piątek, 12 lipca 2013

PRZEGLĄDAJĄC SIĘ W LUSTRZE ALBO W JEGO ROZBITYCH CZĄSTKACH


JEST TAKI PRZESĄD, ŻE NIE NALEŻY PRZEGLĄDAĆ SIĘ W ROZBITYM LUSTRZE. CZY KTOŚ WIE, SKĄD TEN PRZESĄD I "SIEDEM LAT NIESZCZĘŚCIA"? 
Kto go wymyślił i w jakim celu? 

W tym porzekadle zawarta jest jakaś informacja, ale jaka i z czym związana - o co w niej chodzi? - nie wiadomo... 

Większość przesądów jest po to, byśmy funkcjonowali w ciągłym strachu, że coś złego nas może spotkać zawsze i na każdym kroku. Że jeśli nie wykonamy jakichś bezsensownych "magicznych" rytuałów, to stanie nam się coś złego. I tylko te "magiczne rytuały, o których nie mamy pojęcia, skąd się wzięły i co znaczą, mogą nas uchronić przed nieszczęściem lub zgubą?  One nas nieprawdopodobnie ograniczają, a często nawet powodowały nienawiść do np. czarnych kotów, zakonnic (ale nie księży) itp. itd. Ale nie o tym tym razem chcę napisać. Przesądy to także przekonania, to wzorce zachowań.

A rozbite lustro to mocny symbol... jego znaczenie opisałam np. tu: ROZBITE LUSTRO.

Był czas w moim życiu, kiedy uwolniłam się od wszelkich przesądów. Uwalniałam się także od różnych przekonań na swój własny temat. I tym doświadczeniem pragnę się podzielić.

O jednej metodzie pracy z Lustrem pisałam w notce pt. ZADYMIONE LUSTRO.  W naukach Tolteków i Rdzennych Obu Ameryk można znależć wiedzę, która mówi, że wszyscy jesteśmy dla siebie Lustrami, w których się przeglądamy wzajemnie. Ta praktyka dotyczy rozpoznawania poprzez innych - jako naszych lustrzanych odbić - SWOICH własnych nieświadomych wzorców ukrytych w naszej podświadomości i wyciągania ich na poziom świadomości, co w efekcie poszerza zakres naszej samo-świadomości.

Wiedza o sposobach postrzegania przez nas innych ludzi jako naszych Luster pomaga nam poszerzyć naszą świadomość poprzez proces samopoznania i transformowania energii wcześniej nieświadomych, a później już rozpoznanych wzorców w to, co nam ma sprzyjać w naszym rozwoju. Ta wiedza uwalnia nas od nadmiernego przywiązania do przekonań, a nawet nieświadomych emocji, które nami rządzą (władają). 

Możemy dzięki tej metodzie rozpoznawać swoje nieuświadomione sposoby działania, wzorce myślowe i emocje oraz te części swojej tożsamości, które zostały zepchnięte głęboko w cień w trakcie naszego procesu "programowania" w dzieciństwie i młodości. Możemy dzięki tej metodzie uwalniać te części siebie, które "ukryliśmy sami przed sobą" i szczelnie zamknęliśmy w naszych "osobistych Puszkach Pandory" *)

Temat LUSTRA jako symbolu naszych relacji z innymi cząstkami Całości poruszałam także w innych notkach:

Teraz opiszę jeszcze inny sposób - metodę pracy z lustrem na swoim własnym przykładzie. Postaram się w jak najprostszy sposób opisać to doświadczenie.


Byłam kilkanaście lat temu w takim stanie, że patrzyłam w lustro i nie lubiłam tej osoby, którą w nim widziałam. Odrzucałam wiele aspektów samej siebie, ale nie rozumiałam jeszcze, kim jestem. Byłam na początku drogi poznawania siebie i rozpoznawania, kim jestem.

W dzieciństwie przyjmujemy pewne wzorce i programy w procesie wychowywania od dorosłych. Wtedy konstruuje się nasza tożsamość. Możemy na przykład być utożsamieni z wzorcem: "jestem brzydka, a inne kobiety są takie piękne" albo "jestem brzydki, a inni mężczyźni tacy piękni".  Często taka myśl "myśli się" w naszym umyśle nieświadomie i pobudza nasze różne emocje a to zazdrości, a to złości, a nawet nienawiści do innych i również do siebie... Już w młodości, a potem i w dorosłym życiu sami często katujemy się takim swoim myśleniem o sobie.

