Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PUSTKA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą PUSTKA. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 15 marca 2016

KOŁO ISTNIENIA...

Jesteśmy światłem... niewidzialnym i widzialnym, całym spektrum nieskończonego zakresu częstotliwości czyli przestrzenią, esencją i wszystkim, co się w niej i poprzez nią przejawia. 



Dwie biegunowe postawy zawsze pozostają wobec siebie „konkurencyjne”, dopóki nie zostaną zintegrowane ze sobą w nas - w naszej "wewnętrznej przestrzeni" (samo)świadomości.

Tak zwane biegunowości, skrajności, przeciwieństwa... "pionowe" i "poziome"  mogą zostać zintegrowane przez poszerzanie, ekspansję (samo)świadomości.

Gdy tak zwane biegunowości, skrajności, przeciwieństwa... "pionowe" i "poziome" zintegrujemy, to niektórzy nazywają ten "stan" istnienia  "wyjściem z dualności". Bo istnienie - tkwienie w dualności powoduje, że jak wahadła latamy od jednej skrajności do drugiej – raz dotykamy i doświadczamy jednego (bieguna), a raz drugiego (bieguna) zarówno "pionowych" jak i "poziomych". A będąc po jednej - wszystko jedno której z tych dwóch skrajnych „postaw”, stron, zawsze uważamy, że ta, z którą w danym momencie się utożsamiamy, jest lepsza od tej drugiej.

Natomiast zintegrowanie ich obu (tych skrajności) na poziomie (samo)świadomości - w sobie, umożliwia nam przejście w inny stan istnienia - z inną perspektywą postrzegania rzeczywistości. Nowa perspektywa powstaje między innymi na skutek połączenia, zintegrowania w sobie, poprzez siebie np: szacunku do życia i szacunku do śmierci, która jest jednym ze sposobów zmiany formy, stanu istnienia. Zintegrowanie różnych skrajności, przeciwieństw, umożliwia uwolnienie się od przywiązania do jednej z nich - uwalnia od identyfikacji wyłącznie z jedną z nich.



Oddzieleni mamy pozornie własną wolę, połączeni mamy połączenie z Wolą...
Zaśnieni w jednym z nieskończonej ilości snów przyjmujemy ten jeden jedyny sen za jedyną rzeczywistość.
Przebudzeni dostrzegamy, że wszystkie sny są iluzją...
Przejawiamy się w formach pozostając w pustce zakotwiczonymi...
Jesteśmy kroplą i oceanem...
I wszystko to zadziewa się/istnieje jednocześnie...
Piękne paradoksy. Uwielbiam takie paradoksy... niby pozorne paradoksy... A wszystko, co piszę i wyrażam można by ująć w jeden wielki cudzysłów. :-)
Gra świateł i cienia, taniec Sziwy, a potem odpoczynek pod stopą Kali, Śnienie Wisznu - Umysłu, któremu Lakszmi - Świadomość masuje stopy... piękne symbole, Piękna Sztuka Iluzji, która jest Rzeczy Istnością... <3
Ist-nie-nie-m, iskrą... iskrami...

środa, 24 lutego 2016

JESTEM PRZEJAWEM PUSTKI

nowe dźwiękowanie do słuchania i...
do ewentualnej "kontemplacji"... integrowania, scalania i harmonizowania SIEBIE. :-) <3



ZNAKI I WZORY...


dźwięki roz-wibrujące blokady energetyczne i... opory przed naturalnym przepływem energii. :-)

Tutaj więcej:
https://www.youtube.com/watch?v=4VLeW2180ds&list=PLCNNfwRKeVXlH_ffdSlA9MusYqU30hVWE

wtorek, 29 września 2015

WYZWOLENIE Z BÓLU I CIERPIENIA KU RADOŚCI ISTNIENIA...




26.WRZEŚNIA 2015 - WYZWOLENIE Z BÓLU I CIERPIENIA KU RADOŚCI ISTNIENIA...
Połączenie... w dźwiękach; wibracjami, dźwiękami... jesteśmy... współbrzmiącymi ze sobą w całkowitej harmonii...

I fragmenty notatek... o dźwiękach i uzdrawianiu dźwiękami, o łączeniu dźwiękami, o powrocie...

Wizja z młodości - POWRÓT DO PRADOMU
(...) Znalazłam się w przestrzeni, gdzie nie było ani ciepła, ani zimna, ani światła, ani ciemności, ani dobra ani zła…żadnej dualności. Wszystko stopione w jednym. Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony… A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w PRA-DOMU.(...)

03.WRZEŚNIA 2005 - PIEŚŃ WSZECHOGARNIAJĄCEJ MIŁOŚCI. 
(...) Na scenę wyszła cala grupa ludzi. Ja razem z nimi... Śpiewaliśmy pieśń, której nie znam, a którą improwizowałam – śpiewałam z serca. W pewnym momencie chór zamilkł i dalszą część śpiewałam sama. Scena stała się wyżyną, po której szłam do przodu i śpiewałam. To była pieśń wszechogarniającej miłości. Przede mną rozciągał się piękny krajobraz z dolinami, górami, wodą, nad którą unosiła się poranna mgła, Chwila przed wschodem Słońca. Świt.

Sen z 24. WRZEŚNIA 2006 roku:
Śniły mi się różne poziomy "dodatkowych wymiarów". Na tych poziomach były zapisane różne informacje, na jednym poziomie jakieś sytuacje i zdarzenia. A na innym poziomie myśli, a na jeszcze innym wzory geometryczne (symbole?), a na jeszcze innym abstrakty-artefakty(?). Przeskakiwałam w tej sieci z jednego zapisu do drugiego z jednej wymiarowości do innej albo te przestrzenie i informacje „przylatywały” do mnie. Widziałam zmienną „skalarność” wymiarów, która polega na tym, że obiekty, zjawiska mogą się przenikać w wyższej wymiarowości, chociaż na każdej danej płaszczyźnie wyglądają bardzo realnie i w zasadzie jak „fizyczne”. Można było postrzegać te światy zmieniając percepcję, ale zachowując świadomość przenikania z jednego poziomu na inny (z jednej wymiarowości do innej).. Informacje jako wibracje mogą znajdować się w różnych wymiarach i łączą się ze sobą w jednym tworząc nowy rodzaj zjawiska - ekspandującej świadomości.

12 LIPCA 2007 - HARMONIA
Sny, z których pozostało jedynie wrażenie, ważne i piękne, że coś się harmonizuje, układa na nowo i tak jak trzeba. Pokój, spokój, harmonia. Ludzie już nie cierpią...

(...) w pewnym momencie razem z przewodnikiem trafiliśmy do pola wypełnionego niesamowitą i gęstą energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie. Przewodnik wypuścił z dłoni owego bąbla, który wleciał do tego energetycznego oceanu.
Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział:

- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie.
 Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy… W nim lub z niego właśnie powstawały różne światy ( jako kosmiczne symfonie)...

Dźwięki...
których „uczyłam się śpiewać” – przypominałam je sobie w ostatnich latach w różnych "medytacjach-kontemplacjach" i w snach i w śnieniu, co opisywałam np. tutaj:

15 CZERWCA 2012 - WIELKA CEREMONIA KOSMICZNA
W trakcie tej wizji  zaczęły wydobywać się ze mnie dziwne dźwięki. Czułam, że płyną z mojego serca i wypełniają całe moje ciało i wypływają we wszystkich kierunkach gdzieś w kosmos. Mój przyjaciel zaczął grać na mandolinie. Wiedziałam, że dźwięki ze sobą cudownie zaczynają współbrzmieć, te tutaj i te w kosmosie. Poczułam ogromny przepływ energii. Byłam skupiona i skoncentrowana maksymalnie na tych dźwiękach, ich wibracji. Czułam je całą sobą. Słyszałam dźwięki bębnów płynące i odbijające się echem z głębi kosmosu...

