czwartek, 23 stycznia 2014

KIMATYKA


Przedstawiam film, który z wielu powodów wydaje mi się interesujący. Nie traktuję przedstawionych w nim informacji jako "prawdę ostateczną i jedyną", lecz jako inspirację do głębszego przyjrzenia się pewnym zjawiskom zachodzącym w historii oraz tzw. psychice ludzkości.

"Poznanie naszej własnej mrocznej strony to najlepszy sposób radzenia sobie z mroczną stroną innych." C.C.Jung

"To nie przypadek, że ekspresja artystyczna i rytuały stały u podstaw starożytnych cywilizacji. Sztuka stanowiła osobistą metodę wyrażania ciemnej strony psychiki człowieka i uświadamiania jej sobie. Spełniała funkcję psychoterapii. Rytuały odbywały się według zjawisk astrologicznych. Jak wiadomo, badanie położenia gwiazd i planet odzwierciedla naszą własną astropsychologię. Szamani wykonywali rytuały według zjawisk astrologicznych skorelowanych z rytmem dobowym czy cyklem psychologicznym. Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych. Dopóki ludzie w ten sposób "stawiali czoła" czy też pozwalali w ten sposób przejawiać się własnym, wewnętrznym "demonom" i akceptowali je w sobie jako swoje, nie projektowali ich na świat fizyczny ani na innych. Mieli ich świadomość."

Projekcja odbywa się tylko wtedy, gdy owe własne "demony" są wyparte do nieświadomości, odrzucone w "strefę Cienia".

" Jeśli wydobędziesz na wierzch, co jest w tobie, to co wydobędziesz, ocali cię.
Jeśli nie wydobędziesz tego, co jest w tobie, wtedy to, czego nie wydobędziesz, zniszczy cię." - Chrystus ze Zwojów z Morza Martwego.

"Pojawienie się systemów, które zmusiły człowieka do wyparcia się jednego z biegunów ludzkiej dualistycznej natury, powoduje życie w ciągłym napięciu, lękach, strachu i wewnętrznej walce.
Obniża się w ten sposób odporność ludzi i całych społeczeństw. Dlaczego wciąż są niszczone plemiona szamańskie żyjące w harmonii z całą naturą, w tym także w harmonii z dualnością ludzkiej natury? Zatraciliśmy swoje korzenie.

Ego stale czuje się niepewne i ma potrzebę kontrolowania. Ego jest w nas czymś podrzędnym, ale zachowuje się, jakby było najważniejsze. Stąd ten rozłam pomiędzy ego a nieświadomością czy jażnią. Działa tu też rodzaj komleksu Mesjasza, gdy projektujemy ideały (rolę) zbawiciela na kogoś oczekując, że nas ocali, bo sami nie chcemy się z tym zmierzyć i zrozumieć, dlaczego czujemy się niepewnie i dlaczego czujemy, że nie mamy wystarczającej siły, by kierować swoim życiem. Ruch New Age jest kolejną pułapką, w którą ludzie mogą wpaść... poszukują czegoś tak usilnie, że przyjmują wszystko [lub to, co im odpowiada], co zostanie im podane. Ale te wybory nie opierają się to na prawdziwym zrozumieniu. Przyswajamy wtedy jedynie nowe poglądy religijne [w "udoskonalonej" formie]. Ludzie poszukują czegoś nowego, nowego typu duchowości, chcąc poprawić siebie, coś zmienić, ale cały ten proces został przejęty… [przez stare systemy]. Tak naprawdę może to doprowadzić ludzi do kolejnego typu grupowej mentalności czy religii New Age, czy czymkolwiek to jest, a ludzie i tak wciąż nie będą w stanie uwolnić się od tego i podążać swoją drogą, swoją ścieżką, co przecież jest bardzo istotne" [dla naszego rozwoju]. - Henrik Palgren

"Nikt nie jest zniewolony bardziej niż ci, którzy błędnie wierzą w swoją wolność" 
J.W.Goethe

"Ludzie czują smutek, samotność i pustkę i chcą ją zapełnić materializmem [albo pseudo rozwojem duchowym] sądząc, że poczują się dzięki temu lepiej. Dlatego ludzie potrzebują stłumić poczucie pustki na przykład posiadając przedmioty [albo wywyższając się w jakikolwiek sposób nad innymi]. 

Wszyscy mamy swoje wewnętrzne "demony", ale (…) naszymi demonami są codziennie spotykani ludzie. Ludzie, z którymi się sprzeczamy, ludzie którym zazdrościmy, lub których nienawidzimy [także ci, których posądzamy o różne straszne rzeczy...] Ci, których krzywdzimy fizycznie i emocjonalnie. I nie tylko dlatego, że im zazdrościmy albo nienawidzimy czegoś w tych ludziach, ale dlatego, że nienawidzimy tego, iż nam przypominają o nas samych. Odzwierciedlają te nasze cechy, których chcielibyśmy mieć więcej albo te, których nie chcielibyśmy mieć wcale. Więc co robimy?

Łagodzimy ból nie przez zmianę czy rozpoznanie własnych demonów, ale przez walkę z osobami, które nam o nich przypominają... poprzez krzywdzenie ludzi przypominających nam cechy, ktorych u siebie nie lubimy. A gdy - nie wiedząc czemu - stajemy się sfrustrowani tak, że nie panujemy nad emocjami, obwiniamy za to innych, winimy za to dosłownie wszystko, co może być katalizatorem naszej nienawiści. 

To samo robimy zwierzętom [i dzieciom]. Zwierzęta [i dzieci] są wprost idealne do tego, bo nie potrafią się bronić. (...) Jednak coś innego jest bardziej niebezpieczne niż to, że ludzie są okrutni wobec zwierząt, bo wszysy już o tym powszechnie wiedzą [o procederze uprawiania okrucieństwa wobec zwierząt]. Mnie niepokoją ludzie, którzy sprzeciwiając się bestialstwu, znęcaniu się nad zwierzętami i sądzą, że są tacy prawi, że czują się usprawiedliwieni, by krzywdzić innych w odwecie. Bo ci inni są nieświadomie okrutni, a ci niby bardziej uduchowieni, stają się okrutni [niby w inny sposób] i czują się z tym zupełnie w porządku. Czują, że ich obowiązkiem jest wymierzyć tamtym sprawiedliwość jakby byli przedstawicielami jakiejś władzy. [Są nieświadomi swojego własnego okrucieństwa i tego, że ranią innych.] Takim ludziom będzie o wiele trudniej załapać, dlaczego przyciągają tyle wewnętrznej nienawiści i złości. Wydaje się, że zupełnie nie rozumieją [ani nie dostrzegają] tej samej nienawiści w sobie.

Co więc robimy, by tylko nie spotkać się z wewnętrznymi "demonami"? Gdy nagle uświadomimy sobie: "chwila, może to nie w porządku, żeby krzywdzić inne stworzenia", ego podsuwa nam jakąś bardziej ezoteryczną [wysublimowaną] formę okrucieństwa, byśmy przejawiali tę samą nienawiść, tę samą postawę wzburzenia, złości, ale na inny sposób; skierowaną na inną grupę ludzi [czy zjawisk].

