czwartek, 13 marca 2014

UNIA PRZECIWIEŃSTW



W notce http://tonalinagual.blogspot.com/2013/12/jedno-dwoje-i-troje.html pisałam o dwojgu oczu Horusa/Ozyrysa. Prawe oko symbolizowało Słońce, lewe symbolizowało Księżyc…
Trzecie Oko symbolizował KWIAT LOTOSU.

Lotos zaś nadawał mistyczne znaczenie innym symbolom. Mistyczne w tym sensie, że przekraczające umysł oraz możliwość opisu takiego doświadczenia - stanu za pomocą słów. Gdy następuje otwarcie trzeciego oka, jest ono bramą, Przestrzenią połączenia dwóch biegunowych "sił": Słońca- gwiazdy i jego-jej światła emitowanego oraz Księżyca- planety i światła odbitego. Lotos… Ziemia i gra światła emitowanego i odbitego w Przestrzeni...





Znalazłam się we wnętrzu Słońca. W samym centrum. Byłam bardzo skupiona, skoncentrowana, właściwie to... zogniskowana. Miałam połączenie z Łonem Galatyki - Słońcem, którego wnętrze, podobnie, jak naszego jest Ciemne. Nie wiedziałam, w którym Słońcu JESTEM, czy tym "naszym" czy Galaktycznym Łonie, ale czuł.am je jakby pulsowały naprzemiennie... Czułam przepływającą przeze mnie energię o różnych częstotliwosciach. Wokół mnie krążyła energia podobna do Wielkiej Trąby Powietrznej, która zbierala z Przestrzeni różne... "stare śmieci", wzorce myślowe, idee, przekonania i "nasiona"...   Czułam wielka obfitość Jej zawartości. Czułam, jak tę Trąbę tworzą cztery wiatry płynące z czterech kierunków i zawijające się i łączące się spiralnie ze sobą w Trąbie. Zwężona - najcieńsza część Trąby powietrznej kończyła się we mnie. Czułam miłość, najpiękniejszą ze wszystkich "boskich" kreacji. To była ewidentnie żeńska, Pramatczyna energia. Czułam, jak to wszystko, co zbiera Trąba, transformuje się we mnie na najczystszą miłość wszechogarniającą. Czułam nieskończony przepływ miłości i światła, które nie miało blasku. Czułam w sobie, stwarzałam w sobie i wokół siebie Przestrzeń połączenia z nieskończonym przepływem miłości. Promieniowała ze mnie energia, która na obrzeżach kuli, w której się znajdowałam, wybuchała blaskiem ognia. Ten ogień był ewidentnie męską energią, energią Ojca.















Słońce i Księżyc:








O unii Słońca i Księżyca:


helikoida księżycowa






mój obraz olejny z 2004r.

tęczowe ciało


CZARNE DZIURY WCALE NIE TAKIE CZARNE?



Wiem, że czarne dziury istnieją. W każdym razie takie idee, koncepcje istnieją i są udowadniane. Nawet - z tego, co mi wiadomo, wnętrze Słońca jest taką "czarną dziurą", podobnie jak i wnętrze wszystkich atomów. Ale w nich zachodzi przesył energii w sposób, w którego nauka dotychczas nie mogła "odkryć". Opisywałam kiedyś swoją "wizję", kiedy znalazłam się we wnętrzu Słońca, a także w centralnym Słońcu Galaktyki. Tam wiały słoneczne wiatry - tworzyły się wiry… następowało przesyłanie niewidzialnej energię tunelami... Słońce nie tylko emituje energię, ale także ją zasysa… Słońce jest bramą przesyłu i wymiany energii, podobnie jak centralne Słońce Galaktyczne i każdy atom…

Stephen Hawking jest współtwórcą nowoczesnej teorii czarnych dziur. Twierdził on, że wszystko, co dostanie się do czarnej dziury, nie może w żaden sposób się z niej wydostać… Takie wizje artystyczne czarnych dziur były dla mnie mocno zastanawiające:


Dla mnie to są bardziej kosmiczne "bąble" albo co najwyżej jakieś tunele… jak kosmiczne OKO. Źrenica oka jest przecież swoistym tunelem...

Dla mnie oczywistym było, że w centrum galaktyk są czarne dziury, ale nie takie, jak to wcześniej opisywał Hawking, lecz takie, poprzez które energia może wydostawać się na zewnątrz lub być zasysana z kosmosu w celu zasilania samej galaktyki.  I absorpcja energii oraz emisja energii mogą  przecież zachodzić jednocześnie. Proporcje tych energii: absorpcji i emisji mogą być różne. Dlatego dla mnie ta hipoteza Hawkinga była nie do przyjęcia ;-) 

Czy takie wizje artystyczne czarnych dziur świadczą o tym, że nic z czarnych dziur nie może się wydostać?


I nagle coś się zmieniło…


Najbardziej mi bliskie jest to, co w swoim artykule napisali  Ted Jacobson · Thomas Sotiriounapisa:

I cytat z innego artykułu: "Klasyczne czarne dziury nie istnieją?"


Grunt to odwaga…
Wiedza jest zmienna… podobnie jak i świadomość może taką być.
___________________________________________

Przypomniało mi się, co pisałam o torusie…
http://tonalinagual.blogspot.com/2011/11/kundalini-ziemii-coraz-bardziej-aktywna.html
Swoją drogą dziwne, że większość rysunków torusa w internecie to torusy zamknięte, bez przepływu i połączenia z kosmosem… Jak na przykład na tym obrazku:


Ale już na tym, przepływ jest udrożniony:


Dopóki nie skupimy energii w Sercu, torus pozostanie zamknięty. Gdy energia przepływa przez kolejne "czakry", a jako centrum świadomości wyznaczymy serce, wówczas energia zacznie przepływać coraz swobodniej przez nasze całe ciało.

Z innej notki:

"HUNABKU w odniesieniu do wiedzy Majów, jest również Świadomością, która zorganizowała całą materię z wirującego dysku – po gwiazdy, planety i układy słoneczne. HUNABKU jest “Matką” bezustannie dającą nowe życie – w postaci rodzących się gwiazd. HUNABKU wg. Majów jest stworzycielem naszego Słońca i planety Ziemia.
Majowie wierzyli, że CZAS został zapoczątkowany przez HUNABKU i znajduje się pod kontrolą centrum naszej galaktyki (…)
HUNAB KU wg. Majów jest stworzycielem naszego Słońca i planety Ziemia. ”

 Majowie sądzili, że Stwórca jest formą energii emanującej w formie okresowej w postaci rozbłysków "ENERGII ŚWIADOMOŚCI" 

I jeszcze coś:
Oto fragment z Przewodnika po materiale RA (przekazy z 1981 roku) nawiązujący do tego o czym tutaj mowa... [z bloga Liviaether]:
"GALAKTYKI
DEFINICJE:
1. Logos [Umysł]; twórca poziomu galaktycznego; twórca wszystkich gwiazd w poszczególnej galaktyce. Określa naturalne prawa fizyki w tej galaktyce, ustanawia swą własną osobowość głęboko osadzonych w umyśle archetypów i formy dla świadomości do wyrażenia samego siebie, jak forma fizyczna: szablon dla wszelkiej ewolucji w tej i sąsiadujących galaktykach.

2. Sub-Logos = istota, której ciałem fizycznym jest gwiazda = stwórca poziomu planetarnego; stwórca wszystkich planet w poszczególnym systemie słonecznym.

I. KAŻDA GALAKTYKA JEST STWORZONA PRZEZ ODRĘBNEGO LOGOSA
RA: Logos może stworzyć to, co nazywacie systemem gwiezdnym albo logos może stworzyć miliardy Systemów gwiezdnych (tj. galaktykę). Jest wiele różnych istot logosowych, czy kreacji. (K2, 13)
RA: Ten Logos planetarny jest silny. Logos wytwarza około 250 miliardów waszych systemów gwiezdnych w swej kreacji. (K2, 13)
RA: Ten szczególny Logos waszej głównej galaktyki użył dużej części materiału połączonego ze Sobą, by odwzorować istotę-przylądek z Kreatora. W ten sposób jest wiele z waszych systemów galaktycznych, które nie mają postępu, wspomnianego przez ciebie, ale spoczywają (zamieszkują) duchowo jako część Logosu."

sobota, 8 marca 2014

TRADYCJE I LINIE PRZEKAZU WIEDZY… STAROŻYTNYCH TOLTEKÓW?

