sobota, 27 kwietnia 2013

PRACA Z ENERGIĄ I "BĄBLAMI" część 1.


kiedyś dziwiłam się, skąd u mnie czasami pojawiał się np. “irracjonalny smutek”. Teraz już rozumiem. I wiem, jak z tym można pracować. Dzielę się tu swoją metodą, może komuś się przyda, może kogoś natchnie :) by znalazł swoją...


Kilka miesięcy temu zobaczyłam coś niesamowitego. Potem to się powtórzyło kilka razy. Widziałam, że wszystkie żywe istoty emanują z siebie coś jak… bąble energetyczne różnie drgające – o różnych częstotliwościach. Różne częstotliwości tych bąbli odpowiadają różnym myślom, emocjom i uczuciom. To są drgające bąble myśli, emocji i uczuć… Jest ich pełno w środowisku Ziemi. (Może to coś ludzie nazywają duchami? albo duchy są konglomeratem takich bąbli?) Wielkość bąbli zależy od zawartości energii – jakby siły pomyślanego i nieświadomie emitowanego danego uczucia lub emocji. W ten sposób też ludzie pozbawiają się nieświadomie swojej energii z własnego, indywidualnego pola, a potem – dla zrównoważenia tej energii nieświadomie próbują ją "kraść" innym (na różne sposoby). Miałam wiele snów na ten temat, ale jeden był o świecie kradzieży energii.*)
Kiedyś przypomniałam sobie o „czwartej Parce” (bo oficjalnie są tylko trzy: ta co przędzie nici żywota, ta co je podtrzymuje i ta, co je przecina). A czwarta… pruje sieci… :-)


Wracając do drgających bąbli (myśli, emocji i uczuć) o różnych częstotliwościach (wibracjach), to miałam takie doświadczenia i widziałam, że jak człowiek myśli o kimś źle,  to nieświadomie wysyła taki bąbel energetyczny (emocji i myśli) w kierunku tej innej osoby, o której źle myśli (bez względu na odległość). Taki bąbel “przykleja się” do nieskończonych i cieniusieńkich jakby “niteczeki”, którymi na Ziemi (i nie tylko) wszystko jest połączone ze sobą. Jak sieciami i siatkami. Taki bąbel jak kropelka energii o danej częstotliwości (o danej wibracji) leci „torami” tych „nici”, z których utkane są sieci w przestrzeni…
I często taki bąbel dolatuje do adresata. Mnóstwo takich bąbli lata sobie po tych energetycznych „sieciach”… Widziałam wielu ludzi w ten sposób działających i zrozumiałam ten mechanizm wzajemnego oddziaływania na poziomach energetycznych ludzi.

A potem… prędzej czy później, do takich osób wysyłających do innych te bąble z „trudnymi” czy „negatywnymi” energiami wracają one jak bumerang… Zaraz wyjaśnię, jak to się dzieje (a co wynika z tego, co rozpoznałam):

Otóż, jeśli na linii “drogi” tego “bąbla” skierowanego do jakiegoś konkretnego adresata “przypadkowo” pojawi się inna osoba, to… jeśli ta osoba ma – że tak powiem – pewne “predyspozycje”, aby bąble o takich, a nie innych częstotliwościach przyjmować w siebie, to taki bąbel może przykleić się do takiej osoby, która nie jest adresatem.

Czasami wysyłamy energie silnych emocji byle gdzie i jesteśmy tego nieświadomi. Czasem czujemy złość i ego podpowiada nam „adresata”, choć ta osoba niekoniecznie bezpośrednio ani pośrednio ma tak naprawdę z naszą złością coś wspólnego. Bo bywa, że coś sobie o danej osobie myślimy, a to są na przykład tylko nasze iluzje, w które wierzymy jako prawdziwe obrazy i wtedy projektujemy je na innych.

Najważniejsze (z tego, co sobie przypomniałam), jeśli ktoś pragnie na przykład uwolnić się z uzależnienia od destrukcyjnych wzorców tego „matrixa”, to najlepiej przestać myśleć o innych w taki sposób, jaki może uczynić krzywdę innym i nam oraz uwalniać siebie z emocji, które mogą zaatakować innych. W ten sposób wzmacniamy swoje indywidualne pola energetyczne. (Na pewnym etapie pomagają w tym kryształy i minerały, i różne kamienie… a i tak każdy może znaleźć swoją metodę, jeśli tego będzie potrzebować.)

Z mojego doświadczenia wynika, że najpierw najlepiej świadomie “uzdrowić” swoją kulę energetyczną – ciało energetyczne. Mnie pomagały różne praktyki, między innymi wdzięczności… i miłości do samej siebie i wszystkiego, z czym jestem połączona i transformacja „starych wzorców”. Ale jeśli ktoś zdecyduje się na takie zmiany, na pewno znajdzie sposób najlepszy dla siebie.

Przede wszystkim zajęłam się odblokowywaniem swojego połączenia z duszą i przez nią ze Źródłem (inaczej nie umiem tego opisać).
 Chodzi też o to, by przede wszystkim zacząć uświadamiać sobie swoje własne “negatywne” myśli i przestać odrzucać je, a zacząć je transformować. Warto też przestać walczyć z nimi, lecz przyjąć je świadomie z pokorą i zrozumieniem – obdarzyć akceptacją i zrozumieniem (no i miłością). Następnie można zacząć je przekształcać w sobie na takie, które nam służą (miłość, ufność, wdzięczność, harmonia, pokój… co kto chce). W ten sposób przestaniemy wysyłać innym takie “negatywne” emocje w formie myśli, a tak naprawdę w formie “bąbli” energetycznych, które z kolei jak po torach lecą po niewidzialnych niciach sieci o „stałej” strukturze.

Widziałam, że te przetransformowane częstotliwości „bąbli” myśli i emocji rozluźniają „stałą” strukturę owych sieci. W rezultacie możemy stać się uwolnieni z tych „sieci” – jak przedstawia to wizja św.Faustyny – tak, że nawet otoczeni mnóstwem postaci złośliwych i pałających ku nam wielka nienawiścią, z których ust wychodzić będą różne groźby, fałszywe pomówienia, oskarżenia itp. już nas nie dotkną.

Mało tego, jeśli zmienimy „wibracje” swoich pól – osobistych bąbli, staniemy się jeszcze bardziej uwrażliwieni na zmiany swojego pola energetycznego spowodowane “atakami” bąbli od innych osób lub ze środowiska… i będziemy mogli je przyjmować w swoje pole i przetransformowywać je w sobie, poprzez siebie, a potem, już przetransformowane, odsyłać je do środowiska Ziemi. Powoduje to rozluźnianie wcześniej sztywnej i „stałej” struktury owych „sieci”.