Ale zawsze i tak ludzie kiedyś w końcu poczują pustkę i zniecierpliwienie bez względu na to, ile razy przenosili winę na kolejne osoby czy grupy [czy zjawiska]. Potrzebujemy w życiu chaosu, pragniemy destrukcji, błagamy o katastrofy. Ponieważ bez tych wszystkich "złych zdarzeń" działających jako rodzaj egzorcyzmu albo katalizatora [dla naszych nieuświadomionych wewnętrznych demonów], zaczynamy dostrzegać to w sobie, a tego nie chcemy [nasze ego tego nie chce].

Możemy się uporać z wojnami, z terroryzmem, z upadkiem giełdy czy kryzysem ekonomicznym [a może nawet z apokalipsą]. Ale naprawdę boimy się, żeby nie zacząć zauważać swojego wewnętrznego chaosu. Przyjmiemy milion takich wydarzeń jak 11.września, byle ani na chwilę nie ujrzeć naszej samo-nienawiści.

A najciekawsze jest to, że codziennie spotykamy się z rzeczami, które albo akceptujemy albo odrzucamy. Istotnie jest nie tyle to, co akceptujemy, a co odrzucamy, ile co jest w nas takiego, że ciągnie nas do jednych rzeczy, a od innych odrzuca. Istnieje podstawowy dualistyczny konflikt siły i słabości, przyciągania i odpychania. Kiedy uświadomisz sobie, że świadomość, ta niepojęta esencja ożywia materię, by ona stała się otaczającym nas życiem, wtedy odnajdujesz źródła tego konfliktu. Wyjaśniono to jako wdech i wydech Brahmy, regres i rozwój Arymana i Lucyfera w ujęciu antropozoficznym… jony dodatnie i ujemne elektryczności, siła męska i żeńska, yang i yin, istnienie i pustka... To wszystko są sposoby na opisanie tego samego procesu behawioralnego, który ma swój początek w świadomości. A jeśli [choćby na moment] pozbędziesz się z umysłu wszystkich obrazów, koncepcji i postarasz się poczuć różnicę między tymi dwoma biegunami, zauważysz, że wszystkie scenariusze i możliwości pojawiające się na świecie, miały początek we wspólnym źródle.

Milion osób powie ci, dlaczego Biblia jest słowem bożym i powinieneś trzymać się treści jej słowa, a inny milion osób powie ci, że to tylko forma kontroli umysłów i nie warto w to wierzyć. Wszyscy powiedzą ci, na co uważać i co powinieneś wiedzieć, które informacje są dobre, a które złe. A ja się zastanawiam, co czyni ludzi autorytetami mogącymi mówić innym, co jest prawdą, a co fałszem? I dlaczego przeczysz czemuś albo akceptujesz coś na podstawie sugestii innych? Czemu sam o tym nie zadecydujesz? Informacja jest tylko informacją. Nie ma czegoś takiego jak dobra lub zła informacja. Jest tylko to, co z nią zrobisz. Wszystko może być Biblią. Możesz podejść do każdej informacji, osoby czy zdarzenia z otwartym umysłem [i sercem]. Bo to Twoja odpowiedzialność, by zareagować w wybrany sposób. Nie oglądaj się na stado, ani na konwenanse - to Twoja odpowiedzialność. To jest punkt, w którym bez względu na to, ile osób powie Ci, że robisz coś dobrze albo żle, nie bedziesz uzależniony od ich akceptacji. (…) Według mnie to właśnie oznacza bycie prawdziwie żywym.

Cała rywalizacja, którą dziś widzimy, niszczenie się, wojny, ściganie się o sprawy materialne, rabowanie planety i rozrywanie jej na strzępy, by móc poczuć, że wygrałeś, wszystko to jest destrukcyjne, nie tylko dla samej planety, ale całej dla ludzkiej cywilizacji. Bo nasza cywilizacja rozkwita dzięki współpracy, a umiera przez współzawodnictwo."

"Skutecznie niszczymy samych siebie nienawiścią udającą miłość.

Życie pełne jest bólu i prawdopodobnie jedynym bólem, 
którego możemy uniknąć jest ból biorący się z prób uniknięcia bólu. 

R.D. Laing

Wszystkie cytaty pochodzą z filmu pt. "KYMATICA:


https://www.youtube.com/watch?v=Gkz8PES6hkw

niedziela, 19 stycznia 2014

WOLNOŚĆ OD PRZYWIĄZANIA DO PRZEDMIOTÓW...

 zapiski z dnia 20.listopada 2013

łatwo jest krytykować innych, prawda? ;-) Trudniej widzieć te cechy u siebie. O “lustrze” przypomnę: kiedy mnie denerwuje coś u innych (i w myślach złoszczę się na nich) znaczy to, że
n i e ś w i a d o m i e
czynię to sama…
Może nie identycznie, może podobnie, może w mniejszej albo większej "skali" niż ten ktoś, kto jest moim lustrem, ale robię, a na pewno "kiedyś" robiłam to (lub będę robić albo robię w wiecznym TU i TERAZ…) *)

Znalazłam znany cytat:
„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka [tkwi] w twoim? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.”

Nie zauważamy swoich wad, ale bywa i tak, że ulubimy dostrzegać je i wytykać te wady u innych… zrzucając innym, że na przykład… materialnie są nienasyceni.

Czy wiesz, co znaczy wolność od przedmiotów? To znaczy na przykład, że masz różne przedmioty, ale gdy na przykład stracisz je, nie będziesz ani chwili ich żałować. No może tylko przez ułamek sekundy. Ale ten ułamek w pewnym momencie może mieć znaczenie.

Wolność od przywiązania do przedmiotów… można sprawdzić w praktyce. Można zrobić prosty test… Wybierz na przykład jakiś bardzo cenny dla Ciebie przedmiot. Naprawdę cenny i ulubiony przez Ciebie. A potem oddaj go komuś, kogo może nie znasz; albo komuś, kto nie musiałby czuć się wdzięcznym albo zobowiązanym do rewanżu… Puść to, jak pięknie przystrojoną łódeczkę z kory na wodę… i nie żałuj ani przez moment. A wtedy sprawdzisz swoją wolność od przedmiotów…

Wystarczy zrobić tak raz. Jeśli zrobisz to i poczujesz radość, że kogoś obdarowałaś/łeś i nie będziesz oczekiwać za to czyjejś wdzięczności, jeśli nie będziesz ani chwili żałować, że to zrobiłaś/łeś, wtedy… Nie potrzeba już rozdawać wszystkiego. Wystarczy ten jeden raz, by sprawdzić, czy jesteś wolna lub wolny od przywiązania do przedmiotów. Wtedy możesz mieć wiele, możesz być nawet bogaty, jeśli potrzebne Tobie (albo raczej Twojej duszy) takie doświadczenie.

