wtorek, 16 grudnia 2014

ACH...





WSZYSTKO, czego szukasz,
możesz znaleźć w UMYŚLE.
Możesz w NIM też znaleźć to,
czego nie szukasz.

Jednak PRAWDĘ odnajdziesz
tylko poza UMYSŁEM.
W najgłębszej przestrzeni 
twojego SERCA.

A gdy JĄ odnajdziesz,
możesz NIĄ przeniknąć WSZYSTKO
jako rozpoznanie, zrozumienie: 
ACH...





sobota, 13 grudnia 2014

GDY KSIĄŻĘ KŁAMSTWA STAJE SIĘ KRÓLEM - PODDANYM PRAWDY



„Tym, który żyje naszym życiem, jest wielki oszczerca, Książe Kłamstwa – głos w naszym umyśle. Głos głodu wiedzy (…)” – Miguel Ruiz

Książe Kłamstwa mówi, że prawdę odnajdziemy w wiedzy i będzie podsuwał nam zagadkę za zagadką…

cyt.
„- Jak można dojść do prawdy?
(...) mój dziadek odpowiedział:
– Prawdy trzeba doświadczyć. Ludzie odczuwają potrzebę opisywania, wyjaśniania i wyrażania tego, co widzą, ale kiedy doświadczamy prawdy, nie ma słów, aby ją opisać.

Możemy odbierać prawdę za pośrednictwem naszych uczuć, ale jeśli tylko spróbujemy opisać ten stan słowami, rozmywamy jej znaczenie. Prawda znika. To zaczyna być częścią naszej historii! Jest to projekcja oparta na rzeczywistości, która jest prawdziwa tylko dla nas, ale wciąż staramy się przełożyć nasze doświadczenie na słowa. I w gruncie rzeczy jest to coś wspaniałego. Jest to największa sztuka, jakiej może dokonać człowiek.” – „Głos wiedzy” Miguel Ruiz

…Tworząc historie zniekształcamy prawdę… Ale gdy mamy świadomość, że historie to historie, które zniekształcają prawdę, a prawda jest nie do opisania, to już wiele się może zmienić w naszym życiu… Możemy nauczyć się np. cierpliwości i zrozumienia dla historii swoich i historii opowiadanych przez innych. I możemy nauczyć się wypowiedzi każdego czytać sercem…  Możemy cieszyć się z tej całej twórczości... Możemy też oczyścić swoje historie z kłamstw...

Ów "Książe Kłamstwa" podsuwa nam takie pomysły na przykład, że istnieją jakieś "siły destrukcyjne" czy "negatywne wibracje", które "produkują", "emitują" i wysyłają do nas inny, aby nami manipulować. Nie wiem, czy to kłamstwo czy prawda. To zależy od tego, czy Ty uznasz to za prawdę czy kłamstwo, ale... Jeśli ktokolwiek z nas "reprezentuje" jakiekolwiek „siły destrukcyjne” czy „negatywne wibracje”, jeżeli widzimy to u innych, to można:

1. unikać takich ludzi, bo poruszają tzw. „niższe (negatywne) wibracje” czy „siły destrukcyjne” w nas samych. Ale i tak będą one na nas wciąż oddziaływać... Jeśli jesteśmy ich nieświadomi, będziemy się ich wypierać w sobie, bo tego tzw. ego boi się bardzo… żebyśmy przypadkiem nie uświadomili ich sobie i nie zobaczyli w sobie. Bo a nuż zechcemy uwolnić się od tego, a wtedy „Książe Kłamstwa” poprzez swoje narzędzia - nasze piękne ego nie byłby zasilany i już nie mógłby nami dłużej rządzić… A najskuteczniej rządzi nami, gdy pozostaje w ukryciu przed nami samymi – blokując wciąż nasze tzw. „wyższe Ja” i naszą samo-świadomość. 

2. sprawdzić, co z nami robią te „”siły destrukcyjne” czy „negatywne wibracje” i uświadomić sobie, że jednak one pobrzmiewają w nas . Dopiero wtedy, gdy je uświadomimy w sobie, możemy je zintegrować i przetransformować w sobie, a w ten sposób uwolnić się od ich działania w sobie. I uwolnić się od poddania rządom „Księcia Kłamstwa”. Wtedy moglibyśmy zobaczyć, kim jest ów "Książe Kłamstwa". Obnażony, traci swą moc i przestaje być "Księciem Kłamstwa". Staje się Królem  - choć jednocześnie poddanym Prawdy.

Póki prawdy nie doświadczymy w bezpośrednim, indywidualnym, intymnym przeżyciu jej, to wszystko, co o niej myślimy, czytamy, piszemy jest tylko próbą uchwycenia czegoś, co jest nieuchwytne dla „nieprzebudzonego umysłu” czyli takiego, którym rządzi (poprzez tzw. ego) ów "Książe Kłamstwa".

"Książe Kłamstwa" to wspaniały odtwórca, a nie twórca... zawiadujący naszymi "nieprzebudzonymi umysłami", swoiście pięknymi ego - ja ograniczonymi przywiązaniem do wiedzy (koncepcji i przekonań) o świecie i o sobie samych. (*)

Dlaczego wierzymy w nieprawdę? Bo to, w co Ty wierzysz, jedynie dla Ciebie jest prawdą, a dla innych może być/ jest kłamstwem. Tak działa ego służące "Księciu Kłamstwa" - ten głos w naszych głowach, który nami rządzi i podpowiada:

– „Tylko to, co wiem ja, jest prawdą. Ale to, co wiesz ty, jest kłamstwem.”

Wszystko, w co wierzysz staje się dla Ciebie prawdą, a w co wierzą inni, staje się prawdą dla nich. A to są tylko historie, w które ktoś wierzy, a ktoś inny nie wierzy. (Pisałam o tym w bajce o Rozbitym Lustrze ;-) ) On z jednej strony wzmacnia pewne struktury - systemy, a z drugiej różnicuje je między sobą tak, by musiały prowadzić ze sobą walkę, by konkurowały i współzawodniczyły ze sobą. Walka, walka, walka w wielu różnych formach. (O walce pisałam między innymi tutaj) .

Dlatego ja… nie muszę mieć racji … wolę (choć nie wiem czy to "moja wolna wola" :-)) czuć w sercu radość życia. I wolność od przekonań na temat innych i siebie. I widzieć rzeczy, sytuacje i działania jako historie, i widzieć je takimi, jakie są, bez oceniania, oczekiwań... I robić to, co mam do zrobienia. W wolności... I bez przywiązania nawet do tej wolności...

Życie może być piękne. Jak fascynująca podróż... To zależy tylko od nas. Od nikogo więcej… 

W zasadzie są dwie drogi – ścieżki, którymi podążają ludzie: ścieżka kłamstwa i ścieżka prawdy. Ten, kto znalazł się na ścieżce prawdy, wie, że żadna z tych dróg nie jest lepsza ani gorsza od tej drugiej. Jednak...