Jak widzicie, nasza wrażliwość naprawdę wzrasta i możemy zaobserwować takie zmiany energetyczne w naszych ciałach, które postrzegamy jako na przykład „dziwne odczucia”, wręcz „irracjonalne”, bez powodu pojawiające się odczucia: strachu, smutku, nawet przerażenia, ale też radości i innych. Przyklejają się do nas różne bąble, o różnych częstotliwościach, zwłaszcza kiedy mamy ubytki energetyczne w swoich własnych polach. A możemy przyglądać się tym “znikąd” pojawiającym się emocjom i uczuciom, nawet możemy świadomie się oczyszczać z tych niesprzyjającym nam energii na dwa podstawowe sposoby:

1. odsyłając do nadawcy – tu istnieje ryzyko, że do niego lub do niej ta energia nie dotrze i przyklei się do innej “przypadkowej” osoby napotkanej po drodze, która ma takie „predyspozycje” do „wychwytywania” takich, a nie innych częstotliwości (wibracji).


2. transformując tę energię w sobie poprzez przyjęcie i intencję zmiany oraz przemianę jej częstotliwości na przykład na najczystszą miłość (wszechogarniającą). Nie wydaje mi się, że należy odsyłać tak przetransformowaną energię (na częstotliwości miłości wszechogarniającej, harmonii, pokoju) do nadawcy, ponieważ nadawcy wysyłający bąble o częstotliwościach “negatywnych” emocji zazwyczaj nie są w stanie przyjąć bąbli o częstotliwościach miłości bezwarunkowej, pokoju, harmonii itp. jeśli ich ciała są na te częstotliwości nadal zablokowane. A zmienić to może wyłącznie ich własna intencja gotowości na dokonanie zmian w sobie. Więc i tak bąble miłości wszechogarniającej jeśli do nich docierają, to „odbijają się od nich”. Ale takie bąble mogą docierać do tych, których ciała są częściowo chociaż odblokowane na takie częstotliwości (podjęli intencję zmiany) i będą ich potrzebować do swojej transformacji.

Tak też może wyglądać nasza pomoc w transformacji energetycznej naszych pól i całego pola Ziemi oraz poluzowywaniu struktury „sieci”. Nawet jeśli bąble miłości wysłane do innych nie dotrą do ich serc, jeśli pozostają w przestrzeni środowiska ziemskiego, to mogą dać wsparcie w odpowiednim momencie osobom, które będą tego potrzebowały, by uwalniać się z „sieci”. Dlaczego tak myślę? Ponieważ któregoś dnia miałam takie doświadczenie, że zobaczyłam takie bąble latające przede mną. W sali było kilkadziesiąt osób. Te bąble miały bardzo „gęstą” i ‚trudną” częstotliwość (mocno negatywną). “Usłyszałam” jakimś wewnętrznym zmysłem zaproszenie „głos mojej duszy”, żeby wyciągnąć swoją energetyczną dłoń w kierunku takiego bąbla skupiając się na najczystszej energii miłości wszechogarniającej. Tak zrobiłam, wyciągnęłam dłoń jakby z zaproszeniem w kierunku bąbla, ale nie dotknęłam go. To, co się wtedy zdarzyło, było wprost niesamowite. Ten bąbel sam się zbliżył do mojej energetycznej dłoni i „wybuchł”, jakby to był wybuch wielkiej radości, szczęśliwości z powodu… „powrotu do źródła” po tysiącach lat albo i więcej, bo połączył się on z wibracją wszechogarniającej miłości, która jest podstawową wibracją eteru, naszą esencją (- tak to widziałam)… A takie bąble energii (emocji), które ludzie nieświadomie wysyłają albo których się wypierają… nazwałabym „bąblami ze strefy cienia”.

Według mnie takimi bąblami jest jeszcze wypełnione całe środowisko Ziemi, oczywiście nie tylko takimi, więc możliwe, że latają one także wokół każdej i każdego z nas. To one utrzymują sieci w ich „stałej” strukturze o pewnym określonym, ograniczonym zakresie częstotliwości.

Jedni już wyczuwają te zmiany w swoim własnym polu energetycznym, inni jeszcze nie. Ale bądźmy cierpliwi, jeszcze wiele wspaniałych odkryć przed nami.

I przytoczę jeszcze to, co napisałam w poprzedniej notce: 


Wiem, że chociaż myślę, to nie jestem właścicielką “moich” myśli, lecz moje ciało jest tak “nastrojone” – trochę jak “biologiczno-duchowo-emocjonalno-energetyczny radioodbiornik”, że odbieram te, a nie inne myśli jako “swoje”. Gdy zmienia się “zakres” odbioru częstotliwości tego mojego cielesno-duchowo-energetycznego “radioodbiornika”, wtedy potrafię wyłapywać inne myśli i otwieram się na nową wiedzę i informacje. Och, jak one czasem mnie zaskakują…


Ponieważ zdecydowana większość myśli znajduje się we wzorcowym polu tego matrixa, tym większą czuję odpowiedzialność za myśli, którym pozwalam, by się w moim umyśle myśłały...

Jesteśmy też jak cudowne instrumenty, na których Wszechświat wygrywa piękne symfonie... Niektóre współbrzmią ze sobą, inne wpadają w dysonanse, a jeszcze inne "harmonijnie fałszują". :) Tak, czasem pieśni i dźwięki , fale i energie, które wzmacniamy tworzą kakofonię, a bywa, że sprawiają cierpienie i ból... Chociaż jest jeszcze coś takiego, jak karma, która powoduje, że nieświadomie wydajemy takie, a nie inne "dźwięki"... Ale o tym następnym razem.



Część druga tutaj:
http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/04/praca-ze-soba-z-energiami.html


*) O kradzieżach energii więcej:
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/03/ziemski-matrix-jako-swiat-kradziezy.html


niedziela, 31 marca 2013

ZADYMIONE ROZBITE LUSTRO









Zadymione Rozbite Lustro jest symbolem... CAŁOŚCI... rozbitej na nieskończoną ilość odrębnych części...

Pisałam o ROZBITYM LUSTRZE i ZADYMIONYM LUSTRZE.  A teraz jeszcze kilka słów dodam...

Nie dość, że Lustro zostało rozbite na nieskończoną ilość kawałków, to jeszcze przestrzeń pomiędzy nimi wypełnia dym iluzji.

Nie widzimy swoich wzajemnych odbić, ponieważ zasłania je nam dym iluzji.
Gdy patrzymy wówczas na siebie wzajem, widzimy coś, co nie jest "mną". Czasem widzimy to "coś" jako "ktoś": on albo ona, albo oni, czasem my, ale nigdy jako " ja"... To "coś" oceniamy, mamy oczekiwania wobec tego "czegoś", czasem chcemy kochać, ale nie potrafimy (bo nikt nie nauczył nas, czym jest miłość, a nie iluzje na jej temat), więc albo próbujemy od siebie uzależnić i przywiązać do siebie kogoś albo odrzucamy ze złością i nienawiścią - jeśli nie odwzajemnia naszych uczuć. Takie uczucie to NIE JEST MIŁOŚĆ, to fascynacja, uwielbienie, adoracja, która z łatwością zamienia się w złość, nienawiść, odrzucenie... tak czy siak WALCZYMY z innymi (częściami samych siebie), wciąż walczymy... Różnymi dostępnymi nam narzędziami. Na argumenty, na racje, na co się da... narzędzi do walki istnieje cała masa... w każdej dziedzinie życia.

