......JESTEM na poziomie świadomości
Wszystkim, Co Istnieje,
co kiedykolwiek istniało
i będzie istnieć...
ISTNIEJĘ - to jest jedyne oczywiste doświadczenie.
Być JESTEM - to wszystko,
co można zrobić bez żadnego wysiłku.
Jestem tym lub tamtym - to iluzja (ma-ja), nierzeczywistość, sen... :-)
Więc JESTEM także tym snem... czyli JA.
To jest całość - JA JESTEM.
Sen staje się świadomy,
zmienia się stan i następuje realizacja, urzeczywistnienie nierzeczywistego... - Ti-ka-li Siunjata
Lotos zaś nadawał mistyczne znaczenie innym symbolom. Mistyczne w tym sensie, że przekraczające umysł oraz możliwość opisu takiego doświadczenia - stanu za pomocą słów. Gdy następuje otwarcie trzeciego oka, jest ono bramą, Przestrzenią połączenia dwóch biegunowych "sił": Słońca- gwiazdy i jego-jej światła emitowanego oraz Księżyca- planety i światła odbitego. Lotos… Ziemia i gra światła emitowanego i odbitego w Przestrzeni...
Wiem, że czarne dziury istnieją. W każdym razie takie idee, koncepcje istnieją i są udowadniane. Nawet - z tego, co mi wiadomo, wnętrze Słońca jest taką "czarną dziurą", podobnie jak i wnętrze wszystkich atomów. Ale w nich zachodzi przesył energii w sposób, w którego nauka dotychczas nie mogła "odkryć". Opisywałam kiedyś swoją "wizję", kiedy znalazłam się we wnętrzu Słońca, a także w centralnym Słońcu Galaktyki. Tam wiały słoneczne wiatry - tworzyły się wiry… następowało przesyłanie niewidzialnej energię tunelami... Słońce nie tylko emituje energię, ale także ją zasysa… Słońce jest bramą przesyłu i wymiany energii, podobnie jak centralne Słońce Galaktyczne i każdy atom…
Stephen Hawking jest współtwórcą nowoczesnej teorii czarnych dziur. Twierdził on, że wszystko, co dostanie się do czarnej dziury, nie może w żaden sposób się z niej wydostać… Takie wizje artystyczne czarnych dziur były dla mnie mocno zastanawiające:
Dla mnie to są bardziej kosmiczne "bąble" albo co najwyżej jakieś tunele… jak kosmiczne OKO. Źrenica oka jest przecież swoistym tunelem...
Dla mnie oczywistym było, że w centrum galaktyk są czarne dziury, ale nie takie, jak to wcześniej opisywał Hawking, lecz takie, poprzez które energia może wydostawać się na zewnątrz lub być zasysana z kosmosu w celu zasilania samej galaktyki. I absorpcja energii oraz emisja energii mogą przecież zachodzić jednocześnie. Proporcje tych energii: absorpcji i emisji mogą być różne. Dlatego dla mnie ta hipoteza Hawkinga była nie do przyjęcia ;-)
Czy takie wizje artystyczne czarnych dziur świadczą o tym, że nic z czarnych dziur nie może się wydostać?
I jeszcze coś: Oto fragment z Przewodnika po materiale RA (przekazy z 1981 roku) nawiązujący do tego o czym tutaj mowa... [z bloga Liviaether]:
"GALAKTYKI
DEFINICJE:
1. Logos [Umysł]; twórca poziomu galaktycznego; twórca wszystkich gwiazd w poszczególnej galaktyce. Określa naturalne prawa fizyki w tej galaktyce, ustanawia swą własną osobowość głęboko osadzonych w umyśle archetypów i formy dla świadomości do wyrażenia samego siebie, jak forma fizyczna: szablon dla wszelkiej ewolucji w tej i sąsiadujących galaktykach.
2. Sub-Logos = istota, której ciałem fizycznym jest gwiazda = stwórca poziomu planetarnego; stwórca wszystkich planet w poszczególnym systemie słonecznym.
I. KAŻDA GALAKTYKA JEST STWORZONA PRZEZ ODRĘBNEGO LOGOSA
RA: Logos może stworzyć to, co nazywacie systemem gwiezdnym albo logos może stworzyć miliardy Systemów gwiezdnych (tj. galaktykę). Jest wiele różnych istot logosowych, czy kreacji. (K2, 13)
RA: Ten Logos planetarny jest silny. Logos wytwarza około 250 miliardów waszych systemów gwiezdnych w swej kreacji. (K2, 13)
RA: Ten szczególny Logos waszej głównej galaktyki użył dużej części materiału połączonego ze Sobą, by odwzorować istotę-przylądek z Kreatora. W ten sposób jest wiele z waszych systemów galaktycznych, które nie mają postępu, wspomnianego przez ciebie, ale spoczywają (zamieszkują) duchowo jako część Logosu."
To jest to samo, co robią niektórzy
buddyjscy mnisi – ich ciało zamienia się w tęczowe ciało i
znika? albo… ich ciało energetyczne – powiedzmy, że dusza –
wędruje świadomie w nieskończoności zmieniając swoją formę…? ;-)
Podobnie – podobno – obecny
Dalajlama jest ostatnim z innej "nagualskiej' linii ;-)... i
podobno on sam o tym mówił. Nie o tym, że pochodzi z "nagualskiej" linii, lecz o tym, że jest ostatnim w swojej "linii przekazu", tradycji... :-)
Bo do Tybetu jako szamani i
nauczyciele, dawno, dawno temu “przywędrowali” szamani - ci
naguale(?), którzy mieli już ogromną wiedzę. Możliwe, że taką samą jak
starożytni Toltekowie…
Potem pojawili się “mnisi”… Adepci nauk duchowych (podobnie jak u
Tolteków), a konkretnie np. w dzogdzen (jak ostatnio się
dowiedziałam), dążą do całkowitego wyzwolenia z… samsary. Czy to jest to samo, czego miał dokonać nagual don Juan ze swoją grupą… ? Podobnie
istnieją różne “tradycje” czyli różne “linie przekazu”
wiedzy tolteckiej… W książkach C. Castenedy nagual don Juan nauczał, że istnieje wiele "linii" przekazu, a w tym przede wszystkim "stara" i "nowa". Don Juan wraz z jego nauczycielem należeli do "nowej" linii. Do "starej" ogólnie należeli czarownicy, którzy potrafili zniewalać swoich uczniów, a niekiedy nawet oddawali ich energie (ich ciała i dusze?) swoim "nieorganicznym sprzymierzeńcom". To była "linia" czarowników, którzy wśród wielu niesamowitych, magicznych umiejętności, rozwijali przede wszystkim te, które pozwalały im panować nad innymi ludźmi i istotami, kraść ich energię powiększając tym samym swoją własną moc. Wpadali oni w tzw. "pułapkę mocy". To jedna z czterech pułapek, o których wiedzę Carlosowi przekazywał don Juan. W "linii przekazu", z której pochodził don Juan Matus, nauczyciele stawali się Nieskazitelni… Ich zamiarem nie było panowanie nad innym, lecz znalezienie małej grupy uczniów i przekazanie im swojej wiedzy, a potem dokonanie "abstrakcyjnego lotu" obok dzioba Orła Świadomości *)...