Na ścieżce kłamstwa cierpimy i o swoje cierpienie oskarżamy innych, okłamujemy nieświadomie samych siebie, a o kłamstwa oskarżamy innych, ale nie jesteśmy tego świadomi, bo prawda z kłamstwem jest „doskonale” w nas wymieszana. Mamy niby wolną wolę, ale jest ona iluzoryczna, bo rządzi nami przywiązanie do wiedzy (koncepcji i przekonań) o świecie i wiedzy (koncepcji i przekonań) na swój temat oraz… pożądanie z tego wynikające.

Na ścieżce prawdy stajemy się odpowiedzialni za siebie, za swoje myśli, słowa, czyny, stajemy się samoświadomi działając w całkowitej ufności w to, co przejawia się przez nas i co nas spotyka na naszej drodze. Nasza wola łączy się z Wolą Całości, Jedni, Wszystkiego, Co istnieje. Stajemy się wolni od wiedzy, pożądania, przywiązań, ocen, oczekiwań, a dzięki temu zawsze mamy dostęp do takiej wiedzy (mądrości), która potrzebna jest nam w danym momencie, w danej sytuacji, w każdym tu i teraz. I jest ona zmienna...

To ego pcha nas na ścieżkę kłamstwa. Ono jest bardzo „kreatywne” (cudzysłów zastosowałam dla zaznaczenia iluzji owej kreatywności). A wtedy działamy i zachowujemy się jak marionetki, „bio-roboty”, którym wydaje się, że coś „tworzą”, a tylko poprzez ego podporządkowane "Księciu Kłamstwa" - Umysłu nieprzebudzonego , wykonują jego wolę ,

Na ścieżce prawdy nie stajemy się „bez-emocjonalnymi kukłami”, ale dopiero wtedy zaczynamy wiedzieć to, co mamy wiedzieć (w wolności od konieczności wiedzenia czegoś), rozumieć siebie i innych (w wolności od konieczności rozumienia) i współ-odczuwać, dzięki doświadczeniu wszechogarniającej miłości. Bo przypominamy ją sobie poprzez doświadczenie jej w najprostszy sposób: bez-pośredni(ków), w sobie, poprzez siebie. 


Dodane 17.12.14
Dziś znalazłam taki obrazek...

 I zachwycił mnie, między innymi dlatego, że coś sobie przypomniałam...  :-). Wiele lat temu widziałam (w poszerzonym stanie świadomości) podobny obraz... na drzewie stworzony na korze orzecha włoskiego. Ale postać kobieca i męska, a właściwie ich głowy, były ustawione profilami, jedna za drugą: z tyłu kobieca, a przed nią męska. Głowa kobiety była umieszczona twarzą do tyłu głowy mężczyzny. I ta kobieta bardzo delikatnie "wdmuchiwała" ŚWIADOMOŚĆ" w głowę mężczyzny - tak na wysokości szyszynki. (Wtedy nie wiedziałam, że na tej wysokości znajduje się szyszynka). 

Dodane 18.12.14 (z komentarza pod notką - dzięki Marku za inspirację):

Tu chodzi nie tylko o mężczyzn, ale i o kobiety. Chodzi o umysł w mężczyznach i kobietach... Fakt, przedstawiam aspekt żeński świadomości usytuowany względem męskiego umysłu, ale jako wzajemnie się dopełniające, a nie "biegunowe". :-) Są kobiety, które także są bardzo przywiązane do pewnej wiedzy i wzorców umysłu... sama byłam, to wiem.  Jednakże... przyrost świadomości jest możliwy, kiedy "uelastyczniane" są owe "nici pajęcze" struktury umysłu ograniczające nasze postrzeganie... 

Powiedzmy, że nasz fizyczny umysł (nieprzebudzony) jest uwarunkowany przywiązaniem do pewnych przekonań. Te przekonania tworzą "stabilną" strukturę - sieć. Taki fizyczny umysł otrzymuje informacje od tzw. Wyższego Umysłu ("Wyższego JA" czy "wyższej jaźni" - umysłuprzebudzonego).

Powiedzmy, że widzimy jakiś symboliczny obraz, w którym przekazywana nam jest pewna informacja. Fizyczny umysł (nieprzebudzony) postrzega ten obraz. Ale postrzega wyłącznie to, co jest w stanie "zinterpretować" - z-rozumieć. W rzeczy samej w tym obrazie może być zawartych znacznie więcej informacji lub nawet inne informacje niż jesteśmy w stanie rozczytać, przyjąć fizycznym umysłem (nieprzebudzonym), z-rozumieć czy "zinterpretować".

Po prostu, kiedy nasz umysł fizyczny nie jest przebudzony, to nie możemy doświadczyć całości wiedzy zawartej w takim obrazie i nie wiemy, nie rozumiemy tego, co taki obraz reprezentuje, ponieważ taki obraz zawiera dane"pochodzące" z "Wyższego Umysłu" (przebudzonego). Dopóki nasz fizyczny umysł nie zostanie przebudzony czyli zharmonizowany z Wyższym Umysłem jest to niemożliwe. A w "procesie" - harmonizowania naszego fizycznego umysłu z Wyższym Umysłem - pomocna i niezbędna jest poszerzająca się samoświadomość... to dzięki niej struktury fizycznego umysłu (owe sieci) stają się mniej "skrystalizowane" (materialne), zmieniają swój stan i stają się coraz bardziej "elastyczne" (płynne) - tu porównanie do stanów kryształów: stałe, płynne i energetycznie swobodne (gaz albo nawet tzw. plazma :-) ).



środa, 3 grudnia 2014

KLĄTWY


Około 2004 roku miałam sen, w którym:

Moja mam była w ciąży ze mną. Jakieś czarownice chciały dobrać się do mnie. Chciały mnie porwać, bo z jakichś powodów bały się tego nie narodzonego jeszcze dziecka. I inne wróżki doradziły mojej mamie, aby mnie ukryła. W dalszej sekwencji snu zobaczyłam embrion w słoiku schowany w... gównie wychodka stojącego na posesji moich dziadków. Byłam tym embrionem. I pamiętałam w tym śnie, co wtedy, jako ten embrion czułam. To było... straszne. Nie będę tego opisywać.

Kilka dni po tym śnie zapytałam mamę, czy w trakcie, gdy była ze mną w ciąży, stało się coś dla niej traumatycznego? Odpowiedziała, że tak. Poprosiłam, żeby mi opowiedziała. Nie bardzo chciała, ale wreszcie zdecydowała się.

To był siódmy miesiąc ciąży. Mama była w domu u swojej ówczesnej szefowej. Miała do wykonania jakąś pracę polegająca na przepisywaniu czy sprawdzaniu jakichś papierów. (Może sprawdzała prace uczniów?) To był piękny, duży dom. Była w nim sama. Nagle usłyszała w salonie jakieś dziwne dźwięki. Wstała i przeszła do salonu. Zobaczyła dwie cyganki, które okradały dom. Mama zareagowała, coś zaczęła do nich wykrzykiwać, żeby natychmiast się wyniosły. Cyganki powiedziały, żeby się nie wtrącała. Ale mama czuła się odpowiedzialna i nadal na nie krzyczała i zaczęła je obrażać. Wtedy one rzuciły na nią przekleństwo i na jej nienarodzone dziecko też. Kilka dni później mama straciła połowę wód płodowych. Wylądowała na kilka dni w szpitalu. Potem wróciła do domu. Urodziłam się prawie miesiąc po terminie. Nie chciałam "wyjść". Urodziłam się z pępowiną owiniętą wokół szyi i w "czepku na głowie". Poród kleszczowy. 

