Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toltekowie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Toltekowie. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 listopada 2014

DOŚWIADCZENIA MISTYCZNE - PRZYPOMNIENIE

Miguel Ruiz...
"Z zawodu był lekarzem, ale wypadek, w którym otarł się o śmierć spowodował, że zaczął studia nad pradawną mądrością swoich przodków i podjął naukę u wielkiego szamana na meksykańskiej pustyni. A podczas jednej ze swoich samotnych podróży, na pustyni Sonora, doznał mistycznego doświadczenia, którym dzieli się w jednej z ostatnich swoich książek pt. „Głos wiedzy”. To doświadczenie dotyczy także światła i prawdy."

Przedstawiam bliskie memu sercu fragmenty tej książki:

      "Nie ma żadnej różnicy pomiędzy ludźmi ani też pomiędzy nami a innymi obiektami. Jesteśmy jednością, ponieważ wszystko jest tworem światła. Światło wyraża się w miliardach różnych form tworząc materialny wszechświat. Co więcej, wiedziałem, że istnieje tylko jedna siła, która porusza i zmienia wszystko. Siła, która porusza gwiazdami jest tą samą siłą, która porusza cząsteczkami mojego ciała. Nazywam to życiem, a światło jest posłańcem lub nośnikiem życia, ponieważ światło przez cały czas wysyła informacje do wszystkiego, co istnieje.

     Zrozumienie, że światło żyje, było niesamowita sprawą. Światło to żywa istota, która zawiera całą mądrość wszechświata i zajmuje każdą wolna przestrzeń. Nie ma pustego miejsca pomiędzy gwiazdami, podobnie, jak nie ma przerw pomiędzy atomami w moim ciele. Przestrzeń pomiędzy gwiazdami jest wypełniona światłem; wydaje się pusta jedynie wtedy, kiedy nie ma żadnego ciała, które mogłoby odbić światło. Każdy obiekt wysyłany przez nas we wszechświat będzie odbijał światło, ponieważ cała materia jest do tego zdolna i działa tak, jak lustro.
(…)   
     W tym momencie zrozumiałem, że moje oczy działały jak para luster. Światło odbija wirtualną rzeczywistość stworzoną w moim mózgu, dokładnie tak, jak to się dzieje z lustrem. Stało się jasne, że wszystko, co widzę jest wirtualną rzeczywistością stworzona dzięki odbiciom światła. Jedyna różnica pomiędzy moimi oczyma a lustrem jest taka, że za oczami znajduje się mózg, który ma zdolność analizowania, interpretowania i opisywania widzianej akurat wirtualnej rzeczywistości.
     
     Współtworzę razem z Bogiem i życiem. Bóg tworzy to, co prawdziwe, a ja tworzę wirtualna rzeczywistość wewnątrz mojego umysłu. (…) Historia [którą tworzę] dotyczy klasyfikowania, usprawiedliwiania i wyjaśniania tego, co jestem w stanie zaobserwować. Jeżeli widzę drzewo, to nie tylko je widzę, ale również klasyfikuję, opisuję i mam zdanie na jego temat. Może mi się wydawać, że jest ono piękne lub nie, ale mój punkt widzenia, moje zdanie na jego temat jest tylko stworzoną przeze mnie historią. Gdy już zinterpretuję, sklasyfikuję lub ocenię to, co widzę, obraz ten nie jest rzeczywistością realną, lecz wirtualną. Ten własnie proces Toltekowie nazywają śnieniem.

     Świat Tolteków wyraża „artystę ducha”. W ich tradycji każdy człowiek jest artystą, a najwyższą formą piękna jest piękno naszego ducha. Jeżeli rozumiemy ten punkt widzenia, widzimy, jak wspaniałą rzeczą jest możliwość nazywania siebie artystami zamiast ludźmi. Kiedy myślimy o sobie w kategoriach człowieczych, ograniczamy sobie swobodę wyrażania się w życiu. Słyszymy: „ Jestem po prostu człowiekiem, nie jestem ideałem”. Natomiast kiedy nazywamy się artystami, te ograniczenia znikają. Jako artyści nie mamy przed sobą żadnych tajemnic. Jesteśmy takimi samymi twórcami, jak ten, który nas stworzył.

     Toltekowie wierzą, że przechodząca przez nas moc życia jest tym, co naprawdę tworzy sztukę i że każdy jest narzędziem tej siły. Każde objawienie największego artysty staje się nim samym, kiedy pokazuje żywą sztukę. Sztuka żyje i jest świadoma siebie, ponieważ wywodzi się z życia. Tworzenie odbywa się nieustannie i jest nieskończone, ponieważ ma miejsce w każdej chwili i w każdym miejscu.

     Jak przeżywamy swoje życie? To jest nasza sztuka – sztuka życia. Dzięki naszej mocy tworzenia wyrażamy moc życia we wszystkim, co mówimy, czujemy oraz robimy. Ale są dwa rodzaje artystów: ci, którzy tworzą historie w sposób nieświadomy i ci, którzy odzyskują świadomość i tworzą historie w zgodzie z prawdą i miłością. 

      W tym momencie śnisz swoje życie. Widzisz nie tylko swój własny sen, ale też sen największego artysty odbijający się we wszystkim, co jesteś w stanie dostrzec. Reagujesz i próbujesz poukładać sobie wszystko, co widzisz. Próbujesz to sobie wytłumaczyć w sposób dla siebie zrozumiały na tyle, na ile pozwala Ci wiedza zgromadzona w pamięci Twojego umysłu. Z mojego punktu widzenia jest to coś wspaniałego. Żyjesz w historii, którą tworzysz, podobnie jak ja żyję w swojej. Twoja historia jest jednocześnie rzeczywistością – tworem wirtualnym – prawdziwym tylko w odniesieniu do Ciebie, jej twórcy.

     Dawno temu ktoś powiedział: „Każda głowa to inny świat”. (..) Żyjesz w swoim własnym świecie i jest on bardzo intymny. Nikt nie wie, co znajduje się w Twoim świecie. Tylko Ty wiesz, a nawet i to nie zawsze. Twój świat jest Twoim tworem i jest to prawdziwe dzieło sztuki.
(...)
     Ta noc na pustyni Sonora zmieniła sposób, w jaki postrzegam siebie, ludzkość oraz cały świat. W chwili natchnienia widziałem nieskończoną moc życia w akcji. Ta si ła jest zawsze obecna i oczywista dla wszystkich obserwatorów, ale nie da się jej dostrzec, kiedy uwaga człowieka jest skupiona na kłamstwach. To, co dziadek próbował mi powiedzieć, było prawdą: „Istnieje tylko doskonałość”. Dużo czasu zabrało mi wyrażenie tego wszystkiego słowami, ale w końcu zrozumiałem, o co mu chodzi, kiedy sam doświadczyłem prawdy. Zdałem sobie sprawę, że jestem doskonały, ponieważ nie da się mnie oddzielić od nieskończoności, siły życia, która tworzy gwiazdy i cały wszechświat światła, Jestem dziełem Boga. Nie muszę być tym, kim nie jestem.

    Takie było moje spotkanie z miłością, odczuwaną przed wyparciem z siebie miłości. Odzyskałem swoją autentyczność, którą żyłem, zanim nauczyłem się tych wszystkich kłamstw. W chwili natchnienia wszystko układało się w logiczną całość bez udziału mojego myślenia. Byłem świadomością w czystej postaci. Dostrzegałem swoje uczucia i jeżeli próbowałbym wyjaśnić słowami to, co czułem, doświadczenie prysłoby jak bańka.

     Wierzę, że wszyscy ludzie mają chwile natchnienia, kiedy dostrzegają prawdę. Te chwile zwykle zdarzają się, kiedy umysł jest wyciszony – wtedy dostrzegamy siłę życia za pośrednictwem swoich uczuć. Naturalne głosy w naszych głowach, które nazywamy myśleniem, natychmiast zniszczą całe to doświadczenie. Będą one próbowały się usprawiedliwić i zaprzeczać temu, co czujemy. Dlaczego? Ponieważ kiedy doświadczamy prawdy, wszystkie kłamstwa, w które wierzymy, nie mają sazns na przetrwanie. Ludzie boją się prawdy i kiedy mówimy, że odczuwamy strach, przemawia przez nas kłamca. Dzieje się tak, ponieważ kłamstwa, które przemawiają tym głosem, nie mogą pokonać prawdy, a nie chcą zginąć.

