czwartek, 23 stycznia 2014

KIMATYKA


Przedstawiam film, który z wielu powodów wydaje mi się interesujący. Nie traktuję przedstawionych w nim informacji jako "prawdę ostateczną i jedyną", lecz jako inspirację do głębszego przyjrzenia się pewnym zjawiskom zachodzącym w historii oraz tzw. psychice ludzkości.

"Poznanie naszej własnej mrocznej strony to najlepszy sposób radzenia sobie z mroczną stroną innych." C.C.Jung

"To nie przypadek, że ekspresja artystyczna i rytuały stały u podstaw starożytnych cywilizacji. Sztuka stanowiła osobistą metodę wyrażania ciemnej strony psychiki człowieka i uświadamiania jej sobie. Spełniała funkcję psychoterapii. Rytuały odbywały się według zjawisk astrologicznych. Jak wiadomo, badanie położenia gwiazd i planet odzwierciedla naszą własną astropsychologię. Szamani wykonywali rytuały według zjawisk astrologicznych skorelowanych z rytmem dobowym czy cyklem psychologicznym. Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych. Dopóki ludzie w ten sposób "stawiali czoła" czy też pozwalali w ten sposób przejawiać się własnym, wewnętrznym "demonom" i akceptowali je w sobie jako swoje, nie projektowali ich na świat fizyczny ani na innych. Mieli ich świadomość."

Projekcja odbywa się tylko wtedy, gdy owe własne "demony" są wyparte do nieświadomości, odrzucone w "strefę Cienia".

" Jeśli wydobędziesz na wierzch, co jest w tobie, to co wydobędziesz, ocali cię.
Jeśli nie wydobędziesz tego, co jest w tobie, wtedy to, czego nie wydobędziesz, zniszczy cię." - Chrystus ze Zwojów z Morza Martwego.

"Pojawienie się systemów, które zmusiły człowieka do wyparcia się jednego z biegunów ludzkiej dualistycznej natury, powoduje życie w ciągłym napięciu, lękach, strachu i wewnętrznej walce.
Obniża się w ten sposób odporność ludzi i całych społeczeństw. Dlaczego wciąż są niszczone plemiona szamańskie żyjące w harmonii z całą naturą, w tym także w harmonii z dualnością ludzkiej natury? Zatraciliśmy swoje korzenie.

Ego stale czuje się niepewne i ma potrzebę kontrolowania. Ego jest w nas czymś podrzędnym, ale zachowuje się, jakby było najważniejsze. Stąd ten rozłam pomiędzy ego a nieświadomością czy jażnią. Działa tu też rodzaj komleksu Mesjasza, gdy projektujemy ideały (rolę) zbawiciela na kogoś oczekując, że nas ocali, bo sami nie chcemy się z tym zmierzyć i zrozumieć, dlaczego czujemy się niepewnie i dlaczego czujemy, że nie mamy wystarczającej siły, by kierować swoim życiem. Ruch New Age jest kolejną pułapką, w którą ludzie mogą wpaść... poszukują czegoś tak usilnie, że przyjmują wszystko [lub to, co im odpowiada], co zostanie im podane. Ale te wybory nie opierają się to na prawdziwym zrozumieniu. Przyswajamy wtedy jedynie nowe poglądy religijne [w "udoskonalonej" formie]. Ludzie poszukują czegoś nowego, nowego typu duchowości, chcąc poprawić siebie, coś zmienić, ale cały ten proces został przejęty… [przez stare systemy]. Tak naprawdę może to doprowadzić ludzi do kolejnego typu grupowej mentalności czy religii New Age, czy czymkolwiek to jest, a ludzie i tak wciąż nie będą w stanie uwolnić się od tego i podążać swoją drogą, swoją ścieżką, co przecież jest bardzo istotne" [dla naszego rozwoju]. - Henrik Palgren

"Nikt nie jest zniewolony bardziej niż ci, którzy błędnie wierzą w swoją wolność" 
J.W.Goethe

"Ludzie czują smutek, samotność i pustkę i chcą ją zapełnić materializmem [albo pseudo rozwojem duchowym] sądząc, że poczują się dzięki temu lepiej. Dlatego ludzie potrzebują stłumić poczucie pustki na przykład posiadając przedmioty [albo wywyższając się w jakikolwiek sposób nad innymi]. 

Wszyscy mamy swoje wewnętrzne "demony", ale (…) naszymi demonami są codziennie spotykani ludzie. Ludzie, z którymi się sprzeczamy, ludzie którym zazdrościmy, lub których nienawidzimy [także ci, których posądzamy o różne straszne rzeczy...] Ci, których krzywdzimy fizycznie i emocjonalnie. I nie tylko dlatego, że im zazdrościmy albo nienawidzimy czegoś w tych ludziach, ale dlatego, że nienawidzimy tego, iż nam przypominają o nas samych. Odzwierciedlają te nasze cechy, których chcielibyśmy mieć więcej albo te, których nie chcielibyśmy mieć wcale. Więc co robimy?

Łagodzimy ból nie przez zmianę czy rozpoznanie własnych demonów, ale przez walkę z osobami, które nam o nich przypominają... poprzez krzywdzenie ludzi przypominających nam cechy, ktorych u siebie nie lubimy. A gdy - nie wiedząc czemu - stajemy się sfrustrowani tak, że nie panujemy nad emocjami, obwiniamy za to innych, winimy za to dosłownie wszystko, co może być katalizatorem naszej nienawiści. 

To samo robimy zwierzętom [i dzieciom]. Zwierzęta [i dzieci] są wprost idealne do tego, bo nie potrafią się bronić. (...) Jednak coś innego jest bardziej niebezpieczne niż to, że ludzie są okrutni wobec zwierząt, bo wszysy już o tym powszechnie wiedzą [o procederze uprawiania okrucieństwa wobec zwierząt]. Mnie niepokoją ludzie, którzy sprzeciwiając się bestialstwu, znęcaniu się nad zwierzętami i sądzą, że są tacy prawi, że czują się usprawiedliwieni, by krzywdzić innych w odwecie. Bo ci inni są nieświadomie okrutni, a ci niby bardziej uduchowieni, stają się okrutni [niby w inny sposób] i czują się z tym zupełnie w porządku. Czują, że ich obowiązkiem jest wymierzyć tamtym sprawiedliwość jakby byli przedstawicielami jakiejś władzy. [Są nieświadomi swojego własnego okrucieństwa i tego, że ranią innych.] Takim ludziom będzie o wiele trudniej załapać, dlaczego przyciągają tyle wewnętrznej nienawiści i złości. Wydaje się, że zupełnie nie rozumieją [ani nie dostrzegają] tej samej nienawiści w sobie.

Co więc robimy, by tylko nie spotkać się z wewnętrznymi "demonami"? Gdy nagle uświadomimy sobie: "chwila, może to nie w porządku, żeby krzywdzić inne stworzenia", ego podsuwa nam jakąś bardziej ezoteryczną [wysublimowaną] formę okrucieństwa, byśmy przejawiali tę samą nienawiść, tę samą postawę wzburzenia, złości, ale na inny sposób; skierowaną na inną grupę ludzi [czy zjawisk].

