niedziela, 22 października 2017

INCEPCJA

„Człowieku, pogub się w TYM…” 
abyś miał frajdę z odnalezienia – na nowo w TYM – SIEBIE. :-}

INCEPCJA...
także absorpcja, wchłonięcie, dalej... zagnieżdżenie, implantacja...
Czuję i widzę jak wzorce w cząstkach Uniwersalnego Umysłu ożywiają i utrzymują Całość w tańcu i ruchu… Jak różne idee, koncepcje, przekonania chcą być realizowane, jak Całość chce się przejawiać na nieskończoną ilość sposobów…Nie spodziewałam się tego… Nie myślałam o celu. A jednak... to, co mnie spotyka wciąż jest "zaskakujące", ponieważ wypływa z przestrzeni "nieznanego" albo "zapomnianego". Życie jest cudowną przygodą, podróżą w nieskończoności... w wiecznym TU i TERAZ... A Przebudzenie jest czymś bardzo prostym, czymś naturalnym. Czymś, czego wciąż od czasu do czasu doświadczamy…
Pamiętasz, jak budzisz się ze snu?

Czasem wiesz, że śniłaś/śniłeś, a nie pamiętasz co? Czasem pamiętasz sen, ale nie wiesz, co on znaczy dla Ciebie i dlaczego śniłaś/łeś to, co śniłaś/łeś. Bywa też tak, że tak głęboko śpisz, że kiedy się budzisz, nie pamiętasz, gdzie jesteś… i potrzebujesz jakiegoś czasu, by przypomnieć sobie, gdzie się obudziłaś/łeś…. W którym… “ŚNIE – JAWIE”. 

A czasem budzisz się i pamiętasz sen i wiesz, co on znaczy, a nawet rozumiesz, dlaczego Ci się przyśnił… Czasem budzisz się ze snu, nie pamiętasz treści, ale czujesz, że ten sen przeżywany był nawet jeszcze silniej niż tzw. jawa, w której się budzisz.
A czasem ze strefy pomiędzy snami przychodzi do ciebie wiedza, przychodzi nagle taka wiedza i klarowność zrozumienia, która jakby spływała ze Źródła Źródeł... Taka, o jakiej nigdy nawet ci się nie przyśniło... :-)

Podobnie jest z Przebudzeniem…
Przypomniał mi się jeszcze inny przykład ze snami. Czy zdarzyło Ci się śnić jakiś sen, a w tym śnie przechodzić do innego, kolejnego snu? Przechodzisz ze snu do snu... Czasem taka intensywność tych snów... jakby różne filmy nakładały się na siebie... Mnie się to zdarza. Był kiedyś taki film fabularny pt. 'Incepcja' - "W czasach, w których technologia pozwala na wchodzenie do świata snów, pewien złodziej ma za zadanie wszczepić myśl do śpiącego umysłu.” – http://www.filmweb.pl/Incepcja

Według Christopera Nolana reżysera filmu "Incepcja", słowo to znaczy "zakorzenienie, zaszczepienie jakiejś myśli, idei w ludzkim umyśle w czasie snu." Albo może to być "zaplanowanie" lub "losowanie" snu - jednego z wielu, który - po wejściu w ten sen - uznajemy za jedyną rzeczywistość. Może się to zdarzyć poprzez wybranie pewnego "pakietu" idei, myśli... a potem zapomnienie o dokonanym wyborze...

Alan Watts wyjaśnia to klarownie i przejrzyście (jak dla mnie), jakie mamy możliwości wchodzenia, wskakiwania w sny... i czym jest incepcja według niego - na filmie:https://www.youtube.com/watch?v=L8R11pkY5zI

sobota, 21 października 2017

POMIĘDZY

wiersz z młodości

Po-między...
w tu i teraz
pomiędzy przeszłością i przyszłością...
jak szczelina, która odcina obiekt od tła
a jednocześnie oba je łączy...

tu dotyka się i łączy to, co wewnątrz z tym, co na zewnątrz...
w strefie scalenia...

po-między...
światami,
nocą i dniem,
tobą i mną,
jawą i snem...
życiem i śmiercią,
dobrem i złem,
światłem i ciemnością,
ziarnem i drzewem...
dziecięcością i starością,
ciszą i śpiewem...
kroplą i morzem...

Przestrzeń, 

która zawiera i to, i to...a nawet nic...

tu i teraz to, co niewidzialne, widzialnym się staje...

wtorek, 17 października 2017

Jest Tu i Teraz To, co Jest...

Dziś tak mocne wibracje znów są odczuwane w ciele poprzez ciało i obserwowane... jakby sto albo tysiąc różnych uczuć i emocji na jedną sekundę wibrowało w sercu i ciele... I tak się dzieje od czasu do czasu już od wielu miesięcy, a teraz coraz bardziej skraca się czas odczuwania tych wibracji, a ich gęstość intensyfikuje się w coraz krótszych czasowych interwałach. Gdy pojawia się myśl o zmęczeniu tym procesem, widzę ją i skupiam się na ciszy w jednoczesności obserwacji i odczuwania... a proces Życia zadziewa się dalej. Już nie ma pytania: ile jeszcze? Bo nie wiadomo... Jest Tu i Teraz To, co Jest.