    Dlatego też potrzeba wielkiej odwagi, aby stawić czoła swoim własnym kłamstwom, temu wszystkiemu, w co wierzymy. Struktura naszej wiedzy powoduje, że czujemy się bezpiecznie. Odczuwamy potrzebę wiedzy, nawet kiedy mamy świadomość, że jest to nieprawda. A jeżeli to, w co wierzymy na swój temat, nie jest prawdą, nie czujemy się bezpiecznie, ponieważ nie wiemy, jak można inaczej żyć. Kiedy odkrywamy, że nie jesteśmy tym, czym sądzimy że jesteśmy, fundament całej naszej rzeczywistości zaczyna się walić. Cała historia traci swoje znaczenie i jest to doświadczenie bardzo przerażające.

     Tej nocy na pustyni nie odczuwałem strachu. Niemniej jednak, kiedy doszedłem do siebie, poczułem lęk, ponieważ nic w mojej historii nie było już ważne, a przecież wciąż musiałem jakoś w tym świecie funkcjonować. Później odkryłem, że mogę od nowa napisać całą historię swojego życia. Jestem w stanie odbudować strukturę tego, w co wierzyłem i zrobić to bez tych wszystkich kłamstw. Życie toczyło się tak, jak dotąd, ale kłamstwa nie rządziły już dłużej moim życiem."

sobota, 8 marca 2014

TRADYCJE I LINIE PRZEKAZU WIEDZY… STAROŻYTNYCH TOLTEKÓW?

Altea umieściła u siebie na blogu ciekawy "WYWIAD Z CARLOSEM CASTANEDĄ".
Dziękuję Altei za inspirację.

cyt.:

To jest to samo, co robią niektórzy buddyjscy mnisi – ich ciało zamienia się w tęczowe ciało i znika? albo… ich ciało energetyczne – powiedzmy, że dusza – wędruje świadomie w nieskończoności zmieniając swoją formę…?  ;-)

cyt.:

Podobnie – podobno – obecny Dalajlama jest ostatnim z innej "nagualskiej' linii ;-)... i podobno on sam o tym mówił. Nie o tym, że pochodzi z "nagualskiej" linii, lecz o tym, że jest ostatnim w swojej "linii przekazu", tradycji... :-)

Bo do Tybetu jako szamani i nauczyciele, dawno, dawno temu “przywędrowali” szamani - ci naguale(?), którzy mieli już ogromną wiedzę. Możliwe, że taką samą jak starożytni Toltekowie…


Potem pojawili się “mnisi”… Adepci nauk duchowych (podobnie jak u Tolteków), a konkretnie np. w dzogdzen (jak ostatnio się dowiedziałam), dążą do całkowitego wyzwolenia z… samsary. Czy to jest to samo, czego miał dokonać nagual don Juan ze swoją grupą… ? Podobnie istnieją różne “tradycje” czyli różne “linie przekazu” wiedzy tolteckiej… W książkach C. Castenedy nagual don Juan nauczał, że istnieje wiele "linii" przekazu, a w tym przede wszystkim "stara" i "nowa". Don Juan wraz z jego nauczycielem należeli do "nowej" linii. Do "starej" ogólnie należeli czarownicy, którzy potrafili zniewalać swoich uczniów, a niekiedy nawet oddawali ich energie (ich ciała i dusze?) swoim "nieorganicznym sprzymierzeńcom". To była "linia" czarowników, którzy wśród wielu niesamowitych, magicznych umiejętności, rozwijali przede wszystkim te, które pozwalały im panować nad innymi ludźmi i istotami, kraść ich energię powiększając tym samym swoją własną moc. Wpadali oni w tzw. "pułapkę mocy". To jedna z czterech pułapek, o których wiedzę Carlosowi przekazywał don Juan. W "linii przekazu", z której pochodził don Juan Matus, nauczyciele stawali się Nieskazitelni… Ich zamiarem nie było panowanie nad innym, lecz znalezienie małej grupy uczniów i przekazanie im swojej wiedzy, a potem dokonanie "abstrakcyjnego lotu" obok dzioba Orła Świadomości *)...

Szaman tradycji Dongba Shilo (dzięki Mezamir ;-))



Na granicy Chin i Tybetu:
Indiańskie figury?

z tradycji Dongba
Jak indiańskie totemy?

Coś czuję, że ta “linia”, z której pochodził nagual don Juan, jest w pewnym sensie kontynuowana, tyle, że w nowy sposób. Ta wiedza zawsze się jakoś rozwija, podobnie jak świadomość ludzi… Nauki Tolteków mają na celu ewolucję świadomości (i jej "poszerzanie"). Podobnie jak i “nowa linia”, której kontynuatorem był don Juan, powstała na bazie “starej linii”, tak obecnie powstaje kolejna “nowa linia” na bazie… tej, którą przekazywał m.innym don Juan Matus.

Nauczyciele pojawiają się nadal dla tych, którzy są gotowi. To mogą być też “wewnętrzni nauczyciele”… uczący nas poprzez śnienie (świadome śnienie), tak samo, jak i inni ludzie, od których możemy się wiele nauczyć - nawet, jeśli oni nie wiedzą tego, że są naszymi nauczycielami (lustrami)… Mamy też dostęp do wielu wspaniałych książek i… świętych roślin czy grzybów. Dostęp do wiedzy jest niesamowity. Wiedza pcha się do nas drzwiami i wszelkimi oknami… a nawet… “wszystkimi porami”. Warto z tego powodu zachować uważność, by korzystać z tej wiedzy zgodnie z… intuicją. Wystarczy słuchać intuicji albo zaufać “wewnętrznemu” prowadzeniu… duszy, wyższego ja, wyższej jaźni (jak zwał tak zwał) i praktykować ową wiedzę… i zmieniać stare wzorce, przekonania itp., rozpuszczać ego i uwalniać się od tego, co nas więzi w…”samasarze”.

Niektórzy z nas wpadają w pułapkę ego – zbawiania świata i ludzi (przed tym także don .Juan przestrzegał Carlosa) zapominając o “zbawieniu" siebie. To niestety wynika z ugrzęźnięcia we wzorcach walki “dobra i zła” itp. wzorków. Zamiast zacząć ową pomoc i "zbawianie" od siebie, zaniedbujemy ten ważny aspekt istnienia, bo chcemy (niektórzy z nas) zbawiać całą ludzkość. Przecież od mądrości (wiedzy) lekarza zależy, jak skuteczne lekarstwo nam zaproponuje. Nie mówiąc o tym, że sami musimy takie lekarstwo zażyć. A potem możemy nawet dowiedzieć się, jak siebie możemy “uzdrawiać”. Ale to też bardzo naturalny sposób działania w tym świecie. Bo dzięki takim ludziom, którzy wpadają w takie pułapki ego, gra toczy się dalej… Sama jeszcze w pewnych tematach sobie folguję, ale traktuję to jako “kaprys”, bo wiem, że sobie folguję – jestem tego świadoma. No może czasem jeszcze, na chwileczkę się zapomnę... Choć wciąż przychodzi do mnie nowa wiedza, choćby taka, że dakinie w buddyzmie to przecież “czarownice” (nagualki) tolteckie. :-D


No, czyż dakinie nie są jak kobiety nagualki?  Może to czarownice albo wiedzmy? :-) Dakinie także są różne. " Rozróżnia się następujące dakinie:
– oświecone – dakinie mądrości, które osiągnęły wyzwolenie z samsary; należą do nich żeńskie yidam;
– nieoświecone – światowe dakinie; zaliczają się do nich wspaniałe, praktykujące buddyzm kobiety, które jednak nie osiągnęły jeszcze pełnego wyzwolenia;
w przeciwieństwie do dakiń mądrości, potrafią ludziom przeszkadzać w życiu, zsyłać choroby a nawet zabić; do nich należało pięć sióstr Tseringma, aż Padmasambhawa
a później Milarepa poskromili je i uczynili z nich strażniczki dharmy; wciąż zalicza się je do tej kategorii, gdyż obejmuje ona także strażniczki bodhisatwów.

