środa, 21 sierpnia 2013

ŚNIĄCA ISTOTA i PRZEBUDZENIE :-D


1. WISZNU

Śniący swoje kolejne ŚWIATY I AWATARY czyli wcielenia:


Wisznu jest Bóstwem wszechobejmującym (zawierającym wszystko).

Stojący na Wężu *) Szesza


Tu mam zaskakujące mnie samą skojarzenie: Wisznu   wygląda trochę jak DYM płynący z FAJKI **) ... I ten DYM ma wyrazistą  formę i treść. A imię węża Szesza kojarzy mi się z nazwą fajki arabskiej - Szisza...

Podwójna Istota Wisznu i Lakszmi:


Wisznu w wielu wcieleniach (Awatarach). Czy to może być symbol nieskończoności wcieleń w różnych formach, o różnych treściach między innymi kobiecych, męskich i podwójnych?


Świątynia Wisznu

Ta świątynia ewidentnie kojarzy mi się z innymi piramidami na Ziemi, w tym również "majańskimi" :-)

Z kolei ten wizerunek bardziej kobiecej formy Wisznu i jego awatarów:

wiązanie czerwonego sznura na szacie przypomina swoim kształtem pająka. Pająka zakładającego sieć powiązań... różnych form i treści w wielu różnorodnych światach i czasoprzestrzeniach...

Inne przedstawienie Wisznu jako unoszony na falach Kosmicznego Oceanu... (niemalże jak WENUS powstająca z piany Kosmicznego Oceanu) z Galaktyką w jednej dłoni i konchą w drugiej oraz buławą i kwiatem lotosu w dwóch pozostałych:



Oraz wersja, która z pewnych względów jest mi bliska - Wisznu na Orle, a może raczej... Orlicy Świadomości trzymająca Węża Umysłu:



2. TOLTEKOWIE
Mistrzowie Śnienia i MIŁOŚCI...


3. ŚNIĄCA BOGINI
z Malty


"Najbardziej spektakularny pomnikiem na Malcie jest ogromny, podziemny labirynt znany jako sanktuarium Hypogeum." Model labiryntu o trzech poziomach:



Fragmenty wnętrza:



http://www.mostlyfood.co.uk/Feature%20malta.htm

Wzory na suficie:




cyt.: „Hypogeum Ħal-Saflieni – podziemna budowla z około 2500 roku p.n.e. znajdująca się w miejscowości Paola na Malcie.

Dokładne przeznaczenie hypogeum pozostaje do dziś nieznane. Początkowo prawdopodobnie pełniło funkcję sanktuarium, później zaś podziemnej nekropolii.”[???]


cyt.:”Ma powierzchnię ponad 6000 metrów kwadratowych, trzy poziomy monolitu mogło być świętym centrum wyspy dawno temu.


Główna Komnata jest całkowicie wykutym w skale pomieszczeniem na planie koła. ”


Obecnie przypuszcza się, że w czworobocznej niszy tej komnaty kapłani interpretowali sny. hm…


„Wiele form zachowanych w hypogeum przypomina naziemne świątynie neolityczne. Znajdują się tam menhiry, nisze trylityczne, kręgi kamienne (..)”


Te niesamowite labirynty o specyficznej strukturze wydają się być świątynią i… centrum „uzdrawiania” albo „śnienia”. Według niektórych były one także grobowcami. Ale być może jednak świątynią - domem „śniących”, co uprawiali swoistą „jogę śnienia”? :-)


„Główny korytarz prowadzi do okrągłego pomieszczenia, w którym zostały znalezione na podłodze dwie identyczne małe rzeźby – figury przedstawiające śpiącą kobietę.” Śniąca kobieta leży na na niskim łożu, jej głowa opiera się na prawej ręce. Poważnie, ta pozycja jest taka sama, jaką przyjmują jogini praktykujący tybetańską jogę śnienia:



Śniąca kobieta leży na na niskim łożu, jej głowa opiera się na prawej ręce. Kreski na jej spódnicy są interpretowane jako liczba kolejnych ceremonii inkubacji... snów a może... snów, które śni świadomie... śnionych jednocześnie 13. "wcieleń" - ["awatarów"?].

cyt.:”Ze środkowego poziomu schody prowadzą na poziom dolny. Nie znaleziono na nim szczątków ludzkich (…)” - Czyli to jednak nie był grobowiec.


Wiele tajemnic nadal nie odkrytych czeka na „odkrywców” :-D


Ciekawostka o religii Etrusków:


– „Corocznie zbierano się wokół świątyni bogini Voltumny.”

a w innym miejscu czytam:
– „Voltumna – etruski bóg ziemi, był najwyższym bóstwem w tamtejszej mitologii.”

Kultura Etrusków jest rzeczywiście fascynująca.

„Etruskowie wybudowali niezwykłe „Miasta Umarłych”.
„Cmentarze wznoszono na wzór miast (groby przypominały swoim wyglądem domy) lecz z… kamienia.” To te – ponoć "groby":

https://i0.wp.com/www.czejarek.pl/podroze/images/pdr0022.jpg



Ale ja wcale tego tak nie czuję. To były domy, a nie grobowce. Domy do medytacji. Jak ziemianki...



cyt. "Miasto umarłych w Tarquinie, to chyba najbardziej znana na świecie etruska nekropolia. Podobnie jak w Cerveteri duże obszary są nadal niedostępne. Wykopaliska rozpoczęto w 1489 roku i były to pierwsze wykopaliska archeologiczne odnotowane przez historię. Do tej pory odkryto około 6000 grobów.”