Za jakiś czas można jeszcze raz to powtórzyć w innej wersji ;-)
A potem jeszcze raz… najlepiej… do trzech razy sztuka ;-D

W ten sposób też “uzdrawiamy” swoją nadmierną emocjonalność – tę “negatywną”, kiedy uwalniamy się od przywiązania do rzeczy. Podobnie jest z przywiązywaniem się do ludzi, ich opinii i naszymi oczekiwaniami wobec innych…

Kiedyś się złościłam, gdy ktoś coś mi zniszczył. Wszystko jedno, małą czy dużą rzecz. Im większą wartość tej rzeczy przypisywałam, tym większą złość czułam. Nawet, gdy rzecz została zniszczona  przez tak zwany przypadek… czyli "niechcący".

Dlatego teraz rozumiem, gdy ktoś się złości, bo też tak kiedyś robiłam, Teraz wybrałam inaczej reagować w podobnych sytuacjach. Uśmiecham się w środku, żegnam się z tą rzeczą i ‘żyję spokojnie dalej’ ;-) Jednak dzięki temu już na przykład nie biorę czyjejś złości ‘do siebie’. I mogę kochać taką osobę... taką, jaką jest, nawet pełną złości i “negatywnych” emocji… nawet wobec mojej osoby.

Każdy z nas jest taki, jaki jest. Jakiś Ktoś i jakiś Nikt też. Kiedy na przykład zaczynamy dostrzegać czyjeś kłamstwa i potraktujemy go/ją jak lusterko – to dobry znak, bo możemy także zacząć dostrzegać swoje własne, skrzętnie przed sobą ukrywane kłamstwa. Do tego potrzebna jednak spora odwaga… Powiedzieć sobie KONIEC OKŁAMYWANIA SIEBIE. I wtedy zaczyna się proces “odkłamywania”. Może być długi i momentami bolesny. Dla niektórych może być to za trudne… Podobnie jest z różnymi “cechami charakteru” i sposobami działania… Tak samo z czyjąś złością.

Też kiedyś złościłam się, kłamałam i oszukiwałam – samą siebie i innych… nieświadomie. I nawet teraz nadal muszę być bardzo uważna, by wyłapywać w porę moment, w którym umysł staje w gotowości, by rozkręcić jakąś “karuzelę” natrętnych myśli i ewentualnych kłamstw związanych z jakimiś przekonaniami, wzorkami i lękami, które łatwo zamieniają się w fobie powiązane z “namiętnymi” emocjami. Z mojego doświadczenia jednak wynika, że praktyka UWAŻNOŚCI czyni "cuda"… Czysty Umysł i Czyste Serce… połączone ze sobą w harmonii...

Umiem już wyłapywać ten moment, kiedy pojawia się “ni stąd ni zowąd” jakaś “dziwna” myśl, ale nie skleja się z emocjami i dzięki temu jestem “trzeźwa” w sensie świadoma procesów, których kiedyś w zasadzie w ogóle nie byłam świadoma…
Obecnie utrzymując uważność nie dopuszczam do “kręciołków” w głowie roz-bujających wahadła emocjonalne.

Ostatnio widzę coraz wyraziściej, jak umysł ograniczony przekonaniami współdziała z emocjami i jak się zakręca… Obserwuję to teraz u innych, bo wiem już i rozpoznałam, jak to działało “u mnie”, we mnie. Poznawałam, jak działamy… jak toczymy wojny, gry… Wiesz, Margo, że podjęłam kiedyś decyzję: koniec walki.

Rozumiem coraz więcej i dzięki temu staję się bardziej świadoma… Ale rozumiem, nie dlatego, że bardzo coś chciałam/chcę rozumieć, lecz to zrozumienie samo się po-przejawia... I nie przywiązuję się do tej nowej wiedzy. Gdybym zaczęła się do tego przywiązywać, by “mieć rację”, mój umysł pozostawałby ograniczony wieloma różnymi przekonaniami ja-ego. I w większości sytuacji działałabym nieświadomie… wciąż oszukując samą siebie i innych… nie wiedząc o tym.

A teraz naprawdę coraz częściej czuję coś, co jest jak wszechogarniająca miłość do wszystkich ludzi i zrozumienie także dla naszych ludzkich słabości i wszelkiego rodzaju “szaleństw”.

Ale nadal odczuwam różne emocje, a może bardziej uczucia: radości, zachwytu czy smutku lub niepokoju. Nie odczuwam jednak strachu, złości, nienawiści, zazdrości itp..
Odczuwam czasem fale bardzo trudnych energii i radzę sobie z nimi “po swojemu”. Ostatnio prawie przez miesiąc bolały mnie ręce. Czasem więcej, czasem mniej, Teraz mniej. Wiem, że temu też za chwilę będę chciała się “głębiej” przyjrzeć. Ale nigdzie mi się nie śpieszy.


p.s. Notka jest składanką różnych moich rozmów i fragmentów komentarzy m.in.: http://nnka.wordpress.com/2013/11/14/sprawa-andreassonow-podroz-do-wnetrza-ziemi-atlantyda/#comment-23357 z Margo0307.

Dziękuję Margo0307 za dialog.

piątek, 10 stycznia 2014

NOWE WIBRACJE I NOWE WZORY - PRZYPOMNIENIE


w oparciu o cykle "majańskich kalendarzy": TZOLKIN, TUN oraz informacje, jakie do mnie spłynęły także poprzez moje sny i wizje. Poczułam, by przedstawić tę "Nową Rachubę Czasu"...

Miałam w ciągu kilku ostatnich lat sny, wizje i rozpoznania związane z tak zwanymi "Kalendarzami Majów". Dlatego - w pokorze i ufności - dzielę się tą wiedzą z tymi, którym... to, co przejawiło się przeze mnie, może być bliskie. Wiem, że ta "Nowa Rachuba Czasu" zmienia w znacznym stopniu wpływ różnych wzorców kosmicznych i częstotliwości, według których działamy na Ziemi. Te zmiany mogą być bardzo głębokie i wprowadzają nas w tak zwane "Nowe Słońce w Piątym Świecie Harmonii (piąty wymiar)  przepowiadany przez wielu. 

Jedna, dla mnie w tym momencie najbardziej istotna informacja w temacie "majańskich kalendarzy", dotyczy przede wszystkim zmiany znaku - KINa rozpoczynającego każdą nową rundę - świętego według Majów - 260. dniowego cyklu TZOLKIN. Zmiana ta dotyczy przesunięcia Kinów. W tych wizjach wyraźnie rozpoznałam, że duchowa "Starszyzna Majów" już jakiś czas temu (nie wiem dokładnie kiedy, ale może to nie ma w tej chwili znaczenia, choć ta informacja była dla mnie oczywista już w grudniu ubiegłego roku 2012) rozpoczęła naliczanie każdej rundy podstawowego (i świętego dla Majów) cyklu TZOLKIN, nie - jak podają to nadal "oficjalne różne źródła  - od KINa IMOX, IMIX - Krokodyl, lecz od KINa IQ, IK - Koliber. Tej informacji nie znajdziecie w żadnej z oficjalnych (różnych) wersji tzw. "Kalendarzy Majów". Ale wiem, że ta informacja dotarła także do innych osób (osobiście poznałam jedną z nich), lecz została przez pewnych ludzi (z różnych powodów) zapomniana, zignorowana lub zatajona - co na jedno wychodzi. Wygląda też na to, że nie jest to wiedza kosmiczna należąca wyłącznie do Majów. Lecz do tych, którzy są Posłańcami wiedzy, dzięki której ci, którzy chcą się przebudzić z zagubienia w czaso-przesrzeniach 'SŁOŃC I ŚWIATÓW', mają taką możliwość.