I czuję, że dla mnie wielkim darem jest możliwość ŚWIADOMEGO odczuwania radości, kiedy spontanicznie się przejawia i smutku też. Jak łzy chcą lecieć, to lecą. Jak odczuwane są wibracje takie, że o mało nie rozrywa coś od wewnątrz, to są odczuwane i przyjmowane takimi, jakie są. Jak pojawia się chwila błogości, to jest chwila błogości. Bez stawiania oporu Życiu i temu, co potrzebuje się przejawić. To wyraz uszanowania Życia i tego, co się przejawia i manifestuje jako doświadczanie Życia przeze mnie. Odczuwanie wdzięczności, oddania tym wszystkim przejawom Życia, to dla mnie łaska i cud Życia, Istnienia.

Świadome Bycie z tym, co się przejawia odczuwam jako Dar Życia. Nie ma potrzeby, by czemukolwiek cokolwiek miałoby się przeciwstawiać. A jak jeszcze się przeciwstawia, to też jest przyjmowane.

Nikt nie jest lepszy ani gorszy, mądrzejszy ani głupszy od nikogo. Nikt nie wie lepiej, co dla Ciebie czy dla mnie jest najwłaściwsze, najlepsze. Co powinnam albo co muszę. Największym oddaniem jest podążanie za tym, co mnie prowadzi.

Potrzebujesz przewodników, to ich znajdujesz. Na zewnątrz albo wewnątrz. Czegokolwiek potrzebujemy, byśmy mogli świadomie przeżywać Życie w jego różnorodnych przejawach, to właśnie otrzymujemy.

Błogosławię wszystkich tych, co na zewnątrz, co wskazują na to i potwierdzają to, co wewnątrz.
Zaufanie do Siebie, do swojego procesu Życia, do wewnętrznego "guru", do swojego indywidualnego Połączenia ze Źródłem Wszystkiego w Sobie... Ufność i oddanie Sobie jako JEDNI/JEDNEMU... Absolutowi, Całości - jak zwał, tak zwał - dla mnie jest drogowskazem...


A Ty nie wierz mi na słowo ;-) , ponieważ to, czym się dzielę wynika jedynie z mojego doświadczenia i rozpoznań z tych doświadczeń płynących na ten moment, tę chwilę, obecne tu i teraz. :-) No chyba, że to, co wyrażam z Tobą jakoś rezonuje, wtedy Ty także otrzymasz potwierdzenie z zewnątrz, co w Nas się teraz zadziewa.

sobota, 14 października 2017

P-ODDANIE...

Całość jest doskonała sama w sobie taka, jaka jest. A wszelkie podziały pochodzą jedynie z umysłu uwarunkowanego koncepcjami oddzielającymi od siebie różne części całości poprzez np. oceny i oczekiwania. Bo dobro i zło, dzień i noc wzajemnie się dopełniają i bez siebie nie istnieją.

Z całym szacunkiem, do różnych przejawów boskości w nas Się przejawia:

Każda walka odbywa się z tym, co jest odrzucane. Wynika z nieświadomego wewnętrznego konfliktu, który jest wyrażany na zewnątrz. Zbadajmy zatem odrzucanie i walkę... 

Kiedy coś odrzucamy, odcinamy się od tego. I znów odłączamy siebie od jakichś części całości, którą jesteśmy jako Istota ludzka z całym swym niepoznanym potencjałem.


Każda walka - czy to wręcz, czy polityczna, czy na racje, najpierw toczy siè w naszych głowach - z kimkolwiek i czymkolwiek jest toczona, jest kontynuacją procesu niszczenia samego siebie i "popadania [coraz głębiej] w "przepaść samo-zniszczenia siebie", autodestrukcji. 


Walka ze złem - tym na zewnątrz wynika z walki, która toczy się w naszych mózgach jako walka różnych myśli pojawiających się w umyśle (koncepcji na temat tego, co dobre i złe dla innych czy świata). A my - tak bywa - nawet tego nie jesteśmy świadomi, więc taki świat współkreujemy. 

Dopóki walka jest toczona, nie istnieje żaden sposób na uzyskanie s-pokoju. Dopiero, gdy walka kończy siè w naszych głowach - w umyśle, może zaistnieć s-pokój. 


A ta walka jest toczona z powodu naszych nieuświadomionych uwarunkowań i iluzji na temat otaczającego nas świata i swojej roli w nim. Iluzji na temat naszych relacji ze światem, Życiem i Sobą w nim.


