środa, 30 listopada 2011

Nauki i wiedza - czym są?

W każdej nauce (religii, kulturze) jest zawarta część Prawdy. W żadnej Całość. Wszystkie nauki „tutejsze” służą do utrzymania struktur tej czasoprzestrzeni lub im podobnych. Dlatego tak ważne jest indywidualne studiowanie istniejącej wiedzy-nauki. 

W notce o Wolnych Duszach napisałam:
Cytat w WIkipedii:
„Celem Jaźni jest własne urzeczywistnienie w procesie teleologicznym (celowościowym), ale w trakcie rozwoju jednostki elementem pośredniczącym na tej drodze jest wytworzenie „ja” ( czyli ego ). „
A co z odwrotnym procesem?
JAŹŃ pośredniczy między świadomością i nieświadomością – w tym jednym kierunku – ‘wcielania’. Ale nie rozumiem, dlaczego jest symbolem wiedzy? Chyba, że w ograniczonym jej obszarze, to tak. Jest wiedza związana z Materią i czasoprzestrzenią, ale jest też inna wiedza pochodząca z przestrzeni „bezczasu”. Więc gdzie jest wiedza, która jest symbolem Świadomości?


Nnka napisała, że Symbolem Wiedzy jest JAŹŃ. To ja pytam: jakiej wiedzy, skoro „JAŹŃ jest "Materią zaprogramowaną lub też zakodowaną"? Nnka pisze: ” Symbolem też owej Wiedzy jest Da’at (Materia może być świadoma bądż nie ale NIE JEST ŚWIADOMOŚCIĄ! ).”
No to pytam: co się stanie, jak odprogramujemy Materię? Uważasz, że musi się rozpaść?


Pewne nauki „nauczają”, że osiągniecie świadomości atmana jest niemożliwe w Materii. Te nauki są także wyznacznikiem pewnej koncepcji, struktury… Nie dają wiedzy o wolności czy ‘wyższej’ świadomości inaczej jak przez zanegowanie Materii. Stąd też biorą się nauki i koncepcje o UPADKACH na przykład. To trochę tak, jakby zanegować całe Dzieło Stworzenia… hmmm… Na podobnej zasadzie neguje się także światy „pozamaterialne”.

Jeśli muszę wybierać albo – albo, ciągle tkwię w dualizmie: albo po jednej stronie albo po drugiej. I bez względu na to, po której stronie jestem np.: „Światła” lub „Ciemności” albo „dobra” lub „zła”, zawsze uważam, że tu, gdzie jestem jest „racja” i „prawda”. Dlatego nie mogę wyjść poza (dusza jest przytrzymywana) i tkwię w kolejnych wcieleniach, a może nawet i cyklach w Matrixie ( w Materii). ‘Jestem’ do niego przytroczona „na wieki wieków amen”. Albo, jak już wychodzę, to pozostawiam Materię „z obrzydzeniem” znów „na wieki wieki amen”. A ponieważ nie mam szacunku do Dzieła Stworzenia i Całości, to znów „muszę” zejść w Materię...w kolejne cykle karmiczne.

Wiem, że gdy wzrasta „indywidualna” świadomość, przestajemy oceniać z poziomu własnego ego, a zaczynamy ‘widzieć’ – postrzegać rzeczy i sytuacje oraz tę część rzeczywistości (czasoprzestrzeni), do której się „przywiązaliśmy” – taką, jaka jest, w połączeniu z Całością – Jednią. Rozumiem, że wszystkie dusze tutaj wcielone mogą być ze sobą połączone na poziomie (świadomości) dźiwy czyli dusz wcielonych oraz na poziomie (świadomości) atmana – wolnych dusz. To zrozumienie pozwala na zmianę (poszerzenie) świadomości każdej dźiwy – duszy wcielonej i umożliwia zmianę percepcji aż do zbliżenia się do stanu (świadomości) ‘wcielonego’ atmana.

Wielu z nas wie, że śmierć fizyczna nie uwalnia nas od Materii. Ale Materia może istnieć bez względu na nasze przekonania i koncepcje. Gdyby z powierzchni Ziemi znikli wszyscy ludzie, ziemia mogłaby istnieć dalej. tak samo istnieją inne planety i inne słońca. A nawet Galaktyki. Czy galaktykę też stworzył jakiś bóg albo bogini? Nie utworzyli jej bogowie. Jest jakaś większa siła, która tworzy Materię.

Jestem nieskończoną smugą, „wyrywam kawałek” nieskończoności i nazywam: to jest korpuskuła, ciało, obiekt… To są koncepty – nazwane, uchwycone i zatrzymane dla danej czasoprzestrzeni.

Istnieje wiedza, która bez doświadczenia jest niczym. Nie każda wiedza jest potrzebna… gdy chcę się na przykład przypomnieć sobie i zrozumieć… siebie. W moim osobistym doświadczeniu jest tak, że gdy w sobie ‘na głębokim poziomie świadomości’ uwalniam się od dawnych przekonań i koncepcji, robi się miejsce na coraz większe przypomnienie i zrozumienie. Gdy zaczynam sobie przypominać siebie, to okazuje się, że nie jestem tym, kim kiedyś sobie wyobrażałam, że jestem, ani tym, z czym kiedyś się utożsamiałam.

Na przykład zakres wolności czy zakres świadomości zależy od tego, do jakiego rodzaju wiedzy mamy dostęp. Odpowiednia wiedza stale poszerza świadomość. Takie jest moje ‘doświadczenie'. Ale wiedza ta musi być zmienna w czasie, jeśli świadomość ma się poszerzać.

W KAbale i w ‘tamtejszym” Drzewie Życia też mi brakuje kilku elementów…

Przywrócone części pamięci...
Byłam rudowłosą młodą dziewczyną. Spłonęłam na stosie za przekonania. Najpierw jednak, zanim spłonęłam, byłam nieźle torturowana.
Byłam też zabita przez własnego ojca, ponieważ nie chciałam się podporządkować „prawu” według którego miałam wyjść za mąż za obcego mi mężczyznę, a pokochałam innego.
Byłam zabita przez kobietę, ponieważ nie chciałam się podporządkować „nowym” zasadom wprowadzanym przez mężczyzn, którzy świeżo objęli władzę. Ta stara kobieta popierała tamten ‘nowy’ porządek i spełniała ważną w nim funkcje.
Ale również jako mężczyzna zostałam pozbawiona „męskości”.
A także jako mężczyzna zostałam poćwiartowana w ofierze bogom.
Byłam też kobietą, która uratowała się z tonącego statku. Dopłynęłam do jakiejś wyspy. Ale tam pojawili się mężczyźni – strażnicy. Było ich czterech. I powiedzieli, że pozwolą mi dołączyć do społeczności żyjącej na wyspie, jeśli się im oddam – pozwolę wykorzystać seksualnie. Wtedy wybrałam życie.
Sporo tego było…
Nie mówiąc już o innych światach; też trochę pamiętam.
Te doświadczenia jednak były mi potrzebne. Żebym mogła zrozumieć...
Jednak szanuję te wszystkie doświadczenia. I już nie nazywam je ‘złymi’.
Oczyściłam te karmiczne powiązania. Inne również. 

Póki tkwiłam po uszy w dualizmie, nic się nie zmieniało; cierpiałam, a zwłaszcza z powodu wojen, zabijania, zmuszania jednych do wykonywania poleceń, pomysłów, programów wymyślonych przez drugich: panowie i poddani, kaci i ofiary, czasem wymiennie, bo to kwestia względnego czasu i karmy. Kiedy zaczęłam rozumieć te mechanizmy, kiedy zaczęłam wybaczać i obdarzać wszystkie części Całości miłością i zrozumieniem, zmieniła mi się perspektywa, percepcja i świadomość tego, co "tu", w tej czasoprzestrzeni, w tym świecie się zadziewa.

Nnka podsumowała moje wypowiedzi:
"Mozesz sobie to korygować jesli uwazasz ze opisałas cos innego niz Akasze...
Czyli dowiedziałam się od Nnki, że to co opisałam, to Akasza.
A tutaj link do postu:
Kronika Akashy i „fruwające” Kryształy – gruszki na wierzbie. 

poniedziałek, 28 listopada 2011

CYKLE CZASOPRZESTRZENNE I ŚWIADOMOŚĆ



Istnieją różne cykle czasoprzestrzenne. Trzy podstawowe to:

1. po okręgu czyli w tej samej przestrzeni i stałym cyklu czasowym. To ten cykl z symbolem węża zjadającego swój ogon. Ten cykl w pewnym sensie zatrzymuje możliwość ewolucji, zwłaszcza duchowej. W tym cyklu co najwyżej upadają cywilizacje i powstają następne jako „udoskonalane” wersje tych starych.

2. po helisie czyli w zmiennej przestrzeni, ale w tych samych cyklach czasowych. W tym przypadku, gdy wracamy do umownego „punktu zero” znajdującego się w adekwatnym (pionowo) punkcie na kolejnych zwojach helisy, możemy pójść dalej („wyżej”) lub spaść do „przeszłości”. Gdy następuje sprzężenie czasu i połączenie się z przeszłością, może stać się niemożliwe wyjście z cyklu 1. – po okręgu. Wąż wciąż zjada swój własny ogon. Każde takie cofnięcie się powoduję rozrywanie i ściąganie struktury poprzez „upadek” do danej czasoprzestrzeni, o danym „stanie świadomości” – np. powrót do starożytnego Egiptu. Czy można w takim przypadku mówić o jakiejkolwiek ewolucji?

3. po spirali (stożkowej) czyli w zmiennej przestrzeni i zmieniającym się czasie. Dojście do punktu wierzchołkowego pozwala na połączenie światów i przechodzenie tunelami w „czasie zerowym”.

Część 2. cyklu - po helisie można opisać na walcu. Pełny cykl po helisie można opisać na torusie (poprzecznie).
Część 3. cyklu - spiralnego można opisać na stożku. Pełny cykl spiralny można opisać na torusie ( poziomo).


Cykle te powiązane są także z podróżami cząstek ŚWIADOMOŚCI.
Świadomość… Co to takiego?

Każdy z nas ma swoją własną „płaszczyznę postrzegania rzeczywistości”. Kiedy umysł jest skupiony na racjonalnym pojmowaniu rzeczywistości postrzega tylko i wyłącznie świat, który nazywamy światem fizycznym. Kto wierzy w istnienie licznych niefizycznych światów, niezwykłej rzeczywistości? Tylko szaleńcy i wariaci? Może rzeczywiście, żeby być bardziej świadomym, trzeba być choć trochę „szalonym”.

Każdy z nas widzi inaczej. Kilka osób jest w stanie opisać jedno zdarzenie tak, że odnosimy wrażenie, iż nie mogło to być jedno i to samo zdarzenie. Każda z tych osób „patrzy” na takie zdarzenie i wierzy, że widzi je w „prawdziwym świetle.” Czyż nie jesteśmy w takim patrzeniu mistrzami szaleństwa i wariactwa? Jesteśmy nieświadomi tego, że patrzymy przez filtry naszych programów i przekonań.

Wszyscy mogą widzieć rzeczy i sytuacje takimi, jakie one są w rzeczywistości, a nie zniekształcone przez filtry naszych przekonań i ocen. Wszyscy mogą „widzieć” inne światy niefizyczne... Ale nie wiadomo, dlaczego często ludzie decydują się, by nie pamiętać tego, co widzą. Pamiętają wyłącznie to, co chcą „widzieć” poprzez własne ego.

Jesteśmy "stworzeniami obdarowanymi świadomością"albo raczej jesteśmy cząstkami ŚWIADOMOŚCI… Odbywamy podróż świadomości. Ale mamy programy, które nas odcinają od świadomego istnienia. Dlatego wpadamy w różne pułapki i kręcimy się jak na karuzeli, choć wydaje nam się, że płyniemy z prądem. Dopiero po zejściu z karuzeli możemy kontynuować naszą ewolucyjną podróż świadomości. Tylko że… boimy się zeskoczyć z pędzącej karuzeli i zazwyczaj nie mamy pomysłu, jak ją zatrzymać. Nie wierzymy w swoje umiejętności. Dlatego staliśmy się istotami, które prawie nic o sobie nie wiedzą, prócz tego, co wynika z naszych przekonań. A mamy nieprawdopodobne możliwości. Poznając siebie, poznajemy te możliwości i wtedy możemy zacząć z nich korzystać – ze wspaniałych talentów i darów, które znajdują się w naszym zasięgu. Żeby po nie sięgnąć, potrzebujemy tylko… rozpoznać je czyli uświadomić sobie ten fakt, po czym podjąć decyzję zmiany i zacząć działać realizując podjętą decyzję.