źródło obrazka: http://www.centrumwiedzymajow.com.pl/images/kolo.jpg Ten rysunek - podobno B. Ohryzko otrzymała (bodajże w 2010 roku) od Don Alejandro Perez Oxlaj - 13 Strażnika Czasu ze Starszyzny Majów w Gwatemali. Zainteresował mnie zaraz po moich pierwszych wizjach. Gdy zapytałam, co znaczy ten rysunek, usłyszałam odpowiedź, że to podobno "najsilniejsze znaki - kiny… I dlatego  zostały one na tym rysunku zaznaczone"… Czyżby? hm… Dla mnie to było oczywiste. Rysunek ten przedstawia wprowadzenie zmiany KINÓW początkowych: 260. dniowy cykl TZOLKIN zaczyna się obecnie od znaku IK, a 360.dniowy cykl TUN rozpoczyna się od znak B'ATZ'. I jeszcze strzałka zaznacza przesunięcie od IMOX!!! Proste? Dla mnie oczywiste.

O znaczeniu wibracji Kolibra i jego symbolice pisałam tutaj: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2012/05/wibracje-kolibra.html

Według informacji, jakie do mnie napływały, cała ludzkość i planeta Ziemia przez długi czas znajdowały się pod wpływem wzorców - kosmicznych wibracji symbolizowanych przez znak - KIN IMOX, IMIX - Krokodyl, który rozpoczynał każdy cykl TZOLKIN przez kilka tysięcy lat. Nie wiem jednak, jak długi był ten okres czasu i nie wiem, co jaki czas następuje zmiana znaku - KINa, ani przez jaki czas jeden znak - KIN wyznacza początek wielu kolejnych cykli TZOLKIN. Ale wiem, że także ostatni cykl Long Count, który skończył się w dniu 22.grudnia 2012 roku, zaczął się 5125 lat temu od tego znaku Imix Imox i z w tym znaku zakończył. A obecny cykl Long Count zaczął się od znaku Ik, Iq - Koliber. A ci, którzy pozostaną przy naliczaniu kolejnych rund cyklu TZOLKIN od znaku - KINa IMOX, IMIX, nadal pozostaną pod wpływami tych wibracji i wzorców… Krokodyla, Aligatora.

Zatem według wiedzy, jaka do mnie spłynęła, nowy KIN - ZNAK IQ, IK obecnie jest znakiem rozpoczynającym każdy cykl TZOLKIN oraz obecny cykl Long Count, który rozpoczął się 23.grudnia 2012 roku, także rozpoczął się w znaku Ik, Iq - Koliber. KIN ten symbolizuje wibracje częstotliwości łączących Serce Kosmosu, Serce Słońca i Serce Ziemi w Sercu każdej istoty. Wibracje te są jak tchnienie, jak oddech boskości, który napełnia życiem i radością istnienia. Są esencją połączenia w jedno wszystkich częstotliwości, jakie możemy przyjąć w naszych Sercach.  Wibracje te łączą nas ze Źródłem, pozwalają na zrozumienie Natury i nieskończonego Kosmosu. Łączą nas z kryształami na Ziemi i w kosmosie (także płynnymi i energetycznymi) czyli z kryształową esencją energii kosmicznej. Te wibracje pozwalają, by poprzez nasze serca zostały przetransformowane te częstotliwości, które nam nie służą, w takie, które będą wspierały nasz dalszy rozwój i poszerzanie naszej świadomości. Kosmiczny wiatr wibracji trzepoczącego w sercu Kolibra rozpuszcza powoli wszystkie cierpienia, choroby, także psychiczne, rozwiewa wątpliwości, nienawiść, cierpienie i wszelkie negatywne doświadczenia, kiedy przestają już nam być potrzebne. Rozwibrowuje nas do radości istnienia.


czwartek, 2 stycznia 2014

WEWNĘTRZNE ZMIANY i ZEWNĘTRZNE PRZEJAWY TYCH ZMIAN

zapiski różnych moich przypomnień, rozpoznań i odkryć

Wędrówki dusz

Z mojej “wizji” fragment :(…) Widziałam, jak niektóre…tak jakby dusze, (ale te dusze są “samoświadome”), gdy zadecydują o zmianie, przechodzą albo raczej “przeskakują” z jednej "formy" do innej. Widziałam, że gdy jedna dusza “świadoma siebie” i tych “możliwości” zdecyduje się na zmianę “miejsca” czy formy, którą wypełnia inna dusza, to w tym momencie ta inna dusza zostaje wypchnięta ze “swojej formy”,ze “swojego świata” i… musi się gdzieś narodzić na nowo…w podobnej formie lub innej formie, tym samym albo innym świecie…To zależy…
Wiedziałam, że to zależy także od tego, gdzie w danym momencie tworzą się “wolne miejsca”…
 Kojarzy mi się to troszkę z grą w “komórki do wynajęcia”. Ale w tej grze każda dusza ma swoją komórkę. Jednak, gdy jakaś dusza chce zmienić komórkę, zajmuje komórkę innej duszy… A ta inna dusza pozbawiona swojej komórki musi poszukać nowej komórki i zająć inną komórkę. Ta dusza, co chce zmiany, robi to świadomie, ale wybita robi to nieświadomie… (…)

I wygląda na to, że jedni podróżują między światami świadomie, a inni nieświadomie... Jedni zatrzymują się w danej rzeczywistości na dłużej, inni na krócej (także świadomie lub nieświadomie).

Kiedy jednak dusza wypełnia swoje zadanie, jakie ma do wykonania w danej rzeczywistości, albo w danym świecie, wówczas zmieniając formę nie wybija innej duszy, lecz zmienia swoje "miejsce pobytu" zgodnie z kosmicznym planem… Ta zmiana jest wówczas naturalnym procesem wędrówki duszy.

Uznanie czyjegoś sposobu bycia, działania, istnienia oraz czyichś uczuć, bez potrzeby czy konieczności wyciągania innych z danego uczucia lub emocji, które ta osoba przeżywa, jest pierwszym krokiem w dokonaniu zmiany w sobie.

