piątek, 17 lutego 2017

MANDALA 2017


się przejawiła i została narysowana :-}

zainspirowana :-}
się narysowała...
mandala bez słów:



i jeszcze jedna z 2014 roku


czwartek, 16 lutego 2017

O ENERGIACH MĘSKICH I ŻEŃSKICH


Wszyscy bez wyjątku chcemy być szczęśliwi i uniknąć cierpienia. Gonimy za przyjemnościami i obmyślamy skomplikowane plany zmierzające do ominięcia cierpienia. Ironią życia ludzkiego jest to, że każde pożądanie przyjemności skutkuje cierpieniem. Cokolwiek mamy, chcemy tego więcej albo pragniemy czegoś innego. Kiedy mamy to, czego pragniemy, w końcu to tracimy lub stwierdzamy, że wcale nie tego naprawdę chcieliśmy. Nauka Buddy Siakjamuniego o czterech szlachetnych prawdach bardzo precyzyjnie określa ten emocjonalny styl istot ludzkich, mianowicie że impuls podążania za przyjemnościami tworzy nieskończoną ilość frustrujących sytuacji i dopóki nie zrozumiemy mechanizmu napędzania życia ludzkiego przez niespełnione pragnienia, nie zaznamy ulgi od cierpienia. 




















Na poziomie zjawisk i manifestacji kobiety i mężczyźni różnią się i wzajemnie się uzupełniają, zarówno w ciałach fizycznych, jak i w doświadczeniach psychicznych. Z punktu widzenia buddyzmu wadżrajany męskie i żeńskie właściwości są w swojej istocie pozytywne, przebudzone i dobre, jednak gdy towarzyszy im niewiedza i nawykowe wzorce, mogą manifestować się w sposób bolesny. Kiedy motywacją jest potężny egoizm, związek kobiety i mężczyzny może nabrać dramatyzmu rozgrywającego się na poziomie emocji, koncepcji i fantazji, prowadząc do bólu i alienacji. Jednak niezależnie od tego, czy właściwości te manifestują się w sposób przebudzony, czy bolesny, cechy energii żeńskich i męskich pozostają niezmienne. Manifestacja energii żeńskiej wiąże się z energetycznym gorącem i intensywnością, manifestacja energii męskiej powiązana jest ze stabilną mocą i ugruntowaniem. Wnikliwy wgląd typowy dla kobiet jest subtelną, przenikającą i bardzo inteligentną energią, swoistą przenikliwością lub wrażliwością. W swojej podstawowej naturze jest to świadomość, ale w życiu codziennym manifestuje się jako wrażliwość, która może być dość intensywna i gorąca, związana z emocjonalnością. Ta wrażliwość ma więcej wspólnego z dynamiką niż z samą treścią. Jak mówi tybetańskie przysłowie: „Inteligencja kobiety jest przenikliwie ostra i swobodna". Oznacza to, że kobiety mają większą zdolność do identyfikowania problemów i przenikania ich, bez lgnięcia do rezultatów. 


























piątek, 9 grudnia 2016

transformacja ja-ego

zainspirowana...
Dziś przeczytałam, że niektórzy nauczyciele duchowi twierdzą, że powinniśmy pozbyć się naszych ja-ego... Hm... Z moich doświadczeń i "wniosków z nich płynących" wynika, że nie należy z nikim ani niczym i o nic walczyć, zwłaszcza z ja-ego, ani pozbywać się ja-ego. Bo w rozwoju naszym zwanym duchowym (nazywam to raczej rozwojem albo ekspansją świadomości) nie chodzi o wyrzeczenie się ja-ego, ale o możliwości transformacji "ja":

1.nasze tzw. "małe ja -ego" utożsamione z nazwami, przekonaniami, "etykietami" (kobieta, mężczyzna, matka, ojciec, dziecko, brat, siostra, obywatel, wyznawca jakiejś wiary lub ateista itd. przede wszystkim określającymi nasze "funkcje społeczne") zamienia się w

2."ja -ego myślące" ("myślę więc jestem") uznające pewne wybrane koncepcje i idee za jedyne prawdy. Potem następuje kolejny etap:

3. "ja - ego myślące" staje się niczym - "jestem niczym" (doświadczenie tzw. pustki, po którym następuje niemal "kwantowy przeskok umysłu ;-}), a potem "ja NIC" staje się

4. "Wolnym JA" - wyzwolonym z utożsamiania się z myślami, ideami, koncepcjami jako jedynymi prawdami); jesteśmy wtedy przyciągani przez różne idee i koncepcje, ale na chwilę, by rozpoznać, że w każdą z nich można uwierzyć i uznać za jedyną prawdę; w ten sposób rozpoznajemy naturę umysłu. Wtedy może pojawić się na przykład zrozumienie konsekwencji wybierania jakichś koncepcji za jedyne prawdy oraz widzenie wszystkiego takim, jakie jest - bez zamydlania "obrazów zdarzeń" jakimiś projekcjami - iluzjami mniejszego/myślącego ja-ego.

A następnie "Wolne Ja" transformuje się w
5. "WYŻSZE JA" - Ja, które Jest Tym, Czym Jest. Jestem człowiekiem - istotą ludzką, samoświadomą i rozpoznaję swoje "przeznaczenie", i działam w połączeniu z "WYŻSZYM JA", zawsze w tu i teraz albo inaczej: przeze mnie jako człowieka w każdej chwili, w każdym tu i teraz przejawia się świadomość "WYŻSZEGO JA"... (tak ogólnie to opisując :-}). 

Więc ten proces postrzegam raczej jako ewolucję - rozwój ja -> Ja ->JA, które staje się coraz bardziej świadome SIEBIE. I działania nasze z każdego z tych poziomów znacznie się różnią. Działając z "poziomu" świadomości "WYSZEGO JA" nikomu nie narzucamy swojej perspektywy, dzielimy się mądrością bez oczekiwań, ocen itp. wykonujemy to, co mamy do wykonania... choć pomniejsze ja-ego mają swoje zrozumienie. :-} 

I tak na przykład - kiedy nauczyciel mówi: "Nie jesteś swoimi myślami, nie jesteś umysłem" - jest to też koncept, który - jako pewnego rodzaju "narzędzie" - ma spowodować "odklejanie się" od "małego ja" i "myślącego ja", które jest w zasadzie całkowicie utożsamione z pewnym, mocno ograniczonym zakresem myśli i pewnymi (względnie) niewieloma konceptami, które uznaje za jedyne prawdy. 

Dziękuje za inspirację i pozdrawiam :-}

poniedziałek, 5 grudnia 2016

PUSTKA I FORMA


"forma jest formą i pustka jest pustką"

:-} ️


fot. Magdalena

O ZŁOŚCI...


"Trzymanie się złości jest jak chwytanie gorącego węgla z zamiarem rzucenia nim w kogoś innego; ty jesteś tym/tą, który/która zostaje poparzony/a." - Budda

więc jeśli już czujesz otwarcie na Nieznane, to przyjmiesz ten ogień, aby mógł wypalić tę złość w Tobie. I jeśli już czujesz otwarcie na poznawanie Siebie, skupisz się na coraz bardziej świadomej obserwacji Siebie, zamiast wchodzić w kolejne interakcje i nieświadome konfrontacje z innymi.

Dziękuję. :-} ️

wtorek, 15 listopada 2016

DAKINIE



Dakinie reprezentują cztery rodzaje aktywności: 
uspokajającą (uśmierzającą strach, lęk i cierpienie), 
wzbogacającą (rozwijającą świadomość), 
magnetyzującą (gromadzi wszystkie potrzebne okoliczności wspierające rozwój duchowy) 
oraz niszczącą (gniewna, stanowcza interwencja) jako pomoc w pokonaniu przeszkód na ścieżce.




także Chhinnamasta, Trikaya-vajrayogini,




Czinnamunda jako pośrednia forma Kali z Shivą 

środa, 9 listopada 2016

KRYSZTAŁOWA ( DIAMENTOWA) TANTRA YAB - YUM


Wyśniła mi się Kryształowa (Diamentowa) Tantra Yab - Yum.


