czwartek, 2 stycznia 2014

WEWNĘTRZNE ZMIANY i ZEWNĘTRZNE PRZEJAWY TYCH ZMIAN

zapiski różnych moich przypomnień, rozpoznań i odkryć

Wędrówki dusz

Z mojej “wizji” fragment :(…) Widziałam, jak niektóre…tak jakby dusze, (ale te dusze są “samoświadome”), gdy zadecydują o zmianie, przechodzą albo raczej “przeskakują” z jednej "formy" do innej. Widziałam, że gdy jedna dusza “świadoma siebie” i tych “możliwości” zdecyduje się na zmianę “miejsca” czy formy, którą wypełnia inna dusza, to w tym momencie ta inna dusza zostaje wypchnięta ze “swojej formy”,ze “swojego świata” i… musi się gdzieś narodzić na nowo…w podobnej formie lub innej formie, tym samym albo innym świecie…To zależy…
Wiedziałam, że to zależy także od tego, gdzie w danym momencie tworzą się “wolne miejsca”…
 Kojarzy mi się to troszkę z grą w “komórki do wynajęcia”. Ale w tej grze każda dusza ma swoją komórkę. Jednak, gdy jakaś dusza chce zmienić komórkę, zajmuje komórkę innej duszy… A ta inna dusza pozbawiona swojej komórki musi poszukać nowej komórki i zająć inną komórkę. Ta dusza, co chce zmiany, robi to świadomie, ale wybita robi to nieświadomie… (…)

I wygląda na to, że jedni podróżują między światami świadomie, a inni nieświadomie... Jedni zatrzymują się w danej rzeczywistości na dłużej, inni na krócej (także świadomie lub nieświadomie).

Kiedy jednak dusza wypełnia swoje zadanie, jakie ma do wykonania w danej rzeczywistości, albo w danym świecie, wówczas zmieniając formę nie wybija innej duszy, lecz zmienia swoje "miejsce pobytu" zgodnie z kosmicznym planem… Ta zmiana jest wówczas naturalnym procesem wędrówki duszy.

Uznanie czyjegoś sposobu bycia, działania, istnienia oraz czyichś uczuć, bez potrzeby czy konieczności wyciągania innych z danego uczucia lub emocji, które ta osoba przeżywa, jest pierwszym krokiem w dokonaniu zmiany w sobie.

Nie mogę zmienić tego, co nie jest moje w przejawach danej rzeczywistości – snu, tego co nie jest przeze mnie doświadczane i przeżywane. Jeśli ktoś cierpi, to mogę w ogóle nie być albo… mogę być z tą osobą (lub z innymi) w taki sposób, który może ją wyprowadzić z tego stanu. Ale to nie jest zależne ode mnie i nie mogę sobie przypisywać „zasługi”, jeśli ta osoba wyjdzie z takiego stanu. I potrzebuję być także wolna od tego, czy dana osoba zechce z niego wyjść czy zechce w nim pozostać. Nie mogę tego robić bez wyraźnego „zaproszenia” tej osoby (jej cząstki – duszy). Jeśli pojawi się we mnie jakakolwiek niecierpliwość, zaburzę proces naturalnej zmiany. Pozostanę w takiej rzeczywistości – śnie, ponieważ pozostanę w uzależnieniu od wzorców, z jakich „utkany jest ten sen, ta rzeczywistość, w której zależy mi, by za wszelką cenę pomagać innym.

Dla mnie (bo dla każdego może być inaczej) nie ma sensu pomagać komuś, kto nie prosi o pomoc, bo w innym przypadku jest to narzucaniem swojej woli innym i wywyższanie się – moje lepsze, ja wiem lepiej, co dla ciebie będzie lepsze… itd. Albo będzie to tzw. manipulowaniem wynikającym z potrzeb (pożądania) ego. Mogę tylko zaakceptować to, w jaki sposób dana osoba istnieje, jakie ma przekonania, jakie ma domysły, jak postrzega rzeczywistość, a także to, jak ta osoba postrzega „moją osobę”. Mogę tylko z ufnością przyjmować to, co się przeze mnie przejawia wobec drugiej osoby.

Nauczyłam się przyzwalać innym na pozostawanie w ich własnych objęciach – energetycznych kokonach utkanych z myśli, emocji, uczuć, doświadczeń i przekonań… Pozostając w ufności w to, co się zadziewa, mogę pomóc im i delikatnie przeprowadzić ich w stronę świata harmonii… ale tylko wtedy, kiedy to w sercu poczuję; kiedy przychodzi na to odpowiedni czas. I mogę pomóc tylko tym, którzy są na to gotowi, otwarci.

Kiedy zmieniam swoje indywidualne wibracje, nie zmieniam danej rzeczywistości, lecz przesuwam się z jednej rzeczywistości do innej, równoległej rzeczywistości – do równoległego świata. Na przykład w nocy z 23. na 24. grudnia 2013 roku miałam sen, że w innej, równoległej rzeczywistości (w innym świecie) rozpoczęła się wojna… Ale byłam „tam” tylko „w odwiedzinach”… Było mi to doświadczenie senne potrzebne, by zrozumieć, że teraz znajduję się już w innej rzeczywistości – w innym śnie, który uznaję za jawę..

Zmieniając częstotliwości wibracyjne (świadomie lub nieświadomie) przechodzę z jednej (ziemskiej) rzeczywistości do innej – z jednego snu uznanego za rzeczywistość do innego snu. Za każdym razem przechodzę do takiej rzeczywistości – snu, które „wykreowałam” swoimi myślami, przekonaniami i wiarą. Ale…

Te wszystkie równoległe rzeczywistości istnieją w wiecznym TU i TERAZ; pozostając niezmiennymi. To my podróżujemy od jednej do drugiej. Dlatego – z tego, co sobie przypomniałam – nie warto nikogo zmuszać do zmiany postrzegania danej rzeczywistości, odczuwania takich, a nie innych emocji i uczuć, widzenia (percepcji) danej rzeczywistości i innych ludzi w taki, a nie inny sposób. I nie warto nikogo oceniać ani oczekiwać od innych zmian. Tylko samemu – w sobie można dokonać wyboru takiej rzeczywistości, do której chce się przesunąć (na ile pozwolą nam zmiany, jakich dokonujemy w sobie, poprzez siebie). Potem można wspierać innych. W wolności od rezultatów… A wtedy… na przykład pojawiają się „nowe wersje” tych samych osób i pojawiają się także całkiem nowe osoby… tylko trochę podobne do tych, które znaliśmy wcześniej.