A kiedy z Miłością przyjmujemy wszelkie uwarunkowania i iluzje (również te na temat miłości), nie ma już potrzeby, by odrzucać cokolwiek i coś oddzielać od czegokolwiek. Naturalnie przestajemy oceniać, oczekiwać i walczyć z czymkolwiek. Przyjmując wszystko takie, jakie jest, integrujemy ze sobą to, co istnieje w iluzji - np. i to, co niby miłością nie jest. Jak wszystko, to wszystko. 

Przyjmujemy całość Siebie (Jaźni, Boga - jak niektórzy TO nazywają) i Życie w Sobie. /Toć Bóg jest Miłością i wszystko z niego "pochodzi".. A gdy nie ma całkowitego zaufania do Boga, to trzeba dalej "wnikać w siebie", by świadomością = miłością "rozświetlać" te zakamarki Siebie, które stawiają jeszcze opór przed całkowitym zaufaniem do Boga, do Życia, do Życia.

Dla mnie - gdy przyjęte jest wszystko, co w oddzieleniu swym od całości ulega iluzji, że miłością nie jest - zyskuje nieopisywalne piękno.

W wolności wyrażana jest ta wiedza, z szacunkiem i zrozumieniem, że dopóki ktoś uważa człowieka za największego drapieżnika lub ignoranta czy głupca - narzucając w ten sposób na człowieka ogromne ograniczenia wobec jego Istoty, ten nie może jeszcze dojrzeć tej drapieżności, arogancji czy głupoty w sobie i uwolnić jej w sobie - poprzez siebie. I to też przyjmuję z Miłością i zrozumieniem. To też jest takie, jakie jest.


I dziękuję za wszystkie cudowne inspiracje... 

niedziela, 10 września 2017

JEST TO, CO JEST

Sytuacja, która niedawno zadziała się w 'moim życiu', a wydawałaby mi się kiedyś tragedią, teraz jest postrzegana jako inspirująca i wspierająca mnie w rozkwitaniu, rozkwitaniu świadomości, miłości do Siebie jako Jedni, Całości. Przechodzę to integrując w sobie kolejną cząstkę Siebie... I choć jest to bardzo, bardzo mocne-intensywne na poziomie odczuwanej energii w ciele (momentami coś jak taniec huraganów), to przyjmuję to z ufnością i wdzięcznością. I nie mam żadnych wątpliwości w piękno tego procesu... integracji kolejnej części Siebie. Czuję jakbym się scalała, łączyła ze Sobą w Pełni. Kocham. Jestem Miłością. Dziękuję, dziękuję, dziękuję...
Ukochany Ri_sziwo, Jesteś moim najukochańszym nauczycielem. Choć przyszedłeś do mnie jako swojej nauczycielki.

Z czułością i ufnością kłaniam się tej chwili,
oddając się jej w każdym momencie
i obserwowaniu tego, co się dzieje, tego, co JEST.
I otrzymuję nagle dar bycia wolną również od strachu,
bo gdy zagłębiam się w tę chwilę całkowicie,
zanika potrzeba obawiania się czegokolwiek.

Strach pochodzi z wyobrażeń umysłu,
które nie wskazują na ten moment,
lecz odciągają nas od istnienia w nim.
W tu i teraz mogę pokłonić się TEMU, CO JEST
i na zawsze rozpuścić w tej wielkiej PUSTCE.
Oto przebudzenie do istnienia w danej chwili.

Tu prawdy nie można zobaczyć podobnie,
jak nie można zobaczyć swojej twarzy,
gdy nie ma żadnego lustra. Jednak...
Prawda jest świadoma samej Siebie
bez żadnego lustra. A jednocześnie...
Prawda może zaangażować się w grę iluzji i form.

Nawet przebudzenie i oświecenie jest częścią
iluzji. Jak i formy są częścią Prawdy,
w których Prawda widzi samą Siebie...
przeglądając się w nieskończoności luster.
Bo pustka jest pustką i forma jest formą.
jednocześnie. W Absolucie i Prawdzie
zintegrowane jako Unia Jedni.





sobota, 9 września 2017

TO, W CO WIERZYMY, MA MOC STWARZANIA...

nieświadomi tego, w co wierzymy, ma mamy moc stwarzania...

Jest na przykład taki "program": 
jesteś alkoholikiem i nawet, gdy przestajesz pić, będziesz nim do końca życia.
Jeśli w to uwierzysz, będziesz do końca życia żył w lęku, że "choroba" może w każdej chwili wrócić.
Jest inny "program": 
jesteś schizofrenikiem i w zasadzie "najprawdopodobniej" do końca życia będziesz musiał się leczyć.
Jeśli w to uwierzysz, będziesz do końca życia żył w strachu, że "choroba" może w każdej chwili powrócić.
Jest inny "program": Jesteś złą matką, złym ojcem, złym dzieckiem, nie zasługujesz na miłość i szacunek... 
Możesz to zmienić. Zmienić w sobie... I pokochać i uszanować siebie
Jest wiele, wiele różnych "programów"...