4. ŚNIĄCA PEŁNA ISTOTA - BUDDA występuje w męskich i żeńskich formach jako TARA.



Historie naszego życia mogą poprzez rozpoznania i uwolnienie doprowadzać nas krok po kroku do coraz głębszej (poszerzonej) świadomości. Możemy wówczas pozostawać w stanie świadomym nawet podczas snu. Nie chodzi tu o próby kontrolowania czy powstrzymania działania marzeń, ale do przeglądu podstawowych procesów tworzenia obrazów. W literaturze buddyjskiej jest opowieść, w której Milarepa opowiada, jak medytował przez osiem lat w odosobnieniu w jaskini. Przez te lata  był w stanie pozostać świadomym we śnie i marzeniach sennych: 

"W nocy w moich snach mogłem przechodzić na szczyt Meru i widziałem wszystko wyraźnie, jak bym tam był. Podobnie w moich snach mogłem mnożyć się na setki osobistości, wszystkie posiadające takie same uprawnienia jak ja. Każda z moich pomnożonych form mogą przemierzać przestrzeń i iść do jakiegoś nieba Buddy, słuchać tam nauk, a następnie wrócić i uczyć Dharmy innych. Mogę również przekształcić moje fizyczne ciało w masę płonącego ognia i w rwącą  albo spokojną wodę płynącą w przestrzeni." 

Milarepa widząc, że uzyskał nieskończone fenomenalne moce w swoich snach czyli świadomym śnieniu, był pełen radości i otuchy.

5. MAKOSZ/MOKOSZ - słowiańska bogini nie jest niby śniąca, ale...

trzyma w dłoniach: róg (obfitości) i dzban - misę...  i ma na powyższym obrazku CZTERY RĘCE... Hmm... Nie trzyma co prawda Galaktyki, konchy czy buławy i kwiatu lotosu jak Wisznu, jednak jest kimś w rodzaju "tkającej".... Iluzję, SEN? I jednocześnie boginią, która powraca... ŚWIADOMOŚCIĄ... która budzi ze snu?

Mokosz, Makosz, Makosza czy to przypadek, że istnieje słowo...
moksza...

cyt.:"Moksza (dewanagari मोक्ष ) – w hinduizmie, jodze i dźinizmie - ostateczne wyjście poza krąg samsary i tym samym zaprzestanie przyjmowania kolejnych wcieleń po śmierci (reinkarnacji). Jest to doświadczenie za życia, jakie towarzyszy całkowitemu rozpadowi identyfikacji z ego. W tym sensie moksza może być rozumiana jako stan jedności z Bogiem.
(...)
Najczęściej wskazywanym znaczeniem sanskryckiego słowa moksza jest wyzwolenie. Paramahansa Pradźnanananda naucza, iż termin moksza wywieść można od moha kszaja - złożenia dwóch słów:
moha
ksza
Otrzymana tą drogą definicja mokszy to: eliminacja złudzeń, iluzji i błędów. W filozofii hinduistycznej moksza rozumiana jest jako wyzwolenie od iluzji (maja) wywołanej pełną identyfikacją umysłu z myślami oraz percepcjami zmysłowymi, uwięzionymi w świecie form: energii, materii, czasu, przestrzeni oraz zależności przyczynowo-skutkowych (karma), które ograniczają doświadczenie własnej, prawdziwej natury - czystej świadomości, która nie ma żadnej formy."

No, ale abyśmy mogli to zrozumieć, czysta świadomość jest przedstawiana za pomocą różnych symboli :-D

2. cyt. "jej rola jako mokszy (...) wypływa z tego, że To Pani PLECENIA BAJI, Piatnica, a więc ona plecie
 prawdę i tylko prawdę – czyli leczy z mayi."  Czesław Białczyński

Czy Makosza zatem leczy czy plecie? A może jedno i drugie? Jak Parki: jedna przędzie, druga tka, a trzecia przecina nic żywota? Czwarta - z tego, co sobie przypomniałam - PRUJE węzły i supełki, bo to inna forma rozplątania nici żywota poprzez zrozumienie utkanych wzorów. A te trzy/cztery Parki  (jak cztery ręce Mokosz na rysunku powyżej) w jednej... MOKOSZY i stąd... MOKSZA jako ta, która "leczy z mai...

Baja:
https://bialczynski.files.wordpress.com/2011/12/w-kric5bcanowski-77482489_large_dolyasrecha.jpg


https://bialczynski.files.wordpress.com/2011/12/w-kric5bcanowski-77482489_large_dolyasrecha.jpg

ze strony: https://bialczynski.wordpress.com/krolestwo-sis-i-jego-cuda/sztuka-krolestwa-sis/rosyjska-wizja-slowianskiej-baji-czesc-5/


Cóż jest prawdą jako rzeczywistością, a co mają czyli iluzją, snem? Czy wszystko, co istnieje?
Jaka jest różnica między wykonywaniem swoich działań - funkcji zgodnie z planem Całości - realizacją zamierzeń a manipulowaniem innymi - stwarzaniem iluzji? 

Na przykład wypełniam jakieś działania, a w planie kosmicznym przychodzi czas na zmianę "miejsca" i zmianę "funkcji" czy zadań, jakie mam do spełnienia. Jednakże jestem tak przywiązana do "swoich" przekonań i tak mocno utożsamiam się z wykonywaną "funkcją", że nie chcę się poddać zachodzącym zmianom. To ego mi na to nie pozwala. Ego jako przywiązanie do wzorców myślowych, działań i przekonań. Ego chce powtarzać to, co umie, to, co jest mu znane... na przykład nawet, jeśli cierpi, woli cierpienie niż coś nowego, innego, co jest mu NIEZNANE.


Więc potrzeba kontrolowania i manipulacji wynika z konieczności utrzymywania się tożsamości (pomimo naturalnie zachodzących zmian w danej czasoprzestrzeni), co daje złudne poczucie kontroli nad sytuacją, panowania nad sytuacją, (a nawet poczucie władzy nad innymi w celu odnoszenia jakichkolwiek osobistych korzyści kosztem innych). Potrzeba manipulacji wynika z niezgody na naturalne procesy zmian zachodzących w CAŁYM organizmie i jest rodzajem walki o sztuczne czyli niezgodne z naturą Całości utrzymanie swojej "stałej" pozycji - tożsamości - ego.  Tak tworzy się ILUZJA - śnienie nieświadome. A śnienie świadome, czy jest także iluzją?
Można oczywiście mieć wiedzę i nie być z nią aż tak bardzo utożsamionym :-D
 Można również być wolną/wolnym od wiedzy, a poprzez poszerzoną świadomość mieć zawsze dostęp do wiedzy, która jest potrzebna dla działań w TU i TERAZ. Tę wiedzę niektórzy nazywają Milczącą Wiedzą.
Logika jest podporządkowana wzorom myślenia i działania, które mogą wypływać właśnie z manipulacji zakrojonych na szeroką skalę...  czyli "prawom i zasadom działania", których zostaliśmy "nauczeni" na przykład w procesie wychowywania. Poddaliśmy się snom innych. A w ten sposób nasze naturalne predyspozycje do spełniania naturalnych funkcji czy działań, które mielibyśmy do spełnienia, zostały zaburzone do tego stopnia, że nasze organizmy zaczynają na przykład "chorować" i muszą być "leczone". I w tym przypadku mogą być "leczone" np. chemią albo... innymi sposobami - bardziej zgodnymi z naturą i wtedy nie niszczącymi narządów organizmu, a uzdrawiającymi także ciało. Wybór sposobu leczenia zależy od: 
1. świadomości, intuicji, która jest naszym pomostem łączącym naszą świadomość z Całością, Źródłem i naturalnymi PRAWAMI  
2. wzorców myślowych i działania, z jakimi się utożsamiamy (ego). Im mniejsze ego tym głębsze, czystsze połączenie ze Źródłem. 
________________________________________________________

Dodane 21.02.2014
o tym, jak ważne jest śnienie w dzogdzen:
http://www.seremet.org/dzogczen02.html
cyt.: "W momencie śmierci docieracie do granicy między samsarą, a nirwaną, czyli do stanu pośredniego - słynnego bardo. Pojedyncza esencja jest waszym paszportem do nirwany. Bez tego paszportu nie można opuścić samsary. Jeśli ktoś nigdy nie doświadczył wizji przejrzystego światła podczas snu, będzie mu bardzo trudno przedostać się z samsary do bardo. Jeżeli ktoś potrafi połączyć się z przejrzystym światłem snu, będzie umiał połączyć się z przejrzystym światłem śmierci. Wszystkie istoty, które osiągnęły oświecenie i stały się Buddami, przekroczyły tę granicę i połączyły się z przejrzystym światłem. My także dzięki ogromnej determinacji i radosnej pracy mamy tę możliwość."


https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhSN2I1X6qe13lOW7C_Z-H6yL_vk4L6J0L-JmM9UA3qvUWxJFV6lN3_7Z0ZFwprDER2Ar5ZKvqDJkIK5INbYN8bjFk8IsBwudgq0Xr9ZTvZCZCIWcZFjN1nK2F2ctyWLq4nNraycVpep28/s1600/china+PM.jpg
________________________________________________________

P.S. 

BOGINI JUŻ POWRÓCIŁA W WIELU WCIELENIACH :-D



=========================================

O WISZNU
cyt. "Dzień dobiegał końca. Bardzo długi dzień. Pan Wisznu ocknął się z drzemki i rozejrzał. Chociaż właściwie nie musiał się rozglądać. Po prostu zobaczył natychmiast panoramę otaczającej go przestrzeni. Co więcej, doświadczył jej. Był tym jedenastowymiarowym, nieskończonym i niemal niezniszczalnym kontinuum. Ta chwila była pełna ekstazy, ale też bólu, jak obserwowanie gojącej się rany. Wymiary materialnego świata niosły ze sobą cierpienie, ale ogrom wszechbytu był też niewyczerpalnym źródłem przyjemności.

Wisznu zredukował liczbę wymiarów do pięciu i zmaterializował swój pałac, który czasami nazywał się Wajkunthą a czasami nie miał żadnej nazwy, ponieważ żadna nazwa nie była w stanie oddać jego ogromu, bogactwa i wspaniałości. Sam przyjął postać białego świetlnego obłoku i przefrunął w stu ośmiu kierunkach jednocześnie, szybując wzdłuż niekończących się korytarzy mijając niewyobrażalną ilość komnat lśniących od zdobień i szlachetnych substancji, wypełnionych myślącymi roślinami, oświeconymi zwierzętami i wyzwolonymi duszami wyznawców. Wisznu zastanawiał się czasem, co dzieje się, gdy zasypia. Czy wszystko to ginęło i rozpływało się w niebycie? Czy zastygało jak wielowymiarowa fotografia, po to, by ożyć, gdy tego znów zapragnął? Nie wiedział, a raczej nie chciał tego wiedzieć. Gdyby tylko autentyczne pragnienie pojawiło się w jego świadomości, natychmiast przyszłaby też odpowiedź."



poniedziałek, 19 sierpnia 2013

CZYM JESTEM? MALEŃKĄ CZĘŚCIĄ CAŁOŚCI?

NOTKA z 09.01.2011 g.13.36. zaktualizowana :-D

Czy wyobrażasz sobie, że jesteś istotą wielowymiarową, która zaprojektowała ten świat, jakby zaprojektowała jakiś wirtualny obraz-świat i wniknęła do niego, by doświadczyć tego, co zaprojektowała w akcie twórczym? Wchodząc do tego świata jednak musiała ograniczyć swoje wymiary i podzielić się na nieskończone cząstki. Weszła i zapomniała (w tych cząstkach siebie samej) o tym, kim była i jest nadal, zapomniała o swojej wielowymiarowości i o tym, że się podzieliła na mnóstwo zróżnicowanych części, choć jest także niby osobno w każdej z nich...

A teraz, ponieważ kończy się pewien cykl kosmiczny i może wyjść ze swojej gry, której doświadczyła na tyle, że już to jej wystarczy,   zaczyna sobie przypominać,  że to Ona stworzyła ten piękny świat. Realizowała go jednak z różnymi swoimi częściami - zróżnicowanymi (zarówno w danej czasoprzestrzeni jak i w różnych czasoprzestrzeniach) i oddzielonymi od siebie (różnymi formami i treścią). I wyszło to, co wyszło. Są jeszcze części, które chcą w tym oddzieleniu pozostać. Które chcą w tym obrazie-świecie- śnie pozostać. 

Całość... Śni *) - marzy i kreuje dalej – wielowymiarowa. Ma możliwość wyboru różnych Snów: innych obrazów-światów. To jest przypomnienie: kim jesteśmy naprawdę. Całością, która stworzyła i realizowała wspólnie ten obraz-świat.

Nie chcę zatem przywiązywać się do czyichś Snów - Iluzji. Nie chcę „być śniona przez innych”. Chcę Śnić o miłości prawdziwej, „bezwarunkowej”, a nawet wszechogarniającej dla każdego człowieka, chcę śnić na przykład o rozwoju człowieka prowadzącym do wykorzystania potencjału całego DNA…  harmonii i ufności w doskonałość Stworzenia i Całości...

Miałam kilka lat temu wizję Nowej Ziemi, ale jest to wiedza o tak diametralnie innych relacjach międzyludzkich od tych, które istnieją tutaj i teraz, że na początku nie umiałam się nią dzielić. Na początku dzieliłam się tą moją wiedzą bardzo rzadko i tylko w rozmowie osobistej, i tylko z tymi, którzy tego chcą...

Może się wkrótce "przeniosę" na tą Nową Ziemię? A może zacznę ją współtworzyć? A może już zaczęłam?

Więc jeśli przychodzi do nas jakaś wiedza, to dana jest nam po to, byśmy mogli zrobić z niej pożytek. A nie po to, byśmy oszaleli z lęku i rozpaczy - na przykład. Na cóż nam wiedza, która sieje zamęt i prowadzi do destrukcji i zniszczenia? Może jest tak, że niektórzy będą kontynuować świat destrukcji i zamętu, co nie znaczy, że inni nadal w nim pozostaną.

We wszystkim - jeśli ma się taką wiedzę - można znaleźć porządek, celowość, sens i harmonię. Osobiście ten rodzaj wiedzy uważam to za domenę MIŁOŚCI. **)

Możesz moją wiedzę albo jej część uznać za bezużyteczną dla siebie. Choćby przez jej odrzucenie lub uznanie za nieprawdziwą albo z jeszcze jakiegoś innego powodu. Mamy różną wiedzę. Dlaczego? Ponieważ nasze potrzeby są najprawdopodobniej różne. Więc część mojej wiedzy dla Ciebie może okazać się bezużyteczna.

Może istnieje taka "wielowymiarowa" Istota (Praźródło Wszystkiego), która śni również wszystkich bogów i boginie, wszystkie wszechświaty i światy? Nie dostrzegam przesłanek na to, by było to niemożliwe.



24. wrzesień 2006
Śniły mi się różne poziomy dodatkowych wymiarów. Na tych poziomach były zapisane różne informacje, na jednym poziomie jakieś sytuacje i zdarzenia. A na innym poziomie myśli, a na jeszcze innym wzory geometryczne (symbole?), a na jeszcze innym abstrakty-artefakty(?). Przeskakiwałam w tej sieci z jednego zapisu do drugiego z jednej wymiarowości do innej albo te przestrzenie i informacje „przylatywały” do mnie. Widziałam zmienną „skalarność” wymiarów, która polega na tym, że obiekty, zjawiska mogą się przenikać w wyższej wymiarowości, chociaż na każdej danej płaszczyźnie wyglądają bardzo realnie i w zasadzie jak „fizyczne”. Można było postrzegać te światy zmieniając percepcję, ale zachowując świadomość przenikania z jednego poziomu na inny (z jednej wymiarowości do innej).. Informacje mogą znajdować się w różnych wymiarach i łączą się ze sobą w jednym tworząc nowy rodzaj zjawiska - świadomości.


7 luty 2007
Podziemia, coś, co przypominało mi albo kojarzyło się z cmentarzyskiem. Rozwiązywałam jakieś supły karmiczne, ale nie tylko moje. Potem wyszłam.  Zdawałam jakieś "egzaminy" i przechodziłam jak z klasy do klasy… ze świata do świata…

7.grudnia 2009

WIZJE - Skąd pochodzę
Dowiedziałam się, że nie otrzymam odpowiedzi na to pytanie, ponieważ gdybym otrzymała jakąś konkretną odpowiedź na przykład, że pochodzę z Plejad albo z Syriusza czy z innego miejsca w kosmosie, to przywiązałabym się do tego miejsca i do tego przekonania. Odpowiedź zatem brzmiała: pochodzę z różnych miejsc i różnego czasu we wszechświecie.
Potem z kolei przyszła informacja, że czas jest względny i jest to narzędzie, które "przywiązuje" nas do danej "rzeczywistości", do danego świata ograniczając w ten sposób naszą percepcję i świadomość.

Następnie zobaczyłam wyraźnie, że wszystkie istoty z wyższej wymiarowości ("wyższej gęstości") są nami z innych czasoprzestrzeni. Mogą się z nami komunikować, gdy nie przywiązujemy się zbytnio do pojęcia czasu liniowego.

7.grudnia 2009

Powrót do Pradomu...
Kiedy byłam dzieckiem przeżyłam doświadczenie, które było zachwycające, lecz którego sens zaczęłam rozumieć po wielu, wielu latach. Siedziałam sama w domu przy świeczce. I nie wiem jakim cudem wyleciałam ze swojego ciała. Widziałam siebie siedzącą na podłodze, widziałam dach domu, widziałam przestrzeń kosmosu… Leciałam w kosmos i przeleciałam granicę rozdzielenia światła i ciemności…

Znalazłam się w przestrzeni, gdzie nie było ani ciepła, ani zimna, ani światła, ani ciemności, ani dobra ani zła…żadnej dualności. Wszystko stopione w jednym. Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony… A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w PRA-DOMU.

Jakiś czas temu znów TAM wróciłam. I przypomniałam sobie… Wiem, że istnieją różne światy. Jest ich wiele. Pochodzę z różnych stron wszechświata, ale to już nieistotne. W tym tutaj świecie teraz jestem przede wszystkim. W tym tutaj świecie istnieje „dobro” i „zło”, ale wiem też, że istnieje wiele bogów i bogiń „dobrych” i „złych”, a tak naprawdę wszyscy oni są Artystami Życia. A w każdym z nas są różne cząstki tych różnych bogów i bogiń. Dlatego mamy do czynienia z karmą…

To, że istnieje pewne podobieństwo między różnymi bogami i boginiami to dla mnie oczywiste. Wszyscy jesteśmy „dziećmi bogów”. Być może różnych bogów i dlatego jako ludzkość wciąż ze sobą walczymy. A tam, w Pra-domu nie było ani bogiń, ani bogów, ani jednego boga, ani szatana nie było… Była całkowita jednia, wszędzie, nawet zawierająca się w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bez-czas, a w nim wszystkie możliwe czasy… I były wszystkie światy w jednym zharmonizowanym „organizmie”. Nie umiem inaczej tego opisać.

W tej wizji zrozumiałam także, że ów pra-dom jest w sercu każdego z nas. Poczułam to. Moja wcześniejsza tęsknota (ta od dzieciństwa), by tam wrócić zamieniła się na pragnienie działania, by przebudzić w sobie pamięć uczucia, które „stamtąd” czyli z samego środka, z głębi serca pra-domu (wszechświata ?) pochodzi.

A TAM nie było ani boga, ani bogiń, ani bogów, ani szatana ani... Była całkowita jednia, w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bezczas, a w nim wszystkie możliwe czasy... Nie umiem inaczej tego opisać.

 Jesteśmy Jednią, ale nie na poziomie świata fizycznego. Na poziomie świata fizycznego wciąż jesteśmy indywidualnymi osobami. Dlatego Ci, którzy uznają się za niemalże "pomazańców bożych" mogą traktować cały zbiór indywidualnych bytów jak "ciemną masę". A jest to możliwe dzięki stosowanym przez owych "pomazańców" manipulacjom naszymi wybujałymi "ja" (EGO) i naszymi pragnieniami, naszą pożądliwością i naszymi oczekiwaniami. Co w tej sytuacji robię? Działam: odkrywam i przypominam sobie dar harmonizowania w sobie przeciwieństw. Gdy coraz więcej sobie przypominam o swoim DOMU, coraz bardziej staję się świadoma tego, kim jestem. Jak to robię? Konsekwentnie. Jestem świadoma, że aby mogło istnieć życie, musi istnieć także śmierć. Żeby mogło istnieć dobro, musi istnieć zło. Bez śmierci nie wiedzielibyśmy, czym jest życie, a bez zła nie wiedzielibyśmy czym jest dobro.