Nie mogę zmienić tego, co nie jest moje w przejawach danej rzeczywistości – snu, tego co nie jest przeze mnie doświadczane i przeżywane. Jeśli ktoś cierpi, to mogę w ogóle nie być albo… mogę być z tą osobą (lub z innymi) w taki sposób, który może ją wyprowadzić z tego stanu. Ale to nie jest zależne ode mnie i nie mogę sobie przypisywać „zasługi”, jeśli ta osoba wyjdzie z takiego stanu. I potrzebuję być także wolna od tego, czy dana osoba zechce z niego wyjść czy zechce w nim pozostać. Nie mogę tego robić bez wyraźnego „zaproszenia” tej osoby (jej cząstki – duszy). Jeśli pojawi się we mnie jakakolwiek niecierpliwość, zaburzę proces naturalnej zmiany. Pozostanę w takiej rzeczywistości – śnie, ponieważ pozostanę w uzależnieniu od wzorców, z jakich „utkany jest ten sen, ta rzeczywistość, w której zależy mi, by za wszelką cenę pomagać innym.

Dla mnie (bo dla każdego może być inaczej) nie ma sensu pomagać komuś, kto nie prosi o pomoc, bo w innym przypadku jest to narzucaniem swojej woli innym i wywyższanie się – moje lepsze, ja wiem lepiej, co dla ciebie będzie lepsze… itd. Albo będzie to tzw. manipulowaniem wynikającym z potrzeb (pożądania) ego. Mogę tylko zaakceptować to, w jaki sposób dana osoba istnieje, jakie ma przekonania, jakie ma domysły, jak postrzega rzeczywistość, a także to, jak ta osoba postrzega „moją osobę”. Mogę tylko z ufnością przyjmować to, co się przeze mnie przejawia wobec drugiej osoby.

Nauczyłam się przyzwalać innym na pozostawanie w ich własnych objęciach – energetycznych kokonach utkanych z myśli, emocji, uczuć, doświadczeń i przekonań… Pozostając w ufności w to, co się zadziewa, mogę pomóc im i delikatnie przeprowadzić ich w stronę świata harmonii… ale tylko wtedy, kiedy to w sercu poczuję; kiedy przychodzi na to odpowiedni czas. I mogę pomóc tylko tym, którzy są na to gotowi, otwarci.

Kiedy zmieniam swoje indywidualne wibracje, nie zmieniam danej rzeczywistości, lecz przesuwam się z jednej rzeczywistości do innej, równoległej rzeczywistości – do równoległego świata. Na przykład w nocy z 23. na 24. grudnia 2013 roku miałam sen, że w innej, równoległej rzeczywistości (w innym świecie) rozpoczęła się wojna… Ale byłam „tam” tylko „w odwiedzinach”… Było mi to doświadczenie senne potrzebne, by zrozumieć, że teraz znajduję się już w innej rzeczywistości – w innym śnie, który uznaję za jawę..

Zmieniając częstotliwości wibracyjne (świadomie lub nieświadomie) przechodzę z jednej (ziemskiej) rzeczywistości do innej – z jednego snu uznanego za rzeczywistość do innego snu. Za każdym razem przechodzę do takiej rzeczywistości – snu, które „wykreowałam” swoimi myślami, przekonaniami i wiarą. Ale…

Te wszystkie równoległe rzeczywistości istnieją w wiecznym TU i TERAZ; pozostając niezmiennymi. To my podróżujemy od jednej do drugiej. Dlatego – z tego, co sobie przypomniałam – nie warto nikogo zmuszać do zmiany postrzegania danej rzeczywistości, odczuwania takich, a nie innych emocji i uczuć, widzenia (percepcji) danej rzeczywistości i innych ludzi w taki, a nie inny sposób. I nie warto nikogo oceniać ani oczekiwać od innych zmian. Tylko samemu – w sobie można dokonać wyboru takiej rzeczywistości, do której chce się przesunąć (na ile pozwolą nam zmiany, jakich dokonujemy w sobie, poprzez siebie). Potem można wspierać innych. W wolności od rezultatów… A wtedy… na przykład pojawiają się „nowe wersje” tych samych osób i pojawiają się także całkiem nowe osoby… tylko trochę podobne do tych, które znaliśmy wcześniej.


Myśli i koncepcje, które uznaję za swoje, którym pozwalam się myśleć w "swoim" umyśle i emocje, które odczuwam "swoim" ciele są zsynchronizowane ze sobą, są częstotliwościami wibracyjnymi energii, które składają się na to, kim jestem i jak się przejawiam oraz z czym się utożsamiam. Dzięki zmianom tych wibracji mogę podróżować w czasoprzestrzeni na przykład po równoległych rzeczywistościach. Poza czasem mogę podróżować po różnych światach. I dzięki zmianie położenia punktu scalającego świadomość - zmianie częstotliwości swojego pola - mogę przesuwać się do takich rzeczywistości, z którymi te moje wibracje rezonują. Gdy punkt scalający świadomość ekspanduje, poszerza się, mogę podróżować także po jeszcze innych światach. Zmieniając swoje myśli i swoje emocje, a tym samym zmieniając swoje wibracje, mogę przesuwać się w inne rzeczywistości

Różnice w naszych indywidualnych częstotliwościach wibracyjnych powodują iluzję oddzielenia od siebie tych wszystkich równoległych wersji rzeczywistości i oddzielają także nas od siebie. Bywa i tak, że oddalają nas od siebie coraz bardziej. 

Wiem, że mogę wybrać co tylko zechcę... Jak na przykład daną stację (o danej częstotliwości fal) w radioodbiorniku lub dowolny kanał w telewizorze. Wszystkie one są dostępne w tej samej chwili i współistnieją równocześnie (poza czasem). Ale mogę odbierać jedynie taki "program", do którego dopasowane (dostrojone) są moje indywidualne częstotliwości - ich zakres (w danej czasoprzestrzeni). Mogę także poszerzać ów zakres częstotliwości swojego indywidualnego pola. W temacie: Sen- wizja o ludzkich Radioodbiornikach.

To, co wysyłam, dostaję z powrotem

Mogę tworzyć taki "stan", jaki wybiorę, a rzeczywistość odzwierciedla te zmiany, jakich dokonałam w sobie. Nie mogę postrzegać tego, do czego nie jestem dostrojona swoją wibracją. Bo to, co postrzegam, wyznacza (ogranicza) zakres częstotliwości wibracji w moim polu, ciele energetycznym. Jeśli dostroję się tylko do jednej "stacji nadawczej" o danej częstotliwości fali, nie będę mogła odbierać innych. A odbieram tylko takie "stacje", do których jestem dostrojona swoimi wibracjami. Na przykład  jeśli będzie we mnie przekonanie, że inni są pasożytami energetycznymi, to będę doświadczała tego, że inni kradną moją energię. Gdy będę miała przekonanie, że inni chcą mnie zranić, będę odczuwała, że inni mnie ranią itd, itp. To, do czego nie jestem dostrojona będzie dla mnie zawsze "niewidzialne", niezrozumiałe albo nieistniejące. natomiast jeśli dostroję się do coraz szerszego spektrum wibracji, przestaje mnie ograniczać, przyciągać jakakolwiek ograniczona wibracyjnie czasoprzestrzeń (świat, rzeczywistość).