Szaman tradycji Dongba Shilo (dzięki Mezamir ;-))
Na granicy Chin i Tybetu:
Indiańskie figury?
z tradycji Dongba
Jak indiańskie totemy?
Coś czuję, że ta “linia”, z której pochodził
nagual don Juan, jest w pewnym sensie kontynuowana, tyle, że w nowy sposób. Ta wiedza zawsze się jakoś rozwija, podobnie jak świadomość ludzi… Nauki Tolteków mają na celu ewolucję świadomości (i jej "poszerzanie"). Podobnie jak i “nowa linia”, której kontynuatorem był don Juan, powstała na bazie “starej linii”, tak
obecnie powstaje kolejna “nowa linia” na bazie… tej, którą przekazywał m.innym don Juan Matus.
Nauczyciele pojawiają się
nadal dla tych, którzy są gotowi. To mogą być też “wewnętrzni
nauczyciele”… uczący nas poprzez śnienie (świadome śnienie), tak samo, jak i inni ludzie, od których możemy
się wiele nauczyć - nawet, jeśli oni nie wiedzą tego, że są
naszymi nauczycielami (lustrami)… Mamy też dostęp do wielu wspaniałych książek i… świętych roślin czy grzybów.
Dostęp do wiedzy jest niesamowity. Wiedza pcha się do nas drzwiami i
wszelkimi oknami… a nawet… “wszystkimi porami”. Warto z tego powodu zachować uważność, by korzystać z tej wiedzy zgodnie z… intuicją. Wystarczy
słuchać intuicji albo zaufać “wewnętrznemu” prowadzeniu…
duszy, wyższego ja, wyższej jaźni (jak zwał tak zwał) i
praktykować ową wiedzę… i zmieniać stare wzorce, przekonania itp.,
rozpuszczać ego i uwalniać się od tego, co nas więzi
w…”samasarze”.
Niektórzy z nas wpadają w pułapkę
ego – zbawiania świata i ludzi (przed tym także don .Juan przestrzegał
Carlosa) zapominając o “zbawieniu" siebie. To niestety wynika z
ugrzęźnięcia we wzorcach walki “dobra i zła” itp. wzorków.
Zamiast zacząć ową pomoc i "zbawianie" od siebie, zaniedbujemy ten ważny aspekt istnienia, bo chcemy (niektórzy
z nas) zbawiać całą ludzkość. Przecież od mądrości (wiedzy)
lekarza zależy, jak skuteczne lekarstwo nam zaproponuje. Nie mówiąc
o tym, że sami musimy takie lekarstwo zażyć. A potem możemy nawet
dowiedzieć się, jak siebie możemy “uzdrawiać”. Ale to też
bardzo naturalny sposób działania w tym świecie. Bo dzięki takim
ludziom, którzy wpadają w takie pułapki ego, gra toczy się dalej…
Sama jeszcze w pewnych tematach sobie folguję, ale traktuję to jako
“kaprys”, bo wiem, że sobie folguję – jestem tego świadoma.
No może czasem jeszcze, na chwileczkę się zapomnę... Choć wciąż
przychodzi do mnie nowa wiedza, choćby taka, że dakinie w buddyzmie
to przecież “czarownice” (nagualki) tolteckie. :-D
Czytając po raz drugi niektóre
książki Carlosa Castanedy “widziałam”, że ma on swoje podstawowe zadanie
do wykonania: napisanie tych książek… I Don Juan wiedział, jakie
jest główne zadanie (przeznaczenie) C.C. Te książki C.C. (i kobiet z jego grupy np.
Taishy Abelar i Florindy Donner) docierają do tych, do których mają
dotrzeć, a wiedza w nich zawarta dociera do tych, co mają sobie tę
wiedzę przypomnieć. I mimo, że – podobno – pole energetyczne
C.C. nie składało się z czterech, części – “komór”
świetlistego “bąbla” jak u innych naguali i nagualek, lecz z
trzech, to C.C. doskonale nadawał się do wykonania powierzonego mu
zadania.
Inna sprawa, że gdyby C.C. sam ten
wzorzec (związany z “brakami” w jego energetycznym polu –
“bąblu) zmienił, mógłby tym samym sprawić, że jego pole –
ów “bąbel” także mógłby się zmienić… :-) I C.C. mógł
sobie polecieć hen…"abstrakcyjnym lotem" omijając dziób Orła Świadomości… Kto wie, może i tak
się stało lub wkrótce się stanie?
Dlaczego teraz przyszedł czas
zamknięcia "tolteckich gałęzi"? Być może dlatego, że
kończy się era patriarchatu? Na stronie MARTY M. znalzłam ciekawe
teksty o dakiniach oraz o sytuacji kobiet pragnących podążać
buddyjską ścieżką.
http://multicultizone.wordpress.com/2013/11/09/sytuacja-kobiet-pragnacych-podazac-buddyjska-sciezka-duchowa-w-indyjskim-systemie-spolecznym/.
Bardzo klarowny tekst o tym, jak kobiety rozwijające się duchowo
były traktowane z wyższością; nawet podobno przez samego Buddę
(ja wiem, że to wynik późniejszych interpretacji nauk, które
Budda przekazywał). Nie mam do nikogo o to pretensji ;-), ponieważ
wiem, że pewne cykle następują po sobie i po wcześniejszym
matriarchacie nastał czas na patriarchat, który właśnie powoli
się kończy. Przepowiadany przez Hopi kolejny, “Piąty Świat”
jest światem harmonii… :-)
Owszem, żyjemy w czasach, kiedy wiedzy
wokół nas mnóstwo. Jest wiedza, która daje różne możliwości,
w tym stwarza również pułapki dla tzw. "rozwoju duchowego"…
Ale każda wiedza bez praktyki wzmacnia wyłącznie ego. Stąd
dostrzegam różnicę pomiędzy wiedzą a świadomością. Wiedza
zintegrowana w praktyce poszerza naszą świadomość (uelastycznia
“punkt scalający świadomość”).
Na przykład czarownicy (o których Don
Juan Matus opowiadał w książkach Carlosa Castanedy) pochodzący z
innej tolteckiej "linii przekazu", wpadli (utknęli) w
pułapce Mocy… To oni mieli spory wpływ na rozwój systemów
patriarchalnych, gdy przesunęli swój punkt scalający świadomość w "położenie Rozumu" (Umysłu), ale przede wszystkim szukali skutecznych sposobów
na poszerzanie swojej władzy nad innymi.
Miałam kiedyś śnienie o tym, że
byłam w “Szkole Życia”. I te szkoły zaczęto zamieniać w
“Szkoły Walki”. Uczyliśmy się w tej szkole wielu niesamowitych
umiejętności. Trochę jakby to była szkoła dla naguali. W tym
śnie byłam młodym, utalentowanym mężczyzną i stosunkowo szybko
“przerosłam” w wielu umiejętnościach swojego nauczyciela.
W tym czasie ktoś, kto sprawował
“rządy nad tą krainą”, ktoś jak król, postanowił zamienić
wszystkie takie "Szkoły Sztuk Życia" na "Szkoły Sztuk Walki". Król
chciał mieć wojowników, którzy będą dla niego zdobywać nowe
tereny, nowe bogactwa itp. Potrzebował jak największej ilości
sprawnych wojowników i… morderców. (…)
http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2011/10/szkoa-sztuki-zycia-czy-szkoa-sztuki.html
Ja się na to wówczas nie zgodziłem. bo w tym śnieniu byłam mężczyzną.
Najprawdopodobniej wówczas zaczął
rozwijać się system patriarchalny, który uniemożliwiał
harmonijne współistnienie, za to umożliwiał wspaniały rozwój
ego oraz systemu "władców i poddanych" (panów i
niewolników)… to chyba był początek tzw. “Czwartego Świata”
według Hopi czyli era ziemska z “zasiewem kosmicznym” IMOX, IMIX
– Krokodyl… znak, kin z Kalendarza Majów, który - według mojej
wiedzy - prawie do roku 2012 rozpoczynał cykl Tzolkin.
Nie opisałam wówczas dalszej części
snu... A póżniej już do niego nie wróciłam. Zrobiłam to dzisiaj.
To w skrócie ta dalszą część snu:
...podróżowałem długo, spotkałem w
drodze podobnych sobie (kobiety i mężczyzn). Wylądowaliśmy razem
w dżungli i było tam miasto. W tym mieście żyli ludzie o
niesamowitych umiejętnościach…. Któregoś dnia wszyscy
odeszliśmy razem… podobnie jak grupa don Juana. Możesz sobie
wyobrazić, jaki szok przeżyłam, kiedy przeczytałam parę miesięcy
później o odkryciu w dżungli, bodajże w Brazylii, miasta, w
którym… nie było żadnych grobów. A wszelkie przedmioty użytkowe
były tak pozostawione, jakby nagle wszyscy mieszkańcy opuścili to
miasto. Jeszcze dziś na samo przypomnienie o tym fakcie przechodzi
przez moje ciało fala “gorącej” energii…
Może być tak, że wszystko, co w tym
życiu robimy, będzie miało swoje konsekwencje i wpływ na to,
gdzie znajdziemy się w następnym życiu, wcieleniu czy czyś takim?
I tak na przykład po śmierci możemy narodzić się w Piątym
Świecie Harmonii albo w Szóstym Świecie, w którym będzie
matriarchat albo w Drugim lub Czwartym, w których panuje
patriarchat? No chyba że… uwolnimy się z “Koła samsary” i
polecimy “abstrakcyjnym lotem znikając z całością swej istoty w
nieskończoności” ? A potem w pełnej wolności i świadomie sobie
będziemy przybierać różne formy odwiedzając różne światy? ha,
ha, ha…
No i znalazłam jeszcze innego "naguala" z "nowej linii przekazu ;-)
Wspaniałe są synchronie… właśnie znalazłam filmik, na którym Eckhart Tolle bardzo ciekawie mówi o stawaniu się… nauczycielami, mistrzami, guru… https://www.youtube.com/watch?v=8PPtfgOeJXQ
Eckhart Tolle (PL) - Co się dzieje w chwili śmierci
*) Orzeł Świadomości (bursztynowy zresztą) w tradycjach starożytnych Tolteków jest Świadomością, która obdarza każdą istotę cząsteczką tejże Świadomości przy każdych narodzinach, a odbiera ją przy jej śmierci. Dlatego Toltekowie z linii tradycji, z której pochodzi don Juan Matus, jako Nieskazitelni przygotowywali się do "abstrakcyjnego lotu" pozwalającego im przelecieć "za plecami orła" i nie dać się pochłonąć, by zniknąć w jego dziobie.
A może to się właśnie zmienia i kobiety się zmieniają, stają się bardziej kobiece, stąd mogą zharmonizować swoją Animę z Animusem, stąd stają się i silniejsze, i... mądrzejsze? I mają coraz więcej będą miały do przekazania temu światu? Nie mam na myśli tak zwanych "babo-chłopów" oczywiście.
___________________________________
Nie
bałam się śmierci. Od dzieciństwa. Za to bałam się kręcenia na karuzeli, bo chciało mi się wymiotować. Kiedyś, gdy byłam młoda, próbowałam kilka
razy popełnić samobójstwo. Nie chciało mi się żyć... Z
niezgody na to... "całe zło", kłamstwa,
niesprawiedliwość, okrucieństwo itd. itp.... I raz, prawie mi się udało...
Prawie. Ponieważ jednak się nie udało, czułam wtedy ogromne rozczarowanie. Ale nagle usłyszałam
głos w sobie, który powiedział, że gdybym umarła i tak
musiałabym tu wrócić. Bo jestem tu po to, by zrozumieć ten świat.
A potem będę wiedziała, co dalej...
Po
pierwsze... owa trójca kojarzy mi się oczywiście z trzema Parkami,
Mojrami: jedna przędzie nić żywota, druga podtrzymuje, a trzecia
przecina… (Wiem, że była jeszcze czwarta, co pruła… ;-) Kiedyś sama prułam
skomplikowane wzory tych nici "starych" wzorków...).
W
tradycji pewnego plemienia (mogę znaleźć nazwę, jeśli ktoś
byłby tym zainteresowany *), na porządku dziennym było spotykanie
się i odgrywanie sytuacji ze snów członków tego plemienia w celu
uwalniania tworzących się na poziomie nieświadomości napięć
pomiędzy członkami tej społeczności. Oczywiście wśród członków
tego społeczeństwa nie było tak zwanego zakłamania. Dlatego każdy potrafił
odważnie i szczerze dzielić się z innymi swoimi najbardziej
dziwacznymi snami. Potem wszyscy członkowie odgrywali taki sen. W pewnych przypadkach czasem na życzenie “bohatera”, zakończenie snu na jawie mogło
zostać zmienione. I ważne było wtedy też odegranie tej zmiany na
jawie.
Wyobraź
sobie, że przyśniło ci się, że miałeś romans z żoną swojego
przyjaciela. Potem w niedzielę (zamiast na przykład iść do kościoła ;-))
spotykasz się ze swoimi współplemieńcami. Jest oczywiście wśród
nich Twój przyjaciel i jego żona. Opowiadasz swój sen, a potem
razem odgrywacie “spektakl” zgodnie z treścią “scenariusza”
Twojego snu. Towarzyszą temu dźwięki bębnów, grzechotek i innych
prostych instrumentów. A Ty “publicznie”, na oczach wszystkich,
odgrywasz wraz z żoną przyjaciela taniec uwodzenia, romansowania, a
nawet – jeśli było tak w Twoim śnie – akt seksualny.
ODGRYWACIE tę sytuację za pomocą TAŃCA. W trakcie tego
“spektaklu” możliwe są improwizacje, więc na przykład Twój
przyjaciel może odegrać scenę zazdrości i złości. Ale nie może
Ciebie atakować, jeśli nie było takiego ataku w Twoim śnie.
Wszyscy
uczestnicy takiego “spektaklu” – rytuału są świadomi tego,
że w snach przejawia się nasza nieświadomość i że odgrywanie
snów na jawie służy uwalnianiu napięć pojawiających się
(nieświadomie) w trakcie śnienia. Więc na koniec wszyscy są
szczęśliwi, że wszystkie napięcia (i wewnętrzne "demony")
w trakcie rytuału odgrywania snu zostały uwolnione. I “spektakl”
się kończy…
Teraz
twój przyjaciel dziękuję Tobie za uwolnienie siebie i jego, a
także jego żony. I nie odczuwasz wstydu nawet sam przed sobą, że
miałeś taki głupi i dziwny sen. Bo przecież żona twojego
przyjaciela jest co prawda ładna i sympatyczna, ale przecież nigdy
“normalnie” do głowy by ci nie przyszło, że chciałbyś
przeżyć z nią romans. Inna wersja jest taka, że nieświadomie
chciałbyś z nią przeżyć coś takiego, ale wypierałeś się tych
uczuć sam przed sobą i dlatego miałeś ów sen. Ale w trakcie
odgrywania tego snu wszystkie napięcia z tym związane po pierwsze
zostają “upublicznione”, więc wywleczone niejako na poziom
świadomości i poprzez odegranie ich w “bezpieczny sposób” –
poprzez “spektakl”, taniec, rytuał, ogólnie sztukę – zostają
uwolnione.
W
innym przypaku taki nieświadomy "wzorek" powoli rozwijałby się w
Tobie jako nieświadomiony wewnętrzny "demon", "pasożyt",
który być może pewnego dnia zacząłby flirt z żoną twego
przyjaciela. Aż w końcu doprowadziłby Cię tym samym do Twojej zdrady… przede wszystkim siebie
samego (bo nieświadomego, dlaczego tak się stało) oraz Twojego przyjaciela... w
końcu zniszczyłbyś nieświadomie waszą przyjaźń Bo czym innym jest świadome rozstanie z przyjacielem, ponieważ z jakichś powodów kończy się wasza wspólna droga, a czym innym nieświadome zniszczenie relacji.
Spróbuj
sobie przypomnieć jakiś sen, w którym robiłeś/robiłaś “coś złego” (społecznie lub moralnie nie akceptowalnego) i wyobraź sobie, że odgrywasz ten sen jako “spektakl” – rytuał
mający na celu uwolnienie nieświadomych napięć w Tobie, które
przejawiły się poprzez ten sen…
Teraz
mnie "oświeciło", ponieważ nagle zdałam sobie sprawę,
że owa statuetka Sziwy może mieć bardzo ważne symboliczne znaczenie -
"ochronne" albo uświadamiające... W kontekście tego, co napisałam powyżej o
"odgrywaniu" snów, pojawiło mi się zrozumienie, że
statuetka ta jest formą "tańczącego Sziwy", który na
podobieństwo rytualnego tańca ma po pierwsze: uświadamiać nam
symbolikę tego tańca i wzorcowego archetypu "Niszczyciela".
A po drugie ma w rezultacie ochronić nas przed nieświadomymi siłami
destrukcji naszych własnych "demonów". W jaki sposób
taka statuetka może nas ochronić przed nieświadomymi siłami
destrukcji naszych własnych “demonów”? Ano poprzez
uświadomienie sobie tego w wzorca w sobie i uwolnienie się od niego
(od strachu przed zniszczeniem też). I można wtedy podziękować Sziwie za to
przypomnienie...
Istnieje
wiele opowieści związanych ze świętem Shivaratri i jego początków. "Siły niszczycielskie"… możemy postrzegać jako "złe" albo jako "dobre: "oczyszczające" - jako naturalny proces "transformacji"… Podobne
legendy krążą o bogini Kali i
przedstawiają ją jako krwiożerczego, seksualnie rozbuchanego
potwora. A to interpretacje wynikające z lęku
przed nieznanym, zapomnianym jej aspektem.... Te interpretacje wynikają z
niezrozumienia albo z umyślnego wypaczenia znaczenia tych wzorców i
archetypu, który ona reprezentuje – symbolizuje. Podobnie
w kościele katolickim – przez odpowiednie interpretacje –
z nauk Chrystusa pozostało niewiele z tego, czego on nauczał.
Ale
jeśli ktoś potrzebuje się obawiać czegoś i zamartwiać tym, że na przykład “są
czynione niebezpieczne eksperymenty w CERN”, to już wybór tej osoby…
co chce zasilać swoimi myślami i obawami. Ja tam szanuję czyjeś wybory.
Postrzegam
to podobnie jak Margo0307. Ale
rozumiem, że ktoś może bać się śmierci i zniszczenia, a nawet
traktować to bardzo emocjonalnie i osobiście. Tylko skąd te lęki i po
co? Czy one coś zmienią? Czy wprowadzą harmonię, czy raczej
utrzymują wewnętrzny chaos?
Trudno być odpowiedzialnym, gdy nie wie się za co… gdy większość naszych myśli jest myślana nieświadomie i
większość czynów jest wykonywana nieświadomie. I
na przykład tłuczemy się (niektórzy z nas) w serce w kościele klepiąc bezmyślnie: “moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina…” nie mając często pojęcia w
CZYM zawiniliśmy. Zamiast to serce uszanować i zacząć go słuchać…
I zacząć przyglądać się, zacząć obserwować samych siebie…
swoje myśli, swoje czyny, uczyć się odpowiedzialności za nie i
bycia świadomymi, co i dlaczego: myślimy i robimy ?
I
jeszcze kilka cytatów potwierdzających sens poznawania swojej
"strefy cienia", uznania jej w sobie i "uzdrawiania":
1.
“Poznanie naszej własnej mrocznej strony to najlepszy sposób
radzenia sobie z mroczną stroną innych.” C.C.Jung
2.
“To nie przypadek, że ekspresja artystyczna i rytuały stały u
podstaw starożytnych cywilizacji. Sztuka stanowiła osobistą metodę
wyrażania ciemnej strony psychiki człowieka i uświadamiania jej
sobie. Spełniała funkcję psychoterapii. (…) Rytuały dawały
uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu
treści psychologicznych. Dopóki ludzie w ten sposób “stawiali
czoła” czy też pozwalali w ten sposób przejawiać się własnym,
wewnętrznym “demonom” i akceptowali je w sobie jako swoje, nie
projektowali ich na świat fizyczny ani na innych. Mieli ich
świadomość.”
W
ten sposób ludzie oczyszczali siebie świadomie pozwalając na
przejawienie się wewnętrznych demonów poprzez taniec “rytualny”
lub ogólnie poprzez sztukę.
Projekcja
swoich nieświadomych aspektów “ciemnej strony – naszej strefy
cienia” na innych odbywa się tylko wtedy, gdy owe własne “demony”
są wyparte do nieświadomości, odrzucone i odepchnięte do owej
“strefy cienia”.
3.
” Jeśli wydobędziesz na wierzch, co jest w tobie, wówczas to, co
wydobędziesz, ocali cię. Jeśli nie wydobędziesz tego, co jest w
tobie, wtedy to, czego nie wydobędziesz, zniszczy cię.” –
Chrystus ze Zwojów z Morza Martwego.
4.”Wszyscy
mamy swoje wewnętrzne “demony”, ale (…) często tymi naszymi
demonami są dla nas codziennie spotykani ludzie. Ludzie, z którymi
się sprzeczamy, ludzie którym zazdrościmy, lub których
nienawidzimy [także ci, których posądzamy o różne straszne
rzeczy...] Ci, których krzywdzimy fizycznie i emocjonalnie. I nie
tylko dlatego, że im zazdrościmy albo nienawidzimy czegoś w tych
ludziach, ale dlatego, że nienawidzimy tego, iż nam przypominają o
nas samych [te części nas, których się wyparliśmy]. Inni
odzwierciedlają te nasze cechy, których chcielibyśmy mieć więcej
albo te, których nie chcielibyśmy mieć wcale. Więc co robimy?
Łagodzimy
ból nie przez zmianę czy rozpoznanie własnych demonów, ale przez
walkę z osobami, które nam o nich przypominają… poprzez
krzywdzenie ludzi przypominających nam cechy, ktorych u siebie nie
lubimy. A gdy – nie wiedząc czemu – stajemy się sfrustrowani
tak, że nie panujemy nad emocjami, obwiniamy za to innych, winimy za
to dosłownie wszystko, co może być katalizatorem naszej
nienawiści. ”
Właśnie
przypomniałam dziś w nowej notce o prostej metodzie pracy
wyciągania na poziom świadomości tych części nas samych, które
ukryte przed nami zepchnięte zostały do nieświadomości –
metodzie LUSTRA.
5.
“Pojawienie się systemów, które zmusiły człowieka do wyparcia
się jednego z biegunów ludzkiej dualistycznej natury, powoduje
życie w ciągłym napięciu, lękach, strachu i wewnętrznej walce.
Obniża się w ten sposób odporność ludzi i całych społeczeństw.
Dlaczego wciąż są niszczone plemiona szamańskie żyjące w
harmonii z całą naturą, w tym także w harmonii z dualnością
ludzkiej natury? Ponieważ zatraciliśmy swoje korzenie.
Ego
stale czuje się niepewne i ma potrzebę kontrolowania. Ego jest w
nas czymś podrzędnym, ale zachowuje się, jakby było
najważniejsze. Stąd ten rozłam pomiędzy ego a nieświadomością
czy jażnią. Działa tu też rodzaj kompleksu Mesjasza, gdy
projektujemy ideały (rolę) zbawiciela na kogoś oczekując, że nas
ocali, bo sami nie chcemy się z tym zmierzyć i zrozumieć. I
dlatego czujemy się wciąż niepewnie i dlatego czujemy, że nie
mamy wystarczającej siły, by kierować swoim życiem.”
Wiem,
że my (prawie wszyscy) jesteśmy jeszcze nieświadomi swoich własnych,
wewnętrznych demonów, dlatego tak cierpimy. A przecież sami
możemy się "uzdrowić" czy uwolnić z wpływu wszelkich "demonów" i "złych duchów" przede wszystkich uświadamiając sobie ich wyparcie i odepchnięcie ich do "strefy cienia", Także tych "duchów i demonów czyhających na nas w Astralu". (O tym między
innymi traktuje na przykład joga śnienia albo bardo czy tolteckie śnienie.) Oczywiście to wymaga
sporego wysiłku. Ale jest to możliwe tylko dla tych, którzy tego
potrzebują, którzy są na to gotowi… w swojej podróży w
nieskończoności.
Jeszcze a propos walki i pięknej przypowieści Margo0307, którą przedstawiłam w poprzedniej notce.
Chaos => walka => harmonia… (I Michaela też na to zwróciła uwagę…)
Dlaczego
niektórzy ludzie chcą koniecznie zwalczać choćby "miłością" nienawiść, dobrem zło, światłem ciemność, zamiast szukać
sposobów na dokonanie odpowiednich zmian, które doprowadzą do
pokoju i harmonii… przede wszystkim w sobie? No chyba, że po
prostu nie zależy im na tym. Walka to walka. Oczywiście, jeśli ktoś jej potrzebuje, to ją ma. Z wewnętrzną i nieświadomie kontynuowaną włącznie...
Kto
wie, może są tacy ludzie, którzy nawet nieświadomie pragną pozostać w tym
wewnętrznym konflikcie? Dlatego ich ego-ja z takim zainteresowaniem "przykleja się" do myśli o różnego typu zagrożeniach i sytuacji konfliktowych w życiu osobistym, na
świecie albo nawet w astralu?
Skąd
to wiem? Bo sama tak kiedyś robiłam. Z doświadczenia to znam, ale
uświadomiłam to sobie i dokonałam zmian. I wiem, że to możliwe. Dlatego
teraz tym dzielę się w wolności od rezultatów, jakie moja
pisanina może mieć lub nie mieć.
Rozpoznawanie
sposobów działania naszych umysłów w tym świecie może być…
wprost fascynujące… Jakie misternie utkane konstrukcje tworzy
ego-ja, by tylko utrzymać nas w nieświadomości tego, co naprawdę
sobie myślimy o sobie i innych, i o całym naszym świecie “Dobra
i Zła”; jaki świat współtworzymy naszymi nieświadomymi
myślami, przekonaniami i czynami…wraz z innymi; jakie iluzje
podtrzymujemy…
p.s. Pół-żartem, pół-serio ostrzegam: jeśli jesteś nieświadomy/nieświadoma swoich wewnętrznych demonów,
możesz je zawsze dostrzec we mnie - jak je na mnie
nieświadomie sobie zaprojektujesz. ;-)
_____
*) Znalazłam jeden przykład:
""Irokezi
(według mnicha Fremina, który opisywał ich zwyczaje w XVIII
wieku), czcili sen jako bóstwo. Wyrażnie rozróżniali pomiędzy świadomością i podświadomością, i uważali, że ukryta lub
podświadoma [nieświadoma] część psyche wyraża swoje pragnienia
poprzez sny. Jeśli owe pragnienia nie zostaną zaspokojone,
podświadomość wpada w gniew. Irokezi praktykowali
"teatr snu". (...) Podczas takich rytuałów dozwolone było
przekraczanie przyjętych zasad społecznych. Miało to na celu
wyrażenie podświadomych pragnień i ochronę przed chorobą ciala lub
umysłu. Niezrealizowane, ukryte pragnienia uważano bowiem za
podstawową przyczynę zaburzeń osobistych i społecznych.(…)
Można
powiedzieć, że rytuały "odgrywania" snów służyły
wyłącznie rozładowywaniu napięć. (...) To rodzaj psychoterapii,
lecz i droga do poszerzania świadomości." - z książki "Nowy słownik snów" Tony'ego Crispa
"Kiedyś
grałam w grę komputerową, która składała się... chyba z 7-miu
poziomów... Główną postacią gry był ludzik w pumpiastych
spodniach (coś a'la Sindbad), który miał za zadanie dojście do
ostatniego, siódmego poziomu, na którym czekała nagroda ale... nie
pamiętam co było tą nagrodą ;) W trakcie wędrówki przez te
kilka poziomów czyhało na niego mnóstwo śmiertelnych
niebezpieczeństw... Na ostatnim poziomie, tuż przed końcem...
stało ogromne lustro... Kiedy ludzik - Sindbad stanął przed
lustrem, ujrzał swoje odbicie, które... wyszło z lustra i broniło
dostępu do upragnionej nagrody ;) Gdy ludzik - Sindbad wyciągnął
miecz - odbicie także wyciągnęło miecz... Ludzik - Sindbad
znał wiele wspaniałych sztuczek władania mieczem, ale... odbicie
znało dokładnie te same sztuczki i bardzo skutecznie odparowywało
ciosy ludzika - Sindbada… Zabrało mi wiele, wiele czasu
granie w tą grę, a to dlatego, że bardzo byłam ciekawa tego, co
jest końcową nagrodą ;) W pewnym momencie, opanowawszy niemal do
perfekcji wszystkie 6 poziomów, poczułam rezygnację połączoną
niemal ze złością, nie mogąc pokonać lustrzanego
odbicia... Postanowiłam więc przestać walczyć mieczem i... stał
się CUD !!! - odbicie także schowało miecz :D"
Skuteczne praktyki, które pomagają nam dokonywać zmian starych, niepotrzebnych nam wzorców (sprawiających na przykład cierpienie) istnieją i kiedy tego potrzebujemy, to docierają one do nas. Jesteśmy różni, więc rożne praktyki, w różnym czasie, dla każdego mogą być bardziej lub mniej skuteczne.
Wiedza płynąca zdzogdzen (pisałam o tym w poprzedniej notce) dotycząca rigpy czyli wiedzenia (rzeczy, zdarzeń, sytuacji takimi, jakie są) kojarzy mi się z wiedzą Tolteków w aspekcie widzenia (trzecim okiem – wewnętrznego widzenia - tzw. "milczącej wiedzy").
A teraz jeszcze znalazłam artykuł świadczący o tym, że nauki Tolteków o śnieniu *) są podobne do nauk dzogdzen. Oto wywiad z Tenzinem Wangyal Rinpoche o jego książce "Tybetańska joga snu i śnienia":
[tu także dodam kilka słów od siebie - bo postrzegam to trochę inaczej. Otóż kontrola emocji nie uwalnia nas od nich - wręcz odwrotnie - często powoduje tylko ich wyparcie… na jakiś czas. Ale gdy tracimy choćby na moment uważność, pojawią się one nagle jakby z podwojoną siłą - zaskakując nas samych swoją "agresją". Natomiast pozwolenie sobie na przejawianie się naszych emocji jest ważnym elementem - etapem w rozpoznawaniu (uzdrawianiu) siebie. Daje nam możliwość zaobserwowania emocji w sobie i uświadomienia faktu, że nami władają". Dopiero, gdy uświadomimy sobie to, jak one nami "szarpią" i z jakimi wzorcami myślowymi (przekonaniami) są powiązane, dopiero wówczas możemy dokonać wielu ciekawych odkryć i dowiedzieć się ważnych rzeczy o sobie. Po to, by je uświadomić sobie i dokonać decyzji, czy chcemy to zmienić. Gdy podejmiemy taką decyzję o zmianie, wówczas pojawi się metoda, w jaki sposób możemy dokonać tej zmiany. - JESTEM]
Też sobie przypomniałam kiedyś, jak ważne mogą być nasze sny, zwłaszcza te świadome. Ile z nich płynie ku nam informacji o nas samych… Z jednej strony możemy się w śnieniu uczyć uważności, docierać do najgłębszych zakamarków siebie, uzdrawiać się czy uwalniać od tego, co nas więzi, a z drugiej strony możemy poprzez śnienie uczyć się dostępu do tzw. wewnętrznej "milczącej wiedzy". Co w dzogdzen zwane jest pustką, która uwalnia nas od wszelkiej iluzji.
W jednym ze snów otrzymałam na przykład informację - wiedzę, jak mam oddychać, aby uaktywniać połączenia między neuronami w mózgu:
Oddycham wówczas krótkimi oddechami wyobrażając sobie znak nieskończoności, którego jedna część znajduje się wewnątrz ciała - jakby otacza "czakrę" serca na przykład, a druga część znajduje się na zewnątrz. Punkt centralny tego znaku nieskończoności znajduje się na granicy ciała z przodu. Biorąc wdech "rysuję" swoją skupioną uwagą drogę na znaku nieskończoności od punktu centralnego do wewnątrz i z powrotem do punktu centralnego znaku, a przy wydechu kontynuuję przesuwanie uwagi po zewnętrzej części.