Ile wspólnego mają ze sobą ta klątwa rzucona na moją mamę i na mnie w jej brzuchu i mój sen o dziecku w słoiku umieszczonym w wiejskim wychodku?


Polecam z serca filmik, w którym Ewa Renata Cyzman-Bany mówi o "klątwie" i tłumaczy, czym jest i na czym polega. Mądrze tłumaczy. Lepiej chyba bym tego nie zrobiła ;-) :


Różne nasze słowa, oskarżenia, posądzenia mogą być jak klątwy, które rzucamy na innych...
Wiele razy bywałam w takiej sytuacji, kiedy posądzano mnie o różne rzeczy, których nie z-robiłam. Bolało mnie kiedyś, ale im bardziej stawałam się świadoma, tym mniej bolało i tym więcej śmiałam się z samej siebie. Byłam wiele razy atakowana i straszona, nawet „kosmiczną policją”. NIE MAM DO NIKOGO O TO PRETENSJI. Nawet jestem wdzięczna za to, co było. Bo to było doskonałe na swój sposób. To była moja lekcja. I każda/każdy z nas otrzymuje takie lekcje, jakie jej/jemu są potrzebne. Ale bywa, że mamy „krótką pamięć”… Bo np. traktujemy siebie i pewne sprawy zbyt poważnie.

Sama bywałam kilka razy w takiej sytuacji, kiedy posądzano mnie o różne rzeczy, których nie z-robiłam.. Ale… dojrzałam kiedyś do tego, żeby i to zrozumieć i wybaczyć tym, którzy mnie niesłusznie oskarżali o coś i wybaczyć także sobie. Bo… skoro to do mnie „wracało”, to znaczyło, że kiedyś musiałam robić tak samo – oskarżać innych niesłusznie. A ja mogłam się przejrzeć w lustrze czyichś bezpodstawnych oskarżeń. I sprawdzić, czy i jak to jeszcze działa na mnie...

Czy i Ty nie oskarżyłaś/łeś nigdy w swoim życiu kogoś niesłusznie, choćby wydając jakieś sądy i opinie, które tak naprawdę nic z tą osobą nie miały wspólnego? Wiesz na pewno, że nie?
Och, jak wiele widzimy u innych, a jak w sobie nam trudno to dojrzeć. Przecież wiemy o tym...
Oczywiście możliwe jest, że przez całe swoje życie Ty nigdy nikogo nie oskarżyła/łeś bezpodstawnie. To możliwe. Bo wszystko jest możliwe.

Ja jednak nie mam ochoty więcej użalać się nad „rozlanym” kiedyś „mlekiem”. Ale nie powiem, że nigdy nikogo nie oskarżyłam niesłusznie. Gdybym się do tego nigdy nie przyznała przed sobą, to nigdy bym się od tego nie uwolniła. I mam ochotę teraz śmiać się ze swojej głupoty, która polegała na tym, że kiedyś oskarżałam innych niesłusznie. Nawet, jeśli to robiłam z powodu" rzuconej na mnie kiedyś przez kogoś klątwy"... ;-)


I w tym świadomym śnieniu przenikającym się ze świadomym przechodzeniem na jawę i z powrotem, które zdarzyło się kilka dni temu(*), wybaczyłam tym cygankom i mamie, i sobie... Bo wybaczenie połączone ze zrozumieniem tego, iż w pewnych sytuacjach wszyscy ludzie nie potrafią i nie mogą się zachować inaczej niż się zachowują, jest uzdrawiające, oczyszczające i uwalniające.

___________________-
(*) Dziś w nocy miałam ciekawe doświadczenie… śnienie było świadome, przechodziło w tzw. jawę i też byłam tego świadoma, a potem znów w śnienie… Jakby następowała integracja pomiędzy świadomością śnienia i jawy.

sobota, 29 listopada 2014

JAWA I SEN PRZENIKAJĄ I HARMONIZUJĄ SIĘ...

W poprzednich notkach pisałam:
1.


I Michaela zapytała mnie pośrednio o to, jak mogę wytłumaczyć to, że ludzie doświadczają porwań, eksperymentów itp. przez tzw. UFO. I napisała: "PS. Ciekawi mnie jak TY tą siekierą rozupałaś sobie głowę i to z tyłu? Myślę, że to jest klasyczne „screen memory”, za którym KRYJĄ się PRAWDZIWE Twoje przeżycia".

Oto moja odpowiedź:

Jest w człowieku nieuświadomiony lęk związany z jakiś „karmicznymi sytuacjami”, które czekają na uwolnienie (zerowanie). Ale póki ich nie jesteśmy świadomi, to nie mogą być one zrozumiane i uwolnione, więc manifestują się one – ku naszemu zaskoczeniu (i czasem przerażeniu) – w materii, w Rzeczy Istności (tzw. rzeczywistości).

I wtedy zaczynamy „sobie uświadamiać, że wszystkie myśli, niezależnie od tego, czy świadome czy nieświadome, są jedynie mentalnymi iluzjami.” Które jednak w rezultacie manifestują się w świecie materialnym, w „Rzeczy Istności”, w naszym działaniu i współtworzeniu (…) (mniej lub bardziej świadomym) tego świata, tej czasoprzestrzeni, w której obecnie żyjemy.

Materializują się te myśli, poprzez które np. ujawniają się nasze nieświadome lęki. I materializują się sny, różne „koszmary”, których znaczenia nie rozumiemy, a moglibyśmy je „przerobić w sobie”. Bo pewne sytuacje w snach mogą być tak samo „lekcjami do odrobienia” jak i pewne sytuacje w życiu na jawie. Jeszcze dużo do odkrycia mają ludzie, choćby to, jak głęboko sny i jawa są ze sobą powiązane…


„Ciekawi mnie jak TY tą siekierą rozupałaś sobie głowę i to z tyłu?”

