Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą depresja. Pokaż wszystkie posty

środa, 27 grudnia 2017

RÓŻNE POZIOMY ŚWIADOMOŚCI, PRZEBUDZENIA, OŚWIECENIA A NAWYKI MYŚLOWE


Niektórzy dostrzegają subtelną, a jednak zasadniczą różnicę - zróżnicowanie między słowami: "przebudzenie" a "oświecenie". "Przebudzenie" Się zdarza i wtedy ma Się "wglądy", wizje itd, które mogą trwać jakiś czas, ale... wtedy nadal pojawiają się opory przed Życiem takim, jakie jest czyli tzw. ego zagarnia to "przebudzenie" dla siebie, siebie wzmacniając (patrz filmik Adyashanti pt. "Oświecone Ego" https://www.youtube.com/watch?v=68F4KHD9gfA). "Oświecenie" to "droga" świadomej Siebie istoty i tego na przykład, że świat jest taki, jaki JEST i inny być nie może, bo w zasadzie Taniec Życia Trwa, a my? Cóż, Życie nami tańczy... a my jesteśmy Życiem...  I tak "Życie Samo Się przejawia"... A my bez stawiania Życiu oporu płyniemy coraz radośniej w nim, z nim się stapiając w Jedno, nim będąc...(ale to też tylko takie słowa, które na coś wskazują, ale TYM nie są :-). 

Można całkowicie zanurzać się chwilami w Absolucie i nadal być psychicznie pomieszaną albo zagubioną w tym świecie osobą, istotą ludzką. Przebudzenie się w prawdziwej naturze niekoniecznie rozwiązuje wszystkie problemy natury psychicznej (mentalnej). Dlatego na przykład Edward Stachura uległ "demonom swojego umysłu", bo nie zaakceptował nigdy rzeczywistości tego świata taką, jaka jest. Chciał "wyzwolić się z piekła" tak samo, jak i innych "chciał wyzwolić". Był w pewnym sensie "buntownikiem" negującym to, co jest i dlatego chciał też być "zbawicielem"... 
Jeszcze w czerwcu przed samobójstwem lipcowym 1979 roku pisał: 
"Czy to moja wina, że chciałem pokonać zło. Czy to moja wina, że w te dni przedostatnie chciałem wręcz zbawić wszystkich ludzi."

Nie, to nie jego wina była... To też nie było ani dobre ani złe, że "tak miał" i cierpiał, jednak... 
Negowanie Życia takim, jakie jest, działa przeciwko nam... auto-destrukcyjnie. A kto walczy ze złem ulegając iluzji tego, że działa w imię dobra, często zostaje przez to zło... pokonany. Walcząc z "demonami umysłu", nigdy z nimi nie wygramy. 

Taka była "lekcja" Edwarda Stachury. Ci, co mają próby samobójcze za sobą też przez podobne doświadczenia przechodzili, czy nawet jeszcze przechodzą. Na swój sposób piękne jest doświadczenie Stachury jako... świadomości doświadczającej Siebie w różnych "formach" stawiających opór przed tym, co jest. Podobnie jako piękne postrzegam wszystkie "moje" doświadczenia z próbami samobójczymi (w młodości) włącznie. Och, jakże "ja" cierpiało z niezgody na ten świat.... Wyobrażało sobie, że śmierć przyniesie ulgę, ukojenie... i wyzwolenie od tego świata oraz cierpienia wynikającego z... buntu, niezgody na ten świat, z bardzo radykalnych ocen istot ludzkich w tym świecie - śnie. Po trzeciej próbie samobójstwa, kiedy obudziłam się z ogromnym rozczarowaniem, "usłyszałam głos" w Sobie mówiący (?) albo w jakiś sposób dotarła do mnie informacja:

"I tak musiałabyś tu wrócić po raz kolejny. Jesteś tu po to, by zrozumieć ten świat, potem będziesz wiedziała, co dalej... "
Potem, przez lata, nawet gdy przeżywałam bardzo ciężkie chwile, nawet jeśli pojawiała się w głowie myśl o samobójstwie, nigdy już nie podążyłam za nią.
Tak, te doświadczenia świadomości uczą całość w nas i nakierowują na prawdziwe wyzwolenie Się (Siebie) z cierpienia tej całości- Jedni w każdej i każdym z nas.

