poniedziałek, 19 sierpnia 2013

CZYM JESTEM? MALEŃKĄ CZĘŚCIĄ CAŁOŚCI?

NOTKA z 09.01.2011 g.13.36. zaktualizowana :-D

Czy wyobrażasz sobie, że jesteś istotą wielowymiarową, która zaprojektowała ten świat, jakby zaprojektowała jakiś wirtualny obraz-świat i wniknęła do niego, by doświadczyć tego, co zaprojektowała w akcie twórczym? Wchodząc do tego świata jednak musiała ograniczyć swoje wymiary i podzielić się na nieskończone cząstki. Weszła i zapomniała (w tych cząstkach siebie samej) o tym, kim była i jest nadal, zapomniała o swojej wielowymiarowości i o tym, że się podzieliła na mnóstwo zróżnicowanych części, choć jest także niby osobno w każdej z nich...

A teraz, ponieważ kończy się pewien cykl kosmiczny i może wyjść ze swojej gry, której doświadczyła na tyle, że już to jej wystarczy,   zaczyna sobie przypominać,  że to Ona stworzyła ten piękny świat. Realizowała go jednak z różnymi swoimi częściami - zróżnicowanymi (zarówno w danej czasoprzestrzeni jak i w różnych czasoprzestrzeniach) i oddzielonymi od siebie (różnymi formami i treścią). I wyszło to, co wyszło. Są jeszcze części, które chcą w tym oddzieleniu pozostać. Które chcą w tym obrazie-świecie- śnie pozostać. 

Całość... Śni *) - marzy i kreuje dalej – wielowymiarowa. Ma możliwość wyboru różnych Snów: innych obrazów-światów. To jest przypomnienie: kim jesteśmy naprawdę. Całością, która stworzyła i realizowała wspólnie ten obraz-świat.

Nie chcę zatem przywiązywać się do czyichś Snów - Iluzji. Nie chcę „być śniona przez innych”. Chcę Śnić o miłości prawdziwej, „bezwarunkowej”, a nawet wszechogarniającej dla każdego człowieka, chcę śnić na przykład o rozwoju człowieka prowadzącym do wykorzystania potencjału całego DNA…  harmonii i ufności w doskonałość Stworzenia i Całości...

Miałam kilka lat temu wizję Nowej Ziemi, ale jest to wiedza o tak diametralnie innych relacjach międzyludzkich od tych, które istnieją tutaj i teraz, że na początku nie umiałam się nią dzielić. Na początku dzieliłam się tą moją wiedzą bardzo rzadko i tylko w rozmowie osobistej, i tylko z tymi, którzy tego chcą...

Może się wkrótce "przeniosę" na tą Nową Ziemię? A może zacznę ją współtworzyć? A może już zaczęłam?

Więc jeśli przychodzi do nas jakaś wiedza, to dana jest nam po to, byśmy mogli zrobić z niej pożytek. A nie po to, byśmy oszaleli z lęku i rozpaczy - na przykład. Na cóż nam wiedza, która sieje zamęt i prowadzi do destrukcji i zniszczenia? Może jest tak, że niektórzy będą kontynuować świat destrukcji i zamętu, co nie znaczy, że inni nadal w nim pozostaną.

We wszystkim - jeśli ma się taką wiedzę - można znaleźć porządek, celowość, sens i harmonię. Osobiście ten rodzaj wiedzy uważam to za domenę MIŁOŚCI. **)

Możesz moją wiedzę albo jej część uznać za bezużyteczną dla siebie. Choćby przez jej odrzucenie lub uznanie za nieprawdziwą albo z jeszcze jakiegoś innego powodu. Mamy różną wiedzę. Dlaczego? Ponieważ nasze potrzeby są najprawdopodobniej różne. Więc część mojej wiedzy dla Ciebie może okazać się bezużyteczna.

Może istnieje taka "wielowymiarowa" Istota (Praźródło Wszystkiego), która śni również wszystkich bogów i boginie, wszystkie wszechświaty i światy? Nie dostrzegam przesłanek na to, by było to niemożliwe.



24. wrzesień 2006
Śniły mi się różne poziomy dodatkowych wymiarów. Na tych poziomach były zapisane różne informacje, na jednym poziomie jakieś sytuacje i zdarzenia. A na innym poziomie myśli, a na jeszcze innym wzory geometryczne (symbole?), a na jeszcze innym abstrakty-artefakty(?). Przeskakiwałam w tej sieci z jednego zapisu do drugiego z jednej wymiarowości do innej albo te przestrzenie i informacje „przylatywały” do mnie. Widziałam zmienną „skalarność” wymiarów, która polega na tym, że obiekty, zjawiska mogą się przenikać w wyższej wymiarowości, chociaż na każdej danej płaszczyźnie wyglądają bardzo realnie i w zasadzie jak „fizyczne”. Można było postrzegać te światy zmieniając percepcję, ale zachowując świadomość przenikania z jednego poziomu na inny (z jednej wymiarowości do innej).. Informacje mogą znajdować się w różnych wymiarach i łączą się ze sobą w jednym tworząc nowy rodzaj zjawiska - świadomości.


7 luty 2007
Podziemia, coś, co przypominało mi albo kojarzyło się z cmentarzyskiem. Rozwiązywałam jakieś supły karmiczne, ale nie tylko moje. Potem wyszłam.  Zdawałam jakieś "egzaminy" i przechodziłam jak z klasy do klasy… ze świata do świata…

7.grudnia 2009

WIZJE - Skąd pochodzę
Dowiedziałam się, że nie otrzymam odpowiedzi na to pytanie, ponieważ gdybym otrzymała jakąś konkretną odpowiedź na przykład, że pochodzę z Plejad albo z Syriusza czy z innego miejsca w kosmosie, to przywiązałabym się do tego miejsca i do tego przekonania. Odpowiedź zatem brzmiała: pochodzę z różnych miejsc i różnego czasu we wszechświecie.
Potem z kolei przyszła informacja, że czas jest względny i jest to narzędzie, które "przywiązuje" nas do danej "rzeczywistości", do danego świata ograniczając w ten sposób naszą percepcję i świadomość.

Następnie zobaczyłam wyraźnie, że wszystkie istoty z wyższej wymiarowości ("wyższej gęstości") są nami z innych czasoprzestrzeni. Mogą się z nami komunikować, gdy nie przywiązujemy się zbytnio do pojęcia czasu liniowego.

7.grudnia 2009

Powrót do Pradomu...
Kiedy byłam dzieckiem przeżyłam doświadczenie, które było zachwycające, lecz którego sens zaczęłam rozumieć po wielu, wielu latach. Siedziałam sama w domu przy świeczce. I nie wiem jakim cudem wyleciałam ze swojego ciała. Widziałam siebie siedzącą na podłodze, widziałam dach domu, widziałam przestrzeń kosmosu… Leciałam w kosmos i przeleciałam granicę rozdzielenia światła i ciemności…

Znalazłam się w przestrzeni, gdzie nie było ani ciepła, ani zimna, ani światła, ani ciemności, ani dobra ani zła…żadnej dualności. Wszystko stopione w jednym. Byłam TAM najmniejszą z możliwych drobinek. Otaczał mnie olbrzymi wszechświat, nieskończony… A jednak ten cały, nieskończony wszechświat zawierał się jednocześnie we mnie, najmniejszej z możliwych drobinek. Czułam to, wiedziałam to. Byłam w PRA-DOMU.

Jakiś czas temu znów TAM wróciłam. I przypomniałam sobie… Wiem, że istnieją różne światy. Jest ich wiele. Pochodzę z różnych stron wszechświata, ale to już nieistotne. W tym tutaj świecie teraz jestem przede wszystkim. W tym tutaj świecie istnieje „dobro” i „zło”, ale wiem też, że istnieje wiele bogów i bogiń „dobrych” i „złych”, a tak naprawdę wszyscy oni są Artystami Życia. A w każdym z nas są różne cząstki tych różnych bogów i bogiń. Dlatego mamy do czynienia z karmą…

To, że istnieje pewne podobieństwo między różnymi bogami i boginiami to dla mnie oczywiste. Wszyscy jesteśmy „dziećmi bogów”. Być może różnych bogów i dlatego jako ludzkość wciąż ze sobą walczymy. A tam, w Pra-domu nie było ani bogiń, ani bogów, ani jednego boga, ani szatana nie było… Była całkowita jednia, wszędzie, nawet zawierająca się w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bez-czas, a w nim wszystkie możliwe czasy… I były wszystkie światy w jednym zharmonizowanym „organizmie”. Nie umiem inaczej tego opisać.

W tej wizji zrozumiałam także, że ów pra-dom jest w sercu każdego z nas. Poczułam to. Moja wcześniejsza tęsknota (ta od dzieciństwa), by tam wrócić zamieniła się na pragnienie działania, by przebudzić w sobie pamięć uczucia, które „stamtąd” czyli z samego środka, z głębi serca pra-domu (wszechświata ?) pochodzi.

A TAM nie było ani boga, ani bogiń, ani bogów, ani szatana ani... Była całkowita jednia, w małej drobince i wokół niej. I całkowita harmonia. Była tam cisza, a w niej wszystkie symfonie świata. I pustka i pełnia. I bezczas, a w nim wszystkie możliwe czasy... Nie umiem inaczej tego opisać.

 Jesteśmy Jednią, ale nie na poziomie świata fizycznego. Na poziomie świata fizycznego wciąż jesteśmy indywidualnymi osobami. Dlatego Ci, którzy uznają się za niemalże "pomazańców bożych" mogą traktować cały zbiór indywidualnych bytów jak "ciemną masę". A jest to możliwe dzięki stosowanym przez owych "pomazańców" manipulacjom naszymi wybujałymi "ja" (EGO) i naszymi pragnieniami, naszą pożądliwością i naszymi oczekiwaniami. Co w tej sytuacji robię? Działam: odkrywam i przypominam sobie dar harmonizowania w sobie przeciwieństw. Gdy coraz więcej sobie przypominam o swoim DOMU, coraz bardziej staję się świadoma tego, kim jestem. Jak to robię? Konsekwentnie. Jestem świadoma, że aby mogło istnieć życie, musi istnieć także śmierć. Żeby mogło istnieć dobro, musi istnieć zło. Bez śmierci nie wiedzielibyśmy, czym jest życie, a bez zła nie wiedzielibyśmy czym jest dobro.

Wyobrażałam sobie świat bez zła, tylko dobry. I dostrzegłam, że to iluzja, taka sama jak "zło". Oczywiście żyjemy w świecie iluzji, do której tak mocno jesteśmy przywiązani, że jest ona dla nas niemal "ostatecznością". Jednak jeśli TAM nie ma zła, to nie ma i dobra, gdy nie ma jednego, to nie ma także i drugiego "przeciwległego bieguna". Nie ma oceny. Jest wyłącznie coś takiego jak wszechogarniająca, bo nawet nie "bezwarunkowa" miłość.

 Z mojej wiedzy wynika, że "zło", które mnie spotyka sama kiedyś wyprodukowałam. I dla mnie to jest uczciwsze postawienie sprawy niż szukanie tego "zła" tylko na zewnątrz. "Strefa cienia" lub "ciemna strona mocy" wcale nie jest gdzieś na zewnątrz, jest we mnie, tylko kiedyś się jej wyparłam i udawałam, że to nie moje. A póki będę tak udawać i żyć iluzją tego wizerunku siebie samej, który sobie stworzyłam (bo tak mi wygodniej), to nigdy "zła" nie zrozumiem i zawsze będzie mnie straszyło.

10.luty 2010

POLE ŚWIADOMOŚCI BUDDY

Przypomniała mi się wizja, jaką miałam kilka lat temu w czasie medytacji. 

Prowadził mnie przewodnik podobny do starego hindusa **) 
(…) poruszaliśmy się w przeźroczystych kulach, które były czymś w rodzaju pojazdu. Pamiętam taki odcinek drogi, że przesuwaliśmy się lecąc tuż nad poziomem morza albo oceanu…

W pewnym momencie razem z przewodnikiem prowadzącym mnie we śnie trafiliśmy do pola wypełnionego energią. Było to pole przestrzeni – jak ocean bez brzegów (nie widziałam, żeby był tam jakiś brzeg) wypełnione energetycznymi „vortexami”, które drgały z różnymi częstotliwościami. Jedne tworzyły niższe, a inne wyższe stożki. Pulsowały one dźwiękami i jakby „szukały” współbrzmienia ze sobą (jak orkiestra, która nastraja instrumenty). A potem powstawały tam kosmiczne symfonie.

Zapytałam przewodnika, co to za miejsce? Odpowiedział mi:
- Przecież doskonale wiesz. Przypomnij sobie.
Przypomniałam sobie. To było Pole Świadomości Buddy... W nim lub z niego właśnie w ten sposób powstawały różne światy.



*) O ŚNIENIU

**) HARMONIA Z CHAOSU













piątek, 16 sierpnia 2013

HARMONIA Z CHAOSU I CHAOS W HARMONII








Wiele lat temu byłam na pierwszym warsztacie – kręgu kobiet, prowadząca poprowadziła medytację. Każda z nas miała się spotkać z wewnętrzną Starą, Mądrą Kobietą. Wchodziłyśmy do świata Podziemnego przez dziurę w starym drzewie. Ja znalazłam dąb, który między korzeniami ponad ziemią miał malutką jamę… Potem leciałam tunelami, a w jednym z nich nabrałam niesamowitego przyśpieszenia, aż mnie wystrzeliło i znalazłam się…

jakby na afrykańskiej sawannie w samo południe. Było tam dużo “kotowatych”: lamparty, pumy… skakały, biegały wokół mnie jakby chciały zwrócić na siebie moją uwagę, Zrozumiałam. One prowadziły mnie przez wysoką trawę gdzieniegdzie okraszoną niskimi drzewami. Było gorąco. Słońce przyjemnie prażyło i dodawało energii. Czułam wielką radość i podniecenie. Zwierzęta mnie prowadziły przez jakiś czas, aż nagle zobaczyłam, że rozbiegają się na boki. Zatrzymałam się, a gdy spojrzałam przed siebie… stałam na wprost wielkiego słonia. No tak – pomyślałam sobie – pewnie jestem w Afryce i tu spotkam swoją Starą Mądrą Kobietę.

Słoń patrzył mi oczy, po czym odwrócił się tyłem. Widziałam tylko jego zad z ogonkiem 
Nie wiedziałam, co dalej. Słoń odwrócił się do mnie i przysiadł. Przyjęłam to jako zaproszenie, bym na niego wsiadła. Udało mi się wdrapać na tę małą skałkę 

Słoń szedł przed siebie w kierunku gór. To był kierunek zachodzącego słońca, które cały czas podczas naszej wędrówki widziałam przed sobą. W pewnym momencie skręciliśmy na północ i weszliśmy pomiędzy pierwsze wzniesienia. Słoń zatrzymał się na ścieżce pomiędzy dwiema górami; ścieżka dalej bardzo się zwężała, a na końcu zamykała ją mała skała. Wiedziałam, że dalej mam iść sama. Zsiadłam ze słonia, pogłaskałam go czule, podziękowałam i poszłam dalej za tę małą skałę. Była tam szczelina, przez którą udało mi się przecisnąć. Było już ciemno. Słońce zaszło, wiec szłam w mroku. Jednak za tą małą skałą pojawiła się przestrzeń z małym oczkiem wodnym, a za nim zobaczyłam kolejną skalistą ścianę z wejściem do jaskini, które oświetlało światło płonącego przed wejściem ogniska.

Podchodziłam wolno do ogniska. Dostrzegłam za nim siedzącą w postaci lotosu postać o bardzo długich siwych włosach. Te siwe włosy sięgały do ziemi… Pomyślałam, że oto spotkam się za chwilę ze Starą Mądrą Kobietą, najprawdopodobniej Murzynką…

Podeszłam bliżej do ogniska i stanęłam jak wryta, ponieważ to nie była kobieta, lecz bardzo stary mężczyzna. Gdy przyjrzałam mu się, zobaczyłam, że to stary Hindus. Światło ogniska tańczyło na jego twarzy, więc był taki moment, że wyglądał także na kobietę, ale miał nagi męski tors. A na nim coś… połyskującego.

Lekko uśmiechnął się do mnie. Podeszłam bliżej i stanęłam przy nim. Nie odzywał się, a jednak wiedziałam, że mam usiąść obok. Usiadłam. Miał na klatce piersiowej zawieszony przedziwny talizman. Wydawało mi się, że to być może jakiś kamień, ale nie wiem czemu, nie mogłam dokładnie go widzieć.

Hindus zdjął bardzo powoli ten talizman i trzymając cieniutki sznurek albo rzemień w obu dłoniach podał mi go. Wtedy zobaczyłam… że na sznurze wisiało coś dziwnego… to nie był kamień, ale coś jak kula – miniaturka… kosmosu. Widziałam w niej galaktyki, gwiazdy, planety, a wszystko poruszało się, drgało, pulsowało i było ŻYWE.

Delikatnie wzięłam w palce ten sznurek z tym CZYMŚ i założyłam ten “talizman” na szyję. Usłyszałam wtedy słowo "chaos", gdy ta kula znalazła się na wysokości mojego serca. A w momencie, kiedy tylko dotknęła mojego ciała, natychmiast wniknęła do serca.




I znów usłyszałam słowa: Z chaosu wyłoni się harmonia… albo: W tym chaosie odnajdziesz harmonię.
I wtedy wszystko znikło.
Leciałam znów przez tunel i wyskoczyłam na zieloną polanę koło dębu. Wtedy otworzyłam oczy. Medytacja zakończyła się.

----------------------------------------------------------

i jeszcze coś mi się przypomniało. Kiedy byłam nastolatką, w jakimś czasopiśmie zobaczyłam zdjęcie twarzy starego Hindusa. Jego twarz była bardzo poryta zmarszczkami. miał on bardzo długie, ciemne włosy przetykane siwymi pasmami. I pamiętam, bardzo dobrze pamiętam, jak poczułam wtedy ogromne piękno tej twarzy. Miałam nawet takie wrażenie, że inne nastolatki za pięknych uważają różnych młodych mężczyzn, a ja nie rozumiałam, dlaczego dla mnie piękna była właśnie taka właśnie twarz - niemalże starego człowieka...


One who knows the secret of that love finds the world itself full of universal love






wtorek, 13 sierpnia 2013

Jestem Ciemnością, Gwiazdą i Planetą…



Noc z 10. na 11. sierpnia spędziłam na łące przy ognisku.

Siedzieliśmy wraz z przyjaciółmi wokół ognia. Słońce zaszło. Było już ciemno. W pewnym momencie pojawiła się nad nami ciemna chmura. Poczułam, że kilka osób odczuło niepokój, jakby obawiali się, że zacznie padać deszcz. Rzeczywiście kilka kropel na nas spadło. Wtedy przypomniałam o ufności... i o tym, że burza jest pełnym miłości aktem połączenia Nieba i Ziemi. Po chwili chmura rozwiała się, a nad nami pojawiły się Gwiazdy. To była piękna noc... co chwila “spadały gwiazdy”… 



nie myślałam o marzeniach… Ale spadały te "gwiazdy" - meteoryty w ważnych dla mnie momentach. Czy to były Perseidy? Nie wiem. Nie miało to znaczenia. Czułam głębokie połączenie z Ziemią i Gwiazdami i Przestrzenią…



I w pewnym momencie Robert wstał trzymając bębnem w dłoni. Spojrzał na gwiazdy... widzieliśmy wyraźnie Drogę Mleczną... 


Niebo było gęsto obsiane Gwiazdami. Robert zaczął grać na bębnie... i nagle zaczęłam śpiewać “dziwną” ;-D pieśń…


Jestem Ziemią.
Jestem Planetą.
Kiedy jestem spełniona,
kiedy się spełniam,
rozbłyskam i staję się Gwiazdą.


Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…
A kiedy się spełniam,
staję się Planetą.


Jestem Planetą…
Kiedy jestem spełniona,
staję się Gwiazdą.
Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…

A kiedy się spełniam,
staję się Planetą….

Kiedy jestem spełniona,
jako Planeta, znów
staję się Gwiazdą.

Świecę blaskiem w Ciemności
jak Gwiazda, jako Gwiazda…
A kiedy się spełniam,
staję się Ciemnością Pomiędzy Gwiazdami…


Jestem Ciemnością, Gwiazdą i Planetą…

Jestem Ciemnością, Gwiazdami i Planetami…


środa, 24 lipca 2013

MOJA SZMARAGDOWA TABLICZKA


ODZYSKANA...




rysunek, który zrobiłam kilka lat temu, a dziś go zeskanowałam i zrobiłam na nowo - obrabiając graficznie.

W NOGACH I MIEDNICY - ŻYWIOŁ ZIEMI
W BRZUCHU - ŻYWIOŁ WODY
W SERCU - ŻYWIOŁ ETERU 
W TORSIE - ŻYWIOŁ OGNIA
W GŁOWIE - ŻYWIOŁ POWIETRZA

Spiralnie zawirowały swobodnie i połączone w JEDNO.

Ta głowa kojarzy mi się teraz trochę z kwiatem lotosu.

Trochę podobna do Zielonej Tary Matki Wyzwolenia 




margo0307 pisze:
Lipiec 24, 2013 o 6:31 am
"Piękna ta Twoja JESTEM szmaragdowa tabliczka… Nie wiem dlaczego ale w pierwszym momencie kiedy ją ujrzałam, zobaczyłam twarz niedźwiedzia… 
Później już postać kobiety w pozie medytatycyjnej… "

Dziękuję Margo, że podzieliłaś się tym, co zobaczyłaś. Dzięki Tobie zobaczyłam tego niedźwiedzia albo tę niedźwiedzicę...






Ta głowa postaci na rysunku - 'szmaragdowej tabliczce" to dla mnie kwiat lotosu o nieskończonej ilości płatków... jedne "więdną" i się dematerializują, a inne się rodzą... I tu Twoje skojarzenia trafione niesamowicie z tym "ucięciem głowy". Zamiast głowy - kwiat lotosu.

Przypomniała mi się też pewna przygoda. Dostałam kiedyś (bodajże w 2007 roku) od znajomej gliniany wizerunek boginki (chyba z Rumunii albo Węgier przywieziony). Ta boginka była cudna. W swojej formie oprócz ciała kobiety jednocześnie miała  kształt dzbana i widziałam w niej też sowę. Nosiłam ją na szyi zawieszoną na rzemyku. Któregoś dnia spadła mi w pracy na podłogę i upadek spowodował odcięcie jej głowy. Nosiłam tę boginkę dalej, bo przypominała mi bezgłową Baubo. Głowę schowałam do zawiniątka i w wakacje pojechałam na "warsztat dla kobiet" z szałasem potów (sweat lodge). I wtedy poczułam, że mam symbolicznie ofiarować ogniowi swoją głowę pełną starych wzorców i przekonań i poprosić o oczyszczenie i uwolnienie od tych wszystkich wzorców myślowych i przekonań, które mi nie służą. Wrzuciłam wówczas odciętą głowę tej glinianej boginki do ognia. I od tego czasu się zaczęła transformacja i odzyskiwanie "lotosowej głowy". 
:-)



Ciąg dalszy historii MOJEJ SZMARAGDOWEJ TABLICZKI tutaj:
http://tonalinagual.blogspot.com/2013/07/zielone-niebieskie-i-turkusoweistoty.html


wtorek, 23 lipca 2013

MYŚLI, DŹWIĘKI, SŁOWA... TO ENERGIA... BĄBLE, KWIATY, KSZTAŁTY...




Znalazłam jeszcze jeden filmik:




Pamiętasz, jak opisywałam, że przygotowywałam całe swoje ciało do wydawania całkiem nowych dźwięków? To niesamowite, jaka wiedza teraz do nas przychodzi :-D.

Ważne są także myśli, bo nie tylko dźwięki tworzą takie energetyczne "kule", ale myśli również i emocje też, o czym pisałam tutaj:

widziałam... jak człowiek myśli o kimś źle i zły na tę osobę, nieświadomie wysyła taki bąbel energetyczny emocji i myśli w kierunku tej osoby (bez względu na odległość), taki bąbel “przykleja się” do nieskończonych i cieniusieńkich jakby “niteczeki”, którymi na Ziemi (i nie tylko) wszystko jest połączone ze sobą. I leci taki bąbel w przestrzeń…
 Widziałam wielu ludzi w ten sposób działających i zrozumiałam ten mechanizm wzajemnego oddziaływania na poziomach energetycznych ludzi. A potem... do takich ktosiów wysyłających do innych te "trudne" energie, wracają one jak bumerang...

I tu jeszcze jeden film o tym, że dźwięki to nie tyle fale, jak do tej pory uważają fizycy, lecz "kule":
Przesłano 10 maj 2007
"John Stuart Reid delivers an entertaining and informative speech on the true shape of sound. This is an excerpt from his talk at the 2006 International Sound Healing Conference in Santa Fe."




No i przypomniały mi się moje "Grawitory" ;-)

ciekawy link znalazłam: http://www.cheops.darmowefora.pl/index.php?topic=272.250

U Livii Ether znalazłam ciekawy cytat:
Ciekawe, bardzo ciekawe… dzieliłam się tym, co do mnie przyszło o Arce i pisałam:






Livia Ether:

Dokładnie tak kochana Liviu Ether… Żywy… a więc i ZMIENNY. Rozumiem bo jakiś czas temu nagle olśniło mnie…


Ten żywy Tzolkin… Są w “niego” wpisane wpływy energetyczne… różnych miejsc w kosmosie, różnych, kompletnie różnych form energetycznych i fizycznych żyjących, istniejących w różnych zakątkach…
13 tonów galaktycznych to nic innego, jak wzorce z 13 Galaktyk. Jasne.
Każda z nich ma inny zapis dźwiękowo-wzorkowy jak sekwencje np. tej Gwiazdy:



Z całego serca polecam ten film, jeśli ktoś jeszcze nie widział:



I jego dalsze części.


WSZECHŚWIAT JEST ŻYWĄ ISTOTĄ.


A tu jest cały zbiór filmików związanych tematem dźwięków i kształtów, które tworzą, cymatics:

sobota, 13 lipca 2013

O OCENIAJĄCYCH MYŚLACH, UŻALANIU SIĘ NAD SOBĄ, OBWINIANIU INNYCH I NIE TYLKO...

Zapiski moje z 26.czerwca 2013

Pamiętam, ile kiedyś we mnie było bólu i żalu do innych… ile rozpaczy i cierpienia… Tak, wtedy często narzekałam i użalałam się nad sobą, i obwiniałam wciąż innych…
 Nie zdawałam sobie sprawy, że to może być "uciążliwe" dla innych. Że działałam nieświadomie według wzorców utrzymujących mnie w “roli” ofiary, a jednocześnie raniłam innych czyli byłam też "katem". Jednak któregoś dnia także z tego zdałam sobie sprawę – zrozumiałam i przestałam się nad sobą użalać (chociaż nie tak od razu). Bo kiedyś wreszcie usłyszałam samą siebie i… nie mogłam już słuchać “takiej” samej siebie działającej, żyjącej i grającej rolę ofiary, która przy okazji nieświadomie raniła innych. Zobaczyłam samą siebie i mnie zatkało z zadziwienia, kim jestem i co robię?! Wtedy nastąpiły najpierw małe, potem większe, a teraz, z perspektywy czasu widzę, że ogromne zmiany…
Oczywiście to był cały długi proces. Rozpoznałam, że zaczął się wtedy (dla mnie) proces “poszerzenia świadomości” 
Teraz jestem zachwycona, jak bardzo możemy się zmieniać. Teraz dopiero czuję zrozumienie i miłość do tych, którzy jeszcze użalają się nad sobą i obwiniają o całe “zło” innych.
 Teraz wiem, że kiedy podejmujemy decyzje o zmianie naszych wzorców zachowań, zaczynają się prawdziwe zmiany, a czasem nawet zaczynają się dziać “cuda”. Potem te “cuda” stają się “normalną rzeczywistością” albo rzeczywistość staje się cudem. Da mnie na tym polega istota transformacji, ewolucji świadomości. 

Jakiś czas temu miałam zaskakujące przypomnienie i wczoraj także powróciło: 







Oto przykład jednego z moich bardzo dziwnych doświadczeń sprzed kilku lat:

To zdarzyło się w Czechach…



Piękne miejsce, ośrodek z dala od wsi, blisko lasu przeznaczony dla różnych działań i warsztatów tzw. Rozwoju Osobistego… dom z ekologicznym ogrodem… I przeżyłam tam coś niesamowitego.

Pierwszy dzień po przyjeździe... Nie wiedziałam, co się dzieje… nagle poczułam, że w moje ciało, na wszystkich jego poziomach wchodzi taka energia, która mnie zaczęła rozsadzać. Przechodziły przeze mnie takie dźwięki i wibracje, jak z jakiejś wielkiej rzeźni, której nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić. Zaczęłam trząść się cała. Moje ciało wibrowało i trzęsło się kilka godzin. Wiedziałam i czułam coś… dziwnego dla mnie, jakby ziemia, na której się znalazłam wyrzucała z siebie tony cierpienia, bólu, które przechodziły przeze mnie. Ale jakby wewnętrznym słyszeniem albo widzeniem usłyszałam lub zobaczyłam, że ta energia, która przechodzi przeze mnie, ma być przeze mnie transformowana. Więc “mantrowałam” intencję uwolnienia tego niesamowitego cierpienia i wybaczenia wszystkiego, co spowodowało to cierpienie, mantrowałam uwolnienie tej ziemi i tych energii, które przeze mnie przepływały. W pewnym momencie nie mogłam pozostać w domu i “wywaliło mnie na zewnątrz”.

Choć była już noc, kilka osób siedziało przy ognisku. Nie było to jednak w tym momencie istotne, czy ktoś jest obok mnie, czy nie. Stanęłam twarzą do ognia i trzęsłam się dalej. W pewnym momencie uklękłam na ziemi i wtuliłam w nią swoją swoją twarz. Poczułam jej zapach. Zaczęłam go wciągać w siebie. Starałam się swoją świadomość utrzymać w swoim sercu i modliłam się o wybaczenie i uwolnienie tego wszystkiego, co odczuwałam, modliłam się o przetworzenie w sobie tych wibracji w Miłość. Zaczęłam wówczas wydawać z siebie bardzo dziwne dźwięki i trwało to także dosyć długo. te dziwne dźwięki bardzo powoli zaczęły zamieniać się w inne dźwięki, a później w coś jakby “pieśń” Miłości. Śpiewałam o miłości do Ziemi, o miłości płynącej z jej serca, jej ciała, o miłości do kamieni, piasków, minerałów, roślin, zwierząt itd… Aż wreszcie zwróciłam się do gwiazd i Matki Galaktyki. I śpiewałam pieśń Drogi Mlecznej, która wypływała ze mnie jak strumień dźwięków łączących moje serce i ciało z sercem i ciałem Ziemi, z Ziemią, z gwiazdami i z całą Galaktyką.

To, co wcześniej czułam w ciele jako energetyczne wstrząsy zaczęło się powoli uspokajać, harmonizować. Nadal czułam rozwibrowanie, ale już całkiem inne. Kiedy zaczęło świtać, zaczęłam czuć w swoim ciele coraz większe ukojenie i spokój.

Potem siedziałam jeszcze długo przy ognisku. Razem ze mną, obok mnie, siedział Dawid. Już po wschodzie Słońca spojrzeliśmy na siebie. Uśmiechnęłam się do niego. I zaczęliśmy bardzo cichą, spokojną rozmowę. Zapytał mnie, czy chcę mu powiedzieć, co to było, co się ze mną działo? Opowiedziałam. Wskazałam też dłonią na budynki, które widzieliśmy w dali, że to jakby stamtąd, z tamtego kierunku płynęła do mnie “najcięższa” wibracja. Zapytałam, czy tam ktoś mieszka? Wtedy Dawid powiedział:

- Nie. Nikt tam nie mieszka. To są opustoszałe budynki. Tam kiedyś było gospodarstwo państwowe. A w tych budynkach były kiedyś rzeźnie.
Położyłam się plackiem na ziemi, twarzą w trawie i tak leżałam jeszcze przez jakiś czas. Aż poczułam, że mogę wstać, pójść do środka domu. Wróciłam tam na swoje miejsce i zasnęłam.

Wówczas jeszcze nie bardzo byłam świadoma tego, co się stało ze mną. Powoli przyjmowałam takie doświadczenia i rozpoznawałam, czym one są i dlaczego  ich doświadczam:


Jestem tu po to, by uzdrawiać i uwolnić siebie... siebie w innych i innych w sobie...

Teraz dzieją się wprost niesamowite rzeczy. Czuję tę intensywność już od jakiegoś czasu.
Czasem przyjmuję w siebie “ogromne dawki tzw. negatywnej energii”, ponieważ jestem świadoma, że wraca do mnie to, co kiedyś, dawno, bardzo dawno temu "stworzyłam". I transformuję to w sobie, harmonizuję i wypełniam Miłością (tą wszechogarniającą ;-D). Czasem jest trudno, ale daję sobie radę. ;-)



Zapiski z 8.lipca 2013

Są tacy, którzy nieświadomie żyją i działają w zakłamaniu. Są tacy, którzy kłamią świadomie, ale mam takie odczucie, że tych jest dużo mniej niż tych nieświadomych. Być może dlatego kiedyś przypomniałam sobie, jak istotna różnica jest pomiędzy wiedzą (“oj, wiemy, wiemy”) a świadomością (działania wtedy są zgodnie z tym, co mówimy, co uznajemy za istotną wiedzę). Jest mnóstwo “uduchowionych ludzi”, którzy mają odpowiednią wiedzę, by mogli zacząć współtworzyć świat harmonii, świat pokojowych rozwiązań, ale jak widać sama wiedza ani deklaracje nie wystarczają… wiele z nas używa często słowa Miłość nie mając pojęcia, co to słowo naprawdę znaczy.

O Miłości pisałam choćby TUTAJ: MIŁOŚĆ, NIENAWIŚĆ I UWIELBIENIE - link.

oraz tutaj:

ŚNIENIE, WSPÓŁTWORZENIE I MIŁOŚĆ-link


Wszyscy mamy różne trudne “lekcje”. Na przykład kiedyś bardzo bliska mi osoba (nadal mam ją w sercu) twierdzi, że Miłość jest iluzją. I rozumiem ją. Ma swoje powody, by tak myśleć i mieć takie przekonanie. Zaś z mojego doświadczenia wynika, że zwykliśmy nazywać miłością na przykład to, co nią nie jest. Np.: seks to seks, pożądanie, to pożądanie, chcenie, by mieć kogoś na wyłączność jest chceniem, by mieć kogoś na wyłączność. Ktoś kocha jedzenie mięsa albo kocha piękną sukienkę… Ktoś kocha dziecko, ale przestaje kochać, gdy dziecko nie spełnia oczekiwań rodzica... Ktoś kocha kogoś, ale zaczyna nienawidzić, gdy ta druga osoba postanawia odejść... To rzeczywiście jest iluzja miłości. Ale czy to znaczy, że Miłości nie ma? Może tak mówi osoba, która jeszcze nigdy nie doświadczyła Miłości? Bo nie może się na takie doświadczenie otworzyć, ponieważ blokuje ją jej "własne" przekonanie o tym, że Miłość jest iluzją.

Chociaż kto wie, może i ja żyję w jakiejś iluzji i w przekonaniu, że zrozumienie, czym jest Miłość zmienia całkowicie nasze życie? Jest podstawą istnienia i poszerzania (zakresu czy stanu) świadomości. Moje życie jednak zmieniło się niewyobrażalnie – nawet nie wyobrażałam sobie tego, że aż tak może się zmienić, ponieważ zrozumiałam, czym jest Miłość.


Istoty pełne miłości, kochają każde stworzenie, nawet te, które nie umieją kochać albo nie chcą. Istoty pełne miłości nie wywyższają się ponad te "inne". Istoty pełne miłości nie czynią tego, co istoty żyjące "bez miłości", ale tylko dlatego, że mają inną świadomość (inny zakres świadomości). 

Tym, co umożliwia istotom ludzkim przejście dalej, jest zrozumienie, że nie możemy dać innym tego, czego nie możemy znaleźć w sobie, a więc i dać sobie samym. Gdy nie możemy czegoś dać sobie, to znaczy, że nie możemy także tym czymś dzielić się z innymi. Możemy dzielić się z innymi tylko tym, co JEST W NAS, tylko tym, kim i jacy jesteśmy. Jeśli w nas jest cierpienie, dzielimy się cierpieniem i zasilamy ten Sen Planety, w którym jest cierpienie, jeśli jest to nienawiść, dzielimy się nienawiścią i wciąż zasilamy Sen, w którym istnieje nienawiść, bez względu na to, czy czynimy to nieświadomie czy świadomie. Jeśli jest to tolerancja, dzielimy się tolerancją, jeśli jest to miłość, dzielimy się miłością. Lecz jeśli jest to tylko nasza projekcja na temat miłości, dzielimy się z innymi własną projekcją na temat miłości.


Pisałam o różnicy między uświadamianiem a protestowaniem… ta różnica polega na tym, że uświadamianie to dzielenie się wiedzą, a protestowanie ma w sobie “negację” zachowań innych. Protestowanie to zakamuflowany atak na sposoby działania innych. Atakujemy wówczas innych powodując wzburzenie i jeszcze większą złość i wzmacniamy u innych "negatywne" emocje. Uświadamianie czyli przypominanie o cierpieniu np. ludzi czy zwierząt, uświadamianie o potrzebie szacunku do zwierząt jako istot czujących itp. itd. działa inaczej i naprawdę działa. A każdy bunt rodzi inny bunt i jak piłeczka pingpongowa w grze raz uderza w jedną, a raz drugą paletkę, tylko że w tym przypadku "paletkami" są ludzie. I takie uderzenia mogą sprawiać ból. Takie są zasady tej  "gry". Może uświadamianie sobie i pomoc przy uświadamianiu (sobie) innym zasad tych "gierek i gier", w jakich uczestniczymy działa powoli, ale na pewno skuteczniej niż jakikolwiek bunt czy oskarżanie innych o to, że postępują "źle". Bo uświadamianie pozwala na rozpoznanie zasad tych "gier i gierek", w których nieświadomie uczestniczymy. Ale to moje rozpoznanie, a kogoś innego może być inne.

Nasuwa mi się teraz pytanie (tak ogólnie): czy warto złościć się na ludzi, którzy nas odrzucają? Z mojego doświadczenia i tego, co czuję i wiem (czyli z wiedzy i świadomości), wynika, że nie warto… Przeżywałam ostatnio także takie doświadczenia z “oczernianiem” mnie włącznie i ze snuciem różnych projekcji na mój temat, które nie miały nic wspólnego z faktami. Rozumiem, jak to działa, jak nasze umysły tworzą różne historie i urojenia po to, by usprawiedliwić swoje przekonania, swoje "negatywne" emocje wobec innych. 

Jednak… rozumiem powody i przyczyny działania takich osób. I wzorce tych działań. I widzę, że jeszcze w większości ci ludzie nie są świadomi tych wzorców, według których działają. Ale ja w sercu nadal czuję do nich miłość... 

Ponieważ pamiętam, kim byłam... I dziękuję za to to... kim byłam, kim jestem i kim będę.


Wiele ostatnio "mówi się" o podwyższaniu wibracji...
Dla mnie nie ma "wyższych" czy "niższych" wibracji, ale są one zróżnicowane. Oczywiście, jeśli są jakieś "nisze" wibracje, to względem jakichś "wyższych" i odwrotnie. Bez wartościowania i oceniania, które są "lepsze", a które "gorsze". Dla mnie nie ma „wyższych” lub „niższych” wibracji, choć potocznie wiele osób tak mówi i pisze. 

Wiem, że są fale o większej albo mniejszej amplitudzie drgań albo większej (gęstszej) lub mniejszej (rzadszej) częstotliwości drgań. Są fale bardziej lub mniej „zagęszczone” wymiarowo. Przestrzenie są wymiarowo zróżnicowane i mogą na danym obszarze występować jednocześnie światy róznowymiarowe. Mówi się potocznie o wyższej lub niższej częstotliwości drgań (wibracji), ale wówczas wyższe częstotliwości drgań są związane z mniejszymi amplitudami i krótszą długością fali względem jakichś wyższych amplitud czy zróżnicowanej długości fali. Eter zwany piątym żywiołem, z tego, co widziałam i zrozumiałam, ma taką "właściwość", że w nim harmonijnie są połączone wszystkie rodzaje częstotliwości (wibracji). Eter łączy w JEDNĄ WIELOWYMIAROWĄ PRZESTRZEŃ wszystkie przestrzenie różno wymiarowe wypełnione różnymi wibracjami. Teraz już nie wybieram "wyższych" czy "niższych" wibracji, do przejawiania siebie. Jestem Połączona. I działam w Połączeniu. Łączę się z Intencją, która przeze mnie się przejawia. Nie wybieram "wyższych" czy "niższych" wibracji, ale łącze je w sobie w harmonii. Mogę to opisać za pomocą innej przypowieści:

Obecnie prowadzącą mnie intencją jest... harmonia. I bardziej odczuwam "ciałem" niż myślę "umysłem". Kiedy nasze serca wypełnia energia... nazwę ją energią piątego żywiołu - eteru, a "z zewnątrz" zbliżają się świetliste bąble albo nici, które mają różne częstotliwości (wibracje), to one stykając się z eterem w sercu i łączą się z energią, którą też czasem nazywam sobie "wszechogarniającą miłością". :-) 

Gdy w ten sposób te inne wibracje łączą się z eterem w sercu, zmienia się ich własna wibracja w punktach styku z energią eteru w sercu. I dotychczas stała częstotliwość danego wzorca staje się zróżnicowana, bo harmonijnie połączoną z wibracją "wszechogarniającej miłości" w moim sercu. Ale "końcówki" tych nici nadal mają te "swoiste" wibracje/częstotliwości. A końcówki takich wielu różnych nici nadal mają zróżnicowane między sobą wibracje/częstotliwości. 

Wtedy umysł pozostaje zazwyczaj "pusty". Obserwuję, rozumiem i czuję miłość. I gdy mam na przykład coś powiedzieć, wówczas po prostu mówię. Wtedy mało myślę poprzez moje "chcenie" lub "niechcenie". Prawie wcale. ;-) I przeze mnie przejawia się to, co ma się przejawić. I robię to, co mam do zrobienia. :-D