środa, 3 października 2012

NAJTRUDNIEJSZE LEKCJE DO ODROBIENIA W "ZIEMSKIEJ SZKOLE"


Jednym z najtrudniejszych doświadczeń jest DOŚWIADCZENIE NA SOBIE ŁAMANIA PRAW i UMÓW (bez "wypowiedzenia" ;-)). Wiem, że to JEDNA Z NAJWAŻNIEJSZYCH LEKCJI w tej czasoprzestrzeni.

Gdyby prawa nie były łamane, nie byłoby wojen. Gdyby umowy nie były łamane, nie byłoby żadnych konfliktów...

Coś mi się zdaje, że KAŻDA ISTOTA LUDZKA ma COŚ do PRZEPRACOWANIA, a jak nie, to do ma coś do odkrycia lub WYKONANIA TUTAJ. Nić losu (karma) przeplata się z nicią przeznaczenia (przebudzenie/oświecenie)… Choć wiem, że w pewnym momencie, gdy osiągamy pewien "punkt" świadomości, karma przestaje działać, a nawet przestaje mieć znaczenie...

Odpowiedzcie sobie na pytanie (ja sobie odpowiedziałam): czy nigdy nie złamaliście żadnego PRAWA albo Prawa czy prawa? To nie ma znaczenia, w jakiej skali czy ludzkiej, czy boskiej, czy kosmicznej. Nie ma to znaczenia czy świadomie czy nieświadomie. Nie ma to żadnego znaczenia, bo we wszystkich tych skalach ten wzorzec wymaga “uzdrowienia" przez przyjęcie do świadomości, zrozumienie i uwolnienie. Jeśli "uzdrowimy" i uwolnimy ten wzorzec tylko na jednym z planów np. ziemskim, to i tak kiedyś będziemy musieli uzdrowić ten wzorzec funkcjonujący także na innych planach np. boskim. Ale teraz żyjemy w wyjątkowym czasie i wyjątkowej przestrzeni, kiedy możemy TU i TERAZ dokonać tej przemiany na wszystkich planach...

Druga bardzo ważna lekcja, która jest nie lada wyzwaniem to ZROZUMIENIE, CZYM JEST ZŁO, po co jest DUALIZM i BIEGUNOWOŚĆ. Być może bez doświadczenia dobra i zła oraz BIEGUNOWOŚCI JAKO PRZECIWIEŃSTW, nie byłoby mowy o jakimkolwiek wzrastaniu i rozwoju .


DUSZA ani DUCH nie mogą się rozwijać i wzrastać BEZ tego doświadczenia łamania praw i blokady rozwoju. Czym byłby rozwój i wzrastanie duszy bez tego wyzwania? Drugą stroną tego medalu jest wzorzec, kiedy indywidualne byty SAME decydują się na stagnację i "udoskonalanie" *) jednego i tego samego wzorca, nawet przez tysiące lat – np.: wzorca łamania PRAW i UMÓW (dotyczy to także narzucania komuś swojej woli i związanych z tym manipulacji - "magii" zarówno tej "czarnej" jak i "białej" jak i "różowej"). 


Ponieważ jesteśmy JEDNYM, JEDNIĄ przejawiającym się w nieskończonej ilości części (o różnych częstotliwościach i zakresach drgań – stąd wielość form), to jeśli kiedykolwiek doświadczyliśmy na przykład wolności i samowoli związanej z utożsamieniem się z rolą kreatorów lub bogów tworzących systemy i w pewien sposób narzucających swoje PROJEKTY INNYM (a każda istota ludzka ma w sobie także i cząstki tych bogów **), to dla równowagi potrzebujemy SAMI doświadczyć również narzucania woli PRZEZ INNYCH na przykład.


CZY TO PRAWDA?

Więc jeśli ktokolwiek myśli, że został do tego świata rzucony na silę, to znaczy, że wcześniej sam wobec innych istot stosował pewnego rodzaju manipulacje lub podjął się jakichś zobowiązań. Jeśli ktoś wypiera się tej oczywistości, że KAŻDA ISTOTA LUDZKA MOŻE ZNALEŹĆ HARMONIĘ W SOBIE, zamiast oczekiwać i wypatrywać jej na zewnątrz lub w innym świecie, to taka osoba tkwi w pułapce umysłu - osobistego, małego ja.

Jeśli na przykład ktoś uważa, że znajduje się tutaj, ponieważ został/a złapany/a w jakąś sieć i zmuszony/a do pobytu tutaj, to znaczy, że ma jakąś traumę związaną z rolą ofiary, której nie jest świadomy/a. Utrzymywanie się przy tej koncepcji jako Prawdy, blokuje wtedy możliwość oczyszczenia takiej karmy i uwolnienia się od tego programu (wzorca). Ten pogląd ma wielu ludzi, w tym wielu ezoteryków, którzy w ten sposób utrzymują siebie w nieustannej walce – wojnie dobra i zła oraz zasilają lęk (a może i złość albo nienawiść?) przed potencjalnymi oprawcami, którzy zmusili ich do pobytu na Ziemi i którzy tworzą dalsze pułapki, by ich tutaj zatrzymać. Ktoś może mówić: nie wierzę w karmę, mnie to nie dotyczy… I tak może być w istocie. Jednakże...

Takie osoby nie rozumieją, że poprzez przyjęcie do świadomości wypartych części siebie (zarówno ofiar jak i oprawców) oraz uświadomienie sobie, wybaczenie sobie i zrozumienie swoich wzorców działań jako ofiar i oprawców, pozwoli im na wyjście – uwolnienie się z pułapki, którą sami podtrzymują i zasilają swoją energią. Zamiast tego, szukają sposobów, które wymagają doładowywania swojej energii i nadal sami muszą ją kraść, chociaż robią to często nieświadomie. Nadal uprawiają manipulacje i magię też nieświadomie. Nadal zasilają te same wzorce i programy – UTRZYMUJĄ JE – tkwiąc w nich też nieświadomie.

Są jak upadli bogowie, którzy zasłaniają się swoim człowieczeństwem, bo wyparli się swojej boskości. Wyrzucili ją gdzieś daleko w niebo albo kosmos i tęsknią być może za boską sprawiedliwością albo za boskim dobrem. Inni próbują udowadniać ‘ważniejszość’ jednych bogów nad innymi bogami…. itp. itd… Wypierając się bogów i bogiń w sobie czy  jedynego  boga w sobie,  zapomnieli, kim są. A my jesteśmy połączeni z istotami boskimi i ze Źródłem. Możemy sobie o tym przypomnieć.

Ależ ten umysł ograniczony do przekonań naszego "małego ja" czyli tego, z czym się utożsamiamy, bywa przewrotny i super inteligentny… Byle utrzymać istotę ludzką w konflikcie, w podzieleniu, w oddzieleniu, w zapomnieniu, w nieświadomości… Najlepiej przez strach i ból. No i oczywiście poprzez koncepcje i przekonania utrzymujące ego - nasze identyfikacje tożsamościowe w  rozdarciu i biegunowości jako walki PRZECIWIEŃSTW.

Tak, wiem, że są dusze, które potrzebują takich doświadczeń i będą kontynuować walkę dobra i zła, ofiary i kata, światła i ciemności itp…itd… I wiem, że te decyzje podejmowaliśmy na poziomie WOLNYCH DUSZ, które podejmowały decyzję o swoim wcieleniu w danym świecie - danej czasoprzestrzeni tego wszechświata.

Teraz mamy wybór: transformacja czy stagnacja i powtórki z rozrywki?
Z pewnej perspektywy -   z perspektywy wieczności  - nawet to, co wybierzemy teraz też nie ma znaczenia… Ale traktując mnie jako swojego wroga, traktujesz siebie jako wroga – nieświadomie.
Traktując Ciebie jako mojego wroga, traktowałabym siebie jako swojego wroga.
Można grać w takie gry, ale ja już jestem od tej gry we wrogów wolna.

************
I z serca polecam na YouTubie filmiki z Katie Byron. Jest ona wspaniałą studentką życia studiującą naturę ludzkiego umysłu. Jest także jednocześnie nauczycielką nowych metod rozpoznawania sposobów działania naszego umysłu. Sama doświadczyła wiele i zrozumiała, na czym polegają pułapki umysłu utrzymujące nas rolach katów-ofiar, w cierpieniu, ocenianiu, oskarżaniu innych... itp.



I całą serię pt.
Byron Katie The Work: O matce i synu cz.1 [Napisy PL]



********

*) Niczego jednak nie udoskonalamy. To właśnie jest iluzja. Raczej odgrywamy swoje role.
**) Każda istota ludzka "ma w sobie jednego boga albo wielu bogów", ponieważ każdy został wychowany w jakimś systemie wierzeń czy systemie kulturowym. A te systemy bez pojęcia bóg czy bogini albo bogowie oraz bez idei zaprzeczających ich istnieniu, nie są pełnymi. Nawet ateiści dyskutują na temat boga.

********


ta notka jest rozwinięciem mojego komentarza, który umieściłam  NA BLOGU NNKI.

czwartek, 27 września 2012

JESZCZE COŚ O ŚWIADOMOŚCI...I UMYŚLE oraz Ja-EGO


        Mooji - "Osobowość stworzona z myśli" 2/2 (Identity Based on Thought) [PL /ENG]   





Podzielę się jeszcze fragmentem mojej ulubionej książeczki pt. CZTERY UMOWY – autor: Don Miguel Ruiz – Toltek*):

“Przykładanie osobistej wartości czy branie rzeczy do siebie to najwyższy wyraz samolubstwa, ponieważ z góry zakładamy, że wszystko dotyczy mojego “ja”. W okresie naszej edukacji czy udomowiania, nauczyliśmy się brać wszystko do siebie. Myślimy, że jesteśmy odpowiedzialni za wszystko. Ja, ja, zawsze ja!

Nic, co robią inni ludzie, nie dzieje się z Twojego powodu. Postępują tak, a nie inaczej, z uwagi na siebie. Wszyscy ludzie żyją w swoim własnym śnie, w swoim własnym umyśle, w świecie zupełnie różnym od naszego. Kiedy bierzemy coś do siebie, zakładamy, ze oni wiedzą, jak wygląda nasz świat, i próbujemy nałożyć nasz świat na ich. Nawet gdy sytuacja wydaje się być bardzo osobista, nawet, gdy inni ubliżają Ci wprost – nie ma to nic wspólnego z Tobą.


To, co mówią i robią inni oraz opinie, które wygłaszają, wynikają z umów, które zachowują w swym umyśle. Punkt widzenia bierze się z zaprogramowania, jakie nam wszczepiono podczas udomowiania. Gdy ktoś wygłasza opinię na Twój temat, mówiąc: “jesteś gruby”, nie bierz tego do siebie, bo w istocie, osoba ta zajmuje się swoimi własnymi uczuciami, przekonaniami i opiniami.

(…)
Kiedy bierzesz rzeczy do siebie, wtedy czujesz się dotknięty, a Twoją reakcją jest obrona swoich przekonań i wywoływanie konfliktów. Robisz z igły widły, ponieważ masz potrzebę posiadania racji i odmówienia jej wszystkim innym. Usilnie się starasz, aby mieć rację – wygłaszając swoje własne opinie.
Na tej samej zasadzie, wszystko, co mówisz i robisz jest projekcją Twojego własnego, prywatnego snu i odzwierciedleniem umów z samym sobą. To, co mówisz, to, co robisz i opinie, które wygłaszasz wynikają z umów, które zawarłeś z samym sobą – a opinie te nie mają nic wspólnego ze mną.

Nie jest dla mnie istotne to, co o mnie myślisz, i nie biorę tego, co myślisz, do siebie. Nie biorę do siebie tego, gdy ludzie mówią: “Miguel, jesteś najlepszy”, tak samo, jak nie biorę do siebie, gdy ludzie mówią: “Miguel, jesteś najgorszy”. Nie biorę tego do siebie. Cokolwiek Ty myślisz i cokolwiek Ty czujesz, wiem, że jest Twoim problemem, a nie moim. To sposób, w jaki Ty postrzegasz świat. Nie ma w tym nic osobistego, ponieważ zajmujesz się sobą, a nie mną. Inni posiadają własne zdanie wynikające z ich systemu wartości, zatem cokolwiek o mnie myślą, tak naprawdę nie myślą tego o mnie, ale o sobie samych.


Możesz mi nawet powiedzieć: “Miguel, to, co mówisz, rani mnie”. Jednak to nie to, co ja mówię, rani Ciebie, ale to, że masz rany, których dotknąłem swymi słowami. Ranisz samego siebie. W głowie tworzysz skończony obraz lub film, w którym Ty jesteś reżyserem, producentem i głównym aktorem czy aktorką. Każda inna osoba jest postacią drugoplanową. To Twój film. Zatem, jeśli się na mnie wściekniesz, wiem, że dotyczy to Ciebie. Ja jestem tylko wymówką, żeby się wściec. A Ty wściekasz się, ponieważ się boisz, ponieważ próbujesz się uporać ze strachem. Gdybyś się nie bał, nie byłoby powodu, żebyś się na mnie wściekał. Gdybyś się nie bał, nie byłoby powodu, żebyś mnie nienawidził. Gdybyś się nie bał, nie byłoby powodu żebyś był zazdrosny lub smutny. Cokolwiek ludzie robią, czują, myślą lub mówią — nie bierz tego do siebie. Jeśli mówią Ci, jaki jesteś cudowny, nie mówią tego z uwagi na Ciebie. Wiesz, że jesteś cudowny. Nie ma potrzeby wierzyć innym ludziom, którzy mówią, że jesteś cudowny. Nie bierz nic do siebie.



*)”Tysiące lat temu Toltekowie byli znani w całym południowym Meksyku jako „kobiety i mężczyźni posiadający wiedzę”. Antropologowie opisują Tolteków jako naród lub odrębną grupę etniczną, ale bardziej prawdopodobne wydaje się, że Toltekowie byli naukowcami i artystami tworzącymi społeczeństwo skupione na zgłębianiu i przekazywaniu wiedzy duchowej oraz starodawnych obrzędów. Mistrzowie (nagualowie) i uczniowie spotykali się ze sobą w Teotihuacan, pradawnym mieście piramid tuż za murami Meksyku, znanym jako miejsce, gdzie „człowiek staje się Bogiem”.”

O tym, jak ważne jest słuchanie własnego ciała, ważniejsze od słuchania własnego umysłu, wyjaśnia Katie Byron:
Byron Katie The Work: "Nikt nie może mnie skrzywdzić oprócz mnie samej" [Napisy PL] 



Jak widać, też mam swoich ulubionych nauczycieli... Każdy może być dla mnie nauczycielem.  Nawet Ci, którzy stwarzają dla mnie trudne sytuacje. Pamiętam, że wszyscy jesteśmy dla siebie wzajemnie Nauczycielami/Nauczycielkami i Uczniami/Uczennicami. :-)






środa, 12 września 2012

DOSWIADCZENIE TRANSFORMACYJNE

Pisałam na komputerze bez polskich czcionek.

 Jestem nadal w podrozy i nie mam latwego dostepu do internetu, ale doswiadczylam czegos, co dla mnie jest bardzo istotne i chce sie tym podzielic.

10.wrzesnia

Jechalismy samochodem z jednego miasta do innego. Podroz trwala prawie trzy godziny i prawie tyle samo trwal moj proces transformacyjny. Proces zaczal sie spontanicznie. Poczulam nagle mdlosci i wewnetrzne drzenie calego ciala. Probowalam jakos zatrzymac ten proces, poniewaz jechalismy z przyjaciolmi we troje samochodem. Nie udawalo mi sie... Moglam jedynie troche go opoznic, ale nie bylam w stanie go powstrzymac. 

Wiedzialam, ze to, co zaczelo sie ze mna dziac, spowodowane bylo tym, ze cos dzialo sie w Sloncu i ta energia plynaca ze Slonca na mnie i we mnie dziala... Slonce w jakis sposob uaktywnilo we mnie ten proces. To, co czulam i w czym sie znajdowalam bylo bardzo trudne... Bylo takze powiazane z gleboka intencja, o ktorej wczesniej myslalam.

Czulam - tak, jak juz kilka razy wczesniej - jakby moje wszystkie ciala (fizyczne, emocjonalne, mentalne, energetyczne i eteryczne...) rozpadaly sie na drobne kawaleczki - czasteczki wibrujace w roznych czestotliwosciach. To, co czulam nie bylo bolem, ale sprawialo mi duza trudnosc. Nawet kilka razy mialam odczucie, ze moge sie rozpasc calkowicie w tym momencie i zaniknac ("umrzec"). Byl to naprawde bardzo trudny dla mnie stan. Ale wiedzialam doskonale, w jaki sposob mam oddychac i jakie dzwieki wydawac z siebie lub "grac" w swoim ciele (albo swoim cialem), aby harmonizowac ze soba te wszystkie czastki, na ktore sie rozpadalam... 


To bylo przezycie podobne do tych, jakich doswiadczalam juz wiele razy wczesniej,  w moich wizjach, w snieniu... ale tym razem zrobilam to bardzo swiadomie. Harmonizowalam te roznie wibrujace czastki siebie scalajac je ze soba w "jedno" -  swiadomie i przytomnie.

Spiewalam... to zbyt pieknie powiedziane, bo bardziej nucilam albo raczej wibrowalam i drzalam dzwiekami, ktore powoli ksztaltowaly sie w slowa:

Jednosc w wielosci i roznorodnosci. 
Koniec oceniania. 
Calkowita akceptacja wszystkich form calosci...
Koniec dyskusji o racje...

Zrozumialam takze, czym jest smierc. Przypomnialam sobie, ze umieralam juz wiele razy. Oprocz tego mialam przypomnienie o sposobach umierania w snach... 
Smierc pojawia sie wtedy, gdy konczy sie istnienie w jakiejs formie fizycznej i przechodzimy do innej formy bez zachowania swiadomosci - bez zachowania przytomnosci procesu transformacyjnego, jaki ma miejsce. 

Nie musimy umierac... Zmiana formy nawet fizycznej moze zachodzic w przytomnosci, w sposob swiadomy. Mozemy takze zachowujac swoje cialo mniej wiecej w takiej samej formie fizycznej przechodzic ogromna zmiane swiadomosci...

12.wrzesnia
zajrzalam dzis do internetu, zeby umiescic na blogu to, co napisalam o swoim doswiadczeniu sprzed dwoch dni i od razu natknelam sie na film umieszczony na You Tubie. Mooji PL - "Stan Widzenia"   


To, co uslyszalam ogladajac ten film, jest bardzo spojne z moim doswiadczeniem, ktore powyzej probowalam opisac.  Piekna synchronia :-)))




22.września
Żart?
Już wiem, dlaczego moje DOŚWIADCZENIE TRANSFORMACYJNE miało miejsce właśnie w dniu 10.września. :-) W dniu 09.09. były wybuchy na Słońcu. Także w dniu 10.09. był spory "wyciek" i wchłonięcie... i pojawiły się duże plamy słoneczne, które były aktywne do 13.09:





poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Spotkanie w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami - Z PODRÓŻY 5-6-7 sierpnia






Spotkanie w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami było niesamowite. Czuję ogromną wdzięczność. Wiem, że to wszystko miało się zdarzyć, ale nie miałam żadnych oczekiwań, więc to, co się wydarzyło, było cudowne, zaskakujące i pozostało głęboko w moim sercu…

Nie da się tego wszystkiego opisać  Ale chcę się podzielić tym, co dla mnie najważniejsze. Rozmowy z Livią… wypełniające, niedokończone, nieskończone, dopełniające się, … miłość, przepływ, zrozumienie… uważność i roztańczenie… i przeskoki kwantowe z tematu na temat… Rozmowy z Jarkiem… podobne, może trochę bardziej uporządkowane i dotykające mniejszej ilości wątków, ale momentami dogłębnie… tych zaledwie kilku wątków…

SNY
 Z 5.na 6.sierpnia miałam w Domu Pod Dwoma Dzbanami dwa sny. Oto, co z nich zapamiętałam:

1. Rodzina Livii pokazała mi jakieś dokumenty w foliowej kopercie. Wśród kilku kartek tych dokumentów, na samym wierzchu było pióro, a w zasadzie tylko złamana część biało-czarnego pióra. Delikatnie wyjęłam dokumenty z koperty. Patrzyłam na to złamane w połowie pióro i nagle zobaczyłam, że w swojej prawej dłoni trzymam jego drugą część. Przyłożyłam ją do tej części pióra leżącej na dokumentach, a wtedy… obie części połączyły się ze sobą… Trzymałam teraz w dłoni całe piękne biało-czarne (miejscami tez trochę szare) pióro. Pióro orła, a może kondora? A może uniwersalne biało-czarne pióro?

2. Małe oczko wodne, nad którym siedziałam późnym wieczorem i przyglądałam się gwiazdom odbijającym się w jego lustrzanej tafli przesiąkniętej granatową czernią nocnego nieba, przyśniło mi się w nocy… jako Wielka Misa Uzdrawiającej Mocy. Wcześniej miałam ten sen o dwóch stawikach przeciętych groblą u Oliwii i Darka. Zrozumiałam, że każdy zbiornik wodny, każde oczko wodne, nawet kałuża i każda kropla może być Misa Uzdrawiającej Mocy, jeśli jesteśmy w stanie zobaczyć w nich nocne niebo z gwiazdami i zrozumieć ich uzdrawiającą moc…

Przez jedną kroplę wody jesteśmy połączeni z wodami we wszechświecie… połączeni z CAŁOŚCIĄ. Dlatego pijąc wodę zawsze błogosławię ją przesyłając jej miłość i prosząc o jej błogosławieństwo.

Wspaniale i coraz precyzyjniej SKŁADAJĄ SIĘ PUZZLE i cząstki ROZBITEGO KRYSZTAŁOWEGO LUSTRA.

Byłam poruszona tymi snami i jak tylko rano wstałam, od razu podzieliłam się z Jarkiem i Livią oraz z całą Rodziną.

6.sierpnia
SPOTKANIE Z LIPĄ – JASZCZURĄ na górze Chełm.

Pod górę podjechaliśmy razem z Livią, Jarkiem i Nadusiem…Nadinkiem. (Nad –Inkiem  Prowadziła mnie Livia. Wyglądała zjawiskowo, jak jakaś jaśniejąca postać wypełniona ponad brzegi i granice swojego ciała miłością i zrozumieniem. Czułam też, że jest przejęta i podekscytowana. Ale to może moje uczucia zlewały się z jej uczuciami…

Szłyśmy z Livią na górę. Słońce już chyba zachodziło. Na środku drogi leżał duży grzyb. Obie zwróciłyśmy na niego uwagę. Powiedziałam coś o świętych grzybach…
 Przystanęłam przy leżącym na polance wielkim kamieniu, który mnie zawołał. Przywitałam się z nim, a on pokazał mi historię zapisaną w wyrzeźbionych w jego strukturze obrazach. Widziałam orła siedzącego na gałęzi, jaszczurkę, niedźwiedzicę o uzdrawiającej mocy, która przybyła z konstelacji Siedmiu Sióstr (Wielkiej Niedźwiedzicy). A potem ujrzałam jeszcze postać jadącą na tej Niedźwiedzicy…

Nagle pojawił się nad nami sokół. Zrobił jeden krąg, a później drugi. Posłaniec niebios przyniósł pozdrowienie od naszych przodków, dziadków i babć, i przypomnienie, aby przyjąć dar, jaki na nas czeka na górze. Przypomniał mi on także o zachowaniu przytomności umysłu w rozczytywaniu znaków i odpowiedzialności za dar widzenia rzeczy całościowo.

Gdy wyruszyłyśmy dalej, idąc patrzyłam na drogę przede mną i spostrzegłam trzy kawałki patyków, które mijałam; były różnej wielkości i różnie ułożone na drodze przed moimi nogami, w tej samej mniej więcej odległości od siebie, ale jeden za drugim. Te trzy patyczki, gdy złożyłam je razem w swoim widzeniu, złożyły się w strzałę pokazującą kierunek… Szłyśmy dalej.

W pewnym momencie spojrzałam na drzewo stojące przy drodze po prawej stronie. To było podwójne drzewo połączone swoimi dwoma pniami idealnie prostą, pionową linią. Poczułam, że to drzewo- Strażnik. Podeszłam do drzewa i przywitałam się. Miało podwójną energię: męską i żeńską w swoich dwóch pniach. Opowiedziało mi, że w ten sposób doświadcza jedności podwójnego istnienia jako żeńskość i męskość w pełnej harmonii ze sobą, obie części wzajemnie się wspierają i dzielącą na bieżąco swoim doświadczeniem. Słuchałam najuważniej, jak mogłam tej krótkiej opowieści. To Drzewo powiedziało mi jeszcze, że czas, bym poszła dalej i w tym momencie ruszyłam w kierunku Starej Lipy. Gdy spojrzałam na drogę, w odległości około 10.metrów przede mną po prawej stronie, przy Starej Lipie stała promienna Livia, a po lewej stronie stała Karuna odwrócona tyłem do drogi. Przy Karunie zobaczyłam małego Lisa, który patrzył na mnie, jakby czekał na mnie. Po krótkiej chwili lis ruszył głową – jakby mnie zapraszał, abym odważnie poszła dalej. Ruszyłam. Już po powrocie przypomniałam sobie: Krew przechowuje Vis Vitalis – siłę życia, energię duszy. Gdy zagęszczona, to tak, jakby zamrożona… może dlatego lodowce się rozpuszczają?
Vitalis… Wita – lis… WITA(ł) mnie LIS… na górze przed lipą…siła życia, energia duszy… No tak…

Gdy podchodziłam do Lipy, Livia stała poruszona i czekała na mnie, aby mnie przedstawić Lipie. Poczułam nawet pewne jej zniecierpliwienie, ale nie jestem pewna, czy to było zniecierpliwienie Livii  Spojrzałam na Lipę i zatkało mnie. W jej kształcie dostrzegłam końcówkę kosmicznego tunelu, po którym schodziła na Ziemię wielka Jaszczurka. Tuż przy ziemi w kształcie Lipy zobaczyłam coś jak jamę – norę łączącą kosmiczny tunel z Ziemią.


Jenny przy świętej Lipie (- fot Livia lub Jarek)

Przywitałam się z Lipą całując Jaszczurę w głowę. Poczułam w tej głowie pulsacje energii, przytuliłam się do tej głowy i położyłam na niej swoją prawą dłoń. Potem poczułam jeszcze pulsacje energii w jej sercu i przytuliłam się swoim sercem. Następnie poczułam pulsację w jej brzuchu, na który położyłam swoją lewą dłoń. Wtedy Lipa zaprosiła mnie do środka, do „jamy”. Moja głowa „weszła” w jej głowę od wewnątrz (było tam wklęsłe miejsce na moją głowę). Jedną nogą stanęłam w jednej „komorze”, a drugą w drugiej i przysiadłam. Lipa-Jaszczura zaczęła swoją opowieść… Wydawałam z siebie dźwięki, które rozpoznałam jako język Jaszczurki – mówiłam jej językiem, a jednocześnie słyszałam, co ona mówi do mnie:

Dusza Jaszczury została zaproszona do ciała Lipy wiele lat temu i w nią weszła.
Jaszczury przybyły na Ziemię, bo takie było ich kosmiczne zadanie. Przybyły po to, by wykonać swoje zadanie; podobnie robią to inne istoty w różnych cyklach ziemskich współtworząc i realizując kosmiczny plan, w którym uczestniczyły także Jaszczurki. 

Jaszczury, Krokodyle są z jednej rodziny. A teraz jest czas powrotu tych istot (a właściwie ich dusz) do Domu i zakończenia ich ziemskiego zadania. Ale żeby mogło to nastąpić, potrzebne jest zrozumienie tego, co miały do wykonania na Ziemi. Zrozumienie i wybaczenie tych wszystkich negatywnych projekcji, którymi niektórzy ludzie w nienawiści wynikającej z ich nieświadomości i braku zrozumienia przesyłają Jaszczurom.


Intencje Jaszczurek były czyste: miały podzielić się swoimi darami i przekazać je istotom żyjącym na Ziemi. Są śniącymi i między innymi śnienia uczyli tych ludzi, którzy chcieli sobie przypomnieć, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. To one przyniosły ze sobą w darze także święte rośliny lecznicze [i chyba święte grzyby, ale tego dokładnie nie pamiętam] o kryształowej świadomości. Ich krew zasiliła energią Ziemię. Ich ciała zasiliły ciało Ziemi. Ziemia potrzebowała tej energii. To były jedne z wielu darów Jaszczurek dla zasiewu na Ziemi w ostatnim cyklu ziemskim opiewającym na… nie pamiętam dokładnie, ale chyba jakieś … 130 000 lat. 



Potem zaczęły przeze mnie przepływać dźwięki, które Lipa określiła jako dźwięki Serca – Słońca układu słonecznego, z którego pochodzą Jaszczurki. Gdy je wydawałam z siebie, były jak pulsacja o kilku zmiennych częstotliwościach. Słyszałam też (jakby w sobie albo tuż obok) głos, który mi wtóruje i harmonijnie współbrzmi…

 Czułam ogromną wdzięczność za to SPOTKANIE, rozpierała całe moje ciało i zaczęłam śpiewać pieśń z jednym słowem: dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję...

Dzień wcześniej Livia, gdy mówiła mi, że chce mnie zaprosić na spotkanie z Lipą, powiedziała także, że może bym wzięła ze sobą ajahuaskę, aby te dwa drzewa się spotkały ze sobą. Tak zrobiłam. Wyjęłam buteleczkę z wywarem z chakruny (jedno drzewo) i ajahuasci (drugie drzewo) z południowo-amerykańskiej dżungli i pobłogosławiłam Lipę i duszę-ducha Jaszczury kroplami wywaru. Spotkały się w ten sposób i połączyły ze sobą duszo-duchy trzech drzew… Wówczas Lipa-Jaszczura powiedziała mi, że te święte rośliny, tak samo jak i święte grzyby rosnące na całej Ziemi, miały służyć ludziom do poszerzania świadomości, do uwalniania się z wzorców i ziaren, które przyniosły nam w darze. To tak, jakbyśmy dostali dwa sposoby doświadczania życia ziemskiego: ten, który utrzymywał nas w odcięciu od pamięci i podtrzymywał nasze indywidualne istnienia poprzez które doświadczaliśmy życia na Ziemi oraz ten, który poszerzał naszą świadomość i dawał przypomnienie połączenia z Całością… 

Teraz te dwa dary skojarzyły mi się z dwoma pigułkami z filmu Matrix: Neo miał do wyboru dwie pigułki. A w tym wypadku wygląda na to, że wzory i ziarna odpowiadają w pewnym sensie jednej pigułce, a święte rośliny drugiej. Spożycie oby naraz daje świadomość doświadczeń, które przeżywała ludzkość w okresie "ostatniego zasiewu".



Mam też do przekazania informację - PRZYPOMNIENIE od duszy Drzewa-Jaszczury, że

święte rośliny, które miały służyć odzyskiwaniu pamięci i świadomości, zaczęły w pewnym momencie być używane i nadal jeszcze są używane przez niektóre osoby oraz szamanów, curranderos - ayahuasceros do utrzymywania ludzi w pewnych systemach, od których ludzie są nadal uzależnieni czyli podtrzymywania pewnych wzorców i systemów przekonań albo transmisji wiedzy podtrzymującej stare struktury "matrixowe".Tacy curranderos leczą, ale także po części uzależniają od siebie innych ludzi. I traktują te rośliny jako narzędzie dające im władzę nad ludźmi, utrzymujące ich w pozycji "mistrzów, guru czy kapłanów" zamiast sprzymierzeńców i pomocników. Czas, aby ludzie zrozumieli, że należy je używać do poszerzania świadomości i uzdrawiania przywiązania do przekonań i wzorców wszystkich ziaren obecnego zasiewu.

Przekazuję także podziękowania od Duszy Drzewa-Jaszczury  dla tych uzdrowicieli, którzy działają na całej Ziemi i pracują z medycyną (wywarami ze świętych ziół oraz grzybami) wspierając proces uzdrawiania ducha i uwalniania naszych dusz oraz  poszerzania naszej świadomości.


Przypomniałam sobie teraz także, że w dzieciństwie widziałam w kształtach firanek przykrywających czerń nocnego nieba jaszczurki, węże, żaby … których bardzo się bałam. Wówczas krzyczałam i prosiłam mamę, żeby zostawiała zapaloną lampę w moim pokoju. Potem któregoś dnia w wakacje mama wzięła do ręki małą zieloną żabkę i pokazała mi ją. Opowiadała mi o niej, jaka jest miła w dotyku i jak ona żyje, czym się żywi, a potem zachęciła mnie do tego, bym wzięła ją na rękę. Tak zrobiłam. To było bardzo miłe, kiedy żabka nagle poruszyła się i połaskotała wnętrze mojej dłoni swoją nogą. Od tego czasu skończyły się moje nocne koszmary. Potem bardzo lubiłam obserwować jaszczurki i wygrzewające się w słońcu węże. I przestałam się ich bać, a nawet je pokochałam.


NAD MISĄ UZDRAWIAJĄCEJ MOCY
Późny wieczór, już było ciemno. Od strony tarasu świeciło mocne jasne światło oświetlające taflę oczka wodnego. Nie mogłam w nim dojrzeć gwiazd. I z powodu tego światła dziś, mimo, że gwiazd było pełno na niebie, nie odbijały się one w lustrzanej tafli wody. Rozmawiałam z Jarkiem. Nachyliłam się nad taflą wody, jakbym chciała zajrzeć do niej i zobaczyć swoje odbicie. Najpierw dostrzegłam swój wyraźny cień, dużo ciemniejszy od powierzchni wokół cienia. A w nim dostrzegłam najpierw jedną jasno świecącą gwiazdę. Zaczęłam się śmiać z radości… I zwróciłam się do Jarka mówiąc, że zobaczyłam swoje odbicie. Śmialiśmy się razem. Powiedziałam, że patrząc logicznie na to zdarzenie, mogłam zobaczyć tę gwiazdę odbitą w Misie Uzdrawiającej Mocy, ponieważ mój cień „rozproszył” (przesłaniając) światło z tarasu i zamiast swojego odbicia zobaczyłam gwiazdę w środku swojego ciemnego, prawie czarnego cienia. Moim odbiciem była gwiazda jasno świecąca na tle mojego cienia… Gdy spojrzałam drugi raz, zobaczyłam jeszcze kilka innych gwiazd.



——
 I jeszcze fragment rozmowy z Jarkiem:
 - Kim jesteś?
 - Gdy rozmawiam z kimś, staram się pamiętać, że rozmawiam z samą sobą przejawiającą się w innej formie: z innymi darami i doświadczeniami… Słucham uważnie szanując siebie w sobie i siebie w tobie, w każdym innym „ja”. Tu i teraz jestem, słucham uważnie, co ta inna „ja” mówię, a potem, jeśli tak czuję, dzielę się swoim doświadczeniem albo tym, co przepływa przeze mnie… w miłości, harmonii, zrozumieniu i połączeniu z tą osobą czy istotą.

W tych dniach poczułam głęboko i doświadczyłam w tej rozmowie i wszystkich rozmowach z Rodziną, co znaczy świadomość słów: „In Lak’ech Ala K’in” – tłumaczone jako: jestem (inną/innym) tobą, a ty jesteś mną lub... ja w tobie, a ty we mnie.

Z miłością i zrozumieniem, że JESTEŚMY JEDNYM w nieskończonej ilości form i przejawów… tulę do serca nas wszystkich.


z 6. na 7.sierpnia w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami.
SPOTKANIE Z WICHREM I CHMURAMI


LIVIA napisała:“W nocy obudzil nas niezwykly i silny wiatr… Nie pamietam podobnego wiatru w tym miejscu i od razu poczulam, ze ma zwiazek z Bialym Piorem [tak mnie - JESTEM wówczas Livia nazywała, bo było to także moje imię przez pewien czas], ktora tez sie obudzila i wyszla nawet na zewnatrz…Noc wczesniej w trakcie pobytu u nas miala sen o dwoch polowkach jednego piora, ktore skladala w calosc… Ponadto gdy ujrzala nasze oczko wodne skojarzylo jej sie ze snem o pewnym stawiku bedacym Misa Uzdrawiajacej Mocy…”

I jeszcze coś z notki Liviu:
“«Cauac» w języku maya znaczy: chmura burzowa, burza, nawałnica, wicher, piorun. Podobnie jak burza oczyszcza atmosferę, a wiatr przegania ciemne chmury, by znów mogło zaświecić słońce, tak archetyp «Cauac» zapowiada odnowę, regenerację sił, uzdrowienie relacji międzyludzkich. Siła „Wichru transformacji” będzie zależeć od świadomości ludzi.” [ ze strony H.Kotwickiej]
 

I dalsze moje (JESTEM) doświadczenia z tej nocy... Rzadko mi się to zdarza, ale tej nocy nie mogłam zasnąć. Poszliśmy spać po pierwszej w nocy. Układałam sobie to, co wydarzyło się tego dnia. Długo nie mogłam zasnąć, ale wreszcie zasnęłam. Coś mi się przyśniło, coś co mnie przebudziło, ale nie pamiętam, co to było… Na zewnątrz hulał niesamowicie silny wiatr. Leżałam w łóżku w pokoju Sarki (dziękuję Sarko) i czułam, jakby we mnie roztańczyły się energie o różnych częstotliwościach i mieszając się ze sobą pędziły z tym wiatrem. Poruszały od środka moje fizyczne ciało i energetyczne ciała w taki sposób, jakby jakaś wielka istota potrząsała mną na wszystkie strony. Czułam szczęście i gęstość zdarzeń ostatnich kilku dni. Ale jednocześnie ogromne poruszenie. Ten wiatr razem z chmurami czułam w szpiku kości i w każdym atomie mojego ciała. Nosiło mnie, chciałam wstać, biegać, tańczyć. Nawet pomyślałam, żeby sięgnąć po bęben, zacząć na nim grać i zacząć śpiewać. Coś chciało się wydobyć przeze mnie, zharmonizować, połączyć… Ale w domu spały inne osoby i dzieci. Nie chciałam burzyć ich śnienia. Około czwartej rano jednak nie wytrzymałam i wstałam. Zeszłam do kuchni. Jarek także nie spał i coś robił przy kuchence. Przywitaliśmy się i wyszłam na ganek. Zobaczyłam wręcz kolorowe, chociaż tylko w zimne barwy przybrane, gęste, pędzące po niebie chmury. Jeszcze wróciłam na moment do pokoju po koc, którym się owinęłam i usiadłam na ganku na bujanym fotelu. Razem ze mną wyszła Karuna (piesa). Posiedziała chwilę, ale pokazała mi, że chce wrócić do domu. Zostałam na ganku sama.

Bujałam się rytmicznie. Fotel stał przy oknie sypialni. Nie chciałam go przesuwać gdzie indziej, by nie obudzić dzieci. Nuciłam więc cicho pieśń… zrozumienia, wybaczenia, miłości i połączenia. Harmonizowałam przepływające przeze mnie dźwięki. Patrzyłam na rozciągający się przede mną cudowny widok.

Wichura zaczęła rozpraszać te piękne, ciężkie chmury, które najpierw pędziły z ogromną prędkością, ale miałam wrażenie, że zataczają ogromne kręgi albo spirale i wracają nad Misę Uzdrawiającej Mocy, jakby chciały do niej powrócić, by przez nią przejść… by w niej się rozpuścić, roztopić…

Ktoś wystawił małego pieska (szczeniaka) Sarki na ganek. Malec wysikał się dzielnie i podszedł do mnie. Próbował niezdarnie wdrapywać się na moje nogi. Wzięłam go na kolana. On wtulił się w koc i zasnął. Nuciłam dalej… chmury powoli rozpraszały się, a niebo stawało się coraz bardziej czyste. Gdy zaczęło wschodzić Słońce, na niebie pozostały jedynie ślady tych gęstych, ciężkich chmur. Te ślady wyglądały jak białe smugi malowane skrzydłami wielkiego Białego Motyla. Teraz już mogłam pójść spać. Zasnęłam głębokim snem i już nic mi się nie śniło. Albo się śniło, ale nic nie zapamiętałam. Albo to wszystko było Pięknym Snem

Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję…

I zapiski Livii Flower Dream z naszego spotkania:

"Hej Białe Pióro! Tak się cieszę, że wreszcie się spotkałyśmy i że byłaś ze mną przy Lipie.. Coraz bardziej widzę jak niesamowite było to nasze spotkanie., ach….. postaram się to wkrótce opisać… Dziękuję Ci Kochana i życzę wspaniałej podróży oraz pobytu nad morzem.. Sarka jutro wraca na Bursztynowe Wybrzeże… Przed nami też okres podróżniczy, ale póki co jeszcze jesteśmy tutaj, Pomiędzy Dwoma Dzbanami 52… Naprawdę, tak się cieszę, że tu zawitałaś wraz z Karuną (wciąż powraca do mnie jej obraz z czerwoną chustką na szyi).. czerwonej niczym krew… a czerwona saszetka leżała dokładnie tam gdzie ją zostawiłaś, pod Lipą.. niczym święte zawiniątko;) p.s na Chełmie przy Lipie byłyśmy wieczorem 6 sierpnia i już po przyszedł mi na myśl tzw. KOD HIROSZIMA o którym wspominała u siebie Nnka: http://nnka.wordpress.com/about-2/"

oraz

"póki co zamieszczam ten opis z naszego spotkania tutaj, a potem dodam do nowej notki..Wieczorem 6 sierpnia wraz z JESTEM/Białe Pióro (która przyjechała do nas dzień wcześniej) odwiedziłyśmy Górę Chełm i starą Lipę na niej rosnącą.. Poprosiłam Białe Pióro aby zabrała ze sobą A ponieważ czułam że zarówno ona jak i A powinny się z spotkać z Lipą.. W wejściu na górę towarzyszyła nam Karuna, wspaniała psia towarzyszka Białego Pióra, a Jarek (zgodnie z jego wolą) wraz z małym Nadjanem zostali w dole.. W miejscu, w którym ostatnim razem zauważyłam ogromnego ptaka teraz niemalże pośrodku ścieżki leżał duży grzyb, na co obie z Białym Piórem zwróciłyśmy uwagę, a już chwilkę później ujrzałyśmy unoszącego się nad polanką sokoła, którego Białe Pióro określiła mianem posłańca. Ptak, którego widziałam wcześniej był o wiele większy, przynajmniej tak mi się wydawało.. Idąc dalej Białe Pióro zatrzymał przy sobie na jakąś chwilkę jeden z rosnących w pobliżu ścieżki Buków, a ja poszłam dalej, w kierunku Lipy.. Tuż za mną dreptała Karuna.. Po chwili moim oczom ukazała się stojąca w oddali za Lipą kapliczka.. na ganeczku przed nią stała jasna, smukła i świetlista postać, choć właściwie był to tylko sam zarys postaci, jakby promienna aura.. Skojarzyłam ją z Matką Ziół – Bylicą – z doświadczeniem z Kręgu dla Przodków w dniu 23 lipca… W końcu dotarłam do Lipy odczuwając na jej widok duże wzruszenie… Przywitałam się z nią i dosłownie w tej samej chwili otrzymałam znajome już pozdrowienie pod postacia mocnego dudniecia.. szarpniecia.. jakby pociagniecia za dłoń.. Czułam też, że Białe Pióro z Lipą powinny pobyć ze sobą sam na sam, a w trakcie czekania na nią usłyszałam jak z Lipy wydobywa się głos oznajmiający – hej Białe Pióro no chodź wreszcie! Słońce zaszło już na dobre, robiło się coraz ciemniej i ciemniej, a las wokół spowijała coraz intensywniejsza aura tajemniczości.. W pewnym momencie ujrzałam jak tuż obok mnie przebiega Karuna tyle że z czerwoną chustką na szyi co mnie mocno zaskoczyło jako że nie zauwazyłam wcześniej tej chustki na Karunie… Spojrzałam na nia raz jeszcze i po chustce ani śladu, ale pozostało błyskawiczne skojarzenie które w związku z nią się pojawiło, a mianowicie chodzi o doświadczenie z 26 lipca z czerwoną energią przypominającą zwiewną szatę, która przybrała postać Wędrującego Wilka…. Kiedy wreszcie zauważyłam zmierzającą powoli w kierunku Lipy Białe Pióro miałam wrażenie, że to nie ona, a ktoś inny, choć bardzo znajomy.. Obraz ten bardzo szybko się rozpłynął pozostawiając jednak po sobie bardzo silne i głębokie odczucie.. Pierwszy kontakt Białego Pióra z Lipą przepełniało ogromne wzruszenie… Też byłam poruszona i tak jakbym już skądś znała tę scenę… Po krótkiej wymianie zdań zostawiłam je (Białe Pióro i Lipę) same ze sobą, czując aby odejść w kierunku kapliczki i gdy tylko stanęłam na jej progu uświadomiłam sobie że właśnie zajęłam miejsce owej jasnej postaci, którą widziałam wcześniej wchodząc na górę.. Po szybkim wejściu w nieco odmienny stan świadomości dobiegł mnie w pewnym momencie niezwykły, choć jednocześnie bardzo bliski śpiew.. To śpiewała Białe Pióro.. Po chwili usłyszałam jak wtóruje jej jeszcze inny głos, bardziej męski.. Choć trudno mi teraz powiedzieć skąd dobiegał.. chyba tak jakby z drugiej strony…. Widziałam też jak w kierunku Lipy zlatywało się teraz wiele jasnych energii/energetycznych istot, co błyskawicznie cofnęło mnie do doświadczenia z maja 2008 roku… Kiedy LIPA pociągnęła mnie do tańca w Kręgu, a wraz z nami tańczyło wiele, wiele innych istot… Gdy ponownie wróciłam do tej chwili usłyszałam radosne i rozśpiewane – dziękuję, dziękuję, dziękuję… Tkwiła w tym taka moc, że aż mnie dreszcze przeszły.. Pod wpływem tego przypomniałam sobie o śpiewie pewnego mężczyzny, którego spotkałam w Kręgach Kamiennych w Odrach… Niby stroił Kamienie… jednak dla mnie wyglądało to raczej niczym zmysłowy taniec kobiety z mężczyzną…… Wracając jednak do Lipy to gdy wreszcie podeszłam do Białego Pióra usłyszałam z jej strony, że Lipa jest jedną z tzw. śniących, oraz.. że to Jaszczurka.. i że one też już pragną uwolnienia oraz powrotu…. Białe Pióro gdy to mówiła była głęboko wzruszona, choć z drugiej strony bardzo podekscytowana.. Wiem, że otrzymała także pewien niezwykły przekaz od Lipy dotyczacy Ayahuaski, ale wolalabym żeby o tym napisała sama.. Dodam jeszcze tylko, że Białe Pióro dokonała błogosławieństwa Lipy z udziałem właśnie A. oraz Chakruny.. Opowiedziała mi też, że w momencie kiedy stałam przy Lipie, a ona podchodziła pod górę to tuż obok mnie stał LIS ale Karuna przebiegająca obok w ogóle go nie zauważyła, podobnie jak i ja.. dla Białego Pióro LIS ten nabrał jednak naprawdę dużego znaczenia i w tym momencie zacytuje jej slowa ktore zamiescila w komentarzach:


***Schodzilysmy z gory w duzej ciszy od czasu do czasu tylko cos szepczac.. poczulam, aby nie mowic zbyt wiele i swoimi wrazeniami podzielic sie raczej na drugi dzien.. Na pograniczu polanki przywitala nas ogromna roztanczona i jasniejaca postac Jarka bujajacego malego Nadusia w chuscie.. Jarek z kolei odebral nas jako wychodzace z lasu rownie ogromne jasne eteryczne zjawy… Troszke jakbysmy odbijali siebie nawzajem w lusterku…Po powrocie do domu, do Pomiędzy Dwoma Dzbanami 52 uswiadomilam sobie ze wlasnie mamy 6 sierpnia i ze byc moze wizyta u Lipy wlasnie w tym dniu nie jest przypadkowa.. Wczesniej pytalam Biale Pioro o jej stosunek do Ślęży a ona mówiła coś o rozpadzie atomowym, z kolei ja opowiadałam coś o Oppenheimerze i o tym czlowieku zajmujacym sie gwiazdami neutronowymi i czarnymi dziurami, ktory ma juz wkrotce stac sie nowym wlascicielem PDD52.. Wszystko to teraz do mnie wróciło…w rozmowach czesto pojawiali sie Majowie, a na moment takze Tesla….. i oczywicie Atlantyda…..W nocy obudzil nas niezwykly i silny wiatr… Nie pamietam podobnego wiatru w tym miejscu i od razu poczulam, ze ma zwiazek z Bialym Piorem, ktora tez sie obudzila i wyszla nawet na zewnatrz…Noc wczesniej w trakcie pobytu u nas miala sen o dwoch polowkach jednego piora, ktore skladala w calosc… Ponadto gdy ujrzala nasze oczko wodne skojarzylo jej sie ze snem o pewnym stawiku bedacym Misa Uzdrawiajacej Mocy…Mam nadzieje ze Biale Pioro opisze te sny…juz po jej wyjezdzie zrozumialam, ze to miejsce na terenie siedliska, ktore okreslila mianem miejsca zapisow pokrywa sie w pewnym sensie z lokalizacja zachodniego portalu, oraz bialego wiru… w kazdym badz razie patrzac z okna sypialni tak to wyglada… w dodatku ten pasaz ktory pokazala, jego trasa jest zbiezna z podziemnym tunelem widzianym w snie przez Jenny, oraz przeze mnie w wizjach… to jest caly energetyczny kanal…. zarowno mnie jak i Jenny wskazali go niezwykli majanscy poslancy… Biale Pioro zlokalizowala go idealnie…….I to na razie tyle, tak bardzo na szybkiego, ale z pewnoscia mam niejedno do dodania, a wiec cdn…"

Wszystko też w jakiś sposób powiązane jest z notką Livii: Doświadczenia z Kręgu dla Ziemi (26 lipca 2012).

DODANE 30.LIPCA 2013:

Maria_st podała na blogu Livii Ether linka do pięknego opowiadania Ewy Czarkowskiej pt. UKRYTA W TREŚCI, CZARODZIEJSKA PRZYPOWIEŚĆ ! 

Uświęcona lipa opublikowanej w dniu 21.07.2013. Ta piękna opowieść przypomina moje spotkanie z Lipą z dnia 6. sierpnia 2012 roku…

WIELKA KOSMICZNA CEREMONIA



Część zapisu jednej z moich wizji - cząstki PRZYPOMNIENIA







ciąg dalszy TUTAJ.

czwartek, 26 lipca 2012

NA ROZDROŻU ŚWIATÓW I CZASOPRZESTRZENI


18.lipca

CZAS PRZYPOMNIENIA I PUŁAPKI BLOKUJĄCE PRZYPOMNIENIE

Żyjemy w czasoprzestrzeni PRZYPOMNIENIA. Każdy może sobie przypomnieć siebie z przeszłości, a nawet z przyszłości - tyle, na ile pozwala mu jego „karma” oraz „czystość” umysłu i serca. Pojęcie karma rozumiem tu jako istnienie przyczyn wiążących ludzi nićmi powiązań - skutkami przejawiającymi się przywiązaniem do… wzorców tego świata ograniczających nasze przypomnienie. Przyczyny to wzorce działania, myśli i emocje oraz wiara według których działamy i nie ma znaczenia czy świadomie czy nieświadomie. Natomiast uświadamianie sobie tych nieświadomych wzorców umożliwia zmianę sposobów działania, oczyszcza "karmę" - uwalnia od tzw. karmy, poszerza samoświadomość. W ten sposób dokonuje się "transformacja" czy też "ewolucja" świadomości.

Przypominamy sobie nie po to, by rozpoznawać pewne wzorce w strachu i ocenach, lecz po to, by z odwagą i uczciwością wobec siebie poszerzać naszą ŚWIADOMOŚĆ poprzez ZROZUMIENIE przyczyn i skutków działania „karmy” – wzorców, które uznajemy za prawdę. Często działamy według tych wzorców nieświadomie.

Na ile zdołamy poszerzyć naszą świadomość, na tyle jesteśmy w stanie zrozumieć i ogarnąć wszechogarniającą miłością te części STWORZENIA - te części SIEBIE, które sobie przypominamy.

Niektórzy skupiają się na poznawaniu i przypominaniu wyłącznie poprzez umysł, ale to pułapka, która może prowadzić do obłędu. Zwłaszcza kiedy mamy w sobie nieuwolnione wszystkie wzorce i przekonania blokujące dostęp do wiedzy o innych częstotliwościach niż te, w których zapisana jest obecna wiedza.

To umysł tworzy pułapki, w które sam wpada. Natura jest taka, jak jest, pełna paradoksów. Umysł, póki nie zintegruje w sobie tych paradoksów, będzie wpadał we własne pułapki. A może być naszym sprzymierzeńcem. Do tego jednak potrzebne jest wsparcie mądrości płynącej z serca.

Niektórzy twierdzą, że są ofiarami systemów lub działań INNYCH "Ciemnych Mocy" i że zostaliśmy tu, na Ziemię wrzuceni „za karę”. A są nawet tacy, którzy twierdzą, że obecnie na Ziemi znajdujemy się w „kolonii karnej”. Te wszystkie koncepcje pochodzą z umysłu wspieranego przez nieświadome emocje i ogromny strach: że wzorce i prawa według których działa ten „matrix” zostały nam podstępnie zaimplementowane.

Zostały nam „zaimplementowane”, to fakt, ale czy podstępnie, to sprawa „dyskusyjna”. To chyba my sami jesteśmy najbardziej podstępni wobec siebie i to jest podstępność niemalże perfekcyjna, ponieważ trudno nam samym ją dostrzec... Jesteśmy istotami wielowymiarowymi, więc jaką mamy pewność – operując percepcją z 3D (trójwymiarowości) - że jako istoty wielowymiarowe sami nie przygotowaliśmy dla siebie tej „GRY”? 

Tutejsza czyli ziemska intensywność doświadczeń jest wyjątkowa i atrakcyjna, więc aby można tę intensywność odczuć i emocji, tę wyjątkowość doświadczyć, musimy "nasz fraktal" mocno zagęścić do stanu bardzo gęstej materii... A to nas odcina od pamięci i połączenia z naszą wielowymiarowością, z naszym istnieniem w innych światach i czasoprzestrzeniach oraz formach. Oczywiście takie odcięcie na jakiś czas jest konieczne, aby móc doświadczać tej wyjątkowej intensywności, w tym ziemskim świecie - tej gęstej "materii". To odcięcie jest przyczyną zapomnienia tych części nas, które istnieją w innych czasoprzestrzeniach, innych gęstościach czy częstotliwościach – w innych wymiarach.

Ta wiedza pochodzi także ze świadomego śnienia. Czasem śnię sen i "przebudzam się w nim", co znaczy, że jestem całkiem świadoma, co śnię. I łączę ze sobą różne części siebie z różnych światów i czasoprzestrzeni. Albo doświadczam różnych form energii i rozumiem, dlaczego z poziomu ludzkiego są nazywane w taki, a nie inny sposób...

Jesteśmy podróżnikami w nieskończoności.. Pamiętam taki moment, kiedy przypomniałam sobie i uświadomiłam, co znaczy słowo nieskończoność. Przez dłuższą chwilę czułam się jakbym stała nad przepaścią, która mnie woła i wciąga, żebym skoczyła i rzuciła się w dół... w niepoznane, nieznane.

Jestem tutaj, żeby zrozumieć ten świat i zintegrować, zharmonizować siebie stąd ze sobą istniejącą także "poza tym światem".


Historię są różne, ale jakże podobne do siebie. Czasy są różne, ale cyklicznie powtarzamy podobne sytuacje i tylko od naszej świadomości zależy, czy będziemy wciąż kręcili się na tej samej karuzeli (cykle po okręgu), czy w podróży popłyniemy do przodu w czasie i przestrzeni (cykle po helisach – sprężynach, a nie spiralach) czy też cofniemy się w czasie spadając w jeszcze „gęstszą materię… (zejście po spirali w dół). Możemy też podróżować w cyklach spiralnych (w dół i w górę) lub poszerzyć naszą świadomość i istnieć w przestrzeni poza czasem…

Owszem, byliśmy „wciągani” i „podpinani” do różnych systemów i z poziomu naszej trójwymiarowości możemy postrzegać ten rodzaj działań jako wymuszanie, zastraszanie lub manipulacje łącznie z używaniem magii ("ciemnych mocy"). To się działo, dzieje i całkiem możliwe, że w kołowym kontinuum czasoprzestrzennym tego świata, będzie działo się nadal. Dlatego, że jesteśmy nieświadomi zasad tych „gier” i reguł światów i sposobów kosmicznego istnienia w nich.

Takie podpinania odbywały się i odbywają nadal przez uwodzenie i kuszenie władzą, mocą, bogactwem i wyjątkowością (wybraństwem) łączącym się z ogromnymi możliwościami, które ZOSTAJĄ NAM PRZEKAZANE PRZEZ KOGOŚ Z ZEWNĄTRZ. W takim przypadku z własnej woli podejmujemy zobowiązania, ślubowania i przyjmujemy inicjacje (w tym także na przykład kapłańskie, mistrzowskie itp.) współtworząc w ten sposób różnego rodzaju struktury piramidowe. Możemy jednak tych zobowiązań nie pamiętać, ponieważ zawieraliśmy je w przeszłych swoich wcielenia, a teraz powtarzamy to samo, lecz nieświadomie.

Nie tylko podpinano dusze ludzkie energetycznie poprzez ślubowania i inicjacje kapłańskie (podobnie jak w każdym systemie “JEDYNEGO BOGA”), ale na przykład NA ATLANTYDZIE istniała grupa ludzi zwana "starszyzną" albo "Tymi z Prawa Jedni", którzy zajmowali się pracą z energiami i kryształami dla dobra całej społeczności na Atlantydzie, ale którzy nie zgodzili się na używanie energii jako broni przeciwko innym istotom na Ziemi. Pewnego dnia na Walnym Zgromadzeniu część kapłanów reprezentujących "nową władzę" poddała pod głosowanie konieczność użycia tej energii i pewnych części aparatury, która służyła zasilaniu całej infrastruktury, jako broni przeciw innym istotom. Wówczas nie udało im się przegłosować tej propozycji, więc zaraz po głosowaniu, wyłapano przy wyjściu z budynku wszystkich tych ze "starszyzny" - z prawa Jedni czyli tych, którzy pracowali z energią i kryształami, a nie zgodzili się na użycie mocy energii kryształów przeciwko jakimkolwiek istotom żyjącym na Ziemi. Wówczas umieszczono ich ciała w metalowych kleszczach – obejmach, w których zazwyczaj umieszczano kryształy wielkości człowieka. Te obejmy przebiły ich ciała i unieruchomiły. W ten sposób “ukrzyżowano” tych, którzy sprzeciwili się na Walnym Zgromadzeniu użyciu energii kryształów jako broni przeciwko innym istotom. Ich ciała umieszczone zamiast kryształów w urządzeniu wytwarzającym energię, miały posłużyć jako wzmacniacze przy odpaleniu urządzenia o ogromnej energii.

Pamiętam, że ci z Prawa Jedni porozumieli się wówczas ze sobą telepatycznie i podjęli decyzję, że ich osobista energia nie zostanie użyta do celów wytyczonych przez kapłanów.

Wówczas po podłączeniu aparatury ta ogromna energia posłużyła także otwarciu portali dla nowych “bogów”.  więcej tutaj: http://tonalinagual.blogspot.com/2012/12/lekcje-utrzymywania-czystej.html

Późniejsze metody “podpinania do systemu” były podobne, ale jeszcze bardziej uzależniające i mające na celu wzbudzanie lub może przypominanie o strachu przed PANAMI (JEDYNYMI bogami). Podobnie jak w przypadku ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Były przykłady prób podpinania do systemu związane z poświęcaniem dzieci w ogniu i dorosłych na stosach inkwizycji lub kamienowanie. Oczywiście te metody „podpinania do systemów” nie zawsze były skuteczne. Nie działały na dusze i ludzi, którzy pamiętali siebie z innych czasoprzestrzeni lub przestrzeni spoza czasu. 

Większość ludzkości była jeszcze kilka lat temu podpięta do tego „matrixa”. Przykład? Religie z JEDYNYM bogiem: judaizm i katolicyzm oraz pokrewne. I społeczności, w których prawa tych religii działają na ludzi, a ludzie przyjmują je niekoniecznie jako swoją “wiarę”, ale jako przekonania (często nawet nieświadome). To są równie skuteczne systemy podpięcia – nie przez ślubowania i inicjacje, ale przez nieświadomość – np. chrzest w kościele katolickim udziela się osobie nieświadomej – maleńkim dzieciom. Dlaczego? Są w ten sposób poza ich świadomością podpinane do systemu wiary jako katolicy.

W niektórych sektach jest tak, że mistrz siada sobie na tronie (może to być i astralny tron). I stamtąd prowadzi gry, które “udoskonala”. Im większe “dobro” ma obejmować działania takiego mistrza, tym większe “zło” pojawia się po „drugiej stronie lustra”, z którym mistrz wraz z jego ziemskimi przedstawicielami musi walczyć… (to może być także nieświadoma produkcja “dobrego mistrza” z zaświatów, który zapomniał o swoim połączeniu z CAŁOŚCIĄ, JEDNIĄ i WSZYSTKIM, CO JEST).

dodane, znalezione w internecie:




Ciemnej strony Boskiego Stworzenia nie warto poddawać ocenie z ludzkiej perspektywy, bo dla umysłu jest to strefa chaosu, ale to umysł poprzez „ego- ja” tak to postrzega… Najpierw potrzeba oczyścić i uwolnić się od przekonań, poszerzyć swoją świadomość, by zacząć rozumieć, czym ta „ciemna strona Boskiego Stworzenia" jest. Oczywiście, że takie zrozumienie jest możliwe dla każdego, ale… nie w każdej chwili.










I upadniemy do “jeszcze niższego świata”? Zgodnie z "umownie wolną" wolą prawda? No cóż…
Podejmowałam te tematy (kata i ofiary, dobra i zła, światła i ciemności oraz wolnej woli) wielokrotnie w swoich notkach. Upadek świadomości polega jednak na ograniczaniu obszaru WOLI, którą – paradoksalnie – nazywa się „wolną”. (patrz notka pt.: OBSZARY WOLNEJ WOLI).

A jeśli po jednej stronie lustra stoisz Ty jako osoba o czystym sercu, a po drugiej stronie lustra… stoisz Ty…. jako atlantydzki kapłan na przykład? To czy możesz jesteś już gotowy/a te części siebie połączyć tęczowym mostem pojednania?

Nikt z nas w oddzieleniu od CAŁOŚCI, JEDNI, nie ma monopolu na PRAWDĘ.  Ale każdy może JEJ doświadczyć jedynie poprzez swój indywidualny byt. Ot, taki paradoks. Prawdy podstawowe są ułożone w pozornie sprzeczne ze sobą pary. Na przykład, abyśmy stali się bardziej świadomi, musimy być ludźmi metodycznymi, racjonalnymi, o trzeźwym umyśle, a jednocześnie musimy wyzbyć się tych wszystkich cech – być wolnymi od przywiązywania się do nich, by móc otworzyć swoje serce i mieć dostęp do wiedzy  płynącej  z serca. Jednak potrzeba sporej trzeźwości umysłu, by połączyć ze sobą przeciwieństwa. Tak "wielkiej", że umysł staje się wówczas czystym, pustym, krystalicznym naczyniem…

Bo WYJŚCIE Z TEGO Matrixa wymaga poszerzenia zakresu świadomości i odzyskiwania swojej energii (mocy – nie bardzo mi to słowo odpowiada, bo służyło przez tysiące lat do manipulacji, nadużywania i prowadzenia walk oraz wojen i walk). Koniec walki… Z nikim wtedy nie musimy walczyć o energię ani o “moc”. 

Przypomnę, że przynależność do struktury matrixowej powoduje, że człowiek dysponuje “umownie” wolną wolą (taką z mocno ograniczoną świadomością albo samoświadomością). Zasila system, na co zużywa ogromną część swojej własnej energii. Gdy jej brakuje, zaczyna kraść. Samotna droga powoduje, że człowiek zaczyna coraz sprawniej dysponować swoją wolną wolą. Rzeczywiście podejmuje decyzje i wybory w coraz większej niezależności od reguł i zasad matrixowych. Ale ta droga – wiem to z kilku książek [:-)] i potwierdziłam własnym doświadczeniem – “kończy się”… pozbyciem się – całkowitym uwolnieniem… owej umownej wolności woli… chcenia czegoś dla innych czy dla siebie… Wtedy istota ludzka łączy się z wolą CAŁOŚCI, JEDNI, ze WSZYSTKIM, CO ISTNIEJE. Taki mały paradoks. Kolejny.


Dzięki tym i innym przypomnieniom zrozumiałam, że każdy sprzeciw jest formą walki. Każda ocena wartościująca czyjeś działania jako „dobre” lub „złe” jest zasileniem tego, co oceniamy. W tych ocenach lokujemy swoją energię. *) Dla mnie ważne stało się zrozumienie, że nasz strach np: o dzieci lub o bliskie osoby jest energią, która może zasilać i wzmacniać strach w tych osobach. Podobnie nasze modlitwy o dobro i radość dla innych mogą zasilać tę radość w innych. Kiedy opiekujemy się osobą chorą, która wcale nie pragnie wyzdrowienia, ponieważ jej strach przed śmiercią blokuje to wyzdrowienie, wówczas zasilamy swoją energią ten strach i chorobę. Skuteczne działanie w takiej sytuacji polega na dzieleniu się wiedzą o tym, że śmierć jest wyłącznie bramą do innej formy istnienia. Ale nie możemy żądać od tej osoby, aby naszą wiedzę i doświadczenie uznała za swoją. Działania wbrew jej woli, (nawet tej "umownie wolnej"), zawsze będzie manipulowaniem i tworzeniem kolejnej karmy. Gdy taka osoba sama podejmie decyzje zmian swoich przekonań i przestanie bać się śmierci, wówczas jest szansa, że zacznie się jej uzdrowienie.


Wiem, że istnieją różne “rasy” i różne “wzorce”...    W tym sensie dla mnie człowiek jest wyjątkową istotą, ponieważ został stworzony jako kompilacja wielu “kosmicznych ras”, które nie były w stanie ani współżyć ani współtworzyć ze sobą w sposób pokojowy. Bo jak na przykład mogą porozumieć się choćby orzeł, lew, krokodyl, koliber i jakiś byt – istota, która jest na przykład ciągiem matematycznym ale jest także… wibracją, która dla innych "kosmicznych ras” jest czymś w rodzaju kwintesencji złości? Bo tak (jako emocje złości na przykład w swoich ciałach psychicznych i fizycznych) mogą odczuwać tę istotę istoty z innych “ras kosmicznych”.
I wszystkie wzorce, jakie mamy zapisane w sobie jako ludzie, mogą się w nas integrować, harmonizować i wtedy zaczynają współbrzmieć ze sobą.
A kiedy człowiek harmonizuje w sobie te “cechy”, wzorce, wtedy i te inne “rasy” mogą wiele skorzystać z takiego procesu “transformacji”. W taki sposób teraz rozumiem to połączenie i tak zwane “wznoszenie” (ewolucję świadomości przede wszystkim) człowieka i całego wszechświata z istotami z “innych części kosmosu”. Ale wiem, że to jest moje rozpoznanie – przypomnienie, a inni mogą mieć inne

Co to by była za frajda z podróży, gdybyśmy wiedzieli, co nas w niej czeka? 
Na tym to polega, że nie przypadkowo mamy połączenie i jesteśmy cząstkami tej HISTORII, którą nie dość, że każda i każdy z nas składa osobno, to jeszcze wzajemnie możemy się inspirować. Czasem to połączenie tracimy tak, jak i pamięć, ale potem odzyskujemy i możemy zacząć dalszą podróż...

*) Można to sobie wyobrazić w ten sposób, że myśli na dany temat lecą do miejsca w czasoprzestrzeni do danej sytuacji (albo nawet idei w świecie astralnym) jak haczyk na wędce, która zarzucamy. Zarzucamy taki haczyk, on się zaczepia i nasza energia tam zostaje uwięziona. Naszymi myślami łączymy się przy pomocy takich haczyków z różnymi sytuacjami z przeszłości.