Ziemią. Czułam, jak przepływają przeze mnie niesamowicie piękne i intensywne energie. Wszystkie dźwięki i tańce były jedną wielką modlitwą… ponieważ intencją ceremonii było poszerzanie świadomości całej ludzkości.

13 WRZEŚNIA 2012 - ZNIKŁAM I UCZYŁAM SIĘ NOWYCH WIBRACJI i DŹWIĘKÓW
(...) poczułam wówczas, takie dźwięki i takie wibracje, jakich wcześniej nigdy jeszcze nie czułam. I zaczęłam wydawać z siebie te dźwięki i widziałam ich energie i drgania, chociaż czułam siebie, ale tak, jakbym znikła, jakbym sama stała się tą wibracją. 

Zrozumiałam, że mam dostrajać swoje ciało do tych dźwięków. Że będę śpiewać nowe dźwięki i pieśni płynąca z serca, wibrujące w moim ciele.

27 WRZEŚNIA 2012 - RÓWNOLEGŁE ŚWIATY
Spojrzałam na półkę, na której leżało dużo różnych dziwnych rzeczy i sięgnęłam po zakurzony instrument, Był dziwny i niepodobny do żadnego znanego mi instrumentu. Był zrobiony jakby z jakiejś skóry zamszowej w kolorze szarym albo czarnym. Miał kilka otworów do dmuchania w nie. Gdy przyłożyłam do ust jeden z tych otworów i dmuchnęłam, z instrumentu zaczęły płynąć niesamowite, piękne dźwięki.

23 GRUDNIA 2012 - CEREMONIE ŚPIEWAJĄCYCH KRYSZTAŁOWYCH CZASZEK
Najpierw utrzymywałam długo jeden dźwięk, który płynął przez “moje centrum”. W pewnym momencie pode mną, w zasadzie jakby pod całym pokojem, w którym byłam, otworzyło się coś… jak głęboka studnia, z której wypływał ogromny słup światła, krystalicznie czystego, uzdrawiającego, transformującego. I w tym momencie nastąpił wybuch światła... jakby z głębokiej studni połączonej z sercem Ziemi wytrysnął ogromny słup kryształowej energii i cześć tej energii poleciała hen w kosmos, a część zaczęła tryskać jak fontanna, spływać na ziemię i rozlewać się po całej Ziemi.  Wiedziałam, że ta energia wybuchła w różnych miejscach na Ziemi i rozlewa się wszędzie, na całej jej powierzchni… To nie był sen. Nie widziałam żadnych wzorców w tym świetle ani wokół.

Wiedziałam, że w tym momencie na całej Ziemi wybuchło wiele takich Źródeł, a energia z nich wypływająca jak świetlisty "potop" zalewa całą Ziemię.
(...)
Zrozumiałam, że w naszych czaszkach jest zapisana wiedza z historii ludzkości, tak, jak w naszym DNA i komórkach ciała, a także we wszystkich “warstwach” naszych ciał i mózgach oraz kościach. Także w sercach. To wibracje. Niektóre były mocno “poblokowane” i zaburzone. Można je oczyszczać transformując i… roz-wibrowując ciała, dopasowując je do wydawania coraz czystszych dźwięków. 

6 LUTEGO 2013 - ŚCIEŻKA PIĘKNA, WOLNOŚCI I MIŁOŚCI...
Wydawałam dźwięki i pieśni, które płynęły z serca, przepływały przez moje ciało. Czułam, że te dźwięki harmonizują energię w przestrzeni i przenoszą nas w stan poszerzonej świadomości. Utrzymują energie w harmonii i... uzdrawiają. W tym stanie, wszyscy jako indywidualne istoty, możemy mieć "swoje" dźwięki, ale współbrzmią one w tej innej "wymiarowości" w sposób całkowicie harmonijny.

Czułam uzdrawiającą moc tych dźwięków. Czułam, że uzdrawiają one mnie samą w innych i innych we mnie...

Wszystko jest doskonałe. WSZYSTKO. Wszystko współgra i współbrzmi ze sobą w całkowitej harmonii.

10 GRUDNIA 2013 - KOLEJNE NOWE DŹWIĘKI
(...) w nocy wydawałam z siebie jeszcze inne, nowe dźwięki, które rozwibrowywały moje ciało. Czułam jak potrzebowało ono tych dźwięków, by ból, który pojawił się w ciele miesiąc temu, mógł teraz zostać "uleczony"… Dziś fizycznie czuję się lepiej, ale wiem, że mam nadal rozwibrowywać tymi dźwiękami ciało.

29 GRUDNIA 2013 - PRZYJĘCIE ENERGII WZORCÓW BÓLU I CIERPIENIA...
Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dźwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego głębokiego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdrowienia mnie samej w innych i innych we mnie… i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach.

4 PAŹDZIERNIKA 2014 - JESTEM PUSTKĄ I WOLĄ JEDNI - "MEDYTACJA"
Po pewnym czasie ten punkt centralny ekspandował i całe moje ciało znikło i stałam się przestrzenią pustki, ciemności - ogromnej, kosmicznej "jaskini" bez granic. Czułam bardzo subtelne, delikatne wibracje, które zaczęłam słyszeć jako dźwięk dochodzący skądś... z daleka, a jednocześnie czułam te wibracje w sobie i w centrum (miejsce w centrum serca?). I czułam te wibracje jako subtelny, piękny, krystaliczny dźwięk pustki w sobie. Wibrowałam nim cała i cichutko zaczęłam go śpiewać.

Ten dźwięk brzmiał wszędzie i odbijał się echem... coraz dynamiczniej... Częstotliwości zdawały się lekko różnicować i zgęszczać w tej przestrzeni pustki... Mimo to cały czas utrzymywałam ten jeden, krystaliczny dźwięk centrum...

8 STYCZNIA 2015 - INTEGRACJA?
(...) nagle poczułam, że moje ciało dziwnie wibruje, że zachodzą w nim jakieś zmiany na wszystkich poziomach (energetycznym, mentalnym, psychicznym, fizycznym itd.). Chodziło o to, że zaczęło się dziać z nami coś takiego, co rozpoczęło proces integracji różnych „ras” czy rodzajów” istot ze sobą. Jakby wszystkie istoty w tym także ludzkie wzbogacały się wzajemnie swoimi doświadczeniami i wiedzą. Wszyscy stawaliśmy się nową istotą – kompilacją różnych rodzajów istot…

26.WRZEŚNIA 2015 - WYZWOLENIE Z BÓLU I CIERPIENIA KU RADOŚCI ISTNIENIA...
Połączenie... w dźwiękach; dźwiękami jesteśmy... współbrzmiącymi ze sobą w całkowitej harmonii...

