niedziela, 4 czerwca 2017

WYZNANIE WIECZNEJ MIŁOŚCI


Witaj Ukochany,
poczułam, że chcę się z Tobą podzielić różnymi moimi odczuciami i rozpoznaniami, moim postrzeganiem naszej relacji. W wolności się dzielę, a Ty zrobisz z tym, co zechcesz.

Kochany, co i dlaczego dzieje się z człowiekiem, który jednego dnia mówi: "kocham Cię", "jesteś przepiękna" i "poszedłbym za tobą w ogień", a następnego dnia pakuje się, wyprowadza i przestaje myśleć o tej niby kochanej, za którą "poszedłby w ogień" i całkiem zrywa z nią kontakt? 

Czy chwile napięć i nieporozumień mogą zniszczyć prawdziwą Miłość?  

Zniszczyć jej nie mogą, ale mogą ją całkowicie stłumić

- tyle już rozpoznałam i jestem tego świadoma.

Wtedy na przykład w swoim "zaśnieniu" po prostu uważamy, że "coś z tą drugą osobą jest nie tak", bynajmniej nie z nami. Mamy żal, odczuwamy złość i gniew, a czasem nawet nienawiść albo... obojętność. I "kończy się miłość". No to "odwracamy się na pięcie" i zaczynamy szukać kolejnej osoby (atrakcji), żeby móc spróbować doświadczyć szczęścia z kim innym, kolejny raz. Pośpiesznie "fastrygujemy" swoje rany, które i tak przy najbliższej okazji znów się otworzą. I ruszamy  w nową przygodę. A gdy po pierwszych chwilach fascynacji z nową osobą pojawiają się napięcia i konflikty, znów następuje znużenie, zmęczenie, frustracja, żal, złość, gniew itd., bo

nie jesteśmy świadomi tego, że po raz kolejny otrzymujemy to, co jest w nas, a jeszcze jest przez nas nieuświadomione.

I znów zaczynamy szukać nowej osoby albo... odpuszczamy sobie poszukiwania. Niesamowite. W zasadzie to bardzo prosty schemat - wzorzec. Tak to działa.

Zdarza się, że kiedy zatrzymujemy się i uwalniamy się od  konieczności dalszych poszukiwań tej osoby, która ma nas "dopełnić", wtedy  może pojawić się "bliźniaczy płomień" *) - osoba, która może pomóc nam ten schemat - wzorzec (tworzenia związków w dualistycznym świecie walki, gier uwodzenia i cierpienia) przełamać, a nawet zintegrować i uwolnić go w sobie.

Stajemy się wtedy wzajemnie dla siebie nauczycielami i uczniami jednocześnie.

Pamiętasz, mówiliśmy o tantrze i zaczęliśmy od tantry - zaproponowałam Ci tantrę, bo mi się wyśniła w świadomym śnieniu. Przyjąłeś moją propozycję z odwagą, otwartością i zaufaniem. Na bieżąco zaczęła pojawiać się wiedza, czym jest tantra.

Tantra to przede wszystkim wnoszenie świadomości do codziennego życia i relacji z Ukochaną Osobą, a w rezultacie do naszej relacji Siebie-Ciebie z Życiem. 

I nie dotyczy to tylko seksualności. Tantra na poziomie seksualnym może prowadzić obie osoby będące w intymnej relacji do rozpoznania (wyciągania na poziom świadomości) wszystkich wzorców (myślowych i działania), a nawet całej gamy różnych napięć, traum, które nami powodowały wcześniej w naszej seksualności i miały destrukcyjny wpływ na nasze wcześniejsze związki. Takie destrukcyjne związki tworzymy często jako ludzie "nieświadomi tego, co sobie i innym czynią". 

Dzięki tantrze czy tego typu "praktyce" możemy stawać się coraz bardziej świadomymi i poznawać Siebie-Ciebie wspierając się w naszym rozwoju wzajemnie. Po to, by tworzyć coraz bardziej harmonijną relację przede wszystkim ze Sobą-Tobą. Na początku był to "proces", w którym razem działaliśmy z uważnością (maksymalną, na jaką nas było stać) na to, co wypływało, a nawet momentami "wywalało" się z Ciebie.

Są tacy, co twierdzą, że żadna praktyka nam do niczego nie jest potrzebna, "wystarczy opaść jak listek" albo "wystarczy BYĆ" - mówią. I tak i nie. Tak, bo "opadnięcie daje inna perspektywę i spokój. Ale życie toczy się dalej. Gdyby tak było, że "opadnięcie było wystarczające, to wskakując do wody pływalibyśmy, a nie tonęli. Więc pływania trzeba się nauczyć przy wsparciu kogoś albo samemu. Wybór jest sprawą indywidualnej potrzeby danej osoby. Podobnie jest z naszymi związkami i relacjami. Kiedy są trudne i destrukcyjne, możemy to zmieniać dokonując rozpoznania tego, co sobie i innym czynimy, gdy działamy nieświadomi tego, jakie wzorce myślowe i zachowań nami powodują. I na tym polega dojrzewanie istot ludzkich - na wzrastaniu świadomości wypełniającej każdą chwilę, wnoszonej do każdej chwili naszego istnienia.

Tak samo nasze Bycie ze sobą było rodzajem tantry intymnej bliskości. Nasze wspólne działania, rozmowy, wspólne posiłki, praca w ogrodzie, dbanie o dom, dźwiękowanie itp. były tego pięknymi przejawami. Wspólne Bycie mogłoby dalej służyć nam obojgu do tego, by umożliwiać nam coraz bardziej uważne bycie w tu i teraz. Moglibyśmy wzajemnie się w tym wspierać. Oczywiście, że rozpoznawanie swojej "strefy cienia" nie należy do przyjemnych doświadczeń.  Ale przy wzajemnym wsparciu może być piękną przygodą, podróżą, w której wzloty i upadki się zdarzają, aby pomagały nam w naszym rozwoju duchowym, w ekspansji świadomości. Potrzebna jednak do tego wzajemność. Gdy jej brak, staje się to niemożliwe. To oczywiste.

Pod seksualnością, która za cel obiera aktywność prowadzącą do orgazmu, a pomijającą celebrację (świadomą) maksymalnie każdej chwili, ukrywają się silne, negatywne emocje, których nie jesteśmy  świadomi, a które wciąż nas ranią i utrzymują w "zaśnieniu".  Kiedy nie zwracamy uwagi na nie, one zaczynają nami powodować, nie tylko w chwili zespolenia, ale w całej relacji.  Przeżywamy wtedy złudną rozkosz, która i tak nigdy nie daje zaspokojenia. Działamy jak marionetki szarpane za sznurki. I wtedy zaczyna "wywalać" nam to, co sami przed sobą ukrywamy, bo nasze "małe ja" nie chcą zobaczyć prawdy o Sobie-Tobie, więc harmonia relacji zostaje zaburzona. I znów może pojawić się znudzenie, znużenie, przemęczenie albo frustracja, żal, złość, gniew lub zobojętnienie i kolejna tęsknota/potrzeba doświadczenia na nowo z kimś innym kolejnego  "miodowego miesiąca", który z powodu nadal nieuświadomionych jeszcze wzorców, które nami powodują, skończy się tak samo albo podobnie jak poprzednie nie dając nam zaspokojenia "wiecznego głodu oddzielenia".

Wiem, że "praktyka" tantry może uczyć bycia obecnymi w każdym momencie, w każdej sytuacji, żeby cieszyć się każdą chwilą i odczuwać wdzięczność - gdy następują wglądy i rozpoznania, w tym także w momentach intymnego zbliżenia. Tego można właśnie poprzez  tantrę się uczyć. Znaczy, że tantra umożliwia nam transformację: "tkanie" nowej struktury - kanwy istnienia  poprzez transformację, integrację, scalanie Siebie-Ciebie. **) Tantrę można "praktykować" we dwoje i samemu ze sobą. Czasem potrzebujemy zintegrować w sobie to, co ujawnia się we wspólnym przebywaniu, więc samotność i "osobność" czasem jest także nam potrzebna.

Kochany, wiesz, że niektóre procesy uzdrawiające (psychologiczne też) mogą czasem trwać latami. Mój "proces" trwał tyle, ile miał trwać. Tak, jak i Twoje, również moje "procesy życiowe" trwają i zawsze będą trwały tyle, ile trzeba. :-)

Czasem zdarza się, że...

'w drodze do niebios
rozdeptujemy
rajskie kwiaty' - ao

Moje uczucia do Ciebie nie uległy zmianie, a właściwie uległy, ponieważ kocham pełniej: bez oczekiwań, bez ocen, bezwarunkowo, bezgranicznie. I nadal jestem otwarta na Ciebie i oczywiście będziemy mieć taką relację, jaka będzie nam obojgu potrzebna i jaka będzie się przez nas oboje przejawiać. Może to być także brak bezpośredniej relacji. Nie oczekuję od Ciebie wzajemności. Nadal jestem otwarta zarówno na Ciebie jak i na Nieznane.

Niesamowite jest to, że kiedy przyjęłam to z wdzięcznością i pokorą, nie poczułam nawet przez moment żadnej negatywnej emocji wobec Ciebie, nie pojawiła się żadna negatywna myśl o Tobie, Za to przejawiło się pełne zrozumienie, że inaczej nie mogło się zdarzyć. I nagle poczułam jeszcze większą Miłość do Ciebie niż kiedykolwiek wcześniej. Okryłam za to, że

Miłość, którą poczułam w sobie do Ciebie przekracza wszystkie słowa, wzorce, sytuacje, zdarzenia, historie itd.

Dzięki naszemu rozstaniu mogłam jeszcze bardziej pokochać Siebie-Ciebie.
Dziękuję.
Kłaniam się Tobie z szacunkiem i wdzięcznością,
dziękuję za naszą wspaniałą wspólną podróż,
mój Ukochany nauczycielu. :-)
Pięknej podróży do Siebie-Ciebie 
i wielu inspirujących spotkań ze Sobą-Tobą
życzę Tobie i Sobie.

Kocham Cię 



---------------------------------

*) "bliźniacze płomienie" - "These relationships are rare, to begin with if only because recognizing your twin flame is a challenge in itself. This will entail vast differences in age, culture, and upbringing among others.  Because you (one Soul) meet on the physical plane (in two bodys), all these differences might prove to be a challenge. However, it is important to realize that You are meant to achieve elevated consciousness. While the connection is palpable, one of the twin flames may let fear get in the way and deny the connection. As a more mature twin flame, your job at this time is to be patient and understanding. Be present in his or her life but do not force the issue. You will eventually find yourselves more prepared in the future. "



**) "Tantra is not well understood in the western world, but is a key to healthy living and awareness that can transform you into the person you were meant to be.
The Sanskrit word Tantra is related to the concept of weaving and expansion - it derives from 'tan', meaning to expand, spin out, and weave. We weave the strands of our nature into a unified whole. Tantra takes the approach that one should not only not reject the body and its desires, but actually embrace them on the road to enlightenment. Tantra shares the view that sexual itercourse can be a sacrament and a means of spiritual transformation. Tantra is the transformatin of vital energy in all its permutations ultimately toward the goal of spiritual attundement and enlightenment. In this context sexual relations become sacred.
The common view by most western men regarding sex is that you become stimulated, erect and ejacualte all in a short time for the relief of tension and for pleasure sake. It is a narrow point of view and leaves a lot to be desired for the powerful erotic energy that has the power to heal and transform. In tantra, ejaculation control is cultivated and you go beyond sex into a new realm of awareness."

Ogólnie chodzi o to, że tantra daje nam możliwość scalania Siebie... :-)



piątek, 17 lutego 2017

MANDALA 2017


się przejawiła i została narysowana :-}

zainspirowana :-}
się narysowała...
mandala bez słów:



i jeszcze jedna z 2014 roku


czwartek, 16 lutego 2017

O ENERGIACH MĘSKICH I ŻEŃSKICH


Wszyscy bez wyjątku chcemy być szczęśliwi i uniknąć cierpienia. Gonimy za przyjemnościami i obmyślamy skomplikowane plany zmierzające do ominięcia cierpienia. Ironią życia ludzkiego jest to, że każde pożądanie przyjemności skutkuje cierpieniem. Cokolwiek mamy, chcemy tego więcej albo pragniemy czegoś innego. Kiedy mamy to, czego pragniemy, w końcu to tracimy lub stwierdzamy, że wcale nie tego naprawdę chcieliśmy. Nauka Buddy Siakjamuniego o czterech szlachetnych prawdach bardzo precyzyjnie określa ten emocjonalny styl istot ludzkich, mianowicie że impuls podążania za przyjemnościami tworzy nieskończoną ilość frustrujących sytuacji i dopóki nie zrozumiemy mechanizmu napędzania życia ludzkiego przez niespełnione pragnienia, nie zaznamy ulgi od cierpienia. 




















Na poziomie zjawisk i manifestacji kobiety i mężczyźni różnią się i wzajemnie się uzupełniają, zarówno w ciałach fizycznych, jak i w doświadczeniach psychicznych. Z punktu widzenia buddyzmu wadżrajany męskie i żeńskie właściwości są w swojej istocie pozytywne, przebudzone i dobre, jednak gdy towarzyszy im niewiedza i nawykowe wzorce, mogą manifestować się w sposób bolesny. Kiedy motywacją jest potężny egoizm, związek kobiety i mężczyzny może nabrać dramatyzmu rozgrywającego się na poziomie emocji, koncepcji i fantazji, prowadząc do bólu i alienacji. Jednak niezależnie od tego, czy właściwości te manifestują się w sposób przebudzony, czy bolesny, cechy energii żeńskich i męskich pozostają niezmienne. Manifestacja energii żeńskiej wiąże się z energetycznym gorącem i intensywnością, manifestacja energii męskiej powiązana jest ze stabilną mocą i ugruntowaniem. Wnikliwy wgląd typowy dla kobiet jest subtelną, przenikającą i bardzo inteligentną energią, swoistą przenikliwością lub wrażliwością. W swojej podstawowej naturze jest to świadomość, ale w życiu codziennym manifestuje się jako wrażliwość, która może być dość intensywna i gorąca, związana z emocjonalnością. Ta wrażliwość ma więcej wspólnego z dynamiką niż z samą treścią. Jak mówi tybetańskie przysłowie: „Inteligencja kobiety jest przenikliwie ostra i swobodna". Oznacza to, że kobiety mają większą zdolność do identyfikowania problemów i przenikania ich, bez lgnięcia do rezultatów. 


























poniedziałek, 5 grudnia 2016

PUSTKA I FORMA


"forma jest formą i pustka jest pustką"

:-} ️




O ZŁOŚCI...


"Trzymanie się złości jest jak chwytanie gorącego węgla z zamiarem rzucenia nim w kogoś innego; ty jesteś tym/tą, który/która zostaje poparzony/a." - Budda

więc jeśli już czujesz otwarcie na Nieznane, to przyjmiesz ten ogień, aby mógł wypalić tę złość w Tobie. I jeśli już czujesz otwarcie na poznawanie Siebie, skupisz się na coraz bardziej świadomej obserwacji Siebie, zamiast wchodzić w kolejne interakcje i nieświadome konfrontacje z innymi.

Dziękuję. :-} ️

wtorek, 15 listopada 2016

DAKINIE



Dakinie reprezentują cztery rodzaje aktywności: 
uspokajającą (uśmierzającą strach, lęk i cierpienie), 
wzbogacającą (rozwijającą świadomość), 
magnetyzującą (gromadzi wszystkie potrzebne okoliczności wspierające rozwój duchowy) 
oraz niszczącą (gniewna, stanowcza interwencja) jako pomoc w pokonaniu przeszkód na ścieżce.




także Chhinnamasta, Trikaya-vajrayogini,




Czinnamunda jako pośrednia forma Kali z Shivą 

środa, 28 września 2016

I ZNÓW O RADOŚCI ISTNIENIA




Sprawia mi radość możliwość
prze-czuwania (przenikania - odczuwania) Prawdy
i odczuwania obecności - SIEBIE
w ciele - poprzez ciało i formę...

bo nie utożsamiam się już z ciałem
ani z myślami tak, jak kiedyś... 

Nawet kiedy ciało odczuwa ból 
albo staje się mniej sprawne niż było, 
nawet ten ból ani zachodzące zmiany w ciele 
'nie odbierają' już tej Radości Istnienia, 
Obecności, Świadomości, 
która JEST 
ani wdzięczności za wszystko...
:-} ️


piątek, 9 września 2016

Kiedy wszystko "staje się" święte,




Kiedy wszystko
"staje się" święte,
to już samo
słowo "święte"
pozostaje
wewnątrz...
wszystkiego
i ujawnia się
w ciszy...

Jestem
odczuciem
istnienia ja
i to istnienie
jest
odczuwalne
na tle
niezmiennej
świadomości
jestem.

Jestem
jednocześnie
tym, co
niezmienne
i tym, co wciąż
ulega zmianie.

Jestem
naczyniem
pustki
Jestem
dźwiękiem
ciszy,
jestem
obrazem
tła
jako ja,
które jest.

istniejemy
w czasoprzestrzeniach
i poza czasem
jednocześnie.

I nie ma już
paradoksów,
nawet
tych pozornych...
gdy połączone
ze sobą w Jedni,
zanikają... 

:-} ️


poniedziałek, 11 lipca 2016

DEMONY UMYSŁU - ULEGANIE IM I ICH KARMIENIE CZY UWOLNIENIE ICH W SOBIE?


Nie wiem, dlaczego, ale czuję, że mam podzielić się z tobą pewną historią. Piękna młoda kobieta niedawno popełniła samobójstwo. Wizerunek na facebooku, jaki tworzyła o sobie i na swój temat, był "jednostronny"... zawsze wyglądała na osobę radosną, szczęśliwą, wesołą, pełną energii i intensywnie rozwijającą się duchowo... 

Ludzie, którzy znali ją tylko od tej jej powierzchownej strony, z jakiej ona chciała na facebooku siebie widzieć i być widzianą przez innych, byli zaszokowani jej samobójstwem. 

Nie wiedzieli na przykład nic o jej cierpieniu i stanach depresyjnych, nie wiedzieli o tym, że często miała myśli samobójcze, że tak naprawdę - choć wszyscy myśleli, że jest bardzo szczęśliwa ze swoimi partnerem, to jednak nie była... że kłócili się, zdradzali, wielokrotnie rozstawali się i schodzili ze sobą... Nie wiedzieli, że często zdarzało się, że czuła strach, że się czasem wściekała i krzyczała,  że odczuwała nienawiść, choć pragnęła miłości i za miłością wciąż tęskniła... 

I ludzie też nie wiedzieli, że ta piękna kobieta na przykład miała różne pragnienia, marzenia i wizje, w które wierzyła, za którymi podążała... W niektórych tych wizjach widziała demony i duchy, jedne ją atakowały, a ona próbowała je karmić, a inne podpowiadały jej, co ma robić...  Ale ona nie rozpoznawała ich jeszcze jako... duchy i demony swojego umysłu, które w rezultacie doprowadziły ją do... autodestrukcji. (*)

Ludzie wiedzieli, że ona marzyła o stworzeniu miejsca i społeczności ludzi, którzy będą żyć w harmonii, miłości, współtworzyć ze sobą i wspierać się wzajemnie, ale nie wiedzieli, że wszystkie próby, jakie czyniła w tym kierunku, prędzej czy później kończyły się jej rozczarowaniem... sobą i innymi.

I ludzie nie wiedzieli... prawie nic o jej "drugiej stronie", tak samo, jak nie chcą widzieć tego samego w sobie... Jak nie chcą dostrzec swojej "drugiej strony" w sobie... która to strona czy chcemy, czy nie chcemy, przejawia się przez nas, ale zazwyczaj nie jesteśmy tego świadomi.

Nasze ja-ego uwielbiają pokazywać się jako piękne maski, za którymi ukrywają te części siebie, które piękne wcale nie są. Nie chcemy, by ktokolwiek zobaczył nasze "słabości", nasze zmagania się ze sobą itp. "To zrozumiałe, bo i po co?" Ale przede wszystkim to my sami, tego nie chcemy zobaczyć - my jako nasze tzw. ja-ega, więc wypieramy się wciąż, wypieramy się tego, od czego nasze ja-ego nas wciąż oddziela... od innych cząstek Siebie jako Całości, Jedni - od SIEBIE, od tego, KIM/CZYM JESTEŚMY. 

Dlatego (jedni częściej, inni rzadziej) cierpimy w samotności i użalamy się nad sobą albo skarżymy się innym obwiniając jeszcze innych o nasze cierpienie, a w jeszcze innych sytuacjach... udajemy, że "wszystko jest w porządku"...."u mnie wszystko dobrze"...

No i próbujemy wszystkie "brzydkie" części Siebie ukrywać za pięknymi maskami i uciekać przed tymi "brzydkimi" częściami Siebie, a one i tak nas wciąż gonią i prędzej czy później dopadają. 

Więc jeśli nie znajdujemy w sobie odwagi, by zacząć wyciągać to wszystko, co pod tymi pięknymi maskami w nas ukryte, w pewnym momencie te piękne maski same zaczynają się rozpadać, bo rozbijają je te "straszniejsze" - wbrew naszym upartym ja- ego, które chcą być "piękne" i "kochane", ale samych Siebie nie mogą rozpoznać i pokochać..  

Tak nieświadomie działamy, co prowadzi w rezultacie do auto-destrukcji - gdy nie możemy być uczciwi wobec samych siebie i tym samym wobec innych, dlatego wolimy pozostawać nieświadomymi tego, kim/czym JESTEŚMY...

Jeśli nie znajdujemy w sobie otwartości na nieznane, na rozpoznawanie natury umysłu, żyjemy w nieświadomości i okłamujemy sami siebie i innych żyjąc w iluzji i projektując swoje iluzje na innych...

Wiem, że bywa i tak, iż często na innych projektujemy to, co w nas jeszcze nieuświadomione, a czego wypieramy się w sobie i nie chcemy tego w sobie dostrzec.  A kiedy tak robimy (w nieświadomości swojej nie wiedząc, co czynimy), to wtedy zawsze coś, co przejawia się przez innych wobec nas,może wciąż nas, drażnić, dotykać, ranić, denerwować czy gniewać... 

Dlatego zawsze, gdy coś mnie porusza, przyglądam się sobie z największą uczciwością i uważnością, jaką mogę z siebie wykrzesać. Bo wiem, że jeśli coś nas dotyka, obraża i rani itd. (wywołuje nasze gniewne emocje), to jest to tylko informacja dla nas, o nas samych. Taka informacja często zostaje odrzucana przez nas, kiedy nie jesteśmy gotowi przyjrzeć się uczciwie samym sobie. Kiedy nie ma w nas gotowości na to, by ujrzeć wreszcie to, co nasze tzw. ja-ego ukrywa przed nami, żeby mogło czuć się lepiej.

Piszę o tym, ponieważ przez kilka lat zajmowałam się "odkrywaniem Siebie". Łatwe to nie jest, o nie, ale czy ktokolwiek obiecywał nam, że docieranie do Prawdy o Sobie będzie łatwe? Docieranie do Prawdy o Sobie poprzez poszerzanie świadomości siebie - Siebie - SIEBIE i obejmowanie siebie - Siebie - SIEBIE miłością wszechogarniającą, przestaje być trudne.

Może "coś" już na te temat wiesz. ;-}

Nawet chwilowe przebłyski błogostanu, a także chwile naszego uwielbienia dla Boga zawsze będą wymieszane z chwilami "depresyjnymi", w których różne nasze myśli i czyjeś działania będą wywoływać w nas negatywne emocje. Wahadła emocji poruszają się od jednego bieguna do drugiego... Te wszystkie myśli i emocje nami jeszcze powodują tak długo, dopóki ich nie rozpoznamy, dopóki ich sobie nie uświadomimy i dopóki z nich się nie "wyleczymy" - nie uwolnimy od nich.

Nie jestem osobą, która cokolwiek wie lepiej od ciebie albo gorzej, która czuje się lepsza lub gorsza od ciebie, lecz dzielę się z tobą tym, przez co przechodziłam przez kilka lat rozpoznając na przykład kolejne warstwy kłamstw i oszustw, a nawet różnych tricków mojego ego (umysłu o ograniczonej świadomości), które były ukryte przede mną samą (za piękną maską mojego ego). W tych rozpoznaniach rozświetlało się światłem świadomości wszystko to, co kiedyś moje ego przede mną samą ukrywało - Prawdę o sobie - Sobie - SOBIE. 

Poznając Naturę Umysłu poznajemy siebie-Siebie-SIEBIE. Czuję, że ten "proces" odkrywania Siebie - SIEBIE w sobie nie został zakończony. :-} Bo może nigdy się nie kończy. Ale nie ma to znaczenia, ponieważ z taką mocą ufności, jaka jest mi dana, jestem otwarta na nieznane i na Poznawanie siebie - Siebie - SIEBIE.

Nie chcę, nie oczekuję i nie potrzebuję, żeby ktokolwiek wierzył w to, co się przeze mnie przejawia, ale - jeśli kiedyś zechcesz, to może będziesz mogła/mógł sprawdzić, czy to, czym dzielę się z tobą w Miłości, jest prawdziwe dla ciebie i czy zainspiruje cię do odkrywania siebie - Siebie - SIEBIE  i do świadomego rozbijania MASEK naszych pięknych ego, które tak naprawdę służą nam do... ukrywania przed nami naszego cierpienia i Prawdy o Nas Samych: o sobie - Sobie - SOBIE...

(*) W uzupełnieniu film między innymi o naszych "demonach umysłu" i kołowrocie cierpienia:




_________________