Ale zawsze i tak ludzie kiedyś w końcu poczują pustkę i zniecierpliwienie bez względu na to, ile razy przenosili winę na kolejne osoby czy grupy [czy zjawiska]. Potrzebujemy w życiu chaosu, pragniemy destrukcji, błagamy o katastrofy. Ponieważ bez tych wszystkich "złych zdarzeń" działających jako rodzaj egzorcyzmu albo katalizatora [dla naszych nieuświadomionych wewnętrznych demonów], zaczynamy dostrzegać to w sobie, a tego nie chcemy [nasze ego tego nie chce].

Możemy się uporać z wojnami, z terroryzmem, z upadkiem giełdy czy kryzysem ekonomicznym [a może nawet z apokalipsą]. Ale naprawdę boimy się, żeby nie zacząć zauważać swojego wewnętrznego chaosu. Przyjmiemy milion takich wydarzeń jak 11.września, byle ani na chwilę nie ujrzeć naszej samo-nienawiści.

A najciekawsze jest to, że codziennie spotykamy się z rzeczami, które albo akceptujemy albo odrzucamy. Istotnie jest nie tyle to, co akceptujemy, a co odrzucamy, ile co jest w nas takiego, że ciągnie nas do jednych rzeczy, a od innych odrzuca. Istnieje podstawowy dualistyczny konflikt siły i słabości, przyciągania i odpychania. Kiedy uświadomisz sobie, że świadomość, ta niepojęta esencja ożywia materię, by ona stała się otaczającym nas życiem, wtedy odnajdujesz źródła tego konfliktu. Wyjaśniono to jako wdech i wydech Brahmy, regres i rozwój Arymana i Lucyfera w ujęciu antropozoficznym… jony dodatnie i ujemne elektryczności, siła męska i żeńska, yang i yin, istnienie i pustka... To wszystko są sposoby na opisanie tego samego procesu behawioralnego, który ma swój początek w świadomości. A jeśli [choćby na moment] pozbędziesz się z umysłu wszystkich obrazów, koncepcji i postarasz się poczuć różnicę między tymi dwoma biegunami, zauważysz, że wszystkie scenariusze i możliwości pojawiające się na świecie, miały początek we wspólnym źródle.

Milion osób powie ci, dlaczego Biblia jest słowem bożym i powinieneś trzymać się treści jej słowa, a inny milion osób powie ci, że to tylko forma kontroli umysłów i nie warto w to wierzyć. Wszyscy powiedzą ci, na co uważać i co powinieneś wiedzieć, które informacje są dobre, a które złe. A ja się zastanawiam, co czyni ludzi autorytetami mogącymi mówić innym, co jest prawdą, a co fałszem? I dlaczego przeczysz czemuś albo akceptujesz coś na podstawie sugestii innych? Czemu sam o tym nie zadecydujesz? Informacja jest tylko informacją. Nie ma czegoś takiego jak dobra lub zła informacja. Jest tylko to, co z nią zrobisz. Wszystko może być Biblią. Możesz podejść do każdej informacji, osoby czy zdarzenia z otwartym umysłem [i sercem]. Bo to Twoja odpowiedzialność, by zareagować w wybrany sposób. Nie oglądaj się na stado, ani na konwenanse - to Twoja odpowiedzialność. To jest punkt, w którym bez względu na to, ile osób powie Ci, że robisz coś dobrze albo żle, nie bedziesz uzależniony od ich akceptacji. (…) Według mnie to właśnie oznacza bycie prawdziwie żywym.

Cała rywalizacja, którą dziś widzimy, niszczenie się, wojny, ściganie się o sprawy materialne, rabowanie planety i rozrywanie jej na strzępy, by móc poczuć, że wygrałeś, wszystko to jest destrukcyjne, nie tylko dla samej planety, ale całej dla ludzkiej cywilizacji. Bo nasza cywilizacja rozkwita dzięki współpracy, a umiera przez współzawodnictwo."

"Skutecznie niszczymy samych siebie nienawiścią udającą miłość.

Życie pełne jest bólu i prawdopodobnie jedynym bólem, 
którego możemy uniknąć jest ból biorący się z prób uniknięcia bólu. 

R.D. Laing

Wszystkie cytaty pochodzą z filmu pt. "KYMATICA:


https://www.youtube.com/watch?v=Gkz8PES6hkw

wtorek, 21 stycznia 2014

PRZEBUDZENIE SZMARAGDOWEGO STRAŻNIKA… I ODZYSKANIE SZMARAGDOWEJ TABLICZKI


A może przebudzonym Szmaragdowym Strażnikiem jest… przebudzona świadomość BUDDY Amoghasiddhi – “Niezawodna Moc", "Wypełniający Cele”? Połączona w harmonii ze świadomością... Zielonej TARY?

Amoghasiddhi jest Buddą kierunku północnego. W ikonografii jest przedstawiany jako zielony. Jak pozostałych czterech Dhjanibuddów, przyporządkowana jest mu mentalna trucizna, od której uwalnia praktykującego. Tą trucizną jest zazdrość, którą Amoghasiddhi przekształca w Mądrość skutecznego działania. Prawą dłoń układa w mudrze nieustraszoności, która potrzebna jest we wszystkich aspektach życia, zwłaszcza duchowych. Ta sama mudra reprezentuje ochronę, która również jest potrzebna nie tylko przed zagrożeniami świata zewnętrznego, ale także przed nami samymi. Nasza ignorancja i pomieszanie na wiele sposobów manipulują naszą percepcją, by realizować nasze zachcianki. To uniemożliwia nam widzenia prawdy, dzięki której możemy przynosić korzyści innym. Mając to na uwadze, Amoghasiddhi jest przewodnikiem, który wprowadza nas na ścieżkę bodhisattwy z nieustraszonością i obdarza ochroną przed przeciwnościami. ” - WIKIPEDIA

http://maria-mikhailas.com/tibetan-buddhist-inspirations/

http://www.indianetzone.com/photos_gallery/43/Amoghasiddhi.jpg

Budda to osoba i stan… świadomości, jaki reprezentuje ta osoba.

Żeńskim aspektem Buddy Amoghasiddhi jest Zielona TARA – "Matka Wyzwolenia"… reprezentująca ŚWIADOMOŚĆ PEŁNEGO PRZEBUDZENIA, OŚWIECENIA. Przebudzenie nie jest ani męskie, ani żeńskie. Jest raczej połączeniem tego, co męskie i żeńskie w pełnej harmonii.


"Samo imię Tara ma dwa znaczenia. Pierwsze to „Wyzwolicielka”, a drugie, mniej znane to „Gwiazda Przewodnia”. W języku tybetańskim Tara nazywana jest Dzietsunma Pagma Drolma. „Dzie“ można przetłumaczyć jako „godna pochwały” albo „wzniosła”, ponieważ jest najlepszym “schronieniem” w uwarunkowanym świecie, także po osiągnięciu wyzwolenia. Następna sylaba, „tsun“ oznacza „czcigodna” i wskazuje na to, że cała aktywność i wszystkie działania Tary są całkowicie pozbawione błędów. „Ma“ to cząstka, której obecność podkreśla, że Wyzwolicielka jest kobietą (reprezentuje aspekty Wielkiej Matki). „Pagma“ jest odpowiednikiem sanskryckiego „arya“ i oznacza „wyższa, szlachetna”, przy czym „ma“ wyraża, że jest ona matką wszystkich buddów. Rozumieć można to tak: najgłębszą naturą umysłu jest dharmadhatu, istota samej rzeczywistości, a wszyscy buddowie „powstają” z tego wglądu. Tybetańskie słowo „Drolma“ ma to samo znaczenie, co sanskryckie imię Tara, czyli `„Wyzwolicielka” z uwarunkowanego świata."