5 WRZEŚNIA 2012 - PRZENIKANIE :-)
(...) wnikałam w głębię jestestwa innych ludzi i widziałam – wiedziałam, kim są, z jakich wzorców i energii (częstotliwości) utworzone są ich tożsamości. Ale nie miałam tego zapamiętać. Wiedziałam, że tylko przepływam, mam dostęp do tych informacji (wibracji) tylko na tu i teraz, a nie po to by pamiętać. Czułam  wzajemne PRZENIKANIE, PRZEPŁYW, POŁĄCZENIE. Ale wiele z tych istot ludzkich nie miało pojęcia, że moglibyśmy wzajemnie tego doświadczać.

Nie ważne było  zapamiętywanie tych wszystkich informacji, ponieważ one wszystkie są zapisane w naszych sercach. Poprzez serca albo coś, co jest umieszczone w sercach wszystkich istot. mamy dostęp do tej wiedzy (zapisanej w dźwiękach, wibracjach), ale nie poprzez umysł (w mózgu).

9 WRZEŚNIA 2012 - CEREMONIA Z ABORYGENAMI
Byłam w Australii na spotkaniu  i CEREMONII z Aborygenami (przodkami i obecnie żyjącymi gdzieś w dżungli (?) Noc, ognie, tańce, śpiewy, maski, kolory… Tańczyłam i śpiewałam razem z nimi, unosiliśmy się w tym tańcu nad ziemią i ponad Ziemią. Czułam, jak przepływają przeze mnie niesamowicie piękne i intensywne energie. Wszystkie dźwięki i tańce były jedną wielką modlitwą… ponieważ intencją ceremonii było poszerzanie świadomości całej ludzkości.

13 WRZEŚNIA 2012 - ZNIKŁAM I UCZYŁAM SIĘ NOWYCH WIBRACJI i DŹWIĘKÓW
(...) poczułam wówczas, takie dźwięki i takie wibracje, jakich wcześniej nigdy jeszcze nie czułam. I zaczęłam wydawać z siebie te dźwięki i widziałam ich energie i drgania, chociaż czułam siebie, ale tak, jakbym znikła, jakbym sama stała się tą wibracją. 

Zrozumiałam, że mam dostrajać swoje ciało do tych dźwięków. Że będę śpiewać nowe dźwięki i pieśni płynąca z serca, wibrujące w moim ciele.

27 WRZEŚNIA 2012 - RÓWNOLEGŁE ŚWIATY
Spojrzałam na półkę, na której leżało dużo różnych dziwnych rzeczy i sięgnęłam po zakurzony instrument, Był dziwny i niepodobny do żadnego znanego mi instrumentu. Był zrobiony jakby z jakiejś skóry zamszowej w kolorze szarym albo czarnym. Miał kilka otworów do dmuchania w nie. Gdy przyłożyłam do ust jeden z tych otworów i dmuchnęłam, z instrumentu zaczęły płynąć niesamowite, piękne dźwięki.

23 GRUDNIA 2012 - CEREMONIE ŚPIEWAJĄCYCH KRYSZTAŁOWYCH CZASZEK
Najpierw utrzymywałam długo jeden dźwięk, który płynął przez “moje centrum”. W pewnym momencie pode mną, w zasadzie jakby pod całym pokojem, w którym byłam, otworzyło się coś… jak głęboka studnia, z której wypływał ogromny słup światła, krystalicznie czystego, uzdrawiającego, transformującego. I w tym momencie nastąpił wybuch światła... jakby z głębokiej studni połączonej z sercem Ziemi wytrysnął ogromny słup kryształowej energii i cześć tej energii poleciała hen w kosmos, a część zaczęła tryskać jak fontanna, spływać na ziemię i rozlewać się po całej Ziemi.  Wiedziałam, że ta energia wybuchła w różnych miejscach na Ziemi i rozlewa się wszędzie, na całej jej powierzchni… To nie był sen. Nie widziałam żadnych wzorców w tym świetle ani wokół.

Wiedziałam, że w tym momencie na całej Ziemi wybuchło wiele takich Źródeł, a energia z nich wypływająca jak świetlisty "potop" zalewa całą Ziemię.
(...)
Zrozumiałam, że w naszych czaszkach jest zapisana wiedza z historii ludzkości, tak, jak w naszym DNA i komórkach ciała, a także we wszystkich “warstwach” naszych ciał i mózgach oraz kościach. Także w sercach. To wibracje. Niektóre były mocno “poblokowane” i zaburzone. Można je oczyszczać transformując i… roz-wibrowując ciała, dopasowując je do wydawania coraz czystszych dźwięków. 

6 LUTEGO 2013 - ŚCIEŻKA PIĘKNA, WOLNOŚCI I MIŁOŚCI...
Wydawałam dźwięki i pieśni, które płynęły z serca, przepływały przez moje ciało. Czułam, że te dźwięki harmonizują energię w przestrzeni i przenoszą nas w stan poszerzonej świadomości. Utrzymują energie w harmonii i... uzdrawiają. W tym stanie, wszyscy jako indywidualne istoty, możemy mieć "swoje" dźwięki, ale współbrzmią one w tej innej "wymiarowości" w sposób całkowicie harmonijny.

Czułam uzdrawiającą moc tych dźwięków. Czułam, że uzdrawiają one mnie samą w innych i innych we mnie...

Wszystko jest doskonałe. WSZYSTKO. Wszystko współgra i współbrzmi ze sobą w całkowitej harmonii.

10 GRUDNIA 2013 - KOLEJNE NOWE DŹWIĘKI
(...) w nocy wydawałam z siebie jeszcze inne, nowe dźwięki, które rozwibrowywały moje ciało. Czułam jak potrzebowało ono tych dźwięków, by ból, który pojawił się w ciele miesiąc temu, mógł teraz zostać "uleczony"… Dziś fizycznie czuję się lepiej, ale wiem, że mam nadal rozwibrowywać tymi dźwiękami ciało.

29 GRUDNIA 2013 - PRZYJĘCIE ENERGII WZORCÓW BÓLU I CIERPIENIA...
Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dźwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego głębokiego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdrowienia mnie samej w innych i innych we mnie… i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach.

4 PAŹDZIERNIKA 2014 - JESTEM PUSTKĄ I WOLĄ JEDNI - "MEDYTACJA"
Po pewnym czasie ten punkt centralny ekspandował i całe moje ciało znikło i stałam się przestrzenią pustki, ciemności - ogromnej, kosmicznej "jaskini" bez granic. Czułam bardzo subtelne, delikatne wibracje, które zaczęłam słyszeć jako dźwięk dochodzący skądś... z daleka, a jednocześnie czułam te wibracje w sobie i w centrum (miejsce w centrum serca?). I czułam te wibracje jako subtelny, piękny, krystaliczny dźwięk pustki w sobie. Wibrowałam nim cała i cichutko zaczęłam go śpiewać.

Ten dźwięk brzmiał wszędzie i odbijał się echem... coraz dynamiczniej... Częstotliwości zdawały się lekko różnicować i zgęszczać w tej przestrzeni pustki... Mimo to cały czas utrzymywałam ten jeden, krystaliczny dźwięk centrum...

8 STYCZNIA 2015 - INTEGRACJA?
(...) nagle poczułam, że moje ciało dziwnie wibruje, że zachodzą w nim jakieś zmiany na wszystkich poziomach (energetycznym, mentalnym, psychicznym, fizycznym itd.). Chodziło o to, że zaczęło się dziać z nami coś takiego, co rozpoczęło proces integracji różnych „ras” czy rodzajów” istot ze sobą. Jakby wszystkie istoty w tym także ludzkie wzbogacały się wzajemnie swoimi doświadczeniami i wiedzą. Wszyscy stawaliśmy się nową istotą – kompilacją różnych rodzajów istot…

26.WRZEŚNIA 2015 - WYZWOLENIE Z BÓLU I CIERPIENIA KU RADOŚCI ISTNIENIA...
Połączenie... w dźwiękach; dźwiękami jesteśmy... współbrzmiącymi ze sobą w całkowitej harmonii...

Świadome doświadczenie...
Połączenie...
Jesteśmy...
Źródłem...
Jednią...
Wielką Kosmiczną Symfonią...
i
"WIELKIm KOSMICZNYm ŻARTem":







wtorek, 15 września 2015

CZY TO JAWA CZY SEN?




