poniedziałek, 30 grudnia 2013

BOGOWIE Z RÓŻNYCH STRON ŚWIATA CZYLI NOWA CZY STARA PIEŚŃ ZIEMI?

Nie wiem, co się stało, ale zauważyłam, że znikła z mojego blogu stara notka… Gdy chciałam ją dziś otworzyć pojawiał się napis, że niby "nie istnieje". Mam ją w zapisach, więc publikuję raz jeszcze:

z dnia 3. lipca 2011

Jest już tyle przekazów od różnych Istot z kosmosu, że trudno się w tym wszystkim połapać. Prawie wszyscy twierdzą, że przybywają na pomoc ludzkości w tym trudnym czasie przemian na Ziemi. Apelują, odwołują się, namawiają, nawołują, radzą, przewodzą, organizują... tekstami channelingów, przekazów, przepowiedni... Jedni ostrzegają ludzi przed drugimi, jeszcze inni przed samymi sobą... Inni chcą otwierać portale, uwalniać ludzkie dusze? Uwalniać…? Być może… 

Kim są te wszystkie istoty? Obcy? My sami z przyszłości? Ci, którzy nas stworzyli? Nasi bogowie? Anioły? Posłańcy boscy? 

Plejadianie, Orionici, Anunnaki, Nibirianie, Arianie, Kasjopejanie, Syrianie, Andromedanie ... Bogowie, Anioły, Archanioły, Hathorzy, Ra, Enki/Ptahy, Jahwe, Samuele, Jezusy, Melchizedecy, Hatorrowie, Zeta Reticulli, Strażnicy Ziemi, Saint Germany... Matki Boskie, Marie Magdaleny, Białe Bractwa, Wielkie Uniwersalne Bractwa, Najwyższe Rady Bogów i... (przepraszam, jeśli kogoś pominęłam).

Bogowie, Anioły czy Obcy, (a może inni My Sami?) przybędą na Ziemię, by ratować ludzkość... Przed czym? Przed kim? Przed innymi obcymi czy przed nami samymi? 

Może być tak, że Anunnaki ostrzegają przed Nibirianami, Nibirianie przed Orionitami, a Orionici przed Syrianami. Syrianie przed Plejadianami, a Plejadianie przed Annunakami… Albo jeszcze inaczej, jednak w ogólnym rozrachunku – kto przed kim, nie ma większego znaczenia. Każdy człowiek wybiera zgodnie ze swoją „umownie wolną wolą” (jak pięknie to określił kiedyś Przenikanie), którego boga lub "boga" będzie zasilał albo jaką "ideę". Analogicznie... trochę jak z wybieraniem korporacji, które ze sobą konkurują. Ale te korporacje mogą spróbować jeszcze nawiązać współpracę ze sobą, na przykład w formie „Najwyższej Rady Bogów” lub "Unii Bogów Wszechgalaktycznych".

„Jak na górze, tak i na dole”?

Rozumiem, że różni ludzie chcą utrzymać swoje wpływy na Ziemi z sobie wiadomych powodów. I mówią, że to "nie oni tak chcą", ale na przykład ich bóg. Rozumiem również, że wygląda na to, że interesy tych bogów mogą być różne. Ale owi bogowie także uczestniczą w tej "ewolucji kosmicznej". Właśnie poprzez ludzkość. Możliwe, że w powstrzymywaniu ICH ewolucji mają swój udział te części ludzkości (a przede wszystkim jednostki oczywiście), które zasilają tych bogów swoją energią i swoją "umownie wolną wolą" wierząc w to, co ktoś wymyślił wyśnił wcześniej na temat tego albo innego boga, a inny ktoś udoskonalił.

Czy rzeczywiście ludzie są świadomi, kogo i co – jakie systemy, wzorce zasilają swoimi przekonaniami? Jeśli chcą być prowadzeni przez Mędrców i nauczycieli lub "wyższe istoty”, to przyjmą od nich wszystko za ‘najprawdziwszą prawdę’, za którą będą podążać? Niektórzy są tak "rozwinięci duchowo", co w zasadzie znaczy "zaślepieni" w swoich przewodników duchowych, że mogą nawet oddać życie za „swoje” przekonania. Poprzez uwielbienie (adorację) albo nienawiść - w każdym razie chodzi o PRZYWIĄZANIE DO PRZEKONANIA zasilamy i utrzymujemy te stare, wciąż "udoskonalane" systemy i powstrzymujemy PRZEPŁYW oraz ewolucję nie tylko na Ziemi. Pułapki duchowe istnieją tak samo, jak te „matrixowe”. W zależności od preferencji i jedne i drugie mogą być niezwykle atrakcyjne. 

Ktoś w pewnym momencie w dziejach ludzkości dokonał (bardzo inteligentnego) oszustwa nazywając uwielbienie i adorację miłością ograniczając w ten sposób znaczenie miłości i znalazł wspaniałe narzędzie do manipulowania ludzką energią. Ci "bogowie" za wszelką cenę chcą utrzymać systemy, które stworzyli i boją się - być może tak samo, jak ich „wyznawcy” - skoro wciąż tkwią w dualizmie przeciwieństw. Tak, to trudna lekcja…

Inni bogowie spoza Ziemi oraz "bogowie ziemscy", co to wszystko wiedzą najlepiej, marzą o przejęciu coraz większej władzy. A jeszcze inni o zdobyciu władzy, której nigdy nie mieli. Dlatego niektórzy za wszelką cenę chcą kontynuować stare gry bawiąc się ich „ulepszaniem” i modyfikowaniem ich… jednak pozostawiając zasadnicze reguły gier bez zmian. Są jeszcze inni, co chcą kontynuować te gry, tylko że… z zamianą ról. Do tej pory byli "ofiarami", ale w następnym "rozdaniu" będą u władzy i oni będą narzucać swoje doskonałe wizje i idee… Jednak jedni i drudzy uczestniczą w procesie „ulepszania”, a przede wszystkim utrzymywania starych gier. Część z nich boi się zakończyć te gry. Podobnie pewna część ludzi boi się tego „przejściowego okresu”, a niektórzy do tego stopnia, że nawet nie dopuszczają do siebie żadnych informacji na ten temat albo zaczynają popadać w „depresję”, tragiczne użalanie się nad sobą  oraz pogłębianie i udoskonalanie roli ofiary lub kata. No i zaczną nam zaraz wariować.