Takie widzenie prowadzi do wolności. Ponad wszystkim jest wolność, która umożliwia bezpośrednie podążanie za czymś, co jest… Wyższą Jaźnią czy też Wielkim Duchem, Pramacierzą, Absolutem (- każdy może nazwać to COŚ, jak chce) w miłości z całym kosmosem i wszechświatem. Jeśli jesteśmy zależni, jesteśmy słabi, gdy jesteśmy niezależni, jesteśmy silni i pełni mocy. I pełni wszechogarniającej miłości, która jest tym samym, co zrozumienie i akceptacja różnorodności. To znaczy, że do pełnej realizacji i odzyskania mocy potrzebujemy niezależności. Od przekonań, przyzwyczajeń, schematów działania… wszelkich programów, które nam to uniemożliwiają. Wolność to nie anarchia. Dzięki wolności możemy działać świadomie, z zaangażowaniem, z radością realizowania wspaniałego twórczego dzieła.

podróże świadomości i możliwości łączenia świadomości:

1.


2.
Gdy następuje śmierć danej formy, śmierć staje się bramą do innej formy (powtórzenie w tym samym zakresie: człowiek, roślina itp. lub przejście do innej formy) następuje zmiana formy.

Doświadczenia danej formy fizycznej niejako stymulują świadomość do zmian stanów, nawet w poszczególnych formach. Gdy świadomość osiąga punkt centralny – „świętego centrum”, czas się zatrzymuje. Wówczas świadomość ekspandować może w całą przestrzeń poza czasem albo w inne obszary różnych czasoprzestrzeni. (światów równoległych).

Jest możliwa empatia człowieka w odniesienia np.do stanów świadomości psa. Myślisz, że nie można z siebie zedrzeć swojej skóry i przynależeć do tego oto gatunku, bo nie stanę się psem, nie osiągnę świadomości psa? Może to Cię trochę ubawi, ale moja świadomość może wykraczać poza formę mojego bytu. Miałam doświadczenia połączenia ze świadomością innych bytów... np. czarnej pantery. Ale nie wiem, czy zmieniłam się w czarną panterę czy nie. ;-D Było to na poziomie „odczuwania” bardziej, chociaż fizycznie miałam świadomość, że poruszałam się przez moment jak czarna pantera. "Latałam" po ogrodzie i czułam, że poruszam się jak pantera. Po prostu swoboda ruchu w porównaniu do tego, jaki wykonuję "normalnie" jako człowiek była niesamowita i całkiem "nowa". Ktoś może powiedzieć, że zwariowałam :-) Ha, ha, ha... Jestem świadoma, że to było doświadczenie... coś jak OOBE wyjścia ze swojego ciała i "wejście" w inne. Ale normalnie funkcjonuję w społeczeństwie, wykonuję pracę i jestem - powiedzmy - "szanowana" i nikt się nie domyśliłby nawet, że miałam takie doświadczenia w swoim życiu. Ale są tacy ludzie, z którymi można się dzielić takimi doświadczeniami i którzy uwarzają tego typu doświadczenia za coś całkiem naturalnego ;-)

Takie stanowisko oznacza, że świadomość anioła, świadomość owcy (barana) i świadomość ludzka to ten sam rodzaj "bytu" czy "substancji energetycznej". Takim "bytem" czy "substancją energetyczną" pośredniczącą między świadomościami tych dwóch "rodzajów" istot: anioła i człowieka może być eter - umieszczony w centrum diagramu, ale także jest to "substancja świadomości", więc "wypełnia" także każdą z form. Na tym poziomie oddziaływanie (połączenie) różnych "zakresów" świadomości będzie możliwe.

Jak widać, podróże cząstek świadomości mogą odbywać się w cyklach po okręgu, po helisie, a także po helisie spiralnej...

Mamy cykl w formie: okręgu ("Dzień świstaka"), ale istnieje też cykl w formie helisy (wszystko podobne, chociaż trochę inne) oraz cykl po "spirali stożkowej"- coś jak wir (szczyt stożka jest bramą łączącą różne światy) - "świętego centrum" pomiędzy światami. To "święte centrum pozwala na "skok kwantowy" - poprzez "PUNKT ZERO" świadomość przemieszcza się lub ekspanduje w PRZESTRZENI poza CZASem.
_____________________

p.s. Kręgi świadomości planetarnych w Układzie Słonecznym:


_____________________

TRZYNASTKA



1. Trzynaście czaszek kryształowych według mnie symbolizuje 13. Istot Kryształowych albowiem były, istniały, a może i istnieją Istoty Kryształowe (kobiety?). Czaszki były "zapisem" tych „wzorców myślowych” i idei (chyba bogiń albo bogini) z rzeczywistości wielowymiarowych spoza czaso-przestrzeni ( czyli z bezczasu). W rzeczy samej te kryształowe czaszki to przede wszystkim SYMBOLE ŚWIADOMOŚCI.

2. Strażniczkami WIEDZY (co jest obecnie zapomniane) Kryształowych Czaszek były kobiety. A tak naprawdę nie chodziło tu o kryształowe czaszki, lecz o wiedzę pochodzącą od Kryształowych Kobiet lub Kryształowych Istot. Kryształowe czaszki, te materialne, to symbol tej wiedzy. Tę wizję potwierdza legenda ludu Cherokee, który Liviaether zamieściła u siebie. Oto fragment tej legendy:

„Są to nieskazitelnie doskonałe kryształowe czaszki. Mają ruchome żuchwy, podobnie jak w naszych czaszkach, dlatego mówimy o nich „śpiewające czaszki” [w innych tradycjach pojawia się KATCHINA - śpiewająca lub opowiadająca uzdrowicielka], a ich zestaw nosi nazwę „Arki Osiriaconwiya”. (…) Wiedzę czaszek starszyzna wykorzystała do stworzenia wiedzy tajemnej, szkoły tajemnic mądrości i tajnych stowarzyszeń medycznych. Potem zaczęto szerzyć te informacje. Przybyły one do nas mniej więcej 750 tysięcy lat temu, a zaczęto je propagować na Babce Ziemi 250-300 tysięcy lat temu. Aby wspomóc ten proces, stworzono na Ziemi inne czaszki , lecz choć były naturalnej wielkości, ich żuchwy pozostały nieruchome. Jest ich wiele, noszą nazwę „mówiących czaszek” w odróżnieniu od „śpiewających czaszek” głównej ARKI, które zawierają wiedzę wszystkich dwunastu światów, a także naszego.””

3. Nie wiem jeszcze, dlaczego później Strażnikami kryształowych czaszek (także wiedzy) zostali mężczyźni. Coś pamiętam, ale jeszcze przez mgłę.

4. Trzynasta Kryształowa Czaszka - żywa Strażniczka? nadal jest ukryta. Nikt nie ma do niej dostępu. Niektórzy twierdzą, że została zabrana z Ziemi. Podobno jest zbyt potężna, aby mogła pozostawać pod opieką Ziemian. 

5. Obecne ceremonie 13. Kryształowych Czaszek (materialnych), jeśli jakieś są, to tylko namiastki ceremonii Śpiewających Kryształowych Czaszek (tych z "ruchomymi żuchwami") 

Ta trzynasta Kryształowa Czaszka reprezentuje świadomość pierwszej STWÓRCZYNI – Świadomości PRAMATKI? Jest portalem świadomości. Gdy pojawi się trzynasta Kryształowa Czaszka, zaktywizuje wszystkie dwanaście, które zaczną ze sobą rezonować, połączą się… Przetworzą doświadczenie i będą mogły przejść na inny poziom Świadomości...

6. Wiedza ta została ukryta na okres rozwoju, rozkwitu aż do upadku "cywilizacji yang" prowadzonej przez Bractwa - mężczyzn jako przewodników duchowych (Białe Bractwa). Taki był plan i według mnie był to okres nie ewolucji, lecz inwolucji – zstępowania Dusz, Ducha, Bogiń oraz Bogów w materię … coraz bardziej zagęszczoną.



7. W centrum kalendarza Majów jest obraz czaszki symbolizującej przejście do strefy bezczasu poprzez „punkt zerowy”. Znajduje się on w "świętym centrum" na szczycie, wierzchołku piramidy o podstawie okręgu, a nie piramidy o podstawie kwadratu.  Punkt ZERO.

wtorek, 22 listopada 2011

ROZBITE LUSTRO


Jedna z bajek o rozbitym lustrze jest taka,


że było sobie kryształowe lustro tworzące idealną całość. Ale pewnego dnia rozpadło się na nieprawdopodobnie wiele kawałków różnej wielkości i kształtów - maleńkie lustereczka o różnych kształtach... Te wszystkie kawałeczki poustawiały się względem źródła światła pod innym kątem i stąd wzięły się na przykład zróżnicowane kolory tych kawałków.



I myślą sobie niektóre kawałki, że jak się pogrupują kolorami, to utworzą całość.


Inne kawałki ustawiają się i grupują ze względu na podobieństwa kształtu i też mają nadzieję, że wspólnie utworzą harmonijną, idealną całość.


Jeszcze inne szukają innych podobieństw, na przykład wielkości powierzchni albo takich części granic swoich powierzchni, które pasują do siebie.


W zasadzie prawie wszystkie z nich szukają wśród siebie takich podobieństw, które mogłyby je jakoś uporządkować i połączyć w jak największą całość. Pomysłów na usystematyzowanie układanek jest doprawdy sporo.


Ha, ha, nic podobnego. Systematyzowanie takie wcale im nie pomaga. Lecz wciąż miesza szyki kawałkom, które chciałyby utworzyć idealną całość. A wyjście jest proste. Trzeba pozbierać i ułożyć ze sobą wszystkie kawałki jak puzzle, by lustro mogło się połączyć na powrót i utworzyć idealną całość :-)


W idealnym kryształowym lustrze nie może się przejrzeć żaden z kawałków, ponieważ idealne lustro istnieje tylko wówczas, gdy wszystkie jego kawałki idealnie pasują do siebie i wszystkie współtworzą idealne lustro. Kryształowe Lustro bez choćby jednego najmniejszego kawałka nie jest już lustrem tworzącym całość, lecz lustrem rozbitym, a więc podzielonym.


Kawałki mogą przeglądać się w sobie nawzajem, a wtedy widzą jakąś część siebie. Kawałki mogą się nawet grupować i przeglądać w innych zbiorach kawałków, lecz nigdy nie mogą przejrzeć się w całości. Ale każdy kawałek może obejrzeć Kryształowe Lustro... w sobie


To dlatego kiedyś całość postanowiła rozpaść się. By mogła chociaż w częściach samą siebie oglądać… :-)


Analogicznie jest z prawdą... Prawda jest jedna i istnieje jako całość. Indywidualne, a nawet grupowe kawałki prawdy podobnie jak kawałki lustra są tylko częściami całości, dlatego już nie są całą prawdą... 


Może adekwatnie byłoby nazywać je 'prawdusiami'?


Dlatego też kłamstwami zwykliśmy nazywać kawałki prawdy, które nie są identyczne z "moimi" lub "naszymi" cząstkami prawdy, podobnie jak kawałki kryształowego lustra różnią się między sobą kolorem, kształtem czy wielkością. I są tylko cząstkami całego Lustra.

ciąg dalszy:

http://tonalinagual.blogspot.com/2012/05/zadymione-lustro.html

http://tonalinagual.blogspot.com/2013/03/zadymione-rozbite-lustro_31.html

http://tonalinagual.blogspot.com/2013/07/przegladajac-sie-w-lustrze-albo-w-jego.html


dodane 30.kwietnia 2014:

Lustro, które jest całością jest jak… pustka, jak… nicość. Światło nie ma w czym się odbić ani na czym „zaczepić”, ani nie ma czego rozświetlić… Ono jest. Istnieje jako nieprzejawione, niewidzialne… jak Wielka Tajemnica, która musi zostać odkryta, by ono mogło zabłysnąć. Choć przecież ono jest także zawsze i nieprzejawione i przejawione, niewidzialne i widzialne. Jednocześnie… Ach...

sobota, 5 listopada 2011

BOGOWIE Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA czyli NOWA CZY STARA PIEŚŃ ZIEMI?



Jest już tyle przekazów od różnych Istot z kosmosu, że trudno się w tym wszystkim połapać. Prawie wszyscy twierdzą, że przybywają na pomoc ludzkości w tym trudnym czasie przemian na Ziemi. Apelują, odwołują się, namawiają, nawołują, radzą, przewodzą, organizują... tekstami channelingów, przekazów, przepowiedni... Jedni ostrzegają ludzi przed drugimi, jeszcze inni przed samymi sobą... Inni chcą otwierać portale, uwalniać ludzkie dusze? Uwalniać…? Być może… 

Kim są te wszystkie istoty? Obcy? My sami z przyszłości? Ci, którzy nas stworzyli? Nasi bogowie? Anioły? Posłańcy boscy? 

Plejadianie, Orionici, Anunnaki, Nibirianie, Arianie, Kasjopejanie, Syrianie, Andromedanie ... Bogowie, Anioły, Archanioły, Hathorzy, Ra, Enki/Ptahy, Jahwe, Samuele, Jezusy, Melchizedecy, Hatorrowie, Zeta Reticulli, Strażnicy Ziemi, Saint Germany... Matki Boskie, Marie Magdaleny, Białe Bractwa, Wielkie Uniwersalne Bractwa, Najwyższe Rady Bogów i... (przepraszam, jeśli kogoś pominęłam).

Bogowie, Anioły czy Obcy, (a może inni My Sami?) przybędą na Ziemię, by ratować ludzkość... Przed czym? Przed kim? Przed innymi obcymi czy przed nami samymi? 


Może być tak, że Anunnaki ostrzegają przed Nibirianami, Nibirianie przed Orionitami, a Orionici przed Syrianami. Syrianie przed Plejadianami, a Plejadianie przed Annunakami… Albo jeszcze inaczej, jednak w ogólnym rozrachunku – kto przed kim, nie ma większego znaczenia. Każdy człowiek wybiera zgodnie ze swoją „umownie wolną wolą” (jak pięknie to określił Przenikanie), którego boga lub "boga" będzie zasilał. Analogicznie... trochę jak z wybieraniem korporacji, które ze sobą konkurują. Ale te korporacje mogą spróbować jeszcze nawiązać współpracę ze sobą, na przykład w formie „Najwyższej Rady Bogów” lub "Unii Bogów Wszechgalaktycznych".


„Jak na górze, tak i na dole”?


Rozumiem, że różni ludzie chcą utrzymać swoje wpływy na Ziemi z sobie wiadomych powodów. I mówią, że to "nie oni tak chcą", ale ich bóg. Rozumiem również, że wygląda na to, że interesy tych bogów mogą być różne. Ale owi bogowie także uczestniczą w tej "ewolucji kosmicznej". Właśnie poprzez ludzkość. Możliwe, że w powstrzymywaniu ICH ewolucji mają swój udział te części ludzkości (a przede wszystkim jednostki oczywiście), które zasilają tych bogów swoją energią i swoją "umownie wolną wolą" wierząc w to, co ktoś wymyślił wyśnił wcześniej na temat tego albo innego boga, a inny ktoś udoskonalił.


Czy rzeczywiście ludzie są świadomi, kogo i co – jakie systemy, wzorce zasilają swoimi przekonaniami? Jeśli chcą być prowadzeni przez Mędrców i nauczycieli lub "wyższe istoty”, to przyjmą od nich wszystko za ‘najprawdziwszą prawdę’, za którą będą podążać? Niektórzy są tak "rozwinięci duchowo", co w zasadzie znaczy "zaślepieni" w swoich przewodników duchowych, że mogą nawet oddać życie za „swoje” przekonania. Poprzez uwielbienie (adorację) albo nienawiść - w każdym razie chodzi o PRZYWIĄZANIE DO PRZEKONANIA zasilamy i utrzymujemy te stare, wciąż "udoskonalane" systemy i powstrzymujemy PRZEPŁYW oraz ewolucję nie tylko na Ziemi. Pułapki duchowe istnieją tak samo, jak te „matrixowe”. W zależności od preferencji i jedne i drugie mogą być niezwykle atrakcyjne. 


Ktoś w pewnym momencie w dziejach ludzkości dokonał (bardzo inteligentnego) oszustwa nazywając uwielbienie i adorację miłością ograniczając w ten sposób znaczenie miłości i znalazł wspaniałe narzędzie do manipulowania ludzką energią. Ci "bogowie" za wszelką cenę chcą utrzymać systemy, które stworzyli i boją się - być może tak samo, jak ich „wyznawcy” - skoro wciąż tkwią w dualizmie przeciwieństw. Tak, to trudna lekcja…

Inni bogowie spoza Ziemi oraz "bogowie ziemscy", co to wszystko wiedzą najlepiej, marzą o przejęciu coraz większej władzy. A jeszcze inni o zdobyciu władzy, której nigdy nie mieli. Dlatego niektórzy za wszelką cenę chcą kontynuować stare gry bawiąc się ich „ulepszaniem” i modyfikowaniem ich… jednak pozostawiając zasadnicze reguły gier bez zmian. Są jeszcze inni, co chcą kontynuować te gry, tylko że… z zamianą ról. Do tej pory byli "ofiarami", ale w następnym "rozdaniu" będą u władzy i oni będą narzucać swoje doskonałe wizje i idee… Jednak jedni i drudzy uczestniczą w procesie „ulepszania”, a przede wszystkim utrzymywania starych gier. Część z nich boi się zakończyć te gry. Podobnie pewna część ludzi boi się tego „przejściowego okresu”, a niektórzy do tego stopnia, że nawet nie dopuszczają do siebie żadnych informacji na ten temat albo zaczynają popadać w „depresję”, tragiczne użalanie się nad sobą  oraz pogłębianie i udoskonalanie roli ofiary lub kata. No i zaczną nam zaraz wariować.


To wszystko odbywa się na różnych poziomach, w tym boskich i ludzkich…


Na pewnym poziomie nie ma możliwości zaistnienia wszystkich "bogów" (nie mówiąc już o "boginiach") w harmonijnym współistnieniu. Tak samo jest z ludzkością. Znów: „jak na górze, tak i na dole”? Ale oczywiście są różne poziomy postrzegania…

Kolejny ewolucyjny etap to  o ś w i e c e n i e… widzę, że nie ma kłamstw. Tylko WSZYSTKO jest Prawdą, najprawdziwszą Prawdą… tyle że… jest ona porozbijana i porozsypywana na drobne kawałeczki. I wówczas już nie jest Prawdą, bo Prawda jest tylko Całością; A CAŁOŚĆ to wszystkie rozsypane puzzle poukładane ze sobą w harmonijnym współbrzmieniu.


A prawda czyli wypływająca z indywidualnego postrzegania cząstka Prawdy może stać się kłamstwem, gdy jakaś jedna indywidualna cząstka Prawdy stając do konfrontacji z inną, uzna tę inną prawdę za „sprzeczną” z samą sobą i wtedy nazywa ją kłamstwem.


Jakiś czas temu odkryłam, że w całym kosmosie istnieje całkowita harmonia. Jedynie „lokalnie” występują mniejsze lub większe zaburzenia… Owa lokalność jest bardzo szerokim pojęciem zależnym od skali rozpatrywanego/obserwowanego zjawiska i... percepcji. Ale dam przykład „życiowy”: gdy moja (nasza) uwaga skupiona jest wyłącznie na małych fragmentach rzeczywistości (sytuacji, relacji, interesach), to nie jestem (nie jesteśmy) w stanie dostrzec tej harmonii.





Początek września tego roku... tę wizję miałam, kiedy siedziałam w nocy na ziemi z bosymi stopami. Kilkanaście metrów ode mnie było ognisko, ale potrzebowałam być sama. Medytowałam. Ktoś z przyjaciół wówczas podszedł do mnie i zapytał, czy przynieść mi skarpetki, bo noc była dosyć chłodna. Ale podziękowałam i odmówiłam, ponieważ wiedziałam, że jeśli bym założyła wówczas skarpetki, to straciłabym to głębokie połączenie z Ziemią, jakie miałam. Odniosłam wrażenie jakby znikło moje ciało. Co ciekawe, widziałam światło kolorowych punkcików korali na szyi, które sama "utkałam" i niektóre wzory z muszelek na mojej tybetańskiej spódnicy... Reszta ciemność. Te wzory drgały z pewną częstotliwością i zamieniły się w drgające niteczki. Moja świadomość podążyła za tymi niteczkami. "Widziałam", a może bardziej czułam - na prawdę to trudno opisać - że Ziemia miała mocną i piękną energię. Czułam te drgania i wiedziałam, że Ziemia jest połączona ze Słońcem i że współbrzmią ze sobą w pełnej harmonii. I że te wibracje łączą też planety ze sobą, a może nawet całą galaktykę... Czułam te wibracje i widziałam jak wiry, widziałam wiele wirów, które współbrzmiały w coraz większej harmonii.. Miałam odczucie, jakby to był jakiś początek kosmicznego (twórczego) aktu (?) Wiedziałam, że Ziemia jest gotowa na całkiem nowe pieśni, że czeka, by je zacząć śpiewać… Czy komuś zależy, żeby te nowe pieśni się nie przejawiły, by wciąż brzmiały stare?


To pytanie już jest mało istotne. Tamto moje pytanie nie ma już znaczenia. Bo poczułam wówczas, takie dźwięki i takie wibracje, jakich wcześniej nigdy jeszcze nie czułam. I zaczęłam wydawać z siebie te dźwięki i widziałam ich energie i drgania, chociaż czułam siebie, ale tak, jakbym znikła, jakbym sama stała się tą wibracją.








środa, 2 listopada 2011

KUNDALINI ZIEMII CORAZ BARDZIEJ AKTYWNA


Nnka na swoim blogu

http://nnka.wordpress.com/2011/11/01/wielkie-misterium-ostrzezenie/
napisała:

"Pobudzona Energia Ziemi wznosząc się gwałtownie (również w naszych organizmach) nie omija po drodze blokad, lecz w nie uderza. Blokady to miejsca zastoju energii spowodowane często nieprzepracowanymi lekcjami w sposób świadomy. Mówiąc prościej uderza w to co może być wyparte i zapomniane przez człowieka (poczucie krzywdy, poczucie winy) Ponieważ, ta płaszczyzna powinna być regulowana ewolucyjne w rytmie indywidualnym, tego typu pobudzenie może spowodować, iż ludzie „niegotowi” będą doświadczać odmiennych stanów świadomości. Łączy się to również ze stanami depresji i agresji, co w efekcie może doprowadzić do zamieszek oraz z wizjami, symptomami opętania i chorobami psychicznymi, bo to co otrzymujemy przerasta naszą możliwość zrozumienia. (...)Zapraszam do współpracy wszystkich, którzy znają zagadnienie samoistnego pobudzenia kundalini- Energii Ziemi od strony praktycznej (!), aby przekazać informacje jak należy sobie radzić w chwili jej uaktywnienia".


A oto moja odpowiedź:

Rzeczywiście energia Ziemi „Kundalini” już została uaktywniona.


Niektórzy twierdzą, że: „Seksualność kluczem do uaktywnienia energii kundalini” oraz, że seksualność jest sposobem na poradzenie sobie z energią kundalini. Najlepsza ponoć jest tantra i kundalini joga.


Są tacy, którzy zalecają na różnych wykładach i warsztatach uprawianie seksu. Ale - według mojej wiedzy - oczywiście w ten sposób energia kundalini zostaje bardzo często zatrzymana na drugiej czakrze twórczości, w której potencjale energia seksualna stanowi zaledwie maleńki procent.


Docierają do mnie od znajomych różne informacje, z których wygląda, że:


Niektórzy nagminnie zaczęli uprawiać tantrę, a „mistrzowie” mężczyźni uprawiają seks z kilkoma „klientkami” w ciągu tygodnia. (Doładowują się sami i swoje ego całkiem nieźle przy okazji). Niektórzy nagle się otwierają, bo „kochają wszystkich” i zaczynają zakochiwać się i zmieniać partnerki/partnerów twierdząc, że „kochają wszystkich”.