Jeszcze teraz, gdy praktykuję czasem ten oddech, na początku czuję w głowie coś jakby “musujące bąbelki”, które pękają. :-)
Na różnych etapach różne metody mogą nas wspierać
na ścieżce do 'przebudzenia' :-) Dla
mnie medytacja jest wejściem w swoje wnętrze (jakkolwiek każdy
może to rozumieć) w ciszy i samo-obserwacji... Można medytować latami,
próbując uwalniać się - odrzucając czy omijając wszelkie
pojawiające się myśli, koncepcje czy wizje wraz z emocjami. Kiedy jednak stajemy
się bardziej świadomi siebie samych, możemy zacząć wyciągać na
poziom naszej samo-świadomości różne wzorce "ukryte" przed nami w nieświadomości, a mimo to bardzo aktywne. Gdy je odkrywamy, wówczas
możemy wiele zaskakujących rzeczy dowiedzieć się o sobie samych…
a to bywa... trudne. I wymaga sporej odwagi.
I można zastosować takie metody, które pozwalają wyciągnąć te
wzorce z nieświadomości, by je: 1. odrzucić, 2. uświadomić sobie i przetransformować w sobie 3. przyjąć je w siebie… i uwolnić je w sobie albo siebie od nich - w sobie. Dla mnie na pewnym etapie skuteczna była na przykład metoda LUSTRA.
Mezamir o medytacji:
"Chodzi
o to żeby 100 razy w ciągu dnia zrobić pauzę i to jest
najtrudniejsze wbrew pozorom :)
Trzeba
niczego nie tworzyć, na niczym się nie skupiać, niczego nie
chwytać, im więcej razy przyłapiemy się na rozproszeniu, na tym że
znów popędziliśmy za jakąś myślą, tym lepiej :) "
Tak,
pędzimy często za myślami kompletnie tego nieświadomi… Fajna ta
praktyka. Ale nie wiem, czy nie bardziej trudne jest otwarcie się na
uświadomienie sobie naszych nieświadomych wzorców działania. Może
być, że różne zadania dla jednych ludzi są bardziej trudne, a
inne, dla innych.
Ja
na przykład kiedyś stosowałam prostą "praktykę" takie ćwiczonko ;-) pustego umysłu".
Wyobrażałam sobie głowę jako wnętrze pustej piłki, a myśli jak
kolorowe "świderki", które próbowały przedostać się do wnętrza
tej piłki. Kiedy pojawiała się myśl, mówiłam głośno "bip"
i oddalałam te "świderki" z wnętrza piłki. Chodziło o to, by
utrzymać pustość wnętrza tej "piłki" - umysłu.
Po trzech tygodniach codziennej praktyki (wystarczyło 5 minut dziennie),
zaczęłam być coraz bardziej świadoma pojawiających się w umyśle
myśli. Wtedy zaczęłam dokonywać wyboru: jednym myślom
dziękowałam, odsuwałam je od siebie i one odchodziły, bo mi już
nie służyły, a inne przyjmowałam jako "swoje", bo mnie wspierały w dokonywaniu zmian i rozpoznań...
Po
kilku następnych tygodniach tej prostej praktyki byłam już świadoma około 90%
myśli pojawiających się w moim umyśle (w mózgu). Potem… stawałam
się coraz bardziej świadoma i odpowiedzialna za wszystkie myśli,
którym "pozwałam" myśleć się w mojej głowie oraz za
wypowiadane czy pisane słowa…
Ważna
też jest praca z emocjami… Praca z samym umysłem może nie
wystarczać, może być 'syzyfową pracą", ponieważ w naszych
ciałach też mamy różne zapisy… Ale tu też można znaleźć
różne metody, które nam mogą pomóc dokonać zmian… Ja na
przykład m.innymi stosowałam niektóre ćwiczenia polecane przez
Keitha Sherwooda w książce "Czakroterapia". Stamtąd pochodzi także medytacja "pustego umysłu".
ach,
zmiany następują rzeczywiście niesamowite. :-)
Mezamir:
"Trzeba
wtedy sprowadzić umysł na miejsce i zwyczajnie być przytomnym,
obserwator myśli, nie uczestnik myśli."
Być
jednością: z obserwatorem i działającym oraz myślami - to jest
niesamowite ;-)
Inny cyt.
podany przez Mezamira: "Czasami wydaje się, że świat stawia
nam jeszcze większe wyzwania, kiedy jesteśmy na ścieżce, ponieważ
duchowa ścieżka nas przebudza. Wymaga od nas, byśmy pozbyli się
wszystkiego, co zainwestowaliśmy w iluzję."
1.
"Nie będziemy kochani przez wszystkich, dlatego że jesteśmy
na ścieżce duchowej."
To
dla mnie oczywiste i wiem, co te słowa znaczą ;-) Dzieje się tak z wielu powodów, które powoli rozpoznajemy i zaczynamy rozumieć, gdy stajemy się coraz bardziej świadomi siebie.
2.
"Nasze relacje ze światem będą dokładnie takie same jak
przedtem."
No, nie
całkiem. Może zdarzyć się tak, że zostaniemy odrzuceni przez
starych przyjaciół… i nasze relacje ze światem zmieniają się
radykalnie… Właśnie dlatego, że:
3.
"Czasami wydaje się, że świat stawia nam jeszcze większe
wyzwania, kiedy jesteśmy na ścieżce, ponieważ duchowa ścieżka
nas przebudza. Wymaga od nas, byśmy pozbyli się wszystkiego, co
zainwestowaliśmy w iluzję."
Kiedy
żyjemy w kłamstwach - iluzji na swój własny temat, kiedy działamy pod
wpływem wzorców, których nie jesteśmy świadomi, wtedy żyjemy w
iluzji, wciąż w nią inwestujemy i podtrzymujemy ją. W iluzji o sobie samych, a przeto i o innych także. Projektujemy wówczas własne iluzje (przekonania) na innych.
Słowianie
są śniącymi i śnią swój Sen… Niektórzy z nich śnią nawet
Sen doskonałego Narodu i Rasy oraz Sen o wyższości Rodzimowierców
nad innymi… Obejrzałam
wczoraj filmik - o śnieniu właśnie - z wypowiedzią Treblowa, który jest kimś w rodzaju "głównego kapłana", "animatora" czy też twórcy tzw. Kultury Wedyjskiej **).
Oto
cytaty z filmu reklamującego seminarium pt. Świadome śnienie:
“Możemy
poznać świat Nawii, świat Slawii, świat Prawii.
Podczas
życia w świecie Jawnym mamy możliwość poprzez świadome wyjście
z ciała przygotować się do życia w kolejnym świecie, przygotować
się do kolejnego etapu naszej ewolucji. Mamy możność poznać,
gdzie pójdziemy po utracie naszego fizycznego ciała. Zapomnieć raz
na zawsze, czym jest strach przed śmiercią.
I
rozpoznać drogę do wyższych światów. Stać się tam nie
nowicjuszem, ale stałym bywalcem. Mało tego: Uniwersytety i
ukończenie szkół istnieją nie tylko w świecie Jawnym. Istnieją
one i w świecie Nawii, być może znajdziecie możliwość uczenia
się tam. Gdyż – uwierzcie – tam ma to miejsce. Może wam to
potwierdzić dowolny człowiek mający takie doświadczenie “ [no
to wam potwierdzam :-) - JESTEM]
“(…)
budząc się możecie przenosić całą tą pamięć, wszelkie te
wrażenia do świadomości Jawnego ciała” [to też wam potwierdzam :-), a przykładem może być śnienie o ćwiczeniu - sposobie oddychania - JESTEM]. “(…) Ale są na tej drodze dwa warianty. Wariant 1. to
iść samodzielnie i nabijać sobie guzy na każdym nowym stopniu. A
to dlatego, że proces ten nie jest tak prosty, jak na pierwszy rzut
oka się wydaje. Jeśliby to było takie proste, to już dawno byście
tym władali sami.Być może za 5, 10, 15 lat uda się wam. [bo to wariant dla odważnych? - JESTEM] Wariant 2. to
pójść na kurs i zdobyć prawdziwe doświadczenie u tych, którzy
to już potrafią.” [pójść na kurs, zapłacić nam, choć wcale nie
gwarantujemy, że uda wam się to wcześniej niż za 5, 10 lub 15
lat? - JESTEM]
“(…)
Poprzez samodzielne nauczanie zdobywacie pewne informacje. One
magazynują się w waszej świadomości – powolutku zaczynają
dokonywać w niej zmian. Powoli dochodzicie do pewnych odkryć i
zrozumienia" [no jakby o mnie pan Treblov opowiadał ;-) - JESTEM] "- na to
potrzebne są lata. Jeśli jednak wiedzę przekazują wam ludzie
mający osobiste doświadczenia, to możecie uzyskać wszystko w
bezpośrednim kontakcie przez biopole. Na poziomie podświadomości,
świadomości, nadświadomości. Jest to kontakt nauczyciela z
uczniem. Tak na prawdę właśnie w ten sposób nauczali się ludzie w
różnych czasach i w różnych narodach. Gdy doświadczenie
przekazywane jest w bezpośrednim kontakcie energetycznym.”
I
tu mam poważną wątpliwość, ponieważ może i tak było, ale to
jest przecież ingerencja w czyjeś pole energetyczne, w czyjąś Istotę, w
czyjąś karmę… i to ogromna ingerencja. A – jak mówi Treblov –
podobno w ciągu 3-5 dni można zdobyć te umiejętności na
seminarium… Wiedzę – może tak, pewnie można dostać na takim
3 dniowym seminarium, ale nie znaczy to, że uczestnicy seminarium nie będą i tak potem potrzebowali przejść przez długi okres osobistej
praktyki i treningów.
cyt.
z filmu ciąg dalszy:
“(…)
Świadomego śnienia można nauczyć się z pomocą ezoteryki, ale
można i z pomocą Kultury Wedyjskiej. Różnica jest ogromna, gdyż
tylko Wedyjska Kultura i te Przykazania, jakie dali nam Bogowie i
Przodkowie wraz z Najwyższym Prarodzicem pozwolą wam otrzymać ich
błogosławieństwo, wsparcie i ochronę. Mało tego – znając
podstawy kultury Wedyjskiej nie macie szans popaść w
niebezpieczeństwo" [samodzielnej drogi? - JESTEM], gdyż działać
będziecie tylko dla dobra swojego Rodu. I naszego wspólnego
Niebiańskiego Rodu. Właśnie dlatego celu przeznaczone jest
świadome śnienie.”
Czyli
co? Także nauki tolteckie czy dzogdzen i joga śnienia, a także
wiedza tybetańska o bardo dla Treblowa są ezoteryką? Albo śnienie Aborygenów - to też ezoteryka? Bo są "uczone" - przekazywane w ramach innych systemów albo całkowicie poza systemami, w
każdym razie poza "jedynym i wyjątkowym systemem" - systemem kultury wedyjskiej - “naszej Rasy”?
Otóż,
ja - wygląda na to, że się “uczę” w takim “Uniwersytecie”,
o którym Treblov wspomina i każdy może się tam uczyć, ale nie
musi stawać się od razu wyznawcą jakiejś religii czy też systemu
duchowo-religijno-społecznego. No chyba, że woli czuć się "zabezpieczony" lub "zabezpieczona". Choć nie wiadomo dokładnie przed kim lub przed czym.
I
jeszcze cyt. z początku filmu:
“Cokolwiek
byście nie czytali i nie słyszeli odnośnie poziomów świadomego
śnienia, przeniknięcia za ich pomocą do rozmaitych światów,
wszystko to będzie w taki czy inny sposób kłamstwem”.
Czy to dotyczy także wiedzy przekazywanej przez Treblowa? A jeśli nie, to jest to spore "przegięcie". Bo co? Bo tylko “my” –
“nasza czysta Rasa” – mamy monopol na prawdę? … łoł, łoł, łoł
czyli ojejuniu…
I dodam od siebie, że według mnie ta cała wiedza, którą także Treblow dzieli sięz ludźmi, znajduje się w POLU UNIWERSALNEGO UMYSŁU Ziemi, dostępna dla
wszystkich ludzi, tyle że różni ludzie robią z niej różny
“pożytek” i na różne sposoby z niej korzystają oraz na różne
sposoby ją rozumieją i interpretują (podobnie jak np. nauki Chrystusa czy Buddy). Co na temat świadomego snu mówią inni, na przykład Bashar? Proszę:Życie jako świadomy sen https://www.youtube.com/watch?v=hJpApB3YEEg
Tak
poczułam, by w tym kontekście zacytować słowa Jiddu
Krishnamurtiego:
Oczywiście,
jeśli ktoś chce tworzyć nowe religie, niechaj sobie tworzy. Ja
piszę po to, by pokazać różne perspektywy i możliwości.
Jestem… "w służbie" Jedni ;-D
A ja szukam sobie wspólnych korzeni w tych wszystkich religiach i różnych "liniach przekazu" oraz JESTEM otwarta na nową wiedzę, która prowadzi do "Piątego Świata Harmonii" ;-)