Jeśli ktoś czytał książki C.Castanedy, to z łatwością dostrzeże pewne podobieństwo dakiń z tolteckimi "czarownicami" i nagualkami.

cyt. z artykułu u Altei:

Czytając po raz drugi niektóre książki Carlosa Castanedy “widziałam”, że ma on swoje podstawowe zadanie do wykonania: napisanie tych książek… I Don Juan wiedział, jakie jest główne zadanie (przeznaczenie) C.C. Te książki C.C. (i kobiet z jego grupy np. Taishy Abelar i Florindy Donner) docierają do tych, do których mają dotrzeć, a wiedza w nich zawarta dociera do tych, co mają sobie tę wiedzę przypomnieć. I mimo, że – podobno – pole energetyczne C.C. nie składało się z czterech, części – “komór” świetlistego “bąbla” jak u innych naguali i nagualek, lecz z trzech, to C.C. doskonale nadawał się do wykonania powierzonego mu zadania.

Inna sprawa, że gdyby C.C. sam ten wzorzec (związany z “brakami” w jego energetycznym polu – “bąblu) zmienił, mógłby tym samym sprawić, że jego pole – ów “bąbel” także mógłby się zmienić… :-) I C.C. mógł sobie polecieć hen…"abstrakcyjnym lotem" omijając dziób Orła Świadomości… Kto wie, może i tak się stało lub wkrótce się stanie?

Altea:

Dlaczego teraz przyszedł czas zamknięcia "tolteckich gałęzi"? Być może dlatego, że kończy się era patriarchatu? Na stronie MARTY M. znalzłam ciekawe teksty o dakiniach oraz o sytuacji kobiet pragnących podążać buddyjską ścieżką. http://multicultizone.wordpress.com/2013/11/09/sytuacja-kobiet-pragnacych-podazac-buddyjska-sciezka-duchowa-w-indyjskim-systemie-spolecznym/. Bardzo klarowny tekst o tym, jak kobiety rozwijające się duchowo były traktowane z wyższością; nawet podobno przez samego Buddę (ja wiem, że to wynik późniejszych interpretacji nauk, które Budda przekazywał). Nie mam do nikogo o to pretensji ;-), ponieważ wiem, że pewne cykle następują po sobie i po wcześniejszym matriarchacie nastał czas na patriarchat, który właśnie powoli się kończy. Przepowiadany przez Hopi kolejny, “Piąty Świat” jest światem harmonii… :-)

Owszem, żyjemy w czasach, kiedy wiedzy wokół nas mnóstwo. Jest wiedza, która daje różne możliwości, w tym stwarza również pułapki dla tzw. "rozwoju duchowego"… Ale każda wiedza bez praktyki wzmacnia wyłącznie ego. Stąd dostrzegam różnicę pomiędzy wiedzą a świadomością. Wiedza zintegrowana w praktyce poszerza naszą świadomość (uelastycznia “punkt scalający świadomość”).

Na przykład czarownicy (o których Don Juan Matus opowiadał w książkach Carlosa Castanedy) pochodzący z innej tolteckiej "linii przekazu", wpadli (utknęli) w pułapce Mocy… To oni mieli spory wpływ na rozwój systemów patriarchalnych, gdy przesunęli swój punkt scalający świadomość w "położenie Rozumu" (Umysłu), ale przede wszystkim szukali skutecznych sposobów na poszerzanie swojej władzy nad innymi.

Miałam kiedyś śnienie o tym, że byłam w “Szkole Życia”. I te szkoły zaczęto zamieniać w “Szkoły Walki”. Uczyliśmy się w tej szkole wielu niesamowitych umiejętności. Trochę jakby to była szkoła dla naguali. W tym śnie byłam młodym, utalentowanym mężczyzną i stosunkowo szybko “przerosłam” w wielu umiejętnościach swojego nauczyciela.

W tym czasie ktoś, kto sprawował “rządy nad tą krainą”, ktoś jak król, postanowił zamienić wszystkie takie "Szkoły Sztuk Życia" na "Szkoły Sztuk Walki". Król chciał mieć wojowników, którzy będą dla niego zdobywać nowe tereny, nowe bogactwa itp. Potrzebował jak największej ilości sprawnych wojowników i… morderców. (…) http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2011/10/szkoa-sztuki-zycia-czy-szkoa-sztuki.html
Ja się na to wówczas nie zgodziłem. bo w tym śnieniu byłam mężczyzną.

Najprawdopodobniej wówczas zaczął rozwijać się system patriarchalny, który uniemożliwiał harmonijne współistnienie, za to umożliwiał wspaniały rozwój ego oraz systemu "władców i poddanych" (panów i niewolników)… to chyba był początek tzw. “Czwartego Świata” według Hopi czyli era ziemska z “zasiewem kosmicznym” IMOX, IMIX – Krokodyl… znak, kin z Kalendarza Majów, który - według mojej wiedzy - prawie do roku 2012 rozpoczynał cykl Tzolkin.

Nie opisałam wówczas dalszej części snu... A póżniej już do niego nie wróciłam. Zrobiłam to dzisiaj. To w skrócie ta dalszą część snu: 

...podróżowałem długo, spotkałem w drodze podobnych sobie (kobiety i mężczyzn). Wylądowaliśmy razem w dżungli i było tam miasto. W tym mieście żyli ludzie o niesamowitych umiejętnościach…. Któregoś dnia wszyscy odeszliśmy razem… podobnie jak grupa don Juana. Możesz sobie wyobrazić, jaki szok przeżyłam, kiedy przeczytałam parę miesięcy później o odkryciu w dżungli, bodajże w Brazylii, miasta, w którym… nie było żadnych grobów. A wszelkie przedmioty użytkowe były tak pozostawione, jakby nagle wszyscy mieszkańcy opuścili to miasto. Jeszcze dziś na samo przypomnienie o tym fakcie przechodzi przez moje ciało fala “gorącej” energii…

Może być tak, że wszystko, co w tym życiu robimy, będzie miało swoje konsekwencje i wpływ na to, gdzie znajdziemy się w następnym życiu, wcieleniu czy czyś takim? I tak na przykład po śmierci możemy narodzić się w Piątym Świecie Harmonii albo w Szóstym Świecie, w którym będzie matriarchat albo w Drugim lub Czwartym, w których panuje patriarchat? No chyba że… uwolnimy się z “Koła samsary” i polecimy “abstrakcyjnym lotem znikając z całością swej istoty w nieskończoności” ? A potem w pełnej wolności i świadomie sobie będziemy przybierać różne formy odwiedzając różne światy? ha, ha, ha…

Mój dialog z Alteą tutaj: http://alteazgwiazd.wordpress.com/2014/03/05/wywiad-z-carlosem-castaneda/

Polecam także w temacie notkę Altei p.t.: "Przesłanie Mocy"

A jeśli chodzi o Dalajlamę…Dawid56 na Mistyce Życia zamieścił taki oto tekst:
"„… W 1991 roku miałem wielkie szczęście spotkać Jego Boską Miłość Dalai Lamę w ustronnym miejscu nad jeziorem w lasach Vermontu. W czasie tego wypoczynku, Dalai Lama, który był w towarzystwie tylko kilku mnichów, wyjawił mi na prywatnej audiencji, że jest ostatnią inkarnacją Dalai Lamy. ‘Jestem ostatnim Dalai Lamą’ powiedział, ‘po mnie nie będzie już żadnego Dalai Lamy’. Gdy spytałem go dlaczego, odpowiedział, „Jesteś uczniem Bhaktivedanty. Powinieneś zrozumieć, że teraz już nie jestem potrzebny. Buddyzm Tybetański jest przeszłością; a wasze nauki są dla przyszłości. To jest bardzo wspaniała rzecz.” Potem się roześmiał. Przynajmniej Dalai Lama posiada mądrość, która pozwala mu przyjąć nieuniknioność nadchodzących zmian i zejść ze sceny w sposób taktowny i w harmonii z czasem, w sposób jaki przystoi jego wzniosłej duchowej pozycji.” Rozważania na temat prawdziwości tej wypowiedzi można również znaleźć na jednym z forów buddyjskich.
http://www.nama-hatta.pl/articles.php?article_id=261

No i znalazłam jeszcze innego "naguala" z "nowej linii przekazu ;-)
Wspaniałe są synchronie… właśnie znalazłam filmik, na którym Eckhart Tolle bardzo ciekawie mówi o stawaniu się… nauczycielami,  mistrzami, guru…

https://www.youtube.com/watch?v=8PPtfgOeJXQ

Eckhart Tolle (PL) - Co się dzieje w chwili śmierci

https://www.youtube.com/watch?v=ah1SaG09Ifc


I  jeszcze innego "naguala" ;-):



______________________________________________________________________
*) Orzeł Świadomości (bursztynowy zresztą) w tradycjach starożytnych Tolteków jest Świadomością, która obdarza każdą istotę cząsteczką tejże Świadomości przy każdych narodzinach, a odbiera ją przy jej śmierci. Dlatego Toltekowie z linii tradycji, z której pochodzi don Juan Matus, jako Nieskazitelni przygotowywali się do "abstrakcyjnego lotu" pozwalającego im przelecieć "za plecami orła" i nie dać się pochłonąć, by zniknąć w jego dziobie.

**)
“Jeśli przyjrzymy się historii buddyzmu w Tybecie, to zobaczymy, że żyło tam i nauczało wiele, wiele kobiet–mistrzyń. Jednak z powodów społecznych nie miały one takiej samej szansy jak mężczyźni na rozwijanie swojej aktywności np. na zakładanie wielkich klasztorów czy innych wspólnot duchowych. Jeśli prześledzimy biografię tych kobiet, zobaczymy, że ich aktywność była skierowana raczej do wewnątrz. Zazwyczaj udawały się w odosobnione miejsca, aby tam oddawać się praktyce medytacji. Oczywiście i one przekazywały nauki Buddy, ale małemu kręgowi uczniów. Tak więc nie można powiedzieć, że wTybecie nie było wielu nauczycieli – kobiet. Wręcz przeciwnie. Prawdą jest, że obecnie sytuacja przedstawia się zgoła odmiennie. Mamy mniej nauczycieli wśród kobiet.” –http://multicultizone.wordpress.com/2013/11/09/sytuacja-kobiet-pragnacych-podazac-buddyjska-sciezka-duchowa-w-indyjskim-systemie-spolecznym/

A może to się właśnie zmienia i kobiety się zmieniają, stają się bardziej kobiece, stąd mogą zharmonizować swoją Animę z Animusem, stąd stają się i silniejsze, i... mądrzejsze? I mają coraz więcej będą miały do przekazania temu światu? Nie mam na myśli tak zwanych "babo-chłopów" oczywiście.
___________________________________

Olmeckie nakrycie głowy:
http://mexicanmuseumsandmavens.wordpress.com/2011/08/20/what-do-birds-olmec-heads-and-6-ancient-cities-have-in-common/

Tęczowe ciało Buddy:



piątek, 28 lutego 2014

MEDYTACJA, ŚNIENIE, ZMIANY WZORCÓW I PRZEBUDZENIE... CZY KONTYNUACJA SNU ?



Skuteczne praktyki, które pomagają nam dokonywać zmian starych, niepotrzebnych nam wzorców (sprawiających na przykład cierpienie) istnieją i kiedy tego potrzebujemy, to docierają one do nas. Jesteśmy różni, więc rożne praktyki, w różnym czasie, dla każdego mogą być bardziej lub mniej skuteczne.

Wiedza płynąca z dzogdzen (pisałam o tym w poprzedniej notce) dotycząca rigpy czyli wiedzenia (rzeczy, zdarzeń, sytuacji takimi, jakie są) kojarzy mi się z wiedzą Tolteków w aspekcie widzenia (trzecim okiem – wewnętrznego widzenia - tzw. "milczącej wiedzy").

A teraz jeszcze znalazłam artykuł świadczący o tym, że nauki Tolteków o śnieniu *) są podobne do nauk dzogdzen. Oto wywiad z Tenzinem Wangyal Rinpoche o jego książce "Tybetańska joga snu i śnienia":




[i nie chodzi tu wcale wyłącznie o umiejętności świadomego sterowania snem - JESTEM]


R: Myślę, że najważniejsze jest, aby nie zaczynać jogi śnienia, dopiero gdy idzie się spać, ale by zacząć ją na jawie. Staraj się być świadomym; zdać sprawę z tego jak czasem jesteś bezradny, gdy ogarniają cię emocje. Gdy zdasz sobie z tego sprawę, ważne jest abyś na jawie próbował wykształcić pewną stabilność umysłu. Stabilność ta może być wspierana doświadczaniem radości, no wiesz, dostrzeganiem piękna życia, czy pozytywnych wydarzeń wokół ciebie. Zwykle wszystkie doświadczenia naszego umysłu i duszy, które zbieramy w ciągu dnia gdzieś się rozpraszają. W jakiś sposób zanim pójdziemy spać stajemy się “pokawałkowani”. Jeśli tacy “pokawałkowani” udamy się na spoczynek, nie będziemy mieć dobrych doświadczeń podczas snu. Należy zatem próbować utrzymywać pewną uważność [umysłu], postarać się zebrać te wszystkie kawałki i stać się jednością.



()


R: Tak, oczywiście. Nie ważne jakiego kto jest wyznania, wszyscy jesteśmy czującymi istotami. Czująca istota, to taka, która ma umysł, a jeśli ktoś ma umysł, zawsze, dopóki będzie w samsarze, będzie miał kłopoty z kontrolą nad nim." [tu dodam od siebie, że kontrola nie jest konieczna, dużo bardziej skuteczne jest zaufanie  oraz świadomość przeżywanych doświadczeń i rozpoznań. Jeśli ktoś ma spore ego, to ma trudności z dokonywaniem rozpoznań i bycia świadomym w swoich doświadczeniach; otwarty i skupiony umysł  w tym nie przeszkadza]. "Powinno się używać takiego wsparcia, które rzeczywiście pomaga skupić umysł. Wszyscy mogą spróbować wykształcić umiejętność nie poddawania się swoim emocjom. Postaraj się codziennie kontrolować swoje emocje. To jest ważne w rozwijaniu praktyk snu i śnienia."

[tu także dodam kilka słów od siebie - bo postrzegam to trochę inaczej. Otóż kontrola emocji nie uwalnia nas od nich - wręcz  odwrotnie - często powoduje tylko ich wyparcie na jakiś czas. Ale gdy tracimy choćby na moment uważność, pojawią się  one nagle jakby z podwojoną siłą - zaskakując nas samych swoją "agresją". Natomiast pozwolenie sobie na przejawianie się naszych emocji jest ważnym elementem - etapem w rozpoznawaniu (uzdrawianiu) siebie. Daje nam możliwość zaobserwowania emocji w sobie i uświadomienia faktu, że nami władają". Dopiero, gdy uświadomimy sobie to, jak one nami "szarpią" i z jakimi wzorcami myślowymi (przekonaniami) są powiązane, dopiero wówczas możemy dokonać wielu ciekawych odkryć i dowiedzieć się ważnych rzeczy o sobie. Po to, by je uświadomić sobie i dokonać decyzji, czy chcemy to zmienić. Gdy podejmiemy taką decyzję o zmianie, wówczas pojawi się metoda, w jaki sposób możemy dokonać tej zmiany. - JESTEM]



Też sobie przypomniałam kiedyś, jak ważne mogą być nasze sny, zwłaszcza te świadome. Ile z nich płynie ku nam informacji o nas samych Z jednej strony możemy się w śnieniu uczyć uważności, docierać do najgłębszych zakamarków siebie, uzdrawiać się czy uwalniać od tego, co nas więzi, a z drugiej strony możemy poprzez śnienie uczyć się dostępu do tzw. wewnętrznej "milczącej wiedzy". Co w dzogdzen zwane jest pustką, która uwalnia nas od wszelkiej iluzji. 