Wyobrażałam sobie świat bez zła, tylko dobry. I dostrzegłam, że to iluzja, taka sama jak "zło". Oczywiście żyjemy w świecie iluzji, do której tak mocno jesteśmy przywiązani, że jest ona dla nas niemal "ostatecznością". Jednak jeśli TAM nie ma zła, to nie ma i dobra, gdy nie ma jednego, to nie ma także i drugiego "przeciwległego bieguna". Nie ma oceny. Jest wyłącznie coś takiego jak wszechogarniająca, bo nawet nie "bezwarunkowa" miłość.

 Z mojej wiedzy wynika, że "zło", które mnie spotyka sama kiedyś wyprodukowałam. I dla mnie to jest uczciwsze postawienie sprawy niż szukanie tego "zła" tylko na zewnątrz. "Strefa cienia" lub "ciemna strona mocy" wcale nie jest gdzieś na zewnątrz, jest we mnie, tylko kiedyś się jej wyparłam i udawałam, że to nie moje. A póki będę tak udawać i żyć iluzją tego wizerunku siebie samej, który sobie stworzyłam (bo tak mi wygodniej), to nigdy "zła" nie zrozumiem i zawsze będzie mnie straszyło.

10.luty 2010

POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY

Przypomniała mi się wizja, jaką miałam kilka lat temu w czasie medytacji. 

Prowadził mnie przewodnik podobny do starego hindusa **) 
(…) poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdu. Pamiętam taki odcinek drogi, że przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu…

W pewnym momencie razem z przewodnikiem prowadzącym mnie we śnie trafiliśmy do pola wypełnionego energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie.

Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział mi:
- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie.
Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy... W nim lub z niego właśnie w ten sposób powstawały różne światy.



*) O ŚNIENIU

**) HARMONIA Z CHAOSU













piątek, 16 sierpnia 2013

HARMONIA Z CHAOSU I CHAOS W HARMONII








Wiele lat temu byłam na pierwszym warsztacie – kręgu kobiet, prowadząca poprowadziła medytację. Każda z nas miała się spotkać z wewnętrzną Starą, Mądrą Kobietą. Wchodziłyśmy do świata Podziemnego przez dziurę w starym drzewie. Ja znalazłam dąb, który między korzeniami ponad ziemią miał malutką jamę… Potem leciałam tunelami, a w jednym z nich nabrałam niesamowitego przyśpieszenia, aż mnie wystrzeliło i znalazłam się…

jakby na afrykańskiej sawannie w samo południe. Było tam dużo “kotowatych”: lamparty, pumy… skakały, biegały wokół mnie jakby chciały zwrócić na siebie moją uwagę, Zrozumiałam. One prowadziły mnie przez wysoką trawę gdzieniegdzie okraszoną niskimi drzewami. Było gorąco. Słońce przyjemnie prażyło i dodawało energii. Czułam wielką radość i podniecenie. Zwierzęta mnie prowadziły przez jakiś czas, aż nagle zobaczyłam, że rozbiegają się na boki. Zatrzymałam się, a gdy spojrzałam przed siebie… stałam na wprost wielkiego słonia. No tak – pomyślałam sobie – pewnie jestem w Afryce i tu spotkam swoją Starą Mądrą Kobietę.

Słoń patrzył mi oczy, po czym odwrócił się tyłem. Widziałam tylko jego zad z ogonkiem 
Nie wiedziałam, co dalej. Słoń odwrócił się do mnie i przysiadł. Przyjęłam to jako zaproszenie, bym na niego wsiadła. Udało mi się wdrapać na tę małą skałkę 

Słoń szedł przed siebie w kierunku gór. To był kierunek zachodzącego słońca, które cały czas podczas naszej wędrówki widziałam przed sobą. W pewnym momencie skręciliśmy na północ i weszliśmy pomiędzy pierwsze wzniesienia. Słoń zatrzymał się na ścieżce pomiędzy dwiema górami; ścieżka dalej bardzo się zwężała, a na końcu zamykała ją mała skała. Wiedziałam, że dalej mam iść sama. Zsiadłam ze słonia, pogłaskałam go czule, podziękowałam i poszłam dalej za tę małą skałę. Była tam szczelina, przez którą udało mi się przecisnąć. Było już ciemno. Słońce zaszło, wiec szłam w mroku. Jednak za tą małą skałą pojawiła się przestrzeń z małym oczkiem wodnym, a za nim zobaczyłam kolejną skalistą ścianę z wejściem do jaskini, które oświetlało światło płonącego przed wejściem ogniska.

Podchodziłam wolno do ogniska. Dostrzegłam za nim siedzącą w postaci lotosu postać o bardzo długich siwych włosach. Te siwe włosy sięgały do ziemi… Pomyślałam, że oto spotkam się za chwilę ze Starą Mądrą Kobietą, najprawdopodobniej Murzynką…

Podeszłam bliżej do ogniska i stanęłam jak wryta, ponieważ to nie była kobieta, lecz bardzo stary mężczyzna. Gdy przyjrzałam mu się, zobaczyłam, że to stary Hindus. Światło ogniska tańczyło na jego twarzy, więc był taki moment, że wyglądał także na kobietę, ale miał nagi męski tors. A na nim coś… połyskującego.

Lekko uśmiechnął się do mnie. Podeszłam bliżej i stanęłam przy nim. Nie odzywał się, a jednak wiedziałam, że mam usiąść obok. Usiadłam. Miał na klatce piersiowej zawieszony przedziwny talizman. Wydawało mi się, że to być może jakiś kamień, ale nie wiem czemu, nie mogłam dokładnie go widzieć.

Hindus zdjął bardzo powoli ten talizman i trzymając cieniutki sznurek albo rzemień w obu dłoniach podał mi go. Wtedy zobaczyłam… że na sznurze wisiało coś dziwnego… to nie był kamień, ale coś jak kula – miniaturka… kosmosu. Widziałam w niej galaktyki, gwiazdy, planety, a wszystko poruszało się, drgało, pulsowało i było ŻYWE.

Delikatnie wzięłam w palce ten sznurek z tym CZYMŚ i założyłam ten “talizman” na szyję. Usłyszałam wtedy słowo "chaos", gdy ta kula znalazła się na wysokości mojego serca. A w momencie, kiedy tylko dotknęła mojego ciała, natychmiast wniknęła do serca.




I znów usłyszałam słowa: Z chaosu wyłoni się harmonia… albo: W tym chaosie odnajdziesz harmonię.
I wtedy wszystko znikło.
Leciałam znów przez tunel i wyskoczyłam na zieloną polanę koło dębu. Wtedy otworzyłam oczy. Medytacja zakończyła się.

----------------------------------------------------------

i jeszcze coś mi się przypomniało. Kiedy byłam nastolatką, w jakimś czasopiśmie zobaczyłam zdjęcie twarzy starego Hindusa. Jego twarz była bardzo poryta zmarszczkami. miał on bardzo długie, ciemne włosy przetykane siwymi pasmami. I pamiętam, bardzo dobrze pamiętam, jak poczułam wtedy ogromne piękno tej twarzy. Miałam nawet takie wrażenie, że inne nastolatki za pięknych uważają różnych młodych mężczyzn, a ja nie rozumiałam, dlaczego dla mnie piękna była właśnie taka właśnie twarz - niemalże starego człowieka...


One who knows the secret of that love finds the world itself full of universal love






wtorek, 13 sierpnia 2013

Jestem Ciemnością, Gwiazdą i Planetą…



Noc z 10. na 11. sierpnia spędziłam na łące przy ognisku.

Siedzieliśmy wraz z przyjaciółmi wokół ognia. Słońce zaszło. Było już ciemno. W pewnym momencie pojawiła się nad nami ciemna chmura. Poczułam, że kilka osób odczuło niepokój, jakby obawiali się, że zacznie padać deszcz. Rzeczywiście kilka kropel na nas spadło. Wtedy przypomniałam o ufności... i o tym, że burza jest pełnym miłości aktem połączenia Nieba i Ziemi. Po chwili chmura rozwiała się, a nad nami pojawiły się Gwiazdy. To była piękna noc... co chwila “spadały gwiazdy”… 



nie myślałam o marzeniach… Ale spadały te "gwiazdy" - meteoryty w ważnych dla mnie momentach. Czy to były Perseidy? Nie wiem. Nie miało to znaczenia. Czułam głębokie połączenie z Ziemią i Gwiazdami i Przestrzenią…



I w pewnym momencie Robert wstał trzymając bębnem w dłoni. Spojrzał na gwiazdy... widzieliśmy wyraźnie Drogę Mleczną... 


Niebo było gęsto obsiane Gwiazdami. Robert zaczął grać na bębnie... i nagle zaczęłam śpiewać “dziwną” ;-D pieśń…


Jestem Ziemią.
Jestem Planetą.
Kiedy jestem spełniona,
kiedy się spełniam,
rozbłyskam i staję się Gwiazdą.


Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…
A kiedy się spełniam,
staję się Planetą.


Jestem Planetą…
Kiedy jestem spełniona,
staję się Gwiazdą.
Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…

A kiedy się spełniam,
staję się Planetą….

Kiedy jestem spełniona,
jako Planeta, znów
staję się Gwiazdą.

Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…
A kiedy się spełniam,
staję się Ciemnością Pomiędzy Gwiazdami…


Jestem Ciemnością, Gwiazdą i Planetą…

Jestem Ciemnością, Gwiazdami i Planetami…


środa, 24 lipca 2013

MOJA SZMARAGDOWA TABLICZKA


ODZYSKANA...




rysunek, który zrobiłam kilka lat temu, a dziś go zeskanowałam i zrobiłam na nowo - obrabiając graficznie.

W NOGACH I MIEDNICY - ŻYWIOŁ ZIEMI
W BRZUCHU - ŻYWIOŁ WODY
W SERCU - ŻYWIOŁ ETERU 
W TORSIE - ŻYWIOŁ OGNIA
W GŁOWIE - ŻYWIOŁ POWIETRZA

Spiralnie zawirowały swobodnie i połączone w JEDNO.

Ta głowa kojarzy mi się teraz trochę z kwiatem lotosu.

Trochę podobna do Zielonej Tary Matki Wyzwolenia 




margo0307 pisze:
Lipiec 24, 2013 o 6:31 am
"Piękna ta Twoja JESTEM szmaragdowa tabliczka… Nie wiem dlaczego ale w pierwszym momencie kiedy ją ujrzałam, zobaczyłam twarz niedźwiedzia… 
Później już postać kobiety w pozie medytatycyjnej… "

Dziękuję Margo, że podzieliłaś się tym, co zobaczyłaś. Dzięki Tobie zobaczyłam tego niedźwiedzia albo tę niedźwiedzicę...






Ta głowa postaci na rysunku - 'szmaragdowej tabliczce" to dla mnie kwiat lotosu o nieskończonej ilości płatków... jedne "więdną" i się dematerializują, a inne się rodzą... I tu Twoje skojarzenia trafione niesamowicie z tym "ucięciem głowy". Zamiast głowy - kwiat lotosu.

Przypomniała mi się też pewna przygoda. Dostałam kiedyś (bodajże w 2007 roku) od znajomej gliniany wizerunek boginki (chyba z Rumunii albo Węgier przywieziony). Ta boginka była cudna. W swojej formie oprócz ciała kobiety jednocześnie miała  kształt dzbana i widziałam w niej też sowę. Nosiłam ją na szyi zawieszoną na rzemyku. Któregoś dnia spadła mi w pracy na podłogę i upadek spowodował odcięcie jej głowy. Nosiłam tę boginkę dalej, bo przypominała mi bezgłową Baubo. Głowę schowałam do zawiniątka i w wakacje pojechałam na "warsztat dla kobiet" z szałasem potów (sweat lodge). I wtedy poczułam, że mam symbolicznie ofiarować ogniowi swoją głowę pełną starych wzorców i przekonań i poprosić o oczyszczenie i uwolnienie od tych wszystkich wzorców myślowych i przekonań, które mi nie służą. Wrzuciłam wówczas odciętą głowę tej glinianej boginki do ognia. I od tego czasu się zaczęła transformacja i odzyskiwanie "lotosowej głowy". 
:-)



Ciąg dalszy historii MOJEJ SZMARAGDOWEJ TABLICZKI tutaj:
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/07/zielone-niebieskie-i-turkusoweistoty.html


wtorek, 23 lipca 2013

MYŚLI, DŹWIĘKI, SŁOWA... TO ENERGIA... BĄBLE, KWIATY, KSZTAŁTY...




Znalazłam jeszcze jeden filmik:




Pamiętasz, jak opisywałam, że przygotowywałam całe swoje ciało do wydawania całkiem nowych dźwięków? To niesamowite, jaka wiedza teraz do nas przychodzi :-D.

Ważne są także myśli, bo nie tylko dźwięki tworzą takie energetyczne "kule", ale myśli również i emocje też, o czym pisałam tutaj:

widziałam... jak człowiek myśli o kimś źle i zły na tę osobę, nieświadomie wysyła taki bąbel energetyczny emocji i myśli w kierunku tej osoby (bez względu na odległość), taki bąbel “przykleja się” do nieskończonych i cieniusieńkich jakby “niteczeki”, którymi na Ziemi (i nie tylko) wszystko jest połączone ze sobą. I leci taki bąbel w przestrzeń…
 Widziałam wielu ludzi w ten sposób działających i zrozumiałam ten mechanizm wzajemnego oddziaływania na poziomach energetycznych ludzi. A potem... do takich ktosiów wysyłających do innych te "trudne" energie, wracają one jak bumerang...

I tu jeszcze jeden film o tym, że dźwięki to nie tyle fale, jak do tej pory uważają fizycy, lecz "kule":
Przesłano 10 maj 2007
"John Stuart Reid delivers an entertaining and informative speech on the true shape of sound. This is an excerpt from his talk at the 2006 International Sound Healing Conference in Santa Fe."




No i przypomniały mi się moje "Grawitory" ;-)

ciekawy link znalazłam: http://www.cheops.darmowefora.pl/index.php?topic=272.250

U Livii Ether znalazłam ciekawy cytat:
Ciekawe, bardzo ciekawe… dzieliłam się tym, co do mnie przyszło o Arce i pisałam:






Livia Ether:

Dokładnie tak kochana Liviu Ether… Żywy… a więc i ZMIENNY. Rozumiem bo jakiś czas temu nagle olśniło mnie…


Ten żywy Tzolkin… Są w “niego” wpisane wpływy energetyczne… różnych miejsc w kosmosie, różnych, kompletnie różnych form energetycznych i fizycznych żyjących, istniejących w różnych zakątkach…
13 tonów galaktycznych to nic innego, jak wzorce z 13 Galaktyk. Jasne.
Każda z nich ma inny zapis dźwiękowo-wzorkowy jak sekwencje np. tej Gwiazdy:



Z całego serca polecam ten film, jeśli ktoś jeszcze nie widział:



I jego dalsze części.


WSZECHŚWIAT JEST ŻYWĄ ISTOTĄ.


A tu jest cały zbiór filmików związanych tematem dźwięków i kształtów, które tworzą, cymatics: