piątek, 22 maja 2015

O ZMIANACH... SAMO-ŚWIADOMOŚCI

Notka jest zainspirowana przez artykuł o zmianach częstotliwości Ziemi... 


Podzielę się tym, co się ostatnio „we mnie wydarza”.

Odczuwam już (chyba) od 15. maja „napływ” bardzo silnej energii… określiłabym to jako… wzmocnienie, nasilenie się jakiejś energii. Jakby pojawiły się „nowe fale”, nowe częstotliwości albo jakby jakieś fale zostały wzmocnione… na początku odczuwałam to w ciele i w głowie… Zaczęło się od tego, że nagle 15. maja zaczęłam czuć napływ strumienia różnych myśli i emocji… bardzo, bardzo intensywny…

Ale dzięki temu, że zaczęłam przenosić swoją uwagę (świadomość) do całego ciała (z centrum w sercu albo trochę poniżej serca), mózg – umysł jest odciążany i wtedy staje się spokojny… Inaczej pojawiające się w nim myśli zagęszczały się, intensyfikowały jakby następowała „gonitwa”, wręcz „wyścig” całego kłębowiska różnych myśli i emocji… Kiedy dzieje się to bez udziału naszej świadomości, to dopiero może stać się bardzo uciążliwe i trudne. Wtedy coś nas „niesie” i „porywa”, a może nawet zaczyna „szarpać” nami, a my nie wiemy co… i nie wiemy, dlaczego niektóre myśli stają się takie bardzo intensywne, dlaczego silne emocje zaczynają nami szarpać z byle powodu…

Nadal odczuwam intensywnie te energie w ciele (to już tydzień), jakby częstotliwości tej energii stawały się jeszcze bardziej zróżnicowane i… jakby coraz „głośniejsze”… Choć nie odczuwam tego dosłownie jako nasilenia się jakichś dźwięków. Ale wibracje w ciele są takie jakby było ono poddane nieustannym, bardzo mocnym dźwiękom… jakiejś „kakofonii” dźwięków.

Nie jest to łatwe ;-)… ale bycie uważną, świadomą tego i pozostawanie w swojej „wewnętrznej przestrzeni” poprzez przeniesienie uwagi – świadomości do ciała sprawia, że przestaję swoją energię kierować do mózgu – umysłu i wtedy przestaje to być takie trudne i uciążliwe. Także wibracje, które mogłyby w ciele stać się nieświadomie porywającymi emocjami, nie stają się nimi.

I nie jest to tak, że od tygodnia cały czas, bez żadnej przerwy jest tak samo intensywnie. Nie, bywają momenty, że te „fale” uspokajają się, na przykład w nocy. A najsilniejsze stają się w ciągu dnia.

Ot, takie zdarzenia, doświadczenia ostatnio mi się przytrafiają… to się podzieliłam, bo może inni mają podobne? :-)







Dziękuję kochana Margo, ale dlaczego zaraz „niestety”? ;-) 
(Wiem, wiem, dlaczego. :-) )

Doskonale rozumiem to, co opisujesz, kochana Margo0307. Ponieważ to, co opisujesz, jest mi dobrze znane. Przechodziłam przez to przez… kilka lat. :-) To jest bardzo naturalny proces – jak dla mnie – uwalniania się od reagowania w sposób reaktywny, uwarunkowany, a te działania, które wcześniej były nieświadome stają się coraz bardziej świadome.

„Jest to dla mnie trudne, bo w takich chwilach „zaskoczenia”… działam z pozycji umysłu wraz z buzującymi wewnątrz emocjami… :/ i „łapię się” na tym, że podejmując w takich momentach decyzje – zawsze wychodzą mi… „bokiem”…„

Dokładnie. I jakaż to ulga móc to wreszcie zobaczyć? Uświadomić sobie i zrozumieć… I gdy przychodzi uświadomienie tego, co wcześniej było nieświadome i przychodzi zrozumienie tego, w jaki sposób działamy, stajemy się bardziej (samo-)świadomi. Wtedy nasze działania także stają się bardziej świadome i stajemy się bardziej odpowiedzialni za to, co „generujemy” z siebie i co zasilamy swoją energią, swoją uwagą… (wcześniej nieświadomie, a teraz już coraz bardziej świadomie).

I z mojego doświadczenia wynika, że na początku „stany” spokoju, wewnętrznej harmonii pojawiały się – najpierw rzadko, potem coraz częściej… A po pewnym czasie częściej byłam, żyłam w „stanie wewnętrznej harmonii” tylko od czasu do czasu zaburzanej „stanami chaosu” myślowo-emocjonalnego… Potem (z czasem ;-) ) coraz rzadziej te „zaburzenia” przez „stany chaosu” się pojawiały. I nie znaczy to, że nie odczuwam teraz żadnych uczuć. Odczuwam, ale przede wszystkim radość istnienia, życia oraz… współodczuwam – tak to mogę opisać. :-)

Już od wielu miesięcy żyłam, byłam w „stanie” wewnętrznej harmonii zaburzanej bardzo rzadko sporadycznymi, bardzo krótkimi „zawirowaniami”… aż tu nagle… :-) tak, jak opisałam – gdzieś od 15. maja znowu to się zdarzyło. I trwa już tydzień. Choć „radzę” sobie z tym coraz lepiej. :-) Teraz mi to już nawet nie przeszkadza. Dzieje się to teraz na poziomie energetycznym ciała.

Oczywiście pomaga mi np. świadome oddychanie, dzięki któremu można „wrócić” z zapętlenia się w myślach i emocjach „do siebie”, można „wrócić” do teraz”, można zacząć obserwować oddech i odczuwanie energii w ciele, a potem już można wejść „głębiej w teraz”. Przedwczoraj znalazłam nowy filmik z Eckhartem Tolle. (Zabawna ta synchronia…:-) ) Filmik ma tytuł: „Podróż w głąb Teraz”. Ale tu też go umieszczę (w wolności ;-) ) dla tych, którzy podobnie odczuwają i nie wiedzą, co z tym zrobić. Ta prosta metoda, którą kiedyś zaczęłam stosować intuicyjnie, a o której w taki prosty sposób opowiada Tolle, może komuś pomoże… a może nie… :-) W wolności się dzielę… :-)
Eckhart Tolle - Podróż w głąb Teraz (napisy PL)


Wracając jeszcze do tego typu doświadczeń z energiami, które „nagle nas mogą dopadać”… Możemy te przypływy bardzo mocnych energii odbierać nawet jako czyjeś ataki na nas. (Wiem to, bo kiedyś miałam podobne doświadczenie i niektórzy z Was może pamiętają, bo dzieliłam się tutaj nim z Wami). Teraz wiem, że to reaktywny, uwarunkowany umysł – ego nas próbuje w takie historie „wkręcać”…

Opisywałam kiedyś podobne doświadczenia, jedno z nich miało miejsce w 2012 roku. Wtedy to dopiero mną szarpało… myślałam nawet, że się… „rozpadnę na kawałki”… http://www.tonalinagual.blogspot.com/2012/09/doswiadczenie-transformacyjne.html

Zresztą podobne „doświadczenia” w roku 2012 wiele razy mi się zdarzały, a także później mi się zdarzały, choć coraz rzadziej… Za każdym kolejnym razem jednak przechodzę przez te zdarzenia coraz bardziej świadomie… a obecnie już są coraz mniej "męczące".

