wtorek, 26 listopada 2013

PIĘKNO TU I... W KOSMOSIE





Anna Maria Jopek: Ale Jestem


"Oczy otwieram: staje się świat
Nade mną niebo, przede mną - sad.
Jabłek zielonych zapach i smak ...
i wszystko proste tak.

Trzeba żyć naprawdę ,

żeby oszukać czas.
Trzeba żyć najpiękniej,
Żyje się tylko raz.
Trzeba żyć w zachwycie:
Marzyć , kochać i śnić.
Trzeba czas oszukać,
Żeby naprawdę żyć.

Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze ,

Zabłąkaną łódeczką wśród raf,
Kroplą deszczu,
Trzciną myślącą wśród traw
...ale jestem! 

Jestem iskrą i wiatru powiewem

smugą światła , co biegnie do gwiazd,
jestem chwilą , która prześcignąć chce czas
...ale jestem! 

Ucha nadstawiam : słucham jak gra,

Muzyka we mnie, w muzyce - ja!
Nim wielka cisza pochłonie mnie,
Pragnę wyśpiewać , wyśpiewać że:

Trzeba żyć naprawdę ,

żeby oszukać pędzący czas.
Pięknie żyć w zachwycie ,
życie zdarza się raz.

Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze ,

Zabłąkaną łódeczką wśród raf,
Kroplą deszczu ,
Trzciną myślącą wśród traw
...ale jestem!

Życie jest drogą, życie jest snem ...

A co będzie potem?... Nie wiem, i wiem ...
O nic nie pytaj, dowiesz się gdy,
Skończy się droga , życie i sny.

Jestem piasku ziarenkiem w klepsydrze ,

Zabłąkaną łódeczką wśród raf,
Kroplą deszczu,
Trzciną myślącą wśród traw
...ale jestem!

Jestem iskrą i wiatru powiewem

smugą światła , co biegnie do gwiazd,
jestem chwilą , która prześcignąć chce czas
...ale jestem!"


GŁOWA KONIA - NEBULA
TARANTULA - NEBULA
ANIELSKI ŚNIEG
SUPERNOWA
NIEBIAŃSKA RAKIETA












WIĘCEJ TUTAJ:
http://news.discovery.com/space/galaxies

sobota, 23 listopada 2013

COŚ O EGO

z dnia 3.12.2010
Była sobie Jednia... Wszystko ze soba połączone, nierozdzielne jak cząstki-"krople" spokojnego oceanu energii. Jedna "kropla" identyczna z drugą i każda tak samo ważna i nieważna. Ocean energii, jedyne, co czuł, to świadomość swojego istnienia. Każda jego "kropla" czuła to samo. Ale ocean energii zapragnął przemówić, poruszyć się, zadziałać, poczuć jakoś inaczej swoje istnienie... I wtedy zapragnął nowych form, przez które mógłby się przejawić. 

Ego jako tożsamość induwiduum musiało się pojawić, aby forma mogła mieć świadomość przejawu. Świadomość uległa rozczłonowaniu, fragmentaryzacji w przeróżnych formach. Ego to po prostu indywidualna świadomość czyli tożsamość ze zbiorem informacji kształtujących daną formę. 
Gdy ego zaczęło utożsamiać się całkowicie z nową formą, zapominało coraz bardziej o swojej jedności ze wszystkimi innymi formami oraz ze żródłem - oceanem. Takie zapomnienie stało się iluzją i powodem nowego uczucia - cierpienia części istnienia uwięzionej w danej formie i wydanej na "tortury oddzielenia"...
Całkowite utożsamianie się z formą stwarza iluzję całkowitego rozdzielenia. Stąd odczucia wystawienia "na tortury i wieczne męki".
 ;-)

Sama forma to nie tylko materia, nie tylko to, co fizyczne - w tym na przykład ludzkie ciała, ale to również, a nawet przede wszystkim wzory. Dla istoty ludzkiej te wzory to przede wszystkim dźwięki, słowa i myśli. Z nich wyłaniają się idee, wzorce, "programy". Potem są wcielane poprzez działanie.

 Ego jako konglomerat powracających form myślowych i uwarunkowanych schematów mentalno-emocjonalnych,  które zostały obdarzone poczuciem ja - poczuciem tożsamości z formą (świadomością ograniczoną do formy) najlepiej czuje się w tym, co powtarzalne i niezmienne. Ego utrzymuje i karmi stałość tych wzorów i ich wariacji ("ulepszanych" wersji. 

Ego nie jest ani dobre, ani złe. Jest po prostu nieświadome... swojego zapomnienia. Ale potrafi także doświadczać i to wielki dar, wielki talent ego. Wydaje mu się, że tworzy...



_________________________________________________________________________________
23.11.2013

Jednia, całość "stwarzając" istotę ludzką dała jej możliwość wyboru sposobu istnienia: w "Raju" i w szczęśliwości (świadomość połączenia) oraz w"Piekle"i w cierpieniu z powodu odłączenia od całości, Jedni (świadomość ego).

