sobota, 28 września 2013

MEDYTACJA, INTROSPEKCJA, PRZEBUDZENIE...



Czuję jeszcze większy s-pokój w sobie od kilku dni. Harmonię… i szczęście.
 “Widzę” (wewnętrznym widzeniem), jak różne "części mnie" na zewnątrz drgają, pulsują, tańczą, podróżują, a niektóre nawet "walczą" o racje "mieczami iluzji", albo się cieszą albo smucą… z wielu różnych powodów… 
Jak niektórzy podobni marionetkom robią to, co myśli i emocje im "każą", bo przecież nimi animują i poruszają... Wewnątrz i na zewnątrz jednocześnie... Jak wplątani w sieć powiązań czasem próbują się wyrwać... i szarpią...

Czuję i widzę jak wzorce w cząstkach Uniwersalnego Umysłu ożywiają i utrzymują Całość w tańcu i ruchu… Jak różne idee, koncepcje, przekonania chcą być realizowane, jak Całość chce się przejawiać na nieskończoną ilość sposobów…
Nie spodziewałam się tego… Nie myślałam o celu. A jednak... to, co mnie spotyka wciąż jest "zaskakujące", ponieważ wypływa z  przestrzeni "nieznanego" albo "zapomnianego". Życie jest cudowną przygodą, podróżą w nieskończoności... w wiecznym TU i TERAZ... A Przebudzenie jest czymś bardzo prostym, czymś naturalnym. Czymś, czego wciąż od czasu do czasu doświadczamy…

Alan Watts - PRAWDZIWY TY (Polski lektor)


Czasem wracamy... raz szybciej, raz powolutku do naszej “Pramamy” – świadomości Jedni… Powrót do tego stanu jest jak… “Kosmiczna Ceremonia”.  Ale wiem, że nie cel jest ważny, lecz podróż… Teraz rozumiem, co znaczyły słowa, które kiedyś sobie przypomniałam: Jestem jedną z Tych z Prawa Jedni... 

Czym jest Miłość?

Rozpoznaniem Jedności z Całym Życiem czyli ze Wszystkim, Co Jest. Przypomnieniem sobie o Jedności świadomości przejawiającej się w formie... w nieskończonej ilości form... Świadomość w jednej formie spotyka się w SOBIE, poprzez SIEBIE ze wszystkim, co w niej i co ją otacza, z czymkolwiek wchodzi w relację... indywidualna forma udaje się na spotkanie ze SOBĄ...

Zimne Przebudzenie (Anthony de Mello)

cyt. z filmu: "Aprobata, uznanie, pochwała, sukces, akceptacja, popularność to narkotyki, które zawładnęły naszymi umysłami.” 

Margo0307:

Tak. Byli tacy przed nami i po nas też będą…
To miałam na myśli pisząc o tym, że Przebudzenie jest czymś bardzo prostym, czymś naturalnym. Czymś, czego wciąż od czasu do czasu doświadczamy…

Pamiętasz, jak budzisz się ze snu?
Czasem wiesz, że śniłaś, a nie pamiętasz co? Czasem pamiętasz sen, ale nie wiesz, co on znaczy dla Ciebie i dlaczego śniłaś to, co śniłaś. Bywa też tak, że tak głęboko śpisz, że kiedy się budzisz, nie pamiętasz, gdzie jesteś… i potrzebujesz jakiegoś czasu, by przypomnieć sobie, gdzie się obudziłaś…. W którym… “ŚNIE – JAWIE”. 
A czasem budzisz się i pamiętasz sen i wiesz, co on znaczy, a nawet rozumiesz, dlaczego Ci się przyśnił…

Podobnie jest z Przebudzeniem…


Przypomniał mi się jeszcze inny przykład ze snami. Czy zdarzyło Ci się śnić jakiś sen, a w tym śnie przechodzić do innego, kolejnego snu? Był kiedyś taki film fabularny pt. 'Incepcja' - "W czasach, w których technologia pozwala na wchodzenie do świata snów, pewien złodziej ma za zadanie wszczepić myśl do śpiącego umysłu.” – http://www.filmweb.pl/Incepcja

Alan Watts wyjaśnia także, czym jest incepcja na jednym z filmów, które umieściłam na blogu w innej notce: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/09/allan-watts.html


Eckhart Tolle - Nigdy nie jest za późno na przebudzenie PL



I o medytacji słów kilka...

Dla mnie “medytacja” to przede wszystkim wejście w siebie. To jest jak “wewnętrzna podróż”, chociaż te podróże bywają też “dalekie”… Zazwyczaj nie śpiewam żadnych ogólnie znanych mantr, nie mam żadnej ulubionej pozycji - czasem leżę, czasem siedzę, a czasem poruszam się albo tańczę i śpiewam. Ale chyba najczęściej "medytuję" na leżąco. Wtedy całe ciało łatwiej się rozluźnia.  W zasadzie to nie jest medytowanie, ale wejście w siebie... cokolwiek to znaczy... "Medytuję" też czasami w świadomym śnieniu... Natomiast przy tego typu działaniach w pewnym momencie zaczęły pojawiać się różne dźwięki i pieśni, które pozwalają mi utrzymać świadomość w centrum, a nie rozpraszać się “na boki” i “czy odlatywać”. Nawet, jeśli gdzieś lecę ;-) Od czasu do czasu używam swojej małej misy tybetańskiej o pięknym, czystym dźwięku i wtedy skupiam się na tym dźwięku i słyszę go "W SOBIE" bardzo długo... Kiedyś grałam częściej na bębnie lub grzechotce, a teraz częściej na fujarce... (bez dziurek na palce).