Świadome doświadczenie...
Połączenie...
Jesteśmy...
Źródłem...
Jednią...
Wielką Kosmiczną Symfonią...
i
"WIELKIm KOSMICZNYm ŻARTem":







czwartek, 13 marca 2014

UNIA PRZECIWIEŃSTW



W notce http://tonalinagual.blogspot.com/2013/12/jedno-dwoje-i-troje.html pisałam o dwojgu oczu Horusa/Ozyrysa. Prawe oko symbolizowało Słońce, lewe symbolizowało Księżyc…
Trzecie Oko symbolizował KWIAT LOTOSU.

Lotos zaś nadawał mistyczne znaczenie innym symbolom. Mistyczne w tym sensie, że przekraczające umysł oraz możliwość opisu takiego doświadczenia - stanu za pomocą słów. Gdy następuje otwarcie trzeciego oka, jest ono bramą, Przestrzenią połączenia dwóch biegunowych "sił": Słońca- gwiazdy i jego-jej światła emitowanego oraz Księżyca- planety i światła odbitego. Lotos… Ziemia i gra światła emitowanego i odbitego w Przestrzeni...





Znalazłam się we wnętrzu Słońca. W samym centrum. Byłam bardzo skupiona, skoncentrowana, właściwie to... zogniskowana. Miałam połączenie z Łonem Galatyki - Słońcem, którego wnętrze, podobnie, jak naszego jest Ciemne. Nie wiedziałam, w którym Słońcu JESTEM, czy tym "naszym" czy Galaktycznym Łonie, ale czuł.am je jakby pulsowały naprzemiennie... Czułam przepływającą przeze mnie energię o różnych częstotliwosciach. Wokół mnie krążyła energia podobna do Wielkiej Trąby Powietrznej, która zbierala z Przestrzeni różne... "stare śmieci", wzorce myślowe, idee, przekonania i "nasiona"...   Czułam wielka obfitość Jej zawartości. Czułam, jak tę Trąbę tworzą cztery wiatry płynące z czterech kierunków i zawijające się i łączące się spiralnie ze sobą w Trąbie. Zwężona - najcieńsza część Trąby powietrznej kończyła się we mnie. Czułam miłość, najpiękniejszą ze wszystkich "boskich" kreacji. To była ewidentnie żeńska, Pramatczyna energia. Czułam, jak to wszystko, co zbiera Trąba, transformuje się we mnie na najczystszą miłość wszechogarniającą. Czułam nieskończony przepływ miłości i światła, które nie miało blasku. Czułam w sobie, stwarzałam w sobie i wokół siebie Przestrzeń połączenia z nieskończonym przepływem miłości. Promieniowała ze mnie energia, która na obrzeżach kuli, w której się znajdowałam, wybuchała blaskiem ognia. Ten ogień był ewidentnie męską energią, energią Ojca.















Słońce i Księżyc:








O unii Słońca i Księżyca:


helikoida księżycowa






mój obraz olejny z 2004r.

tęczowe ciało


piątek, 13 lipca 2012

POWRÓT BOGINI, MATKI...I NAJWYŻSZEJ DUSZY



DUSZA BEZ DUCHA JEST JAK TREŚĆ BEZ FORMY, A DUCH BEZ DUSZY JEST JAK FORMA BEZ TREŚCI. TWORZĄ CAŁOŚĆ, JEDNIĘ.

DUCH – według dostępnej mi wiedzy  – jest właśnie czymś w rodzaju JAŹNI. Duch  jest formą, w której organizuje się struktura psychiczna człowieka połączona z systemami różnych form, w tym myślowych, emocjonalnych i czuciowych. Jest odpowiedzialny za przepływ energii z części świadomej do nieświadomej i odwrotnie. Pełni funkcję integrującą. Celem Ducha-Jaźni jest urzeczywistnienie przejawu formy, ale również w trakcie rozwoju jednostki elementem pośredniczącym na tej drodze jest wytworzenie ja czyli ego oraz odwrotnie, rozpuszczanie ja-ego.
DUSZA jest częścią ŚWIADOMOŚCI, która wypełnia tę formę.

A skąd ta dusza pochodzi i skąd ta Jaźń pochodzą?”

…. z tego samego ŹRÓDŁA. Opiszę to tak:

Kosmiczny BEZKRESNY OCEAN “wypełniają czyli współtworzą niejako Dusze”. Duch jest częścią OCEANU i  wyodrębnia się  jako indywidualny przejaw OCEANU. Gdy się wyłania - wyodrębnia taki Duch, zaczyna łowić z OCEANU dusze lepiąc z nich formy i nazywa to swoim Stworzeniem.

Kosmiczny DUCH "RYBAK" i kosmiczny OCEAN to JEDNIA.

Z tym, że OCEAN jest ŚWIADOMOŚCIĄ, a RYBAK jest UMYSŁEM. ŚWIADOMOŚĆ jest UKRYTA dla UMYSŁU. UMYSŁ istnieje, by rozpoznawać ŚWIADOMOŚĆ…więc wyławia jej różne części z KOSMICZNEGO OCEANU...

DUSZA jest przejawem ŚWIADOMOŚCI, a DUCH jest przejawem UMYSŁU.

ŚWIADOMOŚĆ jest CAŁOŚCIĄ i OBEJMUJE WSZYSTKO, natomiast UMYSŁ jest FORMĄ, w jakiej ŚWIADOMOŚĆ może się PRZEJAWIAĆ, dlatego UMYSŁ nie jest WSZYSTKIM. UMYSŁ jest CZĘŚCIĄ ŚWIADOMOŚCI, ale nie jest z nią identyczny.

UMYSŁ tworzy i nakłada na ŚWIADOMOŚĆ sieci, aby mógł pewne jej obszary UCHWYCIĆ, pochwycić, objąć. Wtedy ONA przejawia się w FORMIE. I dzięki temu może być poznawana. Ale ceną tego jest OGRANICZENIE ŚWIADOMOŚCI w danej FORMIE.

Powiedzmy, że jest to BOSKA ISTOTA, która musi się podzielić na "męskie" i "żeńskie", na światło i ciemność, by poznawać samą siebie.