W jednym ze snów otrzymałam na przykład informację - wiedzę, jak mam oddychać, aby uaktywniać połączenia między neuronami w mózgu:

Oddycham wówczas krótkimi oddechami wyobrażając sobie znak nieskończoności, którego jedna część znajduje się wewnątrz ciała  - jakby otacza "czakrę" serca na przykład, a druga część znajduje się na zewnątrz. Punkt centralny tego znaku nieskończoności znajduje się na granicy ciała z przodu. Biorąc wdech "rysuję" swoją skupioną uwagą drogę na znaku nieskończoności od punktu centralnego do wewnątrz i z powrotem do punktu centralnego znaku, a przy wydechu kontynuuję przesuwanie uwagi po zewnętrzej części.

Jeszcze teraz, gdy praktykuję czasem ten oddech, na początku czuję w głowie coś jakby “musujące bąbelki”, które pękają. :-)

Mezamir napisał o pustce:

Na różnych etapach różne metody mogą nas wspierać na ścieżce do 'przebudzenia' :-) Dla mnie medytacja jest wejściem w swoje wnętrze (jakkolwiek każdy może to rozumieć) w ciszy i samo-obserwacji... Można medytować latami, próbując uwalniać się - odrzucając czy omijając wszelkie pojawiające się myśli, koncepcje czy wizje wraz z emocjami. Kiedy jednak stajemy się bardziej świadomi siebie samych, możemy zacząć wyciągać na poziom naszej samo-świadomości różne wzorce "ukryte" przed nami w nieświadomości, a mimo to bardzo  aktywne. Gdy je odkrywamy, wówczas możemy wiele zaskakujących rzeczy dowiedzieć się o sobie samych… a to bywa... trudne. I wymaga sporej odwagi.

I można zastosować takie metody, które pozwalają wyciągnąć te wzorce z nieświadomości, by je: 
1. odrzucić, 
2. uświadomić sobie i przetransformować w sobie
3. przyjąć je w siebie… i uwolnić je w sobie albo siebie od nich - w sobie

Dla mnie na pewnym etapie skuteczna była na przykład metoda LUSTRA. 

Mezamir o medytacji:
"Chodzi o to żeby 100 razy w ciągu dnia zrobić pauzę i to jest najtrudniejsze wbrew pozorom :)
Trzeba niczego nie tworzyć, na niczym się nie skupiać, niczego nie chwytać, im więcej razy przyłapiemy się na rozproszeniu, na tym że znów popędziliśmy za jakąś myślą, tym lepiej :) "

Tak, pędzimy często za myślami kompletnie tego nieświadomi… Fajna ta praktyka. Ale nie wiem, czy nie bardziej trudne jest otwarcie się na uświadomienie sobie naszych nieświadomych wzorców działania. Może być, że różne zadania dla jednych ludzi są bardziej trudne, a inne, dla innych.

Ja na przykład kiedyś stosowałam prostą "praktykę" takie ćwiczonko ;-) pustego umysłu". Wyobrażałam sobie głowę jako wnętrze pustej piłki, a myśli jak kolorowe "świderki", które próbowały przedostać się do wnętrza tej piłki. Kiedy pojawiała się myśl, mówiłam głośno "bip" i oddalałam te "świderki" z wnętrza piłki. Chodziło o to, by utrzymać pustość wnętrza tej "piłki" - umysłu.

Po trzech tygodniach codziennej praktyki (wystarczyło 5 minut dziennie), zaczęłam być coraz bardziej świadoma pojawiających się w umyśle myśli. Wtedy zaczęłam dokonywać wyboru: jednym myślom dziękowałam, odsuwałam je od siebie i one odchodziły, bo mi już nie służyły, a inne przyjmowałam jako "swoje", bo mnie wspierały w dokonywaniu zmian i rozpoznań...

Po kilku następnych tygodniach tej prostej praktyki byłam już świadoma około 90% myśli pojawiających się w moim umyśle (w mózgu). Potem… stawałam się coraz bardziej świadoma i odpowiedzialna za wszystkie myśli, którym "pozwałam" myśleć się w mojej głowie oraz za wypowiadane czy pisane słowa…

Ważna też jest praca z emocjami… Praca z samym umysłem może nie wystarczać, może być 'syzyfową pracą", ponieważ w naszych ciałach też mamy różne zapisy… Ale tu też można znaleźć różne metody, które nam mogą pomóc dokonać zmian… Ja na przykład m.innymi stosowałam niektóre ćwiczenia polecane przez Keitha Sherwooda w książce "Czakroterapia". Stamtąd pochodzi także medytacja "pustego umysłu".

ach, zmiany następują rzeczywiście niesamowite. :-)

Mezamir:
"Trzeba wtedy sprowadzić umysł na miejsce i zwyczajnie być przytomnym, obserwator myśli, nie uczestnik myśli."

Być jednością: z obserwatorem i działającym oraz myślami - to jest niesamowite ;-)

Inny cyt. podany przez Mezamira: "Czasami wydaje się, że świat stawia nam jeszcze większe wyzwania, kiedy jesteśmy na ścieżce, ponieważ duchowa ścieżka nas przebudza. Wymaga od nas, byśmy pozbyli się wszystkiego, co zainwestowaliśmy w iluzję."
I inne cytaty stamtąd:

1. "Nie będziemy kochani przez wszystkich, dlatego że jesteśmy na ścieżce duchowej."

To dla mnie oczywiste i wiem, co te słowa znaczą ;-) Dzieje się tak z wielu powodów, które powoli rozpoznajemy i zaczynamy rozumieć, gdy stajemy się coraz bardziej świadomi siebie.

2. "Nasze relacje ze światem będą dokładnie takie same jak przedtem."

No, nie całkiem. Może zdarzyć się tak, że zostaniemy odrzuceni przez starych przyjaciół… i nasze relacje ze światem zmieniają się radykalnie… Właśnie dlatego, że:

3. "Czasami wydaje się, że świat stawia nam jeszcze większe wyzwania, kiedy jesteśmy na ścieżce, ponieważ duchowa ścieżka nas przebudza. Wymaga od nas, byśmy pozbyli się wszystkiego, co zainwestowaliśmy w iluzję."

Kiedy żyjemy w kłamstwach - iluzji na swój własny temat, kiedy działamy pod wpływem wzorców, których nie jesteśmy świadomi, wtedy żyjemy w iluzji, wciąż w nią inwestujemy i podtrzymujemy ją. W iluzji o sobie samych, a przeto i o innych także. Projektujemy wówczas własne iluzje (przekonania) na innych.

Mezamir o śnieniu:

Słowianie są śniącymi i śnią swój Sen… Niektórzy z nich śnią nawet Sen doskonałego Narodu i Rasy oraz Sen o wyższości Rodzimowierców nad innymi… Obejrzałam wczoraj filmik - o śnieniu właśnie - z wypowiedzią Treblowa, który jest kimś w rodzaju "głównego kapłana", "animatora" czy też twórcy tzw. Kultury Wedyjskiej **). 
Oto cytaty z filmu reklamującego seminarium pt. Świadome śnienie:

“Możemy poznać świat Nawii, świat Slawii, świat Prawii.
Podczas życia w świecie Jawnym mamy możliwość poprzez świadome wyjście z ciała przygotować się do życia w kolejnym świecie, przygotować się do kolejnego etapu naszej ewolucji. Mamy możność poznać, gdzie pójdziemy po utracie naszego fizycznego ciała. Zapomnieć raz na zawsze, czym jest strach przed śmiercią.
I rozpoznać drogę do wyższych światów. Stać się tam nie nowicjuszem, ale stałym bywalcem. Mało tego: Uniwersytety i ukończenie szkół istnieją nie tylko w świecie Jawnym. Istnieją one i w świecie Nawii, być może znajdziecie możliwość uczenia się tam. Gdyż – uwierzcie – tam ma to miejsce. Może wam to potwierdzić dowolny człowiek mający takie doświadczenie “ [no to wam potwierdzam :-) - JESTEM]