To – jak wygląda z Twojego opisu, kochana Margo0307 czy z moich opisów – wcale nie jest łatwe, więc może dlatego wielu ludzi, albo inaczej: to tzw. ego ("książe kłamstwa" :-) próbuje przed tym „uciekać”, jakoś się przed tym „bronić”, a efekt tego taki… że umysł zaczyna szaleć…

i może dlatego tak, jak wiele z nas już zauważa: jest coraz więcej różnych... „proroków”, „szaleńców”, „nawiedzonych”, „zbawców”, „misjonarzy” i „misjonarek” itd., itp…





I jeszcze zalinkuję inny film, który też właśnie "odkryłam" z Eckhartem Tolle: https://youtu.be/bKjiki4u830?t=4s
i z serca polecam ( w wolności... :-) ):


Dodane 1.06. Rozpoznanie ;-)

Jakakolwiek próba ocenienia, osądzenia innych i siebie powoduje... cierpienie. Wystarczy chwila nieuwagi, by dać się ponieść myśli oceniającej, zaraz za nią pojawią się tak mocne odczucia, poprzez które energia w ciele się roztańczy i zacznie rozszarpywać... dysharmonia to wewnętrzna walka, która prowadzi do autodestrukcji... i to przynosi nam cierpienie... Uwolnienie od cierpienia następuje poprzez zakończenie oceniania, osądzania, oczekiwań itp...  zakończenie jakiejkolwiek walki, oporu... przed tym, co do nas przychodzi...

STRACH PRZED PUSTKĄ, "CZARNĄ DZIURĄ" I "TUNELAMI"...

11.05.2015, 00:20

Miałam pewne 'doświadczenie' - przypomnienie, z którego dla mnie płynie wniosek, że nawet jeśli wpadamy do czegoś, co podobne jest do „czarnej dziury” albo „bezkresnej pustki", (która w zasadzie nie jest pusta) czy „wpadamy do jakiegoś tunelu” itp. nie istnieje „tam” nieistnienie. Istniejemy natomiast w całkiem inny sposób" niż istniejemy jako istoty ludzkie utożsamione wyłącznie z myślami, emocjami i ciałem... Ten inny "sposób" istnienia jest trudny nawet do wyobrażenia dla naszych oddzielnych ja-ego... To dla naszych oddzielnych ja-ego istnieje zapomnienie… po to, by "nasza podróż była ... przygodą". A nasze zapomnienie tego innego sposobu istnienia jest iluzją, dzięki której nasze umysły - naszych oddzielonych od Całości ja-ego - postrzegają ową pustkę jako niebyt, nicość... z powodu zapomnienia...

Oto moje 'doświadczenie' - przypomnienie:


A potem o tym zapomniałam na jakiś czas. Stąd mój wniosek, że niebyt całkowity nie istnieje… To  tylko świadomość istnienia... coś jak "istnienie poza umysłem". Nie da się tego dokładnie opisać słowami, bo to... nie do opisania dla umysłu, skoro to "istnieje poza umysłem". ;-) W każdym razie próby opisu nie mogą uchwycić natury, esencji tego "istnienia poza umysłem".

To 'doświadczenie', jak dla mnie, potwierdza fakt, że zmieniając miejsce pobytu i formę w naszych 'podróżach świadomości', w których zmieniamy od czasu do czasu swoje 'formy', przechodzimy zawsze przez rodzaj „bramy”, która jest czymś jak „czarna dziura”, "ciemna przestrzeń pustki", z której „wylatujemy”... przez rodzaj „tunelu” (np. tunel rodny) do 'następnego życia' w kolejnej 'formie'. Jeśli boimy się, że nas pochłonie owa „czarna dziura”, lecimy do "światła" i tracimy wtedy świadomość kontinuum istnienia, i wchodzimy/wlatujemy przez owe „tunele” w inną lub podobną formę. I tracimy świadomość kontynuacji istnienia w różnych 'formach' istnienia. Jeśli się nie boimy – ponieważ jesteśmy świadomi, że życie w „pojeździe fizycznym” jest jedynie przygodą w naszej podróży, to wiemy, pamiętamy, że gdy stracimy tę 'formę', będziemy "podróżować" dalej... Wówczas przechodząc przez ową „bramę” podobną „czarnej dziurze” nie odczuwamy już lęku przed unicestwieniem.

Gdy wchodzimy w ten świat, energia zostaje zagęszczona do stanu materii do tego stopnia, że w pewnym momencie istniejąc w tej materii zaczynamy wierzyć, że jesteśmy tylko materialni, że np. istniejemy tylko w tzw. 3D albo 4D (3 wymiary przestrzenne + czas), a inne „wymiary”, światy są nam niedostępne, bo utożsamiamy się całkowicie z naszymi ciałami, myślami i emocjami.  ALE…  Jak można mieć dostęp do informacji z innych „wymiarów” czy „gęstości", jeśli się istnieje tylko w 3D albo 4D? To oczywiste (dla mnie), że jakąś częścią siebie trzeba istnieć w tych innych „wymiarach”, światach, by móc się z nimi „kontaktować”, by móc mieć „dostęp” do nich, by „stamtąd otrzymywać informacje”, by następowała wymiana i łączenie... Możemy sobie jednak o tym przypomnieć i to świadomość jest owym pomostem z tymi cząstkami nas istniejącymi w innej "wymiarowości".

Dla mnie to tylko przykład na to, jak skomplikowane są konstrukcje UMYSŁU, z którego korzystamy, a jak przy tym nieświadomi jesteśmy "GRY" albo może "ZABAWY", w jakiej uczestniczymy. Ponieważ wzorce tego świata także ograniczają naszą świadomość połączenia z Całością, Jednią tego, kim jesteśmy...

Istniejemy (z tego, co rozpoznałam ;-)) we wszystkich "wymiarach", światach jakie tylko są możliwe, ale odcinamy się od nich wierząc w to (uznając za prawdę), że istniejemy tylko w tych, a nie innych „wymiarach”, że istniejemy tylko w tym jako jedynym świecie. I oczywiście można wierzyć w to na przykład, że ktoś nam „ukradł” np. "wymiar" 8. i te od 12. wzwyż… (o takiej historii czytałam). A to są "gry i zabawy" ego, umysłu odciętego od innych części Całości. Mogą te "gry i zabawy" być fascynujące – to fakt. Zatem dobrej zabawy życzę...

Z tego co wiem (co sobie przypomniałam), możemy "podróżować" ze świata do świata świadomie lub nieświadomie. O tym może następnym razem coś więcej napiszę. Dla mnie – jak wynika z opisanego przez mnie doświadczenia  oraz innych moich 'doświadczeń'...

niebyt nie istnieje, natomiast istnieje coś takiego jak „pozorna pustka”, w której nie istniejemy w żadnej formie, a w której świadomość istnienia jest zachowana.  

Nie miałam tej wiedzy-świadomości, gdy istniałam w tamtym "świecie kradzieży energii". W tamtym świecie wszystkie istoty istniały z „zapisem”, „programem”, że

albo dasz się wchłonąć przez inne istoty, formy albo wchłoniesz innych, w innym przypadku wpadniesz w niebyt. Taki był "żart"... albo "ściema", w którą "wierzyły wszystkie istniejące w tym świecie istoty. Musiała to być jakaś "szkoła" z potrzebnym doświadczeniem takim, a nie innym albo coś jak "trening", ponieważ musiał istnieć jakiś powód, że wówczas poczułam nagle potrzebę zmiany... nawet za cenę "wpadnięcia w niebyt".

A wszystkie istoty istniały tam w wielkim strachu przed owym niebytem, bo miały zakodowaną informację, że po śmierci formy nic nie istnieje. A ja poczułam impuls, że mam stamtąd wyjść… A nawet "nie wiadomo skąd i dlaczego" wiedziałam, jak to zrobić.

W pewnym sensie jako konsekwencję tamtej decyzji otrzymałam obecne życie - tak wynikało z mojego snu.  Z tego tutaj świata chciałam także w młodości „wyjść", ale wtedy nie widziałam innej możliwości jak wyjście poprzez samobójstwo. A chciałam z tego świata „wyjść”, ponieważ ten świat „strasznie mi się nie podobał” i z tego powodu „strasznie cierpiałam”… I z powodu (nad)wrażliwości, jaką miałam w młodości, próbowałam popełnić samobójstwo.


No więc nie bałam się śmierci… –  teraz już to wiem ;-) – ponieważ "kiedyś" ;-) przeszłam przez „niebyt, który nie jest niebytem”, ale wchodząc do tego świata zapomniałam również i o tym. Czułam jednak intuicyjnie, że nie boję się śmierci. Bardziej „bałam się” życia tutaj… Potrzebowałam „oswoić się” z tymi lękami i poznać  ten świat, by go zrozumieć…

Teraz jestem na etapie rozumienia tego świata. Poznaję go (albo „przypominam” sobie) i SIEBIE w nim. Oczywiście moje zrozumienie może być inne od zrozumienia innych. I już wiem, jak można ze świata cierpienia „wyjść”.  Jednak jeszcze nie wiem, co przede mną i to jest piękne. Miałam pewne wizje, które są jak drogowskazy, ale jestem cierpliwa i ufna; nigdzie mi się nie śpieszy.

Wiem, że w pewnej części SIEBIE jestem „podróżniczką w nieskończoności”, która podróżuje przejawiając się w najróżniejszych formach energetycznych i materialnych w różnych światach… Choć z drugiej strony wiem też, że żadnej "podróży" nie ma - tak, jak nie ma żadnego "poszukiwania"...

Pisałam już o "księciu kłamstwa". Dla mnie to inna nazwa dla Ego (Ja) czyli Umysłu, który jest odcięty od ŚWIADOMOŚCI (skąd „pochodzi”) - tak to w skrócie ujmę ( - umysł nieprzebudzony). To Ego, Ja - to Umysł zanurzony całkowicie we ŚNIE, w iluzji, w której mamy ograniczoną świadomość tego, kim jesteśmy. Dlatego właśnie ludzie wciąż toczą wewnętrzne walki, które przejawiają się oczywiście na zewnątrz… czyli Umysł odcięty od Świadomości Wszystkiego, Co Jest, Całości to dla mnie  Umysł, który „kreuje” światy… iluzji – „fantomowe światy", po których jednak... możemy podróżować.

Każda i każdy, kto uczestniczy w "grach ego" jest „zaprogramowany” w pewnym sensie pewnymi wzorcami.  Mamy swoje "role" do odegrania. Czasem gramy ich wiele, w zależności od sytuacji. 

Niełatwo jest tu wejść i nie ulec tutejszym grom, ponieważ wchodząc tutaj otrzymujemy (choćby poprzez formę, ciała) pewną część zapisów związanych z tymi „grami ego”. Inaczej nie moglibyśmy pojawić się TU, jeśli pojawiamy się jako zrodzeni z ciała. 

Z pewnych powodów (jako konsekwencji jakiś wcześniejszych zdarzeń, które można umownie nazwać karmą) tutaj się znajdujemy. Przyczyny tego, dlaczego znaleźliśmy się w tym świecie mogą być różne. Twoje mogą być inne niż moje. Ty możesz nawet uważać, że znaleźliśmy się tutaj z powodu jakichś "manipulacji" albo "wojen" toczonych na innych poziomach istnienia. Ty możesz istnieć w innym świecie niż ja czy inne istoty ludzkie. I "współtworzymy" w ten sposób "wieloświat". :-)

Nawet, kiedy już wiele wiemy, to możemy wpaść w pułapkę takiej wiedzy, która podsyca nasze ja-ego i iluzję tego świata wciąż postępując według tych samych, "starych" wzorców powodujących cierpienie. Zazwyczaj jesteśmy nieświadomi tego… kiedy kierują nami nieuświadomione wzorce "gier ego" wciąż uaktywniające nasze emocje i ograniczające nasz dostęp do coraz większego "zakresu" czy "przestrzeni" naszej samo-świadomości.

I w pewnym sensie „zabawne” jest to, że owe 'doświadczenie', a właściwiej: 'przypomnienie' istnienia i wyjścia z tamtego "świata kradzieży energii", które powyżej opisałam, jest tylko jednym z wielu 'doświadczeń' - przypomnień, jakie miałam, jakie sobie 'przypomniałam'. Teraz one się scalają ze sobą we mnie – jakbym scalała siebie istniejącą w różnych „wcześniejszych”, a nawet „przyszłych” wcieleniach i światach… :-) I odzyskiwała w ten sposób SIEBIE jako (samo)świadomość jakiejś większej... Całości, Jedni i przypominała sobie... np, że

niebyt nie istnieje, natomiast istnieje coś takiego jak „pozorna pustka”, w której nie istniejemy w żadnej formie, ale świadomość istnienia jest zachowana …

to doświadczenie przyniosło mi także przypomnienie, że z tamtego świata chciałam wyjść, ponieważ niczego nowego w nim już bym nie mogła się "nauczyć"… o sobie samej. Rozpoznałam „zasadę” tam panującą, także „wyjście” z tamtego świata nie było dla mnie samobójstwem, choć z perspektywy tutejszych „wzorców” może to tak wyglądać. To była świadoma decyzja zakończenia „tamtej gry” i podjęcia ryzyka, choćby za cenę „unicestwienia” – przejścia w „niebyt”, którego wszystkie istoty żyjące w tamtym świecie strasznie się bały, więc z powodu tego strachu tam tkwiły.

Dlaczego nie było we mnie strachu przed owym „unicestwieniem”, „niebytem”? Coś jak „intuicja”i ufność pozwoliły mi na podjęcie decyzji wyjścia z tamtego "świata kradzieży energii" i to… trzykrotnie…
(Potem - w obecnym życiu - też trzykrotnie podejmowałam decyzję o uwolnieniu się z przywiązania od „gier ego”. ;-))

Tamten świat nie był tak „materialny” jak ten, bo miał inną „formę” jakby bardziej energetyczną. W tamtym świecie wszystkie istoty istniały z „zapisem”, „programem”, że albo dasz się wchłonąć przez inne istoty albo wchłoniesz innych, w innym przypadku wpadniesz w niebyt. I wszystkie istoty tam istniały w wielkim strachu przed owym niebytem, bo miały zakodowaną informację, że po śmierci formy nic nie istnieje. A ja chciałam stamtąd wyjść, bo nie chciałam dłużej (w nieskończoność) w taki sposób w nim istnieć…

W tym świecie w młodości chciałam popełnić samobójstwo z niezgody na „zło” tego świata. Ale nie wiedziałam, nie byłam świadoma, że sama tym „złem” zostałam „zainfekowana” w sensie takim, jak już pisałam:

Nie łatwo jest tu wejść i nie ulec tutejszym grom, ponieważ wchodząc tutaj otrzymujemy pewną część zapisów związanych z tymi „grami ego”. Inaczej nie moglibyśmy pojawić się TU, jeśli pojawiamy się jako zrodzeni z ciała.  

Bywałam w swoich snach w bardzo różnych "światach". Bywałam także w takich, w których np. dzieci rodziły się w kwiatach. I nie było tam żadnego cierpienia, żadnych walk ani "gier ego". Bogactwo tych 'doświadczeń' i różnorodność światów, o jakich sobie przypominałam, mogą świadczyć o tym, że "pochodzę" z różnych miejsc we wszechświecie (zresztą i taką wizję kiedyś miałam) i "dróg", które mnie "doprowadziły" do życia na Ziemi w obecnym czasie jest bardzo, bardzo wiele.

Ostatnio kiedy zasypiam, pełna ufności otwieram się na pustkę, „nicość”… Poddaję się... Zanikam... Tak jakbym umierała...  Zanikam, ale istnieję... "na różne sposoby" i pojawiam się... przejawiam "na różne sposoby"... Czasem mam jakieś sny, ostatnio zazwyczaj jakby chwilę przed przebudzeniem.
Często w śnieniu łączyłam i harmonizowałam ze sobą bardzo różne światy z różnych czasoprzestrzeni. Budziłam się - przechodząc płynnie "granicę" między tzw. snem i jawą, a odczucie ogromnej harmonii, miłości 'pozostały we mnie'. I kontynuowały się...