Gdy dym iluzji rozwiewa się, w każdym, nawet w najdrobniejszym albo "najczarniejszym", nawet w najbardziej "powykrzywianym" kawałku Lustra porozbijanego na niezliczoną ilość części, możemy dostrzec siebie... Im więcej kawałków widzimy jako siebie, tym większa staje się nasza świadomość (samoświadomość). Im więcej tych kawałków siebie akceptujemy w sobie i przyjmujemy z wszechogarniającą miłością jako części siebie, tym bardziej zbliżamy się do Źródła, a poprzez nie - łączac te kawałki siebie w całość, stajemy się jednym z Całością. 


Polecam film pt."The Living Matrix":

Tu część pierwsza z 6.części:



KIEDY ostatnio wydarzyła się w moim życiu tak zwana trudna sytuacja, przyglądałam się różnym działaniom innych ludzi wobec mnie i jak to we mnie rezonuje, co ze mną się dzieje w wyniku działań innych. Przyjęłam tę sytuację jako trudną lekcję. Już od jakiegoś czasu przyglądam się w takich sytuacjach, co "mówią" o mnie, ale nie ludzie, lecz przede wszystkim sytuacje. Co jeszcze dzięki nim mogę odkryć w sobie, co do tej pory ukrywałam przed sobą albo czego nie byłam jeszcze świadoma. 

Otwieram się na zrozumienie i ono przychodzi. Łączy ze sobą różne cząstki Prawdy (wyglądające na kłamstwa, gdy "występują" przeciwko sobie) o sobie samej w innych i innych w sobie w jedno. To jeden ze sposobów transformacji i uwalniania ("uzdrawiania") siebie samej z iluzji. Dzięki temu coraz więcej rozumiem i przyjmuję z miłością.

I - co samą mnie jeszcze trochę dziwi - odczuwam potem wdzięczność do tych, poprzez których przychodzą do mnie te trudne sytuacje - życiowe lekcje umożliwiające poszerzanie świadomości i przyjmowanie ze zrozumieniem i wszechogarniającą miłością działania innych...

  








czwartek, 14 marca 2013

PROTESTY, DEMONSTRACJE I FRUSTRACJE - CZEMU SŁUŻĄ?



CZWARTEK, 14 MARCA 2013

Jeśli mamy w sobie na przykład poczucie wyższości, to będzie ono nam “lustrzyło” nasze ja z zewnątrz... Podobnie z poczuciem niższości i wszelkimi naszymi przekonaniami, których nie jesteśmy świadomi...

Być może najprościej byłoby, gdyby każdy z nas “pozbył się” swoich “demonów” osobiście. Przyjmując je i uwalniając w sobie. Tylko że ludzie nie wiedzą jak. Nie znają innej metody niż przy pomocy walki i chęci zabicia “demonów”, zwłaszcza w innych. Ludzie nie znają innej metody niż walka? Zazwyczaj nie chcą słyszeć o innych metodach. Bo tak jest wygodniej… 
Zmaganie się i walka “wyższych i “niższych” ras, zmaganie się i walka “dobra” i “zła”, “oczyszczanie”, “zaprowadzanie porządku”… nie w SOBIE, ale w INNYCH i wokół, to przyczyny ludzkich tragedii. Tak to działa…

Żeby nie wiem jak “uduchowieni” chcieliby być wszelkiej maści “naprawiacze” świata, ich działania zawsze prowadzą do tragedii. Dlatego W OBECNYM CZASIE być może ważne jest, by zacząć od siebie. I nie tylko zacząć, ale kontynuować, a innych zostawić w spokoju. Inni są tylko naszymi lustrami. I jeśli nas np.: denerwują, to znaczy, że pokazują nam to, co mamy do uzdrowienia, uwolnienia w sobie. 
I co z tego, że ludzie demonstrują swoje niezadowolenie, swoje oburzenie postępowaniem innych? Oskarżają innych o całe zło? Najchętniej zmusiliby tych innych do uległości, bo sami są przekonani o słuszności swoich racji, przekonań, idei…

No i co z tych “demonstracji’ i "protestów" wynika? Łatwiej jest demonstrować swoją wyższość i lepszość zwalając winę za “całe zło” na innych, prawda? Uwielbiamy hodować sobie “kozły ofiarne”. Nadal jesteśmy wyznawcami tej samej starej “religii”. Nieświadomie. W udoskonalonej formie. Dużo trudniej niby jest wziąć się za siebie i zająć się “uzdrawianiem” i uwalnianiem swoich własnych demonów i kłamstw. Najpierw jednak trzeba je dostrzec. A jak je dostrzec, skoro wybujałe ego twierdzi, że jest wyłącznie “świetliste”, “dobre” i “mądrzejsze” od innych? Potrzeba dużo odwagi i uczciwości wobec siebie, by móc zajrzeć w swoją własną “Strefę Cienia”. Przypomnę o metodzie LUSTRA. Jest bardzo prosta. Używają jej jednak tylko ci, którzy są na nią gotowi, gotowi na głębokie zmiany i poszerzenie świadomości. To proste, ale i trudne jednocześnie.

A jak widać, wiele ludzi nadal krytykuje postępowanie i działania innych dopatrując się zła i potworności w tej drugiej stronie, w innych. I co z tego? Tak, to też jest doskonałe.  Są tacy, co wciąż jeszcze się oburzają. Ale skoro to oburzenie do szczęścia im jest potrzebne, to jest w porządku… Część ludzi po prostu obserwuje i komentuje… I to też jest doskonałe.

Czym innym jednak jest widzieć i rozumieć różne sytuacje i działania takimi, jakie one są w swej istocie, a czym innym jest krytykowanie, ocenianie tych sytuacji i działań oraz oczekiwanie, że zmienią się inni.

J.P. Sartre napisał kiedyś ironicznie: “Piekło to inni”. Jakie to wygodne rozumieć te słowa wprost. “Cytat ten, na pierwszy rzut oka, wygląda jak przykład czystej mizantropii, jednak są to tylko wnioski z obserwacji dokonanych przez autora odnośnie tendencji ludzi do braku wiedzy o samym sobie. Staramy się przerzucić swoje osobiste lęki i antypatie na innych ludzi zamiast zmierzyć się z nimi osobiście. Często więc patrząc na innych ludzi dostrzegamy w nich najgorsze cechy naszej osobowości.”
 

Wiem, że wszyscy to "Piekło" współtworzymy do momentu, kiedy nie uświadomimy tego sobie. Dopiero wtedy mamy szansę zaprzestania zasilania tego Piekła swoją energią: swoimi iluzjami, projekcjami… oczekiwaniami, ocenami, krytykowaniem, złością, nienawiścią itp. Ale też wcale nie namawiam nikogo, by myślał tak, jak ja.  

