......JESTEM na poziomie świadomości
Wszystkim, Co Istnieje,
co kiedykolwiek istniało
i będzie istnieć...
ISTNIEJĘ - to jest jedyne oczywiste doświadczenie.
Być JESTEM - to wszystko,
co można zrobić bez żadnego wysiłku.
Jestem tym lub tamtym - to iluzja (ma-ja), nierzeczywistość, sen... :-)
Więc JESTEM także tym snem... czyli JA.
To jest całość - JA JESTEM.
Sen staje się świadomy,
zmienia się stan i następuje realizacja, urzeczywistnienie nierzeczywistego... - Ti-ka-li Siunjata
Mamy tu przedstawiony Labirynt ośmio-etapowej wędrówki świadomości w naszym Układzie Słonecznym: W odniesieniu do tego Labiryntu - w Układzie Słonecznym mamy takie ustawienie Słońca i Planet: 1. - centrum labiryntu - Słońce - etap. 8. 2. Merkury - etap. 5 3. Wenus - etap 6 4. Ziemia - etap 7. 5. Mars -etap 4. 6. Jowisz - początek - etap 1. 7. Saturn - etap 2. 8. Uran - etap 3. czyli według tego Labiryntu mamy taką kolejność doświadczania i przechodzenia różnych etapów wędrówki świadomości w tym Układzie Słonecznym (?): 1. Zaczynamy od Jowisza 2. Saturn 3. Uran 4. Mars 5. Merkury 6. Wenus 7. Ziemia 8. Słońce Gdyby te planety miały symbolizować kolejne figury geometryczne (zaczynając od trójkąta) to miałyby takie odniesienie: 1. Jowisz z symbolem trójkąta 2. Saturn z symbolem kwadratu 3. Uran z symbolem pięciokąta- gwiazda pięcioramienna 4. Mars z symbolem sześciokąta - gwiazda sześcioramienna 5. Merkury z symbolem siedmiokąta - gwiazda siedmioramienna 6. Wenus z symbolem ośmiokąta - gwiazda ośmioramienna 7. Ziemia z symbolem dziewięciokąta - gwiazda dziewięcioramienna 8. Słońce z symbolem - gwiazda dziesięcioramienna
Wiadomo, że różne figury geometryczne są powiązane z różnymi wibracjami (dźwiękami, częstotliwościami drgań) i zapisami - wzorcami (patrz filmy powyżej). Jak mandale (mantra, yantra, tantra). Ad. 3. i 6. Z powyższego wynikałoby, że na przykład symbolika gwiazdy pięcioramiennej jest powiązana z Uranem, a nie Wenus. Ad. 2. Skąd jednak heksagon (figura sześcioramienna) na Saturnie?
http://www.tunguska.pl/heksagon-na-saturnie/ Czy dlatego, że... Saturn jest szóstą z kolei (licząc od Słońca) planetą tego układu Słonecznego... Czyli przypisując figury geometryczne jako symbole poszczególnych planet w odwrotnym kierunku mielibyśmy: 1. Merkury - punkt 2. Wenus - krzyż 3. Ziemia - trójkąt 4. Mars - czworokąt 5. Jowisz - pięciokąt 6. Saturn - sześciokąt 7. Uran - siedmiokąt
I jeszcze połączenie "dwóch kierunków ewolucji"- tego z Labiryntu i wg. kolejności w układzie - podwójna symbolika: 1. Merkury - punkt + gwiazda siedmioramienna (9) 2. Wenus - krzyż + gwiazda ośmioramienna (10) 3. Ziemia - trójkąt + gwiazda dziewięcioramienna (12) 4. Mars - czworokąt + gwiazda sześcioramienna (10) 5. Jowisz - pięciokąt + trójkąt (8) 6. Saturn - sześciokąt + kwadrat (10) 7. Uran - siedmiokąt + gwiazda pięcioramienna (12)
Powracam do LABIRYNTU. Oczywiście istnieją różne wersje tego typu labiryntów... A i wędrówka różnych Istot poprzez nasz Układ Słoneczny mogła i może wyglądać inaczej...
Tu po prostu przedstawiłam jeden z wielu Labiryntów.
___
22.10.2013
Nie wiem, dlaczego ten powyższy labirynt uwzględnia tylko 7 planet Układu Słonecznego, a nie 9 ani 10 czy 11 lub 12... To nadal zagadka. Może być to powiązane z 7. aspektami świadomości. Istnieją inne labirynty, jak np. ten w katedrze Chartres, który ma 11 "kręgów". .. c.d.n.