I miałam także ostatnio po raz kolejny takie doświadczenie, że tuż przed przebudzeniem byłam bardzo świadoma tego, że wnikam w pewną formę fizyczną – „moje” ciało, a kiedy w nie tak wnikałam, odczuwałam, że „rekonstruuje się” w tym momencie pewne kontinuum związane z tym konkretnym fizycznym ciałem, ale także z jego wszystkimi innymi poziomami (ciałami). Czułam jakbym jako... świadomość zakładała „kieckę” ludzkiej formy (osoby) – istoty ludzkiej. W tym 'doświadczeniu', w tym, co się zadziewało... czułam, że 'zmieniałam' swoją 'formę' albo raczej... świadomość przybierała 'nową-starą' formę. I czułam, widziałam, wiedziałam. że wszyscy po śnie (kiedy "budzimy sie w fizycznych ciałach) w ten sposób "wracamy" do "naszych" ciał, ponieważ wszyscy jesteśmy... jednym ludzkim ciałem (choć nie tylko ludzkim) w wielu wersjach (w różnych stanach) o zróżnicowanej pamięci kontinuum... historii uznawanych za osobiste doświadczenie. I wiedziałam, że wszyscy budząc się ze snu robimy to samo… tylko nie wszyscy jesteśmy tego świadomi... więcej tutaj: http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2015/04/kiecka-fizycznego-przejawu-istoty.html

Oczywiście to, dokąd „zawędrujemy” w naszych 'podróżach świadomości' może być niezależne lub zależne od nas. Ale o tym może innym razem coś więcej napiszę. Tu kiedyś już o tym wspominałam: http://tonalinagual.blogspot.com/2014/01/wewnetrzne-zmiany-i-zewnetrzne-przejawy.html



_____________________________

I dodam coś jeszcze:
o RÓŻNYCH PRZESTRZENIACH
1 luty 2007
Dziwny sen – trochę metafizyczny.

Nie wiem, jak go opisać… Wynikało z tego snu, że każdą sytuację można rozpatrywać co najmniej na trzy sposoby w trzech różnych przestrzeniach (o innej wymiarowości) i z różnych płaszczyzn odniesienia.
– Jeden wynika z uwzględnienia pojęcia linearnego czasu względem danej przestrzeni.
– Drugi wynika z kwantowego podejścia, w którym nie widać czasowych powiązań skutków z przyczyną, a bardziej widoczne są powiązania (relacje) przestrzenne.
– Trzeci jest wielopłaszczyznowy, w którym można dostrzec powiązania struktur sytuacji, zdarzeń pozornie w ogóle ze sobą niesprzężonych, a jednak mających ze sobą ścisły związek. W takim przypadku czasoprzestrzeń musi być zatrzymana.

_______________________________

DODANE 03.06.2015

Zainspirowana dialogiem z markiem pod ta notką napisałam:
Dzięki Twojej inspiracji coś się jednak dla mnie wyklarowało... :-)

[ Nastąpiło przejrzyste rozpoznanie :-) ]

W świecie ze SNU istniała jedna alternatywa (dualizm):
NICOŚĆ lub KONTYNUACJA ...
istnienia w "Grze" o niezmiennych regułach. Kontynuacja w jednej formie... w nieskończoność...?

Strach przed nicością powodował kontynuację "utkwienie" w tamtym świecie "pochłaniania" jednych istot przed drugie. Co i tak w rezultacie prowadziło do "kolapsu" tamtego świata... W taki sposób, że jedne istoty, które pochłaniały coraz więcej innych w pewnym momencie nie miałyby już co pochłaniać, więc i tak rozpadały się nieświadomie w "nicość". I "Gra" zaczynała się od nowa... rozdrobnieniem na wiele części... (możliwe, że "kiedyś" właśnie tę wersję "przerabiałam" wielokrotnie :-) ).

Tamten świat ze SNU kojarzy mi się z czymś jak "matryca" dla tego świata... "pole akaszy" z jednym głównym wzorcem: NICOŚĆ lub KONTYNUACJA... ?

Wyszłam z "tamtego świata", świadomie wybierając nicość,
która jednak okazała się nie być nicością, a raczej "pustką", w której istnieje wyłącznie
ŚWIADOMOŚĆ ISTNIENIA
poza jakąkolwiek formą, poza jakimkolwiek utożsamieniem z czymkolwiek.

Stamtąd "wyruszyłam" w dalszą "podróż" i trafiłam do tego świata.
W tym świecie także "dualizmy" w dużo bardziej zróżnicowanych formach:
dobro - zło
oprawca - ofiara
zwycięzcy - pokonani
itp., itd...

Najpierw kiedyś, w dzieciństwie pojawiła się wizja z powrotem do DOMU, gdzie byłam maleńką drobinką, cząstką, którą otaczał nieskończenie wielki wszechświat, a jednocześnie ten nieskończenie ogromny wszechświat zawierał się we mnie - najmniejszej drobince... i nie było tam żadnej dualności...
Potem w młodości pojawiła się niezgoda na "ten świat dualizmu", ponieważ weszłam w te dualistyczne wzorce...
I wtedy pojawiły się myśli o samobójstwie, poczucie bycia ofiarą itp. i nastąpiła próba samobójstwa... Nieudana.
A potem pojawiła się decyzja o pozostaniu w tym świecie - po przyjęciu informacji ze środka siebie, że mam tu zostać, bo mam tu coś do zrobienia, bo i tak będę musiała tu wrócić, by ten świat zrozumieć, a potem będę wiedziała, co dalej... czyli, że miałam tu się czegoś "nauczyć", coś rozpoznać, zrozumieć...

Trzykrotna rezygnacja z tamtego świata we śnie, a potem trzykrotna rezygnacja z ego w tym życiu, w tym świecie... to nie przypadek... :-)

Ego dokładnie tak właśnie postrzega ekspandującą obecnie ŚWIADOMOŚĆ - jako "sztuczną czarną dziurę" jako jakiś "sztuczny twór, rozdrabniacz, niszczarkę", która wciąż się powiększa... "fantomowy stwór"...
Ego się boi takiego rozdrobnienia, "unicestwienia", bo nie może pojąć, że istnieje coś więcej, czego objąć nie może, nie jest w stanie.

Inny symbol ekspandującej obecnie ŚWIADOMOŚCI to... czarna Kali ucinającą głowy demona Raktabiji...
Mądry umysł, poddany Świadomości jako Sziwa leżący pod stopą Kali w pełnym oddaniu, Sziwa, który poddaje się Kali - ŚWIADOMOŚCI, przeżywa. Jego głowa nie zostaje ścięta.
Ego postrzega jednak Kali jako "krwiożerczą", a to Raktabija - Ego jest demonem krwiożerczym, który nazywając ją "krwiożerczą" dokonuje na Kali projekcji siebie...

Ale numer! :-)

A Sziwa na tym "obrazku" to symbol tego, co Ty nazywasz Wyższą Jaźnią, a ja Umysłem Przebudzonym ze Snu.

Zresztą sam zobacz, jaki on spokojny na tym obrazku :-) :
http://cache2.artprintimages.com/LRG/29/2924/CA7RD00Z.jpg

Notka o KALI

_____________________________________

UMYSŁ I ŚWIADOMOŚĆ jako JEDNIA, CAŁOŚĆ i ŹRÓDŁO... :-)

I dziękuję raz jeszcze, kochany marku, za inspirację.


p.s. Świat "kradzieży energii" ze snu kojarzy mi się z tzw. "polem akaszy". Czym różni się energia "pola akaszy" od energii tzw. prany?

środa, 13 maja 2015

EWOLUCJA ŚWIADOMOŚCI... I TRÓJJEDNIA...



Marek napisał:

„Przykład z życia: wielokrotnie stawiałem WJ [Wyższej Jaźni] pytania, na które dostawałem odpowiedź w postaci miliona obrazów w ciągu sekundy. Owszem przez ułamek chwili wiedziałem, że znam odpowiedź, jednak po następnym ułamku czasu już jej nie było w głowie, nie pamiętałem jej.”

Zainspirowałeś mnie Marku. Dziękuję.

1. Zapamiętywanie

W moim „doświadczeniu” było podobnie na początku. Potem to się zaczęło zmieniać. Któregoś dnia zdałam sobie sprawę z tego, że w czasie takich medytacji, kontemplacji – wglądów w siebie,   a nawet w snach przychodziła do mnie niesamowita, bardzo klarowna, przejrzysta wiedza (nazwę ją wiedzą spoza „matrixa”) – wiedzą ze Źródła, (tego, co nazywasz Wyższą Jaźnią?) i nawet prosiłam ;-) o to, by móc ją zapamiętać. Niestety, to nie udawało się. Dlaczego? Ano dlatego, że kiedyś byłam bardzo przywiązana do wielu różnych przekonań na swój temat i na temat innych oraz świata mnie otaczającego. Byłam zajęta ciągłym... ocenianiem, porównywaniem, wartościowaniem, oczekiwaniami, krytykowaniem, oskarżaniem itp. Po prostu: działałam nieświadomie według wielu wzorców „matrixa”. I możliwości mojego umysłu były mocno ograniczone tzw. ja-ego.

Któregoś dnia jednak pojawiła się we mnie bardzo silna potrzeba rozpoznawania tych nieświadomych wzorców. Gdy zaczęłam poznawać te wzorce, według których wcześniej działałam nieświadomie, zaczęłam od wyciągania ich na poziom świadomości (z nieświadomości *)). I w ten sposób poszerzała się moja „indywidualna” (samo)świadomość. W rezultacie zaczęłam zapamiętywać coraz "więcej". Zaczęłam też odbierać "informacje" w inny sposób, jakby jakimś dodatkowym zmysłem (ponoć 6. zmysł też należy do ego-ja?). Moja świadomość zaczęła „ekspandować”, jakby z indywidualnej stawała się coraz bardziej „zbiorową”… I zaczęła przychodzić do mnie wiedza, której nigdy wcześniej bym się nie spodziewała, a nawet wyobrazić bym sobie nie umiała, nie mogła.

2. Zadawanie pytań

Nie stosowałam metody zadawania pytań w moich "kontemplacjach, medytacjach". W każdym razie bardzo rzadko. Miałam natomiast na początku coś jak intencję, która kiedyś „nagle” się przejawiła. Jedna to było np. ‚uzdrawianie siebie', a druga np. ‚doświadczenie miłości wszechogarniającej’. I przez jakiś czas te intencje były moimi ‚drogowskazami’. Pozostawałam otwarta na to, co mogę przyjąć. I okazuje się, że zawsze otrzymywałam – bez zadawania pytań – takie informacje, które byłam "gotowa" przyjąć. bo jak nie byłam "gotowa" ich przyjąć, to one "uciekały" i nie mogłam ich zapamiętać.

Zrozumiałam wtedy, że zawsze otrzymujemy to, na co jesteśmy w jakiś sposób „gotowi”. I zapamiętujemy to, co „gotowi” jesteśmy zapamiętać. Więc zadawanie pytań z poziomu umysłu ograniczonego ja-ego i tak uniemożliwiało mi otrzymanie klarownych i przejrzystych odpowiedzi -informacji. Zadawanie pytań nawet utrudnia zapamiętywanie odpowiedzi, na które nie jesteśmy „gotowi”. Bywa, że jeśli nawet wtedy coś zapamiętujemy, to te odpowiedzi-informacje odpowiednio „obrabiamy” za pomocą naszych ja-ego tak, że np. z białej świetlistej kulki otrzymujemy biały talerz, a z czarnej kropki lub dziurki robimy zasysającego potwora. ;-)

Nasz ludzki umysł jest ograniczony tzw. ja-ego, które jest czymś w rodzaju „utwardzonej struktury" wzorców działania, których w pewnym stopniu nie jesteśmy świadomi. Stąd często pisałam o „projektowaniu swoich nieświadomych wzorców na innych”. Jeśli jakiś wzorzec działania jest nieuświadomiony, to nawet nie jesteśmy w stanie dostrzec, że według tego wzorca działamy, ale posądzamy, oskarżamy o to innych albo widzimy to u innych i to nas bardzo denerwuje, irytuje czy złości. To oznaka, że nieświadomy wzorzec działa… Tak to działa, „taka to gra poprzez ego-ja się toczy w… „matrixie” :-) – z tego, co rozpoznałam i zrozumiałam. Pomogła mi w tych rozpoznaniach metoda pracy z LUSTREM .

3. „Wewnętrzny tłumacz”.

Właśnie poziom klarowności czy też przejrzystości „tłumaczenia” tego, co ‚widzimy’ czy ‚słyszymy’ w naszej kontemplacji (medytacji, wizji a nawet snach), jest zależny od zakresu naszej indywidualnej (samo)świadomości. I wzorce ego stanowią spore ograniczenie dla wewnętrznego ‚tłumacza’. Prosty i nieco zabawny przykład:

Byłam młodą kobietą. Nigdy w życiu nie miałam wąsów i nie kręciłam nimi. W kontemplacji (wizji) „widziałam coś… jakby mężczyzna „dłubał w nosie, kręcił kulki i pstrykał nimi.” Nie byłam wtedy w stanie zobaczyć mężczyzny kręcącego wąsa, bo ‚wewnętrzny tłumacz’ tłumaczy zawsze na podstawie naszej osobistej pamięci; w oparciu o naszą osobistą pamięć. Oczywiście, jeśli nie miałabym wtedy tak mocno ograniczonej swoim ego świadomości i pamięci, „zobaczyłabym” po prostu… mężczyznę kręcącego wąsa. Ale wtedy na ten obraz nałożył mi się ten ‚zapamiętany’ z dzieciństwa’ – „dłubania w nosie”. ;-) Na tamtym poziomie mojej świadomości mój ‚wewnętrzny tłumacz’ nie mógł przetłumaczyć tego obrazu w sposób klarowny i przejrzysty.

A jednak ‚wewnętrzny tłumacz’ może się rozwijać, bo wraz z rozwojem naszej świadomości przywracana jest pamięć. (Ta pamięć, która w naszym rozwoju jest nam potrzebna.) Na przykład wtedy, kiedy nasza osobista pamięć sięga np. do pamięci komórkowej czy nawet tej zapisanej w DNA. A nasza pamięć sięga tym głębiej, im bardziej poszerzona staje się indywidualna (samo)świadomość. I nie chodzi tu wcale o wchodzenie tylko w przeszłość historyczną czy nawet kosmiczną czyli „rozciągniętą w czasie i przestrzeni”, bo może to być sięganie pamięcią np, do różnych światów równoległych, a nawet do różnych form np.: człowieka, rośliny, zwierzęcia, istoty boskiej czy nawet… bakterii albo atomu lub… światła… itd. chodzi tu o łączenie na poziomie świadomości różnych cząstek SIEBIE. Miałam bardzo wiele takich zdarzeń - "doświadczeń", a wiele z nich działo się w śnieniu, choć nie tylko. (także notka o "Podróżach" ŚWIADOMOŚCI).

4. Potrójna świadomość.

Świadomość została podzielona na 3 „strefy”: nad-świadomość, świadomość i podświadomość. Te trzy „strefy” świadomości są jednak JEDNĄ ŚWIADOMOŚCIĄ… przejawiającą się jakby w trzech różnych „stanach” czy „poziomach” lub „obszarach”.

Dla mnie świadomość to coś jak… ‚esencja’. Z nią jest podobnie jak z innym „trójcami”...

W chrześcijaństwie na przykład mamy trójcę:
Syn, Ojciec i Duch Święty. 
Bóg jest Bogiem Trójjedynym, istniejącym jako trzy [stany/formy] „podstawowej esencji” pozostające jednocześnie jednym Bytem – jedną ISTOTĄ.

W hinduizmie występuje podobna trójca:
Brahman, atman i dżiwa… 
Brahman – (odpowiednik „Ducha Świętego”) – to bezosobowy aspekt Absolutu posiadający w pełni cechę wieczności (sat). 
Atman – (odpowiednik „Ojca”) – określenie duszy rozumianej jako „jaźń”, obecna w każdej żywej istocie. Atman jest tożsamy z całym wszechświatem, „wszystkim co jest” czyli Brahmanem.
”Dżiwa – (odpowiednik „Syna”) – to „dusza indywidualna” uwikłana w świecie inaczej wyodrębnione, indywidualne ja-ego, odseparowane świadomością od bycia jednym z atmanem i Brahmanem. Tak samo dżiwa jest utożsamiana z atmanem, ponieważ tak jak atman nie posiada ona początku. „Atman jest więc kluczem do wyzwolenia, jedyną drogą poznania Brahmana – prawdziwej rzeczywistości i najwyższej, transcendentnej zasady bytu. Poznanie atmana-brahmana jest możliwe przez wgląd w siebie, przy czym należy posłużyć się intuicją, by obejść przesłaniającego atmana to, co osobowe, a związane z bieżącą inkarnacją czyli ego, które omamione mają ulega iluzji oddzielenia od Absolutu oraz od reszty istot."

Podobnie w chrześcijaństwie ‚poznanie’ Ojca (reprezentującego naszą podświadomość) następuje przez Syna (reprezentującego indywidualną świadomość), a ‚poznanie’ Ducha Świętego (reprezentującego naszą nad-świadomość) następuje przez Syna, ale tylko poprzez ‚poznanie’ Ojca (reprezentującego naszą podświadomość). I dopiero wtedy może otworzyć się „brama” na ‚poznanie’ Ducha Świętego. Wtedy wszystkie trzy „formy” czy też „przejawy” owej „podstawowej esencji” jaką jest ŚWIADOMOŚĆ, stają się „na powrót”… jednocześnie jednym Bytem, jedną ISTOTĄ.

cyt.: „Poznanie atmana-brahmana jest możliwe przez wgląd w siebie, przy czym należy posłużyć się intuicją, by obejść przesłaniające atmana wszystko to, co osobowe, a związane z bieżącą inkarnacją czyli ego, które omamione mają ulega iluzji oddzielenia od Absolutu oraz od reszty istot, co blokuje to poznanie.”

Czym jest to „obchodzenie”? Jak i czy można „obejść’ przesłaniające atmana wszystko to, co osobowe, a związane z ego? Czy „obchodzenie” wszystkiego tego, co związane z bieżącą inkarnacją czyli ego nie będzie szukaniem „ścieżki na skróty”, co spowoduje, że i tak nie zmieniamy naszej percepcji ani świadomości? A wtedy na podobieństwo dwuwymiarowych Płaszczaków – nawet jeśli podróżujemy po trójwymiarowym lub więcej wymiarowym świecie – możemy widzieć przeróżne, dziwne, fantastyczne, zatykające dech w piersiach zjawiska. Mimo to wszystkie nasze interpretacje tych zjawisk nie są w stanie oddać ich… „charakteru”. Niby można próbować „obejść” ja-ego, ale można zrobić też coś innego, np. poluzowywać strukturę naszego ja-ego… i poszerzać „zakres” indywidualnej świadomości.

Mamy więc coś, co symbolizuje jakby trzy „poziomy istnienia"… o zróżnicowanej (samo-)świadomości: 

a) indywidualna, 
b) zbiorowa 
c) absolutna.

W tym rozumieniu „trójcy świadomościowej” mamy:

a) świadomość indywidualna – to świadomość każdej indywidualnej osoby powiązana z tzw, ja -ego. (Tu przykład: Dżiwa w hinduiźmie i Syn z Trójcy Świętej w chrześcijaństwie)

b) świadomość zbiorowa – to inaczej podświadomość (dla) każdej indywidualnej osoby – podświadomość jest wszystkimi wzorcami myślenia i działania związanego z całą zbiorowością wszystkich istot (z pamięcią tego, kim „byliśmy”, choć w rezultacie bardziej tego, kim jesteśmy ;-) . (Tu przykład: Atman i Ojciec z Trójcy Świętej)

c) świadomość absolutna – to inaczej nad-świadomość (dla) każdej indywidualnej osoby -nadświadomość obejmująca Wszystko Co Jest. (Tu przykład: Brahman i Duch Święty z Trójcy Świętej).

Dla świadomości indywidualnej człowieka obie strefy: podświadomości i nad-świadomości często bywają „zakryte”. Jednak, gdy zaczynamy odkrywać swoje wcześniej nieświadome wzorce – te „matrixowe” (myślenia i działania), to nasza (samo)świadomość poszerza się, ekspanduje… I z „indywidualnej” staje się coraz bardziej „zbiorową”. Podświadomość zostaje przetransformowana w świadomość „zbiorową”… indywidualnej osobowości, (ponieważ osoba w tym „procesie” czy „zdarzeniu” zamienia się w osobowość). Dzieje się tak, gdyż istota ludzka przestaje utożsamiać się z wyłącznie indywidualnym ja-ego, ciałem, myślami, przekonaniami, płcią, zawodem, społeczeństwem czy narodem… itd., a nawet gatunkiem czy rodzajem.

W dalszym procesie z coraz bardziej „zbiorowej” świadomości indywidualna świadomość „ekspanduje” coraz bardziej aż zaczyna stawać się… coraz bardziej „absolutną” świadomością… Wtedy, gdy odpuszczamy oceny, osądy, oczekiwania i wychodzimy z dualnego rozdarcia… itp.
To wszystko dzieje się na poziomie świadomości, a nie umysłu. Natomiast umysł podąża za świadomością.

Dodam jeszcze, że tzw. „spontaniczne, głębokie przebudzenie” zdarzyć się może, kiedy nasza tzw. karma zostaje „wyzerowana”.

Marek napisał:
„Próby tłumaczenia „błysków ” świadomości w umyśle znam z autopsji i doświadczenie to mówi mi, że zazwyczaj jest to niewykonalne lub sam proces przekładania tej informacji na myśli zanieczyszcza lub rozmywa sedno świadomościowego przekazu.”

Też tak myślałam. Jednak dostrzegłam, że te „błyski świadomości w umyśle” z czasem, gdy robimy im miejsce w umyśle oczyszczając nasz umysł np. ze starych wzorców myślenia, te „błyski” zaczynają „coś robić” w naszych ciałach… Jakby nasze ciała stawały się bardziej świadome… A próby opisu tych „błysków” świadomości w umyśle czy pewnych „stanów” czy „doświadczeń” czy „zrozumienia” z nimi związanych są czytelne dla tych, którym przydarzyło się coś podobnego.

Wiesz, jak byłam młoda, to przyszła do mnie taka myśl, że… jesteśmy tu teraz po to, by w materię „wdmuchiwać/wpompowywać” MIŁOŚĆ…:-), a MIŁOŚĆ jest dla mnie tożsama ze ŚWIADOMOŚCIĄ i ZROZUMIENIEM. To też coś jak trójjednia...