Altea umieściła u siebie na blogu ciekawy "WYWIAD Z CARLOSEM CASTANEDĄ".
Dziękuję Altei za inspirację.

cyt.:

To jest to samo, co robią niektórzy buddyjscy mnisi – ich ciało zamienia się w tęczowe ciało i znika? albo… ich ciało energetyczne – powiedzmy, że dusza – wędruje świadomie w nieskończoności zmieniając swoją formę…?  ;-)

cyt.:

Podobnie – podobno – obecny Dalajlama jest ostatnim z innej "nagualskiej' linii ;-)... i podobno on sam o tym mówił. Nie o tym, że pochodzi z "nagualskiej" linii, lecz o tym, że jest ostatnim w swojej "linii przekazu", tradycji... :-)

Bo do Tybetu jako szamani i nauczyciele, dawno, dawno temu “przywędrowali” szamani - ci naguale(?), którzy mieli już ogromną wiedzę. Możliwe, że taką samą jak starożytni Toltekowie…


Potem pojawili się “mnisi”… Adepci nauk duchowych (podobnie jak u Tolteków), a konkretnie np. w dzogdzen (jak ostatnio się dowiedziałam), dążą do całkowitego wyzwolenia z… samsary. Czy to jest to samo, czego miał dokonać nagual don Juan ze swoją grupą… ? Podobnie istnieją różne “tradycje” czyli różne “linie przekazu” wiedzy tolteckiej… W książkach C. Castenedy nagual don Juan nauczał, że istnieje wiele "linii" przekazu, a w tym przede wszystkim "stara" i "nowa". Don Juan wraz z jego nauczycielem należeli do "nowej" linii. Do "starej" ogólnie należeli czarownicy, którzy potrafili zniewalać swoich uczniów, a niekiedy nawet oddawali ich energie (ich ciała i dusze?) swoim "nieorganicznym sprzymierzeńcom". To była "linia" czarowników, którzy wśród wielu niesamowitych, magicznych umiejętności, rozwijali przede wszystkim te, które pozwalały im panować nad innymi ludźmi i istotami, kraść ich energię powiększając tym samym swoją własną moc. Wpadali oni w tzw. "pułapkę mocy". To jedna z czterech pułapek, o których wiedzę Carlosowi przekazywał don Juan. W "linii przekazu", z której pochodził don Juan Matus, nauczyciele stawali się Nieskazitelni… Ich zamiarem nie było panowanie nad innym, lecz znalezienie małej grupy uczniów i przekazanie im swojej wiedzy, a potem dokonanie "abstrakcyjnego lotu" obok dzioba Orła Świadomości *)...

Szaman tradycji Dongba Shilo (dzięki Mezamir ;-))



Na granicy Chin i Tybetu:
Indiańskie figury?

z tradycji Dongba
Jak indiańskie totemy?

Coś czuję, że ta “linia”, z której pochodził nagual don Juan, jest w pewnym sensie kontynuowana, tyle, że w nowy sposób. Ta wiedza zawsze się jakoś rozwija, podobnie jak świadomość ludzi… Nauki Tolteków mają na celu ewolucję świadomości (i jej "poszerzanie"). Podobnie jak i “nowa linia”, której kontynuatorem był don Juan, powstała na bazie “starej linii”, tak obecnie powstaje kolejna “nowa linia” na bazie… tej, którą przekazywał m.innym don Juan Matus.

Nauczyciele pojawiają się nadal dla tych, którzy są gotowi. To mogą być też “wewnętrzni nauczyciele”… uczący nas poprzez śnienie (świadome śnienie), tak samo, jak i inni ludzie, od których możemy się wiele nauczyć - nawet, jeśli oni nie wiedzą tego, że są naszymi nauczycielami (lustrami)… Mamy też dostęp do wielu wspaniałych książek i… świętych roślin czy grzybów. Dostęp do wiedzy jest niesamowity. Wiedza pcha się do nas drzwiami i wszelkimi oknami… a nawet… “wszystkimi porami”. Warto z tego powodu zachować uważność, by korzystać z tej wiedzy zgodnie z… intuicją. Wystarczy słuchać intuicji albo zaufać “wewnętrznemu” prowadzeniu… duszy, wyższego ja, wyższej jaźni (jak zwał tak zwał) i praktykować ową wiedzę… i zmieniać stare wzorce, przekonania itp., rozpuszczać ego i uwalniać się od tego, co nas więzi w…”samasarze”.

Niektórzy z nas wpadają w pułapkę ego – zbawiania świata i ludzi (przed tym także don .Juan przestrzegał Carlosa) zapominając o “zbawieniu" siebie. To niestety wynika z ugrzęźnięcia we wzorcach walki “dobra i zła” itp. wzorków. Zamiast zacząć ową pomoc i "zbawianie" od siebie, zaniedbujemy ten ważny aspekt istnienia, bo chcemy (niektórzy z nas) zbawiać całą ludzkość. Przecież od mądrości (wiedzy) lekarza zależy, jak skuteczne lekarstwo nam zaproponuje. Nie mówiąc o tym, że sami musimy takie lekarstwo zażyć. A potem możemy nawet dowiedzieć się, jak siebie możemy “uzdrawiać”. Ale to też bardzo naturalny sposób działania w tym świecie. Bo dzięki takim ludziom, którzy wpadają w takie pułapki ego, gra toczy się dalej… Sama jeszcze w pewnych tematach sobie folguję, ale traktuję to jako “kaprys”, bo wiem, że sobie folguję – jestem tego świadoma. No może czasem jeszcze, na chwileczkę się zapomnę... Choć wciąż przychodzi do mnie nowa wiedza, choćby taka, że dakinie w buddyzmie to przecież “czarownice” (nagualki) tolteckie. :-D


No, czyż dakinie nie są jak kobiety nagualki?  Może to czarownice albo wiedzmy? :-) Dakinie także są różne. " Rozróżnia się następujące dakinie:
– oświecone – dakinie mądrości, które osiągnęły wyzwolenie z samsary; należą do nich żeńskie yidam;
– nieoświecone – światowe dakinie; zaliczają się do nich wspaniałe, praktykujące buddyzm kobiety, które jednak nie osiągnęły jeszcze pełnego wyzwolenia;
w przeciwieństwie do dakiń mądrości, potrafią ludziom przeszkadzać w życiu, zsyłać choroby a nawet zabić; do nich należało pięć sióstr Tseringma, aż Padmasambhawa
a później Milarepa poskromili je i uczynili z nich strażniczki dharmy; wciąż zalicza się je do tej kategorii, gdyż obejmuje ona także strażniczki bodhisatwów.

Jeśli ktoś czytał książki C.Castanedy, to z łatwością dostrzeże pewne podobieństwo dakiń z tolteckimi "czarownicami" i nagualkami.

cyt. z artykułu u Altei:

Czytając po raz drugi niektóre książki Carlosa Castanedy “widziałam”, że ma on swoje podstawowe zadanie do wykonania: napisanie tych książek… I Don Juan wiedział, jakie jest główne zadanie (przeznaczenie) C.C. Te książki C.C. (i kobiet z jego grupy np. Taishy Abelar i Florindy Donner) docierają do tych, do których mają dotrzeć, a wiedza w nich zawarta dociera do tych, co mają sobie tę wiedzę przypomnieć. I mimo, że – podobno – pole energetyczne C.C. nie składało się z czterech, części – “komór” świetlistego “bąbla” jak u innych naguali i nagualek, lecz z trzech, to C.C. doskonale nadawał się do wykonania powierzonego mu zadania.

Inna sprawa, że gdyby C.C. sam ten wzorzec (związany z “brakami” w jego energetycznym polu – “bąblu) zmienił, mógłby tym samym sprawić, że jego pole – ów “bąbel” także mógłby się zmienić… :-) I C.C. mógł sobie polecieć hen…"abstrakcyjnym lotem" omijając dziób Orła Świadomości… Kto wie, może i tak się stało lub wkrótce się stanie?