Wiem, że "demony", "potwory" i wszystkie "Gady", które nas straszą, najpierw potrzeba uwolnić... Przede wszystkim w SOBIE. Wybaczyć im w sobie i pozwolić im odejść albo rozpuścić się w Miłości. W ten sposób możemy je uwolnić w sobie. One wtedy odchodzą z naszego świata. Taką miałam wizję, kiedy byłam razem  z Livią Ether na spotkaniu ze Starą Lipą koło Jaszczurowej. 


Nie neguję ani protestów ani demonstracji. Po prostu patrzę na to z innego punktu... "stanu" świadomości  Ani lepszego, ani gorszego… po prostu innego. Z tej perspektywy widzę to, co widzę i rozumiem to, co rozumiem. Po prostu pokazuję możliwość uwolnienia się od cierpienia i uczuć złości i nienawiści. Po prostu protestując wyrażamy potrzebę walki z… tymi, których uważamy z jakichś względów za gorszych od siebie. I jeśli taki Twój wybór, szanuję to, nawet jeśli Ty w to nie możesz z powodu swoich przekonań uwierzyć. To też rozumiem i szanuję.


TY MOŻESZ MIEĆ ODMIENNY OGLĄD RZECZYWISTOŚCI I INNĄ WIEDZĘ. JA zakończyłam walkę z innymi. 


POMOSTY:

środa, 20 lutego 2013

KOŃCÓWKA KALI JUGI?


Według niektórych ludzi, którzy mowią, że znają Wedy, właśnie zbliżamy się do końca ery zwaną Kali yugą.

Cztery "filary" Kali yugi:

1. ignorancja (niewiedza, utrata połączenia ze Źródłem Źródeł, Sercem Serc, Łonem istnienia - Tego Kim-Czym jesteśmy w swej Istocie, Esencji)
2.  rzeźnie i zabijanie
3.  seks z pożądania (niektórzy zawężają to do seksu pozamałżeńskiego, ale to duże uproszczenie)
4.  hazardowe gry - z pożądania zysku, zdobywania  materii i władzy (kradzieży); w tym również kradzież energii innym lub energii innych. Pieniądze to także energia.

Pod koniec Kali yugi umysł zaślubia umysł - tak zwane ego osiąga swoje maksimum. Ego to umysł, który doświadcza oddzielenia od swego Źródła. Możemy nazwać jego naturę demoniczną. W wielu kulturach istnieją trzy zakresy w spektrum świadomości, które są dla nas dostępne: boska, ludzka i demoniczna. Kiedy jesteśmy w boskiej naturze (wibracji boskich energii), pozostajemy w pełni naładowani energią Źródła, jesteśmy osadzeni w naszej boskiej naturze - towarzyszy nam boska świadomość. Nawet doświadczając form ludzkich, a pozostając w połączeniu ze Źródłem, nasza ludzka natura nadal zasilana jest boską. Nie przejawia się wówczas pożądanie i potrzeba kradzieży energii innym. 
Na początku ery Kali yugi wszyscy jako ludzie jesteśmy osadzeni w boskiej świadomości i jesteśmy tym, co można nazywać byciem awatarem boskości. I ta bosko-ludzka energia "schodzi na dół" w coraz "gęstsze" światy - sny o demonicznej naturze nadal utrzymując przez pewien czas bosko-ludzkie cechy i świadomość. Gdy zaś kończy się Kali yuga, prawie każdy człowiek wchodzi w przestrzenie światów - snów demonicznej natury i zatraca te bosko-ludzkie cechy w sobie (zapomina o nich). Z tego powodu, by uwolnić się ze stanu demonicznego, który powoduje cierpienie, zniszczenia, śmierć i walkę - wszystko to, czego jesteśmy obecnie świadkami, potrzebujemy radykalnej samotransformacji uwalniającej nas od cech naszej demonicznej natury opartej na "filarach" Kali yugi.  Dlatego dzieje się teraz w tym świecie - śnie to, co się dzieje: wzrastający chaos zarówno na płaszczyźnie duchowej, fizycznej, psychicznej, społecznej, kulturowej, politycznej itd.
Demoniczna natura powoduje, że człowiek staje się nieświadomą hybrydą ego. W miarę jak człowiek coraz bardziej wpada w demoniczny stan, ten boski stan staje się niedostępny i wtedy człowiek podlega całkowicie prawom karmy. W tym stanie bez wyrażenia intencji nie ma dostępu do doświadczenia łaski, nie ma możliwości zbawienia, bo demoniczna natura odcięta jest od miłości i nie jest w stanie przyjąć miłości Źródła. Człowiek jest odcięty od boskiej miłości, od możliwości zasilania się energią Źródła i staje się martwy pod koniec Kali yugi. A żeby poczuć energię Źródła, potrzebujemy ponownie połączyć się ze Źródłem. Nasza demoniczna natura opiera się temu połączeniu, ponieważ czuje się przez to zagrożona. Ale każdy człowiek ma w sobie potencjał świadomego ponownego połączenia ze swoją boską naturą i Źródłem.
Są tacy, którzy noszą w sobie głęboko ukrytą pamięć o tym, że kiedyś byli w stanie awatara boskości, a nawet Źródła i mają w sobie te wspomnienia. Gdy zaczynają samoobserwację, uzdrawianie siebie i medytują poznając naturę umysłu, coraz więcej sobie przypominają i doświadczają ekspansji samoświadomości. Otwierają się na miłość, światło i piękno, obserwują świat od wewnątrz, nawiązują na powrót połączenie ze Źródłem siebie, ze Sobą. I stają się teraz boską Istotą.
W końcówce Kali yugi wszystko staje się coraz bardziej spolaryzowane. Ludzkość staje się coraz bardziej podzielona z powodu coraz większego oddzielenia od źródła i doświadczania coraz większego strachu i chaosu. Niemal każdy potrzebuje doświadczyć głębokiego rozdarcia między gnozą a psychozą. Dlatego świat staje się coraz bardziej psychotyczny, schizofreniczny (schozofrenia to rozłam umysłu). Jednak (pozornie paradoksalnie) w tym świecie- śnie możliwe jest wyzwolenie od energii demonicznych, właśnie dzięki ekstremalnej polaryzacji biegunowości, bo jeśli ta polaryzacja jest dostrzegana, bieguny i przeciwieństwa mogą być neutralizowane.

Jeśli pragniesz wyzwolenia, nie możesz być w połowie w energiach demonicznych, a w połowie w boskich. Potrzebujesz je zneutralizować - energie demoniczne przetransformować w sobie w energie miłości. Demoniczne energie zawłaszczają umysł. Dlatego najważniejsze jest słuchanie serca, intuicji, samoobserwacja umysłu i oczyszczanie umysłu z dualistycznego, psychotycznego myślenia, które prowadzi do coraz większego cierpienia.
Maha Kali pochodzi od sanskryckiego słowa Kal - korzenie, słowo to oznacza także ta, która pochlania czas. Jej skóra jest ciemnoniebieska, prawie czarna, ponieważ reprezentuje łono istnienia.


Dlaczego o tym piszę?