Zielony/a Buddo-Tara

http://www.flickr.com/photos/shankargallery/148973684/

http://unbornmind.com/myblog/wp-content/uploads/2013/10/amoghasiddhikey.jpg

http://karmayeshe.blogspot.com/2009/07/green-green-tara.html

I moja "szmaragdowa tabliczka":

http://karmayeshe.blogspot.com/2009/07/green-green-tara.html
Te wstęgi okalające Tarę… są jak węże…wzorce umysłu, które "ujarzmione" zostają przez "Wyzwolicielkę"*)… (O znaczeniu i symbolice węży pisałam sporo ;-))

______
dodane 2.2.2014:
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/05/swiato-w-krysztaach.html:

___________

Mandala Zielonej Tary z jej 21. aspektami:
http://www.exoticindiaart.com/product/paintings/goddess-green-tara-mandala-with-syllable-mantra-TT54/

Powoli “budzeni” są i będą - w nas - wszystkie podstawowe formy świadomości Budda. Jest ich - jako podstawowych - pięć, w pięciu kolorach… jak pięć żywiołów…

http://thangka-art.blogspot.com/2013/11/the-five-buddhas.html

Ktoś napisał:
"Szefem bandy jest Biały Budda – Wairoczana. Jak ktoś ma szczęście to jego manifestacje są dostępne bardzo często w “necie” choć nie tak potężne jak Buddy Akszjobii bo się lemingi płoszą o swoje mózgi (IPody) więc chwilowo jest manifestowany na ułamki mocy.”

To, który z nich jest “szefem” i zajmuje “centralną pozycję” zależy od “tradycji”, “kierunku”, “pamięci” i tego, jak oni… się sami ustawią. ;-)
Tu zielony w centrum:

Tu biały w centrum:
http://www.galeriadosignificado.com.br/wp-content/uploads/2012/11/1692X1775-CINCO-DHYANI-BUDDHAS.jpg

Biały budda jako “szef” pochodzi z buddyzmu wadżrajany.

Ten kierunek opiera się całkowicie na poznaniu poprzez umysł…przy mocno “ograniczonej przestrzennie” świadomości. To kierunek poznania opartego na umyśle. Ignorancja zaś wynika z tego, że “umysł zaślubia umysł”, co ogranicza przestrzeń świadomości. Pisałam o tym w temacie TAO-DAO i harmonii pól yang-yin np. tu: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2014/01/o-boginiach-marii-magdalenie-i-zenskich.html


Istnieje też podobno… Pięć Słońc, Pięć Światów… Pięć Żywiołów… Pięć głównych “systemów”. Każdy system może uznać za “przewodnika” albo jednego z pięciu Buddów.
Pięć “aspektów natury” Buddy:
- nienawiść, która transformowana jest w świadomość – mądrość “podobna zwierciadłu”, która pozwala dostrzec siebie w każdej z nieskończonej ilości form przejawu świadomości buddy
- zazdrość, która transformowana jest w świadomość – mądrość “doświadczeń” i wiedzy z nich płynącej.
- pożądanie/przywiązanie, które transformowane jest w świadomość – mądrość zrozumienia różnorodności
- duma (próżność ego), która transformowana jest w świadomość – mądrość “doświadczeń” i wiedzy z nich płynącej – świadomość jedni jako całości, świadomość połączenia ze sobą wszystkiego, co istnieje.
- niewiedza (ignorancja), która transformowana jest w świadomość zrozumienia i “poszerzonej przestrzeni”, ponieważ ignorancja wynika z tego, że “umysł zaślubia umysł”, co ogranicza przestrzeń świadomości.

Dopiero Całość jako “Pięcio-Budda” jest świadomością Wszechprzenikającej Mądrości.

Ale istnieją też inne “układy”. Tu na przykład jest ośmiu - osiem manifestacji świadomości buddy:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/5/5d/BuddhaLoutsSm.jpg/300px-BuddhaLoutsSm.jpg  Ale to chyba pomyłka, bo są tu przedstawione aspekty - manifestacje Tary…

Przypomnę jeszcze o liczbie 108 jako “doskonałych cech buddy…
"108 – liczba, która w Indiach i na Dalekim Wschodzie symbolizuje doskonałość i uważana jest za liczbę świętą albo magiczną." Choć manifestacji tej świadomości jest znacznie więcej… we wszystkim, co istnieje.

I budzone są w nas wszystkie podstawowe formy świadomości Tara,


których jest… podobno 21.

http://danzanravjaa.typepad.com/my_weblog/2007/08/

Choć manifestacji tej świadomości jest znacznie więcej… we wszystkim, co istnieje.

http://www.traveling-light.net/emporium-thangkas-greentara3.shtml

I TARA z jej 21. aspektami… oraz z… Misą Uzdrawiającej Mocy:

http://www.thubtenchodron.org/PrayersAndPractices/homage_to_the_21_taras.html

Przypomniało mi się, że w Kwiecie Życia - Drzewie Życia **), który kiedyś zobaczyłam jest 21. widzialnych "czakr" - płatków… oraz 5. płatków podwójnych… Dla mnie niesamowite… pisałam:

O Misie Uzdrawiającej Mocy: http://tonalinagual.blogspot.com/2013/08/wenus-planeta-gwiazda-czy-galaktyczne.html

"Om tare tuttare ture soha"...


*) takie skojarzenie: wzorce umysłu... jako węże "ujarzmione" przez "Wyzwolicielkę"…



**) Wygląda na to, że ktoś majstrował coś na moim blogu i zablokował kilka moich notek, ponieważ odkrywam, że kilka moich notek było niedostępnych w necie… na przykład notka pt. DRZEWO ŻYCIA I POZNANIA ORAZ OWOCE JEGO - wyświetlał się napis, że "taka notka nie istnieje"… hm… Uaktualniłam ją. Istnieje.

POMOSTY:
"W czasie walki z korony Lucyfera wypadł wielki szmaragd, który spadł na ziemię i tu został przerobiony na św. Graala?" Korona, z której wypadł szmaragd?: 
A "klejnoty w koronie"… to Szmaragdowe Przymierze?
Lucyfer, Thot, Metatron… jedna osoba o wielu imionach?


Kwiat życia -> Mantra, Yantra, Tantra… Dźwięk (wibracja, częstotliwość), Geometria (synchronia, harmonia fal),  Manifestacja (przejaw w materii tkaniny przejrzystego światła)...



p.s. Interpretacje "Szmaragdowej Tabliczki" czy "Szmaragdowych Tablic", których dokonał THOT, Metatron (zaszyfrowanie zgodne z wzorcami jego osoby-osobowości) zostały… odkodowane. ;-)

Mantra Gayatri jest uważana za matkę wszystkich mantr.






poniedziałek, 20 stycznia 2014

MÓJ STARY BĘBEN JAK NOWY...