Altea:

Dlaczego teraz przyszedł czas zamknięcia "tolteckich gałęzi"? Być może dlatego, że kończy się era patriarchatu? Na stronie MARTY M. znalzłam ciekawe teksty o dakiniach oraz o sytuacji kobiet pragnących podążać buddyjską ścieżką. http://multicultizone.wordpress.com/2013/11/09/sytuacja-kobiet-pragnacych-podazac-buddyjska-sciezka-duchowa-w-indyjskim-systemie-spolecznym/. Bardzo klarowny tekst o tym, jak kobiety rozwijające się duchowo były traktowane z wyższością; nawet podobno przez samego Buddę (ja wiem, że to wynik późniejszych interpretacji nauk, które Budda przekazywał). Nie mam do nikogo o to pretensji ;-), ponieważ wiem, że pewne cykle następują po sobie i po wcześniejszym matriarchacie nastał czas na patriarchat, który właśnie powoli się kończy. Przepowiadany przez Hopi kolejny, “Piąty Świat” jest światem harmonii… :-)

Owszem, żyjemy w czasach, kiedy wiedzy wokół nas mnóstwo. Jest wiedza, która daje różne możliwości, w tym stwarza również pułapki dla tzw. "rozwoju duchowego"… Ale każda wiedza bez praktyki wzmacnia wyłącznie ego. Stąd dostrzegam różnicę pomiędzy wiedzą a świadomością. Wiedza zintegrowana w praktyce poszerza naszą świadomość (uelastycznia “punkt scalający świadomość”).

Na przykład czarownicy (o których Don Juan Matus opowiadał w książkach Carlosa Castanedy) pochodzący z innej tolteckiej "linii przekazu", wpadli (utknęli) w pułapce Mocy… To oni mieli spory wpływ na rozwój systemów patriarchalnych, gdy przesunęli swój punkt scalający świadomość w "położenie Rozumu" (Umysłu), ale przede wszystkim szukali skutecznych sposobów na poszerzanie swojej władzy nad innymi.

Miałam kiedyś śnienie o tym, że byłam w “Szkole Życia”. I te szkoły zaczęto zamieniać w “Szkoły Walki”. Uczyliśmy się w tej szkole wielu niesamowitych umiejętności. Trochę jakby to była szkoła dla naguali. W tym śnie byłam młodym, utalentowanym mężczyzną i stosunkowo szybko “przerosłam” w wielu umiejętnościach swojego nauczyciela.

W tym czasie ktoś, kto sprawował “rządy nad tą krainą”, ktoś jak król, postanowił zamienić wszystkie takie "Szkoły Sztuk Życia" na "Szkoły Sztuk Walki". Król chciał mieć wojowników, którzy będą dla niego zdobywać nowe tereny, nowe bogactwa itp. Potrzebował jak największej ilości sprawnych wojowników i… morderców. (…) http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2011/10/szkoa-sztuki-zycia-czy-szkoa-sztuki.html
Ja się na to wówczas nie zgodziłem. bo w tym śnieniu byłam mężczyzną.

Najprawdopodobniej wówczas zaczął rozwijać się system patriarchalny, który uniemożliwiał harmonijne współistnienie, za to umożliwiał wspaniały rozwój ego oraz systemu "władców i poddanych" (panów i niewolników)… to chyba był początek tzw. “Czwartego Świata” według Hopi czyli era ziemska z “zasiewem kosmicznym” IMOX, IMIX – Krokodyl… znak, kin z Kalendarza Majów, który - według mojej wiedzy - prawie do roku 2012 rozpoczynał cykl Tzolkin.

Nie opisałam wówczas dalszej części snu... A póżniej już do niego nie wróciłam. Zrobiłam to dzisiaj. To w skrócie ta dalszą część snu: 

...podróżowałem długo, spotkałem w drodze podobnych sobie (kobiety i mężczyzn). Wylądowaliśmy razem w dżungli i było tam miasto. W tym mieście żyli ludzie o niesamowitych umiejętnościach…. Któregoś dnia wszyscy odeszliśmy razem… podobnie jak grupa don Juana. Możesz sobie wyobrazić, jaki szok przeżyłam, kiedy przeczytałam parę miesięcy później o odkryciu w dżungli, bodajże w Brazylii, miasta, w którym… nie było żadnych grobów. A wszelkie przedmioty użytkowe były tak pozostawione, jakby nagle wszyscy mieszkańcy opuścili to miasto. Jeszcze dziś na samo przypomnienie o tym fakcie przechodzi przez moje ciało fala “gorącej” energii…

Może być tak, że wszystko, co w tym życiu robimy, będzie miało swoje konsekwencje i wpływ na to, gdzie znajdziemy się w następnym życiu, wcieleniu czy czyś takim? I tak na przykład po śmierci możemy narodzić się w Piątym Świecie Harmonii albo w Szóstym Świecie, w którym będzie matriarchat albo w Drugim lub Czwartym, w których panuje patriarchat? No chyba że… uwolnimy się z “Koła samsary” i polecimy “abstrakcyjnym lotem znikając z całością swej istoty w nieskończoności” ? A potem w pełnej wolności i świadomie sobie będziemy przybierać różne formy odwiedzając różne światy? ha, ha, ha…

Mój dialog z Alteą tutaj: http://alteazgwiazd.wordpress.com/2014/03/05/wywiad-z-carlosem-castaneda/

Polecam także w temacie notkę Altei p.t.: "Przesłanie Mocy"

A jeśli chodzi o Dalajlamę…Dawid56 na Mistyce Życia zamieścił taki oto tekst:
"„… W 1991 roku miałem wielkie szczęście spotkać Jego Boską Miłość Dalai Lamę w ustronnym miejscu nad jeziorem w lasach Vermontu. W czasie tego wypoczynku, Dalai Lama, który był w towarzystwie tylko kilku mnichów, wyjawił mi na prywatnej audiencji, że jest ostatnią inkarnacją Dalai Lamy. ‘Jestem ostatnim Dalai Lamą’ powiedział, ‘po mnie nie będzie już żadnego Dalai Lamy’. Gdy spytałem go dlaczego, odpowiedział, „Jesteś uczniem Bhaktivedanty. Powinieneś zrozumieć, że teraz już nie jestem potrzebny. Buddyzm Tybetański jest przeszłością; a wasze nauki są dla przyszłości. To jest bardzo wspaniała rzecz.” Potem się roześmiał. Przynajmniej Dalai Lama posiada mądrość, która pozwala mu przyjąć nieuniknioność nadchodzących zmian i zejść ze sceny w sposób taktowny i w harmonii z czasem, w sposób jaki przystoi jego wzniosłej duchowej pozycji.” Rozważania na temat prawdziwości tej wypowiedzi można również znaleźć na jednym z forów buddyjskich.
http://www.nama-hatta.pl/articles.php?article_id=261

No i znalazłam jeszcze innego "naguala" z "nowej linii przekazu ;-)
Wspaniałe są synchronie… właśnie znalazłam filmik, na którym Eckhart Tolle bardzo ciekawie mówi o stawaniu się… nauczycielami,  mistrzami, guru…

https://www.youtube.com/watch?v=8PPtfgOeJXQ

Eckhart Tolle (PL) - Co się dzieje w chwili śmierci

https://www.youtube.com/watch?v=ah1SaG09Ifc


I  jeszcze innego "naguala" ;-):



______________________________________________________________________
*) Orzeł Świadomości (bursztynowy zresztą) w tradycjach starożytnych Tolteków jest Świadomością, która obdarza każdą istotę cząsteczką tejże Świadomości przy każdych narodzinach, a odbiera ją przy jej śmierci. Dlatego Toltekowie z linii tradycji, z której pochodzi don Juan Matus, jako Nieskazitelni przygotowywali się do "abstrakcyjnego lotu" pozwalającego im przelecieć "za plecami orła" i nie dać się pochłonąć, by zniknąć w jego dziobie.

**)
“Jeśli przyjrzymy się historii buddyzmu w Tybecie, to zobaczymy, że żyło tam i nauczało wiele, wiele kobiet–mistrzyń. Jednak z powodów społecznych nie miały one takiej samej szansy jak mężczyźni na rozwijanie swojej aktywności np. na zakładanie wielkich klasztorów czy innych wspólnot duchowych. Jeśli prześledzimy biografię tych kobiet, zobaczymy, że ich aktywność była skierowana raczej do wewnątrz. Zazwyczaj udawały się w odosobnione miejsca, aby tam oddawać się praktyce medytacji. Oczywiście i one przekazywały nauki Buddy, ale małemu kręgowi uczniów. Tak więc nie można powiedzieć, że wTybecie nie było wielu nauczycieli – kobiet. Wręcz przeciwnie. Prawdą jest, że obecnie sytuacja przedstawia się zgoła odmiennie. Mamy mniej nauczycieli wśród kobiet.” –http://multicultizone.wordpress.com/2013/11/09/sytuacja-kobiet-pragnacych-podazac-buddyjska-sciezka-duchowa-w-indyjskim-systemie-spolecznym/

A może to się właśnie zmienia i kobiety się zmieniają, stają się bardziej kobiece, stąd mogą zharmonizować swoją Animę z Animusem, stąd stają się i silniejsze, i... mądrzejsze? I mają coraz więcej będą miały do przekazania temu światu? Nie mam na myśli tak zwanych "babo-chłopów" oczywiście.
___________________________________

Olmeckie nakrycie głowy:
http://mexicanmuseumsandmavens.wordpress.com/2011/08/20/what-do-birds-olmec-heads-and-6-ancient-cities-have-in-common/

Tęczowe ciało Buddy:



czwartek, 6 marca 2014

SIŁY NISZCZYCIELSKIE W NAS?

Kiedy nie ma pytań, są tylko odpowiedzi.


Nie bałam się śmierci. Od dzieciństwa. Za to bałam się kręcenia na karuzeli, bo chciało mi się wymiotować. Kiedyś, gdy byłam młoda, próbowałam kilka razy popełnić samobójstwo. Nie chciało mi się żyć... Z niezgody na to... "całe zło", kłamstwa, niesprawiedliwość, okrucieństwo itd. itp.... I raz, prawie mi się udało... Prawie. Ponieważ jednak się nie udało, czułam wtedy ogromne rozczarowanie. Ale nagle usłyszałam głos w sobie, który powiedział, że 

gdybym umarła i tak musiałabym tu wrócić. Bo jestem tu po to, by zrozumieć ten świat. A potem będę wiedziała, co dalej...

Dawid56 wstawił na Mistyce Życia notkę między innymi o obchodach "Święta Shivaratri poświęconemu jednemu z najważniejszych bogów hinduskich Shivie




Po pierwsze... owa trójca kojarzy mi się oczywiście z trzema Parkami, Mojrami: jedna przędzie nić żywota, druga podtrzymuje, a trzecia przecina… (Wiem, że była jeszcze czwarta, co pruła… ;-) Kiedyś sama prułam skomplikowane wzory tych nici "starych" wzorków...).

Po drugie... robiłam kiedyś warsztaty Dramy Snów. Ludzie przerabiali na nich swoje trudne, traumatyczne sny. I czuli się potem fantastycznie – uwolnieni i zrelaksowani. Stąd wiem, jaką moc ma sztuka i “odgrywanie” pewnych sytuacji – “Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych.

W tradycji pewnego plemienia (mogę znaleźć nazwę, jeśli ktoś byłby tym zainteresowany *), na porządku dziennym było spotykanie się i odgrywanie sytuacji ze snów członków tego plemienia w celu uwalniania tworzących się na poziomie nieświadomości napięć pomiędzy członkami tej społeczności. Oczywiście wśród członków tego społeczeństwa nie było tak zwanego zakłamania. Dlatego każdy potrafił odważnie i szczerze dzielić się z innymi swoimi najbardziej dziwacznymi snami. Potem wszyscy członkowie odgrywali taki sen. W pewnych przypadkach czasem na życzenie “bohatera”, zakończenie snu na jawie mogło zostać zmienione. I ważne było wtedy też odegranie tej zmiany na jawie.

Wyobraź sobie, że przyśniło ci się, że miałeś romans z żoną swojego przyjaciela. Potem w niedzielę (zamiast na przykład iść do kościoła ;-)) spotykasz się ze swoimi współplemieńcami. Jest oczywiście wśród nich Twój przyjaciel i jego żona. Opowiadasz swój sen, a potem razem odgrywacie “spektakl” zgodnie z treścią “scenariusza” Twojego snu. Towarzyszą temu dźwięki bębnów, grzechotek i innych prostych instrumentów. A Ty “publicznie”, na oczach wszystkich, odgrywasz wraz z żoną przyjaciela taniec uwodzenia, romansowania, a nawet – jeśli było tak w Twoim śnie – akt seksualny. ODGRYWACIE tę sytuację za pomocą TAŃCA. W trakcie tego “spektaklu” możliwe są improwizacje, więc na przykład Twój przyjaciel może odegrać scenę zazdrości i złości. Ale nie może Ciebie atakować, jeśli nie było takiego ataku w Twoim śnie.

Wszyscy uczestnicy takiego “spektaklu” – rytuału są świadomi tego, że w snach przejawia się nasza nieświadomość i że odgrywanie snów na jawie służy uwalnianiu napięć pojawiających się (nieświadomie) w trakcie śnienia. Więc na koniec wszyscy są szczęśliwi, że wszystkie napięcia (i wewnętrzne "demony") w trakcie rytuału odgrywania snu zostały uwolnione. I “spektakl” się kończy…

Teraz twój przyjaciel dziękuję Tobie za uwolnienie siebie i jego, a także jego żony. I nie odczuwasz wstydu nawet sam przed sobą, że miałeś taki głupi i dziwny sen. Bo przecież żona twojego przyjaciela jest co prawda ładna i sympatyczna, ale przecież nigdy “normalnie” do głowy by ci nie przyszło, że chciałbyś przeżyć z nią romans. Inna wersja jest taka, że nieświadomie chciałbyś z nią przeżyć coś takiego, ale wypierałeś się tych uczuć sam przed sobą i dlatego miałeś ów sen. Ale w trakcie odgrywania tego snu wszystkie napięcia z tym związane po pierwsze zostają “upublicznione”, więc wywleczone niejako na poziom świadomości i poprzez odegranie ich w “bezpieczny sposób” – poprzez “spektakl”, taniec, rytuał, ogólnie sztukę – zostają uwolnione.

W innym przypaku taki nieświadomy "wzorek" powoli rozwijałby się w Tobie jako nieświadomiony wewnętrzny "demon", "pasożyt", który być może pewnego dnia zacząłby flirt z żoną twego przyjaciela. Aż w końcu doprowadziłby Cię tym samym do Twojej zdrady… przede wszystkim siebie samego (bo nieświadomego, dlaczego tak się stało) oraz Twojego przyjaciela...  w końcu zniszczyłbyś nieświadomie waszą przyjaźń  Bo czym innym jest świadome rozstanie z przyjacielem, ponieważ z jakichś powodów kończy się wasza wspólna droga,  a czym innym nieświadome zniszczenie relacji.

Spróbuj sobie przypomnieć jakiś sen, w którym robiłeś/robiłaś “coś złego” (społecznie lub moralnie nie akceptowalnego) i wyobraź sobie, że odgrywasz  ten sen jako “spektakl” – rytuał mający na celu uwolnienie nieświadomych napięć w Tobie, które przejawiły się poprzez ten sen…

Cyt. z art na Mistyce Życia:

Teraz mnie "oświeciło", ponieważ nagle zdałam sobie sprawę, że owa statuetka Sziwy może mieć bardzo ważne symboliczne znaczenie - "ochronne" albo uświadamiające... W kontekście tego, co napisałam powyżej o "odgrywaniu" snów, pojawiło mi się zrozumienie, że statuetka ta jest formą "tańczącego Sziwy", który na podobieństwo rytualnego tańca ma po pierwsze: uświadamiać nam symbolikę tego tańca i wzorcowego archetypu "Niszczyciela". A po drugie ma w rezultacie ochronić nas przed nieświadomymi siłami destrukcji naszych własnych "demonów". W jaki sposób taka statuetka może nas ochronić przed nieświadomymi siłami destrukcji naszych własnych “demonów”? Ano poprzez uświadomienie sobie tego w wzorca w sobie i uwolnienie się od niego (od strachu przed zniszczeniem też). I można wtedy podziękować Sziwie za to przypomnienie...

Istnieje wiele opowieści związanych ze świętem Shivaratri i jego początków. "Siły niszczycielskie"… możemy postrzegać jako "złe" albo jako "dobre: "oczyszczające" - jako naturalny proces "transformacji"… Podobne legendy krążą o bogini Kali i przedstawiają ją jako krwiożerczego, seksualnie rozbuchanego potwora. A to interpretacje wynikające z lęku przed nieznanym, zapomnianym jej aspektem.... Te interpretacje wynikają z niezrozumienia albo z umyślnego wypaczenia znaczenia tych wzorców i archetypu, który ona reprezentuje – symbolizuje. Podobnie w kościele katolickim – przez odpowiednie interpretacje – z nauk Chrystusa pozostało niewiele z tego, czego on nauczał.


Ale jeśli ktoś potrzebuje się obawiać czegoś i zamartwiać tym, że na przykład “są czynione niebezpieczne eksperymenty w CERN”, to już wybór tej osoby… co chce zasilać swoimi myślami i obawami. Ja tam szanuję czyjeś wybory.

Ten taniec jest symbolem narodzin, istnienia i umierania (śmierci). A śmierć ciała fizycznego jest tutaj bramą, przejściem z formy do formy…



Podobny taniec odtańczył kiedyś Krisznana grzbiecie naga Kaliya


Podobną funkcję miała do spełnienia Kali, która pochłonęła demona Raktabiję




Margo0307 napisała:

Postrzegam to podobnie jak Margo0307. Ale rozumiem, że ktoś może bać się śmierci i zniszczenia, a nawet traktować to bardzo emocjonalnie i osobiście. Tylko skąd te lęki i po co? Czy one coś zmienią? Czy wprowadzą harmonię, czy raczej utrzymują wewnętrzny chaos?

Trudno być odpowiedzialnym, gdy nie wie się za co… gdy większość naszych myśli jest myślana nieświadomie i większość czynów jest wykonywana nieświadomie. I na przykład tłuczemy się (niektórzy z nas) w serce w kościele klepiąc bezmyślnie: “moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina…” nie mając często pojęcia w CZYM zawiniliśmy. Zamiast to serce uszanować i zacząć go słuchać… I zacząć przyglądać się, zacząć obserwować samych siebie… swoje myśli, swoje czyny, uczyć się odpowiedzialności za nie i bycia świadomymi, co i dlaczego: myślimy i robimy ?


I jeszcze kilka cytatów potwierdzających sens poznawania swojej "strefy cienia", uznania jej w sobie i "uzdrawiania":

1. “Poznanie naszej własnej mrocznej strony to najlepszy sposób radzenia sobie z mroczną stroną innych.” C.C.Jung

2. “To nie przypadek, że ekspresja artystyczna i rytuały stały u podstaw starożytnych cywilizacji. Sztuka stanowiła osobistą metodę wyrażania ciemnej strony psychiki człowieka i uświadamiania jej sobie. Spełniała funkcję psychoterapii. (…) Rytuały dawały uczestnikom świadomość ich wnętrza i zapobiegały tłumieniu treści psychologicznych. Dopóki ludzie w ten sposób “stawiali czoła” czy też pozwalali w ten sposób przejawiać się własnym, wewnętrznym “demonom” i akceptowali je w sobie jako swoje, nie projektowali ich na świat fizyczny ani na innych. Mieli ich świadomość.”

W ten sposób ludzie oczyszczali siebie świadomie pozwalając na przejawienie się wewnętrznych demonów poprzez taniec “rytualny” lub ogólnie poprzez sztukę.

Projekcja swoich nieświadomych aspektów “ciemnej strony – naszej strefy cienia” na innych odbywa się tylko wtedy, gdy owe własne “demony” są wyparte do nieświadomości, odrzucone i odepchnięte do owej “strefy cienia”.

3. ” Jeśli wydobędziesz na wierzch, co jest w tobie, wówczas to, co wydobędziesz, ocali cię. Jeśli nie wydobędziesz tego, co jest w tobie, wtedy to, czego nie wydobędziesz, zniszczy cię.” – Chrystus ze Zwojów z Morza Martwego.

4.”Wszyscy mamy swoje wewnętrzne “demony”, ale (…) często tymi naszymi demonami są dla nas codziennie spotykani ludzie. Ludzie, z którymi się sprzeczamy, ludzie którym zazdrościmy, lub których nienawidzimy [także ci, których posądzamy o różne straszne rzeczy...] Ci, których krzywdzimy fizycznie i emocjonalnie. I nie tylko dlatego, że im zazdrościmy albo nienawidzimy czegoś w tych ludziach, ale dlatego, że nienawidzimy tego, iż nam przypominają o nas samych [te części nas, których się wyparliśmy]. Inni odzwierciedlają te nasze cechy, których chcielibyśmy mieć więcej albo te, których nie chcielibyśmy mieć wcale. Więc co robimy?
Łagodzimy ból nie przez zmianę czy rozpoznanie własnych demonów, ale przez walkę z osobami, które nam o nich przypominają… poprzez krzywdzenie ludzi przypominających nam cechy, ktorych u siebie nie lubimy. A gdy – nie wiedząc czemu – stajemy się sfrustrowani tak, że nie panujemy nad emocjami, obwiniamy za to innych, winimy za to dosłownie wszystko, co może być katalizatorem naszej nienawiści. ”

Właśnie przypomniałam dziś w nowej notce o prostej metodzie pracy wyciągania na poziom świadomości tych części nas samych, które ukryte przed nami zepchnięte zostały do nieświadomości – metodzie LUSTRA.

5. “Pojawienie się systemów, które zmusiły człowieka do wyparcia się jednego z biegunów ludzkiej dualistycznej natury, powoduje życie w ciągłym napięciu, lękach, strachu i wewnętrznej walce. Obniża się w ten sposób odporność ludzi i całych społeczeństw. Dlaczego wciąż są niszczone plemiona szamańskie żyjące w harmonii z całą naturą, w tym także w harmonii z dualnością ludzkiej natury? Ponieważ zatraciliśmy swoje korzenie.

Ego stale czuje się niepewne i ma potrzebę kontrolowania. Ego jest w nas czymś podrzędnym, ale zachowuje się, jakby było najważniejsze. Stąd ten rozłam pomiędzy ego a nieświadomością czy jażnią. Działa tu też rodzaj kompleksu Mesjasza, gdy projektujemy ideały (rolę) zbawiciela na kogoś oczekując, że nas ocali, bo sami nie chcemy się z tym zmierzyć i zrozumieć. I dlatego czujemy się wciąż niepewnie i dlatego czujemy, że nie mamy wystarczającej siły, by kierować swoim życiem.”

p.s. Pięc powyższych cytatów pochodzi z filmu p.t. KINEMATYKA, o którym pisałam: http://www.tonalinagual.blogspot.com/2014/01/kinematyka.html

Wiem, że my (prawie wszyscy) jesteśmy jeszcze nieświadomi swoich własnych, wewnętrznych demonów, dlatego tak cierpimy. A przecież sami możemy się "uzdrowić" czy uwolnić z wpływu wszelkich "demonów" i "złych duchów" przede wszystkich uświadamiając sobie ich wyparcie i odepchnięcie ich do "strefy cienia", Także tych "duchów i demonów czyhających na nas w Astralu". (O tym między innymi traktuje na przykład joga śnienia albo bardo czy tolteckie śnienie.) Oczywiście to wymaga sporego wysiłku. Ale jest to możliwe tylko dla tych, którzy tego potrzebują, którzy są na to gotowi… w swojej podróży w nieskończoności.

Jeszcze a propos walki i pięknej przypowieści Margo0307, którą przedstawiłam w poprzedniej notce.
Miałam kiedyś śnienie o kobiecie w bieli walczącej z czarnym smokiem: http://tonalinagual-sny.blogspot.com/2004/06/kobieta-walczaca-ze-smokiem.html  Walkę tę przerwała postać olbrzymiej kobiety, która jak skała wyłoniła się z wód morza… I pamiętam swoje zdziwienie, kiedy w jednej ze swoich wewnętrznych podróży spotkałam (zamiast starej mądrej kobiety – bo taki miała cel medytacja według prowadzącej) starego hindusa, od którego dostałam piękny, żywy talizman… 

Chaos => walka =>  harmonia… (I Michaela też na to zwróciła uwagę…)


Dlaczego niektórzy ludzie chcą koniecznie zwalczać choćby "miłością" nienawiść, dobrem zło, światłem ciemność, zamiast szukać sposobów na dokonanie odpowiednich zmian, które doprowadzą do pokoju i harmonii… przede wszystkim w sobie? No chyba, że po prostu nie zależy im na tym. Walka to walka. Oczywiście, jeśli ktoś jej potrzebuje, to ją ma. Z wewnętrzną i nieświadomie kontynuowaną włącznie...

