poniedziałek, 20 sierpnia 2012

Spotkanie w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami - Z PODRÓŻY 5-6-7 sierpnia






Spotkanie w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami było niesamowite. Czuję ogromną wdzięczność. Wiem, że to wszystko miało się zdarzyć, ale nie miałam żadnych oczekiwań, więc to, co się wydarzyło, było cudowne, zaskakujące i pozostało głęboko w moim sercu…

Nie da się tego wszystkiego opisać  Ale chcę się podzielić tym, co dla mnie najważniejsze. Rozmowy z Livią… wypełniające, niedokończone, nieskończone, dopełniające się, … miłość, przepływ, zrozumienie… uważność i roztańczenie… i przeskoki kwantowe z tematu na temat… Rozmowy z Jarkiem… podobne, może trochę bardziej uporządkowane i dotykające mniejszej ilości wątków, ale momentami dogłębnie… tych zaledwie kilku wątków…

SNY
 Z 5.na 6.sierpnia miałam w Domu Pod Dwoma Dzbanami dwa sny. Oto, co z nich zapamiętałam:

1. Rodzina Livii pokazała mi jakieś dokumenty w foliowej kopercie. Wśród kilku kartek tych dokumentów, na samym wierzchu było pióro, a w zasadzie tylko złamana część biało-czarnego pióra. Delikatnie wyjęłam dokumenty z koperty. Patrzyłam na to złamane w połowie pióro i nagle zobaczyłam, że w swojej prawej dłoni trzymam jego drugą część. Przyłożyłam ją do tej części pióra leżącej na dokumentach, a wtedy… obie części połączyły się ze sobą… Trzymałam teraz w dłoni całe piękne biało-czarne (miejscami tez trochę szare) pióro. Pióro orła, a może kondora? A może uniwersalne biało-czarne pióro?

2. Małe oczko wodne, nad którym siedziałam późnym wieczorem i przyglądałam się gwiazdom odbijającym się w jego lustrzanej tafli przesiąkniętej granatową czernią nocnego nieba, przyśniło mi się w nocy… jako Wielka Misa Uzdrawiającej Mocy. Wcześniej miałam ten sen o dwóch stawikach przeciętych groblą u Oliwii i Darka. Zrozumiałam, że każdy zbiornik wodny, każde oczko wodne, nawet kałuża i każda kropla może być Misa Uzdrawiającej Mocy, jeśli jesteśmy w stanie zobaczyć w nich nocne niebo z gwiazdami i zrozumieć ich uzdrawiającą moc…

Przez jedną kroplę wody jesteśmy połączeni z wodami we wszechświecie… połączeni z CAŁOŚCIĄ. Dlatego pijąc wodę zawsze błogosławię ją przesyłając jej miłość i prosząc o jej błogosławieństwo.

Wspaniale i coraz precyzyjniej SKŁADAJĄ SIĘ PUZZLE i cząstki ROZBITEGO KRYSZTAŁOWEGO LUSTRA.

Byłam poruszona tymi snami i jak tylko rano wstałam, od razu podzieliłam się z Jarkiem i Livią oraz z całą Rodziną.

6.sierpnia
SPOTKANIE Z LIPĄ – JASZCZURĄ na górze Chełm.

Pod górę podjechaliśmy razem z Livią, Jarkiem i Nadusiem…Nadinkiem. (Nad –Inkiem  Prowadziła mnie Livia. Wyglądała zjawiskowo, jak jakaś jaśniejąca postać wypełniona ponad brzegi i granice swojego ciała miłością i zrozumieniem. Czułam też, że jest przejęta i podekscytowana. Ale to może moje uczucia zlewały się z jej uczuciami…

Szłyśmy z Livią na górę. Słońce już chyba zachodziło. Na środku drogi leżał duży grzyb. Obie zwróciłyśmy na niego uwagę. Powiedziałam coś o świętych grzybach…
 Przystanęłam przy leżącym na polance wielkim kamieniu, który mnie zawołał. Przywitałam się z nim, a on pokazał mi historię zapisaną w wyrzeźbionych w jego strukturze obrazach. Widziałam orła siedzącego na gałęzi, jaszczurkę, niedźwiedzicę o uzdrawiającej mocy, która przybyła z konstelacji Siedmiu Sióstr (Wielkiej Niedźwiedzicy). A potem ujrzałam jeszcze postać jadącą na tej Niedźwiedzicy…

Nagle pojawił się nad nami sokół. Zrobił jeden krąg, a później drugi. Posłaniec niebios przyniósł pozdrowienie od naszych przodków, dziadków i babć, i przypomnienie, aby przyjąć dar, jaki na nas czeka na górze. Przypomniał mi on także o zachowaniu przytomności umysłu w rozczytywaniu znaków i odpowiedzialności za dar widzenia rzeczy całościowo.

Gdy wyruszyłyśmy dalej, idąc patrzyłam na drogę przede mną i spostrzegłam trzy kawałki patyków, które mijałam; były różnej wielkości i różnie ułożone na drodze przed moimi nogami, w tej samej mniej więcej odległości od siebie, ale jeden za drugim. Te trzy patyczki, gdy złożyłam je razem w swoim widzeniu, złożyły się w strzałę pokazującą kierunek… Szłyśmy dalej.

W pewnym momencie spojrzałam na drzewo stojące przy drodze po prawej stronie. To było podwójne drzewo połączone swoimi dwoma pniami idealnie prostą, pionową linią. Poczułam, że to drzewo- Strażnik. Podeszłam do drzewa i przywitałam się. Miało podwójną energię: męską i żeńską w swoich dwóch pniach. Opowiedziało mi, że w ten sposób doświadcza jedności podwójnego istnienia jako żeńskość i męskość w pełnej harmonii ze sobą, obie części wzajemnie się wspierają i dzielącą na bieżąco swoim doświadczeniem. Słuchałam najuważniej, jak mogłam tej krótkiej opowieści. To Drzewo powiedziało mi jeszcze, że czas, bym poszła dalej i w tym momencie ruszyłam w kierunku Starej Lipy. Gdy spojrzałam na drogę, w odległości około 10.metrów przede mną po prawej stronie, przy Starej Lipie stała promienna Livia, a po lewej stronie stała Karuna odwrócona tyłem do drogi. Przy Karunie zobaczyłam małego Lisa, który patrzył na mnie, jakby czekał na mnie. Po krótkiej chwili lis ruszył głową – jakby mnie zapraszał, abym odważnie poszła dalej. Ruszyłam. Już po powrocie przypomniałam sobie: Krew przechowuje Vis Vitalis – siłę życia, energię duszy. Gdy zagęszczona, to tak, jakby zamrożona… może dlatego lodowce się rozpuszczają?
Vitalis… Wita – lis… WITA(ł) mnie LIS… na górze przed lipą…siła życia, energia duszy… No tak…

Gdy podchodziłam do Lipy, Livia stała poruszona i czekała na mnie, aby mnie przedstawić Lipie. Poczułam nawet pewne jej zniecierpliwienie, ale nie jestem pewna, czy to było zniecierpliwienie Livii  Spojrzałam na Lipę i zatkało mnie. W jej kształcie dostrzegłam końcówkę kosmicznego tunelu, po którym schodziła na Ziemię wielka Jaszczurka. Tuż przy ziemi w kształcie Lipy zobaczyłam coś jak jamę – norę łączącą kosmiczny tunel z Ziemią.


Jenny przy świętej Lipie (- fot Livia lub Jarek)

Przywitałam się z Lipą całując Jaszczurę w głowę. Poczułam w tej głowie pulsacje energii, przytuliłam się do tej głowy i położyłam na niej swoją prawą dłoń. Potem poczułam jeszcze pulsacje energii w jej sercu i przytuliłam się swoim sercem. Następnie poczułam pulsację w jej brzuchu, na który położyłam swoją lewą dłoń. Wtedy Lipa zaprosiła mnie do środka, do „jamy”. Moja głowa „weszła” w jej głowę od wewnątrz (było tam wklęsłe miejsce na moją głowę). Jedną nogą stanęłam w jednej „komorze”, a drugą w drugiej i przysiadłam. Lipa-Jaszczura zaczęła swoją opowieść… Wydawałam z siebie dźwięki, które rozpoznałam jako język Jaszczurki – mówiłam jej językiem, a jednocześnie słyszałam, co ona mówi do mnie:

Dusza Jaszczury została zaproszona do ciała Lipy wiele lat temu i w nią weszła.
Jaszczury przybyły na Ziemię, bo takie było ich kosmiczne zadanie. Przybyły po to, by wykonać swoje zadanie; podobnie robią to inne istoty w różnych cyklach ziemskich współtworząc i realizując kosmiczny plan, w którym uczestniczyły także Jaszczurki. 

Jaszczury, Krokodyle są z jednej rodziny. A teraz jest czas powrotu tych istot (a właściwie ich dusz) do Domu i zakończenia ich ziemskiego zadania. Ale żeby mogło to nastąpić, potrzebne jest zrozumienie tego, co miały do wykonania na Ziemi. Zrozumienie i wybaczenie tych wszystkich negatywnych projekcji, którymi niektórzy ludzie w nienawiści wynikającej z ich nieświadomości i braku zrozumienia przesyłają Jaszczurom.


Intencje Jaszczurek były czyste: miały podzielić się swoimi darami i przekazać je istotom żyjącym na Ziemi. Są śniącymi i między innymi śnienia uczyli tych ludzi, którzy chcieli sobie przypomnieć, kim jesteśmy i po co tu jesteśmy. To one przyniosły ze sobą w darze także święte rośliny lecznicze [i chyba święte grzyby, ale tego dokładnie nie pamiętam] o kryształowej świadomości. Ich krew zasiliła energią Ziemię. Ich ciała zasiliły ciało Ziemi. Ziemia potrzebowała tej energii. To były jedne z wielu darów Jaszczurek dla zasiewu na Ziemi w ostatnim cyklu ziemskim opiewającym na… nie pamiętam dokładnie, ale chyba jakieś … 130 000 lat. 