A to, w co wierzymy, ma moc stwarzania. 
Uświadomienie sobie o czym myślimy i za jakimi myślami podążamy i które myśli uważamy za prawdziwe, sprawia, że możemy się od nich uwolnić.


Rozpoznano wiele lat temu u mnie raka. W pierwszym momencie poczułam strach. Ale nie podążyłam za nim. I podjęłam decyzję, że jeżeli będzie mi to dane i będę miała doświadczyć tej "choroby" i umrzeć, to przyjmę to doświadczenie. Ale jednocześnie podjęłam  decyzję, że zrobię wszystko, żeby się uzdrowić. Bo już wiedziałam - byłam świadoma tego, że tak zwane "choroby" są informacjami ciała o skutkach działania pewnych programów, wzorców umysłu, a uzdrowienie ich może zatrzymać dalszy ich rozwój albo nawet cofnąć "chorobę". Żyję i pięknie wciąż się rozwijam... 

Sytuacja, która niedawno zadziała się w 'moim życiu', a wydawałaby mi się kiedyś tragedią, teraz jest postrzegana jako inspirująca i wspierająca mnie w rozkwitaniu, rozkwitaniu świadomości, miłości do Siebie-Ciebie jako Jedni, Całości. Przechodzę to integrując w sobie kolejną cząstkę Siebie-Ciebie... I choć jest to bardzo, bardzo mocne-intensywne na poziomie odczuwanej energii w ciele (momentami coś jak taniec huraganów), to przyjmuję to z ufnością i wdzięcznością. I nie mam żadnych wątpliwości w piękno tego procesu... integracji kolejnej części Siebie. Czuję jakbym się scalała, łączyła ze Sobą w Pełni. Kocham. Jestem Miłością. Dziękuję, dziękuję, dziękuję...




piątek, 7 lipca 2017

TANTRA


"o tantrze i seksie – długo się zbierałam z umieszczeniem tego tekstu, ale wreszcie przyszła gotowość lub odwaga – to są słowa nauczycielki tantry z Kalifornii (nie pamiętam imienia), pod którymi się podpisuję …

“Kiedy mówię ludziom, że nauczam Tantry, pierwszą rzeczą, którą muszę zrobić to wyprowadzić ich z błędu, że Tantra ma cokolwiek wspólnego z seksem (przynajmniej nie więcej niż cokolwiek innego, jak, powiedzmy jedzenie czy zawiązywanie sznurówek). Następnie informuję ich, że jest ona morderczo trudna raczej niż orgazmicznie rozkoszna (chociaż, faktycznie jest jednym i drugim). Jej znaczną częścią jest też pracą z aspektami cienia (mój przypis: tym wszystkim co chcemy trzymać od siebie jak najdalej, co boli i przeraża).

Powiedziawszy to, co powyżej, z reguły traciłam do tego momentu zainteresowanie około 95 % rozmówców albo też bardzo się wzburzyli, jeśli są praktykami “Marin Tantry” (lub jak usłyszałam od kogoś ze znajomych, “zaawansowanego orgazmowania”).

Jeśli seks jest tym czego szukają – a seks jest bardzo dobrą rzeczą, i sama też go kocham! – to istnieją niezliczone miejsca, do których mogę ich wysłać: kluby, party, warsztaty, zajęcia, praca z ciałem, coachowie seksu somatycznego, terapia seksem, seks shopy itd. Przynajmniej gdziekolwiek spojrzeć to tego mnóstwo. Jest to odzwierciedleniem głodu seksu, który jest tak rozpowszechniony w naszym stłumionym zachodnim świecie. Świecie, który wchłonął tę starą praktykę (Tantra jest jedną z najdłuższych tradycji przekazywanych bezpośrednio i bez przerwy przez tysiące lat), przywarł do jej soczystych aspektów, które przemawiają do współczesnych psychoz i tak naprawdę zapomniał o całej reszcie.

W Tantrze chodzi tylko o jedną, jedyną rzecz:
Przebudzanie się.
Nic więcej.

Tantra używa wszystkiego i czegokolwiek pod tym kątem. Jest jak Krav Maga duchowych dyscyplin.
Używa seksu i pożądania ponieważ są one bardzo mocne. A jednocześnie są także niebezpiecznymi ogniami, które mogą nami zawładnąć. Tantra używa psychicznych cięć, niebezpieczeństwa, intensywności, tabu, paradoksu, strachu, dużych emocji, bólu – podejście, które jest mocno niewłaściwe dla ludzi straumatyzowanych.

Tak naprawdę, stawianie znaku równania pomiędzy Tantrą a uzdrawianiem seksualnym jest jedną z największych pomyłek kiedykolwiek zrobionych względem tej starej praktyki. Uzdrawianie seksualne jest niezwykle pomocne, i BARDZO potrzebne, i do tego potrzebne na dużo większą skalę niż to ma obecnie miejsce – i to NIE JEST Tantra.