Zrobiłam to we ŚNIE. to fakt, bo we śnie było to możliwe, ale…
Napisałam:
//W tych snach przejawił się mój strach przed czymś – dla mnie nieznanym wówczas, a co ludzie nazywają na przykład ufo. Ale miałam tyle odwagi w sobie, że powyjmowałam z głowy te chipy.
Przyjęłam to takie, jakie było w tych snach i zaakceptowałam. I już nie wracałam więcej do tych tematów, nie zasilałam ich, nie zawiesiłam się wówczas na „dociekaniu prawdy”, bo nie chciałam swoją uwagą, swoimi myślami i emocjami podtrzymywać taką „rzeczy istność” (- jak pisze Margo0307). :-) W innym przypadku, gdyby pozostała przy tym lęku, dałabym się wciągnąć w konflikt z jakimiś konceptami umysłu na temat różnych ufo. //

Być może, gdybym we śnie przestraszyła się tego czipa w głowie i obudziła się zlana potem i zaczęła bać się kosmitów, to przeżyłabym później taką (lub podobną) historię, jak ta kobieta z filmu. Ponieważ zrobiłam to we śnie, nie musiałam tego robić w tym życiu :-)

Dlatego uważam, że sny są bardzo ważnym elementem naszego życia. Miałam kiedyś sny, ale nie doceniałam ich wagi. Jeden sen powtarzał się kilka razy w różnej scenerii: współczesnej, bajkowej, średniowiecznej itp., ale historia była ta sama. Temat: poznawałam wspaniałego, pięknego mężczyznę, który mnie wprost uwielbiał. Byłam zadziwiona, ponieważ działo się to w czasie, kiedy byłam mężatką i byłam w „depresji”, a o żadnej zdradzie męża nigdy nie myślałam. I byłam zadziwiona, gdy ta historia przydarzyła się w moim życiu. Po moim rozwodzie i wyjściu z tamtej „depresji” znów pojawił się inny sen, z inną historią i znów powtarzał się w różnej scenerii kilka razy. Temat: byłam zdradzana przez ukochanego. W realu rzeczywiście mój nowy ukochany, ten wspaniały, piękny mężczyzna nosił mnie na rękach. A po jakimś czasie ta historia ze snu znów przydarzyła się w moim życiu. Zostałam zdradzona. I nagle (jakbym dostała czymś w głowę ) „olśniło mnie” i zdałam sobie sprawę, że jeśli nie „przepracuję” trudnych tematów, które pojawiają się w snach, to mogą się one zamanifestować w Rzeczy Istności (tzw. rzeczywistości ). Dlatego zaczęłam pracę ze snami.

W snach często przejawiają się także nasze strachy. Wszystkie sny są związane z tzw. karmą (coś, co mamy do "wyzerowania" czyli „przepracowania” i uwolnienia w sobie) oraz mamy także sny przejrzyste, w których przychodzi do nas odpowiednia wiedza.
Sny związane z karmą mogą przejawiać się także we współczesnej „scenografii” lub „historycznej” jako epizody z tzw. poprzednich wcieleń, z wcześniejszych okresów obecnego życia lub są odreagowaniem naszych przeżyć w dniu poprzedzającym śnienie.

Sny mogą się manifestować w rzeczywistości. W Tybecie ponoć było wiele kobiet, które miały dzieci po stosunkach z jakimiś niefizycznymi istotami. Podobnie, jak Matka Boska.
To świadczy tylko :-) o mocy naszych umysłów.

A jeśli Ty chcesz współtworzyć taką rzeczywistość, w której istoty z kosmosu porywają ludzi, robią na nich eksperymenty, znęcają się nad nimi itp., to z jakiegoś powodu tak robisz. Ja wiem, że to możliwe, ale nie chcę współtworzyć – utrzymywać i zasilać swoimi myślami i emocjami takiego świata. Ani dawać się wciągnąć w konflikty z jakimiś konceptami umysłu (nawet manifestującymi się w rzeczywistości) na temat różnych ufo.

Dlatego… tym większą czuję odpowiedzialność za myśli, którym pozwalam, by się w moim umyśle myślały… :-D Mało tego, kiedyś nawet przestałam marzyć… Tekst o tym jest również umieszczony na pasku bocznym mojego bloga.

Czasem mam wrażenie, że i tak istniejemy w różnych, równoległych światach – rzeczywistościach, które od czasu do czasu wzajemnie się przenikają. Być może teraz to przenikanie staje się coraz bardziej intensywne?

p.s. I dodam: całkiem możliwe, że na Ziemi może zacząć pojawiać się coraz więcej coraz bardziej „nieprawdopodobnych” do zaistnienia wcześniej zjawisk. I może wszystko, co myślimy, kreujemy zacznie się „manifestować” w przyśpieszonym tempie…? Pisałam o tym kiedyś, ale nie będę już tego przytaczać. Może innym razem. ;-)

Dodane 04,12,2014
Kiedyś W 2009 roku miałam wizję...  byłam w lesie na trzydniowym "odosobnieniu" - medytacji i siedziałam tam bez jedzenia i picia. Zadałam pytanie: skąd pochodzę?

Dowiedziałam się, że nie otrzymam odpowiedzi na to pytanie, ponieważ gdybym otrzymała jakąś konkretną odpowiedź na przykład, że pochodzę z Plejad albo z Syriusza czy z innego miejsca w kosmosie, to przywiązałabym się do tego miejsca i do tego przekonania. Odpowiedź zatem brzmiała: pochodzę z różnych miejsc i różnego czasu we wszechświecie.

Potem z kolei przyszła informacja, że czas jest względny i jest to narzędzie, które "przywiązuje" nas do danej "rzeczywistości", do danego świata ograniczając w ten sposób naszą percepcję i świadomość.

Następnie zobaczyłam wyraźnie, że wszystkie istoty z wyższej wymiarowości (tak zwanej "wyższej gęstości") są nami z innych czasoprzestrzeni. Mogą się z nami 'tutaj' komunikować, gdy nie przywiązujemy się zbytnio do pojęcia czasu liniowego.


"Taoistyczny mędrzec przebywający w 10 000 światów."

Dodane 05.12.2014

Z UMYSŁU:
Nie twierdzę, że nie istnieją istoty nazywane "obcymi", "alienami" czy kosmitami, które mają cywilizacje bardziej rozwinięte niż obecna ludzkość. Wiem, że na Ziemi wcześniej istniała ludzkość czy istoty humanoidalne o bardzo rozwiniętej tzw. cywilizacji i technologiach.

Dla mnie wszystkie istoty z wyższej wymiarowości (tak zwanej "wyższej gęstości") są nami z innych czasoprzestrzeni. I my możemy się z nimi komunikować. Mamy taki potencjał...

Z tego, co wiem istnieje coś takiego jak Układ 13 Galaktyk. Jeśli istnieje Układ 13 Galaktyk :-), to całkiem naturalne, że w jakiś sposób poprzez "bramy" czyli ich centra oraz Słońca - gwiazdy centralne układów słoneczno-planetarnych, wciąż następuje przepływ informacji. Tak, jak przez nasze Słońce.

Wiem, że istnieją różne światy, równoległe, które przenikają się wzajemnie, a my możemy przechodzić z jednego w drugi, a nawet je przenikać (jak ten chiński mędrzec na rysunku powyżej.)

Pisałam już kiedyś i może kiedyś, w przyszłości ten wątek rozwinę: to, co dzieje się w różnych Światach na Ziemi, w różnych Układach Słonecznych w naszej Galaktyce, a także w różnych galaktykach, może na siebie wzajemnie oddziaływać. I oddziałuje poprzez nasze Słońce i planety naszego Układu Słonecznego. Wiem, że możliwości ludzkiego umysłu są ogromne.