Potem zaczęły przeze mnie przepływać dźwięki, które Lipa określiła jako dźwięki Serca – Słońca układu słonecznego, z którego pochodzą Jaszczurki. Gdy je wydawałam z siebie, były jak pulsacja o kilku zmiennych częstotliwościach. Słyszałam też (jakby w sobie albo tuż obok) głos, który mi wtóruje i harmonijnie współbrzmi…

 Czułam ogromną wdzięczność za to SPOTKANIE, rozpierała całe moje ciało i zaczęłam śpiewać pieśń z jednym słowem: dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję...

Dzień wcześniej Livia, gdy mówiła mi, że chce mnie zaprosić na spotkanie z Lipą, powiedziała także, że może bym wzięła ze sobą ajahuaskę, aby te dwa drzewa się spotkały ze sobą. Tak zrobiłam. Wyjęłam buteleczkę z wywarem z chakruny (jedno drzewo) i ajahuasci (drugie drzewo) z południowo-amerykańskiej dżungli i pobłogosławiłam Lipę i duszę-ducha Jaszczury kroplami wywaru. Spotkały się w ten sposób i połączyły ze sobą duszo-duchy trzech drzew… Wówczas Lipa-Jaszczura powiedziała mi, że te święte rośliny, tak samo jak i święte grzyby rosnące na całej Ziemi, miały służyć ludziom do poszerzania świadomości, do uwalniania się z wzorców i ziaren, które przyniosły nam w darze. To tak, jakbyśmy dostali dwa sposoby doświadczania życia ziemskiego: ten, który utrzymywał nas w odcięciu od pamięci i podtrzymywał nasze indywidualne istnienia poprzez które doświadczaliśmy życia na Ziemi oraz ten, który poszerzał naszą świadomość i dawał przypomnienie połączenia z Całością… 

Teraz te dwa dary skojarzyły mi się z dwoma pigułkami z filmu Matrix: Neo miał do wyboru dwie pigułki. A w tym wypadku wygląda na to, że wzory i ziarna odpowiadają w pewnym sensie jednej pigułce, a święte rośliny drugiej. Spożycie oby naraz daje świadomość doświadczeń, które przeżywała ludzkość w okresie "ostatniego zasiewu".



Mam też do przekazania informację - PRZYPOMNIENIE od duszy Drzewa-Jaszczury, że

święte rośliny, które miały służyć odzyskiwaniu pamięci i świadomości, zaczęły w pewnym momencie być używane i nadal jeszcze są używane przez niektóre osoby oraz szamanów, curranderos - ayahuasceros do utrzymywania ludzi w pewnych systemach, od których ludzie są nadal uzależnieni czyli podtrzymywania pewnych wzorców i systemów przekonań albo transmisji wiedzy podtrzymującej stare struktury "matrixowe".Tacy curranderos leczą, ale także po części uzależniają od siebie innych ludzi. I traktują te rośliny jako narzędzie dające im władzę nad ludźmi, utrzymujące ich w pozycji "mistrzów, guru czy kapłanów" zamiast sprzymierzeńców i pomocników. Czas, aby ludzie zrozumieli, że należy je używać do poszerzania świadomości i uzdrawiania przywiązania do przekonań i wzorców wszystkich ziaren obecnego zasiewu.

Przekazuję także podziękowania od Duszy Drzewa-Jaszczury  dla tych uzdrowicieli, którzy działają na całej Ziemi i pracują z medycyną (wywarami ze świętych ziół oraz grzybami) wspierając proces uzdrawiania ducha i uwalniania naszych dusz oraz  poszerzania naszej świadomości.


Przypomniałam sobie teraz także, że w dzieciństwie widziałam w kształtach firanek przykrywających czerń nocnego nieba jaszczurki, węże, żaby … których bardzo się bałam. Wówczas krzyczałam i prosiłam mamę, żeby zostawiała zapaloną lampę w moim pokoju. Potem któregoś dnia w wakacje mama wzięła do ręki małą zieloną żabkę i pokazała mi ją. Opowiadała mi o niej, jaka jest miła w dotyku i jak ona żyje, czym się żywi, a potem zachęciła mnie do tego, bym wzięła ją na rękę. Tak zrobiłam. To było bardzo miłe, kiedy żabka nagle poruszyła się i połaskotała wnętrze mojej dłoni swoją nogą. Od tego czasu skończyły się moje nocne koszmary. Potem bardzo lubiłam obserwować jaszczurki i wygrzewające się w słońcu węże. I przestałam się ich bać, a nawet je pokochałam.


NAD MISĄ UZDRAWIAJĄCEJ MOCY
Późny wieczór, już było ciemno. Od strony tarasu świeciło mocne jasne światło oświetlające taflę oczka wodnego. Nie mogłam w nim dojrzeć gwiazd. I z powodu tego światła dziś, mimo, że gwiazd było pełno na niebie, nie odbijały się one w lustrzanej tafli wody. Rozmawiałam z Jarkiem. Nachyliłam się nad taflą wody, jakbym chciała zajrzeć do niej i zobaczyć swoje odbicie. Najpierw dostrzegłam swój wyraźny cień, dużo ciemniejszy od powierzchni wokół cienia. A w nim dostrzegłam najpierw jedną jasno świecącą gwiazdę. Zaczęłam się śmiać z radości… I zwróciłam się do Jarka mówiąc, że zobaczyłam swoje odbicie. Śmialiśmy się razem. Powiedziałam, że patrząc logicznie na to zdarzenie, mogłam zobaczyć tę gwiazdę odbitą w Misie Uzdrawiającej Mocy, ponieważ mój cień „rozproszył” (przesłaniając) światło z tarasu i zamiast swojego odbicia zobaczyłam gwiazdę w środku swojego ciemnego, prawie czarnego cienia. Moim odbiciem była gwiazda jasno świecąca na tle mojego cienia… Gdy spojrzałam drugi raz, zobaczyłam jeszcze kilka innych gwiazd.



——
 I jeszcze fragment rozmowy z Jarkiem:
 - Kim jesteś?
 - Gdy rozmawiam z kimś, staram się pamiętać, że rozmawiam z samą sobą przejawiającą się w innej formie: z innymi darami i doświadczeniami… Słucham uważnie szanując siebie w sobie i siebie w tobie, w każdym innym „ja”. Tu i teraz jestem, słucham uważnie, co ta inna „ja” mówię, a potem, jeśli tak czuję, dzielę się swoim doświadczeniem albo tym, co przepływa przeze mnie… w miłości, harmonii, zrozumieniu i połączeniu z tą osobą czy istotą.

W tych dniach poczułam głęboko i doświadczyłam w tej rozmowie i wszystkich rozmowach z Rodziną, co znaczy świadomość słów: „In Lak’ech Ala K’in” – tłumaczone jako: jestem (inną/innym) tobą, a ty jesteś mną lub... ja w tobie, a ty we mnie.

Z miłością i zrozumieniem, że JESTEŚMY JEDNYM w nieskończonej ilości form i przejawów… tulę do serca nas wszystkich.


z 6. na 7.sierpnia w Domu Pomiędzy Dwoma Dzbanami.
SPOTKANIE Z WICHREM I CHMURAMI


LIVIA napisała:“W nocy obudzil nas niezwykly i silny wiatr… Nie pamietam podobnego wiatru w tym miejscu i od razu poczulam, ze ma zwiazek z Bialym Piorem [tak mnie - JESTEM wówczas Livia nazywała, bo było to także moje imię przez pewien czas], ktora tez sie obudzila i wyszla nawet na zewnatrz…Noc wczesniej w trakcie pobytu u nas miala sen o dwoch polowkach jednego piora, ktore skladala w calosc… Ponadto gdy ujrzala nasze oczko wodne skojarzylo jej sie ze snem o pewnym stawiku bedacym Misa Uzdrawiajacej Mocy…”

I jeszcze coś z notki Liviu:
“«Cauac» w języku maya znaczy: chmura burzowa, burza, nawałnica, wicher, piorun. Podobnie jak burza oczyszcza atmosferę, a wiatr przegania ciemne chmury, by znów mogło zaświecić słońce, tak archetyp «Cauac» zapowiada odnowę, regenerację sił, uzdrowienie relacji międzyludzkich. Siła „Wichru transformacji” będzie zależeć od świadomości ludzi.” [ ze strony H.Kotwickiej]
 

I dalsze moje (JESTEM) doświadczenia z tej nocy... Rzadko mi się to zdarza, ale tej nocy nie mogłam zasnąć. Poszliśmy spać po pierwszej w nocy. Układałam sobie to, co wydarzyło się tego dnia. Długo nie mogłam zasnąć, ale wreszcie zasnęłam. Coś mi się przyśniło, coś co mnie przebudziło, ale nie pamiętam, co to było… Na zewnątrz hulał niesamowicie silny wiatr. Leżałam w łóżku w pokoju Sarki (dziękuję Sarko) i czułam, jakby we mnie roztańczyły się energie o różnych częstotliwościach i mieszając się ze sobą pędziły z tym wiatrem. Poruszały od środka moje fizyczne ciało i energetyczne ciała w taki sposób, jakby jakaś wielka istota potrząsała mną na wszystkie strony. Czułam szczęście i gęstość zdarzeń ostatnich kilku dni. Ale jednocześnie ogromne poruszenie. Ten wiatr razem z chmurami czułam w szpiku kości i w każdym atomie mojego ciała. Nosiło mnie, chciałam wstać, biegać, tańczyć. Nawet pomyślałam, żeby sięgnąć po bęben, zacząć na nim grać i zacząć śpiewać. Coś chciało się wydobyć przeze mnie, zharmonizować, połączyć… Ale w domu spały inne osoby i dzieci. Nie chciałam burzyć ich śnienia. Około czwartej rano jednak nie wytrzymałam i wstałam. Zeszłam do kuchni. Jarek także nie spał i coś robił przy kuchence. Przywitaliśmy się i wyszłam na ganek. Zobaczyłam wręcz kolorowe, chociaż tylko w zimne barwy przybrane, gęste, pędzące po niebie chmury. Jeszcze wróciłam na moment do pokoju po koc, którym się owinęłam i usiadłam na ganku na bujanym fotelu. Razem ze mną wyszła Karuna (piesa). Posiedziała chwilę, ale pokazała mi, że chce wrócić do domu. Zostałam na ganku sama.