Ale przecież ta energia pojawia się spontanicznie. Może nas zastać w takich sytuacjach, że nie będzie partnera/partnerki. Co wtedy? Wszyscy zaczną się kopulować ze wszystkimi? Sodoma i Gomora? To już podobno było.


Sama stosowałam na początku jedną metodę i dzieliłam się nią z tymi, którzy zaniepokojeni byli nowymi doznaniami w ciele. 

Oto – dla mnie skuteczna metoda, więc być może dla innych będzie także:



Gdy przychodzi „fala” mocnej energii, po prostu pozwalam, żeby przechodziła przez moje ciało, ale ponieważ nie jest to zbyt przyjemne ani łatwe, pomagam ciałom (wszystkim poziomom) w ten sposób, że wzmacniam to drżenie. Trzęsę się. Na leżąco lub na stojąco. Coś jak „świadomy atak padaczki”. Czasem zamienia się to w taniec -”dziki taniec”, innym razem w wydawanie dziwnych dźwięków lub śpiewanie pieśni. Ważne jest przyzwolenie na proces i przejście go w sposób świadomy. Można też sięgnąć po jakiś instrument: grzechotka, bęben, harmonijka…

Robiłam tak przez kilka miesięcy. Teraz jestem już dużo bardziej odporna. Kiedy przychodzi "fala", potrafię skupić tę energię w czakrze (czaszy) serca. Potem kieruję ją do czakry podstawy i przenosiłam przez kolejne czakry do czakry korony. 


Kolejny etap to przyjęcie energii do centrum i rozpromieniowanie jej w ciało i poza ciało.

Obecnie robię ćwiczenie – medytację „doładowywania baterii” i harmonizowania pola energetycznego. To ćwiczenie pozwala  na przenikanie do naszego pola kosmicznej świadomości. W rezultacie powoli kosmiczna energia wypełnia to pole i wspiera poszerzanie naszej świadomości. 
Dołączyłam rysunek wykonany naprędce - znajdujący się na początku notki.

Najpierw przez punkt zwany "czakrą korony" czyli przez czubek głowy przyjmuję energię płynącą po nitce - cienkim strumieniu - połączoną ze „Źródłem – Centrum Wszechświata”. Energia przepływa przez kręgosłup w dół, do "czakry podstawy" - punkt przy końcu kręgosłupa . W ten sposób napełnia się ciało energią. Część tej energii wysyłam do środka Ziemi – „Serca Ziemi”, a część jak fontanna odwrócona – tworząca kształt sferyczny, płynąca z dołu do góry – otacza moje ciało (jak wielki torus) i z powrotem energia zbiega się na czubku głowy i przepływa przez ciało z góry na dół. W ten sposób tworzy się obieg energii jak w baterii.

Drugi etap jest taki sam, tylko przez stopy, gdy stoję albo przez "czakrę podstawy" - punkt przy końcu kręgosłupa, gdy siedzę, przyjmuję 
płynącą z „Serca Ziemi, płynącą po nitce energię - jak cienki strumień. Przepływa ona przez kręgosłup w górę, aż do czubka głowy. Część tej energii wysyłam do Źródła- Centrum (Serca) Wszechświata, a część jak fontanna opływa moje ciało i zbiega się na powrót w "czakrze podstawy" i znów przepływa 

przez ciało z dołu do góry.

A tu rysunek, który znalazłam w internecie: 



To torus z zamkniętym przepływem. Tu trzeba by dorysować: dwa strumienie energii do i z... góry łączące z Sercem Galaktyki i  Wszechświata (na górze) oraz z Sercem Ziemi (na dole). Ponieważ na tym obrazku nie ma przepływu, pole jest zamknięte.


To rysunek torusa, w którym przepływ energii jest otwarty:

Ale on mógłby przy wydechu przekształcać się w sferę i kulę wypełnianą energią kosmiczną z intencją poszerzania świadomości (na całe pole). 

Swoją drogą dziwne, że większość rysunków torusa w internecie to torusy zamknięte, bez przepływu i połączenia z całym kosmosem… Jak na przykład na tym obrazku:


Ale już na tym, przepływ jest udrożniony:



Dopóki nie skupimy energii w Sercu, torus pozostanie zamknięty. Gdy energia przepływa przez kolejne "czakry", a jako centrum świadomości wyznaczymy serce, wówczas energia zacznie przepływać coraz swobodniej przez nasze całe ciało.

Trzeci etap to jednoczesny przepływ w obu kierunkach energii i skupienie świadomości właśnie na SERCU… I wyobrażenie sobie promieniowania tej energii z serca na całe ciało i wypełnienia nią całego naszego pola...


Obraz Alexa Greya:



Wszyscy w swoich ciałach mają (mamy; mieliśmy) zapis traum nie tylko z tego życia, ale także z poprzednich wcieleń – taka „karma” – czasem się mówi i nic z tym się nie robi…  Właśnie w trakcie jednej z głębokich medytacji widziałam i czułam, że pole kundalini Ziemi zostało już „pobudzone” - to już od jakiegoś czasu działa. Tylko siła oddziaływania na razie nie jest tak duża i tak intensywna, jak będzie wkrótce. Jednak powoli (względnie całkiem) narasta. No chyba, że to nie jest energia kundalini, lecz jakaś inna.



Obecnie część ludzi pracuje nad tworzeniem pewnej „siatki energetycznej” wokół Ziemi, a „siatka” ta nie ma wiele wspólnego z energią kundalini Ziemi. „Siatka” być może ma za zadanie utrzymania tej energii kundalini na Ziemi – czyżby miała być pułapką dla przepływu tej energii? 

p.s.
Praktykę tę można zacząć od "drugiego etapu" czyli przepływu energii z dołu do góry. Po prostu można zmienić kolejność przepływu w zależności od preferencji i potrzeb.