Podobno (według indyjskich WED) żyjemy w końcówce Kali yugi. I pod koniec Kaliy ugi umysł zaślubia umysł. Więc dlatego – jak mówią jedni - „Najwyższy Pan pojawia się, by wyzwolić ludzi i odcina im głowy.”   W innych wersjach to bogini Kali powraca... Jak to często bywa w tym świecie, znów mamy wiele różnych, często sprzecznych ze sobą informacji....

Jednakże w ikonografii Kali symbolizuje ŚWIADOMOŚĆ wolną od mai-iluzji wyzbytą z wszelkiego fałszu pomniejszych "ja". Kali pod koniec cykli pożera czas, a następnie oczyszcza dusze w swoim czarnym bezkresie, daję im chwilę wytchnienia, aby mogły wyruszyć w dalszą wędrówkę. Sziwa leżący u jej stóp przyjmuje w pokorze zmiany, które zaprowadza Kali przywracając porządek w chaotycznych końcach cykli. Jeśli więc sami nie wykonamy oczyszczenia w swoim „czarnym bezkresie”, to może i przyjdzie jakaś Kali i pościna nam głowy... albo przyjdzie jakiś „Pan” i to zrobi. ;-) (wizja WIELKIEJ KOSMICZNEJ CEREMONII)

Nie ma znaczenia, czy jestem kobietą czy mężczyzną. W jednym świecie rozwija się i realizuje koncepcja, że Bóg stworzył świat (a może i wszystko), a w innym świecie... że Bogini. Ale to są koncepcje wynikające z cykli rozdzielenia jako biegunowych PRZECIWIEŃSTW tego, co "męskie" od tego, co "żeńskie" - patriarchat, matriarchat w cyklach naprzemiennych... Jeśli chcemy przejść dalej jako istoty ludzkie w naszej ewolucji, potrzebujemy wyjść poza to rozdarcie, poza tę biegunowość.

Pisałam kiedyś :
Jeśli za Źródło, Praprzyczynę lub Wszystko, Co Jest, albo Jednię, albo CAŁOŚĆ uznajemy Boga, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka męskiego – świat patriarchalny. Mamy wtedy do czynienia ze światem, w których panuje UMYSŁ. Taka jest energia słowa Bóg. I odwrotnie, gdy za "początek" uznajemy Boginię, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka żeńskiego - świat matriarchalny. Mamy wtedy do czynienia ze światem, w którym panuje ŚWIADOMOSĆ. Taka jest energia słowa Bogini. (Taki świat może być postrzegany przez umysł jako świat chaosu). Dlatego na oznaczenia tego, co jest wszystkim i jednym, najchętniej używam słowa „Źródło” oraz Jednia albo CAŁOŚĆ lub Wszystko, Co Jest, ale nie nazywam Całości Bogiem. CAŁOŚĆ mogę co najwyżej nazwać PODWÓJNĄ ISTOTĄ BOSKĄ. Ale wiem, że to także określenie wprowadzające spore ograniczenia.

Jestem świadoma tego, jak trudno tę wiedzę zaakceptować, a co dopiero przyjąć do świadomości czyli uznać tę wiedzę, skoro od tysięcy lat we wszystkich religiach używane jest słowo Bóg uznawane za Źródło lub Absolut. Boginie istnieją, ale albo niezbyt rozumiane, albo prawie całkowicie „usunięte w cień” czy czasowy „niebyt” z powodu lęków przed ich nieznaną i niezrozumianą w tym obecnym świecie mocą. W tym świecie "Panem i Władcą” jest Umysł. Boginie zostały podporządkowane bogom, nawet Matki Bogów, "oddane" w służbę w poddaniu i pokorze jako wielbiące bogów; oblubienice i "wybranki", ale tak ładnie czasem się o nich mówi, żeby pograć na ich ego, żeby lepiej służyły i zasilały ten męski świat... Czy tak ma wyglądać harmonijne współistnienie? UWIELBIENIE NIE MA NIC WSPÓLNEGO Z MIŁOŚCIĄ.

Bogini i Bóg to nasi Przodkowie, ale także to my sami z innych wymiarowości.

Aby ludzkość mogła rozwijać się ewolucyjnie, każdy człowiek (kobieta i mężczyzna) potrzebuje w sobie dążyć do harmonii pomiędzy Boginią i Bogiem, Animą i Animusem, Umysłem i Świadomością – tym, co „męskie” i „żeńskie”, Ducha i Duszy w sobie. Nie chodzi tu o osiągnięcie całkowitej symetrii, na poziomie fizycznym, bo ta jest niemożliwa, gdy jesteśmy w ciałach kobiet i mężczyzn (i to jest piękne), ale o zharmonizowanie w sobie tych pozornych „przeciwieństw”, które nie są przeciwieństwami; są dwoma częściami jednego, częściami, które się wzajemnie uzupełniają i współbrzmią tańcząc kosmiczny taniec Stworzenia.

Bóg i Bogini to DWA w JEDNYM. To unia i współbrzmienie Umysłu i Świadomości wypełniająca serca i całe światy wszechogarniającą miłością i mądrością.

Aby jednak dotrzeć do tej świadomości, najpierw musi nastąpić... Powrót Bogini.
To chcemy, żeby ona wróciła i oddamy jej należne miejsce, czy nadal będziemy udawać, że nic się nie zmienia? To chcemy poszerzenia świadomości, czy nie chcemy? To chcemy harmonii i pokoju, ewolucji świadomości czy nie chcemy, bo wolimy wspierać swoją energią i działaniami świat cierpienia, walki, świat panów i niewolników, katów i ofiar, zwycięzców i zwyciężonych, itd...? Każdy sam może odpowiedzieć sobie na te pytania.

Pramatka kocha wszystkie swoje dzieci bez żadnego wyjątku, dlatego jej miłość jest WSZECHOGARNIAJĄCA i WSZECHPRZENIKAJĄCA. W każdym z nas jest ta miłość. Pora, by każdy - jeśli tego zechce - uznał w sobie tę Pramatkę, która jest Najczystszą Świadomością i połączył w sobie w harmonii z Praojcem, który jest Najczystszym Umysłem. I tylko ten akt harmonijnego uszanowania i zespolenia pozwoli na świadome przejście do innego świata - harmonii i współbrzmienia.

Gdy Świadomość przenika Umysł, Umysł poddaje się, scala jak Bóg z Boginią w Jedno. Umysł przestaje walczyć, poddaje się bezwarunkowo wszechogarniającej miłości Świadomości. A wówczas wszechogarniająca miłość wypełnia całkowicie Umysł. I tak następuje Akt Połączenia Czystego, Otwartego Umysłu z Czystym, Otwartym Sercem Świadomości.

Tu podzielę się jeszcze jednym moim doświadczeniem. Pewnego dnia poczułam, jakbym przeniosła się w inną wymiarowość, w inną przestrzeń "poza czasem liniowym" albo w przestrzeń łączącą wszystkie fraktale czasu w różnych światach. Wyszłam z UMYSŁU, poza UMYSŁ... Zaczęłam głęboko oddychać. Byłam wszystkim, jednią, jednością, ale właśnie na poziomie czegoś, co nazywam eterem. Ponieważ dla mnie eter może znajdować się w niezliczonej (nieskończonej) ilości stanów i częstotliwości. Również takich, które wychodzą poza konstrukcje UMYSŁU. Zaczęłam obserwować UMYSŁ....

„Widziałam” dany wzór, który jak idea-koncepcja był PRZYCZYNĄ i widziałam jego realizację w działaniach, w wielu „dziedzinach” czy aspektach życia jako SKUTEK. Widziałam wiele wzorów jako idee – przyczyny i ich realizację jako przejawy działania – skutki. „Doświadczałam” na przykład galopu koni, lotu orła, fale… i widziałam te same wzorce-idee w przeróżnych przejawach... Rozpoznawałam wzór-ideę UMYSŁU na przykład jako konia, orła lub falę i w tym samym momencie byłam galopującym koniem i lecącym orłem i falą. A także innymi działaniami związanymi z tymi wzorcami-ideami. Wiedziałam, że istnienie w ten sposób jest skutkiem realizowanej idei-wzorca UMYSŁU. Potem widziałam skutek i przyczynę jako jednoczesność. Ale to zrozumienie przychodzi, gdy UMYSŁ jest przenikany ŚWIADOMOŚĆ.

Zrozumiałam, że w ten sposób ŚWIADOMOŚĆ PRZENIKA UMYSŁ, a UMYSŁ dzięki temu rozpoznaje swoją naturę.

Poprzez przenikanie świadomości przez umysł (samoobserwację) następuje samorozpoznanie jego natury oraz wzorców działania umysłu. Dzięki temu umysł sam siebie może „oglądać”, rozumieć i rozpoznawać - za pomocą poszerzanej świadomości. To jest dwukierunkowe działanie. Bez uaktywnienia serca (świadomości=miłości) i bez udziału serca w procesie samopoznania, sam umysł nie jest w stanie dostrzec tego, czym jest. http://www.tonalinagual.blogspot.com/search/label/świadomość
















piątek, 8 lutego 2013

IN LA'A KE'CH - a LA'A KE'CH CZYLI JA JESTEM - JA JESTEM








Film, w którym Ac Tah, człowiek dzielący się wiedzą Maya tłumaczy między innymi znaczenie i wymowę słów: 


In la'a ke'ch - a la'a ke'ch,


które mają inne znaczenie niż w popularnie używanej wersji czyli:


In la'a ke'ch - a la'a ken.



I coś jeszcze dla przypomnienia sobie (sobie w Tobie i Tobie w sobie) :-) o przerzucaniu odpowiedzialności i winy za wszelkie zło na innych:



Nikt nie może mnie skrzywdzić oprócz mnie samej



Byron Katie The Work [Napisy PL]














poniedziałek, 28 stycznia 2013

Dziś polecam filmy: "Wykończyć biedę" oraz "Sekret Życia"




Film pt.: "Wykończyć biedę?"

tu jest aktywny link do 1.części filmu:
http://www.youtube.com/watch?v=nvF_zHmkmno&feature=player_embedded


"Wykończyć biedę?" to znakomity dokument stanowiący przenikliwe studium światowych nierówności. Uznany reżyser Philippe Diaz wskazuje, że globalny wymiar współczesnej biedy nie jest bynajmniej dziełem przypadku .... 

Ciekawe w tym kontekście są filmy z wykladami 

Eckharta Tolle 
 
"Sekret Życia" i "Dom wariatów"


Ekhart Tolle i jego pojęcie "space - przestrzeni wewnętrznej "










DOM WARIATÓW


dodane 20.luty 2013


"SPACE" to "przestrzeń wewnętrzna", która opisuje pewien stan istnienia, myślenia i działania... między innymi umysłu, w którym myśli, a więc i działania stają się czyste w tym sensie, że nie podlegają emocjom, zwłaszcza pożądaniu... Dzięki temu umysł zaczyna działać sprawniej ogarniając coraz większy zakres danej sprawy w coraz szerszym kontekście i dostrzegając prawdziwe powody problemów i dysharmonii, jaką dana sytuacja tworzy dla wszystkich osób biorących w niej udział. Widzimy wówczas bardziej klarowny obraz danej sytuacji, co daje nam możliwość znajdowania właściwych, harmonijnych rozwiązań. Taki stan pozwala przede wszystkim nie ulegać tak zwanej ignorancji na przykład.


czwartek, 20 grudnia 2012

"TRANSFIRMACJA"



INDYK – ORZEŁ POŁUDNIA – OFIAROWANIE…

“Witaj Indyku, ze szczodrością ofiarowujesz całego siebie, aby inni mogli żyć…"

 "Indyk symbolizuje przekraczanie własnych granic, działanie dla dobra innych, pomaganie w potrzebie. Dzielenie się z innymi tym, co mamy. (…) Indyk udziela wsparcia, ponieważ wie, że wszelkie życie jest święte. (…) Moc Indyka wypływa z jego najgłębszej istoty i oświeconego widzenia rzeczy. (…)” (cyt. z Jamie Sams)

Błogosławieństwa ślę Wam, gdziekolwiek JESTEŚCIE...


p.s. osobiście mam kilka modlitw, którymi chcę się podzielić. Na przykład:

1.
Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję,  
Dziękuję, dziękuję, dziękuję...
Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję.
Dziękuję... –  to jest pieśń  :-)

2.
Dziękuję za wolność moich wszystkich połączeń... dziękuję za wszystkie doświadczenia, lekcje, sytuacje, spotkania… i wszystkie połączenia.  

Dla mnie dziękowanie to wyrażanie wdzięczności za możliwość istnienia, a nawet współistnienia…

Miłość przesyłam do wszystkiego, co istnieje na Ziemi z jej sercem, ciałem, jej wszystkimi Dziećmi włącznie oraz do wszystkiego, co istnieje we wszechświecie. I odczuwam przepływ tej energii, którą nazywam wszechogarniającą miłością wypełniającą cały wszechświat.

3.
Pieśń:
Bursztynowy Orle, oto śnię świadomie
sen o wolności dla całej ludzkości.

Bursztynowy Orle, oto śnię świadomie
sen o miłości dla całej ludzkości.

Bursztynowy Orle, oto śnię świadomie
sen o ufności dla całej ludzkości

Bursztynowy Orle, oto śnię świadomie
sen o obfitości dla całej ludzkości.

Bursztynowy Orle, oto śnię świadomie
sen o mądrości dla całej ludzkości.

Bursztynowy Orle, oto śnię świadomie
sen o pokoju i harmonii na Ziemi.

http://www.bursztynowa.netgaleria.eu/?ptaki,10

Dla mnie bursztynowo-złoty kolor to kolor ŚWIADOMOŚCI. A ŚWIADOMOŚĆ dla mnie tożsama jest z wszechogarniającą i wypełniającą WSZYSTKO MIŁOŚCIĄ.

 4.