Niespełnione życzenia

Dlaczego nie wydarza się ludziom to, czego chcą albo o czym marzą? Może tak dziać się, ponieważ częstotliwości energii "wzorcowej" (myśli i emocji oraz przekonań) tej osoby tworzą taką domenę (domena - przestrzeń, gdzie coś istnieje, jest dokonywane lub ma jakąś właściwość), która uniemożliwia zamanifestowanie się tego, co człowiek chciałby, by się wydarzyło. Dzieje się tak, ponieważ nie rozpoznajemy pewnych wzorców - częstotliwości, których nie jesteśmy świadomi; nie wiemy, że one ograniczają  możliwość przejścia do innej, równoległej rzeczywistości (innego świata). Nie rozpoznajemy w sobie tego, co ukrywamy sami przed sobą. Na przykład: gdy oskarżamy o coś innych, znaczy, że mamy dokładnie te same częstotliwości (wzorcowe) w sobie, ale ich nie dostrzegamy w sobie (wypieramy się ich wypychając do własnej "strefy Cienia"). Jeśli je dostrzeżemy, dopiero wtedy możemy przyjąć i ewentualnie je zmienić. W tym procesie może być pomocna metoda LUSTRA.

Jeśli zobaczę "bramę, portal", lecz nie uwierzę, że mogę przejść, nawet, gdybym tego bardzo chciała, to... nie przejdę. Albo gdy ulegnę strachowi przed nieznanym/ Mogę wtedy zastanowić się i rozpoznać, co mnie blokuje WE MNIE. Gdy to rozpoznam, przyjmę, dopiero wówczas mogę zmienić... i przejść dalej. Gdy jednak będę szukała "winy" w innych, moja energia nie będzie skupiona na odnalezieniu sposobu, by przejść, lecz na utrzymywaniu "niemocy przejścia" z powodu innych. W ten sposób oddajemy swoją energię innym. Niejako pozwalamy innym nami powodować. Utrzymujemy się w ten sposób w roli ofiary. I "utykamy".

Możemy mówić o zmianach, możemy chcieć zmian, ale możemy dokonywać tylko pozornych zmian, jeśli nie dostrzeżemy W SOBIE SAMYCH tego, co nam nie pozwala na dokonanie większej, głębszej zmiany. Tylko większa, głębsza zmiana może spowodować znaczne przesunięcie (znaczące przesunięcie położenia punktu scalającego świadomość) umożliwiające przejście lub przeskok z jednej rzeczywistości do innej, równoległej rzeczywistości (wystarczającą odmiennej od każdej poprzedniej, byśmy byli w stanie tę zmianę zauważyć, zarejestrować świadomie)... byśmy przeszli do takiej rzeczywistości, która będzie w znaczący sposób różniła się od tej "poprzedniej". Takie przejście jednak uniemożliwia negacja tej rzeczywistości, w której jesteśmy czy też "utknęliśmy". Nasza negacja, negacja utrzymywana w nas, zatrzymuje nas i nie pozwala zmienić rzeczywistości, przejść do innej.

Jeśli neguję coś w sobie, to znaczy, że to coś będzie mnie wciąż "nawiedzać" i "atakować". Ja-ego może sobie myśleć, że to robią inni. Ale tak naprawdę robię to sama sobie tyle, że nieświadomie. Jeśli będę wciąż wierzyć w to na przykład, że ktoś zazdrości mi tego, jaka jestem albo, że ktoś nie chce mnie puścić dalej lub nie pozwala mi pójść dalej, to takimi właśnie przekonaniami tworzę swoją rzeczywistość i dlatego nie jestem w stanie przejść dalej. Te moje myśli i związane z nimi uczucia, emocje i przekonania są jak węzły utrzymujące mnie w danej rzeczywistości, która jest taka, jaką ją "tworzę" czy raczej wybieram, by w niej istnieć. 

Prosty przykład: zrozumiałam, że to nie Karuna (moja piesa) kiedyś mnie zatrzymała (gdy we śnie mogłam stąd odlecieć statkiem kosmicznym), lecz moje przekonanie o tym, że beze mnie sobie nie poradzi. A przecież, gdybym nie miała takiego przekonania, to w tym śnie mogłam polecieć sobie do innej części kosmosu na dwudziestokilkuletnie wakacje... Wygląda na to, że nasze przekonania warunkują nawet nasze sny i wizje.  :-)

Zmiana rzeczywistości

To może być trudne, by pozwolić pozostać innym w ich własnych światach, wibracjach, częstotliwościach. Ale jest to przejaw "naszych" wzorców myślowych, przekonań i emocji. Na tym między innymi polega dostrajanie się do takiej rzeczywistości, jakiej pragniemy doświadczać (czy też...jakiej pragnie doświadczać nasza dusza) - na dokonywaniu zmian w sobie.

Wszystkie moje doświadczenia w życiu są ściśle powiązane z daną rzeczywistością i były oparte na moich najsilniejszych przekonaniach i lękach, pożądaniu i wszelkich mniej lub bardziej nieświadomych wzorcach. Każdy ma swoje doświadczenia, które są oparte na jego/jej najsilniejszych przekonaniach i lękach. One wyznaczają, określają stałe położenie "punktu scalającego" naszą świadomość (stałe umownie, dopóki nie dokonamy zmiany). Stałe położenie tego "punktu" ogranicza naszą świadomość, a co za tym idzie, także naszą percepcję - to, jak postrzegamy daną rzeczywistość i działania różnych ludzi w niej istniejących.

Dlatego, jeśli chcemy zmian, to każdy z nas i tak dokonuje ich indywidualnie; każdy indywidualnie dokonuje wyborów... świadomie lub nieświadomie.

Toltek, Don Juan Matus, przywiązanie do jednej rzeczywistości, do jednego świata określał jako "stan permanetnego utrzymywania punktu scalającego świadomość w jednym, stałym położeniu." Zmiana świadomości jest w tym przypadku związana z możliwością przesuwania położenia owego punktu scalającego. Poszerzanie świadomości jest umiejętnością płynnych zmian samego punktu scalającego świadomość czyli poszerzania zakresu zróżnicowanych częstotliwości indywidualnego pola energetycznego (np. punkt staje się sferą albo kulą).

Dla mnie nie ma powodu zmieniać rzeczywistości w jakiej jestem stosując jakiekolwiek naciski czy metody "siłowe". Wystarczy przesunąć swój "punkt scalający świadomość". Przesunięcie takie powoduje przechodzenie z jednej rzeczywistości do innej równoległej. Wtedy mogę przejść lub nawet przeskoczyć do innej rzeczywistości, nadal istniejąc w świecie fizycznym. Natomiast możliwość przejścia z jednego świata do innego świata wymaga czegoś więcej 

Ktoś może powiedzieć, że "różno-wymiarowe" światy to jakaś ściema. I będzie miał rację, ponieważ każdy z nas ma inną - różną wiedzę i… różną świadomość. Nie oceniam tego, czy lepszą, czy gorszą, po prostu INNĄ.

Świat "trójwymiarowy" zawiera się w świecie "czterowymiarowym". Świat "czterowymiarowy" w "pięciowymiarowym" itd... jak ruska baba w babie - matrioszka. Więc wystarczy zaakceptować świat, w którym jesteśmy, takim, jaki on jest, a wtedy nasz "punkt scalający świadomość" powiększy się i przesuwamy się wówczas - nie z jednej równoległej rzeczywistości do drugiej, lecz z jednego świata (wymiarowości) do drugiego (o innej wymiarowości) obejmując je razem swoją "wewnętrzną przestrzenią".

Transformacja wibracji - częstotliwości to przede wszystkim transformacja świadomości. Powiększanie zakresu wibracji - częstotliwości to przede wszystkim ekspansja świadomości w coraz większą wymiarowość.

Jestem teraz świadoma, że kiedyś wybrałam rzeczy do robienia, które nie były odzwierciedleniem "preferencji mojej duszy". Potrzebowałam takiego doświadczenia. Dokonywałam tych wyborów nieświadomie, ale zgodnie ze wzorcami (częstotliwościami wibracyjnymi), z którymi byłam "połączona". 

Całkiem też możliwe, że niektóre działania, które wykonuję, ale brak w nich pasji, są odzwierciedleniem preferencji mojej duszy, jednak nie potrafiłam tego uświadomić sobie. A przecież wszystko, czego doświadczam jest doskonałe. Tylko czasem zapominam o tym... Więc także i to, co wydawało mi się, że mnie nie ekscytuje albo że sprawia mi trudność, postrzegałam w taki sposób, który uniemożliwiał mi rozpoznanie tego, że każde moje działanie jest doskonałe (choćby zmywanie naczyń :-)) I jako doświadczenie jest mi potrzebne w równym stopniu, co te, które przychodzą mi z łatwością.

Najpierw potrzebuję zmienić swój system przekonań, by uwierzyć w to, że mogę robić to, co sprawia mi prawdziwą radość istnienia i co jest moim - powiedzmy - "przeznaczeniem". Wtedy cokolwiek robię staje się tym, co jest moim "przeznaczeniem". I mogę rozpoznać, że wszystko to, co robię, może sprawiać mi prawdziwą radość istnienia… Radość istnienia, która akceptuje także te trudniejsze doświadczenia.

Gdy ograniczam swoją ufność i wiarę w to, że mogę otrzymać od życia całkowite wsparcie, zamykam się na możliwości otrzymania tego wsparcia. Dlatego wzmacniam swoją ufność… Ufam całkowicie, że jestem wspierana w pełni przez Życie, Całość, Jednię. Nie oceniam, nie oczekuję, nie daję wsparcia negatywnym myślom o sobie, a także negatywnym myślom i ocenom o innych ani negatywnym myślom i ocenom innych o mnie. Rozumiem te myśli, rozumiem, skąd pochodzą, rozumiem, że ktoś może mnie oceniać pozytywnie lub negatywnie, ale wiem także, że takie doświadczenie np. by myśleć źle o sobie i o innych, nie jest mi już potrzebne.

Przypomniałam sobie, zrozumiałam i uświadomiłam, że jeśli kogoś oceniamy, znaczy, że w ten sposób oceniam też Siebie. Dokładniej - oceniamy pewne fragmenty - części Siebie jako Jedni, Całości. I pamiętam, że swoimi ocenami tworzę taki, a nie inny świat. Jeśli kogoś podejrzewam o niecne zamiary, niecne cele, zdradę czy zazdrość, to znaczy, że samą siebie w taki sposób postrzegam i taki świat kreuję. I doświadczam takiego świata; w takim, a nie innym świecie żyję. Czym innym jest zrozumienie, w jaki sposób działamy, gdy mamy niecne cele, zdradzamy czy zazdrościmy innym itp i dlaczego tak, a nie inaczej działamy... 

Kiedy czułam reakcję emocjonalną na to, że "ktoś mnie zaatakował", to tak naprawdę znaczyło, że moja wersja tej osoby czy mój sposób postrzegania i rozumienia (lub raczej nierozumienia) działania tej osoby, odzwierciedlał dokładnie to, co jakaś część mnie samej czuła wobec innej części siebie. Ale mogę po prostu obserwować zachowania innych. Obserwując mogę zauważyć prawdziwe powody takiego czy innego zachowania i zrozumieć... na przykład w ten sposób, że nie jest to atak na mnie, lecz ta osoba sama z czymś sobie nie radzi. Z powodu przywiązania, "utknięcia" w pewnych wzorcach myślenia i działania  ego-ja.

A jeśli daję się nabrać i reaguję emocjonalnie na czyjeś oceny czy zarzuty pod moim adresem albo na czyjeś działania, to znaczy, że jakaś część mnie uważa to za prawdziwy atak. I mogę wtedy poczuć wdzięczność, gdy to dostrzegę. I mogę wtedy powiedzieć: dziękuję, że mi to pokazujesz, bo dzięki temu widzę, że jeszcze nie zaakceptowałam, nie pokochałam siebie samej całej... Kochając siebie samą (siebie w innych i innych w sobie) zmieniam wersję innych w swojej rzeczywistości, a tym samym przesuwam się do innej, równoleglej rzeczywistości, a nawet do innej "wymiarowości" czyli innego świata... wciąż żyjąc na Ziemi. Nie muszę umierać, by zmienić "miejsce", ale tak naprawdę potrzebuję zmienić swój "sposób istnienia" czy "przejaw.

Ktoś może nadal obrażać innych, posądzać ich o zazdrość, zdradę, o wiele strasznych rzeczy, ale ja otrzymam taką wersję tej osoby, jaką sama stworzę... swoimi myślami, emocjami, przekonaniami. Jeśli widzę, że taka osoba wysyła obelgi pod adresem innych, to po prostu rozumiem przyczyny takiego zachowania. Kiedyś robiłam tak samo. I dzięki temu, że nie wyparłam się tego sama przed sobą, teraz rozumiem, dlaczego robiłam to kiedyś i dlaczego inni nadal tak robią. I to zrozumienie właśnie pozwala mi odczuwać miłość do takiej osoby. Wiem, że ona żyje jeszcze w iluzji... w nieświadomości tego, co czyni" czyli pod wpływem nieuświadomionych wzorców myślowych i zachowań. Co mnie samej przecież nadal jeszcze się zdarza (choć coraz rzadziej i coraz bardziej świadomie)

Jeśli ktoś mówi o mnie albo pisze, że jestem "zła, zazdrosna, pełna złości i nienawiści", to znaczy, że ta osoba ma dokładnie takie lęki wobec samej siebie, tylko, że nie jest tego świadoma. I ta osoba jeszcze nie kocha siebie samej w pełni. Taka osoba przenosi na mnie swoje projekcje. Ale daje mi ona w ten sposób możliwość przyjrzenia się sobie samej i zdecydowania: czy jej sposób postrzegania mnie jest prawdziwy dla mnie; czy chcę tak właśnie postrzegać samą siebie?

Co mogę w takiej sytuacji zrobić? Znależć w sobie taką przestrzeń i takie wibracje, które pozwolą innym przyjrzeć się temu, czy rzeczywiście chcą mnie-siebie postrzegać właśnie w taki sposób, jak to wyrażają; czy chcą, by taka była ich prawda o mnie-sobie. Kochając innych za to, że dali mi sposobność, bym mogła pokochać siebie pełniej, przyjmuję dokonywanie ich "wyborów", w jaki chcą widzieć mnie-siebie.

Doświadczanie rzeczywistości nie jest prawdziwe w tym sensie, że często sobie coś wyobrażamy o kimś, "projektujemy" na innych nasze własne słabości, lęki czy przekonania. Ktoś może mieć swoją wersję mojej osoby oraz swoją wersję swojej własnej osoby. A ja mogę mieć swoją wersję swojej własnej osoby oraz swoją wersję tej drugiej osoby. Te nasze wersje mogą znacznie różnić się od siebie. I to jest iluzją. Nie widzimy siebie wzajemnie takimi, jacy jesteśmy, ponieważ prawdę o nas przesłania nam mgła iluzji.

Przejście "między-wymiarowe" i Piąty Świat Harmonii

Piąty Świat Harmonii przepowiadali Majowie, Hopi i być może jeszcze inni ludzie mający dostęp do wcześniej głęboko ukrytej wiedzy. Hopi twierdzą, że istnieje dziewięć światów, ale Piąty Świat Harmonii istnieje zawsze pomiędzy czterema "z przodu" i czterema "z tyłu".

Pisałam kiedyś:
Były sobie… cztery światy:
1. matriarchalny
2. patriarchalny
3. matriarchalny
4. patriarchalny
5. świat harmonii
itd.
Każdym zawiadywał jeden “bóg albo bogini” – jeden żywioł… i pewne wzorce stanowiące coś w rodzaju "matrycy" danego świata. A teraz - jak twierdzą niektórzy z pośród Hopi i Majów - kończy się ten czwarty i… mamy możliwość przejścia do Piątego Świata Harmonii. Inni twierdzą, że przechodzimy do Szóstego... I to możliwe, skoro istniejemy w różnych światach... Jedni przechodzą do Świata Harmonii, a inni do innych światów...

Wiem, że w tym Piątym Świecie “króluje” piąty żywioł –eter-(link) {z całkiem innymi "wibracjami" - częstotliwościami, które łączą w  sobie w harmonii wszystkie cztery żywioły} I albo przejdziemy do tego Piątego Świata Harmonii albo zostaniemy cofnięci do początku któregoś z tych czterech światów {"z przodu" lub "z tyłu" owego piątego}. Takie jest moje przypomnienie.

Wcześniej pisałam też wielokrotnie o "Powrocie Bogini". Powrót Bogini jest potrzebny do zharmonizowana energii kobiecej i męskiej w sobie (dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn), aby ci, którzy są na to gotowi, przeszli do tego Piątego Świata Harmonii, w którym dwie "biegunowe" siły nie są już traktowane jako przeciwieństwa, lecz dopełniające się wzajemnie wibracje. W każdym z nas jest Anima i Animus. Możemy je w pełni zharmonizować w sobie jako: ŚWIADOMOŚĆ I UMYSŁ... w JEDNI.

Z poziomu tego świata całe życie, wszystko, co istnieje, współistnieje jednocześnie. Na tym poziomie przestajemy być zależni od liniowego postrzegania czasu i przestrzeni. Możemy nawet zacząć doświadczać wszystkich naszych żywotów jednocześnie, w tym samym momencie. I będziemy sobie w stanie z tym poradzić.

Przejście to polega na rozpuszczeniu "twardej" czy też "gęstej" struktury świata "czterowymiarowego" i otwarcie się na bardziej "poluzowaną" strukturę świata "pięciowymiarowego". Poprzez "wpompowywanie w te struktury wibracji, które nazwę MIŁOŚCIĄ... Takie poluzowywanie struktury pozwala istnieć bardziej w tu i teraz (poprzez rozwiązanie supłów nici energetycznych, które przywiązują nas do przeszłości i/lub przyszłości). Poszerza się w ten sposób zakres wibracyjny - zakres częstotliwości energii naszych ciał i poszerza się nasza (samo-)świadomość. W ten sposób stajemy się coraz bardziej świadomi życia, istnienia w TU i TERAZ, w bieżącej chwili w przestrzeni, która staje się coraz mniej "zdefiniowana"... poza czasem lub czasie ZEROwym. Wszystko, co istnieje i z czym może łączyć się nasza świadomość istnieje właśnie w TU i TERAZ.
W temacie: Moje doświadczenie z powrotem do PRA-DOMU

Uwalniając swoje więzy z daną rzeczywistością (albo "wariantem rzeczywistości") zyskujemy w ten sposób coraz większy dostęp do Pola Wszelkich Możliwości, dzięki czemu w naszym istnieniu pojawia się coraz większa synchroniczność i elastyczność przejść czy przesunięć w czasie i w przestrzeni. Poszerza się wtedy nasza percepcja, uaktywniają się dodatkowe zmysły i możemy zacząć postrzegać coraz to więcej z innych rzeczywistości (równoległych "wersji"), innych światów, innych "wymiarowości". I możemy zacząć postrzegać je na nowo… 

Nasze przekonania są jak filtry, które nie pozwalają nam dostrzec tych "innych" rzeczywistości. A przecież możemy spokojnie doświadczać tak zwanej "wielo-wymiarowosci" w tym fizycznym świecie.

Ciekawie o piątym wymiarze mówi niejaki Bashar: "Piąty wymiar jest ostatnim poziomem całkowicie fizycznej rzeczywistości"  oraz: "Poza nią istnieje rzeczywistość bardziej niefizyczna". Według Bashara na poziomie piątego wymiaru możemy wybrać m. innymi również życie, które z fizycznego poziomu rozumienia znajduje się w przeszłości wobec tego obecnego. Interesujące...

Z tego by wynikało, że jeśli ktoś będzie chciał powrócić na przykład do Starożytnego Egiptu albo na Atlantydę lub do swojego poprzedniego życia, to będzie miał taką możliwość. Ale tym razem może "powrócić" tam z poziomu świadomości "pięciowymiarowej". Jeżeli ktoś przejdzie do tych wibracji  poszerzając zakres swoich częstotliwości i jeśli będzie potrzebować takiego doświadczenia, by w ten sposób się rozwijać, dokładnie tego doświadczy.


Wśród obecnie żyjących jest wiele takich dusz, które kiedyś "przybyły" na Ziemię z tego z Piątego Świata - poziomu (pięciowymiarowego), ale na jakiś czas znowu tu "utknęły", ponieważ jeszcze niektóre ich wibracyjne częstotliwości "skleiły się" z wzorcami matrycowymi tego świata. Daliśmy się złapać jak... muchy w sieć pajęczą. :-) Ale część z nas już sobie o tym przypomniała, część właśnie przypomina, a jeszcze inna część wkrótce (- jakże to względne pojęcie) sobie o tym przypomni, dlaczego tutaj jesteśmy. 

____________________________________________

POMOSTY:

Sen o łączeniu różnych tożsamości.

Sen o kokardkach [na niciach połączeń] i motylach.