Pisałam także o nachodzących na siebie torusach jako… konstrukcjach - strukturach UMYSŁU. Bez przepływu UMYSŁ zamyka się w takiej strukturze tworząc wzmocnioną sieć dla EGO.


dodane 4.04.2014

A ta piękna animacja torusa:


kojarzy mi się z uproszczoną strukturą galaktyk: widzę w niej także strukturę galaktyk (Umysłu Uniwersalnego?). A także atomów. Mamy tu coś jak jedną helisę w toroidalnej strukturze. Wokół niej jeszcze można wyobrazić sobie kolejne - umieszczone prostopadle, a wokół nich kolejne… całe wężowisko :-) Jak tu:

i wszystko w ruchu…
A jeszcze i przez centrum galaktyki i atomu przepływa przecież energia… jak tu:


Od momentu, kiedy opublikowałam tę notkę pojawiło się zdecydowanie więcej rysunków, grafik, a nawet animacji torusów…



Sploty torusowe:



i węzły

http://mathworld.wolfram.com/images/eps-gif/TorusKnot_850.gif


I sploty… DNA?


http://lcvmwww.epfl.ch/dna_teaching/course_files/from_stasiak/stasiak_17_web.jpg

wtorek, 1 listopada 2011

POWRÓT Z MATRIXA DO DOMU



Kiedy byłam dzieckiem przeżyłam doświadczenie, które było zachwycające, lecz którego sens zaczęłam rozumieć po wielu, wielu latach. Pisałam o tym już kiedyś. Siedziałam sama w domu przy świeczce. I nie wiem jakim cudem wyleciałam ze swojego ciała. Widziałam siebie siedzącą na podłodze, widziałam dach domu, widziałam przestrzeń kosmosu i przeleciałam granicę rozdzielenia światła i ciemności... i znalazłam się w przestrzeni, gdzie nie było ani ciepła ani zimna, ani światła ani ciemności, ani dobra ani zła...

Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony... A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w DOMU. Jakiś czas temu w czasie medytacji znów TAM wróciłam. I przypomniałam sobie. Dlatego dla mnie istnieją różne światy. Jest ich wiele. Pochodzę z różnych stron wszechświata, ale to już nieistotne. W tym tutaj świecie teraz jestem przede wszystkim. W tym tutaj świecie istnieje "dobro" i "zło", ale wiem też, że nie na całej Ziemi istnieje jeden jedyny Bóg i szatan. Istnieje wiele bogów i bogiń "dobrych" i "złych".


Religie. Są różne religie. Niektóre - tak to widzę - są systemami stworzonymi do kontrolowania człowieka, inne wręcz odwrotnie, zostały stworzone po to, by człowiek mógł przypominać sobie po co tu - na Ziemi jest, skąd pochodzi i jak może się rozwijać, w tym duchowo również, jeśli nie przede wszystkim. (A rozwój duchowy wspierają również nauki Chrystusa tego "chrześcijańskiego"). Wszystkim jednak można zamanipulować - wrzucić w odpowiedni kontekst i w ten sposób tworzy się różne historie i różne interpretacje - historie tych historii.


 To, że istnieje pewne podobieństwo między różnymi bogami i boginiami to dla mnie oczywiste.  Wszyscy jesteśmy "dziećmi bogów". Być może różnych bogów i dlatego jako ludzkość wciąż ze sobą walczymy. "Wprowadzenie wybranych jednostek w „sekrety bogów" wyznaczyło początek kapłaństwa - zapoczątkowało rody pośredników między bogami a ludźmi, zrodziło pokolenia osób przekazujących boskie słowa śmiertelnikom. " 
I tak przez wieki, przez tysiąclecia. Nadal bez zmian. No chyba że z małymi modyfikacjami. Niezły program, co nie? 

"Wyrocznie - interpretacje boskich wypowiedzi - łączono z obserwacją niebios, gdzie szukano znaków wróżebnych. A gdy ludzkość w coraz większym stopniu wciągana była w konflikty bogów, co zmuszało ludzi do opowiadania się po którejś ze stron - swoją rolę zaczęły odgrywać proroctwa."  *)
Czyli zapowiedzi zmian... pojawiających się cyklicznie... Proroctwa utrzymywały 

A TAM nie było ani boga, ani bogiń, ani bogów, ani szatana ani... Była całkowita jednia, w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bezczas, a w nim wszystkie możliwe czasy... Nie umiem inaczej tego opisać.


Jesteśmy Jednią, ale nie na poziomie świata fizycznego. Na poziomie świata fizycznego wciąż jesteśmy indywidualnymi osobami. Taka pokutuje świadomość. Dlatego Ci, którzy uznają się za niemalże "pomazańców bożych" mogą traktować cały zbiór induwidualnych bytów jak "ciemną masę". A jest to możliwe dzięki stosowanym przez owych "pomazańców" manipulacjom naszymi wybujałymi "ja" (EGO) i naszymi pragnieniami, naszą pożądliwością i naszymi oczekiwaniami. Co w tej sytuacji robię? Działam: odkrywam i przypominam sobie dar harmonizowania w sobie przeciwieństw. To mój sposób działania. Gdy coraz więcej sobie przypominam o swoim DOMU, coraz bardziej staję się świadoma tego, kim jestem. Jak to robię? Konsekwentnie. Jestem świadoma, że aby mogło istnieć życie, musi istnieć także śmierć. Żeby mogło istnieć dobro, musi istnieć zło. Bez śmierci nie wiedzielibyśmy, czym jest życie, a bez zła nie wiedzielibyśmy czym jest dobro. Bez ciemności nie wiedzielibyśmy  światła, ani bez istnienia światła nie rozpoznawalibyśmy ciemności.

Można wyobrażać sobie świat bez zła, tylko dobry. Kolejna iluzja, taka sama jak "zło". Oczywiście żyjemy w świecie, do którego zasad tak mocno jesteśmy przywiązani, że jest dla nas niemal "ostatecznością". Jednak jeśli TAM nie ma zła, to nie ma i dobra, gdy nie ma jednego, to nie ma także i drugiego "przeciwnego bieguna". Nie ma oceny. Jest wyłącznie coś takiego jak wszechogarniająca, bo nawet nie "bezwarunkowa" miłość. W której istnieje biegunowość jako zróżnicowanie we współbrzmieniu.

Przyszedł taki moment, że zrozumiałam... TAM jest, w każdym razie może być TU, we mnie, w nas. Przecież jestem w DOMU. Tam, gdzie jestem - jest mój dom.