Do przemyślenia:

Nie ma czegoś takiego jak “bezpieczeństwo” w Tantrze! Dlaczego? Ponieważ nie ma bezpieczeństwa w ŻYCIU! A Tantra jest jak życie. I używa najbardziej szaleńczo dewastującego i ekstatycznego elementu znanego ludzkości:

Miłości.
Nie miłości twojej babci. 
Nie miłości twojego zwierzaka.
Nie miłości “harmonijnych związków”.
Nie.
Miłości fuzji i rozszczepiania atomu. 
Wypalającej miłości.
Miłości, o której mówi Rumi. Którą reprezentuje Kali.

Tantra jest nieprzypadkowo destrukcyjna czy wypalająca, ale robi to SPECJALNIE – jest po to, żeby przecinać iluzje. Rozbierać. Dezintegorować. Szybko i mocno (mój przypis: tak szybko i tak mocno jak to jest na dany moment możliwe). Z wdziękiem. Ale bez litości.

Jest to strzała nakierowana prosto w serce dualności, myślenia konceptualnego, ego, udawania i fałszu. Więc masz tu dużo do stracenia, możliwe, że nawet zdrowie psychiczne, szczególnie jeśli wchodzisz w to z nieuzdrowionym bagażem i potrzebujesz “terapii” lub po prostu chcesz się z kimś przespać. A koszt tego co możesz dostać jest niezwykle wysoki. 

I JEDYNE co otrzymasz to “po prostu obudzenie się”.

Rozkosz nie jest zagwarantowana. Seks nie jest ważny. Pożądanie jest paliwem, ale nienadużywanym. “Lepsze związki” nie są tu istotne. W najlepszym razie mogą być skutkiem ubocznym, tak jak inne rzeczy. A w najgorszym razie mogą być okrężną drogą, uzależnieniem i ślepym zaułkiem. I tylko, jeśli naprawdę chcesz się obudzić, to oddasz się temu całkowicie, bo inaczej są przecież inne niesamowite miejsca, żeby się w nich zatrzymać, nie uważasz?

I dlatego nie znajdziesz dużo dobrej Tantry, chociaż możesz znaleźć dużo świetnej terapii i dobrego seksu!

Tych, którzy naprawdę wiedzą, spotyka się rzadko. Uważaj i mądrze wybieraj." 

- K.Korytowska


czwartek, 6 lipca 2017

KIM JESTEŚMY?


"Bóg lubi bawić się w chowanego,
ale z uwagi na to, że
nie ma niczego prócz Boga,
to nie ma się z kim bawić.
Pokonał jednak tę trudność
udając, że nie jest sobą.
Udaje, że jest tobą i mną oraz
wszystkimi ludźmi na świecie,
wszystkimi zwierzętami, roślinami,
skałami i gwiazdami.
Dzięki temu przeżywa
dziwne i wspaniałe przygody.
Niektóre z nich są straszne
i przerażające. Lecz są one tylko
złymi snami, ponieważ znikną,
gdy się przebudzi.

Bóg, bawiąc się w chowanego
i udając, że jest tobą i mną,
zrobił to tak znakomicie,
że potrzebuje sporo czasu,
aby przypomnieć sobie,
gdzie i jak ukrył się przed sobą.
Ale na tym polega cała
zabawa – tego właśnie pragnął.
Nie ma zamiaru
odnaleźć się zbyt prędko,
bo to tylko zepsuje zabawę.
To dlatego – zarówno tobie,
jak i mnie – taką trudność
sprawia odkrycie, że
jesteśmy przebranym Bogiem,
udającym, że nie jest sobą.
Kiedy jednak gra potrwa
odpowiednio długo,
przebudzimy się wszyscy,
przestaniemy udawać
i przypomnimy sobie,
że jesteśmy Jednią, Bogiem,
który jest wszystkim, co istnieje,
i który żyje wiecznie." - Alan Watts

JESTEŚMY jak PACYNKI,
stworzone przez ABSOLUT,
którymi pogrywa sobie ABSOLUT
i w które sam się wciela. - ts ;-}


środa, 21 czerwca 2017

ZMIANA POSTRZEGANIA/ODCZUWANIA Z NIEŚWIADOMEGO - EMOCJONALNEGO NA ENERGETYCZNE - ŚWIADOME

cytat:
"Dziś minął jeden z dni, w których łzy nie chciały przestać płynać. (Tak, nauczyciele, mistrzowie, znajomi, wszyscy miewamy takie chwile...W końcu jestesmy też ludźmi). Zaczelo sie od przemocy od bliskiej osoby, smutnej obmowy nieznajomej znajomej, potem pogróżek w necie od osób, których nie miałam sposobności spotkać. I jestem do tego przyzwyczajona, doświadczam tego od lat, więcej od kiedy zaczelam sie dzielić. Wiem, rozumiem, wybaczam, nie wiedzą co czynią. Tak to już jest. Dziś jednak stało się to impulsem do wylania czegoś jeszcze...Smutek uruchomił płacz, płacz wspomnienia; bliższe, dalsze i w końcu bardzo odległe - nadużyć, gwałtów, mordów, tortur, przemocy wobec kobiet i dzieci. Widzenie zbiorowych wspomnień ludzkości otworzylo Puszkę Pandory wylewając rzekę łez. Wylała się i przestała płynąć. Zrobiło się lżej.  (...)" Patrycja Pruchnik Nitya *1) https://www.facebook.com/patrycja.pruchnik/posts/10209754650919907?pnref=story