Nasze sny postrzegam jako tak samo rzeczywiste jak to, co przeżywamy na tzw. jawie, a co zwykliśmy nazywać rzeczywistością. 

Niektóre sny przeżywamy czasem (co najmniej) z taką samą intensywnością jak i to, co na tzw. jawie.

To, co zwiemy jawą (rzeczywistością) jest jakby… głębokim zaśnieniem się w jednym ze snów. I ten sen różni się od innych snów tylko tym, że ma on swoje kontinuum czasoprzestrzenne i przez to staje się najbardziej intensywny i najbardziej stabilny. I w tym śnie, który staje się dla nas rzeczywistością, nie dopuszczamy do siebie faktu, że inne sny istnieją jako inne wersje rzeczywistości/jawy i gdybyśmy przenieśli się do innego snu albo pozostali w innym śnie, stałby się on wtedy naszą jawą – rzeczywistością.

Bo nawet, gdy zasypiam, to w innych snach mogę tak samo działać jak na jawie: mogę dotykać różnych rzeczy, przesuwać je,  poruszać się, widzieć, smakować, słyszeć, a nawet mogę więcej, np. mogę latać, przenikać przez ściany albo przeskakiwać z jednej sytuacji (jego świata, snu) do innej sytuacji (innego świata, innego snu). Rzeczywistość tych innych snów nie jest tak "stabilna", jak... snu na jawie. Te sny zadziewają się poza kontinuum czasowym a nawet przestrzennym, ponieważ z łatwością zmieniają się sytuacje, postaci, krajobrazy, obiekty itd. Te sny mają większą dynamikę zmienności.

Dla mnie wszystko, co uważamy za rzeczywistość jest w pewnym sensie projekcją naszych wyobrażeń płynącą z naszych umysłów i naszych serc. Jesteśmy teraz na planecie Ziemia w tej samej „czasoprzestrzeni”… jakbyśmy śnili ten sam SEN… "uporządkowany kalendarzem gregoriańskim i zegarami..." Inne kalendarze wyznaczają "granice" innych snów... I to, co uważamy za świat rzeczywisty, w którym żyjemy, jest dla mnie po prostu… w pewnym sensie... „uzgodnioną rzeczywistością - wspólnie śnionym SNEM”, projekcją wyobrażeń (powstających z myślowych wzorców i emocji) – bo wierzymy, że taka, a nie inna rzeczywistość jest... prawdziwa.

Ale bywa też tak, że ta "zgodność" się „rozjeżdża” i wtedy mamy odczucie jakbyśmy żyli w całkiem innych światach… różne rzeczy rozumiemy „po swojemu”, w różnych obrazach widzimy różne treści, a nawet zdarzenia, w których razem uczestniczymy, opisujemy tak, jakby to były całkiem różne zdarzenia…

Nie znamy jeszcze potęgi naszych umysłów…

Nic prócz SNU nas nie zatrzymuje. I czasem tylko jeden z wielu, wielu różnych snów... w swoim zaśnieniu przyjmujemy jako rzeczywistość...

Matka Pustka... i Ojciec Forma...

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/f/f4/Foam_-_big.jpg/220px-Foam_-_big.jpg

 I Kwiaty Pustki...

http://apod.nasa.gov/apod/image/1201/NGC6946-Subaru-GendlerL.jpg

w innej skali :-) :

http://www.tapeta-sloneczniki-dziecko.na-pulpit.com/zdjecia/sloneczniki-dziecko.jpeg

Świat oczami umysłu - część pierwsza z trzech:


oraz Witaj w prawdziwym świecie: Dostrzeganie bez umysłu.



piątek, 11 września 2015

COŚ O BOGU... I MYŚLENIU.

Bóg...
nami rządzi... i włada...
poprzez myśli nasze
i wynikające z nich działania.

Ile i ilu z nas jest świadomych
tego, co myśli?

Ile i ilu z nas jest świadomych
za jakimi myślami podążamy?

A myśli to także emocje z nich wynikające.

Ile i ilu z nas jest świadomych,
że działamy pod wpływem myśli,
które "myślą nam się same" w naszych mózgach?

Ile i ilu z nas jest świadomych, jakie wzorce
jako myśli, koncepcje realizujemy
i komu - czemu w ten sposób "służymy"?

Ile i ilu z nas obserwuje to zjawisko myślenia w sobie?

Tak SIĘ pytam...

_____________

dodane 14.09.2015

Bogini... 
przypomina nam o przebudzeniu...
przypomina nam, że możemy 
zacząć widzieć swoje myśli,
i wynikające z nich działania.

Przypomina o świadomości
tego, co myślimy,
za jakimi myślami podążamy.

Przypomina, że myśli to także 
emocje z nich wynikające.

Przypomina, że działamy 
pod wpływem myśli i emocji,
że możemy być świadomi
zjawiska myślenia w sobie.

Szanuje naszą wolną wolę
i do niczego nas nie zmusza...
po prostu... przypomina nam,
że nasza rzeczywistość wynika
z tego, za czym podążamy
emocjami i myślami.

Pustka i forma, świadomość i umysł:


Matka Świadomość... tworzy, a Ojciec Umysł nazywa... to, co jest w stanie uchwycić - oto iluzja, która staje się rzeczywistością... 
:-) 
______________________

https://www.youtube.com/watch?v=_yiGJr_9OtQ

"Cztery pytania:
1. Czy to prawda?
2. Czy jesteś absolutnie pewny, że to prawda?
3. Jak reagujesz, gdy ta myśl się pojawia?
4. Kim będziesz bez tej myśli?
Odwróć tę myśl."
_____________

Katie Byron

„To, co jest, jest.

Cierpimy jedynie wtedy, gdy wierzymy w myśl, która nie jest zgodna z rzeczywistością. Kiedy umysł jest doskonale czysty, wtedy to, co jest, jest właśnie tym czego pragniemy. Jeśli pragniesz, aby rzeczywistość była inna niż jest, to równie dobrze mógłbyś próbować nauczyć kota szczekać. Mógłbyś się bardzo starać, a na koniec kot spojrzałby na ciebie i powiedział: „Miau”. Pragnienie, by rzeczywistość była inna, niż jest, nie może się ziścić. A jednak z pewnością zauważasz, że wielokrotnie w ciągu dnia myślisz: „Ludzie powinni być bardziej uprzejmi”. „Dzieci powinny być grzeczne”. „Mój współmałżonek powinien się ze mną zgadzać”. „Powinnam być szczuplejsza (albo ładniejsza, albo powinnam odnosić większe sukcesy)”. Te myśli są zawsze wyrazem naszych pragnień, by rzeczywistość była inna, niż jest. Jeśli wydaje ci się, że to stwierdzenie brzmi przygnębiająco, to masz rację. Wszelkie napięcie, jakie odczuwamy, spowodowane bywa sprzeciwem wobec tego, co jest.

(…)

Kiedy zajmuję się nie swoimi sprawami, to zachowuję się tak, jakbym myślała, że wiem, co jest najlepsze dla kogoś innego. Jest to czysta arogancja, nawet jeśli robię to w imię miłości, a efektem jest napięcie niepokój i lęk. Czy wiem, co jest właściwe dla mnie? To powinna być moja jedyna sprawa. Pozwól, że zajmę się nią, zanim spróbuję rozwiązać twoje problemy za ciebie.

(…)

Następnym razem, kiedy poczujesz napięcie lub niepokój, zadaj sobie pytanie, czyimi sprawami zajmujesz się w myślach, a być może wybuchniesz śmiechem! To pytanie może sprawić, że uzyskasz jasność widzenia. Być może uświadomisz sobie, że do tej pory byłeś nieobecny w swoim życiu, że w myślach zawsze żyłeś sprawami innych. Samo uświadomienie sobie, że zajmujesz się sprawami innych, może pomóc ci wrócić do swego pięknego ja. A jeśli przez jakiś czas będziesz się zajmować wyłącznie swoimi sprawami być może przekonasz się, że i ty nie masz żadnych trudnych spraw i twoje życie toczy się idealnie samo z siebie..

(…)

Myśl jest nieszkodliwa, dopóki w nią nie uwierzymy. To nie nasze myśli, lecz nasze przywiązanie do nich wywołuje cierpienie. Przywiązanie się do myśli oznacza wiarę w jej prawdziwość, bez sprawdzenia tego, jaka jest. Przekonanie to myśl, do której jesteśmy przywiązani, często przez wiele lat. Większość ludzi uważa, że ich myśli mówią im, czym są. Pewnego dnia zauważyłam, że nie oddycham – byłam „oddychana”. Potem zauważyłam również – ku mojemu zdumieniu – że w rzeczywistości „byłam myślana” i że myślenie nie ma charakteru osobistego. Czy budzisz się rano i mówisz sobie: „Myślę, że dzisiaj nie będę myśleć”? Za późno: Już myślisz! Myśli po prostu się pojawiają. Pojawiają się znikąd i wracają donikąd, jak chmury wędrujące po pustym niebie. Pojawiają się nie po to, by zostać, lecz by odejść. Nie są szkodliwe, dopóki nie przywiążemy się do nich, jakby były prawdziwe. Nigdy nikomu nie udało się uzyskać kontroli nad swoimi myślami, chociaż niektórzy opowiadają jak tego dokonali. Nie uwalniam się od swoich myśli – wychodzę im na przeciw ze zrozumieniem. Wtedy to one uwalniają się ode mnie.

(…)”

piątek, 22 maja 2015

STRACH PRZED PUSTKĄ, "CZARNĄ DZIURĄ" I "TUNELAMI"...

11.05.2015, 00:20

Miałam pewne 'doświadczenie' - przypomnienie, z którego dla mnie płynie wniosek, że nawet jeśli wpadamy do czegoś, co podobne jest do „czarnej dziury” albo „bezkresnej pustki", (która w zasadzie nie jest pusta) czy „wpadamy do jakiegoś tunelu” itp. nie istnieje „tam” nieistnienie. Istniejemy natomiast w całkiem inny sposób" niż istniejemy jako istoty ludzkie utożsamione wyłącznie z myślami, emocjami i ciałem... Ten inny "sposób" istnienia jest trudny nawet do wyobrażenia dla naszych oddzielnych ja-ego... To dla naszych oddzielnych ja-ego istnieje zapomnienie… po to, by "nasza podróż była ... przygodą". A nasze zapomnienie tego innego sposobu istnienia jest iluzją, dzięki której nasze umysły - naszych oddzielonych od Całości ja-ego - postrzegają ową pustkę jako niebyt, nicość... z powodu zapomnienia...

Oto moje 'doświadczenie' - przypomnienie:


A potem o tym zapomniałam na jakiś czas. Stąd mój wniosek, że niebyt całkowity nie istnieje… To  tylko świadomość istnienia... coś jak "istnienie poza umysłem". Nie da się tego dokładnie opisać słowami, bo to... nie do opisania dla umysłu, skoro to "istnieje poza umysłem". ;-) W każdym razie próby opisu nie mogą uchwycić natury, esencji tego "istnienia poza umysłem".

To 'doświadczenie', jak dla mnie, potwierdza fakt, że zmieniając miejsce pobytu i formę w naszych 'podróżach świadomości', w których zmieniamy od czasu do czasu swoje 'formy', przechodzimy zawsze przez rodzaj „bramy”, która jest czymś jak „czarna dziura”, "ciemna przestrzeń pustki", z której „wylatujemy”... przez rodzaj „tunelu” (np. tunel rodny) do 'następnego życia' w kolejnej 'formie'. Jeśli boimy się, że nas pochłonie owa „czarna dziura”, lecimy do "światła" i tracimy wtedy świadomość kontinuum istnienia, i wchodzimy/wlatujemy przez owe „tunele” w inną lub podobną formę. I tracimy świadomość kontynuacji istnienia w różnych 'formach' istnienia. Jeśli się nie boimy – ponieważ jesteśmy świadomi, że życie w „pojeździe fizycznym” jest jedynie przygodą w naszej podróży, to wiemy, pamiętamy, że gdy stracimy tę 'formę', będziemy "podróżować" dalej... Wówczas przechodząc przez ową „bramę” podobną „czarnej dziurze” nie odczuwamy już lęku przed unicestwieniem.

Gdy wchodzimy w ten świat, energia zostaje zagęszczona do stanu materii do tego stopnia, że w pewnym momencie istniejąc w tej materii zaczynamy wierzyć, że jesteśmy tylko materialni, że np. istniejemy tylko w tzw. 3D albo 4D (3 wymiary przestrzenne + czas), a inne „wymiary”, światy są nam niedostępne, bo utożsamiamy się całkowicie z naszymi ciałami, myślami i emocjami.  ALE…  Jak można mieć dostęp do informacji z innych „wymiarów” czy „gęstości", jeśli się istnieje tylko w 3D albo 4D? To oczywiste (dla mnie), że jakąś częścią siebie trzeba istnieć w tych innych „wymiarach”, światach, by móc się z nimi „kontaktować”, by móc mieć „dostęp” do nich, by „stamtąd otrzymywać informacje”, by następowała wymiana i łączenie... Możemy sobie jednak o tym przypomnieć i to świadomość jest owym pomostem z tymi cząstkami nas istniejącymi w innej "wymiarowości".

Dla mnie to tylko przykład na to, jak skomplikowane są konstrukcje UMYSŁU, z którego korzystamy, a jak przy tym nieświadomi jesteśmy "GRY" albo może "ZABAWY", w jakiej uczestniczymy. Ponieważ wzorce tego świata także ograniczają naszą świadomość połączenia z Całością, Jednią tego, kim jesteśmy...

Istniejemy (z tego, co rozpoznałam ;-)) we wszystkich "wymiarach", światach jakie tylko są możliwe, ale odcinamy się od nich wierząc w to (uznając za prawdę), że istniejemy tylko w tych, a nie innych „wymiarach”, że istniejemy tylko w tym jako jedynym świecie. I oczywiście można wierzyć w to na przykład, że ktoś nam „ukradł” np. "wymiar" 8. i te od 12. wzwyż… (o takiej historii czytałam). A to są "gry i zabawy" ego, umysłu odciętego od innych części Całości. Mogą te "gry i zabawy" być fascynujące – to fakt. Zatem dobrej zabawy życzę...

Z tego co wiem (co sobie przypomniałam), możemy "podróżować" ze świata do świata świadomie lub nieświadomie. O tym może następnym razem coś więcej napiszę. Dla mnie – jak wynika z opisanego przez mnie doświadczenia  oraz innych moich 'doświadczeń'...

niebyt nie istnieje, natomiast istnieje coś takiego jak „pozorna pustka”, w której nie istniejemy w żadnej formie, a w której świadomość istnienia jest zachowana.  

Nie miałam tej wiedzy-świadomości, gdy istniałam w tamtym "świecie kradzieży energii". W tamtym świecie wszystkie istoty istniały z „zapisem”, „programem”, że

albo dasz się wchłonąć przez inne istoty, formy albo wchłoniesz innych, w innym przypadku wpadniesz w niebyt. Taki był "żart"... albo "ściema", w którą "wierzyły wszystkie istniejące w tym świecie istoty. Musiała to być jakaś "szkoła" z potrzebnym doświadczeniem takim, a nie innym albo coś jak "trening", ponieważ musiał istnieć jakiś powód, że wówczas poczułam nagle potrzebę zmiany... nawet za cenę "wpadnięcia w niebyt".

A wszystkie istoty istniały tam w wielkim strachu przed owym niebytem, bo miały zakodowaną informację, że po śmierci formy nic nie istnieje. A ja poczułam impuls, że mam stamtąd wyjść… A nawet "nie wiadomo skąd i dlaczego" wiedziałam, jak to zrobić.

W pewnym sensie jako konsekwencję tamtej decyzji otrzymałam obecne życie - tak wynikało z mojego snu.  Z tego tutaj świata chciałam także w młodości „wyjść", ale wtedy nie widziałam innej możliwości jak wyjście poprzez samobójstwo. A chciałam z tego świata „wyjść”, ponieważ ten świat „strasznie mi się nie podobał” i z tego powodu „strasznie cierpiałam”… I z powodu (nad)wrażliwości, jaką miałam w młodości, próbowałam popełnić samobójstwo.


No więc nie bałam się śmierci… –  teraz już to wiem ;-) – ponieważ "kiedyś" ;-) przeszłam przez „niebyt, który nie jest niebytem”, ale wchodząc do tego świata zapomniałam również i o tym. Czułam jednak intuicyjnie, że nie boję się śmierci. Bardziej „bałam się” życia tutaj… Potrzebowałam „oswoić się” z tymi lękami i poznać  ten świat, by go zrozumieć…

Teraz jestem na etapie rozumienia tego świata. Poznaję go (albo „przypominam” sobie) i SIEBIE w nim. Oczywiście moje zrozumienie może być inne od zrozumienia innych. I już wiem, jak można ze świata cierpienia „wyjść”.  Jednak jeszcze nie wiem, co przede mną i to jest piękne. Miałam pewne wizje, które są jak drogowskazy, ale jestem cierpliwa i ufna; nigdzie mi się nie śpieszy.

Wiem, że w pewnej części SIEBIE jestem „podróżniczką w nieskończoności”, która podróżuje przejawiając się w najróżniejszych formach energetycznych i materialnych w różnych światach… Choć z drugiej strony wiem też, że żadnej "podróży" nie ma - tak, jak nie ma żadnego "poszukiwania"...

Pisałam już o "księciu kłamstwa". Dla mnie to inna nazwa dla Ego (Ja) czyli Umysłu, który jest odcięty od ŚWIADOMOŚCI (skąd „pochodzi”) - tak to w skrócie ujmę ( - umysł nieprzebudzony). To Ego, Ja - to Umysł zanurzony całkowicie we ŚNIE, w iluzji, w której mamy ograniczoną świadomość tego, kim jesteśmy. Dlatego właśnie ludzie wciąż toczą wewnętrzne walki, które przejawiają się oczywiście na zewnątrz… czyli Umysł odcięty od Świadomości Wszystkiego, Co Jest, Całości to dla mnie  Umysł, który „kreuje” światy… iluzji – „fantomowe światy", po których jednak... możemy podróżować.

Każda i każdy, kto uczestniczy w "grach ego" jest „zaprogramowany” w pewnym sensie pewnymi wzorcami.  Mamy swoje "role" do odegrania. Czasem gramy ich wiele, w zależności od sytuacji. 

Niełatwo jest tu wejść i nie ulec tutejszym grom, ponieważ wchodząc tutaj otrzymujemy (choćby poprzez formę, ciała) pewną część zapisów związanych z tymi „grami ego”. Inaczej nie moglibyśmy pojawić się TU, jeśli pojawiamy się jako zrodzeni z ciała. 

Z pewnych powodów (jako konsekwencji jakiś wcześniejszych zdarzeń, które można umownie nazwać karmą) tutaj się znajdujemy. Przyczyny tego, dlaczego znaleźliśmy się w tym świecie mogą być różne. Twoje mogą być inne niż moje. Ty możesz nawet uważać, że znaleźliśmy się tutaj z powodu jakichś "manipulacji" albo "wojen" toczonych na innych poziomach istnienia. Ty możesz istnieć w innym świecie niż ja czy inne istoty ludzkie. I "współtworzymy" w ten sposób "wieloświat". :-)

Nawet, kiedy już wiele wiemy, to możemy wpaść w pułapkę takiej wiedzy, która podsyca nasze ja-ego i iluzję tego świata wciąż postępując według tych samych, "starych" wzorców powodujących cierpienie. Zazwyczaj jesteśmy nieświadomi tego… kiedy kierują nami nieuświadomione wzorce "gier ego" wciąż uaktywniające nasze emocje i ograniczające nasz dostęp do coraz większego "zakresu" czy "przestrzeni" naszej samo-świadomości.

I w pewnym sensie „zabawne” jest to, że owe 'doświadczenie', a właściwiej: 'przypomnienie' istnienia i wyjścia z tamtego "świata kradzieży energii", które powyżej opisałam, jest tylko jednym z wielu 'doświadczeń' - przypomnień, jakie miałam, jakie sobie 'przypomniałam'. Teraz one się scalają ze sobą we mnie – jakbym scalała siebie istniejącą w różnych „wcześniejszych”, a nawet „przyszłych” wcieleniach i światach… :-) I odzyskiwała w ten sposób SIEBIE jako (samo)świadomość jakiejś większej... Całości, Jedni i przypominała sobie... np, że

niebyt nie istnieje, natomiast istnieje coś takiego jak „pozorna pustka”, w której nie istniejemy w żadnej formie, ale świadomość istnienia jest zachowana …

to doświadczenie przyniosło mi także przypomnienie, że z tamtego świata chciałam wyjść, ponieważ niczego nowego w nim już bym nie mogła się "nauczyć"… o sobie samej. Rozpoznałam „zasadę” tam panującą, także „wyjście” z tamtego świata nie było dla mnie samobójstwem, choć z perspektywy tutejszych „wzorców” może to tak wyglądać. To była świadoma decyzja zakończenia „tamtej gry” i podjęcia ryzyka, choćby za cenę „unicestwienia” – przejścia w „niebyt”, którego wszystkie istoty żyjące w tamtym świecie strasznie się bały, więc z powodu tego strachu tam tkwiły.

Dlaczego nie było we mnie strachu przed owym „unicestwieniem”, „niebytem”? Coś jak „intuicja”i ufność pozwoliły mi na podjęcie decyzji wyjścia z tamtego "świata kradzieży energii" i to… trzykrotnie…
(Potem - w obecnym życiu - też trzykrotnie podejmowałam decyzję o uwolnieniu się z przywiązania od „gier ego”. ;-))

Tamten świat nie był tak „materialny” jak ten, bo miał inną „formę” jakby bardziej energetyczną. W tamtym świecie wszystkie istoty istniały z „zapisem”, „programem”, że albo dasz się wchłonąć przez inne istoty albo wchłoniesz innych, w innym przypadku wpadniesz w niebyt. I wszystkie istoty tam istniały w wielkim strachu przed owym niebytem, bo miały zakodowaną informację, że po śmierci formy nic nie istnieje. A ja chciałam stamtąd wyjść, bo nie chciałam dłużej (w nieskończoność) w taki sposób w nim istnieć…

W tym świecie w młodości chciałam popełnić samobójstwo z niezgody na „zło” tego świata. Ale nie wiedziałam, nie byłam świadoma, że sama tym „złem” zostałam „zainfekowana” w sensie takim, jak już pisałam:

Nie łatwo jest tu wejść i nie ulec tutejszym grom, ponieważ wchodząc tutaj otrzymujemy pewną część zapisów związanych z tymi „grami ego”. Inaczej nie moglibyśmy pojawić się TU, jeśli pojawiamy się jako zrodzeni z ciała.  

Bywałam w swoich snach w bardzo różnych "światach". Bywałam także w takich, w których np. dzieci rodziły się w kwiatach. I nie było tam żadnego cierpienia, żadnych walk ani "gier ego". Bogactwo tych 'doświadczeń' i różnorodność światów, o jakich sobie przypominałam, mogą świadczyć o tym, że "pochodzę" z różnych miejsc we wszechświecie (zresztą i taką wizję kiedyś miałam) i "dróg", które mnie "doprowadziły" do życia na Ziemi w obecnym czasie jest bardzo, bardzo wiele.

Ostatnio kiedy zasypiam, pełna ufności otwieram się na pustkę, „nicość”… Poddaję się... Zanikam... Tak jakbym umierała...  Zanikam, ale istnieję... "na różne sposoby" i pojawiam się... przejawiam "na różne sposoby"... Czasem mam jakieś sny, ostatnio zazwyczaj jakby chwilę przed przebudzeniem.
Często w śnieniu łączyłam i harmonizowałam ze sobą bardzo różne światy z różnych czasoprzestrzeni. Budziłam się - przechodząc płynnie "granicę" między tzw. snem i jawą, a odczucie ogromnej harmonii, miłości 'pozostały we mnie'. I kontynuowały się...

I miałam także ostatnio po raz kolejny takie doświadczenie, że tuż przed przebudzeniem byłam bardzo świadoma tego, że wnikam w pewną formę fizyczną – „moje” ciało, a kiedy w nie tak wnikałam, odczuwałam, że „rekonstruuje się” w tym momencie pewne kontinuum związane z tym konkretnym fizycznym ciałem, ale także z jego wszystkimi innymi poziomami (ciałami). Czułam jakbym jako... świadomość zakładała „kieckę” ludzkiej formy (osoby) – istoty ludzkiej. W tym 'doświadczeniu', w tym, co się zadziewało... czułam, że 'zmieniałam' swoją 'formę' albo raczej... świadomość przybierała 'nową-starą' formę. I czułam, widziałam, wiedziałam. że wszyscy po śnie (kiedy "budzimy sie w fizycznych ciałach) w ten sposób "wracamy" do "naszych" ciał, ponieważ wszyscy jesteśmy... jednym ludzkim ciałem (choć nie tylko ludzkim) w wielu wersjach (w różnych stanach) o zróżnicowanej pamięci kontinuum... historii uznawanych za osobiste doświadczenie. I wiedziałam, że wszyscy budząc się ze snu robimy to samo… tylko nie wszyscy jesteśmy tego świadomi... więcej tutaj: http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2015/04/kiecka-fizycznego-przejawu-istoty.html

Oczywiście to, dokąd „zawędrujemy” w naszych 'podróżach świadomości' może być niezależne lub zależne od nas. Ale o tym może innym razem coś więcej napiszę. Tu kiedyś już o tym wspominałam: http://tonalinagual.blogspot.com/2014/01/wewnetrzne-zmiany-i-zewnetrzne-przejawy.html



_____________________________

I dodam coś jeszcze:
o RÓŻNYCH PRZESTRZENIACH
1 luty 2007
Dziwny sen – trochę metafizyczny.

Nie wiem, jak go opisać… Wynikało z tego snu, że każdą sytuację można rozpatrywać co najmniej na trzy sposoby w trzech różnych przestrzeniach (o innej wymiarowości) i z różnych płaszczyzn odniesienia.
– Jeden wynika z uwzględnienia pojęcia linearnego czasu względem danej przestrzeni.
– Drugi wynika z kwantowego podejścia, w którym nie widać czasowych powiązań skutków z przyczyną, a bardziej widoczne są powiązania (relacje) przestrzenne.
– Trzeci jest wielopłaszczyznowy, w którym można dostrzec powiązania struktur sytuacji, zdarzeń pozornie w ogóle ze sobą niesprzężonych, a jednak mających ze sobą ścisły związek. W takim przypadku czasoprzestrzeń musi być zatrzymana.

_______________________________

DODANE 03.06.2015

Zainspirowana dialogiem z markiem pod ta notką napisałam:
Dzięki Twojej inspiracji coś się jednak dla mnie wyklarowało... :-)

[ Nastąpiło przejrzyste rozpoznanie :-) ]

W świecie ze SNU istniała jedna alternatywa (dualizm):
NICOŚĆ lub KONTYNUACJA ...
istnienia w "Grze" o niezmiennych regułach. Kontynuacja w jednej formie... w nieskończoność...?

Strach przed nicością powodował kontynuację "utkwienie" w tamtym świecie "pochłaniania" jednych istot przed drugie. Co i tak w rezultacie prowadziło do "kolapsu" tamtego świata... W taki sposób, że jedne istoty, które pochłaniały coraz więcej innych w pewnym momencie nie miałyby już co pochłaniać, więc i tak rozpadały się nieświadomie w "nicość". I "Gra" zaczynała się od nowa... rozdrobnieniem na wiele części... (możliwe, że "kiedyś" właśnie tę wersję "przerabiałam" wielokrotnie :-) ).

Tamten świat ze SNU kojarzy mi się z czymś jak "matryca" dla tego świata... "pole akaszy" z jednym głównym wzorcem: NICOŚĆ lub KONTYNUACJA... ?

Wyszłam z "tamtego świata", świadomie wybierając nicość,
która jednak okazała się nie być nicością, a raczej "pustką", w której istnieje wyłącznie
ŚWIADOMOŚĆ ISTNIENIA
poza jakąkolwiek formą, poza jakimkolwiek utożsamieniem z czymkolwiek.

Stamtąd "wyruszyłam" w dalszą "podróż" i trafiłam do tego świata.
W tym świecie także "dualizmy" w dużo bardziej zróżnicowanych formach:
dobro - zło
oprawca - ofiara
zwycięzcy - pokonani
itp., itd...

Najpierw kiedyś, w dzieciństwie pojawiła się wizja z powrotem do DOMU, gdzie byłam maleńką drobinką, cząstką, którą otaczał nieskończenie wielki wszechświat, a jednocześnie ten nieskończenie ogromny wszechświat zawierał się we mnie - najmniejszej drobince... i nie było tam żadnej dualności...
Potem w młodości pojawiła się niezgoda na "ten świat dualizmu", ponieważ weszłam w te dualistyczne wzorce...
I wtedy pojawiły się myśli o samobójstwie, poczucie bycia ofiarą itp. i nastąpiła próba samobójstwa... Nieudana.
A potem pojawiła się decyzja o pozostaniu w tym świecie - po przyjęciu informacji ze środka siebie, że mam tu zostać, bo mam tu coś do zrobienia, bo i tak będę musiała tu wrócić, by ten świat zrozumieć, a potem będę wiedziała, co dalej... czyli, że miałam tu się czegoś "nauczyć", coś rozpoznać, zrozumieć...

Trzykrotna rezygnacja z tamtego świata we śnie, a potem trzykrotna rezygnacja z ego w tym życiu, w tym świecie... to nie przypadek... :-)

Ego dokładnie tak właśnie postrzega ekspandującą obecnie ŚWIADOMOŚĆ - jako "sztuczną czarną dziurę" jako jakiś "sztuczny twór, rozdrabniacz, niszczarkę", która wciąż się powiększa... "fantomowy stwór"...
Ego się boi takiego rozdrobnienia, "unicestwienia", bo nie może pojąć, że istnieje coś więcej, czego objąć nie może, nie jest w stanie.

Inny symbol ekspandującej obecnie ŚWIADOMOŚCI to... czarna Kali ucinającą głowy demona Raktabiji...
Mądry umysł, poddany Świadomości jako Sziwa leżący pod stopą Kali w pełnym oddaniu, Sziwa, który poddaje się Kali - ŚWIADOMOŚCI, przeżywa. Jego głowa nie zostaje ścięta.
Ego postrzega jednak Kali jako "krwiożerczą", a to Raktabija - Ego jest demonem krwiożerczym, który nazywając ją "krwiożerczą" dokonuje na Kali projekcji siebie...

Ale numer! :-)

A Sziwa na tym "obrazku" to symbol tego, co Ty nazywasz Wyższą Jaźnią, a ja Umysłem Przebudzonym ze Snu.

Zresztą sam zobacz, jaki on spokojny na tym obrazku :-) :
http://cache2.artprintimages.com/LRG/29/2924/CA7RD00Z.jpg

Notka o KALI

_____________________________________

UMYSŁ I ŚWIADOMOŚĆ jako JEDNIA, CAŁOŚĆ i ŹRÓDŁO... :-)

I dziękuję raz jeszcze, kochany marku, za inspirację.


p.s. Świat "kradzieży energii" ze snu kojarzy mi się z tzw. "polem akaszy". Czym różni się energia "pola akaszy" od energii tzw. prany?

sobota, 4 kwietnia 2015

ZMARTWYCHWSTANIE... PO TRZECH DNIACH... CIEMNOŚCI...




"Zmartwychwstanie Jezusa – wydarzenie opisane w Ewangeliach, zgodnie z którym Jezus Chrystus zmartwychwstał trzeciego dnia po ukrzyżowaniu" (Łk 24,6; Łk 24,19-22). Jest to naczelny dogmat wiary chrześcijańskiej." chociaż... ""nikt nie był naocznym świadkiem samego wydarzenia Zmartwychwstania i nie opisuje go żaden Ewangelista. Nikt nie mógł powiedzieć, jak dokonało się ono z fizycznego punktu widzenia". Jest to wydarzenie tajemniczo transcendentne."

Według przekazów Apostołów Jezus Chrystus po tym, jak został ukrzyżowany, w grocie, w której złożono jego ciało przebywał przez trzy dni. Trzeciego dnia przy grocie nie było już strażników, a zamykający grotę kamień był odsunięty...  Gdy Maria Magdalena ujrzała jego postać, Jezus odezwał się do niej tymi śłowami: "Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: "Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego"". Poszła Maria Magdalena oznajmiając uczniom: "Widziałam Pana i to mi powiedział". J 20,1-18... Zmartwychwstał po trzech dniach, ale nie powrócił jeszcze do "swojego Ojca"...
To znaczy, że Jezus Chrystus był trzy dni w ciemności (*4) i zmartwychwstał, ale nie umarł. Jakby był w stanie pośmiertnego bardo i powrócił do życia... jakby po tych trzech dniach narodził się na nowo... wypełnił swoje zadanie, więc mógł odejść i zacząć żyć inaczej, gdzie indziej... 

O BARDO...
Kalu Rinpocze o bardo

od 1min, 40 sek.:

"Kiedy umieramy, pięć elementów ciała łączy się w jedno (*1) . W trakcie tego procesu tracimy świadomość, co trwa zwykle   o k o ł o   t r z e c h   d n i. Potem odzyskujemy świadomość (bardo stawania się), rozmaite iluzje pojawiają się jak we śnie. Okres ten trwa przed odrodzeniem maksymalnie 64 dni, potem odradzamy się na jednym z sześciu poziomów istot [koło sansary]. Już w trakcie tego życia jesteśmy w kontakcie z bardo snu i wszystkimi pomniejszymi bardo... "

No, chyba że w owych trzech dniach, w stanie "pustki" czy "nirwany" (*2) pozostanie się świadomym istnienia, a po tych trzech dniach świadomie przyjmuje się jakby inną formę... tu mam skojarzenie z hasłem: "trzy dni ciemności." (*4)

W buddyzmie istnieje słowo "Arhant" i w różnych szkołach buddyzmu różne jest rozumienie tego słowa. Pomimo różnic, wszyscy buddyści uznają, że "Arhant nie czeka już na nowe życie". [Nie powraca do kolejnego wcielenia w jednym z sześciu światów koła samsary].
Znaczenie słowa Arhant określane jest jako:

"Wkraczający w strumień" (pāli. sotāpanna)
"Raz powracający" (pāli. sakadāgāmi)
"Nie powracający" (pāli. anāgāmī)

Ale co wydaje się najbardziej istotne, Arhant "spala" wszelaką karmę  i tak osiąga Nirwanę (*2) czyli nie powraca już do kolejnego wcielenia w jednym z sześciu światów przez zatracenie świadomości continuum swego istnienia..

Odkryłam kiedyś rysunek koła sansary, na którym narysowana jest "ścieżka wyjścia"... biała nitka, która zamienia się w tęczową wstęgę... Chcesz zobaczyć, to powiększ ten obrazek:



A niektórzy mówią, że zmartwychwstanie (*3) z chrześcijańskiej tradycji nie ma nic wspólnego z reinkarnacją czy z buddyzmem. Jeśli ktoś chce uznawać to przekonanie za prawdę, to niech uznaje, ale wiem, że są sobie bliskie... Ponieważ tak jak ciągłe re-inkarnowanie w kole samsary (bez zachowania świadomości kontynuacji podróży) i wchodzenie do różnych światów może zakończyć się wyjściem z koła sansary, tak i zmartwychwstanie jest tym samym, co owe wyjście z koła karmy.

Radosnego świętowania, tym, którzy świętują zmartwychwstanie Chrystusa i... narodziny kolejnej wiosny.


_______________________________


_______________________________
(*2) NIRWANA

1.

2.


3.

_______________________________

(*3) ZMARTWYCHWSTANIE






http://www.tonalinagual.blogspot.com/2014/02/kaliya-waz-nag-ptak-orze-garuda-i.html 

(*4) TRZY DNI CIEMNOŚCI

1.
Ciemny pokój
autor: Monika Burzyńska

„Nie nie chodzi mi o klasyczny “dark room” i tę formę, z którą się zazwyczaj kojarzy. Chodzi mi o praktykę ciemnego pokoju – czyli całkowitej izolacji z całkowitą deprymacją sensoryczną. Po polsku – przesiadywanie samemu w całkowitych ciemnościach bez dźwięków.

Ta praktyka występuje w Tybecie, jest jedną z praktyk w Tao, w buddyzmie i jest znana w wielu kulturach plemiennych.

Po kilku dniach spędzonych w totalnych ciemnościach obrazy z wnętrza głowy wychodzą na zewnątrz i są tak samo realne jak “normalna” rzeczywistość.
Praktyka ta dostarcza niesamowitego rozszerzenia percepcji.
(...)
Jak to wygląda technicznie: dni 1 – 3 faza melatoninowa
faza sennej jawy; dni 3 – 5 faza pinolinowa.
Pierwsze wizje ; podróże astralne; dni 6 – 8 faza 5 – Meo – DMT Otwiera się powoli wewnętrzne widzenie ; wzmaga telepatia i intuicja; dni 9 – 12 faza DMT Wizje wzmagają się, otwiera się percepcja alternatywnych światów i równoległych rzeczywistości. Niektórzy mówią o widzeniu podczerwieni i ultrafioletu w tym stanie. Zmniejsza się zapotrzebowanie na sen ; łatwo przychodzi joga snu (czyli medytacja z zachowaniem ciągłej świadomości)..” -więcej tutaj: https://nnka.wordpress.com/2012/09/23/2012-i-ogolnoplanetarna-szyszynkowa-inicjacja-ludzkosci/

2.
Próżnia – 3 dni w ciemności

Złota rzeczywistość na koniec rozwiewa się, złoty blask ciemnieje, światło zaczyna gasnąć, aż cały wasz świat pogrąża się w całkowitej ciemności. Ciemność spowija was, a cały wasz stary świat odchodzi bezpowrotnie. Nie możecie niczego zobaczyć; nie widzicie nawet swojego ciała. Macie świadomość tego, że nadal siedzicie w jednym miejscu, a jednocześnie pojawia się wrażenie unoszenia się w powietrzu. Wszystko co znaliście do tej pory znikło bezpowrotnie. Ale nie poddawajcie się lękowi. Nie ma się czego bać. Wszystko dzieje się w sposób naturalny. Oto wkroczyliście w próżnię pomiędzy trzecim a czwartym wymiarem, próżnię, z której pochodzą wszystkie rzeczy i do której muszą powrócić. Otworzyliście drzwi między światami. Nie ma tu dźwięków ani światła. Wasze zmysły są bezużyteczne pod każdym względem. Nie możecie nic zrobić, tylko czekać pełni wdzięczności za takie połączenie z Bogiem. W tym momencie możecie zacząć śnić. To dobrze. Czas ten pozbawiony snu mógłby wydawać się wam wydłużony w nieskończoność. W rzeczywistości spędzicie tam zaledwie 3 dni.

Ściśle mówiąc, wasz pobyt w próżni może potrwać od 2 i 1/4 dnia (najkrótszy możliwy okres) do 4 dni (najdłuższy jaki się dotąd wydarzył). Najczęściej zajmuje on od 3 do 3,5 dnia. Są to, rzecz jasna, ziemskie dni, a czas ten jest kwestią waszego doświadczenia. Nie jest on realny, bowiem czas, jakim go znamy, nie istnieje. Oto więc dotarliście do „kresu czasu” o którym mówią Majowie oraz przedstawiciele innych religii i dróg duchowych świata. - https://nnka.wordpress.com/2012/01/07/3-dni-w-ciemnosci-wg-drunvalo-melchizedeka-majowie/

Próżnia to jedno z najwyższych cial subtelnych, można by było rzec Dom Ducha. Między istotą fizyczną (ciałem fizycznym), a ciałem Void jest przestrzeń wypełniona Materią (duchową) . W tej przestrzeni znajdują się zapisy, kody, algorytmy. Ta Materia jest jak płyta, na której jest wiele zapisów, nasze mysli, emocje, uczucia ale również czyny i plany karmiczne jak kontinuum praw. Jest też swoistym przyłączeniem do tej czasoprzestrzeni, do tego matrixa, Umysłu gdzie aktualnie jesteśmy wcieleni w przestrzeni Kosmosu.

Owe 3 dni są jak wyjście poza Umysł. Z opisem tego zjawiska można spotkać się w eposach o stworzeniu człowieka w świecie fizycznym ... - https://nnka.wordpress.com/2012/01/28/proznia-3-dni-ciemnosci/

___________________________

bardo... pomiędzy... od-do...
bardo życia, bardzo snu, bardo od-do... w Kole karmy...

ta historia, która uznamy za prawdziwą i jej w sobie nie zakończymy… taki „scenariusz”, a nie inny… spowoduje, że „wrócimy tam”, by przeżyć to raz jeszcze? (Albo dalej będziemy ją kontynuować w innej czasoprzestrzeni?) I oczywiście… gdy umrzemy, to o tym zapomnimy i narodzimy się „tam” na nowo nie pamiętając, że sami sobie wybraliśmy taki, a nie inny świat? Jeśli jesteśmy nieświadomi... Wybraliśmy, ponieważ wcześniej taki, a nie inny scenariusz uznaliśmy za prawdziwy…

4 kwietnia 2015


wtorek, 24 czerwca 2014

PUSTKA, KTÓRA NIE JEST PUSTA... I WIBRACJE O ZRÓŻNICOWANYCH CZĘSTOTLIWOŚCIACH



Rok temu:
25 czerwca 2013 

Dla mnie nie ma "wyższych" czy "niższych" wibracji, ale są zróżnicowane. Nie ma „wyższych” lub „niższych” wibracji, choć potocznie wiele osób tak mówi i pisze. (ZALEŻY TO OD POZYCJI, W JAKIEJ SIĘ UMIESZCZAMY, A DOKŁADNIEJ, W JAKIEJ POZYCJI POSTRZEGA SIEBIE NASZE EGO.) Są fale o większej albo mniejszej amplitudzie drgań albo większej (gęstszej) lub mniejszej (rzadszej) częstotliwości drgań. Są fale bardziej lub mniej „zagęszczone” wymiarowo. Są wibracje przestrzennie i wymiarowo zróżnicowane i mogą na danym obszarze występować jednocześnie. Mówi się potocznie o wyższej lub niższej częstotliwości drgań (wibracji), ale wówczas wyższe częstotliwości drgań są związane z mniejszymi amplitudami i krótszą długością fali względem jakichś wyższych amplitud czy zróżnicowanej długości fali.





POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY
ETER
http://eterowetematy.blogspot.com/2012/10/fale-fotonowe-i-niewidzialne-swiato.html
http://eterowetematy.blogspot.com/2012/10/wymiary-i-wibracje-oraz-czestotliwosci.html
KRYSZTAŁOWE LUDZKIE 'RADIOODBIORNIKI"
KOKARDKI I MOTYLE, I NICI POWIĄZAŃ


wtorek, 24 września 2013

POJAWIAM SIĘ I ZNIKAM...




W sobotę 21.września w nocy przeżyłam kolejne "niesamowite" albo raczej "samo-vite" doświadczenie. Siedziałam i medytowałam. Tak wiele sobie przypomniałam, zrozumiałam i połączyłam się  jakby z… – powiedzmy, że... Wszystkim, Co Jest, z "Pustką". Nie było mnie, mojego fizycznego ciała, ale w jakiś sposób istniałam, byłam... 

Gdy uświadomiłam to sobie, "śmiałam się i płakałam" ze szczęścia… w sobie... To było – zabawne – jak oświecenie/przypomnienie, jak kolejny głęboki wgląd, w którym wnikałam w Naturę Wszechrzeczy… Tym razem jeszcze jakby jeszcze bardziej świadomie... I poczułam to wszystko całą sobą, na wszystkich "poziomach moich ciał". Potem znów zanikłam i znalazłam się w "pustce". A jednak w pewnym momencie poczułam łzę radości, jak spływa mi łza po policzku i dopływa do ust. Byłam tym policzkiem i tą łzą. I poczułam jej smak. I przyszło do mnie rozpoznanie, że ta łza i mój policzek, i moje usta to wszystko… iluzja… I wszystko znikło.

Znów zaczęłam się śmiać, chociaż mnie nie było... Czułam się wolna… pusta i połączona... W PUSTCE... byłam niczym, a jednak istniałam nadal, czułam siebie jakimiś jakby innymi, niefizycznymi zmysłami. I znów druga łza pojawiła się i poczułam ją/siebie i poczułam policzek (nie czułam pozostałej części ciała) i ta łza zaczęła spływać po moim policzku. Przyglądałam się... sobie jakby od wewnątrz - łzie na policzku - jako iluzji i poczułam, jak… łza znów zanika. A ja pozostaję... Po prostu łza znikła. I nie dopłynęła już do ust. I usta i policzek, wszystko znikło. Wtedy przypomniało mi się, że mogę wybrać: albo pozwolić, by łzy znikły i to, co odczuwam przestało się przejawiać w tej formie, w tym ciele, w jakim jestem albo mogę w tej formie pozostać. 

Zrozumiałam, że gdybym tak po prostu zanikła tak, jak ta łza, nie mogłabym odczuwać tego szczęścia w ciele na wszystkich jego poziomach i odczuwać w nim wibracji tego, czego doświadczałam w tym momencie łącznie ze śmiechem i z płaczem, 
dotykiem łzy i policzka, 
spływaniem łzy po policzku...
i smakiem łez… 
na poziomie przejawiania siebie w fizycznym ciele.
I przypomniałam sobie, że to jest takie piękne, że chcę "w tym doświadczeniu", w tym "stanie" pozostać. Jeszcze jakiś czas pozostanę… To "piękno" przeżywania tych uczuć i emocji poprzez fizyczno-psychiczno-mentalne ciało przyciągnęło mnie... do tej formy i doświadczania poprzez nią... SIEBIE.



Widziałam też... coś jak Labirynt "Uniwersalnego Umysłu"… Tam nie potrzeba było żadnych kluczy. Tam potrzebna była koncentracja, która umożliwiała coś jak "widzenie poza formami"… i utrzymywanie świadomości w "punkcie centralnym"… który ekspandował w przestrzeni...


Kilka dni wcześniej miałam odczucie, jakbym znalazła się w centrum Labiryntu… jakbym podróżowała po labiryncie, a jednocześnie była w jego centrum – świadoma podróży i bycia w tym “centrum”, świadoma tej dziwnej jednoczesności, “podwójności”…
Przypomniało mi się, ile razy słyszałam w tym życiu te słowa: "Życie jest snem"… hmmm…
1. Spanie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i nic nie pamiętamy.

2. Spanie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i pamiętamy… co nie co, ale nie rozumiemy zbyt wiele…

3. Śnienie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i pamiętamy… i zaczynamy coś rozumieć.

4. Śnienie… Nie zasypiamy, a śnimy… jak OOBE. i "budzimy się" i pamiętamy… i rozumiemy.

5. Granica między snem, śnieniem a jawą zaciera się… A różne światy i "wymiary" zaczynają łączyć się ze sobą…

Życie jest jak sen albo śnienie… i budzenie... Rodzimy się i "budzimy" w nowym świecie, w "nowej" formie…
 albo w "starej"... Zapominamy, ale z czasem i przypominamy sobie coraz więcej… aż potem następuje Przebudzenie/Oświecenie…