I czuję, że każdy z nas może mieć swoje sposoby, a nawet swoje dźwięki przy wchodzeniu “w siebie”… w swoje “wnętrze”. 

Dla mnie medytacja jest bardziej introspekcją – „patrzeniem do wewnątrz”, obserwowaniem i rozpoznawaniem własnych stanów psychicznych, myśli, uczuć i wzorców czy przekonań po to, by zmieniać to, co już mogę "przetransformować w sobie".

Czasem to mam takie odczucie, że mimo iż żyjemy na Ziemi, to żyjemy w jakichś “równoległych światach”… Bo na przykład: kiedy słyszałam, że ludzie mówili, że w środku Ziemi jest żelazna kula albo żelazny kryształ, to “nie wiedzieć czemu” w ogóle tego nie czułam. Za to, gdy udawałam się do wnętrza Ziemi, wchodziłam do małego Słońca – Serca Ziemi i tam też czasem “pływałam” w "oceanie najczystszej energii Miłości". Postrzegałam to wnętrze – Serce Ziemi jako małe Słońce. 

Kiedyś często zaczynałam medytacje łącząc się z sercem Ziemi (wypuszczałam energetyczną nitkę, coś jak korzeń do wnętrza Ziemi), a drugą nitką - wysnuwaną z czubka głowy przez “czakrę korony” jak “gałązką” - łączyłam się z centrum Słońca, a poprzez nie z Centrum – Sercem Galaktyki, a stamtąd ze wszystkimi Galaktykami. A “listeczkami” rosnącymi na tej “gałęzi i na innych wyrastających z niej “gałązek” łączyłam się z przestrzenią “pomiędzy”.

A tu film z Basharem, który opowiada (dzieli się informacją) o równoległych Ziemiach:
Bashar – Nieskończona ilość równoległych Ziem do wyboru (napisy PL)
http://www.youtube.com/watch?v=i_HaeMbBb3s




I polecam jeszcze inne filmy:
Eckhart Tolle PL - Miłość Personalna. 1 / 4
Eckhart Tolle PL - Miłość Personalna. 2 / 4
Eckhart Tolle PL - Miłość Personalna. 3 / 4
Eckhart Tolle PL - Miłość Personalna. 4 / 4


Kim Eng. Medytacja - oddychanie całym ciałem - polski lektor. Eckhard Tolle TV


wtorek, 24 września 2013

POJAWIAM SIĘ I ZNIKAM...




W sobotę 21.września w nocy przeżyłam kolejne "niesamowite" albo raczej "samo-vite" doświadczenie. Siedziałam i medytowałam. Tak wiele sobie przypomniałam, zrozumiałam i połączyłam się  jakby z… – powiedzmy, że... Wszystkim, Co Jest, z "Pustką". Nie było mnie, mojego fizycznego ciała, ale w jakiś sposób istniałam, byłam... 

Gdy uświadomiłam to sobie, "śmiałam się i płakałam" ze szczęścia… w sobie... To było – zabawne – jak oświecenie/przypomnienie, jak kolejny głęboki wgląd, w którym wnikałam w Naturę Wszechrzeczy… Tym razem jeszcze jakby jeszcze bardziej świadomie... I poczułam to wszystko całą sobą, na wszystkich "poziomach moich ciał". Potem znów zanikłam i znalazłam się w "pustce". A jednak w pewnym momencie poczułam łzę radości, jak spływa mi łza po policzku i dopływa do ust. Byłam tym policzkiem i tą łzą. I poczułam jej smak. I przyszło do mnie rozpoznanie, że ta łza i mój policzek, i moje usta to wszystko… iluzja… I wszystko znikło.

Znów zaczęłam się śmiać, chociaż mnie nie było... Czułam się wolna… pusta i połączona... W PUSTCE... byłam niczym, a jednak istniałam nadal, czułam siebie jakimiś jakby innymi, niefizycznymi zmysłami. I znów druga łza pojawiła się i poczułam ją/siebie i poczułam policzek (nie czułam pozostałej części ciała) i ta łza zaczęła spływać po moim policzku. Przyglądałam się... sobie jakby od wewnątrz - łzie na policzku - jako iluzji i poczułam, jak… łza znów zanika. A ja pozostaję... Po prostu łza znikła. I nie dopłynęła już do ust. I usta i policzek, wszystko znikło. Wtedy przypomniało mi się, że mogę wybrać: albo pozwolić, by łzy znikły i to, co odczuwam przestało się przejawiać w tej formie, w tym ciele, w jakim jestem albo mogę w tej formie pozostać. 

Zrozumiałam, że gdybym tak po prostu zanikła tak, jak ta łza, nie mogłabym odczuwać tego szczęścia w ciele na wszystkich jego poziomach i odczuwać w nim wibracji tego, czego doświadczałam w tym momencie łącznie ze śmiechem i z płaczem, 
dotykiem łzy i policzka, 
spływaniem łzy po policzku...
i smakiem łez… 
na poziomie przejawiania siebie w fizycznym ciele.
I przypomniałam sobie, że to jest takie piękne, że chcę "w tym doświadczeniu", w tym "stanie" pozostać. Jeszcze jakiś czas pozostanę… To "piękno" przeżywania tych uczuć i emocji poprzez fizyczno-psychiczno-mentalne ciało przyciągnęło mnie... do tej formy i doświadczania poprzez nią... SIEBIE.



Widziałam też... coś jak Labirynt "Uniwersalnego Umysłu"… Tam nie potrzeba było żadnych kluczy. Tam potrzebna była koncentracja, która umożliwiała coś jak "widzenie poza formami"… i utrzymywanie świadomości w "punkcie centralnym"… który ekspandował w przestrzeni...


Kilka dni wcześniej miałam odczucie, jakbym znalazła się w centrum Labiryntu… jakbym podróżowała po labiryncie, a jednocześnie była w jego centrum – świadoma podróży i bycia w tym “centrum”, świadoma tej dziwnej jednoczesności, “podwójności”…
Przypomniało mi się, ile razy słyszałam w tym życiu te słowa: "Życie jest snem"… hmmm…
1. Spanie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i nic nie pamiętamy.

2. Spanie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i pamiętamy… co nie co, ale nie rozumiemy zbyt wiele…

3. Śnienie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i pamiętamy… i zaczynamy coś rozumieć.

4. Śnienie… Nie zasypiamy, a śnimy… jak OOBE. i "budzimy się" i pamiętamy… i rozumiemy.

5. Granica między snem, śnieniem a jawą zaciera się… A różne światy i "wymiary" zaczynają łączyć się ze sobą…

Życie jest jak sen albo śnienie… i budzenie... Rodzimy się i "budzimy" w nowym świecie, w "nowej" formie…
 albo w "starej"... Zapominamy, ale z czasem i przypominamy sobie coraz więcej… aż potem następuje Przebudzenie/Oświecenie… 



niedziela, 22 września 2013

Allan Watts




INCEPCJA:





To, że staję się coraz bardziej świadoma i sobie wiele PRZYPOMINAM nie znaczy, że mam ZAPOMINAĆ o tym, kim w różnych częściach, nieświadomie także NADAL... JESTEM.

wtorek, 17 września 2013

PRZYPOWIEŚĆ O MĘŻCZYŹNIE JAKO "UDOSKONALONEJ" WERSJI KOBIETY


Skąd na Ziemi wziął się człowiek?

Czy możliwe jest sztuczne hodowanie ciała ludzkiego, które ma później zasilić jakaś energia - dusza? (Pytanie w nawiązaniu do historii o Golemach).

Czy możliwym jest "wyhodowanie" istoty ludzkiej poza łonem kobiety?

Czym są eksperymenty genetyczne?

Nie umiem odpowiedzieć na te pytania. Mam tylko takie odczucie, że różne “rasy kosmiczne” i różne “wzorce” pochodzące od tych różnych “kosmicznych ras”, jakie mamy zapisane w sobie jako ludzie, teraz się we mnie integrują, harmonizują i zaczynają współbrzmieć ze sobą. W tym sensie dla mnie człowiek jest wyjątkową istotą, ponieważ został stworzony jako kompilacja wielu “kosmicznych ras”, które nie były WCZEŚNIEJ w stanie ani współżyć ani współtworzyć ze sobą w sposób HARMONIJNY I pokojowy. Bo jak na przykład mogą porozumieć się ze sobą: orzeł, lew, krokodyl, kot czy koliber... albo z jakimś bytem – istotą, która jest na przykład "ciągiem matematycznym" albo wzorem geometrycznym? I taka istota jest także… wibracją o pewnej częstotliwości, która dla innych "kosmicznych ras” jest czymś w rodzaju kwintesencji złości *)? Bo tak właśnie - jako emocje złości na przykład w swoich ciałach psychicznych i fizycznych tę dziwną i trudną nawet do wyobrażenia energetyczną istotę będącą "ciągiem matematycznym" i jej wibracje mogą właśnie odczuwać istoty z innych “ras kosmicznych”, w tym także ludzie.

A kiedy człowiek harmonizuje w sobie te wszystkie “cechy”, wzorce i wibracje o różnych częstotliwościach, wtedy i te inne “rasy” mogą wiele skorzystać z takiego procesu “transformacji”. W taki sposób teraz rozumiem połączenie ze Źródłem i tak zwane “wznoszenie” (ewolucję świadomości przede wszystkim) człowieka z istotami z “innych części kosmosu”. Ale wiem, że to jest moje rozpoznanie – przypomnienie, a inni mogą mieć inne i widzieć, rozumieć to inaczej.

Według pewnej - bardzo popularnej onegdaj, a dla niektórych jeszcze do dziś -  opowieści podobno Ewa została stworzona z żebra Adama...

Oto rzeczone "żebro Adama" - chromosomy X i Y:


Wyglądają trochę jak "ożebrowanie"... Chromosom X jest żeński. Chromosom Y jest męski.
 Chromosom X jest większy od Y i zawiera więcej genów…
 Podobno u człowieka występują 22 pary chromosomów autosomalnych i jedna para chromosomów płci, która odpowiada za determinację płci. 
Według obecnej "nauki” podobno "płeć determinowana jest przez chromosom otrzymany od ojca" (chyba tu chodzi o płeć męską?), ponieważ jak patrzę na ten obrazek, to chromosom Y wygląda jakby był “ułamanym” albo "odciętym" w połowie chromosomem X.

Poniżej inne obrazki.
To jest chromosom X


To jest chromosom Y

(nie mogę ich wkleić do notki - nie pozwalają na to "prawa autorskie").
Można je oba porównać sobie. Dla niektórych porównanie może być zaskakujące. 

Czy możliwe jest klonowanie ciała, by przygotować je do zasiedlenia duszy…? Nawet trudno mi to sobie wyobrazić. Znaczy rozwój takiego ciała trudno mi sobie wyobrazić poza jakimś żywym organizmem posiadającym duszę. Jak miałoby ono powstawać i gdzie? Masz jakieś wyobrażenia?

W filmie Awatar były stworzone ciała dla bohaterów, którzy byli ludźmi i mogli przenosić się w ciała Awatarów. Ich ciała Awatarów były stworzone z DNA i komórek osób żyjących, jako mieszanka genetyczna konkretnych osób i Awatarów. Te ciała “dojrzewały” w odpowiednich “akwariach”… Powstawały one za zgodą osób, które przekazały swoje DNA do “eksperymentu”, więc być może jakieś cząstki ich duszy też były w tych ciałach i dlatego te nowe ciała mogły rozwijać się w “akwariach”? A może to tylko fikcja - iluzja jakaś?

Natomiast ciało (bez duszy) musiałoby rozwijać się w innym ciele żywym. Jak płód w łonie matki. Bo bez zasilania energią innego żywego ciała nie mogłoby się rozwijać. Ciekawe, jak Ty to sobie wyobrażasz lub przeczuwasz? Może brakuje mi w tym temacie wyobrażni? Moje odczucie jest takie, że rozwój ciała bez duszy i bez zasilania energią pochodzącą z innego ciała z duszą - choćby żywego kwiatu spełniającego rolę łona - jest niemożliwy w świecie fizycznym.  A może z jakiegoś powodu po prostu nie mogę sobie tego wyobrazić?


Kiedyś miałam naprawdę bardzo dziwny sen (to był sen - wizja albo może wyjście OOBE do jakiegoś "równoległego" świata?) o Planecie Kobiet... Tam żyły wyłącznie kobiety. I te kobiety “nudziły się troszkę” same ze sobą, więc w którymś momencie w historii tej planety postanowiły uatrakcyjnić życie na tej planecie i zróżnicować się pomiędzy sobą. Zaczęły eksperymentować i tak powstała “udoskonalona wersja kobiety”, która nie musiała rodzić… ani karmić dzieci... Nie miała zatem już na przykład piersi ani macicy. Tak więc "kobiety nierodzące" zaczęły przejmować pewne funkcje w społeczności, a "kobiety rodzące" miały inne "zadania" i "role" w tej społeczności...

Na początku “kobiety rodzące” dalej rodziły i decydowały same o płci "potomkini": czy to będzie "kobieta rodząca" czy "nierodząca", ale potem doszły do wniosku, że fajnie będzie, jak te “inne kobiety”, co to już nie musiały rodzić, będą współuczestniczyć w akcie zapłodnienia jaja… I odtąd wszystkie kobiety pozbyły się części swoich narządów rozrodczych i przekazały je “nowej kobiecie, która nie musiała już rodzić” i w ten sposób powstał... mężczyzna, który od tamtej pory (jeśli chodzi o funkcje rozrodcze) nosi jaja, a w nich przechowuje plemniki.

Mój sen przestał mi się wydawać taki bardzo dziwny, kiedy zobaczyłam pewien obrazek…
 “Drzewo genealogiczne Basków”.


i wstawiła je u siebie:


Czyżby wąż na tym obrazku symbolizował zmienione żeńskie DNA?

No cóż, wyglądałoby na to, że... WSZYSCY JESTEŚMY KOBIETAMI, CHOĆ MĘŻCZYŹNI TYMI BARDZIEJ UDOSKONALONYMI... ;-)

ALTEAZGWIAZD napisała:


Znalazłam także film na You Tubie o Samoorrganizacji FERROFLUIDU:

SKOJARZYŁ MI SIĘ Z JAJEM, które najpierw wypuściło z siebie cząsteczki... One zostały w trakcie "emisji" oddzielone od "macierzy". Jakby zachodził proces indywiduacji - proces, w którym coś staje się indywiduum, odrębne od całości, do której należy czy też - patrząc już z perspektywy oddzielenia i wydzielenia z tej całości - należało, A po chwili te cząsteczki powracają do jaja na podobieństwo "plemników", które próbują się dostać do wewnątrz. Te "plemniki" chcą się przebić do jaja, jakby wracały z powrotem do domu, ale już mają swoją "indywidualność", są zmienione, niejako "odrębne", dlatego potem, gdy wracają do "jaja", w "jaju" powstaje coś nowego, coś jak podstawowe "komórki"…zresztą sami zobaczcie…

Wracając do chromosomów X i Y. Łatwiej z chromosomu kobiecego X odciąć kawałek i utworzyć chromosom Y niż z chromosomu Y zrobić "sztukując" chromosom X. Do stworzenia Ewy z "żebra Adama" potrzebne byłyby dwa chromosomy XY, aby z nich wyodrębnić dwa chromosomy X + X i utworzyć chromosom XX. Załóżmy, że to teoretycznie możliwe. Ale skąd Adam wziął jajo, żeby je zapłodnić? Ukradł je jakiejś Lilith? No dobrze, nawet jeśli jakoś zdobył to jajo i je zapłodnił, to jak dojrzewało to ciało Ewy, gdzie rozwijał się płód i kto ją urodził? Adam raczej nie, bo do dziś żadnemu mężczyźnie nie udało się jeszcze urodzić człowieka, więc może to jakiś bóg ją urodził dla Adama? Bóg, co miał takie możliwości, by stworzyć sztuczną macicę?
A skąd miał wytrzasnąć sztuczną macicę? Musiałby mieć jakiś jej pierwowzór. Więc może jednak Ewę urodziła jakaś "bogini"? 

A propos tworzenia istot z “probówki” i eksperymentów TWORZENIA takich istot. Animus próbuje tego dokonać sam, próbuje jakby sam sobie udowodnić, że to możliwe, bo przecież bóg jest STWÓRCĄ. A to nie jest możliwe… Nawet bóg potrzebuje – powiem wprost – potrzebuje “samicy” danego gatunku jako "inkubatora". I Animus ma problem, bo nie może tego zaakceptować, że nie jest w stanie stworzyć KOGOŚ sam. Może tylko tworzyć COŚ, ale nie może stworzy całkowicie sam KOGOŚ…

Czy wiesz o tym, że "Pierwszy mężczyzna, który urodzi dziecko ma za ten nie lada „wyczyn” otrzymać nagrodę pieniężną w wysokości miliona dolarów"? Ta nagroda ma zapewne zmobilizować ambitne umysły do pracy nad doświadczeniami i próbą udowodnienia, że mężczyzna też może być "stworzycielem życia".


Mężczyzna może stwarzać sobie różne piękne COŚ, ale nie może stworzyć KOGOŚ w sensie istoty ludzkiej. Musiałby dokonać jakichś eksperymentów genetycznych, ale jak wówczas powstałby i rozwijał się płód? W kobiecym "inkubatorze" czy jakimś "sztucznym"? A może to był jakiś kwiat? 



To co powyżej napisałam, napisałam wczoraj 15.09., a dziś znalazłam w internecie "opowieść" pt. "Zrodzony z Lotosu." o tym, że Kochające Oczy jest najbardziej znanym buddą w Himalajach. Po tybetańsku “jego” imię brzmi Czenrezig, w sanskrycie Avalokiteśvara, a jego chińska forma nazywa się Kuan Yin **) . Jest przedstawiany/a raz w męskiej, raz w kobiecej formie. Znalazłam wiele obrazów przedstawiających Kuan Yin jako kobietę – dla mnie to Kobieta Kwiat Lotosu.


Niektóre źródła podają, że Kochające Oczy - Avalokiteśvara jest “Zrodzonym z Lotosu”. Czy to możliwe, że Kuan Yin jest Lotosem, a Avalokiteśvara "Zrodzonym z Lotosu"?

Tyle że Avalokiteśvara ”jest on również jidamem, aspektem buddy… a jidam oznacza dosłownie „związek z umysłem”...

I mam takie odczucia, że… ponieważ jest on "związany z umysłem", to z tego powodu "samsara nie ma ani początku, ani końca”.

I takie skojarzenia.

- Postać na "mojej szmaragdowej tabliczce" ma lotosową głowę…



- Imię, jakie do mnie ostatnio przyszło: Mama Tika znaczy Mama Kwiat
- Potem, gdy miałam wizję połączenia w sobie męskiej i żeńskiej części, rozpuszczała się jakaś "granica" pomiędzy Animą i Animusem w moim ciele stworzona przez wzorce – programy emocji złości i strachu oddzielające je od siebie i utrzymujące w zapomnieniu o połączeniu i jedności) i pojawiło się wtedy "imię" albo określenie dla tego stanu połączenia: Mama Tika Lotos.  (słowo "lotos" jest "bliskie" słowu "logos"... czy te słowa są ze sobą jakoś głębiej powiązane?)


I dziś 16.09.2013 zajrzałam na blog ALTEIZGWIAZD... Opisała u siebie swoją piękną wizję w notce pt. "KWIAT UTKANY Z ENERGII". 




Miałam podobną wizję.
 Stałam się kwiatem… przy wizji – spotkaniu z Archaniołem Razielem i Metatronem….
Pisałam:
Dlaczego mnie odwiedzili Metatron i Raziel?
 Oni są Strażnikami, “nosicielami” Kwiatu Życia, ale ci Mistrzowie ten kwiat zatrzymują w jednej, niezmiennej formie tak długo, jak tylko się da. Aż sam kwiat, gdy przychodzi odpowiedni moment, przypomina sobie o swojej zmienności… ZROZUMIAŁAM… Eureka! Natchnęło mnie i otworzyły się przede mną jakieś wrota…
(…)

I Anilalach pisała też o Kwiatach Życia:
“kwiaty życia jako sposób na dotarcie do pierwotnej matrycy, pierwotnego zapisu który jest potrzebny by odkryć i zaświecić swoim światłem, by stać się boską doskonałością. ”


**) "W Chinach od ok. IX wieku czczona jest żeńska forma bodhisattwy współczucia, bogini Guanyin (觀音, pinyin: Guānyīn) lub Guanshiyin 観世音. Formy te przyjęły się w buddyzmie koreańskim, północnowietnamskim i japońskim (jap. Kannon 観音, lub Kanzeon 観世音; kor. Kuanŭm 관음 lub Kuanseŭm bosal 관세음보살; wiet. Quan Âm lub Quan Thế Âm Bồ Tát). Guanyin jest skrótem od Guanshiyin i oznacza dosłownie "Postrzegająca Dźwięki Świata". Ciekawe... wobec choćby moich notek o cymatics i dźwiękach,  z których powstają wzory energetyczne i materii... i w powiązaniu z tym, że  w wielu mitach dźwięk (częstotliwość) określa się jako "słowo" lub "myśl"... "Na początku było słowo", a w zasadzie dzwięki, które "wcieliły się", zamanifestowały czy też zaczęły przejawiać się w formie energetycznej i w końcu materialnej...

***) Kuan Yin (dla mnie jak Kwiat Lotosu :-)

http://en.wikipedia.org/wiki/Guanyin


Zieleń i róż... kolory kwiatu lotosu... Kolory czakry serca z mojej wizji Kwiatu Życia i jego dwóch "wersji" dopełniających się wzajemnie...


zrodlo:http://fineartamerica.com/art/all/kwan+yin/prints


zrodlo: http://kootation.com/kuan-yin.html

Co ona ma na głowie? 

Logosa - Umysł? 
"Związanego z umysłem"? 


Czy widać podobieństwo do Kuan Yin?  Także męskie formy Buddy mają na głowie podobne "ule". Pisałam o tym TUTAJ.

Zielona Tara:

zrodło:http://thaiyogaup.wordpress.com/2011/04/25/kuan-yin-2/



















Czyż nie podobna do Wenus wyłaniającej się z piany?


zrodlo: http://www.globallightminds.com/2012/12/kuan-yin-the-beloved-goddess/





zródło:http://magoism.wordpress.com/2013/03/
troszeczkę podobna do mojej "szmaragdowej tabliczki".



zródlo:http://www.rikoo.com/pro/W0000020.html



zrodlo: http://www.savior.com.sg/kuan_yin.html



zrodlo: http://www.123rf.com/photo_10356128_picture-of-a-statue-of-kuan-yin-goddess-of-mercy.html




DZIĘKUJĘ ALTEI Z GWIAZD ZA INSPIRACJĘ.


*) Miałam takie rozpoznanie, że emocja np. złości jest takim wzorcem - programem, który jest jak np. dodatkowy program w komputerze usprawniający działanie innych programów...
Komputer zawiera system (zainstalowanych programów przez producenta). Kupujesz taki komputer z danym systemem np. Windows albo Mac. I masz w nim pakiet programów systemowych. Możesz kilka innych dokupić - jeśli są ci potrzebne do pracy lub zabawy albo znależć w internecie i ściągnąć za darmo... Potem ktoś ci wpuszcza wirusa (jacyś hakerzy, może i hakerzy zatrudniani przez producenta :-)), więc Ty instalujesz dodatkowy program w celu ochrony twojego komputera. Jednak nie wiesz, że ten program mający usprawnić działanie twojego komputera poprzez ochranianie programów, które już w nim są, jednocześnie selekcjonuje dopływ informacji, które np. przez CENZURĘ wprowadzoną przez "właściciela" danego systemu nie mogą dotrzeć do Ciebie, znaczy... do Twojego komputera. Odtąd z jednej strony boisz się zaglądać tam, gdzie program antywirusowy wynajduje "zagrożenia"... a z drugiej strony dopływ pewnych informacji jest dla Ciebie blokowany (selekcjonowany czy cenzurowany).

Podobnie jest z emocjami strachu i złości. To są dodatkowe "programy" - wzorce mające za zadanie usprawniać działanie tych innych "podstawowych" jednocześnie blokując dostęp do informacji spoza "systemu" (przekonań, wiary itp.).

p.s. Tylko, proszę nie bierz tego, co tu piszę nazbyt poważnie :-D

-----------------------------------------------------------




wtorek, 10 września 2013

O PRADAWNYCH TRADYCJACH , ZUPIE Z MUCHOMORÓW, KOGUCIE I ŻÓŁWIU...




W komentarzu na blogu Nnki osoba o nicku "c" podała linka do strony http://hyperreal.info/misteria-dziś-kiedyś-nowe-eleusis. Zajrzałam tam... Ciekawy ten artykuł...

cyt. z owego artykułu:

"Miano najstarszych mają tzw. „misteria eleuzyjskie”, organizowane co roku przez dwa tysiące lat na równinach eleuzyjskie koło Aten, w starożytnej Grecji, od około XV w. p. n. e. do 391 n. e., gdy zostały oficjalnie zakazane przez cesarza Teodozjusza. Misteria w Eleusis miały tak wielką siłę oddziaływania na antyczną społeczność, że były odprawiane potajemnie, pomimo cesarskiego zakazu.
(...)
Aby stać się uczestnikiem obrzędu, należało jedynie mówić po grecku i być w czystości rytualnej, co ciekawe, wtajemniczenia mógł dostąpić każdy, bez podziału społecznego, bez względu na płeć czy określony sposób życia. Prawda była wyjawiana każdemu kto chciał poznać tajemnicę natury bogów oraz wiecznego życia. Było to wyjątkowe, zważywszy na fakt, że grecki termin ‘mysterion’ oznacza ‘tajemniczy obrzęd’, czyli taki który jest dostępny tylko dla wtajemniczonych.
(...)

Z pewnością były to najważniejsze święta tamtych czasów, jednak wciąż nie jasne pozostaje co stanowiło o popularności i wyższości tego obrzędu nad innymi. Pewne tropy wskazują na to że inicjowani w Eleusis spożywali tajemniczy napój(kykeon) o nieznanej do końca recepturze, dzięki któremu misteria sprawiały ogromne wrażenie na uczestniczących. Dla poparcia tej teorii można przytoczyć pewien antyczny skandal (415 rok p. n. e. ), do którego nawiązali Wasson i Hofmann (którzy wysnuli twierdzenie że ów napój był wywarem alkoholowym, a dokładnie napiwkiem na bazie sporyszu.). Tyczył się pewnego ateńskiego szlachcica, Alcybiadesa, który otrzymał karę grzywny za przechowywanie w domu eleuzyjskiej mikstury której używał do zabawiania znajomych. Można po tym wywnioskować że napój miał właściwości ekstatyczne, vulgo: odurzające. Idąc śladem psychoaktywnego środka, który stanowił sakrament podczas obrzędów, można wspomnieć również słowa Eliasza Arystydesa, który twierdził że misteria eleuzyjskie były „zarazem najbardziej przerażającym i oszałamiającym doświadczeniem boskości dostępnym dla ludzi…”. Natomiast sławny Cyceron uważał że w Eleusis objawiano „jak żyć w radości i jak umierać z lepszymi nadziejami”."

OTO MOZAIKA:
Mozaika pochodząca z chrześcijańskiej bazyliki w Akwilei (Bazylika Matki Bożej Wniebowziętej) w północnej Italii, której budowa rozpoczęła się w roku 314 AD.

Po co tam obraz tych wielkich czerwonych grzybów wrzucanych do garaChyba nie po to, by w ten sposób uczcić muchomorową “zupę pogan” ["psychodeliczną" czy raczej "mistyczną"]? A może i po to? ;-) 

cyt.: "Bazylika Matki Bożej Wniebowziętej (wł. Basilica di Santa Maria Assunta) w Akwileibazylika z początku XI wieku, zbudowana na fundamentach jeszcze starszej świątyni, po której zachowała się pochodząca z IV wieku mozaika o powierzchni 760 m²."


Znalazłam ciekawy artykuł Franco Fabio:
zródło: http://distelrath.tripod.com/fabbro.htm
a w nim:
cyt.: "Obecność mozaiki w bazylice w Akwilei reprezentującej grzyby z psychotropowymi właściwościami oznacza, że ​​niektóre obrzędy religijne wczesnego chrześcijaństwa, które były prawdopodobnie związane z misteryjnymi kultami miały być utrzymywane w tajemnicy, były związane ze spożyciem substancji halucynogennych ułatwiających mistyczną ekstazę. To jeszcze się okaże, czy te ekstatyczne techniki były wspólnym dziedzictwem wszystkich wczesnych kościołów chrześcijańskich, czy były one znane i praktykowane tylko przez niektóre grupy heretyckich chrześcijan. Rzymskie władze wielokrotnie oskarżały wczesnych chrześcijan o czary przy użyciu substancji halucynogennych (Orygenes, Contra Celsum, I, 68, VI, 38) [16]. Niemniej jednak, Ireneusz (130-200 AD) biskup Lyonu, utrzymywał, że tylko kościoły heretyckie zatem również gnostyki Kościół wykorzystał halucynogeny w ramach obrzędów magicznych (Ireneusz, Haereses Adversus, I,13-15; I,24-25) [17].
Identyfikacja zdjęć odtwarzających grzyby halucynogenne w siedzibie starożytneego Kościoła chrześcijańskiego może nam pomóc zrozumieć pewne aspekty tych tajemniczych obrzędów lub tzw. "dyscypliny Arcanum" [18] charakteryzującą większość starożytnych liturgii chrześcijańskich, które, według definicji, musiały być utrzymywane w tajemnicy i przekazywane ustnie tylko inicjowanym uczniom."

Całkiem możliwe, że "boskim napojem" była dla "pierwszych chrześcijan" (a może i Słowian?) "zupa z muchomorów"... :-D

Z drugiej strony jednak... Mozaika z muchomorami wrzucanymi do garnka znajduje się na posadzce bazyliki... Być może było w tym takie zamierzenie, że stara tradycja "przedchrześcijańska" znalazła się tam po to, by była "deptana"?

cyt.: "Budowę pierwotnej bazyliki w Akwilei rozpoczął biskup Teodor w 314 roku, czyli już po ogłoszeniu przez cesarza Konstantyna edyktu mediolańskiego."

Wiadomo, że za czasów Konstatyna wprowadzono tzw. "wolność wyznania" w Cesarstwie Rzymskim. Edykt ten ogłoszony w 313 roku przyczynił się w rezultacie do wielkich zmian religii. I w roku 325 odbył się pierwszy Sobór Nicejski (około 80 km od Konstantynopola) zwołany właśnie przez Konstantyna.

cyt. z Wikipedii: "Najważniejszym owocem soboru było wyznanie wiary, które jednoznacznie skierowane było przeciw nauce ariańskiej, nieuznającej boskiej natury Jezusa Chrystusa. Wyznanie nicejskie jednoznacznie określiło pochodzenie Syna od Ojca w Trójcy jako zrodzenie, a nie stworzenie."



Odtąd praktykowanie jakiejkolwiek religii miało być sprawą "osobistego wyboru obywateli". Ale... Z jednej strony wprowadzono "wolność wyznania", a z drugiej "wyznanie wiary", co wydaje się być jakby sprzeczne ze sobą logicznie. Zwłaszcza, że na tym soborze potępiono Arian - tych chrześcijan, którzy "adorowali całe stworzenie", czyli według niektórych biskupów popierali "ideologię" zaprzeczająca dogmatowi o Trójcy Świętej i tym samym popełniali bałwochwalstwo..." 

Ciekawe, że szacunek i uznanie dla całego stworzenia (Wszystkiego, Co Jest) zostało uznane za bałwochwalswo, a dogmant o Bóstwie (boskości) Chrystusa (uznanego za boga) nie był już bałwochwalstwem.

Budowę Bazyliki rozpoczęto w 314 roku, lecz nie wiemy, kiedy ją ukończono. Ale mozaikowa podłoga została zachowana. Interpretacja symbolicznych obrazów była z czasem coraz bardziej zmieniana i dostosowywana do aktualnych priorytetów (dogmatów wiary) Kościoła, które coraz bardziej zmieniały się po kolejnych Soborach... I współczesny KK nie ma zbyt wiele wspólnego z wczesnym chrześcijaństwem oraz jego wieloma różnymi odłamami... KK jest także "jednym z odłamów" chrześcijaństwa. 

Znalazłam jeszcze takie zdanie w Wikipedii:
"cyt.: Chrystus narodził się z Marii z Nazaretu jako Bóg (Logos).

Bóg - Logos, a Logos znaczy Umysł... narodzony z Marii... hmmm... O Bogu - Logosie i Bogini - Sofii pisałam kiedyś trochę... Choćby w notkach:


O Logosie - Rybaku wyławiającym idee - "rybki" z Kosmicznego Oceanu Świadomości też pisałam trochę np. tu:

Wracając jeszcze do tematu ciekawych mozaik umieszczonych w bazylice z IV wieku...  Oto inna mozaika z tej bazyliki w Akwili (Aquila), która została umieszczona na ścianie budynku i na której znajdują się: KOGUT i ŻÓŁW...



Kogut i żółw...
Skąd się wziął kogut u Słowian? Piał z zachwytu i radości codzienną pieśń pochwalną dla Słońca. W naszych słowiańskich korzeniach pełno jest kogutów - np. na wycinankach ludowych - mandalach słowiańskich...


Dawniej kogut był przedstawiany razem z żółwiem, co miało symbolizować harmonię i współdziałanie światła i ciemności. (Żółw między innymi symbolizował Ziemię płynącą w wodach oceanu kosmicznego, a kogut gwiazdę - Słońce).
Później, za czasów rozwoju katolicyzmu, ten obraz - symbol zaczął być interpretowany jako "walka koguta z żółwiem", co miało niby symbolizować walkę światła i ciemności:

cyt. z Wikipedii: "Inna mozaika, przedstawiająca walkę koguta z żółwiem, pouczała neofitów o istocie walki jasności (kogut, jako zwiastun świtu) z ciemnością (żółw, który żyje w wodzie i zamyka się w skorupie)".

Czy na tej mozaice widać jakąś walkę? Ja widzę raczej spore zaciekawienie sobą wzajemnie żółwia i koguta, a nie widzę nic, co by mogło świadczyć o tym, że one walczą ze sobą.   Ale jakimś sposobem w końcu żółw znikł z symboliki Słowian...

Potem na wycinankach pojawiły się dwa koguty. I tu można to interpretować jako dwa lustrzane odbicia koguta... 


A wiecie, że "cristam" (blisko do cristos) po łacinie znaczy "grzebień"? Czyżby chodziło o ten koguci symbolizujący słoneczną koronę?

Sami sprawdźcie w tłumaczu googla:

A w języku portugalskim "cristã" znaczy "chrześcijanin".

Czyli wcześni europejscy chrześcijanie byli czcicielami boga Słońce? Czy raczej "przed-chrześcijanie"?

Wniosek:

Słowianie i być może inne ludy żyjące dawniej w Europie (np. Celtowie) czcili całą Naturę, Wszystko, Co Jest, a Słońce traktowali jako boga (być może jednego z wielu) i Ziemię jako bognię (być może jedną z wielu. (Czyżby kogut i żółw z fresku w Bazylice z Aquilii były tymi symbolicznymi zwierzętami uosabiającymi Słońce i Ziemię? A co z kurą?)

Kościół Katolicki na wiele lat zaczął reprezentować   pewne dogmaty i prawa wykorzeniając "pogańskie" i wczesno-chrześcijańskie "nawyki" w Europie, a potem i na całej Ziemi. Jednak pozostałe gdzieniegdzie (a nawet - jak się okazuje - w bazylikach i kościołach) artefakty, które na szczęście nie uległy zniszczeniu, mówią teraz same za siebie.

A być może owa "zupa muchomorowa" dawała ludziom możliwość połączenia się z boskimi cząstkami w sobie, a nie poprzez kapłanów "jedynego" boga.


No i jeszcze taka ciekawostka: dlaczego właśnie na choinkach, które stały się niezbędnym elementem rytuału Świąt Bożego Narodzenia, przez setki lat wieszaliśmy - prócz jabłek, cukierków i ozdób słomianych – MUCHOMORY i bombki w kształcie muchomorków?

W pogańskiej tradycji muchomory były zbierane na jesieni i wieszane na choinkach, by tam się wysuszyły w Słońcu, a na święto przesilenia zimowego (święto śmierci i ponownych narodzin Światła) były spożywane w trakcie tej ceremonii i dawały ludziom możliwość uzdrawiania, oczyszczania, wybaczania (wyjścia z oczyszczającej ciemności) oraz przynosiły nowe wizje na nowy rok (wejścia w nowe światło)


Ten obrazek też ciekawy "ilustracja z rosyjskich (starosłowiańskich) bajek":


Uroczy ;-)

---------------------------------------------------------

*) Duch jest częścią OCEANU i  wyodrębnia się  jako indywidualny przejaw OCEANU. Gdy się wyłania - wyodrębnia się taki Duch i zaczyna łowić z OCEANU dusze lepiąc z nich formy i nazywa to swoim Stworzeniem.

Kosmiczny "RYBAK" i kosmiczny OCEAN to JEDNIA.

Z tym, że OCEAN jest ŚWIADOMOŚCIĄ (SOFIĄ), a RYBAK jest UMYSŁEM (LOGOSEM). 

UMYSŁ jest FORMĄ, w jakiej ŚWIADOMOŚĆ może się PRZEJAWIAĆ, dlatego UMYSŁ nie jest WSZYSTKIM. UMYSŁ jest CZĘŚCIĄ ŚWIADOMOŚCI, ale nie jest z nią identyczny.

No a Rybakiem to podobno św. Jan Apostoł był... 

p.s. !!!!!!

Nie polecam eksperymentowania z muchomorami bez znajomości receptury na przygotowywanie takiego "lekarstwa" ;-)