wtorek, 25 czerwca 2013

PIERWSZA NOC I DZIEŃ LATA






Otrzymujemy cudowne dary i błogosławieństwa od Natury... i błogosławimy Ją odwzajemniając wszechobecną miłość...

Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję...

W nocy 20. czerwca jechałam samochodem z przyjaciółmi w Bieszczady. Na drodze przed przejazdem kolejowym zwolniłam, a tuż za przejazdem pod latarnią stał jelonek (-link). Zatrzymałam samochód. Jelonek spojrzał w naszą stronę. Patrzyliśmy na siebie dłuższą chwilę. Po czym odwrócił się, przeszedł parę kroków i zatrzymał się. Wolniutko podjechałam do przodu ze dwa metry i też zatrzymałam się. Jelonek stał po prawej stronie samochodu ze cztery metry od nas. My patrzyliśmy na niego, a on na nas przez jeszcze dłuższą chwilę. Czułam wielką radość przepełniającą moje serce i podziękowałam za błogosławieństwo tego spotkania. 




Jerzy Przybył – Zachód Słońca


Potem spotkaliśmy jeszcze jednego, starszego jelonka, a w innym miejscu dwie małe sarenki posilające się przy drodze. I jeszcze dwa liski. A jeden z nich przebiegła nam drogę...

Jadąc obserwowaliśmy zachodzący Księżyc, który był bardzo duży i intensywnie pomarańczowy, prawie czerwony. Tuż przed dodarciem na miejsce spotkania zatrzymaliśmy się w pięknym miejscu na górce, z którego obserwowaliśmy wschód Słońca. Zanim jednak wzeszło Słońce, zaczęłam grać na fujarce pieśń powitania Słońca i za moment zobaczyliśmy pierwszą cząsteczkę kosmicznego ognia wyłaniającego się zza szczytu góry pokrytej zielenią bujnego lasu... Piękna kula w całej swojej krasie wyłaniała się powoli przed nami. Grałam, tańczyłam pieśń radości, pieśń wewnętrznego ognia i połączenia ze Słońcem.  Cały czas towarzyszył temu piękny śpiew ptaków.

W nocy 21.czerwca siedzieliśmy w kręgu przy ognisku w Bieszczadach. 
Było nas 13 osób, w różnym wieku, na "różnych ścieżkach"...  Nie planowaliśmy tego, że będzie nas trzynastka :-)
Połączyliśmy się z 7.kierunkami świata i kosmosu i z 5. żywiołami... w naszych sercach.
Przypomnieliśmy sobie, że Ja Jestem Tobą, a Ty Jesteś Mną...
Wokół błyskało i grzmiało. Wiedziałam, że jeśli burza zechce nas zmoczyć, to tak się stanie. Pełna ufności czułam, że pieśni i granie, że dźwięki, jakie z nas i przez nas wypływały byłe zsynchronizowane z burzą. Czułam połączenie z naturą i wszystkimi żywiołami. Czułam głębokie połączenie ze Źródłem, z Całością i oczyszczanie, uwalnianie i transformację...

Deszcz nas nie zmoczył...





Dziękuję za to Spotkanie,
za wspólną BIESiadę...
nam wszystkim i każdemu z osobna, Gospodarzom i Gościom. Dziękuję za kolejne wspaniałe Doświadczenie, które pozwala mi widzieć siebie taką, jaka Jestem.







DZIĘKUJĘ ZA KĄPIELE W SŁOŃCU, W STAWIE, W POWIETRZU, ZA TULENIE I PODPORĘ ZIEMI, ZA POŁĄCZENIE W ETERZE, ZA WSZYSTKO...





sobota, 15 czerwca 2013

JA JESTEM TAKA, JAKA JESTEM... ZMIENNA I STAŁA JEDNOCZEŚNIE...




ZAKOŃCZENIE WALKI...


Każdy z nas ma tak zwaną wolną wolę. O wolnej woli pisałam np. w notce UMOWNIE WOLNA WOLA. I o tym, że nasza umownie wolna wola może łączyć się z Wolą Całości. Aby ten akt mógł nastąpić, najpierw musi nastąpić pojednanie...