Mój stary bęben z nową energią:


Któregoś styczniowego dnia spojrzałam na bęben i... zobaczyłam w nim ptaka… i wydobyłam go z naturalnej faktury bębna… wzięłam farby i delikatnymi muśnięciami pędzla - jakbym malowała piórem - wysnułam kształt tego ptaka…

Uwielbiam grać na bębnie, kiedy niesie mnie rytm, a ja czuję wewnętrzne połączenie z Ziemią i Kosmosem ;-) poddać się przepływowi rytmów w harmonii z tym, co się zadziewa, co mnie otacza i pulsuje we mnie… w moim sercu i poprzez ciało… I śpiewać do rytmów bębna…

Ale i posłuchać czyjegoś grania jest cudownie. Dziś Altea umieściła u siebie filmy z muzyką bębnów - SHAMANIC MEDITATION... a ja wczoraj grałam na swoim bębnie dla innych kobiet. Kobiety także grały na bębnach i grzechotkach… Tańczyłyśmy, śpiewałyśmy…  przypominając sobie... odwagę wyrażania siebie poprzez rytmy, taniec, dźwięki i przypominając sobie harmonię współbrzmienia... A dzisiaj słuchałam, jak grają inni…



I jeszcze kilka pieśni: 




niedziela, 19 stycznia 2014

LEŚNO-POLNA MANDALA MARTYNY








Zachwyciła mnie...

WOLNOŚĆ OD PRZYWIĄZANIA DO PRZEDMIOTÓW...

 zapiski z dnia 20.listopada 2013

łatwo jest krytykować innych, prawda? ;-) Trudniej widzieć te cechy u siebie. O “lustrze” przypomnę: kiedy mnie denerwuje coś u innych (i w myślach złoszczę się na nich) znaczy to, że
n i e ś w i a d o m i e
czynię to sama…
Może nie identycznie, może podobnie, może w mniejszej albo większej "skali" niż ten ktoś, kto jest moim lustrem, ale robię, a na pewno "kiedyś" robiłam to (lub będę robić albo robię w wiecznym TU i TERAZ…) *)

Znalazłam znany cytat:
„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka [tkwi] w twoim? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.”

Nie zauważamy swoich wad, ale bywa i tak, że ulubimy dostrzegać je i wytykać te wady u innych… zrzucając innym, że na przykład… materialnie są nienasyceni.

Czy wiesz, co znaczy wolność od przedmiotów? To znaczy na przykład, że masz różne przedmioty, ale gdy na przykład stracisz je, nie będziesz ani chwili ich żałować. No może tylko przez ułamek sekundy. Ale ten ułamek w pewnym momencie może mieć znaczenie.

Wolność od przywiązania do przedmiotów… można sprawdzić w praktyce. Można zrobić prosty test… Wybierz na przykład jakiś bardzo cenny dla Ciebie przedmiot. Naprawdę cenny i ulubiony przez Ciebie. A potem oddaj go komuś, kogo może nie znasz; albo komuś, kto nie musiałby czuć się wdzięcznym albo zobowiązanym do rewanżu… Puść to, jak pięknie przystrojoną łódeczkę z kory na wodę… i nie żałuj ani przez moment. A wtedy sprawdzisz swoją wolność od przedmiotów…

Wystarczy zrobić tak raz. Jeśli zrobisz to i poczujesz radość, że kogoś obdarowałaś/łeś i nie będziesz oczekiwać za to czyjejś wdzięczności, jeśli nie będziesz ani chwili żałować, że to zrobiłaś/łeś, wtedy… Nie potrzeba już rozdawać wszystkiego. Wystarczy ten jeden raz, by sprawdzić, czy jesteś wolna lub wolny od przywiązania do przedmiotów. Wtedy możesz mieć wiele, możesz być nawet bogaty, jeśli potrzebne Tobie (albo raczej Twojej duszy) takie doświadczenie.

Za jakiś czas można jeszcze raz to powtórzyć w innej wersji ;-)
A potem jeszcze raz… najlepiej… do trzech razy sztuka ;-D

W ten sposób też “uzdrawiamy” swoją nadmierną emocjonalność – tę “negatywną”, kiedy uwalniamy się od przywiązania do rzeczy. Podobnie jest z przywiązywaniem się do ludzi, ich opinii i naszymi oczekiwaniami wobec innych…

Kiedyś się złościłam, gdy ktoś coś mi zniszczył. Wszystko jedno, małą czy dużą rzecz. Im większą wartość tej rzeczy przypisywałam, tym większą złość czułam. Nawet, gdy rzecz została zniszczona  przez tak zwany przypadek… czyli "niechcący".

Dlatego teraz rozumiem, gdy ktoś się złości, bo też tak kiedyś robiłam, Teraz wybrałam inaczej reagować w podobnych sytuacjach. Uśmiecham się w środku, żegnam się z tą rzeczą i ‘żyję spokojnie dalej’ ;-) Jednak dzięki temu już na przykład nie biorę czyjejś złości ‘do siebie’. I mogę kochać taką osobę... taką, jaką jest, nawet pełną złości i “negatywnych” emocji… nawet wobec mojej osoby.

Każdy z nas jest taki, jaki jest. Jakiś Ktoś i jakiś Nikt też. Kiedy na przykład zaczynamy dostrzegać czyjeś kłamstwa i potraktujemy go/ją jak lusterko – to dobry znak, bo możemy także zacząć dostrzegać swoje własne, skrzętnie przed sobą ukrywane kłamstwa. Do tego potrzebna jednak spora odwaga… Powiedzieć sobie KONIEC OKŁAMYWANIA SIEBIE. I wtedy zaczyna się proces “odkłamywania”. Może być długi i momentami bolesny. Dla niektórych może być to za trudne… Podobnie jest z różnymi “cechami charakteru” i sposobami działania… Tak samo z czyjąś złością.

Też kiedyś złościłam się, kłamałam i oszukiwałam – samą siebie i innych… nieświadomie. I nawet teraz nadal muszę być bardzo uważna, by wyłapywać w porę moment, w którym umysł staje w gotowości, by rozkręcić jakąś “karuzelę” natrętnych myśli i ewentualnych kłamstw związanych z jakimiś przekonaniami, wzorkami i lękami, które łatwo zamieniają się w fobie powiązane z “namiętnymi” emocjami. Z mojego doświadczenia jednak wynika, że praktyka UWAŻNOŚCI czyni "cuda"… Czysty Umysł i Czyste Serce… połączone ze sobą w harmonii...

Umiem już wyłapywać ten moment, kiedy pojawia się “ni stąd ni zowąd” jakaś “dziwna” myśl, ale nie skleja się z emocjami i dzięki temu jestem “trzeźwa” w sensie świadoma procesów, których kiedyś w zasadzie w ogóle nie byłam świadoma…
Obecnie utrzymując uważność nie dopuszczam do “kręciołków” w głowie roz-bujających wahadła emocjonalne.

Ostatnio widzę coraz wyraziściej, jak umysł ograniczony przekonaniami współdziała z emocjami i jak się zakręca… Obserwuję to teraz u innych, bo wiem już i rozpoznałam, jak to działało “u mnie”, we mnie. Poznawałam, jak działamy… jak toczymy wojny, gry… Wiesz, Margo, że podjęłam kiedyś decyzję: koniec walki.

Rozumiem coraz więcej i dzięki temu staję się bardziej świadoma… Ale rozumiem, nie dlatego, że bardzo coś chciałam/chcę rozumieć, lecz to zrozumienie samo się po-przejawia... I nie przywiązuję się do tej nowej wiedzy. Gdybym zaczęła się do tego przywiązywać, by “mieć rację”, mój umysł pozostawałby ograniczony wieloma różnymi przekonaniami ja-ego. I w większości sytuacji działałabym nieświadomie… wciąż oszukując samą siebie i innych… nie wiedząc o tym.

A teraz naprawdę coraz częściej czuję coś, co jest jak wszechogarniająca miłość do wszystkich ludzi i zrozumienie także dla naszych ludzkich słabości i wszelkiego rodzaju “szaleństw”.

Ale nadal odczuwam różne emocje, a może bardziej uczucia: radości, zachwytu czy smutku lub niepokoju. Nie odczuwam jednak strachu, złości, nienawiści, zazdrości itp..
Odczuwam czasem fale bardzo trudnych energii i radzę sobie z nimi “po swojemu”. Ostatnio prawie przez miesiąc bolały mnie ręce. Czasem więcej, czasem mniej, Teraz mniej. Wiem, że temu też za chwilę będę chciała się “głębiej” przyjrzeć. Ale nigdzie mi się nie śpieszy.


p.s. Notka jest składanką różnych moich rozmów i fragmentów komentarzy m.in.: http://nnka.wordpress.com/2013/11/14/sprawa-andreassonow-podroz-do-wnetrza-ziemi-atlantyda/#comment-23357 z Margo0307.

Dziękuję Margo0307 za dialog.

niedziela, 12 stycznia 2014

O BOGINIACH, MARII MAGDALENIE I ŻEŃSKICH ENERGIACH...


CIEKAWY wywiad z Markiem Taranem w Niezależnej Telewizji:


O boginiach, Marii Magdalenie i żeńskiej energii…

Harmonia pomiędzy tym, co męskie i żeńskie…

Idealna symetria pól powierzchni wszystkich czterech pól TAO jak na tym rysunku zrobionym przeze mnie:

może ulegać zmianie proporcji powierzchni pól na wiele sposobów. Przykład znanej, ale zmienionej formy TAO, DAO, gdzie wielkości powierzchni pól 'podstawowych' yang i yin są mocno zróżnicowane:


Załóżmy, że duże czarne pole -to pole świadomości - yin, a w nim małe pole białe to pole umysłu - yang. Pełna symetria "drugiej połówki" dla takiej proporcji "pierwszej połówki" w całości TAO, DAO tworzy duże białe pole - pole umysłu - yang z małym czarnym polem w środku - polem świadomości - yin.

Inna wersja:
Na tym powyższym rysunku powinno występować znacznie więcej białych kółek - energii yang w czarnym polu yin, by symetria w całości TAO, DAO została zachowana.

TAO z notki PRZESTRZENNE TAO

dodane 14.01.14.g 23.32
Znalazłam ciekawy tekst o Bogini Wielkiej Matce i przedstawiam fragmenty z książki "Biała Bogini" - Graves Robert:

“W końcu XIX wieku Bóg zaczął umierać. Prawdę mówiąc, proces jego śmierci zaczął się już wcześniej - dla jednych w renesansie, dla in­nych w oświeceniu - ale właśnie w końcu ubiegłego stulecia Wielki Umierający znalazł swego herolda. Heroldem tym był Fryderyk Nie­tzsche. Oczywiście, nie on pierwszy zauważył, że Bóg umiera. Iluż to ateistów, agnostyków, wolnomyślicieli zapłaciło swym życiem za niedy­skrecję, jaką popełnili dzieląc się z innymi nowiną, która olśniła ich z mocą objawienia: że Bóg (dla nich) umarł. (…) Nietzsche miał już prawo i odwagę obwieścić śmierć Boga Europy, a nawet dużej części ludzko­ści. - Właśnie: jakiż to Bóg umarł dla tak wielu? (...) Tym, który rzęzi w agonii naszej kultury i cywilizacji, jest najwyższe jej Bóstwo, jeden z Elohimów, Jahwe”. Tak pisałem przed laty w eseju Renesans pogań­stwa? “Poezja”, 12,1988, s. 3-4.

Droga wewnętrzna dostępna jest dziś właściwie każdemu czło­wiekowi. Być może najlepiej interpretuje ją psychologia analityczna C. G. Junga. “Teoria archetypów - piszą Andrew Samuels, Bani Shorter i Fred Plaut w swym Krytycznym słowniku analizy Jungowskiej (War­szawa 1994) - doprowadziła Junga do hipotezy, że wpływ, jaki wywiera matka na swoje dzieci, niekoniecznie pochodzi od samej matki jako osoby i jej aktualnych cech charakteru. Istnieją bowiem jakości, które matka zdaje się posiadać, ale które w rzeczywistości wypływają z arche­typowej struktury otaczającej «matkę» i są rzutowane na nią przez dziecko”; (s. 220). Dodajmy tu tytułem objaśnienia: Przez “archetyp” Jung rozumiał najgłębszą wrodzoną dynamiczną strukturę psyche człowieka będącą prawzorem zarówno zachowania się, jak poznania ludz­kiego; archetyp jako taki jest niepoznawalny - analogicznie do idei Platona i “rzeczy samej w sobie” Kanta - tzn. ma charakter numinalny i nieświadomy (jego “siedzibą” jest tzw. nieświadomość zbiorowa). Na­tomiast archetypy w liczbie mnogiej manifestują się świadomości przez symbole (obrazy) wyrażające podstawowe i uniwersalne doświadczenia człowieka, takie jak narodziny, małżeństwo, macierzyństwo, śmierć czy odrodzenie; w rozwoju człowieka - procesie indywiduacji - główną ro­lę odgrywają takie archetypy, jak cień, anima i animus, Stary Mędrzec i Wielka Matka oraz jaźń; (por. Z. W. Dudek, Psychologia integralna Junga, Warszawa 1995.) “Wielka Matka - kontynuują autorzy Krytycz­nego słownika... - to określenie ogólnego obrazu, wytworzonego ze zbiorowego doświadczenia kulturowego. Jako obraz odkrywa ona ar­chetypową pełnię, ale też pozytywno-negatywną polaryzację. Dziecko w okresie wczesnej zależności od matki z reguły dąży do organizowania swoich doświadczeń wokół jej pozytywnych i negatywnych biegunów. Biegun pozytywny zbiera takie cechy, jak «matczyna troskliwość i współczucie; magiczny autorytet żeńskości; mądrość i duchowy za­chwyt, które przerastają rozum; instynkt czy impuls opieki; wszystko, co jest łagodne, wszystko, co pielęgnuje i podtrzymuje, co przyspiesza wzrost i płodność». Krótko mówiąc - dobra matka. Negatywny biegun przywodzi na myśl złą matkę: «wszystko, co tajemne, ukryte, ciemne; otchłań, świat zmarłych, wszystko, co pożera, uwodzi i truje oraz wszyst­ko to, co jest przerażające i czego nie da się uniknąć, jak losu»“ C. G. Jung, Collected Works, 9i, par. 158. Z perspektywy rozwojowej oznacza to rozdzielenie macierzystego imago (obrazu) (...). Jung wyka­zuje, że takie kontrasty są szeroko rozpowszechnione w obrazowaniu kulturowym wszystkich narodów, toteż ludzkość jako całość nie uważa za dziwne czy nie do przyjęcia, że matka mogłaby być rozdwojona. Lecz ostatecznie dziecko musi dojść do porozumienia ze swoją matką jako osobą i umieć scalić swoje kontrastowe jej postrzeganie, jeśli ma się do niej ustosunkować w całej pełni (...) Do dualizmów indywidualny-archetypowy oraz dobry-zły musimy dodać dualizm ziemski-duchowy: Wielka Matka w swoim chtonicznym, wiejskim przebraniu i w swojej boskiej, efemerycznej, dziewiczej postaci. To również znajduje swoje odbicie w zwykłych wyobrażeniach matki, które tworzy dziecko (…).  Tak - w krótkim zarysie - przedstawia się we­wnętrzna droga przeżycia i poznania archetypu Wielkiej Matki: w oso­bowym kontakcie z Nią dostępnym przede wszystkim dziecku, ale tak­że w dorosłym życiu człowieka, w formie zdrowej (czyli problem uwol­nienia się od jej wpływu), jak też chorej (“matka pożerająca”, tj. infantylizująca swe potomstwo).

Zanim zajmiemy się zewnętrzną drogą człowieka oraz ludzkości dającą przeżycie i poznanie Wielkiej Bogini poprzez kulturę w ogóle, a religię w szczególności, raz jeszcze przypomnijmy, co psychologia C. G. Junga mówi o Bogini Matce jako archetypie w jego wielorakim znaczeniu. Otóż, zgodnie z tą psychologią, Bogini Matka jako archetyp żyjący w zbiorowej psyche ludzkości reprezentuje tę fazę - zaakcentuj­my tu aspekt jego rozwoju w czasie - aktualizacji ludzkiej jaźni (będą­cej najwyższym “sternikiem” psyche człowieka, zarazem jej centrum i obwodem), w której już to jeszcze w ogóle nie doszło, już to można mówić dopiero o początkach zróżnicowania duszy ludzkiej na dwie przeciwstawne i zarazem uzupełniające się sfery: psychiki nieświadomej (das Unbewusste) i świadomości. A czego nosicielem w duszy ludzkiej jest Młody Bóg? Zgodnie z tym ujęciem, jest on nosicielem ego człowie­ka (jego centrum świadomości) w jego wczesnej fazie rozwoju - w fazie wczesnego zróżnicowania, tj. oddzielania się od jaźni. W tej fazie ego człowieka jest jeszcze prawie całkowicie uzależnione od jaźni, jak dziec­ko uzależnione jest od matki. Z niej czerpie ono życie, w niej umiera - i dzięki niej zmartwychwstaje - w skali dnia i nocy, lata i zimy, życia, śmierci i kolejnego wcielenia.

W drugiej fazie tego procesu - przejściowej fazie patriarchalnego buntu mężczyzn - Młody Bóg emancypuje się stopniowo (choć nieraz gwałtownie) spod władzy Bogini Matki i wraz z innymi bogami “męski­mi” tworzy pod własną egidą (henoteizm) patriarchalny panteon politeistyczny. Nie ulega wątpliwości, że również Jahwe miał taką fazę w swoich dziejach, kiedy był jeszcze małżonkiem i Młodym Bogiem przy boku Bogini. Małżonką Jahwe była wtedy bogini Anat z Ugarit w Syrii, on sam zaś był bogiem burzy. Tę fazę najpiękniej ilustruje histo­ria religii starożytnej Grecji (łącznie z jej pradziejami minojskimi): nie tylko Pramatki - Gaia, Rhea i Demeter - ale także “pomniejsze” bogi­nie, takie jak Hera, Kore, Pandora, Afrodyta, Artemida, Selene czy Hekate, stają się - zapewne w toku podboju matriarchaljiych Pelazgów (i Kreteńczyków) przez patriarchalnych Hellenów (Jonów, Dorów i Etolów) - jedynie małżonkami męskich bogów; pięknie przedstawia to Charlene Spretnak w swej książce Lost Goddesses of Early Greece (Ber­keley, California, 1978). W życiu psychicznym człowieka jest to faza narastającej emancypacji jego ego-świadomości [ograniczonej i oddzielonej od "jaźni"]  - postępującego procesu stłumienia i wypierania wielu treści psychicznych, które zasilają sferę psyche nieświadomej [rozbudowywana i odpychana strefa Cienia"]. Tak Bogini Matka i jej córki zaczynają schodzić w “podziemia” kultury, opuszczać jej miasta i kryć się w przyrodzie  (por. mit o Demeter i porwaniu Kore przez Hadesa), Młody Bóg zaś jako ego staje się centrum pola świadomości  [oddzielonego i ograniczonego tym oddzieleniem], podporządkowując sobie po­szczególne części psychiki (kompleksy jako tzw. małe osobowości).

W trzeciej fazie tego procesu - fazie całkowitej hegemonii patriar­chatu - Młody Bóg “dojrzewa”,“osiąga dorosłość” i nawet “starzeje się”, stając sięz reguły Bogiem Jedynym, który choć nie neguje istnie­nia innych bogów, to jednak przyznaje im jedynie status konkurencyj­nych idoli lub wręcz demonów. W tej fazie Bogini Matka otrzymuje w najlepszym razie godność sui generis małżonki Boga (np. w siwaityzmie hinduskim jako energia Siwy - Siakti) lub jednego z jego przeja­wów (np. w relacji Jahwe - Mądrość Boża - gr. Sofia czy łac. Sapientia), w najgorszym zaś staje się Demonem (np. upadły aspekt Sofii w gnostycyzmie czy wyobrażenie Lucyfera jako niewiasty w antropozofii [także "upadła" Lilith). W psychicznym życiu człowieka jest to faza pełnej hegemonii ego - najlepiej można ją obserwować na gruncie rozwoju judaizmu i chrześci­jaństwa oraz kultury i cywilizacji przez nie inspirowanych - które (przy­najmniej w formach ekstremalnych) głosi swą absolutną wyłączność w rodzinie kompleksów psyche i posuwa się do niewiedzy co do istnie­nia nieświadomej psyche indywidualnej i zbiorowej."


I fragment z notki o Bogini Kali:

Do walki z Demonem Raktabija przystąpiła Durga 


i zraniła go, ale krople krwi spadające na ziemię stworzyły niezliczone inne Raktabīja. Durga nie mogła z nimi wszystkimi walczyć. Walką nic by tu nie pomogła, ponieważ raniąc każdy kolejny duplikat Raktabiji powodowałaby powstawanie kolejnych i kolejnych (jak reakcja łańcuchowa trwająca w nieskończoność). Być może ktoś pamięta, że przypominałam czasem o potrzebie zakończenia wszelkiej walki… Tak zrobiła Kali... Nie walczyła… W tym momencie, kiedy Durga stanęła bezradna wobec "armii" Raktabija, transcendowała i jako bogini stworzenia – Kali, po prostu “przeciągnęła swoim językiem po ziemi” i zaczęła zlizywać każdą kroplę krwi płynącą z ciała Raktabīja i jego duplikatów. 