To wszystko odbywa się na różnych poziomach, w tym boskich i ludzkich…

Na pewnym poziomie nie ma możliwości zaistnienia wszystkich "bogów" (nie mówiąc już o "boginiach") w harmonijnym współistnieniu. Tak samo jest z ludzkością. Znów: „jak na górze, tak i na dole”? Ale oczywiście są różne poziomy postrzegania…

Kolejny ewolucyjny etap to  o ś w i e c e n i e… widzę, że nie ma kłamstw. Tylko WSZYSTKO jest Prawdą, najprawdziwszą Prawdą… tyle że… jest ona porozbijana i porozsypywana na drobne kawałeczki. I wówczas już nie jest Prawdą, bo Prawda jest tylko Całością; A CAŁOŚĆ to wszystkie rozsypane puzzle poukładane ze sobą w harmonijnym współbrzmieniu.

A prawda czyli wypływająca z indywidualnego postrzegania cząstka Prawdy może stać się kłamstwem, gdy jakaś jedna indywidualna cząstka Prawdy stając do konfrontacji z inną, uzna tę inną prawdę za „sprzeczną” z samą sobą i wtedy nazywa ją kłamstwem.

Jakiś czas temu odkryłam, że w całym kosmosie istnieje całkowita harmonia. Jedynie „lokalnie” występują mniejsze lub większe zaburzenia… Owa lokalność jest bardzo szerokim pojęciem zależnym od skali rozpatrywanego/obserwowanego zjawiska i... percepcji. Ale dam przykład „życiowy”: gdy moja (nasza) uwaga skupiona jest wyłącznie na małych fragmentach rzeczywistości (sytuacji, relacji, interesach), to nie jestem (nie jesteśmy) w stanie dostrzec tej harmonii.


Niech sobie bogowie z kosmosu i na Ziemi, niechaj i ludzie, jeśli tego potrzebują, walczą ze sobą o co chcą… I tak powraca PRABOGINI, która przebudzi tych, którzy są na takie przebudzenie gotowi… zakończyć walkę...




A o nieustannej walce pisałam tutaj:
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/02/wychodzenie-z-matrixa-i-pozostanie-w.html
W temacie:
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/02/podobienstwo-bogow-i-ludzi.html





niedziela, 29 grudnia 2013

SNY, WIZJE I DOŚWIADCZENIA KOLEJNYCH ETAPÓW TRANSFORMACJI ŚWIADOMOŚCI I ENERGII

Nie miałam wcześniej możliwości, by opisać i podzielić się swoimi ostatnimi doświadczeniami. Teraz już mogę.

Kolejna transformacja, która rozpoczęła się około 16. listopada z pierwszym punktem kulminacyjnym 17. grudnia i kolejnym w nocy z 21. na 22. grudnia... (podobnie jak rok temu, ale o jeden dzień wcześniej). I będzie dalej wybrzmiewać aż do 24. marca. Potem przejawią się kolejne znaczne zmiany…



Pisałam niedawno...

z 10. na 11. grudnia:
w nocy wydawałam z siebie jeszcze inne, nowe dźwięki, które rozwibrowywały moje ciało. Czułam jak potrzebowało ono tych dźwięków, by ból, który pojawił się w ciele miesiąc temu, mógł teraz zostać "uleczony"… Dziś fizycznie czuję się lepiej, ale wiem, że mam nadal rozwibrowywać tymi dźwiękami ciało.

Noc z 11. na 12. grudnia:

Ta misterna tkanina ze skomplikowanymi wzorkami jest ukryta przed nami samymi, ponieważ potrzeba ogromnej odwagi, by dowiedzieć się prawdy o sobie. I uczciwości wobec siebie samych. Gdy docieramy do tego punktu, wtedy przekonania i iluzje na własny temat rozsypują się z wielkim hukiem. Jednak strach przed obnażeniem i spojrzeniem na siebie prawdziwych jest taki sam albo i dużo większy niż lęk przed śmiercią ego czyli tego, z czym każde indywidualne ja się utożsamia.

Noc z 12. na 13. grudnia:

I coś więcej mi się przypomniało i dzięki temu coś więcej zrozumiałam… w każdym razie zrozumiałam także, że przyzwalam sama sobie na odczuwanie na przykład bólu, smutku, tych dziwnych energii 'agresji' … i spokoju… z pewnego powodu...


W nocy z 16. na 17. grudnia
Świadome śnienie. Całkowite zrozumienie dla działań innych. Rozwiązanie ostatnich supłów na energetycznych nitkach połączeń Kwiatu Życia i całkowitego puszczenia jakichkolwiek ocen wobec tego, co "złe" wobec "mnie" jako kobiety zrobili kiedykolwiek mężczyźni i ja jako kobieta wobec mężczyzn. Obudziłam się z ogromną radością wybaczenia sobie i im.
Uzdrowienie, uwolnienie wszystkich relacji kobieco-męskich na wszystkich poziomach. Cudowne śnienie. Byłam w świecie całkowitego wybaczenia we mnie i całkowicie innych relacji z ludźmi.

Te wszystkie słowa opisujące kolejne moje "wewnętrzne" doświadczenia pisałam niedawno... No i po kilkunastu dniach dniach doświadczyłam owego "głębokiego zrozumienia " zapisów historii" ludzkości na podstawowych poziomach" w nieco inny sposób. W czasie medytacji - wejścia wewnątrz siebie... 
w nocy z 21. na 22. grudnia 
przeżyłam głębokie, trudne, ale i piękne doświadczenie...

1) Poczułam wibracje serca. Skupiłam się na nich... i rozpoznałam wewnętrzną intencję duszy: jestem w służbie… Jedni. Miałam utrzymywać tę rozpoznaną, przypomnianą intencję, mimo całego zalewu myśli, które przepływały przez mój umysł; Jest ich zawsze pełno wokół,  wszędzie, ale tym razem odczuwałam je bardziej intensywnie… Mój umysł wyłapywał tylko te myśli, które jeszcze w jakiś sposób rezonowaly z wibracjami i emocjami zapisanymi w moim ciele jako gęstki-węzełki. Gdy te supełki rozwiązywałam, myśli znikały… gdy znów pojawiały się, wibracje w ciele świadomie "u-elastyczniałam" rozwibrowując te węzełki, rozpuszczając ich "twardość"… rozwiązując supły.  I utrzymywałam tylko te myśli, które przejawiały się poprzez serce - coś jak intencje mojej duszy

Mam ufać, całkowicie ufać w wewnętrzne prowadzenie duszy, w to, co czuję w sercu i w ciele. Wszystko, co robię jest doskonałe, nawet jeśli jest to trudne dla mnie i dla innych z jakichś powodów. Mam w pełni akceptować to, co się przeze mnie przejawia bez względu na to, jak to oceniają i odbierają inni. Mam ufać nawet, gdyby mnie wszyscy odrzucili. To wszystko już wcześniej wiedziałam, - to była wiedza i informacje, które już do mnie docierały, ale teraz bardziej świadomie dokonywałam jeszcze głębszych zmian w polu energetyczno-fizycznym mojego ciała. To było coś, jak kolejne "umieranie", konieczne do przetransformowania struktury Kwiatu Życia, a latające wokół i przeze mnie myśli próbowały zatrzymać ten proces. W pewnym momencie czułam jak moje ciało wibruje różnymi częstotliwościami - różnymi emocjami i próbuje je ze sobą harmonizować. Trwało to długo i nie było łatwe. 

Gdy ciało uspokoiło się, wypełniło mnie uczucie miłości; w sercu i całym ciele... i wy-promieniowywało tę miłość... Wydawałam z siebie nowe, dziwne dźwięki  których uczyłam się przez ostatni rok, a może i dłużej… do których przygotowywałam moje ciało. Śpiewałam cichutko czując ogromną potrzebę wydawania tych dźwięków serca i odczuwania ich wibracji; wibracji, która harmonizuje w ciele te wszystkie, czasem bardzo różne od siebie częstotliwości kosmiczne. Doświadczałam także bycia świadomą i mocno osadzoną w tu i teraz. Było to intensywne i potrzebowałam odpocząć. Moje ciało uspokoiło się na pewien czas, chociaż wiedziałam, że ten proces będzie toczył się dalej, że to nie koniec.

2)
Powoli wokół mnie pojawiła się nowa energia i wnikała w moje ciało. Czułam, jakbym zbierała na swoje ciało cały ból, jaki doznała ludzkość (?) w całej historii w tym świecie albo jaki jest u podstaw "struktury" i/lub "natury tego świata... Zwracając się do Bogini Matki, która stworzyła Ziemię czułam, że oddaję jej, przekazuję energię tego całego bólu, który przepływał przez moje ciało. W jakiejś mierze był to ból, ktory wypływał z innych ludzi, ale był także moim bólem. Jakbym w ten sposób "uwalniała" siebie w innych i innych w sobie. (W tym momencie powróciło przypomnienie o 13. Matce Klanowej, która odebrała od swoich 12. Sióstr ich wszystkie doświadczenia, jakich kiedykolwiek doznały.) Były to uczucia i emocje o bardzo zróżnicowanym zakresie częstotliwości, jednak dominującym był ból. I to nie tyle fizyczny, nawet bardziej taki mentalno-psychiczny. 

Przyjmując te doświadczenia odczuwałam coraz mocniejsze wibracje w ciele... te, które moglibyśmy określić jako piękne i cudowne, ale przede wszystkim także te bardzo trudne i związane z ogromnym bólem i cierpieniem. Przyjmowałam te wibracje w siebie z intencją przesyłania i oddawania ich Matce Ziemi - tej, która stworzyła Ziemię. Cały czas śpiewałam, raz ciszej, raz głośniej… wydawałam z siebie dzwięki serca. Czułam potrzebę, by z serca i poprzez serce dzwięki te "uzdrawiały", uwalniały i harmonizowały moje ciało rozwibrowane tak ogromnie zróżnicowanymi częstotliwościami różnych doświadczeń moich sióstr... i braci na Ziemi. Tych wszystkich doświadczeń, które stworzyła Matka Ziemi. I znów na chwilę ciało się uspokoiło, gdy energie zostały przesłane bogini Matce. Znów wiedziałam, że to nie koniec, że czeka mnie coś jeszcze - dalszy etap… Spokojnie oddychałam i czułam swoje serce, jak promieniuje z niego energia i wypełnia moje ciało na jego wszystkich poziomach.

3)
Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dzwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdowienia mnie samej w innych i innych we mnie… i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach. Tym razem... cały ból, całe tak zwane zło czy cierpienie zaczęłam przyjmować w siebie jako... matka, która je stworzyła. Pamiętałam w tym momencie, że jestem w służbie Jedni, że moje ciało ofiarowałam do uwolnienia w sobie tych wszystkich wzorców, które je powodowały. 

Moje ciało wibrowało... Trzymałam się dłonią za twarz i poruszałam szczęką jakbym masowała zastałe w niej struktury, które blokowały przepływ pewnych energii w moim ciele... W tym momencie pojawił się jakby znikąd i podszedł do mnie J. Chciał mi pomóc. Wiedziałam, że wydawało mu się, że zbyt cierpię, dlatego delikatnie dotknął moich dłoni, aby zatrzymać to, co się ze mną działo. Wiedziałam, że robi to z miłości, ale jednocześnie wiedziałam, że on nie rozumie wszystkiego, co się ze mną dzieje. I przypomniała mi się przypowieść o człowieku i motylu w kokonie:

Gdy człowiek zobaczył motyla w kokonie, wydawało mu się, że on cierpi i postanowił mu pomóc wydostać się z kokonu. Delikatnie rozerwał kokon. Mimo to motyl nie wylatywał. Wtedy człowiek zwrócił się do motyla:
- Dlaczego nie wychodzisz z kokona? Spójrz, możesz już wylecieć.
- Widzisz, moje skrzydła jeszcze nie wykształtowały się całkowicie. - powiedział motyl. - Potrzebują substancji, która zawarta jest w kokonie. Potrzebują nasycić się nią, by mogły się rozwinąć i bym mógł stać się motylem.