5.
I jeszcze śpiewam Pieśni Miłości Bez Słów… więc przesyłam Ci Pieśni Miłości Bez Słów… 



wtorek, 18 grudnia 2012

LEKCJE UTRZYMYWANIA CZYSTEJ, NIEKAZITELNEJ INTENCJI




Wiele z nas zaczyna odczuwać coraz większe napięcie spowodowane zmianami energetycznymi na Ziemi, w Słońcu i KOSMOSIE. Ja też czuję, że teraz jest ważny czas dla ludzkości i Ziemi. Ale wersji możliwych zdarzeń nadal mamy wiele, bardzo wiele… Dlatego chcę się podzielić moim doświadczeniem, które wyraźnie wskazuje na to, że w obecnym czasie coraz bardziej ważne są nasze myśli i  CZYSTE, NIESKAZITELNE INTENCJE.

Pewien paradoks polega na tym, że wszyscy indywidualnie podejmujemy pewne decyzje, ale "płaci za to" cała ludzkość, a czasem nawet cała Ziemia wraz z jej wszystkimi Dziećmi. Nasze decyzje mogą doprowadzić do katastrofy, a nawet do upadku w "niższe", pełne jeszcze trudniejszych doświadczeń światy, niż ten, w którym obecnie przyszło nam żyć. Skąd to wiem?

Pisałam kiedyś o swoim przypomnianym doświadczeniu z Atlantydy. To jest moje indywidualne doświadczenie. Oto, co pamiętam:

NA ATLANTYDZIE istniała grupa ludzi zwana "starszyzną" albo "Tymi z Prawa Jedni", którzy zajmowali się pracą z energiami i kryształami dla dobra całej społeczności na Atlantydzie, ale którzy nie zgodzili się na używanie energii jako broni przeciwko innym istotom na Ziemi. Pewnego dnia na Walnym Zgromadzeniu część kapłanów reprezentujących "nową władzę" poddała pod głosowanie konieczność użycia tej energii i pewnych części aparatury, która służyła zasilaniu całej infrastruktury, jako broni przeciw innym istotom. Wówczas nie udało im się przegłosować tej propozycji, więc zaraz po głosowaniu, wyłapano przy wyjściu z budynku wszystkich tych ze "starszyzny" - z prawa Jedni czyli tych, którzy pracowali z energią i kryształami, a nie zgodzili się na użycie mocy energii kryształów przeciwko jakimkolwiek istotom żyjącym na Ziemi. Wówczas umieszczono ich ciała w metalowych kleszczach – obejmach, w których zazwyczaj umieszczano kryształy wielkości człowieka. Te obejmy przebiły ich ciała i unieruchomiły. W ten sposób “ukrzyżowano” tych, którzy sprzeciwili się na Walnym Zgromadzeniu użyciu energii kryształów jako broni przeciwko innym istotom. Ich ciała umieszczone zamiast kryształów w urządzeniu wytwarzającym energię, miały posłużyć jako wzmacniacze przy odpaleniu urządzenia o ogromnej energii.

 Pamiętam, że ci z Prawa Jedni porozumieli się wówczas ze sobą telepatycznie i podjęli decyzję, że ich osobista energia nie zostanie użyta do celów wytyczonych przez kapłanów. Jaki popełniono wówczas „błąd”? Według Prawa Kosmicznego każdy sprzeciw wobec działania innych, które oceniamy jako „złe" i odczuwamy negatywne wibracje (strachu lub złości), zawsze zasila to działanie przeciwko któremu protestujemy.   A wówczas “ci z Prawa Jedni porozumieli się ze sobą telepatycznie i podjęli decyzję, że ich osobista energia nie zostanie użyta do celów wytyczonych przez kapłanów, jednak... w niektórych osobach POJAWIŁO SIĘ UCZUCIE STRACHU przed użyciem tej energii jako BRONI przeciwko innym ISTOTOM na Ziemi. Strach ten spowodował sprzeciw i w konsekwencji wyzwolenie negatywnych energii. Co w rezultacie po uruchomieniu całej instalacji doprowadziło do kataklizmu na Atlantydzie.

KAŻDY SPRZECIW WOBEC DZIAŁANIA, KTÓRE OCENIAMY JAKO “ZŁE”, ZAWSZE ZASILA TO DZIAŁANIE, PRZECIWKO KTÓREMU PROTESTUJEMY.

Emocje i uczucie strachu przed kataklizmem kilku osób nie pozwoliły na utrzymanie czystej intencji i spowodowały skupienie oraz przekierowanie energii w takie częstotliwości, które zasiliły wzorce walki. I nawet jeśli była tam jedna lub kilka osób, które próbowały zachować swoją indywidualną czystą intencję, katastrofa i tak stała się nieunikniona. Powodem zaistniałej wówczas KATASTROFY była  -tak to rozpoznałam – "KOLIZJA" INTENCJI. 

Kiedy piszę, że ważne są czyste, nieskazitelne INTENCJE, to mam na myśli takie, które nie są skierowanie PRZECIWKO czemuś lub komuś – to dla mnie najważniejsze i taki wniosek płynie dla mnie z tamtej lekcji na Atlantydzie. 

Inaczej działają INTENCJE, które są nastawione na indywidualne PRAGNIENIE serca. Utrzymanie ich przy zachowaniu czystego UMYSŁU i - jeśli to możliwe - w połączeniu z “pragnieniem” DUSZY, w połączeniu ze ŹRÓDŁEM i CAŁOŚCIĄ jest możliwe. Ale wiem też, że oczywiście każdy ma prawo do własnej INTENCJI.


Uzdrawianie naszych emocji i uczucia strachu może wesprzeć utrzymanie się w czystej intencji, w punkcie naszego świętego centrum, w którym zbiega się nieskończenie wiele energetycznych nici - linii, z różnych płaszczyzn i wymiarów.


I jakoś dziwnie kojarzy mi się tamto “ukrzyżowanie” tych którzy mieli “kryształowe serca” – “starszyznę” z prawa Jedni z próżniejszym ukrzyżowaniem Jezusa Chrystusa...

Nnka u siebie, w dialogu ze mną napisała:

Odpisałam:

całkiem prawdopodobnie obecnie zbliżamy się do takiego momentu, kiedy:

I w tym momencie Nnka się ze mną zgodziła :-)


Nnka:

Nie pamiętam. Pamiętam, że część się uratowała, ale wybuch spowodował straszne kataklizmy i przede wszystkim uaktywnienie pewnych wzorców, które ogólnie mogę nazwać wzorcami WALKI. I wszystko zaczęło się od początku. Ale… najprawdopodobniej spadło z większej wymiarowości do mniejszej… Myśmy mogli wówczas porozumiewać się telepatycznie, chociaż nie wszystkie Istoty Ludzkie miały taką możliwość.