Postrzegam to tak, że to jest coś jak "przeładowanie" doświadczeniem cierpienia, cierpienia wynikającego z buntu = oporu przed Życiem i tym, co jest takim, jakie jest. To bardzo "bolesne doświadczenie", nie tyle fizycznie, co psychicznie, umysłowo przede wszystkim... I wtedy pojawia Się tęsknota za ulgą, wytchnieniem... w "świetle Boga" albo w "pustce" - stąd to "wyjście awaryjne". Wtedy następuje "wybuch" z powodu napierającej "fali" świadomości, która nie może się rozlać, rozprzestrzenić, bo napotyka na tamę - opór umysłu galopującego. Nie jest to "negatywne", jest takie, jakie jest. I może być widziane jako roz-poznane takim, jakie jest, bez oceny i oczekiwań. Odczuwany jest szacunek dla tych, takich, wszystkich naszych doświadczeń, które są doświadczeniami świadomości w całości nas jako ludzkości równoważnej z archetypem Istoty Ludzkiej. W tym archetypie Istoty Ludzkiej wszystkie te doświadczenia się zawierają i mogą być przyjęte takimi, jakie są, zintegrowane i roz-poznane... I coraz klarowniej może być widziana natura tych doświadczeń.

Samobójstwo - to słowo ma "ciężką" energię. Jednak... czasem może świadomość doświadczyć w pewnej formie aktu samo-zakończenia życia (w akcie zabicia - odebrania sobie życia_ w bardzo świadomy, pełen oddania Życiu i temu doświadczeniu sposób... Tak Się też może przejawiać Życie...

Nie wiem, może Edward Stachura był oświecony, jak niektórzy uważają, ale z jakiegoś powodu nie utrzymał się w stanie "oświecenia".  

Z tego, co mi wiadome, w buddyzmie tybetańskim jest ponad 20 słów rozróżniających różne "stany" czy "poziomy" świadomości. Niestety wiem to tylko z przekazu ustnego. Także pewne nauki wschodnie (oglądałam kiedyś wykład hinduskiego guru i narysowałam tabelę, ale nie mogę jej tu umieścić) przekazują wiedzę o TURIYA - stanie czystej świadomości. Ta wiedza mówi także o tym, że istnieją różne stany świadomości z powodu zróżnicowania korelacji pięciu różnych stanów - "poziomów" funkcjonowania umysłu (głowa, logika, wiedza) i serca (emocje, uczucia, miłość). Korelacja pomiędzy pięcioma "poziomami" umysłu i pięcioma "poziomami" serca tworzy aż 25 stanów świadomości, a w tym 16 stanów zróżnicowanego "przebudzenia" - "oświecenia".

Według tej wiedzy te 5 podstawowych "poziomów" umysłu i serca to:

1. Sushupthi - głęboki sen nieświadomy,

2. Swapna - sen, stan śnienia,

3. Jagrat - świadomość stanu czuwania (bycia świadomym na tzw. jawie),

4. Turija - czysta świadomość błogiego stanu,

5. Turija Atita - zespolenie wszystkich czterech stanów.

Dotyczą one zarówno serca jak i umysłu. Stąd umysł może na przykład funkcjonować na "poziomie" 3. Jagrat - świadomość stanu czuwania , a serce może funkcjonować na "poziomie" 1. Sushupti - głębokim śnie nieświadomym (przysłowiowe "serce z kamienia"). Dopiero od korelacji serca lub umysłu na "poziomie" Turija zaczynają się stany "przebudzenia" czy "oświecenia". I są na przykład tacy, którzy mogą doświadczać chwilowego przebłysku maksymalnego przebudzenia umysłu na poziomie 5.Turija Atita - czysta świadomość błogiego stanu, ale nie mogą w tym stanie utrzymać się dłużej niż przez chwilę i nawet go nie zapamiętują, ponieważ ich serce funkcjonuje na "poziomie" 1. albo 2. albo 3. Ktoś inny może doświadczyć "przebudzenia" serca na 'poziomie" 4. Turija - czysta świadomość błogiego stanu i wtedy poczuje moc miłości, ale może być to bolesne doświadczenie, jeśli jego umysł funkcjonuje na "poziomie" 1. lub 2. albo 3. Ale jeśli jego umysł funkcjonuje na poziomie 3., to będzie mógł zapamiętać to doświadczenie.


I narysowałam tabelkę. 


To są ogólnie różne "stany istnienia, odczuwania i postrzegania". I przykłady:

16. Nawet, gdy zdarzy się całkowite przebudzenie (oświecenie), nie będzie ono permanentne, bo wciąż brak harmonii pomiędzy głową i sercem - nie ma osadzenia w świadomości. Umysł wciąż góruje.
21. Można osiągnąć stan satorii, ale nie można go utrzymać, z powodu jeszcze większej dysproporcji pomiędzy stanem umysłu (głowa) a stanem świadomości (serce).








poniedziałek, 11 lipca 2016

DEMONY UMYSŁU - ULEGANIE IM I ICH KARMIENIE CZY UWOLNIENIE ICH W SOBIE?


Nie wiem, dlaczego, ale czuję, że mam podzielić się z tobą pewną historią. Piękna młoda kobieta niedawno popełniła samobójstwo. Wizerunek na facebooku, jaki tworzyła o sobie i na swój temat, był "jednostronny"... zawsze wyglądała na osobę radosną, szczęśliwą, wesołą, pełną energii i intensywnie rozwijającą się duchowo... 

Ludzie, którzy znali ją tylko od tej jej powierzchownej strony, z jakiej ona chciała na facebooku siebie widzieć i być widzianą przez innych, byli zaszokowani jej samobójstwem. 

Nie wiedzieli na przykład nic o jej cierpieniu i stanach depresyjnych, nie wiedzieli o tym, że często miała myśli samobójcze, że tak naprawdę - choć wszyscy myśleli, że jest bardzo szczęśliwa ze swoimi partnerem, to jednak nie była... że kłócili się, zdradzali, wielokrotnie rozstawali się i schodzili ze sobą... Nie wiedzieli, że często zdarzało się, że czuła strach, że się czasem wściekała i krzyczała,  że odczuwała nienawiść, choć pragnęła miłości i za miłością wciąż tęskniła... 

I ludzie też nie wiedzieli, że ta piękna kobieta na przykład miała różne pragnienia, marzenia i wizje, w które wierzyła, za którymi podążała... W niektórych tych wizjach widziała demony i duchy, jedne ją atakowały, a ona próbowała je karmić, a inne podpowiadały jej, co ma robić...  Ale ona nie rozpoznawała ich jeszcze jako... duchy i demony swojego umysłu, które w rezultacie doprowadziły ją do... autodestrukcji. (*)

Ludzie wiedzieli, że ona marzyła o stworzeniu miejsca i społeczności ludzi, którzy będą żyć w harmonii, miłości, współtworzyć ze sobą i wspierać się wzajemnie, ale nie wiedzieli, że wszystkie próby, jakie czyniła w tym kierunku, prędzej czy później kończyły się jej rozczarowaniem... sobą i innymi.

I ludzie nie wiedzieli... prawie nic o jej "drugiej stronie", tak samo, jak nie chcą widzieć tego samego w sobie... Jak nie chcą dostrzec swojej "drugiej strony" w sobie... która to strona czy chcemy, czy nie chcemy, przejawia się przez nas, ale zazwyczaj nie jesteśmy tego świadomi.

Nasze ja-ego uwielbiają pokazywać się jako piękne maski, za którymi ukrywają te części siebie, które piękne wcale nie są. Nie chcemy, by ktokolwiek zobaczył nasze "słabości", nasze zmagania się ze sobą itp. "To zrozumiałe, bo i po co?" Ale przede wszystkim to my sami, tego nie chcemy zobaczyć - my jako nasze tzw. ja-ega, więc wypieramy się wciąż, wypieramy się tego, od czego nasze ja-ego nas wciąż oddziela... od innych cząstek Siebie jako Całości, Jedni - od SIEBIE, od tego, KIM/CZYM JESTEŚMY. 

Dlatego (jedni częściej, inni rzadziej) cierpimy w samotności i użalamy się nad sobą albo skarżymy się innym obwiniając jeszcze innych o nasze cierpienie, a w jeszcze innych sytuacjach... udajemy, że "wszystko jest w porządku"...."u mnie wszystko dobrze"...

No i próbujemy wszystkie "brzydkie" części Siebie ukrywać za pięknymi maskami i uciekać przed tymi "brzydkimi" częściami Siebie, a one i tak nas wciąż gonią i prędzej czy później dopadają. 

Więc jeśli nie znajdujemy w sobie odwagi, by zacząć wyciągać to wszystko, co pod tymi pięknymi maskami w nas ukryte, w pewnym momencie te piękne maski same zaczynają się rozpadać, bo rozbijają je te "straszniejsze" - wbrew naszym upartym ja- ego, które chcą być "piękne" i "kochane", ale samych Siebie nie mogą rozpoznać i pokochać..  

Tak nieświadomie działamy, co prowadzi w rezultacie do auto-destrukcji - gdy nie możemy być uczciwi wobec samych siebie i tym samym wobec innych, dlatego wolimy pozostawać nieświadomymi tego, kim/czym JESTEŚMY...

Jeśli nie znajdujemy w sobie otwartości na nieznane, na rozpoznawanie natury umysłu, żyjemy w nieświadomości i okłamujemy sami siebie i innych żyjąc w iluzji i projektując swoje iluzje na innych...

Wiem, że bywa i tak, iż często na innych projektujemy to, co w nas jeszcze nieuświadomione, a czego wypieramy się w sobie i nie chcemy tego w sobie dostrzec.  A kiedy tak robimy (w nieświadomości swojej nie wiedząc, co czynimy), to wtedy zawsze coś, co przejawia się przez innych wobec nas,może wciąż nas, drażnić, dotykać, ranić, denerwować czy gniewać... 

Dlatego zawsze, gdy coś mnie porusza, przyglądam się sobie z największą uczciwością i uważnością, jaką mogę z siebie wykrzesać. Bo wiem, że jeśli coś nas dotyka, obraża i rani itd. (wywołuje nasze gniewne emocje), to jest to tylko informacja dla nas, o nas samych. Taka informacja często zostaje odrzucana przez nas, kiedy nie jesteśmy gotowi przyjrzeć się uczciwie samym sobie. Kiedy nie ma w nas gotowości na to, by ujrzeć wreszcie to, co nasze tzw. ja-ego ukrywa przed nami, żeby mogło czuć się lepiej.

Piszę o tym, ponieważ przez kilka lat zajmowałam się "odkrywaniem Siebie". Łatwe to nie jest, o nie, ale czy ktokolwiek obiecywał nam, że docieranie do Prawdy o Sobie będzie łatwe? Docieranie do Prawdy o Sobie poprzez poszerzanie świadomości siebie - Siebie - SIEBIE i obejmowanie siebie - Siebie - SIEBIE miłością wszechogarniającą, przestaje być trudne.

Może "coś" już na te temat wiesz. ;-}

Nawet chwilowe przebłyski błogostanu, a także chwile naszego uwielbienia dla Boga zawsze będą wymieszane z chwilami "depresyjnymi", w których różne nasze myśli i czyjeś działania będą wywoływać w nas negatywne emocje. Wahadła emocji poruszają się od jednego bieguna do drugiego... Te wszystkie myśli i emocje nami jeszcze powodują tak długo, dopóki ich nie rozpoznamy, dopóki ich sobie nie uświadomimy i dopóki z nich się nie "wyleczymy" - nie uwolnimy od nich.

Nie jestem osobą, która cokolwiek wie lepiej od ciebie albo gorzej, która czuje się lepsza lub gorsza od ciebie, lecz dzielę się z tobą tym, przez co przechodziłam przez kilka lat rozpoznając na przykład kolejne warstwy kłamstw i oszustw, a nawet różnych tricków mojego ego (umysłu o ograniczonej świadomości), które były ukryte przede mną samą (za piękną maską mojego ego). W tych rozpoznaniach rozświetlało się światłem świadomości wszystko to, co kiedyś moje ego przede mną samą ukrywało - Prawdę o sobie - Sobie - SOBIE. 

Poznając Naturę Umysłu poznajemy siebie-Siebie-SIEBIE. Czuję, że ten "proces" odkrywania Siebie - SIEBIE w sobie nie został zakończony. :-} Bo może nigdy się nie kończy. Ale nie ma to znaczenia, ponieważ z taką mocą ufności, jaka jest mi dana, jestem otwarta na nieznane i na Poznawanie siebie - Siebie - SIEBIE.

Nie chcę, nie oczekuję i nie potrzebuję, żeby ktokolwiek wierzył w to, co się przeze mnie przejawia, ale - jeśli kiedyś zechcesz, to może będziesz mogła/mógł sprawdzić, czy to, czym dzielę się z tobą w Miłości, jest prawdziwe dla ciebie i czy zainspiruje cię do odkrywania siebie - Siebie - SIEBIE  i do świadomego rozbijania MASEK naszych pięknych ego, które tak naprawdę służą nam do... ukrywania przed nami naszego cierpienia i Prawdy o Nas Samych: o sobie - Sobie - SOBIE...

(*) W uzupełnieniu film między innymi o naszych "demonach umysłu" i kołowrocie cierpienia:




_________________






sobota, 21 stycznia 2012

CZAS TRANSFORMACJI i NOWA ŚWIADOMOŚĆ



Chciałam dowiedzieć się czegoś o ciele świetlistym i zajrzałam na przykład tutaj: PROCES WNIEBOWSTĄPIENIA - 12 POZIOMÓW (CZĘŚĆ 2) Czytam tam:
„Ciało świetliste wyniesie ludzkość na wyższy poziom świadomości, ale wprzódy musimy oczyścić własne pola fizyczne, emocjonalne, mentalne i spirytualne. Każdy z nas ma również jeszcze jeden wybór, aby w jednym życiu uwolnić się w tempie ekspresowym z własnej karmy, oczyścić i doprowadzić wszystkie ciała do harmonii. „

No w zasadzie tak, ale dalej  czytam:

„Jest to wybór: podążać drogą Chrystusa, a On w drodze wykupienia stransmutuje naszą karmę (grzechy). (…) Mamy końcówkę 26 000 letniego cyklu i nie mamy już czasu, aby bawić się w tradycyjne oczyszczanie karmy, życie po życiu. O tym, że człowiek nie zdąży na czas już dawno temu wiedzieli Wniebowstąpieni Mistrzowie, dlatego narodził się Jezus Chrystus, aby pomóc ludzkości szybko wzbić się do Boga. Jezus pokazał drogę: krótką, ale bolesną, drogę krzyża. Nie wszyscy jednak zrozumieli ten przekaz i nie wszyscy są gotowi, aby dźwigać swój krzyż uwolnienia.”

Mistrzowie już kilka tysięcy lat temu wiedzieli, że człowiek nie zdąży? Ciekawe… Rozumiem, że tu jest przedstawiona recepta dla tych, co to już być może nie zdążą, bo się poddają. Im proponuje się dźwiganie krzyża. No cóż. Niektórzy właśnie takie „idee” propagują no i w konsekwencji część ludzi jest przerażona, że już nie zdążą oczyścić się z karmy. I może nie widząc innych możliwości, wezmą na plecy te krzyże i będą nadal zasilać ten stary wzorzec… Być może tu chodzi raczej o oddanie w ufności tego krzyża Jezusowi Chrystusowi, a on będzie już wiedział, co z tymi „fantami” dalej zrobić?
A co z tymi, którzy jeszcze zdążą?
Wiem, że wszyscy, którzy zapragną tego, zdążą.
Poza tym oczyszczanie karmy nie polega na żmudnym oczyszczaniu „życia po życiu”, lecz na oczyszczaniu wzorców przekonań, schematów działania oraz archetypów leżących u podstaw struktur relacji międzyludzkich tego ziemskiego świata.

Czym innym jest dźwiganie krzyża i utrzymywanie w ten sposób (kontynuowanie) wzorca i roli ofiary, a czym innym jest rezygnacja z roli ofiary i utajonej walki pomiędzy ofiarą i katem. Swoja drogą coraz bardziej zastanawia mnie fakt, że jeśli Jezus Chrystus umarł na krzyżu, to wcale nie znaczy, że człowiek, ludzkość ma ten wzorzec powtarzać. Przecież, jak twierdzą niektórzy On zrobił to za ludzkość, dla oczyszczenia ludzkości z grzechów (karmy). A jeśli jakieś uparciuchy nadal uważają, że ludzie muszą wciąż dźwigać swoje krzyże, to świadczy po prostu o całkowitym braku zrozumienia nauki płynącej z przykładu Jezusa Chrystusa. Słyszałam o pięknej wizji, którą miała jakaś kobieta. Spotkała Jezusa Chrystusa, który powiedział do niej: Proszę, zdejmijcie mnie już z tego krzyża, to boli, już wystarczy. I ja rozumiem doskonalę tę wizję.