W ten sposób pochłonęła wszystkie wersje i duplikaty w swoich ustach. Dlatego Kali przedstawiana jest na większości wizerunków z “wywalonym”językiem. Ona nie była “krwiożerczą” istotą, lecz oczyszczającą z krwi płynącej z walki człowieka przeciw człowiekowi…

Przypowieść o Durdze, Kali i Raktabiji jest symboliczna… Ponieważ cała ta walka jest walką wewnętrzną i dzieje się w każdym z nas… walcząc z innymi, zawsze walczymy ze sobą, lecz jesteśmy tej walki nieświadomi. Taka walka przesłonięta jest zasłoną iluzji utworzoną przez ego… Tra do czasu, gdy... zaprzestaniemy jakiejkolwiek walki… w sobie. Przypominałam o potrzebie zakończenia tej walki… choćby tutaj: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2012/02/wychodzenie-z-matrixa-i-pozostanie-w.html

BOGINIE Z JĘZYKIEM:
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/05/pramacierz-praboginiwielka-matka.html)



Pisałam już o tym tutaj: http://tonalinagual.blogspot.com/search/label/ZERO, że symbol JĘZYKA bogini w centrum tego kalendarza majańskiego, obejmującego wiele kosmicznych cyki ma zapis ZERA… Zerowanie… Punkt Zero (Zero Point)… Kali, która "zlizuje swoim językiem" dokonując anihilacji cząstek materii i antymaterii przetwarza tym samym stare wzorce w nowe. Ten proces może być naszym "wewnętrznym" procesem ekspansji - poszerzania świadomości przy transformowaniu starych wzorców umysłu podtrzymujących ego (oddzielające nas od tak zwanej "jażni" czyli świadomości połączenia z Całością, Jednią. 

Film o Samoorganizacji FERROFLUIDU: Dynamic Self Organisation of Ferrofluid
tu link do filmu: https://www.youtube.com/watch?v=Gpu1gJ6GmVg


___________


PRZESUNIĘTE ZNAKI ZODIAKU I FIKCYJNE HOROSKOPY


Mamy wiele różnych tak zwanych horoskopów. Oficjalne informacje podają na przykład, że:



Gdzie indziej czytam:
"Zodiak, pas zodiakalny, zwierzyniec niebieski, zespół 12 odcinków ekliptyki (tzw. znaków Zodiaku) o długościach łuku 30°, które odpowiadają położeniu Słońca na tle gwiazd w określonych przedziałach czasu i noszą nazwy 12 gwiazdozbiorów, leżących wzdłuż ekliptyki (Baran, Byk, Bliźnięta, Rak, Lew, Panna, Waga, Skorpion, Strzelec, Koziorożec, Wodnik, Ryby. Trzynasty z gwiazdozbiorów, przez które przechodzi ekliptyka, Wężownik, nie ma swojego znaku Zodiaku).

Położenie znaków Zodiaku pokrywało się w przybliżeniu z położeniem gwiazdozbiorów ok. 2-2,5 tys. lat temu, obecnie, na skutek precesji osi Ziemi, przesunięte są one o odległość kątową ok. 30°."

Tyle tytułem "wprowadzenia". A ja pytam, dlaczego w takim razie astrologia mija się z astronomią? Ponieważ od wielu lat ustalono "stałe daty" odpowiadające "znakom zodiaku" i nie uwzględniano realnych, zmiennych pozycji Słońca. Dlaczego?



Horoskopy podają, że znak "horoskopowy" na przykład Byka ("Słońce w Byku") obejmuje okres od 20. kwietnia, godz. 01:38 do 20. maja. Natomiast znalazłam stronę w internecie, która pozwala na dokonanie innej obserwacji. W dniu 20 kwietnia 2013 roku Słońce znajdowało się poza obszarem konstelacji Byka, zdecydowanie bliżej gwiazdozbioru Ryb, przed gwiazdozbiorem Wieloryba: 
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=ison&date=2014-04-20&h=22&m=52#lat|49.5643443641|lon|272.75583333329996|fov|80 - należy zmniejszyć maksymalnie obraz (skalowanie po prawej stronie), aby zobaczyć pozycję Słońca w tym dniu.
A 26.04 znajdowało się jeszcze pomiędzy gwiazdozbiorem Barana i gwiazdozbiorem Wieloryba. 
Nawet 30. kwietnia Słońce nie znajdowało się jeszcze w obszarze gwiazdozbioru Byka. I na przykład w dniu 5.05.2013 Słońce znajdowało się pomiędzy trzema gwiazdozbiorami (konstelacjami): Barana, Wieloryba i Byka. 
Można by powiedzieć, że w obszar gwiazdozbioru Byka Słońce weszło około 10.-11. maja.

cyt, z Wikipedii: "Punkt Barana – to jeden z dwóch punktów przecięcia się ekliptyki z równikiem niebieskim. Moment przejścia Słońca przez "punkt Barana" jest początkiem wiosny astronomicznej na półkuli północnej, stąd punkt ten nazywany jest także punktem równonocy wiosennej." To jeden z punktów przecięcia białej i czerwonej elipsy na poniższym rysunku:


Punkt ten przesuwa się jednak w czasie… Czytam w oficjalnych źródłach: "Wskutek precesji osi obrotu Ziemi punkt Barana cofa się po ekliptyce dokonując pełnego obiegu w ciągu około 25800 lat (tzw. rok platoński). Obecnie znajduje się w gwiazdozbiorze Ryb, jego nazwa powstała, gdy był w gwiazdozbiorze Barana. Za kolejne 500 lat punkt Barana znajdzie się w gwiazdozbiorze Wodnika." Dlaczego w takim razie "PUNKT BARANA" nie zmieniał nazwy zgodnie ze zjawiskami zachodzącymi w rzeczywistości? Dlaczego nie wymyślono innej nazwy na określenie tego zjawiska?

"Punkt Barana" wyznacza tak zwaną równonoc marcową, kiedy Słońce przechodzi przez punkt Barana, na półkuli północnej jest to równonoc wiosenna."  No to jak ma się ten fakt do tego, że w dniu 20.marca 2013 roku Słońce znajdowało się w gwiazdozbiorze Ryb?
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-03-20&h=15&m=52
Także w dniu 21.03.2013 roku nadal Słońce znajdowało się w gwiazdozbiorze Ryb.
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-03-21&h=15&m=52
I kiedy punkt równonocy zmienił się na tyle, że teraz pojawia się w znaku Ryb. A Słońce jest w znaku Ryb mniej więcej od 11. marca do 21. kwietnia.

Na kiedy w takim razie wypada prawdziwy czas "przesilenia wiosennego" czyli równonocy wiosennej, skoro oficjalne źródła podają, że: "Na półkuli północnej równonoc wiosenna następuje w okolicach 20/21 marca, kiedy Słońce przechodzi przez punkt Barana."?

