piątek, 11 października 2013

KWIAT ŻYCIA, JANTRA, MANDALA I... MATRYCE




Czym jest Yantra / Jantra?

“Yantra w znaczeniu dosłownym oznacza instrument, maszynę bądź warsztat, w szczególności warsztat tkacki. Yantry są rytualnymi diagramami rozpowszechnionymi w hinduiźmie i tantryźmie, służą do medytacji lub spełniają funkcje inicjacyjne." cyt z Wikipedii

Yantry bywają geometrycznie zróżnicowane…
Yantra to rodzaj programu, który istnieje we wszechświecie. To "maszyna generująca lub też utrzymująca fraktalny świat tzw. matrixa. Yantry podobno były używane do przebudzania świadomości od tysięcy lat. Wizualna forma mantry jest reprezentacją wewnętrznego procesu rozwoju duchowego. Jest to ukryta muzyka wszechświata. (patrz cymatiks), która staje się widoczna jako stworzona z krzyżujących się, nakładających na siebie form geometrycznych i wzorów interferencyjnych. Także yantry o róznej geometrii (lotosy o różnej ilości płatków) są we wschodnich tradycjach przypisane do poszczególnych czakr - ośrodków energo-psychiczno-fizycznych w naszych ludzkich ciałach.

Tradycyjnie (np. w Tybecie) Yantra wyposażona jest w wiele warstw znaczeniowych czasami zawierających pełną kosmologię i np. poglądy na świat czy system przekonań (idee i wzorce działania).

Yantra jest stale ewoluującym wzorem i ma różne stany... Yantry mogą też jak matryce przenikać się… i stawać zmiennokształtnymi. 

Pisałam, że kwiat lotosu, który znalazł się na rysunku “mojej szmaragdowej tabliczki” :


jako głowa postaci, to kwiat o nieskończonej liczbie płatków. To kwiat, który jest żywy, pulsujący, może być zmienny, a jednocześnie stały… Dlatego ów "Kwiat Lotosu" może nawet zmieniać swoją formę – geometrię. Yantra działa tak, że ma moc przetwarzania cyklu. I jeśli ktoś chce zatrzymac się w danym świecie, jego yantra przyjmuje stałą formę kompatybilną z danym światem. Jeśli następują zmiany, może zmianie ulegać geometria czyli forma "Kwiatu życia", yantry.

Bardzo ciekawy filmik, który przedstawia, jak zmienia się geometria w zależności od różnej częstotliwości drgań:
https://www.youtube.com/watch?v=QUH2xCN0YvA



Przycisz najpierw słuchawki, zanim zaczniesz oglądać ten film:

https://www.youtube.com/watch?v=WR7SIeD-8-o

Pisałam kiedyś o pewnym “olśnieniu”;-) , kiedy zdałam sobie sprawę, że będąc Kwiatem Życia sama mogę zmienić swoją formę. To miało miejsce w wizji ze spotkania m.innymi z Metatronem. Napisałam wówczas:
A gdy połączymy takie dwie wersje Kwiatu:



“pozytyw” z zielenią szmaragdową w centrum i
“negatyw” z różem cyklamenowym w środku... 
to taki "Kwiat" będzie miał wtedy… 26 + 26 = 52. “czakry” czyli “płatki lotosu”… z których aż 31 będzie “niewidzialnych”… i tylko 21. jest widzialnych. Ale gdy nie dostrzegamy ich podwójności, to ograniczamy postrzeganie takiego kwiatu do  13stu "płatków". Wtedy aż 39 będzie "niewidzialnych" (ukrytych w "antymaterii"?) Wystarczy wtedy taki prosty symbol - kwiat LOTOSU ;-D :


I mogę iść albo płynąć lub lecieć dalej… ;-) 

Dwuwymiarowa i trójwymiarowa Gwiazda Dawida to także symbol Yantra. 

Pisałam: Niektórzy przy medytacji proponują na przykład wyobrażać sobie swoje pole energetyczne (swoją merkabę) jako dwie przenikające się “piramidy” ułożone stożkami, jedna do góry, druga do dołu, jak tu:


                         źródło obrazka: http://www.vismaya-maitreya.pl/merkaba.jpg
  


Pisałam trochę o merkabach np. wystarczy zajrzeć tutaj: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/05/energetyczne-kule-bable-balonyi-wzory.html i tu:

Merkaba to podobno "instrument mocy". "Merkaba to żyjące pole energetyczne człowieka. Aktywacja tego pola otwiera niezwykłe możliwości." Tu inna merkaba:


cyt, z Wikipedii:
”Yantra / Jantra jest reprezentacją pierwiastka boskiego i może być traktowana jako fizyczny wyraz mantry: mantra przedstawia pierwiastek boski w postaci dźwięku, jantra natomiast w postaci geometrycznej figury. Jantra ma zawsze charakter geometryczny w odróżnieniu od mandali, która może zawierać również elementy ikonograficzne. Spotyka się także motywy florystyczne. Istnieje pogląd, że jantra zawiera w sobie mandalę. ”

Natomiast Yatra (słowo bez “N”) znaczy w sanskrycie “pielgrzymka” – popularna forma kultu hinduistycznego polegająca na indywidualnych lub grupowych podróżach (pieszo lub z pomocą środków lokomocji) do lub wokół sławnych obiektów kultowych.” – cyt. z Wikipedii.