MIŁOŚĆ NIE JEST BIEGUNOWA WZGLĘDEM NIENAWIŚCI. Biegunowym pojęciem wobec NIENAWIŚCI jest UWIELBIENIE, gdyż zarówno nienawiść jak i uwielbienie zawierają w sobie ten sam „potencjał energetyczny o przeciwnej polaryzacji". 

Kto wie, może są tacy ludzie, którzy nawet nieświadomie pragną pozostać w tym wewnętrznym konflikcie? Dlatego ich ego-ja z takim zainteresowaniem "przykleja się" do myśli o różnego typu zagrożeniach i sytuacji konfliktowych w życiu osobistym, na świecie albo nawet w astralu?

Skąd to wiem? Bo sama tak kiedyś robiłam. Z doświadczenia to znam, ale uświadomiłam to sobie i dokonałam zmian. I wiem, że to możliwe. Dlatego teraz tym dzielę się w wolności od rezultatów, jakie moja pisanina może mieć lub nie mieć.


Rozpoznawanie sposobów działania naszych umysłów w tym świecie może być… wprost fascynujące… Jakie misternie utkane konstrukcje tworzy ego-ja, by tylko utrzymać nas w nieświadomości tego, co naprawdę sobie myślimy o sobie i innych, i o całym naszym świecie “Dobra i Zła”; jaki świat współtworzymy naszymi nieświadomymi myślami, przekonaniami i czynami…wraz z innymi; jakie iluzje podtrzymujemy…


p.s. Pół-żartem, pół-serio ostrzegam: jeśli jesteś nieświadomy/nieświadoma swoich wewnętrznych demonów, możesz je zawsze dostrzec we mnie - jak je na mnie nieświadomie  sobie zaprojektujesz. ;-)

_____

*) Znalazłam jeden przykład:
""Irokezi (według mnicha Fremina, który opisywał ich zwyczaje w XVIII wieku), czcili sen jako bóstwo. Wyrażnie rozróżniali pomiędzy świadomością i podświadomością, i uważali, że ukryta lub podświadoma [nieświadoma] część psyche wyraża swoje pragnienia poprzez sny. Jeśli owe pragnienia nie zostaną zaspokojone, podświadomość wpada w gniew. Irokezi praktykowali "teatr snu". (...) Podczas takich rytuałów dozwolone było przekraczanie przyjętych zasad społecznych. Miało to na celu wyrażenie podświadomych pragnień i ochronę przed chorobą ciala lub umysłu. Niezrealizowane, ukryte pragnienia uważano bowiem za podstawową przyczynę zaburzeń osobistych i społecznych.()
Można powiedzieć, że rytuały "odgrywania" snów służyły wyłącznie rozładowywaniu napięć. (...) To rodzaj psychoterapii, lecz i droga do poszerzania świadomości." - z książki "Nowy słownik snów" Tony'ego Crispa






środa, 5 marca 2014

KOMPUTEROWA GRA Z PRZESŁANIEM?


Oto piękna przypowieść Margo0307, którą umieściła w komentarzu pod moją notką p.t.: MEDYTACJA, ŚNIENIE, ZMIANY WZORCÓW IPRZEBUDZENIE... CZY KONTYNUACJA SNU? 



"Kiedyś grałam w grę komputerową, która składała się... chyba z 7-miu poziomów...
Główną postacią gry był ludzik w pumpiastych spodniach (coś a'la Sindbad), który miał za zadanie dojście do ostatniego, siódmego poziomu, na którym czekała nagroda ale... nie pamiętam co było tą nagrodą ;) 
W trakcie wędrówki przez te kilka poziomów czyhało na niego mnóstwo śmiertelnych niebezpieczeństw...
 Na ostatnim poziomie, tuż przed końcem... stało ogromne lustro...
 Kiedy ludzik - Sindbad stanął przed lustrem, ujrzał swoje odbicie, które... wyszło z lustra i broniło dostępu do upragnionej nagrody ;) 
Gdy ludzik - Sindbad wyciągnął miecz - odbicie także wyciągnęło miecz... 
Ludzik - Sindbad znał wiele wspaniałych sztuczek władania mieczem, ale... odbicie znało dokładnie te same sztuczki i bardzo skutecznie odparowywało ciosy ludzika - Sindbada 

Zabrało mi wiele, wiele czasu granie w tą grę, a to dlatego, że bardzo byłam ciekawa tego, co jest końcową nagrodą ;) 
W pewnym momencie, opanowawszy niemal do perfekcji wszystkie 6 poziomów, poczułam rezygnację połączoną niemal ze złością, nie mogąc pokonać lustrzanego odbicia...
 Postanowiłam więc przestać walczyć mieczem i... stał się CUD !!! - odbicie także schowało miecz :D"

piątek, 28 lutego 2014

MEDYTACJA, ŚNIENIE, ZMIANY WZORCÓW I PRZEBUDZENIE... CZY KONTYNUACJA SNU ?



Skuteczne praktyki, które pomagają nam dokonywać zmian starych, niepotrzebnych nam wzorców (sprawiających na przykład cierpienie) istnieją i kiedy tego potrzebujemy, to docierają one do nas. Jesteśmy różni, więc rożne praktyki, w różnym czasie, dla każdego mogą być bardziej lub mniej skuteczne.

Wiedza płynąca z dzogdzen (pisałam o tym w poprzedniej notce) dotycząca rigpy czyli wiedzenia (rzeczy, zdarzeń, sytuacji takimi, jakie są) kojarzy mi się z wiedzą Tolteków w aspekcie widzenia (trzecim okiem – wewnętrznego widzenia - tzw. "milczącej wiedzy").

A teraz jeszcze znalazłam artykuł świadczący o tym, że nauki Tolteków o śnieniu *) są podobne do nauk dzogdzen. Oto wywiad z Tenzinem Wangyal Rinpoche o jego książce "Tybetańska joga snu i śnienia":




[i nie chodzi tu wcale wyłącznie o umiejętności świadomego sterowania snem - JESTEM]


R: Myślę, że najważniejsze jest, aby nie zaczynać jogi śnienia, dopiero gdy idzie się spać, ale by zacząć ją na jawie. Staraj się być świadomym; zdać sprawę z tego jak czasem jesteś bezradny, gdy ogarniają cię emocje. Gdy zdasz sobie z tego sprawę, ważne jest abyś na jawie próbował wykształcić pewną stabilność umysłu. Stabilność ta może być wspierana doświadczaniem radości, no wiesz, dostrzeganiem piękna życia, czy pozytywnych wydarzeń wokół ciebie. Zwykle wszystkie doświadczenia naszego umysłu i duszy, które zbieramy w ciągu dnia gdzieś się rozpraszają. W jakiś sposób zanim pójdziemy spać stajemy się “pokawałkowani”. Jeśli tacy “pokawałkowani” udamy się na spoczynek, nie będziemy mieć dobrych doświadczeń podczas snu. Należy zatem próbować utrzymywać pewną uważność [umysłu], postarać się zebrać te wszystkie kawałki i stać się jednością.



()


R: Tak, oczywiście. Nie ważne jakiego kto jest wyznania, wszyscy jesteśmy czującymi istotami. Czująca istota, to taka, która ma umysł, a jeśli ktoś ma umysł, zawsze, dopóki będzie w samsarze, będzie miał kłopoty z kontrolą nad nim." [tu dodam od siebie, że kontrola nie jest konieczna, dużo bardziej skuteczne jest zaufanie  oraz świadomość przeżywanych doświadczeń i rozpoznań. Jeśli ktoś ma spore ego, to ma trudności z dokonywaniem rozpoznań i bycia świadomym w swoich doświadczeniach; otwarty i skupiony umysł  w tym nie przeszkadza]. "Powinno się używać takiego wsparcia, które rzeczywiście pomaga skupić umysł. Wszyscy mogą spróbować wykształcić umiejętność nie poddawania się swoim emocjom. Postaraj się codziennie kontrolować swoje emocje. To jest ważne w rozwijaniu praktyk snu i śnienia."