Któregoś dnia znalazłam bodajże w jednej z książek Luis Hey opis praktycznego ćwiczenia  z lustrem, które miało na celu uwolnienie od przekonań na swój własny temat.  Nie mam przy sobie tej książki, więc napiszę to, co pamiętam. Chodzi o to, że potencjał energetyczny zapisu w naszych ciałach jakiegoś wzorca, z którym się utożsamiliśmy np. "jesteś/jestem brzydka, a inne kobiety są takie piękne" należy zrównoważyć nową energią. Luis proponowała codziennie przez jakiś czas stawać przed lustrem z dłonią na krtani (czakrze gardła - wyrażania) i powtarzać takie słowa, które "odkodują" stary wzorzec. W podanym przeze mnie przykładzie owym "antidotum" mogą być słowa z drugiego bieguna - "pozytywnego" myślenia o sobie np.: "jestem piękna taka, jaka jestem".  

Ja kiedyś wybrałam do pracy ze sobą "mantrę" :-) "jestem piękną, mądrą, dojrzałą kobietą", ponieważ wiedziałam, że często zachowywałam się w trudnych sytuacjach jak mała, niedojrzała, poraniona dziewczynka. Nie bardzo lubiłam swoje odbicie w lustrze. I z pewną zazdrością patrzyłam na niektóre kobiety, zwłaszcza te, które potrafiły  mówić (wówczas dla mnie:) w piękny i mądry sposób. Co z tego, że odnosilam jakieś sukcesy w swoim życiu, jeśli nie potrafiłam cieszyć się nimi? Co z tego, że niektórzy uważali mnie za piękną kobietę, skoro ja sama w to nie wierzyłam?  Wiele rzeczy w życiu robiłam po to, by udowadniać innym swoją wartość, ponieważ sama nie miałam poczucia własnej wartości. W każdym razie było ono mocno zachwiane. Dlatego czekałam na miłe słowa albo na słowa czyjegoś uznania, podziwu itp, jak na jałmużnę, ale nawet gdy ktoś je wypowiadał, ja byłam głucha jak pień, ponieważ nie byłam w stanie w nie uwierzyć.

Kiedy pierwszy raz stanęłam przed lustrem i zaczęłam mówić te słowa: "jestem piękną, mądrą, dojrzałą kobietą", nie mogły mi one przejść przez gardło. Byłam raczej przerażona... W moim umyśle pojawiały się myśli, że to przecież kłamstwo, że to jakieś szaleństwo, ale mimo to poszłam za radą Luis Hey, żeby - bez względu na to, co będzie się z nami działo - powtarzać dane słowa (afirmację) patrząc w swoje odbicie w lustrze. I tak robiłam. Kaszlałam, krztusiłam się, płakałam, a nawet zawyłam kilka razy, bo wymawianie tych słów sprawiało mi sporą trudność. Przez wiele dni było mi bardzo trudno wykonywać to "ćwiczenie", ale mimo to, wykonywałam tę praktykę, ponieważ w sercu pragnęłam zmiany i podjęłam decyzję o zmianie jakości swojego życia. Nie chciałam już dłużej grać roli "ofiary losu" sama przed sobą... Powoli z każdym dniem coraz łatwiej wypowiadało mi się te słowa.

Po mniej więcej miesiącu takiej codziennej praktyki (czasem i dwa razy dziennie), któregoś dnia wypowiadając te słowa i patrząc na twarz w lustrze zobaczyłam... wesołe oczy. Trysnęła we mnie radość w sercu i byłam tak zaskoczona, że przez moment trudno było mi uwierzyć w to, co zobaczyłam. Ale tak, widziałam wesołe, kochające oczy i aż zaczęłam się śmiać do tych oczu mówiąc: "widzę to, widzę, naprawdę widzę". I dziękowałam Luis i sobie. Kontynuowałam tę praktykę przez następne tygodnie.

Powoli zaczęłam się czuć piękna, mądra i dojrzała :-) Potrzebowałam takiego doświadczenia. Doświadczałam wtedy wielu zachwytów moją osobą od innych ludzi. Najpierw byłam zadziwiona, ale z czasem zaczęłam przyjmować to jako coś absolutnie naturalnego :-)  A jednak to jeszcze nie koniec tej przygody.

Wkrótce potem, nagle któregoś dnia uświadomiłam sobie, że zarówno to, co myślałam wcześniej o sobie, że jestem "głupia i brzydka", jest taką samą iluzją jak myślenie o sobie, że jestem "piękna i mądra"... To ILUZJA - zobaczyłam i zrozumiałam. Wtedy nastąpił "głęboki przełom"... Zrozumiałam, że nie ma już dla mnie żadnego znaczenia, jak postrzegam samą siebie (czy utożsamiam się z piękną czy brzydką, mądrą czy głupią), że mogę być taka i taka, dla siebie i innych. Że przestało mieć znaczenie, jak postrzegają mnie inni, czy jako głupią, czy brzydką, czy mądrą czy piękną. Uwolniłam się od swoich ocen mojej osoby w tym "aspekcie mnie" i tego, jak mnie postrzegają inni. Uwolniłam się od ocen innych. Jednocześnie sama stałam się wolna od myślenia, czy brzydko albo ładnie wyglądam, czy wyrażam się albo postępuję głupio czy mądrze... i co na ten temat mogą myśleć albo mówić inni. Przestałam także w tych kategoriach oceniać innych. Och, to było niesamowite, zachwycające odczucie, to dało mi uwolnienie od utożsamiania się z jednym albo drugim "biegunem" postrzegania siebie i wyczulenia - w pewnym sensie nieuświadomionej wcześniej "nadwrażliwości" na postrzeganie mojej osoby przez innych. 

Jestem taka, jaka Jestem :-) I wiem, jestem świadoma, że Ty także jesteś taki lub taka, jaki lub jaka JESTEŚ.

To był jeden z pierwszych i jeden z wielu "kroków milowych", jakie do tej pory zrobiłam w moim procesie-życiu-nieustającej ceremonii życia.  Procesie polegającym na poszerzaniu (zakresu) mojej samo-świadomości poprzez zmiany starych wzorców i uwalnianiu się od nich, i transformowaniu, i otwieraniu się na całkiem nową wiedzę, nowe sposoby działania i istnienia...


Z mojej wiedzy wynika, że obecnie wielu ludzi przeżywa teraz mocne rozwibrowanie, nawet jeśli w swojej przeszłości działali i współuczestniczyli w tak zwanych pozytywnych doświadczeniach. Ponieważ i jedni i drudzy (ci od pozytywnych i negatywnych doświadczeń – “dobrej” i ‘złej’ karmy) potrzebują teraz dostroić się do tych całkiem nowych częstotliwości wibracyjnych (miłości wszechogarniającej). 

Chcę wspomnieć, że uwielbienie i nienawiść na poziomie zapisu energetycznego mają tę samą częstotliwość, te same “napięcie” czy natężenie fali, tylko te fale są swoimi ”lustrzanymi odbiciami”. Chodzi o to, że mamy możliwość teraz je ze sobą zharmonizować. Każdy w sobie, poprzez siebie. To właśnie ma także związek z umiejętnością wyciągania wniosków z doświadczeń traktowanych jako "życiowe lekcje  w kosmiczne szkole życia" i dokonywania syntezy, która umożliwia zakończenie walki dobra ze złem, światła i ciemności i przejście - być może w całkiem inne światy, niewyobrażalne dla nas w tym momencie, kiedy jeszcze działamy według "starych wzorców" tego "matrixa".

Tak, kiedyś  żyłam w lęku, potrafiłam odczuwać złość, nawet nienawiść. Cierpiałam, ale udawałam tylko, że umiem kochać, nieświadomie udawałam, że jestem TAKA wspaniała, a inni mnie nie doceniają. I dziwiłam się, dlaczego są "oni" tacy ślepi. ;-) Wciąż coś potrzebowałam udowadniać sobie i innym, a jeśli nawet zdarzało mi się odnosić pewne osobiste sukcesy, to nie byłam w stanie ich dostrzec, bo byłam skupiona - tzn. mój umysł był skupiony na "programach" i wzorcach według których działam nieświadomie. Chociaż ZDAWAŁO MI SIĘ, że przecież byłam świadoma. Ha, ha, ha... Przyjrzyjcie się sami sobie, ile czynności wykonujemy poza naszą świadomością, nawykowo, wręcz odruchowo łącznie z działaniami pod wpływem różnych myśli i emocji. Zdarzało się, że kłamałam, oczerniałam innych, oceniałam i w ten sposób wydawało mi się, że jestem od nich lepsza. Co za ignorancja i brak zrozumienia... Co za iluzja?!

Wydawało mi się, że kogoś kocham, a tak naprawdę pragnęłam na przykład mieć tę osobę wyłącznie dla siebie. I na przykład bałam się, że ta osoba może mnie porzucić dla innej. Albo chciałam, by inni mnie kochali, szanowali, a nie umiałam pokochać i uszanować samej siebie... To był nieustający głód, który nie mógł być nasycony przez innych, póki nie wypełniłam siebie samą szacunkiem i miłością... Oczywiście przeżywałam także momenty radości, euforii, a nawet szczęścia. Kiedy moje ego otrzymywało to, czego chciało. To też była iluzja. Jednak najprawdziwsze chwile szczęścia dawał mi kontakt z naturą i wszystkie "nieme" zachwyty nad cudami zjawisk natury. 

Teraz jestem szczęśliwa, ponieważ rozpoznałam wiele nieuświadomionych wcześniej wzorców według których działałam. I stąd też moje zrozumienie dla innych, którzy jeszcze według podobnych wzorców myślowych i emocji działają.

Ponieważ pamiętam, kim byłam... jestem...

Nie interesują mnie jednak żadne koncepcje tego, kim jestem. Nie interesują mnie na ten temat żadne koncepcje ani czyjeś ani moje. Nie interesują mnie żadne czyjeś koncepcje ani definicje, tym bardziej wyobrażenia i projekcje czy oceny na temat, kim Jestem, kim byłam lub kim mogłabym być. Podobnie mam w stosunku do Ciebie i tego, kim Ty byłaś, byłeś, jesteś albo możesz być.

Szanuję wszystkie swoje doświadczenia i siebie z przeszłości o znacznie bardziej ograniczonej świadomości: cierpiącą, myślącą o sobie i o innych w taki, a nie inny sposób, oceniającą siebie i innych w taki, a nie inny sposób albo chwalącą się swoimi "sukcesami", albo użalającą się nad sobą i swoimi "porażkami" albo... uskarżającą na innych. 


Jestem Tobą, a Ty Jesteś Mną...


Teraz już wiem, że osądzając innych, osądzałabym samą siebie, oskarżając innych, oskarżałabym samą siebie. Teraz.... szanując innych, szanuję samą siebie. Szanując samą siebie szanuję innych. Kochając innych, kocham samą siebie i kochając samą siebie, kocham innych. I nie wiem, co będzie dalej... ponieważ nawet sobie wyobrazić nie potrafię na podstawie wiedzy, którą mam dziś. I nie chcę ograniczać tego, co może się wydarzyć... swoimi wyobrażeniami. Dzięki temu otwieram się na nieznane i taką przyszłość, która może mnie zaskoczyć i zachwycić... zamiast powtarzania w kółko tego samego lub kolejnych wariacji tego samego, w kółko i w kółko...  otwieram się na nieznane... 


Wiem, że gdy opowiadam o sobie, opowiadam historie o sobie, ale nie o tym, jaką siebie widzę, ale o tym czego doświadczyłam nie oceniając, czy to dobre czy złe. 


Chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Wysłucham z wielką uwagą. To doświadczenia nasze i odkrycia, które te doświadczenia ze sobą przynoszą w każdym danym Tu i Teraz, wzbogacają nas i poszerzają naszą świadomość. A nie oceny siebie i innych. Te nas ograniczają. 

Wiem, że demony, potwory i wszystkie "Gady:, które nas straszą, najpierw potrzeba uwolnić... Przede wszystkim w SOBIE. Wybaczyć im w sobie i pozwolić im odejść albo rozpuścić się w Miłości. W ten sposób możemy je uwolnić w sobie. One wtedy odchodzą z naszego świata. Taką miałam wizję na spotkaniu ze Starą Lipą koło Jaszczurowej.




LUSTRO…
inni nam „lustrzą”, kiedy nas denerwują, irytują, kiedy wzburzają naszą harmonię… Wtedy jako te „lustereczka” pokazują nam te cząstki nas samych, których wyparliśmy się w sobie. Dzięki tej wiedzy możemy zacząć dostrzegać w sobie to, co nasze ego – ja ukryło przed „sobą”, bo oddzieliło się od „niechcianych, nielubianych” części siebie…. w procesie wychowywania („udomowiania”).
Dlatego, jeśli np. ktoś mówił, pisał, pisze i będzie pisać żle o mnie, nie robi to na mnie już żadnego wrażenia, nie burzy mojej wewnętrznej harmonii. Ponieważ rozumiem, z jakiego powodu ktoś to czyni, bo i ja kiedyś tak robiłam (lub podobnie) działając według tego samego wzorca: nienawiści powstałej z oddzielenia i oceniania innych jako tych złych, bo siebie ego chce widzieć wyłącznie jako dobre. 
Dlatego, że te wzorce „uzdrowiłam” w sobie, widzę, że inni według tych wzorców jeszcze działają. A ponieważ rozumiem to i znam z własnego doświadczenia, mogę nawet kochać takie osoby. 
Pamiętam, że wszyscy jesteśmy cząstkami Jedni, że każdy człowiek jest dla mnie lustrem, w którym się odbijają różne cząstki mnie samej…

Zmiana, poszerzenie świadomości polega na tym, że rozumiemy np. takie słowa:
„Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli” - Rumi.
Ktoś, kto uzdrawia te wcześniej „niechciane i nielubiane” części siebie w sobie, rozumie zachowania innych i nie czuje złości na np. tych którzy piszą różne „straszne rzeczy” o innych, lecz zaczyna odczuwać zrozumienie, akceptację takiej osoby i widzieć ją… taką, jaka ona jest, a nawet może odczuwać miłość.
Osoba, której nadal inni wciąż „lustrzą” i zaburzają jej wewnętrzną harmonię, nie może dostrzec i zrozumieć powodów działań takiej osoby i nie będzie ‚wierzyć’, że na innych jej oczernianie nie robi już żadnego wrażenia. Bo taka osoba... ma swoje przekonania. I nawet nie będzie chciała dopuścić takiej możliwości do siebie, dopóki sama nie zacznie doświadczać tej zmiany w sobie.
Więc osoba, która mówi lub pisze o mnie zle, może mówić i pisać o mnie, co jej się "żywnie podoba". Rozumiem, iż teraz inaczej nie może, ani nie potrafi, ponieważ działa według pewnych wzorców myślowych. A ja nie reaguję, ponieważ nie mam potrzeby zasilania swoją uwagą i emocjami tego, co ona robi. Nie tylko wobec mnie, ale i innych.
Czasem, jeśli poczuję z serca, to coś napiszę… Robiąc to, co mam do zrobienia.

Dodam jeszcze, że nie uważam siebie za "lepszą" lub "gorszą" od niej. Albo za "bardziej uduchowioną" od kogokolwiek. Po prostu różni nas tylko… różna zdolność rozumienia i świadomość (samo-świadomość) tego, w jaki sposób działamy tak, jak działamy i dlaczego działamy tak, jak działamy…
p.s. Uczciwość wobec samych siebie i rozpoznanie swoich kłamstw i swoich ukrytych przed ja "demonów" to jedno z najtrudniejszych "wyzwań" w tym świecie. 

*) O Puszce Pandory "streszczenie":
Pewnego dnia Dzeus rozkazał Hefajstosowi ulepić z gliny piękną dziewczynę. Dzeus poprosił Atenę aby nauczyła niewiastę tkania i haftu. Pandora została zesłana do domu Epimeteusza- brata Prometeusza. Prometeusz nie raz zabraniał mu wpuszczać Pandorę do domu, ale ten oczarowany nią wogóle się go nie słuchał. Posłaniec bogów-Hermes przekazał dziewczynie od Dzeusa szkatułę z nakazem, aby jej nie otwierała. Kiedy Pandora i Epimeteusz pobrali się, ta trawiona ciekawością strasznie nalegała, aż w końcu jej mąż otworzył puszkę. Gdy ją otworzyli, zaczęły z niej wychodzić duże, jadowite pająki i węże. Po krótkim czasie z puszki zaczęła wychodzić mglista, przedziwna kobieta. Była to nadzieja. Lecz Pandora na prośbę męża zatrzasnęła puszkę zamykając na zawsze nadzieję. Krótko po tym zaczęły pojawiać się na lądzie i w wodzie choroby przynoszące śmierć ludziom i zagładę światu.

Z Puszki Pandory razem z jadowitymi pająkami i wężami, których jad może zabić, ale również w odpowiednich dawkach może być uzdrawiający, pojawiła się mglista kobieta - nadzieja. Nadzieja to była? Na możliwość uwolnienia człowieka od chorób przynoszących ludziom cierpienie, ból śmierć i zagładę światu? Czy tylko chorób fizycznych? Wygląda na to, że chyba nie.

Film:

Kochanie siebie

Sri Bhagavan mówi o tym co naprawdę znaczy kochanie całych siebie - objęcie siebie samych całkowicie, ze wszystkimi aspektami...






3 komentarze:

  1. Witam serdecznie Jestem z Gwiazd.
    Jak się, czujesz koleżanko z Gwiazd?
    Te trzy piramidy o których ,pisałem tobie leżą w Gizie.
    Czekam na istoty z Gwiazd. Tęsknię za istotami z Gwiazd.
    Czekam z tęsknotą za Istotami z Gwiazd.
    Kocham ich, bo oni kochają mnie.
    Czuje, że jestem jednym z nich.
    Pracowałem i nadal pracuje aby dołączyć do Świetlistych Istot.
    Pragnę jednoczyć dzieci gwiazd.
    Tak naprawdę,to w swoim wnętrzu jesteśmy Dziećmi z Gwiazd.
    Moje serduszko zatoczyło krąg Światła dla wszystkich Dzieci Gwiazd i Istot Świetlistych i Czujących.
    Lamowie zawiedli. Zenek miał rację pisząc,iż będzie dla nich rytuał węży. Szkoda głupców,którzy uważają się, za święte ikony oświecenia.
    Jednym z wcieleń byłem Lamą.
    Pozdrawiam promieniami Słońca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Jak się, czujesz koleżanko z Gwiazd?"

      Pamiętam też, że JESTEM także z pomiędzy Gwiazd. Jestem też światłem niewidzialnym wypełniającym przestrzeń pomiędzy gwiazdami...

      "Czekam na istoty z Gwiazd. Tęsknię za istotami z Gwiazd.
      Czekam z tęsknotą za Istotami z Gwiazd."


      Tęsknota... hmm...
      Jak masz ochotę, przeczytaj o mojej tęsknocie:
      http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2009/12/powrot-do-pradomu.html
      Przestałam tęsknić.

      "Czekam z tęsknotą za Istotami z Gwiazd.
      Kocham ich, bo oni kochają mnie.
      Czuje, że jestem jednym z nich.
      Pracowałem i nadal pracuje aby dołączyć do Świetlistych Istot."


      Powodzenia życzę.

      "Pragnę jednoczyć dzieci gwiazd."

      To może jednocz je w sobie i spełni się Twoje pragnienie?
      I tak jesteśmy połączeni.

      "Lamowie zawiedli. Zenek miał rację pisząc,iż będzie dla nich rytuał węży. Szkoda głupców,którzy uważają się, za święte ikony oświecenia. [w] Jednym z wcieleń byłem Lamą."

      cyt.:" Lama tybetański duchowny nauczyciel w buddyzmie tybetańskim, a także w tybetańskiej religii Bön. Odpowiednik indyjskiego określenia guru.
      Dosłowne znaczenie tybetańskiego słowa lama to "najwyższa matka", czyli istota mająca tyle miłości do wszystkich istot, co matka do swego jedynego dziecka. Według innego tłumaczenia lama oznacza "najwyższą zasadę".

