Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobro i zło. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą dobro i zło. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 10 grudnia 2017

EMOCJE TO ENERGIA...

Uczucia i emocje to energia. Na przykład strach albo złość to energia usidlona jakąś historią - myślą. Podobnie emocje ekscytacji.

Energia bez historii to tylko energia o różnych wibracjach, natężeniu i nasileniu, którą możemy odczuwać, jako taniec energii w naszych ciałach.

"Negatywne" emocje są tylko energią, która Się w pewnych sytuacjach - snach intensyfikuje, a jest interpretowana za pomocą myśli, które uznaliśmy (w procesie wychowywania Się) za "jedynie prawdziwe". A te powiązane są z etykietowaniem, ocenianiem i oczekiwaniami itp. Ta energia o zróżnicowanym natężeniu i częstotliwościach nie musi być interpretowana. Ale jest to możliwe, kiedy następuje uwolnienie od tych "jedynie prawdziwych" interpretacji.  
Każdy jednak może te "zjawiska" postrzegać inaczej. Oczywiście. 

Odreagowywanie emocji poprzez sztukę: tańce masek i śpiewy (niemalże transowe) wynikało z głębokiej mądrości natury - były jak wentyl dla "odzwierzęcych" instynktów człowieka wymieszanych z jego "boskim potencjałem". W takich społeczeństwach nie było psychicznie chorych. Te "rytuały" nie były bezmyślnym kontynuowaniem jakichś tradycji, ale miały konkretne zadanie - utrzymania społeczności w maksymalnej harmonii z Naturą, Życiem. 

O wiele łatwiej by nam się żyło, gdybyśmy zamiast tłumić np. odczuwaną złość w sobie, mogli po prostu odtańczyć dziki (szalony) taniec i wyśpiewać te emocje uwalniając napięcia, jakie one wywołały. Nie raniąc siebie i innych, a przyjmując świadomie te energie i uwalniając je. Ale takie zachowania zostały odrzucone przez kulturę "cywilizowanego człowieka", więc nie dziwi, że obecnie coraz więcej ludzi cierpi na "depresje, psychozy" i pojawiają się coraz to nowe rodzaje zaburzeń i "chorob" psychicznych. A to są informacje, że nasz "rozwój" zmierza w kierunku autodestrukcji. 

Oczywiście są różne możliwości zmiany kierunku. Na przykład ewolucji świadomości.  

Haka dance, tybetan mask dance... itd.
https://youtu.be/QUbx-AcDgXo




wtorek, 4 lutego 2014

POWRÓT DO DOMU O PIĘCIU POKOJACH




Istnieje stare hinduskie przysłowie, według którego: 

"Człowiek jest jak dom o czterech pokojach – jest pokój ciała, pokój umysłu, pokój emocji i pokój ducha." 

W myśl tej zasady jesteśmy: 
Ciałem,  
Umysłem, 
Duszą i 
Emocjami. 

Pokój ma przecież w języku polskim dwa znaczenia: pomieszczenie oraz stan harmonii (bez wojny, walki czy jakiejkolwiek przemocy). Człowiek może być jak DOM pokoju - stanu harmonii z czterema pokojami - pomieszczeniami...

Dodałabym do tego DOMU jeszcze jeden "element" - piąty "pokój": Miłość. 
Jesteśmy też Miłością. 

Gdy te pięć elementów: 

Ciało
Umysł
Dusza
Emocje
Miłość

łączy się harmonijnie w Jedno, powracamy do DOMU. 
I stajemy się wówczas "w skrócie"… 
CUDEM.   


Przypomniałam sobie, że dla mnie każdy człowiek jest CUDEM (nawet jeśli o tym zapomniał z jakichś powodów). 


Tak jak i wszystko, co nas otacza.


Jedno z moich doświadczeń - wizji POWRÓT DO PRA-DOMU



Ktoś może chcieć walczyć ze mną także i może nawet być w stanie “wojny” ze mną, ale co się dzieje, jeśli ja nie jestem w stanie “wojny” z tym kimś? 

Miałam kiedyś sen, w którym zostałam zaatakowana przez mężczyznę z nożem. Nawet przez myśl mi nie przeszło, by z nim walczyć. Poddałam się i umierałam… w spokoju. Teraz rozumiem, dlaczego: zawsze możemy dokonać wyboru: kontynuacji walki i nienawiści lub rezygnacji z niej. Nawet, gdyby miała zakończyć tę walkę moja śmierć. 






linki do zdjęć:

http://tribes.tribe.net/eb5f7908-cda1-40f9-9648-e8b00b84292f/photos/aa4b8b90-c16a-4dab-9d0c-af64ead0793f

Film, o którym dziś Margo0307 przypomniała:

cyt. z filmu:
“Nasz wewnętrzny konflikt pochłania naszą energię. Aby uwolnić się z biegunowości matrixu, musimy zakończyć ten wewnętrzny konflikt i osiągnąć bezbiegunowość [jedność]“.

Wiele osób boi się tego powrotu nazywając przejawy tego sposobu istnienia “ambiwalencją” lub ...
Ambiwalencja znaczy 'współistnienie sprzecznych uczuć, postaw lub opinii', dwojakość, dwuznaczność...

cyt.:” Jeżeli potrafimy zakończyć ten konflikt, potrafimy stać się jednym, to możemy jako jednostka odnaleźć prawdziwy pokój.” w SOBIE. I zakończyć wewnętrzny konflikt, i odzyskać swoją energię…

I jeszcze jeden w tym temacie:





pisałam czym dla mnie jest Miłość:

W dualistycznym świecie faktycznie biegunowym pojęciem wobec NIENAWIŚCI jest UWIELBIENIE, gdyż zarówno nienawiść jak i uwielbienie zawierają w sobie ten sam „potencjał energetyczny o przeciwnej polaryzacji". Natomiast MIŁOŚĆ ogarnia i harmonizuje te oba pozorne przeciwieństwa, które są dwiema wzajemnie uzupełniającymi się, dopełniającymi siłami: nienawiścią i uwielbieniem. MIŁOŚĆ jest tym uczuciem, które związane jest z „wyższą” świadomością wykraczającą poza dualne postrzeganie i ze ZROZUMIENIEM tejże części RZECZYWISTOŚCI, którą nazywamy naszym ziemskim światem.

I moje notatki z dnia
23.11.2013

Jednia, całość "stwarzając" istotę ludzką dała jej możliwość wyboru sposobu istnienia: w "Raju" i w szczęśliwości (świadomość połączenia) oraz w"Piekle" i w cierpieniu z powodu odłączenia od całości, Jedni (świadomość ego).

W "Raju", w świadomości połączenia, wszystko jest święte, każda góra i dolina, każdy zbiornik wody, każde drzewo, roślina, każde źdźbło trawy, kwiat, ziarno, każde zwierze, każdy kamień i każda istota ludzka. Także cała Ziemia, księżyce, planety, gwiazdy galaktyki i cała przestrzeń pomiędzy nimi… Wszystko, z istotą ludzką włącznie to są "cząstki" całości, Jedni, Wszystkiego Co Jest.  