I pozdrawiam z przestrzeni, w której ziarna wszystkich pytań rodzą się z odpowiedzi. :-)

___________________________

*) To, co inni nazywają podświadomością i nadświadomością, dla siebie określałam ogólnie jako nieświadomość. 
___________________________

p.s. W buddyzmie też jest „trójca” w postaci „trzech ciał Buddy”:
1. dharmakaja
2. sambhogakaja
3. nirmanakaja
ale buddyści z różnych „szkół” to tłumaczą na wiele różnych sposobów. :-)

___________________________

DODANE 19.05.2015

Kolejna Trójjednia:

Namkhai Norbu Rinpoche w książce „Kryształ i ścieżka światła. Sutra, Tantra i Dzogczen” pisze między innymi o trzech aspektach praktyki. Nazywają się one zgodnie ze starą tradycją:

1. PODSTAWA
2. ŚCIEŻKA
3. OWOC

Podstawa istnieje od samego początku, czysta i sama w sobie doskonała – nie potrzeba jej stwarzać. Istnieje w każdej istocie i nie może zostać zniszczona, chociaż traci się jej doświadczenie, kiedy popada się w dualizm. Zostaje wtedy czasowo zasłonięta przez interakcję negatywnych stanów umysłu, związanych z namiętnościami przywiązania i awersji, które powstają z korzenia niewiedzy dualistycznego widzenia. Podstawy nie powinno się jednak obiektywizować jako rzeczy istniejącej samej z siebie; stanowi ona bowiem stan lub warunek Istnienia. W zwykłym człowieku jest ona ukryta, manifestuje się w urzeczywistnionym.

Na Ścieżce wszystko związane jest z tym, w jaki sposób należy pracować, aby wyjść z dualistycznych uwarunkowań i dotrzeć do urzeczywistnienia. Nawet jeśli mistrz bezpośrednio przekaże wprowadzenie do pierwotnego stanu, poda jego opis oraz sposób, w jaki się przejawia, to jednak problemem pozostaje to, że sami tkwimy zamknięci  w  klatce naszych  własnych ograniczeń. Potrzebujemy klucza otwierającego klatkę, metody, dzięki której rzeczywiste stanie się to, co do tej pory było  jedynie intelektualnym zrozumieniem.”

OWOC CZYLI URZECZYWISTNIENIE. Osiągnąć urzeczywistnienie to znaczy uczynić realnym to, co jest naszym stanem od samego początku, czyli Podstawą. Urzeczywistnienie nie jest czymś, co ma zostać dopiero skonstruowane. Jest to wrodzony nam od samego początku stan. Ścieżka jest już dokładnie wejściem w pierwotny stan, będący zarówno Podstawą, jak i Owocem.”

sobota, 2 maja 2015

SŁOWO, KTÓRE STWARZA DZIEŁO...

Co myślimy, jakim myślom pozwalamy myśleć się w naszych głowach i co wyrażamy sobą, poprzez siebie? 
Czy jesteśmy tego świadomi?

„Na początku było słowo… (…) a słowo ciałem się stało…”

W pewnej Księdze jest zapisane:

„1. Na początku było Słowo a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo
2.  Ono było na początku u Boga. 
3.  Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało,
co się stało."

Greckie słowo  λόγος - "logos", które tłumaczone było/jest jako "słowo", znaczy też "umysł" albo... "przyczyna"...

ZATEM...

zapis ten w Księdze mógłby mieć i takie "brzmienie":


„1. Na początku był Umysł a Umysł był u Boga, i Bogiem był Umysł. 
2.  Umysł był na początku u Boga. 
3.  Wszystko przez Niego się stało, a bez Niego nic się nie stało,
co się stało."

Cząstką boską (słowami i myślami) w sobie tworzymy, Bogu podobni… współtworzymy to wszystko, co potęgą swoich słów (pomyślanych, wypowiadanych i pisanych) 'kreujemy'… zwłaszcza tych pomyślanych - bez względu na to, czy świadomie czy nieświadomie, ale jednak… w ten sposób Bogu podobni 'kreujemy'... tak zwaną Rzeczy-w-Istność czy rzeczywistość...

a może tylko 'odtwarzamy' coś co istniało, istnieje i będzie istnieć zawsze?

Czy jesteśmy świadomi tego, co 'kreujemy' nieświadomie?

Słowa, które utrzymują nas w dualizmie pochodzą od "Księcia Kłamstwa", tego, co dzieli... i utrzymuje części Całości jako oddzielone od innych części. Ego to struktura tego wszystkiego, z czym się utożsamiamy jako oddzieleni (w swojej ograniczonej świadomości SIEBIE)...  słowami (myślami i obrazami) od innych cząstek Całości, którą WSZYSCY JESTEŚMY. Na przykład: gdy na poziomie świadomości utożsamiam się tylko z byciem kobietą, czuję się oddzielona od mężczyzny, ale nie tylko od mężczyzny. Gdy na poziomie świadomości utożsamiam się wyłącznie z byciem Polką, czuję się oddzielona od ludzi "pochodzących" z innych narodowości. 

Bez swoich wymyślonych wrogów, stworzonych potęgą naszych myśli i słów podkreślających naszą "odrębność", "wyjątkowość" albo "słabość" czy jakąkolwiek "oddzielność", ego chyba strasznie by się nudziło :-).  Więc dlatego ego woli walczyć z wymyślonymi przez siebie iluzorycznymi wrogami, którzy nam się manifestują w naszej Rzeczy-w-istości, bo ego woli... doświadczać siebie jako oddzielone, wyodrębnione z... Całości naszego Istnienia... nawet za cenę cierpienia i lęku przed "niebytem".

Słowa, które nas jednoczą, łączą, uwalniają od walki, od gier ego, od cierpienia, manipulacji itp.., te słowa pochodzą od Boga... Uniwersalnego Umysłu... A on zawsze "wypływa" i jest... połączony, przenikany i utworzony przez... oraz osadzony (jak w nieskończonej Przestrzeni) w Bogini - Uniwersalnej Świadomości...  ESENCJI, 
z której "wyłaniają" się (choć istnieją w niej zawsze jako potencjalne) wszelkie formy dźwięków, myśli, słowa, i obrazów.

_____________________




piątek, 1 maja 2015

ŚWIAT 'SYSTEMU DZIEWIĄTKOWEGO' I DŹWIĘKI...



Kilka dni temu, w śnieniu „widziałam” świat, który jest 'światem systemu dziewiątkowego', błędnie nazywanym 'światem systemu dziesiętnego'. Nazywanym jest błędnie 'światem systemu dziesiętnego', ponieważ… jego podstawę tworzą cyfry:

0,1,2,3,4,5,6,7,8,9

i jest ich co prawda dziesięć, ale cyfra 10 jest w pewnym sensie "sztucznym tworem" albo inaczej: nie jest "sztucznym tworem”, ale jest w pewnym sensie liczbą - formą ‚scalającą’ czyli umożliwiającą uzyskanie pełnej harmonii, współbrzmienia wszystkich pozostałych dziewięciu cyfr od 1 do 9 - w jakimś sensie „kończy dzieło” w tymże świecie i „przenosi” do… następnego świata. Ale to jest bardziej ZERO, a nie 10. (Nie wiem, jak to wytłumaczyć, więc na tym poprzestanę :-). Nie zagłębiałam się w ten temat po przebudzeniu ze śnienia. Taki "dziwny" był... Aż tu nagle… ;-)

Margo0307 dziś napisała o eneagramie z częstotliwościami:
"W jego centrum znajduje się częstotliwość 528 oraz słowa: miłość i dziękuję…" i wkleiła taki rysunek:



Dawid56 w odpowiedzi napisał:
„Dlaczego jednak [528] jest w Centrum Enneagramu nie bardzo rozumiem, ja widzę w Centrum akurat 741. (396, 417, 528, 639, 741, 852, 963, 174, 285)” [wyróżn. JESTEM]

Mnie także to wydaje się dziwne, że w centrum eneagramu jest 528. I dlaczego „względny początek" na eneagramie to częstotliwość 396, a nie najmniejsza czyli 174? Gdyby zaczynało się od 174, wtedy rzeczywiście byłoby: 174, 285, 396, 417, 528, 639, 741, 852, 963 czyli 528 byłoby „w środku” jako częstotliwość "ustawiona" w środku – pomiędzy pozostałymi ośmioma częstotliwościami. I dziwne wydaje się także to, że częstotliwość 528 jest umieszczona na „jednym z kierunków” oraz jest umieszczona także (powielona) w środku – centrum.

Suma tych wszystkich 9. częstotliwości (174, 285, 396, 417, 528, 639, 741, 852, 963) to 4995, a podzielona przez 9 = 555. I może taka częstotliwość powinna być umiejscowiona w środku (centrum)?
Tak samo 111 + 222 + 333 + 444 + 555 + 666 + 777 + 888 + 999 = 4995. Więc średnia częstotliwość  to 555hz.

A w śnie widziałam, jak się z tego "świata dziewiątkowego" wychodzi...

Co ciekawe, gdy sumujemy cyfry jakiejkolwiek daty czy roku, zawsze możemy je sprowadzić do cyfr od 1 do 9 np. 120 = 3, 1601 = 8, 2011 = 4, 2012 = 3, 2017 = 8, 2018 = 9 itd.

Jeśli nie zniechęciły Cie te liczbowe dywagacje i te "zabawy z cyframi i liczbami", to przyznaję, że nie one są tu najistotniejsze - jak się okazuje, ponieważ... kiedy napisałam powyższe, zaczęłam sprawdzać w internecie, czy znajdę coś na temat tego typu częstotliwości w muzyce: 111 + 222 + 333 + 444 + 555 + 666 + 777 + 888 + 999 i zobaczcie, co znalazłam:

Solfeggio Frequency Meditation -- Angelic Scale
https://www.youtube.com/watch?v=R3xAJUFPpXk
(jeśli nie masz potrzeby oglądać całości filmiku, to obejrzyj od 11.minuty 34.sekundy.)

I „zatkało mnie” ;-), ponieważ te dźwięki są bardzo podobne do tych, których „uczyłam się śpiewać” – przypominałam je sobie w ostatnich latach w różnych "medytacjach-kontemplacjach" i w snach i śnieniu, co opisywałam np. tutaj:

1. W trakcie tej wizji  zaczęły wydobywać się ze mnie dziwne dźwięki. Czułam, że płyną z mojego serca i wypełniają całe moje ciało i wypływają we wszystkich kierunkach gdzieś w kosmos. Mój przyjaciel zaczął grać na mandolinie. Wiedziałam, że dźwięki ze sobą cudownie zaczynają współbrzmieć, te tutaj i te w kosmosie. Poczułam ogromny przepływ energii. Byłam skupiona i skoncentrowana maksymalnie na tych dźwiękach, ich wibracji. Czułam je całą sobą. Słyszałam dźwięki bębnów płynące i odbijające się echem z głębi kosmosu...

2. poczułam wówczas, takie dźwięki i takie wibracje, jakich wcześniej nigdy jeszcze nie czułam. I zaczęłam wydawać z siebie te dźwięki i widziałam ich energie i drgania, chociaż czułam siebie, ale tak, jakbym znikła, jakbym sama stała się tą wibracją. 
Zrozumiałam, że mam dostrajać swoje ciało do tych dźwięków. Że będę śpiewać nowe dźwięki i pieśni płynące z serca, wibrujące w moim ciele.

3. Spojrzałam na półkę, na której leżało dużo różnych dziwnych rzeczy i sięgnęłam po zakurzony instrument, Był dziwny i niepodobny do żadnego znanego mi instrumentu. Był zrobiony jakby z jakiejś skóry zamszowej w kolorze szarym albo czarnym. Miał kilka otworów do dmuchania w nie. Gdy przyłożyłam do ust jeden z tych otworów i dmuchnęłam, z instrumentu zaczęły płynąć niesamowite, piękne dźwięki.

4. Najpierw utrzymywałam długo jeden dźwięk, który płynął przez “moje centrum”. W pewnym momencie pode mną, w zasadzie jakby pod całym pokojem, w którym byłam, otworzyło się coś… jak głęboka studnia, z której wypływał ogromny słup światła, krystalicznie czystego, uzdrawiającego, transformującego. I w tym momencie nastąpił wybuch światła... jakby z głębokiej studni połączonej z sercem Ziemi wytrysnął ogromny słup kryształowej energii i cześć tej energii poleciała hen w kosmos, a część zaczęła tryskać jak fontanna, spływać na ziemię i rozlewać się po całej Ziemi.  Wiedziałam, że ta energia wybuchła w różnych miejscach na Ziemi i rozlewa się wszędzie, na całej jej powierzchni… To nie był sen. Nie widziałam żadnych wzorców w tym świetle ani wokół.

Wiedziałam, że w tym momencie na całej Ziemi wybuchło wiele takich Źródeł, a energia z nich wypływająca jak świetlisty "potop" zalewa całą Ziemię.
(...)
Zrozumiałam, że w naszych czaszkach jest zapisana wiedza z historii ludzkości, tak, jak w naszym DNA i komórkach ciała, a także we wszystkich “warstwach” naszych ciał i mózgach oraz kościach. Także w sercach. To wibracje. Niektóre były mocno “poblokowane” i zaburzone. Można je oczyszczać transformując i… roz-wibrowując ciała, dopasowując je do wydawania coraz czystszych dźwięków. 

5. Wydawałam dźwięki i pieśni, które płynęły z serca, przepływały przez moje ciało. Czułam, że te dźwięki harmonizują energię w przestrzeni i przenoszą nas w stan poszerzonej świadomości. Utrzymują energie w harmonii i... uzdrawiają. W tym stanie, wszyscy jako indywidualne istoty, możemy mieć "swoje" dźwięki, ale współbrzmią one w tej innej "wymiarowości" w sposób całkowicie harmonijny.

Czułam uzdrawiającą moc tych dźwięków. Czułam, że uzdrawiają one mnie samą w innych i innych we mnie...

Wszystko jest doskonałe. WSZYSTKO. Wszystko współgra i współbrzmi ze sobą w całkowitej harmonii.

6. w nocy wydawałam z siebie jeszcze inne, nowe dźwięki, które rozwibrowywały moje ciało. Czułam jak potrzebowało ono tych dźwięków, by ból, który pojawił się w ciele miesiąc temu, mógł teraz zostać "uleczony"… Dziś fizycznie czuję się lepiej, ale wiem, że mam nadal rozwibrowywać tymi dźwiękami ciało.

7. Znów intensywniej poczułam swój lotos serca, który pragnął wydawać dźwięki najczystszej, wszechogarniającej miłości. Zaczęłam śpiewać. Śpiewałam po kolei różne pieśni, takie których kiedyś się nauczyłam, takie które do mnie kiedyś przyszły ("z kosmosu" mojego głębokiego wnętrza). Przyjmowałam te wibracje wszechogarniającej miłości, by mogły być wyśpiewane przez moją duszę, poprzez moje serce i ciało, dla uzdrowienia mnie samej w innych i innych we mnie… i naszego łączenia się w Jedno lub w Jednym... I nagle znów poczułam ogromne poruszenie w moim ciele na wszystkich jego poziomach.

8. Po pewnym czasie ten punkt centralny ekspandował i całe moje ciało znikło i stałam się przestrzenią pustki, ciemności - ogromnej, kosmicznej "jaskini" bez granic. Czułam bardzo subtelne, delikatne wibracje, które zaczęłam słyszeć jako dźwięk dochodzący skądś... z daleka, a jednocześnie czułam te wibracje w sobie i w centrum (miejsce w centrum serca?). I czułam te wibracje jako subtelny, piękny, krystaliczny dźwięk pustki w sobie. Wibrowałam nim cała i cichutko zaczęłam go śpiewać.

Ten dźwięk brzmiał wszędzie i odbijał się echem... coraz dynamiczniej... Częstotliwości zdawały się lekko różnicować i zagęszczać w tej przestrzeni pustki... Mimo to cały czas utrzymywałam ten jeden, krystaliczny dźwięk centrum... 

____
I zauważyłam coś jeszcze: podobieństwo brzmienia dwóch słów:
dzi(e)wię(ć) i dźwię(k)... jak "dźwię(ć)" i dźwię(k)... :-)
I inne słowo też bliskie... tym dwom: DZIĘKI.