Wiem, że na Ziemi istniały cywilizacje dużo bardziej rozwinięte i mogły istnieć istoty "humanoidalne" pięć albo i dziesięć razy większe od współczesnego człowieka i mogły posługiwać się techniką, której przeciętny współczesny człowiek nawet wyobrazić sobie nie może.

Z SERCA:
Czy taka wiedza zmienia cokolwiek w kondycji współczesnego człowieka? Czy ta wiedza pomaga Ci być bardziej radosną/radosnym, bardziej szczęśliwą/szczęśliwym w codziennym życiu i mieć lepsze relacje z innymi ludźmi? Nie martwić się o przyszłość? Nie każda wiedza służy naszemu rozwojowi i poszerzaniu swojej świadomości czy rozwojowi. Co z tego, że wiemy, iż istnieje technologia, która mogłaby nam dostarczać darmową energię?

Jest wiele odkryć, które mogłyby usprawnić życie ludzi na Ziemi, ale tzw. karma nie pozwala na to, bo nadal istnieją wzorce działania, które po prostu powstrzymują np.rozwój darmowej energii, produkcję pralki bez detergentów i leków nie zatruwających ludzkich organizmów. Wiesz doskonale, że gdyby kiedyś wcześniej ktoś zabroniłby Ci kupowania leków w aptece, poczułabyś/poczułbyś oburzenie. Ale pewnego dnia możesz przestać faszerować się lekami. Gdy będzie to Twój świadomy wybór.(Już od wielu lat nie kupuję ani nie zażywam takich leków.) Ale nie zmusisz innych do tego, by zaczęli robić to, co Ty, bo wtedy trzeba używać metod manipulacji lub nacisku czyli takich, które blokują możliwość podejmowania świadomych decyzji przez innych. Bo każdy potrzebuje dojrzeć sam, każdy indywidualnie potrzebuje dojrzeć do takiej decyzji. I podobnie jest z całością ludzkości... Gdyby wszyscy przestali sami z siebie np. kupować leki, firmy - wielkie koncerny farmaceutyczne padłyby. Oto przykład, jak my zasilamy i utrzymujemy rzeczywistość taką, jaka jest. (Choć dla każdego z nas może być ta rzeczywistość trochę inna.) A moglibyśmy wszyscy sami siebie uzdrawiać. Tak, moglibyśmy, gdybyśmy... zechcieli.

Dlatego od każdego z nas indywidualnie zależy, jaka nas przyszłość czeka. I być może kiedyś będziemy mieć na Ziemi dostęp do darmowej energii (bo kiedyś już mieliśmy :-), ale... najpierw potrzebujemy do tego dojrzeć znaczy to - uwolnić się od przekonań i takich wzorców działania, które nam to uniemożliwiają. Być może... w następnym wcieleniu. ;-)

Ogólnie:

Wiem, że naszymi myślami tworzymy rzeczywistość. Jeśli ktoś będzie wierzył, że Ziemia jest płaska (a pojawiają się osoby mające takie przekonania :-)), to po śmierci, w następnym wcieleniu taka osoba może trafić do takiej czasoprzestrzeni - takiego świata, w którym Ziemia jest rzeczywiście płaska (w historii Ziemi ponoć były już takie okresy :-)). Jeśli ktoś uwierzy, że dostęp do darmowej energii jest możliwy, to tak może się stać.

Więc jeśli uwierzymy, że technologicznie będziemy się rozwijać, to będziemy się rozwijać, a nawet możemy spotkać istoty z innych Układów Słonecznych, które latają statkami kosmicznymi... - jeśli zaczniemy coraz intensywniej o tym myśleć i dawać energię i uwagę takim myślom. Wszystko jest możliwe. (Ja tylko nieśmiało ;-) przypominam o tym, że człowiek może się zaplątać w takich podróżach albo w tej technologii tak, że zatraci sam siebie, jeśli nie będzie na nią gotowy. Tak, jak podobno pewne istoty, które musiały korzystać z DNA ludzkości, by siebie "odtworzyć"...)

Jak będziesz miał/a ochotę, to obejrzyj ten filmik do końca:
https://www.youtube.com/watch?v=KjwAiirf3Wg Nie mogę go wkleić.
Ten filmik po prostu jest przykładem na to, w jaki sposób swoimi myślami możemy wpływać na tzw. rzeczywistość. Dlatego dałam do niego link :-) Nie dlatego, żebym uważała, że powinniśmy robić to, co "podpowiada" Bashar ;-), ale po to, żeby wiedzieć i z-rozumieć, jakie metody są/mogą być używane do kreacji "rzeczywistości" za pomocą odpowiednich myśli i utrzymywania energii naszej uwagi (marzenia) na danym "obiekcie" lub sytuacji (intencji).

Wiem, że pochodzę z różnych miejsc i różnego czasu we wszechświecie. :-D

A tu inny, równie ciekawy, jak dla mnie film:


środa, 26 listopada 2014

BAJKA O JEDNI I ŚWIADOMOŚCI

 w poprzedniej notce napisałam:

Jestem Jedną z Tych, (co są) z Prawa Jedni...  I "przypomniałam" sobie, że wszystko jest Jednią. I dzięki temu zaczęła pojawiać się we mnie harmonia, coraz większa harmonia, ponieważ podjęłam także decyzję zakończenia walki. Kto wie, że jest Jednią, przestaje z czymkolwiek walczyć, Choć porozmawiać można. I z ufnością przyjmować to, co się przejawia... przeze mnie i przez Ciebie. I podejmować decyzje świadomie i działać świadomie...

Czym jest świadomość Jedni? Odpowiem bajką. Oto kula:




Czerwień pola powierzchni tej kuli symbolizuje świadomość całości, jedni, a żółte linie wytaczają granice pomiędzy jej częściami. Żółte linie różnicują świadomości różnych części tej całości pomiędzy sobą. Te żółte linie symbolizują (w bardzo uproszczony sposób :-)) siatkę umysłu nałożoną na świadomość.

Wyobraź sobie, że twoją indywidualną świadomość symbolizuje np. kwadrat na tej kuli. Pole twojej świadomości ma barwę czerwoną, tak, jak wszystkie inne pola, wszystkich części całości znajdujące się na powierzchni tej kuli, a oddzielone od siebie żółtymi granicami. Te granice wyznaczają indywidualne pola świadomości wszystkich części całości. Te granice są nieprzekraczalne do momentu, kiedy będziesz postrzegać siebie wyłącznie jako np. kwadrat, utożsamiać się wyłącznie z kwadratem, który ma inny kształt od pozostałych pól. To utożsamianie się to ego-ja (dany kształt symbolizujący tożsamość) wyznaczają wzorce umysłu, do których jesteś" przywiązany" i ograniczają potencjał indywidualnej świadomości. Odcinają indywidualną świadomość od połączenia z całością, jednią. I owa tożsamość ego-ja poprzez to przywiązanie do idei, przekonań, wiary itd ogranicza potencjał indywidualnej świadomości.  To przywiązanie wyznacza jej granice (jak żółte linie na powierzchni kuli).