Przypomniałam też ostatnio na blogu Nnki to, co pisałam o walce:

Ten świat opiera się na walce. Tkwimy rozdarci w dualizmie, w którym dwie siły, chociaż są podstawowymi siłami kreacji, ruchu, wszelkich twórczych działań i całego istnienia, traktujemy jako siły przeciwne, przeciwstawne. Walczymy o: życie, o utrzymanie, o zdrowie, o miłość, o sukces, o pieniądze, o szacunek, o wolność, o braterstwo, o równouprawnienie, o niezawisłość, o idee, o religie, o wiarę, o przekonania, o racje… w zasadzie jako ludzkość walczymy o wszystko. Albo walczymy za: ojczyznę, rodzinę, ojca, matkę, córkę, brata,… też jako ludzkość walczymy za wszystko. Walczymy też z: i tu każdy może sobie dopowiedzieć, z czym sam walczy. A ci, którzy chcą zniszczyć siły zła, wpadają w pułapki zła utrzymując stan walki – dobra i zła. Z pewnego punktu widzenia to jest dobre, tak samo, jak dobre jest zło, które musi istnieć dla dobrego człowieka, aby miał on jakiegoś przeciwnika – złego, by mógł uważać się za dobrego. I by móc udowadniać innym i sobie, że jest dobrym. Musi udowadniać? Dlaczego? Bo to mu pozwala na kontynuację walki na – jeśli nie fizycznym, to psychicznym i mentalnym planie. Więc kontynuuje tę walkę dobra ze złem. Że nieświadomie? Ale to działa! Dobry człowiek prowadzi walkę ze złym i staje się… kim? Również złym … wpada w pułapkę i staje się złym nieświadomie. Cierpią zarówno dobrzy i źli, choć próbują konsekwentnie zaprzeczać, że nie cierpią, wypierają to cierpienie do podświadomości. Zaczynają używać coraz bardziej inteligentnych form manipulacji i za pomocą swojej umownie wolnej woli próbują swoje własne przekonania narzucać innym – swoim wrogom. Dlaczego? Po co? Ano aby oni także mogli stać się takimi samymi „dobrymi” ludźmi, jak inni “dobrzy”.

Dopiero zrozumienie tego mechanizmu pozwala nam zakończyć walkę, zakończyć Grę, w której zawsze musi być zwycięzca i pokonany, kat i ofiara, ten dobry i ten zły…(…)

Maria_st w komentarzu do tych słów napisała do mnie:

No cóż, ja wiem, że każdy ma swoje teorie i skojarzenia. A skąd mam wiedzieć, co Ty czujesz wewnątrz? A skąd Ty wiesz, co ja czuję lub ktoś inny czuje wewnątrz? Bo mówią, że czują? Bo płaczą? Bo krzyczą? Bo nic nie mówią? Bo się użalają? Bo się na innych wściekają? Bo opowiadają nam różne historie o innych, o sobie? Bo walczą z innymi nie wiadomo o co i dlaczego? A skąd mam wiedzieć, co myślisz? Bo pisać i mówić możemy różne rzeczy.
A ja według Ciebie jestem puszką konserwy bez duszy? No może i tak być. ;-D
Jakoś przejawiam się, a inni widzą mnie tak, jak widzą, według własnych przekonań i możliwości postrzegania innych...

Ja nie mówię nikomu, co ma czy powinien czuć. Niczego nikomu nie zamierzam wmawiać. DZIELĘ SIĘ tym, co czuję, co wiem, a każdy ma swój rozum, swoje odczucia i swoje zrozumienie!!!! To wiem, tego jestem świadoma. NIC NIKOMU NIE ZAMIERZAM NARZUCAĆ. WYPOWIADAM SIĘ. Ja szanuję wybory innych, a nawet oceny innych. Oceniaj innych i mnie, ile chcesz – to Twój wybór i Twoja wola. 

Po prostu ze mną na przykład rezonuje taka cząstka prawdy:

“To, jak postrzegasz innych, mówi więcej o tobie niż o nich. Nie możesz kochać lub nienawidzić jakiejś cechy drugiego człowieka, jeśli nie odzwierciedla cechy, którą kochasz lub nienawidzisz w sobie. Odczuwasz pociąg do ludzi podobnych do siebie, nie darzysz sympatią ludzi przejawiających cechy, za którymi nie przepadasz u siebie. Postrzegasz innych przez pryzmat swoich przeszłych doświadczeń, uczuć i myśli. Zwykle jesteś przekonany, ze twój sposób postrzegania ich jest obiektywny i nie związany z twoimi własnymi problemami.
(…)
Spróbuj jednak spojrzeć na swoje życie tak, jak gdybyś otrzy­mywał od innych ważne informacje przypominające lustrzane odbicie.
Jeśli przyjmiesz to założenie, każde spotkanie da ci sposob­ność zbadania twojego stosunku do siebie samego i do uczenia się.
(…)
możesz tez uznać, że ludzie, których oceniasz negatywnie, dają ci cenną sposobność dostrzeżenia tego, czego w sobie nie akceptujesz.
Za każdym razem, kiedy ktoś cię zezłości, zrani lub zirytuje, masz okazję uleczyć skutki dawnych wybuchów złości, napadów bólu czy rozdrażnienia. Być może dostrzeżenie w innych słabości stworzy ci szansę, by okazać im życzliwe współczucie, a może to dobry moment, żeby uleczyć skutki nieświadomych ujemnych ocen, jakim w duchu poddawałeś własną osobę.” cytaty z książki Cherie Carter-Scott – “Jeśli życie jest grą – oto jej reguły”.

Rozpoznawanie prawdy o sobie to wspaniały proces, bywa jednak trudny. Ale przynosi niesamowitą wiedzę i rozpoznanie. Wiedzę, która staje się "poszerzoną" świadomością, niektórzy nazywają ją mądrością. Wiem, że trudno i jak trudno jest czasem zobaczyć prawdę o sobie. Trzeba mieć wiele odwagi w sobie i uczciwości wobec siebie. Nie pisałabym o tym, gdybym przez to nie przechodziła sama wielokrotnie. Przechodząc przez to w pewnym momencie byłam bliska szaleństwa, gdy ego nie chciało puścić… a czasem zdarzały się momenty, że przelatywała mi przez umysł myśl, że oszalałam. Jednak udało mi się w ten sposób wiele, bardzo wiele wzorców w sobie “oczyścić”, a w zasadzie uwolnić, przetransformować i zharmonizować..
Maria_st napisała:

ja mam podobnie. Jestem istotą czującą, ale być może czującą trochę inaczej niż Ty. Czyż musimy być identyczne?
Identyczne mogą być tylko klony. Jeśli mogę wybierać, wolę nie być takim klonem, ale może kiedyś byłam albo będę... Na przykład jako atom. Poszczególne atomy są podobno identyczne, zwłaszcza te z identyczną liczbą "protonów, neutronów i elektronów" - tak mówią... Więc może to klony? 

Twój wybór jest Twoim wyborem, a mój jest moim. Ty wybierasz, czy pomagasz, komu pomagasz, czy się wtrącasz czy nie, a jak się nie chcesz wtrącać, to się nie wtrącasz… Twój wybór. Żyjesz tak, jak żyjesz, czyż to nie cudowne? Będziesz chciała zmienić coś, zmienisz, czyż to nie piękne? Będziesz chciała się złościć, to się pozłościć, będziesz chciała się śmiać: ha, ha, ha., to się pośmiejesz, będziesz chciała o czyichś słowach powiedzieć: “pieprzenie kotka przy pomocy młotka”, to mówisz. I nie dziwisz się, że ktoś tak mówi o twoich słowach.

Maria_st napisała:
przeciwstawiam sie dobru–jestem dobra 
paranoja…pomieszanie…absurd"

A po co się przeciwstawiasz? Przestaniesz się przeciwstawiać, to może skończy się paranoja… pomieszanie… absurd?

Livia Eher napisała do mnie:

A dla mnie dokonywanie wyborów to jedno i związane jest z odpowiedzialnością za podejmowane decyzje, a przeciwstawianie się czemuś lub komuś to drugie i jest powiązane z prowadzeniem walki z tym kimś lub czymś. Dla mnie to różnica, to kwestia zrozumienia, a nie poglądów, to kwestia nazywania "rzeczy" po imieniu"... to kwestia różnych "stanów" świadomości. Nie oceniam, nie mówię, że któryś z tych "stanów" jest lepszy, a inny gorszy.

Czym innym jest WYRAŻANIE siebie i tego, co wiemy, odczuwamy, myślimy. Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś chce się przeciwstawiać czemuś lub komuś. Jednak moje rozumienie rzeczywistości może być po prostu różne. Mam takie samo prawo do wyrażania siebie, jak inni. Ale ja nie mam zamiaru niczemu się przeciwstawiać, bo taki jest mój wybór na teraz.