“(…) budząc się możecie przenosić całą tą pamięć, wszelkie te wrażenia do świadomości Jawnego ciała” [to też wam potwierdzam :-), a przykładem może być śnienie o ćwiczeniu - sposobie oddychania - JESTEM]. “(…) Ale są na tej drodze dwa warianty. 
Wariant 1. to iść samodzielnie i nabijać sobie guzy na każdym nowym stopniu. A to dlatego, że proces ten nie jest tak prosty, jak na pierwszy rzut oka się wydaje. Jeśliby to było takie proste, to już dawno byście tym władali sami. Być może za 5, 10, 15 lat uda się wam.  [bo to wariant dla odważnych? - JESTEM]
Wariant 2. to pójść na kurs i zdobyć prawdziwe doświadczenie u tych, którzy to już potrafią.” [pójść na kurs, zapłacić nam, choć wcale nie gwarantujemy, że uda wam się to wcześniej niż za 5, 10 lub 15 lat? - JESTEM]

“(…) Poprzez samodzielne nauczanie zdobywacie pewne informacje. One magazynują się w waszej świadomości – powolutku zaczynają dokonywać w niej zmian. Powoli dochodzicie do pewnych odkryć i zrozumienia" [no jakby o mnie pan Treblov opowiadał ;-) - JESTEM] "- na to potrzebne są lata. Jeśli jednak wiedzę przekazują wam ludzie mający osobiste doświadczenia, to możecie uzyskać wszystko w bezpośrednim kontakcie przez biopole. Na poziomie podświadomości, świadomości, nadświadomości. Jest to kontakt nauczyciela z uczniem. Tak na prawdę właśnie w ten sposób nauczali się ludzie w różnych czasach i w różnych narodach. Gdy doświadczenie przekazywane jest w bezpośrednim kontakcie energetycznym.”

I tu mam poważną wątpliwość, ponieważ może i tak było, ale to jest przecież ingerencja w czyjeś pole energetyczne, w czyjąś Istotę, w czyjąś karmę… i to ogromna ingerencja. A – jak mówi Treblov – podobno w ciągu 3-5 dni można zdobyć te umiejętności na seminarium… Wiedzę – może tak, pewnie można dostać na takim 3 dniowym seminarium, ale nie znaczy to, że uczestnicy seminarium nie będą i tak  potem potrzebowali przejść przez długi okres osobistej praktyki i treningów.

cyt. z filmu ciąg dalszy:
“(…) Świadomego śnienia można nauczyć się z pomocą ezoteryki, ale można i z pomocą Kultury Wedyjskiej. Różnica jest ogromna, gdyż tylko Wedyjska Kultura i te Przykazania, jakie dali nam Bogowie i Przodkowie wraz z Najwyższym Prarodzicem pozwolą wam otrzymać ich błogosławieństwo, wsparcie i ochronę. Mało tego – znając podstawy kultury Wedyjskiej nie macie szans popaść w niebezpieczeństwo" [samodzielnej drogi? - JESTEM], gdyż działać będziecie tylko dla dobra swojego Rodu. I naszego wspólnego Niebiańskiego Rodu. Właśnie dlatego celu przeznaczone jest świadome śnienie.”

Czyli co? Także nauki tolteckie czy dzogdzen i joga śnienia, a także wiedza tybetańska o bardo dla Treblowa są ezoteryką? Albo śnienie Aborygenów - to też ezoteryka? Bo są "uczone" - przekazywane w ramach innych systemów albo całkowicie poza systemami, w każdym razie poza "jedynym i wyjątkowym  systemem" - systemem kultury wedyjskiej - “naszej Rasy”?

Otóż, ja - wygląda na to, że się “uczę” w takim “Uniwersytecie”, o którym Treblov wspomina i każdy może się tam uczyć, ale nie musi stawać się od razu wyznawcą jakiejś religii czy też systemu duchowo-religijno-społecznego. No chyba, że woli czuć się "zabezpieczony" lub "zabezpieczona". Choć nie wiadomo dokładnie przed kim lub przed czym.

I jeszcze cyt. z początku filmu:
“Cokolwiek byście nie czytali i nie słyszeli odnośnie poziomów świadomego śnienia, przeniknięcia za ich pomocą do rozmaitych światów, wszystko to będzie w taki czy inny sposób kłamstwem”.

Czy to dotyczy także wiedzy przekazywanej przez Treblowa? A jeśli nie, to jest to spore "przegięcie". Bo co? Bo tylko “my” – “nasza czysta Rasa” – mamy monopol na prawdę? 
… łoł, łoł, łoł czyli ojejuniu…

Tu cały film, z którego zaczerpnęłam cytaty: http://youtu.be/LHw8PWlyy5Y

I dodam od siebie, że według mnie ta cała wiedza, którą także Treblow dzieli się z ludźmi, znajduje się w POLU UNIWERSALNEGO UMYSŁU Ziemi, dostępna dla wszystkich ludzi, tyle że różni ludzie robią z niej różny “pożytek” i na różne sposoby z niej korzystają oraz na różne sposoby ją rozumieją i interpretują (podobnie jak np. nauki Chrystusa czy Buddy).

Co na temat świadomego snu mówią inni, na przykład Bashar?
Proszę: Życie jako świadomy sen https://www.youtube.com/watch?v=hJpApB3YEEg

Tak poczułam, by w tym kontekście zacytować słowa Jiddu Krishnamurtiego:


Oczywiście, jeśli ktoś chce tworzyć nowe religie, niechaj sobie tworzy. Ja piszę po to, by pokazać różne perspektywy i możliwości. Jestem… "w służbie" Jedni ;-D 

i drugi cytat J.K.:

A ja szukam sobie wspólnych korzeni w tych wszystkich religiach i różnych "liniach przekazu" oraz JESTEM otwarta na nową wiedzę, która prowadzi do "Piątego Świata Harmonii" ;-)

_____________________________________________________

*) Świetny artykuł o Czterech Umowach Tolteków tutaj: http://zenforest.wordpress.com/2008/02/17/cztery-umowy-toltekow/

Tu cytaty z innego artykułu:
Stary sen się opiera, to oczywiste. I reakcją jest wzrastające napięcie w ludziach i społeczeństwach. Uczniowie, z którymi pracuję, często doświadczają tych tarć w swoich własnych umysłach -walka starego snu z nowym snem. Odkrywają Pasożyta w swoich umysłach: Sędziego, Ofiarę i ich cały system przekonań pochodzący ze starego snu, zjadający ich energię i czyniący ich nieszczęśliwymi. Odkrywają również, że jest realna możliwość bycia szczęśliwym. Jednak stary sen nie daje za wygraną. Sabotuje ich szczęście. Ponieważ stary sen czuje się bezpiecznie z cierpieniem, czuje się bezpiecznie będąc ofiarą. Uczeń musi więc odnaleźć w sobie Duchowego Wojownika, który będzie walczył z Pasożytem, który zaakceptuje i podda się Nie-wiedzeniu i zrobi miejsce na nowy sen. [ albo otworzy się na "wewnętrzną, milczacą wiedzę"]
()

**)  Wiedza Treblowa, chyba głównego "kapłana" tzw. Kultury Słowiańsko - Wedyjskiej jest imponująca. Oto przykłady: 
1.Treblow o włosach 

2. I o czystej Rasie:

p.s. Na filmach należy uaktywnić opcję napisów.



środa, 21 sierpnia 2013

ŚNIĄCA ISTOTA i PRZEBUDZENIE :-D


1. WISZNU

Śniący swoje kolejne ŚWIATY I AWATARY czyli wcielenia:


Wisznu jest Bóstwem wszechobejmującym (zawierającym wszystko).

Stojący na Wężu *) Szesza


Tu mam zaskakujące mnie samą skojarzenie: Wisznu   wygląda trochę jak DYM płynący z FAJKI **) ... I ten DYM ma wyrazistą  formę i treść. A imię węża Szesza kojarzy mi się z nazwą fajki arabskiej - Szisza...

Podwójna Istota Wisznu i Lakszmi:


Wisznu w wielu wcieleniach (Awatarach). Czy to może być symbol nieskończoności wcieleń w różnych formach, o różnych treściach między innymi kobiecych, męskich i podwójnych?


Świątynia Wisznu

Ta świątynia ewidentnie kojarzy mi się z innymi piramidami na Ziemi, w tym również "majańskimi" :-)

Z kolei ten wizerunek bardziej kobiecej formy Wisznu i jego awatarów:

wiązanie czerwonego sznura na szacie przypomina swoim kształtem pająka. Pająka zakładającego sieć powiązań... różnych form i treści w wielu różnorodnych światach i czasoprzestrzeniach...

Inne przedstawienie Wisznu jako unoszony na falach Kosmicznego Oceanu... (niemalże jak WENUS powstająca z piany Kosmicznego Oceanu) z Galaktyką w jednej dłoni i konchą w drugiej oraz buławą i kwiatem lotosu w dwóch pozostałych:



Oraz wersja, która z pewnych względów jest mi bliska - Wisznu na Orle, a może raczej... Orlicy Świadomości trzymająca Węża Umysłu:



2. TOLTEKOWIE
Mistrzowie Śnienia i MIŁOŚCI...


3. ŚNIĄCA BOGINI
z Malty


"Najbardziej spektakularny pomnikiem na Malcie jest ogromny, podziemny labirynt znany jako sanktuarium Hypogeum." Model labiryntu o trzech poziomach:



Fragmenty wnętrza:



http://www.mostlyfood.co.uk/Feature%20malta.htm

Wzory na suficie:




cyt.: „Hypogeum Ħal-Saflieni – podziemna budowla z około 2500 roku p.n.e. znajdująca się w miejscowości Paola na Malcie.

Dokładne przeznaczenie hypogeum pozostaje do dziś nieznane. Początkowo prawdopodobnie pełniło funkcję sanktuarium, później zaś podziemnej nekropolii.”[???]


cyt.:”Ma powierzchnię ponad 6000 metrów kwadratowych, trzy poziomy monolitu mogło być świętym centrum wyspy dawno temu.


Główna Komnata jest całkowicie wykutym w skale pomieszczeniem na planie koła. ”


Obecnie przypuszcza się, że w czworobocznej niszy tej komnaty kapłani interpretowali sny. hm…


„Wiele form zachowanych w hypogeum przypomina naziemne świątynie neolityczne. Znajdują się tam menhiry, nisze trylityczne, kręgi kamienne (..)”


Te niesamowite labirynty o specyficznej strukturze wydają się być świątynią i… centrum „uzdrawiania” albo „śnienia”. Według niektórych były one także grobowcami. Ale być może jednak świątynią - domem „śniących”, co uprawiali swoistą „jogę śnienia”? :-)


„Główny korytarz prowadzi do okrągłego pomieszczenia, w którym zostały znalezione na podłodze dwie identyczne małe rzeźby – figury przedstawiające śpiącą kobietę.” Śniąca kobieta leży na na niskim łożu, jej głowa opiera się na prawej ręce. Poważnie, ta pozycja jest taka sama, jaką przyjmują jogini praktykujący tybetańską jogę śnienia:



Śniąca kobieta leży na na niskim łożu, jej głowa opiera się na prawej ręce. Kreski na jej spódnicy są interpretowane jako liczba kolejnych ceremonii inkubacji... snów a może... snów, które śni świadomie... śnionych jednocześnie 13. "wcieleń" - ["awatarów"?].

cyt.:”Ze środkowego poziomu schody prowadzą na poziom dolny. Nie znaleziono na nim szczątków ludzkich (…)” - Czyli to jednak nie był grobowiec.


Wiele tajemnic nadal nie odkrytych czeka na „odkrywców” :-D


Ciekawostka o religii Etrusków:


– „Corocznie zbierano się wokół świątyni bogini Voltumny.”

a w innym miejscu czytam:
– „Voltumna – etruski bóg ziemi, był najwyższym bóstwem w tamtejszej mitologii.”

Kultura Etrusków jest rzeczywiście fascynująca.

„Etruskowie wybudowali niezwykłe „Miasta Umarłych”.
„Cmentarze wznoszono na wzór miast (groby przypominały swoim wyglądem domy) lecz z… kamienia.” To te – ponoć "groby":

https://i0.wp.com/www.czejarek.pl/podroze/images/pdr0022.jpg



Ale ja wcale tego tak nie czuję. To były domy, a nie grobowce. Domy do medytacji. Jak ziemianki...



cyt. "Miasto umarłych w Tarquinie, to chyba najbardziej znana na świecie etruska nekropolia. Podobnie jak w Cerveteri duże obszary są nadal niedostępne. Wykopaliska rozpoczęto w 1489 roku i były to pierwsze wykopaliska archeologiczne odnotowane przez historię. Do tej pory odkryto około 6000 grobów.”

4. ŚNIĄCA PEŁNA ISTOTA - BUDDA występuje w męskich i żeńskich formach jako TARA.



Historie naszego życia mogą poprzez rozpoznania i uwolnienie doprowadzać nas krok po kroku do coraz głębszej (poszerzonej) świadomości. Możemy wówczas pozostawać w stanie świadomym nawet podczas snu. Nie chodzi tu o próby kontrolowania czy powstrzymania działania marzeń, ale do przeglądu podstawowych procesów tworzenia obrazów. W literaturze buddyjskiej jest opowieść, w której Milarepa opowiada, jak medytował przez osiem lat w odosobnieniu w jaskini. Przez te lata  był w stanie pozostać świadomym we śnie i marzeniach sennych: 

"W nocy w moich snach mogłem przechodzić na szczyt Meru i widziałem wszystko wyraźnie, jak bym tam był. Podobnie w moich snach mogłem mnożyć się na setki osobistości, wszystkie posiadające takie same uprawnienia jak ja. Każda z moich pomnożonych form mogą przemierzać przestrzeń i iść do jakiegoś nieba Buddy, słuchać tam nauk, a następnie wrócić i uczyć Dharmy innych. Mogę również przekształcić moje fizyczne ciało w masę płonącego ognia i w rwącą  albo spokojną wodę płynącą w przestrzeni." 

Milarepa widząc, że uzyskał nieskończone fenomenalne moce w swoich snach czyli świadomym śnieniu, był pełen radości i otuchy.

5. MAKOSZ/MOKOSZ - słowiańska bogini nie jest niby śniąca, ale...

trzyma w dłoniach: róg (obfitości) i dzban - misę...  i ma na powyższym obrazku CZTERY RĘCE... Hmm... Nie trzyma co prawda Galaktyki, konchy czy buławy i kwiatu lotosu jak Wisznu, jednak jest kimś w rodzaju "tkającej".... Iluzję, SEN? I jednocześnie boginią, która powraca... ŚWIADOMOŚCIĄ... która budzi ze snu?

Mokosz, Makosz, Makosza czy to przypadek, że istnieje słowo...
moksza...

cyt.:"Moksza (dewanagari मोक्ष ) – w hinduizmie, jodze i dźinizmie - ostateczne wyjście poza krąg samsary i tym samym zaprzestanie przyjmowania kolejnych wcieleń po śmierci (reinkarnacji). Jest to doświadczenie za życia, jakie towarzyszy całkowitemu rozpadowi identyfikacji z ego. W tym sensie moksza może być rozumiana jako stan jedności z Bogiem.
(...)
Najczęściej wskazywanym znaczeniem sanskryckiego słowa moksza jest wyzwolenie. Paramahansa Pradźnanananda naucza, iż termin moksza wywieść można od moha kszaja - złożenia dwóch słów:
moha
ksza
Otrzymana tą drogą definicja mokszy to: eliminacja złudzeń, iluzji i błędów. W filozofii hinduistycznej moksza rozumiana jest jako wyzwolenie od iluzji (maja) wywołanej pełną identyfikacją umysłu z myślami oraz percepcjami zmysłowymi, uwięzionymi w świecie form: energii, materii, czasu, przestrzeni oraz zależności przyczynowo-skutkowych (karma), które ograniczają doświadczenie własnej, prawdziwej natury - czystej świadomości, która nie ma żadnej formy."

No, ale abyśmy mogli to zrozumieć, czysta świadomość jest przedstawiana za pomocą różnych symboli :-D

2. cyt. "jej rola jako mokszy (...) wypływa z tego, że To Pani PLECENIA BAJI, Piatnica, a więc ona plecie
 prawdę i tylko prawdę – czyli leczy z mayi."  Czesław Białczyński

Czy Makosza zatem leczy czy plecie? A może jedno i drugie? Jak Parki: jedna przędzie, druga tka, a trzecia przecina nic żywota? Czwarta - z tego, co sobie przypomniałam - PRUJE węzły i supełki, bo to inna forma rozplątania nici żywota poprzez zrozumienie utkanych wzorów. A te trzy/cztery Parki  (jak cztery ręce Mokosz na rysunku powyżej) w jednej... MOKOSZY i stąd... MOKSZA jako ta, która "leczy z mai...

Baja:
https://bialczynski.files.wordpress.com/2011/12/w-kric5bcanowski-77482489_large_dolyasrecha.jpg


https://bialczynski.files.wordpress.com/2011/12/w-kric5bcanowski-77482489_large_dolyasrecha.jpg

ze strony: https://bialczynski.wordpress.com/krolestwo-sis-i-jego-cuda/sztuka-krolestwa-sis/rosyjska-wizja-slowianskiej-baji-czesc-5/


Cóż jest prawdą jako rzeczywistością, a co mają czyli iluzją, snem? Czy wszystko, co istnieje?
Jaka jest różnica między wykonywaniem swoich działań - funkcji zgodnie z planem Całości - realizacją zamierzeń a manipulowaniem innymi - stwarzaniem iluzji? 

Na przykład wypełniam jakieś działania, a w planie kosmicznym przychodzi czas na zmianę "miejsca" i zmianę "funkcji" czy zadań, jakie mam do spełnienia. Jednakże jestem tak przywiązana do "swoich" przekonań i tak mocno utożsamiam się z wykonywaną "funkcją", że nie chcę się poddać zachodzącym zmianom. To ego mi na to nie pozwala. Ego jako przywiązanie do wzorców myślowych, działań i przekonań. Ego chce powtarzać to, co umie, to, co jest mu znane... na przykład nawet, jeśli cierpi, woli cierpienie niż coś nowego, innego, co jest mu NIEZNANE.


Więc potrzeba kontrolowania i manipulacji wynika z konieczności utrzymywania się tożsamości (pomimo naturalnie zachodzących zmian w danej czasoprzestrzeni), co daje złudne poczucie kontroli nad sytuacją, panowania nad sytuacją, (a nawet poczucie władzy nad innymi w celu odnoszenia jakichkolwiek osobistych korzyści kosztem innych). Potrzeba manipulacji wynika z niezgody na naturalne procesy zmian zachodzących w CAŁYM organizmie i jest rodzajem walki o sztuczne czyli niezgodne z naturą Całości utrzymanie swojej "stałej" pozycji - tożsamości - ego.  Tak tworzy się ILUZJA - śnienie nieświadome. A śnienie świadome, czy jest także iluzją?
Można oczywiście mieć wiedzę i nie być z nią aż tak bardzo utożsamionym :-D
 Można również być wolną/wolnym od wiedzy, a poprzez poszerzoną świadomość mieć zawsze dostęp do wiedzy, która jest potrzebna dla działań w TU i TERAZ. Tę wiedzę niektórzy nazywają Milczącą Wiedzą.
Logika jest podporządkowana wzorom myślenia i działania, które mogą wypływać właśnie z manipulacji zakrojonych na szeroką skalę...  czyli "prawom i zasadom działania", których zostaliśmy "nauczeni" na przykład w procesie wychowywania. Poddaliśmy się snom innych. A w ten sposób nasze naturalne predyspozycje do spełniania naturalnych funkcji czy działań, które mielibyśmy do spełnienia, zostały zaburzone do tego stopnia, że nasze organizmy zaczynają na przykład "chorować" i muszą być "leczone". I w tym przypadku mogą być "leczone" np. chemią albo... innymi sposobami - bardziej zgodnymi z naturą i wtedy nie niszczącymi narządów organizmu, a uzdrawiającymi także ciało. Wybór sposobu leczenia zależy od: 
1. świadomości, intuicji, która jest naszym pomostem łączącym naszą świadomość z Całością, Źródłem i naturalnymi PRAWAMI  
2. wzorców myślowych i działania, z jakimi się utożsamiamy (ego). Im mniejsze ego tym głębsze, czystsze połączenie ze Źródłem. 
________________________________________________________

Dodane 21.02.2014
o tym, jak ważne jest śnienie w dzogdzen:
http://www.seremet.org/dzogczen02.html
cyt.: "W momencie śmierci docieracie do granicy między samsarą, a nirwaną, czyli do stanu pośredniego - słynnego bardo. Pojedyncza esencja jest waszym paszportem do nirwany. Bez tego paszportu nie można opuścić samsary. Jeśli ktoś nigdy nie doświadczył wizji przejrzystego światła podczas snu, będzie mu bardzo trudno przedostać się z samsary do bardo. Jeżeli ktoś potrafi połączyć się z przejrzystym światłem snu, będzie umiał połączyć się z przejrzystym światłem śmierci. Wszystkie istoty, które osiągnęły oświecenie i stały się Buddami, przekroczyły tę granicę i połączyły się z przejrzystym światłem. My także dzięki ogromnej determinacji i radosnej pracy mamy tę możliwość."


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSN2I1X6qe13lOW7C_Z-H6yL_vk4L6J0L-JmM9UA3qvUWxJFV6lN3_7Z0ZFwprDER2Ar5ZKvqDJkIK5INbYN8bjFk8IsBwudgq0Xr9ZTvZCZCIWcZFjN1nK2F2ctyWLq4nNraycVpep28/s1600/china+PM.jpg
________________________________________________________

P.S. 

BOGINI JUŻ POWRÓCIŁA W WIELU WCIELENIACH :-D



=========================================

O WISZNU
cyt. "Dzień dobiegał końca. Bardzo długi dzień. Pan Wisznu ocknął się z drzemki i rozejrzał. Chociaż właściwie nie musiał się rozglądać. Po prostu zobaczył natychmiast panoramę otaczającej go przestrzeni. Co więcej, doświadczył jej. Był tym jedenastowymiarowym, nieskończonym i niemal niezniszczalnym kontinuum. Ta chwila była pełna ekstazy, ale też bólu, jak obserwowanie gojącej się rany. Wymiary materialnego świata niosły ze sobą cierpienie, ale ogrom wszechbytu był też niewyczerpalnym źródłem przyjemności.

Wisznu zredukował liczbę wymiarów do pięciu i zmaterializował swój pałac, który czasami nazywał się Wajkunthą a czasami nie miał żadnej nazwy, ponieważ żadna nazwa nie była w stanie oddać jego ogromu, bogactwa i wspaniałości. Sam przyjął postać białego świetlnego obłoku i przefrunął w stu ośmiu kierunkach jednocześnie, szybując wzdłuż niekończących się korytarzy mijając niewyobrażalną ilość komnat lśniących od zdobień i szlachetnych substancji, wypełnionych myślącymi roślinami, oświeconymi zwierzętami i wyzwolonymi duszami wyznawców. Wisznu zastanawiał się czasem, co dzieje się, gdy zasypia. Czy wszystko to ginęło i rozpływało się w niebycie? Czy zastygało jak wielowymiarowa fotografia, po to, by ożyć, gdy tego znów zapragnął? Nie wiedział, a raczej nie chciał tego wiedzieć. Gdyby tylko autentyczne pragnienie pojawiło się w jego świadomości, natychmiast przyszłaby też odpowiedź."