Poza tym znak horoskopowy Ryby wyznaczony jest "oficjalnie" na okres: 19.02 – 20.03. A na przykład w dniu 5.03.2013 Słońce znajdowało się jeszcze w gwiazdozbiorze Wodnika, a nie Ryb. A dopiero 11. marca było pomiędzy gwiazdozbiorem Wodnika i Ryb (tego dnia Słońce w godzinach od 15.tej do 23.ciej znajdowało się b.blisko Księżyca w nowiu. I można by powiedzieć, że Słońce weszło w gwiazdozbiór Ryb dopiero 11.03.2013:
A "wyszło" z gwiazdozbioru Ryb około 21. kwietnia.
I w tym dniu Księżyc w nowiu znajdował się najbliżej Słońca:
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-04-10&h=11&m=30

23. kwietnia Słońce znajdowało się pomiędzy gwiazdozbiorem Ryb i "ogonem" Wieloryba i Barana. 30. kwietnia znajdowało się zdecydowanie bliżej "ogona" Wieloryba niż gwiazdozbioru Barana.
I w dniu 9. maja Słońce znajdowało się jeszcze w okolicy "ogona Wieloryba i tego dnia najbliżej Słońca znajdował się Księżyc w nowiu.
http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-05-09&h=23&m=52
15. maja Słońce zbliżyło się do gwiazdozbioru Byka, a 14. maja - można powiedzieć, że weszło w gwiazdozbiór Byka. Czyli wygląda na to, że mamy jakiś miesiąc "opóźnienia" względem "oficjalnych" informacji?



No, a gdyby Ziemia się nie kiwała, to na przykład na terenach obecnej Polski byłaby zawsze tylko… wiosna. Nie mielibyśmy lata ani zimy...




"Generalnie, początek wiosny astronomicznej jest ruchomy", ale… czy tylko z powodu uwzględniania różnicy lat przestępnych?


No niby "racja", bo, po co ludzie mają wiedzieć, kiedy ma miejsce równonoc wiosenna, astrologiczna - kosmiczna i ewentualnie jakie energie kosmiczne tego dnia działają…bo lepiej, żeby pozostali przy "równonocy kalendarzowej"? To i tak nie w zasadzie jakiegoś "specjalnego" znaczenia?

Poza tym położenie Słońca zmienia się trochę w poziomie. I wychodzi ono z pasa równikowych gwiazdozbiorów. I raz "przesuwa się" lekko "w górę". Wtedy podobno pojawia się w tle gwiazdozbiór Wężownika. I dlatego niektórzy są za tym, by uwzględniać ten gwiazdozbiór jako 13 znak Zodiaku. Ale przecież w pewnym momencie również Słońce wychodzi z pasa równikowego lekko "w dół". Dlaczego nie dodać jakiegoś 14. znaku? A co z pustymi polami pomiędzy znanymi 12. znakami? Może też należałoby je uzupełnić? 



Wynika z tego, że Słońce przebywające w znaku Strzelca przebywa tak na prawdę w gwiazdozbiorze Wężownika…? I to, jak jest w rzeczywistości w tym czasie, też sprawdziłam. Okazuje się, że w dniu 24.11.2013 roku Słońce znajdowało się jeszcze w konstelacji Skorpiona. Więc ani nie w Strzelcu, ani nie w Wężowniku, lecz w Skorpionie!!! (zresztą tuż obok komety ISON). Można sprawdzić tutaj: http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=ison&date=2013-11-24&h=22&m=52#lat|110.0319043703|lon|134.727604166|fov|40.74999999999999 

A do Wężownika Słońce zbliżyło się w dniu 29.11. 2013, a nie 24.tego. Co najmniej dziwne.

W innych źródłach przeczytałam, że horoskopowy znak Strzelca obejmuje okres od 22.listopada do 21.grudnia czyli jeszcze inaczej (tu nie uwzględnia się wejścia Słońca w gwiazdozbiór Wężownika). A inna informacja mówi o tym, że Słońce rzeczywiście - podobno - przebywa w gwiazdozbiorze Wężownika od 29 listopada do 17 grudnia (info z Wikipedii). I tu też możemy sprawdzić, że 29.listopada 2013 roku Słońce znajduje się dokładnie pomiędzy gwiazdozbiorem Skorpiona i Wężownika: http://theskylive.com/ephemerides-computation?obj=sun&date=2013-11-29&h=15&m=52 A do gwiazdozbioru Strzelca Słońce zaczęło się zbliżać dopiero w dniu 20/21.grudnia.

Słońce przesuwa się względem gwiazdozbiorów o około 50 sekund łuku na rok, to przez 72 lata przesuwa się o jeden stopień.  1° = 60′ = 3600″ stąd 3600'': 50'' = 72 lata. Skoro co 72 lata położenie Słońca przesuwa się względem gwiazdozbiorów o jeden stopień, to o 30 stopni przesuwa się w ciągu 2160 lat (72 x 30 = 2160).

W zasadzie prócz informacji, że Zodiak stworzyli Babilończycy, trudno znaleźć informacje, kiedy to było. Mniej więcej… w II. wieku p.n.e. Chociaż istnieją przypuszczenia, że Zodiak mógł istnieć dużo wcześniej… W każdym razie podobno około 500 roku p.n.e. "punkt wiosennego przesilenia" został ustalony i znajdował się w gwiazdozbiorze Barana. Po 2160 latach przesunął się do gwiazdozbioru Ryb… Kiedy to mogło nastąpić?
I niektóre źródła podają, że Era Wodnika rozpoczęła się w 1949 roku ("utajnione źródła":-)), a inne, że w 2000 roku, jeszcze inne podają, że zacznie się za 500 lat… spora rozbieżność… W każdym razie Era Wodnik powinna rozpocząć się wtedy, gdy "punkt przesilenia wiosennego" będzie przypadał na pobyt Słońca w gwiazdozbiorze Wodnika.

Zatem mamy niezły informacyjny "zamęt" w sprawach znaków zodiaku i zmian położenia Słońca względem gwiazdozbiorów… Dużo "umownych zasad" opartych na faktach, które być może kiedyś miały miejsce, a teraz się sporo pozmieniały… Na szczęście nigdy nie przywiązywałam się do znaczenia znaków horoskopu i tak zwanych znaków zodiaku. Teraz jeszcze bardziej rozumiem, dlaczego. Nawet czasem żartowałam sobie - pytana o to, spod jakiego znaku jestem - mówiłam, że jestem spod znaku Orła. Dziś bym może powiedziała bym nawet, że Orlicy połączonej z Kolibrem i Motylem :-)  A zdecydowanie bardziej lubiłam patrzeć w gwiazdy niż czytać horoskopy.


Dodane 15.01.2014
I ciekawostka. Na blogu Barbary Silver znalazłam taki oto rysunek:


z 21. "znakami zodiaku"?

Wiadomość podana przez margo0307:
"Astronom Park Kunkle udzielił gazecie ”Star-Tribune of Minneapolis” wywiadu, podczas którego powiedział, że już od ponad dwóch tysięcy lat wiadomo, że okresy, w jakich Słońce znajduje się na tle poszczególnych gwiazdozbiorów nie odpowiadają okresom przypisywanym im przez astrologię.
Według Kunkle’a astrologia powinna więc zaktualizować swoje ustalenia i dostosować je do wyników astronomii.

Gdyby tak się stało, znaków zodiaku byłoby tyle, co gwiazdozbiorów, czyli trzynaście – po uwzględnieniu gwiazdozbioru Wężownika, na którego tle Słońce (pozornie) wędruje od 29. listopada do – 17. grudnia.
Poza tym, zmieniłoby się dotychczasowe przyporządkowanie znaków zodiaku poszczególnym dniom w roku…"

Więcej info:
http://deser.pl/deser/1,97052,8952982,Na_czym_polega_rewolucja_w_znakach_zodiaku__Wyjasniamy.html