Gdy podejmuję decyzję rezygnacji z tego wzorca działania, przestaję być ofiarą, wychodzę z tej roli. Nie staję się oprawcą (nie wybija mnie na drugi biegun), lecz wychodzę także z roli oprawcy. Toż ci, którzy utrzymują wizerunek Jezusa Chrystusa wiszącego na krzyżu i epatują nim bezustannie, utrzymują wzorzec Jego oprawców. Proste i logiczne. Dopiero, gdy świadomością  obejmuję i uwalniam się z tych wzorców oprawcy i ofiary (transformuję energię), zaczynam działać w miłości.
  
„W każdym ciele świetlistym znajduje się pusta przestrzeń – próżnia, umiejscowiona przed każdą granicą do następnego poziomu ciała świetlistego. Ta strefa nazywa się „śmiercią ego”. Kiedy człowiek wchodzi w tą próżnię, pojawiają się u niego stany depresyjne i poczucie bycia niczym, wielkie niespełnienie, czym wyższa granica świadomości tym bardziej bolesna. „

Nie wiem, kto to pisze i na jakiej podstawie, ale strefa „śmierci ego” nie jest wejściem w próżnię, w której ma się depresję. Może tak wyglądać, ale nie musi. Tu także każdy ma możliwość wyboru. Ego to konglomerat naszych przekonań o tym, kim jesteśmy. Zmiana ego - owej tożsamości indywidualnego bytu nie musi być bolesna, owszem - może wydawać się trudnym procesem, ale nie musimy z tego powodu cierpieć. Umysł nie znika, gdy rozpuszcza się ego, ale tworzy się w nim połączenie - powiedzmy - z Wyższą Jaźnią. Poza tym autentyczne poczucie bycia nikim nie jest tym samym, co poczucie głębokiej niższości i nie musi wcale wiązać się ze stanami depresyjnymi, które tak naprawdę są stanami totalnego użalania się nad sobą – pławieniem się w roli ofiary. Poczucie bycia nikim jako konsekwencji rozpuszczenia ego daje możliwość  połączenia z coraz większą świadomością, z coraz szerszym zakresem Świadomości, z wyższą Jaźnią. Jeśli na najgłębszym poziomie świadomości i z odwagą podejmuję decyzje zmiany starych wzorców, i robię wszystko, co w mojej mocy, by podążać konsekwentnie za podjętą decyzją, to przestaję cierpieć i użalać się nad sobą. Można mieć wtedy uczucie, że tożsamość rozpuszcza się, ale przy czystych intencjach ten stan może być powiązany z odczuwaniem radości i wolności.

Próżnia pomimo, że nie łatwa do życia jest jednak bardzo owocna i jest przystankiem – odpoczynkiem przed dalszą podróżą. Miejsce to jest zasilane specjalną energią, w którym pomimo, że nic nie istnieje oprócz „czarnych myśli” to jednak buduje nowy obraz człowieka i pociąga do głębokich przemyśleń nad własnym życiem i swoimi czynami. Energia, która egzystuje w tym miejscu owija duszę w specjalny kokon, jest specyficzną komorą scalania, która daje odpoczynek i przekształca niższą formę w pięknego motyla.”

W Próżni nie istnieje nic prócz „czarnych myśli"? To chyba jakieś totalne nieporozumienie.
Wiem, że Pustka jest stanem bez jakichkolwiek myśli i koncepcji, jest stanem "zatrzymania" Uniwersalnego Umysłu. Tam nie ma nawet żadnych uczuć. Tylko odczucie całkowitego roztopienia i świadomości - tam tylko... Jestem, istnieję i nic poza tym... Nie ma w niej ani koncepcji, ani sposobów istnienia. Jest samo istnienie. To tak, jakby istnieć... w jednym punkcie, na przykład w samym środku torusa... mimo, że całość wciąż się kręci, a różne części tej całości mogą kręcić się w różnych kierunkach.

A w Próżni istnieje wszystko, co nieprzejawione i nierozpoznane. W Próżni, gdziekolwiek "się nie obejrzysz", spotykasz się z różnymi bytami w formie energetycznej. Wszędzie widzisz projekcje tego, co masz w sobie, więc jeśli masz w sobie lęki, to wtedy odczuwasz i możesz widzieć byty, które te lęki wzmacniają. Natomiast, jeśli nic już nie projektujesz, to widzisz formy, które wciąż się zmieniają i płyną - widzisz Przepływ. I jeśli podążasz z tą samą "prędkością", co fala, wówczas jesteś jak surfer/surferka sunący na fali i stajesz się niejako Przepływem. Jeśli jednak się zatrzymasz (świadomie lub nieświadomie), wpadasz do jakiegoś świata i wylatujesz z Próżni.

Poza tym istnieje jeszcze taka możliwość, że można przeskakiwać swobodnie (nieświadomie zazwyczaj, ale i świadomie się zdarza) z jednego poziomu na inny, nawet w tych 12. poziomach opisanych w cytowanym tu artykule.

„Na przykład: Na 7-dmym poziomie człowiek budzi się spirytualnie, manifestują się pierwsze objawy mistyczne. Również rozpoczyna się niezwykle bolesny okres obfitujący w różne nieprzewidziane zdarzenia. Taka jednostka nadal tkwi w środowisku niskich energii, które posiada Ziemia i większość jej mieszkańców.”

No tak, rozumiem. Z mojego doświadczenia wynika jednak, że Ziemia ma też wspaniałe, coraz „wyższe” wibracje. „Niskie” wibracje też są „dostępne”, jasne. Nie ma tak, że wszystkie wyższe wibracje pochodzą tylko z Nieba, z Kosmosu. Gdyby nie istniały także na Ziemi, człowiek nie miałby do nich dostępu. Gdyby nie istniały także w człowieku jako potencjalne, też nie mogłyby się przejawiać. Instrument , który ma wydawać z siebie „wyższe dźwięki” musi być w samej swojej konstrukcji dostosowany do możliwości wydawania takiego rodzaju dźwięków .

Widziałam, że gdy jesteśmy odcięci od Źródła, odcięci od połączenia z Całością jesteśmy podobni do marionetek, figurek w grze, które nie mają pojęcia o zasadach tej gry, a często nawet o zasadach sposobu poruszania się w tej grze. Podobnie jak figury szachowe nie wiedzą, że każda figura porusza się inaczej. A ludzkie „pionki” i „figury” mają możliwość dotarcia do wiedzy nie tylko o zasadach gry, w jakiej uczestniczą, ale również do pamięci o tym, że są istotami wielowymiarowymi, które te gry tworzą i tylko częściami siebie w nie „wchodzą”; że nie są figurami, że są czymś więcej…  Wszyscy mają dostęp do tej wiedzy, ale nie wszyscy jesteśmy w stanie przypomnieć sobie o tym i pamiętać, ponieważ mamy umysły zaśmiecone wzorcami, przekonaniami, programami.  Poza tym umysł, a w zasadzie ego, współpracuje z bolesnym ciałem, o którym pisał Ekhart Tolle w "POTĘDZE ŚWIADOMOŚCI". (Tu także można przeczytać o tym: Ciało bolesne, ból i diady. Artykuł Aleksandry "Nimue" Kosakowskiej). W ciele bolesnym zapisane jest wszystko, czego doświadczał człowiek w obecnym życiu, w poprzednich wcieleniach, czego doświadczali jego przodkowie w dziejach ludzkości (karma indywidualna, karma wcieleń duszy, karma ludzkości). Gdy oczyszczamy karmę, energię, którą odzyskujemy, możemy zamienić w dharmę.*) Mamy w ciele te zapisy, które mają ogromny wpływ na nasze uczucia, emocje i działania, a także na myśli, które wybieramy jako „swoje” czy „własne”. Nasze ciała (fizyczne, astralne, mentalne, eteryczne itd.) są częściami Natury Wszechrzeczy, częściami Przyrody. Często nie zdajemy sobie sprawy z możliwości tych wspaniałych pojazdów dzięki którym możliwe jest doświadczanie tego wyjątkowego w swoim rodzaju, ziemskiego świata, który jako istoty wielowymiarowe wspólnie wykreowaliśmy.

Mamy możliwość oczyszczania się z karmy. Zarówno dobra, jak i zła, to nadal tylko karma. Możemy wyciągać z nieświadomości wzorce i schematy działań, które nam nie służą i możemy je uzdrawiać w sobie. Możemy uzdrawiać nasze bolesne ciała i emocje. Możemy także uzdrawiać w sobie te wzorce, które są archetypowymi, leżącymi u podstaw działania systemów walki o energię i moc. Możemy poszerzać naszą samoświadomość i zrozumienie reguł. Możemy je również zmieniać świadomie podobnie jak rzeczywistość, którą współtworzymy, współ-kreujemy. Pogrążeni całkowicie w ziemskiej, matrixowej rzeczywistości jesteśmy „tylko” ludźmi nie dostrzegającymi innych światów, innych wymiarów w których istniejemy. Nie mamy pojęcia o naszej naturze i nie wiemy kim jesteśmy, nie znamy samych siebie.



Można nie rozumieć znaczenia słowa dharma, którego zrozumienie podobno wymaga oświecenia, ale z tego, co wiem znaczy ono tyle, co talenty, dary wolnej duszy wcielonej (MAJA - Iluzja, złudzenie czy inna rzeczywistość?). Oczyszczanie karmy jest związane z rozpoznaniem, zrozumieniem, zaakceptowaniem i obdarzeniem miłością tego świata, którego właśnie doświadczamy, abyśmy mogli rozpoznać cel wędrówki duszy na dany czas. Dharma ma związek z widzeniem rzeczy i sytuacji takimi, jakie są w rzeczy samej, a nie takimi, jakimi nam się wydają na podstawie wzorców i schematów działania przynależących do tego świata oraz pragnień i projekcji ludzkich istot uwikłanych w karmę. Dharma umożliwia nam  zrozumienie i akceptację zasad funkcjonowania tego świata i pozwala nam w nim istnieć świadomie, współtworzyć go i zasilać te jego części, które są zgodne z planem pochodzącym z poziomu świadomości wolnych dusz.

”W buddyzmie Dharma ma podobne do pierwotnego, braministycznego znaczenie. Jest to więc zespół podstawowych praw przyczyny i skutku istniejący obiektywnie, niezależnie od ludzkiej woli, który można sobie w całej pełni uświadomić dopiero w wyniku oświecenia, ale który jest w uproszczonej wersji dostępny każdemu człowiekowi w formie nauki Buddy, która jest niczym innym, jak tylko klarownym wyłożeniem Dharmy.” [tamże]

Otóż wolna wola, gdy oczyszczamy się z karmy, łączy się coraz bardziej z wolą Całości, Jedni, tego, kim jesteśmy na poziomie wolnych dusz.

Pisałam wcześniej o dwóch podstawowych nurtach/ drogach rozwoju: zbiorowym i indywidualnym…. (BRACTWA i udoskonalanie starych systemów). W każdym razie rozumiem, że ten nurt zbiorowy służy utrzymywaniu struktur tego świata - matrixa - ziemskiej rzeczywistości i związany jest z cyklem czasoprzestrzennym "po okręgu", którego symbolizuje wąż zjadający swój własny ogon. (CYKLE CZASOPRZESTRZENNE oraz JAJA WĘŻA, KROKODYLA I PAJĄKA - odkrywanie znaczeń symboli). Ten cykl w pewnym sensie zatrzymuje możliwość ewolucji całości ludzkości, zwłaszcza duchowej. W tym cyklu co najwyżej upadają cywilizacje i powstają następne jako „udoskonalane” wersje tych starych. I w tym cyklu "spadamy" w coraz "gęstszą" materię. To cykl, który można określić jako inwolucyjny (zstępowania). Ale ten cykl ma również tę zaletę (jest częścią całego stworzenia), że jako istoty wielowymiarowe w nim eksperymentujemy i po skonstruowaniu takiego świata, próbujemy w tę coraz "gęstszą" materię wprowadzać wibracje coraz "wyższej" świadomości. Istniejemy też jednocześnie w innych cyklach, ale o tym często nie pamiętamy... To, ile rozumiemy i dostrzegamy (uświadamiamy sobie), zależy w jakiejś mierze od tego, na ile uwalniamy się od tej ziemskiej - matrixowej części rzeczywistości – wzorców myślowych (idei, przekonań, programów), schematów działania i archetypów (masek). Dlatego świadomość jednoczesnego istnienia w różnych cyklach nazywam (dla siebie) świadomością istnienia jako wielowymiarowe istoty (Kim jestem? Maleńką cząstką Całości.), które mogą łączyć się z różnymi częściami Świadomości Całości, Jedni.