Bujałam się rytmicznie. Fotel stał przy oknie sypialni. Nie chciałam go przesuwać gdzie indziej, by nie obudzić dzieci. Nuciłam więc cicho pieśń… zrozumienia, wybaczenia, miłości i połączenia. Harmonizowałam przepływające przeze mnie dźwięki. Patrzyłam na rozciągający się przede mną cudowny widok.

Wichura zaczęła rozpraszać te piękne, ciężkie chmury, które najpierw pędziły z ogromną prędkością, ale miałam wrażenie, że zataczają ogromne kręgi albo spirale i wracają nad Misę Uzdrawiającej Mocy, jakby chciały do niej powrócić, by przez nią przejść… by w niej się rozpuścić, roztopić…

Ktoś wystawił małego pieska (szczeniaka) Sarki na ganek. Malec wysikał się dzielnie i podszedł do mnie. Próbował niezdarnie wdrapywać się na moje nogi. Wzięłam go na kolana. On wtulił się w koc i zasnął. Nuciłam dalej… chmury powoli rozpraszały się, a niebo stawało się coraz bardziej czyste. Gdy zaczęło wschodzić Słońce, na niebie pozostały jedynie ślady tych gęstych, ciężkich chmur. Te ślady wyglądały jak białe smugi malowane skrzydłami wielkiego Białego Motyla. Teraz już mogłam pójść spać. Zasnęłam głębokim snem i już nic mi się nie śniło. Albo się śniło, ale nic nie zapamiętałam. Albo to wszystko było Pięknym Snem

Dziękuję, dziękuję, dziękuję, dziękuję…

I zapiski Livii Flower Dream z naszego spotkania:

"Hej Białe Pióro! Tak się cieszę, że wreszcie się spotkałyśmy i że byłaś ze mną przy Lipie.. Coraz bardziej widzę jak niesamowite było to nasze spotkanie., ach….. postaram się to wkrótce opisać… Dziękuję Ci Kochana i życzę wspaniałej podróży oraz pobytu nad morzem.. Sarka jutro wraca na Bursztynowe Wybrzeże… Przed nami też okres podróżniczy, ale póki co jeszcze jesteśmy tutaj, Pomiędzy Dwoma Dzbanami 52… Naprawdę, tak się cieszę, że tu zawitałaś wraz z Karuną (wciąż powraca do mnie jej obraz z czerwoną chustką na szyi).. czerwonej niczym krew… a czerwona saszetka leżała dokładnie tam gdzie ją zostawiłaś, pod Lipą.. niczym święte zawiniątko;) p.s na Chełmie przy Lipie byłyśmy wieczorem 6 sierpnia i już po przyszedł mi na myśl tzw. KOD HIROSZIMA o którym wspominała u siebie Nnka: http://nnka.wordpress.com/about-2/"

oraz

"póki co zamieszczam ten opis z naszego spotkania tutaj, a potem dodam do nowej notki..Wieczorem 6 sierpnia wraz z JESTEM/Białe Pióro (która przyjechała do nas dzień wcześniej) odwiedziłyśmy Górę Chełm i starą Lipę na niej rosnącą.. Poprosiłam Białe Pióro aby zabrała ze sobą A ponieważ czułam że zarówno ona jak i A powinny się z spotkać z Lipą.. W wejściu na górę towarzyszyła nam Karuna, wspaniała psia towarzyszka Białego Pióra, a Jarek (zgodnie z jego wolą) wraz z małym Nadjanem zostali w dole.. W miejscu, w którym ostatnim razem zauważyłam ogromnego ptaka teraz niemalże pośrodku ścieżki leżał duży grzyb, na co obie z Białym Piórem zwróciłyśmy uwagę, a już chwilkę później ujrzałyśmy unoszącego się nad polanką sokoła, którego Białe Pióro określiła mianem posłańca. Ptak, którego widziałam wcześniej był o wiele większy, przynajmniej tak mi się wydawało.. Idąc dalej Białe Pióro zatrzymał przy sobie na jakąś chwilkę jeden z rosnących w pobliżu ścieżki Buków, a ja poszłam dalej, w kierunku Lipy.. Tuż za mną dreptała Karuna.. Po chwili moim oczom ukazała się stojąca w oddali za Lipą kapliczka.. na ganeczku przed nią stała jasna, smukła i świetlista postać, choć właściwie był to tylko sam zarys postaci, jakby promienna aura.. Skojarzyłam ją z Matką Ziół – Bylicą – z doświadczeniem z Kręgu dla Przodków w dniu 23 lipca… W końcu dotarłam do Lipy odczuwając na jej widok duże wzruszenie… Przywitałam się z nią i dosłownie w tej samej chwili otrzymałam znajome już pozdrowienie pod postacia mocnego dudniecia.. szarpniecia.. jakby pociagniecia za dłoń.. Czułam też, że Białe Pióro z Lipą powinny pobyć ze sobą sam na sam, a w trakcie czekania na nią usłyszałam jak z Lipy wydobywa się głos oznajmiający – hej Białe Pióro no chodź wreszcie! Słońce zaszło już na dobre, robiło się coraz ciemniej i ciemniej, a las wokół spowijała coraz intensywniejsza aura tajemniczości.. W pewnym momencie ujrzałam jak tuż obok mnie przebiega Karuna tyle że z czerwoną chustką na szyi co mnie mocno zaskoczyło jako że nie zauwazyłam wcześniej tej chustki na Karunie… Spojrzałam na nia raz jeszcze i po chustce ani śladu, ale pozostało błyskawiczne skojarzenie które w związku z nią się pojawiło, a mianowicie chodzi o doświadczenie z 26 lipca z czerwoną energią przypominającą zwiewną szatę, która przybrała postać Wędrującego Wilka…. Kiedy wreszcie zauważyłam zmierzającą powoli w kierunku Lipy Białe Pióro miałam wrażenie, że to nie ona, a ktoś inny, choć bardzo znajomy.. Obraz ten bardzo szybko się rozpłynął pozostawiając jednak po sobie bardzo silne i głębokie odczucie.. Pierwszy kontakt Białego Pióra z Lipą przepełniało ogromne wzruszenie… Też byłam poruszona i tak jakbym już skądś znała tę scenę… Po krótkiej wymianie zdań zostawiłam je (Białe Pióro i Lipę) same ze sobą, czując aby odejść w kierunku kapliczki i gdy tylko stanęłam na jej progu uświadomiłam sobie że właśnie zajęłam miejsce owej jasnej postaci, którą widziałam wcześniej wchodząc na górę.. Po szybkim wejściu w nieco odmienny stan świadomości dobiegł mnie w pewnym momencie niezwykły, choć jednocześnie bardzo bliski śpiew.. To śpiewała Białe Pióro.. Po chwili usłyszałam jak wtóruje jej jeszcze inny głos, bardziej męski.. Choć trudno mi teraz powiedzieć skąd dobiegał.. chyba tak jakby z drugiej strony…. Widziałam też jak w kierunku Lipy zlatywało się teraz wiele jasnych energii/energetycznych istot, co błyskawicznie cofnęło mnie do doświadczenia z maja 2008 roku… Kiedy LIPA pociągnęła mnie do tańca w Kręgu, a wraz z nami tańczyło wiele, wiele innych istot… Gdy ponownie wróciłam do tej chwili usłyszałam radosne i rozśpiewane – dziękuję, dziękuję, dziękuję… Tkwiła w tym taka moc, że aż mnie dreszcze przeszły.. Pod wpływem tego przypomniałam sobie o śpiewie pewnego mężczyzny, którego spotkałam w Kręgach Kamiennych w Odrach… Niby stroił Kamienie… jednak dla mnie wyglądało to raczej niczym zmysłowy taniec kobiety z mężczyzną…… Wracając jednak do Lipy to gdy wreszcie podeszłam do Białego Pióra usłyszałam z jej strony, że Lipa jest jedną z tzw. śniących, oraz.. że to Jaszczurka.. i że one też już pragną uwolnienia oraz powrotu…. Białe Pióro gdy to mówiła była głęboko wzruszona, choć z drugiej strony bardzo podekscytowana.. Wiem, że otrzymała także pewien niezwykły przekaz od Lipy dotyczacy Ayahuaski, ale wolalabym żeby o tym napisała sama.. Dodam jeszcze tylko, że Białe Pióro dokonała błogosławieństwa Lipy z udziałem właśnie A. oraz Chakruny.. Opowiedziała mi też, że w momencie kiedy stałam przy Lipie, a ona podchodziła pod górę to tuż obok mnie stał LIS ale Karuna przebiegająca obok w ogóle go nie zauważyła, podobnie jak i ja.. dla Białego Pióro LIS ten nabrał jednak naprawdę dużego znaczenia i w tym momencie zacytuje jej slowa ktore zamiescila w komentarzach:


***Schodzilysmy z gory w duzej ciszy od czasu do czasu tylko cos szepczac.. poczulam, aby nie mowic zbyt wiele i swoimi wrazeniami podzielic sie raczej na drugi dzien.. Na pograniczu polanki przywitala nas ogromna roztanczona i jasniejaca postac Jarka bujajacego malego Nadusia w chuscie.. Jarek z kolei odebral nas jako wychodzace z lasu rownie ogromne jasne eteryczne zjawy… Troszke jakbysmy odbijali siebie nawzajem w lusterku…Po powrocie do domu, do Pomiędzy Dwoma Dzbanami 52 uswiadomilam sobie ze wlasnie mamy 6 sierpnia i ze byc moze wizyta u Lipy wlasnie w tym dniu nie jest przypadkowa.. Wczesniej pytalam Biale Pioro o jej stosunek do Ślęży a ona mówiła coś o rozpadzie atomowym, z kolei ja opowiadałam coś o Oppenheimerze i o tym czlowieku zajmujacym sie gwiazdami neutronowymi i czarnymi dziurami, ktory ma juz wkrotce stac sie nowym wlascicielem PDD52.. Wszystko to teraz do mnie wróciło…w rozmowach czesto pojawiali sie Majowie, a na moment takze Tesla….. i oczywicie Atlantyda…..W nocy obudzil nas niezwykly i silny wiatr… Nie pamietam podobnego wiatru w tym miejscu i od razu poczulam, ze ma zwiazek z Bialym Piorem, ktora tez sie obudzila i wyszla nawet na zewnatrz…Noc wczesniej w trakcie pobytu u nas miala sen o dwoch polowkach jednego piora, ktore skladala w calosc… Ponadto gdy ujrzala nasze oczko wodne skojarzylo jej sie ze snem o pewnym stawiku bedacym Misa Uzdrawiajacej Mocy…Mam nadzieje ze Biale Pioro opisze te sny…juz po jej wyjezdzie zrozumialam, ze to miejsce na terenie siedliska, ktore okreslila mianem miejsca zapisow pokrywa sie w pewnym sensie z lokalizacja zachodniego portalu, oraz bialego wiru… w kazdym badz razie patrzac z okna sypialni tak to wyglada… w dodatku ten pasaz ktory pokazala, jego trasa jest zbiezna z podziemnym tunelem widzianym w snie przez Jenny, oraz przeze mnie w wizjach… to jest caly energetyczny kanal…. zarowno mnie jak i Jenny wskazali go niezwykli majanscy poslancy… Biale Pioro zlokalizowala go idealnie…….I to na razie tyle, tak bardzo na szybkiego, ale z pewnoscia mam niejedno do dodania, a wiec cdn…"

Wszystko też w jakiś sposób powiązane jest z notką Livii: Doświadczenia z Kręgu dla Ziemi (26 lipca 2012).

DODANE 30.LIPCA 2013:

Maria_st podała na blogu Livii Ether linka do pięknego opowiadania Ewy Czarkowskiej pt. UKRYTA W TREŚCI, CZARODZIEJSKA PRZYPOWIEŚĆ ! 

Uświęcona lipa opublikowanej w dniu 21.07.2013. Ta piękna opowieść przypomina moje spotkanie z Lipą z dnia 6. sierpnia 2012 roku…

WIELKA KOSMICZNA CEREMONIA



Część zapisu jednej z moich wizji - cząstki PRZYPOMNIENIA







ciąg dalszy TUTAJ.

czwartek, 26 lipca 2012

NA ROZDROŻU ŚWIATÓW I CZASOPRZESTRZENI


18.lipca

CZAS PRZYPOMNIENIA I PUŁAPKI BLOKUJĄCE PRZYPOMNIENIE

Żyjemy w czasoprzestrzeni PRZYPOMNIENIA. Każdy może sobie przypomnieć siebie z przeszłości, a nawet z przyszłości - tyle, na ile pozwala mu jego „karma” oraz „czystość” umysłu i serca. Pojęcie karma rozumiem tu jako istnienie przyczyn wiążących ludzi nićmi powiązań - skutkami przejawiającymi się przywiązaniem do… wzorców tego świata ograniczających nasze przypomnienie. Przyczyny to wzorce działania, myśli i emocje oraz wiara według których działamy i nie ma znaczenia czy świadomie czy nieświadomie. Natomiast uświadamianie sobie tych nieświadomych wzorców umożliwia zmianę sposobów działania, oczyszcza "karmę" - uwalnia od tzw. karmy, poszerza samoświadomość. W ten sposób dokonuje się "transformacja" czy też "ewolucja" świadomości.

Przypominamy sobie nie po to, by rozpoznawać pewne wzorce w strachu i ocenach, lecz po to, by z odwagą i uczciwością wobec siebie poszerzać naszą ŚWIADOMOŚĆ poprzez ZROZUMIENIE przyczyn i skutków działania „karmy” – wzorców, które uznajemy za prawdę. Często działamy według tych wzorców nieświadomie.

Na ile zdołamy poszerzyć naszą świadomość, na tyle jesteśmy w stanie zrozumieć i ogarnąć wszechogarniającą miłością te części STWORZENIA - te części SIEBIE, które sobie przypominamy.

Niektórzy skupiają się na poznawaniu i przypominaniu wyłącznie poprzez umysł, ale to pułapka, która może prowadzić do obłędu. Zwłaszcza kiedy mamy w sobie nieuwolnione wszystkie wzorce i przekonania blokujące dostęp do wiedzy o innych częstotliwościach niż te, w których zapisana jest obecna wiedza.

To umysł tworzy pułapki, w które sam wpada. Natura jest taka, jak jest, pełna paradoksów. Umysł, póki nie zintegruje w sobie tych paradoksów, będzie wpadał we własne pułapki. A może być naszym sprzymierzeńcem. Do tego jednak potrzebne jest wsparcie mądrości płynącej z serca.

Niektórzy twierdzą, że są ofiarami systemów lub działań INNYCH "Ciemnych Mocy" i że zostaliśmy tu, na Ziemię wrzuceni „za karę”. A są nawet tacy, którzy twierdzą, że obecnie na Ziemi znajdujemy się w „kolonii karnej”. Te wszystkie koncepcje pochodzą z umysłu wspieranego przez nieświadome emocje i ogromny strach: że wzorce i prawa według których działa ten „matrix” zostały nam podstępnie zaimplementowane.

Zostały nam „zaimplementowane”, to fakt, ale czy podstępnie, to sprawa „dyskusyjna”. To chyba my sami jesteśmy najbardziej podstępni wobec siebie i to jest podstępność niemalże perfekcyjna, ponieważ trudno nam samym ją dostrzec... Jesteśmy istotami wielowymiarowymi, więc jaką mamy pewność – operując percepcją z 3D (trójwymiarowości) - że jako istoty wielowymiarowe sami nie przygotowaliśmy dla siebie tej „GRY”? 

Tutejsza czyli ziemska intensywność doświadczeń jest wyjątkowa i atrakcyjna, więc aby można tę intensywność odczuć i emocji, tę wyjątkowość doświadczyć, musimy "nasz fraktal" mocno zagęścić do stanu bardzo gęstej materii... A to nas odcina od pamięci i połączenia z naszą wielowymiarowością, z naszym istnieniem w innych światach i czasoprzestrzeniach oraz formach. Oczywiście takie odcięcie na jakiś czas jest konieczne, aby móc doświadczać tej wyjątkowej intensywności, w tym ziemskim świecie - tej gęstej "materii". To odcięcie jest przyczyną zapomnienia tych części nas, które istnieją w innych czasoprzestrzeniach, innych gęstościach czy częstotliwościach – w innych wymiarach.

Ta wiedza pochodzi także ze świadomego śnienia. Czasem śnię sen i "przebudzam się w nim", co znaczy, że jestem całkiem świadoma, co śnię. I łączę ze sobą różne części siebie z różnych światów i czasoprzestrzeni. Albo doświadczam różnych form energii i rozumiem, dlaczego z poziomu ludzkiego są nazywane w taki, a nie inny sposób...

Jesteśmy podróżnikami w nieskończoności.. Pamiętam taki moment, kiedy przypomniałam sobie i uświadomiłam, co znaczy słowo nieskończoność. Przez dłuższą chwilę czułam się jakbym stała nad przepaścią, która mnie woła i wciąga, żebym skoczyła i rzuciła się w dół... w niepoznane, nieznane.

Jestem tutaj, żeby zrozumieć ten świat i zintegrować, zharmonizować siebie stąd ze sobą istniejącą także "poza tym światem".


Historię są różne, ale jakże podobne do siebie. Czasy są różne, ale cyklicznie powtarzamy podobne sytuacje i tylko od naszej świadomości zależy, czy będziemy wciąż kręcili się na tej samej karuzeli (cykle po okręgu), czy w podróży popłyniemy do przodu w czasie i przestrzeni (cykle po helisach – sprężynach, a nie spiralach) czy też cofniemy się w czasie spadając w jeszcze „gęstszą materię… (zejście po spirali w dół). Możemy też podróżować w cyklach spiralnych (w dół i w górę) lub poszerzyć naszą świadomość i istnieć w przestrzeni poza czasem…

Owszem, byliśmy „wciągani” i „podpinani” do różnych systemów i z poziomu naszej trójwymiarowości możemy postrzegać ten rodzaj działań jako wymuszanie, zastraszanie lub manipulacje łącznie z używaniem magii ("ciemnych mocy"). To się działo, dzieje i całkiem możliwe, że w kołowym kontinuum czasoprzestrzennym tego świata, będzie działo się nadal. Dlatego, że jesteśmy nieświadomi zasad tych „gier” i reguł światów i sposobów kosmicznego istnienia w nich.

Takie podpinania odbywały się i odbywają nadal przez uwodzenie i kuszenie władzą, mocą, bogactwem i wyjątkowością (wybraństwem) łączącym się z ogromnymi możliwościami, które ZOSTAJĄ NAM PRZEKAZANE PRZEZ KOGOŚ Z ZEWNĄTRZ. W takim przypadku z własnej woli podejmujemy zobowiązania, ślubowania i przyjmujemy inicjacje (w tym także na przykład kapłańskie, mistrzowskie itp.) współtworząc w ten sposób różnego rodzaju struktury piramidowe. Możemy jednak tych zobowiązań nie pamiętać, ponieważ zawieraliśmy je w przeszłych swoich wcielenia, a teraz powtarzamy to samo, lecz nieświadomie.

Nie tylko podpinano dusze ludzkie energetycznie poprzez ślubowania i inicjacje kapłańskie (podobnie jak w każdym systemie “JEDYNEGO BOGA”), ale na przykład NA ATLANTYDZIE istniała grupa ludzi zwana "starszyzną" albo "Tymi z Prawa Jedni", którzy zajmowali się pracą z energiami i kryształami dla dobra całej społeczności na Atlantydzie, ale którzy nie zgodzili się na używanie energii jako broni przeciwko innym istotom na Ziemi. Pewnego dnia na Walnym Zgromadzeniu część kapłanów reprezentujących "nową władzę" poddała pod głosowanie konieczność użycia tej energii i pewnych części aparatury, która służyła zasilaniu całej infrastruktury, jako broni przeciw innym istotom. Wówczas nie udało im się przegłosować tej propozycji, więc zaraz po głosowaniu, wyłapano przy wyjściu z budynku wszystkich tych ze "starszyzny" - z prawa Jedni czyli tych, którzy pracowali z energią i kryształami, a nie zgodzili się na użycie mocy energii kryształów przeciwko jakimkolwiek istotom żyjącym na Ziemi. Wówczas umieszczono ich ciała w metalowych kleszczach – obejmach, w których zazwyczaj umieszczano kryształy wielkości człowieka. Te obejmy przebiły ich ciała i unieruchomiły. W ten sposób “ukrzyżowano” tych, którzy sprzeciwili się na Walnym Zgromadzeniu użyciu energii kryształów jako broni przeciwko innym istotom. Ich ciała umieszczone zamiast kryształów w urządzeniu wytwarzającym energię, miały posłużyć jako wzmacniacze przy odpaleniu urządzenia o ogromnej energii.

Pamiętam, że ci z Prawa Jedni porozumieli się wówczas ze sobą telepatycznie i podjęli decyzję, że ich osobista energia nie zostanie użyta do celów wytyczonych przez kapłanów.

Wówczas po podłączeniu aparatury ta ogromna energia posłużyła także otwarciu portali dla nowych “bogów”.  więcej tutaj: http://tonalinagual.blogspot.com/2012/12/lekcje-utrzymywania-czystej.html

Późniejsze metody “podpinania do systemu” były podobne, ale jeszcze bardziej uzależniające i mające na celu wzbudzanie lub może przypominanie o strachu przed PANAMI (JEDYNYMI bogami). Podobnie jak w przypadku ukrzyżowania Jezusa Chrystusa. Były przykłady prób podpinania do systemu związane z poświęcaniem dzieci w ogniu i dorosłych na stosach inkwizycji lub kamienowanie. Oczywiście te metody „podpinania do systemów” nie zawsze były skuteczne. Nie działały na dusze i ludzi, którzy pamiętali siebie z innych czasoprzestrzeni lub przestrzeni spoza czasu. 

Większość ludzkości była jeszcze kilka lat temu podpięta do tego „matrixa”. Przykład? Religie z JEDYNYM bogiem: judaizm i katolicyzm oraz pokrewne. I społeczności, w których prawa tych religii działają na ludzi, a ludzie przyjmują je niekoniecznie jako swoją “wiarę”, ale jako przekonania (często nawet nieświadome). To są równie skuteczne systemy podpięcia – nie przez ślubowania i inicjacje, ale przez nieświadomość – np. chrzest w kościele katolickim udziela się osobie nieświadomej – maleńkim dzieciom. Dlaczego? Są w ten sposób poza ich świadomością podpinane do systemu wiary jako katolicy.

W niektórych sektach jest tak, że mistrz siada sobie na tronie (może to być i astralny tron). I stamtąd prowadzi gry, które “udoskonala”. Im większe “dobro” ma obejmować działania takiego mistrza, tym większe “zło” pojawia się po „drugiej stronie lustra”, z którym mistrz wraz z jego ziemskimi przedstawicielami musi walczyć… (to może być także nieświadoma produkcja “dobrego mistrza” z zaświatów, który zapomniał o swoim połączeniu z CAŁOŚCIĄ, JEDNIĄ i WSZYSTKIM, CO JEST).

dodane, znalezione w internecie:




Ciemnej strony Boskiego Stworzenia nie warto poddawać ocenie z ludzkiej perspektywy, bo dla umysłu jest to strefa chaosu, ale to umysł poprzez „ego- ja” tak to postrzega… Najpierw potrzeba oczyścić i uwolnić się od przekonań, poszerzyć swoją świadomość, by zacząć rozumieć, czym ta „ciemna strona Boskiego Stworzenia" jest. Oczywiście, że takie zrozumienie jest możliwe dla każdego, ale… nie w każdej chwili.










I upadniemy do “jeszcze niższego świata”? Zgodnie z "umownie wolną" wolą prawda? No cóż…
Podejmowałam te tematy (kata i ofiary, dobra i zła, światła i ciemności oraz wolnej woli) wielokrotnie w swoich notkach. Upadek świadomości polega jednak na ograniczaniu obszaru WOLI, którą – paradoksalnie – nazywa się „wolną”. (patrz notka pt.: OBSZARY WOLNEJ WOLI).

A jeśli po jednej stronie lustra stoisz Ty jako osoba o czystym sercu, a po drugiej stronie lustra… stoisz Ty…. jako atlantydzki kapłan na przykład? To czy możesz jesteś już gotowy/a te części siebie połączyć tęczowym mostem pojednania?

Nikt z nas w oddzieleniu od CAŁOŚCI, JEDNI, nie ma monopolu na PRAWDĘ.  Ale każdy może JEJ doświadczyć jedynie poprzez swój indywidualny byt. Ot, taki paradoks. Prawdy podstawowe są ułożone w pozornie sprzeczne ze sobą pary. Na przykład, abyśmy stali się bardziej świadomi, musimy być ludźmi metodycznymi, racjonalnymi, o trzeźwym umyśle, a jednocześnie musimy wyzbyć się tych wszystkich cech – być wolnymi od przywiązywania się do nich, by móc otworzyć swoje serce i mieć dostęp do wiedzy  płynącej  z serca. Jednak potrzeba sporej trzeźwości umysłu, by połączyć ze sobą przeciwieństwa. Tak "wielkiej", że umysł staje się wówczas czystym, pustym, krystalicznym naczyniem…

Bo WYJŚCIE Z TEGO Matrixa wymaga poszerzenia zakresu świadomości i odzyskiwania swojej energii (mocy – nie bardzo mi to słowo odpowiada, bo służyło przez tysiące lat do manipulacji, nadużywania i prowadzenia walk oraz wojen i walk). Koniec walki… Z nikim wtedy nie musimy walczyć o energię ani o “moc”. 

Przypomnę, że przynależność do struktury matrixowej powoduje, że człowiek dysponuje “umownie” wolną wolą (taką z mocno ograniczoną świadomością albo samoświadomością). Zasila system, na co zużywa ogromną część swojej własnej energii. Gdy jej brakuje, zaczyna kraść. Samotna droga powoduje, że człowiek zaczyna coraz sprawniej dysponować swoją wolną wolą. Rzeczywiście podejmuje decyzje i wybory w coraz większej niezależności od reguł i zasad matrixowych. Ale ta droga – wiem to z kilku książek [:-)] i potwierdziłam własnym doświadczeniem – “kończy się”… pozbyciem się – całkowitym uwolnieniem… owej umownej wolności woli… chcenia czegoś dla innych czy dla siebie… Wtedy istota ludzka łączy się z wolą CAŁOŚCI, JEDNI, ze WSZYSTKIM, CO ISTNIEJE. Taki mały paradoks. Kolejny.


Dzięki tym i innym przypomnieniom zrozumiałam, że każdy sprzeciw jest formą walki. Każda ocena wartościująca czyjeś działania jako „dobre” lub „złe” jest zasileniem tego, co oceniamy. W tych ocenach lokujemy swoją energię. *) Dla mnie ważne stało się zrozumienie, że nasz strach np: o dzieci lub o bliskie osoby jest energią, która może zasilać i wzmacniać strach w tych osobach. Podobnie nasze modlitwy o dobro i radość dla innych mogą zasilać tę radość w innych. Kiedy opiekujemy się osobą chorą, która wcale nie pragnie wyzdrowienia, ponieważ jej strach przed śmiercią blokuje to wyzdrowienie, wówczas zasilamy swoją energią ten strach i chorobę. Skuteczne działanie w takiej sytuacji polega na dzieleniu się wiedzą o tym, że śmierć jest wyłącznie bramą do innej formy istnienia. Ale nie możemy żądać od tej osoby, aby naszą wiedzę i doświadczenie uznała za swoją. Działania wbrew jej woli, (nawet tej "umownie wolnej"), zawsze będzie manipulowaniem i tworzeniem kolejnej karmy. Gdy taka osoba sama podejmie decyzje zmian swoich przekonań i przestanie bać się śmierci, wówczas jest szansa, że zacznie się jej uzdrowienie.


Wiem, że istnieją różne “rasy” i różne “wzorce”...    W tym sensie dla mnie człowiek jest wyjątkową istotą, ponieważ został stworzony jako kompilacja wielu “kosmicznych ras”, które nie były w stanie ani współżyć ani współtworzyć ze sobą w sposób pokojowy. Bo jak na przykład mogą porozumieć się choćby orzeł, lew, krokodyl, koliber i jakiś byt – istota, która jest na przykład ciągiem matematycznym ale jest także… wibracją, która dla innych "kosmicznych ras” jest czymś w rodzaju kwintesencji złości? Bo tak (jako emocje złości na przykład w swoich ciałach psychicznych i fizycznych) mogą odczuwać tę istotę istoty z innych “ras kosmicznych”.
I wszystkie wzorce, jakie mamy zapisane w sobie jako ludzie, mogą się w nas integrować, harmonizować i wtedy zaczynają współbrzmieć ze sobą.
A kiedy człowiek harmonizuje w sobie te “cechy”, wzorce, wtedy i te inne “rasy” mogą wiele skorzystać z takiego procesu “transformacji”. W taki sposób teraz rozumiem to połączenie i tak zwane “wznoszenie” (ewolucję świadomości przede wszystkim) człowieka i całego wszechświata z istotami z “innych części kosmosu”. Ale wiem, że to jest moje rozpoznanie – przypomnienie, a inni mogą mieć inne

Co to by była za frajda z podróży, gdybyśmy wiedzieli, co nas w niej czeka? 
Na tym to polega, że nie przypadkowo mamy połączenie i jesteśmy cząstkami tej HISTORII, którą nie dość, że każda i każdy z nas składa osobno, to jeszcze wzajemnie możemy się inspirować. Czasem to połączenie tracimy tak, jak i pamięć, ale potem odzyskujemy i możemy zacząć dalszą podróż...

*) Można to sobie wyobrazić w ten sposób, że myśli na dany temat lecą do miejsca w czasoprzestrzeni do danej sytuacji (albo nawet idei w świecie astralnym) jak haczyk na wędce, która zarzucamy. Zarzucamy taki haczyk, on się zaczepia i nasza energia tam zostaje uwięziona. Naszymi myślami łączymy się przy pomocy takich haczyków z różnymi sytuacjami z przeszłości.


piątek, 13 lipca 2012

POWRÓT BOGINI, MATKI...I NAJWYŻSZEJ DUSZY



DUSZA BEZ DUCHA JEST JAK TREŚĆ BEZ FORMY, A DUCH BEZ DUSZY JEST JAK FORMA BEZ TREŚCI. TWORZĄ CAŁOŚĆ, JEDNIĘ.

DUCH – według dostępnej mi wiedzy  – jest właśnie czymś w rodzaju JAŹNI. Duch  jest formą, w której organizuje się struktura psychiczna człowieka połączona z systemami różnych form, w tym myślowych, emocjonalnych i czuciowych. Jest odpowiedzialny za przepływ energii z części świadomej do nieświadomej i odwrotnie. Pełni funkcję integrującą. Celem Ducha-Jaźni jest urzeczywistnienie przejawu formy, ale również w trakcie rozwoju jednostki elementem pośredniczącym na tej drodze jest wytworzenie ja czyli ego oraz odwrotnie, rozpuszczanie ja-ego.
DUSZA jest częścią ŚWIADOMOŚCI, która wypełnia tę formę.

A skąd ta dusza pochodzi i skąd ta Jaźń pochodzą?”

…. z tego samego ŹRÓDŁA. Opiszę to tak:

Kosmiczny BEZKRESNY OCEAN “wypełniają czyli współtworzą niejako Dusze”. Duch jest częścią OCEANU i  wyodrębnia się  jako indywidualny przejaw OCEANU. Gdy się wyłania - wyodrębnia taki Duch, zaczyna łowić z OCEANU dusze lepiąc z nich formy i nazywa to swoim Stworzeniem.

Kosmiczny DUCH "RYBAK" i kosmiczny OCEAN to JEDNIA.

Z tym, że OCEAN jest ŚWIADOMOŚCIĄ, a RYBAK jest UMYSŁEM. ŚWIADOMOŚĆ jest UKRYTA dla UMYSŁU. UMYSŁ istnieje, by rozpoznawać ŚWIADOMOŚĆ…więc wyławia jej różne części z KOSMICZNEGO OCEANU...

DUSZA jest przejawem ŚWIADOMOŚCI, a DUCH jest przejawem UMYSŁU.

ŚWIADOMOŚĆ jest CAŁOŚCIĄ i OBEJMUJE WSZYSTKO, natomiast UMYSŁ jest FORMĄ, w jakiej ŚWIADOMOŚĆ może się PRZEJAWIAĆ, dlatego UMYSŁ nie jest WSZYSTKIM. UMYSŁ jest CZĘŚCIĄ ŚWIADOMOŚCI, ale nie jest z nią identyczny.

UMYSŁ tworzy i nakłada na ŚWIADOMOŚĆ sieci, aby mógł pewne jej obszary UCHWYCIĆ, pochwycić, objąć. Wtedy ONA przejawia się w FORMIE. I dzięki temu może być poznawana. Ale ceną tego jest OGRANICZENIE ŚWIADOMOŚCI w danej FORMIE.

Powiedzmy, że jest to BOSKA ISTOTA, która musi się podzielić na "męskie" i "żeńskie", na światło i ciemność, by poznawać samą siebie.


Oto cytat z Plotyna, który utożsamiał Umysł-Logos także z Bogiem:
“Z Jedni wyłania się pierwsza hipostaza – Umysł (νοῦς nus, który można interpretować zarówno jako Boga jak i grecki λόγος logos)”

Tu, uważam, że utożsamienie Boga z Logosem [UMYSŁEM] jest bardzo trafne, chociaż… UMYSŁ istnieje i to jest przyjęte jako fakt zarówno przez teistów jak i ateistów. Dlatego ateiści mogą dążyć do rozpoznawania Logosa-Umysłu-Boga i definiować to pojęcie na różne sposoby, czasem przez negację, a teiści mają gotowe “formuły” i dogmaty definiujące pojęcie Boga. Bóg istnieje w tym przypadku jako IDEA UMYSŁU utożsamiająca się calkowicie z jakąś jego częścią.

“Z Jedni wyłania się pierwsza hipostaza – Umysł”
 Ale co to za JEDNIA? Pisałam trochę o tym TUTAJ:

Dawid56 pisze:

Ciekawe pytanie Davidzie, dzięki... Może to PUSZKA PANDORY, jak napisała kiedyś Nnka, a może ŚWIADOMOŚĆ ukryta jest przed UMYSŁEM, niepoznana jeszcze przez UMYSŁ? UMYSŁ tworzy i nakłada na ŚWIADOMOŚĆ sieci, aby mógł pewne jej obszary UCHWYCIĆ. Wtedy ONA przejawia się w FORMIE. I dzięki temu może być poznawana. Czyli przed uchwyceniem jej w sieci ŚWIADOMOŚĆ dla UMYSŁU jest UKRYTA i postrzega ją jako NIE-ŚWIADOMOŚĆ czyli nieobecność ŚWIADOMOŚCI jako CAŁOŚCI. I  ceną  tego rozpoznawania NIE-ŚWIADOMOŚCI przez UMYSŁ jest to, że zdecydowana większość ŚWIADOMOŚCI zawsze pozostaje nadal zakryta, ukryta czyli nadal jest NIE-ŚWIADOMOŚCIĄ dla UMYSŁU. To UMYSŁ decyduje, jaki obszar ŚWIADOMOŚCI z tej ukrytej czyli NIE-ŚWIADOMOŚCI jest w stanie objąć w swą sieć. Im czystszy umysł, im mniej przywiązuje się (zatrzymuje) do tego, co poznaje, co rozpoznaje, tym większy obszar ŚWIADOMOŚCI może objąć.

David:

Zgodzę się z Twoim zdaniem Davidzie. Jestem nawet zachwycona. Jednakże z maleńkim zastrzeżeniem... wybacz proszę, ale poczułam, że może to zrozumiesz...

Wszyscy wiedzą i są świadomi faktu, że istnieją dwa słowa: Bóg i Bogini, które wyznaczają granicę rozróżnienia, a w zasadzie podziału boskości na rodzaj męski i żeński. Słowo bóg jest rodzaju męskiego, a słowo bogini jest rodzaju żeńskiego. Zgadza się?

"A na początku [jakimś tam - względnym] było SŁOWO..."

Jeśli za Źródło, Praprzyczynę lub Wszystko, Co Jest czy Jednię  albo CAŁOŚĆ uznajemy Boga, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka męskiego – świat patriarchalny. Mamy wtedy do czynienia z Matrixem albo innymi PRZESTRZENIAMI, w których panuje UMYSŁ (porządek). Taka jest energia słowa Bóg. I odwrotnie, gdy za "początek" uznajemy Boginię, to wspieramy mentalnie i energetycznie świat z przewagą pierwiastka żeńskiego - świat matriarchalny. Mamy wtedy do czynienia z Matrixem NIE-ŚWIADOMOŚCI (chaosu).Taka jest energia słowa Bogini. Dlatego na oznaczenia tego, co jest Wszystkim i Jednym, najchętniej używam słowa „Źródło” oraz Jednia. CAŁOŚĆ lub Wszystko, co jest, a nie nazywam Całości Bogiem. CAŁOŚĆ mogę co najwyżej nazwać PODWÓJNĄ ISTOTĄ BOSKĄ.

Jestem świadoma tego, jak trudno tę wiedzę zaakceptować, a co dopiero przyjąć do świadomości czyli uznać tę wiedzę za prawdziwą skoro od tysięcy lat we wszystkich religiach używane jest słowo Bóg uznawane za Źródło. Boginie istnieją, ale albo niezbyt rozumiane, albo całkowicie „usunięte w cień” czy czasowy „niebyt” z powodu lęków przed ich nieznaną i niezrozumianą mocą w tym Matrixie, świecie, w którym "Panem i Władcą jest Umysł.. Boginie zostały podporządkowane bogom, "oddane" w służbę w poddaniu i pokorze jako wielbiące bogów; oblubienice i "wybranki", ale tak ładnie czasem się o nich mówi, żeby pograć na ich ego, żeby lepiej służyły i zasilały ten męski świat... Czy tak ma wyglądać harmonijne współistnienie? 

Aby ludzkość mogła rozwijać się ewolucyjnie, każdy człowiek (kobieta i mężczyzna) potrzebuje w sobie dążyć do harmonii pomiędzy Animą i Animusem – tym, co męskie i żeńskie, ducha i duszy. Nie chodzi tu o osiągnięcie całkowitej symetrii, bo ta jest niemożliwa, gdy jesteśmy w ciałach kobiet i mężczyzn (i to jest piękne), ale o zharmonizowanie w sobie tych pozornych „przeciwieństw”, które nie są przeciwieństwami, ale dwoma częściami jednego, częściami, które się wzajemnie uzupełniają. Dwa w Jedni.

Bóg i Bogini to DWA w JEDNYM.

Aby jednak dotrzeć do tej świadomości, najpierw musi nastąpić...

Powrót Bogini...
To chcemy, żeby ona wróciła i oddamy jej należne miejsce, czy będziemy udawać, że nic się nie zmienia? To chcemy poszerzenia świadomości, czy nie chcemy? To chcemy harmonii i pokoju, ewolucji świadomości czy nie chcemy, bo wolimy wspierać swoją energią i jestestwem świat cierpienia, walki, panów i niewolników? 


Pisałam w notce PRZYPOMNIENIE o tym, że nie ma znaczenia, czy jestem kobietą czy mężczyzną. W jednym świecie (albo ziemskim cyklu) rozwija się i realizuje koncepcja, że bóg stworzył świat (a może i wszystko), a w innym świecie… że bogini. Ale to są koncepcje wynikające z cykli rozdzielenia tego, co “męskie” od tego, co “żeńskie” – patriarchat, matriarchat w cyklach naprzemiennych… To są tylko i aż koncepcje, ponieważ wszystko istniało, istnieje i będzie istniało, a dokładniej JEST WIECZNYM TERAZ. Jednym z wielu pięknych symboli tego połączenia jest indiańska Święta Fajka.

 Przypominamy sobie, kim jesteśmy, ponieważ zapominanie umożliwia istnienie w indywidualnych formach zarówno - zwanych -  fizycznymi jak i energetycznymi. Te wszystkie formy są “kreacjami” światów…. “kreacjami”, ponieważ nic nie zostało stworzone, a istnieje wiecznie. My jesteśmy podróżnikami po światach, których doświadczamy.


A co z magią, którą ludzie uprawiają w imieniu różnych bogów i bożków? Magia jest narzędziem władzy i teraz się intensyfikuje. Zarówno ta “techniczna” jak i “duchowa”. Bo to czas iluzorycznej walki o władzę nad ludźmi, o władzę nad duszami  - bo to energia. Energia MATURY. To świadomość, którą można sterować przy pomocy odpowiednich narzędzi, wzorów myślowych, symboli...


Ludzie bali się, że mogą zginąć zniszczeni przez swoich bogów. Albo innych bogów. Boją się nadal (w każdym razie spora część ludzkości), że zagładzie ulegną kolejne cywilizacje, zmienią się znowu lądy, morza i oceany... Boją się kolejnej Apokalipsy. Boją się Sądu Ostatecznego... I to jest ta trauma: strach przed zagładą, która przede wszystkim wymaga "uzdrowienia". Z powodu tego strachu ludzie za wszelką cenę chcą przetrwać w tym świecie i w tej albo najchętniej jeszcze bardziej ulepszonej fizycznie formie (co mogą zapewnić im co poniektórzy bogowie). No to idą na układy. I to jest powód łatwości wprowadzania tak zwanego Nowego Porządku. Jak napisała Nnka kiedyś: “z wroga robi się przyjaciela”.

“Gdy Bóg stwarzał pierwszego człowieka, rzekł: “Uczyńmy człowieka na obraz i podobieństwo nasze, i niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem w powietrzu, nad zwierzętami i nad wszystką ziemią.“.

Ach to PANOWANIE NAD… i władza nad innymi… Może już nam wystarczy?


Fragment rozdziału pt Ożywienie Bogini z “Ziemi Zwiastunów Świtu” (Barbara Marciniak) podany przez Livię Ether:Co, lub kogo, wyobrażacie sobie myśląc o Najwyższym Stwórcy? W waszym społeczeństwie nauczono was, że energia boga reprezentuje źródło, a energia żeńska reprezentuje jego wykorzystanie lub działanie. My twierdzimy, że jest na odwrót – to co kobiece jest źródłem, a to co męskie reprezentuje sposób jego wykorzystania.To prawda, że Najwyższy Stwórca jest żeńską wibracją. Źródło, takie jakim je znamy, jest wibracją kobiecą. Męska wibracja, małżonek owego żeńskiego źródła, walczący o miłość Bogini, został miliony lat temu rozszczepiony wskutek złego wykorzystania energii. Jesteście jedną z części tej błędnie wykorzystanej energii. Dwóch plejadiańskich synów jednego z mało ważnych bogów objęło władanie nad Ziemią, stoczyło pomiędzy sobą bitwę i przyczyniło się do powstania dzisiejszych dylematów. Patrząc na to z szerszej perspektywy widzimy, że była to tylko drobna rodzinna sprzeczka. Bogini Matka podzieliła się na części i przybrała wiele form, aby były one małżonkami wielu bogów. Pragnęli oni zaspokojenia, miłości, chcieli znaleźć się w matczynej wibracji, ponieważ to z niej pochodzą wszystkie twórcze siły życiowe.Bogini obdarzona jest taką świadomością, która pozwala na wszystko. Jest źródłem, które utrzymuje wszystko razem, klejem stworzenia. Niektórym trudno jest nawet przyjąć tę koncepcję, nie wspominając już o jej zrozumieniu. Kobietom nie jest łatwo myśleć o tej pełnej mocy istocie, która krąży w ich własnej krwi. Mężczyzn szokuje myśl, że żeńska wibracja może być źródłem wszystkich rzeczy.

No, ciekawy w tym kontekście może być mój sen o Matce Galaktyce, chociaż Galaktyk podobno jest wiele, więc nie wiem, czy można uważać ją za Źródło Stworzenia Z kolei, podobno wszechświatów także jest wiele. I to mnie dziwi, ponieważ skoro wszechświat jest wszystkim - wszechświat to słowo, które ma oznaczać czy symbolizować WSZYSTKO, co istnieje, zatem gdyby istniały inne wszechświaty, to pojedynczy wszechświat nie mógłby być wszystkim czyli tym, czym JEST. (Hmmm… Może to, co widzimy jako inne galaktyki to jest jedna galaktyka odbita w różnych częściach jednego WIELKIEGO LUSTRA)?
Tu mój sen o Matce Galaktyce.



dodane 15.lipca
Nnka:
"Bo ten Czysty Umysł to jest Swiadomość Chrystusowa a nasza zbiorowa nieświadomośc to Antychryst. Niestety wszyscy to utożsamili i chyba sami się pogubili w rozumieniu Jażni." *1)

Na to wygląda, że ludzie chyba się pogubili w rozumieniu Jaźni, ale według mnie CZYSTY UMYSŁ nie jest ŚWIADOMOŚCIĄ i utożsamianie CZYSTEGO UMYSŁU ze ŚWIADOMOŚCIĄ jest właśnie przejawem tego pogubienia... I każdy sam sobie potrzebuje odpowiedzieć na pytanie (jeśli w ogóle sobie takie zadaje) czym jest Jaźń.

CZYSTY UMYSŁ jest stanem umysłu, w którym następuje jego zespolenie ze ŚWIADOMOŚCIĄ. Połączenie DUCHA i DUSZY, w JEDNIĘ, CAŁOŚĆ jako PODWÓJNĄ ISTOTĘ BOSKĄ. DWA w JEDNYM.

///Przypomnienie: Piszę tylko po to, by dzielić się z innymi swoim doświadczeniem i swoją wiedzą. Rozumiem i szanuję, że ktoś może postrzegać RZECZYWISTOŚĆ inaczej.///

Nnka: "Można to jeszcze inaczej CZYSTY UMYSŁ czyli ŚWIADOMOSC to czysta MATERIA, bo umysł jest MATERILNY(antymateria) czego nie da się powiedziec o ŚWIADOMOSCI BOSKIEJ która jest zupełnie poza MATERIĄ."

Można, kochana Nnko, natomiast można także traktować UMYSŁ jako najwyższą formę istnienia, ponieważ bez umysłu, ŚWIADOMOŚĆ nie mogłaby przejawiać się w jakiejkolwiek formie. Natomiast pojęcie "CZYSTA MATERIA" jest pojęciem umownym, jest próbą uchwycenia tego, co nieuchwytne, ponieważ zgodnie ze wszelkimi definicjami materii, ta MATERIA tym nie jest, co definicje opisują. Sama napisałaś, że "ŚWIADOMOŚĆ BOSKA jest zupełnie poza MATERIĄ." Umysł wytycza granice obszarów czasoprzestrzennych i ustala w ten sposób formy dla przejawiania się ŚWIADOMOŚCI. ŚWIADOMOŚĆ zaś, której części przejawiają się w zindywidualizowanych formach staje się świadomością. Podobnie jak UMYSŁ dla każdej zindywidualizowanej formy staje się umysłem.

Nnka: "UMYSŁ zapisany jest tak jak zapisana karta, a to co na niej zapisane świadczy o czystosci i zgodnosci z PIERWOTNYM zapisem. Im bardziej to wszystko krzywe i wypaczone, interprtowane po “ludzkiej myśli na wzór i podobieństwo” tym “brudniejsze”."

Tak. Tu się rozumiemy. Wolę jednak określać to inaczej niż "brudniejsze", ponieważ to właśnie interpretacje zacieśniają, zawężają, zagęszczają..., więc dla mnie to wszystko jest bardziej "zakrzywione" w "wymiarach krzywizny". Interpretacje są odpowiednikiem percepcji i zależą od tego, co na swój własny temat "wie" dana, zindywidualizowana forma o ograniczonej świadomości.
Czyli UMYSŁ jest tutaj jakby podstawową MATRYCĄ, która jest odkształcana w pewnych ograniczonych różnymi obszarami czasoprzestrzeniach. Ale możliwe, że to UMYSŁ sam siebie w ten sposób odkształca?

Nnka: "Zdecydowanie nie uważam, że ludzie bali się zniszczyć bogów [wyr. JESTEM]."

Nie rozumiem, co masz na myśłi pisząc o niszczeniu bogów? Pytam, ponieważ nie pisałam nic o niszczeniu bogów przez ludzi. Pisałam:

>Ludzie bali się, że mogą zginąć zniszczeni przez swoich bogów. Albo innych bogów. Boją się nadal (w każdym razie spora część ludzkości), że zagładzie ulegną kolejne cywilizacje, zmienią się znowu lądy, morza i oceany... Boją się kolejnej Apokalipsy. Boją się Sądu Ostatecznego... I to jest ta trauma: strach przed zagładą, która przede wszystkim wymaga "uzdrowienia". <

Nnka: "[Ludzie] Bali sie ATLANTYDY i kombinowania czasoprzestrzenią bo byli bardziej świadomi uwarunkowań energetycznych niz są obecnie. Bali sie skutków działań , które przyniosły zagładę i upadek, tą z której do tej pory nie możemy się podnieść, bo rytm tej planety został poważnie zaburzony."

Pisząc "bali się ATLANTYDY" utożsamiasz Atlantydę z grzebaniem w czasoprzestrzeni. Według mnie ludzie z Atlantydy rzeczywiście tak, jak piszesz, byli bardziej świadomi uwarunkowań energetycznych, ale przy czystości intencji radzili sobie doskonale i całe społeczności na tym korzystały. Ludzkość była w swoim rozkwicie i rozwijała swoją świadomość. W pewnym momencie jednak pojawił się tam INTERPRETATOR czyli ktoś (coś) w rodzaju "Antychrysta", który chciał zapanować nad innymi i podporządkować sobie wszystkich, przejąć jak najwięcej wytwarzanej energii i zasilić siebie - swój system. (Pewne podobieństwo widzę w pojawieniu się JHWE uznanego za boga, którego czczą nie tylko Żydzi, ale w zasadzie wszyscy katolicy lub ci, co uznają się za chrześcijan, a wcale nimi nie są, bo są nieświadomymi ofiarami tego systemu..) Dlatego na Atlantydzie pojawił się konflikt, którego wcześniej nie było. "Wieża Babel" była budowana, ale pewien "Strażnik" zobaczył, że ludzie stają się tak wielcy jak on, więc postanowił in przeszkodzić. Było to bardzo skuteczne działanie. Nastąpił wówczas tragiczny upadek Atlantydy. (Atlantyda nadal istnieje w WYŻSZYM ŚWIECIE niż nasz obecny.) W czasie otwarcia Portali, ta część ludzkości (dusz), która podążyła za INTERPRETATOREM, bo obiecywał im władzę, podążając za nim spadła do niższego ŚWIATA. A więc być może Antychryst jest czymś w rodzaju wyodrębnionego UMYSŁU.

Pisałam:
>Magia polega na zaburzaniu cykli i planów kosmicznych, stąd kataklizmy się pojawiają w postaci Apokalips… pss… Cykli nie można rozwalić, z cykli można wyjść w przestrzeń “poza czasem” - [w "punkcie ZERO"]. Kiedy wszystkie portale “są otwarte”, można to ogólnie nazwać ŚWIADOMOŚCIĄ wypełniającą. UMYSŁ, który będzie zatrzymany w “punkcie 0”<

Nnka: "Jest też ogromna różnica w pojęciach “Całość” i “Jedność” (co też ze względu na tłumaczenia ujednolicono). Dopóki człowiek nie jest Całością ( i tu mowa też o jego nieświadomosci) nigdy nie będzie Jednością, bo zawsze nastąpi proces WYPARCIA." (...) 'CAŁOŚĆ jest zupełnie inną strukturą niż JEDNOŚĆ."

Tak, jak dla mnie to uchwyciłaś w bardzo precyzyjny sposób. Ale dlatego nie używam słowa Jedność, lecz Jednia, ponieważ to są dwa różne słowa. Dla mnie CAŁOŚĆ jest JEDNIĄ. Jedność natomiast może być przypisywana jakiejś CZĘŚCI CAŁOŚCI. I dlatego można tym słowem szafować podtrzymując wojenki. Są grupy ludzi, które scalają się pod hasłem "Jedności i Braterstwa" na przykład, ale po to, by manifestować swoją wyższość nad innymi i prowadzić walkę w imię tej "jedności braterskiej".

Nnka: '"CAŁOSC jest pojęciem dotyczącycm JESTESTWA – czyli ISTOTY- w tym przypadku ISTOTY LUDZKIEJ łącznie z wypartymi aspektami) dopiero wtedy mozna tworzyć JEDNOSC z harmonicznymi JESTESTWAM."

Tak. Jedność z nieskończonością "harnmonicznych JESTESTW" nazywam JEDNIĄ.

Nnka: "Dlatego też rozwój w wykonaniu niektórych grup skupia się na pracy z nieświadomoscią, ze wszystkimi archetypami (zapisami) tam umieszczonymi łącznie z wyobrażeniami Boga- od czego Jung i Kahuni odcięli się. "

Masz pewność, że się odcięli? Czy mogłabyś podać mi jakieś namiary, bym mogła sobie o tym przeczytać?
Nie mogę znaleźć wpisu bodajże Jojo o tych pięciu Archetypach Junga. Możesz pomóc mi je znaleźć? Chciałabym z tym 5.tym archetypem Junga - Jaźnią "pomedytować". I przeczytać dokładnie, co on o bogu tam napisał.

Nnka: "Ma to znaczenie takie, że wchodząc w srodowisko niskich energii będziesz miał ochronę. Dopóki tego każdy nie “przemedytuje” i nie zobaczy sensu zawsze będzie narażony na zwiedzenie.[wyróżn. JESTEM]"

Tak :-) Ja to dla siebie nazywam "uwodzeniem" lub "uwiedzeniem". Są wzorce (nie tyle te archetypowe, co te matrixowe, stworzone przez pewnych bogów), o które - jak za "haczyki" w naszych nieświadomych umysłach - o ile ich się nie pozbędziemy - zawsze możemy zostać zaczepieni. Nigdy nie wiadomo, który bóg do kogoś przemawia: czy ten Najwyższy czy ten "upadły". Z poziomu ludzkiego umysłu umysłu z „haczykami” (oddzielonego od CAŁOŚCI, JEDNI) nie ma możliwości tego rozpoznać.

Nnka: “JA” w pojęciu ego jest zupełnie czymś innym niż WYZSZE JA, które nas łaczy z BOGIEM i jest aspektem czysto duchowym. Wielu mistyków na to zwraca uwagę. Jeśli zniszczysz swoje WYZSZE JA odcinasz się , upadasz."

Ja w pojęciu ego łączy nas z bogiem, w którego WIERZYMY, Wyższe Ja łączy nas z BOGIEM, o którym MARZYMY. TEN BÓG, o którym marzymy JEST CZYSTYM UMYSŁEM.  Ze ŚWIADOMOŚCIĄ może nas połączyć 'nasza Najwyższa DUSZA'. Oczywiście, gdy marzymy bogu, który jest ograniczony do jakichś naszych wyobrażeń na jego temat, wówczas ten BÓG kieruje naszą duszę w odpowiednią formę, w odpowiedniej czasoprzestrzeni, abyśmy tej "kreacji boskiej", którą "tworzymy" swoim umysłem,   mogli doświadczyć.

Napisałaś w komentarzu: "Bo ten Czysty Umysł to jest Świadomość Chrystusowa a nasza zbiorowa nieświadomość to Antychryst."


Z tego co wiem, ŚWIADOMOŚĆ CHRYSTUSOWA to ŚWIADOMOŚĆ KRYSZTAŁOWA i nie jest ściśle powiązana z bogiem ani Bogiem albo zależna od boga. Chrystus, tak samo jak Budda i wiele innych, których być może nigdy nie poznaliśmy są istotami ludzkimi, które dotarły do tej ŚWIADOMOŚCI KRYSZTAŁOWEJ... I nie jest też ona przeciwieństwem nieświadomości zbiorowej - Antychrysta, ponieważ wykracza poza dualizm.

ŚWIADOMOŚĆ CHRYSTUSOWA jako ŚWIADOMOŚĆ KRYSZTAŁOWA przejawia się wtedy, gdy nasz umysł (nie boga, ale nasz: Twój czy mój, czy każdej istoty ludzkiej) staje się CZYSTY i OTWARTY. Znaczy to dla mnie, że przez umysł mogą przepływać różne myśli, kody i wzorce archetypowe, symbole, ale żadne z nich się nie zahacza - nie zatrzymuje na jakiś czas w umyśle jako wiara lub przekonanie, bo nie ma w CZYSTYM i OTWARTYM umyśle żadnych "haczyków", na które mogłyby się te wzorki i "węzełki" załapać. (Ale również ten akt OTWARCIA UMYSŁU może dotyczyć także bogów...)


W takim stanie uaktywniają się dodatkowe "nadzmysły" (nie umiem tego inaczej określić). I w ten sposób umysł staje się UMYSŁEM jako otwartą bramą - przestrzenią dla poszerzonej świadomości do... ŚWIADOMOŚCI. Można powiedzieć, że wówczas wszystko rozumiesz, wszystko przyjmujesz i dostrzegasz doskonałość CAŁOŚCI i JEDNI. Masz wgląd w nieświadomość i rozumiesz także działania tego, co określasz jako Antychrysta. Stajesz się połączona z CAŁOŚCIĄ, JEDNIĄ i czujesz, jesteś... wszechogarniającą miłością.


TAKI STAN UMYSŁU można przyrównać do KRYSZTAŁOWEGO LUSTRA... GDY UMYSŁ ZATRZYMUJE SIĘ (w... czymś, co nazywam "zatrzymaniem poza-czasem"), CZYSTY i OTWARTY UMYSŁ jest jak wcześniej rozbite KRYSZTAŁOWE LUSTRO, które nagle zostaje scalone w CAŁOŚĆ. Scalone KRYSZTAŁOWE LUSTRO nic nie odbija. Wszystko w nim staje się JEDNIĄ.

PRAWDA jest JEDNA, ale nie ma jej w częściach rozbitego LUSTRA. Bo w częściach rozbitego LUSTRA są tylko części PRAWDY. (Pisałam trochę o tym w bajce o ROZBITYM LUSTRZE.

Nikt z nas w oddzieleniu od CAŁOŚCI, JEDNI, nie ma monopolu na PRAWDĘ.  




W TEMACIE:
PRAMACIERZ, PRA-BOGINI, WIELKA MATKA.

NO TO WRÓCIŁA… 14. LIPCA 2012 ROKU :-) TERAZ BĘDZIE CIEKAWIE… ;-)
-------------------------------------------------------------

*1)  wszystkie cytaty części dodanej 15.lipca pochodzą z komentarza Nnki pod tą notka oraz z komentarza Nnki na jej blogu: http://nnka.wordpress.com/2012/03/07/21-12-2012-kod-majow-atlantyda-ta-historia-jest-przed-nami/#comment-5805