[tu także dodam kilka słów od siebie - bo postrzegam to trochę inaczej. Otóż kontrola emocji nie uwalnia nas od nich - wręcz  odwrotnie - często powoduje tylko ich wyparcie na jakiś czas. Ale gdy tracimy choćby na moment uważność, pojawią się  one nagle jakby z podwojoną siłą - zaskakując nas samych swoją "agresją". Natomiast pozwolenie sobie na przejawianie się naszych emocji jest ważnym elementem - etapem w rozpoznawaniu (uzdrawianiu) siebie. Daje nam możliwość zaobserwowania emocji w sobie i uświadomienia faktu, że nami władają". Dopiero, gdy uświadomimy sobie to, jak one nami "szarpią" i z jakimi wzorcami myślowymi (przekonaniami) są powiązane, dopiero wówczas możemy dokonać wielu ciekawych odkryć i dowiedzieć się ważnych rzeczy o sobie. Po to, by je uświadomić sobie i dokonać decyzji, czy chcemy to zmienić. Gdy podejmiemy taką decyzję o zmianie, wówczas pojawi się metoda, w jaki sposób możemy dokonać tej zmiany. - JESTEM]



Też sobie przypomniałam kiedyś, jak ważne mogą być nasze sny, zwłaszcza te świadome. Ile z nich płynie ku nam informacji o nas samych Z jednej strony możemy się w śnieniu uczyć uważności, docierać do najgłębszych zakamarków siebie, uzdrawiać się czy uwalniać od tego, co nas więzi, a z drugiej strony możemy poprzez śnienie uczyć się dostępu do tzw. wewnętrznej "milczącej wiedzy". Co w dzogdzen zwane jest pustką, która uwalnia nas od wszelkiej iluzji. 

W jednym ze snów otrzymałam na przykład informację - wiedzę, jak mam oddychać, aby uaktywniać połączenia między neuronami w mózgu:

Oddycham wówczas krótkimi oddechami wyobrażając sobie znak nieskończoności, którego jedna część znajduje się wewnątrz ciała  - jakby otacza "czakrę" serca na przykład, a druga część znajduje się na zewnątrz. Punkt centralny tego znaku nieskończoności znajduje się na granicy ciała z przodu. Biorąc wdech "rysuję" swoją skupioną uwagą drogę na znaku nieskończoności od punktu centralnego do wewnątrz i z powrotem do punktu centralnego znaku, a przy wydechu kontynuuję przesuwanie uwagi po zewnętrzej części.

Jeszcze teraz, gdy praktykuję czasem ten oddech, na początku czuję w głowie coś jakby “musujące bąbelki”, które pękają. :-)

Mezamir napisał o pustce:

Na różnych etapach różne metody mogą nas wspierać na ścieżce do 'przebudzenia' :-) Dla mnie medytacja jest wejściem w swoje wnętrze (jakkolwiek każdy może to rozumieć) w ciszy i samo-obserwacji... Można medytować latami, próbując uwalniać się - odrzucając czy omijając wszelkie pojawiające się myśli, koncepcje czy wizje wraz z emocjami. Kiedy jednak stajemy się bardziej świadomi siebie samych, możemy zacząć wyciągać na poziom naszej samo-świadomości różne wzorce "ukryte" przed nami w nieświadomości, a mimo to bardzo  aktywne. Gdy je odkrywamy, wówczas możemy wiele zaskakujących rzeczy dowiedzieć się o sobie samych… a to bywa... trudne. I wymaga sporej odwagi.

I można zastosować takie metody, które pozwalają wyciągnąć te wzorce z nieświadomości, by je: 
1. odrzucić, 
2. uświadomić sobie i przetransformować w sobie
3. przyjąć je w siebie… i uwolnić je w sobie albo siebie od nich - w sobie

Dla mnie na pewnym etapie skuteczna była na przykład metoda LUSTRA. 

Mezamir o medytacji:
"Chodzi o to żeby 100 razy w ciągu dnia zrobić pauzę i to jest najtrudniejsze wbrew pozorom :)
Trzeba niczego nie tworzyć, na niczym się nie skupiać, niczego nie chwytać, im więcej razy przyłapiemy się na rozproszeniu, na tym że znów popędziliśmy za jakąś myślą, tym lepiej :) "

Tak, pędzimy często za myślami kompletnie tego nieświadomi… Fajna ta praktyka. Ale nie wiem, czy nie bardziej trudne jest otwarcie się na uświadomienie sobie naszych nieświadomych wzorców działania. Może być, że różne zadania dla jednych ludzi są bardziej trudne, a inne, dla innych.

Ja na przykład kiedyś stosowałam prostą "praktykę" takie ćwiczonko ;-) pustego umysłu". Wyobrażałam sobie głowę jako wnętrze pustej piłki, a myśli jak kolorowe "świderki", które próbowały przedostać się do wnętrza tej piłki. Kiedy pojawiała się myśl, mówiłam głośno "bip" i oddalałam te "świderki" z wnętrza piłki. Chodziło o to, by utrzymać pustość wnętrza tej "piłki" - umysłu.

Po trzech tygodniach codziennej praktyki (wystarczyło 5 minut dziennie), zaczęłam być coraz bardziej świadoma pojawiających się w umyśle myśli. Wtedy zaczęłam dokonywać wyboru: jednym myślom dziękowałam, odsuwałam je od siebie i one odchodziły, bo mi już nie służyły, a inne przyjmowałam jako "swoje", bo mnie wspierały w dokonywaniu zmian i rozpoznań...

Po kilku następnych tygodniach tej prostej praktyki byłam już świadoma około 90% myśli pojawiających się w moim umyśle (w mózgu). Potem… stawałam się coraz bardziej świadoma i odpowiedzialna za wszystkie myśli, którym "pozwałam" myśleć się w mojej głowie oraz za wypowiadane czy pisane słowa…

Ważna też jest praca z emocjami… Praca z samym umysłem może nie wystarczać, może być 'syzyfową pracą", ponieważ w naszych ciałach też mamy różne zapisy… Ale tu też można znaleźć różne metody, które nam mogą pomóc dokonać zmian… Ja na przykład m.innymi stosowałam niektóre ćwiczenia polecane przez Keitha Sherwooda w książce "Czakroterapia". Stamtąd pochodzi także medytacja "pustego umysłu".

ach, zmiany następują rzeczywiście niesamowite. :-)

Mezamir:
"Trzeba wtedy sprowadzić umysł na miejsce i zwyczajnie być przytomnym, obserwator myśli, nie uczestnik myśli."

Być jednością: z obserwatorem i działającym oraz myślami - to jest niesamowite ;-)

Inny cyt. podany przez Mezamira: "Czasami wydaje się, że świat stawia nam jeszcze większe wyzwania, kiedy jesteśmy na ścieżce, ponieważ duchowa ścieżka nas przebudza. Wymaga od nas, byśmy pozbyli się wszystkiego, co zainwestowaliśmy w iluzję."
I inne cytaty stamtąd:

1. "Nie będziemy kochani przez wszystkich, dlatego że jesteśmy na ścieżce duchowej."

To dla mnie oczywiste i wiem, co te słowa znaczą ;-) Dzieje się tak z wielu powodów, które powoli rozpoznajemy i zaczynamy rozumieć, gdy stajemy się coraz bardziej świadomi siebie.

2. "Nasze relacje ze światem będą dokładnie takie same jak przedtem."

No, nie całkiem. Może zdarzyć się tak, że zostaniemy odrzuceni przez starych przyjaciół… i nasze relacje ze światem zmieniają się radykalnie… Właśnie dlatego, że:

3. "Czasami wydaje się, że świat stawia nam jeszcze większe wyzwania, kiedy jesteśmy na ścieżce, ponieważ duchowa ścieżka nas przebudza. Wymaga od nas, byśmy pozbyli się wszystkiego, co zainwestowaliśmy w iluzję."

Kiedy żyjemy w kłamstwach - iluzji na swój własny temat, kiedy działamy pod wpływem wzorców, których nie jesteśmy świadomi, wtedy żyjemy w iluzji, wciąż w nią inwestujemy i podtrzymujemy ją. W iluzji o sobie samych, a przeto i o innych także. Projektujemy wówczas własne iluzje (przekonania) na innych.