Podam taki przykład: jest koło podzielone średnicą na pół: po prawej jedna strona, po lewej druga strona, a po środku… linia. Możesz iść tą linią i widzieć obie strony, a możesz też spaść na jedną lub drugą stronę. Lecz niezależnie, na którą stronę spadniesz, tam zawsze będzie światło i dobro, a po tej drugiej – ciemność i zło… Mogę "być" też "wszędzie": po lewej, po prawej i na linii pomiędzy. To kwestia "zakresu"świadomości. Wtedy zanika dobro i zło, wtedy zaczynam widzieć rzeczy takimi, jakie są. Bez oceniania...

W innym miejscu Livia Ether napisała do mnie:

No tak, teraz już wiem. No i proszę, jaka ciekawa projekcja Livii "mojej" osoby. Właśnie w ten sposób, poprzez nasze sny też mogą się wyłaniać ze strefy cienia nasze własne demony. Ostatnio przeżyłam bardzo pouczające doświadczenie...

Miałam 19.kwietnia sen: CZARY MARY I NIC. 
A w nim... 
Przyszedł do mnie pewien “szaman” – mistrz bractwa i próbował “mnie zaczarować”, przeprogramować. Wiedziałam, że to, co normalnie robię jest im z jakichś względów niewygodne i robią różne rzeczy, żeby temu zapobiec. Siedziałam obok tego szamana, miałam jakby inną “konsystencję” ciała, nie poruszałam się “normalnie”, lecz przesuwałam się trochę jak duch. Ale przysiadłam przy tym szamanie i przyglądałam się, co on robi… i wiedziałam, że to nie działa. A on robił swoje. Nie wiedział mnie.
I też po pewnym czasie ów maestro zobaczył, że jego “czary” nie działają. Nawet nie był zły, ale po prostu nie chciał wierzyć, bo nie rozumiał, dlaczego to nie działa. Bo od tysięcy lat zawsze działało... Dalszej części na razie nie będę opisywać, przeskoczę do sekwencji, w której usłyszałam jego myśl o mnie: "Chciałbym, żebyś wybuchła i się rozpadła". Odpowiedziałam mu w myślach (telepatycznie), że może następnym razem się rozpadnę, ale i tak to nie będzie w ten sposób, jaki on chce i dlatego, że on tak myśli. Ale on chyba nie usłyszał tego, co mu “odpowiedziałam”.

Nie zamierzam się rozpaść, bo komuś przeszkadza moje istnienie. Każdy ma prawo do istnienia. 
______________________

Tak napisałam zaraz po śnie, a potem w rezultacie się rozpadłam... Nie wiem, jak to opisać, bo trudno to opisać słowami, ale spróbuję...

Tym razem jednak było inaczej. Tym razem to jakby jakieś kule "ludzkich historii" chciały mnie do siebie przyciągnąć. Gdy się temu "przyjrzałam wewnętrznym widzeniem", poczułam że znajduję się jakby w ogromnej, pustej przestrzeni, a coś z dala próbowało mnie przyciągać... To "coś" było jak idee albo myśli, przekonania? wzorce? które chciały, bym się do nich "przykleiła". Bardzo dużo wysiłku kosztowało mnie, by utrzymać się w sobie, w swoim centrum w połączeniu ze Źródłem. Słowa: "możesz mieć wszystko" brzmiały od czasu do czasu w mojej głowie jak krzykliwy slogan reklamowy Uniwersalnego Umysłu. A różne "towary" w tym Kosmicznym "Super Markecie" chciały mnie do siebie przyciągnąć. 

Przez pierwsze dwa dni różne "cosie" mnie przyciągały do siebie, a ja czując, że  aby wrócić do centrum, nie mogę się do nich przyklejać, więc odbijałam się chcąc wrócić do swojego centrum, do Źródła. Ale z jakiegoś powodu nie byłam w stanie wrócić, bo za każdym razem, gdy się odbijałam, rzucało mnie w inną stronę. Na drugi dzień już udawało mi się utrzymywać przez jakiś czas w stanie pogłębionej świadomości w centrum, w połączeniu ze Żródłem... Z dnia na dzień coraz dłużej udawało mi się pozostawać "w centrum".

Czułam wówczas jakby to były stany “zerowania” czy też “resetowania” wzorców matrixa. Momentami wręcz bolesne to było. Bolały mnie oskrzela i płuca. Kiedy odwiedziła mnie moja przyjaciółka, przypomniała mi, że skoro mam problem z oskrzelami i płucami, to dobry byłby turkus.  Od razu go założyłam i nosiłam od tego dnia. Wiedziałam, że oskrzela i płuca informowały mnie o nie dawaniu sobie prawa do życia, swobodnego oddechu...