Przykłady Yantr/Jantr: 

Jantra Kali:


Jantra Kriszny (sześcioramienna):

Jantra -mandala z ornamentami kwiatowymi:

I jantra - mandala "słowiańska" (ośmioramienna):
ta też:




-
powiązane notki pod hasłami (etykietami):
Yantra, Kwiat Życia, Mandala, Energetyczne Bąble.

💚♡💗💚♡💗💚♡💗💚♡💗💚♡💗💚♡💗💚♡💗💚♡💗💚♡💗

p.s.
ja nie tworzę… śnię… Jestem kanałem energii. Jestem centralnym kanałem energii, ale nie tworzę, ponieważ… Wszystko było, jest i będzie.
 Jestem kwiatem życia :-)

No tak... przypomniałam sobie: odpowiedzialność za "tworzenie nowego świata" polega na tym, że jest to... akt świadomego odcięcia się od Źródła, od połączenia z Całością i wejście w iluzję – program, że Ja Coś Stwarzam…
To wejście w śnienie... SEN-JAWA... Jawi się coś, co śnione, marzone... Śniący... Dreamers...
Śnienie...

Teoretycznie mogę w każdej chwili zmienić sen-jawę… ale nie mogę niczego STWORZYĆ.
 W sensie dzieł sztuki mogę odtwarzać… transformować... ale będąc już w iluzji tworzenia zapominam o tym, że nic nie stwarzam. Co najwyżej jestem Artystką... Wszyscy jesteśmy Artystkami i Artystami, gramy swoje role wypełniając przeznaczenie świadomie lub gramy je nieświadomie poddając się losowi.

W sensie tworzenia-rodzenia mogę “dać życie” komuś, czemuś, ale NIC NIE JEST MOJE i nic nie jest przeze mnie stworzone…
Tyle pamiętam. 


Kto stworzył? NIKT. Pustka nie jest pusta. Pustka jest pusta dla umysłu, który wszystko “nazywa” i wyodrębnia, oddziela także jedno od drugiego. Umysł to, co uchwyci nazywa JAWĄ, a to czego nie rozumie, nazywa SNEM. A dla świadomości Pustka to Próżnia czyli pole wszelkich potencjalnych SNÓW… Potencjalnych, a więc istniejących, ale nie przejawionych…

Nawet fizycy już wiedzą, że próżnia jest wypełniona po brzegi… aż kipi... coś jak gotujący się wrzątek w garnku. 


Coś jakby uśpione… coś jak sen, którego nie śnimy albo nie pamiętamy.  potem i tak oddajemy nasze doświadczenia… 

Altea: “jednak wiem też z tego poziomu, że wszystko czego doświadczę co wykreuję nie jest ani dobre ani złe... jest po prostu doświadczeniem… jest opowieścią… książką do biblioteki wszechświata … “

Dokładnie. To, czego doświadczam… to jest coś… przejawiającego się… nasze doświadczenia… są śnionym snem, w którym odgrywamy główną rolę.

a to “Orłu Świadomości” albo Kali czy innym "Istotom" Symbolizującym Pustko-Próżnię. A jak nie chcemy oddać, to "Orzeł Świadomości" albo Kali albo... my sami odbieramy je sobie. I umieramy… 


Umiera forma. Kończy się sen, byśmy po chwili mogli obudzić się w następnym… Ale często nie pamiętamy, co nam się śniło wcześniej… Albo kończy się sen i następuje przebudzenie, abyśmy przypomnieli sobie...

Istnieję i TU i TAM... TAM, gdzie sny, których nie pamiętam i TU, gdzie "realizuje się" sen, w którym odgrywam główna rolę. Każdy z nas w swoim śnie gra główną rolę... Dlatego początek jest zawsze względny i jest w każdej "kropli oceanu"... Przeze mnie, poprzez ciebie i każdego z nas każde TU i TERAZ może się łączyć z TAM.


Dokładnie.

Polecam film w temacie... o doświadczeniu mówi Bashar:

"Bashar pl "jeśli możesz otworzyć oczy - to nie zakończyłeś" (you're not done).


p.s. Nie dziwi mnie jednak, że istnieją istoty, które chcą kontynuować wojny, nawet tak absurdalne jak nocy z dniem. A przecież noc i dzień to integralne części Natury wzajemnie uzupełniające się. Tutaj, na naszej planecie. Nie umiałabym wybrać i zdecydować, która z nich piękniejsza, bardziej wartościowa czy “dobra” albo “zła”… Każda z nich ma swoje "zalety" i "wady"… to zależy, jak chcemy je widzieć w danej chwili i jak nam “wygodniej”… Jeden może złościć się na dzień, bo tym razem za długi, zbyt męczący albo za skwarny albo… a drugi może złościć się na noc, że za krótka, pochmurna albo zbyt gorąca albo… Nawet jedna osoba może raz cieszyć się dniem, a innym razem narzekać, a kiedy indziej cieszyć się nocą albo narzekać na noc z jakichś swoich "powodów" i PRZEKONAŃ.


Znalazłam jeszcze ciekawe filmy z Basharem: https://www.youtube.com/watch?v=L9N_v4oNNAc



Moja mantra: Jestem szczera wobec siebie...




niedziela, 6 października 2013

MIŁOŚĆ, BÓG i BOGINI... UMYSŁ I ŚWIADOMOŚĆ...




Przeczytałam dziś cytat z notki Margo0307:

Te słowa mnie "natchnęły" i zainspirowały, by podzielić się tym, czego doświadczam. Mam takie skojarzenie, że to Bóg jako Uniwersalny Umysł i jego wszechpotęga powoduje, że człowiek staje się bezradny, dlatego, że odciął swoją "kreację" od współdziałania z Boginią. :-) Rozerwanie "jedności ze Stwórcą"... Czuję, że to sformułowanie jest... "niepełne" z jakiegoś powodu... Stwórca w takim przypadku to Uniwersalny Umysł. Więc człowiek stracił jedność z Uniwersalnym Umysłem? Dlaczego? Bo gdzieś się zapodziała Bogini - Uniwersalna Świadomość? 

Indywidualny umysł ludzki - ta cząstka "Boga w nas", gdy ograniczony jest do programu "wolnej woli", staje się odcięty od  Całości. Program wolnej woli zamyka też Serce, które jest "ośrodkiem świadomości" - cząstki "Bogini w nas" i tego, co nazywamy Miłością. Taki umysł odcięty od serca lubi być podzielony, zróżnicowany, kolorowy, nawet lubi jak jego cząstki walczą ze sobą... jego naturą jest działanie (tak, jak wszelkich bogów i ludzi jako istot obdarzonych umysłem). Dla niego nie ma znaczenia w jaki sposób działa, samo działanie się liczy, różnego rodzaje aktywności... myślenie, idee i realizowanie ich w działaniu... Taki umysł używa wszelkich sztuczek, by wzmacniać indywidualne ja-ego, by je zadowalać na wszelkie możliwe sposoby i bawić się nim i prowadzić gry ze sobą i innymi ja-ego. Lubi, gdy te indywidualne i zbiorowe ja-ego walczą i spierają się ze sobą... Gdy światło walczy z ciemnością...

Kiedy świadomie łączymy się z sercem - "Boginią w nas", nasza wola łączy się wówczas z Wolą Całości...

Bóg - Umysł działa poprzez cztery żywioły o podwójnej naturze, a Bogini - Serce działa poprzez piąty żywioł - eter... Piaty żywioł działa tak, że zaczynamy akceptować pustkę... 
Akceptacja pustki polega na tym, że zaczynam przypominać sobie o tym, że cały wszechświat zawiera się w każdej istocie ludzkiej. Wszystko, co widzimy wokół siebie - także rzeczy, których niektórzy z nas nie lubią, także ludzie, których niektórzy się boją albo którymi gardzą... to wszystko obecne jest w nas, choć w różnym stopniu. Diabeł to nie jest jakaś nadprzyrodzona siła, która atakuje z zewnątrz. To głos w naszym wnętrzu, którego nie jesteśmy świadomi, którego się wyparliśmy. Jeśli w pełni poznajemy samych siebie, uczciwie i rezygnując z samooszukiwania, rozpoznając swoje jasne i ciemne strony, wtedy osiągamy tę "wyższą" albo "poszerzoną" świadomość". Kiedy ktoś zna siebie, zna także "Boga w sobie" i "Boginię w sobie". 

Pisałam kiedyś:




p.s. Zawsze tak jest, że kiedy mówisz coś do tych, co są oddzieleni od serca i od "Bogini", będą się na ciebie złościć albo nawet cię nienawidzić, posądzać o wszystko, co sami projektują. („Stosownie do wiary waszej wam się stanie” - cyt. znaleziony u Margo0307)
A im więcej opowiadasz o Miłości, a nie jej iluzjach, tym większą będą czuli nienawiść. 
A Miłość, czym jest? - po prostu nie wiemy, dopóki jej nie doświadczymy. Inaczej zachowujemy się jak dzieci, które nigdy nie były przez nikogo naprawdę kochane, a udają, że wiedzą, czym jest Miłość. Dlatego mądrzy ludzie mówią i piszą, że "najpierw potrzebujemy pokochać siebie". Chociaż póki tego nie doświadczymy, nie wiemy, czym TO jest i na czym TO polega :-)

W tym świecie "poprzekręcanych wartości", złudzeń i iluzji stworzonych przez Umysł - mózg odcięty od serca - Świadomości, tak wielu ludzi gotowych jest do walki bez żadnej przyczyny, a do tego jeszcze tylu walczy dla jakiejś sprawy, ponieważ walka jest podstawowym programem Umysłu odciętego od Serca. Kreacją "Boga, który odrzucił "Boginię" i zaczął "stwarzać" sam... Taki on doskonały... Jest rzeczywiście doskonały na swój sposób, nawet w swoim "fraktalnym" zakręceniu... :-) A "umysł zaślubiający umysł" prowadzi do wszelkiego rodzaju odkształceń... i dysharmonii. Dlatego pęd ku oświeceniu umysłu ("Światło, Światło i tylko Światło!") jest pułapką - "spiralnym fraktalem", w którą umysł sam się "zakręca"... Aby dostrzec Prawdę potrzebujemy "otworzyć" umysł na Pustkę... z której wyłania się Miłość. W tej Pustce Umysł staje się Obserwatorem i działa ŚWIADOMIE. Tam nie ma ocen, oczekiwań, iluzji. Widzimy, jak cząstki Całości się przejawiają. Możemy prowadzić z nimi dialog i nie walczyć, ale one i tak mogą chcieć nadal walczyć z nami...

I nawet, jeśli to "wiemy", to bez doświadczenia tej "wiedzy" nie jesteśmy nadal ŚWIADOMI tego, czym jest MIŁOŚĆ. ;-)




sobota, 28 września 2013

MEDYTACJA, INTROSPEKCJA, PRZEBUDZENIE...



Czuję jeszcze większy s-pokój w sobie od kilku dni. Harmonię… i szczęście.
 “Widzę” (wewnętrznym widzeniem), jak różne "części mnie" na zewnątrz drgają, pulsują, tańczą, podróżują, a niektóre nawet "walczą" o racje "mieczami iluzji", albo się cieszą albo smucą… z wielu różnych powodów… 
Jak niektórzy podobni marionetkom robią to, co myśli i emocje im "każą", bo przecież nimi animują i poruszają... Wewnątrz i na zewnątrz jednocześnie... Jak wplątani w sieć powiązań czasem próbują się wyrwać... i szarpią...

Czuję i widzę jak wzorce w cząstkach Uniwersalnego Umysłu ożywiają i utrzymują Całość w tańcu i ruchu… Jak różne idee, koncepcje, przekonania chcą być realizowane, jak Całość chce się przejawiać na nieskończoną ilość sposobów…
Nie spodziewałam się tego… Nie myślałam o celu. A jednak... to, co mnie spotyka wciąż jest "zaskakujące", ponieważ wypływa z  przestrzeni "nieznanego" albo "zapomnianego". Życie jest cudowną przygodą, podróżą w nieskończoności... w wiecznym TU i TERAZ... A Przebudzenie jest czymś bardzo prostym, czymś naturalnym. Czymś, czego wciąż od czasu do czasu doświadczamy…

Alan Watts - PRAWDZIWY TY (Polski lektor)


Czasem wracamy... raz szybciej, raz powolutku do naszej “Pramamy” – świadomości Jedni… Powrót do tego stanu jest jak… “Kosmiczna Ceremonia”.  Ale wiem, że nie cel jest ważny, lecz podróż… Teraz rozumiem, co znaczyły słowa, które kiedyś sobie przypomniałam: Jestem jedną z Tych z Prawa Jedni... 

Czym jest Miłość?

Rozpoznaniem Jedności z Całym Życiem czyli ze Wszystkim, Co Jest. Przypomnieniem sobie o Jedności świadomości przejawiającej się w formie... w nieskończonej ilości form... Świadomość w jednej formie spotyka się w SOBIE, poprzez SIEBIE ze wszystkim, co w niej i co ją otacza, z czymkolwiek wchodzi w relację... indywidualna forma udaje się na spotkanie ze SOBĄ...

Zimne Przebudzenie (Anthony de Mello)

cyt. z filmu: "Aprobata, uznanie, pochwała, sukces, akceptacja, popularność to narkotyki, które zawładnęły naszymi umysłami.” 

Margo0307:

Tak. Byli tacy przed nami i po nas też będą…
To miałam na myśli pisząc o tym, że Przebudzenie jest czymś bardzo prostym, czymś naturalnym. Czymś, czego wciąż od czasu do czasu doświadczamy…

Pamiętasz, jak budzisz się ze snu?
Czasem wiesz, że śniłaś, a nie pamiętasz co? Czasem pamiętasz sen, ale nie wiesz, co on znaczy dla Ciebie i dlaczego śniłaś to, co śniłaś. Bywa też tak, że tak głęboko śpisz, że kiedy się budzisz, nie pamiętasz, gdzie jesteś… i potrzebujesz jakiegoś czasu, by przypomnieć sobie, gdzie się obudziłaś…. W którym… “ŚNIE – JAWIE”. 
A czasem budzisz się i pamiętasz sen i wiesz, co on znaczy, a nawet rozumiesz, dlaczego Ci się przyśnił…

Podobnie jest z Przebudzeniem…


Przypomniał mi się jeszcze inny przykład ze snami. Czy zdarzyło Ci się śnić jakiś sen, a w tym śnie przechodzić do innego, kolejnego snu? Był kiedyś taki film fabularny pt. 'Incepcja' - "W czasach, w których technologia pozwala na wchodzenie do świata snów, pewien złodziej ma za zadanie wszczepić myśl do śpiącego umysłu.” – http://www.filmweb.pl/Incepcja

Alan Watts wyjaśnia także, czym jest incepcja na jednym z filmów, które umieściłam na blogu w innej notce: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/09/allan-watts.html


Eckhart Tolle - Nigdy nie jest za późno na przebudzenie PL



I o medytacji słów kilka...

Dla mnie “medytacja” to przede wszystkim wejście w siebie. To jest jak “wewnętrzna podróż”, chociaż te podróże bywają też “dalekie”… Zazwyczaj nie śpiewam żadnych ogólnie znanych mantr, nie mam żadnej ulubionej pozycji - czasem leżę, czasem siedzę, a czasem poruszam się albo tańczę i śpiewam. Ale chyba najczęściej "medytuję" na leżąco. Wtedy całe ciało łatwiej się rozluźnia.  W zasadzie to nie jest medytowanie, ale wejście w siebie... cokolwiek to znaczy... "Medytuję" też czasami w świadomym śnieniu... Natomiast przy tego typu działaniach w pewnym momencie zaczęły pojawiać się różne dźwięki i pieśni, które pozwalają mi utrzymać świadomość w centrum, a nie rozpraszać się “na boki” i “czy odlatywać”. Nawet, jeśli gdzieś lecę ;-) Od czasu do czasu używam swojej małej misy tybetańskiej o pięknym, czystym dźwięku i wtedy skupiam się na tym dźwięku i słyszę go "W SOBIE" bardzo długo... Kiedyś grałam częściej na bębnie lub grzechotce, a teraz częściej na fujarce... (bez dziurek na palce).

I czuję, że każdy z nas może mieć swoje sposoby, a nawet swoje dźwięki przy wchodzeniu “w siebie”… w swoje “wnętrze”. 

Dla mnie medytacja jest bardziej introspekcją – „patrzeniem do wewnątrz”, obserwowaniem i rozpoznawaniem własnych stanów psychicznych, myśli, uczuć i wzorców czy przekonań po to, by zmieniać to, co już mogę "przetransformować w sobie".

Czasem to mam takie odczucie, że mimo iż żyjemy na Ziemi, to żyjemy w jakichś “równoległych światach”… Bo na przykład: kiedy słyszałam, że ludzie mówili, że w środku Ziemi jest żelazna kula albo żelazny kryształ, to “nie wiedzieć czemu” w ogóle tego nie czułam. Za to, gdy udawałam się do wnętrza Ziemi, wchodziłam do małego Słońca – Serca Ziemi i tam też czasem “pływałam” w "oceanie najczystszej energii Miłości". Postrzegałam to wnętrze – Serce Ziemi jako małe Słońce. 

Kiedyś często zaczynałam medytacje łącząc się z sercem Ziemi (wypuszczałam energetyczną nitkę, coś jak korzeń do wnętrza Ziemi), a drugą nitką - wysnuwaną z czubka głowy przez “czakrę korony” jak “gałązką” - łączyłam się z centrum Słońca, a poprzez nie z Centrum – Sercem Galaktyki, a stamtąd ze wszystkimi Galaktykami. A “listeczkami” rosnącymi na tej “gałęzi i na innych wyrastających z niej “gałązek” łączyłam się z przestrzenią “pomiędzy”.

A tu film z Basharem, który opowiada (dzieli się informacją) o równoległych Ziemiach:
Bashar – Nieskończona ilość równoległych Ziem do wyboru (napisy PL)
http://www.youtube.com/watch?v=i_HaeMbBb3s




I polecam jeszcze inne filmy:
Eckhart Tolle PL - Miłość Personalna. 1 / 4
Eckhart Tolle PL - Miłość Personalna. 2 / 4
Eckhart Tolle PL - Miłość Personalna. 3 / 4
Eckhart Tolle PL - Miłość Personalna. 4 / 4


Kim Eng. Medytacja - oddychanie całym ciałem - polski lektor. Eckhard Tolle TV


wtorek, 24 września 2013

POJAWIAM SIĘ I ZNIKAM...




W sobotę 21.września w nocy przeżyłam kolejne "niesamowite" albo raczej "samo-vite" doświadczenie. Siedziałam i medytowałam. Tak wiele sobie przypomniałam, zrozumiałam i połączyłam się  jakby z… – powiedzmy, że... Wszystkim, Co Jest, z "Pustką". Nie było mnie, mojego fizycznego ciała, ale w jakiś sposób istniałam, byłam... 

Gdy uświadomiłam to sobie, "śmiałam się i płakałam" ze szczęścia… w sobie... To było – zabawne – jak oświecenie/przypomnienie, jak kolejny głęboki wgląd, w którym wnikałam w Naturę Wszechrzeczy… Tym razem jeszcze jakby jeszcze bardziej świadomie... I poczułam to wszystko całą sobą, na wszystkich "poziomach moich ciał". Potem znów zanikłam i znalazłam się w "pustce". A jednak w pewnym momencie poczułam łzę radości, jak spływa mi łza po policzku i dopływa do ust. Byłam tym policzkiem i tą łzą. I poczułam jej smak. I przyszło do mnie rozpoznanie, że ta łza i mój policzek, i moje usta to wszystko… iluzja… I wszystko znikło.

Znów zaczęłam się śmiać, chociaż mnie nie było... Czułam się wolna… pusta i połączona... W PUSTCE... byłam niczym, a jednak istniałam nadal, czułam siebie jakimiś jakby innymi, niefizycznymi zmysłami. I znów druga łza pojawiła się i poczułam ją/siebie i poczułam policzek (nie czułam pozostałej części ciała) i ta łza zaczęła spływać po moim policzku. Przyglądałam się... sobie jakby od wewnątrz - łzie na policzku - jako iluzji i poczułam, jak… łza znów zanika. A ja pozostaję... Po prostu łza znikła. I nie dopłynęła już do ust. I usta i policzek, wszystko znikło. Wtedy przypomniało mi się, że mogę wybrać: albo pozwolić, by łzy znikły i to, co odczuwam przestało się przejawiać w tej formie, w tym ciele, w jakim jestem albo mogę w tej formie pozostać. 

Zrozumiałam, że gdybym tak po prostu zanikła tak, jak ta łza, nie mogłabym odczuwać tego szczęścia w ciele na wszystkich jego poziomach i odczuwać w nim wibracji tego, czego doświadczałam w tym momencie łącznie ze śmiechem i z płaczem, 
dotykiem łzy i policzka, 
spływaniem łzy po policzku...
i smakiem łez… 
na poziomie przejawiania siebie w fizycznym ciele.
I przypomniałam sobie, że to jest takie piękne, że chcę "w tym doświadczeniu", w tym "stanie" pozostać. Jeszcze jakiś czas pozostanę… To "piękno" przeżywania tych uczuć i emocji poprzez fizyczno-psychiczno-mentalne ciało przyciągnęło mnie... do tej formy i doświadczania poprzez nią... SIEBIE.



Widziałam też... coś jak Labirynt "Uniwersalnego Umysłu"… Tam nie potrzeba było żadnych kluczy. Tam potrzebna była koncentracja, która umożliwiała coś jak "widzenie poza formami"… i utrzymywanie świadomości w "punkcie centralnym"… który ekspandował w przestrzeni...


Kilka dni wcześniej miałam odczucie, jakbym znalazła się w centrum Labiryntu… jakbym podróżowała po labiryncie, a jednocześnie była w jego centrum – świadoma podróży i bycia w tym “centrum”, świadoma tej dziwnej jednoczesności, “podwójności”…
Przypomniało mi się, ile razy słyszałam w tym życiu te słowa: "Życie jest snem"… hmmm…
1. Spanie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i nic nie pamiętamy.

2. Spanie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i pamiętamy… co nie co, ale nie rozumiemy zbyt wiele…

3. Śnienie… Zasypiamy i śnimy… Potem budzimy się i pamiętamy… i zaczynamy coś rozumieć.

4. Śnienie… Nie zasypiamy, a śnimy… jak OOBE. i "budzimy się" i pamiętamy… i rozumiemy.

5. Granica między snem, śnieniem a jawą zaciera się… A różne światy i "wymiary" zaczynają łączyć się ze sobą…

Życie jest jak sen albo śnienie… i budzenie... Rodzimy się i "budzimy" w nowym świecie, w "nowej" formie…
 albo w "starej"... Zapominamy, ale z czasem i przypominamy sobie coraz więcej… aż potem następuje Przebudzenie/Oświecenie… 



niedziela, 22 września 2013

Allan Watts




INCEPCJA:





To, że staję się coraz bardziej świadoma i sobie wiele PRZYPOMINAM nie znaczy, że mam ZAPOMINAĆ o tym, kim w różnych częściach, nieświadomie także NADAL... JESTEM.

wtorek, 10 września 2013

O PRADAWNYCH TRADYCJACH , ZUPIE Z MUCHOMORÓW, KOGUCIE I ŻÓŁWIU...




W komentarzu na blogu Nnki osoba o nicku "c" podała linka do strony http://hyperreal.info/misteria-dziś-kiedyś-nowe-eleusis. Zajrzałam tam... Ciekawy ten artykuł...

cyt. z owego artykułu:

"Miano najstarszych mają tzw. „misteria eleuzyjskie”, organizowane co roku przez dwa tysiące lat na równinach eleuzyjskie koło Aten, w starożytnej Grecji, od około XV w. p. n. e. do 391 n. e., gdy zostały oficjalnie zakazane przez cesarza Teodozjusza. Misteria w Eleusis miały tak wielką siłę oddziaływania na antyczną społeczność, że były odprawiane potajemnie, pomimo cesarskiego zakazu.
(...)
Aby stać się uczestnikiem obrzędu, należało jedynie mówić po grecku i być w czystości rytualnej, co ciekawe, wtajemniczenia mógł dostąpić każdy, bez podziału społecznego, bez względu na płeć czy określony sposób życia. Prawda była wyjawiana każdemu kto chciał poznać tajemnicę natury bogów oraz wiecznego życia. Było to wyjątkowe, zważywszy na fakt, że grecki termin ‘mysterion’ oznacza ‘tajemniczy obrzęd’, czyli taki który jest dostępny tylko dla wtajemniczonych.
(...)

Z pewnością były to najważniejsze święta tamtych czasów, jednak wciąż nie jasne pozostaje co stanowiło o popularności i wyższości tego obrzędu nad innymi. Pewne tropy wskazują na to że inicjowani w Eleusis spożywali tajemniczy napój(kykeon) o nieznanej do końca recepturze, dzięki któremu misteria sprawiały ogromne wrażenie na uczestniczących. Dla poparcia tej teorii można przytoczyć pewien antyczny skandal (415 rok p. n. e. ), do którego nawiązali Wasson i Hofmann (którzy wysnuli twierdzenie że ów napój był wywarem alkoholowym, a dokładnie napiwkiem na bazie sporyszu.). Tyczył się pewnego ateńskiego szlachcica, Alcybiadesa, który otrzymał karę grzywny za przechowywanie w domu eleuzyjskiej mikstury której używał do zabawiania znajomych. Można po tym wywnioskować że napój miał właściwości ekstatyczne, vulgo: odurzające. Idąc śladem psychoaktywnego środka, który stanowił sakrament podczas obrzędów, można wspomnieć również słowa Eliasza Arystydesa, który twierdził że misteria eleuzyjskie były „zarazem najbardziej przerażającym i oszałamiającym doświadczeniem boskości dostępnym dla ludzi…”. Natomiast sławny Cyceron uważał że w Eleusis objawiano „jak żyć w radości i jak umierać z lepszymi nadziejami”."

OTO MOZAIKA:
Mozaika pochodząca z chrześcijańskiej bazyliki w Akwilei (Bazylika Matki Bożej Wniebowziętej) w północnej Italii, której budowa rozpoczęła się w roku 314 AD.

Po co tam obraz tych wielkich czerwonych grzybów wrzucanych do garaChyba nie po to, by w ten sposób uczcić muchomorową “zupę pogan” ["psychodeliczną" czy raczej "mistyczną"]? A może i po to? ;-) 

cyt.: "Bazylika Matki Bożej Wniebowziętej (wł. Basilica di Santa Maria Assunta) w Akwileibazylika z początku XI wieku, zbudowana na fundamentach jeszcze starszej świątyni, po której zachowała się pochodząca z IV wieku mozaika o powierzchni 760 m²."


Znalazłam ciekawy artykuł Franco Fabio:
zródło: http://distelrath.tripod.com/fabbro.htm
a w nim:
cyt.: "Obecność mozaiki w bazylice w Akwilei reprezentującej grzyby z psychotropowymi właściwościami oznacza, że ​​niektóre obrzędy religijne wczesnego chrześcijaństwa, które były prawdopodobnie związane z misteryjnymi kultami miały być utrzymywane w tajemnicy, były związane ze spożyciem substancji halucynogennych ułatwiających mistyczną ekstazę. To jeszcze się okaże, czy te ekstatyczne techniki były wspólnym dziedzictwem wszystkich wczesnych kościołów chrześcijańskich, czy były one znane i praktykowane tylko przez niektóre grupy heretyckich chrześcijan. Rzymskie władze wielokrotnie oskarżały wczesnych chrześcijan o czary przy użyciu substancji halucynogennych (Orygenes, Contra Celsum, I, 68, VI, 38) [16]. Niemniej jednak, Ireneusz (130-200 AD) biskup Lyonu, utrzymywał, że tylko kościoły heretyckie zatem również gnostyki Kościół wykorzystał halucynogeny w ramach obrzędów magicznych (Ireneusz, Haereses Adversus, I,13-15; I,24-25) [17].
Identyfikacja zdjęć odtwarzających grzyby halucynogenne w siedzibie starożytneego Kościoła chrześcijańskiego może nam pomóc zrozumieć pewne aspekty tych tajemniczych obrzędów lub tzw. "dyscypliny Arcanum" [18] charakteryzującą większość starożytnych liturgii chrześcijańskich, które, według definicji, musiały być utrzymywane w tajemnicy i przekazywane ustnie tylko inicjowanym uczniom."

Całkiem możliwe, że "boskim napojem" była dla "pierwszych chrześcijan" (a może i Słowian?) "zupa z muchomorów"... :-D

Z drugiej strony jednak... Mozaika z muchomorami wrzucanymi do garnka znajduje się na posadzce bazyliki... Być może było w tym takie zamierzenie, że stara tradycja "przedchrześcijańska" znalazła się tam po to, by była "deptana"?

cyt.: "Budowę pierwotnej bazyliki w Akwilei rozpoczął biskup Teodor w 314 roku, czyli już po ogłoszeniu przez cesarza Konstantyna edyktu mediolańskiego."

Wiadomo, że za czasów Konstatyna wprowadzono tzw. "wolność wyznania" w Cesarstwie Rzymskim. Edykt ten ogłoszony w 313 roku przyczynił się w rezultacie do wielkich zmian religii. I w roku 325 odbył się pierwszy Sobór Nicejski (około 80 km od Konstantynopola) zwołany właśnie przez Konstantyna.

cyt. z Wikipedii: "Najważniejszym owocem soboru było wyznanie wiary, które jednoznacznie skierowane było przeciw nauce ariańskiej, nieuznającej boskiej natury Jezusa Chrystusa. Wyznanie nicejskie jednoznacznie określiło pochodzenie Syna od Ojca w Trójcy jako zrodzenie, a nie stworzenie."



Odtąd praktykowanie jakiejkolwiek religii miało być sprawą "osobistego wyboru obywateli". Ale... Z jednej strony wprowadzono "wolność wyznania", a z drugiej "wyznanie wiary", co wydaje się być jakby sprzeczne ze sobą logicznie. Zwłaszcza, że na tym soborze potępiono Arian - tych chrześcijan, którzy "adorowali całe stworzenie", czyli według niektórych biskupów popierali "ideologię" zaprzeczająca dogmatowi o Trójcy Świętej i tym samym popełniali bałwochwalstwo..." 

Ciekawe, że szacunek i uznanie dla całego stworzenia (Wszystkiego, Co Jest) zostało uznane za bałwochwalswo, a dogmant o Bóstwie (boskości) Chrystusa (uznanego za boga) nie był już bałwochwalstwem.

Budowę Bazyliki rozpoczęto w 314 roku, lecz nie wiemy, kiedy ją ukończono. Ale mozaikowa podłoga została zachowana. Interpretacja symbolicznych obrazów była z czasem coraz bardziej zmieniana i dostosowywana do aktualnych priorytetów (dogmatów wiary) Kościoła, które coraz bardziej zmieniały się po kolejnych Soborach... I współczesny KK nie ma zbyt wiele wspólnego z wczesnym chrześcijaństwem oraz jego wieloma różnymi odłamami... KK jest także "jednym z odłamów" chrześcijaństwa. 

Znalazłam jeszcze takie zdanie w Wikipedii:
"cyt.: Chrystus narodził się z Marii z Nazaretu jako Bóg (Logos).

Bóg - Logos, a Logos znaczy Umysł... narodzony z Marii... hmmm... O Bogu - Logosie i Bogini - Sofii pisałam kiedyś trochę... Choćby w notkach:


O Logosie - Rybaku wyławiającym idee - "rybki" z Kosmicznego Oceanu Świadomości też pisałam trochę np. tu:

Wracając jeszcze do tematu ciekawych mozaik umieszczonych w bazylice z IV wieku...  Oto inna mozaika z tej bazyliki w Akwili (Aquila), która została umieszczona na ścianie budynku i na której znajdują się: KOGUT i ŻÓŁW...



Kogut i żółw...
Skąd się wziął kogut u Słowian? Piał z zachwytu i radości codzienną pieśń pochwalną dla Słońca. W naszych słowiańskich korzeniach pełno jest kogutów - np. na wycinankach ludowych - mandalach słowiańskich...


Dawniej kogut był przedstawiany razem z żółwiem, co miało symbolizować harmonię i współdziałanie światła i ciemności. (Żółw między innymi symbolizował Ziemię płynącą w wodach oceanu kosmicznego, a kogut gwiazdę - Słońce).
Później, za czasów rozwoju katolicyzmu, ten obraz - symbol zaczął być interpretowany jako "walka koguta z żółwiem", co miało niby symbolizować walkę światła i ciemności:

cyt. z Wikipedii: "Inna mozaika, przedstawiająca walkę koguta z żółwiem, pouczała neofitów o istocie walki jasności (kogut, jako zwiastun świtu) z ciemnością (żółw, który żyje w wodzie i zamyka się w skorupie)".

Czy na tej mozaice widać jakąś walkę? Ja widzę raczej spore zaciekawienie sobą wzajemnie żółwia i koguta, a nie widzę nic, co by mogło świadczyć o tym, że one walczą ze sobą.   Ale jakimś sposobem w końcu żółw znikł z symboliki Słowian...

Potem na wycinankach pojawiły się dwa koguty. I tu można to interpretować jako dwa lustrzane odbicia koguta... 


A wiecie, że "cristam" (blisko do cristos) po łacinie znaczy "grzebień"? Czyżby chodziło o ten koguci symbolizujący słoneczną koronę?

Sami sprawdźcie w tłumaczu googla:

A w języku portugalskim "cristã" znaczy "chrześcijanin".

Czyli wcześni europejscy chrześcijanie byli czcicielami boga Słońce? Czy raczej "przed-chrześcijanie"?

Wniosek:

Słowianie i być może inne ludy żyjące dawniej w Europie (np. Celtowie) czcili całą Naturę, Wszystko, Co Jest, a Słońce traktowali jako boga (być może jednego z wielu) i Ziemię jako bognię (być może jedną z wielu. (Czyżby kogut i żółw z fresku w Bazylice z Aquilii były tymi symbolicznymi zwierzętami uosabiającymi Słońce i Ziemię? A co z kurą?)

Kościół Katolicki na wiele lat zaczął reprezentować   pewne dogmaty i prawa wykorzeniając "pogańskie" i wczesno-chrześcijańskie "nawyki" w Europie, a potem i na całej Ziemi. Jednak pozostałe gdzieniegdzie (a nawet - jak się okazuje - w bazylikach i kościołach) artefakty, które na szczęście nie uległy zniszczeniu, mówią teraz same za siebie.

A być może owa "zupa muchomorowa" dawała ludziom możliwość połączenia się z boskimi cząstkami w sobie, a nie poprzez kapłanów "jedynego" boga.


No i jeszcze taka ciekawostka: dlaczego właśnie na choinkach, które stały się niezbędnym elementem rytuału Świąt Bożego Narodzenia, przez setki lat wieszaliśmy - prócz jabłek, cukierków i ozdób słomianych – MUCHOMORY i bombki w kształcie muchomorków?

W pogańskiej tradycji muchomory były zbierane na jesieni i wieszane na choinkach, by tam się wysuszyły w Słońcu, a na święto przesilenia zimowego (święto śmierci i ponownych narodzin Światła) były spożywane w trakcie tej ceremonii i dawały ludziom możliwość uzdrawiania, oczyszczania, wybaczania (wyjścia z oczyszczającej ciemności) oraz przynosiły nowe wizje na nowy rok (wejścia w nowe światło)


Ten obrazek też ciekawy "ilustracja z rosyjskich (starosłowiańskich) bajek":


Uroczy ;-)

---------------------------------------------------------

*) Duch jest częścią OCEANU i  wyodrębnia się  jako indywidualny przejaw OCEANU. Gdy się wyłania - wyodrębnia się taki Duch i zaczyna łowić z OCEANU dusze lepiąc z nich formy i nazywa to swoim Stworzeniem.

Kosmiczny "RYBAK" i kosmiczny OCEAN to JEDNIA.

Z tym, że OCEAN jest ŚWIADOMOŚCIĄ (SOFIĄ), a RYBAK jest UMYSŁEM (LOGOSEM). 

UMYSŁ jest FORMĄ, w jakiej ŚWIADOMOŚĆ może się PRZEJAWIAĆ, dlatego UMYSŁ nie jest WSZYSTKIM. UMYSŁ jest CZĘŚCIĄ ŚWIADOMOŚCI, ale nie jest z nią identyczny.

No a Rybakiem to podobno św. Jan Apostoł był... 

p.s. !!!!!!

Nie polecam eksperymentowania z muchomorami bez znajomości receptury na przygotowywanie takiego "lekarstwa" ;-)