Mezamir o śnieniu:

Słowianie są śniącymi i śnią swój Sen… Niektórzy z nich śnią nawet Sen doskonałego Narodu i Rasy oraz Sen o wyższości Rodzimowierców nad innymi… Obejrzałam wczoraj filmik - o śnieniu właśnie - z wypowiedzią Treblowa, który jest kimś w rodzaju "głównego kapłana", "animatora" czy też twórcy tzw. Kultury Wedyjskiej **). 
Oto cytaty z filmu reklamującego seminarium pt. Świadome śnienie:

“Możemy poznać świat Nawii, świat Slawii, świat Prawii.
Podczas życia w świecie Jawnym mamy możliwość poprzez świadome wyjście z ciała przygotować się do życia w kolejnym świecie, przygotować się do kolejnego etapu naszej ewolucji. Mamy możność poznać, gdzie pójdziemy po utracie naszego fizycznego ciała. Zapomnieć raz na zawsze, czym jest strach przed śmiercią.
I rozpoznać drogę do wyższych światów. Stać się tam nie nowicjuszem, ale stałym bywalcem. Mało tego: Uniwersytety i ukończenie szkół istnieją nie tylko w świecie Jawnym. Istnieją one i w świecie Nawii, być może znajdziecie możliwość uczenia się tam. Gdyż – uwierzcie – tam ma to miejsce. Może wam to potwierdzić dowolny człowiek mający takie doświadczenie “ [no to wam potwierdzam :-) - JESTEM]

“(…) budząc się możecie przenosić całą tą pamięć, wszelkie te wrażenia do świadomości Jawnego ciała” [to też wam potwierdzam :-), a przykładem może być śnienie o ćwiczeniu - sposobie oddychania - JESTEM]. “(…) Ale są na tej drodze dwa warianty. 
Wariant 1. to iść samodzielnie i nabijać sobie guzy na każdym nowym stopniu. A to dlatego, że proces ten nie jest tak prosty, jak na pierwszy rzut oka się wydaje. Jeśliby to było takie proste, to już dawno byście tym władali sami. Być może za 5, 10, 15 lat uda się wam.  [bo to wariant dla odważnych? - JESTEM]
Wariant 2. to pójść na kurs i zdobyć prawdziwe doświadczenie u tych, którzy to już potrafią.” [pójść na kurs, zapłacić nam, choć wcale nie gwarantujemy, że uda wam się to wcześniej niż za 5, 10 lub 15 lat? - JESTEM]

“(…) Poprzez samodzielne nauczanie zdobywacie pewne informacje. One magazynują się w waszej świadomości – powolutku zaczynają dokonywać w niej zmian. Powoli dochodzicie do pewnych odkryć i zrozumienia" [no jakby o mnie pan Treblov opowiadał ;-) - JESTEM] "- na to potrzebne są lata. Jeśli jednak wiedzę przekazują wam ludzie mający osobiste doświadczenia, to możecie uzyskać wszystko w bezpośrednim kontakcie przez biopole. Na poziomie podświadomości, świadomości, nadświadomości. Jest to kontakt nauczyciela z uczniem. Tak na prawdę właśnie w ten sposób nauczali się ludzie w różnych czasach i w różnych narodach. Gdy doświadczenie przekazywane jest w bezpośrednim kontakcie energetycznym.”

I tu mam poważną wątpliwość, ponieważ może i tak było, ale to jest przecież ingerencja w czyjeś pole energetyczne, w czyjąś Istotę, w czyjąś karmę… i to ogromna ingerencja. A – jak mówi Treblov – podobno w ciągu 3-5 dni można zdobyć te umiejętności na seminarium… Wiedzę – może tak, pewnie można dostać na takim 3 dniowym seminarium, ale nie znaczy to, że uczestnicy seminarium nie będą i tak  potem potrzebowali przejść przez długi okres osobistej praktyki i treningów.

cyt. z filmu ciąg dalszy:
“(…) Świadomego śnienia można nauczyć się z pomocą ezoteryki, ale można i z pomocą Kultury Wedyjskiej. Różnica jest ogromna, gdyż tylko Wedyjska Kultura i te Przykazania, jakie dali nam Bogowie i Przodkowie wraz z Najwyższym Prarodzicem pozwolą wam otrzymać ich błogosławieństwo, wsparcie i ochronę. Mało tego – znając podstawy kultury Wedyjskiej nie macie szans popaść w niebezpieczeństwo" [samodzielnej drogi? - JESTEM], gdyż działać będziecie tylko dla dobra swojego Rodu. I naszego wspólnego Niebiańskiego Rodu. Właśnie dlatego celu przeznaczone jest świadome śnienie.”

Czyli co? Także nauki tolteckie czy dzogdzen i joga śnienia, a także wiedza tybetańska o bardo dla Treblowa są ezoteryką? Albo śnienie Aborygenów - to też ezoteryka? Bo są "uczone" - przekazywane w ramach innych systemów albo całkowicie poza systemami, w każdym razie poza "jedynym i wyjątkowym  systemem" - systemem kultury wedyjskiej - “naszej Rasy”?

Otóż, ja - wygląda na to, że się “uczę” w takim “Uniwersytecie”, o którym Treblov wspomina i każdy może się tam uczyć, ale nie musi stawać się od razu wyznawcą jakiejś religii czy też systemu duchowo-religijno-społecznego. No chyba, że woli czuć się "zabezpieczony" lub "zabezpieczona". Choć nie wiadomo dokładnie przed kim lub przed czym.

I jeszcze cyt. z początku filmu:
“Cokolwiek byście nie czytali i nie słyszeli odnośnie poziomów świadomego śnienia, przeniknięcia za ich pomocą do rozmaitych światów, wszystko to będzie w taki czy inny sposób kłamstwem”.

Czy to dotyczy także wiedzy przekazywanej przez Treblowa? A jeśli nie, to jest to spore "przegięcie". Bo co? Bo tylko “my” – “nasza czysta Rasa” – mamy monopol na prawdę? 
… łoł, łoł, łoł czyli ojejuniu…

Tu cały film, z którego zaczerpnęłam cytaty: http://youtu.be/LHw8PWlyy5Y

I dodam od siebie, że według mnie ta cała wiedza, którą także Treblow dzieli się z ludźmi, znajduje się w POLU UNIWERSALNEGO UMYSŁU Ziemi, dostępna dla wszystkich ludzi, tyle że różni ludzie robią z niej różny “pożytek” i na różne sposoby z niej korzystają oraz na różne sposoby ją rozumieją i interpretują (podobnie jak np. nauki Chrystusa czy Buddy).

Co na temat świadomego snu mówią inni, na przykład Bashar?
Proszę: Życie jako świadomy sen https://www.youtube.com/watch?v=hJpApB3YEEg

Tak poczułam, by w tym kontekście zacytować słowa Jiddu Krishnamurtiego:


Oczywiście, jeśli ktoś chce tworzyć nowe religie, niechaj sobie tworzy. Ja piszę po to, by pokazać różne perspektywy i możliwości. Jestem… "w służbie" Jedni ;-D 

i drugi cytat J.K.:

A ja szukam sobie wspólnych korzeni w tych wszystkich religiach i różnych "liniach przekazu" oraz JESTEM otwarta na nową wiedzę, która prowadzi do "Piątego Świata Harmonii" ;-)

_____________________________________________________

*) Świetny artykuł o Czterech Umowach Tolteków tutaj: http://zenforest.wordpress.com/2008/02/17/cztery-umowy-toltekow/

Tu cytaty z innego artykułu:
Stary sen się opiera, to oczywiste. I reakcją jest wzrastające napięcie w ludziach i społeczeństwach. Uczniowie, z którymi pracuję, często doświadczają tych tarć w swoich własnych umysłach -walka starego snu z nowym snem. Odkrywają Pasożyta w swoich umysłach: Sędziego, Ofiarę i ich cały system przekonań pochodzący ze starego snu, zjadający ich energię i czyniący ich nieszczęśliwymi. Odkrywają również, że jest realna możliwość bycia szczęśliwym. Jednak stary sen nie daje za wygraną. Sabotuje ich szczęście. Ponieważ stary sen czuje się bezpiecznie z cierpieniem, czuje się bezpiecznie będąc ofiarą. Uczeń musi więc odnaleźć w sobie Duchowego Wojownika, który będzie walczył z Pasożytem, który zaakceptuje i podda się Nie-wiedzeniu i zrobi miejsce na nowy sen. [ albo otworzy się na "wewnętrzną, milczacą wiedzę"]
()

**)  Wiedza Treblowa, chyba głównego "kapłana" tzw. Kultury Słowiańsko - Wedyjskiej jest imponująca. Oto przykłady: 
1.Treblow o włosach 

2. I o czystej Rasie:

p.s. Na filmach należy uaktywnić opcję napisów.