W "Raju", w świadomości połączenia, wszystko jest święte, każda góra i dolina, każdy zbiornik wody, każde drzewo, roślina, każde źdźbło trawy, kwiat, ziarno, każde zwierze, każdy kamień i każda istota ludzka. Także cała Ziemia, księżyce, planety, gwiazdy galaktyki i cała przestrzeń pomiędzy nimi… Wszystko, z istotą ludzką włącznie to są "cząstki" całości, Jedni, Wszystkiego Co Jest.  

W "Piekle" wyznaczone jest to, co jest święte, a co nie jest święte. To umożliwia tak zwane "poznanie" poprzez doświadczanie (symbol zerwania owocu z "Drzewa Poznania Dobra i Zła"). Dlatego wtedy, gdy jakakolwiek "cząstka" całości, Jedni oddziela się od Wszystkiego Co Jest, do akcji wkracza ego ze swoją wolną wolą i potrzebą nazywania, określania, oceniania i wartościowania wszystkiego, co się tylko da. Na tym polega owo "poznanie". W ten sposób następuje dalsze oddzielanie poszczególnych części od całości, Jedni i technicyzacja oraz "specjalizacja". No i oczywiście następuje wtedy jeszcze intensywniejsze ustalanie tego, co dla nas dobre i złe, co ma wartość, a co nie. 

Aby inni mogli uwierzyć w to, co dla nich dobre, a co złe i aby mogli podporządkować się odpowiedniemu "programowi dobra i zła", ktoś sięga do pola pojęć, wzorów i idei Uniwersalnego Umysłu i "wymyśla" czyli wyjmuje z tego pola odpowiednie słowa, myśli oraz symbole  i "stwarza" czyli konstruuje na przykład  "Jedynego Boga"… A jeśli inny ktoś uważa, że co innego jest dla nas dobre i złe niż podaje "kapłan" owego "Jedynego Boga", wtedy ten inny ktoś wymyśla (czyli wyjmuje z pola Uniwersalnego Umysłu) odpowiednie myśli i słowa, które konstruują innego boga. I staje się wówczas jego kapłanem.

Każdy bóg daje możliwość rozróżniania dowolnie różnego "dobra i zła", a właściwie ustalenia tego, co dobre dla nas, a co złe. I tak tworzą się różne lub zróżnicowane między sobą systemy wiary. Poprzez wielość bogów przejawia się całe bogactwo różnych przekonań i wiary w to, co dobre, a co złe.  A owa możliwość ustalania dobr-ego i zł-ego jest przejawem tak zwanej wolnej woli.

Jeśli ktoś ustala za nas. co jest dla nas dobre, a co złe, wówczas nasza wolna staje się "umownie" wolną wolą. Zasilamy dany system wiary (boga) czyli daną cząstkę pochodzącą z pola Uniwersalnego Umysłu i podtrzymujemy jego istnienie w takiej, a nie innej formie.

Jeśli sami zaczynamy ustalać, co jest dla nas dobre, a co złe, wbrew panującym powszechnie (w danym środowisku) przekonaniom, wówczas sami stajemy się "bogami". Ale nadal istniejemy w oddzieleniu i świadomość nasza jest określona przez nasze ego.

Gdy przypominamy sobie o połączeniu, a potem docieramy w sobie do świadomości połączenia z całością, Jednią, wówczas nasza wolna wola stapia się z wolą Jedni, Całości… Realizujemy plan Jedni, Wszystkiego, Co Jest...



"Odpowiedź nigdy nie jest odpowiedzią. To, co naprawdę interesujące, jest tajemnicą. Jeśli szukasz tajemnicy zamiast odpowiedzi, zawsze będziesz szukał. Tak naprawdę nigdy nie widziałem osoby, która znalazłaby odpowiedź – myślą że ją mają, tak więc przestają myśleć. Jednak zadaniem [ego] jest szukanie tajemnicy, ewokowanie tajemnicy, zasadzenie ogrodu, w którym rosną dziwne rośliny, a tajemnice rozkwitają. Potrzeba tajemnicy jest znacznie większa niż potrzeba odpowiedzi." - Ken Kesey

TABLICA SZMARAGDOWA I SZMARAGDOWY ROK W MODZIE :-)


EMERALD – COLOR OF THE YEAR 2013… ciekawe… No tak mi przyszło, że zgodnie z kolorami kolejnych czakr, w roku 2014 modny powinien być kolor szafirowy. A w 2015 roku… indygo :-)



















dodane 21.01.2014
To był piękny, szmaragdowy rok dla mnie z odnalezieniem szmaragdowej tabliczki...

czwartek, 21 listopada 2013

DELFINY









Delfin – według Rdzennych Mieszkańców Ameryki – to “Manna”.


Oprócz leczenia dźwiękami Delfin leczy także oddechem i uczy różnych “funkcji” oddychania. 