O walce pisałam w kilku notkach. Między innymi tutaj:
Ten świat opiera się na walce. Tkwimy rozdarci w dualizmie, w którym dwie siły, chociaż są podstawowymi siłami kreacji, ruchu, wszelkich twórczych działań i całego istnienia, traktujemy jako siły przeciwne, przeciwstawne. Walczymy o: życie, o utrzymanie, o zdrowie, o miłość, o sukces, o pieniądze, o szacunek, o wolność, o braterstwo, o równouprawnienie, o niezawisłość, o idee, o religie, o wiarę, o przekonania, o racje… w zasadzie jako ludzkość walczymy o wszystko. Albo walczymy za: ojczyznę, rodzinę, ojca, matkę, córkę, brata,… też jako ludzkość walczymy za wszystko. Walczymy też z: i tu każdy może sobie dopowiedzieć, z czym sam walczy. A ci, którzy chcą zniszczyć siły zła, wpadają w pułapki zła utrzymując stan walki – dobra i zła. Z pewnego punktu widzenia to jest dobre, tak samo, jak dobre jest zło, które musi istnieć dla dobrego człowieka, aby miał on jakiegoś przeciwnika – złego, by mógł uważać się za dobrego. I by móc udowadniać innym i sobie, że jest dobrym. Musi udowadniać? Dlaczego? Bo to mu pozwala na kontynuację walki na – jeśli nie fizycznym, to psychicznym i mentalnym planie. Więc kontynuuje tę walkę dobra ze złem. Że nieświadomie? Ale to działa! Dobry człowiek prowadzi walkę ze złym i staje się… kim? Również złym … wpada w pułapkę i staje się złym nieświadomie. Cierpią zarówno dobrzy i źli, choć próbują konsekwentnie zaprzeczać, że nie cierpią, wypierają to cierpienie do podświadomości. Zaczynają używać coraz bardziej inteligentnych form manipulacji i za pomocą swojej umownie wolnej woli próbują swoje własne przekonania narzucać innym – swoim wrogom. Dlaczego? Po co? Ano aby oni także mogli stać się takimi samymi „dobrymi” ludźmi, jak inni "dobrzy".

Dopiero zrozumienie tego mechanizmu pozwala nam zakończyć walkę, zakończyć Grę, w której zawsze musi być zwycięzca i pokonany, kat i ofiara, ten dobry i ten zły…(…)

I dziękuję NNCE za zainspirowanie mnie w pewnym sensie do napisania tej notki. W zasadzie zaczęło się od pytania Nnki, które zadała mi na swoim blogu.

I jeszcze dodam, że przez ostatnie kilka lat miałam wiele snów i wizji, które przypomniały mi, co działo się ze mną potem... Wracałam tutaj na Ziemię być może kilka razy... Żyłam i umierałam  i uczyłam się... utrzymywania czystej, nieskazitelnej INTENCJI...

Tu przykłady tych snów:
3. ZABURZENIE GRAWITACYJNE ZIEMI - SEN DRUGI
(...) Księżyc wybuchł i się rozpadł. Aż w końcu Ziemia straciła równowagę w swoim polu grawitacyjnym zaburzonym przez zniknięcie Księżyca i zaczęła tańczyć lecąc w kosmos. Ludzie byli przerażeni, że to koniec świata. Uczucie jak w szybko przesuwającej się windzie albo jak przy ostrym starcie samolotu czy turbulencji. Tłumaczę ludziom, że to wcale nie koniec, że Ziemia musi teraz znaleźć nowe miejsce w polu grawitacyjnym. Wybuchają katastrofy, trzęsienia ziemi… Wreszcie planeta hamuje, zachybotała się trochę na boki i osiadła na nowej orbicie. Przerażenie ludzi było tak ogromne, że ja też prawie zwątpiłam i przeleciała mi przez głowę myśl, że to prawdopodobne, że Ziemia przeleci, przebije z impetem przez pewien punkt – obszar graniczny swojego pola i poleci hen w kosmos i już nigdy się nie zatrzyma… Nie poddałam się tej myśli. Usiadłam, wyciągnęłam ręce do stojących obok ludzi trzęsących się z przerażenia. Zaufali i usiedli obok podając sobie ręce. I wyciągali dłonie do stojących dalej, a ci uspokajali się i siadali na ziemi… Aż Ziemia się uspokoiła.

4. Świat kradzieży energii życia i wyjście z niego.
Żyłam na innej planecie, byłam dziwną istotą w świecie, gdzie panowało takie prawo, że jedni polowali na drugich. Możliwość była więc taka, że polowało się na innych, żeby ich zabić i „zjeść”, a raczej pochłonąć po to, by zdobyć energię na dalsze „życie” (w ten sposób można było przedłużać swój byt w nieskończoność) albo było się przez innych pochłanianym. Wtedy w jakimś sensie przechodziło się w niebyt.

Trzykrotnie podejmowałam decyzję o rezygnacji z życia w systemie "kradzieży energii" dla przetrwania. Trzeba było kraść energię innych (zabijać nawet) i pochłaniać ich, żeby móc istnieć. Więc wszyscy polowali na siebie wzajemnie. Żeby istnieć trzeba było uczestniczyć w tym polowaniu: albo uciekałam, by nie zostać ofiarą albo goniłam ofiary. Gdy uświadomiłam sobie nagle, w jakiej "grze" uczestniczę, postanowiłam wyjść z tego świata. Wiedziałam, że wówczas zapadnę się w niebyt. Tego właśnie bały się wszystkie istoty w tym świecie, dlatego uczestniczyły w tych "grach". A ja nagle zrozumiałam, że wolę rozpuścić się w niebycie niż zabijać innych po to, bym mogła istnieć i to jeszcze w tak bezsensownej gonitwie.

Miałam świadomość, że jeśli przestanę polować, to zaniknę w niebycie, bo tak już dosyć miałam tych polowań, że owe zaniknięcie przestało być dla mnie przerażające.

Podjęłam decyzję, że nie będę polować na innych i będę się ukrywać, by nikt nie mógł zapolować na mnie. Czułam, jak się rozpuszczam powoli, zanikam. Ale nie zmieniłam swojej decyzji do ostatniej chwili. Rozpuszczałam się... zanikałam... Znikłam... Przestałam istnieć. Ale co dziwne, nie straciłam świadomości. Mimo, że przestałam istnieć w poprzedniej formie, wiedziałam, że w owym "niebycie" istnieję, tylko bez jakiejkolwiek formy. Jakby "moja" świadomość była umieszczona w punkcie jednocześnie rozciągniętym w nieskończonej przestrzeni... I nagle otrzymałam nowe życie w tym samym świecie.

Tym razem od razu podjęłam tę samą decyzję i znów czułam, jak zanikam i rozpuszczam się w niebycie. Nagle poczułam, że istnieję, chociaż nie mam żadnej formy, którą w jakikolwiek sposób, poprzez jakąkolwiek percepcje mogłabym uchwycić. I przeleciałam przez jakiś tunel i znów znalazłam się - po raz trzeci - w tym samym świecie.

I znów, po raz trzeci podjęłam tę samą decyzję. Tym jednak razem, po zaniknięciu w niebyt bez kształtu , bez istnienia, okazało się, że w jakiejś formie istnieję, ponieważ dotarła do mnie informacja, że jako skutek mojego postanowienia otrzymałam obecne życie na Ziemi. Czy chodzi o to tu i teraz życie? Nie mam pewności.

Ten sen jest dla mnie jednym z ważniejszych moich snów. Niesie dla mnie bardzo istotną informację.





***