A teraz widzisz, że wszystkie pola, bez względu na ich kształt i żółte linie graniczne, które je różnicują pomiędzy sobą są czerwone czyli... czerwień powierzchni całej kuli łączy ze sobą wszystkie oddzielone od siebie pola w jedno wielkie, wspólne pole świadomości. Jest to pole świadomości całości, jedni. Więc na poziomie świadomości całości tej powierzchni jesteś także trójkątem, rąbem, sześcianem itd. Choć na poziomie "fizycznym" pozostajesz nadal "w ciele" kwadratu. Proste? 

Rozpoznanie nieświadomych wzorców myślowych, według których działamy i emocji, jakie one wywołują w ciele, wspiera rozwój naszej samo-świadomości. Powoduje, że więcej rozumiemy siebie samych, a tym samym i innych, że możemy stawać się wewnętrznie coraz bardziej zintegrowani... Wyzwolenie nie jest żadnym celem... To nie jest żadna nagroda, to „naturalna kolej rzeczy” przejawiająca się jako skutek zmian, jakich zaczynamy dokonywać w sobie. Zmienność… podróż, otwarcie na „nowy sposób istnienia”…
W temacie:
Dziś w nocy miałam ciekawe doświadczenie… śnienie było świadome, przechodziło w tzw. jawę i też byłam tego świadoma, a potem znów w śnienie… Jakby następowała integracja pomiędzy świadomością śnienia i jawy. Już kiedyś miałam podobne doświadczenie, ale tylko ze świadomym przejściem ze świadomego śnienia do świadomej kontynuacji na jawie. To było prostsze. tu opis tamtego doświadczenia:


A teraz śnienie i jawa były jeszcze bardziej ze sobą połączone… i przenikały się. Może opiszę to  doświadczenie wkrótce.

Świadomość wypełnia wszelkie formy istnienia - życia. Nie ma potrzeby, by bać się śmierci. Bo śmierć jest bramą takiej transformacji świadomości, w której zachodzi zmiana formy istnienia. – http://tonalinagual.blogspot.com/2012/05/jestem.html 

”Podróże świadomości” to rysunki, które wykonałam kiedyś i przedstawiałam w innych notkach:



Nie zaznaczyłam tu oczywiście wszystkich form istnienia ;-)

Tu rysunek łączenia cząstek świadomości przejawiających się w różnych "formach" istniejących w tzw. różnych światach. Czasami tego typu połączenie mamy w swoich snach, choć nie zawsze jesteśmy tego świadomi:



——————————–



Te części Całości, które łączą się na powrót z Całością, istnieją wiecznie. Mogą zmieniać swoje formy istnienia jako energetycznych bytów, istot, mogą zmieniać także swoje materialne formy; są zmienne, wciąż żywe i istnieją w nieskończoności przejawów i potencjalnych zmian. Dla nich śmierć jest tylko doświadczeniem przejścia z formy do formy, jest bramą przejścia. Z formy energetycznej do innej energetycznej, z formy energetycznej do materialnej, z formy materialnej do innej formy materialnej, z formy materialnej do innej formy energetycznej… Energia Całości wypełniająca formę i sama forma to Dusza, Świadomość. Forma wyodrębniona z całości… to Duch, Umysł. Duch, Umysł określa i ogranicza do „bytów samych w sobie” różne części Całości i w ten sposób oddziela, po pierwsze – od Całości, a po drugie – od siebie wzajemnie – różne cząstki Całości. – http://tonalinagual.blogspot.com/2014/04/destrukcja-i-zniszczenie-jako.html

——————

Taoistyczny mędrzec "obecny w 10 000 światów ".

wtorek, 25 listopada 2014

TRANSFORMACJA ŚWIADOMOŚCI - OD EGO DO SERCA

OD EGO DO SERCA...

" Przejście to nie odbywa się po prostej i liniowej drodze. Są momenty, w których możesz cofać się do etapu, który już zostawiłeś. Ale takie wycofanie może później doprowadzić cię do dużego kroku naprzód. Więc okrężne drogi mogą okazać się skrótami." - cytat z III. części filmu "OD EGO DO SERCA".

I - co dla mnie istotne - nie chodzi o pozbycie się ego-ja, ale o to, by nie dać się wkręcać w gierki ego-ja, które przywiązuje się do różnych idei, koncepcji i przekonań uważając je za jedyną prawdę. Bo nie chodzi o "pozbywanie się" czegokolwiek", a o transformację - dokonanie takiej zmiany lub otwarcie na przejawienie się takiej zmiany, która pozwala na scalenie siebie, zintegrowanie i rozpuszczenie "granic" oddzielających świadomość naszej Istoty od świadomości bycia połączoną/połączonym ze wszystkim, co istnieje. Stan świadomości połączenia ze wszystkim, co istnieje i z czego "się wyłania" to nasz naturalny stan, nasza Istota. Chodzi o odzyskanie tego połączenia, które ego-ja - gdy zbyt skupione na iluzorycznej prawdzie związanej z przywiązaniem do idei, koncepcji i przekonań, - nie może odzyskać.

Kiedyś "przyśniło mi się" i miałam "wizje", że jestem Jedną z Tych, (co są) z Prawa Jedni...  I "przypomniałam" sobie, że wszystko jest Jednią. I dzięki temu zaczęła pojawiać się we mnie harmonia, coraz większa harmonia, ponieważ podjęłam także decyzję zakończenia walki. Kto wie, że jest Jednią, przestaje z czymkolwiek walczyć, Choć porozmawiać można. I z ufnością przyjmować to, co się przejawia... przeze mnie i przez Ciebie. I podejmować decyzje świadomie i działać świadomie...

Z całego serca polecam te filmy:


oraz "Bajkę na dobranoc":



sobota, 15 listopada 2014

POZNAWANIE SIEBIE



Miałam wiele snów i „wizji”, których znaczenie – tak czułam – potrzebowałam rozpoznać i zrozumieć. Pewne rzeczy i sprawy potrzebowałam rozpoznać, skoro się we mnie ujawniały np. „gdzie kiedyś byłam i co robiłam, skąd takie sny śniłam” itp. Najpierw powodowała mną... ciekawość odkrywcy. Potem podążanie z pokorą za tym, co się przejawia przeze ze mnie (dla mnie). Natomiast to są/były raczej indywidualne odkrycia i rozpoznania umożliwiające… poznawanie siebie. I odkrywanie pewnych cząstek „starożytnej wiedzy” bywa niektórym z nas potrzebne do zrozumienia między innymi tego, czym jest prawda, a czym są kłamstwa. Jednakże każdy z nas indywidualnie dochodzi (prędzej czy później) do tego wyzwalającego (zbawiennego) odkrycia. Nie wiem, czy każdemu będzie to dane w tym życiu – wcieleniu… tego nie wiem.

Jeśli kłamiemy, ale jesteśmy w rozproszeniu, nie dostrzegamy swoich własnych kłamstw. Kłamiemy, bo tak jest wygodniej dla naszych nienasyconych, wybujałych, swoiście pięknych i doskonałych... ego-ja. A my nawet nie jesteśmy tego świadomi. Tylko, gdy podejmujemy decyzję bycia uczciwymi wobec siebie, całkowicie i bezwarunkowo, dopiero wtedy zaczynamy rozpoznawać swoje własne, wcześniej nieuświadomione kłamstwa.

Z tego, co doświadczyłam i wiem, to i tak każdy z nas dokonuje tych odkryć sam i wtedy, kiedy jest na to gotowy. Po prostu przyjmujemy i rozumiemy różne rzeczy o SOBIE i na swój temat, kiedy jesteśmy na to gotowi. Dopóki będziemy się dystansować, oddzielać i oceniać działania innych nie dostrzegając tego, że wszyscy jesteśmy cząstkami Całości, to nadal będziemy siebie” oszukiwać” – nadal nasza samo-świadomość będzie ograniczana różnymi wzorcami, których jeszcze nie odkryliśmy w sobie. I wszystko, co wtedy uznajemy za prawdę, jest po prostu iluzją albo inaczej „kłamstwem” na temat tego, kim JESTEŚMY, Powoli, w różnym „tempie” i każdy na swój sposób zaczynamy to jednak odkrywać. Ale wcale nie jest to zależne od naszego chcenia lub nie chcenia. To po prostu przychodzi wtedy, kiedy ma przyjść. Zawsze otrzymujemy to, co jest nam potrzebne. Bo wszystko JEST doskonałe...

Dzielę się… tym, co czuję i wiem, ale niczego od nikogo nie oczekuję, że ktoś zrozumie ani nie obawiam się, że ktoś nie zrozumie tego, czym się dzielę. Ponieważ wiem (jestem świadoma), że każdy z nas rozumie innych „po swojemu” i na tyle, na ile umożliwiają nam te wzorce myślenia, działania, przekonania i idee danej osoby, które odcinają nas od możliwości zrozumienia innych. Im mniej jesteśmy do takich wzorców przywiązani, przyklejeni, im bardziej jesteśmy od nich niezależni, tym większe zrozumienie mamy dla innych. A tym samym dla siebie samych.

A i tak każdy z osobna robi to, co mamy do zrobienia i działa zgodnie z tym, co umysł lub serce jemu/jej/mnie/tobie dyktuje.

Jeżeli nawet wiele się nauczyliśmy i być może nawet potrafilibyśmy wyjaśnić naszą wiedzę, ale sami nie stosujemy jej w swoim życiu, możemy wpadać w pułapki, ponieważ nauki te trzeba włączyć do swego umysłu i... uwolnić się od wiedzy. Co to znaczy? Znaczy to, że nie wszystka wiedza służy naszemu rozwojowi, ale wszelkie nauki dają nam możliwość ich doświadczenia. A nie wszystkie i nie każde jednak doświadczenie jest nam potrzebne na ścieżce naszego rozwoju.

Z reguły nasz zwyczajny umysł jest całkowicie uwikłany w światowe aktywności i relacje (wzorce), do których lgnie. Jeżeli naprawdę chcemy poważnie zaangażować się w proces transformacji (przebudzenia), potrzebujemy uwolnić się od tego uwikłania. Oznacza to, że musimy być coraz bardziej uważni, abyśmy mogli się rozwijać stając się bardziej świadomi i praktykując…świadomą obecność. Ale w zasadzie ta świadoma obecność może być po prostu istnieniem w harmonijny, zrelaksowany sposób... Po "mojemu": tak, po prostu... sobie... jestem, 

„Nigdy nie będziemy tak mądrzy czy urzeczywistnieni, byśmy nie musieli już liczyć się z prawem przyczyny i skutku. Oznacza to, że nawet zupełnie niewielkie działania są istotne i że wszystko, co robimy ma znaczenie.” (*)
Ale z drugiej strony, gdy tak po prostu... sobie jesteśmy, to nie ma to żadnego znaczenia i ma jednocześnie. Więc i myśleć o tym, czy to ma znaczenie, czy nie ma - już nie potrzeba. Jesteśmy sobie i robimy to, co mamy do zrobienia.

Pamiętanie o prawie przyczyny i skutku, ma zasadnicze znaczenie.
Sposób w jaki wykorzystujemy nasze życie decyduje o tym, czego będziemy doświadczać w przyszłości: w naszym życiu, w snach, wizjach, a nawet po śmierci… Właśnie teraz mamy na to wpływ. 

„Ponieważ istnieje tak wiele metod, a my tak bardzo się od siebie różnimy, powinniśmy zobaczyć, jaki sposób postępowania najlepiej odpowiada naszym zdolnościom i intuicji. Kiedy otrzymamy już właściwe dla nas metody, powinniśmy je praktykować, by osiągnąć rezultaty. [choć bez przywiązania do metod i rezultatów i bez uzależniania się od nich].”  (*)

Metody mogą być nawet zabawne...

Jeśli nie będziemy trzymać się przekonania, że inni nie mają prawa do swoich poglądów – tak odmiennych od naszych, ale będziemy działali uznając prawo każdego do innych poglądów, to poglądy nie będą nas dzielić. A na pewno, nie będą prowadzić do konfliktów, walki ani wojen.

Szanując czyjeś poglądy możemy prowadzić dialog, ale nie musimy na nikogo obrażać się, gdy ktoś myśli inaczej niż my/ja-ty i ma inne poglądy czy inne przekonania. A nawet, jeśli ktoś nas próbuje obrazić albo my tak to „odczytujemy”, że ktoś nas próbuje obrazić, dotknąć, straszyć itp..

O wypartych częściach siebie (raz jeszcze).

Przyjęcie do świadomości wypartych części siebie (zarówno ofiar jak i oprawców) oraz uświadomienie sobie, wybaczenie sobie i zrozumienie swoich wzorców działań jako ofiar i oprawców, pozwala na wyjście – uwolnienie się z pułapki, którą sami podtrzymujemy i zasilamy swoją energią. Często zamiast tego szukamy sposobów, które wymagają doładowywania naszej energii i nadal sami musimy ją kraść od innych, chociaż często robimy to nieświadomie. Nadal uprawiamy manipulacje i różną magię też nieświadomie. Nadal zasilamy te same wzorce i programy – UTRZYMUJEMY JE – tkwiąc w nich też nieświadomie.

Tacy ludzie są jak upadli bogowie, którzy zasłaniają się swoim człowieczeństwem, bo wyparli się swojej boskości. Wyrzucili ją gdzieś daleko w niebo albo kosmos i tęsknią być może za boską sprawiedliwością albo za boskim dobrem. Inni próbują udowadniać ‘ważniejszość’ jednych bogów nad innymi bogami….albo szukają/oczekują jakiejś boskiej sprawiedliwości czy nawet apokalipsy itp. itd. A my jesteśmy połączeni ze wszystkimi istotami, w tym także i tymi „boskimi” i ze Źródłem i Całością, Wszystkim, Co Istnieje. Możemy sobie o tym przypomnieć. Jak jesteśmy już na to gotowi.


OTO przykład tworzenia konstruktów myślowych zmieniających znaczenie uniwersalnych (także pradawnych) słów mądrości… Uniwersalnych PRAW(D). Mamy zdanie, które zostało zapisane w jakimś „prastarym” języku jako:

"Wszystko jest moją rodziną".

Ktoś kiedyś je tłumaczył i zinterpretował w taki sposób:

"Moja rodzina jest wszystkim".

A rozumienie tych słów jest związane z tym, w jaki sposób ludzie rozumieją znaczenie słowa „rodzina”. Istnieje zatem ogromna możliwość interpretacji tak skonstruowanego zdania w zależności od ogólnie przyjętych wzorców postrzegania i rozumienia pojęcia tzw. „rodziny”. (Obecnie często to zdanie traktowane jest jako „wzorcowe” dla utrzymania pewnych struktur „patriarchalnego świata” ( o zaburzonej harmonii).

Inaczej jest w przypadku takiej konstrukcji zdania:

WSZYSTKO JEST MOJĄ RODZINĄ.

Jako ludzkość, Całość jesteśmy „tożsamościowo” jedną RODZINĄ. Mało tego, wraz ze zwierzętami, roślinami, minerałami itd, wszyscy jesteśmy – jako Dzieci Ziemi – jedną RODZINĄ. A możemy też ekspandować swoją Przestrzenią Świadomości jeszcze dalej… obejmując cały kosmos i wszechświat…


BYCIE I WIEDZA

Kiedyś Margo0307 podesłała mi  cytat:

"Wiedza to jedna rzecz, a rozumienie to coś całkiem innego. Ludzie często mylą te pojęcia i nie potrafią jasno uchwycić, na czym polega różnica pomiędzy nimi.
Sama wiedza nie daje rozumienia. Ani rozumienie nie rośnie poprzez wzrost samej tylko wiedzy.

Rozumienie zależy od stosunku wiedzy do bycia. Rozumienie jest wypadkową wiedzy i bycia.

Wiedza i bycie nie mogą się zanadto rozbiegać, bo wtedy okaże się, że rozumienie jest odległe od każdego z nich. Jednocześnie stosunek wiedzy do bycia nie ulega zmianie wraz za wzrostem samej wiedzy.

Zmienia się on tylko wtedy, gdy bycie wzrasta równolegle z wiedzą. Innymi słowy, rozumienie rośnie tylko wraz ze wzrostem bycia. W potocznym myśleniu ludzie nie odróżniają rozumienia od wiedzy. Myślą oni, że większe rozumienie zależy od większej wiedzy. Gromadzą zatem wiedzę, czy też to, co nazywają wiedzą, ale nie wiedzą, jak gromadzić rozumienie i wcale ich to nie niepokoi. A przecież osoba przyzwyczajona do obserwowania siebie z pewnością wie, że w różnych okresach swego życia rozumiała ona jedną i tę samą ideę, jedną i tę samą myśl, w całkowicie odmienny sposób. Często wydaje jej się dziwne, że tak błędnie mogła pojmować coś, co jej zdaniem teraz rozumie właściwie. I jednocześnie zdaje ona sobie sprawę z tego, że jej wiedza nie uległa zmianie i że na dany temat wiedziała ona przedtem dokładnie tyle samo co teraz. Co zatem uległo zmianie? Zmieniło się jej bycie. A kiedy zmienia się bycie, to i rozumienie musi się zmienić". - Uspieński, "Fragmenty Nieznanego Nauczania"

DODANE z komentarza pod notką: 
19 listopada 2014 14:01
Ostatnie dwie noce były dla mnie intensywne. Pojawiają się i przepływają przeze mnie jakieś fale bardzo intensywnej energii. Obserwuję wtedy tę energię przepływającą przez ciało. I niby tylko tyle... Czasem jakieś myśli jakby chciały się zaplątać typu: 
"chcę - nie chcę, chcę - nie chcę, chcę - nie chcę, chcę - nie chcę, chcę - nie chcę, chcę - nie chcę, chcę - nie chcę" 
albo 
"bez sensu - ma sens, bez sensu - ma sens, bez sensu - ma sens, bez sensu - ma sens, bez sensu - ma sens, bez sensu - ma sens". 
:-D
Wcale nie jest łatwe tak po prostu to obserwować. ;-) Bo umysł uwarunkowany chciałby zadać różne pytania np. "Ale czego chce, a czego nie chce?"
albo 
"co ma, a co nie ma sensu? "
Itp. :-D
Ale kiedy po prostu to obserwuję, to takie pytania już się nie pojawiają. Co za ulga... 

DODANE 24.listopada 2014
A dziś, po raz kolejny "odkryłam" ;-), że w "odpoczywaniu", relaksowaniu ciała jest dużo więcej świadomości niż w... potrzebie obserwacji. :-) I przyjmowanie wszystkiego takim, jakie jest... i świadome reakcje - działanie na to, co się przejawia...





_________________________

(*) cytaty z książki "Dzogczen - STAN DOSKONAŁOŚCI SAMEJ W SOBIE" - Czogjal Namkhai Norbu.
_________________________

JESTEM pustką i wolą JEDNI

wtorek, 11 listopada 2014

OBRÓT ZIEMI WOKÓŁ SŁOŃCA







.





piątek, 7 listopada 2014

BUDOWLE W KSZTAŁCIE STOŻKÓW I PÓŁKUL


Od dawna fascynują mnie piramidy w kształcie stożka i półkuli.


Mam z jakichś powodów sentyment także do podwójnych stożków:

I do trójwymiarowych spirali stożkowych:


Fascynują mnie one dużo bardziej niż na przykład egipskie piramidy o podstawie kwadratu…


Fascynują mnie takie, jak na przykład indiańskie Tipi:


http://1onewolf.com/lakota/Images/Society/tipi_painting.jpg

To piramida stożkowa z kryształu:

Geometryczne formy różnych organizmów:
http://www.metafysica.nl/turing/diatomeae.jpg

Podwójne "piramidy":

I takie skojarzenie z naturą - kokon motyla:


na poziomie energetyczny,:



Czy piramida w kształcicie półkuli jest piramidą czy już nie można jej tak nazwać? Taka, jak indiański "szałas potów" - sweat lodge:







Albo igloo:





Lech Robakiewicz:


I pawilon z plastikowych butelek z recyklingu:



Złożenie prawie… półkuli i prawie stożka:



Dodane 07.11.2014
Jak energia wypełnia różne kształty:
_________________________________________________








Jajo motyla… Co ciekawe, jaja motyla wyglądają jak małe perełki albo koraliki:
Kolby jaj białego motyla:
a na czubku:

Piękne struktury jaj motyli można obejrzeć także tutaj: http://tywkiwdbi.blogspot.com/2010/08/butterfly-eggs.html

Motyl składający jaja:
Jajo jak… planeta:
jaja z Singapuru:
I narodziny larwy:


jedna z larw motylich:
podobno te wielkie dwie duże plamy to nie oczy, to po prostu… plamy… hm...