W "Piekle" wyznaczone jest to, co jest święte, a co nie jest święte. To umożliwia tak zwane "poznanie" poprzez doświadczanie (symbol zerwania owocu z "Drzewa Poznania Dobra i Zła"). Dlatego wtedy, gdy jakakolwiek "cząstka" całości, Jedni oddziela się od Wszystkiego Co Jest, do akcji wkracza ego ze swoją wolną wolą i potrzebą nazywania, określania, oceniania i wartościowania wszystkiego, co się tylko da. Na tym polega owo "poznanie". W ten sposób następuje dalsze oddzielanie poszczególnych części od całości, Jedni i technicyzacja oraz "specjalizacja". No i oczywiście następuje wtedy jeszcze intensywniejsze ustalanie tego, co dla nas dobre i złe, co ma wartość, a co nie. 

Aby inni mogli uwierzyć w to, co dla nich dobre, a co złe i aby mogli podporządkować się odpowiedniemu "programowi dobra i zła", ktoś sięga do pola pojęć, wzorów i idei Uniwersalnego Umysłu i "wymyśla" czyli wyjmuje z tego pola odpowiednie słowa, myśli oraz symbole  i "stwarza" czyli konstruuje na przykład  "Jedynego Boga"… A jeśli inny ktoś uważa, że co innego jest dla nas dobre i złe niż podaje "kapłan" owego "Jedynego Boga", wtedy ten inny ktoś wymyśla (czyli wyjmuje z pola Uniwersalnego Umysłu) odpowiednie myśli i słowa, które konstruują innego boga. I staje się wówczas jego kapłanem.

Każdy bóg daje możliwość rozróżniania dowolnie różnego "dobra i zła", a właściwie ustalenia tego, co dobre dla nas, a co złe. I tak tworzą się różne lub zróżnicowane między sobą systemy wiary. Poprzez wielość bogów przejawia się całe bogactwo różnych przekonań i wiary w to, co dobre, a co złe.  A owa możliwość ustalania dobr-ego i zł-ego jest przejawem tak zwanej wolnej woli.

Jeśli ktoś ustala za nas. co jest dla nas dobre, a co złe, wówczas nasza wolna staje się "umownie" wolną wolą. Zasilamy dany system wiary (boga) czyli daną cząstkę pochodzącą z pola Uniwersalnego Umysłu i podtrzymujemy jego istnienie w takiej, a nie innej formie.

Jeśli sami zaczynamy ustalać, co jest dla nas dobre, a co złe, wbrew panującym powszechnie (w danym środowisku czy kulturze) przekonaniom, wówczas sami stajemy się "bogami". Ale nadal istniejemy w oddzieleniu i świadomość nasza jest określona przez nasze ego.

Gdy przypominamy sobie o połączeniu, a potem docieramy w sobie do świadomości połączenia z całością, Jednią, wówczas nasza wolna wola stapia się z wolą Jedni, Całości… Wówczas w w pokorze i zrozumieniu realizujemy plan Jedni, Wszystkiego, Co Jest...

piątek, 12 lipca 2013

PRZEGLĄDAJĄC SIĘ W LUSTRZE ALBO W JEGO ROZBITYCH CZĄSTKACH


JEST TAKI PRZESĄD, ŻE NIE NALEŻY PRZEGLĄDAĆ SIĘ W ROZBITYM LUSTRZE. CZY KTOŚ WIE, SKĄD TEN PRZESĄD I "SIEDEM LAT NIESZCZĘŚCIA"? 
Kto go wymyślił i w jakim celu? 

W tym porzekadle zawarta jest jakaś informacja, ale jaka i z czym związana - o co w niej chodzi? - nie wiadomo... 

Większość przesądów jest po to, byśmy funkcjonowali w ciągłym strachu, że coś złego nas może spotkać zawsze i na każdym kroku. Że jeśli nie wykonamy jakichś bezsensownych "magicznych" rytuałów, to stanie nam się coś złego. I tylko te "magiczne rytuały, o których nie mamy pojęcia, skąd się wzięły i co znaczą, mogą nas uchronić przed nieszczęściem lub zgubą?  One nas nieprawdopodobnie ograniczają, a często nawet powodowały nienawiść do np. czarnych kotów, zakonnic (ale nie księży) itp. itd. Ale nie o tym tym razem chcę napisać. Przesądy to także przekonania, to wzorce zachowań.

A rozbite lustro to mocny symbol... jego znaczenie opisałam np. tu: ROZBITE LUSTRO.

Był czas w moim życiu, kiedy uwolniłam się od wszelkich przesądów. Uwalniałam się także od różnych przekonań na swój własny temat. I tym doświadczeniem pragnę się podzielić.

O jednej metodzie pracy z Lustrem pisałam w notce pt. ZADYMIONE LUSTRO.  W naukach Tolteków i Rdzennych Obu Ameryk można znależć wiedzę, która mówi, że wszyscy jesteśmy dla siebie Lustrami, w których się przeglądamy wzajemnie. Ta praktyka dotyczy rozpoznawania poprzez innych - jako naszych lustrzanych odbić - SWOICH własnych nieświadomych wzorców ukrytych w naszej podświadomości i wyciągania ich na poziom świadomości, co w efekcie poszerza zakres naszej samo-świadomości.

Wiedza o sposobach postrzegania przez nas innych ludzi jako naszych Luster pomaga nam poszerzyć naszą świadomość poprzez proces samopoznania i transformowania energii wcześniej nieświadomych, a później już rozpoznanych wzorców w to, co nam ma sprzyjać w naszym rozwoju. Ta wiedza uwalnia nas od nadmiernego przywiązania do przekonań, a nawet nieświadomych emocji, które nami rządzą (władają). 

Możemy dzięki tej metodzie rozpoznawać swoje nieuświadomione sposoby działania, wzorce myślowe i emocje oraz te części swojej tożsamości, które zostały zepchnięte głęboko w cień w trakcie naszego procesu "programowania" w dzieciństwie i młodości. Możemy dzięki tej metodzie uwalniać te części siebie, które "ukryliśmy sami przed sobą" i szczelnie zamknęliśmy w naszych "osobistych Puszkach Pandory" *)

Temat LUSTRA jako symbolu naszych relacji z innymi cząstkami Całości poruszałam także w innych notkach:

Teraz opiszę jeszcze inny sposób - metodę pracy z lustrem na swoim własnym przykładzie. Postaram się w jak najprostszy sposób opisać to doświadczenie.


Byłam kilkanaście lat temu w takim stanie, że patrzyłam w lustro i nie lubiłam tej osoby, którą w nim widziałam. Odrzucałam wiele aspektów samej siebie, ale nie rozumiałam jeszcze, kim jestem. Byłam na początku drogi poznawania siebie i rozpoznawania, kim jestem.

W dzieciństwie przyjmujemy pewne wzorce i programy w procesie wychowywania od dorosłych. Wtedy konstruuje się nasza tożsamość. Możemy na przykład być utożsamieni z wzorcem: "jestem brzydka, a inne kobiety są takie piękne" albo "jestem brzydki, a inni mężczyźni tacy piękni".  Często taka myśl "myśli się" w naszym umyśle nieświadomie i pobudza nasze różne emocje a to zazdrości, a to złości, a nawet nienawiści do innych i również do siebie... Już w młodości, a potem i w dorosłym życiu sami często katujemy się takim swoim myśleniem o sobie.

Któregoś dnia znalazłam bodajże w jednej z książek Luis Hey opis praktycznego ćwiczenia  z lustrem, które miało na celu uwolnienie od przekonań na swój własny temat.  Nie mam przy sobie tej książki, więc napiszę to, co pamiętam. Chodzi o to, że potencjał energetyczny zapisu w naszych ciałach jakiegoś wzorca, z którym się utożsamiliśmy np. "jesteś/jestem brzydka, a inne kobiety są takie piękne" należy zrównoważyć nową energią. Luis proponowała codziennie przez jakiś czas stawać przed lustrem z dłonią na krtani (czakrze gardła - wyrażania) i powtarzać takie słowa, które "odkodują" stary wzorzec. W podanym przeze mnie przykładzie owym "antidotum" mogą być słowa z drugiego bieguna - "pozytywnego" myślenia o sobie np.: "jestem piękna taka, jaka jestem".  

Ja kiedyś wybrałam do pracy ze sobą "mantrę" :-) "jestem piękną, mądrą, dojrzałą kobietą", ponieważ wiedziałam, że często zachowywałam się w trudnych sytuacjach jak mała, niedojrzała, poraniona dziewczynka. Nie bardzo lubiłam swoje odbicie w lustrze. I z pewną zazdrością patrzyłam na niektóre kobiety, zwłaszcza te, które potrafiły  mówić (wówczas dla mnie:) w piękny i mądry sposób. Co z tego, że odnosilam jakieś sukcesy w swoim życiu, jeśli nie potrafiłam cieszyć się nimi? Co z tego, że niektórzy uważali mnie za piękną kobietę, skoro ja sama w to nie wierzyłam?  Wiele rzeczy w życiu robiłam po to, by udowadniać innym swoją wartość, ponieważ sama nie miałam poczucia własnej wartości. W każdym razie było ono mocno zachwiane. Dlatego czekałam na miłe słowa albo na słowa czyjegoś uznania, podziwu itp, jak na jałmużnę, ale nawet gdy ktoś je wypowiadał, ja byłam głucha jak pień, ponieważ nie byłam w stanie w nie uwierzyć.

Kiedy pierwszy raz stanęłam przed lustrem i zaczęłam mówić te słowa: "jestem piękną, mądrą, dojrzałą kobietą", nie mogły mi one przejść przez gardło. Byłam raczej przerażona... W moim umyśle pojawiały się myśli, że to przecież kłamstwo, że to jakieś szaleństwo, ale mimo to poszłam za radą Luis Hey, żeby - bez względu na to, co będzie się z nami działo - powtarzać dane słowa (afirmację) patrząc w swoje odbicie w lustrze. I tak robiłam. Kaszlałam, krztusiłam się, płakałam, a nawet zawyłam kilka razy, bo wymawianie tych słów sprawiało mi sporą trudność. Przez wiele dni było mi bardzo trudno wykonywać to "ćwiczenie", ale mimo to, wykonywałam tę praktykę, ponieważ w sercu pragnęłam zmiany i podjęłam decyzję o zmianie jakości swojego życia. Nie chciałam już dłużej grać roli "ofiary losu" sama przed sobą... Powoli z każdym dniem coraz łatwiej wypowiadało mi się te słowa.

Po mniej więcej miesiącu takiej codziennej praktyki (czasem i dwa razy dziennie), któregoś dnia wypowiadając te słowa i patrząc na twarz w lustrze zobaczyłam... wesołe oczy. Trysnęła we mnie radość w sercu i byłam tak zaskoczona, że przez moment trudno było mi uwierzyć w to, co zobaczyłam. Ale tak, widziałam wesołe, kochające oczy i aż zaczęłam się śmiać do tych oczu mówiąc: "widzę to, widzę, naprawdę widzę". I dziękowałam Luis i sobie. Kontynuowałam tę praktykę przez następne tygodnie.

Powoli zaczęłam się czuć piękna, mądra i dojrzała :-) Potrzebowałam takiego doświadczenia. Doświadczałam wtedy wielu zachwytów moją osobą od innych ludzi. Najpierw byłam zadziwiona, ale z czasem zaczęłam przyjmować to jako coś absolutnie naturalnego :-)  A jednak to jeszcze nie koniec tej przygody.

Wkrótce potem, nagle któregoś dnia uświadomiłam sobie, że zarówno to, co myślałam wcześniej o sobie, że jestem "głupia i brzydka", jest taką samą iluzją jak myślenie o sobie, że jestem "piękna i mądra"... To ILUZJA - zobaczyłam i zrozumiałam. Wtedy nastąpił "głęboki przełom"... Zrozumiałam, że nie ma już dla mnie żadnego znaczenia, jak postrzegam samą siebie (czy utożsamiam się z piękną czy brzydką, mądrą czy głupią), że mogę być taka i taka, dla siebie i innych. Że przestało mieć znaczenie, jak postrzegają mnie inni, czy jako głupią, czy brzydką, czy mądrą czy piękną. Uwolniłam się od swoich ocen mojej osoby w tym "aspekcie mnie" i tego, jak mnie postrzegają inni. Uwolniłam się od ocen innych. Jednocześnie sama stałam się wolna od myślenia, czy brzydko albo ładnie wyglądam, czy wyrażam się albo postępuję głupio czy mądrze... i co na ten temat mogą myśleć albo mówić inni. Przestałam także w tych kategoriach oceniać innych. Och, to było niesamowite, zachwycające odczucie, to dało mi uwolnienie od utożsamiania się z jednym albo drugim "biegunem" postrzegania siebie i wyczulenia - w pewnym sensie nieuświadomionej wcześniej "nadwrażliwości" na postrzeganie mojej osoby przez innych. 

Jestem taka, jaka Jestem :-) I wiem, jestem świadoma, że Ty także jesteś taki lub taka, jaki lub jaka JESTEŚ.

To był jeden z pierwszych i jeden z wielu "kroków milowych", jakie do tej pory zrobiłam w moim procesie-życiu-nieustającej ceremonii życia.  Procesie polegającym na poszerzaniu (zakresu) mojej samo-świadomości poprzez zmiany starych wzorców i uwalnianiu się od nich, i transformowaniu, i otwieraniu się na całkiem nową wiedzę, nowe sposoby działania i istnienia...


Z mojej wiedzy wynika, że obecnie wielu ludzi przeżywa teraz mocne rozwibrowanie, nawet jeśli w swojej przeszłości działali i współuczestniczyli w tak zwanych pozytywnych doświadczeniach. Ponieważ i jedni i drudzy (ci od pozytywnych i negatywnych doświadczeń – “dobrej” i ‘złej’ karmy) potrzebują teraz dostroić się do tych całkiem nowych częstotliwości wibracyjnych (miłości wszechogarniającej). 

Chcę wspomnieć, że uwielbienie i nienawiść na poziomie zapisu energetycznego mają tę samą częstotliwość, te same “napięcie” czy natężenie fali, tylko te fale są swoimi ”lustrzanymi odbiciami”. Chodzi o to, że mamy możliwość teraz je ze sobą zharmonizować. Każdy w sobie, poprzez siebie. To właśnie ma także związek z umiejętnością wyciągania wniosków z doświadczeń traktowanych jako "życiowe lekcje  w kosmiczne szkole życia" i dokonywania syntezy, która umożliwia zakończenie walki dobra ze złem, światła i ciemności i przejście - być może w całkiem inne światy, niewyobrażalne dla nas w tym momencie, kiedy jeszcze działamy według "starych wzorców" tego "matrixa".

Tak, kiedyś  żyłam w lęku, potrafiłam odczuwać złość, nawet nienawiść. Cierpiałam, ale udawałam tylko, że umiem kochać, nieświadomie udawałam, że jestem TAKA wspaniała, a inni mnie nie doceniają. I dziwiłam się, dlaczego są "oni" tacy ślepi. ;-) Wciąż coś potrzebowałam udowadniać sobie i innym, a jeśli nawet zdarzało mi się odnosić pewne osobiste sukcesy, to nie byłam w stanie ich dostrzec, bo byłam skupiona - tzn. mój umysł był skupiony na "programach" i wzorcach według których działam nieświadomie. Chociaż ZDAWAŁO MI SIĘ, że przecież byłam świadoma. Ha, ha, ha... Przyjrzyjcie się sami sobie, ile czynności wykonujemy poza naszą świadomością, nawykowo, wręcz odruchowo łącznie z działaniami pod wpływem różnych myśli i emocji. Zdarzało się, że kłamałam, oczerniałam innych, oceniałam i w ten sposób wydawało mi się, że jestem od nich lepsza. Co za ignorancja i brak zrozumienia... Co za iluzja?!

Wydawało mi się, że kogoś kocham, a tak naprawdę pragnęłam na przykład mieć tę osobę wyłącznie dla siebie. I na przykład bałam się, że ta osoba może mnie porzucić dla innej. Albo chciałam, by inni mnie kochali, szanowali, a nie umiałam pokochać i uszanować samej siebie... To był nieustający głód, który nie mógł być nasycony przez innych, póki nie wypełniłam siebie samą szacunkiem i miłością... Oczywiście przeżywałam także momenty radości, euforii, a nawet szczęścia. Kiedy moje ego otrzymywało to, czego chciało. To też była iluzja. Jednak najprawdziwsze chwile szczęścia dawał mi kontakt z naturą i wszystkie "nieme" zachwyty nad cudami zjawisk natury. 

Teraz jestem szczęśliwa, ponieważ rozpoznałam wiele nieuświadomionych wcześniej wzorców według których działałam. I stąd też moje zrozumienie dla innych, którzy jeszcze według podobnych wzorców myślowych i emocji działają.

Ponieważ pamiętam, kim byłam... jestem...

Nie interesują mnie jednak żadne koncepcje tego, kim jestem. Nie interesują mnie na ten temat żadne koncepcje ani czyjeś ani moje. Nie interesują mnie żadne czyjeś koncepcje ani definicje, tym bardziej wyobrażenia i projekcje czy oceny na temat, kim Jestem, kim byłam lub kim mogłabym być. Podobnie mam w stosunku do Ciebie i tego, kim Ty byłaś, byłeś, jesteś albo możesz być.

Szanuję wszystkie swoje doświadczenia i siebie z przeszłości o znacznie bardziej ograniczonej świadomości: cierpiącą, myślącą o sobie i o innych w taki, a nie inny sposób, oceniającą siebie i innych w taki, a nie inny sposób albo chwalącą się swoimi "sukcesami", albo użalającą się nad sobą i swoimi "porażkami" albo... uskarżającą na innych. 


Jestem Tobą, a Ty Jesteś Mną...


Teraz już wiem, że osądzając innych, osądzałabym samą siebie, oskarżając innych, oskarżałabym samą siebie. Teraz.... szanując innych, szanuję samą siebie. Szanując samą siebie szanuję innych. Kochając innych, kocham samą siebie i kochając samą siebie, kocham innych. I nie wiem, co będzie dalej... ponieważ nawet sobie wyobrazić nie potrafię na podstawie wiedzy, którą mam dziś. I nie chcę ograniczać tego, co może się wydarzyć... swoimi wyobrażeniami. Dzięki temu otwieram się na nieznane i taką przyszłość, która może mnie zaskoczyć i zachwycić... zamiast powtarzania w kółko tego samego lub kolejnych wariacji tego samego, w kółko i w kółko...  otwieram się na nieznane... 


Wiem, że gdy opowiadam o sobie, opowiadam historie o sobie, ale nie o tym, jaką siebie widzę, ale o tym czego doświadczyłam nie oceniając, czy to dobre czy złe. 


Chcesz się podzielić swoim doświadczeniem? Wysłucham z wielką uwagą. To doświadczenia nasze i odkrycia, które te doświadczenia ze sobą przynoszą w każdym danym Tu i Teraz, wzbogacają nas i poszerzają naszą świadomość. A nie oceny siebie i innych. Te nas ograniczają. 

Wiem, że demony, potwory i wszystkie "Gady:, które nas straszą, najpierw potrzeba uwolnić... Przede wszystkim w SOBIE. Wybaczyć im w sobie i pozwolić im odejść albo rozpuścić się w Miłości. W ten sposób możemy je uwolnić w sobie. One wtedy odchodzą z naszego świata. Taką miałam wizję na spotkaniu ze Starą Lipą koło Jaszczurowej.




LUSTRO…
inni nam „lustrzą”, kiedy nas denerwują, irytują, kiedy wzburzają naszą harmonię… Wtedy jako te „lustereczka” pokazują nam te cząstki nas samych, których wyparliśmy się w sobie. Dzięki tej wiedzy możemy zacząć dostrzegać w sobie to, co nasze ego – ja ukryło przed „sobą”, bo oddzieliło się od „niechcianych, nielubianych” części siebie…. w procesie wychowywania („udomowiania”).
Dlatego, jeśli np. ktoś mówił, pisał, pisze i będzie pisać żle o mnie, nie robi to na mnie już żadnego wrażenia, nie burzy mojej wewnętrznej harmonii. Ponieważ rozumiem, z jakiego powodu ktoś to czyni, bo i ja kiedyś tak robiłam (lub podobnie) działając według tego samego wzorca: nienawiści powstałej z oddzielenia i oceniania innych jako tych złych, bo siebie ego chce widzieć wyłącznie jako dobre. 
Dlatego, że te wzorce „uzdrowiłam” w sobie, widzę, że inni według tych wzorców jeszcze działają. A ponieważ rozumiem to i znam z własnego doświadczenia, mogę nawet kochać takie osoby. 
Pamiętam, że wszyscy jesteśmy cząstkami Jedni, że każdy człowiek jest dla mnie lustrem, w którym się odbijają różne cząstki mnie samej…

Zmiana, poszerzenie świadomości polega na tym, że rozumiemy np. takie słowa:
„Nie jesteś kroplą w oceanie. Jesteś całym oceanem zawartym w kropli” - Rumi.
Ktoś, kto uzdrawia te wcześniej „niechciane i nielubiane” części siebie w sobie, rozumie zachowania innych i nie czuje złości na np. tych którzy piszą różne „straszne rzeczy” o innych, lecz zaczyna odczuwać zrozumienie, akceptację takiej osoby i widzieć ją… taką, jaka ona jest, a nawet może odczuwać miłość.
Osoba, której nadal inni wciąż „lustrzą” i zaburzają jej wewnętrzną harmonię, nie może dostrzec i zrozumieć powodów działań takiej osoby i nie będzie ‚wierzyć’, że na innych jej oczernianie nie robi już żadnego wrażenia. Bo taka osoba... ma swoje przekonania. I nawet nie będzie chciała dopuścić takiej możliwości do siebie, dopóki sama nie zacznie doświadczać tej zmiany w sobie.
Więc osoba, która mówi lub pisze o mnie zle, może mówić i pisać o mnie, co jej się "żywnie podoba". Rozumiem, iż teraz inaczej nie może, ani nie potrafi, ponieważ działa według pewnych wzorców myślowych. A ja nie reaguję, ponieważ nie mam potrzeby zasilania swoją uwagą i emocjami tego, co ona robi. Nie tylko wobec mnie, ale i innych.
Czasem, jeśli poczuję z serca, to coś napiszę… Robiąc to, co mam do zrobienia.

Dodam jeszcze, że nie uważam siebie za "lepszą" lub "gorszą" od niej. Albo za "bardziej uduchowioną" od kogokolwiek. Po prostu różni nas tylko… różna zdolność rozumienia i świadomość (samo-świadomość) tego, w jaki sposób działamy tak, jak działamy i dlaczego działamy tak, jak działamy…
p.s. Uczciwość wobec samych siebie i rozpoznanie swoich kłamstw i swoich ukrytych przed ja "demonów" to jedno z najtrudniejszych "wyzwań" w tym świecie. 

*) O Puszce Pandory "streszczenie":
Pewnego dnia Dzeus rozkazał Hefajstosowi ulepić z gliny piękną dziewczynę. Dzeus poprosił Atenę aby nauczyła niewiastę tkania i haftu. Pandora została zesłana do domu Epimeteusza- brata Prometeusza. Prometeusz nie raz zabraniał mu wpuszczać Pandorę do domu, ale ten oczarowany nią wogóle się go nie słuchał. Posłaniec bogów-Hermes przekazał dziewczynie od Dzeusa szkatułę z nakazem, aby jej nie otwierała. Kiedy Pandora i Epimeteusz pobrali się, ta trawiona ciekawością strasznie nalegała, aż w końcu jej mąż otworzył puszkę. Gdy ją otworzyli, zaczęły z niej wychodzić duże, jadowite pająki i węże. Po krótkim czasie z puszki zaczęła wychodzić mglista, przedziwna kobieta. Była to nadzieja. Lecz Pandora na prośbę męża zatrzasnęła puszkę zamykając na zawsze nadzieję. Krótko po tym zaczęły pojawiać się na lądzie i w wodzie choroby przynoszące śmierć ludziom i zagładę światu.

Z Puszki Pandory razem z jadowitymi pająkami i wężami, których jad może zabić, ale również w odpowiednich dawkach może być uzdrawiający, pojawiła się mglista kobieta - nadzieja. Nadzieja to była? Na możliwość uwolnienia człowieka od chorób przynoszących ludziom cierpienie, ból śmierć i zagładę światu? Czy tylko chorób fizycznych? Wygląda na to, że chyba nie.

Film:

Kochanie siebie

Sri Bhagavan mówi o tym co naprawdę znaczy kochanie całych siebie - objęcie siebie samych całkowicie, ze wszystkimi aspektami...






poniedziałek, 29 kwietnia 2013

PRACA ZE SOBĄ, Z ENERGIAMI, ENERGETYCZNYMI KULAMI, SYNCHRONIE I DZIELENIE SIĘ DOŚWIADCZENIAMI część 2

część pierwsza tutaj:
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/04/praca-ze-soba-energia-i-bablami.html


Widziałam, że wszystkie żywe istoty emanują z siebie coś jak… bąble energetyczne różnie drgające – o różnych częstotliwościach. Różne częstotliwości tych bąbli odpowiadają różnym emocjom i uczuciom. To są drgające bąble emocji i uczuć… Jest ich pełno w środowisku Ziemi.
(…)
Któregoś dnia też miałam takie doświadczenie, że zobaczyłam takie bąble latające przede mną. W sali było kilkadziesiąt osób. Te bąble miały bardzo – opiszę, że “gęstą” i ‘trudną” częstotliwość. “Usłyszałam” jakimś wewnętrznym zmysłem zaproszenie “głos mojej duszy”, żeby wyciągnąć swoją energetyczną dłoń w kierunku takiego bąbla skupiając się na najczystszej energii miłości wszechogarniającej. Tak zrobiłam, ale nie dotykając go. To, co się wtedy zdarzyło, było wprost niesamowite.

Przypomniało mi się jeszcze jedno doświadczenie z kulami, które miało miejsce dwa albo trzy lata temu. Było bardzo mocne, intensywne, odczywałam je na wszystkich poziomach ciała: fizycznym, emocjonalnym, uczuciowym, mentalnym i energetycznym pewnie też :-)


Byłam w lesie z dwojgiem znajomych. Mieliśmy tam spędzić noc. Coś się ze mną stało i poczułam, że muszę się uziemić, bo byłam atakowana przez jakieś kule... Przyklękłam na kolana, rękoma oparłam się o ziemię... moja pozycja mogła przypominać stojącą niedzwiedzicę (nie wiem, skąd to skojarzenie?). Czułam, że swoje energetyczne dłonie muszę wydłużyć i wniknąć nimi do środka Ziemi, jak najgłębiej, aż do samego centrum - serca Ziemi. Podobnie "wypuściłam" takie energetyczne korzenie ze stóp. I one także wniknęły głęboko do środka Ziemi. Byłam atakowana kulami bardzo "ciężkich energi" jakby "najstraszniejszymi zdarzeniami i historiami ludzi." Te kule uderzały z wielkim impetem w moje ciało, rozciągały je, jakby moje ciało było niesamowicie elestyczne... Te kule rozciągały moje ciało tak bardzo, że gdy uderzały, to leciały wraz z "włóknami mojego ciała" hen w niebo, w kosmos, jakby chciały to moje ciało rozerwać na strzępy. 


Te kule atakowały mnie raz po raz z ogromną siłą. Wiedziałam, że jedyne, co mogłam zrobić w tej sytuacji było utrzymywanie umysłu i uczuć w jednej intencji, którą powtarzałam jak mantrę: Czysty Umysł i Czyste Serce, Czysty Umysł i Czyste Serce, Czysty Umysł i Czyste Serce... Ta sytuacja trwała chyba ze dwie godziny albo i dłużej. W pewnym momencie poczułam, że kule atakują mnie z coraz mniejszą siłą. Nie zaprzestałam jednak utrzymywania intencji i powtarzania owej "mantry". Wreszcie kule przestały mnie atakować. Wszystko wokół uspokoilo się, a ja przysiadłam na Ziemi. Czułam ogromne zmęczenie. Fizyczne także. Ale czułam się szczęśliwa. Wiedziałam, że przeszłam przez jakieś ogromnie ważne dla mnie doświadczenie. To była mocna lekcja, przede wszystkim utrzymywania czystej intencji.
Napisałam także na blogu Livii Ether:
cyt. z przesłania Hatorów, który przytoczyła kiedyś Livia Ether, a za nią Ania:
cyt.:. “Nie trzeba opuszczać Ziemi, żeby powrócić do “Domu”, ponieważ Dom jest stanem świadomości, stanem jedności wytworzonym w sobie.”


W poprzednich notkach pisałam o pamięci swoich doświadczeń związanych z Atlantydą i o "moich odkryciach" związanych z energetycznymi bąblami oraz pracą z nimi. 

Livia Ether na swoim blogu od dawna dzieli się swoimi doświadczeniami i między innymi wiele pisała o swoich doświadczeniach jeszcze od dzieciństwa związanych z pracą z energiami, a także z jedną wysepką na Bahamach. Livia Ether pracuje nad rozwiązaniem swojej "zagadki" życia tak, jak wiele z nas to robi. :-)

Livia Ether:
28 Kwiecień 2013 at 17:46
"Zauważyłam, że również piszesz u siebie o Bahamach: http://www.tonalinagual.blogspot.com.es/ i że na Mistyce Życia też się o nich mówi.. Hmm, jak widać więcej osób coś wyczuwa w związku z tym tematem…  mam wrażenie, że ma z tym jakiś związek WESAK, choć on w tym roku wypada dość późno, ale może jest jakiś związek…
Piszesz też o energetycznych bąblach/kulach i tak mi się przypomniało “Doświadczeniem z medytacji z delfinami.. Usłyszałam ich głos i szum fal oceanu i podążyłam za tym sygnałem… W wodzie czekało na mnie już wiele tych cudownych istotek a z każdą chwilą było ich jeszcze więcej i więcej.. Wszystkie przybyły po to, aby pomóc ludzkim dzieciom.. ‘Usłyszałam’, że będą przesyłać swoją uzdrawiającą energię tam gdzie jest najbardziej potrzebna za pomocą energetycznych baniek i ujrzałam jak znad wody unosi się coraz więcej takich pięknych kolorowych i bardzo transparentnych kul.. jak płyną w świat..
Wówczas na moment pojawił się pewien obraz.. zobaczyłam ciężko chorego i bardzo smutnego chłopczyka.. leżał sam, po ciemku… to było hospicjum.. w pewnym momencie przed jego oczami pojawiła się ta cudowna banieczka i chłopczyk się rozpromienił.. podążył za tą wizją, za tą energią w niej zawartą.. a potem jeszcze drugi obraz.. inne dziecko, mała śpiąca dziewczynka.. również ciężko chora.. zobaczyłam jak na moment się budzi i również zauważa tę kulkę i zasypia ponownie, ale w śnie zaczyna śnić piękny sen o delfinach, o tym jak z nimi pływa, jak się bawi, jak jest radosna.. Czuję, że tę metodą można naprawdę uzdrawiać ludzi, szczególnie dzieci.. póki co nie potrafię tego w żaden sposób potwierdzić, ale czuję, że już wkrótce stanie się to możliwe slonko.gif (zapisek z dnia 2007-12-09 16:15)
później niejeden raz przesyłałam podobne uzdrawiające banieczki… tam gdzie moim zdaniem ktoś ich naprawdę potrzebował i bez naruszania wolnej woli… tak przynajmniej to postrzegam..
Pisałam też o innych doświadczeniach z kulami, o spotkaniu z dziwną energetyczną kulą w dzieciństwie: http://between.salon24.pl/116755,spotkanie-ze-soba-z-przyszlosci

a także o niefizycznych podróżach pod postacią kuli: http://liviaspace.com/2012/09/27/medytacja-podroz-w-glab-serca/ ".
Maria_st
29 Kwiecień 2013 at 05:20
"Livio alez mamy podobne doswiadczenia….
Ja w podobnym wieku miałam doswiadczenie z pomarańczowo-niebieska kulą….wirująca wokol wlasnej osi, skladajacej sie jakby z wielu kwadracikow , swiecaca i jakby zywa / takie odnioslam wtedy wrazenie /…tez znalazła sie w pokoju znikąd, z tym ze telepatycznie ze mna sie skontaktowała….pamietam, ze zawisla nad moimi stopami, znizyła lot / ja sie wtedy schowałam pod kołdra —to było po 22 / i ostatnie co pamietam..to błogie cieplo od stóp do serca płynace……u mnie ta kula była wielkości piłki plażowej…..
Miałam wrazenie taj jak napisałam wyzej..że żyje……
Ocean….piekna czysta rozległa plaza i ja w białej przewiewnej sukni w dlugich jasnych wlosach / cos jak siwo–białe/…..to tez czesty u mnie motyw (...)


Anilalah
I dalszy DIALOG Z LIVIĄ ETHER:

Livia Ether: “Twoim zdaniem straszy mnie to jednak, bo sama to stworzylam??"

Liviu Eter, nie wiem, jak jest u Ciebie, ale u mnie tak było. Wybacz, ale dzielę się swoimi “odkryciami”, przypomnieniem i rozpoznaniem. Chciałabym bardzo, żebyś mnie zrozumiała, bo nie mam zamiaru nikogo o nic posądzać ani obwiniać. Nie mam zamiaru nikomu nic narzucać ani sugerować. Piszę o tym, co dotyczy mnie i mojej pamięci. Twoje doświadczenie i Twoja pamięć może być inna. (Tak, jak i Klanowych Matek). 

Livia Ether: 
"Nie potrafie sobie tego nawet wyobrazic, ale rozumiem, ze kazda z nas moze mieć inne doświadczenia:)"

Tak, właśnie tak.


Livia Ether: 

“I tak jeszcze do mnie przyszło, że takie mówienie, że to my sami tworzymy to całe zło które do nas wraca może być świetną zagrywką ‘ciemnych’, którzy w ten sposób skutecznie zrzucają z siebie odpowiedzialność za własne czyny na nas i skutecznie nas zajmują niekończącym się oczyszczaniem siebie i niekończącym się uwalnianiem… “

Rozumiem. Możesz nawet myśleć, że jestem pod wpływem “zagrywek” owych ‘ciemnych’. Jeśli nawet, to w porządku. Ale ja właśnie nie zrzucam odpowiedzialności na nikogo innego za to, jak ten świat wygląda, a robią to czasami zarówno “świetliści” jak i “ciemni”. Być może to świetliści mają racje, bo nie mają nic wspólnego z tym światem, tylko do niego z jakichś powodów “wpadli”. To nie jest łatwe, ale wiem, że w jakiś sposób, w jakiejś części ponoszę odpowiedzialność albo współodpowiedzialność za ten świat. Trudno to wytłumaczyć… Jeśli jesteśmy wszyscy cząstkami całości, to taka całość obejmuje światło i ciemność – według mnie. Ja w Tobie, a Ty we mnie albo Ja jestem Tobą Ty jesteś mną. Może to też jest zagrywka ‘ciemnych’?


Ja wiem, być może prawie każdy ma swoją “strefę cienia” albo “puszkę Pandory”, którą potrzebuje indywidualnie rozpoznać, przyjąć z odwagą i pokorą i przetransformować. [ a jak to się uda,] wtedy pojawia się zrozumienie i miłość wszechogarniająca. Ale moja wiedza, nie musi być wiedzą “uniwersalną”.


Livia Ether: 

“wiesz.. kiedy byłam małym dzieckiem z jednej strony bardzo kochałam ten świat, choć z drugiej czułam się tutaj obco… dużo bólu sprawiało mi to co tutaj widziałam, wojny, przemoc wobec ludzi i zwierząt, cierpienie…. “

Wiem, ja nawet próbowałam z tego powodu popełnić samobójstwo, ale kiedyś usłyszałam głos wewnętrzny: Jesteś tu po to, żeby zrozumieć. I zrozumiałam, że dopiero wtedy będę mogła pójść dalej.


Livia Ether: 

“Popatrz też na swoje wspomnienia z Atlantydy… Czy masz poczucie, że przyczyniłaś się do jej zniszczenia, bo podjełaś niewłaściwą decyzję??”

Czuję się w jakiś sposób odpowiedzialna. Ale wiem, tak zrozumiałam tamtą lekcję, że innej decyzji nie umieliśmy wówczas podjąć. Teraz postąpiłabym inaczej. Wtedy mieliśmy intencję, by nasza energia nie została przetworzona i użyta do zniewolenia ludzi. Nasza intencja była sformułowana jako “sprzeciw” wobec działań “strony ciemnej”. I tak wówczas sformułowana intencja tylko zasiliła owe działania “strony ciemnej”…


I jak pisałam, wyciągnęłam wniosek z tamtej lekcji:


KAŻDY SPRZECIW WOBEC DZIAŁANIA, KTÓRE OCENIAMY JAKO “ZŁE”, ZAWSZE ZASILA TO DZIAŁANIE, PRZECIWKO KTÓREMU PROTESTUJEMY…


Dlatego teraz, nawet, gdyby zaistniała podobna sytuacja, moją intencją jest i byłoby: utrzymanie się w energii harmonii i pokoju oraz… zasilenie lub wsparcie tą energią miłości wszystkich istot, którym ta energia może się przydać, aby mogły się uwolnić., jeśli tego pragną.


Livia Ether: 

“slyszalam o Braminach ktorzy mowili zeby nie pomagac glodnym ludziom, bo ci zasluzyli sobie na swoj los i niech umra z glodu… zreszta cala kastowosc tu sie klania… kojarzy mi sie to z podejsciem ciemnego kaplanstwa z atlanu.. i z ciemna strona oriona… ot takie skojarzenie, pewnie jedno z wielu…”

Z tego, co ja rozumiem ze słów o tym, by “nie pomagać głodnym ludziom” na przykład, to tu chodzi o nieingerencję w czyjąś karmę. Bo każda taka ingerencja wciąga “głębiej” w karmę. Ale to jest jedno z wielu UOGÓLNIEŃ, KONCEPCJI, jak należy postępować wobec innych ludzi. A ponieważ tak naprawdę, jeśli moją intencją jest miłość i harmonia, to kiedy jestem połączona ze Źródłem, nie kieruję się żadną koncepcją lub przekonaniem typu : “nie należy karmić głodnych” albo ” należy nakarmić głodnego”, lecz w danej sytuacji słyszę głos serca i robię to, co mam do zrobienia. Nic więcej. Bo każde moje spotkanie w tu i teraz jest indywidualnym spotkaniem ze sobą w innej formie czy” kondycji”. Bo pamiętam, że wszyscy jesteśmy cząstkami Całości.


Livia Ether: 

“mysle tez, ze mam w sobie naprawde sporo zrozumienia dla innych i potrafie wszystko, a w kazdym badz razie wiele wybaczyc, ale naprawde chcialabym juz zyc w swiecie wolnym od tak ciezkich wibracji jak te, ktore emanuja chocby z rzezni…. “

Wiem, o czym piszesz, bo miałam kiedyś spotkanie w lesie z sarną, która mi opowiedziała o ogromnym cierpieniu zwierząt. Drzewa opowiadały mi o cierpieniu innych istot, w tym kobiet także…


Rozumiem Cię kochana. Z całego serce życzę, by pragnienia Twojego serca czy Twojej duszy się spełniły. Wiem, przecież, że ani nie zabijasz ani nie przyczyniasz się do zabijania i cierpienia innych istot. Ale teraz sama odczuwasz coś w rodzaju cierpienia, gdy masz do czynienia z takimi ciężkimi wibracjami… z jakiegoś powodu. Tylko Tobie znanego.


Według mojego doświadczenia i zrozumienia wyjście jest takie: jeśli ktoś pragnie na przykład uwolnić się z uzależnienia od destrukcyjnych wzorców tego “matrixa”, to może przestać myśleć o innych w taki sposób, jaki może uczynić krzywdę innym i nam oraz uwalniać się z emocji, które mogą zaatakować innych. W ten sposób wzmacniamy swoje indywidualne pola energetyczne. Dlatego ja nie chcę więcej przerzucać odpowiedzialności na innych czy obwiniać innych za “zło, które czynią”. Szukam sposobu, jak uwolnić siebie i jak mogę wesprzeć innych, którzy pragną takiego uwolnienia od “cIężkich wibracji”. [Dlatego na przykład] u siebie napisałam:


Te bąble miały bardzo – opiszę, że “gęstą” i ‘trudną” częstotliwość. “Usłyszałam” jakimś wewnętrznym zmysłem zaproszenie “głos mojej duszy”, żeby wyciągnąć swoją energetyczną dłoń w kierunku takiego bąbla skupiając się na najczystszej energii miłości wszechogarniającej. Tak zrobiłam, ale nie dotykając go. To, co się wtedy zdarzyło, było wprost niesamowite.


(...)

A może chodzi o to, by wybaczyć nie tylko wiele, ale naprawdę wszystko, sobie i innym?

***


Teraz zobaczyłam na poniższym obrazku kryształowe serce i otaczający je kolorowy dym iluzji...



I takie skojarzenie się pojawiło: dlaczego matka Buddy miała (ma) na imię Maja, tak samo, jak pewien lud z Ameryki? Czy to przypadek? Niemożliwe. 


środa, 3 października 2012

NAJTRUDNIEJSZE LEKCJE DO ODROBIENIA W "ZIEMSKIEJ SZKOLE"


Jednym z najtrudniejszych doświadczeń jest DOŚWIADCZENIE NA SOBIE ŁAMANIA PRAW i UMÓW (bez "wypowiedzenia" ;-)). Wiem, że to JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH LEKCJI w tej czasoprzestrzeni.

Gdyby prawa nie były łamane, nie byłoby wojen. Gdyby umowy nie były łamane, nie byłoby żadnych konfliktów...

Coś mi się zdaje, że KAŻDA ISTOTA LUDZKA ma COŚ do PRZEPRACOWANIA, a jak nie, to do ma coś do odkrycia lub WYKONANIA TUTAJ. Nić losu (karma) przeplata się z nicią przeznaczenia (przebudzenie/oświecenie)… Choć wiem, że w pewnym momencie, gdy osiągamy pewien "punkt" świadomości, karma przestaje działać, a nawet przestaje mieć znaczenie...

Odpowiedzcie sobie na pytanie (ja sobie odpowiedziałam): czy nigdy nie złamaliście żadnego PRAWA albo Prawa czy prawa? To nie ma znaczenia, w jakiej skali czy ludzkiej, czy boskiej, czy kosmicznej. Nie ma to znaczenia czy świadomie czy nieświadomie. Nie ma to żadnego znaczenia, bo we wszystkich tych skalach ten wzorzec wymaga “uzdrowienia" przez przyjęcie do świadomości, zrozumienie i uwolnienie. Jeśli "uzdrowimy" i uwolnimy ten wzorzec tylko na jednym z planów np. ziemskim, to i tak kiedyś będziemy musieli uzdrowić ten wzorzec funkcjonujący także na innych planach np. boskim. Ale teraz żyjemy w wyjątkowym czasie i wyjątkowej przestrzeni, kiedy możemy TU i TERAZ dokonać tej przemiany na wszystkich planach...

Druga bardzo ważna lekcja, która jest nie lada wyzwaniem to ZROZUMIENIE, CZYM JEST ZŁO, po co jest DUALIZM i BIEGUNOWOŚĆ. Być może bez doświadczenia dobra i zła oraz BIEGUNOWOŚCI JAKO PRZECIWIEŃSTW, nie byłoby mowy o jakimkolwiek wzrastaniu i rozwoju .


DUSZA ani DUCH nie mogą się rozwijać i wzrastać BEZ tego doświadczenia łamania praw i blokady rozwoju. Czym byłby rozwój i wzrastanie duszy bez tego wyzwania? Drugą stroną tego medalu jest wzorzec, kiedy indywidualne byty SAME decydują się na stagnację i "udoskonalanie" *) jednego i tego samego wzorca, nawet przez tysiące lat – np.: wzorca łamania PRAW i UMÓW (dotyczy to także narzucania komuś swojej woli i związanych z tym manipulacji - "magii" zarówno tej "czarnej" jak i "białej" jak i "różowej"). 


Ponieważ jesteśmy JEDNYM, JEDNIĄ przejawiającym się w nieskończonej ilości części (o różnych częstotliwościach i zakresach drgań – stąd wielość form), to jeśli kiedykolwiek doświadczyliśmy na przykład wolności i samowoli związanej z utożsamieniem się z rolą kreatorów lub bogów tworzących systemy i w pewien sposób narzucających swoje PROJEKTY INNYM (a każda istota ludzka ma w sobie także i cząstki tych bogów **), to dla równowagi potrzebujemy SAMI doświadczyć również narzucania woli PRZEZ INNYCH na przykład.


CZY TO PRAWDA?

Więc jeśli ktokolwiek myśli, że został do tego świata rzucony na silę, to znaczy, że wcześniej sam wobec innych istot stosował pewnego rodzaju manipulacje lub podjął się jakichś zobowiązań. Jeśli ktoś wypiera się tej oczywistości, że KAŻDA ISTOTA LUDZKA MOŻE ZNALEŹĆ HARMONIĘ W SOBIE, zamiast oczekiwać i wypatrywać jej na zewnątrz lub w innym świecie, to taka osoba tkwi w pułapce umysłu - osobistego, małego ja.

Jeśli na przykład ktoś uważa, że znajduje się tutaj, ponieważ został/a złapany/a w jakąś sieć i zmuszony/a do pobytu tutaj, to znaczy, że ma jakąś traumę związaną z rolą ofiary, której nie jest świadomy/a. Utrzymywanie się przy tej koncepcji jako Prawdy, blokuje wtedy możliwość oczyszczenia takiej karmy i uwolnienia się od tego programu (wzorca). Ten pogląd ma wielu ludzi, w tym wielu ezoteryków, którzy w ten sposób utrzymują siebie w nieustannej walce – wojnie dobra i zła oraz zasilają lęk (a może i złość albo nienawiść?) przed potencjalnymi oprawcami, którzy zmusili ich do pobytu na Ziemi i którzy tworzą dalsze pułapki, by ich tutaj zatrzymać. Ktoś może mówić: nie wierzę w karmę, mnie to nie dotyczy… I tak może być w istocie. Jednakże...

Takie osoby nie rozumieją, że poprzez przyjęcie do świadomości wypartych części siebie (zarówno ofiar jak i oprawców) oraz uświadomienie sobie, wybaczenie sobie i zrozumienie swoich wzorców działań jako ofiar i oprawców, pozwoli im na wyjście – uwolnienie się z pułapki, którą sami podtrzymują i zasilają swoją energią. Zamiast tego, szukają sposobów, które wymagają doładowywania swojej energii i nadal sami muszą ją kraść, chociaż robią to często nieświadomie. Nadal uprawiają manipulacje i magię też nieświadomie. Nadal zasilają te same wzorce i programy – UTRZYMUJĄ JE – tkwiąc w nich też nieświadomie.

Są jak upadli bogowie, którzy zasłaniają się swoim człowieczeństwem, bo wyparli się swojej boskości. Wyrzucili ją gdzieś daleko w niebo albo kosmos i tęsknią być może za boską sprawiedliwością albo za boskim dobrem. Inni próbują udowadniać ‘ważniejszość’ jednych bogów nad innymi bogami…. itp. itd… Wypierając się bogów i bogiń w sobie czy  jedynego  boga w sobie,  zapomnieli, kim są. A my jesteśmy połączeni z istotami boskimi i ze Źródłem. Możemy sobie o tym przypomnieć.

Ależ ten umysł ograniczony do przekonań naszego "małego ja" czyli tego, z czym się utożsamiamy, bywa przewrotny i super inteligentny… Byle utrzymać istotę ludzką w konflikcie, w podzieleniu, w oddzieleniu, w zapomnieniu, w nieświadomości… Najlepiej przez strach i ból. No i oczywiście poprzez koncepcje i przekonania utrzymujące ego - nasze identyfikacje tożsamościowe w  rozdarciu i biegunowości jako walki PRZECIWIEŃSTW.

Tak, wiem, że są dusze, które potrzebują takich doświadczeń i będą kontynuować walkę dobra i zła, ofiary i kata, światła i ciemności itp…itd… I wiem, że te decyzje podejmowaliśmy na poziomie WOLNYCH DUSZ, które podejmowały decyzję o swoim wcieleniu w danym świecie - danej czasoprzestrzeni tego wszechświata.

Teraz mamy wybór: transformacja czy stagnacja i powtórki z rozrywki?
Z pewnej perspektywy -   z perspektywy wieczności  - nawet to, co wybierzemy teraz też nie ma znaczenia… Ale traktując mnie jako swojego wroga, traktujesz siebie jako wroga – nieświadomie.
Traktując Ciebie jako mojego wroga, traktowałabym siebie jako swojego wroga.
Można grać w takie gry, ale ja już jestem od tej gry we wrogów wolna.

************
I z serca polecam na YouTubie filmiki z Katie Byron. Jest ona wspaniałą studentką życia studiującą naturę ludzkiego umysłu. Jest także jednocześnie nauczycielką nowych metod rozpoznawania sposobów działania naszego umysłu. Sama doświadczyła wiele i zrozumiała, na czym polegają pułapki umysłu utrzymujące nas rolach katów-ofiar, w cierpieniu, ocenianiu, oskarżaniu innych... itp.



I całą serię pt.
Byron Katie The Work: O matce i synu cz.1 [Napisy PL]



********

*) Niczego jednak nie udoskonalamy. To właśnie jest iluzja. Raczej odgrywamy swoje role.
**) Każda istota ludzka "ma w sobie jednego boga albo wielu bogów", ponieważ każdy został wychowany w jakimś systemie wierzeń czy systemie kulturowym. A te systemy bez pojęcia bóg czy bogini albo bogowie oraz bez idei zaprzeczających ich istnieniu, nie są pełnymi. Nawet ateiści dyskutują na temat boga.

********


ta notka jest rozwinięciem mojego komentarza, który umieściłam  NA BLOGU NNKI.