Oto cytat z Plotyna, który utożsamiał Umysł-Logos także z Bogiem:
“Z Jedni wyłania się pierwsza hipostaza – Umysł (νοῦς nus, który można interpretować zarówno jako Boga jak i grecki λόγος logos)”

Tu, uważam, że utożsamienie Boga z Logosem [UMYSŁEM] jest bardzo trafne, chociaż… UMYSŁ istnieje i to jest przyjęte jako fakt zarówno przez teistów jak i ateistów. Dlatego ateiści mogą dążyć do rozpoznawania Logosa-Umysłu-Boga i definiować to pojęcie na różne sposoby, czasem przez negację, a teiści mają gotowe “formuły” i dogmaty definiujące pojęcie Boga. Bóg istnieje w tym przypadku jako IDEA UMYSŁU utożsamiająca się calkowicie z jakąś jego częścią.

“Z Jedni wyłania się pierwsza hipostaza – Umysł”
 Ale co to za JEDNIA? Pisałam trochę o tym TUTAJ:

Dawid56 pisze:

Ciekawe pytanie Davidzie, dzięki... Może to PUSZKA PANDORY, jak napisała kiedyś Nnka, a może ŚWIADOMOŚĆ ukryta jest przed UMYSŁEM, niepoznana jeszcze przez UMYSŁ? UMYSŁ tworzy i nakłada na ŚWIADOMOŚĆ sieci, aby mógł pewne jej obszary UCHWYCIĆ. Wtedy ONA przejawia się w FORMIE. I dzięki temu może być poznawana. Czyli przed uchwyceniem jej w sieci ŚWIADOMOŚĆ dla UMYSŁU jest UKRYTA i postrzega ją jako NIE-ŚWIADOMOŚĆ czyli nieobecność ŚWIADOMOŚCI jako CAŁOŚCI. I  ceną  tego rozpoznawania NIE-ŚWIADOMOŚCI przez UMYSŁ jest to, że zdecydowana większość ŚWIADOMOŚCI zawsze pozostaje nadal zakryta, ukryta czyli nadal jest NIE-ŚWIADOMOŚCIĄ dla UMYSŁU. To UMYSŁ decyduje, jaki obszar ŚWIADOMOŚCI z tej ukrytej czyli NIE-ŚWIADOMOŚCI jest w stanie objąć w swą sieć. Im czystszy umysł, im mniej przywiązuje się (zatrzymuje) do tego, co poznaje, co rozpoznaje, tym większy obszar ŚWIADOMOŚCI może objąć.

David:

Zgodzę się z Twoim zdaniem Davidzie. Jestem nawet zachwycona. Jednakże z maleńkim zastrzeżeniem... wybacz proszę, ale poczułam, że może to zrozumiesz...

Wszyscy wiedzą i są świadomi faktu, że istnieją dwa słowa: Bóg i Bogini, które wyznaczają granicę rozróżnienia, a w zasadzie podziału boskości na rodzaj męski i żeński. Słowo bóg jest rodzaju męskiego, a słowo bogini jest rodzaju żeńskiego. Zgadza się?

"A na początku [jakimś tam - względnym] było SŁOWO..."

Jeśli za Źródło, Praprzyczynę lub Wszystko, Co Jest czy Jednię  albo CAŁOŚĆ uznajemy Boga, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka męskiego – świat patriarchalny. Mamy wtedy do czynienia z Matrixem albo innymi PRZESTRZENIAMI, w których panuje UMYSŁ (porządek). Taka jest energia słowa Bóg. I odwrotnie, gdy za "początek" uznajemy Boginię, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka żeńskiego - świat matriarchalny. Mamy wtedy do czynienia z Matrixem NIE-ŚWIADOMOŚCI (chaosu).Taka jest energia słowa Bogini. Dlatego na oznaczenia tego, co jest Wszystkim i Jednym, najchętniej używam słowa „Źródło” oraz Jednia. CAŁOŚĆ lub Wszystko, co jest, a nie nazywam Całości Bogiem. CAŁOŚĆ mogę co najwyżej nazwać PODWÓJNĄ ISTOTĄ BOSKĄ.

Jestem świadoma tego, jak trudno tę wiedzę zaakceptować, a co dopiero przyjąć do świadomości czyli uznać tę wiedzę za prawdziwą skoro od tysięcy lat we wszystkich religiach używane jest słowo Bóg uznawane za Źródło. Boginie istnieją, ale albo niezbyt rozumiane, albo całkowicie „usunięte w cień” czy czasowy „niebyt” z powodu lęków przed ich nieznaną i niezrozumianą mocą w tym Matrixie, świecie, w którym "Panem i Władcą jest Umysł.. Boginie zostały podporządkowane bogom, "oddane" w służbę w poddaniu i pokorze jako wielbiące bogów; oblubienice i "wybranki", ale tak ładnie czasem się o nich mówi, żeby pograć na ich ego, żeby lepiej służyły i zasilały ten męski świat... Czy tak ma wyglądać harmonijne współistnienie? 

Aby ludzkość mogła rozwijać się ewolucyjnie, każdy człowiek (kobieta i mężczyzna) potrzebuje w sobie dążyć do harmonii pomiędzy Animą i Animusem – tym, co męskie i żeńskie, ducha i duszy. Nie chodzi tu o osiągnięcie całkowitej symetrii, bo ta jest niemożliwa, gdy jesteśmy w ciałach kobiet i mężczyzn (i to jest piękne), ale o zharmonizowanie w sobie tych pozornych „przeciwieństw”, które nie są przeciwieństwami, ale dwoma częściami jednego, częściami, które się wzajemnie uzupełniają. Dwa w Jedni.

Bóg i Bogini to DWA w JEDNYM.

Aby jednak dotrzeć do tej świadomości, najpierw musi nastąpić...

Powrót Bogini...
To chcemy, żeby ona wróciła i oddamy jej należne miejsce, czy będziemy udawać, że nic się nie zmienia? To chcemy poszerzenia świadomości, czy nie chcemy? To chcemy harmonii i pokoju, ewolucji świadomości czy nie chcemy, bo wolimy wspierać swoją energią i jestestwem świat cierpienia, walki, panów i niewolników? 


Pisałam w notce PRZYPOMNIENIE o tym, że nie ma znaczenia, czy jestem kobietą czy mężczyzną. W jednym świecie (albo ziemskim cyklu) rozwija się i realizuje koncepcja, że bóg stworzył świat (a może i wszystko), a w innym świecie… że bogini. Ale to są koncepcje wynikające z cykli rozdzielenia tego, co “męskie” od tego, co “żeńskie” – patriarchat, matriarchat w cyklach naprzemiennych… To są tylko i aż koncepcje, ponieważ wszystko istniało, istnieje i będzie istniało, a dokładniej JEST WIECZNYM TERAZ. Jednym z wielu pięknych symboli tego połączenia jest indiańska Święta Fajka.

 Przypominamy sobie, kim jesteśmy, ponieważ zapominanie umożliwia istnienie w indywidualnych formach zarówno - zwanych -  fizycznymi jak i energetycznymi. Te wszystkie formy są “kreacjami” światów…. “kreacjami”, ponieważ nic nie zostało stworzone, a istnieje wiecznie. My jesteśmy podróżnikami po światach, których doświadczamy.


A co z magią, którą ludzie uprawiają w imieniu różnych bogów i bożków? Magia jest narzędziem władzy i teraz się intensyfikuje. Zarówno ta “techniczna” jak i “duchowa”. Bo to czas iluzorycznej walki o władzę nad ludźmi, o władzę nad duszami  - bo to energia. Energia MATURY. To świadomość, którą można sterować przy pomocy odpowiednich narzędzi, wzorów myślowych, symboli...


Ludzie bali się, że mogą zginąć zniszczeni przez swoich bogów. Albo innych bogów. Boją się nadal (w każdym razie spora część ludzkości), że zagładzie ulegną kolejne cywilizacje, zmienią się znowu lądy, morza i oceany... Boją się kolejnej Apokalipsy. Boją się Sądu Ostatecznego... I to jest ta trauma: strach przed zagładą, która przede wszystkim wymaga "uzdrowienia". Z powodu tego strachu ludzie za wszelką cenę chcą przetrwać w tym świecie i w tej albo najchętniej jeszcze bardziej ulepszonej fizycznie formie (co mogą zapewnić im co poniektórzy bogowie). No to idą na układy. I to jest powód łatwości wprowadzania tak zwanego Nowego Porządku. Jak napisała Nnka kiedyś: “z wroga robi się przyjaciela”.

“Gdy Bóg stwarzał pierwszego człowieka, rzekł: “Uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze, i niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem w powietrzu, nad zwierzętami i nad wszystką ziemią.“.

Ach to PANOWANIE NAD… i władza nad innymi… Może już nam wystarczy?


Fragment rozdziału pt Ożywienie Bogini z “Ziemi Zwiastunów Świtu” (Barbara Marciniak) podany przez Livię Ether:Co, lub kogo, wyobrażacie sobie myśląc o Najwyższym Stwórcy? W waszym społeczeństwie nauczono was, że energia boga reprezentuje źródło, a energia żeńska reprezentuje jego wykorzystanie lub działanie. My twierdzimy, że jest na odwrót – to co kobiece jest źródłem, a to co męskie reprezentuje sposób jego wykorzystania.To prawda, że Najwyższy Stwórca jest żeńską wibracją. Źródło, takie jakim je znamy, jest wibracją kobiecą. Męska wibracja, małżonek owego żeńskiego źródła, walczący o miłość Bogini, został miliony lat temu rozszczepiony wskutek złego wykorzystania energii. Jesteście jedną z części tej błędnie wykorzystanej energii. Dwóch plejadiańskich synów jednego z mało ważnych bogów objęło władanie nad Ziemią, stoczyło pomiędzy sobą bitwę i przyczyniło się do powstania dzisiejszych dylematów. Patrząc na to z szerszej perspektywy widzimy, że była to tylko drobna rodzinna sprzeczka. Bogini Matka podzieliła się na części i przybrała wiele form, aby były one małżonkami wielu bogów. Pragnęli oni zaspokojenia, miłości, chcieli znaleźć się w matczynej wibracji, ponieważ to z niej pochodzą wszystkie twórcze siły życiowe.Bogini obdarzona jest taką świadomością, która pozwala na wszystko. Jest źródłem, które utrzymuje wszystko razem, klejem stworzenia. Niektórym trudno jest nawet przyjąć tę koncepcję, nie wspominając już o jej zrozumieniu. Kobietom nie jest łatwo myśleć o tej pełnej mocy istocie, która krąży w ich własnej krwi. Mężczyzn szokuje myśl, że żeńska wibracja może być źródłem wszystkich rzeczy.

No, ciekawy w tym kontekście może być mój sen o Matce Galaktyce, chociaż Galaktyk podobno jest wiele, więc nie wiem, czy można uważać ją za Źródło Stworzenia Z kolei, podobno wszechświatów także jest wiele. I to mnie dziwi, ponieważ skoro wszechświat jest wszystkim - wszechświat to słowo, które ma oznaczać czy symbolizować WSZYSTKO, co istnieje, zatem gdyby istniały inne wszechświaty, to pojedynczy wszechświat nie mógłby być wszystkim czyli tym, czym JEST. (Hmmm… Może to, co widzimy jako inne galaktyki to jest jedna galaktyka odbita w różnych częściach jednego WIELKIEGO LUSTRA)?
Tu mój sen o Matce Galaktyce.



dodane 15.lipca
Nnka:
"Bo ten Czysty Umysł to jest Swiadomość Chrystusowa a nasza zbiorowa nieświadomośc to Antychryst. Niestety wszyscy to utożsamili i chyba sami się pogubili w rozumieniu Jażni." *1)

Na to wygląda, że ludzie chyba się pogubili w rozumieniu Jaźni, ale według mnie CZYSTY UMYSŁ nie jest ŚWIADOMOŚCIĄ i utożsamianie CZYSTEGO UMYSŁU ze ŚWIADOMOŚCIĄ jest właśnie przejawem tego pogubienia... I każdy sam sobie potrzebuje odpowiedzieć na pytanie (jeśli w ogóle sobie takie zadaje) czym jest Jaźń.

CZYSTY UMYSŁ jest stanem umysłu, w którym następuje jego zespolenie ze ŚWIADOMOŚCIĄ. Połączenie DUCHA i DUSZY, w JEDNIĘ, CAŁOŚĆ jako PODWÓJNĄ ISTOTĘ BOSKĄ. DWA w JEDNYM.

///Przypomnienie: Piszę tylko po to, by dzielić się z innymi swoim doświadczeniem i swoją wiedzą. Rozumiem i szanuję, że ktoś może postrzegać RZECZYWISTOŚĆ inaczej.///

Nnka: "Można to jeszcze inaczej CZYSTY UMYSŁ czyli ŚWIADOMOSC to czysta MATERIA, bo umysł jest MATERILNY(antymateria) czego nie da się powiedziec o ŚWIADOMOSCI BOSKIEJ która jest zupełnie poza MATERIĄ."