Zdarza się, że kobieta całkiem świadoma, a nawet 'przebudzona' (tak, jak np. Nitya) w pewnej sytuacji może połączyć się z wibracjami "bolesnego ciała kobiet ziemskiego pola". Wtedy może współodczuwać te wibracje jako trudne lub bolesne odczucia i emocje.

Nawet po wielu latach wolności od odczuwania tych emocji nagle kobieta w jakiejś sytuacji może zacząć odczuwać wibracje energetyczne powiązane z na przykład poniżeniem kobiet, a nawet irracjonalnej wręcz zazdrości lub lęku przed odrzuceniem - emocji związanych z "ciałem bolesnym kobiet ziemskiego pola". (Po części czegoś podobnego doświadczyłam przed miesiącem, a po wielu latach wolności od nich.) Zdarza się to jednak po to, aby mogło zostać całkowicie przyjęte, zintegrowane na jeszcze głębszych poziomach naszego Istnienia / świadomości i uwolnione poprzez zrozumienie, że:

tak doświadczała świadomość przez tysiące lat na tej planecie poprzez ciała kobiet, a teraz dokonuje się ewolucyjna zmiana.

To samo dotyczy mężczyzn i ich "bolesnego ciała". 

Kiedy partner tego jeszcze nie rozumie, nie może wspierać kobiety w tym procesie, a nawet może ją wtedy pozostawić z powodu lęku przed tym i niezrozumienia tego, co odczuwa kobieta w takich chwilach, Może odejść, ponieważ nie umie jeszcze z tym sobie poradzić. Czasem mocno identyfikujemy się z takim doświadczeniem i przede wszystkim z tym, że to mnie się wydarza. I wtedy "boli". Ale gdy przychodzi zrozumienie tego, komu naprawdę się wydarza doświadczenie (nie tylko mnie) i dlaczego się ono wydarza, wtedy rozumiemy, że nie ma sensu przedłużanie np. stanu jedności, błogości i połączenia z jakąś nieopisywalną Całością, bo odkrywamy, że nie możemy cały czas odczuwać tego stanu jedności, błogości i połączenia. Nasze doświadczenia wciąż się zmieniają. 

Partner może czasem również prowokować takie sytuacje, choć może być tego nieświadomy. A gdy jest już bardziej zintegrowany sam ze sobą, wtedy może także wspierać kobietę w takich chwilach.

Chcielibyśmy żyć w błogości i nawet gdy takich stanów doświadczamy, chcielibyśmy je zatrzymać, przedłużyć jakoś... Natomiast, gdy przychodzą do nas inne doświadczenia, postrzegamy je jako bolesne i negatywne. 
Jednak... Zawsze doświadczamy tego, co jest nam dane, ale możemy doświadczać w taki sposób, że tłem, przestrzenią tych doświadczeń jest... radość istnienia. Nie musimy wtedy nazywać tych doświadczeń bolesnymi emocjami i nie ma w nich już ani złości ani rozpaczy. Możemy (każda i każdy z nas może) jako istota ludzka "stawać się" coraz bardziej wolnymi od wszystkich doświadczeń. 

W pewnym momencie może nawet pojawić się przed Tobą jakiś na przykład najwspanialszy "bóg" Sziwa, a na Tobie nie zrobi to żadnego wrażenia. Będziesz patrzyła na niego może i z podziwem, i z miłością, może nawet zaczniesz z nim tańczyć, a taniec zamieni się w doświadczanie destrukcji. I gdy ten "bóg" odejdzie, nie zrobi to na Tobie wrażenia wtedy, gdy zrozumiesz, że Ty Jesteś "sprzed" tego doświadczenia. Że Jesteś czymś więcej niż samo to doświadczanie. I wtedy możesz poczuć wdzięczność za to i każde, dosłownie każde doświadczenie. Bo wszystko, czego doświadczamy płynie z nas...

Wszystko, co się zdarza, czy "cudowne" czy "okropne" (dopóki tak będziemy to nazywać), wszystko, co przychodzi i odchodzi nie ma nic wspólnego z tzw. przebudzeniem czy oświeceniem. Po prostu doświadczamy na różne sposoby tego, KIM/CZYM JESTEŚMY. Przecież WSZYSTKO mieści się tak samo w Tobie jak i we Mnie. :-} Ty-Ja jesteśmy jednocześnie uczestnikami i świadkami tych wszystkich zdarzeń. Lubimy doświadczać jako ludzie i obserwować - być świadkami (tego doświadczania) jako "coś więcej" ;-} A nawet cieszyć się tym.

Przyczyną odczuwania na przykład negatywnych emocji jest nasz opór wobec prawdy o Sobie. Gdy nie jesteśmy skupieni na chwili obecnej, nie możemy nawet dostrzec tego oporu. (Ten opór bywa nazywany np.: "ego" ;-} ). Będąc jednak w pełni obecni w teraźniejszości potrafimy poddać się całkowicie każdej "emocji", nawet takiej, z którą bywa nam "trudno". I nie musimy już jej nazywać. Możemy nawet (co może wydawać się paradoksalne) odczuwać radość z powodu pojawienia się "trudnej emocji", bo dzięki temu możemy ją zintegrować w Sobie. Również te wibracje związane z "bolesnym ciałem kobiet ziemskiego pola". Możemy nazywać ten proces "uzdrawianiem" Siebie.

Kiedy zamiast odczuwać energię jako ból emocjonalny, odczuwamy tylko energię o różnych częstotliwościach bez używania określenia (słowa) ból, zaczynamy całkiem inaczej ją postrzegać. To przykład, w jaki sposób dokonuje się w nas, poprzez nas zmiana świadomości - ewolucja, ekspansja świadomości.

Kiedy dokonuje się zmiana 'sposobu' odczuwania emocji jako wibracji - następuje przesunięcie odczuwania z poziomu emocjonalnego na poziom energetyczny. Wtedy odczuwanie tych wibracji energii przekracza emocjonalny ból. I następuje uwolnienie. Jakbyśmy zaczynali wibrować (stawali się wibracjami) i płonąć... :-} 

Gdy "płoniemy", "spala się" - powoli wszystko lub nagle jakaś część - tego, co mogłoby stawiać opór naszemu całkowitemu oddaniu Miłości, Istnieniu, Zrozumieniu. I wtedy może przejawić się w nas Miłość, która spala także ocenianie naszych doświadczeń jako "dobre" albo złe". Bo wszystkie doświadczenia uczą nas czegoś więcej o Sobie-Tobie. I Miłość wybucha jeszcze większym Płomieniem w Sercu.

Następuje coś jak przebudzenie się czy wyzwolenie się w nas (poprzez nas) "Istoty Boskiej", która zintegrowana jako Jedno: Ona i On (Świadomość i Umysł) staje się naszym przewodnikiem. Dla pozostałych ludzi ta Istota pozostaje ich nierozpoznanym świadkiem, czuwającym również podczas stanu marzeń sennych i głębokiego snu czy "zaśnienia na jawie". 

Kiedy następuje zmiana odczuwania z 'poziomu emocjonalnego' na 'poziom energetyczny', może to spotykać się z niezrozumieniem tych, ktorzy jako istoty ludzkie jeszcze tego nie doświadczyli. Na przyklad bardzo bliski mi mężczyzna domagał się ode mnie wyrażania emocji złości. Miałam odczucie, że czasem prowokował takie sytuacje, a gdy mówiłam - zgodnie z tym, co odczuwałam, że nie czuję złości,   on zarzucał mi, że wypieram się emocji. Dokonywał projekcji na mnie tego, co sam odczuwał, a jeszcze nie mógł ani przyjąć, ani zrozumieć tego, co  było odczuwane przeze mnie. Nie możemy zmienić tego, co zdarzyło się w przeszłości, nawet pięć sekund temu, ale możemy zmienić swój sposób reagowania na sytuację, jeśli jesteśmy już wystarczająco świadomi naszych wcześniejszych uwarunkowanych reakcji. I tak między innymi dokonuje się ewolucja świadomości. 




Na pewnym etapie ewolucji świadomości następuje integracja "żeńskich" i męskich" energii w naszych ciałach - poprzez nasze ciała kobiety i mężczyzny. Symbolem tego zespolenia jest Sziwa-Szakti, Yab-Yum, Dao, Ometeolt itd. Wszystkie one, tak jak Sziwa (Śiwa, Shiva) i Szakti, symbolizują kosmiczne energie - to świadomość i energia (Świadomość i Umysł albo Świadomość i Forma). Nie istnieją bez siebie. Umysł rozświetlony Świadomością i Świadomość wypełniona Umysłem stanowią Jednię.



Znaczenie boskiej pary Sziwy i Szakti jest czasami źle zrozumiane, gdy są postrzegane jako "mężczyzna" i "kobieta", a ich związek jest traktowany jako związek seksualny. Seksualność jest czymś zupełnie naturalnym dla ludzi i zwierząt, a nieporozumienie pojawia się tylko wtedy, gdy seksualność i duchowość są mieszane i sprowadzane na poziom seksualności zwierzęco-ludzkiej.

Seksualność jest związkiem mężczyzny i kobiety.
Duchowość jest zjednoczeniem ludzkiej i boskiej świadomości.

Gdy seksualność wspiera proces jednoczenia, integrowania się ludzkiej i boskiej świadomości, seksualność i duchowość mogą się wtedy wzajemnie uzupełniać. Temu na przykład służy tantra. 



Boginie są partnerkami bogów, a nie „małżonkami”. Występują przy bogu na zasadzie komplementarności, ale nie w aspekcie prokreacji, gdyż żadna z par nie ma wspólnych, zrodzonych z siebie boskich dzieci. Saraswati nie ma dzieci z Brahmą, a Lakszmi nie rodzi dziecka WisznuParwati sama tworzy synka Ganeśię, a Śiwa sam tworzy Skandę.


Każdy bóg i każda bogini posiadają swoją odrębność i za każdym razem przejawia się ich całkowita, pełna osobowość. W hinduskiej mitologii nie ma żadnych, choćby dopełniających się połówek. Prawie wszystkie boskie pary indyjskiej mitologii ukazują bardziej bratersko-siostrzany aspekt związku niż aspekt matrymonialny czy macierzyńsko-ojcowski. 


To połączenie kosmicznych, uniwersalnych energii "żeńskich" i "męskich" w istocie ludzkiej, boskości w człowieku było przepowiadane na przykład przez Majów. W twierdzeniu, że żyjemy w czasach przejścia do Piątego Świata Harmonii. Poprzednie cztery Światy trwały po około 5125 lat każdy i naprzemiennie w tych czterech kolejnych Światach "prym wodziły" i zarządzały: prawa półkula mózgu, potem lewa, następnie prawa i potem znów lewa. Naprzemiennie mieliśmy światy "matriarchalne" i "patriarchalne". W Piątym Świecie Harmonii obie półkule stają się zharmonizowane ze sobą. Tak manifestuje się ewolucja świadomości i proces dojrzewania istot ludzkich.


***
Bywa też tak, że czasem kończy się jakaś ścieżka, kończą się poszukiwania. Zajmowałam się tym wszystkim, co mnie wyczerpuje, czym codziennie byłam zajęta, a co chciałabym zakończyć. Różnymi wzorcami, według których latami działałam nieświadoma, co czyniłam sobie i innym. A odkrywanie Siebie nie ma końca, jest WIECZNĄ ZABAWĄ, KOSMICZNYM ŻARTEM. Jesteśmy "Podróżnikami Nieskończoności".

Czym jest Prawda?
Możemy dociekać" jak naukowiec, a nie jak uczeń czy uczennica jakiegoś mistrza. Bo każda i każdy z nas odkrywa swoją Prawdę poprzez siebie, w Sobie. To nasz umysł potrzebuje wyzwolenia. Z czasem coraz bardziej potwierdza się, że jesteśmy wolni, że rozpoznaliśmy to, co prawdziwe. Potwierdza się przez inne reakcje na podobne sytuacje, przez nowe sytuacje, w których się znajdujemy.

Nie jesteśmy oddzieleni od swojej natury, co by to miało znaczyć i jak może to być interpretowane. Bardziej chodzi w "oświeceniu" czy "przebudzeniu, żebyśmy wyzdrowieli, uzdrowili siebie niż "stali się oświeconymi" czy "przebudzonymi". Uwolnili się do radości istnienia od tego, co nas więzi i sprawia cierpienie. Więc "najprościej zajmować się swoim gównem" - jak mawia Dolano. :-) Sprawdziłam, działa. ;-) Nareszcie wtedy możemy cieszyć się życiem. Nie szukamy akceptacji u innych ludzi i wszystkich kochamy, bo wszyscy Jesteśmy Całością, Jednią, Jednością. A i tak z jednymi jest nam bardziej "po drodze", a z innymi mniej...

Jeśli jestem kimś, kto chce zdobyć cokolwiek, nigdy tego nie zdobędę. Najważniejsze, żeby przestać chcieć zmieniać świat i innych ludzi. Wystarczy całkowita gotowość na przyjęcie wszystkiego tego, co jest. Nie chcieć niczego, zupełnie niczego. Och, jaka wolność, jakie ukojenie. I nie da się już tego ogarnąć umysłem. I można cieszyć się każdą chwilą... I nawet podążać za wizjami, które są jak drogowskazy Wielkiego Ducha.

Koniec Gier. W grze można coś wygrać lub przegrać. Dla mnie nie ważna jest wygrana ani przegrana; nie ważne już jak kończy się dana przygoda, sytuacja czy historia: tzw. sukcesem czy porażką; już zawsze przyjmę "sukces i porażkę"; tak samo - z taką samą radością i wdzięcznością w tle tego, co mnie spotka. Najistotniejszy dla mnie jest rozwój i wzrastanie świadomości...

no i Zabawa w Życie w radości istnienia.

--------------------------------------------------------------

*1)  "Nitya Patrycja Pruchnik prowadzi satsangi w duchu non - duality. Jej bezpośrednim nauczycielem i mistrzem jest Sri Mooji. Nitya dzieli się rozpoznaniem z jego aprobatą i błogosławieństwem."