wtorek, 16 grudnia 2014

ACH...





WSZYSTKO, czego szukasz,
możesz znaleźć w UMYŚLE.
Możesz w NIM też znaleźć to,
czego nie szukasz.

Jednak PRAWDĘ odnajdziesz
tylko poza UMYSŁEM.
W najgłębszej przestrzeni 
twojego SERCA.

A gdy JĄ odnajdziesz,
możesz NIĄ przeniknąć WSZYSTKO
jako rozpoznanie, zrozumienie: 
ACH...





sobota, 13 grudnia 2014

GDY KSIĄŻĘ KŁAMSTWA STAJE SIĘ KRÓLEM - PODDANYM PRAWDY



„Tym, który żyje naszym życiem, jest wielki oszczerca, Książe Kłamstwa – głos w naszym umyśle. Głos głodu wiedzy (…)” – Miguel Ruiz

Książe Kłamstwa mówi, że prawdę odnajdziemy w wiedzy i będzie podsuwał nam zagadkę za zagadką…

cyt.
„- Jak można dojść do prawdy?
(...) mój dziadek odpowiedział:
– Prawdy trzeba doświadczyć. Ludzie odczuwają potrzebę opisywania, wyjaśniania i wyrażania tego, co widzą, ale kiedy doświadczamy prawdy, nie ma słów, aby ją opisać.

Możemy odbierać prawdę za pośrednictwem naszych uczuć, ale jeśli tylko spróbujemy opisać ten stan słowami, rozmywamy jej znaczenie. Prawda znika. To zaczyna być częścią naszej historii! Jest to projekcja oparta na rzeczywistości, która jest prawdziwa tylko dla nas, ale wciąż staramy się przełożyć nasze doświadczenie na słowa. I w gruncie rzeczy jest to coś wspaniałego. Jest to największa sztuka, jakiej może dokonać człowiek.” – „Głos wiedzy” Miguel Ruiz

…Tworząc historie zniekształcamy prawdę… Ale gdy mamy świadomość, że historie to historie, które zniekształcają prawdę, a prawda jest nie do opisania, to już wiele się może zmienić w naszym życiu… Możemy nauczyć się np. cierpliwości i zrozumienia dla historii swoich i historii opowiadanych przez innych. I możemy nauczyć się wypowiedzi każdego czytać sercem…  Możemy cieszyć się z tej całej twórczości... Możemy też oczyścić swoje historie z kłamstw...

Ów "Książe Kłamstwa" podsuwa nam takie pomysły na przykład, że istnieją jakieś "siły destrukcyjne" czy "negatywne wibracje", które "produkują", "emitują" i wysyłają do nas inny, aby nami manipulować. Nie wiem, czy to kłamstwo czy prawda. To zależy od tego, czy Ty uznasz to za prawdę czy kłamstwo, ale... Jeśli ktokolwiek z nas "reprezentuje" jakiekolwiek „siły destrukcyjne” czy „negatywne wibracje”, jeżeli widzimy to u innych, to można:

1. unikać takich ludzi, bo poruszają tzw. „niższe (negatywne) wibracje” czy „siły destrukcyjne” w nas samych. Ale i tak będą one na nas wciąż oddziaływać... Jeśli jesteśmy ich nieświadomi, będziemy się ich wypierać w sobie, bo tego tzw. ego boi się bardzo… żebyśmy przypadkiem nie uświadomili ich sobie i nie zobaczyli w sobie. Bo a nuż zechcemy uwolnić się od tego, a wtedy „Książe Kłamstwa” poprzez swoje narzędzia - nasze piękne ego nie byłby zasilany i już nie mógłby nami dłużej rządzić… A najskuteczniej rządzi nami, gdy pozostaje w ukryciu przed nami samymi – blokując wciąż nasze tzw. „wyższe Ja” i naszą samo-świadomość. 

2. sprawdzić, co z nami robią te „”siły destrukcyjne” czy „negatywne wibracje” i uświadomić sobie, że jednak one pobrzmiewają w nas . Dopiero wtedy, gdy je uświadomimy w sobie, możemy je zintegrować i przetransformować w sobie, a w ten sposób uwolnić się od ich działania w sobie. I uwolnić się od poddania rządom „Księcia Kłamstwa”. Wtedy moglibyśmy zobaczyć, kim jest ów "Książe Kłamstwa". Obnażony, traci swą moc i przestaje być "Księciem Kłamstwa". Staje się Królem  - choć jednocześnie poddanym Prawdy.

Póki prawdy nie doświadczymy w bezpośrednim, indywidualnym, intymnym przeżyciu jej, to wszystko, co o niej myślimy, czytamy, piszemy jest tylko próbą uchwycenia czegoś, co jest nieuchwytne dla „nieprzebudzonego umysłu” czyli takiego, którym rządzi (poprzez tzw. ego) ów "Książe Kłamstwa".

"Książe Kłamstwa" to wspaniały odtwórca, a nie twórca... zawiadujący naszymi "nieprzebudzonymi umysłami", swoiście pięknymi ego - ja ograniczonymi przywiązaniem do wiedzy (koncepcji i przekonań) o świecie i o sobie samych. (*)

Dlaczego wierzymy w nieprawdę? Bo to, w co Ty wierzysz, jedynie dla Ciebie jest prawdą, a dla innych może być/ jest kłamstwem. Tak działa ego służące "Księciu Kłamstwa" - ten głos w naszych głowach, który nami rządzi i podpowiada:

– „Tylko to, co wiem ja, jest prawdą. Ale to, co wiesz ty, jest kłamstwem.”

Wszystko, w co wierzysz staje się dla Ciebie prawdą, a w co wierzą inni, staje się prawdą dla nich. A to są tylko historie, w które ktoś wierzy, a ktoś inny nie wierzy. (Pisałam o tym w bajce o Rozbitym Lustrze ;-) ) On z jednej strony wzmacnia pewne struktury - systemy, a z drugiej różnicuje je między sobą tak, by musiały prowadzić ze sobą walkę, by konkurowały i współzawodniczyły ze sobą. Walka, walka, walka w wielu różnych formach. (O walce pisałam między innymi tutaj) .

Dlatego ja… nie muszę mieć racji … wolę (choć nie wiem czy to "moja wolna wola" :-)) czuć w sercu radość życia. I wolność od przekonań na temat innych i siebie. I widzieć rzeczy, sytuacje i działania jako historie, i widzieć je takimi, jakie są, bez oceniania, oczekiwań... I robić to, co mam do zrobienia. W wolności... I bez przywiązania nawet do tej wolności...

Życie może być piękne. Jak fascynująca podróż... To zależy tylko od nas. Od nikogo więcej… 

W zasadzie są dwie drogi – ścieżki, którymi podążają ludzie: ścieżka kłamstwa i ścieżka prawdy. Ten, kto znalazł się na ścieżce prawdy, wie, że żadna z tych dróg nie jest lepsza ani gorsza od tej drugiej. Jednak...

Na ścieżce kłamstwa cierpimy i o swoje cierpienie oskarżamy innych, okłamujemy nieświadomie samych siebie, a o kłamstwa oskarżamy innych, ale nie jesteśmy tego świadomi, bo prawda z kłamstwem jest „doskonale” w nas wymieszana. Mamy niby wolną wolę, ale jest ona iluzoryczna, bo rządzi nami przywiązanie do wiedzy (koncepcji i przekonań) o świecie i wiedzy (koncepcji i przekonań) na swój temat oraz… pożądanie z tego wynikające.

Na ścieżce prawdy stajemy się odpowiedzialni za siebie, za swoje myśli, słowa, czyny, stajemy się samoświadomi działając w całkowitej ufności w to, co przejawia się przez nas i co nas spotyka na naszej drodze. Nasza wola łączy się z Wolą Całości, Jedni, Wszystkiego, Co istnieje. Stajemy się wolni od wiedzy, pożądania, przywiązań, ocen, oczekiwań, a dzięki temu zawsze mamy dostęp do takiej wiedzy (mądrości), która potrzebna jest nam w danym momencie, w danej sytuacji, w każdym tu i teraz. I jest ona zmienna...

To ego pcha nas na ścieżkę kłamstwa. Ono jest bardzo „kreatywne” (cudzysłów zastosowałam dla zaznaczenia iluzji owej kreatywności). A wtedy działamy i zachowujemy się jak marionetki, „bio-roboty”, którym wydaje się, że coś „tworzą”, a tylko poprzez ego podporządkowane "Księciu Kłamstwa" - Umysłu nieprzebudzonego , wykonują jego wolę ,

Na ścieżce prawdy nie stajemy się „bez-emocjonalnymi kukłami”, ale dopiero wtedy zaczynamy wiedzieć to, co mamy wiedzieć (w wolności od konieczności wiedzenia czegoś), rozumieć siebie i innych (w wolności od konieczności rozumienia) i współ-odczuwać, dzięki doświadczeniu wszechogarniającej miłości. Bo przypominamy ją sobie poprzez doświadczenie jej w najprostszy sposób: bez-pośredni(ków), w sobie, poprzez siebie. 


Dodane 17.12.14
Dziś znalazłam taki obrazek...

 I zachwycił mnie, między innymi dlatego, że coś sobie przypomniałam...  :-). Wiele lat temu widziałam (w poszerzonym stanie świadomości) podobny obraz... na drzewie stworzony na korze orzecha włoskiego. Ale postać kobieca i męska, a właściwie ich głowy, były ustawione profilami, jedna za drugą: z tyłu kobieca, a przed nią męska. Głowa kobiety była umieszczona twarzą do tyłu głowy mężczyzny. I ta kobieta bardzo delikatnie "wdmuchiwała" ŚWIADOMOŚĆ" w głowę mężczyzny - tak na wysokości szyszynki. (Wtedy nie wiedziałam, że na tej wysokości znajduje się szyszynka). 

Dodane 18.12.14 (z komentarza pod notką - dzięki Marku za inspirację):

Tu chodzi nie tylko o mężczyzn, ale i o kobiety. Chodzi o umysł w mężczyznach i kobietach... Fakt, przedstawiam aspekt żeński świadomości usytuowany względem męskiego umysłu, ale jako wzajemnie się dopełniające, a nie "biegunowe". :-) Są kobiety, które także są bardzo przywiązane do pewnej wiedzy i wzorców umysłu... sama byłam, to wiem.  Jednakże... przyrost świadomości jest możliwy, kiedy "uelastyczniane" są owe "nici pajęcze" struktury umysłu ograniczające nasze postrzeganie... 

Powiedzmy, że nasz fizyczny umysł (nieprzebudzony) jest uwarunkowany przywiązaniem do pewnych przekonań. Te przekonania tworzą "stabilną" strukturę - sieć. Taki fizyczny umysł otrzymuje informacje od tzw. Wyższego Umysłu ("Wyższego JA" czy "wyższej jaźni" - umysłuprzebudzonego).

Powiedzmy, że widzimy jakiś symboliczny obraz, w którym przekazywana nam jest pewna informacja. Fizyczny umysł (nieprzebudzony) postrzega ten obraz. Ale postrzega wyłącznie to, co jest w stanie "zinterpretować" - z-rozumieć. W rzeczy samej w tym obrazie może być zawartych znacznie więcej informacji lub nawet inne informacje niż jesteśmy w stanie rozczytać, przyjąć fizycznym umysłem (nieprzebudzonym), z-rozumieć czy "zinterpretować".

Po prostu, kiedy nasz umysł fizyczny nie jest przebudzony, to nie możemy doświadczyć całości wiedzy zawartej w takim obrazie i nie wiemy, nie rozumiemy tego, co taki obraz reprezentuje, ponieważ taki obraz zawiera dane"pochodzące" z "Wyższego Umysłu" (przebudzonego). Dopóki nasz fizyczny umysł nie zostanie przebudzony czyli zharmonizowany z Wyższym Umysłem jest to niemożliwe. A w "procesie" - harmonizowania naszego fizycznego umysłu z Wyższym Umysłem - pomocna i niezbędna jest poszerzająca się samoświadomość... to dzięki niej struktury fizycznego umysłu (owe sieci) stają się mniej "skrystalizowane" (materialne), zmieniają swój stan i stają się coraz bardziej "elastyczne" (płynne) - tu porównanie do stanów kryształów: stałe, płynne i energetycznie swobodne (gaz albo nawet tzw. plazma :-) ).



środa, 3 grudnia 2014

KLĄTWY


Około 2004 roku miałam sen, w którym:

Moja mam była w ciąży ze mną. Jakieś czarownice chciały dobrać się do mnie. Chciały mnie porwać, bo z jakichś powodów bały się tego nie narodzonego jeszcze dziecka. I inne wróżki doradziły mojej mamie, aby mnie ukryła. W dalszej sekwencji snu zobaczyłam embrion w słoiku schowany w... gównie wychodka stojącego na posesji moich dziadków. Byłam tym embrionem. I pamiętałam w tym śnie, co wtedy, jako ten embrion czułam. To było... straszne. Nie będę tego opisywać.

Kilka dni po tym śnie zapytałam mamę, czy w trakcie, gdy była ze mną w ciąży, stało się coś dla niej traumatycznego? Odpowiedziała, że tak. Poprosiłam, żeby mi opowiedziała. Nie bardzo chciała, ale wreszcie zdecydowała się.

To był siódmy miesiąc ciąży. Mama była w domu u swojej ówczesnej szefowej. Miała do wykonania jakąś pracę polegająca na przepisywaniu czy sprawdzaniu jakichś papierów. (Może sprawdzała prace uczniów?) To był piękny, duży dom. Była w nim sama. Nagle usłyszała w salonie jakieś dziwne dźwięki. Wstała i przeszła do salonu. Zobaczyła dwie cyganki, które okradały dom. Mama zareagowała, coś zaczęła do nich wykrzykiwać, żeby natychmiast się wyniosły. Cyganki powiedziały, żeby się nie wtrącała. Ale mama czuła się odpowiedzialna i nadal na nie krzyczała i zaczęła je obrażać. Wtedy one rzuciły na nią przekleństwo i na jej nienarodzone dziecko też. Kilka dni później mama straciła połowę wód płodowych. Wylądowała na kilka dni w szpitalu. Potem wróciła do domu. Urodziłam się prawie miesiąc po terminie. Nie chciałam "wyjść". Urodziłam się z pępowiną owiniętą wokół szyi i w "czepku na głowie". Poród kleszczowy. 

Ile wspólnego mają ze sobą ta klątwa rzucona na moją mamę i na mnie w jej brzuchu i mój sen o dziecku w słoiku umieszczonym w wiejskim wychodku?


Polecam z serca filmik, w którym Ewa Renata Cyzman-Bany mówi o "klątwie" i tłumaczy, czym jest i na czym polega. Mądrze tłumaczy. Lepiej chyba bym tego nie zrobiła ;-) :


Różne nasze słowa, oskarżenia, posądzenia mogą być jak klątwy, które rzucamy na innych...
Wiele razy bywałam w takiej sytuacji, kiedy posądzano mnie o różne rzeczy, których nie z-robiłam. Bolało mnie kiedyś, ale im bardziej stawałam się świadoma, tym mniej bolało i tym więcej śmiałam się z samej siebie. Byłam wiele razy atakowana i straszona, nawet „kosmiczną policją”. NIE MAM DO NIKOGO O TO PRETENSJI. Nawet jestem wdzięczna za to, co było. Bo to było doskonałe na swój sposób. To była moja lekcja. I każda/każdy z nas otrzymuje takie lekcje, jakie jej/jemu są potrzebne. Ale bywa, że mamy „krótką pamięć”… Bo np. traktujemy siebie i pewne sprawy zbyt poważnie.

Sama bywałam kilka razy w takiej sytuacji, kiedy posądzano mnie o różne rzeczy, których nie z-robiłam.. Ale… dojrzałam kiedyś do tego, żeby i to zrozumieć i wybaczyć tym, którzy mnie niesłusznie oskarżali o coś i wybaczyć także sobie. Bo… skoro to do mnie „wracało”, to znaczyło, że kiedyś musiałam robić tak samo – oskarżać innych niesłusznie. A ja mogłam się przejrzeć w lustrze czyichś bezpodstawnych oskarżeń. I sprawdzić, czy i jak to jeszcze działa na mnie...

Czy i Ty nie oskarżyłaś/łeś nigdy w swoim życiu kogoś niesłusznie, choćby wydając jakieś sądy i opinie, które tak naprawdę nic z tą osobą nie miały wspólnego? Wiesz na pewno, że nie?
Och, jak wiele widzimy u innych, a jak w sobie nam trudno to dojrzeć. Przecież wiemy o tym...
Oczywiście możliwe jest, że przez całe swoje życie Ty nigdy nikogo nie oskarżyła/łeś bezpodstawnie. To możliwe. Bo wszystko jest możliwe.

Ja jednak nie mam ochoty więcej użalać się nad „rozlanym” kiedyś „mlekiem”. Ale nie powiem, że nigdy nikogo nie oskarżyłam niesłusznie. Gdybym się do tego nigdy nie przyznała przed sobą, to nigdy bym się od tego nie uwolniła. I mam ochotę teraz śmiać się ze swojej głupoty, która polegała na tym, że kiedyś oskarżałam innych niesłusznie. Nawet, jeśli to robiłam z powodu" rzuconej na mnie kiedyś przez kogoś klątwy"... ;-)


I w tym świadomym śnieniu przenikającym się ze świadomym przechodzeniem na jawę i z powrotem, które zdarzyło się kilka dni temu(*), wybaczyłam tym cygankom i mamie, i sobie... Bo wybaczenie połączone ze zrozumieniem tego, iż w pewnych sytuacjach wszyscy ludzie nie potrafią i nie mogą się zachować inaczej niż się zachowują, jest uzdrawiające, oczyszczające i uwalniające.

___________________-
(*) Dziś w nocy miałam ciekawe doświadczenie… śnienie było świadome, przechodziło w tzw. jawę i też byłam tego świadoma, a potem znów w śnienie… Jakby następowała integracja pomiędzy świadomością śnienia i jawy.