W tych dniach prawie w ogóle nie spałam. Było to bardzo intensywne wewnętrznie doświadczenie.  Ale w nocy towarzyszyły mi kryształy i kamienie, przede wszystkim niebieskie, turkusowe i zielonkawe i duże serce... szmaragdowe (...). Pomagały mi. *)

Proces rozpoznania treści i informacji, jakie przyniósł mi ten sen, trwał jeszcze dłużej, ponieważ odkrywałam kolejne warstwy tego, co jeszcze miałam do odkrycia i przetransformowania w sobie. Kiedy po tygodniu udało mi się wreszcie wrócić do siebie, do swojego centrum i połączenia ze Źródłem, nagle "ozdrowiałam", wróciła niesamowita energia i radość.

Po kolejnych kilku dniach znowu poczułam w sobie duże poruszenie energetyczne i emocjonalne. Od razu skupiłam się na tych odczuciach i przyszło do mnie kolejne odkrycie: w tym moim śnie z szamanem ów szaman - mistrz reprezentował mojego wewnętrznego Animusa. Zrozumiałam, że to we mnie jest jakiś ukryty konflikt między Animusem i Animą; że mój wewnętrzny Animus i jakieś nieuświadomione jeszcze do tej pory wzorce próbują powstrzymać moją Animę przed pełnią wyrażania siebie taką, jaka jest. A moja wewnętrzna Anima nie wie, co z tym zrobić. Nie wiedziałam, co mogę zrobić, by odzyskać wewnętrzną harmonię i szacunek pomiędzy Animą i Animusem. I wówczas zrozumiałam, że tym razem mam się całkowicie rozpaść...

Kolejna noc była znów momentami trudna. Chociaż już wcześniej pracowałam wielokrotnie nad wzorcami zarówno ze strony męskich jak i żeńskich przodków, tym razem po prostu przyjmowałam wszystko, co jeszcze zostało do przyjęcia i rozpuszczałam w miłości i wdzięczności, poddając się całkowicie rozpuszczaniu... I przypomniał mi się kolejny sen O ŚWIECIE KRADZIEŻY ENERGII I WYJŚCIU Z NIEGO.  W tamtym śnie trzykrotnie podejmowałam decyzję o rezygnacji z życia w systemie "kradzieży energii" dla przetrwania. Trzy razy podejmowałam decyzję i rozpadałam się, rozpuszczałam, zanikałam... "w niebyt"... (do trzech razy sztuka :-)

Przechodziłam podobne procesy wielokrotnie, ale za każdym razem jakbym wchodziła coraz "głębiej". Tym razem jednak wieczorem postanowiłam przejść jak najbardziej świadomie przez proces rozpadnięcia się. Zaczęłam rozpadać się ŚWIADOMIE i miałam odczucie, że rozpadam się po to, by potem scalić siebie - nie wiem, jak to określić - w całkowitej harmonii... w Całość? To był długi proces. Momentami wchodziłam w stany świadomego śnienia, różne gęstki energetyczne rozbijały się, rozplątywały, jak atomy rozpraszały na fotony coraz słabiej widzialne, ale wciąż pulsujące energią o zróżnicowanych częstotliwościach, jednak tym razem w coraz większej harmonii współbrzmienia. Najpierw rozpadała się moja Anima... Potem za nią "poleciał" Animus... Wiem, że to dziwne, ale czułam, że to rozpadnięcie się w sposób całkowicie świadomy, z totalną ufnością i wdzięcznością za wszystko, czego kiedykolwiek, w jakiejkolwiek formie doświadczyłam było jedynym działaniem, które mogłam wykonać tu i teraz.

Obudziłam się rano. Z taką energią, jakiej chyba nie pamiętam. Tak "spójna" w sobie, jak nigdy wcześniej (w tym życiu). Teraz jestem bardzo szczęśliwa i wdzięczna za to, że mogłam przez to wszystko przejść. i jeszcze wielu "odkryć" dokonałam... Poprzez sny śnienie, zwłaszcza świadome śnienie mogę się także rozwijać i poznawać Siebie.


Tak, to fakt, po tym śnie z szamanem "rozłożyło" mnie. Nie tylko mnie rozłożyło, bo "rozpadłam się" nawet... Ale się "poskładałam". I jak widzę, innych też rozkłada z różnym skutkiem. Jestem też w fajnym towarzystwie, bo właśnie obejrzałam film z Tadeuszem Owsianko, który opowiedział, jak to jego ostatnio “rozłożyło”.


O tak, kiedyś zwalałam winę za całe zło na innych… I potrafiłam się złościć. O tak. Ale to, co jest przeszłością zostawiam, zwłaszcza, gdy uzdrowiona, przetransformowana. I nie mam zamiaru nieść urazów do innych. I nikogo o nic nie obwiniam. Ani niczego nie oczekuję. Trudne doświadczenia to są lekcje, których potrzebowałam i być może jeszcze będę mieć różne doświadczenia, może niektóre z nich będą także trudne. Natomiast dzięki nim między innymi przypomniałam sobie wiele i to, że w tej chwili dla mnie jedną z najważniejszych rzeczy jest świadome reagowanie w różnych sytuacjach: tu i teraz. Świadome bycie w tu i teraz. I rozumiem, co to znaczy.
Nie tylko zrozumiałam, ale głęboko uświadomiłam sobie - ponieważ udało mi się z tego uwolnić - że czyjeś projekcje są czyimiś projekcjami, a moje projekcje są moimi... mojego indywidualnego ja. Dlatego nie chcę już projektować nic na innych. Chcę w innych widzieć doskonałe cząstki Całości. Przecież wszyscy wspólnie współtworzymy tę ziemsko- ludzko Rzeczywistość, ten Sen Planety Ziemia...

Nie, nie walczę już z nikim, bo tak, jak napisałam wcześniej, podjęłam już dawno decyzję: koniec walki. I ta intencja jest realizowana, przemienia się w moją wewnętrzną rzeczywistość, określa mój nowy  sposób działania... i wciąż się zmieniam...

Potem któregoś dnia napisałam notkę pt. KIEDY CZŁOWIEK STAJE SIĘ GWIAZDĄ  (... zobaczyłam wyraźnie, że kiedy człowiek przestaje czerpać, brać, zabierać czy kraść energię od innych... kiedy człowiek ma bezpośrednie połączenie ze Źródłem, z Kosmicznym łonem, z którego czerpie energie, wówczas staje się "Gwiazdą", która świeci "swoim" światłem... dzięki połączeniu  z Całością...)


Livia Eher napisała też takie słowa:

Nie mówiłam ani nie pisałam, że dokonywanie ocen jest złe. Ale owszem, pisałam np.: "nie oceniaj :)". Dla mnie czym innym jest dokonywanie wyborów związane z odpowiedzialnością za podejmowane decyzje, a czym innym ocenianie siebie i innych, które jest powiązane z odcinaniem się i wypieraniem się tych "innych części Siebie - (a przecież Ja Jestem Tobą, a Ty Jesteś Mną).  I oczywiście, że ja mogę się mylić. Ja nie muszę mieć racji. Może nie udaje mi się czasem i może dokonuję jeszcze jakichś ocen, a może już nie są to oceny? Po prostu wybieram to, co ze mną rezonuje, te części prawdy, które z jakichś powodów są mi bliskie, ale nie odrzucam tych, które - powiedzmy że - mają "inne wibracje czy częstotliwości". Robię to, co mam do zrobienia i robię tak, jak czuję...  

Dla mnie nieocenianie innych jest ważnym elementem ścieżki, którą obecnie podróżuję. Tu odsyłam do mojej notki p.t. ŚWIĘTA PODWÓJNOŚĆ, a w niej do części O CZTERECH UMOWACH TOLTEKÓW i nieocenianiu.

Uczyłam się nie oceniać innych, nie osądzać, lecz rozumieć i kochać.  

Ja nie wydaję sądów. Nie sądzę. Dzielę się z innymi, chociaż inni mogą to dzielenie się postrzegać na różne sposoby. Wyrażam siebie tak, jak czuję i kiedy czuję. W tu i teraz. No cóż, nie we wszystkich tematach, które poruszamy, mamy takie same odczucia i wiedzę. Poza tym jestem i przejawiam się taką, jaka JESTEM.