Tantra to wnoszenie świadomości do czegoś, co jest zazwyczaj nieświadome. Na przykład do seksualności. Seksualność nasza zaczyna się od patrzenia (na kobietę, mężczyznę czy jakikolwiek "obiekt" seksualnego pożądania), od patrzenia wprost lub w wyobraźni, od patrzenia, po którym następuje snucie różnych wyobrażeń, fantazji - ogólnie wszelkich iluzji płynących z umysłu, a powiązanych z różnymi nieświadomymi wzorcami (myślenia i działania). Następnie część tych fantazji próbujemy realizować poprzez nasze działania... z różnymi skutkami, których często bywamy całkowicie nieświadomi.

W tantrze chodzi o to, by być obecnym - obecną w każdym momencie życia, w każdej sytuacji, żeby czcić i celebrować każdy moment, każdą chwilę, cieszyć się nią i odczuwać wdzięczność - gdy wszystkie te momenty prześwietla "światło" świadomości. A dzięki temu odnawia  się nasze połączenie z pustką, źródłem, z praprzyczyną (ciszą, bezruchem, obecnością). To połączenie umożliwia nam coraz bardziej spontaniczne życie w radości istnienia, z coraz większą mądrością i miłością wszechogarniającą.

Bez tej świadomości zawsze zachowujemy się reaktywnie i gubimy się w życiu, także w naszej seksualności ulegając "starym" wzorcom myślenia i działania, które w rezultacie prowadzą do cierpienia. Seks - reaktywny, nieświadomy, choć daje możliwość doświadczania chwilowej ekstazy, w rezultacie zasila tylko cierpienie, bo sytuacje z nim związane wciągają nas w wiry różnych "gier" - podtrzymujących w nas nieustanną walkę o dominację, władzę i kontrolę nad sobą oraz innymi - walkę w zagarnianie, anektowanie, uzależnianie itp..

Tantra daje nam sposobność wprowadzania świadomości do seksualności. Ma nam umożliwiać coraz bardziej uważne bycie w tu i teraz, w zakotwiczeniu umysłu w pustce, w połączeniu ze źródłem, z praprzyczyną (ciszą, bezruchem, obecnością), co umożliwia nam rozpoznawanie,  czym nasza seksualność jest i co robimy sobie oraz innym, gdy "uprawiamy seks" a jednocześnie nazywamy to "kochaniem się". Tantra prowadzi nas do rozpoznania (wyciągnięcia na poziom świadomości) wszystkich wzorców (myślowych i działania), a nawet całej gamy różnych traum, które nami dotychczas powodowały w realizowaniu naszej seksualności. A dzięki temu stajemy się coraz bardziej świadomymi istotami i poznajemy Siebie.

Dążenie do orgazmu wynika z pożądania końcowego rezultatu, który zawsze zagarniany jest przez nigdy nieusatysfakcjonowane tzw. ego czyli "coś", co powoduje jednocześnie:
- to, że istniejemy w oddzieleniu od tego, czym w swej istocie jesteśmy
oraz
- to, że pożądamy zespolenia z tym, od czego czujemy się oddzieleni.
Ta dychotomia naszych tzw. ego powoduje, że żyjemy w dualistycznym rozdarciu jakbyśmy wszyscy byli "dwubiegunowymi schizofrenikami". To rozdarcie, ta "biegunowość" jest  przyczyną każdego przyciągania seksualnego przez różne "obiekty", które w rzeczy samej są nieświadomymi projekcjami naszych umysłów. To jest także przyczyną wszystkich gier, gierek, a nawet walk mających na celu uwodzenie i przyczyną wszystkich doświadczeń dotyczących naszej seksualności związanych z koniecznością spełniania pożądania  naszych tzw. ego  - na wszelkie możliwe sposoby, które i tak prowadzą do ciągłego niezaspokojenia, a w rezultacie do nieustannego cierpienia. Pod taką seksualnością ukrywają się bardzo silne, negatywne emocje, których nie jesteśmy jeszcze świadomi.

Zatem z tantry lepiej nie tworzyć "środka do celu", ponieważ wtedy staje się ona "narzędziem" tzw. ego. Tantra to praktyka stawania się coraz bardziej świadomymi istotami ludzkimi. Tantra to coraz bardziej świadome, uważne bycie w tu i teraz. I ma "za zadanie" uwalniać nas od snucia jakichkolwiek wyobrażeń (iluzji płynących z umysłu), od ocen, od napięć związanych z oczekiwaniem następnych momentów, kolejnych sytuacji oraz od wszelkich oczekiwań, w tym także osiągania "spazmatycznych" (bo wynikających z napięć wciąż niezaspakajanego głodu) orgazmów.

Jeżeli świadomość zaczyna wypełniać każdy moment tu i teraz, to także może zacząć wypełniać relacje intymnej, erotycznej bliskości z osobą, której ufamy, z którą "rezonujemy" i dzięki której pośrednio a także bezpośrednio możemy zacząć rozpoznawać, czym jest seksualność wynikająca z pożądania a czym jest coraz bardziej świadome doświadczanie intymnej, erotycznej bliskości w połączeniu i zakotwiczeniu w pustce, w źródle, w praprzyczynie (w ciszy, bezruchu, obecności). Doświadczamy wtedy wszystkiego z coraz większą z radością istnienia i wdzięcznością za każdy moment tego doświadczenia, które wypełnia coraz intensywniej "światło" świadomości. Budzimy się z ignorancji, niewiedzy... do świadomego działania.

Przebudzone działanie jest przejawem kolejnego poziomu ewolucji świadomości na Ziemi. Rozpoznanie przebudzonego działania  w dotychczas seksualnej, a obecnie pojawiającej się erotycznej intymności sprawia, że "zewnętrzne" działanie staje się zharmonizowane z "wewnętrznym" działaniem czyli przebudzeniem do świadomego działania w radości istnienia, w miłości wszechogarniającej. Ekspandująca w nas, poprzez nas świadomość inspiruje nas, zaczyna wpływać na wszystko, co robimy powoli wypełniając wszystkie nasze działania - niedziałania (niedziałania w sensie bez chcenia i pożądania naszych "ja -ego"). Ekspandująca w nas, poprzez nas świadomość nadaje naszym działaniom - niedziałoniom świeżość oraz moc, która rozpuszcza struktury i wzorce jakichkolwiek egotycznych potrzeb, pragnień, pożądań. A poprzez nas ekspandująca w nas świadomość promieniuje i rozchodzi się w całym świecie, a może nawet "jeszcze dalej". :-}

Jeśli zatapiamy się świadomie w intymnym połączeniu ze sobą i drugą osobą, odczuwamy całą gamę różnych odczuć (przede wszystkim na poziomie energetycznym naszych ciał) łącznie z namiętnością, która jest świadomie doświadczania i jednocześnie obserwowana. Ale nie jesteśmy już powodowani emocjami, które mogłyby nas odciągnąć od krystalicznie czystego poczucia JA JESTEM. A to poczucie pozwala nam puszczać wszelką kontrolę dla świadomego bycia w tym doświadczeniu Siebie-Ciebie jako Jedni, zintegrowanej Całości w relacji Ja-Ty jako Jednia. To doświadczenie nas tak głęboko wzbogaca, że możemy stawać się coraz bardziej zintegrowanymi, coraz bardziej świadomymi Siebie istotami ludzkimi.

Jeśli pokochasz siebie - Siebie całkowicie, bezwarunkowo, miłością wszechogarniającą, już nie potrzebujesz nikogo. Nie tęsknisz za innym człowiekiem. Jesteś w stanie czuć w sobie pustkę - "zakotwiczenie umysłu w zgaśnięciu", odczuwasz swoje połączenie ze źródłem, z praprzyczyną (ciszą, bezruchem, obecnością) i wtedy także w innej osobie "dostrzegasz" i odczuwasz to, co jest ponad jej formą, ciałem, umysłem i co także wypełnia jej formę - po prostu dostrzegasz esencję w formie. Gdy sami "stajemy się Tym", rozpoznajemy to samo w drugiej osobie. To rozpoznanie (wewnętrzne zrozumienie Siebie, scalenie Siebie w Jedni, Całości) jest prawdziwą miłością. Miłością, która łączy się w Jedni z mądrością w "ostatecznej Rzeczywistości". Nie potrzebujesz wtedy kogoś innego, ale każda druga osoba staje się odzwierciedleniem tego, kim JESTEŚ.

Jeśli spotkasz taką osobę, która pokochała już siebie (albo jest gotowa i otwarta na pokochanie siebie) i "zakochasz się" w niej, bo poczujesz z taką osobą pewien rezonans, to takie "zakochanie się" może stać się częścią twojej "praktyki", dzięki której na poziom świadomości wypływać zacznie wiedza o twojej seksualności, uzależnieniach, pożądaniach oraz wzorcach myślowych i działaniach z nimi związanych. Ten pojawiający się rezonans nie jest powodowany pożądaniem ani fascynacją fizycznością tej osoby. Jesteś przyciągany/a przez to, co nieuchwytne w tej osobie, choć "zakochanie się" świadczy o tym, że jeszcze wciąż aktywne tzw. ego (poprzez stare tendencje) próbuje to przyciąganie jakoś "zracjonalizować" wpychając je w 'stare tory' wzorców myślowych i działania. Przez takie "zakochanie" może jeszcze zacząć przejawiać się pewien rezonans na poziomie seksualnym, emocjonalnym, a nawet fizycznym, psychicznym czy intelektualnym, ale poprzez ten rezonans przebija się ten o wiele "głębszy poziom" - to, co naprawdę cię woła poprzez tę osobę - to twoja własna, nieodkryta jeszcze krystaliczność, niezgłębioność, pustka, źródło, praprzyczyna... (cisza, bezruch, obecność). Woła cię...  twoja Intencja i zaprasza cię do Tańca w Bezruchu, do rozpoznania i doświadczenia Twojej Esencji, którą JESTEŚ-MY.

Przez emocje "zakochania" możesz do tego dotrzeć poprzez kryształową (diamentową) tantrę i stworzyć niezwykle głęboką relację z drugą osobą w Sobie i w Niej, taką relację, która jest przejawem... kolejnego poziomu ewolucji świadomości na Ziemi i która będzie się rozwijać w sposób, jaki nie możemy, nie jesteśmy w stanie nawet sobie wyobrazić.

Tak głębokie intymne, a nawet erotyczne, ale już nie seksualne, bo bez typowej penetracji i erekcji/orgazmu) połączenie jest aktem łączenia się i przekazywania Świadomości, która rozświetla Umysł wprawiając nasze ciała w całkiem 'nowe' wibracje, umożliwiające doświadczenie odczuwania całego tęczowego spektrum naszego istnienia... Co dalej? Reszta jest tajemnicą, do której każdy/każda dociera i odkrywa ją sam/sama... :-}

A nasza oddzielność jest mitem, nawet nasza zróżnicowana płeć jest mitem, który może odejść, abyśmy mogli zintegrować Siebie w Jedni, Całości, którą JESTEŚMY. Dzięki temu możemy odzyskać naszą radość istnienia, która jest po prostu radością z bycia świadomą ludzką istotą.

tikali SUNYATA
(zainspirowana słowami przekazywanymi przez E.Tolle)


"postać męska jest symbolem karuṇā (współczucia*)) i upāya-kauśalya (prawidłowej praktyki**)), zaś postać kobieca symbolizuje mądrość (prajñā). Symbol ten w buddyzmie tybetańskim odnosi się do tantrycznej idei zjednoczenia pierwiastka aktywnego, męskiego (upaya) czyli właściwej metody praktyki medytacji, i pierwiastka żeńskiego (prajñā) czyli mądrości i oświecenia." - cyt. z Wikipedii.

*) dla mnie postać męska jest symbolem współodczuwania i wszechogarniającej miłości - to nasz "pierwiastek męski", nasz  umysł ma "powrócić" do takiego stanu...
**) dla mnie prawidłowa praktyka to nic innego jak nieskazitelne i coraz bardziej świadome Siebie podążanie za tym, co się przejawia w coraz większym zaufaniu i oddaniu się Całości, Jedni, a karuna to serdeczne współodczuwanie, kochająca życzliwość wobec wszystkich istot czyli miłość wszechogarniająca.. :-}

A mądrość i oświecenie - to nasz "żeński pierwiastek", nasza świadomość ma "powrócić" do takiego stanu.... :-}


Kocham


....albowiem nie ma mądrości bez miłości i nie ma miłości bez mądrości...


p.s. tantryczna symbolika tybetańska nie ma nic wspólnego z seksem, tak jak i określanie siebie w związku jako yin i yang jest całkowitym nieporozumieniem.

środa, 28 września 2016

O ŚWIADOMOŚCI I UMYŚLE...


"Oczywiście, kocham UMYSŁ…" 
- przejawiła ŚWIADOMOŚĆ - 
"On jest… po prostu 
fascynujący i zachwycający… 
Ktoś coś wy-myśli, 
a inni wierzą w to coś jako jedyną, 
najprawdziwszą prawdę.
Cuda, po prostu cuda…
Tak, wiara (w myśli) "czyni cuda"…




I ZNÓW O RADOŚCI ISTNIENIA



Sprawia mi radość możliwość
prze-czuwania (przenikania - odczuwania) Prawdy
i odczuwania obecności - SIEBIE
w ciele - poprzez ciało i formę...

bo nie utożsamiam się już z ciałem
ani z myślami tak, jak kiedyś... 

Nawet kiedy ciało odczuwa ból 
albo staje się mniej sprawne niż było, 
nawet ten ból ani zachodzące zmiany w ciele 
'nie odbierają' już tej Radości Istnienia, 
Obecności, Świadomości, 
która JEST 
ani wdzięczności za wszystko...
:-} ️


piątek, 9 września 2016

Kiedy wszystko "staje się" święte,




Kiedy wszystko
"staje się" święte,
to już samo
słowo "święte"
pozostaje
wewnątrz...
wszystkiego
i ujawnia się
w ciszy...

Jestem
odczuciem
istnienia ja
i to istnienie
jest
odczuwalne
na tle
niezmiennej
świadomości
jestem.

Jestem
jednocześnie
tym, co
niezmienne
i tym, co wciąż
ulega zmianie.

Jestem
naczyniem
pustki
Jestem
dźwiękiem
ciszy,
jestem
obrazem
tła
jako ja,
które jest.

istniejemy
w czasoprzestrzeniach
i poza czasem
jednocześnie.

I nie ma już
paradoksów,
nawet
tych pozornych...
gdy połączone
ze sobą w Jedni,
zanikają... 

:-} ️


czwartek, 1 września 2016

KROPLA, FALA i OCEAN...

Kropla, która nie czuje całego Oceanu w sobie i nie zintegruje się z nim, nie ma żadnego wpływu na falę, która ją niesie. Istnieje w iluzji oddzielenia od Oceanu i tego, że ma jakikolwiek wpływ na falę. Kiedy Kropla integruje się z Całym Oceanem w sobie, też nie ma żadnego wpływu na falę, ale z radością poddaje się nurtowi fali. 

Zmaganie się Kropli buntującej się - bo chciałaby płynąć w innym kierunku - sprawia jej cierpienie, ponieważ płynięcie w innym kierunku nie jest możliwe... A jej zmaganie i cierpienie jest po prostu iluzją doświadczenia odrębności.

poniedziałek, 11 lipca 2016

DEMONY UMYSŁU - ULEGANIE IM I ICH KARMIENIE CZY UWOLNIENIE ICH W SOBIE?


Nie wiem, dlaczego, ale czuję, że mam podzielić się z tobą pewną historią. Piękna młoda kobieta niedawno popełniła samobójstwo. Wizerunek na facebooku, jaki tworzyła o sobie i na swój temat, był "jednostronny"... zawsze wyglądała na osobę radosną, szczęśliwą, wesołą, pełną energii i intensywnie rozwijającą się duchowo... 

Ludzie, którzy znali ją tylko od tej jej powierzchownej strony, z jakiej ona chciała na facebooku siebie widzieć i być widzianą przez innych, byli zaszokowani jej samobójstwem. 

Nie wiedzieli na przykład nic o jej cierpieniu i stanach depresyjnych, nie wiedzieli o tym, że często miała myśli samobójcze, że tak naprawdę - choć wszyscy myśleli, że jest bardzo szczęśliwa ze swoimi partnerem, to jednak nie była... że kłócili się, zdradzali, wielokrotnie rozstawali się i schodzili ze sobą... Nie wiedzieli, że często zdarzało się, że czuła strach, że się czasem wściekała i krzyczała,  że odczuwała nienawiść, choć pragnęła miłości i za miłością wciąż tęskniła... 

I ludzie też nie wiedzieli, że ta piękna kobieta na przykład miała różne pragnienia, marzenia i wizje, w które wierzyła, za którymi podążała... W niektórych tych wizjach widziała demony i duchy, jedne ją atakowały, a ona próbowała je karmić, a inne podpowiadały jej, co ma robić...  Ale ona nie rozpoznawała ich jeszcze jako... duchy i demony swojego umysłu, które w rezultacie doprowadziły ją do... autodestrukcji. (*)

Ludzie wiedzieli, że ona marzyła o stworzeniu miejsca i społeczności ludzi, którzy będą żyć w harmonii, miłości, współtworzyć ze sobą i wspierać się wzajemnie, ale nie wiedzieli, że wszystkie próby, jakie czyniła w tym kierunku, prędzej czy później kończyły się jej rozczarowaniem... sobą i innymi.

I ludzie nie wiedzieli... prawie nic o jej "drugiej stronie", tak samo, jak nie chcą widzieć tego samego w sobie... Jak nie chcą dostrzec swojej "drugiej strony" w sobie... która to strona czy chcemy, czy nie chcemy, przejawia się przez nas, ale zazwyczaj nie jesteśmy tego świadomi.

Nasze ja-ego uwielbiają pokazywać się jako piękne maski, za którymi ukrywają te części siebie, które piękne wcale nie są. Nie chcemy, by ktokolwiek zobaczył nasze "słabości", nasze zmagania się ze sobą itp. "To zrozumiałe, bo i po co?" Ale przede wszystkim to my sami, tego nie chcemy zobaczyć - my jako nasze tzw. ja-ega, więc wypieramy się wciąż, wypieramy się tego, od czego nasze ja-ego nas wciąż oddziela... od innych cząstek Siebie jako Całości, Jedni - od SIEBIE, od tego, KIM/CZYM JESTEŚMY. 

Dlatego (jedni częściej, inni rzadziej) cierpimy w samotności i użalamy się nad sobą albo skarżymy się innym obwiniając jeszcze innych o nasze cierpienie, a w jeszcze innych sytuacjach... udajemy, że "wszystko jest w porządku"...."u mnie wszystko dobrze"...

No i próbujemy wszystkie "brzydkie" części Siebie ukrywać za pięknymi maskami i uciekać przed tymi "brzydkimi" częściami Siebie, a one i tak nas wciąż gonią i prędzej czy później dopadają. 

Więc jeśli nie znajdujemy w sobie odwagi, by zacząć wyciągać to wszystko, co pod tymi pięknymi maskami w nas ukryte, w pewnym momencie te piękne maski same zaczynają się rozpadać, bo rozbijają je te "straszniejsze" - wbrew naszym upartym ja- ego, które chcą być "piękne" i "kochane", ale samych Siebie nie mogą rozpoznać i pokochać..  

Tak nieświadomie działamy, co prowadzi w rezultacie do auto-destrukcji - gdy nie możemy być uczciwi wobec samych siebie i tym samym wobec innych, dlatego wolimy pozostawać nieświadomymi tego, kim/czym JESTEŚMY...

Jeśli nie znajdujemy w sobie otwartości na nieznane, na rozpoznawanie natury umysłu, żyjemy w nieświadomości i okłamujemy sami siebie i innych żyjąc w iluzji i projektując swoje iluzje na innych...

Wiem, że bywa i tak, iż często na innych projektujemy to, co w nas jeszcze nieuświadomione, a czego wypieramy się w sobie i nie chcemy tego w sobie dostrzec.  A kiedy tak robimy (w nieświadomości swojej nie wiedząc, co czynimy), to wtedy zawsze coś, co przejawia się przez innych wobec nas,może wciąż nas, drażnić, dotykać, ranić, denerwować czy gniewać... 

Dlatego zawsze, gdy coś mnie porusza, przyglądam się sobie z największą uczciwością i uważnością, jaką mogę z siebie wykrzesać. Bo wiem, że jeśli coś nas dotyka, obraża i rani itd. (wywołuje nasze gniewne emocje), to jest to tylko informacja dla nas, o nas samych. Taka informacja często zostaje odrzucana przez nas, kiedy nie jesteśmy gotowi przyjrzeć się uczciwie samym sobie. Kiedy nie ma w nas gotowości na to, by ujrzeć wreszcie to, co nasze tzw. ja-ego ukrywa przed nami, żeby mogło czuć się lepiej.

Piszę o tym, ponieważ przez kilka lat zajmowałam się "odkrywaniem Siebie". Łatwe to nie jest, o nie, ale czy ktokolwiek obiecywał nam, że docieranie do Prawdy o Sobie będzie łatwe? Docieranie do Prawdy o Sobie poprzez poszerzanie świadomości siebie - Siebie - SIEBIE i obejmowanie siebie - Siebie - SIEBIE miłością wszechogarniającą, przestaje być trudne.

Może "coś" już na te temat wiesz. ;-}

Nawet chwilowe przebłyski błogostanu, a także chwile naszego uwielbienia dla Boga zawsze będą wymieszane z chwilami "depresyjnymi", w których różne nasze myśli i czyjeś działania będą wywoływać w nas negatywne emocje. Wahadła emocji poruszają się od jednego bieguna do drugiego... Te wszystkie myśli i emocje nami jeszcze powodują tak długo, dopóki ich nie rozpoznamy, dopóki ich sobie nie uświadomimy i dopóki z nich się nie "wyleczymy" - nie uwolnimy od nich.

Nie jestem osobą, która cokolwiek wie lepiej od ciebie albo gorzej, która czuje się lepsza lub gorsza od ciebie, lecz dzielę się z tobą tym, przez co przechodziłam przez kilka lat rozpoznając na przykład kolejne warstwy kłamstw i oszustw, a nawet różnych tricków mojego ego (umysłu o ograniczonej świadomości), które były ukryte przede mną samą (za piękną maską mojego ego). W tych rozpoznaniach rozświetlało się światłem świadomości wszystko to, co kiedyś moje ego przede mną samą ukrywało - Prawdę o sobie - Sobie - SOBIE. 

Poznając Naturę Umysłu poznajemy siebie-Siebie-SIEBIE. Czuję, że ten "proces" odkrywania Siebie - SIEBIE w sobie nie został zakończony. :-} Bo może nigdy się nie kończy. Ale nie ma to znaczenia, ponieważ z taką mocą ufności, jaka jest mi dana, jestem otwarta na nieznane i na Poznawanie siebie - Siebie - SIEBIE.

Nie chcę, nie oczekuję i nie potrzebuję, żeby ktokolwiek wierzył w to, co się przeze mnie przejawia, ale - jeśli kiedyś zechcesz, to może będziesz mogła/mógł sprawdzić, czy to, czym dzielę się z tobą w Miłości, jest prawdziwe dla ciebie i czy zainspiruje cię do odkrywania siebie - Siebie - SIEBIE  i do świadomego rozbijania MASEK naszych pięknych ego, które tak naprawdę służą nam do... ukrywania przed nami naszego cierpienia i Prawdy o Nas Samych: o sobie - Sobie - SOBIE...

(*) W uzupełnieniu film między innymi o naszych "demonach umysłu" i kołowrocie cierpienia:




_________________