“Delfin jest opiekunem świętego oddechu życia.(…) Manna jest siłą życia, obecną w każdym atomie, będącą esencją Wielkiego Ducha. Delfin uczy, jak za pomocą oddechu [i dźwięków] odżywiać każdą komórkę i każdy narząd, jak pokonywać ograniczenia materialnej rzeczywistości i wchodzić w inne wymiary (…)


W Czasie Snu Delfin odkrył podwodne miasta i otrzymał dar władania pierwotnym językiem. 
Był to język dźwięków (…) 

Delfin dowiedział się, że wszelka komunikacja opiera się na wzorcu i rytmie, poznał jej nową cechę – dźwięk. Zachował ten sposób porozumiewania się do naszych czasów.”

cytaty z Jamie Sams.


Możemy przez jakiś czas obyć się bez jedzenia, a nawet bez wody (kilka dni), ale bez oddechu?













Cytat z notki Livii Ether:


Cytaty z notki Altei z gwiazd:



Właśnie zrobiłam dziś zdjęcia mojego delfinka… Dostałam kiedyś w prezencie rzeźbę delfina w kolorze ciemnozielonym. i pomalowałam go. Ten kolorowy delfin towarzyszył mi w wielu podróżach i przypominał o połączeniu z kosmicznym Oceanem i oceanami na Ziemi…


Dziś czułam bardzo dziwną mieszankę energetyczną… połączenie biegunowych wibracji… smutku i radości.,. harmonizujące się… I objawiało się to jakby… wzruszeniem. To było niesamowite uczucie.

Dziękuję…

A tu notka Livii Ether o delfinach też:
http://liviaspace.com/2013/01/13/sirius-and-atlantis/

"Istoty z rodziny Delfinów zostały sprowadzone na Ziemię™, aby utrzymać czę™stotliwości dźwię™kowe waszych oceanów w stanie równowagi, co przez wiele milionów lat doskonale im się™ udawał‚o.

Delfiny były czczone niegdyś› przez Atlantów jako Tkacze Oceanicznych Czę™stotliwoś›ci".



Wydobyłam z siebie, z mojego serca ów płynny zielony kryształ... Miał kolor podobny trochę do tego:



i wysłałam go przez Słońce i centrum Galaktyki do Źródła. Płynął jak mały jasnozielony delfin w kosmos...



"Umowa" powoli się wypełnia... może wkrótce zostanie zrealizowana. W sercu pojawiały się biel i róż... i tęcza…

Kryształ powrócił do mojego serca i wybuchł tęczowym światłem, a potem rozproszył się w ciemności i zabłysł jak Gwiazda.

http://tonalinagual.blogspot.com/2013/06/kiedy-czowiek-staje-sie-gwiazda.html
http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/08/jestem-ciemnoscia-gwiazda-i-planeta.html
http://www.tonalinagual.blogspot.com.es/2013/05/swiato-w-krysztaach.html
http://tonalinagual-sny.blogspot.com.es/2009/12/o-zielonych-szklanych-tabliczkach.html

_______________________________________________
dodane 22.listopada


http://crystalsgarden.files.wordpress.com/2013/11/dolphin-heart-wallpaper-1024x576b.jpg
http://bigbackground.com/animals/dolphin-heart-wallpaper.html

Tu opowiadanie Altei z gwiazd, w którym pojawia się wątek z zielonym kryształem:
http://alteazgwiazd.wordpress.com/2013/09/page/7/
cyt.:
gdy podeszła by dołożyć dłonie do chłodnego kryształu,który ku jej zdziwieniu okazał się ciepły i miły w dotyku.Zamknęła oczy wpatrując się w pojawiające się pod powiekami światło. Emanował łagodną ale za razem silną wibracją,która zaczęła falami przenikać do jej ciała. Wlewała się niosąc spokój i jakąś nie zachwianą pewność,miała wrażenie,że za chwilę wydarzy się coś niezwykłego. Przez ułamek sekundy czuła,jak unosi się w powietrzu i leci z zawrotną prędkością przez czas i przestrzeń.Zdawało się jej,że czuje pęd powietrza na twarzy, a wiatr rozwiewa jej włosy. W tym samym momencie poczuła jak ktoś łapie ją za rękę zdając sobie jednocześnie sprawę,że teraz wszystkie w pięć lecą z zawrotną prędkością za pojawiającym się przed nimi światłem. W pewnym momencie zobaczyła otwierającą się szczelinę przez, którą przemknęły i znalazły się w miejscu,którego nie znała..a, które jednak wydało się jej dziwnie znajome… ”



Kiedy przeczytałam to opowiadanie, poczułam się… poruszona.,, (…) w swoim sercu kiedyś miałam taki mały zielony kryształ… :-D Też z tego, co pamiętam, ten kryształ pochodził skądś z kosmosu :-D



wtorek, 19 listopada 2013

Z PODRÓŻY 30.10 - 11.11.




Z podróży...
wyruszyłam samochodem 30.listopada. Najpierw miałam pojechać do Oliwii i Darka, by wziąć od nich klucze od chatki. Oni jechali w gościnę w inne strony.
Kiedy spotkałam się z nimi i wyruszyłam w dalszą część drogi (zostało mi ponad 100km do przejechania), w pewnym momencie dziwne myśli mnie “napadły”, że: “nie trafię”. A przecież byłam tam już kilka razy. Obserwowałam jadąc samochodem te “natrętne myśli”, ale nie mogłam ich zrozumieć… Jak to nie trafię? Na miejsce, do którego jadę nie trafię? A niby dlaczego? Byłam tam już kilka razy. I trafiałam. Za tymi myślami skrywał się jednak jakiś niepokój… Jadąc nie bardzo rozumiałam, skąd one i dlaczego? Czułam, jakby te myśli były “nie moje”. Jakby coś “chciało”, bym “nie trafiła” gdzieś… wbrew decyzji, którą podjęłam… “Coś” chciało, bym pojechała gdzie indziej… ?
Kiedyś przypomniałam sobie, że nasze myśli nie są naszymi myślami… są w pewnym Polu, z którego niby dowolnie możemy korzystać, ale nie potrafimy jeszcze Bo nasze umysły mają pewne ograniczenia Zrozumiałam, że jako ludzie nie jesteśmy właścicielami myśli, które często uważamy albo uważaliśmy za swoje. Owszem, korzystamy z nich, ale one nie są nasze… Ludzie przekazują sobie różne myśli, niektórzy sięgają po te myśli do wspólnego pola… i przekazują je jako… swoje, boskie, anielskie albo jakichś mistrzów lub przekazy od istot z kosmosu itp… Czasami jeszcze o tym zapominam i wtedy wydaje mi się, że myśli w mojej głowie są "moje". Ale ode mnie zależy, jakim myślom pozwalam, by się "we mnie myślały".
Skąd ta myśl, że "nie trafię" się wzięła? Czy to dlatego, że pierwszy raz “aż tak daleko” oddaliłam się świadomie od “tradycji tych świąt”? To nie pierwszy raz nie pojechałam na groby ani w odwiediny do rodziny, ale pierwszy raz zrobiłam w tych dniach coś całkiem innego – postanowiłam pobyć sama ze sobą… z dala od ludzi, przyjaciół, rodziny, tylko z naturą i… piesą. Im bliżej byłam miejsca docelowego, tym słabsza stawała się ta myśl... Dojechałam i trafiłam na miejsce bez problemów.
Paliłam w piecu drewno, kiedy zapadał zmrok, czytałam i rysowałam przy lampie naftowej i świecach… Zbierałam grzyby w lesie i smażyłam je na kuchni na drewno. Chatka w blasku lamp i świec wyglądała jeszcze piękniej niż w dzień… Wieczorami było ciepło i przytulnie.
I dopiero po kilku dniach, nagle zrozumiałam o co chodziło z tymi “dziwnymi” myślami w podróży, kiedy poczułam wyraźnie, że wreszcie "trafiłam"... i dotarłam… do czegoś w sobie… że wreszcie trafiłam "tam”, dokąd w tej podróży "zmierzałam".
Mimo, że większość czasu spędzałam w chatce i wychodziłam tylko na spacery na łąki i do lasu, to wciąż "byłam w podróży"... aż do pewnego momentu...
Narysowałam dwa obrazki. Rysowanie ich było jak medytacja. Jeden otworzył mój umysł, który był lekko "przytępiony" przez kilka dni. Pierwszy obrazek:

Gdy spojrzałam na ten obrazek... zobaczyłam, jak wiele w nim warstw, wiele różnych znaczeń... dla mnie samej. Ten obrazek mnie "natchnął" I znów przypomniałam sobie, że wszystko dla nas istnieje i jest prawdziwe, co tylko jesteśmy w stanie sobie wyobrazić i w co jesteśmy w stanie u-wierzyć… W innych przestrzeniach, w innych wymiarach na przykład ptaki mogą być całkiem inne niż widzimy i postrzegamy je w tym świecie, w trójwymiarowości. Podobnie jest z nami, ludźmi...
Drugi obrazek miał inny klimat… 



(kolory oryginalnego obrazka są trochę inne, bo rysowałam na szarym papierze - białego już nie miałam)
Kiedy skończyłam rysowanie, wpatrywałam się w ten obrazek przez chwilę i poczułam, że chcę usiąść do medytacji, by "wejść w siebie".
Usiadłam i zagłębiłam się w siebie… Najpierw weszłam w pustkę. A potem odbyłam podróż do miejsca, w którym poznałam swoje “kolejne kroki”, które mam do zrobienia… Następnego dnia dostałam piękny “dar” od wszechświata…
Wszystko przychodzi do nas dokładnie wtedy, kiedy ma przyjść… Do mnie na przykład przyszło ostatnio – tak po postu – Orle Pióro… To właśnie był ten “dar” od wszechświata… Pióro zgubione przez Orła… I teraz przypomniałam sobie, że kiedyś, przez moment miałam takiego nicka: Orle Pióro Ha, ha…

Pióro jest szare. I ma jasne znaki... podobne trochę do runicznych znaków albo jakichś "heroglifów". *)

Poczułam kolejną zmianę w sobie... jedyne, co potrafię o tym napisać, to tylko to... że czuję tę zmianę jako "głęboką"...


A 7. listopada pojechałam z przyjaciółmi w Bieszczady… To był piękny czas W Bieszczadach byłam raz w młodości. Zachwyciły mnie na nowo 

Dziękuję za tę podróż i za wspólnie spędzony cudowny czas. 
______________________________
20.listopada 2013

WOLNOŚĆ OD PRZYWIĄZANIA DO PRZEDMIOTÓW...

łatwo jest krytykować innych, prawda? ;-) Trudniej widzieć te cechy u siebie. O “lustrze” przypomnę: kiedy mnie denerwuje coś u innych (i w myślach złoszczę się na nich) znaczy to, że
n i e ś w i a d o m i e
czynię to sama…
Może nie identycznie, może podobnie, może w mniejszej albo większej "skali" niż ten ktoś, kto jest moim lustrem, ale robię, a na pewno "kiedyś" robiłam to (lub będę robić albo robię w wiecznym TU i TERAZ…) *)

Znalazłam znany cytat:
„Czemu to widzisz drzazgę w oku swego brata, a nie dostrzegasz belki we własnym oku? Albo jak możesz mówić swemu bratu: Pozwól, że usunę drzazgę z twego oka, podczas gdy belka [tkwi] w twoim? Obłudniku, usuń najpierw belkę ze swego oka, a wtedy przejrzysz, ażeby usunąć drzazgę z oka twego brata.”

Nie zauważamy swoich wad, ale bywa i tak, że ulubimy dostrzegać je i wytykać te wady u innych… zrzucając innym, że na przykład… materialnie są nienasyceni.

Czy wiesz, co znaczy wolność od przedmiotów? To znaczy na przykład, że masz różne przedmioty, ale gdy na przykład stracisz je, nie będziesz ani chwili ich żałować. No może tylko przez ułamek sekundy. Ale ten ułamek w pewnym momencie może mieć znaczenie.

Wolność od przywiązania do przedmiotów… można sprawdzić w praktyce. Można zrobić prosty test… Wybierz na przykład jakiś bardzo cenny dla Ciebie przedmiot. Naprawdę cenny i ulubiony przez Ciebie. A potem oddaj go komuś, kogo może nie znasz; albo komuś, kto nie musiałby czuć się wdzięcznym albo zobowiązanym do rewanżu… Puść to, jak pięknie przystrojoną łódeczkę z kory na wodęi nie żałuj ani przez moment. A wtedy sprawdzisz swoją wolność od przedmiotów… *)

Wystarczy zrobić tak raz. Jeśli zrobisz to i poczujesz radość, że kogoś obdarowałaś/łeś i nie będziesz oczekiwać za to czyjejś wdzięczności, jeśli nie będziesz ani chwili żałować, że to zrobiłaś/łeś, wtedy… Nie potrzeba już rozdawać wszystkiego. Wystarczy ten jeden raz, by sprawdzić, czy jesteś wolna lub wolny od przywiązania do przedmiotów. Wtedy możesz mieć wiele, możesz być nawet bogaty, jeśli potrzebne Tobie (albo raczej Twojej duszy) takie doświadczenie.

Za jakiś czas można jeszcze raz to powtórzyć w innej wersji ;-)
A potem jeszcze raz… najlepiej… do trzech razy sztuka ;-D

W ten sposób też “uzdrawiamy” swoją nadmierną emocjonalność – tę “negatywną”, kiedy uwalniamy się od przywiązania do rzeczy. Podobnie jest z przywiązywaniem się do ludzi, ich opinii i naszymi oczekiwaniami wobec innych…

Kiedyś się złościłam, gdy ktoś coś mi zniszczył. Wszystko jedno, małą czy dużą rzecz. Im większą wartość tej rzeczy przypisywałam, tym większą złość czułam. Nawet, gdy rzecz została zniszczona  przez tak zwany przypadek… czyli "niechcący".

Dlatego teraz rozumiem, gdy ktoś się złości, bo też tak kiedyś robiłam, Teraz wybrałam inaczej reagować w podobnych sytuacjach. Uśmiecham się w środku, żegnam się z tą rzeczą i ‘żyję spokojnie dalej’ ;-) Jednak dzięki temu już na przykład nie biorę czyjejś złości ‘do siebie’. I mogę kochać taką osobę... taką, jaką jest, nawet pełną złości i “negatywnych” emocji… nawet wobec mojej osoby.

Każdy z nas jest taki, jaki jest. Jakiś Ktoś i jakiś Nikt też. Kiedy na przykład zaczynamy dostrzegać czyjeś kłamstwa i potraktujemy go/ją jak lusterko – to dobry znak, bo możemy także zacząć dostrzegać swoje własne, skrzętnie przed sobą ukrywane kłamstwa. Do tego potrzebna jednak spora odwaga… Powiedzieć sobie KONIEC OKŁAMYWANIA SIEBIE. I wtedy zaczyna się proces “odkłamywania”. Może być długi i momentami bolesny. Dla niektórych może być to za trudne… Podobnie jest z różnymi “cechami charakteru” i sposobami działania… Tak samo z czyjąś złością.

Też kiedyś złościłam się, kłamałam i oszukiwałam – samą siebie i innych… nieświadomie. I nawet teraz nadal muszę być bardzo uważna, by wyłapywać w porę moment, w którym umysł staje w gotowości, by rozkręcić jakąś “karuzelę” natrętnych myśli i ewentualnych kłamstw związanych z jakimiś przekonaniami, wzorkami i lękami, które łatwo zamieniają się w fobie powiązane z “namiętnymi” emocjami. Z mojego doświadczenia jednak wynika, że praktyka UWAŻNOŚCI czyni "cuda"… Czysty Umysł i Czyste Serce… połączone ze sobą w harmonii...

Umiem już wyłapywać ten moment, kiedy pojawia się “ni stąd ni zowąd” jakaś “dziwna” myśl, ale nie skleja się z emocjami i dzięki temu jestem “trzeźwa” w sensie świadoma procesów, których kiedyś w zasadzie w ogóle nie byłam świadoma…
Obecnie utrzymując uważność nie dopuszczam do “kręciołków” w głowie roz-bujających wahadła emocjonalne.

Ostatnio widzę coraz wyraziściej, jak umysł ograniczony przekonaniami współdziała z emocjami i jak się zakręca… Obserwuję to teraz u innych, bo wiem już i rozpoznałam, jak to działało “u mnie”, we mnie. Poznawałam, jak działamy… jak toczymy wojny, gry… Wiesz, Margo, że podjęłam kiedyś decyzję: koniec walki.

Rozumiem coraz więcej i dzięki temu staję się bardziej świadoma… Lecz nie przywiązuję się do tej nowej wiedzy. Gdybym zaczęła się do tego przywiązywać, by “mieć rację”, mój umysł pozostawałby ograniczony wieloma różnymi przekonaniami. I w większości sytuacji działałabym nieświadomie… wciąż oszukując samą siebie i innych… nie wiedząc o tym.

A teraz naprawdę coraz częściej czuję coś, co jest jak wszechogarniająca miłość do wszystkich ludzi i zrozumienie także dla naszych ludzkich słabości i wszelkiego rodzaju “szaleństw”.

Ale nadal odczuwam różne emocje, a może bardziej uczucia: radości, zachwytu czy smutku lub niepokoju. Nie odczuwam jednak strachu, złości, nienawiści, zazdrości itp..
Odczuwam czasem fale bardzo trudnych energii i radzę sobie z nimi “po swojemu”. Ostatnio prawie przez miesiąc bolały mnie ręce. Czasem więcej, czasem mniej, Teraz mniej. Wiem, że temu też za chwilę będę chciała się “głębiej” przyjrzeć. Ale nigdzie mi się nie śpieszy.


p.s. tekst jest składanką różnych moich rozmów i fragmentów komentarzy m.in.: http://nnka.wordpress.com/2013/11/14/sprawa-andreassonow-podroz-do-wnetrza-ziemi-atlantyda/#comment-23357 z Margo0307.

Dziękuję Margo0307 za dialog.

________________________________________________________________

I film od Livii Ether




*) 
I 25. listopada 2014, rok i prawie miesiąc później od momentu, kiedy dostałam Orle Pióro, poczułam, że zaczynam się do niego przywiązywać, więc mam je oddać i oddałam swoje ukochane Orle Pióro. Niech wspiera teraz  i błogosławi kogoś innego.

czwartek, 14 listopada 2013

KOSMICZNE POZDROWIENIA...


1. "We Are All Connected"


"Wideo We Are All Connected (Wszyscy jesteśmy połączeni, pol. tłum. Wydawnictwo "Błękitna Kropka", Dariusz Jamrozowicz), w którym występują: Bill Nye, Carl Sagan, Richard Feynman i Neil deGrasse Tyson, powstało z fragmentów seriali dokumantalnych The History Channel's Universe, Cosmos Carla Sagana, wywiadu z Richardem Feynmanem z roku 1983, kosmicznego kazania Neila deGrasse Tysona, serialu Billa Nye "Bill Nye's Eyes" a także materiału wizualnego z seriali dokumantalnych The Elegant Universe (NOVA), Stephen Hawking's Universe, Cosmos, The Powers of 10 i wielu innych.

The Symphony of Science (Symfonia nauki) to muzyczne przedsięwzięcie Johna Boswella, przygotowane z zamiarem przekazania naukowej wiedzy oraz filozofii w formie muzycznej. Na stronie http://www.symphonyofscience.com można oglądać muzyczne wideo, ściągać piosenki, czytać ich teksty, a także znaleźć linki związane z treściami wyrażanymi w wideo.""

2. "Niezwykłe zdjęcie: władca pierścieni i siedem miliardów ludzi w kadrze":


…"najważniejszą dla nas kropeczką widoczną na tej mozaice - błękitną - jest Ziemia. Oddalona od obiektywu o 1 mld 433 mln 827 tys. km. Znajduje się w prawym dolnym rogu, pomiędzy niebieskim pierścieniem E oraz bardziej wewnętrznym jasnym pierścieniem G"…

"Władca Pierścieni" to… Saturn…



"Spójrz raz jeszcze na tę kropkę. To tutaj, to jest nasz dom, to jesteśmy my. Na niej każdy, kogo kochasz, każdy, kogo znasz, każdy, o kim kiedykolwiek słyszałeś, każde ludzkie istnienie, które kiedykolwiek było, toczyło swój byt. Całe nasze szczęście i całe cierpienie, tysiące zbyt pewnych siebie religii i ideologii, doktryn politycznych, każdy łowca i każdy zbieracz, każdy bohater i każdy tchórz, każdy twórca i niszczyciel cywilizacji, każdy król i każdy chłop, każda młoda zakochana para, każda matka i każdy ojciec, każde dziecko, każdy wynalazca i każdy odkrywca, każdy nauczyciel moralności i każdy skorumpowany polityk, każda 'gwiazda', każdy 'najwyższy przywódca', każdy święty i każdy grzesznik i historii naszego gatunku żył tutaj, na źdźble kurzu zawieszonym na słonecznym promieniu. Ziemia jest bardzo małą sceną w przeogromnej arenie kosmosu. Pomyśl o rzekach krwi przelanych przez generałów i cesarzy po to, by w glorii i chwale mogli na chwilę stać się panami ułamka tej kropki. Pomyśl o niekończących się okrucieństwach, które mieszkańcy jednego krańca tego piksla są gotowi uczynić ledwie odróżnialnym mieszkańcom innego krańca, jak częste są ich zatargi i nieporozumienia, jak chętnie zabijają się nawzajem, jak płomienna jest ich nienawiść. Nasze pozy, nasza wyimaginowana ważność, złudzenie specjalnej i uprzywilejowanej pozycji we Wszechświecie są kwestionowane przez ten punkt bladego światełka. Nasza planeta jest samotną drobinką w ogromnej, oszałamiającej ciemności kosmosu. W tym mroku, w tej pustce, nic nie wskazuje, żeby pomoc mogła nadejść skądkolwiek, aby uratować nas przed nami samymi. Czy Ci się to podoba, czy nie, na razie Ziemia jest wszystkim, co mamy. Dla mnie to zdjęcie tylko podkreśla naszą odpowiedzialność, aby traktować się nawzajem z większą uprzejmością, a także, aby zachowywać i troszczyć się o bladą niebieską kropkę, jedyny dom, jaki kiedykolwiek znaliśmy".

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,75248,14947026.html.
Dziękuję Ci STAN za podanie mi namiaru na ten artykuł. 

3. "Najbardziej zdumiewający fakt na temat Wszechświata (Neil DeGrasse Tyson)"


4. "Niewyobrażalna wielkość wszechświata"


5. "Skala we Wszechświecie"



piątek, 8 listopada 2013

MASKI ZIEMI, 'WIDOCZKI' I "SEKRETY'...

z 27. LIPCA 2013











Z CZERWCA :



... przypomniało mi się dzieciństwo i robienie tak zwanych “widoczków” albo "sekretów". Szukało się odpowiedniego szkiełka, liści, jakichś kamyków i kwiatków albo płatków. Czasem używało się innych "skarbów" jak kolorowe papierki lub folię z opakowania po cukierkach... Wykopywało się dołek w ziemi, kładło liście i kwiatki, czasem kamyk lub inny "skarb" (szklane kulki na przykład), następnie przykrywało się kompozycję szkiełkiem, a szkiełko zasypywało się ziemią… potem delikatnie usuwało się ziemię ze szkiełka i robiło się… “widoczek”. To były cudne kompozycje i wspaniała zabawa… którą traktowaliśmy bardzo poważnie…

I niespodzianka… i to jaka?! Cudowna… bo przed chwilą w Google wrzuciłam hasło: "widoczek, sekret" i co znalazłam? Ano to: "Widoczek (niebko, sekret, aniołek) - kreatywna zabawa dziecięca, popularna w różnych regionach Polski w drugiej połowie XX w. "

 1. tafla szkła; 2. kwiatki; 3. liście; 4. staniol [folia]; 5. ziemia



cyt.: "Zabawa polega na tworzeniu pewnego rodzaju kolażu. W ziemi, w miejscu zwykle ustronnym (np. zakątki podwórka lub boiska szkolnego) tworzone było małe zagłębienie, w którym dziecko umieszczało różne drobne przedmioty, tworząc kompozycję plastyczną, nakrywaną następnie kawałkiem szyby i przysypywaną ziemią. Jako elementy używane były zwykle drobne kwiatki, listki, koraliki, kawałki staniolu lub kolorowych opakowań[1]. Widz, którym może zostać tylko osoba wtajemniczona, aby obejrzeć widoczek, musiał oczyścić fragment jego powierzchni z ziemi, niekiedy przy użyciu własnej śliny.
Pojawiająca się w zagłębieniu w ziemi kolorowa kompozycja, przypadkowo wykadrowana przy oczyszczaniu, oglądana przez cienkie szkło, daje efekt plastyczny, często zaskakujący przez kontrast z otoczeniem i pewną nieprzewidywalność. Zabawa była szczególnie popularna wśród dzieci miejskich w czasach, gdy telewizja nie była jeszcze powszechnie dostępna. Dawała dzieciom możliwość kreacji plastycznej, a jej atrakcyjność zwiększana była elementem elitarności i dostępności tylko wtajemniczonym."

Nigdy nie myślałam o "widoczkach" w kategoriach elitarności… Razem z moimi koleżankami z przedszkola raczej lubiłyśmy sobie wzajemnie pokazywać swoje "sekrety" i "dzieła", więc dodatkowa "atrakcyjność" w tym przypadku, oprócz "kreacji plastycznej" i kontaktu z naturą,  polegała na dzieleniu się wzajemnie naszą "twórczością".  No, ale może inne dziewczynki traktowały tę zabawę inaczej - bardziej "elitarnie" ;-)

I polecam w temacie: mandale Anilalach :-D

dodane 14.listopada...
fragmenty komentarzy pod notką:

Dama z Łysiczką:
"Wooow, pierwszę słyszę o tej zabawie, ale gdybym ją tylko znała to chyba mogłaby to być najwspanialsza zabawa- ale może faktycznie była elitarna.. ;) Ja miałam podobną własna zabawę- jak tylko znajdywałam się w pobliżu rzeczki, strumyka, stawu jeziorka, to układałam kompozycję z kwiatów, gałązek, listków, najczęściej na jakims większym liściu i takie oto coś układałam na wodzie... Nie mam pojęcia dlaczego ale wtedy to było oczywiste, nie musiałam znać odpowiedzi, czasami zanosiłam i układałam to pod jakims drzewem albo w innym miejscu.. teraz widze jakie to było piękne, naturalne, intuicyjne- jedność z ziemią, natura, magią życia bez zbędnego owijania w bawełnę ;PP Całuję :*"

Anilalah:
"Jestem, piękne takie mandale ... te widoczki boskie, takie niezwykłe... nie pamiętam niestety takich czułych zabaw z kwiatami z dzieciństwa, chyba ze zbieranie łąkowych cudnych piękności do wazonu... za to teraz oddaję się zabawom z kwiatami, roślinami i minerałami - moja wewnętrzna dziewczynka jest bardzo szczęśliwa a Dziękuję ... rzeczy proste są najcudowniejsze... :* :)"

margo0307:
"Sprawiłaś JESTEM, że odżyły we mnie wspomnienia z dzieciństwa :D Dziękuję...
Ja także u siebie na ogródku, robiłam takie "magiczne oczka" z kwiatkami, kamykami, listkami i co było pod ręką..., pamiętam pieska z breloczka ;) A później razem z moją sąsiadką Danusią, siedziałyśmy godzinami i przyglądałyśmy się tym "arcydziełom" :D
Mój Boże - jak dawno to było…."

Kochane Kobiety, dziękuję Wam za wpisy.
Damo z Łysiczką, 
tak, tak, pamiętam jeszcze, że nad wodą (rzeką albo jeziorem) znajdywałam korę drzew i z niej robiłam łódki udekorowane listkami, kwiatkami itp. Czasem nawet razem z tatą rzeźbiliśmy czółenka. Tata mnie nauczył pracować z korą przy pomocy scyzoryka. :-) Nawet bywało, że maszty z żagielkami z liści dodawałam… Właśnie też sobie tę zabawę przypomniałam…

Anilalah, 
przecież to wspaniałe, że jako dorosłe kobiety "bawimy się" w układanie mandali… To… najczystsza forma wyrażania naszego zachwytu i szacunku do Natury…

Margo0307, 
czyż to nie wspaniałe przypomnieć sobie takie ważne chwile z dzieciństwa? Bo przecież to wpatrywanie się godzinami w owe "arcydzieła"… toż to najprostsza forma naszych medytacji.

Dziękuję Wam z całego serca.

Inne Maski Ziemi:










zródło: http://www.lomography.com/magazine/lifestyle/2013/11/13/joel-coopers-stunning-origami-masks








http://mementostones.blogspot.com/2010/05/feathers-masks-exploring-potential.html