Można, kochana Nnko, natomiast można także traktować UMYSŁ jako najwyższą formę istnienia, ponieważ bez umysłu, ŚWIADOMOŚĆ nie mogłaby przejawiać się w jakiejkolwiek formie. Natomiast pojęcie "CZYSTA MATERIA" jest pojęciem umownym, jest próbą uchwycenia tego, co nieuchwytne, ponieważ zgodnie ze wszelkimi definicjami materii, ta MATERIA tym nie jest, co definicje opisują. Sama napisałaś, że "ŚWIADOMOŚĆ BOSKA jest zupełnie poza MATERIĄ." Umysł wytycza granice obszarów czasoprzestrzennych i ustala w ten sposób formy dla przejawiania się ŚWIADOMOŚCI. ŚWIADOMOŚĆ zaś, której części przejawiają się w zindywidualizowanych formach staje się świadomością. Podobnie jak UMYSŁ dla każdej zindywidualizowanej formy staje się umysłem.

Nnka: "UMYSŁ zapisany jest tak jak zapisana karta, a to co na niej zapisane świadczy o czystosci i zgodnosci z PIERWOTNYM zapisem. Im bardziej to wszystko krzywe i wypaczone, interprtowane po “ludzkiej myśli na wzór i podobieństwo” tym “brudniejsze”."

Tak. Tu się rozumiemy. Wolę jednak określać to inaczej niż "brudniejsze", ponieważ to właśnie interpretacje zacieśniają, zawężają, zagęszczają..., więc dla mnie to wszystko jest bardziej "zakrzywione" w "wymiarach krzywizny". Interpretacje są odpowiednikiem percepcji i zależą od tego, co na swój własny temat "wie" dana, zindywidualizowana forma o ograniczonej świadomości.
Czyli UMYSŁ jest tutaj jakby podstawową MATRYCĄ, która jest odkształcana w pewnych ograniczonych różnymi obszarami czasoprzestrzeniach. Ale możliwe, że to UMYSŁ sam siebie w ten sposób odkształca?

Nnka: "Zdecydowanie nie uważam, że ludzie bali się zniszczyć bogów [wyr. JESTEM]."

Nie rozumiem, co masz na myśłi pisząc o niszczeniu bogów? Pytam, ponieważ nie pisałam nic o niszczeniu bogów przez ludzi. Pisałam:

>Ludzie bali się, że mogą zginąć zniszczeni przez swoich bogów. Albo innych bogów. Boją się nadal (w każdym razie spora część ludzkości), że zagładzie ulegną kolejne cywilizacje, zmienią się znowu lądy, morza i oceany... Boją się kolejnej Apokalipsy. Boją się Sądu Ostatecznego... I to jest ta trauma: strach przed zagładą, która przede wszystkim wymaga "uzdrowienia". <

Nnka: "[Ludzie] Bali sie ATLANTYDY i kombinowania czasoprzestrzenią bo byli bardziej świadomi uwarunkowań energetycznych niz są obecnie. Bali sie skutków działań , które przyniosły zagładę i upadek, tą z której do tej pory nie możemy się podnieść, bo rytm tej planety został poważnie zaburzony."

Pisząc "bali się ATLANTYDY" utożsamiasz Atlantydę z grzebaniem w czasoprzestrzeni. Według mnie ludzie z Atlantydy rzeczywiście tak, jak piszesz, byli bardziej świadomi uwarunkowań energetycznych, ale przy czystości intencji radzili sobie doskonale i całe społeczności na tym korzystały. Ludzkość była w swoim rozkwicie i rozwijała swoją świadomość. W pewnym momencie jednak pojawił się tam INTERPRETATOR czyli ktoś (coś) w rodzaju "Antychrysta", który chciał zapanować nad innymi i podporządkować sobie wszystkich, przejąć jak najwięcej wytwarzanej energii i zasilić siebie - swój system. (Pewne podobieństwo widzę w pojawieniu się JHWE uznanego za boga, którego czczą nie tylko Żydzi, ale w zasadzie wszyscy katolicy lub ci, co uznają się za chrześcijan, a wcale nimi nie są, bo są nieświadomymi ofiarami tego systemu..) Dlatego na Atlantydzie pojawił się konflikt, którego wcześniej nie było. "Wieża Babel" była budowana, ale pewien "Strażnik" zobaczył, że ludzie stają się tak wielcy jak on, więc postanowił in przeszkodzić. Było to bardzo skuteczne działanie. Nastąpił wówczas tragiczny upadek Atlantydy. (Atlantyda nadal istnieje w WYŻSZYM ŚWIECIE niż nasz obecny.) W czasie otwarcia Portali, ta część ludzkości (dusz), która podążyła za INTERPRETATOREM, bo obiecywał im władzę, podążając za nim spadła do niższego ŚWIATA. A więc być może Antychryst jest czymś w rodzaju wyodrębnionego UMYSŁU.

Pisałam:
>Magia polega na zaburzaniu cykli i planów kosmicznych, stąd kataklizmy się pojawiają w postaci Apokalips… pss… Cykli nie można rozwalić, z cykli można wyjść w przestrzeń “poza czasem” - [w "punkcie ZERO"]. Kiedy wszystkie portale “są otwarte”, można to ogólnie nazwać ŚWIADOMOŚCIĄ wypełniającą. UMYSŁ, który będzie zatrzymany w “punkcie 0”<

Nnka: "Jest też ogromna różnica w pojęciach “Całość” i “Jedność” (co też ze względu na tłumaczenia ujednolicono). Dopóki człowiek nie jest Całością ( i tu mowa też o jego nieświadomosci) nigdy nie będzie Jednością, bo zawsze nastąpi proces WYPARCIA." (...) 'CAŁOŚĆ jest zupełnie inną strukturą niż JEDNOŚĆ."

Tak, jak dla mnie to uchwyciłaś w bardzo precyzyjny sposób. Ale dlatego nie używam słowa Jedność, lecz Jednia, ponieważ to są dwa różne słowa. Dla mnie CAŁOŚĆ jest JEDNIĄ. Jedność natomiast może być przypisywana jakiejś CZĘŚCI CAŁOŚCI. I dlatego można tym słowem szafować podtrzymując wojenki. Są grupy ludzi, które scalają się pod hasłem "Jedności i Braterstwa" na przykład, ale po to, by manifestować swoją wyższość nad innymi i prowadzić walkę w imię tej "jedności braterskiej".

Nnka: '"CAŁOSC jest pojęciem dotyczącycm JESTESTWA – czyli ISTOTY- w tym przypadku ISTOTY LUDZKIEJ łącznie z wypartymi aspektami) dopiero wtedy mozna tworzyć JEDNOSC z harmonicznymi JESTESTWAM."

Tak. Jedność z nieskończonością "harnmonicznych JESTESTW" nazywam JEDNIĄ.

Nnka: "Dlatego też rozwój w wykonaniu niektórych grup skupia się na pracy z nieświadomoscią, ze wszystkimi archetypami (zapisami) tam umieszczonymi łącznie z wyobrażeniami Boga- od czego Jung i Kahuni odcięli się. "

Masz pewność, że się odcięli? Czy mogłabyś podać mi jakieś namiary, bym mogła sobie o tym przeczytać?
Nie mogę znaleźć wpisu bodajże Jojo o tych pięciu Archetypach Junga. Możesz pomóc mi je znaleźć? Chciałabym z tym 5.tym archetypem Junga - Jaźnią "pomedytować". I przeczytać dokładnie, co on o bogu tam napisał.

Nnka: "Ma to znaczenie takie, że wchodząc w srodowisko niskich energii będziesz miał ochronę. Dopóki tego każdy nie “przemedytuje” i nie zobaczy sensu zawsze będzie narażony na zwiedzenie.[wyróżn. JESTEM]"

Tak :-) Ja to dla siebie nazywam "uwodzeniem" lub "uwiedzeniem". Są wzorce (nie tyle te archetypowe, co te matrixowe, stworzone przez pewnych bogów), o które - jak za "haczyki" w naszych nieświadomych umysłach - o ile ich się nie pozbędziemy - zawsze możemy zostać zaczepieni. Nigdy nie wiadomo, który bóg do kogoś przemawia: czy ten Najwyższy czy ten "upadły". Z poziomu ludzkiego umysłu umysłu z „haczykami” (oddzielonego od CAŁOŚCI, JEDNI) nie ma możliwości tego rozpoznać.

Nnka: “JA” w pojęciu ego jest zupełnie czymś innym niż WYZSZE JA, które nas łaczy z BOGIEM i jest aspektem czysto duchowym. Wielu mistyków na to zwraca uwagę. Jeśli zniszczysz swoje WYZSZE JA odcinasz się , upadasz."

Ja w pojęciu ego łączy nas z bogiem, w którego WIERZYMY, Wyższe Ja łączy nas z BOGIEM, o którym MARZYMY. TEN BÓG, o którym marzymy JEST CZYSTYM UMYSŁEM.  Ze ŚWIADOMOŚCIĄ może nas połączyć 'nasza Najwyższa DUSZA'. Oczywiście, gdy marzymy bogu, który jest ograniczony do jakichś naszych wyobrażeń na jego temat, wówczas ten BÓG kieruje naszą duszę w odpowiednią formę, w odpowiedniej czasoprzestrzeni, abyśmy tej "kreacji boskiej", którą "tworzymy" swoim umysłem,   mogli doświadczyć.

Napisałaś w komentarzu: "Bo ten Czysty Umysł to jest Świadomość Chrystusowa a nasza zbiorowa nieświadomość to Antychryst."


Z tego co wiem, ŚWIADOMOŚĆ CHRYSTUSOWA to ŚWIADOMOŚĆ KRYSZTAŁOWA i nie jest ściśle powiązana z bogiem ani Bogiem albo zależna od boga. Chrystus, tak samo jak Budda i wiele innych, których być może nigdy nie poznaliśmy są istotami ludzkimi, które dotarły do tej ŚWIADOMOŚCI KRYSZTAŁOWEJ... I nie jest też ona przeciwieństwem nieświadomości zbiorowej - Antychrysta, ponieważ wykracza poza dualizm.

ŚWIADOMOŚĆ CHRYSTUSOWA jako ŚWIADOMOŚĆ KRYSZTAŁOWA przejawia się wtedy, gdy nasz umysł (nie boga, ale nasz: Twój czy mój, czy każdej istoty ludzkiej) staje się CZYSTY i OTWARTY. Znaczy to dla mnie, że przez umysł mogą przepływać różne myśli, kody i wzorce archetypowe, symbole, ale żadne z nich się nie zahacza - nie zatrzymuje na jakiś czas w umyśle jako wiara lub przekonanie, bo nie ma w CZYSTYM i OTWARTYM umyśle żadnych "haczyków", na które mogłyby się te wzorki i "węzełki" załapać. (Ale również ten akt OTWARCIA UMYSŁU może dotyczyć także bogów...)


W takim stanie uaktywniają się dodatkowe "nadzmysły" (nie umiem tego inaczej określić). I w ten sposób umysł staje się UMYSŁEM jako otwartą bramą - przestrzenią dla poszerzonej świadomości do... ŚWIADOMOŚCI. Można powiedzieć, że wówczas wszystko rozumiesz, wszystko przyjmujesz i dostrzegasz doskonałość CAŁOŚCI i JEDNI. Masz wgląd w nieświadomość i rozumiesz także działania tego, co określasz jako Antychrysta. Stajesz się połączona z CAŁOŚCIĄ, JEDNIĄ i czujesz, jesteś... wszechogarniającą miłością.


TAKI STAN UMYSŁU można przyrównać do KRYSZTAŁOWEGO LUSTRA... GDY UMYSŁ ZATRZYMUJE SIĘ (w... czymś, co nazywam "zatrzymaniem poza-czasem"), CZYSTY i OTWARTY UMYSŁ jest jak wcześniej rozbite KRYSZTAŁOWE LUSTRO, które nagle zostaje scalone w CAŁOŚĆ. Scalone KRYSZTAŁOWE LUSTRO nic nie odbija. Wszystko w nim staje się JEDNIĄ.

PRAWDA jest JEDNA, ale nie ma jej w częściach rozbitego LUSTRA. Bo w częściach rozbitego LUSTRA są tylko części PRAWDY. (Pisałam trochę o tym w bajce o ROZBITYM LUSTRZE.

Nikt z nas w oddzieleniu od CAŁOŚCI, JEDNI, nie ma monopolu na PRAWDĘ.  




W TEMACIE:
PRAMACIERZ, PRA-BOGINI, WIELKA MATKA.

NO TO WRÓCIŁA… 14. LIPCA 2012 ROKU :-) TERAZ BĘDZIE CIEKAWIE… ;-)
-------------------------------------------------------------

*1)  wszystkie cytaty części dodanej 15.lipca pochodzą z komentarza Nnki pod tą notka oraz z komentarza Nnki na jej blogu: http://nnka.wordpress.com/2012/03/07/21-12-2012-kod-majow-atlantyda-ta-historia-jest-przed-nami/#comment-5805 



niedziela, 19 lutego 2012

CZASOWY "PUNKT ZERO" jako PRZESTRZENNIE NIESKOŃCZONY


Inspiracją do napisania poniższej notki była notatka na blogu Nnki: 

Uważam, że ezoteryczna koncepcja Próżni jest zbyt "męska", a za mało "kobieca" :-)   W samej fizyce definicji próżni jest co najmniej kilka. 

W PRÓŻNI istnieje wszystko, co nieprzejawione i nierozpoznane przez UMYSŁ. W Próżni, gdziekolwiek "się nie obejrzysz", spotykasz się z różnymi bytami w formie energetycznej. Wszędzie widzisz projekcje tego, co masz w sobie, więc jeśli masz w sobie lęki, to wtedy odczuwasz i możesz widzieć byty, które te lęki wzmacniają. Natomiast, jeśli nic już nie projektujesz, to widzisz formy, które wciąż się zmieniają i płyną - widzisz Przepływ. 

Podobnie jest w BARDO. W buddyzmie tybetańskim znaczy dosłownie stan pośredni. Według nauk buddyzmu tybetańskiego wyróżnia się sześć głównych stanów bardo:
1. Shinay bardo: bardo tego życia, w obecnym stanie jako człowiek lub inna istota, np. zwierzę, trwające od momentu odrodzenia ("umiejscowienia się" w łonie przyszłej matki) do procesu umierania.
2. Milam bardo: bardo doświadczane również w tym życiu w czasie procesu śnienia i marzeń sennych.
3. Samten bardo: bardo doświadczane w życiu jednak tylko w czasie odpowiednio skuteczniej medytacji, np. w praktyce wyciszenia umysłu śamatha.
4. Chikkhai bardo: bolesne bardo trwające już w czasie procesu umierania.
5. Chönyid bardo: niezwykłe świetliste bardo Dharmaty trwające dopiero w początkowym okresie "pośmiertnym", gdy świadomość całkowicie opuściło ciało, które opisują szczegółowo nauki dzogczen związane z praktyką thogal.
6. Sidpai bardo: bardo stanu "pośmiertnego" trwające od czasu bardo Dharmaty do czasu odrodzenia ("umiejscowienia się" w łonie przyszłej matki) jako przyszły człowiek lub inna istota, np. zwierzę takie jak ptak który urodzi się z jaja. Zgodnie z tymi naukami doświadczenia w czasie śmierci klinicznej należy odnieść do stanów doświadczanych w shinay bardo, bardo tego życia.

Inne szkoły  mówią o czterech stanach bardo. 


Matrix i Materia do istnienia potrzebują CZASO-PRZESTRZENI. W nich i tylko w nich także możliwe jest istnienie przyczynowo-skutkowych praw karmy oraz możliwości manipulacji tymi prawami. W BEZCZASIE *) określanym jako "Punkt Zero" znajdujemy się w przestrzeni istniejącej poza jakimikolwiek działaniami przyczynowo-skutkowymi. Chociaż jest to przestrzeń przenikająca wszystkie czaso-przestrzenie. Stąd mówi się o "punkcie zero" - czasowym. Ale czy także jest to punkt zerowy przestrzennie? 

W BEZCZASIE możliwe są właśnie podróże między wymiarowe.


Dlatego czas w tych punktach zanika, ponieważ dla Umysłu następuje "kolizja czasu". Dzieje się tak, gdyż czas liniowy jest narzędziem ograniczającym zakres Świadomości i percepcję Umysłu, ale jednocześnie umożliwia doskonalenie tejże percepcji czyli sposobu postrzegania i rozumienia przez Umysł danej czaso-przestrzeni. 

Mirek napisał:

Samadhi jest trudne do opisania, ponieważ jest to stan podobny do "zatrzymania" umysłu. Wszelka aktywność umysłowa wtedy ustaje. A Uniwersalny Umysł – Logos nie istnieje bez koncepcji. Żaden umysł nie istnieje bez koncepcji. Umysł jest zasadą zawierającą się w koncepcji jako w samym sobie i przejawiającą się poprzez koncepcje. Jako forma realizacji potencjalnego przejawu Dusz, staje się DUCHEM. Umysł jest przejawiającą się koncepcją – Duchem rozpoznającym wszelkie formy powielonej w nieskończoność Duszy – Natury Wszechrzeczy. Dla takiego doświadczanio-poznania, rozwoju oraz doskonalenia  Umysłu potrzebna jest także czaso-przestrzeń. DUSZA i DUCH tworzą Całość (Absolut), który można poznawać bez używania słów czy nawet myśli, dlatego że nie da się tego pojąć umysłem czy ogarnąć rozumem w całości. Ale można rozpoznawać i zmieniać świadomość. Można też używać pojęć abstrakcyjnych (na przykład geometrii) do opisywania Całości. Można też używać symboli. Absolut to Abstrakt jako "pojęcie ogólne utworzone w wyniku abstrahowania", nie ma odpowiednika w konkretnym rzeczywistym "przedmiocie", ale może być poznawalny na przykład w formie idei ujętych w symbole-artefakty. 
Podobno w Samadhi najważniejsze jest "Oddzielenie siebie od wszystkich zewnętrznych bodźców i niezmącony stan wewnątrz". Ale nie jest to jednoznaczne z oddzieleniem się od Całości, a właśnie od wszelkich możliwych koncepcji poprzez które umysł postrzega (poprzez percepcję) czasoprzestrzeń, do której przypisane jest ciało.

Co się może stać, gdy nastąpi "zatrzymanie" umysłu? Umysł przestaje istnieć? Kończą się koncepcje. Umysł roztapia się, ale nie w Pustce, Nicości... PUSTKA, NICOŚĆ to tylko ILUZJA UMYSŁU. To "koniec" umysłu jako oddzielnej, wyodrębnionej z Całości części. Umysł jednak nie jest Całością. Umysł roztapia się w - powiedzmy - Wielkiej Tajemnicy - PRÓŻNI, w której:

ISTNIEJE WSZYSTKO JAKO POTENCJALNE,  NIEPRZEJAWIONE I NIEPOZNANE DLA ROZTOPIONEGO W OCEANIE ŚWIADOMOŚCI UMYSŁU. W PRÓŻNI ŚWIADOMOŚĆ ROZPIĘTA JEST WE WSZYSTKICH MOŻLIWYCH ZAKRESACH, W CAŁOŚCI..., ale pozostaje nie ujęta w żadną KONCEPCJĘ. 

Według wiedzy Tolteków Ocean Świadomości zwany jest także symbolicznie Orłem Świadomości, który najpierw obdarza cząstką swojej świadomości każdą istotę ludzką, a później pożera świadomość każdej istoty ludzkiej w momencie jej śmierci. Ale Orzeł wcale nie pragnie śmierci ludzi. On żywi się tylko ich doświadczeniem. Dlatego Toltekowie to ludzie, którzy oddaja swoje doświadczenie Orłu, by móc stać się nieskazitelnymi i nieśmiertelnymi. By mogli podróżować po różnych światach, by wzbogacać Świadomość Orła.

Ja to widzę w ten sposób, że ŚWIADOMOŚĆ to SOFIA, a UMYSŁ to LOGOS. 

No cóż, doświadczenie zwane samadhi staje się w zasadzie niemożliwe do objęcia poprzez Umysł , gdyż Umysł w tym momencie w pewnym sensie "przestaje"  istnieć jako wyodrębniony z Całości. Skąd więc pamięć i wiedza o tym stanie - "mistycznym" doświadczeniu? Umysł się udoskonala. Ale jak? 

Po pierwsze: musi stać się Czystym Umysłem, nieskazitelnym, bez obciążeń i przywiązania do koncepcji (przekonań) i zakresu wiedzy pochodzącej z danej czaso-przestrzeni.
Po drugie jest jeszcze inna "część ludzkiego ciała", która nie jest li tylko fizyczna. Powiedzmy, że nazwiemy ją umownie "Uniwersalnym Sercem". Umysł w dualistycznym świecie ma przypisany aspekt męski, a Serce aspekt żeński. Serce uosabia, jest jakby ikoną dla wszechogarniającej miłości (związek ze "Świadomością Galaktyczną" **). To Serce jest Wszechogarniające, więc w przestrzeni poza czasem ("punkt zerowy w czasie") ma możliwość objęcia i stopienia się z Całością / w Całości i wejścia na poziom "Świadomości Uniwersalnej". Na poniższym zdjęciu mamy zaznaczone dwa ostatnie stopnie Kosmicznej Piramidy, które odpowiadają zakresom Świadomości Galaktycznej i Świadomości Uniwersalnej:



Dochodząc do stopnia piramidy odpowiadającego Świadomości Uniwersalnej, jeśli nie ogarniemy miłością (zrozumieniem, szacunkiem i akceptacją) Całości stworzenia, a skupimy się wyłącznie na tym ostatnim schodku jak na celu i ostatnim etapie Gry, to po wejściu "w strumień światła" spadniemy w dół, jak pokazuje i symbolizuje to wąż na piramidzie z Chichén Itzá.:


I zgodnie z "boskim prawem" boga Kukulkana, powrócimy zmartwychwstali do tego samego świata, aby tworzyć kolejną cywilizację jako kolejną, udoskonaloną wersję poprzednich...

Natomiast istnieje inna możliwość - wejście w stan zwany samadhi czyli stan połączenia Czystego Umysłu z Uniwersalnym Sercem. Poprzez ten stan wychodzimy poza wszelką podwójność (dualizm), więc wchodzimy w stan zespolenia tego, co męskie i żeńskie w każdej istocie ludzkiej bez względu na przypisaną płeć oraz we Wszechświecie. Stąd być może możemy wyruszyć w podróż po innych światach.

---
*) Według mojego doświadczenia i wiedzy ciało jest, owszem, ograniczeniem dla duszy, ale dzięki temu ograniczeniu umysł może doskonalić percepcję – postrzeganie tego świata fizycznego i tej czasoprzestrzeni, w jakiej „mieści się” dusza z przynależnym jej ciałem. Stąd nie uważam, że bezczasowość jest lepsza od istnienia w formach czaso-przestrzennych, po prostu nie wartościuję tych dwóch przejawów/stanów Całości. I tak samo nie uważam, że dusza bez ciała jest czymś „lepszym” od duszy w ciele.

**) Świadomość Galaktyczna to świadomość pełnej akceptacji dla istot i ich sposobów działania ze wszystkich poziomów Gry zwanej Galaktyka oraz pełnej współ-odpowiedzialności za wszystkie istoty ze wszystkich poziomów tej Gry. Ten zakres Świadomości jest tożsamy z miłością wszechogarniającą w połączeniu ze wszystkimi częściami Całości. (pisałam o tym w artykule pt. PODOBIEŃSTWO BOGÓW I LUDZI.

W innym artykule pt. SOFIA I LOGOS pisałam:

Doskonałość umysłu wypływa z uświadomienia sobie niezgłębionej, nieskończonej Mądrości Natury Wszechrzeczy – Sofii. Oraz uszanowanie jej, jako przedmiotu poznania. W innym przypadku umysł, Logos zawiesza się na wcześniej wyłonionych strukturach, przywiązuje się do nich, więzi sam siebie i powiela te struktury w nieskończoność, tworząc kolejne fraktale powtarzającej się struktury-formy. I nazywa to udoskonalaniem natury. A ta przecież jest doskonała sama w sobie.

Najpiękniej jest, gdy Sofia i Logos są harmonijną Całością - Absolutem, ale czasem Logos się usamodzielnia i oddziela Sofię od siebie. A nawet próbuje ją sobie podporządkować. Żeby eksplorować Sofię-Naturę, Logos-Umysł próbuje udoskonalać wzory tworzone przez nią i wówczas, gdy udoskonalone - uznaje je za własne. Tworzy, staje się Architektem i czasem w swej pysze zapomina, że rzeczy, które stworzył są jedynie wspaniałymi i często wielce atrakcyjnymi kopiami Natury.

Aby ludzkość mogła rozwijać się ewolucyjnie, każdy człowiek (kobieta i mężczyzna) potrzebuje w sobie dążyć do harmonii pomiędzy Animą i Animusem – tym, co męskie i żeńskie, ducha i duszy. Nie chodzi tu o osiągnięcie całkowitej symetrii, bo ta jest niemożliwa, gdy jesteśmy w ciałach kobiet i mężczyzn (i to jest piękne), ale o zharmonizowanie w sobie tych pozornych „przeciwieństw”, które nie są przeciwieństwami, ale dwoma częściami jednego, częściami, które się wzajemnie uzupełniają. Dwa w Jedni.