      Coś mi się przypomniało... różnica między "stanem" bodishatwa a stanem budda...

      kilka cyt.:

      - "Łagodny i pozbawiony arogancji, wolny od fałszu i obłudy
      Oraz pełen miłości dla wszystkich czujących istot -
      Taki jest bodhisattwa."

      - w buddyzmie tradycji mahāyāna istota, która przez systematyczne ćwiczenie wyzwalających działań (skt. paramita) dąży do stanu buddy, kierując się altruistyczną motywacją przynoszenia pożytku innym.

      - Według popularnych, powierzchownych opinii bodhisattwa świadomie rezygnuje z wkroczenia do pełnej nirwany, dopóki nie wyzwoli wszystkich istot. Jest to jednak pogląd błędny, niezgodny z naukami buddyzmu mahajany.

      - Według nauk mahajany istnieje 10 kolejnych poziomów bodhisattwy, na których coraz głębiej rozpoznaje on swoją jedność ze wszystkimi istotami i zjawiskami oraz brak rzeczywistej natury tych zjawisk (pustość). Ukoronowaniem tej ścieżki jest stan buddy, czyli pełne oświecenie.

      - Według tej nauki budda ma największe możliwości przynoszenia pożytku istotom, a nirwana nie jest egoistycznym przeżywaniem wyzwolenia z dala od istot i świata (jak naucza się na poziomie nauk buddyzmu Małej Drogi), lecz jest równoznaczna z całkowicie spontanicznym i bezwysiłkowym działaniem dla dobra wszystkich." [WSZYSTKICH czyli "gadów też", prawda?]

      - "W buddyzmie theravady istnieje pojęcie "bodhisatta", co oznacza "Przyszły Budda" (dosł. "Szukający Oświecenia"). Bodhisattą zostaje istota, która osiągnęła doskonałość w dziesięciu cnotach (pali. parami - które są nieco inne niż mahajanistyczne) oraz złożyła ślubowanie bodhisatty.

      - Buddyzm tybetański uważa za bodhisattwów współcześnie żyjących mistrzów buddyjskich m.in. Dalajlamę, Karmapę, Szamarpę.

      “Wszystkie tradycje buddyjskie uznają istnienie trzech rodzajów Przebudzenia:
      - Samo W Pełni Przebudzenie (pāli. sammāsambodhi; sanskr. samyaksambodhi) inne nazwy to “Budda Powszechny” lub “Doskonałe Samoprzebudzenie”,
      - Przebudzenie Ucznia (dosł. “Przebudzenie Przez Słuchanie”; pāli. sāvakabodhi; sanskr. śrāvakabodhi)
      - Milczące Przebudzenie (pāli. paccekabodhi; sanskr. pratyekabodhi) zwane też “Osobistym Oświeceniem”.

      Wraz z osiągnięciem stanu bodhi, Budda osiągnął trzy rodzaje wiedzy:
      - wiedzę dotyczącą swoich poprzednich żywotów
      - wiedzę dotyczącą prawa karmy
      - wiedzę dotyczącą Czterech Szlachetnych Prawd

      Ta sama wiedza staje się dostępna również w pozostałych “rodzajach” przebudzenia, dlatego są one tym samym przebudzeniem, co przebudzenie Buddy Powszechnego.”

      Dziękuję za promienne pozdrowienia słoneczne. I odwzajemniam.

      Usuń

    2. Z mojej wiedzy wynika, że obecnie wielu ludzi przeżywa teraz mocne rozwibrowanie, nawet jeśli w swojej przeszłości działali i współuczestniczyli w tak zwanych pozytywnych doświadczeniach. Ponieważ i jedni i drudzy (ci od pozytywnych i negatywnych doświadczeń – “dobrej” i ‘złej’ karmy) potrzebują teraz dostroić się do tych całkiem nowych częstotliwości wibracyjnych (miłości wszechogarniającej).

      Kiedyś pisałam o tym, że uwielbienie i nienawiść na poziomie zapisu energetycznego mają tę samą częstotliwość, te same “napięcie” czy natężenie fali, tylko te fale są swoimi” lustrzanymi odbiciami”. Chodzi o to, że mamy możliwość teraz je ze sobą zharmonizować. To właśnie ma także związek z umiejętnością wyciągania wniosków i dokonywania syntezy…

      Usuń