Myśli i koncepcje, które uznaję za swoje, którym pozwalam się myśleć w "swoim" umyśle i emocje, które odczuwam "swoim" ciele są zsynchronizowane ze sobą, są częstotliwościami wibracyjnymi energii, które składają się na to, kim jestem i jak się przejawiam oraz z czym się utożsamiam. Dzięki zmianom tych wibracji mogę podróżować w czasoprzestrzeni na przykład po równoległych rzeczywistościach. Poza czasem mogę podróżować po różnych światach. I dzięki zmianie położenia punktu scalającego świadomość - zmianie częstotliwości swojego pola - mogę przesuwać się do takich rzeczywistości, z którymi te moje wibracje rezonują. Gdy punkt scalający świadomość ekspanduje, poszerza się, mogę podróżować także po jeszcze innych światach. Zmieniając swoje myśli i swoje emocje, a tym samym zmieniając swoje wibracje, mogę przesuwać się w inne rzeczywistości

Różnice w naszych indywidualnych częstotliwościach wibracyjnych powodują iluzję oddzielenia od siebie tych wszystkich równoległych wersji rzeczywistości i oddzielają także nas od siebie. Bywa i tak, że oddalają nas od siebie coraz bardziej. 

Wiem, że mogę wybrać co tylko zechcę... Jak na przykład daną stację (o danej częstotliwości fal) w radioodbiorniku lub dowolny kanał w telewizorze. Wszystkie one są dostępne w tej samej chwili i współistnieją równocześnie (poza czasem). Ale mogę odbierać jedynie taki "program", do którego dopasowane (dostrojone) są moje indywidualne częstotliwości - ich zakres (w danej czasoprzestrzeni). Mogę także poszerzać ów zakres częstotliwości swojego indywidualnego pola. W temacie: Sen- wizja o ludzkich Radioodbiornikach.

To, co wysyłam, dostaję z powrotem

Mogę tworzyć taki "stan", jaki wybiorę, a rzeczywistość odzwierciedla te zmiany, jakich dokonałam w sobie. Nie mogę postrzegać tego, do czego nie jestem dostrojona swoją wibracją. Bo to, co postrzegam, wyznacza (ogranicza) zakres częstotliwości wibracji w moim polu, ciele energetycznym. Jeśli dostroję się tylko do jednej "stacji nadawczej" o danej częstotliwości fali, nie będę mogła odbierać innych. A odbieram tylko takie "stacje", do których jestem dostrojona swoimi wibracjami. Na przykład  jeśli będzie we mnie przekonanie, że inni są pasożytami energetycznymi, to będę doświadczała tego, że inni kradną moją energię. Gdy będę miała przekonanie, że inni chcą mnie zranić, będę odczuwała, że inni mnie ranią itd, itp. To, do czego nie jestem dostrojona będzie dla mnie zawsze "niewidzialne", niezrozumiałe albo nieistniejące. natomiast jeśli dostroję się do coraz szerszego spektrum wibracji, przestaje mnie ograniczać, przyciągać jakakolwiek ograniczona wibracyjnie czasoprzestrzeń (świat, rzeczywistość).

Niespełnione życzenia

Dlaczego nie wydarza się ludziom to, czego chcą albo o czym marzą? Może tak dziać się, ponieważ częstotliwości energii "wzorcowej" (myśli i emocji oraz przekonań) tej osoby tworzą taką domenę (domena - przestrzeń, gdzie coś istnieje, jest dokonywane lub ma jakąś właściwość), która uniemożliwia zamanifestowanie się tego, co człowiek chciałby, by się wydarzyło. Dzieje się tak, ponieważ nie rozpoznajemy pewnych wzorców - częstotliwości, których nie jesteśmy świadomi; nie wiemy, że one ograniczają  możliwość przejścia do innej, równoległej rzeczywistości (innego świata). Nie rozpoznajemy w sobie tego, co ukrywamy sami przed sobą. Na przykład: gdy oskarżamy o coś innych, znaczy, że mamy dokładnie te same częstotliwości (wzorcowe) w sobie, ale ich nie dostrzegamy w sobie (wypieramy się ich wypychając do własnej "strefy Cienia"). Jeśli je dostrzeżemy, dopiero wtedy możemy przyjąć i ewentualnie je zmienić. W tym procesie może być pomocna metoda LUSTRA.

Jeśli zobaczę "bramę, portal", lecz nie uwierzę, że mogę przejść, nawet, gdybym tego bardzo chciała, to... nie przejdę. Albo gdy ulegnę strachowi przed nieznanym/ Mogę wtedy zastanowić się i rozpoznać, co mnie blokuje WE MNIE. Gdy to rozpoznam, przyjmę, dopiero wówczas mogę zmienić... i przejść dalej. Gdy jednak będę szukała "winy" w innych, moja energia nie będzie skupiona na odnalezieniu sposobu, by przejść, lecz na utrzymywaniu "niemocy przejścia" z powodu innych. W ten sposób oddajemy swoją energię innym. Niejako pozwalamy innym nami powodować. Utrzymujemy się w ten sposób w roli ofiary. I "utykamy".

Możemy mówić o zmianach, możemy chcieć zmian, ale możemy dokonywać tylko pozornych zmian, jeśli nie dostrzeżemy W SOBIE SAMYCH tego, co nam nie pozwala na dokonanie większej, głębszej zmiany. Tylko większa, głębsza zmiana może spowodować znaczne przesunięcie (znaczące przesunięcie położenia punktu scalającego świadomość) umożliwiające przejście lub przeskok z jednej rzeczywistości do innej, równoległej rzeczywistości (wystarczającą odmiennej od każdej poprzedniej, byśmy byli w stanie tę zmianę zauważyć, zarejestrować świadomie)... byśmy przeszli do takiej rzeczywistości, która będzie w znaczący sposób różniła się od tej "poprzedniej". Takie przejście jednak uniemożliwia negacja tej rzeczywistości, w której jesteśmy czy też "utknęliśmy". Nasza negacja, negacja utrzymywana w nas, zatrzymuje nas i nie pozwala zmienić rzeczywistości, przejść do innej.

Jeśli neguję coś w sobie, to znaczy, że to coś będzie mnie wciąż "nawiedzać" i "atakować". Ja-ego może sobie myśleć, że to robią inni. Ale tak naprawdę robię to sama sobie tyle, że nieświadomie. Jeśli będę wciąż wierzyć w to na przykład, że ktoś zazdrości mi tego, jaka jestem albo, że ktoś nie chce mnie puścić dalej lub nie pozwala mi pójść dalej, to takimi właśnie przekonaniami tworzę swoją rzeczywistość i dlatego nie jestem w stanie przejść dalej. Te moje myśli i związane z nimi uczucia, emocje i przekonania są jak węzły utrzymujące mnie w danej rzeczywistości, która jest taka, jaką ją "tworzę" czy raczej wybieram, by w niej istnieć. 

Prosty przykład: zrozumiałam, że to nie Karuna (moja piesa) kiedyś mnie zatrzymała (gdy we śnie mogłam stąd odlecieć statkiem kosmicznym), lecz moje przekonanie o tym, że beze mnie sobie nie poradzi. A przecież, gdybym nie miała takiego przekonania, to w tym śnie mogłam polecieć sobie do innej części kosmosu na dwudziestokilkuletnie wakacje... Wygląda na to, że nasze przekonania warunkują nawet nasze sny i wizje.  :-)

Zmiana rzeczywistości

To może być trudne, by pozwolić pozostać innym w ich własnych światach, wibracjach, częstotliwościach. Ale jest to przejaw "naszych" wzorców myślowych, przekonań i emocji. Na tym między innymi polega dostrajanie się do takiej rzeczywistości, jakiej pragniemy doświadczać (czy też...jakiej pragnie doświadczać nasza dusza) - na dokonywaniu zmian w sobie.

Wszystkie moje doświadczenia w życiu są ściśle powiązane z daną rzeczywistością i były oparte na moich najsilniejszych przekonaniach i lękach, pożądaniu i wszelkich mniej lub bardziej nieświadomych wzorcach. Każdy ma swoje doświadczenia, które są oparte na jego/jej najsilniejszych przekonaniach i lękach. One wyznaczają, określają stałe położenie "punktu scalającego" naszą świadomość (stałe umownie, dopóki nie dokonamy zmiany). Stałe położenie tego "punktu" ogranicza naszą świadomość, a co za tym idzie, także naszą percepcję - to, jak postrzegamy daną rzeczywistość i działania różnych ludzi w niej istniejących.

Dlatego, jeśli chcemy zmian, to każdy z nas i tak dokonuje ich indywidualnie; każdy indywidualnie dokonuje wyborów... świadomie lub nieświadomie.

Toltek, Don Juan Matus, przywiązanie do jednej rzeczywistości, do jednego świata określał jako "stan permanetnego utrzymywania punktu scalającego świadomość w jednym, stałym położeniu." Zmiana świadomości jest w tym przypadku związana z możliwością przesuwania położenia owego punktu scalającego. Poszerzanie świadomości jest umiejętnością płynnych zmian samego punktu scalającego świadomość czyli poszerzania zakresu zróżnicowanych częstotliwości indywidualnego pola energetycznego (np. punkt staje się sferą albo kulą).

Dla mnie nie ma powodu zmieniać rzeczywistości w jakiej jestem stosując jakiekolwiek naciski czy metody "siłowe". Wystarczy przesunąć swój "punkt scalający świadomość". Przesunięcie takie powoduje przechodzenie z jednej rzeczywistości do innej równoległej. Wtedy mogę przejść lub nawet przeskoczyć do innej rzeczywistości, nadal istniejąc w świecie fizycznym. Natomiast możliwość przejścia z jednego świata do innego świata wymaga czegoś więcej 

Ktoś może powiedzieć, że "różno-wymiarowe" światy to jakaś ściema. I będzie miał rację, ponieważ każdy z nas ma inną - różną wiedzę i… różną świadomość. Nie oceniam tego, czy lepszą, czy gorszą, po prostu INNĄ.

Świat "trójwymiarowy" zawiera się w świecie "czterowymiarowym". Świat "czterowymiarowy" w "pięciowymiarowym" itd... jak ruska baba w babie - matrioszka. Więc wystarczy zaakceptować świat, w którym jesteśmy, takim, jaki on jest, a wtedy nasz "punkt scalający świadomość" powiększy się i przesuwamy się wówczas - nie z jednej równoległej rzeczywistości do drugiej, lecz z jednego świata (wymiarowości) do drugiego (o innej wymiarowości) obejmując je razem swoją "wewnętrzną przestrzenią".

Transformacja wibracji - częstotliwości to przede wszystkim transformacja świadomości. Powiększanie zakresu wibracji - częstotliwości to przede wszystkim ekspansja świadomości w coraz większą wymiarowość.

Jestem teraz świadoma, że kiedyś wybrałam rzeczy do robienia, które nie były odzwierciedleniem "preferencji mojej duszy". Potrzebowałam takiego doświadczenia. Dokonywałam tych wyborów nieświadomie, ale zgodnie ze wzorcami (częstotliwościami wibracyjnymi), z którymi byłam "połączona". 

Całkiem też możliwe, że niektóre działania, które wykonuję, ale brak w nich pasji, są odzwierciedleniem preferencji mojej duszy, jednak nie potrafiłam tego uświadomić sobie. A przecież wszystko, czego doświadczam jest doskonałe. Tylko czasem zapominam o tym... Więc także i to, co wydawało mi się, że mnie nie ekscytuje albo że sprawia mi trudność, postrzegałam w taki sposób, który uniemożliwiał mi rozpoznanie tego, że każde moje działanie jest doskonałe (choćby zmywanie naczyń :-)) I jako doświadczenie jest mi potrzebne w równym stopniu, co te, które przychodzą mi z łatwością.

Najpierw potrzebuję zmienić swój system przekonań, by uwierzyć w to, że mogę robić to, co sprawia mi prawdziwą radość istnienia i co jest moim - powiedzmy - "przeznaczeniem". Wtedy cokolwiek robię staje się tym, co jest moim "przeznaczeniem". I mogę rozpoznać, że wszystko to, co robię, może sprawiać mi prawdziwą radość istnienia… Radość istnienia, która akceptuje także te trudniejsze doświadczenia.

Gdy ograniczam swoją ufność i wiarę w to, że mogę otrzymać od życia całkowite wsparcie, zamykam się na możliwości otrzymania tego wsparcia. Dlatego wzmacniam swoją ufność… Ufam całkowicie, że jestem wspierana w pełni przez Życie, Całość, Jednię. Nie oceniam, nie oczekuję, nie daję wsparcia negatywnym myślom o sobie, a także negatywnym myślom i ocenom o innych ani negatywnym myślom i ocenom innych o mnie. Rozumiem te myśli, rozumiem, skąd pochodzą, rozumiem, że ktoś może mnie oceniać pozytywnie lub negatywnie, ale wiem także, że takie doświadczenie np. by myśleć źle o sobie i o innych, nie jest mi już potrzebne.

Przypomniałam sobie, zrozumiałam i uświadomiłam, że jeśli kogoś oceniamy, znaczy, że w ten sposób oceniam też Siebie. Dokładniej - oceniamy pewne fragmenty - części Siebie jako Jedni, Całości. I pamiętam, że swoimi ocenami tworzę taki, a nie inny świat. Jeśli kogoś podejrzewam o niecne zamiary, niecne cele, zdradę czy zazdrość, to znaczy, że samą siebie w taki sposób postrzegam i taki świat kreuję. I doświadczam takiego świata; w takim, a nie innym świecie żyję. Czym innym jest zrozumienie, w jaki sposób działamy, gdy mamy niecne cele, zdradzamy czy zazdrościmy innym itp i dlaczego tak, a nie inaczej działamy... 

Kiedy czułam reakcję emocjonalną na to, że "ktoś mnie zaatakował", to tak naprawdę znaczyło, że moja wersja tej osoby czy mój sposób postrzegania i rozumienia (lub raczej nierozumienia) działania tej osoby, odzwierciedlał dokładnie to, co jakaś część mnie samej czuła wobec innej części siebie. Ale mogę po prostu obserwować zachowania innych. Obserwując mogę zauważyć prawdziwe powody takiego czy innego zachowania i zrozumieć... na przykład w ten sposób, że nie jest to atak na mnie, lecz ta osoba sama z czymś sobie nie radzi. Z powodu przywiązania, "utknięcia" w pewnych wzorcach myślenia i działania  ego-ja.

A jeśli daję się nabrać i reaguję emocjonalnie na czyjeś oceny czy zarzuty pod moim adresem albo na czyjeś działania, to znaczy, że jakaś część mnie uważa to za prawdziwy atak. I mogę wtedy poczuć wdzięczność, gdy to dostrzegę. I mogę wtedy powiedzieć: dziękuję, że mi to pokazujesz, bo dzięki temu widzę, że jeszcze nie zaakceptowałam, nie pokochałam siebie samej całej... Kochając siebie samą (siebie w innych i innych w sobie) zmieniam wersję innych w swojej rzeczywistości, a tym samym przesuwam się do innej, równoleglej rzeczywistości, a nawet do innej "wymiarowości" czyli innego świata... wciąż żyjąc na Ziemi. Nie muszę umierać, by zmienić "miejsce", ale tak naprawdę potrzebuję zmienić swój "sposób istnienia" czy "przejaw.

Ktoś może nadal obrażać innych, posądzać ich o zazdrość, zdradę, o wiele strasznych rzeczy, ale ja otrzymam taką wersję tej osoby, jaką sama stworzę... swoimi myślami, emocjami, przekonaniami. Jeśli widzę, że taka osoba wysyła obelgi pod adresem innych, to po prostu rozumiem przyczyny takiego zachowania. Kiedyś robiłam tak samo. I dzięki temu, że nie wyparłam się tego sama przed sobą, teraz rozumiem, dlaczego robiłam to kiedyś i dlaczego inni nadal tak robią. I to zrozumienie właśnie pozwala mi odczuwać miłość do takiej osoby. Wiem, że ona żyje jeszcze w iluzji... w nieświadomości tego, co czyni" czyli pod wpływem nieuświadomionych wzorców myślowych i zachowań. Co mnie samej przecież nadal jeszcze się zdarza (choć coraz rzadziej i coraz bardziej świadomie)

Jeśli ktoś mówi o mnie albo pisze, że jestem "zła, zazdrosna, pełna złości i nienawiści", to znaczy, że ta osoba ma dokładnie takie lęki wobec samej siebie, tylko, że nie jest tego świadoma. I ta osoba jeszcze nie kocha siebie samej w pełni. Taka osoba przenosi na mnie swoje projekcje. Ale daje mi ona w ten sposób możliwość przyjrzenia się sobie samej i zdecydowania: czy jej sposób postrzegania mnie jest prawdziwy dla mnie; czy chcę tak właśnie postrzegać samą siebie?

Co mogę w takiej sytuacji zrobić? Znależć w sobie taką przestrzeń i takie wibracje, które pozwolą innym przyjrzeć się temu, czy rzeczywiście chcą mnie-siebie postrzegać właśnie w taki sposób, jak to wyrażają; czy chcą, by taka była ich prawda o mnie-sobie. Kochając innych za to, że dali mi sposobność, bym mogła pokochać siebie pełniej, przyjmuję dokonywanie ich "wyborów", w jaki chcą widzieć mnie-siebie.

Doświadczanie rzeczywistości nie jest prawdziwe w tym sensie, że często sobie coś wyobrażamy o kimś, "projektujemy" na innych nasze własne słabości, lęki czy przekonania. Ktoś może mieć swoją wersję mojej osoby oraz swoją wersję swojej własnej osoby. A ja mogę mieć swoją wersję swojej własnej osoby oraz swoją wersję tej drugiej osoby. Te nasze wersje mogą znacznie różnić się od siebie. I to jest iluzją. Nie widzimy siebie wzajemnie takimi, jacy jesteśmy, ponieważ prawdę o nas przesłania nam mgła iluzji.

Przejście "między-wymiarowe" i Piąty Świat Harmonii

Piąty Świat Harmonii przepowiadali Majowie, Hopi i być może jeszcze inni ludzie mający dostęp do wcześniej głęboko ukrytej wiedzy. Hopi twierdzą, że istnieje dziewięć światów, ale Piąty Świat Harmonii istnieje zawsze pomiędzy czterema "z przodu" i czterema "z tyłu".

Pisałam kiedyś:
Były sobie… cztery światy:
1. matriarchalny
2. patriarchalny
3. matriarchalny
4. patriarchalny
5. świat harmonii
itd.



Każdym zawiadywał jeden “bóg albo bogini” – jeden żywioł… i pewne wzorce stanowiące coś w rodzaju "matrycy" danego świata. A teraz - jak twierdzą niektórzy z pośród Hopi i Majów - kończy się ten czwarty i… mamy możliwość przejścia do Piątego Świata Harmonii. Inni twierdzą, że przechodzimy do Szóstego... I to możliwe, skoro istniejemy w różnych światach... Jedni przechodzą do Świata Harmonii, a inni do innych światów...

Wiem, że w tym Piątym Świecie “króluje” piąty żywioł –eter-(link) {z całkiem innymi "wibracjami" - częstotliwościami, które łączą w  sobie w harmonii wszystkie cztery żywioły} I albo przejdziemy do tego Piątego Świata Harmonii albo zostaniemy cofnięci do początku któregoś z tych czterech światów {"z przodu" lub "z tyłu" owego piątego}. Takie jest moje przypomnienie.

Wcześniej pisałam też wielokrotnie o "Powrocie Bogini". Powrót Bogini jest potrzebny do zharmonizowana energii kobiecej i męskiej w sobie (dotyczy to zarówno kobiet jak i mężczyzn), aby ci, którzy są na to gotowi, przeszli do tego Piątego Świata Harmonii, w którym dwie "biegunowe" siły nie są już traktowane jako przeciwieństwa, lecz dopełniające się wzajemnie wibracje. W każdym z nas jest Anima i Animus. Możemy je w pełni zharmonizować w sobie jako: ŚWIADOMOŚĆ I UMYSŁ... w JEDNI.

Z poziomu tego świata całe życie, wszystko, co istnieje, współistnieje jednocześnie. Na tym poziomie przestajemy być zależni od liniowego postrzegania czasu i przestrzeni. Możemy nawet zacząć doświadczać wszystkich naszych żywotów jednocześnie, w tym samym momencie. I będziemy sobie w stanie z tym poradzić.

Przejście to polega na rozpuszczeniu "twardej" czy też "gęstej" struktury świata "czterowymiarowego" i otwarcie się na bardziej "poluzowaną" strukturę świata "pięciowymiarowego". Poprzez "wpompowywanie w te struktury wibracji, które nazwę MIŁOŚCIĄ... Takie poluzowywanie struktury pozwala istnieć bardziej w tu i teraz (poprzez rozwiązanie supłów nici energetycznych, które przywiązują nas do przeszłości i/lub przyszłości). Poszerza się w ten sposób zakres wibracyjny - zakres częstotliwości energii naszych ciał i poszerza się nasza (samo-)świadomość. W ten sposób stajemy się coraz bardziej świadomi życia, istnienia w TU i TERAZ, w bieżącej chwili w przestrzeni, która staje się coraz mniej "zdefiniowana"... poza czasem lub czasie ZEROwym. Wszystko, co istnieje i z czym może łączyć się nasza świadomość istnieje właśnie w TU i TERAZ.
W temacie: Moje doświadczenie z powrotem do PRA-DOMU

Uwalniając swoje więzy z daną rzeczywistością (albo "wariantem rzeczywistości") zyskujemy w ten sposób coraz większy dostęp do Pola Wszelkich Możliwości, dzięki czemu w naszym istnieniu pojawia się coraz większa synchroniczność i elastyczność przejść czy przesunięć w czasie i w przestrzeni. Poszerza się wtedy nasza percepcja, uaktywniają się dodatkowe zmysły i możemy zacząć postrzegać coraz to więcej z innych rzeczywistości (równoległych "wersji"), innych światów, innych "wymiarowości". I możemy zacząć postrzegać je na nowo… 

Nasze przekonania są jak filtry, które nie pozwalają nam dostrzec tych "innych" rzeczywistości. A przecież możemy spokojnie doświadczać tak zwanej "wielo-wymiarowosci" w tym fizycznym świecie.

Ciekawie o piątym wymiarze mówi niejaki Bashar: "Piąty wymiar jest ostatnim poziomem całkowicie fizycznej rzeczywistości"  oraz: "Poza nią istnieje rzeczywistość bardziej niefizyczna". Według Bashara na poziomie piątego wymiaru możemy wybrać m. innymi również życie, które z fizycznego poziomu rozumienia znajduje się w przeszłości wobec tego obecnego. Interesujące...

Z tego by wynikało, że jeśli ktoś będzie chciał powrócić na przykład do Starożytnego Egiptu albo na Atlantydę lub do swojego poprzedniego życia, to będzie miał taką możliwość. Ale tym razem może "powrócić" tam z poziomu świadomości "pięciowymiarowej". Jeżeli ktoś przejdzie do tych wibracji  poszerzając zakres swoich częstotliwości i jeśli będzie potrzebować takiego doświadczenia, by w ten sposób się rozwijać, dokładnie tego doświadczy.

Wśród obecnie żyjących jest wiele takich dusz, które kiedyś "przybyły" na Ziemię z tego z Piątego Świata - poziomu (pięciowymiarowego), ale na jakiś czas znowu tu "utknęły", ponieważ jeszcze niektóre ich wibracyjne częstotliwości "skleiły się" z wzorcami matrycowymi tego świata. Daliśmy się złapać jak... muchy w sieć pajęczą. :-) Ale część z nas już sobie o tym przypomniała, część właśnie przypomina, a jeszcze inna część wkrótce (- jakże to względne pojęcie) sobie o tym przypomni, dlaczego tutaj jesteśmy. 

____________________________________________

POMOSTY:

Sen o łączeniu różnych tożsamości.

Sen o kokardkach [na niciach połączeń] i motylach.









wtorek, 24 grudnia 2013

SERCE LOTOSU RODZI SIĘ I ROZWIJA...


PONOWNE (?) NARODZINY "KRYSZTAŁOWEJ ŚWIADOMOŚCI SERCA"…

Moje lotosowe serce rozkwitaj całą swą pełnią…









http://ngm.nationalgeographic.com/ngm/photo-contest/2012/entries/163070/view/

"Om mani padme hum"
Klejnocie Kwiatu Lotosu… rozwijaj się…

Mój olejny obraz - Kryształowe Słońce z 2004 roku:


i kompozycje lotosowego serca w połączeniu z fragmentem tego obrazu:



i mandala ze słonecznym kryształem:


I obraz, który namalowałam ze cztery lata temu - Rodząca Słońce:


kilka dni temu skojarzył mi się  (po odwiedzeniu bloga Anilalah) z górą w Nepalu Ama Dablam:




Ama Dablam w tłumaczeniu na język polski znaczy: Matka z Perłowym Naszyjnikiem. Pisałam o tym tu: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/12/od-lilith-do-poawiaczek-pere.html


środa, 4 grudnia 2013

MOŻE ZIEMIA BYŁA KIEDYŚ GWIAZDĄ, A TERAZ JEST PLANETĄ?



CZY TO MOŻLIWE, ŻE ZIEMIA BYŁA KIEDYŚ GWIAZDĄ?



Jak powstała Ziemia? 
A może... z gwiazdy?
Skąd ta myśl?

Po pierwsze: na przykład Syriusz A ma swojego towarzysza - Syriusza B. To biały karzeł okrążający olbrzyma:


"Zdjęcie Syriusza A i B wykonane przez Kosmiczny Teleskop Hubble'a. By można było zarejestrować światło białego karła (mała plamka u dołu po lewej), obraz głównej gwiazdy układu musiał zostać mocno prześwietlony.

Na powierzchni białego karła w systemie Syriusza panuje temperatura 25 tysięcy stopni, co powoduje, iż w wysyłanym przez niego strumieniu energia jest większa niż w przypadku Syriusza A, gdy część promieniowania przypada na miękkie promieniowanie rentgenowskie. Na zdjęciu wykonanym przez satelitarne obserwatorium rentgenowskie Chandra, sytuacja więc wygląda odwrotnie: dobrze widoczny obiekt to Syriusz B, słaba zaś plamka nad nim to znany nam z nocnego nieba Syriusz A."


"Syriusz, który gołym okiem wygląda jak pojedyncza gwiazda, jest w rzeczywistości gwiazdą podwójną, składającą się z jasnej, białej gwiazdy ciągu głównego o typie widmowym A1V określanej jako Syriusz A oraz towarzyszącego jej białego karła o typie widmowym DA2, znanego jako Syriusz B. (…) W starożytnym Egipcie Syriusz (Sotis) był czczony jako bóstwo. Egipcjanie opierali swój kalendarz na heliakalnym wschodzie Syriusza. (…) Wiele egipskich świątyń było zorientowanych tak, aby światło gwiazdy było widoczne z ołtarza. [SYRIUSZ] Symbolizował Izydę, boginię magii i rodziny, żonę władcy zaświatów, Ozyrysa. W mitologii greckiej Syriusz był psem Oriona. (…) W przeszłości prawdopodobnie Syriusz B był większy niż Syriusz A. Rozmiary i masa Syriusza B sugerują, że powstał on z gwiazdy ciągu głównego. Zgodnie z teorią ewolucji gwiazd, około 100-125 milionów lat temu Syriusz B był czerwonym olbrzymem o masie pięciokrotnie większej niż Słońce. (…) gdy Syriusz A wyczerpie swoje zasoby wodoru stanie się on prawdopodobnie również najpierw czerwonym olbrzymem, a następnie w wyniku wybuchu nowej białym karłem, podobnie jak jego towarzysz. Ponieważ białe karły pozbawione są źródeł energii, ostatecznie w przyszłości obie gwiazdy staną się czarnymi karłami.

Po drugie:
oto fragment o pewnej postaci - stanie gwiazd:

Po trzecie: przyszła kiedyś (- LINK) do mnie dziwna pieśń… i takie słowa:

Jestem Ziemią.
Jestem Planetą.
Kiedy jestem spełniona,
kiedy się spełniam,
rozbłyskam i staję się Gwiazdą.

Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…
A kiedy się spełniam,
staję się Planetą.

Jestem Planetą…
Kiedy jestem spełniona,
staję się Gwiazdą.
Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…

A kiedy się spełniam,
staję się Planetą….

Kiedy jestem spełniona,
jako Planeta, znów
staję się Gwiazdą.

Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…
A kiedy się spełniam,
staję się Ciemnością Pomiędzy Gwiazdami…



I ciekawostka: w ubiegłym roku znaleziono gwiazdę-planetę… http://wordlesstech.com/2011/11/02/coldest-ever-star-with-an-earth-like-temperature/

I moje obrazki powiązane z tym tematem - link

Ostatnio wciąż powraca do mnie ten wątek... i połączenie: gwiazda – planeta…
Pisałam kiedyś, że Wenus to planeta, ale czuję (wiem?), że istnieje gdzieś także jako gwiazda… ” Święta” Podwójność? ;-)

Ach, no i łączy się jeszcze z tą wizją o UKŁADZIE (UNII) 13 Galaktyk, Słońc i Planet… http://tonalinagual.blogspot.com/2012/07/krysztaowa-trzynastka.html

UMOWA? hm… ;-)

I umową, która się powoli wypełnia:
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/05/swiato-w-krysztaach.html

A posłańcem był zielonkawo-szmaragdowy delfin...

http://tonalinagual.blogspot.com/2013/11/delfiny.html 
...delfiny jako Tkacze Oceanicznych Częstotliwości… Łącznicy pomiędzy Kosmosem i Ziemią

http://tonalinagual.blogspot.com/2013/06/kiedy-czowiek-staje-sie-gwiazda.html

http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/08/jestem-ciemnoscia-gwiazda-i-planeta.html
----
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/09/umowy-slubowania-i-transformacja.html

I notka o Umowach…
http://tonalinagual.blogspot.com/2012/10/najtrudniejsze-lekcje-do-odrobienia-w.html

czwartek, 21 listopada 2013

DELFINY









Delfin – według Rdzennych Mieszkańców Ameryki – to “Manna”.


Oprócz leczenia dźwiękami Delfin leczy także oddechem i uczy różnych “funkcji” oddychania. 

“Delfin jest opiekunem świętego oddechu życia.(…) Manna jest siłą życia, obecną w każdym atomie, będącą esencją Wielkiego Ducha. Delfin uczy, jak za pomocą oddechu [i dźwięków] odżywiać każdą komórkę i każdy narząd, jak pokonywać ograniczenia materialnej rzeczywistości i wchodzić w inne wymiary (…)


W Czasie Snu Delfin odkrył podwodne miasta i otrzymał dar władania pierwotnym językiem. 
Był to język dźwięków (…) 

Delfin dowiedział się, że wszelka komunikacja opiera się na wzorcu i rytmie, poznał jej nową cechę – dźwięk. Zachował ten sposób porozumiewania się do naszych czasów.”

cytaty z Jamie Sams.


Możemy przez jakiś czas obyć się bez jedzenia, a nawet bez wody (kilka dni), ale bez oddechu?













Cytat z notki Livii Ether:


Cytaty z notki Altei z gwiazd:



Właśnie zrobiłam dziś zdjęcia mojego delfinka… Dostałam kiedyś w prezencie rzeźbę delfina w kolorze ciemnozielonym. i pomalowałam go. Ten kolorowy delfin towarzyszył mi w wielu podróżach i przypominał o połączeniu z kosmicznym Oceanem i oceanami na Ziemi…


Dziś czułam bardzo dziwną mieszankę energetyczną… połączenie biegunowych wibracji… smutku i radości.,. harmonizujące się… I objawiało się to jakby… wzruszeniem. To było niesamowite uczucie.

Dziękuję…

A tu notka Livii Ether o delfinach też:
http://liviaspace.com/2013/01/13/sirius-and-atlantis/

"Istoty z rodziny Delfinów zostały sprowadzone na Ziemię™, aby utrzymać czę™stotliwości dźwię™kowe waszych oceanów w stanie równowagi, co przez wiele milionów lat doskonale im się™ udawał‚o.

Delfiny były czczone niegdyś› przez Atlantów jako Tkacze Oceanicznych Czę™stotliwoś›ci".



Wydobyłam z siebie, z mojego serca ów płynny zielony kryształ... Miał kolor podobny trochę do tego:



i wysłałam go przez Słońce i centrum Galaktyki do Źródła. Płynął jak mały jasnozielony delfin w kosmos...



"Umowa" powoli się wypełnia... może wkrótce zostanie zrealizowana. W sercu pojawiały się biel i róż... i tęcza…

Kryształ powrócił do mojego serca i wybuchł tęczowym światłem, a potem rozproszył się w ciemności i zabłysł jak Gwiazda.

http://tonalinagual.blogspot.com/2013/06/kiedy-czowiek-staje-sie-gwiazda.html
http://www.tonalinagual.blogspot.com/2013/08/jestem-ciemnoscia-gwiazda-i-planeta.html
http://www.tonalinagual.blogspot.com.es/2013/05/swiato-w-krysztaach.html
http://tonalinagual-sny.blogspot.com.es/2009/12/o-zielonych-szklanych-tabliczkach.html

_______________________________________________
dodane 22.listopada


http://crystalsgarden.files.wordpress.com/2013/11/dolphin-heart-wallpaper-1024x576b.jpg
http://bigbackground.com/animals/dolphin-heart-wallpaper.html

Tu opowiadanie Altei z gwiazd, w którym pojawia się wątek z zielonym kryształem:
http://alteazgwiazd.wordpress.com/2013/09/page/7/
cyt.:
gdy podeszła by dołożyć dłonie do chłodnego kryształu,który ku jej zdziwieniu okazał się ciepły i miły w dotyku.Zamknęła oczy wpatrując się w pojawiające się pod powiekami światło. Emanował łagodną ale za razem silną wibracją,która zaczęła falami przenikać do jej ciała. Wlewała się niosąc spokój i jakąś nie zachwianą pewność,miała wrażenie,że za chwilę wydarzy się coś niezwykłego. Przez ułamek sekundy czuła,jak unosi się w powietrzu i leci z zawrotną prędkością przez czas i przestrzeń.Zdawało się jej,że czuje pęd powietrza na twarzy, a wiatr rozwiewa jej włosy. W tym samym momencie poczuła jak ktoś łapie ją za rękę zdając sobie jednocześnie sprawę,że teraz wszystkie w pięć lecą z zawrotną prędkością za pojawiającym się przed nimi światłem. W pewnym momencie zobaczyła otwierającą się szczelinę przez, którą przemknęły i znalazły się w miejscu,którego nie znała..a, które jednak wydało się jej dziwnie znajome… ”



Kiedy przeczytałam to opowiadanie, poczułam się… poruszona.,, (…) w swoim sercu kiedyś miałam taki mały zielony kryształ… :-D Też z tego, co pamiętam, ten kryształ pochodził skądś z kosmosu :-D



piątek, 8 listopada 2013

MASKI ZIEMI, 'WIDOCZKI' I "SEKRETY'...

z 27. LIPCA 2013











Z CZERWCA :



... przypomniało mi się dzieciństwo i robienie tak zwanych “widoczków” albo "sekretów". Szukało się odpowiedniego szkiełka, liści, jakichś kamyków i kwiatków albo płatków. Czasem używało się innych "skarbów" jak kolorowe papierki lub folię z opakowania po cukierkach... Wykopywało się dołek w ziemi, kładło liście i kwiatki, czasem kamyk lub inny "skarb" (szklane kulki na przykład), następnie przykrywało się kompozycję szkiełkiem, a szkiełko zasypywało się ziemią… potem delikatnie usuwało się ziemię ze szkiełka i robiło się… “widoczek”. To były cudne kompozycje i wspaniała zabawa… którą traktowaliśmy bardzo poważnie…

I niespodzianka… i to jaka?! Cudowna… bo przed chwilą w Google wrzuciłam hasło: "widoczek, sekret" i co znalazłam? Ano to: "Widoczek (niebko, sekret, aniołek) - kreatywna zabawa dziecięca, popularna w różnych regionach Polski w drugiej połowie XX w. "

 1. tafla szkła; 2. kwiatki; 3. liście; 4. staniol [folia]; 5. ziemia



cyt.: "Zabawa polega na tworzeniu pewnego rodzaju kolażu. W ziemi, w miejscu zwykle ustronnym (np. zakątki podwórka lub boiska szkolnego) tworzone było małe zagłębienie, w którym dziecko umieszczało różne drobne przedmioty, tworząc kompozycję plastyczną, nakrywaną następnie kawałkiem szyby i przysypywaną ziemią. Jako elementy używane były zwykle drobne kwiatki, listki, koraliki, kawałki staniolu lub kolorowych opakowań[1]. Widz, którym może zostać tylko osoba wtajemniczona, aby obejrzeć widoczek, musiał oczyścić fragment jego powierzchni z ziemi, niekiedy przy użyciu własnej śliny.
Pojawiająca się w zagłębieniu w ziemi kolorowa kompozycja, przypadkowo wykadrowana przy oczyszczaniu, oglądana przez cienkie szkło, daje efekt plastyczny, często zaskakujący przez kontrast z otoczeniem i pewną nieprzewidywalność. Zabawa była szczególnie popularna wśród dzieci miejskich w czasach, gdy telewizja nie była jeszcze powszechnie dostępna. Dawała dzieciom możliwość kreacji plastycznej, a jej atrakcyjność zwiększana była elementem elitarności i dostępności tylko wtajemniczonym."

Nigdy nie myślałam o "widoczkach" w kategoriach elitarności… Razem z moimi koleżankami z przedszkola raczej lubiłyśmy sobie wzajemnie pokazywać swoje "sekrety" i "dzieła", więc dodatkowa "atrakcyjność" w tym przypadku, oprócz "kreacji plastycznej" i kontaktu z naturą,  polegała na dzieleniu się wzajemnie naszą "twórczością".  No, ale może inne dziewczynki traktowały tę zabawę inaczej - bardziej "elitarnie" ;-)

I polecam w temacie: mandale Anilalach :-D

dodane 14.listopada...
fragmenty komentarzy pod notką:

Dama z Łysiczką:
"Wooow, pierwszę słyszę o tej zabawie, ale gdybym ją tylko znała to chyba mogłaby to być najwspanialsza zabawa- ale może faktycznie była elitarna.. ;) Ja miałam podobną własna zabawę- jak tylko znajdywałam się w pobliżu rzeczki, strumyka, stawu jeziorka, to układałam kompozycję z kwiatów, gałązek, listków, najczęściej na jakims większym liściu i takie oto coś układałam na wodzie... Nie mam pojęcia dlaczego ale wtedy to było oczywiste, nie musiałam znać odpowiedzi, czasami zanosiłam i układałam to pod jakims drzewem albo w innym miejscu.. teraz widze jakie to było piękne, naturalne, intuicyjne- jedność z ziemią, natura, magią życia bez zbędnego owijania w bawełnę ;PP Całuję :*"

Anilalah:
"Jestem, piękne takie mandale ... te widoczki boskie, takie niezwykłe... nie pamiętam niestety takich czułych zabaw z kwiatami z dzieciństwa, chyba ze zbieranie łąkowych cudnych piękności do wazonu... za to teraz oddaję się zabawom z kwiatami, roślinami i minerałami - moja wewnętrzna dziewczynka jest bardzo szczęśliwa a Dziękuję ... rzeczy proste są najcudowniejsze... :* :)"

margo0307:
"Sprawiłaś JESTEM, że odżyły we mnie wspomnienia z dzieciństwa :D Dziękuję...
Ja także u siebie na ogródku, robiłam takie "magiczne oczka" z kwiatkami, kamykami, listkami i co było pod ręką..., pamiętam pieska z breloczka ;) A później razem z moją sąsiadką Danusią, siedziałyśmy godzinami i przyglądałyśmy się tym "arcydziełom" :D
Mój Boże - jak dawno to było…."

Kochane Kobiety, dziękuję Wam za wpisy.
Damo z Łysiczką, 
tak, tak, pamiętam jeszcze, że nad wodą (rzeką albo jeziorem) znajdywałam korę drzew i z niej robiłam łódki udekorowane listkami, kwiatkami itp. Czasem nawet razem z tatą rzeźbiliśmy czółenka. Tata mnie nauczył pracować z korą przy pomocy scyzoryka. :-) Nawet bywało, że maszty z żagielkami z liści dodawałam… Właśnie też sobie tę zabawę przypomniałam…

Anilalah, 
przecież to wspaniałe, że jako dorosłe kobiety "bawimy się" w układanie mandali… To… najczystsza forma wyrażania naszego zachwytu i szacunku do Natury…

Margo0307, 
czyż to nie wspaniałe przypomnieć sobie takie ważne chwile z dzieciństwa? Bo przecież to wpatrywanie się godzinami w owe "arcydzieła"… toż to najprostsza forma naszych medytacji.

Dziękuję Wam z całego serca.

Inne Maski Ziemi:










zródło: http://www.lomography.com/magazine/lifestyle/2013/11/13/joel-coopers-stunning-origami-masks








http://mementostones.blogspot.com/2010/05/feathers-masks-exploring-potential.html