......JESTEM na poziomie świadomości
Wszystkim, Co Istnieje,
co kiedykolwiek istniało
i będzie istnieć...
ISTNIEJĘ - to jest jedyne oczywiste doświadczenie.
Być JESTEM - to wszystko,
co można zrobić bez żadnego wysiłku.
Jestem tym lub tamtym - to iluzja (ma-ja), nierzeczywistość, sen... :-)
Więc JESTEM także tym snem... czyli JA.
To jest całość - JA JESTEM.
Sen staje się świadomy,
zmienia się stan i następuje realizacja, urzeczywistnienie nierzeczywistego... - Ti-ka-li Siunjata
"Moje doświadczenia" są doświadczeniami kreacji swiadomości - nieskończonej, ponadlokalnej jaźni doświadczającej swojej kreacji w formach lokalnych ograniczeń umysłu.
Zawsze, nawet gdy bawię się w ukrywanie siebie przed sobą i ograniczam swoją nieskończoność i ponadlokalność do lokalnych, ograniczonych przestrzennie form kreacji, uaktywniam część siebie w swojej nieporuszoności, by móc doświadczać ruchu swojej kreacji i śnić sny o sobie.
Używam do tego części siebie i tę część nazywam umysłem uniwersalnym (obrazami, myślami, czuciem), który ma dar ograniczania siebie i postrzegania siebie jako lokalną i odrębną cząstkę niepodzielnej całości. Wtedy bawię się w zaśniewanie w snach o sobie.
Wyśnione światy można doświadczać tylko we śnie. Wyśnione światy i doświadczenia można obserwować i kontemplować we śnie i spoza snu jednocześnie. Jestem jednocześnie tym, co śni światy, pozornie zaśniewa się w nich, doświadcza i je w rzeczywistości je obserwuje - jestem w części iluzorycznie nieświadomym i rzeczywiście świadomym śnieniem snów o sobie. Jestem tym, co łączy sobą pozornie nieświadome i rzeczywiście świadome.
Świadome śnienie jest podobne do doświadczenia elektronu, który jednocześnie jest falą (o ponadlokalnych, nieskończonych właściwościach i cechach) oraz cząstką (o lokalnych, ograniczonych właściwościach i cechach). To, w jaki sposób elektron siebie doświadcza, zależy od pytań, jakie sobie zadaje. Jeśli pyta o swoje cechy fali i obserwuje siebie jako ponadlokalną falę, dostaje doświadczenia i odpowiedzi dotyczące swoich cech jako ponadlokalnej fali. Jeśli zadaje pytanie o swoje cechy jako cząstki i obserwuje siebie jako cząstkę, dostaje doświadczenia i odpowiedzi dotyczące swoich cech jako lokalnej cząstki. Raz śni o sobie, że jest falą a raz że jest cząstką. Gdy utożsamia siebie z falą, nie zna siebie jako cząstka. Elektron utożsamiony z falą ukrywa przed sobą cechy cząstki. A gdy utożsamia się z byciem cząstką, ukrywa przed sobą cechy fali.
Gdy elektron zadaje pytanie o swoją naturę falowo-cząstkową, otrzymuje odpowiedź o swoich właściwościach i cechach, które ujawniają się jako jednoczesne bycie falą i cząstką.
Człowiek obserwujący elektron nie obserwuje siebie jako człowieka, ale obserwuje siebie jako elektron. Gdy obserwuje elektron czy to jako cząstkę czy falę, może nie być świadomy, że obserwuje siebie pod postacią elektronu i ukrywa przed sobą, że jest tym, co w danym momencie obserwuje. A obserwuje w danym momencie pewien aspekt całości siebie. Obserwuje i bada elementy ponadlokalnej świadomości bawiącej się w poznawanie lokalnych przejawów swojej kreacji za pomocą umysłu. Jest świadomością, która część siebie angażuje w ruch umysłu kreujący lokalne zjawiska i formy oraz ich doświadczanie.
Potencjał elektronu zawiera w sobie cechy i właściwości fali i cząstki. A potencjał nieskończonej, ponadlokalnej świadomości zawiera w sobie cechy i właściwości wszystkiego, co może być doświadczane i obserwowane jako i poprzez wszystkie lokalne formy kreacji.
Świadomość ukrywa siebie przed sobą, by mogła doświadczać swojej kreacji jaźniącej się wszystkimi formami uniwersalnego umysłu.... Nieświadomość jest obszarem świadomości ukrytym przed sobą. Dla zabawy w odkrywanie i poznawanie siebie...
Istnienie, Życie jest Snem, a nasze sny są życiem.
Lecz ani jedno ani drugie nie jest tym, co sobie o nich myślimy i wyobrażamy w oddzieleniu od Siebie... granicami pomiędzy nazwami, formami tworzonymi przez Umysł.
Oddzieleni mamy pozornie własną wolę (i) połączeni mamy połączenie z Wolą...
Zaśnieni w jednym z nieskończonej ilości snów przyjmujemy ten jeden jedyny sen za jedyną rzeczywistość (i) Przebudzeni dostrzegamy, że wszystkie sny są iluzją...
Przejawiamy się w formach pozostając w pustce zakotwiczonymi...
Jesteśmy kroplą (i) oceanem...
(I) wszystko to zadziewa się/istnieje jednocześnie...
Piękne paradoksy. Uwielbiam takie paradoksy... niby pozorne paradoksy... A wszystko, co piszę i wyrażam można by ująć w jeden wielki cudzysłów. :-)
Gra świateł i cienia,
taniec Sziwy, a potem odpoczynek pod stopą Kali,
Śnienie Wisznu - Umysłu, któremu Lakszmi - Świadomość masuje stopy...
piękne symbole,
Piękna Sztuka Iluzji,
która jest Rzeczy Istnością... <3
Ist-nie-nie-m, iskrą...
wdechem i wydechem...
jednocześnie
w Jedni
przejawiającej się na nieskończoność sposobów...
***
Śniący Umysł Kreuje, a Świadomość Czuwa i mu stopy masuje :-)
Nasze sny postrzegam jako tak samo rzeczywiste jak to, co przeżywamy na tzw. jawie, a co zwykliśmy nazywać rzeczywistością.
Niektóre sny przeżywamy czasem (co najmniej) z taką samą intensywnością jak i to, co na tzw. jawie.
To, co zwiemy jawą (rzeczywistością) jest jakby… głębokim zaśnieniem się w jednym ze snów. I ten sen różni się od innych snów tylko tym, że ma on swoje kontinuum czasoprzestrzenne i przez to staje się najbardziej intensywny i najbardziej stabilny. I w tym śnie, który staje się dla nas rzeczywistością, nie dopuszczamy do siebie faktu, że inne sny istnieją jako inne wersje rzeczywistości/jawy i gdybyśmy przenieśli się do innego snu albo pozostali w innym śnie, stałby się on wtedy naszą jawą – rzeczywistością.
Bo nawet, gdy zasypiam, to w innych snach mogę tak samo działać jak na jawie: mogę dotykać różnych rzeczy, przesuwać je, poruszać się, widzieć, smakować, słyszeć, a nawet mogę więcej, np. mogę latać, przenikać przez ściany albo przeskakiwać z jednej sytuacji (jego świata, snu) do innej sytuacji (innego świata, innego snu). Rzeczywistość tych innych snów nie jest tak "stabilna", jak... snu na jawie. Te sny zadziewają się poza kontinuum czasowym a nawet przestrzennym, ponieważ z łatwością zmieniają się sytuacje, postaci, krajobrazy, obiekty itd. Te sny mają większą dynamikę zmienności.
Dla mnie wszystko, co uważamy za rzeczywistość jest w pewnym sensie projekcją naszych wyobrażeń płynącą z naszych umysłów i naszych serc. Jesteśmy teraz na planecie Ziemia w tej samej „czasoprzestrzeni”… jakbyśmy śnili ten sam SEN… "uporządkowany kalendarzem gregoriańskim i zegarami..." Inne kalendarze wyznaczają "granice" innych snów... I to, co uważamy za świat rzeczywisty, w którym żyjemy, jest dla mnie po prostu… w pewnym sensie... „uzgodnioną rzeczywistością - wspólnie śnionym SNEM”, projekcją wyobrażeń (powstających z myślowych wzorców i emocji) – bo wierzymy, że taka, a nie inna rzeczywistość jest... prawdziwa.
Ale bywa też tak, że ta "zgodność" się „rozjeżdża” i wtedy mamy odczucie jakbyśmy żyli w całkiem innych światach… różne rzeczy rozumiemy „po swojemu”, w różnych obrazach widzimy różne treści, a nawet zdarzenia, w których razem uczestniczymy, opisujemy tak, jakby to były całkiem różne zdarzenia…
Nie znamy jeszcze potęgi naszych umysłów…
Nic prócz SNU nas nie zatrzymuje. I czasem tylko jeden z wielu, wielu różnych snów... w swoim zaśnieniu przyjmujemy jako rzeczywistość...
"Są
trzy prawdy: świento prowda, tys prowda i gówno prowda." - Józef Tischner.
Z pozdrowieniami (specjalnymi dla Marka, który przypomniał mi o tych "trzech prawdach")...
Wolność zaczęłam w pewnym momencie postrzegać jako bycie poza wszelkimi
punktami widzenia, myślami, pomysłami, ideami, koncepcjami, doświadczeniami...
a i tak przekonałam się, że to była pewna idea, której musiałam doświadczyć
poprzez... "wejście w pustkę". To było zaskakująco piękne doświadczenie, a ponieważ dojrzewałam do niego, to stało się... łatwe.
I teraz wiem, że wszystko, co kiedykolwiek pomyślę, zrobię, doświadczę, będzie
właśnie tą myślą, tym działaniem, tym doświadczeniem. Nie ma ucieczki od
doświadczenia, nie ma stanu poza stanem. Jest życie, istnienie i zawsze jest jakiś stan, w którym się znajduję, w którym JESTEM jako jakieś, (czasem nawet może i bliżej nieokreślone) JA. Dynamika zmian stanów raz może być
mniejsza, raz większa, nie ma to znaczenia. Jak już zaczynamy zauważać życie takie, jakie jest, staje się
ono łatwe i przejrzyste. Nawet, gdy doświadczamy tzw. trudnych sytuacji.
Bywa, że wiele, bardzo wiele przychodzi do nas z powrotem z tego, co
"na-wysyłaliśmy się" do innych kiedyś. Dokładnie dwa lata temu, potem rok
temu, a także teraz (przez ostatnie trzy lata zawsze przed i w okresie świątecznym mniej więcej, choć wcześniej bywało różnie) mam procesy "przyjmowania z powrotem tego, co kiedyś wysłałam"... Za każdym razem trochę inaczej, coraz bardziej świadomie,
z coraz większym zrozumieniem i miłością... W ubiegłym roku bardzo trudny był to proces. Ale i piękny. Opisałam go tutaj:
W tym roku już nie tak bardzo trudny był. Chociaż zaczęłam źle
się czuć przed wigilią i do wczoraj miałam z jednej strony ciężki energetycznie
proces, ale piękny jeśli chodzi o rozwój świadomości i zrozumienia... I nie tak
bolesny, jak w ubiegłym roku. Mimo niefajnego samopoczucia (zapalenie pęcherza,
coś z nerkami i oskrzelami - jakiś wirus), w sercu cały czas odczuwałam radość
istnienia. Takie subtelne odczucie, trudne do opisania. W śnieniu natomiast wszystko jest takie przejrzyste, takie zrozumiałe, oczywiste. Jestem tego świadoma, gdy śnię. Zaczynam
postrzegać jakbym miała całkiem inny mózg - inaczej pracujący. I umysł czysty i
przejrzysty... A czasem stan pustki i ufności bez granic. Och, dzieje się, pięknie się dzieje. trudno to opisać. A może i nie trzeba.
Co roku mniej więcej w tym samym czasie od trzech lat, ale
za każdym razem inaczej... To trzeci rok. Czuję, że w przyszłym roku w tym
samym czasie będzie już bardzo... inaczej.
To "przyjmowanie z powrotem" to tak naprawdę
poznawanie siebie w wewnętrznej przestrzeni naszej
samo-świadomości. Powoli przypominamy sobie w ten sposób, kim jesteśmy. I zaczynamy coraz więcej rozumieć... To ma związek z
tym, co napisała do mnie Margo0307:
"Ja wiem jedno - że prawie wszyscy z nas byli obecni we
wszystkich cywilizacjach, które odcisnęły swój ślad na Ziemi i teraz znowu
powróciliśmy, by zrealizować różne indywidualne i zbiorowe cele..., aby połączyć
- być może - jakieś wzorce duchowego rozwoju w naszej ludzkiej świadomości... Z
tego też powodu zostaliśmy zapewne obdarowani różnymi, specyficznymi sposobami
zachowania, różnymi darami wspomagającymi nas w naszych obranych celach i
zadaniach..."
Tak. I niektórzy z nas będą obejmować coraz więcej i więcej
w sobie, w swojej wewnętrznej Przestrzeni Miłości - że tak to nazwę - będą obejmować swoją samoświadomością... i przenikać... i łączyć w sobie... i harmonizować... różne cząstki siebie z
różnych "królestw, światów, równoległych rzeczywistości, epok" itd, itp... różne cząstki Siebie, coraz
więcej i więcej cząstek coraz większej Całości, Jedni.
Jeśli myśli, koncepcje, które uznajemy za prawdę limitują,
separują, segregują i dzielą, jest to bardzo ograniczona prawda w sensie wiedza (choć w swej
strukturze może być nawet bardzo efektowna i skomplikowana lub uwodząca swoją prostotą). Prawdą wtedy jest to, co
jednostka uznaje za prawdę. Kiedy jednak ludzie uznają za prawdę jakieś idee, myśli czy koncepcje, które ludzi skłócają ze sobą i ustawiają ich przeciwko sobie, potęga Księcia Kłamstwa wzrasta, bo ci, co wybierają takie właśnie idee, przekonania i myśli,
są jego sługami. Grają w jego gry (są przez niego grani) i są gotowi złożyć na ołtarzu tych
"własnych idei - prawd", innych ludzi. A czasem nawet siebie. Bywa, że nieświadomie... ulegając np. procesowi autodestrukcji. (Uwaga na marginesie: Książę Kłamstwa jest tak samo doskonały jak każda inna idea czy koncepcja.)
Każdy rozwija wiedzę tylko do takiego stopnia, do jakiego
pragnie i pozwala sobie rozwinąć. Podobnie ze świadomością. W tym świecie w
zdecydowanej większości wiedza była/jest oparta przede wszystkim na strachu
(np. przed jakimiś siłami ciemności) i zrozumieniu opartym na polaryzacji.
Była/jest oparta na sądach, etykietowaniu i segregacji ludzi. To się zmienia. To może się zmienić...
Każda istota w swoim marzeniu - śnieniu tworzy różne prawdy, które w
zgodzie z jej własnymi doświadczeniami, pragnieniami, przekonaniami (i w celu
spełnienia własnego indywidualnego ja) są jej potrzebne na drodze ewolucji... w
mądrość. Aby to osiągnąć, każda istota będzie szukała takich źródeł prawdy,
które potwierdzają to, w co ona chce wierzyć. Jest zatem tyle prawd, ile
istnieje istot, które posiadają wolną wolę i potrzebę, aby tworzyć prawdę
inaczej niż inni. A którąkolwiek ideę, koncepcję, nawet myśl uznasz za
prawdziwą i ją zaakceptujesz, ona przekształci się w doświadczalną
rzeczywistość w Twoim życiu. A zawsze jakaś część owej idei, koncepcji, obrazu, a
nawet myśli... jest ukryta w innych "wymiarach" i czeka... gotowa do
rozpoznawania jej poprzez... nasze indywidualne doświadczenia. I może nas mocno
zaskoczyć i zadziwić wielce, kiedy ją wreszcie odkryjemy...
Opinie różnych osób na dany temat różnią się od siebie
czasami w dużym stopniu, ponieważ zostały sformułowane w oparciu o indywidualne
doświadczenia, porozumienia i nieporozumienia zgromadzone w duszy i to nie
tylko w czasie tego życia, ale także wszystkich poprzednich. Zatem jedna osoba
może być przekonana, że coś jest prawdą, a inna nie dostrzega tych przekonań
jako prawdy. Te obie osoby nie będą w stanie zrozumieć siebie wzajemnie, ponieważ nigdy nie
były sobą wzajemnie i nie dysponują zestawem takich samych doświadczeń, ani nie
mają takiej empatii, by "zrozumieć" tę drugą osobę np. przez zobaczenie jej
jako SIEBIE - swoje "lustrzane odbicie". Tylko Ci, którzy są w stanie zobaczyć siebie w drugiej osobie,
uwalniają siebie i transformują, poprzez doświadczenie absorbują wnioski ze swoich "lekcji" w
ziemskiej "szkole życia".
Tylko Ty wiesz, a właściwie może zgrabniej byłoby napisać, że tylko Twoja dusza wie, co
jest dla Ciebie najlepsze i najprawdziwsze. I tylko ja wiem, a właściwie moja dusza wie, co jest dla mnie najlepsze. Natomiast, jeśli zechcemy dojrzeć jako istota ludzka w tym świecie, to potrzebujemy postarać się znaleźć
taką prawdę, która nie będzie nam "kazała" oceniać, etykietować i segregować ludzi
albo próbować ich straszyć, szantażować, oczekiwać od nich, że będą nam
posłuszni itp. Ale... ponieważ mamy wolną wolę, to i tak robimy, jak, a przede wszystkim to, co niby chcemy i możemy... z powodu przywiązania do pewnych myśli, idei, koncepcji - ogólnie różnego rodzaju przekonań, które uznajemy za prawdę. To możemy nazwać iluzjami prawdy. Każdy ma swoją i niektóre z nich są sprzeczne ze sobą. Każdy dokonuje swoich wyborów...
Wspaniały stan jest wtedy, gdy można czuć coraz większą wolność od wyborów innych, prawda? Niektóre doświadczenia są już nam niepotrzebne. Czasem wystarczy, że patrzymy na innych (słuchamy, czytamy) i mamy pełne zrozumienie dla tego typu sposobów myślenia, postrzegania, działań i emocji. A to stąd, że już takie "lekcje" mamy "odrobione" i wnioski wyciągnięte, i wzorce rozpoznane i uświadomione (gdzieś, kiedyś... bo skądś to znamy). Ale czegokolwiek zapragniemy w naszych myślach i tak otrzymamy to zawsze prędzej czy później, abyśmy mogli tego doświadczyć. I... "zrozumieć" siebie... i swoją nieograniczoność...
Jedynie poszerzona świadomość jest istotnie wolna od
ograniczeń wynikających z ocen, sądów, wyroków i przekonań. Kiedy rozwijamy się w swojej prawdzie do takiego stopnia, który pozwoli objąć to
nieograniczone "zrozumienie", wtedy jesteśmy w stanie doświadczyć i
zrozumieć miłość, radość i kontinuum, którym w swej Istocie i boskości naprawdę
JESTEŚMY jako indywidualne JA, które łączy w sobie poprzez samo-świadomość WSZYSTKO, CO ISTNIEJE w JEDNO-ISTNOŚĆ. Tak, podoba mi się teraz to nowe dla mnie słowo: JEDNO-ISTNOŚĆ ;-).
I polecam do obejrzenia... o śnieniu... i możliwościach, jakie nam daje świadome śnienie... o tym własnie dzieli się swoją wiedzą niejaki Bashar:
I "moja"- " tys pikna" prawda: warto przede wszystkim ufać sobie, swojemu sercu, swojej intuicji, potrzebom swojej duszy jako wielowymiarowej części siebie… aby móc obserwować wyczyny swojego ducha... a tak mi się dziwnie napisało...
I Michaela zapytała mnie pośrednio o to, jak mogę wytłumaczyć to, że ludzie doświadczają porwań, eksperymentów itp. przez tzw. UFO. I napisała: "PS. Ciekawi mnie jak TY tą siekierą rozupałaś sobie głowę i to z tyłu? Myślę, że to jest klasyczne „screen memory”, za którym KRYJĄ się PRAWDZIWE Twoje przeżycia". Oto moja odpowiedź: Jest w człowieku nieuświadomiony lęk związany z jakiś „karmicznymi sytuacjami”, które czekają na uwolnienie (zerowanie). Ale póki ich nie jesteśmy świadomi, to nie mogą być one zrozumiane i uwolnione, więc manifestują się one – ku naszemu zaskoczeniu (i czasem przerażeniu) – w materii, w Rzeczy Istności (tzw. rzeczywistości). I wtedy zaczynamy „sobie uświadamiać, że wszystkie myśli, niezależnie od tego, czy świadome czy nieświadome, są jedynie mentalnymi iluzjami.” Które jednak w rezultacie manifestują się w świecie materialnym, w „Rzeczy Istności”, w naszym działaniu i współtworzeniu (…) (mniej lub bardziej świadomym) tego świata, tej czasoprzestrzeni, w której obecnie żyjemy. Materializują się te myśli, poprzez które np. ujawniają się nasze nieświadome lęki. I materializują się sny, różne „koszmary”, których znaczenia nie rozumiemy, a moglibyśmy je „przerobić w sobie”. Bo pewne sytuacje w snach mogą być tak samo „lekcjami do odrobienia” jak i pewne sytuacje w życiu na jawie. Jeszcze dużo do odkrycia mają ludzie, choćby to, jak głęboko sny i jawa są ze sobą powiązane…
„Ciekawi mnie jak TY tą siekierą rozupałaś sobie głowę i to z tyłu?”
Zrobiłam to we ŚNIE. to fakt, bo we śnie było to możliwe, ale…
Napisałam:
//W tych snach przejawił się mój strach przed czymś – dla mnie nieznanym wówczas, a co ludzie nazywają na przykład ufo. Ale miałam tyle odwagi w sobie, że powyjmowałam z głowy te chipy.
Przyjęłam to takie, jakie było w tych snach i zaakceptowałam. I już nie wracałam więcej do tych tematów, nie zasilałam ich, nie zawiesiłam się wówczas na „dociekaniu prawdy”, bo nie chciałam swoją uwagą, swoimi myślami i emocjami podtrzymywać taką „rzeczy istność” (- jak pisze Margo0307). :-) W innym przypadku, gdyby pozostała przy tym lęku, dałabym się wciągnąć w konflikt z jakimiś konceptami umysłu na temat różnych ufo. //
Być może, gdybym we śnie przestraszyła się tego czipa w głowie i obudziła się zlana potem i zaczęła bać się kosmitów, to przeżyłabym później taką (lub podobną) historię, jak ta kobieta z filmu. Ponieważ zrobiłam to we śnie, nie musiałam tego robić w tym życiu :-)
Dlatego uważam, że sny są bardzo ważnym elementem naszego życia. Miałam kiedyś sny, ale nie doceniałam ich wagi. Jeden sen powtarzał się kilka razy w różnej scenerii: współczesnej, bajkowej, średniowiecznej itp., ale historia była ta sama. Temat: poznawałam wspaniałego, pięknego mężczyznę, który mnie wprost uwielbiał. Byłam zadziwiona, ponieważ działo się to w czasie, kiedy byłam mężatką i byłam w „depresji”, a o żadnej zdradzie męża nigdy nie myślałam. I byłam zadziwiona, gdy ta historia przydarzyła się w moim życiu. Po moim rozwodzie i wyjściu z tamtej „depresji” znów pojawił się inny sen, z inną historią i znów powtarzał się w różnej scenerii kilka razy. Temat: byłam zdradzana przez ukochanego. W realu rzeczywiście mój nowy ukochany, ten wspaniały, piękny mężczyzna nosił mnie na rękach. A po jakimś czasie ta historia ze snu znów przydarzyła się w moim życiu. Zostałam zdradzona. I nagle (jakbym dostała czymś w głowę ) „olśniło mnie” i zdałam sobie sprawę, że jeśli nie „przepracuję” trudnych tematów, które pojawiają się w snach, to mogą się one zamanifestować w Rzeczy Istności (tzw. rzeczywistości ). Dlatego zaczęłam pracę ze snami.
W snach często przejawiają się także nasze strachy. Wszystkie sny są związane z tzw. karmą (coś, co mamy do "wyzerowania" czyli „przepracowania” i uwolnienia w sobie) oraz mamy także sny przejrzyste, w których przychodzi do nas odpowiednia wiedza.
Sny związane z karmą mogą przejawiać się także we współczesnej „scenografii” lub „historycznej” jako epizody z tzw. poprzednich wcieleń, z wcześniejszych okresów obecnego życia lub są odreagowaniem naszych przeżyć w dniu poprzedzającym śnienie.
Sny mogą się manifestować w rzeczywistości. W Tybecie ponoć było wiele kobiet, które miały dzieci po stosunkach z jakimiś niefizycznymi istotami. Podobnie, jak Matka Boska.
To świadczy tylko :-) o mocy naszych umysłów.
A jeśli Ty chcesz współtworzyć taką rzeczywistość, w której istoty z kosmosu porywają ludzi, robią na nich eksperymenty, znęcają się nad nimi itp., to z jakiegoś powodu tak robisz. Ja wiem, że to możliwe, ale nie chcę współtworzyć – utrzymywać i zasilać swoimi myślami i emocjami takiego świata. Ani dawać się wciągnąć w konflikty z jakimiś konceptami umysłu (nawet manifestującymi się w rzeczywistości) na temat różnych ufo.
Dlatego… tym większą czuję odpowiedzialność za myśli, którym pozwalam, by się w moim umyśle myślały… :-D Mało tego, kiedyś nawet przestałam marzyć… Tekst o tym jest również umieszczony na pasku bocznym mojego bloga.
Czasem mam wrażenie, że i tak istniejemy w różnych, równoległych światach – rzeczywistościach, które od czasu do czasu wzajemnie się przenikają. Być może teraz to przenikanie staje się coraz bardziej intensywne?
p.s. I dodam: całkiem możliwe, że na Ziemi może zacząć pojawiać się coraz więcej coraz bardziej „nieprawdopodobnych” do zaistnienia wcześniej zjawisk. I może wszystko, co myślimy, kreujemy zacznie się „manifestować” w przyśpieszonym tempie…? Pisałam o tym kiedyś, ale nie będę już tego przytaczać. Może innym razem. ;-)
Dodane 04,12,2014
Kiedyś W 2009 roku miałam wizję... byłam w lesie na trzydniowym "odosobnieniu" - medytacji i siedziałam tam bez jedzenia i picia. Zadałam pytanie: skąd pochodzę?
Dowiedziałam się, że nie otrzymam odpowiedzi na to pytanie, ponieważ gdybym otrzymała jakąś konkretną odpowiedź na przykład, że pochodzę z Plejad albo z Syriusza czy z innego miejsca w kosmosie, to przywiązałabym się do tego miejsca i do tego przekonania. Odpowiedź zatem brzmiała: pochodzę z różnych miejsc i różnego czasu we wszechświecie.
Potem z kolei przyszła informacja, że czas jest względny i jest to narzędzie, które "przywiązuje" nas do danej "rzeczywistości", do danego świata ograniczając w ten sposób naszą percepcję i świadomość.
Następnie zobaczyłam wyraźnie, że wszystkie istoty z wyższej wymiarowości (tak zwanej "wyższej gęstości") są nami z innych czasoprzestrzeni. Mogą się z nami 'tutaj' komunikować, gdy nie przywiązujemy się zbytnio do pojęcia czasu liniowego.
"Taoistyczny mędrzec przebywający w 10 000 światów."
Dodane 05.12.2014
Z UMYSŁU:
Nie twierdzę, że nie istnieją istoty nazywane "obcymi", "alienami" czy kosmitami, które mają cywilizacje bardziej rozwinięte niż obecna ludzkość. Wiem, że na Ziemi wcześniej istniała ludzkość czy istoty humanoidalne o bardzo rozwiniętej tzw. cywilizacji i technologiach.
Dla mnie wszystkie istoty z wyższej wymiarowości (tak zwanej "wyższej gęstości") są nami z innych czasoprzestrzeni. I my możemy się z nimi komunikować. Mamy taki potencjał...
Z tego, co wiem istnieje coś takiego jak Układ 13 Galaktyk. Jeśli istnieje Układ 13 Galaktyk :-), to całkiem naturalne, że w jakiś sposób poprzez "bramy" czyli ich centra oraz Słońca - gwiazdy centralne układów słoneczno-planetarnych, wciąż następuje przepływ informacji. Tak, jak przez nasze Słońce.
Wiem, że istnieją różne światy, równoległe, które przenikają się wzajemnie, a my możemy przechodzić z jednego w drugi, a nawet je przenikać (jak ten chiński mędrzec na rysunku powyżej.)
Pisałam już kiedyś i może kiedyś, w przyszłości ten wątek rozwinę: to, co dzieje się w różnych Światach na Ziemi, w różnych Układach Słonecznych w naszej Galaktyce, a także w różnych galaktykach, może na siebie wzajemnie oddziaływać. I oddziałuje poprzez nasze Słońce i planety naszego Układu Słonecznego. Wiem, że możliwości ludzkiego umysłu są ogromne.
Wiem, że na Ziemi istniały cywilizacje dużo bardziej rozwinięte i mogły istnieć istoty "humanoidalne" pięć albo i dziesięć razy większe od współczesnego człowieka i mogły posługiwać się techniką, której przeciętny współczesny człowiek nawet wyobrazić sobie nie może.
Z SERCA:
Czy taka wiedza zmienia cokolwiek w kondycji współczesnego człowieka? Czy ta wiedza pomaga Ci być bardziej radosną/radosnym, bardziej szczęśliwą/szczęśliwym w codziennym życiu i mieć lepsze relacje z innymi ludźmi? Nie martwić się o przyszłość? Nie każda wiedza służy naszemu rozwojowi i poszerzaniu swojej świadomości czy rozwojowi. Co z tego, że wiemy, iż istnieje technologia, która mogłaby nam dostarczać darmową energię?
Jest wiele odkryć, które mogłyby usprawnić życie ludzi na Ziemi, ale tzw. karma nie pozwala na to, bo nadal istnieją wzorce działania, które po prostu powstrzymują np.rozwój darmowej energii, produkcję pralki bez detergentów i leków nie zatruwających ludzkich organizmów. Wiesz doskonale, że gdyby kiedyś wcześniej ktoś zabroniłby Ci kupowania leków w aptece, poczułabyś/poczułbyś oburzenie. Ale pewnego dnia możesz przestać faszerować się lekami. Gdy będzie to Twój świadomy wybór.(Już od wielu lat nie kupuję ani nie zażywam takich leków.) Ale nie zmusisz innych do tego, by zaczęli robić to, co Ty, bo wtedy trzeba używać metod manipulacji lub nacisku czyli takich, które blokują możliwość podejmowania świadomych decyzji przez innych. Bo każdy potrzebuje dojrzeć sam, każdy indywidualnie potrzebuje dojrzeć do takiej decyzji. I podobnie jest z całością ludzkości... Gdyby wszyscy przestali sami z siebie np. kupować leki, firmy - wielkie koncerny farmaceutyczne padłyby. Oto przykład, jak my zasilamy i utrzymujemy rzeczywistość taką, jaka jest. (Choć dla każdego z nas może być ta rzeczywistość trochę inna.) A moglibyśmy wszyscy sami siebie uzdrawiać. Tak, moglibyśmy, gdybyśmy... zechcieli.
Dlatego od każdego z nas indywidualnie zależy, jaka nas przyszłość czeka. I być może kiedyś będziemy mieć na Ziemi dostęp do darmowej energii (bo kiedyś już mieliśmy :-), ale... najpierw potrzebujemy do tego dojrzeć znaczy to - uwolnić się od przekonań i takich wzorców działania, które nam to uniemożliwiają. Być może... w następnym wcieleniu. ;-)
Ogólnie:
Wiem, że naszymi myślami tworzymy rzeczywistość. Jeśli ktoś będzie wierzył, że Ziemia jest płaska (a pojawiają się osoby mające takie przekonania :-)), to po śmierci, w następnym wcieleniu taka osoba może trafić do takiej czasoprzestrzeni - takiego świata, w którym Ziemia jest rzeczywiście płaska (w historii Ziemi ponoć były już takie okresy :-)). Jeśli ktoś uwierzy, że dostęp do darmowej energii jest możliwy, to tak może się stać.
Więc jeśli uwierzymy, że technologicznie będziemy się rozwijać, to będziemy się rozwijać, a nawet możemy spotkać istoty z innych Układów Słonecznych, które latają statkami kosmicznymi... - jeśli zaczniemy coraz intensywniej o tym myśleć i dawać energię i uwagę takim myślom. Wszystko jest możliwe. (Ja tylko nieśmiało ;-) przypominam o tym, że człowiek może się zaplątać w takich podróżach albo w tej technologii tak, że zatraci sam siebie, jeśli nie będzie na nią gotowy. Tak, jak podobno pewne istoty, które musiały korzystać z DNA ludzkości, by siebie "odtworzyć"...)
Jak będziesz miał/a ochotę, to obejrzyj ten filmik do końca: https://www.youtube.com/watch?v=KjwAiirf3Wg Nie mogę go wkleić.
Ten filmik po prostu jest przykładem na to, w jaki sposób swoimi myślami możemy wpływać na tzw. rzeczywistość. Dlatego dałam do niego link :-) Nie dlatego, żebym uważała, że powinniśmy robić to, co "podpowiada" Bashar ;-), ale po to, żeby wiedzieć i z-rozumieć, jakie metody są/mogą być używane do kreacji "rzeczywistości" za pomocą odpowiednich myśli i utrzymywania energii naszej uwagi (marzenia) na danym "obiekcie" lub sytuacji (intencji).
Wiem, że pochodzę z różnych miejsc i różnego czasu we wszechświecie. :-D
A tu inny, równie ciekawy, jak dla mnie film:
Z mojego doświadczenia i z pracy ze
snami wynika, że informacje o nas samych, które pojawiają się w
snach mogą wzbogacać naszą świadomość i wiedzę o samych
sobie. Praca ze snem daje mi spory wgląd. Czasami sny są bardzo
skomplikowane, zarówno w warstwie fabularnej, semantycznej,
obrazowej... Pozornie wydają się pozbawione jakiejś logiki i
sensu. Wtedy trzeba się doszukiwać tej logiki i sensu dokonując
precyzyjnej analizy lub poddając się po prostu zaufaniu intuicji.
Ale zdarzają się też takie sny, w których przekaz informacji jest
niezwykle prosty i klarowny. Oto dwa przykłady takich moich snów.
Nie trzeba być wybitnymi specjalistami od snów, ani psychologami,
by rozpoznać ich znaczenie.
- "Sen - to tasowanie talii kart, i
układanie z nich pasjansa. A może tylko przegląd, co zostawić na
wierzchu, co schowac do szuflady, co na strych, a co won do
śmieci.
Że sen wraz z postaciami, obrazami - uosabia,
przewiduje, oznacza - li tylko w oczach patrzącego, nie w samych
kartach. (...) Ot, tak widzę sny." - Tichy.
Rozumiem,
chociaż ja "widzę" i rozumiem to trochę inaczej.
Kart w tarocie jest ograniczona ilość podobnie, jak sytuacji w
życiu, choć tych jest trochę więcej. Każda karta jednak coś
symbolizuje. Czym jest symbol?
Symbol
– odpowiednik pojęcia postrzegany zmysłowo. Najbardziej ogólnie
jest to zastąpienie jednego pojęcia innym, krótszym, bardziej
wyrazistym lub najlepiej oddającym jego naturę, albo mniej
abstrakcyjnym. Jest to znak odnoszący się do innego systemu
znaczeń, niż do tego do którego bezpośrednio się odnosi.
Przykładowo symbol lwa oznacza nie tylko dany gatunek zwierzęcia,
lecz często także siłę lub władzę. Symbole są pewnymi znakami
umownymi, które w różnych kulturach mogą mieć różne znaczenia
- to odróżnia symbol od jednoznacznej alegorii. ( z Wikipedii ).
Czy sytuacje z życia pojawiające
się we śnie mogą coś symbolizować? Czy mogą być w nich ukryte
jakieś pojęcia oddające naturę naszych działań na jawie?
Sny można traktować jako jeden z cudów natury, a nie jako rezultat bezsensownej i
bełkotliwej wędrówki umysłu po swoich zakamarkach. Śnienie
jest procesem, jest też miejscem, w którym styka się proces życia
z naszą świadomą osobowością. Jeśli sny są niezrozumiałe, to
znaczy tylko, że ich treść znajduje się poza nasza
świadomością.
Życie istniało zanim pojawiła się świadoma siebie ludzka
osobowość. Podobnie procesy życiowe stanowią główną część
naszej istoty konstruujące naszą osobowość, ale poza marzeniami
sennymi rzadko jesteśmy ich świadomi tak samo, jak rzadko świadomi
jesteśmy naszej bogatej osobowości, która przejawia sie
intensywnie w snach.
Nasze zdrowie
psychiczne i fizyczne zależy od harmonizowania spontanicznych
procesów życia ze świadomymi wyborami i działaniami. Dlatego to
harmonizowanie w śnieniu może mieć wpływ na nasze zdrowie i być
sprawą życiowej wagi.
Śnienie łączy to, co najstarsze i to, co najnowsze w
indywidualnym życiu, a nawet w ewolucji. Śnienie jest również
czymś więcej:
• Objawem tego, co dzieje się w ciele
fizycznym. Niektórzy lekarze, a i osoby o sporej samoświadomości
niebędące lekarzami z zawodu, lecz będące lekarzami samych
siebie, uważają, że w marzeniach sennych konkretyzują się oznaki
choroby na długo przedtem, zanim ujawnią się w świadomości. Te
oznaki mogą przejawiać się wprost jako zapowiedż choroby lub jako
symbole – w trudnych, często traumatycznych sytuacjach.
•
Sposobem równoważenia aktywności fizjologicznej i duchowej. Gdyby
pozbawić kogoś możliwości śnienia, konsekwencje tego doprowadzić
by mogły do zaburzeń fizycznych i psychicznych. A ci, co mówią,
że nic im się nie śni najpradopodobniej po prostu nie pamiętają
swoich snów.
• Oryginalnym sposobem wglądu w samego
siebie. Przypominają nam o naszych doświadczeniach i odczytują
informacje zawarte w nieświadomości. W ten sposób możliwe jest
kształtowanie na przykład nowych idei albo podejmowanie decyzji o
zmianie swoich nawyków, a nawet zmianie świadomości przy użyciu
woli.
• Ćwiczeniem rozwijającym kontakt z duszą. Ciało,
które choruje też wymaga odpowiednich ćwiczeń, diety, ruchu,
podobnie umysł i emocje potrzebują wentyla oraz ćwiczeń. Sny
zaspokajają tę potrzebę. W snach latamy jak ptaki, pływamy w
wodzie i powietrzu jak ryby i inne zwierzeta, poruszamy się jakbyśmy
mieli opanowaną wiedzę oddziaływań sił grawitacyjnych na nasze
ciała, stajemy się innymi istotami, transformujemy swoje ciała na
poziomy energetyczne... W snach dokonujemy cudów. Ale nie są to
cuda w innych światach. W taki sposób więc otrzymujemy wiedzę o
prawach panujących w innych światach.
• Źródłem
informacji. Mamy zdolność do przyswajania informacji nie tylko z
książek i codziennych wydarzeń zyskując w ten sposób
samoświadomość i zdobywając wiedzę. Często poprawnie
przewidujemy przyszłość dzięki trzeźwej ocenie teraźniejszości.
Te zdolności przejawiają się również w snach. I ze snów możemy
czerpać dodatkowe informacje. Dzięki temu mamy możliwość
rozwiązywania problemów, wewnętrznych konfliktów, a w
konsekwencji uzdrawiania skomplikowanych relacji z innymi. Dzięki
temu także dokonanych zostało wiele wspaniałych odkryć w
dziedzinie nauki.
• Sposobem dotarcia do świata
niedostępnego nam w bezpośrednim doświadczaniu na jawie, w naszej
"czterowymiarowej" rzeczywistości, w "naszym
świecie". W śnieniu wkraczamy w wielowymiarowość swojego
istnienia, otwieramy bramy, tunele, kanały, mosty, ikony, zapisy...
Docieramy do tych części siebie, które istnieją poza granicami
wytyczonymi przez nasze dotychczasowe postrzeganie i rozumienie, a
zatem również poza naszą "aktualną" świadomość "rzeczywistości",
w której się przejawiamy. Wzbogacamy, poszerzamy, pogłębiamy w
ten sposób przestrzeń naszej samoświadomości.
Nasza pamięć zdarzeń zachodzących
na jawie także bywa "konstruktem". Jest zdarzenie. Wersji
tego zdarzenia często jest tyle, ilu ludzi było jego świadkami.
Zawsze znajdą się jakieś "drobiazgi", które te wersje
będą różnić od siebie. W tym sensie sami manipulujemy
rzeczywistością również. Niekoniecznie w sposób świadomy. Więc
na ogół wątpie w tak zwaną obiektywną "prawdziwość"
opowiadanych przez ludzi historii. Ale wiem i wierzę, że dla
opowiadacza zawsze jego historia jest prawdziwa. Tak jak moje
historie dla mnie są prawdziwe :-)
Widzieć rzeczy takimi, jakie
są naprawdę, a nie takimi jakimi nam sie wydają to wspaniała
umiejętność, więcej: to po prostu wielka mądrość.
Praktyka:
Najpierw
nauczyłam się zapamiętywać sny. Moja metoda:
Kartki i coś do
pisania przy łóżku. Śniłam, budziłam się i zapisywałam. Jak nie cały
sen to hasła - klucze, które po przebudzeniu przypominały mi
fabułę. Można też stosować, jeśli ktoś lubi, metodę
rysunków.
Potem przeczytałam książkę pt."Nowy sennik snów". I często do niej zaglądałam. Najlepiej jest jednak, jak każdy wypracuje sobie swoją własną
metodę. W taki sposób, według mnie, najlepiej się pracuje. Jeżeli
pracuję z kimś, to tez nie stosuję jednej metody.
Miałam sporo snów dotyczących
jednego tematu, które po dwóch latach okazały się prorocze - moje
życie uległo radykalnej zmianie, a rezultat stał się taki, jak w
tych snach.
Co ciekawe, gdy czytuję teraz swoje sny po
kilku lub kilkunastu już latach, rozpoznaję niektóre z nich dopiero teraz - ich
znaczenie albo zrealizowaną "przepowiednię". No
i obecnie staram się pracować ze snami na bieżąco
Tenzin Wangyal Rinpocze - Cel praktykowania Jogi Snu
Nie
bałam się śmierci. Od dzieciństwa. Za to bałam się kręcenia na karuzeli, bo chciało mi się wymiotować. Kiedyś, gdy byłam młoda, próbowałam kilka
razy popełnić samobójstwo. Nie chciało mi się żyć... Z
niezgody na to... "całe zło", kłamstwa,
niesprawiedliwość, okrucieństwo itd. itp.... I raz, prawie mi się udało...
Prawie. Ponieważ jednak się nie udało, czułam wtedy ogromne rozczarowanie. Ale nagle usłyszałam
głos w sobie, który powiedział, że gdybym umarła i tak
musiałabym tu wrócić. Bo jestem tu po to, by zrozumieć ten świat.
A potem będę wiedziała, co dalej...
Po
pierwsze... owa trójca kojarzy mi się oczywiście z trzema Parkami,
Mojrami: jedna przędzie nić żywota, druga podtrzymuje, a trzecia
przecina… (Wiem, że była jeszcze czwarta, co pruła… ;-) Kiedyś sama prułam
skomplikowane wzory tych nici "starych" wzorków...).
W
tradycji pewnego plemienia (mogę znaleźć nazwę, jeśli ktoś
byłby tym zainteresowany *), na porządku dziennym było spotykanie
się i odgrywanie sytuacji ze snów członków tego plemienia w celu
uwalniania tworzących się na poziomie nieświadomości napięć
pomiędzy członkami tej społeczności. Oczywiście wśród członków
tego społeczeństwa nie było tak zwanego zakłamania. Dlatego każdy potrafił
odważnie i szczerze dzielić się z innymi swoimi najbardziej
dziwacznymi snami. Potem wszyscy członkowie odgrywali taki sen. W pewnych przypadkach czasem na życzenie “bohatera”, zakończenie snu na jawie mogło
zostać zmienione. I ważne było wtedy też odegranie tej zmiany na
jawie.
Wyobraź
sobie, że przyśniło ci się, że miałeś romans z żoną swojego
przyjaciela. Potem w niedzielę (zamiast na przykład iść do kościoła ;-))
spotykasz się ze swoimi współplemieńcami. Jest oczywiście wśród
nich Twój przyjaciel i jego żona. Opowiadasz swój sen, a potem
razem odgrywacie “spektakl” zgodnie z treścią “scenariusza”
Twojego snu. Towarzyszą temu dźwięki bębnów, grzechotek i innych
prostych instrumentów. A Ty “publicznie”, na oczach wszystkich,
odgrywasz wraz z żoną przyjaciela taniec uwodzenia, romansowania, a
nawet – jeśli było tak w Twoim śnie – akt seksualny.
ODGRYWACIE tę sytuację za pomocą TAŃCA. W trakcie tego
“spektaklu” możliwe są improwizacje, więc na przykład Twój
przyjaciel może odegrać scenę zazdrości i złości. Ale nie może
Ciebie atakować, jeśli nie było takiego ataku w Twoim śnie.
Wszyscy
uczestnicy takiego “spektaklu” – rytuału są świadomi tego,
że w snach przejawia się nasza nieświadomość i że odgrywanie
snów na jawie służy uwalnianiu napięć pojawiających się
(nieświadomie) w trakcie śnienia. Więc na koniec wszyscy są
szczęśliwi, że wszystkie napięcia (i wewnętrzne "demony")
w trakcie rytuału odgrywania snu zostały uwolnione. I “spektakl”
się kończy…
Teraz
twój przyjaciel dziękuję Tobie za uwolnienie siebie i jego, a
także jego żony. I nie odczuwasz wstydu nawet sam przed sobą, że
miałeś taki głupi i dziwny sen. Bo przecież żona twojego
przyjaciela jest co prawda ładna i sympatyczna, ale przecież nigdy
“normalnie” do głowy by ci nie przyszło, że chciałbyś
przeżyć z nią romans. Inna wersja jest taka, że nieświadomie
chciałbyś z nią przeżyć coś takiego, ale wypierałeś się tych
uczuć sam przed sobą i dlatego miałeś ów sen. Ale w trakcie
odgrywania tego snu wszystkie napięcia z tym związane po pierwsze
zostają “upublicznione”, więc wywleczone niejako na poziom
świadomości i poprzez odegranie ich w “bezpieczny sposób” –
poprzez “spektakl”, taniec, rytuał, ogólnie sztukę – zostają
uwolnione.
W
innym przypaku taki nieświadomy "wzorek" powoli rozwijałby się w
Tobie jako nieświadomiony wewnętrzny "demon", "pasożyt",
który być może pewnego dnia zacząłby flirt z żoną twego
przyjaciela. Aż w końcu doprowadziłby Cię tym samym do Twojej zdrady… przede wszystkim siebie
samego (bo nieświadomego, dlaczego tak się stało) oraz Twojego przyjaciela... w
końcu zniszczyłbyś nieświadomie waszą przyjaźń Bo czym innym jest świadome rozstanie z przyjacielem, ponieważ z jakichś powodów kończy się wasza wspólna droga, a czym innym nieświadome zniszczenie relacji.
Spróbuj
sobie przypomnieć jakiś sen, w którym robiłeś/robiłaś “coś złego” (społecznie lub moralnie nie akceptowalnego) i wyobraź sobie, że odgrywasz ten sen jako “spektakl” – rytuał
mający na celu uwolnienie nieświadomych napięć w Tobie, które
przejawiły się poprzez ten sen…
Teraz
mnie "oświeciło", ponieważ nagle zdałam sobie sprawę,
że owa statuetka Sziwy może mieć bardzo ważne symboliczne znaczenie -
"ochronne" albo uświadamiające... W kontekście tego, co napisałam powyżej o
"odgrywaniu" snów, pojawiło mi się zrozumienie, że
statuetka ta jest formą "tańczącego Sziwy", który na
podobieństwo rytualnego tańca ma po pierwsze: uświadamiać nam
symbolikę tego tańca i wzorcowego archetypu "Niszczyciela".
A po drugie ma w rezultacie ochronić nas przed nieświadomymi siłami
destrukcji naszych własnych "demonów". W jaki sposób
taka statuetka może nas ochronić przed nieświadomymi siłami
destrukcji naszych własnych “demonów”? Ano poprzez
uświadomienie sobie tego w wzorca w sobie i uwolnienie się od niego
(od strachu przed zniszczeniem też). I można wtedy podziękować Sziwie za to
przypomnienie...
Istnieje
wiele opowieści związanych ze świętem Shivaratri i jego początków. "Siły niszczycielskie"… możemy postrzegać jako "złe" albo jako "dobre: "oczyszczające" - jako naturalny proces "transformacji"… Podobne
legendy krążą o bogini Kali i
przedstawiają ją jako krwiożerczego, seksualnie rozbuchanego
potwora. A to interpretacje wynikające z lęku
przed nieznanym, zapomnianym jej aspektem.... Te interpretacje wynikają z
niezrozumienia albo z umyślnego wypaczenia znaczenia tych wzorców i
archetypu, który ona reprezentuje – symbolizuje. Podobnie
w kościele katolickim – przez odpowiednie interpretacje –
z nauk Chrystusa pozostało niewiele z tego, czego on nauczał.
Ale
jeśli ktoś potrzebuje się obawiać czegoś i zamartwiać tym, że na przykład “są
czynione niebezpieczne eksperymenty w CERN”, to już wybór tej osoby…
co chce zasilać swoimi myślami i obawami. Ja tam szanuję czyjeś wybory.
Postrzegam
to podobnie jak Margo0307. Ale
rozumiem, że ktoś może bać się śmierci i zniszczenia, a nawet
traktować to bardzo emocjonalnie i osobiście. Tylko skąd te lęki i po
co? Czy one coś zmienią? Czy wprowadzą harmonię, czy raczej
utrzymują wewnętrzny chaos?
Trudno być odpowiedzialnym, gdy nie wie się za co… gdy większość naszych myśli jest myślana nieświadomie i
większość czynów jest wykonywana nieświadomie. I
na przykład tłuczemy się (niektórzy z nas) w serce w kościele klepiąc bezmyślnie: “moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina…” nie mając często pojęcia w
CZYM zawiniliśmy. Zamiast to serce uszanować i zacząć go słuchać…
I zacząć przyglądać się, zacząć obserwować samych siebie…
swoje myśli, swoje czyny, uczyć się odpowiedzialności za nie i
bycia świadomymi, co i dlaczego: myślimy i robimy ?
I
jeszcze kilka cytatów potwierdzających sens poznawania swojej
"strefy cienia", uznania jej w sobie i "uzdrawiania":
1.
“Poznanie naszej własnej mrocznej strony to najlepszy sposób
radzenia sobie z mroczną stroną innych.” C.C.Jung
2.
“To nie przypadek, że ekspresja artystyczna i rytuały stały u
podstaw starożytnych cywilizacji. Sztuka stanowiła osobistą metodę
wyrażania ciemnej strony psychiki człowieka i uświadamiania jej
sobie. Spełniała funkcję psychoterapii. (…) Rytuały dawały
uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu
treści psychologicznych. Dopóki ludzie w ten sposób “stawiali
czoła” czy też pozwalali w ten sposób przejawiać się własnym,
wewnętrznym “demonom” i akceptowali je w sobie jako swoje, nie
projektowali ich na świat fizyczny ani na innych. Mieli ich
świadomość.”
W
ten sposób ludzie oczyszczali siebie świadomie pozwalając na
przejawienie się wewnętrznych demonów poprzez taniec “rytualny”
lub ogólnie poprzez sztukę.
Projekcja
swoich nieświadomych aspektów “ciemnej strony – naszej strefy
cienia” na innych odbywa się tylko wtedy, gdy owe własne “demony”
są wyparte do nieświadomości, odrzucone i odepchnięte do owej
“strefy cienia”.
3.
” Jeśli wydobędziesz na wierzch, co jest w tobie, wówczas to, co
wydobędziesz, ocali cię. Jeśli nie wydobędziesz tego, co jest w
tobie, wtedy to, czego nie wydobędziesz, zniszczy cię.” –
Chrystus ze Zwojów z Morza Martwego.
4.”Wszyscy
mamy swoje wewnętrzne “demony”, ale (…) często tymi naszymi
demonami są dla nas codziennie spotykani ludzie. Ludzie, z którymi
się sprzeczamy, ludzie którym zazdrościmy, lub których
nienawidzimy [także ci, których posądzamy o różne straszne
rzeczy...] Ci, których krzywdzimy fizycznie i emocjonalnie. I nie
tylko dlatego, że im zazdrościmy albo nienawidzimy czegoś w tych
ludziach, ale dlatego, że nienawidzimy tego, iż nam przypominają o
nas samych [te części nas, których się wyparliśmy]. Inni
odzwierciedlają te nasze cechy, których chcielibyśmy mieć więcej
albo te, których nie chcielibyśmy mieć wcale. Więc co robimy?
Łagodzimy
ból nie przez zmianę czy rozpoznanie własnych demonów, ale przez
walkę z osobami, które nam o nich przypominają… poprzez
krzywdzenie ludzi przypominających nam cechy, ktorych u siebie nie
lubimy. A gdy – nie wiedząc czemu – stajemy się sfrustrowani
tak, że nie panujemy nad emocjami, obwiniamy za to innych, winimy za
to dosłownie wszystko, co może być katalizatorem naszej
nienawiści. ”
Właśnie
przypomniałam dziś w nowej notce o prostej metodzie pracy
wyciągania na poziom świadomości tych części nas samych, które
ukryte przed nami zepchnięte zostały do nieświadomości –
metodzie LUSTRA.
5.
“Pojawienie się systemów, które zmusiły człowieka do wyparcia
się jednego z biegunów ludzkiej dualistycznej natury, powoduje
życie w ciągłym napięciu, lękach, strachu i wewnętrznej walce.
Obniża się w ten sposób odporność ludzi i całych społeczeństw.
Dlaczego wciąż są niszczone plemiona szamańskie żyjące w
harmonii z całą naturą, w tym także w harmonii z dualnością
ludzkiej natury? Ponieważ zatraciliśmy swoje korzenie.
Ego
stale czuje się niepewne i ma potrzebę kontrolowania. Ego jest w
nas czymś podrzędnym, ale zachowuje się, jakby było
najważniejsze. Stąd ten rozłam pomiędzy ego a nieświadomością
czy jażnią. Działa tu też rodzaj kompleksu Mesjasza, gdy
projektujemy ideały (rolę) zbawiciela na kogoś oczekując, że nas
ocali, bo sami nie chcemy się z tym zmierzyć i zrozumieć. I
dlatego czujemy się wciąż niepewnie i dlatego czujemy, że nie
mamy wystarczającej siły, by kierować swoim życiem.”
Wiem,
że my (prawie wszyscy) jesteśmy jeszcze nieświadomi swoich własnych,
wewnętrznych demonów, dlatego tak cierpimy. A przecież sami
możemy się "uzdrowić" czy uwolnić z wpływu wszelkich "demonów" i "złych duchów" przede wszystkich uświadamiając sobie ich wyparcie i odepchnięcie ich do "strefy cienia", Także tych "duchów i demonów czyhających na nas w Astralu". (O tym między
innymi traktuje na przykład joga śnienia albo bardo czy tolteckie śnienie.) Oczywiście to wymaga
sporego wysiłku. Ale jest to możliwe tylko dla tych, którzy tego
potrzebują, którzy są na to gotowi… w swojej podróży w
nieskończoności.
Jeszcze a propos walki i pięknej przypowieści Margo0307, którą przedstawiłam w poprzedniej notce.
Chaos => walka => harmonia… (I Michaela też na to zwróciła uwagę…)
Dlaczego
niektórzy ludzie chcą koniecznie zwalczać choćby "miłością" nienawiść, dobrem zło, światłem ciemność, zamiast szukać
sposobów na dokonanie odpowiednich zmian, które doprowadzą do
pokoju i harmonii… przede wszystkim w sobie? No chyba, że po
prostu nie zależy im na tym. Walka to walka. Oczywiście, jeśli ktoś jej potrzebuje, to ją ma. Z wewnętrzną i nieświadomie kontynuowaną włącznie...
Kto
wie, może są tacy ludzie, którzy nawet nieświadomie pragną pozostać w tym
wewnętrznym konflikcie? Dlatego ich ego-ja z takim zainteresowaniem "przykleja się" do myśli o różnego typu zagrożeniach i sytuacji konfliktowych w życiu osobistym, na
świecie albo nawet w astralu?
Skąd
to wiem? Bo sama tak kiedyś robiłam. Z doświadczenia to znam, ale
uświadomiłam to sobie i dokonałam zmian. I wiem, że to możliwe. Dlatego
teraz tym dzielę się w wolności od rezultatów, jakie moja
pisanina może mieć lub nie mieć.
Rozpoznawanie
sposobów działania naszych umysłów w tym świecie może być…
wprost fascynujące… Jakie misternie utkane konstrukcje tworzy
ego-ja, by tylko utrzymać nas w nieświadomości tego, co naprawdę
sobie myślimy o sobie i innych, i o całym naszym świecie “Dobra
i Zła”; jaki świat współtworzymy naszymi nieświadomymi
myślami, przekonaniami i czynami…wraz z innymi; jakie iluzje
podtrzymujemy…
p.s. Pół-żartem, pół-serio ostrzegam: jeśli jesteś nieświadomy/nieświadoma swoich wewnętrznych demonów,
możesz je zawsze dostrzec we mnie - jak je na mnie
nieświadomie sobie zaprojektujesz. ;-)
_____
*) Znalazłam jeden przykład:
""Irokezi
(według mnicha Fremina, który opisywał ich zwyczaje w XVIII
wieku), czcili sen jako bóstwo. Wyrażnie rozróżniali pomiędzy świadomością i podświadomością, i uważali, że ukryta lub
podświadoma [nieświadoma] część psyche wyraża swoje pragnienia
poprzez sny. Jeśli owe pragnienia nie zostaną zaspokojone,
podświadomość wpada w gniew. Irokezi praktykowali
"teatr snu". (...) Podczas takich rytuałów dozwolone było
przekraczanie przyjętych zasad społecznych. Miało to na celu
wyrażenie podświadomych pragnień i ochronę przed chorobą ciala lub
umysłu. Niezrealizowane, ukryte pragnienia uważano bowiem za
podstawową przyczynę zaburzeń osobistych i społecznych.(…)
Można
powiedzieć, że rytuały "odgrywania" snów służyły
wyłącznie rozładowywaniu napięć. (...) To rodzaj psychoterapii,
lecz i droga do poszerzania świadomości." - z książki "Nowy słownik snów" Tony'ego Crispa