Ale ponieważ czułam miłość do J. i wdzięczność... nawet za to, że nie rozumiał, co się ze mną dzieje w tej chwili, dlatego pozwoliłam mu "pomóc" sobie. Przytuliłam się do J. Na chwilę uspokoiłam się i poczułam, że on także się uspokoił. Wtedy mnie zostawił samą. Gdy J. znikł, cofnęłam się do momentu przed - zanim podszedł do mnie. Najpierw potrzebowałam na powrót "skleić rozerwany kokon"



Moja świadomość znów ekspandowała i zaczęłam przyjmować w siebie energie bólu i cierpienia, które kiedyś stworzyłam starając się roztopić w moim sercu to, co byłam w stanie. Teraz pojawił się w moim sercu dźwięk, który pomagał mi zaabsorbować te częstotliwości w sobie i harmonizować w sobie tę ogromną różnorodność częstotliwości kosmiczno-ziemskich energii. Przyjęłam całkowitą odpowiedzialność za to, co "stworzyłam" czy raczej za to co przejawiało się w tym świecie. Tak... przyjmuję wszystko... Kiedyś wierzyłam, że właśnie to i jedynie to jest prawdziwe. A to była iluzja.

Nie znaczy to, że jestem tą boginią, która stworzyła wszystko, ale na jakimś poziomie poszerzonej świadomości nią TAKŻE JESTEM.

Powoli dochodziłam "do siebie". Ciało było tak rozwibrowane, że potrzebowałam czasu, by się na powrót całkowicie scaliło i zharmonizowało...

Miałam w sobie niesamowity wręcz spokój, pokój. Byłam miłością i zrozumieniem. Czułam wdzięczność za to, co się wydarzyło. I ufność w wewnętrze prowadzenie duszy...

Pamiętam różne swoje dotychczasowe doświadczenia z medytacji - wglądów w siebie. Kiedyś poczułam współodpowiedzialność za to, co tworzyłam wraz z innymi (to było prostsze). Łączyłam się kiedyś ze świadomością matki odrzuconej przez swoje dzieci, matki zabijającej z rozpaczy swoje dzieci, dzieci zabijających swoją matkę, łączyłam się ze świadomością Matki Galaktyki, która rodzi i pochłania gwiazdy, mgławice i wszelkich jej 'potomków'. Tamto doświadczenie było bardziej odczuwane na poziomie energetycznych transformacji, procesów tworzena i anihilacji, narodzin i umierania... A teraz połączyłam się ze świadomością matki przyjmując całkowitą odpowiedzialność za to, co stworzyła. Choć przecież w tym życiu nie mam swoich "własnych" (biologicznie) dzieci i nie stworzyłam w tym życiu wszystkiego...

Jestem w służbie Jedni i mam robić to, co robię w pełnym zaufaniu do wewnętrznego prowadzenia. Czułam i jestem świadoma, że niektórzy ludzie mogą tego nie rozumieć; że mogą oceniać mnie i moje działania na różne sposoby. Lecz mam pozostać w całkowitej ufności w wewnętrzne prowadzenie duszy. Poczułam niemal fizycznie połączenie ze wszystkimi ludźmi oraz ze wszystkim, co istnieje na Ziemi... znów poczułam wszechogarniającą miłość, spokój i harmonię. I ogromną wdzięczność. Ufam, ufam, ufam... że wszystkie moje działania i nie-działania są dokładnie takie, jakie mają być; w służbie poszerzania świadomości, abyśmy mogli powrócić w harmonii do świadomości Jedni - ci wszyscy, którzy są na to gotowi.

jestem Kwiatem Życia, który jest żywy i zmienny… który właśnie ulega wielkiej transformacji…

I odczułam w sobie ogromną zmianę... jakkolwiek, ktokolwiek może to rozumieć... Teraz mogę istnieć, działać i nie-działać już zupełnie inaczej, jak dotychczas.

Prowadzą mnie nasi Przodkowie - my sami z innych światów czy wymiarowości, z Przeszłości i Przyszłości. Moje życie jest procesem... zmiennym, raz bardziej, raz mniej dynamicznym... samopoznania

Mogłam przejść przez to doświadczenie, ponieważ wcześniej zharmonizowałam w sobie żeńskie i męskie wibracje. I spotkałam mężczyznę o wielkim szacunku do energii żeńskiej i Bogini Pra-Matki.  Czułam w tej wizji jego wsparcie i jednocześnie czułam szacunek dla męskiej energii w sobie i tej, która przejawia się przez tych mężczyzn, którzy rozumieją, ale także tych, którzy nie rozumieją albo mają trudności w zaakceptowaniu i przyjęciu mnie takiej, jaka jestem. 


Dziękuję, dziękuję, dziękuję… Wszystko, czego doświadczam jest doskonałe... tu i teraz.

I jeszcze stare zapiski z lipca 2012 roku:


I tak się dzieje. Powoli, ale konsekwentnie, coraz uczciwiej wobec samej siebie, coraz bardziej odpowiedzialnie i z coraz większą ufnością podążam za wewnętrznym prowadzeniem mojej duszy; z szacunkiem i uważnością dla różnych nauczycieli, których spotykam na swojej drodze. Zawsze przychodzą tacy, jacy są na danym etapie potrzebni. (Pamiętam, że wszyscy możemy być dla siebie nauczycielami i uczniami jednocześnie).

Umowa mojej duszy...
Nauczyć się własnej samo-wartości, samo-szacunku... do siebie w sobie i do siebie w innych...
Nauczyć się ufności w to, w jaki sposób się przejawiam, bez względu na to, co myślą o mnie i jak postrzegają mnie inni; na powrót nauczyć się całkowitej ufności w prowadzenie mojej duszy... w służbie Jedni. (Jestem przewodniczką do Piątego Świata (?), jakkolwiek ktokolwiek może to rozumieć...)

Dlatego któregoś dnia przypomniała mi się "moja szmaragdowa tabliczka" i Kwiat Lotosu... i inne, różne "imiona"... Wiele różnych informacji spływało i nadal spływa do mnie, by mogło przejawić się to, co potrzebne w mojej podróży oraz bym mogła swoim doświadczeniem dzielić się z innymi... odzyskując pełnię i radość istnienia... w służbie Jedni, Całości.

Łączyłam się już kiedyś także ze świadomością Gwiazdy, stawałam się na przemian Ziemią i Gwiazdą, i przestrzenią, z której mgławice, gwiazdy i planety powstały i... w której znikały

Przypomnienie sprzed roku:
PRA-Bogini, PRA-Matka tym razem nikogo nie będzie niszczyła. Zresztą tak, jak nigdy wcześniej nikogo nie niszczyła. Każdy po prostu dostanie to, co dla ewolucji i rozwoju jego lub jej duszy oraz świadomości JEST POTRZEBNE.

O Piątym Świecie:

Wśród obecnie żyjących, jest wiele takich dusz, które kiedyś "przybyły" na Ziemię z tego z Piątego Świata - poziomu (pięciowymiarowego), ale na jakiś czas znowu tu utknęły, ponieważ jeszcze niektóre ich wibracyjne częstotliwości "skleiły się" z wzorcami matrycowymi tego świata. Dali się złapać jak mucha w sieć pajęczą. Ale część z nich już sobie przypomniała, część właśnie przypomina, a jeszcze inna część wkrótce sobie o tym przypomni, dlaczego tutaj są. Wtedy więzy się rozlużniają... I można zacząć swobodnie poruszać się po nitkach (jak pająki) - to pierwszy etap. Kolejny etap - możemy stać się jak motyle, które przelatyją pomiędzy pajęczynami i przysiadają na nich na chwilę… Inni także przygotowują się lub gotowi są albo gotowi wkrótce będą do przyjęcia w siebie nowych wibracji  i przejścia do Piątego Świata Harmonii...



Czuję, że jestem Kwiatem Życia, który jest żywy i zmienny… który właśnie ulega wielkiej transformacji… jak 13. Matka Klanowa… O 13. Matce Klanowej:

“(…) Moje Ja, teraz jestes gotowa, aby stac sie prawdą. Wszystkie Twoje siostry są innymi odbiciami ciebie samej. Wypelnione dymem zludzenie, że jestes oddzielona, teraz zostalo rozbite. Spojrz do wewnatrz Twojej istoty i podziel się ze mna tym, co widzisz, uznając fakt, ze wszystkie jestesmy jednym. Stająca się Swoją Wizją zobaczyla, że kokon, w ktory byla zawinieta, zaczyna sie otwierac wewnatrz przepastnej Wewnetrznej Ziemi. To wszystko dzialo sie wenatrz niej. Z oszolomieniem patrzyla, jak z kokonu wylania sie motyl o ciele z przejrzystych jak krysztal swietlanych nici. W kazdej pozycji, która przyjmował motyl, Stająca się Swoją Wizją widziala wszystkie kolory, czula obecnosc wszystkich form zycia, slyszala, jak harmonizują się wszystkie rytmy zycia. Motyl stulil skrzydla, a nastepnie rozpostarl je, odslaniajac Krysztalowa Czaszke. Trzynascie razy Motyl otwieral i zamykal skrzydla, rodzac Krysztalowe Czaszki Trzynastu Klanowych Matek.

Wizja zmienila sie i Stająca się Swoją Wizją zobaczyla, jak Motyl przeobraza sie w postac pieknej, lsniacej kobiety. Powoli promieniejaca forma wciagnela ją do swojego wnetrza i z nastepnym uderzeniem serca Klanowa Matka znalazla sie wewnatrz polyskujacego ciala, zrobionego ze swiatla, i patrzyla na swoje rece, ktore zaczely zamieniac sie w ludzkie cialo. Wrazenie fizycznosci bylo upojne, kiedy jej cialo stalo sie kompletne, mieszczac w sobie cala wiedze, uczucia i serce bijace wszechogarniajaca miloscia. Dawny kokon rozszerzyl sie w bezmierną przestrzen obejmujac niebo i ziemie. Otwierajacy kokon byl utkany z Orendy Stającej się Swoją Wizją. Jej Duchowa Esencja nadal rosla poza przestrzen jej ludzkiej wizji łącząc ją ze wszystkimi swiatami, ktore istnieją wewnatrz Wielkiej Tajemnicy.



Jamie Sams




Trzynaście cykli powoli dobiega końca…

Dodam jeszcze, że symbolami dla tej Klanowej Matki jest Zamglone Lustro oraz Pierzasty Smok lub ogromna jaszczurka o skrzydłach kondora i ognistych oczach (“przypominających dwa ogniste Słońca”).

Błogosławię Pustkę,
Błogosławię Pełnię
Wielką Tajemnicę
i Wszystko i Wszędzie…



Ach i jeszcze coś…  Jaskinia… Lustrzana Jaskinia?
Od kilku miesięcy (od sierpnia) "chodzi za mną" albo "woła mnie" kolejne miejsce… Jaskinia... I wiem, że wkrótce tam się wybiorę. Kiedyś "zawołała mnie" Góra Ślęża - poczułam to w sobie, poprzez wewnętrzny głos. I podążyłam za tym głosem  Potem jeszcze dwie inne góry. W nocy z 25. na 26. grudnia cztery góry połączyłamw sobie poprzez serce ze sobą. (Podobnie jak dwie komety...). A teraz wiem, że wkrótce... może jeszce w tym roku, odwiedzę pewną jaskinię... I połączy się ona przeze mnie z inną jaskinią… a może z wieloma innymi jaskiniami?



Obecna transformacja będzie kontynuowana do 14. stycznia 2014. I będzie dalej wybrzmiewać aż do 24. marca. Tyle wiem :-) Potem te wszystkie zachodzące teraz zmiany zaczną się w pełni przejawiać… Wejście do Jaskini to będzie dla mnie kolejny etap. Nastąpi ono w maju...

Podobna wizja sprzed roku w nocy z 22. na 23. grudnia 2013: http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2012/12/ceremonie-spiewajacych-krysztaowych.html

p.s. 
Czuję, że mogę już o tym napisać… Góra Ślęża była czymś w rodzaju "grobu" Bogini. Ale to nie jest grób, bo ona ŻYJE… ;-)

wtorek, 24 grudnia 2013

SERCE LOTOSU RODZI SIĘ I ROZWIJA...


PONOWNE (?) NARODZINY "KRYSZTAŁOWEJ ŚWIADOMOŚCI SERCA"…

Moje lotosowe serce rozkwitaj całą swą pełnią…









http://ngm.nationalgeographic.com/ngm/photo-contest/2012/entries/163070/view/

"Om mani padme hum"
Klejnocie Kwiatu Lotosu… rozwijaj się…

Mój olejny obraz - Kryształowe Słońce z 2004 roku:


i kompozycje lotosowego serca w połączeniu z fragmentem tego obrazu:



i mandala ze słonecznym kryształem:


I obraz, który namalowałam ze cztery lata temu - Rodząca Słońce:


kilka dni temu skojarzył mi się  (po odwiedzeniu bloga Anilalah) z górą w Nepalu Ama Dablam:




Ama Dablam w tłumaczeniu na język polski znaczy: Matka z Perłowym Naszyjnikiem. Pisałam o tym tu: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/12/od-lilith-do-poawiaczek-pere.html


czwartek, 19 grudnia 2013

JEDNO, DWOJE I TROJE…


OCZY… które widzą… Ale co widzą?

Ta wersja buddyjskiej yantry OM zwróciła moją uwagę:

ponieważ znak umieszczony w środku przypomina mi oczy ze świątyni w Katmandu:

http://cdn20.podroze.smcloud.net/t/gallery/thumbnails/612/5001/5001_590x443_crop_rozmiar-niestandardowy.jpg

http://www.milionkobiet.pl/files/2011_12/f13491ae9054b414a3a33a43f2f4ba24_cfd4d3.jpg

oraz "dwoje oczu Horusa:


"W Egipcie w okresie Starego Państwa oko było jednym z najważniejszych symboli chroniących, to również jeden z najstarszych symboli oświecenia, dzięki któremu możemy połączyć się zarówno z naszą podświadomością jak i z kosmiczną skarbnicą wiedzy. Oczami Horusa były słońce i księżyc. Prawe oko to słońce, lewe było księżycem. Prawe było odpowiedzialne za aktywność, przyszłość; lewe za pasywność i przeszłość. Razem ukazywały szeroki widok-w dzień i w nocy. Dzięki temu symbolizowały wszechwiedzę. Miały pomagać tym, którzy czuli się przygniecieni swoim życiem i potrzebowali nowego wglądu, pełnego inspiracji i wiary. Dzięki oczom odnajdowano szczęście, które nie jest darem z nieba lecz spoczywa w naszym wnętrzu. Pozwalały żyć w pełni świadomie i bez strachu. Mistyczne starożytne teksty sławiły oczy Horusa jako lustro odbijające naszą prawdziwą naturę."

Oczy Horusa jako lustro… odbijające naszą prawdziwą naturę… pisałam sporo o LUSTRZE i jego symbolice… To znaczy, że jedno "oko Horusa" nie pozwala nam widzieć całości, ograniczając nam tym samym dostęp do wszechwiedzy?


Czyli  Horus tracąc lewe oko stracił oko symbolizujące Księżyc? A potem dzięki Hathor je odzyskał. A potem jeszcze ofiarował je Ojcu, Ozyrysowi? To znaczy, że Ozyrys też stracił oko? 


Oczy Horusa jako lustro… odbijające naszą prawdziwą naturę… I to jeszcze "porąbane przez Seta na kawałki"… Porąbane lustro… jak z mojej przypowieści o ROZBITYM LUSTRZE...

To znaczy, że jedno "oko Horusa" nie pozwala nam widzieć CAŁOŚCI, którą możemy postrzegać dwojgiem oczu symbolizujących Słońce i Księżyc?


A cóż to za dziwne, podwójne "oko Horusa"? "Dwa w Jednym"? (Podwójna Galaktyka?)
Udjat - to inna nazwa oka Horusa
http://www.museumstorecompany.com/images/products/16506.jpg
Oko czy może raczej podwójne oko (Horusa i Ozyrysa?) trzymane przez ORŁA (ORLIĘ?) i WĘŻA?

Tu inna wersja w zasadzie tego samego obrazu:
http://lh4.ggpht.com/-vYTqew5JgXM/Tq286d59MNI/AAAAAAAAAQQ/Nvrdet_js0A/Eye_of_Horus1122%25255B2%25255D.jpg?imgmax=800
I jeszcze inna:
http://www.fromcairo.com/images/personalized_papyrus_art_eye%20of%20horus2.jpg

Ten symbol po prawej stronie… przypomina mi ten sam "klucz" (OMEGA? A gdzie ALFA?), który w swoich dłoniach trzymała egispka Isis i babilońska Inana / Lilith - patrz poprzednia notka.


Ale przyszło mi jeszcze, że te dwa znaki mogą być takze symbolami Alfa i Omegi. Są przecież do siebie bardzo podobne:
Jak dwie galaktyki: Andromedy i Drogi Mlecznej...

Koptyjski ankh:

póżniejsza wersja:

i egipska wersja:
Czy to znaczy, że trzymała ona w dłoniach klucz Anch - klucz życia i… "dwoje oczu Horusa"? Oto na "kluczu" Anch "oko Horusa":


http://i1223.photobucket.com/albums/dd520/yhg342/bb.jpg


"Izyda przy pomocy magii przywróciła życie Ozyrysowi"… Był on pierwszą mumią… Napisałam kiedyś  BAJKĘ O PIĘCIU DUSZACH, w której między innymi opisałam powstanie tradycji mumifikowania zwłok. Ta tradycja (w tej przypowieści)  powstała jako potrzeba zaspokojenia rozpaczy Izydy po śmierci Ozyrysa…


Czyli Horus był też samym "czubkiem piramidy" całego systemu, na którego samej górze stał król - faraon jako reprezentant Boga na Ziemi...

Oko Horusa jest także utożsamiane z "Okiem Opatrzności":





Wolnomularska wczesna wersja oka opatrzności z obłokami oraz półokrągłą glorią:







Na większości egipskich artefaktów, nawet gdy pojawia się dwoje oczu, nie widać trzeciego oka. Chociaż... znalazłam taki obraz, na którym - wydaje się, że ono pojawia się:


Zastanawiającym dla mnie jest fakt, że dwojgu "oczu Horusa" są przypisywane w zasadzie te same cechy, co "trzeciemu oku":
dwa:
-symbolizowały wszechwiedzę.
-możemy połączyć się zarówno z naszą podświadomością jak i z kosmiczną skarbnicą wiedzy.
trzecie oko:
Pozwalał [ten narząd] im zobaczyć całą prehistorię Wszechświata, przyszłość, oraz dawał możliwość oglądania każdego zakątka świata
"wszechwidzące oko" dawało im niesamowite zdolności - wprowadzanie innych w stan hipnozy, jasnowidzenie, telepatię, telekinezę oraz możliwość pobierania wiedzy bezpośrednio od Rozumu Kosmicznego [Uniwersalnego Umysłu]. Znali także przeszłość i mogli oddziaływać na grawitację.

Czy to nie dziwne?

Co ciekawe, istnieją także wizje, w których jeszcze inaczej przedstawiane są "oczy wszechwidzące"… 


I jeszcze Thot, Tot jako Strażnik Oka Horusa…


http://commons.wikimedia.org/wiki/File:Egyptian_-_Thoth_in_the_Form_of_a_Baboon_with_Udjat_Eye_-_Walters_48475.jpg

Małpa u Majów symbolizuje Słońce w centrum galaktyki Drogi Mlecznej...

“OCZY Horusa-Ozyrysa” interpretowane często jako symbole Słońca i Księżyca. A Thot był podobno “strażnikiem” lewego oka (tego “księżycowego”). Chyba u Ciebie pisałam, że “Barką” Ozyrysa jest galaktyka Andromedy, a “Latarnią” w tej Barce jest Messier 32, a Łzą Messier 110, która jest ekspandującą małą galaktyką. Dokąd płynie ta “Barka”? Inni kojarzą tę Barkę ze Słońcem, a latarnię z Księżycem…

http://messier.seds.org/Jpg/m31.jpg

“Messier 110 (znana również pod oznaczeniem M110 lub NGC 205) – karłowata galaktyka eliptyczna znajdująca się w gwiazdozbiorze Andromedy w odległości 2,7 miliona lat świetlnych od Ziemi. M110 jest najjaśniejszą galaktyką satelitarną towarzyszącą galaktyce Andromedy i należy do Grupy Lokalnej. Zawiera co najmniej dwa obłoki pyłowe oraz widoczne są w niej ślady niedawnej aktywności gwiazdotwórczej, co jest niezwykłe dla galaktyki tego typu.”

Dodane 19.01.2014:
------------------
"Od wielu lat naukowcy są przekonani, że za około 4 miliardy lat Droga Mleczna zderzy się z Galaktyką Andromedy i że będzie to pierwsze ich zderzenie. Tymczasem grupa astronomów pracująca pod kierunkiem Honghenga Zhao z University of St. Andrews zaproponowała nową teorię. Zgodnie z nią wspomniane galaktyki spotkały się już przed około 10 miliardami lat, a nasze rozumienie grawitacji jest niewłaściwe. Przyjęcie teorii grupy Zhao wyjaśniałoby strukturę obu galaktyk." - http://kopalniawiedzy.pl/Droga-Mleczna-Galaktyka-Andromedy-zderzenie-ciemna-materia-grawitacja,18381

I inna ciekawostka:
"Droga Mleczna, Galaktyka Andromedy oraz Galaktyka Trójkąta są głównymi elementami Grupy Lokalnej Galaktyk." (cyt. z Wikipedii). No niemalże jak "troje oczu" ;)
------------------

JEDNO OKO HORUSA/OZYRYSA…
Prawe oko to słońce, lewe było księżycem. Prawe było odpowiedzialne za aktywność, przyszłość; lewe za pasywność i przeszłość. Razem ukazywały szeroki widok-w dzień i w nocy. Dzięki temu symbolizowały wszechwiedzę.

DLACZEGO WIĘC NAGLE - W PEWNYM MOMENCIE HISTORII - TYLKO PRAWE OKO STAŁO SIĘ WAŻNE? To, które symbolizuje Słońce, odpowiedzialne za aktywnść, przyszłość… a także w pewnym sensie reprezentujące "pierwiastek" męski?



Może jedno oko symbolizuje Galaktykę Mlecznej Drogi, a drugie oko Galaktykę Andromedy… A trzecie oko jest jak centrum każdej Galaktyki…
-------------------------------
Dodane 27. luty 2014


DLACZEGO WIĘC NAGLE - W PEWNYM MOMENCIE HISTORII - TYLKO PRAWE OKO STAŁO SIĘ WAŻNE? To, które symbolizuje Słońce, odpowiedzialne za aktywność, przyszłość… a także w pewnym sensie reprezentujące "pierwiastek" męski?

Barka Ozyrysa:

Tu jeszcze postać Izis

I jeszcze coś. Co prawda podobno ciało Ozyrysa na 14.części, ale może bylo ich 13?

"Zaraz po śmierci Ozyrysa Izyda pod postacią kani i Neftyda pod postacią sokoła wyruszyły na poszukiwania części ciała króla Egiptu, rozrzuconych po całym Egipcie. Odnaleziono 13 z 14 kawałków, prócz członka, który utonął w Nilu, co miało doprowadzić do rokrocznych wylewów tejże rzeki. Wkrótce ułożono części obok siebie i za pomocą magicznych zaklęć scalono je, przywracając Ozyrysa do życia. Ozyrys począł z Izydą syna Horusa, aby ten mógł pomścić go i pokonać Seta, po czym wstąpił do świata podziemnego - Duat i stał się władcą Krainy Umarłych." - http://pl.wikibooks.org/wiki/Historia_powszechna/Mity_i_wierzenia_starożytnych_Egipcjan

Ciekawe, jak został "spłodzony" Horus, skoro 14. kawałka - fallusa nie odnaleziono?
Ale za to... "Jak do tej pory, stwierdzono istnienie 14 karłowatych galaktyk satelickich Galaktyki Andromedy, z których najbardziej znane to M32 oraz M110."

Ciało Ozyrysa złożyła Izyda. Czy ten mit opowiada o połączeniu na powrót 13. Galaktyk? Ponieważ Unia tych 13 Galaktyk została kiedyś zerwana? A może nie tyle zerwana, co wcielając się w różnych Układach Słonecznych, na różnych planetach, zapominamy czasem o tym?

I ciekawostka:
"Thot podobno wystąpił w roli lekarza - ożywił poćwiartowane ciało Ozyrysa i uleczył wyrwane oczy Horusa (Ozyrysa)." 
To Thot scalił ciało Ozyrysa czy Izyda (Isis)?  Thot też zapomniał o swojej roli? Jeśli tak, to teraz jest czas, kiedy może sobie o tym przypomnieć. (Thot wg mitów ozyriańskich był kochankiem matki bogów Nut. A mnie się kiedyś przypomniało, że on ode mnie dostał szmaragdowe tabliczki :-))

W notce KRYSZTAŁOWA TRZYNASTKA pisałam: 
„Na początku” był... 

UKŁAD (UNIA) 13. GALAKTYK. 

W tym UKŁADZIE istnieje 13. Galaktyk. Nasza Galaktyka jest jedną z nich. Dla nas jest ona 13.tą Galaktyką.

Z tego UKŁADU 13. GALAKTYK w Galaktyce Drogi Mlecznej zostało umieszczonych w różnych czaso-przestrzeniach 12. Słońc - Gwiazd reprezentujących, będących manifestacjami w naszej Galaktyce owych 12. CENTRALNYCH SŁOŃC z każdej z pozostałych 12. Galaktyk. 13. Słońce reprezentuję CENTRALNE SŁOŃCE naszej Galaktyki. 

Te Słońca - Gwiazdy tworzą obecnie 12. różnych Układów Słonecznych w naszej Galaktyce. Plus nasz Układ Słoneczny.

13. GALAKTYKA to nasza Galaktyka Drogi Mlecznej. 13.tym CENTRALNYM SŁOŃCEM jest SŁOŃCE stanowiące centrum naszej Galaktyki. A 13.tym Słońcem - Gwiazdą jest Słońce naszego Układu Słonecznego. 
I chociaż oficjalnie (według naukowców) nie istnieje 13 planet, to nieoficjalnie, co podaje nawet Wikipedia jest ich 13.:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/a/a9/Planety2008.jpg/800px-Planety2008.jpg

Galaktyka Andomedy:
Dlatego można też kojarzyć
Barkę można kojarzyć ze Słońcem, a Latarnię z Księżycem ale to i tak są galaktyki...


--------------------------------

Dla kontrapunktu - być może - niby przypadkiem natrafiłam na ciekawe wizerunki Buddy...
jak ta, niesamowita figurka Buddy - mały tajski amulet:


oraz ta, która nazywana jest "Zamkniętymi Oczami Buddy":
https://encrypted-tbn3.gstatic.com/images?q=tbn:ANd9GcQfo3I5AE9M8l-RydPCDC9Phjggv3wnPHd0bioGpwVsPf4ieDRu0g

Bo WSZYSTKO ISTNIEJE W KAŻDEJ I KAŻDYM Z NAS? A to, co widzimy na zewnątrz jest tylko projekcją tego, co w nas?

Yant Pra Pid Tawarn (Pra Pid Ta):

http://ancientpoint.com/imgs/a/b/f/j/q/phra_pidta_yantra_save_luck_wealth_mini_buddha_thai_amulet_1_thumb2_lgw.jpg


http://www.sak-yant.com/wp-content/uploads/2009/11/yanprapidta.jpg.JPG

Medytacja Buddy, który nie widzi i nie słyszy, lecz zwraca się całkowicie do swojego wnętrza… Buddy, który widzi swoim wewnętrznym "trzecim okiem"?


Moje tłumaczenie "na szybcika":
"Po byciu jednym, stajesz się wieloma, po byciu wieloma, stajesz się jednym, pojawiasz się i znikasz; możesz bez przeszkód przejść przez ścianę, przez mury, przez góry, jakby poprzez przestrzeń;  nurkujesz do i z ziemi jakby to była woda, chodzisz po wodzie i nie toniesz jakbyś chodził/a po ziemi; siedząc ze skrzyżowanymi nogami podróżujesz w przestrzeni jak ptak; ręką dotykasz i muskasz księżyc i słońce tak potężne i mocne; ćwiczysz biegłość ciała tak daleko, jak sięga świat brahmy."


Aja… Ten, który wyśnił wszystko, co istnieje? "Kontroler i stwórca"? Jak egipski bóg? "Wszechwidzące Oko" czy Uniwersalny Umysł?

W każdym razie "trzecie oko" pozwala na dalekie wewnętrzne podróże zadziewające się dzięki swobodnemu przesuwaniu naszego "punktu świadomości" oraz pamiętanie ich (jeśli nasz umysł jest wystarczająco "pusty" - nie zaśmiecają go natrętne myśli, a ciało wystarczająco po-uwalniane z traumatycznych zapisów).


Trzecie oko… symbolizowane przez lotos?
Lotos jest symbolem absolutnej czystości; Co ciekawe, kwiat lotosu otwiera się wyłącznie w ciągu dnia, wyrasta z ciemnych bagien, ale pozostaje niesplamiony i niezanieczyszczony… nieskazitelny. Kwiat lotosu to święty symbol buddyzmu i ludzkiej duszy. To także symbol kwiatu życia, symbol wyzwolenia od cierpienia… (w tym oświecenia buddy)... jest też symbolem stworzenia oraz ludzkiego serca. Symbolizuje samodoskonalenie. Symbolizuje też UNIĘ... przeciwieństw i... wielu światów.
--------------------------------

I przypomniał mi się film o śniącym… o tym, który śni i tworzy wszystko... pt. "WIELKI KOSMICZNY ŻART". Ten film co prawda kiedyś już linkowałam, ale teraz raz jeszcze, dla przypomnienia sobie… 


(A podobno "Wielki Kosmiczny Żart" był największym czynnym wulkanem Indii…)

___________________________________________________________________

Pomosty:
“Wszyscy przygotowujemy się do wielkiej kosmicznej ceremonii. Do tej ceremonii przygotowują się wszystkie planety i księżyce naszego układu słonecznego, wszystkie słońca, cała galaktyka, a może i wszystkie galaktyki…“
___________________________________________________________________