Szanuję Siebie w Tobie i Ciebie w Sobie, więc jeśli Ja-Ty – z powodu tego, że nie zgadzasz się z tym czy owym, czym się dzielę – czujesz się atakowana lub atakowany, to nie dlatego, że ja ciebie atakuję, lecz dlatego, że Ty tak to odbierasz, tak to czujesz.  Znam to z własnego doświadczenia. Tak samo robiłam. Ja szanuję wybory innych, a nawet oceny innych. A Ty kochane Ty... oceniaj innych i mnie, ile chcesz – jeśli tego potrzebujesz, przecież to Twój wybór i Twoja wola. 


Ja JESTEM, żyję, a życie jest dynamiczne i zmienne. Moje życie jest wspaniałą podróżą. I Jestem wdzięczna wszechświatowi za WSZYSTKO. Z mojej wiedzy wynika, że zawsze dostaję od Wszechświata dokładnie to, co jest mi potrzebne na mojej ścieżce w mojej Podróży. I widzę, że tak się dzieje również z innymi, chociaż - widzę - nie wszyscy są tego świadomi. 

I jeszcze coś....

Z tego, co sobie przypomniałam (ale nikt nie musi w to wierzyć :-), w tak zwanym Punkcie Zero następuje otwarcie wszystkich ziemskich tak zwanych "portali". Wtedy myśl automatycznie staje się rzeczywistością, i nie ma tu oczekiwania na rezultaty swojego myślenia - kreowania, wszytko będzie działo się natychmiast……. dokładnie, tak jak zostało pomyślane.

W takim momencie następuje takie "zagęszczenie równoległych rzeczywistości", że aż trudno to sobie wyobrazić.

Na przykład:

Myśl o tym, że się dematerializujesz, będzie powodowała, że zaczniesz się dematerializować.

Myśl o ataku kosmitów będzie powodowała, że zobaczysz ten atak kosmitów.

Myśl o tym, że chcesz się bronić i mieć pistolet, będzie powodowała, że w ręku będzie pojawiał się pistolet.

Nasze myśli i emocje to też energia o danej częstotliwości. Każdy swoimi myślami w takim momencie stworzy "tu i teraz", natychmiast taką rzeczywistość, o jakiej będzie myślał.

Ludzi zaleje iluzja... To będzie coś w rodzaju potopu, ale ludzkich projekcji. To będzie moment POZORNEGO totalnego chaosu. 

I tak było za każdym razem w dziejach i historii Ziemi: wtedy następuje ZMIANA KODÓW w trakcie otwierania portali z powodu takich, a nie innych INTENCJI, bo intencja jest myślokształtem lub “obrazem”, który “zasysa” energię w takim momencie zgodnie z jej częstotliwościami. Stąd na Ziemi istniało wiele różnych cywilizacji, różnych bogów i różne systemy z patriarchalnym i matriarchalnym włącznie.

Tak się dzieje, ponieważ w takim momencie wszystkie ludzkie myśli są zasilane dodatkową kosmiczną energią.

Tak, jakby wszechświat w “Punkcie Zero” przekazał człowiekowi możliwość stania się “bogiem“, który nie tylko stwarza, ale jednocześnie doświadcza natychmiast swojej kreacji… I kojarzy mi się to raczej z możliwością uwolnienia tak zwanej karmy, z pełną wolnością woli… rzeczywiście wręcz niesamowitą… Dla jednych "wejście w Punkt Zero" może stać się pułapką, a dla innych momentem przejścia czyli czegoś, co trudno nawet sobie wyobrazić albo wręcz nie można sobie wyobrazić, ponieważ jest to NIEZNANE..

Od tego, jakie będą ludzkie myśli w TYM momencie, będzie zależało, co się stanie na Ziemi z ludzkością.

Chcecie to wierzcie, chcecie nie wierzcie i między bajki włóżcie. :-)
______________________

p.s. Ostatnio bardzo zarezonowały ze mną słowa Tadeusza Owsianko:

“Ja wiem, że jeśli ja się mylę, to przyjdzie taki moment, kiedy się o tym przekonam (…), więc czego ja mam się bać?” - z filmu, który wyżej przedstawiłam.

Dzielę się sobą, swoim doświadczeniem, swoimi "odkryciami", ale nikogo do niczego nie namawiam. I dziękuję za możliwość dzielenia się.

In lakesh a laken.


*) Kamienie na przykład w takich sytuacjach może nie są ratunkiem, ale mogą tworzyć "mentalną" grupę wsparcia. Są jak "kotwice" albo "sprzymierzeńcy". Zwłaszcza, jeśli mamy na przykład połączenie z kamykami na poziomie świadomości.