Oto historia pewnej ISTOTY, która przybyła do tego Układu Słonecznego, aby przejść doświadczenia różnych "form" świadomości - "pod kierunkiem" różnych "bóstw planetarnych". Jej wędrówka zaczęła się od piątej z kolei planety (licząc od centrum - Słońca). Tą piątą planetą jest Jowisz. Zgodnie z zapisem labiryntu, gdy udało się tej ISTOCIE wypełnić "przeznaczenie" i rozpoznać zasady GRY z poziomu planetarnego Jowisz, przeszła na kolejny poziom czyli doświadczania "pod kierunkiem" innego "bóstwa planetrnego" czyli Saturna. I tak w labiryncie może przechodzić na kolejne poziomy świadomości - planety: Mars, Merkury, Wenus i Ziemia.
Gdy ISTOTA wypełni swoje "przeznaczenie" rozpoznając świadomie zasady GRY z poziomu planetarnego Ziemia, wtedy przechodzi na kolejny poziom - wchodzi do centrum, którym jest Słońce. Słońce jest także bramą wyjścia z tego Labiryntu... Układu Słonecznego(?)
“Yantra w znaczeniu dosłownym oznacza instrument, maszynę bądź warsztat, w szczególności warsztat tkacki. Yantry są rytualnymi diagramami rozpowszechnionymi w hinduiźmie i tantryźmie, służą do medytacji lub spełniają funkcje inicjacyjne." cyt z Wikipedii
Yantry bywają geometrycznie zróżnicowane…
Yantra to rodzaj programu, który istnieje we wszechświecie. To "maszyna generująca lub też utrzymująca fraktalny świat tzw. matrixa. Yantry podobno były używane do przebudzania świadomości od tysięcy lat. Wizualna forma mantry jest reprezentacją wewnętrznego procesu rozwoju duchowego. Jest to ukryta muzyka wszechświata. (patrz cymatiks), która staje się widoczna jako stworzona z krzyżujących się, nakładających na siebie form geometrycznych i wzorów interferencyjnych. Także yantry o róznej geometrii (lotosy o różnej ilości płatków) są we wschodnich tradycjach przypisane do poszczególnych czakr - ośrodków energo-psychiczno-fizycznych w naszych ludzkich ciałach.
Tradycyjnie (np. w Tybecie) Yantra wyposażona jest w wiele warstw znaczeniowych czasami zawierających pełną kosmologię i np. poglądy na świat czy system przekonań (idee i wzorce działania).
Yantra jest stale ewoluującym wzorem i ma różne stany... Yantry mogą też jak matryce przenikać się… i stawać zmiennokształtnymi.
Pisałam, że kwiat lotosu, który znalazł się na rysunku “mojej szmaragdowej tabliczki” :
jako głowa postaci, to kwiat o nieskończonej liczbie płatków. To kwiat, który jest żywy, pulsujący, może być zmienny, a jednocześnie stały… Dlatego ów "Kwiat Lotosu" może nawet zmieniać swoją formę – geometrię. Yantra działa tak, że ma moc przetwarzania cyklu. I jeśli ktoś chce zatrzymac się w danym świecie, jego yantra przyjmuje stałą formę kompatybilną z danym światem. Jeśli następują zmiany, może zmianie ulegać geometria czyli forma "Kwiatu życia", yantry.
Bardzo ciekawy filmik, który przedstawia, jak zmienia się geometria w zależności od różnej częstotliwości drgań:
Pisałam kiedyś o pewnym “olśnieniu”;-) , kiedy zdałam sobie sprawę, że będąc Kwiatem Życia sama mogę zmienić swoją formę. To miało miejsce w wizji ze spotkania m.innymi z Metatronem. Napisałam wówczas:
to taki "Kwiat" będzie miał wtedy… 26 + 26 = 52. “czakry” czyli “płatki lotosu”… z których aż 31 będzie “niewidzialnych”… i tylko 21. jest widzialnych. Ale gdy nie dostrzegamy ich podwójności, to ograniczamy postrzeganie takiego kwiatu do 13stu "płatków". Wtedy aż 39 będzie "niewidzialnych" (ukrytych w "antymaterii"?) Wystarczy wtedy taki prosty symbol - kwiat LOTOSU ;-D :
I mogę iść albo płynąć lub lecieć dalej… ;-)
Dwuwymiarowa i trójwymiarowa Gwiazda Dawida to także symbol Yantra.
Pisałam: Niektórzy przy medytacji proponują na przykład wyobrażać sobie swoje pole energetyczne (swoją merkabę) jako dwie przenikające się “piramidy” ułożone stożkami, jedna do góry, druga do dołu, jak tu:
Merkaba to podobno "instrument mocy". "Merkaba to żyjące pole energetyczne człowieka. Aktywacja tego pola otwiera niezwykłe możliwości." Tu inna merkaba:
”Yantra / Jantra jest reprezentacją pierwiastka boskiego i może być traktowana jako fizyczny wyraz mantry: mantra przedstawia pierwiastek boski w postaci dźwięku, jantra natomiast w postaci geometrycznej figury. Jantra ma zawsze charakter geometryczny w odróżnieniu od mandali, która może zawierać również elementy ikonograficzne. Spotyka się także motywy florystyczne. Istnieje pogląd, że jantra zawiera w sobie mandalę. ”
Natomiast Yatra (słowo bez “N”) znaczy w sanskrycie “pielgrzymka” – popularna forma kultu hinduistycznego polegająca na indywidualnych lub grupowych podróżach (pieszo lub z pomocą środków lokomocji) do lub wokół sławnych obiektów kultowych.” – cyt. z Wikipedii.
ja nie tworzę… śnię… Jestem kanałem energii. Jestem centralnym kanałem energii, ale nie tworzę, ponieważ… Wszystko było, jest i będzie. Jestem kwiatem życia :-)
No tak... przypomniałam sobie: odpowiedzialność za "tworzenie nowego świata" polega na tym, że jest to... akt świadomego odcięcia się od Źródła, od połączenia z Całością i wejście w iluzję – program, że Ja Coś Stwarzam… To wejście w śnienie... SEN-JAWA... Jawi się coś, co śnione, marzone... Śniący... Dreamers...
Śnienie...
Teoretycznie mogę w każdej chwili zmienić sen-jawę… ale nie mogę niczego STWORZYĆ. W sensie dzieł sztuki mogę odtwarzać… transformować... ale będąc już w iluzji tworzenia zapominam o tym, że nic nie stwarzam. Co najwyżej jestem Artystką... Wszyscy jesteśmy Artystkami i Artystami, gramy swoje role wypełniając przeznaczenie świadomie lub gramy je nieświadomie poddając się losowi.
W sensie tworzenia-rodzenia mogę “dać życie” komuś, czemuś, ale NIC NIE JEST MOJE i nic nie jest przeze mnie stworzone… Tyle pamiętam.
Kto stworzył? NIKT. Pustka nie jest pusta. Pustka jest pusta dla umysłu, który wszystko “nazywa” i wyodrębnia, oddziela także jedno od drugiego. Umysł to, co uchwyci nazywa JAWĄ, a to czego nie rozumie, nazywa SNEM. A dla świadomości Pustka to Próżnia czyli pole wszelkich potencjalnych SNÓW… Potencjalnych, a więc istniejących, ale nie przejawionych…
Nawet fizycy już wiedzą, że próżnia jest wypełniona po brzegi… aż kipi... coś jak gotujący się wrzątek w garnku.
Coś jakby uśpione… coś jak sen, którego nie śnimy albo nie pamiętamy. potem i tak oddajemy nasze doświadczenia…
Altea: “jednak wiem też z tego poziomu, że wszystko czego doświadczę co wykreuję nie jest ani dobre ani złe... jest po prostu doświadczeniem… jest opowieścią… książką do biblioteki wszechświata … “
Dokładnie. To, czego doświadczam… to jest coś… przejawiającego się… nasze doświadczenia… są śnionym snem, w którym odgrywamy główną rolę. a to “Orłu Świadomości” albo Kali czy innym "Istotom" Symbolizującym Pustko-Próżnię. A jak nie chcemy oddać, to "Orzeł Świadomości" albo Kali albo... my sami odbieramy je sobie. I umieramy…
Umiera forma. Kończy się sen, byśmy po chwili mogli obudzić się w następnym… Ale często nie pamiętamy, co nam się śniło wcześniej… Albo kończy się sen i następuje przebudzenie, abyśmy przypomnieli sobie...
Istnieję i TU i TAM... TAM, gdzie sny, których nie pamiętam i TU, gdzie "realizuje się" sen, w którym odgrywam główna rolę. Każdy z nas w swoim śnie gra główną rolę... Dlatego początek jest zawsze względny i jest w każdej "kropli oceanu"... Przeze mnie, poprzez ciebie i każdego z nas każde TU i TERAZ może się łączyć z TAM.
Te słowa mnie "natchnęły" i zainspirowały, by podzielić się tym, czego doświadczam. Mam takie skojarzenie, że to Bóg jako Uniwersalny Umysł i jego wszechpotęga powoduje, że człowiek staje się bezradny, dlatego, że odciął swoją "kreację" od współdziałania z Boginią. :-) Rozerwanie "jedności ze Stwórcą"... Czuję, że to sformułowanie jest... "niepełne" z jakiegoś powodu... Stwórca w takim przypadku to Uniwersalny Umysł. Więc człowiek stracił jedność z Uniwersalnym Umysłem? Dlaczego? Bo gdzieś się zapodziała Bogini - Uniwersalna Świadomość?
Indywidualny umysł ludzki - ta cząstka "Boga w nas", gdy ograniczony jest do programu "wolnej woli", staje się odcięty od Całości. Program wolnej woli zamyka też Serce, które jest "ośrodkiem świadomości" - cząstki "Bogini w nas" i tego, co nazywamy Miłością. Taki umysł odcięty od serca lubi być podzielony, zróżnicowany, kolorowy, nawet lubi jak jego cząstki walczą ze sobą... jego naturą jest działanie (tak, jak wszelkich bogów i ludzi jako istot obdarzonych umysłem). Dla niego nie ma znaczenia w jaki sposób działa, samo działanie się liczy, różnego rodzaje aktywności... myślenie, idee i realizowanie ich w działaniu... Taki umysł używa wszelkich sztuczek, by wzmacniać indywidualne ja-ego, by je zadowalać na wszelkie możliwe sposoby i bawić się nim i prowadzić gry ze sobą i innymi ja-ego. Lubi, gdy te indywidualne i zbiorowe ja-ego walczą i spierają się ze sobą... Gdy światło walczy z ciemnością...
Kiedy świadomie łączymy się z sercem - "Boginią w nas", nasza wola łączy się wówczas z Wolą Całości...
Bóg - Umysł działa poprzez cztery żywioły o podwójnej naturze, a Bogini - Serce działa poprzez piąty żywioł - eter... Piaty żywioł działa tak, że zaczynamy akceptować pustkę...
Akceptacja pustki polega na tym, że zaczynam przypominać sobie o tym, że cały wszechświat zawiera się w każdej istocie ludzkiej. Wszystko, co widzimy wokół siebie - także rzeczy, których niektórzy z nas nie lubią, także ludzie, których niektórzy się boją albo którymi gardzą... to wszystko obecne jest w nas, choć w różnym stopniu. Diabeł to nie jest jakaś nadprzyrodzona siła, która atakuje z zewnątrz. To głos w naszym wnętrzu, którego nie jesteśmy świadomi, którego się wyparliśmy. Jeśli w pełni poznajemy samych siebie, uczciwie i rezygnując z samooszukiwania, rozpoznając swoje jasne i ciemne strony, wtedy osiągamy tę "wyższą" albo "poszerzoną" świadomość". Kiedy ktoś zna siebie, zna także "Boga w sobie" i "Boginię w sobie".
p.s. Zawsze tak jest, że kiedy mówisz coś do tych, co są oddzieleni od serca i od "Bogini", będą się na ciebie złościć albo nawet cię nienawidzić, posądzać o wszystko, co sami projektują. („Stosownie do wiary waszej wam się stanie” - cyt. znaleziony u Margo0307)
A im więcej opowiadasz o Miłości, a nie jej iluzjach, tym większą będą czuli nienawiść.
A Miłość, czym jest? - po prostu nie wiemy, dopóki jej nie doświadczymy. Inaczej zachowujemy się jak dzieci, które nigdy nie były przez nikogo naprawdę kochane, a udają, że wiedzą, czym jest Miłość. Dlatego mądrzy ludzie mówią i piszą, że "najpierw potrzebujemy pokochać siebie". Chociaż póki tego nie doświadczymy, nie wiemy, czym TO jest i na czym TO polega :-)
W tym świecie "poprzekręcanych wartości", złudzeń i iluzji stworzonych przez Umysł - mózg odcięty od serca - Świadomości, tak wielu ludzi gotowych jest do walki bez żadnej przyczyny, a do tego jeszcze tylu walczy dla jakiejś sprawy, ponieważ walka jest podstawowym programem Umysłu odciętego od Serca. Kreacją "Boga, który odrzucił "Boginię" i zaczął "stwarzać" sam... Taki on doskonały... Jest rzeczywiście doskonały na swój sposób, nawet w swoim "fraktalnym" zakręceniu... :-) A "umysł zaślubiający umysł" prowadzi do wszelkiego rodzaju odkształceń... i dysharmonii. Dlatego pęd ku oświeceniu umysłu ("Światło, Światło i tylko Światło!") jest pułapką - "spiralnym fraktalem", w którą umysł sam się "zakręca"... Aby dostrzec Prawdę potrzebujemy "otworzyć" umysł na Pustkę... z której wyłania się Miłość. W tej Pustce Umysł staje się Obserwatorem i działa ŚWIADOMIE. Tam nie ma ocen, oczekiwań, iluzji. Widzimy, jak cząstki Całości się przejawiają. Możemy prowadzić z nimi dialog i nie walczyć, ale one i tak mogą chcieć nadal walczyć z nami...
I nawet, jeśli to "wiemy", to bez doświadczenia tej "wiedzy" nie jesteśmy nadal ŚWIADOMI tego, czym jest MIŁOŚĆ. ;-)
Czuję jeszcze
większy s-pokój w sobie od kilku dni. Harmonię… i
szczęście. “Widzę” (wewnętrznym widzeniem), jak różne "części mnie" na zewnątrz
drgają, pulsują, tańczą, podróżują, a niektóre nawet "walczą" o racje "mieczami iluzji", albo się cieszą albo smucą… z
wielu różnych powodów… Jak niektórzy podobni marionetkom
robią to, co myśli i emocje im "każą", bo przecież nimi animują i poruszają... Wewnątrz i na zewnątrz jednocześnie... Jak wplątani w sieć powiązań czasem próbują się wyrwać... i szarpią...
Czuję i widzę
jak wzorce w cząstkach Uniwersalnego Umysłu ożywiają i utrzymują
Całość w tańcu i ruchu… Jak różne idee, koncepcje,
przekonania chcą być realizowane, jak Całość chce się
przejawiać na nieskończoną ilość sposobów… Nie spodziewałam
się tego… Nie myślałam o celu. A jednak... to, co mnie spotyka wciąż jest "zaskakujące", ponieważ wypływa z przestrzeni "nieznanego" albo "zapomnianego". Życie jest cudowną przygodą, podróżą w nieskończoności... w wiecznym TU i TERAZ... A Przebudzenie
jest czymś bardzo prostym, czymś naturalnym. Czymś, czego wciąż
od czasu do czasu doświadczamy…
Alan Watts - PRAWDZIWY TY (Polski lektor)
Czasem wracamy... raz szybciej, raz powolutku do naszej “Pramamy” – świadomości Jedni… Powrót
do tego stanu jest jak… “Kosmiczna Ceremonia”. Ale wiem, że
nie cel jest ważny, lecz podróż… Teraz rozumiem, co znaczyły słowa, które kiedyś sobie przypomniałam: Jestem jedną z Tych z Prawa Jedni...
Czym jest Miłość?
Rozpoznaniem Jedności z Całym Życiem czyli ze Wszystkim, Co Jest. Przypomnieniem sobie o Jedności świadomości przejawiającej się w formie... w nieskończonej ilości form... Świadomość w jednej formie spotyka się w SOBIE, poprzez SIEBIE ze wszystkim, co w niej i co ją otacza, z czymkolwiek wchodzi w relację... indywidualna forma udaje się na spotkanie ze SOBĄ...
Zimne
Przebudzenie (Anthony de Mello)
cyt. z filmu: "Aprobata,
uznanie, pochwała, sukces, akceptacja, popularność to narkotyki, które zawładnęły naszymi umysłami.”
To
miałam na myśli pisząc o tym, że Przebudzenie jest czymś bardzo
prostym, czymś naturalnym. Czymś, czego wciąż od czasu do czasu
doświadczamy…
Pamiętasz,
jak budzisz się ze snu?
Czasem
wiesz, że śniłaś, a nie pamiętasz co? Czasem pamiętasz sen, ale
nie wiesz, co on znaczy dla Ciebie i dlaczego śniłaś to, co
śniłaś. Bywa też tak, że tak głęboko śpisz, że kiedy się
budzisz, nie pamiętasz, gdzie jesteś… i potrzebujesz jakiegoś
czasu, by przypomnieć sobie, gdzie się obudziłaś…. W którym…
“ŚNIE – JAWIE”.
A
czasem budzisz się i pamiętasz sen i wiesz, co on znaczy, a nawet
rozumiesz, dlaczego Ci się przyśnił…
Podobnie
jest z Przebudzeniem…
Przypomniał mi się jeszcze inny przykład ze snami. Czy zdarzyło Ci się śnić jakiś sen, a w tym śnie przechodzić do innego, kolejnego snu? Był kiedyś taki film fabularny pt. 'Incepcja' - "W czasach, w których technologia pozwala na wchodzenie do świata snów, pewien złodziej ma za zadanie wszczepić myśl do śpiącego umysłu.” – http://www.filmweb.pl/Incepcja
Eckhart Tolle
- Nigdy nie jest za późno na przebudzenie PL
I o medytacji słów kilka...
Dla
mnie “medytacja” to przede wszystkim wejście w siebie. To jest jak “wewnętrzna podróż”, chociaż
te podróże bywają też “dalekie”… Zazwyczaj nie śpiewam żadnych ogólnie znanych mantr, nie mam żadnej ulubionej pozycji - czasem leżę, czasem
siedzę, a czasem poruszam się albo tańczę i śpiewam. Ale chyba najczęściej "medytuję" na leżąco. Wtedy całe ciało łatwiej się rozluźnia. W zasadzie to nie jest medytowanie, ale wejście w siebie... cokolwiek to znaczy... "Medytuję" też czasami w świadomym śnieniu... Natomiast przy tego
typu działaniach w pewnym momencie zaczęły pojawiać się różne dźwięki
i pieśni, które pozwalają mi utrzymać świadomość w centrum, a nie
rozpraszać się “na boki” i “czy odlatywać”. Nawet, jeśli gdzieś lecę ;-) Od czasu do czasu używam swojej małej misy tybetańskiej o pięknym, czystym dźwięku i wtedy skupiam się na tym dźwięku i słyszę go "W SOBIE" bardzo długo... Kiedyś grałam częściej na bębnie lub grzechotce, a teraz częściej na fujarce... (bez dziurek na palce).
I
czuję, że każdy z nas może mieć swoje sposoby, a nawet swoje
dźwięki przy wchodzeniu “w siebie”… w swoje “wnętrze”. Dla mnie medytacja jest bardziej introspekcją – „patrzeniem do
wewnątrz”, obserwowaniem i rozpoznawaniem własnych stanów
psychicznych, myśli, uczuć i wzorców czy przekonań po to, by
zmieniać to, co już mogę "przetransformować w sobie".
Czasem to mam takie odczucie, że mimo iż żyjemy na Ziemi, to żyjemy w jakichś “równoległych światach”… Bo na przykład: kiedy słyszałam, że ludzie mówili, że w środku Ziemi jest żelazna kula albo żelazny kryształ, to “nie wiedzieć czemu” w ogóle tego nie czułam. Za to, gdy udawałam się do wnętrza Ziemi, wchodziłam do małego Słońca – Serca Ziemi i tam też czasem “pływałam” w "oceanie najczystszej energii Miłości". Postrzegałam to wnętrze – Serce Ziemi jako małe Słońce. Kiedyś często zaczynałam medytacje łącząc się z sercem Ziemi (wypuszczałam energetyczną nitkę, coś jak korzeń do wnętrza Ziemi), a drugą nitką - wysnuwaną z czubka głowy przez “czakrę korony” jak “gałązką” - łączyłam się z centrum Słońca, a poprzez nie z Centrum – Sercem Galaktyki, a stamtąd ze wszystkimi Galaktykami. A “listeczkami” rosnącymi na tej “gałęzi i na innych wyrastających z niej “gałązek” łączyłam się z przestrzenią “pomiędzy”.
A
tu film z Basharem, który opowiada (dzieli się informacją) o
równoległych Ziemiach: